Zdążył już dorosnąć. Zrobił się postawny i największy z kociąt Chabrowego Pąku, choć pomiędzy nim a Osikową Łapą nie ma znacznej różnicy. Z puszystej, okrągłej kulki stał się teraz sporym kocurem o długich, a także zwinnych łapach i pokaźnym ogonie, który często nosi wysoko uniesiony z nonszalancko opadającą końcówką. Ślepia kocura wybarwiły się na złocisty odcień. Może i bokobrody Pochmurnego nie są tak wydatne jak te u Osiki, ale bujnością kryzy go zdecydowanie przewyższa. Sierść na jego brodzie jest trochę dłuższa, co sprawia, że ma małą kozią bródkę. Samą brodę ma mocną i szeroką, aczkolwiek nie tak pokaźną jak ta Osiki. Bura sierść pokryta czarnymi, klasycznymi pręgami kontrastuje z białymi wstawkami na kufie, brodzie, kryzie, a także na przednich i tylnych łapach, gdzie sięgają one aż do pięt. Spomiędzy palców wyrastają mu pęczki sierści.
Wycofany, nonszalancki, spokojny. Raczej się nie emocjonuje. Częściej charakteryzuje go stoicki spokój. Jest co prawda ciekawy świata, jednak nie pokazuje tego za bardzo. Ma naturę samotnika i nie jest gadatliwy. Właściwie to w ogóle nie mówi. Przynajmniej do innych.
To było ciekawe doświadczenie. Rzadko kiedy miałem do czynienia z kocicami, które miały ewidentny problem, chociaż próbowały się go wyprzeć, jakby ich rozmówca był ślepcem. Przede mną jawiło się kilka wariantów zachowań, które mógłbym w tej sytuacji zastosować, ale im dłużej o tym myślałem, tym bardziej dochodziłem do wniosku, że wcale nie musi chodzić o mnie.
- A ja jestem ślepy i głuchy - mruknąłem pod nosem. Spięte mięśnie rysowały się znacznie wyraźniej pod jej skórą, niż przy naszym poprzednim spotkaniu. Wróciłem myślami do początku tej rozmowy. Przywitała się ze mną prawie normalnie, choć brakowało w niej werwy oraz entuzjazmu, które towarzyszyły jej ostatnim razem. Później padło parę pytań i wtedy zarysował się u niej opór. Jak teraz powinienem poprowadzić tę rozmowę, aby coś dla siebie ugrać? Pomyślałem, że być może nie bez powodu tutaj przyszła. Miała do wyboru wiele miejsc poza ziemiami własnego klanu, jeśli na tym jej zależało, a przyszła w miejsce, w którym po raz pierwszy się spotkaliśmy. Przypadkiem? Nie wiedziałem i ta niewiedza obrzydliwe mnie intrygowała. Postanowiłem przestać na nią naciskać i darować sobie bezpośredniość, przechodząc na bardziej pokrętną i manipulatorską ścieżkę. Dobrze, sprawdźmy tę drogę.
- Długo cię nie było. Myślałaś o naszym spacerze? - zapytałem zupełnie zmieniając temat.
jestemPiotr,ale mówiąnamnieŁ O T R dosyćdługomamten alias,aleniewiemwsumieskąd (znajdziesz go)wszędziegdziezapachperfumi szlugówswąd aw dziewczęcychsercachwciążgasłyświatłaipsułsięprąd
Mistrz: Bezsenna Noc||Czosnkowy Kieł Płeć: kotka Matka: Drobny Ptak [*] Ojciec: Lamparci Płomień Partner: Jedna z Gwiazd [Słodki Język]
Odkąd tylko jej sytuacja się poprawiła oraz gdy stała się partnerką Słodkiego Języka, ponownie pozwoliła sobie na zjedzenie większej porcji jedzenia. Z czasem, ponownie zaczęła wyglądać normalnie, zadowolona, że ma u boku pointa, ponownie odzyskała blask w żółtozielonych tęczówkach. Och tak tak! Szylkretowe futro zaczęło już nawet lekko połyskiwać w słońcu, takie jest czyste. Widać, że zdecydowanie wzięła przykład ze zmarłej siostry, Jałowcowej Łapy. No... i to w sumie chyba tyle, co się zmieniło.
>>Rany i blizny
No widzicie, wszystko dało się zmienić. Odkąd tylko stanęła u boku Słodkiego Języka, wróciła radość i szczęście. Na jej mordce ponownie zakwitł uśmiech a rozmowa z kotami nie była już uciążliwa. Od wyprawy na osiedle, podczas której samotnik porwał jej syna, kotka stała się jednak zdecydowanie nadopiekuńcza w stosunku do córki. Poza tym, nauczyła się również czasem powiedzieć "nie", nie mając nawet zamiaru popełnić ponownie tego samego błędu co niegdyś.
- A ja głupia i naiwna - syknęła cicho. Łapa z końcówką ogona na niej, podniosła się, a następnie szybko opadła. Wykonała tym tupnięcie. Dzisiaj miała nieco popsuty humor i dlatego, była właśnie taka zła. Co do słów, które wypowiedziała... Oczywiście nie chodziło jej o Wilka. Raczej nawiązała go rozmowy z Markizem, a głównie do swojego zachowania. Zwłaszcza do swojego. Glupia, bo w ogóle się zakochała a naiwna, gdyż wierzyła, że coś z tego będzie.
- Tak długo, że zdążyłam zostać wojowniczką - powiedziała przewracając oczami, jakby miała w tej chwili w ogóle gdzieś, swoją wyższą rangę. Co z tego, że nie była już "Łapą", skoro punkt jej westchnień, nie odwzajemniał jej uczuć. - O wyprawie do miasta? Tak, coś tam myślałam o tym. - dodała po chwili. Jej wąsy lekko drgnęły.
Zdążył już dorosnąć. Zrobił się postawny i największy z kociąt Chabrowego Pąku, choć pomiędzy nim a Osikową Łapą nie ma znacznej różnicy. Z puszystej, okrągłej kulki stał się teraz sporym kocurem o długich, a także zwinnych łapach i pokaźnym ogonie, który często nosi wysoko uniesiony z nonszalancko opadającą końcówką. Ślepia kocura wybarwiły się na złocisty odcień. Może i bokobrody Pochmurnego nie są tak wydatne jak te u Osiki, ale bujnością kryzy go zdecydowanie przewyższa. Sierść na jego brodzie jest trochę dłuższa, co sprawia, że ma małą kozią bródkę. Samą brodę ma mocną i szeroką, aczkolwiek nie tak pokaźną jak ta Osiki. Bura sierść pokryta czarnymi, klasycznymi pręgami kontrastuje z białymi wstawkami na kufie, brodzie, kryzie, a także na przednich i tylnych łapach, gdzie sięgają one aż do pięt. Spomiędzy palców wyrastają mu pęczki sierści.
Wycofany, nonszalancki, spokojny. Raczej się nie emocjonuje. Częściej charakteryzuje go stoicki spokój. Jest co prawda ciekawy świata, jednak nie pokazuje tego za bardzo. Ma naturę samotnika i nie jest gadatliwy. Właściwie to w ogóle nie mówi. Przynajmniej do innych.
Z pyska Cienistej padły kolejne interesujące słowa, które rzucały trochę światła na dziwną sytuację, ale nadal nie za wiele wyjaśniały. Mogłem się jedynie domyślać, co to mogło oznaczać, aczkolwiek po krótkiej analizie uznałem, że najprawdopodobniej ktoś ją oszukał i zwiódł, skoro użyła konkretnie tych słów, a słyszałem w jej głosie, że nie zrobiła tego bezmyślnie. Syczenie najpewniej oznaczało złość oraz zawód, a do niego dołączyło nerwowe, wręcz gniewne tupnięcie łapą. Zbierałem te wszystkie gesty i opracowywałem w głowie, rozkładając na części, szukając ich przyczyny, obserwując przebieg i wynajdując ewentualne rozwiązania.
- To gratulacje, Jesionko - zwróciłem się do niej zdrobnieniem. Jakim imieniem nazwał ją Wężowa Gwiazda? Przydałoby mi się do kolekcji. Złocistymi ślepiami wodziłem po jej ciele zbierając kolejne sygnały.
- Z tego powodu nie przychodziłaś? - zapytałem, ale na tym moja wypowiedź się nie skończyła. - Przychodziłem tu od czasu do czasu, licząc na to, że cię tutaj spotkam. - Specjalnie nieudolnie skryłem przejęcie pod łuną nonszalancji, jakbym nie chciał dać po sobie poznać, że przejąłem się jej nieobecnością.
- I co wymyśliłaś? - Kolejne pytanie padło z mojego pyska.
jestemPiotr,ale mówiąnamnieŁ O T R dosyćdługomamten alias,aleniewiemwsumieskąd (znajdziesz go)wszędziegdziezapachperfumi szlugówswąd aw dziewczęcychsercachwciążgasłyświatłaipsułsięprąd
Mistrz: Bezsenna Noc||Czosnkowy Kieł Płeć: kotka Matka: Drobny Ptak [*] Ojciec: Lamparci Płomień Partner: Jedna z Gwiazd [Słodki Język]
Odkąd tylko jej sytuacja się poprawiła oraz gdy stała się partnerką Słodkiego Języka, ponownie pozwoliła sobie na zjedzenie większej porcji jedzenia. Z czasem, ponownie zaczęła wyglądać normalnie, zadowolona, że ma u boku pointa, ponownie odzyskała blask w żółtozielonych tęczówkach. Och tak tak! Szylkretowe futro zaczęło już nawet lekko połyskiwać w słońcu, takie jest czyste. Widać, że zdecydowanie wzięła przykład ze zmarłej siostry, Jałowcowej Łapy. No... i to w sumie chyba tyle, co się zmieniło.
>>Rany i blizny
No widzicie, wszystko dało się zmienić. Odkąd tylko stanęła u boku Słodkiego Języka, wróciła radość i szczęście. Na jej mordce ponownie zakwitł uśmiech a rozmowa z kotami nie była już uciążliwa. Od wyprawy na osiedle, podczas której samotnik porwał jej syna, kotka stała się jednak zdecydowanie nadopiekuńcza w stosunku do córki. Poza tym, nauczyła się również czasem powiedzieć "nie", nie mając nawet zamiaru popełnić ponownie tego samego błędu co niegdyś.
- Dzięki - burknęła. Wyższa ranga... Tak, kiedyś chciała zostać wojowniczką i idealizowała sobie, jak to będzie wyglądać. Znajdzie partnera, będzie mieć kocięta, o których tak marzy, zostanie zastępczynią a następnie Jesionową Gwiazdą. Jednak okazało się - i to już nie pierwszy raz - że życie, nie jest takie kolorowe. Kocur, w którym się zakochała, nie odwzajemniał jej uczuć. Co prawda słabej mogli być przyjaciółmi, ale Jesion czuła, że raczej będzie to trudne. Zważając dodatkowo na fakt, że Markiz wie, o uczuciu, jakim darzy go kotka. A niestety, ona chyba nie da rady, schować tego w głąb swego serca... Przynajmniej nie teraz. Oboje musiało ochłonąć... Szylkretka biorąc te patrole i polowania, tylko sobie szkodziła, ale nie dopuszczała do siebie tej myśli. No przecież, to robią normalni wojownicy!
Lewe ucho ponownie poruszyło się, słysząc pytanie Wilka. Żółtozielone ślepia, ponownie powędrowały ku jego, złotym oczom. - Miałam jeszcze inne sprawy na głowie - powiedziała obojętnie, przypominając sobie o karze, którą wykonywała. Codziennie sprzątała legowiska, aby udowodnić, że potrafi być uczynna. No i jeszcze ta ceremonia... Czuwanie w ciszy, a później rozmowa ze Słodkim. Brała patrole jak leci i nawet nie zastanawiała się, czy powinna przyjść na Ziemię Niczyje. Dzisiaj przyszła, to się liczyło. - Widzisz? Spotkałeś dzisiaj - końcówka ogonem drgnęła na łapach, lecz bardzo niewidocznie. Jeśli samotnik, przyjrzał by się uważnie, mógłby to dostrzec.
- Kiedyś pójdę, z Tobą do miasta. Ale nie teraz - odparła. Zbliżał się termin mianowania kociąt, a ona chciałaby dostać swojego terminatora. O ile w ogóle jej się uda. Co prawda jeszcze dwa księżyce do tego czasu, ale wolałaby nie ominąć tej ceremonii.
Zdążył już dorosnąć. Zrobił się postawny i największy z kociąt Chabrowego Pąku, choć pomiędzy nim a Osikową Łapą nie ma znacznej różnicy. Z puszystej, okrągłej kulki stał się teraz sporym kocurem o długich, a także zwinnych łapach i pokaźnym ogonie, który często nosi wysoko uniesiony z nonszalancko opadającą końcówką. Ślepia kocura wybarwiły się na złocisty odcień. Może i bokobrody Pochmurnego nie są tak wydatne jak te u Osiki, ale bujnością kryzy go zdecydowanie przewyższa. Sierść na jego brodzie jest trochę dłuższa, co sprawia, że ma małą kozią bródkę. Samą brodę ma mocną i szeroką, aczkolwiek nie tak pokaźną jak ta Osiki. Bura sierść pokryta czarnymi, klasycznymi pręgami kontrastuje z białymi wstawkami na kufie, brodzie, kryzie, a także na przednich i tylnych łapach, gdzie sięgają one aż do pięt. Spomiędzy palców wyrastają mu pęczki sierści.
Wycofany, nonszalancki, spokojny. Raczej się nie emocjonuje. Częściej charakteryzuje go stoicki spokój. Jest co prawda ciekawy świata, jednak nie pokazuje tego za bardzo. Ma naturę samotnika i nie jest gadatliwy. Właściwie to w ogóle nie mówi. Przynajmniej do innych.
Kolejne burknięcie. Z takim podejściem nie oszukałaby nawet martwego pniaka, jeśli przyszłoby jej z nim rozmawiać. Emocje wypływały z niej bokami, próbowały ujść uszami i uciec przez jej spojrzenia, a nawet wąsy. Intrygujące jak próbowała skrywać je w sobie i jak nieudolnie to robiła. Nie brzmiała na zadowoloną z tego, że została wojowniczką. Właściwie nie zachowywała się, jak Jesionowa Łapa, którą poznałem w minionych wschodach słońca. Genialne ukazanie tego, jak emocje, na których zwykłem grać, potrafiły zmienić danego kota i choć wciąż pozostawał jedną całością, to wydawał się być zupełnie oderwany od tego, co reprezentował na co dzień. W moich poczynaniach brakowało intensywnego przeżywania wydarzeń, zaś same emocje u siebie samego uważałem za zbędne. Byłem bytem kompletnym, któremu pozostała obserwacja innych i badanie ich zachowania, a nie przeżywanie własnych... uniesień. Jedynie żądzę musiałem czasami w jakiś sposób spożytkować, ale od czego były kocice w mieście, które grzały się nieustannie i były chętne do współpracy?
Pełne przejęcia spojrzenie bywało męczące, ale nie mogłem sobie pozwolić na wyjście z roli, dlatego trwałem uparcie w charakterze, który zarysowałem sobie przy ostatnim spotkaniu.
- Szkoda, że nie przyszła do mnie tamta Jesionka - mruknąłem, wzruszając barkami. Spojrzeniem uciekłem gdzieś na bok, jakby mnie to nie obchodziło. Nie chciała ze mną teraz iść, co jakoś mnie nie zdziwiło. Już poprzednim razem wykazała się przywiązaniem do klanu, chociaż wolność ją kusiła.
- Spoko, ale obiecujesz? - Odwróciłem głowę w jej stronę i posłałem jej sympatyczny, może nieco szarmancki uśmiech, ukazując część ostrych, białych kłów. Ciekaw byłem jej reakcji na moją prośbę. Poza tym, pierwszy raz usłyszałem ze swojego pyska słowo z typowo samotniczego żargonu, którym posługiwały się koty z miasta.
- Tak w sumie to dlaczego tutaj przyszłaś? - zapytałem na koniec.
jestemPiotr,ale mówiąnamnieŁ O T R dosyćdługomamten alias,aleniewiemwsumieskąd (znajdziesz go)wszędziegdziezapachperfumi szlugówswąd aw dziewczęcychsercachwciążgasłyświatłaipsułsięprąd
Mistrz: Bezsenna Noc||Czosnkowy Kieł Płeć: kotka Matka: Drobny Ptak [*] Ojciec: Lamparci Płomień Partner: Jedna z Gwiazd [Słodki Język]
Odkąd tylko jej sytuacja się poprawiła oraz gdy stała się partnerką Słodkiego Języka, ponownie pozwoliła sobie na zjedzenie większej porcji jedzenia. Z czasem, ponownie zaczęła wyglądać normalnie, zadowolona, że ma u boku pointa, ponownie odzyskała blask w żółtozielonych tęczówkach. Och tak tak! Szylkretowe futro zaczęło już nawet lekko połyskiwać w słońcu, takie jest czyste. Widać, że zdecydowanie wzięła przykład ze zmarłej siostry, Jałowcowej Łapy. No... i to w sumie chyba tyle, co się zmieniło.
>>Rany i blizny
No widzicie, wszystko dało się zmienić. Odkąd tylko stanęła u boku Słodkiego Języka, wróciła radość i szczęście. Na jej mordce ponownie zakwitł uśmiech a rozmowa z kotami nie była już uciążliwa. Od wyprawy na osiedle, podczas której samotnik porwał jej syna, kotka stała się jednak zdecydowanie nadopiekuńcza w stosunku do córki. Poza tym, nauczyła się również czasem powiedzieć "nie", nie mając nawet zamiaru popełnić ponownie tego samego błędu co niegdyś.
Uszy położyła po sobie, a wąsy drgnęły, gdy usłyszała o dawnej Jesionce. Jesionce!? Właśnie! Przecież ona nie miała nigdy imienia w zdrobnieniu! Była tylko Jesion... Faktem rzecz biorąc, nie przeszkadzało jej jakoś szczególnie ta forma jej imienia, a bardziej dawana. Ta stara, troskliwa szylkretka, którą poznał już... Nie istniała. Przynajmniej Jesionowa Kora, nie chciała jej w tej chwili wypuścić. Cząstka jej jednak żyła. Dalej troskliwa i opiekuńcza. Przykrywała się tylko maską tej obojętnej, wychudzonej kocicy, którą przybrała... Nie powinna tego robić... Zwłaszcza przyjacielowi...
- Obiecuję - odparła już spokojniej i lekkim, nieśmiałym uśmiechem na pyszczku. Wybierze się kiedyś do miasta, lecz nie teraz. Naprawdę wolała zostać przy ziemiach Klanu Cienia. Póki jej emocje się nie uspokoją i nie znajdzie sposobu aby je okiełznać, bo jeszcze zrobi coś głupiego, niemądrego. Wolała więc tego uniknąć i zostać. Kto wie, może za kilka wschodów słońca, wyruszy razem z Wilkiem do miasta?
- Musiałam się oderwać od... Życia klanowego. Na chwilę. Miałam zamiar zaraz wracać, ale skoro spotkałam Ciebie... - słaby błysk w żółtozielonych oczach, oznaczał, że ta stara Jesionka, jak to nazwał ją Wilk, wróciła. Przynajmniej na razie.
Zdążył już dorosnąć. Zrobił się postawny i największy z kociąt Chabrowego Pąku, choć pomiędzy nim a Osikową Łapą nie ma znacznej różnicy. Z puszystej, okrągłej kulki stał się teraz sporym kocurem o długich, a także zwinnych łapach i pokaźnym ogonie, który często nosi wysoko uniesiony z nonszalancko opadającą końcówką. Ślepia kocura wybarwiły się na złocisty odcień. Może i bokobrody Pochmurnego nie są tak wydatne jak te u Osiki, ale bujnością kryzy go zdecydowanie przewyższa. Sierść na jego brodzie jest trochę dłuższa, co sprawia, że ma małą kozią bródkę. Samą brodę ma mocną i szeroką, aczkolwiek nie tak pokaźną jak ta Osiki. Bura sierść pokryta czarnymi, klasycznymi pręgami kontrastuje z białymi wstawkami na kufie, brodzie, kryzie, a także na przednich i tylnych łapach, gdzie sięgają one aż do pięt. Spomiędzy palców wyrastają mu pęczki sierści.
Wycofany, nonszalancki, spokojny. Raczej się nie emocjonuje. Częściej charakteryzuje go stoicki spokój. Jest co prawda ciekawy świata, jednak nie pokazuje tego za bardzo. Ma naturę samotnika i nie jest gadatliwy. Właściwie to w ogóle nie mówi. Przynajmniej do innych.
Ot, drobny gest, jak położenie uszu, a ile znaczył. Był wyraźnym sygnałem niezadowolenia, albo dezaprobaty wyrażanej wobec czegoś, bądź kogoś. Obecnie prawdopodobnie chodziło o moje słowa, gdyż o cóż innego chodzić by mogło. Chyba, że po jej głowie kołowały się jakieś myśli, które sprawiły, że mimowolnie tak zareagowała. Tę opcję również brałem pod uwagę w swoich kolejnych ruchach. Gdy w końcu otrzymałem reakcję na moją prośbę, zastrzygłem uszami i obruszyłem białymi wąsami. Oczywiście zrobiłem to z premedytacją. Nawet ukradkowo uniosłem kąciki pyska, które szybko opuściłem po dwóch uderzeniach serca. Gest ten był przeze mnie precyzyjnie wyliczony oraz przećwiczony poprzez wpatrywanie się we własne odbicie w tafli wody w kałuży, czy bajorach. Czasami w formie ćwiczeń zerkałem również w lustra na osiedlu dwunogów. Nie uszło mojej uwadze to, że odpowiedziała mi już znacznie spokojniej, a przez jej buro-rudy pysk przemknął cień uśmiechu.
- To ono cię tak wyżarło. Wiedziałem, że klany są toksyczne - mruknąłem z rozbawieniem w grozie. Był to żart, chociaż nie wiedziałem, czy udany. Zaraz powinno się okazać, a tymczasem odparłem jeszcze krótko:
- Jeśli chcesz, to mogę iść. - Wzruszyłem barkami i poruszyłem długim, puszystym ogonem, który opadł bezwiednie na zieloną trawę. Czy będzie chciała wracać? Z tego, co widziałem po jej zachowaniu, to być może jednak ze mną zostanie.
jestemPiotr,ale mówiąnamnieŁ O T R dosyćdługomamten alias,aleniewiemwsumieskąd (znajdziesz go)wszędziegdziezapachperfumi szlugówswąd aw dziewczęcychsercachwciążgasłyświatłaipsułsięprąd
Mistrz: Bezsenna Noc||Czosnkowy Kieł Płeć: kotka Matka: Drobny Ptak [*] Ojciec: Lamparci Płomień Partner: Jedna z Gwiazd [Słodki Język]
Odkąd tylko jej sytuacja się poprawiła oraz gdy stała się partnerką Słodkiego Języka, ponownie pozwoliła sobie na zjedzenie większej porcji jedzenia. Z czasem, ponownie zaczęła wyglądać normalnie, zadowolona, że ma u boku pointa, ponownie odzyskała blask w żółtozielonych tęczówkach. Och tak tak! Szylkretowe futro zaczęło już nawet lekko połyskiwać w słońcu, takie jest czyste. Widać, że zdecydowanie wzięła przykład ze zmarłej siostry, Jałowcowej Łapy. No... i to w sumie chyba tyle, co się zmieniło.
>>Rany i blizny
No widzicie, wszystko dało się zmienić. Odkąd tylko stanęła u boku Słodkiego Języka, wróciła radość i szczęście. Na jej mordce ponownie zakwitł uśmiech a rozmowa z kotami nie była już uciążliwa. Od wyprawy na osiedle, podczas której samotnik porwał jej syna, kotka stała się jednak zdecydowanie nadopiekuńcza w stosunku do córki. Poza tym, nauczyła się również czasem powiedzieć "nie", nie mając nawet zamiaru popełnić ponownie tego samego błędu co niegdyś.
Może to - jak to sądził kocur - "życie klanowe ją wyżarło", lecz jej bardziej chodziło o kogoś. Nie chciała się jednak zwierzać ze swoich problemów, jak to zrobiła kilkanaście księżyców temu, podczas ich pierwszego spotkania. Wtedy jednak chodziło o karę od Wężowej Gwiazdy, która przy tej sprawie, była błahostką. Problemy sercowe, to jednak coś, co powinna rozwiązać sama. Skoro nawet jej ojciec o tym nie wiedział, nie wypadałoby, aby powiedzieć o tym samotnikowi. Jednak Wilk był jej przyjacielem... Nie! I tak niczego w tej sprawie od niej nie wyciągnie! Stała się bardziej ostrożna i tyle. Już i tak wystarczyło, że zgodziła się iść z nim do miasta. Jesion jednak była zadowolona ze swojej decyzji, gdyż teraz, raczej nikt nie zauważy jej zniknięcia. O ile nie zrobi tego przed ceremonią mianowania terminatorów... Tak, jeśli dostanie własnego, powie mu, żeby przychodził co dwa dni. Albo... raz tak mu powie, że niby ma ważną sprawę do załatwienia.
- Nie! - prawie krzyknęła, gdy usłyszała pomysł burego. Nie wiedziała czemu tak zareagowała... Być może, potrzebowała po prostu towarzystwa? Z kotami z klanu, które nie były niebieskookim, rozmawiało jej się dobrze, jednak... to był jej klan. A wieści po nim roznosiły się szybko. Tego szylkretka wolała uniknąć.
Zdążył już dorosnąć. Zrobił się postawny i największy z kociąt Chabrowego Pąku, choć pomiędzy nim a Osikową Łapą nie ma znacznej różnicy. Z puszystej, okrągłej kulki stał się teraz sporym kocurem o długich, a także zwinnych łapach i pokaźnym ogonie, który często nosi wysoko uniesiony z nonszalancko opadającą końcówką. Ślepia kocura wybarwiły się na złocisty odcień. Może i bokobrody Pochmurnego nie są tak wydatne jak te u Osiki, ale bujnością kryzy go zdecydowanie przewyższa. Sierść na jego brodzie jest trochę dłuższa, co sprawia, że ma małą kozią bródkę. Samą brodę ma mocną i szeroką, aczkolwiek nie tak pokaźną jak ta Osiki. Bura sierść pokryta czarnymi, klasycznymi pręgami kontrastuje z białymi wstawkami na kufie, brodzie, kryzie, a także na przednich i tylnych łapach, gdzie sięgają one aż do pięt. Spomiędzy palców wyrastają mu pęczki sierści.
Wycofany, nonszalancki, spokojny. Raczej się nie emocjonuje. Częściej charakteryzuje go stoicki spokój. Jest co prawda ciekawy świata, jednak nie pokazuje tego za bardzo. Ma naturę samotnika i nie jest gadatliwy. Właściwie to w ogóle nie mówi. Przynajmniej do innych.
Widziałem, że po głowie kołatają jej się przeróżne myśli, z którymi się bije, walczy i mocuje. Przyglądałem jej się niby bez znaczenia, ot, jak zawsze w trakcie rozmowy, a jednak uważnie analizowałem każdy widoczny ruch na jej pysku, czy ciele. Szukałem drżeń mięśni, chwilo jeżących się kosmyków, czy wzruszeń ogona. Miałem się już zbierać do drogi i nawet zacząłem prostować ostentacyjnie łapy, gdy do moich wrażliwych uszu dotarł cichy krzyk. Sierść na moim karku zjeżyła się, zaś uszy rozłożyłem na boki, przymykając przy okazji ślepia. Idealnie. Przeniosłem spojrzenie na Jesion i postawiłem uszy, a długie futro opadło.
- Dobrze, Jesionko - powiedziałem i wzruszyłem barkami. Taka rola była w sumie całkiem interesująca, ponieważ bardzo różniła się ode mnie samego. Właściwie była daleką skrajnością, ale zupełnie mi to nie przeszkadzało. Siedziałem przez chwilę cicho, a potem przeciągnąłem się po ziemi ziewając, ukazując swoje białe zębiska. Wyciągnąłem się jak długi na zielonej trawie, brzuchem do góry i spojrzałem na Cienistą z tej perspektywy.
- Czyli jednak tęskniłaś, ha! - zaśmiałem się, puszczając do niej oczko i szczerząc kły w uśmiechu, szturchając ją tylną łapą w bok. W środku nie czułem żadnych emocji. Byłem wyzuty z uczuć. Inne koty były dla mnie jedynie obiektami, które mogłem dowolnie używać.
jestemPiotr,ale mówiąnamnieŁ O T R dosyćdługomamten alias,aleniewiemwsumieskąd (znajdziesz go)wszędziegdziezapachperfumi szlugówswąd aw dziewczęcychsercachwciążgasłyświatłaipsułsięprąd
Mistrz: Bezsenna Noc||Czosnkowy Kieł Płeć: kotka Matka: Drobny Ptak [*] Ojciec: Lamparci Płomień Partner: Jedna z Gwiazd [Słodki Język]
Odkąd tylko jej sytuacja się poprawiła oraz gdy stała się partnerką Słodkiego Języka, ponownie pozwoliła sobie na zjedzenie większej porcji jedzenia. Z czasem, ponownie zaczęła wyglądać normalnie, zadowolona, że ma u boku pointa, ponownie odzyskała blask w żółtozielonych tęczówkach. Och tak tak! Szylkretowe futro zaczęło już nawet lekko połyskiwać w słońcu, takie jest czyste. Widać, że zdecydowanie wzięła przykład ze zmarłej siostry, Jałowcowej Łapy. No... i to w sumie chyba tyle, co się zmieniło.
>>Rany i blizny
No widzicie, wszystko dało się zmienić. Odkąd tylko stanęła u boku Słodkiego Języka, wróciła radość i szczęście. Na jej mordce ponownie zakwitł uśmiech a rozmowa z kotami nie była już uciążliwa. Od wyprawy na osiedle, podczas której samotnik porwał jej syna, kotka stała się jednak zdecydowanie nadopiekuńcza w stosunku do córki. Poza tym, nauczyła się również czasem powiedzieć "nie", nie mając nawet zamiaru popełnić ponownie tego samego błędu co niegdyś.
Gdyby kotka znała prawdziwą tożsamość swojego rozmówcy, pewnie nie zareagowałaby tak, jak teraz. Chociaż... kto wie? Może zdesperowanej nawet by to nie przeszkadzało? Tego niestety na razie się nie dowiemy, gdyż Chmielograb postanowił nie podawać Cienistej swojego prawdziwego imienia. Trzeba przyznać, że to był cwany plan. Gratulacje.
Wracając natomiast do Jesion. Schyliła głowę w przepraszającym geście, widząc, jak bury kocur zareagował na jej cichy krzyk. Gdy jednak futro samotnika opadło, a on spojrzał na nią złotymi oczami, podniosła głowę. Niepewny uśmiech pojawił się na jej pyszczku, gdy ponownie nawał ją "Jesionką". Te zdrobnienie było nawet całkiem słodkie. Szkoda, że jako kociak nie miała takiego imienia... Była zwykłą Jesion. Chociaż w sumie, gdyby cały klan się tak do niej zwracał, chybaby oszalała! Wilkowi jednak na to pozwalał.
Przyglądała się chwilę, jak kocur przeciąga się po zielonej trawie. Położył się brzuchem do góry, a ona dalej siedziała na swoim miejscu. Teraz zapewne widział ją do góry łapami. Gdy ten puścił do niej oczko i pokazał białe kły, uśmiechnęła się bardzo niepewnie i słabo. Nie wiedziała, jak mogłaby zareagować inaczej. Natomiast gdy szturchnął ją tylną łapą w bok? Posłała mu tylko zwyczajne spojrzenie żółtozielonych oczu. - No... Może trochę - przyznała, zerkając na niego.
Zdążył już dorosnąć. Zrobił się postawny i największy z kociąt Chabrowego Pąku, choć pomiędzy nim a Osikową Łapą nie ma znacznej różnicy. Z puszystej, okrągłej kulki stał się teraz sporym kocurem o długich, a także zwinnych łapach i pokaźnym ogonie, który często nosi wysoko uniesiony z nonszalancko opadającą końcówką. Ślepia kocura wybarwiły się na złocisty odcień. Może i bokobrody Pochmurnego nie są tak wydatne jak te u Osiki, ale bujnością kryzy go zdecydowanie przewyższa. Sierść na jego brodzie jest trochę dłuższa, co sprawia, że ma małą kozią bródkę. Samą brodę ma mocną i szeroką, aczkolwiek nie tak pokaźną jak ta Osiki. Bura sierść pokryta czarnymi, klasycznymi pręgami kontrastuje z białymi wstawkami na kufie, brodzie, kryzie, a także na przednich i tylnych łapach, gdzie sięgają one aż do pięt. Spomiędzy palców wyrastają mu pęczki sierści.
Wycofany, nonszalancki, spokojny. Raczej się nie emocjonuje. Częściej charakteryzuje go stoicki spokój. Jest co prawda ciekawy świata, jednak nie pokazuje tego za bardzo. Ma naturę samotnika i nie jest gadatliwy. Właściwie to w ogóle nie mówi. Przynajmniej do innych.
Przepraszający gest Jesionowej przyjąłem bez żadnej reakcji. Ot, był i tyle. Być może pomyśli, iż chodziło mi o to, że wcale nie musiała przepraszać. Wilk zapewne by tak stwierdził, natomiast mi zależało na tym, aby przeprosiła. Im bardziej inny kot angażował się w relację z drugim, tym łatwiej było można na niego wpływać, a właśnie na tym mi zależało. Inni byli dla mnie jedynie narzędziami, które mogłem lepiej lub gorzej wykorzystać. Wszystko było zależne od moich zręcznych łap i umiejętności, które posiadłem do tej pory. Badanie kocich zachowań i naginanie ich do własnych potrzeb było procedurą trudną, ale zdarzało się być owocne i, co więcej, satysfakcjonujące, a mało co było w stanie wywołać u mnie to uczucie. Wyłapałem te parę niepewnych, niewinnych uśmiechów, które mi posłała, choć świat stał mi teraz do góry łapami. Niesprzyjająca perspektywa. Będę musiał się z niej jak najszybciej wydostać.
- Wiedziałem! - powiedziałem, uśmiechając się szeroko. Mechaniczne, wyćwiczone gesty, których potrzebowałem i żadnej emocji. Jedynie narastająca potrzeba realizacji.
- To jak się teraz nazywasz? Jesionowa Gałązka? Liść? Chyba nie Korzeń? - zapytałem okazując zainteresowanie. Ciekaw byłem ile będę tutaj leżał zanim zacznie mi się kręcić w głowie. Właściwie interesowało mnie to bardziej niż jej wojownicze imię, ale nie mogłem tego po sobie pokazać. Zacząłem odliczać w duchu kolejne uderzenia serca.
jestemPiotr,ale mówiąnamnieŁ O T R dosyćdługomamten alias,aleniewiemwsumieskąd (znajdziesz go)wszędziegdziezapachperfumi szlugówswąd aw dziewczęcychsercachwciążgasłyświatłaipsułsięprąd
Mistrz: Bezsenna Noc||Czosnkowy Kieł Płeć: kotka Matka: Drobny Ptak [*] Ojciec: Lamparci Płomień Partner: Jedna z Gwiazd [Słodki Język]
Odkąd tylko jej sytuacja się poprawiła oraz gdy stała się partnerką Słodkiego Języka, ponownie pozwoliła sobie na zjedzenie większej porcji jedzenia. Z czasem, ponownie zaczęła wyglądać normalnie, zadowolona, że ma u boku pointa, ponownie odzyskała blask w żółtozielonych tęczówkach. Och tak tak! Szylkretowe futro zaczęło już nawet lekko połyskiwać w słońcu, takie jest czyste. Widać, że zdecydowanie wzięła przykład ze zmarłej siostry, Jałowcowej Łapy. No... i to w sumie chyba tyle, co się zmieniło.
>>Rany i blizny
No widzicie, wszystko dało się zmienić. Odkąd tylko stanęła u boku Słodkiego Języka, wróciła radość i szczęście. Na jej mordce ponownie zakwitł uśmiech a rozmowa z kotami nie była już uciążliwa. Od wyprawy na osiedle, podczas której samotnik porwał jej syna, kotka stała się jednak zdecydowanie nadopiekuńcza w stosunku do córki. Poza tym, nauczyła się również czasem powiedzieć "nie", nie mając nawet zamiaru popełnić ponownie tego samego błędu co niegdyś.
Trzeba przyznać, iż pytanie samotnika, nie zdziwiło bardzo kotki. W końcu, chyba musiał wiedzieć, jak ma teraz na imię i jak się do niej zwracać. Chociaż szylkretka wolałaby zostać "Jesionką". Ale chyba to i tak nie przeszkodzi jej, aby podać mu nowe, wojownicze imię. Zastanawiała się też chwilę, na imionami, jakie zaproponował. Gałązka? Nie. Brzmi zbyt słodko. Liść? Jesionowy Liść? Całkiem ładnie. Czemu Wężownik jej takiego nie dał... Pewne dla oryginalności! Nie spotkała, ani nie słyszała o żadnym kocie, który miałby podobne imię. Korzeń? Ble! Gdyby tak było, wolałaby dalej być terminatorką.
- Kora. Jesionowa Kora - oświadczyła po chwili. Czuła się trochę dziwnie. To tak, jakby przedstawiać się ponownie, temu samemu kotu! Wilk raczej nigdy nie zmieni imienia, więc zapewne nie miał tego samego problemu.
Zdążył już dorosnąć. Zrobił się postawny i największy z kociąt Chabrowego Pąku, choć pomiędzy nim a Osikową Łapą nie ma znacznej różnicy. Z puszystej, okrągłej kulki stał się teraz sporym kocurem o długich, a także zwinnych łapach i pokaźnym ogonie, który często nosi wysoko uniesiony z nonszalancko opadającą końcówką. Ślepia kocura wybarwiły się na złocisty odcień. Może i bokobrody Pochmurnego nie są tak wydatne jak te u Osiki, ale bujnością kryzy go zdecydowanie przewyższa. Sierść na jego brodzie jest trochę dłuższa, co sprawia, że ma małą kozią bródkę. Samą brodę ma mocną i szeroką, aczkolwiek nie tak pokaźną jak ta Osiki. Bura sierść pokryta czarnymi, klasycznymi pręgami kontrastuje z białymi wstawkami na kufie, brodzie, kryzie, a także na przednich i tylnych łapach, gdzie sięgają one aż do pięt. Spomiędzy palców wyrastają mu pęczki sierści.
Wycofany, nonszalancki, spokojny. Raczej się nie emocjonuje. Częściej charakteryzuje go stoicki spokój. Jest co prawda ciekawy świata, jednak nie pokazuje tego za bardzo. Ma naturę samotnika i nie jest gadatliwy. Właściwie to w ogóle nie mówi. Przynajmniej do innych.
Jesionowa Kora. Ciekawy człon. Nie znałem jeszcze kota o podobnym imieniu, dlatego byłem nawet po trosze zaskoczony, że jednak jej nowe imię będzie przydatne oraz użyteczne w przyszłości nie tylko w relacji z samą cienistą wojowniczką, ale również w trakcie spotkań z innymi kotami. Zwłaszcza, że nigdy dwa razy nie przedstawiłem się tym samym imieniem. Na razie zapamiętanie wszystkich opcji, postaci, które grywałem oraz imion nie sprawiało mi problemu, jednakże nie mogłem mieć pewności co do tego, jak sytuacja będzie się miała za kolejny obieg pór roku.
- Dobrze, że jednak nie Korzeń - żachnąłem się, patrząc na nią z ukosa do góry łapami. W międzyczasie liczyłem kolejne uderzenia serca, ale na razie nie kręciło mi się w głowie. Na razie. Stawiałem na to, że to jedynie kwestia czasu.
- I tak będę do ciebie mówić "Jesionka", ale pełne imię może się kiedyś przydać, jak spotkam jakiegoś innego kota z twojego klanu - oznajmiłem nonszalancko. W istocie taka oficjalna forma mogła być przydatna w przyszłych kontaktach, jednakże wątpiłem w to, abym przedstawił się komuś jeszcze jako Wilk. Będę to musiał przemyśleć.
- Dostałaś już swoją... Łapę? - Wykazałem się iście samotniczą niewiedzą i niepamięcią wobec klanowych zasad. Być może w Klanie Cienia praktykowało się przydzielanie terminatorów początkującym wojownikom, ale szczerze w to wątpiłem, chociaż nie zamierzałem mieć co do tego całkowitej pewności. Wiedziałem, że wielu rzeczy nie powinno zakładać się z góry.
jestemPiotr,ale mówiąnamnieŁ O T R dosyćdługomamten alias,aleniewiemwsumieskąd (znajdziesz go)wszędziegdziezapachperfumi szlugówswąd aw dziewczęcychsercachwciążgasłyświatłaipsułsięprąd
Mistrz: Bezsenna Noc||Czosnkowy Kieł Płeć: kotka Matka: Drobny Ptak [*] Ojciec: Lamparci Płomień Partner: Jedna z Gwiazd [Słodki Język]
Odkąd tylko jej sytuacja się poprawiła oraz gdy stała się partnerką Słodkiego Języka, ponownie pozwoliła sobie na zjedzenie większej porcji jedzenia. Z czasem, ponownie zaczęła wyglądać normalnie, zadowolona, że ma u boku pointa, ponownie odzyskała blask w żółtozielonych tęczówkach. Och tak tak! Szylkretowe futro zaczęło już nawet lekko połyskiwać w słońcu, takie jest czyste. Widać, że zdecydowanie wzięła przykład ze zmarłej siostry, Jałowcowej Łapy. No... i to w sumie chyba tyle, co się zmieniło.
>>Rany i blizny
No widzicie, wszystko dało się zmienić. Odkąd tylko stanęła u boku Słodkiego Języka, wróciła radość i szczęście. Na jej mordce ponownie zakwitł uśmiech a rozmowa z kotami nie była już uciążliwa. Od wyprawy na osiedle, podczas której samotnik porwał jej syna, kotka stała się jednak zdecydowanie nadopiekuńcza w stosunku do córki. Poza tym, nauczyła się również czasem powiedzieć "nie", nie mając nawet zamiaru popełnić ponownie tego samego błędu co niegdyś.
- Tak, dobrze, że nie Korzeń - przytaknęła. Noszenie imienia "Jesionowy Korzeń" byłoby okropne! Nie dość, że mega by się jego wstydziła, to jeszcze niektórzy mogliby się z tego śmiać. Takie głupie imię mogłoby zmienić jej życie! Nie przedstawiałaby się nikomu pełnym, a jedynie pierwszym członem, aby nie narobić sobie wstydu. Wężownik postanowił jej jednak nadać imię "Kora", za co była mu wdzięczna, mimo, iż była jeszcze niedawno na niego zła. Najwyraźniej gniew każdemu mija.
Nie odpowiedziała na jego słowa "pełne imię może się kiedyś przydać, jak spotkam jakiegoś innego kota z twojego klanu". Wolałaby lepiej nie. Mogłaby mieć przez to kłopoty. Ale w sumie, nic ważnego Wilkowi nie powiedziała, więc czemu by miała je mieć? A poza tym, Kodeks Wojownika nie mówił nic o tym, że nie wolno zawierać przyjaźni z samotnikami. Gdyby tak było, jako wojowniczka by o tym wiedziała.
- Nie, nie dostałam jeszcze swojego terminatora - odparła. Rozmowa z kotem, który pochodził spoza klanu, była naprawdę interesująca. Oboje mogli się od siebie uczyć i poznawać zwyczaje. Jesion jednak musiała być ostrożna, aby nie wypaplać za dużo.
- A jak w mieście? Co tam się w ogóle robi? - zapytała ciekawa. Jako kotka z klanu, miała nijakie pojęcie o miejskim życiu. Nie wiedziała co tamtejsze koty robią.
Zdążył już dorosnąć. Zrobił się postawny i największy z kociąt Chabrowego Pąku, choć pomiędzy nim a Osikową Łapą nie ma znacznej różnicy. Z puszystej, okrągłej kulki stał się teraz sporym kocurem o długich, a także zwinnych łapach i pokaźnym ogonie, który często nosi wysoko uniesiony z nonszalancko opadającą końcówką. Ślepia kocura wybarwiły się na złocisty odcień. Może i bokobrody Pochmurnego nie są tak wydatne jak te u Osiki, ale bujnością kryzy go zdecydowanie przewyższa. Sierść na jego brodzie jest trochę dłuższa, co sprawia, że ma małą kozią bródkę. Samą brodę ma mocną i szeroką, aczkolwiek nie tak pokaźną jak ta Osiki. Bura sierść pokryta czarnymi, klasycznymi pręgami kontrastuje z białymi wstawkami na kufie, brodzie, kryzie, a także na przednich i tylnych łapach, gdzie sięgają one aż do pięt. Spomiędzy palców wyrastają mu pęczki sierści.
Wycofany, nonszalancki, spokojny. Raczej się nie emocjonuje. Częściej charakteryzuje go stoicki spokój. Jest co prawda ciekawy świata, jednak nie pokazuje tego za bardzo. Ma naturę samotnika i nie jest gadatliwy. Właściwie to w ogóle nie mówi. Przynajmniej do innych.
Dobrze trafiłem z członem "korzeń". Osobiście nie robiłoby mi to żadnego problemu, jednakże wiele kotów liczyło się z własnymi imionami i uważało je za pewną świętość, która zostawała z nimi do końca życia. Moim zdaniem były to brednie, ale nie każdy miał tak szeroką perspektywę i otwarty umysł. Zwykle koty z klanów przypominały robaki zamknięte w pudełku, z którego nie było ucieczki. Aczkolwiek w Klanie Cienia było zdecydowanie więcej robaczków, które mnie ciekawiły swoim zachowaniem i nie odstręczały mnie od siebie.
Informacja o terminatorze tak naprawdę nie była mi do niczego potrzebna, dlatego jedynie kiwnąłem głową i uniosłem kąciki pyska w lekkim uśmiechu. Leżenie na grzbiecie i wpatrywanie się w kocicę było rzeczą dość problematyczną. Wciąż liczyłem uderzenia serca, ale powoli zaczynałem odczuwać coraz większy dyskomfort.
- Żyje, a co! - Zerwałem się na równe łapy, podskakując ku górze i usiadłem dumnie wypinając pierś, a moje złociste ślepia błysnęły w blasku zachodzącego słońca.
- Przypuszczam, że podobnie jak w klanach, ale bez tego nadęcia, ha - powiedziałem pewnym siebie głosem i zaśmiałem się na koniec. Postanowiłem jednak trochę jej opowiedzieć. Być może uda mi się ją zainteresować tematem.
- Walczy, poluje, rozmawia albo ucieka przed ludźmi, czy samochodami.
jestemPiotr,ale mówiąnamnieŁ O T R dosyćdługomamten alias,aleniewiemwsumieskąd (znajdziesz go)wszędziegdziezapachperfumi szlugówswąd aw dziewczęcychsercachwciążgasłyświatłaipsułsięprąd