Dość duży choć szczupły, lekko zbudowany kocur o gładkiej sierści. Oczy zadziwiające, niezwykłe, o głęboko orzechowej barwie. Lekko postrzępione prawe ucho i cienka długa blizna ciągnąca się po prawym boku od kręgosłupa, poprzez żebra aż do brzucha. Wyraźne oznaki siwizny widoczne na pyszczku i świadczące o zaawansowanym wieku kota przed śmiercią. Futro miedziano rude poprzecznie prążkowane czarnym pigmentem. Wierzch głowy, grzbiet oraz pyszczek wyraźnie ciemniejsze- czarna pręga wzdłuż kręgosłupa oraz końcówka ogona. Spód ciała nieco jaśniejszy.
To typ który nigdy nie mówi niczego wprost. Jest tajemniczy, małomówny, stoicko spokojny i cierpliwy. Nie ma sposobu rozszyfrowania go, a tym bardziej wyciągnięcia z niego jakiejkolwiek informacji.
Ten Potwór wygląda tak, jakby już nigdy nigdzie się nie wybierał. Ukryty pomiędzy drzewami w okolicy Śliskich Skałek, zarasta roślinnością i pokrywa się rdzą od wielu obiegów pór. Nikt nigdy nie widział żeby świeciły mu się oczy, ale koty omijają go szerokim łukiem na wszelki wypadek. Tylko co odważniejsi terminatorzy klanu Gromu lubią się przechwalać, że byli na drugim brzegu Grzmiącej Rzeki i dotykali łapą prawdziwego Potwora.
Nie, żeby osiedle mu się znudziło, ale... chciał się przejść dalej. Gdzieś, gdzie ryzyko zostania wygłaskanym przez przechodzących ludzi będzie bliskie zeru, mimo tego, że nie miał z reguły nic przeciwko, czasem i on miał dość. No i miał ochotę na spędzenie paru dni w jakimś spokojniejszym miejscu. Początkowo kierował się w stronę siedliska koni, ostatecznie jednak, po spędzeniu nocy w jego pobliżu, postanowił poeksplorować nieco dalej. Przekroczył więc rzekę i szedł, dopóki jego uwagi nie zwrócił samochód. Z tego co pamiętał, to dwunożni raczej poruszali się nimi tylko po drogach, więc jego obecność tutaj była nieco dziwna - z drugiej strony był on w takim stanie, że ewidentnie nie był używany od bardzo, bardzo dawna.
Cóż, zdarzało mu się wskakiwać na maski aut stojących pod ludzkimi osiedlami - zwykle był on wtedy przeganiany, jeśli tylko jakiś ludź go zauważył - ale teraz nikt go stąd nie pogoni, nie? Tak więc kilka mało zgrabnych ruchów później i okrągły kocurek siedział na dachu martwego samochodu, obserwując okolicę.
Ani wielki, ani mały, taki w sam raz. Ozdabia go długie futro w srebrzystym kolorze poprzecinane czarnymi tygrysimi pręgami. Ma obecnie błękitne oczy (po wybarwieniu nabiorą koloru soczystej wiosennej zieleni z delikatnym żółtawym zabarwieniem), jest krępej, masywnej budowy, daleko mu do smukłości; właściwie przypomina odrobinę mały czołg.
Gwiazda to klasyczna cicha woda. Jest spokojnym, cichym kocięciem, ale brak w nim nieśmiałości, wręcz przeciwnie, wydaje się że nie zna strachu i taktu; wepchnie nos do legowiska samego przywódcy bez krzty refleksji, że tak nie można. Jest nieprzewidywalny, nigdy nie wiadomo co sobie pomyśli i co zrobi, trudno przewidzieć jego reakcje ze względu na wrodzoną skrytość. Rządzi nim pragmatyzm i szukanie korzyści własnej, daleko mu do altruisty czy bezinteresownej życzliwości. Wyrasta na introwertyka, który kroczy własnymi ścieżkami.
Gwiazda wędrował w swoich wycieczkach coraz dalej. Przyprowadziła go tu ciekawość - kiedyś usłyszał od jednego ze starszych wojowników, że gdzieś w tej okolicy znajdują się resztki potwora dwunożnych, postanowił to sprawdzić i samemu się przekonać. Dotarłszy do celu zjeżył futro wzdłuż grzbietu, bo chociaż ciekawski, to nie był głupi - słyszał wiele historii o tym, jak te stworzenia zabijały koty na Grzmiących Ścieżkach, a on nie planował zegnać się z życiem.
Na sztywnych łapach ostrożnie podchodził do wraku niuchając w powietrzu i wypatrując ruchu, by w razie czego natychmiast zacząć uciekać. Robił ostrożny krok za krokiem, aż uniósl wzrok i zobaczył... kota? na grzbiecie potwora. Gwiazda wybałuszył oczy i zamarł nie mogąc uwierzyć w to co właśnie widział.
Okazało się, że dach samochodu jest całkiem niezłym punktem widokowym - zwłaszcza, kiedy nie musiał się co chwilę rozglądać, czy nie idą w jego stronę jacyś niepocieszeni jego nową miejscówką ludzie. Słoneczko przyjemnie go grzało, gdzieś w oddali dostrzegł jakiegoś kolorowego ptaszka... a także kota. Przeniósł powoli spojrzenie na nowego towarzysza, który wyglądał na dość hmm... przestraszonego? Poniekąd rozumiał, sam nie lubił, kiedy samochody hałasowały, ale ten tutaj był przecież ewidentnie w stanie nieużywalnym!
- Dzieńdoberek! Ładny dzisiaj dzionek, co nie?? - Knedlik przywitał się z kocurem, zupełnie niewzruszony ani jego postawą, ani intensywnie wlepiającymi się w niego oczami.
Ani wielki, ani mały, taki w sam raz. Ozdabia go długie futro w srebrzystym kolorze poprzecinane czarnymi tygrysimi pręgami. Ma obecnie błękitne oczy (po wybarwieniu nabiorą koloru soczystej wiosennej zieleni z delikatnym żółtawym zabarwieniem), jest krępej, masywnej budowy, daleko mu do smukłości; właściwie przypomina odrobinę mały czołg.
Gwiazda to klasyczna cicha woda. Jest spokojnym, cichym kocięciem, ale brak w nim nieśmiałości, wręcz przeciwnie, wydaje się że nie zna strachu i taktu; wepchnie nos do legowiska samego przywódcy bez krzty refleksji, że tak nie można. Jest nieprzewidywalny, nigdy nie wiadomo co sobie pomyśli i co zrobi, trudno przewidzieć jego reakcje ze względu na wrodzoną skrytość. Rządzi nim pragmatyzm i szukanie korzyści własnej, daleko mu do altruisty czy bezinteresownej życzliwości. Wyrasta na introwertyka, który kroczy własnymi ścieżkami.
- No nie gadaj - mruknął pod nosem na tyle cicho, by kocur nie miał szans tego usłyszeć. Jeszcze parę uderzeń serca spoglądał na niego z wyraźnym szokiem, po czym wreszcie się otrząsnął i próbował zrobić nonszalancką minę. Nie wyszło mu to, wciąż był ewidentnie pod wrażeniem.
- Nie boisz się go!? Wszyscy z moich stron boją się potworów! - miauknął głośno. Wciąż na sztywnych nogach podszedł bliżej i zaczął obwąchiwać trupa samochodu. Śmierdział, ale nie tak mocno jak opowiadały inne koty.
Kocur w końcu podszedł bliżej, a Knedlik... cóż, dalej siedział na swoim miejscu, obserwując bieg wydarzeń z lekkim zainteresowaniem. W mieście koty raczej nie zwracały większej uwagi na samochody, dopóki nie zamierzały przejść przez ulicę (choć zdarzały się i takie, które i wtedy się kompletnie nie przejmowały, co było zbyt lekkomyślne nawet dla wyluzowanego pointa), więc postawa srebrnego była dla niego nieco zaskakująca. Cóż. Co kraj to obyczaj?
- Potworów? - uniósł lekko jedną brew. No dobra, może i czasem niektóre warczały tak głośno że aż uszy więdły, ale bez przesady! - Eee, nie no! Ten tutaj jest nie do użycia! Zresztą, nie ma w nim żadnego ludzia, to nie ruszy. Także spoko kolego, nie ma się czego bać! - odpowiedział, błyszcząc ząbkami w uśmiechu.
Ani wielki, ani mały, taki w sam raz. Ozdabia go długie futro w srebrzystym kolorze poprzecinane czarnymi tygrysimi pręgami. Ma obecnie błękitne oczy (po wybarwieniu nabiorą koloru soczystej wiosennej zieleni z delikatnym żółtawym zabarwieniem), jest krępej, masywnej budowy, daleko mu do smukłości; właściwie przypomina odrobinę mały czołg.
Gwiazda to klasyczna cicha woda. Jest spokojnym, cichym kocięciem, ale brak w nim nieśmiałości, wręcz przeciwnie, wydaje się że nie zna strachu i taktu; wepchnie nos do legowiska samego przywódcy bez krzty refleksji, że tak nie można. Jest nieprzewidywalny, nigdy nie wiadomo co sobie pomyśli i co zrobi, trudno przewidzieć jego reakcje ze względu na wrodzoną skrytość. Rządzi nim pragmatyzm i szukanie korzyści własnej, daleko mu do altruisty czy bezinteresownej życzliwości. Wyrasta na introwertyka, który kroczy własnymi ścieżkami.
- Tak się na nie mówi w moich stronach. Potwory. Nie znam innej nazwy - odpowiedział nadając lekko pytający wydźwięk ostatniemu zdaniu jak gdyby cicho pytał kocura jak on nazywa te... stworzenia. Gwiazda drapnął pazurami oponę zastanawiając się czym jest, po czym odbił się od ziemi i wskoczył na maskę tego czegoś nie wierząc w to co robi. Właśnie deptał po mitycznym potworze, którego wszyscy się tam bali!
- Ludzia? Masz na myśli dwunożnego? - spytał, gdy wspinał się wyżej, by usiąść obok kocura podziwiając widoki roztaczajace się z tej wysokości. - Wiele tu macie takich atrakcji?
- Hmm, interesujące. Nie spotkałem się do tej pory z taką nazwą, choć jak się nad tym zastanowić to ma to sens. - Zwłaszcza, jeśli brać pod uwagę, że część kotów żyjących w lesie w życiu nie były w mieście i mogły nie znać miejskich nazw na poszczególne rzeczy (a ponoć w tym okolicznym lesie było ich dużo... tak przynajmniej słyszał od niejakiego Kudłatego, choć kocur nie rozwinął się bardzo na ten temat, bo Knedlik zaraz odszedł, kiedy to z domu wyszedł właściciel kocura i niebezpiecznie zaczął zbliżać się w jego kierunku - w końcu nie chciał zostać zabrany do środka! Tak więc zagadka leśnych kotków nadal pozostała dla niego zagadką). - U nas mówi się na nie samochody. Albo auta. - Wyjaśnił, zaraz przesuwając się lekko, żeby zrobić miejsce wskakującemu na maskę towarzyszowi. - Hmm, chyba? W końcu ludzie chodzą na dwóch nogach! - Poruszył lekko wąsami. Ta nazwa akurat coś mu mówiła... ale tylko trochę. - Czy tu konkretnie to nie wiem, jestem tu pierwszy raz, heh. A ty? Mieszkasz gdzieś w okolicy?