25.03.2023 18:47
– Nie, nie o to mi chodziło. Szukać ich można, ale nie można stracić przed oczami celu, mówię tu akurat o istnieniu dla samego siebie. Ja najchętniej poszedłbym szukać siostry, przyjaciela, mojej jednej terminatorki, czy mam jednak na to czas? Czy powinienem zostawić tyle niedokończonych obowiązków? Chyba nie – mruknął poważnie, chociaż na jego pysku wisiał łagodny uśmiech, który miał wskazywać na raczej luźna atmosferę, niż jakieś głębokie przemyślenia. Nie chciał zostawiać wszystkich za sobą i unikać obowiązków, chociaż czasami miał dosyć tego jak zatracił się dla klanu, pozwolił sobie na zostanie wiernym Wichrzakiem, który nie myśli nigdy o sobie. Samolubność i bycie narcystycznym nie zawsze była zła, nie zawsze prowadziła do tego co najgorsze, bo przede wszystkim jej brak sprowadził na niego nieumiejętność stawiania granic obowiązkom, praktycznie zerową znajomość samego siebie i bycie zwykłym szarym nic nie znaczącym Wojownikiem jak każdy inny... tylko był taki nawet we własnych oczach. Było to upokarzające i denerwujące w pewnych chwilach.
– No, więc tak wyruszyliśmy późno, był powoli zmrok, a my szliśmy do Czterech Dębów, gdy powoli zaczęło być coraz ciemniej, ale noc i tak była wtedy krótka. Nie działo się nic takiego na początku, weszliśmy ostatni i wtedy zobaczyłem tyle kotów co mi się w sumie nigdy nie śniło. Wiesz nasz klan jest spory, możemy się pochwalić dość sporą ilością kotów, ale tam było... wiesz to kompletnie coś nowego. Jeszcze te wszystkie zapachy się mieszały, tu czułem rzeczniaka, tam gromiaka, zaraz jeszcze ktoś cienisty i każdy ze sobą rozmawiał jakbyśmy byli z jednego wielkiego klanu. Było to po prostu ciekawe przeżycie, szczególnie, że Przywódcy siedzieli na gałęziach wielkiego dębu, który zasłaniał trochę niebo. Normalnie nie chciałbym zapomnieć tego przeżycia nigdy w życiu, ale trochę mam mieszane uczucia przez Lśniąca Sadzawka. Popisała się wtedy swoją głupotą i brakiem szacunku do nas wszystkich – mruknął z lekką złością i pogardą, ale kontynuował. – Zgromadzenie było jednak wszczęte, by porozmawiać o Bezgwiezdnych, złych kotach z Ciemnego Lasu, którzy terroryzowali klan Cienia i Rzeki w snach. Jeden z kotów w Rzece i Cienia zostali ofiarami. Tego z Cienia ciągle nawiedzali i gadali coś niestworzonego, ale to niestety terminator z Rzeki został ich największą ofiarą przez to jak go zmanipulowali. Został mianowany na Przywódcę w Szepczącej Sadzawce... ale nie przez naszych przodków tylko właśnie przez Bezwgiezdnych, miał połączyć klany w jeden, ale zapłacił życiem... Pojawiają się w snach i chcą zatruć nam serca i umysły, chcą byśmy dołączyli do nich w sposób, który nikt z nas nie rozumie. Musimy się pilnować i rozumieć, że nie zawsze spotykamy swoich przodków. Ostatnio przycichli chyba, bo nie ma żadnych nowych informacji, ale jeśli nie znasz kogoś to po prostu nie bierz go za pewniaka – skończył opowiastkę o Zgromadzeniu, na którym był najlepiej jak umiał. Nie wchodził w większe szczegóły, bo nie było po co, nie pamiętał też wszystkiego. Trochę się działo od kiedy był tam, doświadczył tego, ale gdyby mógł to wybrałby się jeszcze raz, najchętniej by porozmawiać z kimś kiedyś jeszcze raz... chociażby z tamtą kotką, którą zaczepił nim się rozpoczął ten cały chaos. Kojarzył, że była z Gromu... chyba mógłby z nią zamienić parę słów...w końcu? O ile ta też by chciała.
– No, więc tak wyruszyliśmy późno, był powoli zmrok, a my szliśmy do Czterech Dębów, gdy powoli zaczęło być coraz ciemniej, ale noc i tak była wtedy krótka. Nie działo się nic takiego na początku, weszliśmy ostatni i wtedy zobaczyłem tyle kotów co mi się w sumie nigdy nie śniło. Wiesz nasz klan jest spory, możemy się pochwalić dość sporą ilością kotów, ale tam było... wiesz to kompletnie coś nowego. Jeszcze te wszystkie zapachy się mieszały, tu czułem rzeczniaka, tam gromiaka, zaraz jeszcze ktoś cienisty i każdy ze sobą rozmawiał jakbyśmy byli z jednego wielkiego klanu. Było to po prostu ciekawe przeżycie, szczególnie, że Przywódcy siedzieli na gałęziach wielkiego dębu, który zasłaniał trochę niebo. Normalnie nie chciałbym zapomnieć tego przeżycia nigdy w życiu, ale trochę mam mieszane uczucia przez Lśniąca Sadzawka. Popisała się wtedy swoją głupotą i brakiem szacunku do nas wszystkich – mruknął z lekką złością i pogardą, ale kontynuował. – Zgromadzenie było jednak wszczęte, by porozmawiać o Bezgwiezdnych, złych kotach z Ciemnego Lasu, którzy terroryzowali klan Cienia i Rzeki w snach. Jeden z kotów w Rzece i Cienia zostali ofiarami. Tego z Cienia ciągle nawiedzali i gadali coś niestworzonego, ale to niestety terminator z Rzeki został ich największą ofiarą przez to jak go zmanipulowali. Został mianowany na Przywódcę w Szepczącej Sadzawce... ale nie przez naszych przodków tylko właśnie przez Bezwgiezdnych, miał połączyć klany w jeden, ale zapłacił życiem... Pojawiają się w snach i chcą zatruć nam serca i umysły, chcą byśmy dołączyli do nich w sposób, który nikt z nas nie rozumie. Musimy się pilnować i rozumieć, że nie zawsze spotykamy swoich przodków. Ostatnio przycichli chyba, bo nie ma żadnych nowych informacji, ale jeśli nie znasz kogoś to po prostu nie bierz go za pewniaka – skończył opowiastkę o Zgromadzeniu, na którym był najlepiej jak umiał. Nie wchodził w większe szczegóły, bo nie było po co, nie pamiętał też wszystkiego. Trochę się działo od kiedy był tam, doświadczył tego, ale gdyby mógł to wybrałby się jeszcze raz, najchętniej by porozmawiać z kimś kiedyś jeszcze raz... chociażby z tamtą kotką, którą zaczepił nim się rozpoczął ten cały chaos. Kojarzył, że była z Gromu... chyba mógłby z nią zamienić parę słów...w końcu? O ile ta też by chciała.
25
Siła
S
14
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
90
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W