– Jasna sprawa. W takim razie rozsiądź się wygodnie na granicy i podziwiaj przedstawienie z pierwszego rzędu. Po spektaklu będziesz mogła nawet porozmawiać z aktorami o właśnie obejrzanej sztuce, niecodzienna atrakcja. Czy taki plan ciebie satysfakcjonuje? – zapytał uprzejmie. Tak po prawdzie, gdyby rzeczywiście miał wybrać się na granicę już jutro, obecność Nurt przy jego audiencji u Zmierzchającej byłaby całkiem korzystna, nawet jeśli niema. Tak jak Jodłowa Gałązka u boku Lawendowej Gwiazdy miała być gwarancją, że samotnik nie kłamał, gdy mówił o tych silnych uczuciach. Z drugiej strony, jeśli miałby rzeczywiście dołączać do Gromu wolałby aby popielata nie usłyszała prawdziwego powodu – starczyło mu już tego uzewnętrzniania.
Ale wszystkie przyjemne rozmowy na bok – wciąż to nie on był chciany w klanie, a wersja niego, która żyła w głowie Nurt.
– Ech, same zakurzone mądrości – wzruszył barkami. – Niewielu jest płynących z prądem czasu, Gwiezdny Nurcie, a za to wielu obraża się, gdy nie skorzystasz z ofiarowanych mądrości. I patrzą z dezaprobatą, gdy wychodzi na jaw, że masz inne poglądy, okropieństwo. A czasem nawet to komentują, to już w ogóle cios w serce. Więc wiesz, może z młodszymi nikt się nie liczy aż tak, ale gdy dochodzi co do czego to jednak ich głos jest głośniejszy. I to wystarcza. A jak wygodnie jest zaszczepić myśl w cudzym umyśle i nie musieć samemu zdzierać sobie gardła.
Taki właśnie był. Wygodny. Unikał pracy, której dało się uniknąć. Pozostałą zrzucał na cudze barki, bez rozmyślania czy ich to nie połamie. Nie przejmował się konsekwencjami tak długo jak go nie dotyczyły personalnie, a nawet wtedy miewał trudność z traktowaniem ich poważnie.
Czasami ta wersja orientala zdawała się tak odległa, że zastanawiał się czy nie była zaledwie jedną z masek.
– Och, widzisz... – zaczął odpowiedź dopiero, gdy Nurt zdążyła podważyć szkodliwość tej zabawy. – Nic jej nie powiedziałem. Nie miałem okazji, wróciłem do obozu, zostawiając przyjemność tłumaczenia Rzecznemu patrolowi.
I dopiero gdy Świt wróciła z tej przygody w jednym kawałku, zaczął patrzeć na nią odrobinę inaczej. Nie tylko jak na ciekawego osobnika, którego klanowy system zniszczy, a na umysł warty chronienia. Minęły księżyce zanim pomyślał by wziąć to zadanie na siebie.
– Naprawdę nigdy nie dotykałaś roślinek bez zamiaru zmielenia ich w maść? – przechylił głowę. Nie do końca potrafił w to uwierzyć. Albo nie do końca chciał. – Wierzę, że sobie poradzisz, siadaj, pokażę ci te [i]tajne techniki plątania kwiatków – zaprosił ją do siebie z klepnięciem ogona. I szczerze? Żadnego spotkania z lisem nie odczuł jako walki o życie. Głupie zaproszenie, które zawisło w powietrzu było tego dużo bliższe.
[Obrazek: onyo.gif]
LVL 18 60 / 500
MedLVL 0 0 / 100
37
Siła
S
46
Zręczność
Zr
20
Szybkość
Sz
20
Zmysły
Zm
140
Punkty Życia
HP
130
Wytrzymałość
W