Logo Artemidy
Wyprawa Roziskrzonej Nocy
#16
Strach ma wielkie oczy - w tym wypadku słusznie. Spotkanie z potworem nie byłoby niczym przyjemnym, ale nie stało się nic strasznego. Po przebiegnięciu na drugą stronę, rodzeństwo mogło złapać spokojnie oddech i nastawić się na dalszą część drogi, w równie miłej pogodzie co wcześniej. Po drugiej stronie lało równie mocno, co przy Klanach. Nic dziwnego zresztą, wszak wcale daleko nie przebiegli.

Ja jestem uczciwy - daję ludziom tylko to, czego chcą.
A to, że często pragną rzeczy niegodziwych,
to wyłącznie wina ich zgniłej natury.
LVL 1 20 / 100
MedLVL 0 0 / 100
5
Siła
S
7
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
2
Zmysły
Zm
50
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#17
Iskra oddycha głośno z ulgą, gdy oboje docierają na drugą stronę w jednym kawałku. Wspaniale. To jeszcze tylko droga powrotna i to wszystko pomiędzy co się może wydarzyć. Ma nadzieję, że to nic takiego jednak i że Gwiezdnym faktycznie zależy na ich dotarciu do Szepczącej Sadzawki. Gdy odchodzą kawałek dalej, rozgląda się na boki, starając się wywnioskować co tu się rozciąga przed nimi, ale nie dość że nieznajome rejony to jeszcze pora niesprzyjająca oględzinom. Ale przed nimi chyba widać jakieś wzniesienia?
– Za tymi pagórkami musimy zacząć się rozglądać za zagajnikiem. – oznajmia, nie pamiętając czy wspominała o tym elemencie na początku wyprawy, ale nawet jeśli to przypomnienie nie zaszkodzi. Nieco martwiło ją, że taki zagajnik do najmniejszych nie należał. To nie było parę drzew otaczających akwen, a ileś młodych drzew do minięcia najpierw, nie? I to jeszcze odpowiednie drzewa trzeba było minąć, na domiar złego. Ruszyła póki co truchtem, prostopadle od Grzmiącej Ścieżki.
[Obrazek: vKPdv6t.png]
LVL 9 25 / 500
MedLVL 3 18 / 400
23
Siła
S
19
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
16
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#18
Przeprawa przez Grzmiącą Ścieżkę oszczędza im dodatkowych atrakcji, co Płomyk docenia znalazłszy się na drugiej stronie. Gdyby teraz miał zjawić się sznur potworów, są bezpieczni. Według doniesień kotów, które są lepiej obeznane z tutejszymi zasadami. Jemu pewności brak (potwory są ociężałe, ale bez przesady, żeby ograniczało to ich ruchy poza ścieżkami, od czegoś mają te masywne łapska), toteż dąży do jak najszybszego oddalenia się w głąb roślinności.
- Jesteś pewna - niby stwierdza, ale jednak bardziej pyta, stawiając łapę za łapą w tempie narzuconym przez siostrę.
.
» I heard from God today «
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . and she sounded. just 【 like me 】
What have I done? . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . ⤷ And .w h o. have I become?
◈ I saw 【 the devil 】today and he looked a lot like me ◈

[Obrazek: T6lUq86.gif]
◈ Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈

I'm【 no hero 】and I'm not made of stone
✦•······················•✦•······················•✦
┏ .right or wrong. ┓
┗ I can hardly tell ┛
I'm on the wrong side of Heaven . . . . . . . .
. . . . . . . . . . and the righteous side of Hell

.
LVL 8 20 / 500
MedLVL 0 84 / 100
16
Siła
S
20
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
95
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#19
Z każdym krokiem bliżej celu, i chociaż nadal mieli kawałeczek do przejścia - lada moment i będą na miejscu. Póki co, musieli się zmierzyć z najgorszym przeciwnikiem tej wyprawy... błotem. Deszcz nie ustawał, a jeśli koty potrafiły myśleć, mogły się spodziewać, że w końcu ziemia zrobi się nieprzyjemnie wilgotna. Na domiar złego - było ślisko. Jeden zły ruch i cyk, można zaliczyć pięknego orła.
Lub puchacza, który poinformował ich o swojej obecności donośnym pohukiwaniem. Nie był agresywny, niemniej wzrok wwiercał w Wichrzaków, jakoby był sępem, który tylko czekał na odpowiedni moment, by coś zrobić. Ale tylko straszył - bo ostatecznie poleciał w zupełnie inne miejsce. Pewnie z drzewa, na którym siedział, uwidział gdzieś mysz. Albo po prostu uznał, że przemoczone koty zbyt śmierdzą, żeby próbować je jeść.

Ja jestem uczciwy - daję ludziom tylko to, czego chcą.
A to, że często pragną rzeczy niegodziwych,
to wyłącznie wina ich zgniłej natury.
LVL 1 20 / 100
MedLVL 0 0 / 100
5
Siła
S
7
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
2
Zmysły
Zm
50
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#20
– Chyba, a co? – zerknęła pytająco w stronę brata. Bardziej pewna w tych warunkach być nie mogła, dalej była przecież Iskrą, ale może Płomyk wiedział coś co ona przeoczyła. Mogło się tak zdarzyć, a wręcz było szalenie prawdopodobne. Starała się omijać zupełnie pozbawioną roślinności ziemię i stawiać łapy tam gdzie oprócz błota były jakieś trawy, których korzenie trzymały to wszystko w jednym miejscu. I tak skupiona głównie na tym co ma pod łapami, o obecności puchacza zorientowała się dopiero, gdy ten się odezwał. Zatrzymała się w uderzenie serca, cała spięta, zanim sobie wyjaśniła w myślach, że gdyby faktycznie się na nich czaił to nie uprzedzałby o swojej obecności. Ruszyła więc dalej, z jednym uchem skierowanym w stronę ptaszyska, gdyby jednak postanowiło opuścić swoją gałąź, a nie tylko się niekulturalnie wpatrywać. A gdy odleciał poza zasięg wzroku, napięcie wcale Roziskrzonej Nocy nie opuściło, dalej spodziewała się niespodziewanego ataku i starała się go przedwcześnie wypatrzeć, jednocześnie nawigując wycieczkę (tyle dobrego, że starczyło iść przed siebie, bo nie była pewna czy poradziłaby sobie z taką wielozadaniowością).
[Obrazek: vKPdv6t.png]
LVL 9 25 / 500
MedLVL 3 18 / 400
23
Siła
S
19
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
16
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#21
Krótko potrząsa głową. Pytanie kontrolne, nic więcej. Z tego, co mu wiadomo, jak dotąd nie zboczyli z opisanej wcześniej trasy. W zauważalny sposób, bo tak naprawdę wskazówki, choć dosyć konkretne, nadal nie wskazują ze stuprocentową jasnością, gdzie mają znaleźć tę Szepczącą Sadzawkę. Orientacyjne instrukcje sprawdziłyby się o niebo lepiej w rejonach, które są im znane.
A on pierwszy raz jest tutaj. Analizowanie otoczenia musi dzielić z ostrożnym stawianiem łap (chętnie odpuści sobie kąpiele błotne, dzięki) i kontrolowaniem nieba. Nie podoba mu się towarzystwo puchacza. Wątpi, by ten miał zaatakować dwójkę dorosłych kotów, ale pora staje się coraz zimniejsza, w związku z czym uboższa w pożywienie. Nie do poziomu desperacji, ale czy można ufać własnej perspektywie? Nie wie, co siedzi w głowie ptaszorowi.
Na tę chwilę chyba znajduje sobie ciekawsze zajęcie. Bury spuszcza wzrok, nie rezygnując jednak z krótkich kontroli.
- Jak nastrój? - zagaduje niegłośno.
.
» I heard from God today «
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . and she sounded. just 【 like me 】
What have I done? . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . ⤷ And .w h o. have I become?
◈ I saw 【 the devil 】today and he looked a lot like me ◈

[Obrazek: T6lUq86.gif]
◈ Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈

I'm【 no hero 】and I'm not made of stone
✦•······················•✦•······················•✦
┏ .right or wrong. ┓
┗ I can hardly tell ┛
I'm on the wrong side of Heaven . . . . . . . .
. . . . . . . . . . and the righteous side of Hell

.
LVL 8 20 / 500
MedLVL 0 84 / 100
16
Siła
S
20
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
95
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#22
Cisza bywała najgłośniejsza. Takowa też towarzyszyła dwójce aż do samego dotarcia na miejsce. Jeśli którekolwiek z nich kiedyś słyszało o Szepczącej Sadzawce, to... cóż, na pewno nie w taki sposób. Ponure, mroczne miejsce, spowite delikatną mgłą oraz deszczem, zaślepiającym im widok przed nimi. Wyglądało to bardziej, jakby dotarli do wyroczni z Mrocznej Puszczy, a nie by odebrać życia od Gwiezdnych. Plusem było to, że teraz poza nieprzyjemną atmosferą, nie było tu nikogo i niczego poza nimi.

Ja jestem uczciwy - daję ludziom tylko to, czego chcą.
A to, że często pragną rzeczy niegodziwych,
to wyłącznie wina ich zgniłej natury.
LVL 1 20 / 100
MedLVL 0 0 / 100
5
Siła
S
7
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
2
Zmysły
Zm
50
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#23
– Adekwatny do pogody. – mruknęła z krzywym uśmiechem, bo chyba nie musiała przed nim udawać, że wszystko w porządku i z niecierpliwością czekała na ceremonię oraz to co po niej nadejdzie.
Dotarli nad sadzawkę. Jakąś sadzawkę z pewnością, bo do magicznego miejsca spotkań z przodkami temu miejscu było chyba daleko? A przynajmniej Iskra czuła się jakby w tym miejscu Bezgwiezdny miał ją wciągnąć pod ciemną toń co najwyżej. Rozejrzała się dookoła, drzewa się zgadzały, woda się zgadzała, klimat nie za bardzo. – Myślisz, że mają tu dużo sadzawek w okolicy? – rzuciła do brata w formie żartu, ale Gwiezdni jej świadkiem, że czaiła się w tym pytaniu nadzieja, że to jednak nie tu przyjdzie jej odbierać życia. Otrzepała przemoczoną sierść. – Ten las jest taki dość... ciemny. – dodała jeszcze by jakoś zwerbalizować swoje obawy. Ale nie wprost, bo nie chciała zabrzmieć na przerażoną. Nie była. Trochę zaniepokojona najwyżej.
[Obrazek: vKPdv6t.png]
LVL 9 25 / 500
MedLVL 3 18 / 400
23
Siła
S
19
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
16
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#24
Wydaje z siebie niezrozumiały pomruk, mający na celu zapewnić, że jeszcze nie ogłuchł i przyjął do wiadomości jej odpowiedź. Pogoda istotnie pozostawia wiele do życzenia, ale jego zdaniem Iskra mogłaby wykazać odrobinę entuzjazmu. To pewnie zasługa stresu (czy on kiedykolwiek ją opuszcza?), ktoś jednak mógłby pomyśleć, że bura wcale nie chce objąć przywództwa i robi to za karę.
- Och, bez wątpienia - odpowiada w luźnym tonie, choć niewyzbytym typowej dla niego nuty ironii. Czyli są na miejscu. Niesamowite, sadzawka niemal wysunęła się przed nimi spod ziemi. Spodziewał się trudniejszych poszukiwań samego bajorka, kiedy dotrą w te okolice. - Jedna przenosi na Srebrną Skórkę, reszta jest zatruta. Tylko odpowiedni kot na odpowiednim miejscu trafi na tę właściwą.
Robi dodatkowe dwa kroki i zrównuje się z nią bokami. Szturcha ją lekko.
- No to pij tę wodę i spływaj stąd. Brat czuwa, hm? - mobilizuje. - To tutaj. Krótka drzemka i będzie po wszystkim.
Co najwyżej będzie to drzemka pozbawiona towarzystwa gwiezdnego klanu, wielkie rzeczy. Nie pierwsza i nie ostatnia.
- Nie pozdrawiaj Czerwonego Pazura - dodaje z frywolnym machnięciem burej kity.
Niech tylko spróbuje się pokazać, dodaje w myślach; zdecydowanie mniej pozytywnie.
.
» I heard from God today «
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . and she sounded. just 【 like me 】
What have I done? . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . ⤷ And .w h o. have I become?
◈ I saw 【 the devil 】today and he looked a lot like me ◈

[Obrazek: T6lUq86.gif]
◈ Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈

I'm【 no hero 】and I'm not made of stone
✦•······················•✦•······················•✦
┏ .right or wrong. ┓
┗ I can hardly tell ┛
I'm on the wrong side of Heaven . . . . . . . .
. . . . . . . . . . and the righteous side of Hell

.
LVL 8 20 / 500
MedLVL 0 84 / 100
16
Siła
S
20
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
95
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#25
Odpowiedni kot na odpowiednim miejscu. No to Iskra już mogła sobie wybierać pod którą z Płaczących Wierzb chciałaby zostać zakopana. Powstrzymała się jednak od komentarza, bo nawet jeśli faktycznie tak się teraz czuła, to potrafiła jeszcze poprawnie zidentyfikować żart i się nie pogrążać. Już mina jakby trzymała w pysku żabę była wystarczającym komentarzem w tym momencie.
Zaraz jednak kolorowa mordka nabrała mniej żałosnego wyrazu, za sprawą szturchnięcia i sympatycznych (jak na Płomyka) słów. Uśmiechnęła się z wdzięcznością i podeszła ostrożnie do brzegu, wciąż nie dowierzając, że jej nikt nie chwyci za kłaki i nie wciągnie pod taflę. Już się nachylała nad wodą, gdy dotarł do niej ostatni komentarz.
– Ha, wątpię by go wypuścili z Ciemnego Lasu na to spotkanie. – odwróciła się na moment w stronę swojego lustrzanego odbicia, w wyraźnie lepszym humorze. Na całe dwa uderzenia serca zapomniała o towarzyszącym jej stresie tylko po to by powrócił ze zdwojoną siłą. Przecież mogła dzisiaj spotkać Czerwonego Pazura, nie miała żadnej gwarancji, że ten mieszkał z Bezgwiezdnymi. Bo technicznie wojownikiem był dobrym, szkoda tylko że ojcem najgorszym. Spojrzała krótko na wodę, nie widziała w niej swojego odbicia. Po raz kolejny odwróciła się więc do brata. – Nie jesteś zmęczony? Wyruszyliśmy w środku nocy przeze mnie, jak się obudzę to nie będzie już czasu na odpoczynek, droga powrotna jest równie długa, więc może chcesz się teraz zdrzemnąć? A ja nas popilnuję.
[Obrazek: vKPdv6t.png]
LVL 9 25 / 500
MedLVL 3 18 / 400
23
Siła
S
19
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
16
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#26
Uśmiecha się kątem pyska. Marzenie ściętej głowy, ale jeżeli siostra chce wierzyć, że gwiezdny klan stoi ponad wichrem w kwestii moralności, nie będzie jej powstrzymywać. Szczególnie teraz, kiedy wreszcie nabiera pewności siebie i lada moment upije łyk z sadzawki.
A nie, jednak nie. Dał się zwieść, a przecież szło kategorycznie zbyt dobrze, by finalnie obyło się bez komplikacji.
- Czy ja wyglądam jak stuksiężycowy kot, który rozsypie się w drobny mak, jeśli nie dostanie swojej popołudniowej drzemki? - pyta z rozbawionym błyskiem w oku. Wymyśla, byle odwlec w czasie nieuniknione. Typowa Iskra. - Ty nas popilnujesz, mhm. Przypomnieć ci, kto nie spał tej nocy? Koniec z wymówkami, do roboty. Im krócej tu będziemy, tym lepiej.
Przeżył nocne czuwanie raz, to i przeżyje drugi, nieważne, że okoliczności obu zdarzeń skrajnie się od siebie różnią. Ale fakt faktem, nie pogardziłby, gdyby się pospieszała. To podłe miejsce, a nie rozpędzałby się z twierdzeniami, że ze względu na wyjątkowość Szepczącej Sadzawki zagrożenie jest mniejsze. Właściwie, wyższa konieczność ściągnięcia jej na jawę przed naturalnym wybudzeniem znajduje się na liście scenariuszy wysoce prawdopodobnych. Nie ma co tracić czasu.
.
» I heard from God today «
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . and she sounded. just 【 like me 】
What have I done? . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . ⤷ And .w h o. have I become?
◈ I saw 【 the devil 】today and he looked a lot like me ◈

[Obrazek: T6lUq86.gif]
◈ Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈

I'm【 no hero 】and I'm not made of stone
✦•······················•✦•······················•✦
┏ .right or wrong. ┓
┗ I can hardly tell ┛
I'm on the wrong side of Heaven . . . . . . . .
. . . . . . . . . . and the righteous side of Hell

.
LVL 8 20 / 500
MedLVL 0 84 / 100
16
Siła
S
20
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
95
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#27
Już otwierała pysk by wytknąć podobieństwa między Płomykiem a stuksiężycowym kotem, gdy brat się znowu odezwał. I jeszcze jej troskę zaklasyfikował jako wymówki! No nie żeby do końca niesłusznie, ale faktycznie wolałaby żeby był przytomny w drodze powrotnej. I niekoniecznie widziało jej się zasypianie w środku zamglonego zagajnika na Gwiezdni wiedzą ile, podczas gdy bury tu będzie siedział sam. Technicznie sam, bo co mu po śpiących zwłokach. Nie chciała jednak ryzykować nadwyrężania jego cierpliwości.
– Niech ci będzie. Ale jak zaśniesz w drodze powrotnej to ja ciebie nieść nie będę. – rzuciła z bladym uśmiechem nim po raz kolejny odwróciła się do Sadzawki. Szepczącej Sadzawki, miała nadzieję. Tym razem faktycznie pochyliła się by wziąć parę łyków nim odsunęła się nieco od brzegu i zwinęła w kłębek do snu. Snu, który mógłby łaskawie nadejść szybciej niż zazwyczaj.
[Obrazek: vKPdv6t.png]
LVL 9 25 / 500
MedLVL 3 18 / 400
23
Siła
S
19
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
16
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#28
klik
klik
klik


xx Tuż za granicą tafli wody Szepczącej Sadzawki czaił się sen. Przypłynął niepostrzeżenie i niemal natychmiast otulił nieświadomością zmysły Roziskrzonej Nocy. Jej duch, pozostawiając ciało skulone we śnie nieopodal spowitej mgłą powierzchni wody, podążył na Srebrną Skórkę, na której oczekiwali już przodkowie.

xx Chwila ciszy i ciemności nie trwała długo. Już po kilku uderzeniach serca z otaczającego ją mroku wykwitły srebrzyste zarysy przepastnej polany obsypanej światłem, które sączyło się niemal zewsząd: z nieba, z drzew, ze źdźbeł puszystej trawy, z kwiatów o ciężkich i pięknych kielichach i, nade wszystko, z oczu nieprzebranej rzeszy kotów oczekujących przybycia nowej przywódczyni: zarówno znajomych, jak i zupełnie obcych.

xx Jeszcze chwilę po jej przybyciu trwała cisza. Dopiero później koty rozstąpiły się w milczeniu, pozwalając Lawendowej Gwieździe wyjść z tłumu i stanąć tuż przed swoją następczynią.

xx – Przyszłaś więc. Dotarliście w jednym kawałku, to wspaniale – rzekła, uśmiechając się do Roziskrzonej Nocy. – Tej nocy Gwiezdni, w poszanowaniu dla praw, które nakazują, by żaden Klan nie pozostawał bez przywódcy, zbierają się, by udzielić dziewięciu żyć i dziewięciu darów nowej przywódczyni Klanu Wichru! Ode mnie, Roziskrzona Nocy, dostaniesz dar siły – wypowiadając pierwsze zdanie, uniosła głos, kierując słowa do wszystkich zgromadzonych, następne zaś wypowiedziała cicho, przeznaczając je tylko dla Iskry, której czoła dotknęła nosem. – Bądź wytrwałą, aby nie zepchnęły cię z drogi żadne trudności, żadne problemy, ani żadne złe słowa – wyszeptała jeszcze, nim przez ciało Iskry przetoczyło się potężne doznanie; przez jedno okamgnienie zabrakło jej tchu, grunt usunął się spod łap i poczuła w nozdrzach gorzką wodę, jakby tonęła. Straszne uczucie trwało zaledwie uderzenie serca. Już po chwili niezwykłym wysiłkiem zdołała wyciągnąć głowę ponad powierzchnię, a może nie głowę? Czy w ogóle miała teraz głowę, łapy i ciało, skoro była, tak, czuła to dokładnie, niewzruszenie stojącą w kotłującej się wodzie skałą, o którą rozbijały się z furią słone fale?
xx Odczucie zniknęło już po chwili. Lawenda nadal stała obok, jakby chcąc się upewnić, czy Iskra wróciła już do sennej jaźni. – Dasz sobie radę. Wiem, że dasz – rzekła ciepło do kocicy, nim wróciła do szeregu.

xx Następnie w kolejce był następny znajomy, choć martwy już od doprawdy dosyć dawna. To Zwinny Strumyk szła ku niej. Blask gwiazd igrał na jej wielobarwnym futrze.
xx – Dzień dobry, Roziskrzona Nocy. Moim darem dla ciebie jest odpowiedzialność, której potrzebuje zarówno terminator, wojownik, matka, jak i przywódca Klanu – przeszła od razu do rzeczy. Tak jak i za życia miała łagodny, miły głos. Zupełnie niepasujący do tego, co przetoczyło się przez Roziskrzoną Noc, gdy tylko Gwiezdna dotknęła jej nosem. Sprzed oczu zniknęli jej Gwiezdni, polana, wszystko inne – osnute czerwoną mgłą. Przednie łapy, barki i pysk przejął palący, ostry ból; nie widziała, co się dzieje, ale miała świadomość, że zrobiła głupotę, że popełniła jakiś straszny błąd, kiedy przez całe to cierpienie przedarł się znów głos kocicy. – Nie myl odpowiedzialności z niezdolnością do wybaczenia. Tak sobie, jak i innym – i dopiero wtedy ból zelżał, zastąpiony przez poczucie przyjaznego ciepła wokół siebie i nieusuwalne przekonanie, że jest przez kogoś kochana – dokładnie taką, jaką jest. Zwinny Strumyk jeszcze przez chwilę stała obok, opuszczając wzrok na własne łapy pokryte siatką blizn, jakby nie zauważając, że Roziskrzona Noc wróciła już do siebie. Dopiero po chwili zamrugała, wyprostowała się, skinęła jej przyjaźnie głową i powolnym krokiem ruszyła ku Gwiezdnym.

xxNa jej miejscu stanęła kocica, której rysy, chociaż może już także nieco zatarte upływem czasu w pamięci Roziskrzonej Nocy, pozostawały znajome. W długim futrze Białego Puchu skrzyły się wszystkie gwiazdy.
xx – Ja przekazuję ci dar dobroci serca – odezwała się była zastępczyni niemal natychmiast; równie szybko dotknęła czoła Iskry nosem. – Świat potrafi być okrutny. Pamiętaj, żeby… nie pozwolić, by odebrał ci zdolność do miłości. Wiedz… kiedy należy być czułą – zaledwie skończyła wypowiedź, a już Iskra poczuła, jak krew w jej żyłach skuwa się lodem. Przez jej głowę przebiegły nagle tysiące obrazów – pogrzeby, znajome pyszczki, spotkanie zaginionego przyjaciela, narodziny kociąt, a ona nie czuła nic, zupełnie nic, jedynie zimną, otchłanną pustkę w piersi. Doznanie znowu trwało jedynie chwilę, bo nagle lód puścił – zalała ją obezwładniająca ilość miłości. Przepełniło ją wielkie, wszechogarniające współczucie z każdą rzeczą, z każdym kotem, przepełniła ją taka ilość dotykającego do żywego ciepła i rozkochania, że niemal oślepiły ją wzbierające w oczach łzy.

xxZanim zdołała się opanować, Białego Puchu już nie było – zdążyła zniknąć w tłumie. Zamiast niej, przed Iskrą czekał Fiołkowy Świt, który uprzejmie poczekał, aż kocica doprowadzi się do porządku i będzie gotowa przyjąć nowy dar.
xx – Witaj, dobrze Cię tu widzieć – przywitał się z nią przyjaźnie. – Ode mnie dostaniesz dar jednoczenia. Klan to wiele kotów, wiele charakterów i wiele opinii, ale wszystkie muszą podążać jedną ścieżką, by stworzyć zdrową i silną rodzinę – miał miły, ciepły głos. – Każdy powinien czuć się wysłuchany, musisz rozwiązywać konflikty sprawiedliwie, ale wiedzieć też, kiedy stanowczo zatrzymać co bardziej jadowite jednostki – tak jak poprzednicy, dotknął jej czoła nosem. Niemal natychmiast głowa Roziskrzonej Nocy wypełniła się ogłuszającą kakofonią skłóconych głosów, krzyków, narzekań; zachwiała się na łapach, gdy nagle przez cały ten szum przebił się, jak przecinak, jej własny głos, czysty i wyraźny. Choć nie rozpoznawała słów, doskonale wiedziała, że swoją wypowiedzią udaje się jej uspokoić nastroje i uciszyć krzykaczy; głosy zmieniły się w cichnącą powoli harmonijną, przyjemną dla ucha melodię, aż wreszcie całe wrażenie po chwili zanikło. Znowu była tylko ona, Gwiezdni i kolejny spieszący na jej spotkanie kot.

xx
Jego nie znała – przynajmniej nie osobiście, bo jego widok zdecydowanie budził pewne wspomnienia. Białofutry kocur wyszedł z szeregu jeszcze przed tym, jak Fiołkowy Świt doń wrócił; idąc, rzucił krótkie spojrzenie rudzielcowi, po czym stanął wprost przed przyszłą przywódczynią.

xx– Jestem Kruczy Ogon. Pewnie pamiętasz tamtą ceremonię – przedstawił się, po czym od razu przeszedł do konkretów. – Dam ci dar stanowczości. Lider musi umieć stawiać na swoim, choćby było to trudne. Jesteś przywódczynią, twoje słowo jest prawem. Nie marnuj sił na szkodników, tylko pokazuj im, gdzie ich miejsce.
xx Ten dar był inny. Tym razem Roziskrzona Noc przez chwilę czuła w sobie siłę, moc tak wielką, że gdyby tylko zechciała, mogłaby jednym ruchem łapy zmieść z powierzchni ziemi każdego, kto stanąłby jej na drodze. Była wielka. Niezniszczalna. Po brzegi wypełniona autorytetem.
xxKruczy Ogon jeszcze chwilę przyglądał się kocicy. W zielonych oczach igrała satysfakcja, gdy ustępował miejsca nieznanemu jej kocurowi o niebieskim futrze, który niemal skakał z radości i ekscytacji, natomiast pysk przyozdobił szerokim uśmiechem.

xx – Cześć! Nazywam się Bezchmurne Niebo, należałem do Klanu Wichru wiele, wiele księżyców temu, długo przed tym, jak się urodziłaś. Ba, czy wtedy na świecie byli twoi rodzice? Nie pamiętam! – zafrasował się, po czym opamiętał się i przeszedł do rzeczy. – Ja chcę ci dać dar znalezienia w sobie kocięcia! Jasne, jest cała masa ważnych spraw, którymi będziesz musiała się zajmować jako przywódczyni, ale jedno drugiego nie wyklucza – a nawet to lepiej, żebyś umiała popatrzeć czasem na świat jak kocię, z zachwytem i entuzjazmem, zamiast skupiać się na wszystkich możliwych nieszczęściach – nawet nie skończył mówić, a już (bardzo ostrożnie) dotknął nosem jej czoła. I nagle Roziskrzonej Nocy wydało się, że znacznie zmalała i patrzy z dołu na wszystkie te dziwne, dorosłe koty. Na chwilę wywietrzało jej z głowy całe to przewodzenie Klanowi i cała ta ceremonia, świat zdawał się być zdecydowanie mniej skomplikowany. Wszystko wróciło do normy już po chwili, ale jeszcze przez moment nieco oszołomiona kocica czuła przemożną potrzebę pobawienia się z kimś w chowanego, chociaż berek też mógłby być.
xx
Bezchmurne Niebo uśmiechnął się do niej jeszcze raz na pożegnanie i zawrócił, by z powrotem wejść w tłum kotów, gdy nagle coś go tknęło; w pół kroku odwrócił się do Iskry.

xx – No jasne, że tak! Ale twoja mama była jeszcze bardzo mała, miała może kilka księżyców, a tata jeszcze się nie urodził – rzekł odkrywczym tonem i dopiero potem zniknął pomiędzy Gwiezdnymi. Podczas gdy mówił, na jego miejscu zjawił się już olbrzymi kocur o dymnym futrze. Roziskrzona Noc niemal na pewno nigdy go nie widziała na oczy – ale mimo to w jego pysku było coś odlegle znajomego, rozpoznawalnego, jakby patrzyła na kogoś, kto kiedyś się jej przyśnił.

xxNie musiała długo się zastanawiać; kocur zaraz się przedstawił. – Ja jestem Wronie Serce, twój przybrany brat; Jodłowa Igła to moja mama. Przynoszę ci dar mądrości, bo to właśnie mądrość i rozsądek będą ci niezbędna, by przewodzić Klanowi Wichru tak w trudnych, jak i w szczęśliwych czasach – miał spokojny, ale przyjemny dla ucha głos. Jego dar był chyba jednym z najdziwniejszych – oto Iskra poczuła, jak umysłem przenika wszystkie zamysły, wszystkie stawiane przed nią problemy, wszystkie zjawiska, jak rozbiera je na czynniki pierwsze i dokładnie analizuje, jak zbliża się do zrozumienia wszystkiego, co na świecie: tak sensu istnienia najmniejszego owada uczepionego źdźbła trawy, jak i natury przepastnego ogromu nieba, tak rozwikłań codziennych klanowych problemów, jak i rozwiązań dla rozciągających się na cały las skomplikowanych konfliktów. Już, już za chwilę miała potęgą swojego umysłu dotrzeć do odpowiedzi na wszystkie pytania, które tylko zechce sobie zadać, kiedy uczucie nagle rozwiało się, pozostawiając jedynie wspomnienie bliskości z ostatecznym poznaniem.

xxNie czas było zaprzątać sobie teraz tym głowę. Zmierzał ku niej kolejny darczyńca – zupełnie nieznajomy kocur o śnieżnobiałym futrze.
xx– Cześć! Nazywam się Pochmurny Sen. Nie masz szans mnie znać, z obecnych tylko Bezchmurne Niebo jest ode mnie starszy, i to grubo! – tu uśmiechnął się gdzieś w tłum – A jeśli już o nim mowa, to myślę, że nasze dary świetnie się uzupełnią, bo ja chciałbym dać ci dar… – przerwały mu nagle odgłosy jakiejś szamotaniny i zduszone przekleństwa. Zapanowało drobne zamieszanie: choć ze środka polany nic nie było widać, Gwiezdni zaczęli ciekawie lub trwożnie oglądać się za siebie i wychylać z szeregu, szukając źródła zamieszania. Pochmurny Sen spojrzał w niebo i ledwie słyszalnie westchnął, nim zawołał w tłum: – Czy ktoś może go… – ale Roziskrzonej Nocy nie było dane dowiedzieć się, kto mógł go co, bo rozległ się jakiś głuchy chrzęst i awanturujący się Czerwony Pazur wreszcie zamilkł. Pochmurny pokręcił głową, po czym znowu zwrócił się do Roziskrzonej Nocy. – Żebyś wiedziała, jak ten nieszczęśnik często siada ze złości! Nic tylko by narzekał na to, jak źle wszystko się dzieje w Wichrze. Dobrze, że już nie może mu pęknąć żyłka – mruknął, po czym przeszedł do rzeczy. – Moim darem dla ciebie będzie lekkość ducha. Oczywiście, są chwile, kiedy musisz twardo stąpać po ziemi – ale są też takie, w których powinnaś pozwolić swojej duszy, by uleciała nad wszelkie problemy – jeszcze nie skończył mówić, a Iskra już poczuła, że przepełnia ją szczęście tak wielkie, że nieporównywalne z niczym: zniknął z niej cały niepokój czy strach, przez chwilę była ponad wszystkim – unosiła się ponad światem, ponad Klanem, w którym na mianowanie oczekiwał miot Żbikopręgiej i z którego członków zaraz po powrocie miała wyznaczyć sobie zastępcę, więcej, nawet ponad Gwiezdnym Klanem, ich zasadami, i ponad tym nabzdyczonym burczymuchą Czerwonym Pazurem. Nic z tego nie mogło już jej dotknąć – była jak balonik niesiony swobodnie przez wiatr. Było to uczucie tak cudowne, tak chciało się w nim zanurzyć i utonąć, że niemal nie zauważyła, kiedy stanęła przed nią ostatnia darczyni. Oczekiwała w ciszy, z delikatnym uśmiechem, aż zastępczyni będzie gotowa. I z całą pewnością była to Jodłowa Igła.

xx
Początkowo długą chwilę nie mówiła. Wzruszenie zdusiło jej głos w krtani.

xx – Córeczko – wyszeptała wreszcie, wyciągając ku niej łapę, jakby chciała ją przytulić do piersi. – Jestem z ciebie taka dumna. Wyrosłaś na taką wspaniałą kocicę – w jej oczach drżały łzy; przełknęła ślinę i spróbowała opanować głos. – Przekazuję ci dar odwagi. Pamiętaj, nie możesz poddać się lękowi, choćby z całych sił cię dusił – rzekła, nim czule musnęła czoło córki nosem, a przed Iskrą natychmiast ukazał się obraz szczerzących na nią kły lisów, olbrzymich psów, z których pysków toczy się piana, wyciągających po nią swoje pozbawione futra łapy Dwunożnych. Zagrażały Klanowi, jej Klanowi, a ona, choć z trudem opanowywała drżenie, osłaniała go przed nimi własną piersią. W futro uderzył wiatr, serce waliło jej jak młot. Zaczerpnęła tchu, nozdrza napełniły się wonią krwi rozbryzganej na trawie, zmieszanej z potem…
xx I spalenizny. Nie było lisów, psów, Dwunożnych. Był tylko otaczający ją krąg ognia, gryzący w oczy dym, od którego niebo stało się ciemne. I głód, głód tak dojmujący, że z trudem przychodziło poruszanie się. Wizja urwała się niemal natychmiast i Iskra przez chwilę patrzyła prosto w pysk matce – która zdawała się przerażona tym, co właśnie zobaczyło jej dziecko, do tego stopnia, że nie mogła wydobyć z siebie głosu.
xx – Jesteś już dorosła – rzekła ledwie słyszalnie, spuszczając wzrok. – Sama wiesz, że żyć to dopiero jest odwaga.
xxPrzez chwilę jeszcze stała obok niej. Potem ruszyła z powrotem w krąg Gwiezdnych: zdawałoby się, że zupełnie spokojna, ale coś nieuchwytnego w jej ruchach i mowie ciała zdradzało, że lęk jeszcze jej nie opuścił.

xx – Oto mamy przed sobą nową przywódczynię Klanu Wichru – rozległo się zza pleców Iskry. To Lawenda wynurzyła się znów z tłumu i teraz przemawiała pełnym głosem do wszystkich zebranych. – Pożegnajmy Roziskrzoną Noc, zastępczynię Lawendowej Gwiazdy. Nastała nowa epoka. Niech żyje Roziskrzona Gwiazda! – ostatnie słowa wykrzyknęła, a inni podążyli za nią: już po chwili cały Gwiezdny Klan skandował.
xx– Roziskrzona Gwiazda! Roziskrzona Gwiazda!

xx Ziemie Czterech Klanów powoli zaczął okrywać blask dnienia. Roziskrzona Noc już się nie obudziła. Na jej miejscu przebudziła się Roziskrzona Gwiazda, córka Jodłowej Igły, uczennica Rysiego Pomruku, nowa przywódczyni Klanu Wichru.

dziękuję za pomoc wszystkim zaangażowanym – w tym Fiołkowemu Świtowi i Białemu Puchowi, którzy pomogli mi bardzo z wypowiedziami swoich postaci

Ś W I A T stał się plamą
życie złym gestem
trup oczy zamknął
krzyknął - ̗̀ nic jestem ̖́-
LVL 2 135 / 150
MedLVL 2 103 / 300
5
Siła
S
4
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#29
Gdy ponownie otworzyła oczy, nie miała już przed sobą sadzawki, którą podejrzewała o skrywanie w sobie jakiejś pułapki, a kwiecistą polanę. Gdzieś pomiędzy stresem, a niecierpliwością pojawiło się krótkie spostrzeżenie – dobrze, że nie należała do kotów, które chodziły na łąki zachwycać widokami, bo w porównaniu do dzisiejszego krajobrazu wszystkie wypadałyby słabiutko. Uznanie dla otoczenia skończyło się wraz z dostrzeżeniem pierwszych mordek, to one momentalnie porwały uwagę Iskry. Przelatywała spojrzeniem po zbierających się kotach, nie potrafiąc skupić się na żadnym z nich na dłużej. Spytana kogo wypatruje nie potrafiłaby odpowiedzieć, sama nie miała pojęcia, wydawało jej się, że ma to imię na końcu języka i przypomniałaby je sobie od razu po zobaczeniu tego pyska.
Nie dowiedziała się o kogo chodziło, ceremonia już się rozpoczęła.

Odwzajemniła uśmiech popielatej przywódczyni. Ex-przywódczyni, która miała chyba parę zmarszczek mniej niż w pamięci Roziskrzonej Nocy. Bura odruchowo położyła po sobie uszy i nachyliła łeb, gdy Lawenda zbliżyła się do jej czoła. Spodziewała się dotyku zimnego nosa, nie tego co faktycznie nastąpiło. W uderzenie serca przyszło jej do głowy, że jednak nie myliła się co do sadzawki i faktycznie w ciemnej toni kryło się Coś, co tylko czekało by ją wciągnąć pod powierzchnię. I teraz, gdy była na spotkaniu z przodkami, Coś skorzystało z okazji by ją utopić. Nim zdążyła sobie przypomnieć jak ostatnim razem udało jej się nie skończyć na dnie Grzmiącej Rzeki, to okropne uczucie przeminęło, zastąpione czymś... dużo bardziej stabilnym. Chciała podzielać entuzjazm popielatej, bo sama zawsze miała tysiące wątpliwości co do siebie i swoich poczynań. Ale w tym momencie, z widmem ostatniego budującego wrażenia, była skłonna uwierzyć, że może nie doprowadzi do upadku Klanu Wichru.

Gdy Zwinny Strumyk się zbliżyła, Roziskrzona Noc znów odruchowo nachyliła swoje czoło, chociaż tym razem gdzieś z tyłu głowy pojawiła się już lekka nieufność. Reakcja na pierwszy dar nie była raczej odosobnionym przypadkiem, prawda? Prawdopodobnie kolejne również nie będą spokojnym wysłuchaniem danego Przodka, a dość intensywnym doznaniem. Iskra nie przepadała za intensywnymi doznaniami. I gdy sprzed jej oczu zniknęli wszyscy zebrani, gdy uniosła łapę w nadziei, że potarcie pyska jakoś zmniejszy ból, pomyślała, że no to właśnie ją odesłali z kwitkiem za ciche narzekanie na to w jaki sposób przekazywali dary. W sumie logiczne, nie doceniała prezentu (to nie do końca tak!), więc nie ma co jej uszczęśliwiać na siłę. I bardzo dobrze, że wszystko się działo szybko w czasie tego spotkania, bo gdyby chociaż Zwinny Strumyk zwlekała o uderzenie serca dłużej z kontynuowaniem, to Iskra zdążyłaby już rozplanować początek swoich przeprosin dla Wichrzaków po powrocie. Odruchowo chciała zaprzeczyć i oznajmić, że przecież nigdy nie myliła nic podobnego, a odpowiedzialność i niezdolność do wybaczania się nijak ze sobą nie łączyły przecież. Ale gdy ból został zastąpiony przyjemnym ciepłem, nie była już tego taka pewna. Szczególnie nie odnośnie wybaczania sobie samej. I nie byłaby sobą, gdyby nie zauważyła, że szylkretkę coś gryzło (czy Gwiezdnych w ogóle coś mogło gryźć? Nie było pcheł i zmartwień na Srebrnej Skórce według opowieści). Otwierała już pysk by o to spytać, ale Zwinny Strumyk sprawnie się z nią pożegnała i wróciła w szeregi Przodków.

Kolejna wysunęła się Biały Puch, która we wspomnieniach Iskry żyła przede wszystkim jako mistrzyni jej lustrzanego odbicia i wsparcie na Zgromadzeniu, na które zostali zabrani jako terminatorzy (z którego nic nie pamiętała, zbyt pochłonięta obecnością Promyk), a dopiero w dalszej kolejności jako jej poprzedniczka, zastępczyni Klanu Wichru, która piastowała tę rangę od zniknięcia starszej siostry bliźniaków. I może tym razem znowu zbyt ufnie nachyliła czoło. Na jej obronę – dar dobroci serca brzmiał niewinnie, ciężko było się po nim spodziewać jakichkolwiek podstępów, a tu proszę, wrócił ciąg wspomnień, z którymi normalnie wiązały się silne emocje, a jedyne co Roziskrzona teraz czuła to ten chłód jak w samym środku Pory Nagich Drzew. Tylko że nie dochodził z otoczenia, a z samego środeczka burej, przez co miała ochotę sięgnąć do swoich wnętrzności i wywrócić je wszystkie na drugą stronę. Nim w pełni uniosła łapę by myśl przekłuć w czyn, zalała ją taka fala ciepła, że jednym z dzisiejszych cudów nad Szepczącą Sadzawką z pewnością było to, że nie doznała szoku termicznego. Zawieszoną w powietrzu łapę uniosła do pyska by intensywnie przetrzeć oczy załzawione od nagłego nadmiaru emocji. Gdzieś z tyłu czaszki wciąż odbijały się słowa Białego Puchu, gdy ta już odchodziła do reszty tłumu.

Widząc przed sobą kolejną sylwetkę, przejechała pośpiesznie językiem po łapie, by następnie porządnie przetrzeć załzawione oczy, a nie jedynie rozmazywać wszystko po rdzawej sierści. I dopiero gdy już całkowicie odzyskała zdolność ostrego widzenia, rozpoznała w rudym futerku Fiołkowy Świt, którego pierwotnie wzięła za kogoś zupełnie obcego. Jakkolwiek czuła się z tego powodu nieco głupio, tak nie pamiętała nawet czy kocur odszedł na Srebrną Skórkę, gdy jeszcze była terminatorką, czy wkrótce po mianowaniu. Nie wykluczała, że mogło mieć to miejsce jeszcze zanim rozpoczęła trening, tak odległe wydarzenia wyjątkowo ciężko było ułożyć jej w chronologiczną całość. Odpowiedziała mu krótkim uśmiechem i tym razem, gdy nachylała czoło, nieświadomie spięła barki, szykując się na najgorsze. Tym razem Gwiezdni podarowali jej ból głowy. A przynajmniej tak z początku pomyślała, nim w ogłuszających dźwiękach rozpoznała kocie głosy i nie bez odrobiny goryczy, zauważyła, że te hałasy nie były jej zupełnie obce, czyż nie tak wyglądało wiele ceremonii w czasach największego konfliktu pomiędzy Lśniącą Sadzawką, a Lawendową Gwiazdą? I jak nie wiedziała na ile dary od Gwiezdnych faktycznie potrafiły wpłynąć na charakter kota, tak miała nadzieję, że dar jednoczenia faktycznie pomoże jej załagodzić wszystkie nieuniknione spory w Klanie. Nie była na tyle naiwna by łudzić się, że obejdzie się bez jakichkolwiek konfliktów, aż do dnia gdy to ona stanie po drugiej stronie dzisiejszego tłumu, patrząc na swojego następcę.

Kiwnęła lekko łbem, na pytanie Kruczego Ogona, chociaż nie bez wahania. Gdzieś w odmętach pamięci faktycznie miała wspomnienia dotyczące ceremonii, w czasie której musiał interweniować sam Gwiezdny, jednak tak jak na Zgromadzeniu jej uwagę odwracała obecność Promyk, tak w czasie tej nieszczęsnej ceremonii jej uwagę odwracała przedłużająca się nieobecność Huby. Tym razem znów nachyliła się z wyraźnym spięciem w barkach, chociaż to ją opuściło w mgnieniu oka, gdy tylko dar białego kocura zaczął osiadać. Nauczona poprzednimi doświadczeniami, spodziewała się raczej, że z pierwszym uderzeniem serca ugną się pod nią łapy, albo od razu złamie się w pół, czy przewróci przez niewyczuwalny powiew od przelatującego obok motyla. Tym razem nie czekały ją żadne nieprzyjemności, wyprostowała się zaskoczona i przysięgłaby, że była wyższa o włos czy dwa niż normalnie. Mogłaby się tak czuć na co dzień, nie narzekałaby wcale i dopiero w tym momencie pomyślała, że może należałoby dziękować za otrzymywane dary. Gdy skupiła się na nieznajomym-ale-trochę-znanym kocurze, prędko zapomniała co chciała powiedzieć i jedynie uniosła brew w niemym pytaniu, zupełnie nie rozumiejąc co kryło się za zawieszonym na niej spojrzeniem.

I chyba jednak jak wiele innych dzisiejszych pytań będzie musiało pozostać bez odpowiedzi, bo zaraz zjawił się kolejny kot, tym razem stuprocentowo nieznajomy i momentalnie zmienił otaczającą ich atmosferę. I jakkolwiek był jej zupełnie obcy, tak jego sposób wypowiadania się, zachowanie, one wydawały się z kolei boleśnie znajome, chociaż znów Iskra nie była w stanie określić w jaki sposób. Jeśli miała imię na końcu języka to chyba w formie ciemniejszej plamki, a nie kłaczka, którego dałoby się zwrócić. Tym razem, znowu, dar nie wiązał się z niczym nieprzyjemnym, a bura dałaby sobie łapę odgryźć, że skoro dar dobroci serca mógł okazać się z początku taki, to i za darem znalezienia w sobie kocięcia będzie kryło się przeżycie równie intensywne co bolesne. A tymczasem Iskra czuła się lekko. Jak Iskierka, która niesamowicie gardziła tym zdrobnieniem i uporczywie poprawiała wszystkie koty, które próbowały je stosować. Bezchmurne Niebo zmył się równie prędko co jego poprzednicy, a szkoda, bo bura miała bardzo poważną ofertę dla niego. I już przez krótkie uderzenie serca mogła mieć nadzieję, że udało jej się przekazać ją telepatycznie i dlatego kocur zatrzymał się w pół kroku, ale nie, on po prostu rozgryzł zagadkę, którą sam sobie wcześniej postawił. I myśl o tak odległych czasach jak Wicher niezmącony istnieniem Czerwonego Pazura (nawet w kocięcej wersji), sprowadził ją z powrotem na ziemię. To jest na tyle, na ile mogła być na ziemi w obecnej sytuacji.

Wronie Serce był pierwszym kotem, przy którym ciężko było Roziskrzonej Nocy już trzymać język za zębami i nie przerywać zupełnie.
– Och, wybacz, chyba nie zdążyła nam o tobie wspomnieć. – uśmiechnęła się przepraszająco i ledwo co powstrzymała się przed próbą pocieszenia go, że i imion rodzeństwa z własnego miotu nie kojarzyła tak po prawdzie, co tu mówić o kotach zmarłych na długo przed pojawieniem bliźniaków. Kolejny dar, który nie wiązał się z żadnym bolesnym doświadczeniem, aż można było zacząć przypuszczać, że te pierwsze dary były jakieś felerne. Jak inaczej wyjaśnić dlaczego teraz jedynie czuła się jakby jej mózg pracował na stukrotnie zwiększonych obrotach? Jak to się miało do tonięcia, gdy Lawendowa Gwiazda dotknęła jej czoła? I świetnie się składało, bo w tej chwili zdawało jej się, że mogła dosięgnąć każdej tajemnicy świata, zaraz pozna więc i odpowiedź na te pytania. Przez myśl jej przeszło, że być może Płomyk potrafił tak na co dzień patrzeć i analizować. Zawsze zdawał się pewny swoich odpowiedzi, w przeciwieństwie do niej, więc może nawet jeśli nie w takim stopniu jak ona teraz Nim jednak do dotarła do wyjaśnień na najbardziej męczące ją w tej chwili pytania, znowu była jedynie głupią wersją siebie. Może nieco bardziej rozczarowaną niż zwykle, szczególnie że chętnie zamieniłaby z dymnym parę słów więcej, a tu czas naglił.

Pojawił się trzeci nieznajomy kot, który jasno przedstawił, że wysilanie szarych komórek jest zbędne, toteż Iskra posłusznie przestała zgadywać czemu akurat on zdecydował się wręczyć jej jeden z darów. Była już zmęczona poprzednimi prezentami, tak szczerze mówiąc, więc liczyła na to, że utrzyma się dobra passa samych przyjemnych przeżyć. Nim jednak Pochmurny Sen wyjawił w jaki sposób dar Bezchmurnego Nieba łączył się z jego (Iskra nie mogła nie zauważyć, z delikatnym uśmiechem, że i ich imiona dwójki Gwiezdnych w pewien sposób się łączyły), dotarły do ciemnych uszu odgłosy szamotaniny. Iskrze serce podeszło do gardła, chociaż sama nie rozumiała skąd aż taka reakcja, bo gdy się odwróciła w stronę źródła dźwięku, nie zobaczyła nic konkretnego. Co najwyżej całą gamę reakcji ze strony zebranych. Sierść jej się zjeżyła na karku, bo w głosie wypluwającym z siebie kolejne przekleństwa było coś znajomego, chociaż rozpoznanie przyszło dopiero, gdy szamotanina ucichła, a Pochmurny Sen znowu się odezwał. Dopiero wtedy Roziskrzona Noc połączyła wszystkie kropeczki i zrozumiała skąd aż taka reakcja jej organizmu.
– Może lepiej by się odnalazł wśród Bezgwiezdnych ze swoim nastawieniem... – zasugerowała mimochodem, zupełnie się w tym momencie nie przejmując, że może nie wypadało takich rzeczy mówić, skoro typ ewidentnie się dostał na Srebrną Skórkę, więc najwyraźniej nie mieli tutaj aż takiego problemu z jego obecnością. Jedynie z jego humorami. I może kolejny dar był zbawieniem w tym momencie, bo nim Roziskrzoną zdążyła pochłonąć spirala myśli o tym jak Czerwony Pazur się tu znalazł, była już ponad to wszystko, zaznając takiego spokoju jaki zdarzał się chyba jedynie, gdy nieco za mocno zaciągnęła się listkami skitranymi w swojej obozowej kryjówce.

Wszystko to runęło w uderzenie serca, a Iskra, mimo że stała cały czas równo na czterech łapach, czuła ból jak po niefortunnym upadku z drzewa. Tylko że jej problemem nie był obity bok, ból miał swoje źródło gdzieś w środku organizmu i rozlewał się na całe ciało, dosłownie po frędzelki na ciemnych uszach, które przecież nie powinny nic czuć, były tylko kilkoma włoskami. Sytuacja była o tyle zabawna, że bura nigdy nie wątpiła, że jeśli istniała Srebrna Skórka to mama zdecydowanie zasługiwała by na nią trafić i jej obecność wśród zebranych nie powinna jej ani trochę dziwić. Ale jednocześnie zmarła tak dawno, że była chyba ostatnim kotem, którego Iskra się tu spodziewała. Nie przeszło jej nawet przez myśl, że mogłyby się znowu zobaczyć, nie gdy nigdy nie zeszła do kotki w snach. Teraz to wydawało się głupie, ale jeszcze moment temu miało perfekcyjny sens. I gdy Jodłowa Igła przerwała wreszcie ciszę i wyciągnęła łapę, jej córka bez zważania na podniosłe okoliczności czy fakt, że daleko jej było do małego kociaka, od razu wtuliła się w puchatą kryzę. Nie chciała by matka przechodziła już do przekazania daru, do oficjalnej części, która potrwa krótką chwilę, a potem odejdzie by na jej miejsce przyszedł kolejny kot. Chyba. Iskra straciła już rachubę ile pysków się do niej tu odezwało. Odsunęła się niechętnie, nieznacznie, tak by nie ukrywać głowy w puchatej szyi matki. I tym razem, po serii sympatycznych darów, najnowszy widok wziął ją z całkowitego zaskoczenia. Sierść zjeżyła jej się wzdłuż kręgosłupa, ogon napuszył i nie wiedziała nawet na którego z fikcyjnych przeciwników miałaby się rzucić najpierw. Z tyłu głowy pojawiła się już modlitwa by to uderzenie serca szybciej mijało, by nie rozciągało się tak w czasie, by już nastąpiła ta druga część cięższych darów. Podmuch wiatru, według schematu poprzednich darów, powinien był pokazać jej odwagę, przekonać, że wszystko będzie dobrze mimo zagrożeń z każdej strony. Zamiast tego znalazła się w samym środku płonącego kręgu, dusząc się od dymu, z zaciskającym z głodu żołądkiem. Gdy znowu miała przed sobą pysk matki, nie mogła pozbyć się wrażenia, że ta wizja była raczej jak wspomnienie. Chociaż patrząc na przerażenie w oczach przed sobą, Iskra zaczęła dopuszczać też myśl, że może wręcz przeciwnie i była to zapowiedź powtórki z rozrywki. Albo ostatnie chwile Jodłowej Igły. Albo po prostu ten dar z założenia miał być bardziej bolesny niż poprzednie. I gdzie w tym momencie była mądrość od Wroniego Serca? Nie zdążyła się pożegnać z matką, gdy ta się odwróciła, bura zaczęła pośpiesznie szukać odpowiednich słów, ale nim je znalazła, szylkretka już była wśród reszty kręgu.

Nie była jeszcze gotowa na powrót do żywych, gdy Gwiezdni skandowali jej nowe imię. Pojawiły się nowe lęki, nowe wątpliwości, pytania bez odpowiedzi, a gdy wśród otaczających ją spojrzeń dostrzegła znajome dwukolorowe, była gotowa się zaprzeć pazurami w miejscu, byleby jeszcze zostać na moment i rozwiązać chociaż jedną zagadkę. Nic z tego, kolejne co zobaczyła po otworzeniu oczu to Szepcząca Sadzawka, dużo mniej mroczna niż gdy zasypiała. Dużo mniej istotna niż gdy zasypiała. Iskra zerwała się na cztery łapy, rozglądając pośpiesznie dookoła, aż zobaczyła bure futerko. Odetchnęła głośno z ulgą.
– A już się bałam, że coś ciebie zjadło jak ja się świetnie bawiłam z Przodkami. – rzuciła z bladym uśmiechem, mając nadzieję, że chociaż połowicznie zabrzmi to jak żart, którym miało przecież być. Machnęła zamaszyście kitą by ukryć drżenie ogona i dodała nieco pewniej. – No to już pora na nas, wracamy.
A przed nimi tylko przeprawa przez praktycznie obce tereny, w których mogło się roić od drapieżników szukających śniadania, przejście przez Grzmiącą Ścieżkę, która mogła być teraz dużo bardziej śmiertelna i pewnie wiele innych niebezpieczeństw, których nie przewidziała w tym momencie. Wybitnie.

z.t
[Obrazek: vKPdv6t.png]
LVL 9 25 / 500
MedLVL 3 18 / 400
23
Siła
S
19
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
16
Zmysły
Zm
100
Punkty Życia
HP
80
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#30
Płomyk tymczasem przeżywa o wiele mniej ekscytujący czas, a gdy Iskra zrywa się jak oparzona, zastaje go spacerującego nieopodal sadzawki, tym samym kładąc kres jego walce z narastającą sennością, konsekwentnie sabotowaną przez wręcz nienaturalnie spokojne otoczenie. Buremu nie brakuje przekonania, że bez większego problemu utrzymałby się na jawie co najmniej drugie tyle, jednak wirujące w jego głowie myśli stały się źródłem zniecierpliwienia i nic nie daje mu większej ulgi od końca wyczekiwania.
- Obawiam się, że w takim wypadku twoja zabawa potrwałaby znacznie krócej - zauważa mimochodem, choć skupiony już na zupełnie czym innym. - Nie spieszyliście się przesadnie, co? Naprawdę przyśnili ci się przodkowie?
Oby autosugestia nie robiła sobie z niej brzydkiego żartu, bo bardzo nie chciałby zobaczyć jej rzucającej się w szczęki niebezpieczeństwa, po to tylko, aby poświęcić jedno z nieistniejących dziewięciu żyć.
Unosi lekko brew do góry, zaskoczony jej zapałem. Żadnego otwartego przeżywania - ponoć - niezwykłego zdarzenia, żadnego tkwienia jedną łapą we właśnie przeżytym śnie, a stuprocentowe skupienie na celu. Ciekawe.
- Wracamy - potwierdza, rzucając ostatnie spojrzenie na Szepczącą Sadzawkę.

z.t.
.
» I heard from God today «
. . . . . . . . . . . . . . . . . . . and she sounded. just 【 like me 】
What have I done? . . . . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . ⤷ And .w h o. have I become?
◈ I saw 【 the devil 】today and he looked a lot like me ◈

[Obrazek: T6lUq86.gif]
◈ Arms wide open... . . . . . .. . . .【 I stand alone 】◈

I'm【 no hero 】and I'm not made of stone
✦•······················•✦•······················•✦
┏ .right or wrong. ┓
┗ I can hardly tell ┛
I'm on the wrong side of Heaven . . . . . . . .
. . . . . . . . . . and the righteous side of Hell

.
LVL 8 20 / 500
MedLVL 0 84 / 100
16
Siła
S
20
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
13
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
95
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości