24.12.2021 14:26
Pa tera.
A on patrzył, owszem, jak najbardziej uważnie obserwował przedstawienie. Normalnie fan z pierwszego rzędu, któremu niestraszne były akcje angażujące publiczność. Tylko że tym razem publiczność nie była wciągana na scenę, za to mogła z bliska obserwować akrobacje na wysokości. Liliowy wdrapał się na sam szczyt brzozy i gdyby tylko w Orionie pojawił się jakiś przebłysk rozsądku to by mu kazał złazić na dół. Ale nie. Ani jednej rozsądnej myśli w tej ślicznej główce, jedynie bardzo naukowa chęć obserwacji kota-nie-zjawy na drzewie. I sobie tak stał oczarowany, zadzierając łeb do góry, gdy nagle gałąź strzeliła, a point profilaktycznie odskoczył. I wymsknęło mu się w tym szoku słowo, którego ze względu na młodociane mrówki w okolicy, nie przystoi powtarzać. Długi włos na ogonie napuszył się, więc oriental machnął kilka razy kitą, by uklepać ją ruchem powietrza.
- Santa Mozarella, co to było? - mruknął do siebie, by szybciej przyswoić zaistniałą sytuację, gdy szedł na inspekcję zwłok. Takich całkiem... żywych i rozmownych zwłok. Nie narzekał, mógł odetchnąć z ulgą i nie wchodzić w rolę odpowiedzialnego kota. Fujka. - To jak to miało wyglądać? Zresztą nie, mniejsza. Już ci wierzę, nie jesteś zjawą, w porządku. - zgodził się by zaraz, ciszej, na jednym wdechu dodać. ‐ Ale-tylko-zjawa-by-się-nie-uszkodziła-po-takim-upadku. - o właśnie, chwila, przecież leżał i nie wstawał. Orion trącił nosem szare uszko. - Jesteś cały? Czy potrzebujesz jakiś magicznych ziółek? Bardzo szczerego i empatycznego ojoj? Albo nie wiem, buzi w czółko?
Orion znał się na zielsku jak na trygonometrii, ale już zdążył sobie wmówić, że sytuacja tragiczna nie jest, więc raczej wątpliwe by musiał przynieść coś co autentycznie ma właściwości lecznicze.
A on patrzył, owszem, jak najbardziej uważnie obserwował przedstawienie. Normalnie fan z pierwszego rzędu, któremu niestraszne były akcje angażujące publiczność. Tylko że tym razem publiczność nie była wciągana na scenę, za to mogła z bliska obserwować akrobacje na wysokości. Liliowy wdrapał się na sam szczyt brzozy i gdyby tylko w Orionie pojawił się jakiś przebłysk rozsądku to by mu kazał złazić na dół. Ale nie. Ani jednej rozsądnej myśli w tej ślicznej główce, jedynie bardzo naukowa chęć obserwacji kota-nie-zjawy na drzewie. I sobie tak stał oczarowany, zadzierając łeb do góry, gdy nagle gałąź strzeliła, a point profilaktycznie odskoczył. I wymsknęło mu się w tym szoku słowo, którego ze względu na młodociane mrówki w okolicy, nie przystoi powtarzać. Długi włos na ogonie napuszył się, więc oriental machnął kilka razy kitą, by uklepać ją ruchem powietrza.
- Santa Mozarella, co to było? - mruknął do siebie, by szybciej przyswoić zaistniałą sytuację, gdy szedł na inspekcję zwłok. Takich całkiem... żywych i rozmownych zwłok. Nie narzekał, mógł odetchnąć z ulgą i nie wchodzić w rolę odpowiedzialnego kota. Fujka. - To jak to miało wyglądać? Zresztą nie, mniejsza. Już ci wierzę, nie jesteś zjawą, w porządku. - zgodził się by zaraz, ciszej, na jednym wdechu dodać. ‐ Ale-tylko-zjawa-by-się-nie-uszkodziła-po-takim-upadku. - o właśnie, chwila, przecież leżał i nie wstawał. Orion trącił nosem szare uszko. - Jesteś cały? Czy potrzebujesz jakiś magicznych ziółek? Bardzo szczerego i empatycznego ojoj? Albo nie wiem, buzi w czółko?
Orion znał się na zielsku jak na trygonometrii, ale już zdążył sobie wmówić, że sytuacja tragiczna nie jest, więc raczej wątpliwe by musiał przynieść coś co autentycznie ma właściwości lecznicze.
![[Obrazek: onyo.gif]](https://sig.grumpybumpers.com/host/onyo.gif)
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W