Księżyce: 71 Mistrz: Płotkowy Potok Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Karasiowa Ość [*], Płotkowy Potok [*]
długowłosy, niebiesko-kremowy szylkret z białymi znaczeniami na szyi, brzuchu i łapach; prawe oko zielone, lewe pomarańczowe; wypłosz z przerzedzoną sierścią, wysoki, choć często się garbi; pachnie mieszaniną wszelkiego zielska i Grzmiącej Ścieżki; ma pojedyncze siwe włosy na pysku
Zależny od układu gwiazd na niebie. Punktem stałym jest unikanie konfliktów i planów na odległą przyszłość.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
– Ooo, takie rzeczy. – podsumowuję z kiwnięciem głowy, chociaż jestem leciutko rozczarowany, liczyłem na dużo obszerniejszą historię!! Ale dobra, nie będę ciągnąć mistrzyni za język.
Kładę lekko uszy po sobie, gdy Płotkowy Potok się śmieje. I jakbym mógł to bym schował głowę niczym żółw czy inny ślimak, bo trochę wstyd i porażka. Może trzeba było od razu przyznać się, że tak nie do końca mi po drodze ze wspinaniem. Już zaczynam rozważać wykopanie sobie dołka w śniegu, w którym zamieszkam do roztopów, gdy szylkretka się odzywa. I nie komentuje jakoś nadmiernie moich znikomych umiejętności. Zamiast tego tłumaczy z czym się je taką wspinaczkę, więc zaraz szare uszy znowu są skierowane do przodu, a ja słucham uważnie każdego słowa.
– O panie, to wygląda na dużo pamiętania by się nie pogubić... – wzdycham cierpiętniczo. Jedna łapa, druga łapa, a tam jeszcze dwie z tyłu są. Masakra. Ale oczywiście nie uchylam się od próbowania! Więc po krótkiej prezentacji ze strony mistrzyni sam podchodzę do drzewa i przez moment mierzę zniesmaczonym spojrzeniem chropowatą korę. Przeciągam się powoli i opieram przednie łapy o dąb. Testuję ustawienie kończyn i dopiero po chwili wyciągam pazury by rzeczywiście się wczepić w powierzchnię. I wtedy zaczyna się najgorszy etap – ta cała wspinaczka. Prędko okazuje się, że łatwo jest spamiętać kolejność w jakiej należy poruszać łapami, ale dużo trudniejsze jest to podciąganie całego ciężaru w górę, szczególnie gdy nie ma się raczej zbyt wiele siły. Nie docieram nawet do połowy drzewa nim przednie łapy zaczynają mi płonąć, więc prędko podejmuję decyzję, że to już pora na powrót. Niestety schodzenie wcale prostsze nie jest, a wręcz pochłania jeszcze więcej czasu, więc w momencie gdy kończyny już zaczynają mi okropnie drżeć, rezygnuję z porządnego schodzenia i odbijam się od kory by wylądować na czterech łapach w miękkim śniegu. Dobrze, że go tyle napadało. I dobrze, że nie właziłem jakoś mega wysoko. Udaje mi się wylądować w białym puchu, więc z ciężkim westchnięciem przewracam się na grzbiet.
– Łapy mi zaraz odpadną od tej metody. – zaczynam smęcić i wiję się jak przewrócony żuczek. W sumie jestem jak taki żuczek teraz.
︶⊹︶︶୨୧︶︶︶⊹︶︶⊹︶︶︶୨୧︶︶⊹︶ shadowssettleontheplace – that you left – Our mindsare{ t r o u b l e d } by the emptiness
We are the reckless, we are the wildyouth ⋅౨ৎ‧₊C h a s i n g.visions of { our futures } One day, we'll revealthe truth That one{ will die } . . . . . ◟੭. . . . . . . . . . . . . . . . . . .beforehegetsthere
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Z wiecznie nierozgarniętej kupy futra stała się naprawdę śliczną kotką! Posiada długie rudo-bure futro wraz z tygrysimi pręgami, o które bardzo dba w wolnym czasie. Widnieje na nim również kilka białych znaczeń, a mianowicie na brodzie, końcówkach łap i brzuchu. Wzrostem nie dominuje, choć jest trochę wyższa od przeciętnego kota. Z figury jest trochę chuda, jednak przez puchate futro na pierwszy rzut oka wydaje się że jest wręcz odwrotnie. W jej charakterystycznych bursztynowych oczach często widać iskierki. Idealnie wraz z nimi komponują się spore uszka oraz długie białe wibrysy.
Jej wieczna energia zdecydowanie przygasła, pozostawiając za sobą inną Płotkę, niż za czasów, gdy była wszystkiego ciekawym terminatorem, mimo tego w jej oczach często znajdują się iskierki, a na pyszczku widnieje ciepły uśmiech. Wciąż jest gadatliwa i chętna do poznawania nowych rzeczy. Będąc u dwunożnych, miała aż nadto czasu do namysłu i zregenerowania się. Nie wróciła do marzenia, by zostać przywódczynią, jednak chce dać z siebie wszystko jako wojownik. Najważniejsza jest dla niej rodzina i przyjaciele, to oni jako jedyni są dla niej cenniejsi niż klan czy własne życie.
Teoria brzmiała… No dość skomplikowanie, ale to tylko teoriaaa. W praktyce łapy niemalże same się ruszają i po złapaniu pierwszy raz rytmu nawet nie trzeba myśleć, tylko wspina się na sam szczyt! Tak też Minóg zrobił, na początku trochę niepewnie jednak kilka kroków i ooo! Udało się!! Gdy kolorowy wchodził coraz wyżej uśmiech mistrzyni się tylko poszerzał. Schodzenie w dół też opanował, widać, że pod presją, bo gnało go zmęczenie, aleee udało się!! Wojowniczka podeszła do swojego biednego, zmęczonego żuczka z wymalowanym zadowoleniem na pysku. - Strasznie szybko załapałeś, brawo! Schodzenie też ci świetnie poszło, ale no tak jak mówiłam, ta metoda jest o wiele bardziej męcząca. Odpocznij sobie na spokojnie i gdy tylko nabierzesz sił spróbujemy wspiąć się na górę tym pierwszym sposobem - zaproponowała, siadając obok młodego. Mieli duuuużo jeszcze czasu przed zachodem, a szylkretce się nie spieszyło więc mogła śmiało poczekać.
≺☉)͜͡˒ ⋊
lady,runningdownto theriptide taken awayto thedarkside i wannabe yourleft-handman i loveyouwhen you'resingingthat song and I gota lumpin mythroat 'causeyou're gonnasingthe wordsw r o n g
Księżyce: 71 Mistrz: Płotkowy Potok Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Karasiowa Ość [*], Płotkowy Potok [*]
długowłosy, niebiesko-kremowy szylkret z białymi znaczeniami na szyi, brzuchu i łapach; prawe oko zielone, lewe pomarańczowe; wypłosz z przerzedzoną sierścią, wysoki, choć często się garbi; pachnie mieszaniną wszelkiego zielska i Grzmiącej Ścieżki; ma pojedyncze siwe włosy na pysku
Zależny od układu gwiazd na niebie. Punktem stałym jest unikanie konfliktów i planów na odległą przyszłość.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
– Załapałem, ale jakim kosztem? – dramatyczne pytanie opuszcza mój pysk, gdy jednocześnie prostuje skierowane ku górze łapy. Tak żeby nie było wątpliwości, że to one tu są ofiarami!! Dalej mnie pieką i to nie że opuszki sobie pozdzierałem tylko dosłownie od środka pieką, to dopiero niekomfortowe. I dziwne. I chwila, czy ja dobrze słyszałem, że czeka mnie dzisiaj jeszcze ten drugi sposób? – Przecież ja już nigdy nie odzyskam tych sił... – żalę się żeby sprawa była jasna. Spodziewam się, że w tym miejscu dokładnie doczekam końca swoich dni, Płotkowy Potok jest niepoprawną optymistką jeśli myśli, że będę w stanie się jeszcze ruszyć. Ale leżenie jak smutny żuczek ogólnie zbyt ciekawe nie jest, a już na pewno nie tak jak istnienie szybszego sposobu. Więc po chwili kwękania jak mi źle i okropnie, decyduję się zahaczyć także o ten temat.
– A tak czysto teorerycznie... jak to drugie wspinanie działa?
︶⊹︶︶୨୧︶︶︶⊹︶︶⊹︶︶︶୨୧︶︶⊹︶ shadowssettleontheplace – that you left – Our mindsare{ t r o u b l e d } by the emptiness
We are the reckless, we are the wildyouth ⋅౨ৎ‧₊C h a s i n g.visions of { our futures } One day, we'll revealthe truth That one{ will die } . . . . . ◟੭. . . . . . . . . . . . . . . . . . .beforehegetsthere
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Księżyce: 126 Mistrz: Niedźwiedzi Kieł [*] Płeć: kotka Matka: Wydmowy Wiatr [*] Ojciec: kto? (Głogowy Cień) [*] Trwałe urazy: szpetna, ogromna i rozległa blizna na szyi po pazurach borsuka, rozciągająca się od prawej strony żuchwy aż do okolic lewego barku; ślady psich kłów na karku
Z wiecznie nierozgarniętej kupy futra stała się naprawdę śliczną kotką! Posiada długie rudo-bure futro wraz z tygrysimi pręgami, o które bardzo dba w wolnym czasie. Widnieje na nim również kilka białych znaczeń, a mianowicie na brodzie, końcówkach łap i brzuchu. Wzrostem nie dominuje, choć jest trochę wyższa od przeciętnego kota. Z figury jest trochę chuda, jednak przez puchate futro na pierwszy rzut oka wydaje się że jest wręcz odwrotnie. W jej charakterystycznych bursztynowych oczach często widać iskierki. Idealnie wraz z nimi komponują się spore uszka oraz długie białe wibrysy.
Jej wieczna energia zdecydowanie przygasła, pozostawiając za sobą inną Płotkę, niż za czasów, gdy była wszystkiego ciekawym terminatorem, mimo tego w jej oczach często znajdują się iskierki, a na pyszczku widnieje ciepły uśmiech. Wciąż jest gadatliwa i chętna do poznawania nowych rzeczy. Będąc u dwunożnych, miała aż nadto czasu do namysłu i zregenerowania się. Nie wróciła do marzenia, by zostać przywódczynią, jednak chce dać z siebie wszystko jako wojownik. Najważniejsza jest dla niej rodzina i przyjaciele, to oni jako jedyni są dla niej cenniejsi niż klan czy własne życie.
- Odzyskasz odzyskasz. Tym szybciej wespniemy się na górę tym szybciej wrócimy do obozu. Zapoluje też dzisiaj i jutro za ciebie byś mógł całkowicie odpocząć, co ty na to? - spróbowała zachęcić młodego. Może mówił chwilę wcześniej, że terminatorzy mają fajowo, aleee kto by nie chciał po tak zapracowanym dniu leżeć w swoim cieplutkim i wygodnym legowisku z jakimś dobrym piszczkiem między łapami!
- Jest dość podobne, tylko zamiast ruszać kończynami na przemian ruszasz nimi na raz. Trzymasz się drzewa tylnymi łapami podciągniętymi do brzucha, następnie puszczasz przednie, wybijasz się tylnymi, szybko znów łapiesz przednimi, podciągasz tylne do brzucha, szybko puszczasz przednie i tak w kółko. Trochę jakbyś biegł, ale… pionowo. Polecam też oba sposoby rozpocząć od rozpędzenia się i wskoczenia jak najwyżej się da. Masz mniejszy kawał do wspięcia i uhh ogólnie jakoś tak łatwiej się zaczyna. Już demonstruje. - Mówiąc to kotka wstała, porządnie rozciągnęła kości i oddaliła się na kilka kroków od drzewa. Upewniła się, że Minóg na nią patrzy i hops! Z rozpędem wskoczyła na pień drzewa, złapała pazurami korę i rozpoczęła wspinaczkę. Na początku dość wolno i ostrożnie, by kocur mógł dokładnie się przypatrzeć jak to działa. Po czterech takich wyskokach postanowiła jednak zatrzymać się i odwrócić głowę w stronę młodego. - Odpocznij jeszcze chwilę, a ja będę już czekać na górze!! - Poleciła, a następnie spięła mięśnie i… Wziu! Specjalnie dla popisu kontynuowała wspinaczkę najszybciej jak potrafiła. Kiedyś tak pokonała kocura z klanu Cienia, więc ha, miała czym się pochwalić! A to, że dostała od niego fory w tamten dzień się nie liczyło, bo nigdy się o tym nie dowiedziała i już nie dowie, bo kocur nie żyje… o czym z resztą też nie wie.
Zatrzymała się na jednej z grubszych gałęzi na szczycie i o rety musiała przyznać, że się zmęczyła, nawet na tyle, by otworzyć pyszczek i zacząć sapać. No ale nie było czasu na zmęczenie, musiała uważnie obserwować Minoga!! Kotka usiadła na gałęzi, a jej ogon swobodnie zwisał, łepek natomiast skierowała na zmęczonego żuczka pod drzewem. No dajesz młody, uda ci się!!!
≺☉)͜͡˒ ⋊
lady,runningdownto theriptide taken awayto thedarkside i wannabe yourleft-handman i loveyouwhen you'resingingthat song and I gota lumpin mythroat 'causeyou're gonnasingthe wordsw r o n g
Księżyce: 71 Mistrz: Płotkowy Potok Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Karasiowa Ość [*], Płotkowy Potok [*]
długowłosy, niebiesko-kremowy szylkret z białymi znaczeniami na szyi, brzuchu i łapach; prawe oko zielone, lewe pomarańczowe; wypłosz z przerzedzoną sierścią, wysoki, choć często się garbi; pachnie mieszaniną wszelkiego zielska i Grzmiącej Ścieżki; ma pojedyncze siwe włosy na pysku
Zależny od układu gwiazd na niebie. Punktem stałym jest unikanie konfliktów i planów na odległą przyszłość.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
– Brzmi całkiem... – ... fajnie, wygodnie, korzystnie... – ... uczciwie. – kończę po krótkim namyśle, chociaż z uczciwością ta propozycja ma tyle wspólnego co ja z zadbaną sierścią. Ale nie przeszkadza mi to skoro to ja mam na tym zyskać! Więc rzeczywiście słowa spełniają swoje zadanie jakim jest zachęcenie mnie do dalszego wysiłku dzisiaj.
Teorii słucham w skupieniu i szczerze mówiąc różnica między jednym, a drugim sposobem jest jak między chodzeniem, a bieganiem! Ha, nawet Płotkowy Potok o tym wspomina. Zapamiętuję też wspominkę o rozpędzeniu się, a gdy ma nadejść demonstracja, obracam się na brzuch i podnoszę głowę by rzeczywiście wszystko widzieć prawidłowo. I szczerze mówiąc... no za dużo to się nie naoglądałem, bo siup i już moja mistrzyni znajduje się wysoko na drzewie. No jasne, na początek cośtam powoli szła, potem coś powiedziała i nagle jej nie ma. Rozdziawiam tępo pysk i przez parę uderzeń serca nie wiem nawet jak zareagować. I co myśleć. No to jak jakaś teleportacja. Wniosek jest jeden.
– Muszę spróbować. – oznajmiam i płynnym ruchem podnoszę się na cztery łapy. Niemal się przy tym przewracam, ale cśś, zaraz przecież odzyskuję równowagę. Otrzepuję sierść z grudek śniegu, które się do niej przyczepiły i oceniam z odległości trasę jaką pokonała mistrzyni. Łapy dalej mnie bolą trochę, więc czarno to widzę, ale...
Ruszam w stronę drzewa i wybijam się mocno w powietrze, chcąc się uczepić pnia jak najwyżej. Gdy tylko pazury zahaczają o chropowatą powierzchnię, ruszam w górę. Raz tylne łapy podciągam pod brzuch, raz przednie wyrzucam w górę jak najwyżej. Rzeczywiście przypomina to bieganie! I tak samo jak w bieganiu można się potknąć – tak i ja w pewnym momencie popełniam jakiś błąd. Nie jestem pewny co zrobiłem nie tak, ale skutek jest taki że p r a w i e spadam na ziemię – na szczęście w porę chwytam się kory. Napuszony jak wściekły gołąb, z sercem walącym jakby gonił mnie gang borsuków. Przez chwilę łapię oddech, a następnie zerkam ostrożnie w stronę najbliższej gałęzi. Nie jest znowu tak daleko, więc prędko poprawiam pozycję pod tamto bardziej męczące, ale jednak również stabilniejsze wspinanie się i ruszam ostrożnie na upatrzone miejsce, by tam się uspokoić.
︶⊹︶︶୨୧︶︶︶⊹︶︶⊹︶︶︶୨୧︶︶⊹︶ shadowssettleontheplace – that you left – Our mindsare{ t r o u b l e d } by the emptiness
We are the reckless, we are the wildyouth ⋅౨ৎ‧₊C h a s i n g.visions of { our futures } One day, we'll revealthe truth That one{ will die } . . . . . ◟੭. . . . . . . . . . . . . . . . . . .beforehegetsthere