mały, kościsty oriental o krótkim liliowym futerku i wyjątkowych jasnobłękitnych ślepiach z zauważalną siecią czerwonych żyłek tuż pod tęczówką
"Powiedziałby, że przynajmniej połowę sukcesu onieśmielającej aury stanowił właśnie niewielki wzrost Kostka. To była sytuacja analogiczna do spotkań z małymi psami. Te wielkie, kilkukrotnie przerastające koty zawsze były bardziej stabilne psychiczne i odgadnięcie ich planów nie przysparzało trudności. Z kolei z tymi kieszonkowymi pchlarzami zawsze był pewien kłopot – jak na stworzenia znajdujące się bliżej ziemi oraz działającej na nią grawitacji, były niezwykle chwiejne i nie wiadomo co im siedziało w głowie.
Orion zgadywał, że zwykle był to chaos i zniszczenie.
Miał silne podejrzenia, że w przypadku Kostka było podobnie. " by Orion
Kornikowy Konar, Zielna Łapa (KRz) Wieszczek (NŚ)
Kostek rozkazał Drzemlikowej Łapie zjawić się przy Wilgotnych Skałkach w porze górowania słońca, a sam zmaterializował się tam niewiele wcześniej. Rozważał niezjawienie się w ogóle, całkiem zaintrygowany myślą, co w takiej sytuacji zrobiłaby terminatorka. Czekałaby do skutku? Poszłaby go szukać? Czy może naskarżyłaby Łabędziej Gwieździe? Trochę powiedziałoby to na temat tego z jakim materiałem przyszło mu mieć do czynienia, ale nic straconego. Nie miał jeszcze zaplanowanego całego treningu, zamierzając działać po wpływem kaprysów jak zwykle, ale był pewien, że Drzemlik zostanie poddana jego własnemu testowi przynajmniej raz.
Z tą myślą udało mu się nawet uśmiechnąć, kiedy siedział przy brzegu, czekając.
blood and glitter sweet and bitter we're so happy we could die
blood and glitter saintand sinner we do fall before we rise
Drzemlikowa Łapa natychmiast po zakończeniu ceremonii poleciała dowiedzieć się, gdzie są Wilgotne Skałki. Choć trochę zdenerwował ją ton chuderlawego kocura, jakim się do niej zwrócił wczorajszego dnia, to była zbyt podeskcytowana, żeby się wykłócać lub przejmować. W końcu będzie mogła nareszcie zwiedzić resztę świata, który podobno był ogromny! Podobno, bo choć prosiła Pierwiosnkowy Przesmyk, żeby wyszedł z nią poza obóz, to ten nie chciał się zgodzić, wygrażając, co by się nie stało, gdyby Łabędzia Gwiazda się dowiedział.
Na ustalone miejsce spotkania zjawiła się idealnie o czasie - chociaż jej mistrz już tam był. Jeszcze zanim do niego podeszła, będąc ze trzy długości kociego ogona od niego, rzuciła; - Cześć, cześć, jestem! Co będziemy dzisiaj robić?
mały, kościsty oriental o krótkim liliowym futerku i wyjątkowych jasnobłękitnych ślepiach z zauważalną siecią czerwonych żyłek tuż pod tęczówką
"Powiedziałby, że przynajmniej połowę sukcesu onieśmielającej aury stanowił właśnie niewielki wzrost Kostka. To była sytuacja analogiczna do spotkań z małymi psami. Te wielkie, kilkukrotnie przerastające koty zawsze były bardziej stabilne psychiczne i odgadnięcie ich planów nie przysparzało trudności. Z kolei z tymi kieszonkowymi pchlarzami zawsze był pewien kłopot – jak na stworzenia znajdujące się bliżej ziemi oraz działającej na nią grawitacji, były niezwykle chwiejne i nie wiadomo co im siedziało w głowie.
Orion zgadywał, że zwykle był to chaos i zniszczenie.
Miał silne podejrzenia, że w przypadku Kostka było podobnie. " by Orion
Kornikowy Konar, Zielna Łapa (KRz) Wieszczek (NŚ)
Nawet jeżeli jakiś uśmiech błąkał się na pysku Kostka, tak zgasł natychmiast, gdy terminatorka pojawiła się na horyzoncie. Przywitała ją idealnie obojętna mina i spojrzenie utkwione w leniwie czyszczonych pazurkach. Pokazywanie się z jak najgorszej strony było jedną z ulubionych zagrywek kocura, a fakt, że Drzemlik nie mogła po prostu odwrócić się i pójść sobie, już nigdy nie odzywając się doń słowem tylko jeszcze bardziej zachęcał go do antagonizowania kotki. Chwilowo nie zamierzał jej ułatwiać ani darzenia go sympatią, ani przyjemnego spędzania czasu na wspólnym treningu.
- Mmh. Widzę. - Odmruczał beznamiętnie i dość rześko - jak na siebie - wstał i ruszył po wilgotnych skałkach na przeciwległy brzeg. Dopiero będąc w połowie pofatygował się odpowiedzieć na pytanie: - Zobaczymy czy jesteś prawdziwym rzeczniakiem i będziemy pływać. Pewnie nie dali ci szansy wypróbować tego wcześniej? - Zapytał, dość retorycznie. Kociętom raczej nie pozwalano wychodzić poza obóz, a w jego granicach ciężko było znaleźć kałuże na tyle głęboką, by ktoś odrastający od ziemi na więcej niż grubość ogona mógł w niej popływać.
blood and glitter sweet and bitter we're so happy we could die
blood and glitter saintand sinner we do fall before we rise
Zmarszczyła brwi, kiedy Kościste Wybrzeże wyburczał odpowiedź. Kocur wydawał się być poirytowany koniecznością szkolenia jej - a może to był po prostu jego styl bycia? Nie wiedziała, ale zaczęło ją to trochę denerwować. W pierwszej chwili chciała się go spytać, czy coś jest nie tak, jednak szybko zrezygnowała; nie burzyła się dalej i nie odezwała ani słowem, tylko podążyła za nim, uważając, żeby nie poślizgnąć się na wilgotnych kamieniach, nie mając ochoty zbierać swoich zębów wybitych po możliwym upadku.
Nie odpowiadał też na jej pytanie, co już ją rozdrażniło. Czyżby miał aż tak zły humor, żeby nie chcieć jej odpowiedzieć na proste pytanie? Może sam jeszcze nie wiedział co będą robić? Dopiero w połowie drogi na drugą stronę odezwał się. Pływanie wydało jej się świetne, w zasadzie jak wszystko inne, ale pływać jeszcze okazji sprobowac nie miała - mimo, że chciała, to w obozie zdecydowanie nie było ku temu warunków, a poza obóz wyjść wcześniej nie mogła, bo jej Pierwiosnek nie pozwolił. - No, nie, nigdy nie pływałam. Ale, oczywiście, jestem prawdziwą Rzeczniaczką, poradzę sobie!
mały, kościsty oriental o krótkim liliowym futerku i wyjątkowych jasnobłękitnych ślepiach z zauważalną siecią czerwonych żyłek tuż pod tęczówką
"Powiedziałby, że przynajmniej połowę sukcesu onieśmielającej aury stanowił właśnie niewielki wzrost Kostka. To była sytuacja analogiczna do spotkań z małymi psami. Te wielkie, kilkukrotnie przerastające koty zawsze były bardziej stabilne psychiczne i odgadnięcie ich planów nie przysparzało trudności. Z kolei z tymi kieszonkowymi pchlarzami zawsze był pewien kłopot – jak na stworzenia znajdujące się bliżej ziemi oraz działającej na nią grawitacji, były niezwykle chwiejne i nie wiadomo co im siedziało w głowie.
Orion zgadywał, że zwykle był to chaos i zniszczenie.
Miał silne podejrzenia, że w przypadku Kostka było podobnie. " by Orion
Kornikowy Konar, Zielna Łapa (KRz) Wieszczek (NŚ)
- Mmm. Przekonamy się. - Odpowiedział lakonicznie i nie odzywał się więcej, dopóki nie dotarli na drugą stronę. Rzeka miała tutaj swoją mieliznę i piaszczyste dno, więc nawet jakby Drzemlikowa Łapa nie okazała się prawdziwą Rzeczniaczką istniała szansa, że tak od raz się nie utopi. Kostka korciło, by od razu wrzucić ją na głęboką wodę, ale wiedział, że wrodzona umiejętność pływania to lipa. Natomiast jakby wrócił bez terminatora już pierwszego dnia treningu, mogłoby mu być ciężko się z tego wytłumaczyć.
- No to właź. - Zarekomendował wskazując głową rzekę, samemu usadawiając się wygodnie na brzegu. Nie zamierzał dzisiaj moczyć futra. - Idziesz sobie po dnie, aż tracisz kontakt z podłożem. Łeb trzymasz nad powierzchnią, ogon na równi z grzbietem, machasz łapami bez paniki. Jakbyś dalej szła, rytmicznie przebierasz nimi i próbujesz przepłynąć kawałek. Powtarzam bez paniki bo jak zaczniesz się rzucać jak wyrzucona na brzeg ryba to po tobie. No, dalej. - Wymruczał płasko i bez pośpiechu, leniwie przeciągając każdą zgłoskę.
blood and glitter sweet and bitter we're so happy we could die
blood and glitter saintand sinner we do fall before we rise