30.10.2021 13:49
Już nie wiedziała, co miała sądzić. Miała swoje lata, znała się trochę na emocjach i coś czuła, że te jego emocje wcale nie są udawane. Wciąż było w nim coś, co ją przerażało, ale zaczynała nabierać wrażenia, że ta straszna ściana została przez nią przebita, nawet nieświadomie, odsłaniając miękkiego, straumatyzowanego kocurka. Był ciekawy, niewątpliwie, jednakże czy ufała mu na tyle, by zaproponować mu miejsce w Nowym Świcie?
- Dziękuję - odrzekła, słysząc coś podobnego ze słów Wieszczego. - Więc... Możemy się spotykać, przecież to nic złego. Mi też będzie miło, jeżeli zyskam przyjaciela - uśmiechnęła się ciepło. Doprawdy, była odrobinę samotna, bo wbrew pozorom, większość Nowoświtowców była jakaś taka chłodna, brakowało między nimi miłości, szczerych przyjaźni, budowanych latami. A ona, do Płomyka miała dość daleko.... On był bliżej, kto wie, zaraz może jeszcze bliżej. Ta cienka linia, gdzie powinna mieć się na baczności, pilnować, by nie poddać się manipulacji, chyba została zatarta.
- Rozumiem. Każdy by zaczął powoli wariować, gdyby nie miał do kogo otworzyć pyska. Z chęcią nauczę Cię trochę walki, bo jak mniemam, kiedy spotkasz samotników twojej wielkości, a starszych, możesz mieć niemałe problemy z pokonaniem - zaoferowała się. Wiedziała, że w Nowym Świcie miałby okazję zostać najlepszym spośród wszystkich. - Trochę tak, ale to nic złego, wybaczam, chociaż nawet nie byłam zła - uśmiechnęła się szerzej. - Każdy, kto ma się o kogo troszczyć, z pewnością zareagował by strachem, przynajmniej tak myślę - nie chciała dodawać tutaj, ze gdyby to ona zaatakowałaby mu brata, to zachowałby się podobnie.
- Och, to... Dość długa historia - zmieszała się. Niezbyt lubiła mówić o Fali. - No więc cóż, ogółem, to urodziłam się na Osiedlu. Moja mama była z Klanu, ale akurat, kiedy była w ciąży, wyszła na spacer i... Tak to jakoś się stało. Był przy niej samotnik, który zdecydował się porwać moje jedyne rodzeństwo, brata dokładniej. Mama była osłabiona po porodzie, więc nie udało jej się uratować syna, a ze mną została i doszłyśmy do Klanu Cienia, skąd pochodzę. Mój ojciec był samotnikiem przyjętym do Klanu, a brat mamy, niezbyt tolerował kocięta brudnej krwi, więc nie lubił i mnie. Tak jakoś żyłam w cieniu, niezbyt lubiana przez klanowiczów. Jakiś czas później mama wyszła, chyba spotkać się z wygnanym tatą, tak, nawet nie zdołałam go poznać, bo wygnali go przed naszym przyjściem - gubiła się we własnych słowach. - I... - nie chciała tego mówić. Spochmurniała, spuszczając wzrok. - Nie wróciła. - ciężko przeszło jej to przez gardło. - Była moim jedynym członkiem rodziny w Klanie, poza dziadkiem i plugawym wujkiem, to chyba było w wieku parunastu księżycu. Trochę mną pomiatali, i tak nie miałam przyjaciół, a jeśli się z kimś się zaprzyjaźniałam, znikali. Każdy jedne przyjaciel, znajomy, ot wychodził i nie wracał. Żyłam tak samotna paręnaście księżyców, aż zmarł dziadek... Wtedy uciekłam. Chciałam znaleźć brata, rzucić się jakiemuś... A nie ważne - czemu dzieliła się tym z nieznajomym!? Powinna się zamknąć! - Coś mnie ruszyło, by wrócić do Klanu. Ale cóż, rany mówią same ze siebie - podniosła łeb, ukazując zabliźniony pysk. - [b]I... Jakoś przywiało mnie tutaj. To tak w skrócie, pewnie i tak cię przynudziłam - uśmiechnęła się słabo, zła na siebie, że w ogóle się odezwała.
- Dziękuję - odrzekła, słysząc coś podobnego ze słów Wieszczego. - Więc... Możemy się spotykać, przecież to nic złego. Mi też będzie miło, jeżeli zyskam przyjaciela - uśmiechnęła się ciepło. Doprawdy, była odrobinę samotna, bo wbrew pozorom, większość Nowoświtowców była jakaś taka chłodna, brakowało między nimi miłości, szczerych przyjaźni, budowanych latami. A ona, do Płomyka miała dość daleko.... On był bliżej, kto wie, zaraz może jeszcze bliżej. Ta cienka linia, gdzie powinna mieć się na baczności, pilnować, by nie poddać się manipulacji, chyba została zatarta.
- Rozumiem. Każdy by zaczął powoli wariować, gdyby nie miał do kogo otworzyć pyska. Z chęcią nauczę Cię trochę walki, bo jak mniemam, kiedy spotkasz samotników twojej wielkości, a starszych, możesz mieć niemałe problemy z pokonaniem - zaoferowała się. Wiedziała, że w Nowym Świcie miałby okazję zostać najlepszym spośród wszystkich. - Trochę tak, ale to nic złego, wybaczam, chociaż nawet nie byłam zła - uśmiechnęła się szerzej. - Każdy, kto ma się o kogo troszczyć, z pewnością zareagował by strachem, przynajmniej tak myślę - nie chciała dodawać tutaj, ze gdyby to ona zaatakowałaby mu brata, to zachowałby się podobnie.
- Och, to... Dość długa historia - zmieszała się. Niezbyt lubiła mówić o Fali. - No więc cóż, ogółem, to urodziłam się na Osiedlu. Moja mama była z Klanu, ale akurat, kiedy była w ciąży, wyszła na spacer i... Tak to jakoś się stało. Był przy niej samotnik, który zdecydował się porwać moje jedyne rodzeństwo, brata dokładniej. Mama była osłabiona po porodzie, więc nie udało jej się uratować syna, a ze mną została i doszłyśmy do Klanu Cienia, skąd pochodzę. Mój ojciec był samotnikiem przyjętym do Klanu, a brat mamy, niezbyt tolerował kocięta brudnej krwi, więc nie lubił i mnie. Tak jakoś żyłam w cieniu, niezbyt lubiana przez klanowiczów. Jakiś czas później mama wyszła, chyba spotkać się z wygnanym tatą, tak, nawet nie zdołałam go poznać, bo wygnali go przed naszym przyjściem - gubiła się we własnych słowach. - I... - nie chciała tego mówić. Spochmurniała, spuszczając wzrok. - Nie wróciła. - ciężko przeszło jej to przez gardło. - Była moim jedynym członkiem rodziny w Klanie, poza dziadkiem i plugawym wujkiem, to chyba było w wieku parunastu księżycu. Trochę mną pomiatali, i tak nie miałam przyjaciół, a jeśli się z kimś się zaprzyjaźniałam, znikali. Każdy jedne przyjaciel, znajomy, ot wychodził i nie wracał. Żyłam tak samotna paręnaście księżyców, aż zmarł dziadek... Wtedy uciekłam. Chciałam znaleźć brata, rzucić się jakiemuś... A nie ważne - czemu dzieliła się tym z nieznajomym!? Powinna się zamknąć! - Coś mnie ruszyło, by wrócić do Klanu. Ale cóż, rany mówią same ze siebie - podniosła łeb, ukazując zabliźniony pysk. - [b]I... Jakoś przywiało mnie tutaj. To tak w skrócie, pewnie i tak cię przynudziłam - uśmiechnęła się słabo, zła na siebie, że w ogóle się odezwała.
- ̗̀ jeśli świt przyłapie nas, wykrzyczę mu to prosto w twarz ̖́-xxxxxxxxxxxxxxmamy miłość, chcemy ż y c i e brać, na BŁĘDY mamy czas!
chcemy ????? dojść niż na w y c i ą g n i ę c i e ręki
jeśli świt przyłapie nas, staniemy z nim tu twarzą w twarz!xxxxxxxxxxxxxxxx
17
Siła
S
9
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
11
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
65
Wytrzymałość
W