Długowłosy bury colourpoint, o tygrysim pręgowaniu, z krótkimi białymi skarpetkami i białą mordką. Oczy niebieskie.
Optymistyczny, ciekawy świata, o skupieniu godnym kamyczka. I naiwny.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Szafirek nie miał w zwyczaju zabierać terminatorów na trening już pierwszego dnia. Rozumiał, że z rozpoczęciem nowego etapu życia wiąże się wiele emocji i ogólnie lepiej dać odsapnąć niż dokładać młodemu kotu jeszcze więcej nowych doświadczeń. Ale nie miał także w zwyczaju odmawiać nieszkodliwym prośbom, a skoro Skalista Łapa zwrócił się do niego z prośbą o zabranie spod Mroźnej Skały to jakoś tak parę chwil później byli już w drodze na Koci Grzbiet.
– Jak zapamiętasz trasę, sam będziesz chodził na Koci Grzbiet. Tam odbywa się większość treningów. – oznajmił wkrótce po opuszczeniu obozu żeby kocurek wiedział, że przyglądanie sie trasie jest wskazane. – Wiesz czego się spodziewać na treningu? Miałeś nauki? – podsunął ostrożnie pierwsze pytania, chcąc się jakoś rozeznać w sytuacji. Przez krótki moment rozważał odniesienie się jakoś do ceremonii, jednak szybko odrzucił tę myśl ze względu na brak pomysłu jak tego dokonać.
Księżyce: 74
Mistrz: Szafirkowy Pyłek
Płeć: kocur
Matka: Księżycowe Jezioro
Ojciec: Skrzące Słowo
Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Możliwość zostawienia za sobą wszystkich ewentualnych katastrof, które mogły się właśnie rozgrywać na ceremonii była bardzo przyjemna. Nie, żeby chciał po prostu od wszystkiego uciekać, nie był przecież tchórzem, ale jednak... Może, jeśli nie mógł niczego z tym w tej chwili sam zrobić, czasem zignorowanie wszystkie mogło się okazać prostszą opcją. Przynajmniej nie musiał myśleć o tym, jak miałby to wszystko rozwiązać.
Samo wyjście z obozu sprawiło, że myśli Skalistej Łapy wróciły do czasu, gdy zrobił to razem z Drzemlikową Łapą. Wtedy poszli w inną stronę, niż ta, w którą leżał Koci Grzbiet, więc mimo wszystko były to dla niego całkiem nowe tereny, które starał się teraz obserwować, czując się z tym, że znów znalazł na zewnątrz... nieco dziwnie. Jakby dalej robił coś nielegalnego, mimo, że tym razem zupełnie nie była to prawda. - Miałem nauki, z moim ojcem. Nauczyłem się o łowieniu ryb i polowaniu. - A poza tym, że Zbożowy Kłos kłamie, bo nie można nie być kocurem ani kotką, i że wyjście z obozu było okropną decyzją i będzie musiał za karę siedzieć w Chruśniaku aż do ceremonii. To chyba jednak wykraczało poza normalną tematykę nauk, więc uznał, że nie musi dzielić się od razu z mistrzem wszystkim - Mam nadzieję się nauczyć walczyć. I polować, teraz też praktycznie. - zaczął wymieniać elementy treningu, o których wiedział, zaczynając od tego, na co czekał najbardziej - Poznać Kodeks. I zostać jak najlepszym wojownikiem. - skończył, starając się cały czas brzmieć jak najbardziej poważnie, jak ktoś, kto na pewno był już całkiem gotowy na swoją nową rangę.
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
Długowłosy bury colourpoint, o tygrysim pręgowaniu, z krótkimi białymi skarpetkami i białą mordką. Oczy niebieskie.
Optymistyczny, ciekawy świata, o skupieniu godnym kamyczka. I naiwny.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Skinął łbem. Łowienie ryb i polowanie, całkiem praktyczna wiedza, chociaż z pewnością nie mieli jak przetestować jej w obozie – co zresztą terminator potwierdził moment później, gdy mówił o swoich nadziejach związanych z treningiem. Na szczęście to wszystko było w programie, więc Szafirek jak najbardziej mógł zagwarantować podjęcie tych tematów.
– Możemy dzisiaj zapolować. – zaoferował. – Nauczę ciebie wszystkiego o co prosisz na kolejnych treningach. Tak samo poznasz tereny i granice klanu. Naszych sąsiadów i władzę u nich. Strukturę życia w klanie. Poznasz obowiązki terminatora. Przygotuję ciebie do roli wojownika. – zapewnił by nie było wątpliwości nim wrócił do tematu. – Ale. Skoro znasz teorię polowania. Możemy pójść z Kociego Grzbietu do Ptasich Krzewów zapolować.
To wydawało mu się rozsądną propozycją. Jeśli kocurek już coś kojarzył na ten temat i starczyło jedynie przypomnieć mu zasłyszane wcześniej informacje, to może nie będzie to zbyt wymagające jak na pierwszy dzień. Dlatego, jeśli nie spotkał się ze sprzeciwem, dopytał jeszcze. – Co wiesz o polowaniu?
Księżyce: 74
Mistrz: Szafirkowy Pyłek
Płeć: kocur
Matka: Księżycowe Jezioro
Ojciec: Skrzące Słowo
Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Zgodziłby się chyba na każdą propozycję mistrza, polowanie nie było w tej kwestii żadnym wyjątkiem. Przytaknął na słowa Szafirka, zgadzając się również na wszystko to, czym zajmą się potem. Słuchanie o tym, że będzie się to działo, naprawdę, już w najbliższych dniach, było bardzo ekscytujące. Na tyle, że trudno było mu utrzymać wygląd poważnego, dorosłego kota, który wciąż starał się przybrać. - Znam zasadę, że mysz cię wyczuje, królik usłyszy, a ptak zobaczy. Czyli na te rzeczy trzeba uważać najbardziej, gdy poluje się na konkretne rodzaje zwierząt. - I w sumie na tym skończyli, o łowieniu ryb zdążyli porozmawiać dokładniej, ale chyba nie o to chodziło Szafirkowemu Pyłkowi. Czuł jednak, że powinien powiedzieć coś jeszcze, to było za mało, nawet jeśli nie był niczego więcej całkowicie pewny. Chciał pokazać, że zdążył się nauczyć już dużo i tak naprawdę na samym treningu nie będą musieli wcale robić aż tak wiele, bo i poprzednie księżyce spędził na próbach ćwiczenia wszystkiego samemu. - Trzeba też przyjąć odpowiednią pozycję. - Może i nie robił tego nigdy na poważnie, ale przecież zdarzało mu się podkradać do rodzeństwa, by ich znienacka zaatakować, to nie mogło różnić się od polowania aż tak bardzo - Ugiąć łapy i podchodzić bardzo cicho. - To chyba było jednak wszystko, co umiał o tym powiedzieć, ale pewnie było lepsze to niż nic.
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
Długowłosy bury colourpoint, o tygrysim pręgowaniu, z krótkimi białymi skarpetkami i białą mordką. Oczy niebieskie.
Optymistyczny, ciekawy świata, o skupieniu godnym kamyczka. I naiwny.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
– W jaki sposób uważać? – dopytywał, ponieważ istotne dla niego było by jego terminator posiadał pełną wiedzę teoretyczną dotyczącą polowań. Mógł sporo zapomnieć od czasów kocięcych nauk, nierozsądnie więc byłoby mu uwierzyć teraz na słowo.
– Tak. Jeszcze zrównać łeb i ogon z linią grzbietu. – uzupełnił. – Uważać na grunt pod łapami i kierunek wiatru. Jak coś niejasne, pytaj.
Zapomniał wcześniej poinformować Skalistą Łapę, że nie ma głupich pytań i że do każdego podejdzie z należytą powagą. Miał nadzieję, że tyle starczy by przekazać myśl. W międzyczasie wdrapali się na Koci Grzbiet, o czym krótko poinformował.
Księżyce: 74
Mistrz: Szafirkowy Pyłek
Płeć: kocur
Matka: Księżycowe Jezioro
Ojciec: Skrzące Słowo
Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Powoli zaczynał czuć się spokojniejszy, przynajmniej przez moment. Nie, żeby przedtem okazywał jakieś oznaki zaniepokojenia, ale dopiero teraz naprawdę uznał, że wszystko to dzieje się naprawdę, zaczynał trening, był terminatorem, a cokolwiek działo się dalej na ceremonii zostało poza zasięgiem i nie zepsuje tego, co działo się teraz. Mógł naprawdę skupić się na próbach zostania jak najlepszym wojownikiem. A przez moment też na swoim mistrzu, bo dopiero teraz postanowił się dokładniej przyjrzeć Szafirkowemu Pyłkowi, zamiast ich otoczeniu.
Postarał się wrócić pamięcią do nauk ze Skrzącym Słowem, jak i wszystkiego innego, co mógł usłyszeć w innych sytuacjach, czy sam wymyślić. Chciał przecież odpowiedzieć jak najlepiej. - Jeśli poluje się na ptaki, należy się ukrywać za różnymi rzeczami, drzewami, kamieniami, innymi takimi, albo zatrzymywać w miejscu, jeśli ich wokół nie będzie. Przy królikach trzeba spłycić oddech. - A przy trzecim rodzaju? Tego już niestety, wstyd się przyznać, zdążył zapomnieć. Syknął cicho, sam do siebie, niezadowolony z tego, że było coś, czego nie umiał od razu powiedzieć. Czy mistrz będzie teraz na niego zły? Nie chciał tego, bardzo tego nie chciał, czemu nie mógł od razu zrobić tego dobrze?
Pytań żadnych nie miał, nawet jeśli już dostał pozwolenie na ich zadawanie, uznawał, że może to zrobić dopiero w przypadku ostatecznej konieczności.
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
Długowłosy bury colourpoint, o tygrysim pręgowaniu, z krótkimi białymi skarpetkami i białą mordką. Oczy niebieskie.
Optymistyczny, ciekawy świata, o skupieniu godnym kamyczka. I naiwny.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
– Dokładnie. Przy pozostałych przenosi ciężar na tylne łapy. – uzupełnił odpowiedź Skalistej Łapy, w przeciwieństwie do kocurka, nijak nie przejmując się tym, że była niepełna. Niestety brakowało mu chociaż podstawowej umiejętności czytania innych kotów i analizowania ich reakcji, by zauważyć, że brak przywiązywania wagi do tych spraw wcale nie był obustronny. Mimika burej mordki pozostawała równie bezbarwna co zawsze.
Odczekał jeszcze moment w ciszy, na wypadek gdyby Skalista Łapa myślał w pierwszej chwili, że nie ma pytań, ale parę uderzeń serca później przemyślał sprawę i jednak z jakimś wyskoczył. Spotkawszy się z ciszą, przyjął do wiadomości, że najwyraźniej jednak nic się nie przypomniało.
– Myślisz, że będziesz w stanie tu dotrzeć sam następnym razem? Tam jest obóz. – machnął łbem w kierunku, z którego przyszli. Było widać stąd Błyszczące Głazy obok Rzecznego obozu i całą trasę, która skomplikowana nie była, więc wierzył, że terminator sobie poradzi. Był jednak gotowy spotykać się z nim przy wyjściu z obozu, jeśli to jednak było zbyt wiele. Powoli odwrócił się w stronę Ptasich Krzewów i ruszył w dół zbocza.
Księżyce: 74
Mistrz: Szafirkowy Pyłek
Płeć: kocur
Matka: Księżycowe Jezioro
Ojciec: Skrzące Słowo
Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Mistrz nie wyglądał na złego, chociaż też nie pochwalił go jakoś specjalnie. Było to... całkiem w porządku? Prawdopodobnie, chociaż Skała miał wrażenie, że i tak mógł lepiej. Postarać się bardziej, żeby Szafirek mógł być naprawdę dumny ze swojego ucznia. Może i o wspólnym treningu dowiedzieli się obaj dopiero przed kilkoma chwilami, ale skoro tak miało być, to automatycznie dla Skalistej Łapy zadowolenie wojownika z jego poczynań, stawało się czymś istotnym.
Kolejne polecenie na szczęście nie było w żaden sposób skomplikowane. Chociaż myśl o tym, że miałby sam przejść przez Ciemny Szlak i wyruszyć w świat, gdy ostatnia taka akcja zakończyła się zamknięciem w Chruśniaku na wiele dni, wydawała się w jakiś sposób nieprawidłowa. Nawet jeśli nie był już kociakiem. Nawet jeśli teraz zrobienie tego było już dobre. - Tak. - potwierdził. To było bliżej niż tamto miejsce, w które udało im się dojść z Drzemlikową Łapą, więc póki co nawet nie było to jego najdłuższe wyjście z obozu, a trasa nie należała do bardzo skomplikowanych. No i przy ilości terminatorów w klanie, w szczególności z dodatkiem całego jego rodzeństwa, pewnie w tę samą stronę będą teraz zmierzać każdego poranka całe wycieczki kotów, wystarczy będzie iść za nimi, jeśli będzie miał jakieś wątpliwości. Dalej ruszył za Szafirkowym Pyłkiem bez słowa, jednocześnie starając się i oglądać kolejne mijane tereny, jak i być gotowym na wszystkie kolejne pytania, jakie mogą do niego trafić.
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
Długowłosy bury colourpoint, o tygrysim pręgowaniu, z krótkimi białymi skarpetkami i białą mordką. Oczy niebieskie.
Optymistyczny, ciekawy świata, o skupieniu godnym kamyczka. I naiwny.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Skinął łbem.
– W porządku. To jutro spotkamy się tu. O świcie. – oznajmił, chociaż był gotów na negocjacje, gdyby okazało się, że Skalista Łapa nie funkcjonuje o wczesnych porach.
Ptasie Krzewy były blisko, jednak dystans między nimi a Kocim Grzbietem był wystarczający by poruszyć jeszcze kilka kwestii związanych z polowaniem. Byle samotnikowi starczyłoby tyle ile omówili do tej pory, jednakże terminator był członkiem klanu, a od Szafirka wymagano by przygotował go do życia w społeczności.
– Zanim zapolujesz musisz poznać zasady z Kodeksu. Związane z polowaniem. Po pierwsze. Nie poluj i nie wstępuj na teren innego Klanu. Po drugie. Zwierzyna zabijana jest tylko po to, by się nią pożywić. Podziękuj Gwiezdnemu Klanowi za jej życie. – te punkty wydawały się proste (jak zresztą kolejne), ale przy każdym robił krótką przerwę, by jego podopieczny miał szansę przetrawić zasłyszane informacje. – Poza tym. Starszyzna i kocięta muszą zostać nakarmieni przed terminatorami i wojownikami. A także.Terminatorom nie wolno jeść bez pozwolenia. Dopóki nie zapolują. By nakarmić starszyznę. To ciebie nie dotyczy. Teraz. Dopiero jak nauczysz się walczyć i będziesz chodzić na patrole łowieckie. Wtedy będziesz musiał polować nim sam zjesz. – uprzedził terminatora o nadciągającej przyszłości.
W międzyczasie dotarli już do pierwszych krzewów, więc jeśli Skała nie miał pytań, bury point przekazał mu cel na dziś – dwie dowolne piszczki – i wysłał w teren, obiecując, że w razie kłopotów przyjdzie na pomoc.
Księżyce: 74
Mistrz: Szafirkowy Pyłek
Płeć: kocur
Matka: Księżycowe Jezioro
Ojciec: Skrzące Słowo
Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Prawdopodobnie nie ważne jaką porę dnia czy nocy Szafirek by mu zaproponował, Skała i tak zgodziłby się bez marudzenia. Bo nawet jeśli by mu nie odpowiadały, czy istniało dla niego w tym momencie cokolwiek ważniejszego od treningu? Raczej nie.
O Kodeksie słyszał, nawet jeśli nie pamiętał wszystkich jego punktów. Trudno byłoby być synem Skrzącego Słowa i nigdy się o nim niczego nie dowiedzieć. Te zasady, a przynajmniej część z nich również kiedyś musiały mu się obić o uszy, chociaż większości zdążył już zapomnieć. Ale teraz na pewno postara się pamiętać o nich bardziej, szczególnie, że zaczynały dotyczyć go bezpośrednio. Żadnych pytań do nich nie miał, więc po wysłuchaniu wszystkich jedynie skinął głową, na potwierdzenie, że rozumie i jest gotowy na kolejną część.
Na dalsze polecenie również zgodził się bez żadnych dodatkowych uwag i zaczął iść przed siebie. Niby Szafirkowy Pyłek był gdzieś niedaleko, nie zostawiłby go przecież całkiem samego na terenach w pierwszy dzień, ale mimo to, gdy patrzył wprost, widział jedynie rozległe tereny i żadnego kota na nich. I nie był pewny jak się czuł w takim położeniu, więc tym bardziej nie zamierzał o tym myśleć, a skupić się na swoim zadaniu. Dwa piszczki. Czyli najpierw trzeba jakiegoś znaleźć, zauważyć, usłyszeć, wyczuć... Cokolwiek by to nie było, starał się użyć swoich zmysłów, żeby natrafić na pierwszy trop.
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
Długowłosy bury colourpoint, o tygrysim pręgowaniu, z krótkimi białymi skarpetkami i białą mordką. Oczy niebieskie.
Optymistyczny, ciekawy świata, o skupieniu godnym kamyczka. I naiwny.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Początkowo żaden ze zmysłów nie dostarczał kocurkowi wartościowych informacji, jednak koniec końców wcale nie minął wielu krzewów, nim dostrzegł wróbelka przed sobą, o nie więcej niż pięć czy siedem susów. Znajdował się na łysych gałęziach jednego z krzaczysk, a brązowawe piórka pomagały mu się nieźle zamaskować. Nie na tyle by był całkowicie niedostrzegalny. Ptaszek był pochłonięty pielęgnacją swoich piórek, ale co jakiś czas oglądał uważnie otoczenie.
Księżyce: 74
Mistrz: Szafirkowy Pyłek
Płeć: kocur
Matka: Księżycowe Jezioro
Ojciec: Skrzące Słowo
Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Zatrzymał się na krótki moment, próbując sobie przypomnieć każdy z elementów, którego zaraz będzie musiał użyć. Pierwszym z nich była oczywiście była pozycja. Co tam miało być? Ugięcie łap, zrównanie linii grzbietu z łbem i ogonem, chyba tyle, następnie można było zacząć już się posuwać do przodu. Taką trasą, żeby jego zapach nie docierał wraz z wiatrem do przyszłej ofiary, a także ukrywając się za odpowiednimi kryjówkami, czy przystając, bo skoro był to ptak, to najbardziej prawdopodobną opcją było, że zobaczy zbliżającego się terminatora. Uważał również na to, co znajdowało się pod jego łapami, by na nic przypadkiem nie nadepnąć.
Starał się iść spokojnie, ale też nie jakoś bardzo wolno, nie miał przecież aż tak wiele czasu. A jeśli udało mu się podejść na odległość wystarczającą, by ocenić, że ma szansę doskoczyć to wróbla, to właśnie to postarał się zrobić, następnie zamierzając zacisnąć szczęki na gardle zwierzęcia, pozbawiając go życia.
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
Długowłosy bury colourpoint, o tygrysim pręgowaniu, z krótkimi białymi skarpetkami i białą mordką. Oczy niebieskie.
Optymistyczny, ciekawy świata, o skupieniu godnym kamyczka. I naiwny.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Wróbel dostrzegł nadciągające niebezpieczeństwo dosłownie uderzenie serca zbyt późno. Gdy rozpościerał drobne skrzydła by zerwać się do ucieczki, młody terminator już wyskoczył w jego stronę, chwytając ptaszka nim ten wzbił się w powietrze. Można więc śmiało powiedzieć, że pierwszą piszczkę złapał bez jakiegokolwiek trudu.
Księżyce: 74
Mistrz: Szafirkowy Pyłek
Płeć: kocur
Matka: Księżycowe Jezioro
Ojciec: Skrzące Słowo
Trwałe urazy: oderwane ¾ lewego ucha; blizna po pazurach na brzuchu
Duży, długowłosy, czarny dymny. Żółte oczy.
Jak wiele kociaków, Skała jest energiczny i chętny do zabawy, w szczególności wszelkich sparingów i przepychanek. Jest również całkiem odważny i śmiały, a nawet gdyby się czegoś przestraszył, starałby się tego, jak i każdej innej słabości, nie okazywać publicznie. Poza tym lubi też wszelkiego rodzaju rywalizację, w szczególności, jeśli to on w niej wygrywa. Zwykle działa bez zastanowienia, a mówienie zbyt długo wydaje się mu być stratą czasu, po co to robić, skoro łatwiej i szybciej można wszystko załatwić pojedynkiem? Chociaż gdyby już udało się go zmusić do pomyślenia przez chwilę, okazałoby się, że nie jest jedynie górą mięśni bez jakichkolwiek komórek mózgowych, ale póki nie jest to konieczne, woli inne rozwiązania od korzystania z nich zbyt często.
I mogłoby się wydawać, że każdemu trudno będzie utrzymać go w miejscu i przekazać jakiekolwiek nauki, to w obecności rodziców, szczególności ojca, trochę się uspokaja i chłonie każde jego słowo, żeby w przyszłości móc być dokładnie jak on. Chce przecież również w przyszłości zostać równie potężnym wojownikiem, dla całego swojego klanu, a tym bardziej rodziny.
Tak! Zacisnął mocno swoje zęby, nie dając wróblowi żadnej szansy na ucieczkę i rozejrzał się wokół. Czy Szafirkowy Pyłek był na tyle niedaleko, żeby zobaczyć jego wygraną? Niby i tak na pewno zobaczy ją później, gdy Skała zaprezentuje mu co złapał, ale świadomość, że widział samą jego akcję byłaby bardzo dobrym elementem.
I co teraz? Z tego co kojarzył, w takim momencie należało zakopać złapane zwierzę w ziemi, żeby nikt inny go nie zabrał i nie trzeba było go nosić w pysku do końca polowania, więc tak właśnie zrobił. Następnie nie miał już po co dłużej czekać, trzeba było upolować coś jeszcze, a patrząc na to, jak dobrze mu na razie poszło, nie powinno zająć to zbyt dużo czasu.
Ruszył dalej przed siebie, tak jak i poprzednio starając się jakimkolwiek zmysłem wyczuć coś, co mogło znajdować się w okolicy i było odpowiednie do upolowania.
when I am dead, I won't join their ranks 'cause they are both holy and free
and I'm in Ohio,satanic andchained up, and until the end, that's how it'll be
Długowłosy bury colourpoint, o tygrysim pręgowaniu, z krótkimi białymi skarpetkami i białą mordką. Oczy niebieskie.
Optymistyczny, ciekawy świata, o skupieniu godnym kamyczka. I naiwny.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Tym razem ani słuch, ani węch nie pomogły zbytnio młodemu terminatorowi w dostrzeżeniu potencjalnej ofiary. Dopiero wzrok podsunął informację o zwiniętym wężu pod jednym z krzaków. Na pierwszy rzut oka zaskroniec wyglądał dość... niezbyt ruchliwie. Na drugi rzut oka wyglądał nawet bardziej martwo, jednak w sumie węże miały to do siebie, że lubiły wylegiwać się w słońcu. No, słońcu, którego dzisiaj nie było.