#45
Delikatne dotknięcie, na jego białą "gwiazdkę" na czole spadła odrobina gwiezdnego pyłu i to był koniec. Koniec? Nie! To nie mógł być koniec! Nie oczekiwali dużych zmian, nie liczyli na zupełną transformację, nie o to chodziło. Byli tu chwilę ale kochali to miejsce. Gdy wcześniej wyobrażali sobie Gwiezdny Klan, idylle po śmierci, nudną i ułożoną jakoś wcale ich do tego nie ciągnęło. Ale potem? Potem wyśnił gwiazdy, teraz zaś gwiazdy zobaczył. I czuł że to było jego miejsce, miejsce wśród gwiazd. Był tam gdzie być powinien, żywy pośród błyskających punktów... I teraz mieliby opuścić to miejsce? Jego miejsce? I też tak jak Zboże chciał rzucić jedno lubi więcej słów, chociażby proste zaczekaj, bo chciał być tam gdzie czuł że należy. Ale nie było to jego decyzją, nie miał siły Księżycowego Pyłu, prawdziwej Gwiezdnej której Srebrna Skórka była już na zawsze domem. I musieli się obudzić, otwierając oczy z niechęcią, marszcząc brwi w zirytowaniu, nie podnosząc łba z łap. Leżeli tak jeszcze chwile, nie chcieli wstawać. Chcieli wracać do gwiazd i w niepocieszeniu pacali ogonem o ziemię, czekając aż terminator medyka się obudzi, już w pełni ukoronowany nowym imieniem. Podnieśli w końcu wzrok, błękitne ślepia przesunęły się to po rodzeństwie, to po rudym towarzystwie. Lilia nie odczuwał do nikogo sympatii, chęć przebywania z kimś określali jedynie na podstawie tego, jak bardzo ktoś ich interesował. W Klanie były koty ciekawe i koty nudne. W tym momencie był pewny że znalazł co najmniej dwa ciekawe koty i nawet jeśli nigdy nie byłby w stanie powiedzieć, że ich lubi, tak mieli jego zainteresowanie, stałe i niegasnące. Mały zaszczyt jaki dawali niewielu, matce, czasem ojcu. Teraz także siostrze... a może już nie siostrze... Kwaśnej Łapie. Dalej czuli się jakby otoczeni przez jasny, różowawy gwiezdny pył, barwa radości, nadziei. Inne zapachy, inne głosy. Sami nie mówili, nie odezwali się nawet słowem ale zaczerpnęli powietrza... Zapach Zboża, zapach Szczawiu... Tak teraz będą na to mówili. Jak oni pachnieli? Gwiezdny pył... bez... konwalie? Zapach... interesujący.
I w końcu wybudził się i medyk, już nie terminator, tylko pełnoprawny opiekun zdrowia Klanu Rzeki.
- Gratuluje Barwna Wodo - wymruczeli głosem tym samym jaki zawsze posiadali, niezmieniony w przeciwieństwie do reszty przemienionego przez gwiazdy towarzystwa. I podnieśli się na cztery łapy, powolnym krokiem podchodząc do medyka. W głowie dziecka Ciemnej Mordki narodziła się prośba, prośba do Barwnej Wody, prośba zrodzona wśród gwiazd.
- Barwna Wodo... Byliśmy wśród gwiazd, spotkaliśmy gwiezdnego... I to... Tak jak sen o którym ci mówiłem natchnęło mnie... Doświadczyliśmy czegoś, o co nie prosiliśmy ale jesteśmy za to niezmiernie wdzięczni... - mówił cicho, jakby nie chcąc zakłócać jakiegoś mistycznego spokoju tego świętego miejsca podnosząc głos, a dodatkowo to była ich sprawa, sprawa między nim a Barwną Wodą, jeśli chcą podsłuchiwać cóż... niech się wysilą.
- Jesteś teraz medykiem... I jeśli... Nie... Nie jeśli, kiedy będziesz rozważać powzięcie nowych uczniów... Nie znamy twoich wymagań, czy będziesz szukać młodszych, czy starszych, tych którzy chcą pomóc wyzdrowieć innym, czy też sami potrzebują w jakimś stopniu ozdrowienia... Ale mamy tą prośbę byś rozważył naszą kandydaturę... - I powiedział swoją samolubną prośbę, samolubną prośbę samolubnego kota. Oczywiście mógłby zmyślać, wygłaszać by mogli całe poematy o tym jak bardzo zawsze marzyli o byciu medykiem, o tym jak to chcieli pomagać Klanowi, jak leczenie było ich snem od dawien dawna, jak zależało im na wiedzy. To wszystko byłoby kłamstwem, pięknym i uroczym, ale kłamstwem. Oni zaś chcieli zostać medykiem z czysto egoistycznych i samolubnych pobudek, chęci własnego zbliżenia się do gwiazd. Z drugiej zaś strony jeśli w swoim własnym egoistycznym i patrzącym jedynie na własne pragnienia podejściu miałby pomagać innym, to czy jego egoizm faktycznie był taki zły?
Skończył mówić i ukłonił się jedynie Barwnej Wodzie, nie oczekując od niego odpowiedzi. Nie liczył na wiele, nie liczył nawet że jego prośba zostanie zaakceptowana i rozważona, z gorzkim realizmem myślał, że ów świeżo mianowany medyk miał już swój wielki plan, swoich własnych kandydatów, oni zaś najpewniej nie byli jednym z nich. Nie można mieć wszystkiego... Lilia jednak chcieli mieć wszystko czego zapragnęła ich dusza, a nawet więcej.
[Obrazek: huCBfTW.png]
LVL 1 5 / 100
MedLVL 0 0 / 100
3
Siła
S
6
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
50
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W