Kicia dopiero dorasta ale już teraz zarysowuje się jej subtelna i delikatna sylwetka. Zdobi ją srebrzysty, niebieski włos zaś na czole spoczywa biała plamka. Tak samo biały ma uroczy krawacik na gardle sięgający jeszcze na dolną szczękę, zaś brodę znaczoną ma niebieską plamką. Oddzielnie od krawacika ma biały brzuszek i delikatne, białe łapki. Jej oczy są oliwkowe, choć mają drobne złotawe plamki choć ciężko to dostrzec. Jej nos niegdyś różowiutki obecnie pokrywa się ciemnoszarymi plamkami.
Powoli z kocięcego zachowania przeradza się w piękną zarówno na ciele jak i na duchu kotkę. Skryta i powściągliwa ale skora do przyjaznych mruknięć, prosto postawionych uszu, nie odmówi dobrej zabawy choć jeśli coś się jej nie spodoba asertywnie i odważnie odmówi. Zdecydowanie rośnie na małą kocią damę.
Kocha swoje rodzeństwo i jest ono dla niej najważniejsze. Nie jest istotne czy z jednym dogaduje się bardziej czy nie. Jest w stanie wybaczyć im każdy błąd, jest wobec nich ogromnie cierpliwa i wyrozumiała. To właśnie w ich towarzystwie czuje się najlepiej i chętnie się z nimi bawi.
Ile nas w końcu będzie xD
W sumie im więcej tym bardziej prawdopodobna historia matki spadającej do rzeki. Biedaczka musiała się okrutnie zmęczyć skacząc ze wszystkimi kociakami w tę i wewtę xD
Sierść w kolorze piasku, zawsze czysta i lśniąca - oto znak rozpoznawszy Rzecznej medyczki. Pokryta jest niewiele ciemniejszymi pręgami, które na bokach układają się w grube zawijasy. Nie brak także mlecznobiałych akcentów, które zdobią jej mordkę, gardło, brzuch, palce oraz końcówkę ogona. Aparycja Księżyc jest zupełnie nieimponująca; przykrótkie łapy noszą smukły, nieco wydłużony korpus oraz zaokrągloną głowę, na której osadzone są nieduże uszy, orzechowe oczy i nos o barwie łososiowej. Jej skóra jest wolna od blizn, za to na brzuchu, bokach i biczowatym ogonie widać niemal łyse fragmenty - efekt zbyt intensywnego czyszczenia futra w momentach stresu. Głos Rzeczniaczki jest dość charakterystyczny; jako że transpłciową kotką musi nad nim pracować, by był wyższy i brzmiał jak głos kotki.
Sztywna jak kłoda, wiecznie poważna perfekcjonistka.
btw już lubię ten miot, trochę szkoda, że nie mogę obserwować gromu. :/
x
x
x x x x x x xxxxxxxxxxxxxxxxx˚ ༘ ೀ⋆。˚
mybirds of a kind, they more and more are looking like centurions than any little messiah; and as I prune my feathers like leaves from a vine I find that we havefewer and fewer in kind, but my palms and fingers still reek of gasoline fromthrowing fuel to the fireof that Greco-Roman dream, purifying the holy rock to melt the gilded seams; it don't bring me relief, no it don't bring menothing that.
MAGNOLIA IMIĘ 16/10. a ja mogę pomóc w wyszukiwaniu galerii ze zdjęciami na avatar :0
ten miot jest A++ polecam
l a s t thingi remember....-..,..i wasrunning.,.forthe door i had tof i n d thepassagebackto theplace..i was before relax - saidthenight man,we areprogrammedto receive you cancheck outanytime youlike
A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
Kicia dopiero dorasta ale już teraz zarysowuje się jej subtelna i delikatna sylwetka. Zdobi ją srebrzysty, niebieski włos zaś na czole spoczywa biała plamka. Tak samo biały ma uroczy krawacik na gardle sięgający jeszcze na dolną szczękę, zaś brodę znaczoną ma niebieską plamką. Oddzielnie od krawacika ma biały brzuszek i delikatne, białe łapki. Jej oczy są oliwkowe, choć mają drobne złotawe plamki choć ciężko to dostrzec. Jej nos niegdyś różowiutki obecnie pokrywa się ciemnoszarymi plamkami.
Powoli z kocięcego zachowania przeradza się w piękną zarówno na ciele jak i na duchu kotkę. Skryta i powściągliwa ale skora do przyjaznych mruknięć, prosto postawionych uszu, nie odmówi dobrej zabawy choć jeśli coś się jej nie spodoba asertywnie i odważnie odmówi. Zdecydowanie rośnie na małą kocią damę.
Kocha swoje rodzeństwo i jest ono dla niej najważniejsze. Nie jest istotne czy z jednym dogaduje się bardziej czy nie. Jest w stanie wybaczyć im każdy błąd, jest wobec nich ogromnie cierpliwa i wyrozumiała. To właśnie w ich towarzystwie czuje się najlepiej i chętnie się z nimi bawi.
Moja miała być niebieska z pręgami, krótkowłosa. Mogę Ci podesłać kilka zdjęć, które znalazłam, ale te pręgi u niebieskich wcale nie są tak okazałe jak pewnie byś chciała :c Mnie to zmartwiło niezmiernie, aż zmieniłam koncept.
Edit: tup, tup, tup, tup, tup, tup i ogólnie możesz spróbować coś znaleźć w "blue australian mist".
Mimo, że od czasów młodości mocno urósł i zmężniał, nadal jest raczej szczupły w porównaniu z innymi kocurami. Dodatkowo, mimo, że nie osiągnął tak potężnego wzrostu jak białofutra siostra, wciąż można nazwać go wysokim, co dodatkowo potęguje wrażenie postępującej chudości kota. Przyczyniły się do tego także księżyce samotnej wędrówki, które szybko pochłonęły wiele z sił Słowika, zwłaszcza, że odmawiał jedzenia karmy przynoszonej przez Dwunogów.
Natura chyba chciała spłatać mu psikusa, obdarzając go szarym, lekko pręgowanym futrem - tak, żeby wtapiał się w tło nie tylko spokojnym usposobieniem, ale i wyglądem. Zielonożółte oczy straciły dawny blask i obecnie spoglądają ze smutną rezerwą, choć to powoli zaczyna się zmieniać po powrocie do Klanu. Może nadchodzą dla niego lepsze dni?
Porwanie i samotna wędrówka do Klanu, chcąc nie chcąc, musiała wpłynąć na kocura. Niewiele zrobiło to dla jego poczucia własnej wartości, nadal sporo niższego niż przewidywała norma. Księżyce odosobnienia od innych kotów sprawiły, że jego potrzeba towarzystwa stała się bardziej nagląca niż kiedykolwiek. Nie stroni już więc od relacji z innymi, choć nadal czuje się niezręcznie w tłumie i prawdopodobnie nigdy nie zostanie najbardziej rozmownym kotem w Klanie. Jego wycofanie i apatia ustąpiły miejsca przynajmniej tymczasowej radości płynącej z odnalezienia Klanu i powrotu do ukochanej siostry, Łabędziej Pieśni.