Mistrz: Bezsenna Noc||Czosnkowy Kieł Płeć: kotka Matka: Drobny Ptak [*] Ojciec: Lamparci Płomień Partner: Jedna z Gwiazd [Słodki Język]
Odkąd tylko jej sytuacja się poprawiła oraz gdy stała się partnerką Słodkiego Języka, ponownie pozwoliła sobie na zjedzenie większej porcji jedzenia. Z czasem, ponownie zaczęła wyglądać normalnie, zadowolona, że ma u boku pointa, ponownie odzyskała blask w żółtozielonych tęczówkach. Och tak tak! Szylkretowe futro zaczęło już nawet lekko połyskiwać w słońcu, takie jest czyste. Widać, że zdecydowanie wzięła przykład ze zmarłej siostry, Jałowcowej Łapy. No... i to w sumie chyba tyle, co się zmieniło.
>>Rany i blizny
No widzicie, wszystko dało się zmienić. Odkąd tylko stanęła u boku Słodkiego Języka, wróciła radość i szczęście. Na jej mordce ponownie zakwitł uśmiech a rozmowa z kotami nie była już uciążliwa. Od wyprawy na osiedle, podczas której samotnik porwał jej syna, kotka stała się jednak zdecydowanie nadopiekuńcza w stosunku do córki. Poza tym, nauczyła się również czasem powiedzieć "nie", nie mając nawet zamiaru popełnić ponownie tego samego błędu co niegdyś.
Dopiął swego, gdyż Jesion praktycznie od razu mu uległa, początkowo opadając na jeden z boków, a następnie leżeć już na brzuchu, tak jak kiedyś, gdy jeszcze kocur należał do Klanu Cienia. Zamruczała cicho, gdy Markiz liznął ją po mordce, a zaraz potem splótł swój ogon z jej. Poraz pierwszy od dawna czuła, że jej serce znowu zaczyna bić jak oszalałe.
- Też tęskniłam kochanie - mruknęła zadowolona. Nie mogła się jednak zbyt długo nacieszyć partnerem, którego to nie widziała ładnych parę księżyców. Zaraz potem, do tarł do niej zapach dwóch kotów... Najgorsze. Olcha i jego terminatora. Jesion wstała po chwili. Futro na jej karku stanęło dęba, gdy tylko Król Olch i Bluszcz, rzucili się na Markiza. Stanęła przed nagorsy wyborem w życiu. Atakować brata czy partnera. Oba koty bardzo kochała. Nie chciała obu stracić. Musiała więc wybrać... Po chwili jednak wybrała. Ojciec jej dzieci musi przeżyć. Tak więc wybiła się z tylnych łap, skacząc ku bratu, któremu to nie chciała pozwolić na wskoczenie na grzbiet pointa. Nie wyciągnęła jednak pazurów. Miała w zamiarze jedynie go odepchnąć i nie pozwolić, aby Markizowi stała się krzywda.
Mistrz: Tylko jam swym panem Płeć: kocur Matka: Black Pearl Simmonis Ojciec: William de Levant
Markiz, jako dumny przedstawiciel rasy kotów burmskich, posiada typowe dla nich krótkie czekoladowe futro z ciemniejszą maską, łapami i ogonem. Kocur nie należy do najwyższych, ale nie jest też szczególnie niski jak na swój wiek. Zważając na jego bierny styl życia, nie dziwnym jest, że miast masy mięśniowej, dostrzega się u niego głównie sporą warstwę tłuszczu.
Niebieskie oczy osadzone w okrągłym pysku brzmią jak obraz przyjazny dla oka, prawda? Jest tak tylko na papierze. Kto go spotkał, ten zrazu dostrzeże swoistą obojętność wobec wszystkich innych, bijącą ze ze wzroku kocura, a przynajmniej na takową wyglądającą.
[...]
Po długiej chorobie, Markiz schudł. Nie było to w znaczącym stopniu, ale z pewnością zauważalne. Od stałego przesiadywania w lecznicy widać też po nim słabszą formę, nawet jeśli jego kondycja nie była najlepsza już z początku. Ma też stale zachrypnięty głos, który na zawsze będzie mu przypominać o dawnej chorobie.
Znając jedynie dostatek domu dwunogów, Markizowi trudno dostosować się do warunków życia w lesie. Jest arogancki i uparty, twierdzi, że wszystko mu się należy, a obowiązkiem innych jest mu to zapewnić. Jest kotem dumnym, nie pozwoli sobie grać na kompetencjach. Z tego samego powodu chce też udowodnić, że jest w stanie zostać równie dobrym wojownikiem co klanowicze urodzeni w lesie.
[...]
Zważając na fakt, że kocur większość czasu spędzał samemu, z pewnymi wyjątkami, charakter Markiza nie zmienił się znacząco. Stał się jednak nieco pokorniejszy. Zrozumiał też dlatego, że nie będą w klanie spełniane wszystkie jego zachcianki. Pozostał jednak nadal dumny, i nie pozwoli innym go poniżać ze względu na pochodzenie.
Piaskowy Podmuch (KG)
I wszelkie plany kocura niestety licho wzięło, bo oto niczym dunder z nieba w odwiedziny przyszła dwójka z co najmniej lekko znienawidzonych przez Markiza kotów. Widząc, jak Ci zbliżają się w jego kierunku, choć nieco późno, kocur czym prędzej spróbował uskoczyć w bok. Nie za daleko, co prawda, ale na tyle, że o ile unik był skuteczny, to Olcha raczej nie powinien mieć go w zasięgu. Wszystko w tej chwili sprowadzało się jednak do czystego farta, bo sama różnica w umiejętnościach raczej przechylała trzymaną gdzieś tam przez Nike szalę w jego kierunku. Cóż, się pożyje, się zobaczy. Na razie musiał się tylko martwić niewyrównaną walką, gdzie na jedynym celem było jego przeżycie. Taka była niestety smutna dla Jesion prawda. W tej chwili ważny był on, więc jeżeli jej pomoc ściągnie na nią gniew brata, to niestety będzie musiała sobie z tym liczyć sama. Co prawda pozostawała też kwestia Bluszcz, jednak kocur zdecydowanie nie był wystarczająco zwinny, by w jednym czasie uniknąć świadomie dwóch ataków na raz.
Księżyce: 102 Mistrz: Łani Krok Płeć: kotka Matka: Łani Krok Partner: uciekł Trwałe urazy: Tylko na psychice
Drobna, czarno-biała kotka z białymi znaczeniami na pyszczku, piersi i ogonie. Ma również białe skarpetki na przednich łapach - tylko palce i na tylnych do połowy. Oczy ma błękitne.
Po śmierci ojca ciężko było jej się pozbierać, jednak teraz powoli wraca do życia. Radosna, sympatyczna kotka, uwielbiająca spędzać czas z najmłodszymi.
Lśniąca Sadzawka [KW] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Olchowy Szept od razu po tym, jak dojrzał partnera swojej siostry, rzucił się na niego, celując w jego grzbiet. Skradał się niezauważenie, przez co wygnaniec nawet nie miał szans, by go wcześniej dostrzec, a co za tym idzie, nie przygotował się do uniku. Wobec tego, bury kocur wskoczył na jego grzbiet i bez żadnych przeszkód wgryzł się w jego kark. Próba udaremnienia ataku królewicza przez Jesionową Korę nie powiodła się. Kocica jedynie skoczyła przed brata, jednak nie zdołała nic mu zrobić. Za wolno zareagowała.
Oprócz tego, Słodki Język poczuć również mógł, jak Bluszczowa Łapa wgryza się w jego prawą tylną kończynę. Co prawda kotce nie udało się dojść do samotnika niezauważenie, ale nijak nie wpłynęło to na powodzenie jej ataku.
Słodki Język lvl: 3 | S: 11 | Zr: 8(10) | Sz: 4(6) | Zm: 6 | HP: 75-21-18=36 | W: 45-3=42/45
• przerzuty 0/2
» rana 2. stopnia: mocne ugryzienie w szyję, krwawi (w pierwszej kolejce -3HP, potem -2HP do końca walki)
» rana 2. stopnia: mocne ugryzienie w prawą tylną łapę, krwawi (w pierwszej kolejce -3HP, potem -2HP do końca walki)
» statystyki obniżone w związku z walką 1:2
» od następnej tury statyki obniżone o ¼ z powodu spadku HP o ½
<span class="plm3">jedna chwila wystarczy, by bez końca biec pod wiatr</span>
<div class="plm">
<div class="plm2">☆choćbylos sypałw oczy piach choćby czas nie chciał <span class="plm1">leczyć ran</span> nawet tęczyjest potrzebnydeszcz więc <span class="plm1">nie możesz</span> terazpoddać się</div></div>
Jest największy i najwyższy ze swojego rodzeństwa oraz dużo powyżej średniej w klanie. Cechują go długie, smukłe łapy i sprężysta sylwetka o szerokich barkach oraz długim, kudłatym ogonie. Jedną z cech charakterystycznych Królewicza jest mocna, silna broda odznaczająca się silnie na jego pysku, nad którą jarzą się bladozielone, lśniące ślepia. Pokrywają go tak gęste czarne, zawijasy, że zdaje się być smoliście czarny, jedynie na łapach i na pysku przebijają piaskowo-brązowawe przejaśnienia, świadczące o tym, że jednak jest bury bez ani grama bieli. Całe jego ciało pokrywa długa, bujna sierść, która w szczególności nabiera objętości wokół szyi i na piersi, zaś z trójkątnych uszu wyrastają gęste, długie czarne pędzle.
Jest ogromnym egoistą oraz egocentrykiem, który prawdopodobnie będzie szedł przez życie po trupach do obranego celu. Urodził się jako siódmy syn potomka nie jednego, a dwóch przywódców i czuje, że został stworzony do wyższych rzeczy. Kocur jest bardzo ambitny i przy okazji pozbawiony empatii; nie wzrusza go krzywda innych kotów. Dodatkowo matka wpoiła mu niechęć do znajd i przybłęd przyjmowanych do klanu, co podbudowało u niego silne poczucie wyższości w związku z pochodzeniem. Uważa się za błękitnokrwistego. Reszta Klanu Cienia jest gorsza od jego rodziny. Bywa milczący, ale umie używać języka, szczególnie wtedy gdy tego potrzebuje. Jego osobowość stanowi mieszankę rodziców - od ojca przyjął wyciszenie i rozwagę, zaś z mlekiem matki wchłonął jej, dla niektórych krzywdzące poglądy i nieprzyjemny charakter. Potrafi się szybko dostosować. Zasady są dla niego istotne i woli ich nie naginać, choć przede wszystkim zależy mu na zysku i czynieniu tego, na czym mu zależy i do czego został stworzony.
W momencie skoku kątem oka dostrzegł, jak Jesion, jego własna rodzona siostra, próbowała udaremnić jego atak na plugawego wygnańca, którego poprzysiągł zamordować. W tym momencie w jego głowie pojawiła się dosadna myśl: Jesion zdradziła klan. Złamała kodeks. Nie była już lojalna ich rodzinie, ich klanowi. Myślał, że po ich ostatniej rozmowie dotarło do niej, ale najwyraźniej się mylił. Nie była już jego siostrą. Nie miał siostry. Później się z nią rozprawi. I tak miała szczęście, że nie trafiła. To by jeszcze bardziej rozjuszyło i tak wściekłego już Króla Olch. Teraz nie mógł się rozpraszać.
W końcu zdążył już wylądować na grzbiecie wygnańca, wgryzając się mu głęboko w kark. Metaliczny posmak na języku sprawił, że zielone ślepia zaiskrzyły. Nie zamierzał przestawać, oj nie. Królewicz nie rzucał słów na wiatr. Złapał łapami mocno za barki pieszczocha, żeby dalej utrzymać się na jego grzbiecie i ponownie spróbował się wgryźć w jego karku, próbując pogłębić zadaną mu ranę, a nawet... szarpnął, jakby ów kark chciał skręcić. Czy miał wystarczająco dużo siły? Nie wiedział, ale chciał mieć.
Średniego wzrostu i przeciętnej budowy czarno-ruda, krótkowłosa kocica. Po lewej stronie jej głowy dominuje rudy, a po prawej czarny. Oczy ma złote, nos czarno-różowy, a jasne wąsy są zabawnie powykręcane.
Apatyczna, mało ruchliwa, pozbawiona energii i poczucia humoru. Niezależna samotniczka, w towarzystwie małomówna i nieufna. Paranoiczka, przewrażliwiona na własnym punkcie, wyczulona na jakiekolwiek przytyki w swoją stronę, jednocześnie mająca ostre opinie na temat innych.
Walcz, żeby zabić, zabić, ZABIĆ, walcz, żeby zabić. Walczę, żeby zabić, zabiję. W tej chwili niewiele było we mnie rozsądku i racjonalnego myślenia, tylko działanie, tylko napięte mięśnie, tylko atak, tylko zaciśnięte szczęki, tylko krew spływająca mi do pyska. Nie miałam czasu na analizę tego, co się dzieje, wiedziałam tylko, że udało mi się wbić zęby w jego łapę tak, jak planowałam, i tylko to się w tej chwili liczyło. Miałam teraz dwie opcje: spróbować pogorszyć tę ranę, którą już zrobiłam, bądź zaatakować w inny sposób. Ułatwiłabym prawdopodobnie zadanie mistrzowi (niezależnie od tego, co zamierzał on zrobić, gdyż działałam szybko i nieszczególnie skupiałam się na innych szczegółach tej walki), gdybym skierowała na siebie uwagę Słodkiego Nagabywacza… albo gdyby udało mi się go przewrócić. Zdecydowałam się więc przeciągnąć zębami w dół, starając się nie tylko przeorać skórę kocura, ale także pociągnąć jego łapę do tyłu – tak, by stracił równowagę.
i don'twannabeany partofyourscene idon'tbelievewhatyoubelieve i'dratherbefacelessinthe dark thanbesoF A K E................
.................likethewayyouare
Mistrz: Bezsenna Noc||Czosnkowy Kieł Płeć: kotka Matka: Drobny Ptak [*] Ojciec: Lamparci Płomień Partner: Jedna z Gwiazd [Słodki Język]
Odkąd tylko jej sytuacja się poprawiła oraz gdy stała się partnerką Słodkiego Języka, ponownie pozwoliła sobie na zjedzenie większej porcji jedzenia. Z czasem, ponownie zaczęła wyglądać normalnie, zadowolona, że ma u boku pointa, ponownie odzyskała blask w żółtozielonych tęczówkach. Och tak tak! Szylkretowe futro zaczęło już nawet lekko połyskiwać w słońcu, takie jest czyste. Widać, że zdecydowanie wzięła przykład ze zmarłej siostry, Jałowcowej Łapy. No... i to w sumie chyba tyle, co się zmieniło.
>>Rany i blizny
No widzicie, wszystko dało się zmienić. Odkąd tylko stanęła u boku Słodkiego Języka, wróciła radość i szczęście. Na jej mordce ponownie zakwitł uśmiech a rozmowa z kotami nie była już uciążliwa. Od wyprawy na osiedle, podczas której samotnik porwał jej syna, kotka stała się jednak zdecydowanie nadopiekuńcza w stosunku do córki. Poza tym, nauczyła się również czasem powiedzieć "nie", nie mając nawet zamiaru popełnić ponownie tego samego błędu co niegdyś.
Jesion nie udało się udaremnić ataku brata. Nie miała jednak zamiaru rezygnować z ochrony partnera. Musiała coś zrobić. Po prostu musiała... Jej głupi brat... Brat którego mimo wszystko kochała, atakował właśnie tego, który podbił jej serce. Szylkretka nie zamierzała na to pozwolić. Nie chciała, aby oni, doprowadzili do śmierci Markiza. Łamali kodeks. Honorowy wojownik nie musi zabijać! A oni perfidnie chcieli go zabić... Życie za życie, ale Jesion nie zamierzała zabić klanowiczów. Musiała atakować, inaczej nic nie zdziała.
Rzuciła się więc ponownie w stronę brata, z zamiarem zrzucenia go z grzbietu pointa. Nie będzie patrzeć, jak on go dobija, chciała po prostu trafić. Dalej bez pazurów, w końcu to jego rodzina. Może i Olcha jej już nie uznawał, ale ona go tak. A rodziny się nie krzywdzi, chyba, że nie da wyboru... Pozostawała jeszcze terminatorka brata, ale Jesionowa nie miała jak zająć się dwójką więc chciała zrzucić tego, który sprawiał największe zagrożenie dla Słodkiego.
Mistrz: Tylko jam swym panem Płeć: kocur Matka: Black Pearl Simmonis Ojciec: William de Levant
Markiz, jako dumny przedstawiciel rasy kotów burmskich, posiada typowe dla nich krótkie czekoladowe futro z ciemniejszą maską, łapami i ogonem. Kocur nie należy do najwyższych, ale nie jest też szczególnie niski jak na swój wiek. Zważając na jego bierny styl życia, nie dziwnym jest, że miast masy mięśniowej, dostrzega się u niego głównie sporą warstwę tłuszczu.
Niebieskie oczy osadzone w okrągłym pysku brzmią jak obraz przyjazny dla oka, prawda? Jest tak tylko na papierze. Kto go spotkał, ten zrazu dostrzeże swoistą obojętność wobec wszystkich innych, bijącą ze ze wzroku kocura, a przynajmniej na takową wyglądającą.
[...]
Po długiej chorobie, Markiz schudł. Nie było to w znaczącym stopniu, ale z pewnością zauważalne. Od stałego przesiadywania w lecznicy widać też po nim słabszą formę, nawet jeśli jego kondycja nie była najlepsza już z początku. Ma też stale zachrypnięty głos, który na zawsze będzie mu przypominać o dawnej chorobie.
Znając jedynie dostatek domu dwunogów, Markizowi trudno dostosować się do warunków życia w lesie. Jest arogancki i uparty, twierdzi, że wszystko mu się należy, a obowiązkiem innych jest mu to zapewnić. Jest kotem dumnym, nie pozwoli sobie grać na kompetencjach. Z tego samego powodu chce też udowodnić, że jest w stanie zostać równie dobrym wojownikiem co klanowicze urodzeni w lesie.
[...]
Zważając na fakt, że kocur większość czasu spędzał samemu, z pewnymi wyjątkami, charakter Markiza nie zmienił się znacząco. Stał się jednak nieco pokorniejszy. Zrozumiał też dlatego, że nie będą w klanie spełniane wszystkie jego zachcianki. Pozostał jednak nadal dumny, i nie pozwoli innym go poniżać ze względu na pochodzenie.
Piaskowy Podmuch (KG)
Kocur nie czekał też zbyt długo, poczuwszy przeszywający ból w karku. Olcha chciał sobie pojeździć? Ciekawe, czy lubił też rodeo. Kocur czuł ranę w tylnej łapie, ale nie miał zamiaru odpuszczać. Dlatego też, z całych sił wybił się przednimi łapami i spróbował się przewrócić do tyłu, na grzbiet. Najlepiej na Bluszcz, jeśli szczęście pozwoli, ale równie dobrze zadowoliłby się po prostu upadając na samego Olchę. Może i zostawiłoby go to przez chwilę w stanie bezbronności, ale nie zamierzał też dawać się poniżyć tak, jak to teraz robiła ta sowia wypluwka na jego grzbiecie. Zginie? Może zginie. Ale nie pozwoli im odejść bez zapłaty.
Księżyce: 102 Mistrz: Łani Krok Płeć: kotka Matka: Łani Krok Partner: uciekł Trwałe urazy: Tylko na psychice
Drobna, czarno-biała kotka z białymi znaczeniami na pyszczku, piersi i ogonie. Ma również białe skarpetki na przednich łapach - tylko palce i na tylnych do połowy. Oczy ma błękitne.
Po śmierci ojca ciężko było jej się pozbierać, jednak teraz powoli wraca do życia. Radosna, sympatyczna kotka, uwielbiająca spędzać czas z najmłodszymi.
Lśniąca Sadzawka [KW] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Atak Olchowego Szeptu - 100% (udany) → (12+15)-(11+5) = 11
Atak Bluszczowej Łapy - 100% (udany) → (15+14)-(10+5) = 14
Atak Słodkiego Języka - 150% (krytyczny) → [(16+8)-(12+12)]*1½ = 0
Atak Słodkiego Języka na ślepo - 50% (słaby) → [(14+8)-(10+5)]*½ = 3
Olchowy Szept nie miał najmniejszego problemu z tym, by ponownie wgryźć się w szyję samotnika. Nie udało mu się trafić w to samo miejsce i pogłębić rany, jednakże poczuć mógł metaliczny posmak krwi w swoim pysku, spowodowany kolejną raną na karku pointa. Podobnie zresztą było w przypadku Bluszczowej Łapy. Kotce nie udało się pogłębić poprzednio zadanej rany, jednak zgodnie z planem uszkodziła skórę kocura.
Jesionowa Kora tymczasem próbowała bronić swojego ukochanego, jednakże bezskutecznie. Gdy smoliście bury kocur bawił się w najlepsze, wgryzając się w szyję wygnańca, ona jedynie lekko klepnęła go bark, nawet nie powodując zachwiania się, czy jakiejkolwiek utraty równowagi.
Słodki Język natomiast nie zdołał zrobić zbyt wiele. Zaczął się wierzgać, jednak jedyne co udało mu się tym osiągnąć, to nadepnąć Bluszczową Łapę. Następnie zemdlał z powodu utraty krwi i obrażeń, jakich doznał. Prawdopodobnie był to jego koniec.
Olchowy Szept lvl: 5 | S: 15 | Zr: 12(14) | Sz: 7(9) | Zm: 7 | HP: 85-6=79/85 | W: 52-4=48/55
• przerzuty 0/4
» Zr i Sz obniżone w związku z walką 1:2
Słodki Język lvl: 3 | S: 8(11) | Zr: 5(10) | Sz: 2(6) | Zm: 6 | HP: 36-11-14-3-3=5/75 OMDLENIE | W: 42-5=37/45
• przerzuty 0/2
» rana 2. stopnia: mocne ugryzienie w szyję, krwawi (-2HP do końca walki)
» rana 2. stopnia: mocne ugryzienie w prawą tylną łapę, krwawi (-2HP do końca walki)
» Zr i Sz obniżone w związku z walką 1:2
» rana 1. stopnia: ugryzienie na szyi, krwawi (od następnej tury -1HP do końca walki)
» rana 1. stopnia: rozerwana skóra na prawej tylnej łapie, krwawi (od następnej tury -1HP do końca walki)
» statystyki obniżone o ¼ z powodu spadku HP o ½
» od następnej tury statyki obniżone o ½ z powodu spadku HP do ¼
<span class="plm3">jedna chwila wystarczy, by bez końca biec pod wiatr</span>
<div class="plm">
<div class="plm2">☆choćbylos sypałw oczy piach choćby czas nie chciał <span class="plm1">leczyć ran</span> nawet tęczyjest potrzebnydeszcz więc <span class="plm1">nie możesz</span> terazpoddać się</div></div>
Jest największy i najwyższy ze swojego rodzeństwa oraz dużo powyżej średniej w klanie. Cechują go długie, smukłe łapy i sprężysta sylwetka o szerokich barkach oraz długim, kudłatym ogonie. Jedną z cech charakterystycznych Królewicza jest mocna, silna broda odznaczająca się silnie na jego pysku, nad którą jarzą się bladozielone, lśniące ślepia. Pokrywają go tak gęste czarne, zawijasy, że zdaje się być smoliście czarny, jedynie na łapach i na pysku przebijają piaskowo-brązowawe przejaśnienia, świadczące o tym, że jednak jest bury bez ani grama bieli. Całe jego ciało pokrywa długa, bujna sierść, która w szczególności nabiera objętości wokół szyi i na piersi, zaś z trójkątnych uszu wyrastają gęste, długie czarne pędzle.
Jest ogromnym egoistą oraz egocentrykiem, który prawdopodobnie będzie szedł przez życie po trupach do obranego celu. Urodził się jako siódmy syn potomka nie jednego, a dwóch przywódców i czuje, że został stworzony do wyższych rzeczy. Kocur jest bardzo ambitny i przy okazji pozbawiony empatii; nie wzrusza go krzywda innych kotów. Dodatkowo matka wpoiła mu niechęć do znajd i przybłęd przyjmowanych do klanu, co podbudowało u niego silne poczucie wyższości w związku z pochodzeniem. Uważa się za błękitnokrwistego. Reszta Klanu Cienia jest gorsza od jego rodziny. Bywa milczący, ale umie używać języka, szczególnie wtedy gdy tego potrzebuje. Jego osobowość stanowi mieszankę rodziców - od ojca przyjął wyciszenie i rozwagę, zaś z mlekiem matki wchłonął jej, dla niektórych krzywdzące poglądy i nieprzyjemny charakter. Potrafi się szybko dostosować. Zasady są dla niego istotne i woli ich nie naginać, choć przede wszystkim zależy mu na zysku i czynieniu tego, na czym mu zależy i do czego został stworzony.
Kolejny raz ukąsił go w szyję, krew pieszczocha brudziła jego ciemne, pręgowane futro, sklejając mu grzywę porastającą pierś oraz pokaźne, wywinięte ku górze bokobrody, ciekła również po łapach królewicza i Część z krwistych plam powoli już zastygała. Gdy poczuł kopnięcie w bark, wydał z siebie gardłowy warkot, puszczając kark wygnańca, który właśnie osuwał się na ziemię pozbawiony przytomności. Olchowy Szept miękko z niego zeskoczył, szybko zerkając na Bluszcz z mordka splamioną od krwi. Trafiła w dobre miejsce. Futro na jego grzbiecie jeżyło się, głowę zaś trzymał nisko i stał na lekko ugiętych łapach. Widać było, że był gotów do ataku.
- Dobij tego wygnańca - mruknął gardłowo w kierunku Bluszcz, a następnie wrócił spojrzeniem do siostry, która zdradziła. Nie tylko jego, ale i klan. Złamała pierwszą, najważniejszą zasadę kodeksu. Broniła kogoś, kto był spod niego wyjęty, tym samym okazując brak lojalności wobec brata i klanu jej rodziców.
- Possstradałaś rozum!? CZY TY WIESZ CO ZROBIŁAŚ? JESSSSTEŚ AŻ TAKA GŁUPIA!? - Warknął do Jesion, obnażając zęby i ponownie wysuwając pazury. Pierzasty ogon ciął ze złością powietrze. Olchowy Szept był wściekły.
- ZDRADZIŁAŚ! ZDRADZIŁAŚ NASZ KLAN. ZŁAMAŁAŚ KODEKSS! NASZĄ RODZINĘ I PRZODKÓW DLA, NA OSSSTY I CIERNIE, JAKIEGOŚ PLUGAWEGO WYGNAŃCA WYJĘTEGO SSSPOD KODEKSSSSU! POKAZAŁAŚ ILE WART JEssT DLA CIEBIE KLAN! - Syczął w jej stronę pełen gniewu. Była zdrajczynią. Nie było już dla niej miejsca w Klanie Cienia, a na pewno królewicz nie zamierzał jej tam dać wrócić. To było zdecydowanie za dużo. Próbował wcześniej ją ratować, ale była przypadkiem beznadziejnym. Nie mogła dłużej żyć wśród nich.
- WYNOŚ SSSSIĘ SSSTĄD! TWOJA ŁAPA JUŻ NIGDY NIE ZNAJDZIE SSSSIĘ NA NASZYCH ZIEMIACH! Daruję ci życie tylko dlatego, że łączą nassss więzy krwi, ale nie jesssteś już moją ssiosstrą. Drugi raz nie powtórzę - syczał i prychał przepełniony wściekłością, a w jego oczach nie było ani krzty współczucia. Jedynie złość i frustracja, że jego własna siostra go zdradziła. Przez tyle księżyców wierzył w nią i sądził, że była ostatnim, prócz niego, godnym dziedzicem krwi przodków, ale jakże okrutnie się pomylił. Postąpił parę kroków w jej stronę, wyginając się w pałąk, chcąc jej pokazać, że nie żartował, gdyby jej czasem kolejne głupie pomysły przyszły do głowy.
Średniego wzrostu i przeciętnej budowy czarno-ruda, krótkowłosa kocica. Po lewej stronie jej głowy dominuje rudy, a po prawej czarny. Oczy ma złote, nos czarno-różowy, a jasne wąsy są zabawnie powykręcane.
Apatyczna, mało ruchliwa, pozbawiona energii i poczucia humoru. Niezależna samotniczka, w towarzystwie małomówna i nieufna. Paranoiczka, przewrażliwiona na własnym punkcie, wyczulona na jakiekolwiek przytyki w swoją stronę, jednocześnie mająca ostre opinie na temat innych.
Nie zwracałam uwagi na to, co się dzieje wokół, usiłowałam tylko przejechać mocno zębami po łapie wygnańca – i mi się to udało, znowu do mojego pyska trysnęła jego krew. Syknęłam cicho, gdy kocur się wierzgnął i mnie uderzył łapą, zaraz jednak jakikolwiek ruch z jego strony ustał i puściłam wreszcie jego tylną łapę, by – mimo szybko bijącego serca, przyspieszonego oddechu i łap rwących się do działania – jednak zorientować się w tym, co się dzieje wokół, zwłaszcza, że odezwał się do mnie mistrz. Dobić go. Miałam go dobić? Jak zwierzynę. Nie spodziewałam się, że to mi przypadnie to zadanie, ale wzięłam głębszy wdech i kiwnęłam sztywno głową, po czym z pewnym obrzydzeniem narastającym w moim wnętrzu zbliżyłam się do nieruchomego samotnika, by następnie wbić żeby w jego szyję – instynktownie, w końcu tak się robiło ze zwierzyną – i szarpnąć mocno. Fascynujące uczucie, w pewnym sensie… przynoszące satysfakcję i ukojenie, ukojenie dla bólu, który czułam we wnętrzu od czasu… sytuacji z Barszcz.
Moje uszy się lekko cofnęły, gdy Olchowy Szept zaczął… warczeć, syczeć i prychać głośno do tej drugiej kocicy. Uniosłam głowę sponad ciała wygnańca, by spojrzeć w ich stronę i zorientowałam się, że nie za bardzo wiem, kim ona jest, oprócz tego, że matką jakiegoś przygłupiego kociaka. Nie spodziewałam się jednak, że mój mistrz kiedykolwiek uniesie głos, nie wiedziałam też, o co dokładnie chodzi… ale najwyraźniej zrobiła coś, co wojownik uznał za karygodne. Chodziło o sam fakt rozmawiania z wygnańcem? A ona w ogóle robiła w trakcie walki? Nie wiedziałam. Zmarszczyłam lekko nos, ale zdecydowałam się milczeć. Oblizałam pysk z krwi, z napiętymi mięśniami przyglądając się sytuacji.
i don'twannabeany partofyourscene idon'tbelievewhatyoubelieve i'dratherbefacelessinthe dark thanbesoF A K E................
.................likethewayyouare
Mistrz: Bezsenna Noc||Czosnkowy Kieł Płeć: kotka Matka: Drobny Ptak [*] Ojciec: Lamparci Płomień Partner: Jedna z Gwiazd [Słodki Język]
Odkąd tylko jej sytuacja się poprawiła oraz gdy stała się partnerką Słodkiego Języka, ponownie pozwoliła sobie na zjedzenie większej porcji jedzenia. Z czasem, ponownie zaczęła wyglądać normalnie, zadowolona, że ma u boku pointa, ponownie odzyskała blask w żółtozielonych tęczówkach. Och tak tak! Szylkretowe futro zaczęło już nawet lekko połyskiwać w słońcu, takie jest czyste. Widać, że zdecydowanie wzięła przykład ze zmarłej siostry, Jałowcowej Łapy. No... i to w sumie chyba tyle, co się zmieniło.
>>Rany i blizny
No widzicie, wszystko dało się zmienić. Odkąd tylko stanęła u boku Słodkiego Języka, wróciła radość i szczęście. Na jej mordce ponownie zakwitł uśmiech a rozmowa z kotami nie była już uciążliwa. Od wyprawy na osiedle, podczas której samotnik porwał jej syna, kotka stała się jednak zdecydowanie nadopiekuńcza w stosunku do córki. Poza tym, nauczyła się również czasem powiedzieć "nie", nie mając nawet zamiaru popełnić ponownie tego samego błędu co niegdyś.
Jedyne co zdołała zrobić, to uderzyć brata w bark. Nic jednak więcej nie mogła zrobić... Na jej oczach, Markiz osunął się na ziemię. Nie wiedziała, czy umarł czy zemdlał, gdyż zaraz potem zbliżył się ku niej Olcha. Ten, który rzucił się na jej partnera, ten który miał być zastępcą. Jesion całkowicie zmieniła zdanie na ten temat. ZABIŁ kotka który nic mu nie zrobił. Rzucił się na niego, mimo, że to ona z nim rozmawiała a nie on. Nie wierzyła, aby Słodki mógłby cokolwiek zrobić synowi Lamparciego Płomienia. Ponadto zaczął rzucać w nią oskarżeniami. W NIĄ. A to nie ona była winna tej sytuacji. To OLCHA zaatakował pierwszy. Obnażone kły jak i wyciągnięte pazury oraz ton, w jakim do niej mówił a nie czekaj... On na nią wrzeszczał. To jednak świadczyło, iż był na nią wściekły.
- To nie był jakiś plugawy zdrajca Olcha! To był... JEST MÓJ PARTNER - warknęła w jego stronę, mimo wszystko cofając uszy do tyłu. Posądził ją o zdradę. Z d r a d ę. Ona nigdy by... Nie zdradziła klanu. To wymysł jej brata. Wymysł, aby się po prostu wytłumaczyć. Tak, na pewno. W końcu ona nie... Ona by nigdy tego nie zrobiła! Cień był dla niej równie ważny jak Markiz, którego swoją drogą miała dobić ta terminatorka. Gdy jednak nieoficjalnie spróbował wygnać ją z klanu. Nie wytrzymała już tego. Miała dosyć. Dosyć tego świata. Miała jednak jeszcze córkę... Uwięzioną w tym klanie. Przez nią... To ona chciała tu wracać. To jej wina.
- ZAMKNIJ SIĘ - syknęła wściekła. - ZABIŁEŚ GO. JESTEŚ POTWOREM - dodała po chwili spoglądając w jego oczy. - Spokojnie, bo w tej chwili TY TEŻ NIE JESTEŚ MOIM BRATEM. I pomyśleć że ci ufałam. KOCHAŁAM. A ty od tak ZAMORDOWAŁEŚ MOJEGO PARTNERA. JESTEŚ STRASZNY! - syczała, już niemal przez łzy, które powoli zaczęły wylatywać z jej oczu. To były krople straty. Dzisiaj straciła nie tylko Markiza. Straciła również i brata.
- I to TY się stąd WYNIESIESZ - syknęła, już nieco ciszej, ale mimo wszystko, na tyle, aby brat ją usłyszał - Ja chcę się z nim pożegnać - dodała już jakby bardziej do siebie. Następnie szerokim łukiem ominęła Olchę, jeśli ten dał jej taką możliwość. Miała zamiar zbliżyć się do ciała swojego ukochanego, aby się przy nim położyć i opłakiwać. Nie zwracała uwagi na terminatorkę, można powiedzieć, że ona ją nie interesowała.
Jest największy i najwyższy ze swojego rodzeństwa oraz dużo powyżej średniej w klanie. Cechują go długie, smukłe łapy i sprężysta sylwetka o szerokich barkach oraz długim, kudłatym ogonie. Jedną z cech charakterystycznych Królewicza jest mocna, silna broda odznaczająca się silnie na jego pysku, nad którą jarzą się bladozielone, lśniące ślepia. Pokrywają go tak gęste czarne, zawijasy, że zdaje się być smoliście czarny, jedynie na łapach i na pysku przebijają piaskowo-brązowawe przejaśnienia, świadczące o tym, że jednak jest bury bez ani grama bieli. Całe jego ciało pokrywa długa, bujna sierść, która w szczególności nabiera objętości wokół szyi i na piersi, zaś z trójkątnych uszu wyrastają gęste, długie czarne pędzle.
Jest ogromnym egoistą oraz egocentrykiem, który prawdopodobnie będzie szedł przez życie po trupach do obranego celu. Urodził się jako siódmy syn potomka nie jednego, a dwóch przywódców i czuje, że został stworzony do wyższych rzeczy. Kocur jest bardzo ambitny i przy okazji pozbawiony empatii; nie wzrusza go krzywda innych kotów. Dodatkowo matka wpoiła mu niechęć do znajd i przybłęd przyjmowanych do klanu, co podbudowało u niego silne poczucie wyższości w związku z pochodzeniem. Uważa się za błękitnokrwistego. Reszta Klanu Cienia jest gorsza od jego rodziny. Bywa milczący, ale umie używać języka, szczególnie wtedy gdy tego potrzebuje. Jego osobowość stanowi mieszankę rodziców - od ojca przyjął wyciszenie i rozwagę, zaś z mlekiem matki wchłonął jej, dla niektórych krzywdzące poglądy i nieprzyjemny charakter. Potrafi się szybko dostosować. Zasady są dla niego istotne i woli ich nie naginać, choć przede wszystkim zależy mu na zysku i czynieniu tego, na czym mu zależy i do czego został stworzony.
Obserwował ją uważnie, ale emocje bardzo nie chciały z niego opaść. Futro wciąż stało dęba, jakby wcześniej trafił go piorun. W pewnym momencie jednak rozsądek wziął górę i postanowił, że pozwoli wrócić jej do klanu i to Wężowa Gwiazda zdecyduje, co się z nią stanie, bo przecież smoliście czarny pręgus nie miał do tego najmniejszego prawa. Nie była już jego siostrą, jednak wciąż należała do Klanu Cienia i nie mogli jej tak po prostu zabić. Schował pazury i podniósł głowę, aż strzyknęło mu w karku.
- WYGNANIEC - powiedział przez zaciśnięte zęby. Miał ogromną ochotę strzelić jej przez ten pusty, mysi móżdżek, ale w porę się opanował, wbijając pazury w śnieg zmieszany z ziemią. Teraz właściwie... spojrzał na nią z politowaniem. Była taka ślepa, wręcz żałosna. Mógłby ją zabić tutaj na miejscu, ale wtedy to on byłby zdrajcą. Pozwolił jej go wyminąć i podejść do ciała.
- Grozisz mi, choć darowałem ci życie? Jesssteś jeszcze głupsza i bardziej zaślepiona tym śmieciem, niż sssądziłem. Obiecałem ci, że go zabiję i sssłowa dotrzymałem. Nasstępnym razem kochaj mądrze. Może i jessstem potworem, ale nie większym, niż on - rzekł już spokojnie, prostując sylwetkę, choć futro nadal miał wzburzone i pokazujące jak wielkie emocje w sobie właśnie zduszał.
- Jeśli wrócisz, ossssądzi cię Wężowa Gwiazda - dodał krótko, patrząc z jakim uwielbieniem się z nim żegnała. Była stracona. Nie powinna dłużej należeć do klanu. Frustracja zżerała go od środka, ale sam nic nie mógł zrobić. Kiwnął do Bluszcz głową i przywołał ją do siebie.
- Ssspissałaś sssię - pochwalił swoją terminatorkę, po czym pośpieszeni ruszył do obozu. Właściwie nawet wyrwał biegiem w nadziei, że Bluszczowa Łapa pobiegnie za nim. Nie wiedział, że niczego nie widziała i nawet nie przyszło mu to do głowy. Sęk w tym, że Olcha był, mimo wszystko, kotem żyjącym zgodnie z prawami klanu, dlatego jeśli Jesion postanowiła wrócić, pomimo ostrzeżenia, które padło z jego pyska, to miała do tego prawo.
Księżyce: 102 Mistrz: Łani Krok Płeć: kotka Matka: Łani Krok Partner: uciekł Trwałe urazy: Tylko na psychice
Drobna, czarno-biała kotka z białymi znaczeniami na pyszczku, piersi i ogonie. Ma również białe skarpetki na przednich łapach - tylko palce i na tylnych do połowy. Oczy ma błękitne.
Po śmierci ojca ciężko było jej się pozbierać, jednak teraz powoli wraca do życia. Radosna, sympatyczna kotka, uwielbiająca spędzać czas z najmłodszymi.
Lśniąca Sadzawka [KW] Skrzące Słowo [KRz] Trela [KC]
Atak Bluszczowej Łapy - 50% (słaby) → [(11+14)-(8+5)*½ = 6
Bluszczowa Łapa po prostu podeszła i wgryzła się w szyję nieprzytomnego samotnika. Nie zrobiła tego bardzo mocno, zresztą nie musiała. Przez ciało wygnańca przeszły ostatnie spazmy, po czym znieruchomiało, z każdym uderzeniem serca robiąc się coraz zimniejsze.
Słodki Język lvl: 3 | S: 6(11) | Zr: 5(10) | Sz: 3(6) | Zm: 6 | HP: 5-6-2-2-1-1=ŚMIERĆ | W: 37/45
• przerzuty 0/2
» rana 2. stopnia: mocne ugryzienie w szyję, krwawi (-2HP do końca walki)
» rana 2. stopnia: mocne ugryzienie w prawą tylną łapę, krwawi (-2HP do końca walki)
» rana 1. stopnia: ugryzienie na szyi, krwawi (od następnej tury -1HP do końca walki)
» rana 1. stopnia: rozerwana skóra na prawej tylnej łapie, krwawi (od następnej tury -1HP do końca walki)
» statystyki obniżone o ½ z powodu spadku HP do ¼
<span class="plm3">jedna chwila wystarczy, by bez końca biec pod wiatr</span>
<div class="plm">
<div class="plm2">☆choćbylos sypałw oczy piach choćby czas nie chciał <span class="plm1">leczyć ran</span> nawet tęczyjest potrzebnydeszcz więc <span class="plm1">nie możesz</span> terazpoddać się</div></div>
Średniego wzrostu i przeciętnej budowy czarno-ruda, krótkowłosa kocica. Po lewej stronie jej głowy dominuje rudy, a po prawej czarny. Oczy ma złote, nos czarno-różowy, a jasne wąsy są zabawnie powykręcane.
Apatyczna, mało ruchliwa, pozbawiona energii i poczucia humoru. Niezależna samotniczka, w towarzystwie małomówna i nieufna. Paranoiczka, przewrażliwiona na własnym punkcie, wyczulona na jakiekolwiek przytyki w swoją stronę, jednocześnie mająca ostre opinie na temat innych.
Umarł. Zabiłam go. Razem z Olchowym Szeptem, ale to ja zadałam ostatni cios, zadałam też niemałe rany. Przyglądałam się pustym wzrokiem martwemu ciału, zastanawiając się, czy mógł przeżyć ten ostatni cios. Może ta kotka, krzycząca właśnie na mojego mistrza, mogła go ocalić przed moimi szczękami, gdyby się ruszyła i próbowała mnie odepchnąć, ale najwyraźniej była zbyt zaślepiona, zbyt głupia, by o tym pomyśleć. Mój partner. Skrzywiłam się pogardliwie, słysząc to określenie wobec tego plugawca. W tej kwestii zdecydowanie popierałam swojego mistrza. Ta kocica… była członkiem klanu Cienia, a on nie, on był tylko wygnańcem, kotem, którego słusznie wyrzucono z klanu w dniu, gdy ja zostałam terminatorką, a mimo to ta buro-rudo-biała broniła tej wywłoki. Moje uszy pozostawały cofnięte, bo nie lubiłam głośnych odgłosów, a mięśnie napięte. Cofnęłam się odruchowo i obrzydzeniem obserwowałam, jak „wojowniczka” podchodzi do ciała i przytula się do niego… po czym, jak cień, podążyłam za Olchowym Szeptem.
zt
i don'twannabeany partofyourscene idon'tbelievewhatyoubelieve i'dratherbefacelessinthe dark thanbesoF A K E................
.................likethewayyouare
Duża wszerz, wzdłuż i wzwyż. Pokryta warstwą grubego, zazwyczaj potarganego futra, którego większość jest czarna. Rude jedynie nieliczne fragmenty, w tym miejsce od prawego oka, przez przestrzeń nad nasadą nosa, po lewy policzek. Żółte oczy. Ostre kły i pazury. Brak lewego ucha, blizna nad okiem i na lewym poliku.
Olchowego Szeptu i Bluszczowej Łapy już dawno nie było, była natomiast Ryk, która szukała Markiza już od dawna. Kiedy w końcu natrafiła na jego ślad zapachowy - dość stary, ale jednak istniejący - ruszyła za nim żądna krwi, myśląc o tym, że jak go zabije, będzie mogła udowodnić mu, że koty DA się jeść. Będzie go pożerać kawałek po kawałku, kiedy jeszcze będzie żył. Wyrywać mu kawałki skóry i pożerać je, zostawiając warstwy sierści.
Spóźniła się. Zmarszczyła pysk, czując zapach krwi i zatrzymała się na chwilę, po czym ruszyła przed siebie, najpierw spokojnym krokiem, potem coraz szybszym, mocno - acz cicho - stawiając łapy na ziemi, by w końcu otoczyć miejsce zbrodni lekkim łukiem i ruszyć w kierunku, w którym, jak sądziła, znajdował się Markiz lub jego martwe ścierwo, podchodząc do niego od strony, po której znajdowały się ziemie Klanu Cienia. Zatrzymała się na chwilę, planując się tam podkraść, ale w tym akurat była słaba. Ostatecznie schowała się za pobliskim drzewem i wyjrzała zza niego, chcąc zobaczyć, co się stało.
Markiz był martwy. Zdusiła pomruk, jaki wezbrał jej w gardle. Był na JEJ liście kotów do zabicia. Jego śmierć należała się właśnie JEJ. Zarszczyła pysk, patrząc na obrzydliwe, wypłowiałe futro, które przy nim leżało i rozpędziła się, chcąc skoczyć w kierunku Jesionowej Kory, OBRZYDLIWEJ Jesionowej Kory, przez którą została wygnana z klanu. Nie wysuwała pazurów, nie, bo póki co chciała przyszpilić ją do ziemi ciężarem swoich łap. I dowiedzieć się DLACZEGO.