01.01.2025 21:16
Nie zamierzała się przejmować. Nie losem Oriona, w każdym razie, tym bardziej jeżeli miało się okazać, że w czasie jej nieobecności w Obozie wydarzyło się coś złego. To ryzyko, które faktycznie przyprawiało o nieprzyjemne łaskotanie stresu w brzuchu; nie było to jednak uczucie dostatecznie silne do przełamania odrętwienia. Raczej wzmagało niechęć do powrotu.
Rozmowa coś się nie kleiła, może przez zapchany łopianem pysk orientala, a może przez jej brak współpracy, Nurt tego nie analizowała. Prędko odpłynęła w rejony myśli, choć gdyby spytać ją, nad czym tak głęboko dumała, nie potrafiłaby odpowiedzieć. Nad czymś musiała, bo nim się obejrzała, znaleźli się ładny kawałek od ziem Gromu. Przy dobrze jej znanym (nie)porzuconym gnieździe.
Popatrzyła smętnie za niknącym w krzakach pakunkiem medykamentów. Żegnajcie, zakładnicy.
Uniosła łeb, podążając spojrzeniem za głową Oriona, i prędko tego pożałowała. Propozycja przejścia się w stronę Łanu Rzepaku nie zrobiła na niej wrażenia, jak dla niej mogli iść niechby w stronę Wielkiej Słonej Wody, co za różnica? Ale następujące zaraz po nim pytanie o samopoczucie sprawiło, że zesztywniała w miejscu z szeroko otwartymi oczami jak sarna na Grzmiącej Ścieżce. Uderzyło w nią jak maska potwora. Jasne, znali się kupę czasu, przeprowadzili niezliczoną ilość rozmów, rozmawiali dużo i na różne tematy. Tyle że raczej nie mieli w zwyczaju się sobie zwierzać. W ich małym światku nie było miejsca na wielkie problemy wszechświata, a cokolwiek się działo, było odsuwane na bok na czas ich spotkań. Pasował jej taki układ i nawet nie musiała się starać, by go utrzymać; to przychodziło naturalnie. Dopóki problemy dało się zostawić w granicach Gromu, znaczy się. Dopóki wszystko nie zaczęło wymykać jej się z łap i nie zatraciła gdzieś umiejętności bycia ponad to.
– Wąż nie żyje – oznajmiła rzeczowo po dłuższej chwili. Najświeższa nowina jakoś sama wypłynęła jej z pyska, może dlatego, że nie miała czasu posiedzieć z tematem i go sobie przetrawić. Przynajmniej zacząć trawienie. – Wbiegł pod potwora. Niedługo Salamandra idzie do Szepczącej Sadzawki. Tru... Truskawkowy Gąszcz też nie żyje. – Poczuła, jak wzbiera w niej panika. – M-myślałam że ty...
Zaczęła delikatnie kiwać się na boki. Palcami przednich łap wystukiwała nierówny rytm o podłoże. Miała wrażenie, że dzieliła ją od niego niewidzialna warstwa mchu. Cała wypchana była mchem.
Rozmowa coś się nie kleiła, może przez zapchany łopianem pysk orientala, a może przez jej brak współpracy, Nurt tego nie analizowała. Prędko odpłynęła w rejony myśli, choć gdyby spytać ją, nad czym tak głęboko dumała, nie potrafiłaby odpowiedzieć. Nad czymś musiała, bo nim się obejrzała, znaleźli się ładny kawałek od ziem Gromu. Przy dobrze jej znanym (nie)porzuconym gnieździe.
Popatrzyła smętnie za niknącym w krzakach pakunkiem medykamentów. Żegnajcie, zakładnicy.
Uniosła łeb, podążając spojrzeniem za głową Oriona, i prędko tego pożałowała. Propozycja przejścia się w stronę Łanu Rzepaku nie zrobiła na niej wrażenia, jak dla niej mogli iść niechby w stronę Wielkiej Słonej Wody, co za różnica? Ale następujące zaraz po nim pytanie o samopoczucie sprawiło, że zesztywniała w miejscu z szeroko otwartymi oczami jak sarna na Grzmiącej Ścieżce. Uderzyło w nią jak maska potwora. Jasne, znali się kupę czasu, przeprowadzili niezliczoną ilość rozmów, rozmawiali dużo i na różne tematy. Tyle że raczej nie mieli w zwyczaju się sobie zwierzać. W ich małym światku nie było miejsca na wielkie problemy wszechświata, a cokolwiek się działo, było odsuwane na bok na czas ich spotkań. Pasował jej taki układ i nawet nie musiała się starać, by go utrzymać; to przychodziło naturalnie. Dopóki problemy dało się zostawić w granicach Gromu, znaczy się. Dopóki wszystko nie zaczęło wymykać jej się z łap i nie zatraciła gdzieś umiejętności bycia ponad to.
– Wąż nie żyje – oznajmiła rzeczowo po dłuższej chwili. Najświeższa nowina jakoś sama wypłynęła jej z pyska, może dlatego, że nie miała czasu posiedzieć z tematem i go sobie przetrawić. Przynajmniej zacząć trawienie. – Wbiegł pod potwora. Niedługo Salamandra idzie do Szepczącej Sadzawki. Tru... Truskawkowy Gąszcz też nie żyje. – Poczuła, jak wzbiera w niej panika. – M-myślałam że ty...
Zaczęła delikatnie kiwać się na boki. Palcami przednich łap wystukiwała nierówny rytm o podłoże. Miała wrażenie, że dzieliła ją od niego niewidzialna warstwa mchu. Cała wypchana była mchem.
![[Obrazek: mJOQ6VS.png]](https://imgur.com/mJOQ6VS.png)
20
Siła
S
22
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
24
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W