odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
Orion zastaje go przy pielęgnacji sierści, do której skłoniło Płomienia przedłużające się, bezczynne oczekiwanie. Wojownik nie unosi oczu na widok jasnego futra na krańcu zasięgu wzroku, ale reaguje gorączkowym potrząśnięciem głowy, gdy czuje coś za uchem. Nie musi patrzeć w dół, by wiedzieć, co to było - kwiat. Jeden, pięć, cały bukiet; kwiaty w dowolnej postaci są stałym elementem ich treningu, bynajmniej nie z jego własnej inicjatywy. Czy za jego aprobatą.
- Widzisz sens w prowadzeniu treningu komuś, kto ledwo kontaktuje? - pyta retorycznie, natychmiast podnosząc się na łapy i żwawym marszem wychodząc głębiej na Wyjące Wzgórza, bez cienia wyrozumiałości dla porannej gimnastyki terminatora. I bez oglądania się za siebie, czy cynamonowy raczy podążyć za nim. - Ale może do rozważenia, jeśli ma ci to wybić z głowy przyłażenie z zielskiem. Skąd ci się to wzięło? - I niemal bez przystanku dodaje: - Jak tam twoja znajomość kodeksu wojownika? Minęło kilka wschodów słońca od ostatniej powtórki, pamiętasz coś jeszcze?
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Nie spodziewał się żadnej innej reakcji, ale nie odmówił sobie radości najbardziej cierpiętniczego westchnięcia w odpowiedzi na potrząśnięcie łbem. Prawdziwy męczennik, wstawał bladym świtem, wykraczał poza oczekiwane minimum i co?
– Myślę, że istnieje niezliczona ilość sposobów na szybkie rozbudzenie, więc o ile nie obawiasz się, że sam byś przymulał to słaba ta wymówka. – rzucił od niechcenia. I kątem oka zauważył już jak ktoś się podnosi i rusza z miejsca. I na co komu ten pośpiech? Czy rdzawy miał nadzieję, że dzięki temu szybciej skończą dzisiejszy dzień?
– Skąd co mi się wzięło? – spytał doskakując radośnie do uciekającego. Czy faktycznie nie słyszał początku wypowiedzi? Mogła go przecież ominąć, był zajęty rozciąganiem śpiących mięśni, a nie pogonią za maszerującym mistrzem. – Owszem, pamiętam, że ktoś na kocimiętce go konstruował. Bo starszyzna i kocięta muszą zostać nakarmieni przed terminatorami i wojownikami. I no dobra, wspaniała, sensowna zasada, skoro ci sami nie polują. Ale zaraz potem jest, że terminatorom nie wolno jeść bez pozwolenia, dopóki nie zapolują by nakarmić starszyznę. Ani słowa o ich obowiązku polowania dla kociąt. Ani o wojownikach. Można więc zakładać, że skoro terminatorzy polują dla starszyzny, to wojownicy polują dla kociąt. Ale nie ma ani słowa o tym w reszcie zasad, można jedynie zgadywać. Zresztą, co bardziej rażące, nigdzie nie pojawia się sprawa matek. Jasne, fizycznie są w stanie upolować coś dla siebie, ale obowiązki nakazują im spędzać większość czasu w kociarni. To tragiczne, że kodeks ich w żaden sposób nie chroni, gdy to głównie dzięki nim przyszłe pokolenia wojowników nie zabijają się jeszcze przed mianowaniem na terminatorów. A kiedy kocięta mogą być najwcześniej mianowane? W wieku sześciu księżyców. Więc to przynajmniej sześć księżyców niemalże całodobowej opieki, gdzie kociąt jest zawsze więcej niż matek. Tymczasem kodeks nie wspomina o nich ani słowem. W żadnym kontekście. I zanim powiesz mi, że to kodeks wojownika to każda inna ranga się w nim przewija. Oprócz medycznych, ale ci mają własny kodeks. – czy Oriona faktycznie aż tak gryzła ta niesprawiedliwość? Ciężko powiedzieć. Może gdyby matki były nazywane opiekunkami, niańkami czy czymkolwiek innym to można by bez trudu stwierdzić, że czepiał się dla rozrywki. W typowy dla siebie sposób. Tutaj? Obie opcje miały szansę być prawdziwe. – Więc jasne, po to jest stos zwierzyny, żeby każdy w obozie mógł z niego sięgnąć, gdy zgłodnieje i tak dalej. Wciąż jednak, według kodeksu, matki nie zasługują nawet na pół punktu wspomnienia.
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
- Wymówka? Od kiedy jesteś fanem wczesnego zrywania się na trening? - dopytuje ze sceptycyzmem. Poniekąd dzieło przyzwyczajenia, w końcu to nie tak, że obudziło się w nim najprawdziwsze, nieudawane niedowierzanie. - Jeżeli to dla ciebie okrutna pora, nie chcę wiedzieć, w jakim stanie byłbyś jeszcze wcześniej.
Ani nie chce widzieć tego cwaniackiego pyska po nocy, bez przesady. Takie wrażenia nie odbiegałyby daleko od koszmaru, a Płomień ma ten komfort, że rzadko zapamiętuje swoje sny. Woli przy tym pozostać.
Uważa wymowne zerknięcie kątem oka za wystarczający komentarz i zamknięcie tematu kwiatów zarazem. Nawet jeśli oriental naprawdę nie dosłyszał (wątpliwe), istotniejszą rolę odgrywa wejście na tory treningowe niż wdawanie się w jałową dyskusję. Szczególnie on nie zamierza takowej rozpoczynać.
- Zwróć uwagę, że jedna zasada następuje po drugiej. Może gwiezdni miłościwie nad nami czuwający zaufali naszej inteligencji i uznali, że nie trzeba dwukrotnie podkreślać oczywistości. - A może nie. Kto wie, czy nie celowo pozostawiali furtkę dla takich Azaliowych Łap do wynajdowania dziury w całym i kwestionowania każdej głupoty, tak o, w ramach rozrywki z obserwowania z gwiezdnej przestrzeni gimnastykujących się na ziemi wojowników. - I może zaufali również naszej domyślności w kwestii matek. Nietrudno zauważyć to, o czym mówisz; kocięta nie poradziłyby sobie bez nich. Te same kocięta, o które musimy dbać, są niejako przedłużeniem swoich matek. Nie spodziewasz się chyba, że klan splunie na ich potrzeby, bo nie zostały zawarte w kodeksie?
Czego nie powie głośno, to jak w rzeczywistości traktowane są rodzicielki. Podtykanie im piszczek pod nos to mały pikuś, na głód nie narzekają, ale jak wiele są warte w oczach klanu? Jak wiele jest wart ktokolwiek z nich, skoro nikogo nie rusza, gdy młode trafią w nieodpowiednie łapy, a pogrzeby oddanych wojowników są szopką dla podtrzymania pozorów? I nic z powyższego nie jest powiązane z kodeksem, niespodzianka.
- Trzy punkty za tobą. Co dalej?
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Od kiedy jest szansa, że radziłbyś sobie z nim gorzej ode mnie. – posłał promienny uśmiech wojownikowi. Mógł przecierpieć taki układ w imię satysfakcji płynącej z wyrwania Jaśniejącego poza komfortowe dla niego pory. – To tak nie działa. Ta konkretna jest okrutna. Z wcześniejszą bądź późniejszą problem znika, a że sugestię o późniejszych spotkaniach uznałbyś za lenistwo, słabość, ucieczkę od obowiązków i inne słodkie słówka to pozostaje tylko wcześniejsza pora. – czy sam wierzył w te wyjaśnienia? Nie musiał. Znaczy oriental był przekonany, że dla chociaż jednego kota na całym świecie musiały być prawdziwe i tyle mu wystarczało. Bo szanse, że zmienią pory treningu dla jego wygody były ujemne. Nie było więc powodu do brania pod uwagę jak faktycznie by się wtedy czuł.
– A. To zadajesz pytania, na które już odpowiadałem. I ta odpowiedź pozostaje bez zmian. – strzepnął niedbale uchem. Nie przeszkadzało mu okazjonalne wracanie do tematu, czuł się bardzo komfortowo z całą sytuacją i faktem, że ktoś był aż takim niedowiarkiem. Zero ściemy. Chociaż gdyby całokształt faktycznie bawił go tak bardzo, jak twierdził w myślach, pewnie sam by wrócił do zagadnienia, nie zostawiając wyboru rdzawemu.
– Och, gdyby brzmienie tych zasad było wyrazem zaufania naszej inteligencji to obyłoby się bez poświęcania całych punktów na takie mądrości jak to, że zastępca zostaje przywódcą po śmierci swojego poprzednika. Albo, że granice sprawdza się każdego dnia, a intruzów przegania. Nie powiesz mi, że niezbędne jest zaznaczenie w kodeksie, że nie wolno polować u sąsiada, bo nikt się tego sam z siebie nie domyśli, ale już w części wycelowanej głównie w młodsze koty, dopiero rozpoczynające naukę faktycznego życia w klanie, można używać skrótów myślowych? – cynamonowy point nie wierzył (czy raczej – nie chciał wierzyć), że zdaniem Jaśniejącego to były dobrze skonstruowane zasady. Był jedynie ciekaw czy uda się go postawić w sytuacji, gdzie przyznanie racji zostanie jedynym wyjściem. I czy z niego skorzysta czy się zaprze w miejscu. – Och, nie, skądże. Ja spodziewam się, że przy odpowiednim układzie gwiazd na niebie klan może splunąć i na uwzględnioną w kodeksie starszyznę. Starczy jeden przywódca nastawiony bardziej na efekty niż wspólnotę. Kociąt raczej by nie olał, bo przyszłe pokolenie dobrze mieć. No ale. Różnica jest taka, że starszyznę chroni kodeks, więc jak nie z przyzwoitości to z miłości do zasad kilka kotów może się oburzyć na takie traktowanie starszych. Matek nic nie chroni i łatwiej by było przekonać tłum, że powinny same o siebie zadbać. Przecież sami Gwiezdni nie wspominają o nich ani słowem. – skupił się na moment na rozciągającym przed nimi krajobrazie by zaraz dodać luźną uwagę. – Ciężko szanować kodeks, który raz podkreśla największe oczywistości, a innym razem zdaje się na inteligencję przestrzegających, gdy coś nie zostało dopowiedziane. A jeszcze ciężej szanować koty, które uważają, że taka konstrukcja to żaden problem. Żadna wada.
Im Orion mniej wiedział o kodeksie tym łatwiej było mu go zaakceptować. Zbiór zasad życia w klanie brzmiał sensownie, każda społeczność wymagała jakiś wytycznych prędzej czy później. Ale gdy były samotnik już poznał treść kodeksu wojownika? O panie...
– Proszę bardzo, kolejna zasada, zwierzyna jest zabijana jedynie, żeby się nią pożywić. Kolejna oczywistość, jeśli chcesz mieć co zjeść jutro, nie zabijaj dzisiaj więcej niż potrzebujesz. Ale to nie koniec. Zaraz za tym dostajemy informację, że należy podziękować Gwiezdnym za jej życie. I tu pojawia się pytanie. W jaki sposób? Przez tyle księżyców nikt się jeszcze nie odwołał nigdy do mojej moralności, bym mówił konkretną formułkę po zabiciu wróbelka. Albo żebym żegnał jego ulatniającą się duszyczkę w konkretny sposób. Więc na czym to dziękowanie polega? – co słyszą terminatorzy, na początku swoich treningów? Czy jest im narzucany konkretny rytuał, który Orionowi był darowany ze względu na pochodzenie? Coś powątpiewał. Ale nie wykluczał.
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
- Jest taka szansa? - Unosi brwi. To dopiero ciekawostka, pierwsze słyszy. - Ta? No to oświeć mnie, co jest w tej porze takiego szczególnego. Bo jak na moje kręcisz, aż ci się kłaki wykręcają na drugą stronę.
Wyjące Wzgórza, później Falujące Wrzosy i lada moment czekają ich rejony Płytkiej Dziury; nory niegdyś pewnie robiącej za miejsce drzemki dla lisa. Dawne dzieje i dziś można co najwyżej zaczaić się przy niej z nadzieją na złapanie gryzonia. Niepowetowana strata.
- Szkoda - kolejne słowa orientala kwituje z suchością, jakiej nie powstydziłyby się piaski na gromowych ziemiach. Nie pogardziłby szczyptą prawdziwości dla odmiany, ale Orion dostałby zapaści, gdyby zrzucił z siebie starannie utkany płaszczyk fałszu. Płomień doskonale wie, jak bardzo kocur jest z nim związany, niemalże na równi z własnym futrem. Nie ma co marnować czasu.
Ale czy to nie z lekka abstrakcyjne, nawet ze świadomością, o kim mowa, że prędzej wyciśnie z niego kolejne żenujące fakty z życia, niż prawdziwy powód tej ciągnącej się szopki?
- Istnienie którejkolwiek zasady ma dla ciebie sens, czy od razu cały kodeks można se pod ogon wsadzić? - sarkazm odbija się w jego tonie. - To wszystko są oczywistości dla kogoś, kto wie, jak funkcjonuje klan. Kodeks nie był tworzony przez koty spijające tradycję wraz z mlekiem matki, przypominam. - Ani nawet przez typa nie stąd, który czuje się tutaj zbyt swobodnie. - Samotnicy chełpią się podbijaniem ziem. Toczą wojenki o dominację wewnątrz grup. Polują, by mieć, i żeby nie miał nikt inny. Legenda powstania czterech klanów się kłania. Pamiętasz jeszcze, z czego się narodziły? Bynajmniej nie z tego, że koty nie zgarniały piszczek sąsiadom. Te zasady robią za kontury struktury działania klanów i tak radzę na nie patrzeć. Nic głębokiego.
Zlepkowi reguł bezrefleksyjnie przekazywanych z pokolenia na pokolenie daleko do czegoś, w czego obronie Jaśniejący Płomień oddałby życie, niemniej swoją fazę kwestionowania zasadności poszczególnych punktów ma dawno za sobą. Na dobrą sprawę, ich wkład w rzeczywistość jest powierzchowny. Może na przestrzeni księżyców kodeks sprawdzał się w przypominaniu, czym cechują się klany i pod tym względem spełniał swoje zadanie, skoro u fundamentów nadal stoją te same założenia, co kiedyś, ale nie zmieni natury kultywujących go kotów. Jedynie utwierdzi leniwe umysły w przekonaniu, że ich postępowanie jest nieskazitelne, gdy dla spokoju sumienia wygłoszą podziękowanie za upolowaną mysz. Albo posłuży za argument w łapach cwaniaczka, który chce wykpić się dwoma piszczkami - jedną dla starszych i jedną dla kociąt.
- Słowo przywódcy jest prawem, życzę miłośnikom zasad owocnego oburzania się na tę. - Oburzać się mogą, ile wlezie, proszę uprzejmie. Jeśli ktoś lubi strzępić pysk na marne, nic nie stoi na przeszkodzie. - Kodeks to przydatne narzędzie przy karaniu terminatorów, którym wydaje się, że pozjadały wszystkie rozumy. Przy przypominaniu wojownikom, że do czegoś się zobowiązali. Przeceniasz jego moc. Drobna poprawka nie zmieniłaby sytuacji matek w tym twoim hipotetycznym scenariuszu.
Na insynuację, jakoby w oczach Azaliowej Łapy nie zasłużył sobie dotychczas na szacunek, wojownik nijak nie reaguje. Chyba że za reakcję uznać filozoficzne spojrzenie w przestrzeń, bliźniaczo podobne do tego azaliowego. Mijają lisią norę; zgodnie z przewidywaniami, wokół panuje spokój.
Krzywi się dopiero słysząc o podziękowaniach dla gwiezdnych.
- Szanuj zwierzynę i bądź za nią wdzięczny; proszę, wersja uproszczona specjalnie dla ciebie. Brzmi lepiej? W gruncie rzeczy do tego sprowadza się ta zasada, nikogo nie obchodzi, co sobie myślisz czy szemrzesz pod nosem z piszczką w pysku. Przynajmniej mnie nie, może ktoś inny trułby ci nad uchem, że twoja demonstracja wdzięczności jest za mało zjawiskowa. - To coś, czego spodziewałby się po Czerwonym Pazurze w roli mistrza, ale niekoniecznie po dzisiejszych wojownikach. Ewentualnie serce Klekoczącego Bociana rozdarłoby się na kawałki na widok takiego nieposzanowania zasad, jednak skóra Oriona zostałaby oszczędzona. - Podobnie nie zostanie ci odgryziona głowa za to, że na milczącym czuwaniu walczyłeś z sennością, zamiast koncentrować się na podniosłości chwili i swojej przyszłości w nowej roli. Nikt tego nie sprawdza. Ale masz wskazówkę, jakimi wartościami kierują się klany.
W teorii.
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Układ gwiazd na niebie jest nieodpowiedni. – prychnął. No serio, czego takiego się Jaśniejący spodziewał teraz? Twardych dowodów? Wniosków wyciągniętych z obserwacji prowadzonych pół życia? A nie, w sumie to drugie mógł zapewnić, proszę bardzo. – Zdarzało mi się zaczynać dzień wcześniej, gdy księżyc był jeszcze wysoko i było to dużo przyjemniejsze niż wstawanie równocześnie ze słońcem. Stąd wniosek, że problem jest w tej konkretnej porze, a nie wczesnym wstawaniu. – i elegancko. Do przemilczenia, że rozpoczynane wcześniej dni wynikały raczej z niekończenia poprzednich. I siły rozpędu bycia już obudzonym i w ruchu, niż powrotu do przytomności po przyjemnym śnie.
I że odsypiał swoje w ciągu dnia wtedy. Przywilej samotniczego życia i te sprawy.
– Ta o wyborze nowego zastępcy nim księżyc dojdzie do szczytu nieba, po śmierci czy odejściu poprzednika. Sama w sobie wydawała się całkiem sensowna, ale to towarzystwo jej ujmuje... – odparł niemalże od razu. Oczywiście, że nie była to zasada, z którą spałby schowaną pod poduszką z mchu, ale miała ręce i nogi. Spełniała swoją rolę w ignorowaniu sarkazmu. – Tak, tak, to wszystko ładne, ale wciąż nie tłumaczy tej, hm, niechlujności. Nie szukam tu niczego głębokiego, po prostu dziwi mnie, że te kontury są aż tak krzywe i nikt w tym nie widzi nic niewłaściwego. Ile razy słyszałem o niesamowitych klanach, kierującym nimi kodeksem i tym, że są tak bardzo do przodu względem reszty kotów. A potem przyglądam się tej niesamowitej cywilizacji i co się okazuje? Zbudowali ją z garści błota. Z czego być tu dumnym?
Jasne, Orion mógł sobie rozumieć te wszystkie przytaczane przez Jaśniejącego argumenty, mógł dostrzegać drzemiącą w nich logikę, ale w jego mniemaniu pozwalały jedynie przymknąć oko na prawdziwy problem. Nie tłumaczyły go.
– Och, widzisz, tu jest właśnie kolejny problem. Czy jego słowo jest prawem zawsze, nawet gdy nakazuje głodzenie starszyzny czy odwiedzanie sąsiadów bez zaproszenia? Czy może jedynie wtedy gdy dotyczy spraw nieuwzględnionych w kodeksie? Nie gryzą ciebie te nieścisłości? Możesz z przekonaniem przestrzegać dziurawych zasad? – drążył dalej. Czemu by nie miał? – Spore szanse, że nie zmieniłaby. Powiedziałbym, że takie same szanse, że wzmianka w kodeksie nie uratowałaby starszyzny w tym scenariuszu, bo sam kodeks nie ma w sobie żadnej mocy. Ale takie dziury, niedokładności, niechlujność dodatkowo go osłabiają, nie zgodzisz się? – mógł zaprzeczyć, proszę bardzo. Uporu dla zasady nikt mu nie bronił, ale Orion był zdeterminowany do udowodnienia swojej racji.
– Dużo lepiej. – posłał rdzawemu przesłodzony uśmiech. Nim jednak nadarzyła się okazja do ponownego rozgrzebania tej zasady, by podkreślić problem (ciągle ten sam!!), wojownik zahaczył o kolejny punkt traktowany z przymrużeniem oka. Więc i plan orientala się zmienił. – Czyli wszystkie zasady, które dzisiaj padły są jedynie wskazówkami? Jedynie sugerują klanowe wartości, ale niestosowanie do nich nie skutkuje wiecznym potępieniem? Zastępca nie musi mieć za sobą treningu żadnego terminatora, bo nic nie stoi na przeszkodzie by młody wojownik, jeszcze przed odbyciem milczącego czuwania, został awansowany do zastępcy? Och, oczywiście, takie sytuacje się nie zdarzają, bo koty mają rozum i godność. A jeśli się zdarzają to, dlatego że kodeks nie ma żadnej mocy w prawdziwym świecie. Ale właśnie w tym problem.
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
Oczywiście, odpowiedź równie absurdalna co jej autor.
- I nigdy nie uznałeś za stosowne powiedzieć mi, że ta pora to jakiś problem - raczej stwierdza niż pyta. Jasne, Orion tak nie uznał, bo całe to wycinanie ich stałego czasu spotkań i wpychanie go w ramkę tej najgorszej jest ściemą jak stąd do księżyca. Skłaniające do refleksji o tyle, że nawet przy takich drobnostkowych przepychankach (o ile nie szczególnie przy nich) kocur zwykł bardziej przykładać się do brzmienia jakkolwiek wiarygodnie. Czyżby Jaśniejący Płomień zbyt surowo go oceniał? Okrutna pora tłumaczy niestaranność. - Ciekawe.
Ciemne uszy drgają jakby w zaskoczeniu. O, czyli da się wyłuskać z kodeksu ziarenko sensu. Pojedyncze, ale czy nie mają do czynienia z olbrzymim sukcesem zważywszy na krytyczność odbiorcy? Może dla klanów istnieje nadzieja - szczątkowa bo szczątkowa - że nie upadną w najbliższym czasie po tym, jak nie udało im się to przez niezliczone obiegi pór przed wzniesionymi wątpliwościami Oriona.
- Jeśli nieścisłości tak spędzają ci sen z powiek, leć do Szepczącej Sadzawki, zaproponuj korektę, może dzięki tobie świat stanie się lepszy. - Dobra rada od mistrza, nic tylko brać. Dodatkowe punkty za przedwczesne wstąpienie na srebrną skórkę po drodze do celu. Sen trwa ulotną chwilę, istnienie wśród gwiazd jest wiecznością. Idealna opcja dla kogoś o nieskończonych pytaniach. A i zadać by je mógł u źródła. - Ze zgromadzeniami niegdyś się udało, kojarzysz?
Nie powiedziałby, że nikt nie widzi niczego niewłaściwego w formie kodeksu bądź innych aspektach funkcjonowania klanu. Ba, niejednokrotnie był świadkiem głośno wyrażanego niezadowolenia. Zdarzało mu się je wyrażać. Słyszał opowieści o jakże pięknej prezentacji głów wichru na poprzednim zgromadzeniu. Pytanie - co z tego?
- Czego oczekujesz? Deszczu piorunów prosto z nieba na każdy znak niesubordynacji? - Wydmuchuje powietrze nosem. - Zasady są przestrzegane na tyle, na ile koty godzą się ich przestrzegać i egzekwować ich przestrzeganie od pozostałych. Najwyraźniej jeszcze nie przeszkadzało odpowiednio licznej grupie, że kociaki muszą dorosnąć i odrobinę się usamodzielnić, zanim pójdą na łowy, więc trzymamy się tego. Ale gdy medykom zbiorczo uwidziała się możliwość żonglowania obowiązkami medyka i obowiązkami rodzica, a dorastanie w lecznicy ocenili jako idealne warunki dla kociąt, zmienili kodeks. Kiedyś nie do pomyślenia, teraz mogą zakładać rodziny. Głosy sprzeciwu? Nie słyszę. - To po pierwsze. A po drugie... - Czy przywódcy ujdzie na sucho łamanie kodeksu, zależy wyłącznie od tolerancji klanu. Jeżeli przeszłoby bez echa głodzenie starszyzny, bez znaczenia gdzie w tym układzie znajdzie się miejsce dla matek. Wtedy słabość kodeksu nie leżałaby w niedopowiedzeniach i lukach, a w wartości, jaki ma dla kotów.
Znajdują się przy Płaskim Głazie, skąd widać Cztery Dęby. Nie ma potrzeby sygnalizować wiadomej - od dawna ani nazwy terenów, ani ich ułożenie na mapie wichru nie są Azaliowej Łapie obce. Skręcają na Podnóże Pagórka, który omijają w drodze na granicę z Klanem Rzeki. Przed nimi Kępy Traw.
Gdyby nie szli praktycznie krok w krok, chyba nie powstrzymałby się przed zbiciem tego głupkowatego uśmieszku trzepnięciem ogona po jasnym pysku. Łapy woli angażować w dalszą wędrówkę, toteż zdobywa się tylko na stonowaną reakcję zmrużenia oczu.
- Co rozumiesz przez wieczne potępienie, hm? - zacznijmy od doprecyzowania, co do reszty już mniej czy bardziej podzielił się swoim punktem widzenia.
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Owszem. Mając do wyboru wykład o konieczności dostosowania się, bo skończyła się samotnicza sielanka, albo tragiczną, ale znośną niedogodność, wybieram drugą opcję. – raczej zignorował brak pytającego tonu. I na tym by mógł skończyć, gdyby jego błyskotliwy umysł nie podsunął mu lepszego rozwiązania. Rozciągnął wargi w uśmiechu. – Więc nie musisz się tak o mnie martwić, księżniczko. Radzę sobie, jak zresztą widzisz.
To musiało w jakimś stopniu odciągnąć uwagę od niekorzystnej pory, zatajania informacji i tym podobnych.
– Bardzo chętnie się tam przejdę i podzielę moimi refleksjami. – zgodził się, bo jeśli konfrontacja z samymi Gwiezdnymi miała go zniechęcić to... litości, Jaśniejący wiedział z kim rozmawiał przecież. Takie próby wytknięcia, że za bardzo go już odklejało były skazane na niepowodzenie. – Prowadź. Z naszej dwójki to ty znasz drogę, nieprawdaż? I z pewnością nie chciałbyś żeby świat stracił taką szansę na lepsze jutro, ponieważ skręciłem nie za tym pagórkiem co trzeba.
Z pewnością nie była to również próba pozbycia się orientala z własnego futra, no skąd.
Sugestia deszczu piorunów była z lekka irytująca. I to spostrzeżenie się byłemu samotnikowi nie spodobało. Musiał mentalnie zrobić trzy kroki w tył. Kodeks go w rzeczywistości nie obchodził przecież, więc skąd ten cień emocjonalnego zaangażowania? Na pewno nie z wyższych pobudek jak dobro matek. Najbardziej prawdopodobny więc był brak porozumienia z Jaśniejącym w kwestii, której absurd nawet Świt by dało radę naświetlić.
Ale to trochę żenujące.
– Wolałbym porządnie ujęte zasady, ale pioruny też ujdą. – prychnął, a na cynamonową mordkę przedostało się niezadowolenie. Na krótki moment. – Niedopowiedzenia i luki wpływają jednak na ogólną wartość kodeksu. Jeśli koty widzą, że ten najważniejszy dar od Gwiezdnych, mający zagwarantować ciągłość klanów kuleje w wielu kwestiach, to dziwię się, że jeszcze nie jest traktowany na równi z opowieścią o powstaniu klanów. Jako historię, element przeszłości, o którego istnieniu warto wiedzieć, ale nic nad to. A może już jest tak traktowany i stąd ta obojętność, hm? Czym w takim razie jest kodeks, skoro nawet nie zbiorem zasad do przestrzegania? – medyków na ścieżkach rodzicielstwa zamierzał zignorować. Przez krótki moment, nim przypomniał sobie, że nie byłoby to w jego stylu. Że powinien wtedy zostać uznany za obłożnie chorego. – Zaś co do medyków. Na zdrowie. Jeśli nikt się nie sprzeciwiał zwiększeniu ryzyka nepotyzmu to gratuluję krótkowzroczności. Och, z drugiej strony, przywódcy nikt nie zakazuje zabawy w rodzinę, więc może to norma i faktycznie niemiło, że tylko medycy musieli wybierać swoich następców pośród nieco dalej spokrewnionych kotów.
To z kolei było już bardzo żenujące.
Bura kita zdołała przemycić kilka zirytowanych drgnięć końcówki, nim oriental przeciął powietrze zamaszystym ruchem ogona, by ukrócić to zachowanie.
– Brak wiecznej nagrody po śmierci, karę za swoje postępowanie za życia, karę za niestosowanie do narzuconych zasad. Standard. Każda wiara się o to opiera. O nagrodę i karę, zwykle po śmierci, bo tu ciężej zweryfikować kto ma rację. – wyjaśnił obojętnie, wręcz lekko znudzony. Bo nawet jeśli trzymały się go jeszcze emocje poprzednich kwestii, tak po prostu temat wiary rzadko kiedy miał okazję zaskoczyć. Był nudny, dopóki nie natrafiło się na oddanego wyznawcę.
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
Krzywi się z niesmakiem.
- To nie marudź - zbywa go krótko, straciwszy i tak nikłe zainteresowanie tematem, którego racja bytu na tym etapie treningu jest skądinąd wątpliwa. Prowadź. Och, pewnie, już leci. O niczym innym nie marzy, tylko o odbyciu tej podróży ponownie, w jakże wyborowym towarzystwie Oriona na dokładkę. Pomijając, że któryś z nich najprawdopodobniej zniknąłby pod taflą pierwszego zbiornika wodnego, na jaki by natrafili, ostatnie, o czym myśli, to ponowne stanięcie naprzeciw tej śmiechu wartej, magicznej wody.
Chociaż gdyby poprzednim razem wiedział, jak potoczą się jego losy dalej, nie omieszkałby wówczas przetestować jej na własnym języku.
- Udzielę ci wskazówek - oznajmia wspaniałomyślnie. - Poradzisz sobie.
On miał do dyspozycji kilka słownych kierunkowskazów i marnego przewodnika, a proszę, jakoś się udało. Żadna filozofia.
Dwukolorowe oczy na ułamek uderzenia serca odrywają się od horyzontu i czujnym zerknięciem z ukosa przemykają po pysku pointa.
- Dramatyzujesz - pozwala sobie skrytykować. - Widujesz, by ktoś nagminnie przekraczał granicę i nie ponosił konsekwencji? Bądź zastępcą zostawał kot niespełniający wymogu? - Podpowiedź: nie. W tym drugim, ośmieliłby się stwierdzić, wybór został podyktowany wyłącznie kodeksem, ciężko bowiem dopatrzeć się u Donośnego Krzyku cech przyszłego przywódcy. Ale klanu to nie razi. W zgodzie z kodeksem oznacza zgodę klanu. Przynajmniej kiedy służy mu za usprawiedliwienie i nikt nie ma zastrzeżeń. - Albo żeby patrole przestały sprawdzać i znaczyć granice? Kodeks nie jest wałkowany na treningach dla picu. Najlepiej skonstruowane zasady mogą być złamane, a oczywiste niedopowiedzenia respektowane, co zresztą obserwujesz na żywym przykładzie. Gdzie ci kwestionujący najważniejszy dar od gwiezdnych?
Bo tak naprawdę mało kogo interesują te konkretne luki. Pierwszego, drugiego dnia omawiania zasad - wtedy może, to czas zwracania uwagi i dopytywania, testowania i kombinowania. Ale koty, powiedzmy sobie szczerze, lubią prostotę. Lubią wygodę. Lubią bezpieczeństwo podążania za tłumem, nawet gdy ten nie ma racji. Nieścisłości potrafią ugryźć w tyłek niebardziej od kociej natury, której nie da się zmienić.
- Może skutkuje - odpowiada tonem mogącym równie dobrze przekazywać, że być może gdzieś na świecie, za górami, za lasami, istnieje kot z dwiema głowami i siedmioma nogami. Zbliżony poziom abstrakcji. - Ponoć tak. Miejsce, gdzie nie ma gwiazd, ciemny las, mówi ci to coś? Kierunek drogi pośmiertnej dla świadomie łamiących kodeks nikczemników i zdrajców. Samotna wędrówka w pustce aż po kres wieczności. Uważaj, co i komu przysięgasz, kto wie, czy pozorna bezkarność na ziemi kiedyś nie odbije ci się czkawką. Wszystko przed nami, bądź co bądź.
A Jaśniejącego Płomienia nie zdziwi chyba żaden zwrot akcji. Zbyt wiele się naoglądał, żywi wysoko podnieśli poprzeczkę zmarłym.
Kępy Traw za nimi, jednak to nie koniec zielska sięgającego do brzucha i tylko czającego się na dogodną okazję, aby wplątać się w długie futro. Wielkimi krokami zbliżają się do zachodniej części Kotlinki. Wojownik nie może doczekać się wstąpienia na wąską ścieżkę, gdzie ruch jest swobodniejszy.
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Mało satysfakcjonujący sukces, ale z własnej niechęci do reanimowania tego tematu, dał się zbyć, zamiast drążyć dalej.
– Zawsze sobie radzę, nie ma potrzeby wspominać o takich oczywistościach. – podkreślił, przewracając oczami. – Ale nie uważasz, że Przodkowie spojrzeliby przychylniej na uwagi, gdyby przy rozmowie był ktoś kto, no nie wiem, faktycznie jest ich potomkiem? – spytał, chociaż nie oszukujmy się. Tu też by sobie poradził bez takiego wsparcia. Ale same rozważania dotyczące audiencji u Gwiezdnych były wystarczająco interesujące by pociągnąć je trochę dalej. Trochę poza etap odnajdywania magicznej kałuży.
– Jest różnica między dramatyzowaniem, a rozważaniem realnego, acz mało prawdopodobnego w tej chwili, scenariusza, mój drogi. – mlasnął leniwie językiem. Nie cierpiał tego odgłosu, ale czego się nie robi dla odpowiedniego wydźwięku? – Nikt nie kwestionuje teraz zasad, bo nie pomyliłem się w swojej pierwotnej ocenie klanów. Banda dzikusów z lasu. Ale nawet wśród dzikusów potrafi znaleźć się bardziej spostrzegawcza jednostka. Może teraz, może za pokolenie, albo dwa. Mógłbym być to po prostu ja. Nie brakuje mi charyzmy do przekonania odpowiednio dużego stada owieczek. Ale, po pierwsze, nie zależy mi na Wichrze, by doprowadzić do rewolucji z wzniosłych pobudek. Po drugie, zależy mi wystarczająco na tobie, by nie rozwalić ci domu dla własnej rozrywki. – zamrugał. Nie, wróć. Okropne potknięcie, prawie się zderzył pyskiem ze szczerością. Prędko przeszedł więc do ratowania swojego balansu. Z uśmiechem oczywiście, ponieważ publiczność nie musiała być świadoma jego zmagań. – Ale wiem, że mam rację i jeśli potrzebujesz dowodu, mogę ci go dostarczyć. Powiedz tylko słowo, a za może już trzy księżyce będziesz mógł tę rację obserwować na żywym przykładzie. Och, ale zanim odpowiesz, pozwól tylko, że uprzedzę. Gdy klan będzie płonąć, zadbam o to by twoje imię przeszło do historii w parze z moim. – nie miewał oporów przed zagarnięciem całej sławy dla siebie, ale nie było mowy by dał Jaśniejącemu uciec od ewentualnej odpowiedzialności. Jeśli da zielone światło, Orion nie zamierzał być samotną matką przyszłego chaosu.
– Mmm, świadomie łamiących dziurawy kodeks, sympatycznie. A ta teoria uwzględnia przypadki kotów, które jedynie zaczęły swoje życie w klanie i osłuchały się z mniejszą czy większą częścią kodeksu? Wyobraź sobie terminatora, który znał między innymi akurat ostatnią zasadę. Że wojownik odrzuca wygodne życie pieszczoszka. Ale nim zdążył na treningu poznać techniki samodzielnego przetrwania, został porwany przez ludzi, znaczy przepraszam, dwunogów. I co z takim kotem? Świadomie łamie ostatnią zasadę jeśli przyjmuje jedzenie i wygody życia pod dachem, ale czy w takim razie powinien za wszelką cenę próbować uciec i umrzeć z głodu w dziczy? Trzymać się nadziei, że Gwiezdnym zależy na nim wystarczająco by sprawili, że zwierzyna nie będzie przed nim uciekać mimo nieznajomości jakiejkolwiek z zasad łowieckich? Jest jakaś wskazówka co z takimi przypadkami? – odetchnął lekko, stawiając kolejne kroki przez trawy. Gdyby nie absorbująca rozmowa to nie omieszkałby się rozejrzeć za kwiatami, ale w tym przypadku? Dodał jedynie na zachętę. – I byłoby szalenie miło gdybyś się przyłożył do tego pytania, bo nie próbuję w tym momencie zmusić ciebie do zauważenia kolejnej dziury w systemie. Twoja siostrzenica martwiła się ostatnio, że nie spotka swojego zaginionego rodzeństwa po śmierci, a ja nie chciałbym dawać jej fałszywej nadziei.
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
Czy uważa, że jako kot klanowy z dziada pradziada zasłużyłby na przychylniejsze spojrzenie przodków? Ani tak, ani nie. Nie sili się na zgadywanie, co gwiezdnym siedzi w głowach. Prawdę mówiąc, zwykł unikać tego typu bezcelowych rozważań. Może kiedyś, gdy był młodszy, myślał o nich częściej, ale dużo zmieniło się od tamtej pory, a jego ówczesne wnioski... straciły na aktualności.
- Niekoniecznie. Klan wichru nie dyskryminuje, myślisz że z gwiezdnym klanem byłoby inaczej? - pyta, ogonem zatoczywszy leniwy półokrąg w powietrzu.
Nie wyklucza takiej ewentualności. Kruczy Ogon - pardon, Krucza Gwiazda - zdawał się mieć inne, konserwatywniejsze podejście do zawierania relacji z samotnikami, niż miała Lawendowa Gwiazda. Jednak słowem nie odezwał się na temat kotów, które samotnikami przestały być, więc może dla co poniektórych wystarczy przesiąknąć zapachem wichru, by wymazać swoją przeszłość i stać się w oczach gwiezdnych kandydatem na godnego wojownika. Koty lubią uproszczenia, chyba coś o tym przebąkiwał?
- Och, po kim jak po kim, ale po bandzie dzikusów oczekiwałbym raczej nietrzymania się zasad - zauważa z uniesieniem brwi.
A potem prycha, rozbawiony tą ociekającą pewnością siebie gadką o niesamowitej charyzmie oraz o wielkoduszności jako hamulcu przed rewolucją. Wicher to ma farta - odrobina mniej dobrej woli u Oriona i nie byłoby czego zbierać.
- No, no, śmiało się wypowiadasz jak na kogoś, kto czuje się gotowy do mianowania. - ...I posuwa się do stwierdzeń, że jedynym powodem dotychczasowego nieotrzymania nowego imienia i rangi jest obawa Płomienia przed utratą ich dzielonej rutyny. Dobre sobie. - Wzniosłe słowa. Gdy klan będzie płonąć. W trzy księżyce, hm? Jak niby miałbyś tego dokonać, co?
Ex-samotnik pozwala sobie na takie teksty tylko dlatego, że jego mistrzowi nie wypada zachęcać go do działania, a dopiero działanie obnażyłoby spróchniałe wnętrze tych zapewnień. Ale ostatnia linia trzymająca go z wichrem została zerwana; pozostała najwyżej jedna, cienka nitka. To trochę mało, by miał zgrywać świętszego od gwiezdnych.
- Jak widzisz, nadal jestem tutaj. Zmarli nie zwierzali mi się z kryteriów, według których dokonują osądów - mówi opryskliwie. - Jeżeli pójść za myśleniem życzeniowym sporej części wiernych, gwiezdny klan chce dla nas dobrze. Ze świadomością zapewne idzie intencjonalność. Gdyby niepodziękowanie za upolowaną zwierzynę przez niepamięć miało bezpowrotnie odebrać szansę zalśnienia na nocnym niebie, nie widzielibyśmy żadnych gwiazd. Co dopiero mówić o porwanych kotach, które rzadko mają wybór.
Jeśliby teraz siedział, spiąłby się w reakcji na ostatnie zdania orientala i to z kilku niezależnych przyczyn. Wstępując w rejony Kotlinki jego ciało pozwala sobie tylko na mimowolnie zaciśnięcie szczęk. Wojownik wzdycha, ledwie częściowo starając się zamaskować zniecierpliwienie.
- To nie dawaj jej nadziei. Nikt nie może dać żadnej gwarancji. Byłeś kiedyś na srebrnej skórce, wiesz, jak to wygląda? Ja też nie.
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Myślę, że nie muszą otwarcie dyskryminować obcych by patrzeć przychylniej na swoich. – odbił w stronę Jaśniejącego. I żeby to stwierdzenie miało w ogóle szansę wybrzmieć sensownie dla rozmówcy, dodał. – Nikt nie lubi jak się im wytyka błędy. Więc jak od iluś pokoleń nie usłyszeli ani słowa krytyki względem kodeksu, mogą od razu przejść w tryb obronny. Kodeks jest idealny, to ten samotnik wymyśla, jakby problem istniał to faktyczny kot z klanów by go zauważył, nie przybłęda. Obecność kota, którego rodzice, dziadkowie są z klanu, zachwieje ich pewnością, więc temat płynniej popłynie, a na tym nam zależy, prawda? By załatwić to szybciej. – albo w teorii przynajmniej powinno, więc mogliby wspaniałomyślnie zignorować swoją wiedzę na temat Oriona i założyć, że tym razem faktycznie zależy mu na dotarciu do celu, a nie na samej podróży.
– Nawet mniej rozwinięte od kotów zwierzęta, które żyją w stadach, mają zasady, których przestrzegają. Nie ma nic zaskakującego w tym, że dzikusy kierują się kodeksem przekazanym przez ojca i dziadka. Nie zaskakuje też, że nie kwestionują jego braków. – tu też spokojnie mógł dowieść, że spostrzeżenie było trafne dopóki znajdowało się w tunelu i widziało tylko jedną plamkę światła na jego końcu. Na otwartej przestrzeni zmieniała się perspektywa.
– Mm, z mianowaniem nie zrzekam się przecież prawa do posiadania opinii, jedynie do jej egzekwowania, gdy stoi w sprzeczności z zasadami lub dobrem klanu, czyż nie? – a jak już ustalili kodeks był dziurawy, a dobro klanu bardzo plastyczne. I większość działań dało się nim uzasadnić przy odrobinie chęci. – Chcesz usłyszeć cały plan czy jedynie wyrażasz swoje wątpliwości? Szukasz zapewnienia, w które nie uwierzysz czy faktycznie opowiedzieć ci dlaczego byłoby to wykonalne w tak krótkim czasie? Nie chcę strzępić języka jeśli masz się wyłączyć po trzech słowach. – czy coś w podobnym tonie nie padło z okazji omawiania historii czterech klanów? Orion odnosił wrażenie, że jak najbardziej, ale niestety z ich dwójki to nie rdzawy był na tyle zabawny by faktycznie odwrócić teraz ich role. Bo że był wystarczająco pamiętliwy to już zdążyli ustalić.
A, ale właśnie, temat płonącego Wichru.
I pośmiertnej kary (bądź nagrody) za wcześniejsze uczynki. Szkoda, że odpowiedź nie należała do zbyt inspirujących, w gruncie rzeczy można było ją spokojnie porównać do werbalnego odpowiednika wzruszenia barkami.
– Czemu z nadziei przeskakujesz do gwarancji jakby ze sobą sąsiadowały? – westchnął głośno.
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
- Całe szczęście prowadzisz bogate życie towarzyskie. - I ponoć ma gadane, przynajmniej we własnym mniemaniu. - Znajdziesz chętnego na wyprawę, wystarczy odrobina chęci. Jak wrócisz to opowiesz, jak tam z ich podejściem do nietutejszych.
W pesymistycznym (ale jakże prawdopodobnym) scenariuszu, w którym oriental sprawnie pomyka w obie strony i w całości wraca do klanu, rzecz jasna. Jednak nawet pozbycie się go na na jakiś czas byłoby zbyt optymistyczne, by mogło stać się prawdą, więc o jakim pesymistycznym scenariuszu mówimy?
- Hm? To jak definiujesz "dzikusy" w takim razie? - pyta mniej z faktycznej ochoty na kontynuowanie dyskusji (omawianie punktów kodeksu z każdym słowem wchodzącym głębiej w problemy społeczne zaczyna niebezpiecznie ginąć w blasku wschodzącego słońca), a bardziej z niechęci pozwolenia na zamknięcie sobie pyska. Trudno kontrować argumenty wychodzące od źródła, co do interpretacji którego nie doszli do porozumienia. - Porównujesz koty z klanów do stada gawronów?
Z zachodniej części Kotlinki wstępują na wschodnią i nie mija dużo czasu, nim do ich uszu dociera charakterystyczny rechot. Żabie Schronienie samo im się ogłasza i zaprasza w swoje skromne progi.
- I po takiej deklaracji mam ufać, że będzie z ciebie wojownik działający na korzyść klanu? - mówi z niedowierzaniem. - Przestrzeganie kodeksu wojownika to minimum, a nie szczyt szlachetności. Mnie, jako twojemu mistrzowi, nie wystarczy, że wspaniałomyślnie będziesz stawiał łapy idealnie w dziury, byle nikt nie mógł udowodnić ci łamania zasad. Ale dobrze, że zdradzasz swoje intencje zawczasu, doceniam szczerość. - I przyznanie wprost racji Jaśniejącemu Płomieniowi, który konsekwentnie nie dopuszcza go do mianowania. Nie z powodu osobistych uprzedzeń, a na solidnej, obiektywnej podstawie. Jeżeli ktokolwiek uważa przeciwnie, powinien teraz być obecny przy ich rozmowie. - Słucham uważnie. Nie pytałbym, gdybym nie chciał poznać tego twojego planu.
Kiedy te strzępki teoretyzowania zdążyły ewoluować do miana planu?
Podmokły Brzeg zaznacza koniec ich wędrówki wzdłuż terenów sąsiadów. Gdyby powtórka szła szybciej, mogliby na tym zakończyć dzisiejsze zmagania. Na to się jednak nie zapowiada, dlatego skręcają, by w towarzystwie Szarych Topoli przyjrzeć się granicy z ziemiami niczyimi.
- Czy to nie ty ledwo co chciałeś, by ta nadzieja nie była fałszywa? Nadzieja to nadzieja, możesz ją mieć wierząc w sprawiedliwość świata, rzeczy dziejące się po coś, dobro w zaświatach i nieomylność przodków, droga wolna; do tego przedstawiłem ci pogląd sporej części kotów, niech ci służy. Ale ta nadzieja jest niepoparta niczym. To karmienie się chciejstwem - stwierdza oschle, a po krótkiej pauzie przypomina: - Nie skończyliśmy powtarzania kodeksu. Jakich zasad jeszcze nie wymieniłeś?
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Hmm... pozwól, że spytam wprost. Będziesz robił te uniki aż powiem głośno i wyraźnie, że na twoim, nie przypadkowym towarzystwie, mi zależy? Aż będę o nie prosił? Błagał? – znał odpowiedź, toteż nie zostawiał przestrzeni do zaprzeczenia. Z uśmiechem odbijającym w błękitnych oczach, kontynuował. – Nie oceniam jeśli to jest twoja rzecz, ale prościej będzie jak powiesz o tym otwarcie, zamiast tak tańczyć. Myślałem, że nie lubisz marnowania czasu...? Ale nie musisz się tłumaczyć, rozumiem opory przed przyznawaniem do takich rzeczy. Więc spokojnie. Ale niech będzie, zacznijmy lżej. Ślicznie proszę, pójdź ze mną do Sadzawki, gdyż spośród wszystkich lepiej przystosowanych społecznie kotów, to właśnie z tobą chcę dzielić tę przygodę? Czy to za mało by usatysfakcjonować tę dziurę w sercu powstałą z braku uwagi rodziców i muszę się bardziej przyłożyć do przekonywania, że jesteś wyjątkowy i niemożliwym jest zastąpić twoją obecność pierwszym z brzegu kotem? Dzień jest jeszcze młody, więc może mimo twojej upartości zdołamy się do wieczora przebić przez tę warstwę sceptycyzmu. – dopiero w tym momencie Orion zamknął pysk usatysfakcjonowany. Przy takim natłoku słów rosła szansa, że Jaśniejący zapomni skupić się na najważniejszym aspekcie, na twardym stwierdzeniu, że nigdzie się nie wybiera. Szczególnie, że oriental się przy tym tak starał! Starał być bardziej irytujący niż zwykle by odwrócić uwagę od głównego problemu, ale no nie zmieniało to faktu tych starań.
– Niezmiennie od wielu księżyców, jako leśne kotki z klanów. Czy potrzebujesz dokładniejszej definicji? – on z kolei bardzo chętnie kontynuował temat. – Och, nie, skądże. Stawiam klanowe koty wyżej od stada gawronów. Zwracam jedynie uwagę, że nawet to stado gawronów ma swoje ptasie zasady, których przestrzega. Więc bardzo ładnie ze strony klanowych, że przestrzegają swoich, ale na oklaski zasłużą dopiero, gdy zaczną się zastanawiać jak usprawnić kodeks by nie przypominał reliktu. Wtedy mogę zastanowić się czy aby na pewno są dzikusami, czy jednak zależy im na rozwoju, a nie tylko przeżyciu.
Żabi koncert w tle był bardzo ładny, ale niestety miał tragiczne wyczucie czasu. Nie szło podziwiać zewu piosenki płazów, gdy padały takie paskudne oskarżenia. Nie żeby niesłuszne, ale wciąż paskudne.
– Byłoby mi niezmiernie miło. – odparł na to raczej retoryczne pytanie. – Znaczy muszę przyznać, że myślałem raczej, że masz mnie za leniwego i idącego na łatwiznę, a tu proszę. Wierzysz, że zwlekałbym z jakimikolwiek intencjami aż do mianowania? Przez ile? Ponad dwa obiegi pór? Przypisujesz mi niesamowicie wiele wytrwałości i cierpliwości w ten sposób, masz tego świadomość? Tylko ciekawi mnie skąd aż tak silne przekonanie, że zebrałeś wszystkie poszlaki i rozwiązałeś sprawę. – zamilkł na trzy uderzenia serca. Za mało by można było się wtrącić, ale wystarczająco długo by podkreślić, że faktycznie się nad tym teraz zastanawiał. – Wiadomo, wierzysz w moje słowa szalenie wybiórczo, wtedy gdy ci pasują do twojej wizji świata. Wolna droga rób tak dalej, jest to w pewien sposób urzekające. Ale na potrzeby rozważań załóżmy teraz, że wszystko co mówię jest prawdą, dobra? Za moment, dwa, możesz znowu twierdzić, że o bardziej fałszywego kota ode mnie trudniej niż o gwiazdkę z nieba. Ale na chwilę. Załóżmy. Jestem w klanie już dość długo, nasze spotkania również trwają już dość długo. Jasne, teraz sobie sympatycznie rozmawiamy o kodeksie, jego lukach i wadach, ale czy dotarły do ciebie jakiekolwiek skargi by twój terminator sprawiał innym problemy, nagminnie łamał kodeks, nie przynosił piszczek na stos i unikał obowiązków? Może czasem patroli z Zającem, ale zawsze dbam by dobrym uczynkiem nadrobić to zaniedbanie. Więc nie mamy mi nic poważniejszego do zarzucenia niż jakiemukolwiek innemu kotu z klanu na ten moment. Zakładamy, że gram tu w długoterminową grę, że po prostu udaję teraz grzecznego, nie przynoszę wstydu żeby uśpić twoją czujność, a zaraz po mianowaniu pokażę swoje prawdziwe oblicze. Ale dlaczego. Jeśli faktycznie zależałoby mi na mianowaniu, nie rozsądniej byłoby zachowywać dla siebie wszystkie obciążające uwagi? Jak, no nie wiem, każdy kot w klanie, który nie zgadza się ze wszystkim, ale robi to po cichu? I żyją takie koty jako wojownicy i nikt nie widzi w tym nic gorszącego? Po co miałbym sobie sam podrzynać gardło, przecież i bez tego ciężko wygrać z twoja nieufnością. – oblizał wargi. Trochę od tego gadania zasychało mu w pysku, ale niestety nie był jeszcze blisko końca. – Dlaczego nie miałbym wcielić w życie tego planu już teraz, albo dwadzieścia księżyców temu? Dlaczego miałbym czekać z nim aż do mianowania? Wojownik nie jest bardziej nietykalny niż terminator. A wręcz przeciwnie, terminatorom dużo więcej się wybacza, bo dopiero się uczą. Można pomyśleć, że ma to jakiś związek z tobą, jasne, ale póki jestem terminatorem, twoja odpowiedzialność za moje czyny jest większa. Po mianowaniu to już raczej nie odpowiedzialność, a kwestia honoru, że twój były terminator czymś się naraził. Wybacz jednak, jakkolwiek bym sobie nie cenił twojej negatywności i naszych pasjonujących dyskusji, tak nie jesteś wart podporządkowania pół mojego życia pod jedną skazę na twoim honorze, o której zaraz wszyscy zapomną. To się nie kalkuluje. – odkaszlnął lekko.
Opowieść o hipotetycznych planach poczeka, teraz Orion dorwał się innych ciekawych rozważań. Jasne, daleko było mu do idealnego materiału na wojownika, ale też nie żeby po Wichrowym obozie chodziły dobre wzorce. W jego mniemaniu starczyło być akceptowalnym.
– Faktycznie, nie chcę fałszywej nadziei dla niej, ale w kwestiach wiary musisz nieco obniżyć swoje oczekiwania i nie spodziewać się stuprocentowej gwarancji. To ją właśnie odróżnia od faktów. Wybacz, wydawało mi się oczywiste, że chcę dowiedzieć się czy są jakiekolwiek przesłanki, że takie koty nie są godne dołączenia do przodków, a nie żebyś poświadczył własną łapą za tę informację. – może jednak kwestie wiary były ciekawsze, gdy omawiało się je z gorliwszym wyznawcą. Taki przynajmniej zajmował konkretne stanowisko. Z Jaśniejącym przecież mieli wiele innych ciekawych tematów do omówienia. – Że żaden wojownik nie może opuścić kocięcia w bólu czy niebezpieczeństwie, nawet jeśli to kociak z innego klanu. Na tej zasadzie przygarnęliście Korzenia, prawda? Mimo że nie pochodził z żadnego klanu, więc dałoby się uprościć drugą połowę tej zasady do niezależnie od pochodzenia kociaka. Żeby wiesz, było bliżej rzeczywistości. Poza tym jeszcze zasada o walkach. O tym, że honorowy wojownik nie potrzebuje zabijać by zwyciężyć. Ale moment później zasada zastrzega, że można tak robić w obronie własnej. Albo nawet jeśli ma się przewagę, byle tylko przeciwnik był kotem wyjętym spod kodeksu. I widzisz, całe to zastrzeżenie jest zbędne, bo sam początek zasady jasno głosi, że wojownik nie potrzebuje zabijać. Nie, że pod żadnym pozorem nie może odebrać innego kociego życia, a jedynie że nie trzeba tego robić aby zwyciężyć. Więc skoro to jedynie wskazówka moralna, a nie twarda zasada to po co się dodatkowo rozwodzić nad wyjątkami od reguły? – żeby pocieszyć koty broniące granic. Że to nawet nie morderstwo, bo odebrały życie, które się nie liczy. Mogą znowu spać spokojnie. Orion potrząsnął łbem. – Chociaż tu pewnie znowu odpowiesz coś podobnego co omawianych wcześniej luk, odwołując się znowu do rozumu i godności, których tym razem kodeks akurat odmówił swoim wojownikom. Więc mam ważniejsze pytanie. Czy ty doprowadziłeś kiedyś do śmierci innego kota?
Sympatyczny, lekki temat, proszę państwa.
odrobinę wyższy niż przeciętny kot; smukła budowa ciała; umaszczenie bure ticked; zawsze ułożone i czyste, długie futro; białe znaczenia na pysku, brodzie i kawałku szyi; białe skarpetki na przednich łapach; lewe oko zielone, prawe niebieskie; ciemnoczerwony nos
Orion deklaruje się mówić wprost, choć według Płomienia to nic innego, jak zgrabne nakierowanie tematu na boczne tory, po to tylko, by zbić go z tropu, a zarazem pocieszyć się tą szopką, którą uskutecznia od kiedy zjawił się w wichrze. I która nadal sprawia cynamonowemu absurdalnie wiele radości, ku jego nieskończonemu skonsternowaniu, jest to w końcu wątek wracający z uporem słońca wyłaniającego się po nocy. Unosi się sierść na burym grzbiecie, postawione do pionu zażenowaniem, jakby było ono przypadkiem dotkniętą, mroźną kałużą. Minus gęsia skórka towarzysząca przenikliwemu chłodowi - Jaśniejący Płomień nie czuje zimna, czuje buchający z wnętrza gorąc.
- Uniki? Od kiedy rozmawiamy o jakiejś wspólnej podróży, hę? - Głos kocura balansuje na granicy syku. Powstrzymuje mimowolne wzdrygnięcie się, gdy te słowa opuszczają jego własny pysk. Niewiarygodne. Oriental przechodzi samego siebie, doprawdy. - To ciebie uwierają nieścisłości w kodeksie, ty naiwnie wierzysz, że konfrontacja z gwiezdnymi i korekta zasad może przynieść realną zmianę, ty bez zastanowienia poleciałbyś za grzmiącą ścieżkę, bez żadnych skrupułów zostawiając klan i obowiązki. Ja dziękuję, postoję. Mam jedną wyprawę w tamto miejsce za sobą, wystarczy. A gdybym dokądkolwiek, kiedykolwiek się wybierał, spośród wszystkich kotów nie jesteś nawet ostatnim wyborem. Nie jesteś towarzystwem, na jakie bym się zdecydował. W żadnej konfiguracji okoliczności. Przykro mi, że po takim czasie nadal to do ciebie nie dociera, wydawało mi się, że byłby to oczywisty wniosek dla dwuksiężycowego kocięcia. Czy teraz wyraziłem się wystarczająco wprost?
Bo jeżeli według niego nadal tańczy wokół zagadnienia, nie mają o czym rozmawiać.
W zasadzie w obu przypadkach nie mają o czym rozmawiać. Trening to jedyne, co powinno ich interesować.
Odwraca przewiercający na wskroś wzrok od bezczelnego pyska, choć łuki brwiowe i nos potrzebują więcej czasu na wyjście z gniewnie zmarszczonego stanu, z kolei ogon, w przeciwieństwie do języka syna Czerwonego Pazura, odgrywa w powietrzu taniec, niby zupełnie odrębny od reszty ciała, jak gdyby nigdy nic kontynuującego marsz.
Mechanicznie rozgląda się na boki, skoncentrowany na niższych partiach pola widzenia. Złapała go nagła ochota na polowanie, ale wie, że będzie musiał obejść się smakiem. Plusy ich bynajmniej nie cichej pogawędki są takie, że pokusa ma marne szanse wyjść mu naprzeciw, z pobliskiego krzaka na przykład.
- Niezmiennie od wielu księżyców, a jednak o szczegółach kodeksu i jego nieścisłościach dowiedziałeś się dopiero po tej stronie granicy. Coś trudno mi uwierzyć w tę możliwość odkupienia w twoich oczach za sprawą jednego prostego triku. - Jednak nie dziwi go, że warunkiem do spełnienia jest dostosowanie się do jego wizji.
Skądinąd wymowne, że sposobem na wyłamanie się utkanego przez niego stereotypu ma być rewolucja. Zatrzęsienie światem, jaki znają. Stawienie wichru w płomieniach. Z wzniosłych pobudek, może, ale bury nadal stoi twardo przy swojej opinii, że to nie kodeks jest problemem; a z całą pewnością poprawa tej kwestii nie wymaga wszczęcia chaosu. Za to nieco lepiej rozumie motywacje stojące za chaotycznym zachowaniem terminatora.
Unosi brew, kiedy ten niespodziewanie zalicza kolejny skręt i rozkopuje najmniej istotny element jego wypowiedzi. Choć nikt go nie pytał. I nie o tym rozmawiają, niezupełnie. Czyżby mieli do czynienia z taktycznym odwrotem, ale tak, by przypadkiem Jaśniejący Płomień nie zauważył, co się dzieje? Cóż za niespodzianka, że oriental rzuca słowa na wiatr, by po dociśnięciu okazały się zwykłą wydmuszką. Chyba że ktoś tutaj poczuł się dotknięty krytyką.
- Zluzuj. Przed czym się bronisz? Oskarżeniami o umiejętność długoterminowego planowania? Nie pasuje ci do wizerunku kota prowadzonego przez życie przez ślepe szczęście? - Wysłuchiwanie tych jednostronnych rozważań znacznie nadszarpnęło jego cierpliwością. - Nie porównywałbym pracowitości do czerpania radości z zabawy cudzym kosztem. A - pozwól, że powiem wprost - uważam, że to robisz. Bawisz się. Przyszedłeś do klanu dla zabawy. Wepchnąłeś Lawendowej Gwieździe w pysk jakąś wzruszającą historyjkę, żeby przekonać się, że ujdzie ci to na sucho, i zaczerpnąć satysfakcji z jej naiwności. Nikomu się nie narażasz i nie demonstrujesz ostentacyjnie olewackiego stosunku do obowiązków, bo nie wykorzystałeś jeszcze rozrywkowego potencjału bycia członkiem klanu i wolisz nie wylecieć na zbity pysk. Dlaczego nie chciałeś trenować z Jodłową Gałązką, co? Nie jest złym wojownikiem, nauczyłaby cię wszystkiego, czego trzeba. Była za mało rozrywkowa? Za dobrze się dogadywaliście, potrzebowałeś czegoś mniej mdłego? - Bycia drzazgą w czyimś palcu? - Rzucasz obciążającymi uwagami, dlatego że możesz sobie na nie pozwolić i masz tego świadomość. I to zabawne. Nie dołączyłeś do wichru z wielkim planem zagłady w zanadrzu. Nie masz nic w tym pustym łbie. Nie czekasz cierpliwie do czasu mianowania, by zrealizować coś wielkiego, jednak kiedy przyjdzie pora, złożysz tę pustą przysięgę. Dla zabawy. Dla poczucia wyższości nad leśnymi dzikusami, które przez obiegi pór nie połapały się w twoich intencjach i dopuściły cię do siebie. Po to, żeby zaśmiać mi się w pysk. Twoje intencje nie są czyste. I jeśli uznasz coś za dostatecznie zabawne, żadna lojalność, wdzięczność czy przyzwoitość nie odwiodą cię od wprowadzenia chaosu. Nie dlatego, że od początku taki był zamysł i jesteś bezgwiezdnym w żywej skórze, a dlatego, że nadarzyła się okazja, a ty uznałeś ją za wystarczająco atrakcyjną. Nie będziesz wojownikiem działającym na korzyść klanu, bo widzisz tylko czubek własnego nosa. Szukałbyś dziury w całym, rozciągał i testował kodeks ile wlezie czy odjął jedzenie matkom od pyska, a potem zracjonalizował ten występek przed klanem, jeśli to miałoby ci dostarczyć dreszczyku emocji.
Jest niczym kociak sprawdzający, na ile może sobie pozwolić. Gdzie natrafi na granicę nie do przekroczenia. Ale kociak robi to w celach naukowych. Orion robi to, ponieważ niczego w życiu nie traktuje poważnie.
- Myślę, że przekaz był zrozumiały. Dla kogoś, kto chce zrozumieć - odpowiada sucho na te protekcjonalne tłumaczenia. Jak dla kocięcia, jakże tematycznie.
Jakimś cudem udaje im się wrócić do omawiania kodeksu, co bynajmniej nie sprawia, że trening zmierza ku płynności.
- Jedno nie wyklucza drugiego. A z pyska młodzieży prędzej spodziewałbym się pytania, czy aby na pewno zasada obejmuje młode z innych klanów, niż zwątpienia, czy powinniśmy roztaczać opiekę nad kocięciem, za którego obcy klan nie pójdzie po głowę bohatera - zauważa bez emocji. - Nie doprowadziłem. I co ci daje taka odpowiedź?
.
»IheardfromGodtoday« . . . . . . . . . . . . . . . . . . . and shesounded.just【 like me 】 WhathaveIdone?. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . ⤷ And.w h o.haveIbecome? ◈ I saw 【 the devil 】today and he lookeda lotlike me◈ ◈Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈
I'm【 no hero 】and I'm notmade ofstone ✦•······················•✦•······················•✦
┏ .rightorwrong. ┓ ┗ I can hardly tell ┛ I'm on the wrong side of Heaven. . . . . . . . . . . . . . . . . . and the righteous side of Hell