— No to kamień z serca. — Spojrzał na nią łagodnie. Cieszyło go, że ten stojący pod znakiem zapytania konflikt został zażegnany, nim na dobre wybuchnął.
Wysłuchał zapamiętanych przez nią informacji kiwając delikatnie głową. Nie spodziewał się, że z taką łatwością przywoła rzucone mimochodem słowa, które nie odgrywały przecież najważniejszej roli w ich pierwszym spacerze po terenach. Miał przed sobą pojętną uczennicę, ale w to nie powątpiewał ani przez uderzenie serca.
— Dobrze prawisz, wszystko to znajduje się w Kodeksie — pochwalił ją z ciepłym uśmiechem. — Konkretnie, zasady, o których mówisz, brzmią tak: "terminatorom nie wolno jeść bez pozwolenia, dopóki nie zapolują, by nakarmić starszyznę", "granice muszą być sprawdzane i oznakowane każdego dnia. Przegoń każdego, kto wkroczył na terytorium twojego Klanu" oraz "nie poluj i nie wstępuj na teren innego Klanu". Całkiem oczywiste, prawda? Ponadto, "starszyzna i kocięta muszą zostać nakarmieni przed terminatorami i wojownikami", co oznacza, że nawet jeśli zapolujesz i przysługuje ci piszczka ze stosu, należy najpierw upewnić się, że starszyzna i kocięta jedli. Z czystego wyrazu szacunku, ale robi się tak również po to, by nie doszło do sytuacji, w której dla nich nie starcza pożywienia. Wojownicy i terminatorzy mogą chodzić głodni, jeżeli w Klanie jest ciężko — najstarsi i najmłodsi są priorytetem, musimy o nich dbać, ponieważ sami o siebie nie zadbają. A wracając do granic, przeganiania i całej reszty, posłuchaj tego: "broń swego Klanu, nawet kosztem własnego życia. Możesz zawierać przyjaźnie poza Klanem, ale twoja lojalność musi pozostać przy własnym Klanie, kiedy pewnego dnia przyjdzie ci walczyć z przyjacielem". Masz jakieś pytania? Nie za szybko?
Nie było tego wiele, nie sądził też, by mówił o skomplikowanych rzeczach, jednak komuś, kto wysłuchiwał tych formułek po raz pierwszy, mogło wywołać mętlik w głowie, z czego Łabędź doskonale zdawał sobie sprawę.
Aktualnie niewielka kuleczka, puchatego, a w przyszłości długiego futerka. I mimo, że na pewno jeszcze urośnie, nie zapowiada się na to, by Siniak miała kiedykolwiek należeć do zbyt dużych kotów, prawdopodobnie osiągnie rozmiary mniej więcej takie jak jej mama, Ciemna Mordka. Zdecydowanie przeważającym na niej kolorem jest biel, jednak w niektórych miejscach widoczne są też ciemniejsze fragmenty. Po pierwsze, na głowie, dość podobne do siebie dwie czarne łaty po przyśrodkowej stronie oczu i małe pasmo takich samych włosów między nimi. Trochę niżej, wokół pyszczka również znajduje się kilka niewielkich, nieregularnych plamek w takiej samej barwie, jedna z nich zachodzi również na nos, dzięki czemu i on jest w dużej części ciemny. Następne tego typu elementy umieszczone są przy lewym uchu, bardziej otaczając je, niż wchodząc na jego powierzchnię. Idąc dalej, można dostrzec jeden przypadkowy ciemniejszy fragment (chociaż ten nie jest już czarny, a co najwyżej brązowy). Kolejny przystanek na trasie zwiedzania wybarwionych części futra Siniak obejmuje praktycznie cały ogon. Na koniec zostają jeszcze łapy, gdzie na każdej z nich widać przynajmniej trochę czarnych włosów, w większości znajdujących się po wewnętrznych stronach nóg. Jeśli to wszystko zostało już omówione, należy wspomnieć jeszcze o ostatnim elemencie – oczach Siniak, dużych i okrągłych, które o wybarwieniu się przyjmą jasnoniebieski kolor.
Jak na razie większość czasu spędza wtulona w futra rodziców, bo to jedyne miejsce, gdzie czuje się w pełni bezpiecznie. Poza tym, reszta świata wydaje się Siniak być przerażająca, a całkiem bogata wyobraźnia podpowiada jej wizje kolejnych niebezpieczeństw, które mogą ją tam spotkać. Dlatego też przez większość czasu jest kociakiem przestraszonym i zmartwionym (zarówno o siebie, jak i o całą swoją rodzinę, którą bardzo kocha i o którą stara się troszczyć). Nie należy do kotów odważnych, śmiałych czy lekkomyślnych, ale podziwia je, uznając, że prawdopodobnie byłoby dla niej lepiej, gdyby była w stanie zachowywać się tak jak one. Nie ma ambicji na zostanie wielką wojowniczką czy objęcie ważnej funkcji w klanie, bo i tak nie wierzy, że mogłaby się do tego w jakimkolwiek stopniu nadawać. Jednak mimo dość negatywnego nastawienia, pozostaje dla wszystkich w swoim otoczeniu bardzo miła, stara się im pomóc, jak tylko jest w stanie (częściowo również dlatego, że ma problemy z odmawianiem innym).
Jeden konflikt może i został zażegnany, ale w każdym momencie mogły pojawić się kolejne i była to myśl, która cały czas istniała gdzieś z tyłu głowy Siniak. Czy w wieku Łabędziej Gwiazdy też martwiło się o takie rzeczy? Pewnie nie, zresztą jako przywódca i tak przejmował się przede wszystkimi ważnymi dla całego klanu sprawami, a nie tym, czy ktoś się na niego obrazi. Ona, skoro ledwo radziła sobie z tym, zdecydowanie nie nadawała się do pełnienia żadnej ważniejszej funkcji, zresztą zupełnie by tego nie chciała. - Rozumiem. - potwierdziła, gdy wujek skończył mówić. Może i było to bardzo dużo słów, ale w większości dotyczyły już tych zasad, które kojarzyła, więc nie było to aż takie złe. - Chciałabym kiedyś spotkać kogoś z innego klanu. Ale jeszcze miałam do tego okazji... - przyznała. Akurat tego, żeby musiała kiedyś z kimś takim walczyć się nie spodziewała, po pierwsze dlatego, że nie spodziewała się, żeby kiedyś została kimś, kto bierze udział w pojedynkach z innymi kotami, a po drugie dlatego, że takie sytuacje chyba nie zdarzały się zbyt? Słyszała o tym, że wojny między klanami mogły istnieć, ale były to bardzo odległe opowieści, nic, czego spodziewałaby się zobaczyć kiedykolwiek na własne oczy. Chociaż czy na pewno? Może był to kolejny punkt, który należało dodać do listy rzeczy, którymi się regularnie martwiła? - Czy takie sytuacje, gdy trzeba walczyć z kimś z innego klanu zdarzają się często? - Pamiętała to ostrzeżenie z ceremonii, o kocurze, który zaatakował terminatorkę z ich klanu, ale on chyba nigdy nie był przyjacielem nikogo z Rzeki, więc była to jednak inna sytuacja.
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxx Forest walls and starry ceilings
Barren curtains that you're weaving
Like the stories that you keep inside your head
She can't keep them all safe They will die and be afraid Mother, tell me so I say
— Będziesz miała ku temu jeszcze wiele okazji — zapewnił. — Nierzadko obchodząc granice napotyka się patrol innego Klanu; nie każdy ma czas i chęci na rozmowę, ale też niczym niecodziennym jest przyjazna pogawędka.
A często nie trzeba było nawet oficjalnego patrolu, jak pokazywało mu jego osobiste doświadczenie. Ba, pewnie gdyby spotkał Roziskrzoną Noc w nieco bardziej służbowych okolicznościach, nie nawiązałaby się między nimi głębsza znajomość, ot, wymieniliby kilka nieznaczących słów i rozstaliby się w pokoju. Na pewno nie staliby się kompanami do sparingów na Ziemiach Niczyich, a przecież od tego się zaczęło.
— Hmm, nie, nie sądzę. Klany szanują pokój i nie chcą zatrząść jego posadami w imię niepotrzebnych potyczek, choć oczywiście zdarzają się sprzeczki mniejsze i większe; czasami trudno pohamować emocje i efekty są... różne. Ale nie przypominam sobie sytuacji, w której komuś stałaby się realna krzywda. Pomijając ostatnie wydarzanie na granicy z Klanem Wichru, oczywiście. To niechlubny wyjątek i, mam nadzieję, jedyny taki na długi czas. — Położył po sobie uszy. Nadal wysuwały mu się pazury na myśl o krzywdzie, jaka dotknęła Cykutę, mimo że wydarzyło się to kilka księżyców temu.
Całe szczęście, że to nie była norma. Zgoła przeciwnie, tamten incydent sięgał daleko od normy i zależało mu, by Siniak miała tego świadomość. Trzymanie się na baczności jest konieczne zawsze i wszędzie, ale nie ciągły strach o swoje życie.
— To co, przechodzimy dalej? — rzucił retorycznie i zamyślił się na moment, szukając fragmentu, na którym przystanęli. — O, to może cię zainteresować, tak odnośnie walk między Klanami: "honorowy wojownik nie potrzebuje zabijać innych, by zwyciężyć swoje bitwy, jest to dozwolone jednak w obronie własnej lub jeśli koty są wyjęte spod Kodeksu Wojownika". Jak to rozumiesz?
Aktualnie niewielka kuleczka, puchatego, a w przyszłości długiego futerka. I mimo, że na pewno jeszcze urośnie, nie zapowiada się na to, by Siniak miała kiedykolwiek należeć do zbyt dużych kotów, prawdopodobnie osiągnie rozmiary mniej więcej takie jak jej mama, Ciemna Mordka. Zdecydowanie przeważającym na niej kolorem jest biel, jednak w niektórych miejscach widoczne są też ciemniejsze fragmenty. Po pierwsze, na głowie, dość podobne do siebie dwie czarne łaty po przyśrodkowej stronie oczu i małe pasmo takich samych włosów między nimi. Trochę niżej, wokół pyszczka również znajduje się kilka niewielkich, nieregularnych plamek w takiej samej barwie, jedna z nich zachodzi również na nos, dzięki czemu i on jest w dużej części ciemny. Następne tego typu elementy umieszczone są przy lewym uchu, bardziej otaczając je, niż wchodząc na jego powierzchnię. Idąc dalej, można dostrzec jeden przypadkowy ciemniejszy fragment (chociaż ten nie jest już czarny, a co najwyżej brązowy). Kolejny przystanek na trasie zwiedzania wybarwionych części futra Siniak obejmuje praktycznie cały ogon. Na koniec zostają jeszcze łapy, gdzie na każdej z nich widać przynajmniej trochę czarnych włosów, w większości znajdujących się po wewnętrznych stronach nóg. Jeśli to wszystko zostało już omówione, należy wspomnieć jeszcze o ostatnim elemencie – oczach Siniak, dużych i okrągłych, które o wybarwieniu się przyjmą jasnoniebieski kolor.
Jak na razie większość czasu spędza wtulona w futra rodziców, bo to jedyne miejsce, gdzie czuje się w pełni bezpiecznie. Poza tym, reszta świata wydaje się Siniak być przerażająca, a całkiem bogata wyobraźnia podpowiada jej wizje kolejnych niebezpieczeństw, które mogą ją tam spotkać. Dlatego też przez większość czasu jest kociakiem przestraszonym i zmartwionym (zarówno o siebie, jak i o całą swoją rodzinę, którą bardzo kocha i o którą stara się troszczyć). Nie należy do kotów odważnych, śmiałych czy lekkomyślnych, ale podziwia je, uznając, że prawdopodobnie byłoby dla niej lepiej, gdyby była w stanie zachowywać się tak jak one. Nie ma ambicji na zostanie wielką wojowniczką czy objęcie ważnej funkcji w klanie, bo i tak nie wierzy, że mogłaby się do tego w jakimkolwiek stopniu nadawać. Jednak mimo dość negatywnego nastawienia, pozostaje dla wszystkich w swoim otoczeniu bardzo miła, stara się im pomóc, jak tylko jest w stanie (częściowo również dlatego, że ma problemy z odmawianiem innym).
Czasem, pomiędzy wszystkimi innymi rzeczami, których się objawiała, pojawiała się również myśl o tamtym Wichrowym kocie. Przynajmniej on był chyba tylko jeden, w przeciwieństwie do drapieżników, których w lesie mogły czaić się całe stada. Albo w ogóle nie było go już w tej okolicy, bo po tamtym wydarzeniu jego klan postanowił go wygnać i musiał się wynieść poza całe znane Siniak tereny. To by miało sens. Poza tym wierzyła, że większość innych kotów nie mogła być taka zła, wujek zresztą się z tym zgadzał. Dlatego dalej mogła myśleć o możliwych perspektywach spotkania kogoś spoza Rzeki, jako całkiem przyjemnej możliwości. Niestety, dla siebie póki co nie widziała do tego zbyt wielu innych okazji niż właśnie patrole, ewentualnie poproszenie kogoś, żeby się z nią wybrał na granice, ale czy ktokolwiek będzie miał na to czas i chęci? To pytanie dalej miało jednak pozostać czymś na przyszłość, bo teraz musiała skupić się znów na kolejnym punkcie Kodeksu.
Ten brzmiał dość... brutalnie. Może i zakazywał zabijania niektórych, ale jednak dopuszczała to w innych przypadkach. I właściwie dlaczego? Skoro nie różnili się aż tak bardzo między poszczególnymi klanami, to czy te poza nimi też nie powinny być całkiem do nich podobne? Szpon mówił, że znał takich i byli w porządku, więc właśnie, o co tu właściwie chodziło? - Koty wyjęte spod Kodeksu to chyba te, które są samotnikami albo pieszczochami. Ale nie chciałabym zabijać nawet ich... - przyznała. Nigdy nie zdarzyło jej się nikogo naprawdę zaatakować, a co dopiero pozbawić kogoś życia. I nie wyobrażała sobie, by kiedykolwiek chciała to zrobić. Może, ewentualnie, wymieniona tam właśnie obrona własna wchodziła w grę, ale inne przypadki? Dlaczego miałaby tego kiedykolwiek chcieć?
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxx Forest walls and starry ceilings
Barren curtains that you're weaving
Like the stories that you keep inside your head
She can't keep them all safe They will die and be afraid Mother, tell me so I say
Och, rozumiał ją doskonale. Też kiedy usłyszał tę zasadę po raz pierwszy, poczuł co najmniej dyskomfort. Brzmiała ona bowiem tak, jakby sugerowała niższą wartość życia kotów spoza Klanów, a to było zwyczajnie nie w porządku i Łabędź, z całym swoim szacunkiem do Kodeksu oraz Przodków, od których tenże pochodził, nie potrafił tego zaakceptować. Dopiero z czasem nauczył się patrzeć na nią z większą wyrozumiałością, przekonany o dobrej wierze, z którą została skonstruowana.
— I nikt cię nie będzie zmuszać, słowo — powiedział łagodnie. — Nie powinno się zabijać nikogo, o ile nie jest to konieczne, a przez konieczność mam na myśli obronę. Warto jednak pamiętać, że nas obowiązuje Kodeks i znaczna większość klanowych kotów nie będzie dążyła do uśmiercenia przeciwnika, nawet jeżeli wda się w fizyczną potyczkę z wojownikiem innego Klanu. Podobna pewność nie obowiązuje w kontaktach z samotnikami i pieszczochami, którzy nie są z automatu źli do szpiku kości, rzecz jasna, ale są mniej... przewidywalni w działaniach. Chcę wierzyć, że ta zasada jest stworzona w ten sposób, byśmy, paradoksalnie, byli bezpieczniejsi. By uwiązanie do Kodeksu nie stało się naszą słabością w walce z kimś, kto nie żyje według niego. Rozumiesz, o co mi chodzi?
Szczere pytanie i zdecydowanie nie retoryczne. Nigdzie im się nie spieszyło, mogli podywagować, poteoretyzować, wymienić się myślami przed powróceniem do głównego wątku. Po to tu byli, a Kodeks Wojownika, choć momentami oczywisty i jasny w przekazie, miał kilka fragmentów o wręcz nieskończonym polu do interpretacji.
Prędzej czy później należało ruszyć dalej:
— No dobrze, to teraz przejdźmy do czegoś lżejszego, będzie o rangach. Po pierwsze: "kocię musi mieć przynajmniej sześć księżyców, by zostać terminatorem", o czym doskonale wiesz na własnym przykładzie. Później mamy kilka podpunktów dotyczących zastępców: "kot nie może być pasowany zastępcą, dopóki nie uczył choć jednego terminatora", "zastępca zostaje przywódcą, kiedy poprzedni przywódca umiera" oraz "po śmierci lub odejściu zastępcy, nowy zastępca musi zostać wyznaczony nim księżyc dojdzie do szczytu nieba". Pytania?
Aktualnie niewielka kuleczka, puchatego, a w przyszłości długiego futerka. I mimo, że na pewno jeszcze urośnie, nie zapowiada się na to, by Siniak miała kiedykolwiek należeć do zbyt dużych kotów, prawdopodobnie osiągnie rozmiary mniej więcej takie jak jej mama, Ciemna Mordka. Zdecydowanie przeważającym na niej kolorem jest biel, jednak w niektórych miejscach widoczne są też ciemniejsze fragmenty. Po pierwsze, na głowie, dość podobne do siebie dwie czarne łaty po przyśrodkowej stronie oczu i małe pasmo takich samych włosów między nimi. Trochę niżej, wokół pyszczka również znajduje się kilka niewielkich, nieregularnych plamek w takiej samej barwie, jedna z nich zachodzi również na nos, dzięki czemu i on jest w dużej części ciemny. Następne tego typu elementy umieszczone są przy lewym uchu, bardziej otaczając je, niż wchodząc na jego powierzchnię. Idąc dalej, można dostrzec jeden przypadkowy ciemniejszy fragment (chociaż ten nie jest już czarny, a co najwyżej brązowy). Kolejny przystanek na trasie zwiedzania wybarwionych części futra Siniak obejmuje praktycznie cały ogon. Na koniec zostają jeszcze łapy, gdzie na każdej z nich widać przynajmniej trochę czarnych włosów, w większości znajdujących się po wewnętrznych stronach nóg. Jeśli to wszystko zostało już omówione, należy wspomnieć jeszcze o ostatnim elemencie – oczach Siniak, dużych i okrągłych, które o wybarwieniu się przyjmą jasnoniebieski kolor.
Jak na razie większość czasu spędza wtulona w futra rodziców, bo to jedyne miejsce, gdzie czuje się w pełni bezpiecznie. Poza tym, reszta świata wydaje się Siniak być przerażająca, a całkiem bogata wyobraźnia podpowiada jej wizje kolejnych niebezpieczeństw, które mogą ją tam spotkać. Dlatego też przez większość czasu jest kociakiem przestraszonym i zmartwionym (zarówno o siebie, jak i o całą swoją rodzinę, którą bardzo kocha i o którą stara się troszczyć). Nie należy do kotów odważnych, śmiałych czy lekkomyślnych, ale podziwia je, uznając, że prawdopodobnie byłoby dla niej lepiej, gdyby była w stanie zachowywać się tak jak one. Nie ma ambicji na zostanie wielką wojowniczką czy objęcie ważnej funkcji w klanie, bo i tak nie wierzy, że mogłaby się do tego w jakimkolwiek stopniu nadawać. Jednak mimo dość negatywnego nastawienia, pozostaje dla wszystkich w swoim otoczeniu bardzo miła, stara się im pomóc, jak tylko jest w stanie (częściowo również dlatego, że ma problemy z odmawianiem innym).
Słowa Łabędziej Gwiazdy na całe szczęście brzmiały całkiem pocieszająco. Czy znała kogoś, kto chciałby zabijać inne koty? Na pewno nie przypominała sobie o tym, żeby słyszała coś podobnego, więc może naprawdę inni w klanie tez mieli podejście bliższe do tego, co ona. A ta zasada w Kodeksie pozostawała czymś, czego trzeba było używać jedynie w ostateczności. Czy kiedyś, gdy Kodeks dopiero powstał, wszyscy zachowywali się zupełnie inaczej i było to coś, co naprawdę koniecznie należało im powiedzieć? Jeśli tak, to dobrze, że mogli teraz żyć w najwyraźniej spokojniejszych czasach. - Rozumiem. - potwierdziła z nadzieją, że sama nigdy naprawdę nie będzie musiała korzystać z tej zasady. Przynajmniej kolejne z nich okazały się być już prostsze, bardziej połączone z wydarzeniami, które prawdopodobnie miały ją w przyszłości spotkać. Oby jednak nie za szybko, bo przecież nie chciała również, by konieczne było wybieranie w najbliższej przyszłości nowego zastępcy, czy tym bardziej przywódcy. Jednak nawet jeśli nie miała pewności, uznawała, że Łabędziej Gwieździe zostało jeszcze wiele żyć, a więc można było go wręcz uznać za kota, który z całego klanu ma najmniejsze szanse ostatecznie umrzeć w najbliższym czasie. Czereśniowa Gałązka także nie należała chyba do bardzo starych, więc mogła prawdopodobnie pozostać przy swojej randze całkiem długo... Tak, to wszystko, o ile warte do zapamiętania, raczej nie miało zajmować ich myśli w trakcie nadchodzących księżyców.
Pokręciła głową, oznajmiając, że nie ma w tym momencie żadnych pytań i mogą przejść do następnych zasad.
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxx Forest walls and starry ceilings
Barren curtains that you're weaving
Like the stories that you keep inside your head
She can't keep them all safe They will die and be afraid Mother, tell me so I say
Uśmiechnął się do niej, gdy zaprzeczyła, jakoby miała pytania do właśnie omówionej porcji materiału. No dobrze, skoro wszystko jak dotąd jasne, to nie było sensu przedłużać.
— No to powiem ci, że wielkimi krokami zbliżamy się do końca — uprzedził (a być może pocieszył) siostrzenicę. Chyba siedzenie i wałkowanie teorii, po części bezużytecznej na co dzień, nie było marzeniem terminatorów. A przynajmniej nie znacznego procentu uczniów, którzy liczyli na zasmakowanie najciekawszych aspektów bycia wojownikiem. Co prawda Siniak nie narzekała, ale szczerze powiedziawszy, dotychczas nie zgłaszała żadnych uwag, bez zastrzeżeń przystawała na wszystko. Nie umiał stwierdzić, z jakim stosunkiem emocjonalnym. — Nie schodząc z tematu rang: "Nowo pasowany wojownik musi odbyć milczące czuwanie przez jedną noc po ceremonii". To jedna z klanowych tradycji. Zwieńczenie księżyców treningu, chwila na złapanie oddechu przed rozpoczęciem kolejnego etapu życia, a także moment, by oddać się zadumie. Kolejna zasada brzmi: "wojownik odrzuca wygodne życie pieszczoszka", później mamy: "słowo przywódcy jest prawem". Wątpliwości? Pytania?
Aktualnie niewielka kuleczka, puchatego, a w przyszłości długiego futerka. I mimo, że na pewno jeszcze urośnie, nie zapowiada się na to, by Siniak miała kiedykolwiek należeć do zbyt dużych kotów, prawdopodobnie osiągnie rozmiary mniej więcej takie jak jej mama, Ciemna Mordka. Zdecydowanie przeważającym na niej kolorem jest biel, jednak w niektórych miejscach widoczne są też ciemniejsze fragmenty. Po pierwsze, na głowie, dość podobne do siebie dwie czarne łaty po przyśrodkowej stronie oczu i małe pasmo takich samych włosów między nimi. Trochę niżej, wokół pyszczka również znajduje się kilka niewielkich, nieregularnych plamek w takiej samej barwie, jedna z nich zachodzi również na nos, dzięki czemu i on jest w dużej części ciemny. Następne tego typu elementy umieszczone są przy lewym uchu, bardziej otaczając je, niż wchodząc na jego powierzchnię. Idąc dalej, można dostrzec jeden przypadkowy ciemniejszy fragment (chociaż ten nie jest już czarny, a co najwyżej brązowy). Kolejny przystanek na trasie zwiedzania wybarwionych części futra Siniak obejmuje praktycznie cały ogon. Na koniec zostają jeszcze łapy, gdzie na każdej z nich widać przynajmniej trochę czarnych włosów, w większości znajdujących się po wewnętrznych stronach nóg. Jeśli to wszystko zostało już omówione, należy wspomnieć jeszcze o ostatnim elemencie – oczach Siniak, dużych i okrągłych, które o wybarwieniu się przyjmą jasnoniebieski kolor.
Jak na razie większość czasu spędza wtulona w futra rodziców, bo to jedyne miejsce, gdzie czuje się w pełni bezpiecznie. Poza tym, reszta świata wydaje się Siniak być przerażająca, a całkiem bogata wyobraźnia podpowiada jej wizje kolejnych niebezpieczeństw, które mogą ją tam spotkać. Dlatego też przez większość czasu jest kociakiem przestraszonym i zmartwionym (zarówno o siebie, jak i o całą swoją rodzinę, którą bardzo kocha i o którą stara się troszczyć). Nie należy do kotów odważnych, śmiałych czy lekkomyślnych, ale podziwia je, uznając, że prawdopodobnie byłoby dla niej lepiej, gdyby była w stanie zachowywać się tak jak one. Nie ma ambicji na zostanie wielką wojowniczką czy objęcie ważnej funkcji w klanie, bo i tak nie wierzy, że mogłaby się do tego w jakimkolwiek stopniu nadawać. Jednak mimo dość negatywnego nastawienia, pozostaje dla wszystkich w swoim otoczeniu bardzo miła, stara się im pomóc, jak tylko jest w stanie (częściowo również dlatego, że ma problemy z odmawianiem innym).
Do końca. Kodeksu? Czy może jednak całego treningu? O ile pierwsza z tych opcji byłaby całkiem dobra, im więcej zasad tym trudniej przecież je zapamiętać, o tyle druga wydawała się przede wszystkim niepokojąca. Bo co miało być dalej? Jej ceremonia? Bycie wojowniczką? To byłoby zdecydowane za szybko, nawet jeśli zapamięta cały Kodeks, to czy da radę go wykorzystać w dalszym życiu? Może i niektóre z nich nie były takie trudne, ale inne?
Kolejne z zasad wydawały się również być dla Siniak całkowicie zrozumiałe. Ale może, z jedną z nich, istniał jakiś minimalny problem, bo wydawała się powierzać jednak nieco zbyt dużo władzy w łapy jednego kota. Prawdopodobnie, nawet gdyby kiedyś musiała się posłuchać kogoś, z kim by się do końca nie zgadzała i tak by to zrobiła. Ale czy na pewno byłoby to dobre rozwiązanie? - A co jeśli przywódca by się pomylił? - spytała, mając nadzieję, że przez to Łabędzia Gwiazda nie pomyśli, że uważała jego decyzje za złe. Chodziło o jakiegoś całkiem hipotetycznego kota, rządzącego całkiem innym klanem. Wiedziała, że zostają oni wybrani przez Gwiezdnych i byli kimś, kto nadawał się do swojej roli, ale czy to oznaczało, że nie popełniali żadnych błędów? Czy ktokolwiek mógłby ich nie robić? - Nie myślę, że ty robisz coś źle... Ale tak ogólnie... co wtedy. - dodała, uznając, że jednak istnieje potrzeba by jakoś wytłumaczyć to dokładniej.
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxx Forest walls and starry ceilings
Barren curtains that you're weaving
Like the stories that you keep inside your head
She can't keep them all safe They will die and be afraid Mother, tell me so I say
Nie czuł się dotknięty jej pytaniem, było zasadne i ważne, ale rozumiał, dlaczego jego terminatorzy zwykle mieli delikatne opory przed zadaniem go, sam znalazłszy się na ich miejscu czułby się niezręcznie. Niepotrzebnie; nie pozjadał jeszcze wszystkich rozumów, daleko mu do kota wyzbytego skaz, nieomylnego i świętszego od zgrai Gwiezdnych. Chwilami czuł coś odwrotnego i zastanawiał się, czy kiedyś nie stanie się najgorszą wersją siebie, a omawiana na treningu teoria zaistnieje w praktyce. Oby nie, to przerażająca wizja, która mroziła mu krew w żyłach.
— Każdy może się pomylić, chyba nie ma przywódcy, który zawsze wie, co najlepsze, podejmuje wyłącznie słuszne decyzje — zaczął, z tyłu głowy mając rozmowę z Lawendową Gwiazdą. Śmieszne, ale naprawdę mu ulżyło, że inni, porządniejsi przywódcy również zmagają się z problemami. Mimo że nie tego dotyczyła ich konwersacja, poczuł, że nie tylko jemu nie raz, nie dwa powinęła się łapa. — Ciężko o jednoznaczną odpowiedź, gdy mówimy o hipotetycznym, nieokreślonym błędzie, bo oczywiście to zależy od wielu czynników, ale... Klan nie pozostaje bezsilny. — Jak by to ugryźć, jak wyjaśnić... — Widzisz, jeśli przykładowo terminator zostanie niesłusznie oskarżony o złamanie zakazu i dostanie karę, niech będzie, że wymienianie starszyźnie mchu na wyłączność przez pół księżyca, skreślanie takiego kota jako przywódcy będzie nieco na wyrost, nie uważasz? Co innego podjąć się rozmowy, przedstawić swój punkt widzenia, ale w razie niepowodzenia zaakceptować tę drobną niesprawiedliwość, która w ostatecznym rachunku nie wpływa drastycznie ani na Klan, ani nawet na samego ukaranego. Natomiast jeśli mowa o notorycznym łamaniu Kodeksu czy naruszeniu istotnej zasady — powiedzmy, że przywódca mianowałby kilkuksiężycowe kocięta, nie zważając na fakt, iż są zbyt młode, by przetrwać poza Obozem, wówczas Klan powinien zainterweniować. Szczerze, nie spotkałem się z taką sytuacją, więc nie podam ci dokładnej instrukcji, co należałoby zrobić, jednak myślę, że ignorowanie poleceń Gwiazdy o złych intencjach, wyznaczenie kotów do odbycia podróży do Szepczącej Sadzawki, aby poprosić Gwiezdny Klan o wsparcie, byłoby adekwatne.
Aktualnie niewielka kuleczka, puchatego, a w przyszłości długiego futerka. I mimo, że na pewno jeszcze urośnie, nie zapowiada się na to, by Siniak miała kiedykolwiek należeć do zbyt dużych kotów, prawdopodobnie osiągnie rozmiary mniej więcej takie jak jej mama, Ciemna Mordka. Zdecydowanie przeważającym na niej kolorem jest biel, jednak w niektórych miejscach widoczne są też ciemniejsze fragmenty. Po pierwsze, na głowie, dość podobne do siebie dwie czarne łaty po przyśrodkowej stronie oczu i małe pasmo takich samych włosów między nimi. Trochę niżej, wokół pyszczka również znajduje się kilka niewielkich, nieregularnych plamek w takiej samej barwie, jedna z nich zachodzi również na nos, dzięki czemu i on jest w dużej części ciemny. Następne tego typu elementy umieszczone są przy lewym uchu, bardziej otaczając je, niż wchodząc na jego powierzchnię. Idąc dalej, można dostrzec jeden przypadkowy ciemniejszy fragment (chociaż ten nie jest już czarny, a co najwyżej brązowy). Kolejny przystanek na trasie zwiedzania wybarwionych części futra Siniak obejmuje praktycznie cały ogon. Na koniec zostają jeszcze łapy, gdzie na każdej z nich widać przynajmniej trochę czarnych włosów, w większości znajdujących się po wewnętrznych stronach nóg. Jeśli to wszystko zostało już omówione, należy wspomnieć jeszcze o ostatnim elemencie – oczach Siniak, dużych i okrągłych, które o wybarwieniu się przyjmą jasnoniebieski kolor.
Jak na razie większość czasu spędza wtulona w futra rodziców, bo to jedyne miejsce, gdzie czuje się w pełni bezpiecznie. Poza tym, reszta świata wydaje się Siniak być przerażająca, a całkiem bogata wyobraźnia podpowiada jej wizje kolejnych niebezpieczeństw, które mogą ją tam spotkać. Dlatego też przez większość czasu jest kociakiem przestraszonym i zmartwionym (zarówno o siebie, jak i o całą swoją rodzinę, którą bardzo kocha i o którą stara się troszczyć). Nie należy do kotów odważnych, śmiałych czy lekkomyślnych, ale podziwia je, uznając, że prawdopodobnie byłoby dla niej lepiej, gdyby była w stanie zachowywać się tak jak one. Nie ma ambicji na zostanie wielką wojowniczką czy objęcie ważnej funkcji w klanie, bo i tak nie wierzy, że mogłaby się do tego w jakimkolwiek stopniu nadawać. Jednak mimo dość negatywnego nastawienia, pozostaje dla wszystkich w swoim otoczeniu bardzo miła, stara się im pomóc, jak tylko jest w stanie (częściowo również dlatego, że ma problemy z odmawianiem innym).
Pokiwała głową na koniec tej całkiem rozbudowanej i wiele tłumaczącej, odpowiedzi. Miało to wszystko sens, nawet jeśli miała nadzieję, że ten hipotetyczny przywódca robiący złe rzeczy na zawsze pozostanie kimś istniejącym jedynie w ich wyobraźni, a nie pojawi się całkiem realnie w lesie. Bo nawet jeśli miała jakiekolwiek pojęcia o tym, jak należałoby się zachować, to czy umiałaby coś zrobić? Czy zareagowałaby w jakikolwiek sposób, gdyby zauważyła znaki wskazujące na to, że coś jest nie tak, czy jedynie czekałaby, aż zajmie się tym kimś innym? Nie była pewna.
Przynajmniej Gwiezdni najwyraźniej mogli istnieć jako ostateczna odpowiedź. Czy oni też popełniali błędy? Czy kończąc swoje życie w lesie, pozostawiali za sobą również tą możliwość, stając się kimś zupełnie nieomylnym? Nie istniał już przecież chyba nikt bardziej potężny od nich, więc gdyby zrobili coś źle, nie byłoby się już do kogo zwrócić po pomoc.
Przy tym pojawiło się w jej myślach nowe pytanie, które powinno być już mniej stresujące do zadania. A skoro Łabędzia Gwiazda nie przeszedł jeszcze do omawiania kolejnego punktu Kodeksu, chyba nic nie przeszkadzało w zrobieniu tego. - Jak tam jest? Przy Szepczącej Sadzawce? Wiem, że po napiciu się z niej wody można porozmawiać z Gwiezdnym Klanem, ale nic poza tym... - Niewiele kotów z klanu tam było, a jeszcze mniej mogło naprawdę skorzystać z tej magicznej możliwości. Skoro już nadarzyła się okazja, by spytać o to kogoś, kto musiał tego dokonać chociaż raz, szkoda byłoby nie skorzystać. Sama pewnie nie miała się nigdy przekonać, jak tam jest.
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxx Forest walls and starry ceilings
Barren curtains that you're weaving
Like the stories that you keep inside your head
She can't keep them all safe They will die and be afraid Mother, tell me so I say
Chwilę zastanawiał się nad odpowiedzią.
— Szepcząca Sadzawka wygląda... przeciętnie, jeśli mam być szczery — przyznał z subtelnym rozbawieniem. — Na pierwszy rzut oka ciężko odróżnić ją od typowego zbiornika wodnego. Nie zrozum mnie źle; tafla nie jest specjalna, co nie oznacza, że samo to miejsce nie ma w sobie magii. Co prawda, kiedy byłem tam po raz pierwszy, z Ćmią Gwiazdą, akurat panowały roztopy. Sama sadzawka była rozleglejsza, dookoła były kałuże i błoto, nic przyjemnego. Ale to też wtedy, po zapadnięciu w sen, przyszedł do mnie twój dziadek a mój ojciec, Lodowy Kieł. Za drugim razem, na wyprawie Kosowej Gwiazdy, Szepcząca Sadzawka była już swoich typowych rozmiarów, a że byliśmy tam podczas pory nagich drzew, taflę pokrywała cienka warstwa lodu. To, wydawałoby się, zwyczajne miejsce emanowało nieokreślonym czarem, mistycyzmem; czułem się, jakby nic nie mogło mi się tam stać, bo Gwiezdny Klan ma mnie w swojej opiece. Cóż, wiedząc już trochę, jak ten świat działa, nie sądzę, by nawet przy samej Szepczącej Sadzawce panowało bezpieczeństwo absolutne, jednak zdecydowanie dało się odczuć to coś. Najbardziej niezwykle było podczas mojej wyprawy, pewnie w głównej mierze dlatego, że wreszcie miałem okazję zobaczyć ją cieplejszą porą. Nie zastał nas mrok, a zachodzące słońce wieńczące ciepły dzień. Widniało nad nią intensywnie pomarańczowe niebo, kolorowe chmury odbijały się w delikatnie falującej na wietrze wodzie... Wokoło latały owady, najbardziej zapamiętałem ważki i motyle leniwie przelatujące tu i tam. Gdyby nie wcześniejsze wizyty, bez trudu dałbym się przekonać, że tak, od razu widać, że to jest to miejsce. — Zaśmiał się lekko. — Po napiciu się tamtejszej wody szybko zmaga sen, a tam, och, dopiero tam czekają widoki, jakich nie znajdziesz nigdzie indziej. Nie wiem, czy to samo widzieli inni przywódcy i medycy, ale po przebudzeniu się, zastał mnie obraz... natury okraszonej gwiezdnym pyłem. Widziałem trawę, drzewa, kamienie, ale zdawały się być stworzone z gwiazd, było też tam ciemniej; trudno to wszystko opisać słowami. Czekały na mnie koty, mnóstwo kotów, więcej, niż widziałem na Zgromadzeniu Czterech Klanów. One również połyskiwały jak gwiazdy.
Aktualnie niewielka kuleczka, puchatego, a w przyszłości długiego futerka. I mimo, że na pewno jeszcze urośnie, nie zapowiada się na to, by Siniak miała kiedykolwiek należeć do zbyt dużych kotów, prawdopodobnie osiągnie rozmiary mniej więcej takie jak jej mama, Ciemna Mordka. Zdecydowanie przeważającym na niej kolorem jest biel, jednak w niektórych miejscach widoczne są też ciemniejsze fragmenty. Po pierwsze, na głowie, dość podobne do siebie dwie czarne łaty po przyśrodkowej stronie oczu i małe pasmo takich samych włosów między nimi. Trochę niżej, wokół pyszczka również znajduje się kilka niewielkich, nieregularnych plamek w takiej samej barwie, jedna z nich zachodzi również na nos, dzięki czemu i on jest w dużej części ciemny. Następne tego typu elementy umieszczone są przy lewym uchu, bardziej otaczając je, niż wchodząc na jego powierzchnię. Idąc dalej, można dostrzec jeden przypadkowy ciemniejszy fragment (chociaż ten nie jest już czarny, a co najwyżej brązowy). Kolejny przystanek na trasie zwiedzania wybarwionych części futra Siniak obejmuje praktycznie cały ogon. Na koniec zostają jeszcze łapy, gdzie na każdej z nich widać przynajmniej trochę czarnych włosów, w większości znajdujących się po wewnętrznych stronach nóg. Jeśli to wszystko zostało już omówione, należy wspomnieć jeszcze o ostatnim elemencie – oczach Siniak, dużych i okrągłych, które o wybarwieniu się przyjmą jasnoniebieski kolor.
Jak na razie większość czasu spędza wtulona w futra rodziców, bo to jedyne miejsce, gdzie czuje się w pełni bezpiecznie. Poza tym, reszta świata wydaje się Siniak być przerażająca, a całkiem bogata wyobraźnia podpowiada jej wizje kolejnych niebezpieczeństw, które mogą ją tam spotkać. Dlatego też przez większość czasu jest kociakiem przestraszonym i zmartwionym (zarówno o siebie, jak i o całą swoją rodzinę, którą bardzo kocha i o którą stara się troszczyć). Nie należy do kotów odważnych, śmiałych czy lekkomyślnych, ale podziwia je, uznając, że prawdopodobnie byłoby dla niej lepiej, gdyby była w stanie zachowywać się tak jak one. Nie ma ambicji na zostanie wielką wojowniczką czy objęcie ważnej funkcji w klanie, bo i tak nie wierzy, że mogłaby się do tego w jakimkolwiek stopniu nadawać. Jednak mimo dość negatywnego nastawienia, pozostaje dla wszystkich w swoim otoczeniu bardzo miła, stara się im pomóc, jak tylko jest w stanie (częściowo również dlatego, że ma problemy z odmawianiem innym).
To była całkiem długa opowieść ze strony Łabędzia, bardziej rozbudowana niż się spodziewała. I tak niezwykła, mimo, że zaczęła się od tego, że sama Sadzawka nie wyglądała jakoś specjalnie. Ale wszystko, co nadeszło w późniejszych opisach? Niesamowite, zaczynała żałować, że prawdopodobnie sama nigdy tego nie doświadczy. Na to, że zostanie kiedykolwiek przywódczynią czy medyczką były przecież zerowe szanse, to, że ktoś wybrałby ją do pójścia tam w innym celu, również było prawie niemożliwe.
Teraz prawdopodobnie powinni wrócić już do rozmawiania o Kodeksie. Jednak do jej głowy wpadło jeszcze jedno pytanie, również związane z tematem Szepczącej Sadzawki, więc może warto było zadać i je, skoro nadarzyła się taka okazja. - Co by się stało, gdyby ktoś przez przypadek się napił wody stamtąd? Nawet ktoś z poza klanów, kto nie wiedziałby, jakie to miejsca… Też spotkałby Gwiezdnych? – Nie miała pojęcia, czy ktokolwiek mógł to wiedzieć, ale jeśli tak, to kto inny, niż Łabędzia Gwiazda? Brzmiało jak sytuacja całkiem możliwa, skoro z pozoru wyglądało to jak całkiem zwykła woda, a przecież na terenach wokół kręciło się trochę kotów, które mogły nie mieć pojęcia, gdzie trafiły.
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxx Forest walls and starry ceilings
Barren curtains that you're weaving
Like the stories that you keep inside your head
She can't keep them all safe They will die and be afraid Mother, tell me so I say
To dobre pytanie i do niedawna Łabędziowi wydawało się, że zna na nie odpowiedź. Najbardziej prawdopodobną, w każdym razie; pokora wobec rzeczy ponad nim nie pozwalała mu posiąść pewności w wielu kwestiach, i to była jedna z nich. Jak praktyka pokazała, całkiem słusznie, bowiem na świecie czekało na niego mnóstwo niewiadomych, nawet tam, gdzie nie w pełni się ich spodziewał.
— Nie wiem — odparł nie owijając w bawełnę. Jakkolwiek chciał zaspokoić ciekawość siostrzenicy, jego wiedza w tym zakresie była mocno ograniczona. — Ci, którzy nie wierzą w Gwiezdnych, nie trafiają na Srebrną Skórkę, więc całkiem możliwe, że taki ktoś nie odczułby na sobie efektów wody z Szepczącej Sadzawki. Zagrożenie czeka na klanowe koty, chcące niepowołane skontaktować się z Przodkami — dodał ponuro. — Słyszałaś o Paprociowej Łapie? Omamiony obietnicami bezgwiezdnych, udał się do Szepczącej Sadzawki, by wbrew swojemu przeznaczeniu otrzymać dar dziewięciu żywotów i stać się przywódcą. To właśnie ich, nie Gwiezdnych, spotkał we śnie, i zamiast uzyskać pomoc, jego żądze zostały podsycone. Rzecz jasna nie twierdzę, że wyłącznie członkowie Trójki Klanowej mogą bez obaw zasięgnąć języka u Przodków, ale to, co mamy w sercu, nie jest bez znaczenia, ponadto zawsze powinniśmy zachowywać czujność, ponieważ istnieją koty pragnące wywołać chaos, które karmią się naszymi słabościami. Paprociowa Łapa zamknął się na Gwiezdny Klan, prawdopodobnie już dużo wcześniej miał styczność z bezgwiezdnymi, jeszcze zanim zdecydował się udać do sadzawki. I wiele go ten sojusz kosztował.
Aktualnie niewielka kuleczka, puchatego, a w przyszłości długiego futerka. I mimo, że na pewno jeszcze urośnie, nie zapowiada się na to, by Siniak miała kiedykolwiek należeć do zbyt dużych kotów, prawdopodobnie osiągnie rozmiary mniej więcej takie jak jej mama, Ciemna Mordka. Zdecydowanie przeważającym na niej kolorem jest biel, jednak w niektórych miejscach widoczne są też ciemniejsze fragmenty. Po pierwsze, na głowie, dość podobne do siebie dwie czarne łaty po przyśrodkowej stronie oczu i małe pasmo takich samych włosów między nimi. Trochę niżej, wokół pyszczka również znajduje się kilka niewielkich, nieregularnych plamek w takiej samej barwie, jedna z nich zachodzi również na nos, dzięki czemu i on jest w dużej części ciemny. Następne tego typu elementy umieszczone są przy lewym uchu, bardziej otaczając je, niż wchodząc na jego powierzchnię. Idąc dalej, można dostrzec jeden przypadkowy ciemniejszy fragment (chociaż ten nie jest już czarny, a co najwyżej brązowy). Kolejny przystanek na trasie zwiedzania wybarwionych części futra Siniak obejmuje praktycznie cały ogon. Na koniec zostają jeszcze łapy, gdzie na każdej z nich widać przynajmniej trochę czarnych włosów, w większości znajdujących się po wewnętrznych stronach nóg. Jeśli to wszystko zostało już omówione, należy wspomnieć jeszcze o ostatnim elemencie – oczach Siniak, dużych i okrągłych, które o wybarwieniu się przyjmą jasnoniebieski kolor.
Jak na razie większość czasu spędza wtulona w futra rodziców, bo to jedyne miejsce, gdzie czuje się w pełni bezpiecznie. Poza tym, reszta świata wydaje się Siniak być przerażająca, a całkiem bogata wyobraźnia podpowiada jej wizje kolejnych niebezpieczeństw, które mogą ją tam spotkać. Dlatego też przez większość czasu jest kociakiem przestraszonym i zmartwionym (zarówno o siebie, jak i o całą swoją rodzinę, którą bardzo kocha i o którą stara się troszczyć). Nie należy do kotów odważnych, śmiałych czy lekkomyślnych, ale podziwia je, uznając, że prawdopodobnie byłoby dla niej lepiej, gdyby była w stanie zachowywać się tak jak one. Nie ma ambicji na zostanie wielką wojowniczką czy objęcie ważnej funkcji w klanie, bo i tak nie wierzy, że mogłaby się do tego w jakimkolwiek stopniu nadawać. Jednak mimo dość negatywnego nastawienia, pozostaje dla wszystkich w swoim otoczeniu bardzo miła, stara się im pomóc, jak tylko jest w stanie (częściowo również dlatego, że ma problemy z odmawianiem innym).
To, że wujek nie wiedział, było może odrobinę rozczarowujące, ale nie było przecież żadną konieczną informacją. Prawdopodobnie nigdy nic takiego nie miało się wydarzyć, więc też bez sensu było o tym myśleć.
Z kolei imię Paprociowej Łapy obiło jej się o uszy, nawet jeśli cała sytuacja z kocurem miała miejsce jeszcze przed jej narodzinami. Jak właściwie doszło do tego, że jego historia zakończyła się w ten sposób? Jak, i dlaczego, ktokolwiek miałby zyskać kontakt z bezgwiezdnymi? Tym razem były to jednak pytania, na które odpowiedzi chyba wolała nie znać. To musiał i tak być chyba jakiś odosobniony przypadek, jeden na wiele obiegów pór, bo o żadnych więcej na pewno już nie słyszała. Więc drugi raz nie powinno się zdarzyć za ich życia, co dawało jej w tym momencie względny spokój. - To smutne, że coś takiego stało się z kimś z klanu… – skomentowała jedynie całą opowieść. Czy może jednak tamten Paprociowa Łapa był od początku całkiem złym kotem i nie należało mu współczuć? Ale czy wtedy nie zostałby wyrzucony z Rzeki już dużo wcześniej?
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxx
xxxxxxxxxxxxxxxxxxxx Forest walls and starry ceilings
Barren curtains that you're weaving
Like the stories that you keep inside your head
She can't keep them all safe They will die and be afraid Mother, tell me so I say
— Bardzo smutne — przytaknął nieco przyciszonym tonem. Śmierć Paprociowej Łapy stanowiła część przeszłości i Łabędź godził się ją tam zostawić, nie wyciągając jej na wierzch, by kłuła go po palcach jak kawałek szkła. Zaakceptował fakt, że choćby na którymś etapie dało się temu zapobiec, to nic takiego się nie stało, w efekcie czego życie stracił jeden z nich; nie dało się zmienić biegu minionych wydarzeń. Wciąż — to było przykre, a na miejscu cynamonowego mógł znaleźć się każdy. Jeśli nie pozostawało im nic innego, należało przynajmniej wyciągnąć naukę z tego zdarzenia. Pamiętać o nim, gdy bezgwiezdni znów podejmą się próby wsadzania swoich brudnych paluchów w ich życie.
— No dobrze, gotowa na ostatnie trzy zasady? — dodał energiczniej, chcąc odgonić metaforyczne, zawisłe nad nimi ciemne chmury. — Brzmią one tak: "żaden wojownik nie może opuścić kocięcia w bólu czy niebezpieczeństwie, nawet jeśli jest to kociak z innego Klanu". Dalej, "zwierzyna zabijana jest tylko po to, by się nią pożywić. Podziękuj Gwiezdnemu Klanowi za jej życie". I na koniec: "Zgromadzenie Czterech Klanów odbywa się z woli przywódców podczas pełni księżyca, kiedy trwa rozejm".
Przechylił łeb do boku — powinna już wiedzieć, że był otwarty na wszelkie pytania, jakie mogła mieć. A że w zasadzie dotarli do finiszu, resztę dzisiejszego dnia mogli przeznaczyć na rozbieranie Kodeksu na czynniki pierwsze, żaden problem.