Najmniejsza kotka w całej okolicy ( trust me, coś mniejszego nie byłoby w stanie się urodzić ), bardzo niska, o nieproporcjonalnie długim tułowiu i lodowobłękitnych ślepiach, w dodatku pokryta puchatą, śnieżnobiałą sierścią. Wibrysy ma lekko uniesione ku górze na samych ich końcach, uszy bardzo malutnkie, zaś nos i poduszki łap - jasnoróżowe. Natura nie mogła chyba wymyślić czegoś o bardziej urokliwym i niewinnym wyglądzie.
Radość! Radość i miłość dla wszystkich o dobrych i czystych serduszkach - czyli dosłownie dla każdego! Trzeba być miłym, nie wolno sprawiać nikomu przykrości, trzeba nawiązywać rozmowę i łączyć niemożliwe do połączenia dla większości fakty, na wszystkie zadane szybko pytania bądź też pytania, na które powinno odpowiadać się wieloma zdaniami reagując jednym gigantycznym, przepełnionym entuzjazmem głosikiem wiecznie podekscytowanej kotki. A jeśli ktoś rzuca się na cienistego, albo w ogóle na innego kota, jeśli oboje nie są cienistymi, to trzeba go zwyzywać i zagrozić mu tym, że urwie się mu ogon i wsadzi się go w jedno ucho, tak, żeby wyszedł drugim - nawet, jeśli jest jakimś tam psem, który ogona nie posiada!
No i pamiętajcie, każdemu, dosłownie każdemu, trzeba ufać, bo każdy jest przyjacielem! A już zwłaszcza cieniści!
Uważnie słuchała słów kocura, podczas, gdy ten ściągnął z niej swoją łapę. To jej życie, a nie jej brata. Czemu zabrał łapę? Miałaby coś po nim. Czemu zabrał łapę? Mogłaby je przyprowadzić... Czemu. On. Zabrał. Tę. Łapę. Z miłości... - Cz-czemu się ode mnie odsuwasz - spytała, przez chwilę przestraszona, że ten najwyraźniej stracił jednak swoje zainteresowanie. Zrobilibyśmy. Nie zrobimy. Nie ta forma, której użyłby, gdyby nie był nią zawiedziony... ale przecież musiała się go spytać, żeby sie upewnić! Co, jeśli z tego wszystkiego wyniknęłyby kocięta, a on uznał, że to wszystko było błędem i stwierdził, że nie jest już dla niego ważna? Że się pomylił? Że jednak nie chce mieć partnerki, ani, co gorsza, potomstwa? Ona sama chciała mieć własne kocięta, to oczywiste, nie była jednak pewna, czy to odpowiednia pora. Z jednej strony wcale nie była już taka młoda, kocięta jej brata osiągnęły już dorosłość.. a ona sama przecież opiekowała się już cudzym potomstwem. Ale też cudze to nie to samo, co swoje, te drugie stanowiło większą odpowiedzialność, prawda? A co, jeśli sobie nie poradzi? Z drugiej strony, przecież nikt nie powiedział, że przez to pojawią się kocięta... nie wiedziała, co powinna o tym wszystkim sądzić.
Serce ponownie mocniej zatrzepotało jej w piersi, gdy ten stwierdził, że ma pewność co do swojej decyzji, pomimo, że był świadomy, że mógł przez to zostać ojcem kociąt, których nigdy, ale to przenigdy zapewne by nie zobaczył... żeby miała przy sobie cząstkę jego i nie czuła się samotna. Czyli... on przez cały czas myślał o niej, chciał tylko i wyłącznie jej dobra, poświęcając się w tym celu! Bo przecież posiadanie kociaków, których prawdopodobnie nigdy by nie spotkał... to było poświęcenie. Olbrzymie poświęcenie. Nie miała pojęcia, co powiedzieć, milczała więc przez chwilę, próbując zebrać myśli, podczas, gdy kocurowi najwyraźniej zrobiło się przez nią przykro. Powinna mu powiedzieć od razu, co o tym sądzi i nie myśleć! A zamiast tego teraz kocur, który oddałby dla niej nawet własne życie był smutny i jeszcze twierdził, że mogłaby zmarnować swoje życie, gdyby okazało się, że z tego wynikną kocięta. Niemożliwe! Chciała mieć kiedyś potomstwo, nie sądziła tylko, że to nastąpi tak szybko. Była jednak szczęśliwa, że nawet, jeśli tak sie stanie, to ich ojcem będzie właśnie ten kocur. Odważny. Szlachetny. Honorowy. Szczery. Gotowy poświęcić się dla niej szczęścia. İdealny. İ to jeszcze na dodatek taki, który ją kochał.
Wstała powoli, otrzepując się z piachu, który przywarł nieco do sierści na jej grzbiecie i na trzęsących się łapach podeszła powoli do kocura. Miała wrażenie, że te zaraz zaplączą się albo sprawią, że się przewróci, ale na szczęście tak sie nie stało i była w stanie do niego dotrzeć. Do swojego ukochanego Chmielograba. - N-nie, wcale że nie, Cicha Łapo, nie jesteś samotnikiem ze swojej woli, wygnano cię niesłusznie, nie wierzę, że byłbyś w stanie zrobić cokolwiek podłego, masz przecież dobre i szlachetne serce, to nie byłoby zmarnowane życie, zmarnowane było życie wcześniejsze, bez świadomości, że ktoś mnie jednak na tym świecie kocha, nie, Cicha Łapo, zabraniam ci w ogóle mówić, że cokolwiek byś zmarnował, nawet nie wiesz, jak się cieszę, że się spotkaliśmy, nawet nie wiesz, jak bardzo mi na tobie zależy, zrobiłabym wszystko, żeby to udowodnić, n-no, prawie wszystko, ale musisz mi obiecać jedną rzecz, Cicha Łapo, musisz mi obiecać, że chociaż nie będziemy mogli o tym nikomu powiedzieć, to do końca życia będziesz moim partnerem, moim i tylko moim, rozumiesz... o-obiecujesz? - zająknęła sie przy ostatnim słowie, po czym podniosła swoje przednie łapki, żeby oprzeć się o kocura i przesunąć językiem po jego policzku. Ba, w końcu nawet spróbowała sama złapać go za ucho, choć niestety nie była w stanie go dosięgnąć i musiała zadowolić się pociągnięciem futra na jego poliku i zanurzeniu w nim pyska. Nie chciała, żeby Cicha Łapa, jej Cicha Łapa był smutny. Żeby powątpiewał w to, że jest dla niej ważny i że jest wartościowym kotem. Więc jeśli zgodził się na jej warunki... niech się dzieje wola nieba, z nią się zawsze zgadzać trzeba.
Kiedyś płynęłam prosto, jak między liniami, teraz miotam się w kółko rozpaczliwym pieskiem.
Zdążył już dorosnąć. Zrobił się postawny i największy z kociąt Chabrowego Pąku, choć pomiędzy nim a Osikową Łapą nie ma znacznej różnicy. Z puszystej, okrągłej kulki stał się teraz sporym kocurem o długich, a także zwinnych łapach i pokaźnym ogonie, który często nosi wysoko uniesiony z nonszalancko opadającą końcówką. Ślepia kocura wybarwiły się na złocisty odcień. Może i bokobrody Pochmurnego nie są tak wydatne jak te u Osiki, ale bujnością kryzy go zdecydowanie przewyższa. Sierść na jego brodzie jest trochę dłuższa, co sprawia, że ma małą kozią bródkę. Samą brodę ma mocną i szeroką, aczkolwiek nie tak pokaźną jak ta Osiki. Bura sierść pokryta czarnymi, klasycznymi pręgami kontrastuje z białymi wstawkami na kufie, brodzie, kryzie, a także na przednich i tylnych łapach, gdzie sięgają one aż do pięt. Spomiędzy palców wyrastają mu pęczki sierści.
Wycofany, nonszalancki, spokojny. Raczej się nie emocjonuje. Częściej charakteryzuje go stoicki spokój. Jest co prawda ciekawy świata, jednak nie pokazuje tego za bardzo. Ma naturę samotnika i nie jest gadatliwy. Właściwie to w ogóle nie mówi. Przynajmniej do innych.
Jej przerażony głos był jak ptasi śpiew dla moich uszu. Odczuwałem z tego powodu ogrom satysfakcji. Miałem ją. Chwyciłem w łapę niczym małego wróbla, któremu wedle życzenia mogłem dawkować powietrze ściskając go mniej lub bardziej. Bała się tego, że się od niej odsunąłem, czyli dobrnęliśmy do momentu, kiedy moja bliskość była dla niej najwyższą wartością; to, że ją doceniałem i darzyłem uczuciem, którego tak po prawdzie wcale nie było. Mogłem zrobić z nią teraz wszystko, ponieważ łaknęła choćby mojego spojrzenia przepełniona tęsknotą za moim ciepłem. Nie odzywałem się, ani nie patrzyłem na nią, dopóki sama do mnie nie podeszła. Zawczasu przygotowałem się na bełkot, który miał wypełznąć z jej pyska lada chwila. A gdybym tak ją teraz od siebie odsunął i powiedział, że jednak nie jest jeszcze gotowa? Kusząca opcja, jednakże nie wiedziałem ile czasu minie zanim spotkam ją po raz kolejny, a nawet nie miałem pewności, czy jeszcze kiedykolwiek ją zobaczę. Szkoda byłoby zaprzepaścić taką okazję, skoro miałem ją już w garści. Mógłbym ją zadusić, a ona by mi jedynie podziękowała, że ją dotknąłem. Gdy oparła się o mój bark po raz kolejny przesunęła językiem po moim ciele i złapała za futro na moim policzku, obróciłem głowę bardziej w jej stronę i zniżyłem ją, aby otrzeć się o jej pysk. Doprowadziłem do tego, że sama zaczynała domniemane pieszczoty, które elektryzowały moje ciało. Wybornie. Czekałem przez chwilę z odpowiedzią samemu muskając ją językiem po czole.
- Jak mógłbym nie obiecać? Oczywiście, że tak - odparłem w końcu, szepcząc jej ciepło do uszu. Oczywiście, że kłamałem, ale dla jej naiwnego serca taka deklaracja była czymś iście wiążącym. Złapałem ją potem za ucho i przygryzłem delikatnie, zakładając łapę za jej bok i przyciągając do siebie tak, aby była grzbietem zwrócona w moją stronę.
- Odpręż się - wymruczałem zza niej, wieńcząc to gardłowym mruczeniem, podczas którego ocierałem się o jej szyję. Napływ gorąca uderzył moje ciało. Atmosferę można było już ciąć pazurami. Zaległa ona ciężko nad naszą dwójką, a napięcie miało zostać zaraz zniwelowane do minimum. Serce zabiło mi szybciej, jak zawsze przed aktem, a oddech zdławił się na moment. Powoli przejechałem językiem po jej karku, podgryzłem jej szyję i znów liznąłem, tym razem w miejscu, które przed chwilą chwyciłem. Złapałem ją mocno łapami, żeby czuła moje ciepło na swoim grzbiecie oraz gorący oddech na karku, a potem przylgnąłem do niej blisko, łapiąc zębami za białe futro. I tak przeszliśmy do sedna (...).
jestemPiotr,ale mówiąnamnieŁ O T R dosyćdługomamten alias,aleniewiemwsumieskąd (znajdziesz go)wszędziegdziezapachperfumi szlugówswąd aw dziewczęcychsercachwciążgasłyświatłaipsułsięprąd
Najmniejsza kotka w całej okolicy ( trust me, coś mniejszego nie byłoby w stanie się urodzić ), bardzo niska, o nieproporcjonalnie długim tułowiu i lodowobłękitnych ślepiach, w dodatku pokryta puchatą, śnieżnobiałą sierścią. Wibrysy ma lekko uniesione ku górze na samych ich końcach, uszy bardzo malutnkie, zaś nos i poduszki łap - jasnoróżowe. Natura nie mogła chyba wymyślić czegoś o bardziej urokliwym i niewinnym wyglądzie.
Radość! Radość i miłość dla wszystkich o dobrych i czystych serduszkach - czyli dosłownie dla każdego! Trzeba być miłym, nie wolno sprawiać nikomu przykrości, trzeba nawiązywać rozmowę i łączyć niemożliwe do połączenia dla większości fakty, na wszystkie zadane szybko pytania bądź też pytania, na które powinno odpowiadać się wieloma zdaniami reagując jednym gigantycznym, przepełnionym entuzjazmem głosikiem wiecznie podekscytowanej kotki. A jeśli ktoś rzuca się na cienistego, albo w ogóle na innego kota, jeśli oboje nie są cienistymi, to trzeba go zwyzywać i zagrozić mu tym, że urwie się mu ogon i wsadzi się go w jedno ucho, tak, żeby wyszedł drugim - nawet, jeśli jest jakimś tam psem, który ogona nie posiada!
No i pamiętajcie, każdemu, dosłownie każdemu, trzeba ufać, bo każdy jest przyjacielem! A już zwłaszcza cieniści!
Uśmiechnęła się, kiedy kocur otarł się swoją głową o jej pysk i tym razem skutecznie złapała go za ucho, memłając je w swoim pysku. Chyba nie myślał, że nie skorzysta z okazji prywatnej zemsty, skoro już udało jej się do niego dosięgnąć, prawda? Kiedy ten postanowił jednak polizać go po czole, ona sama otarła się bokiem pyska o jego pysk, mrucząc cicho. Nie był na nią zły i ją kochał! Czego chcieć więcej? Oczywiście, mogłaby zacząć teraz narzekać że lepiej byłoby mieć kandydata z klanu, jednakże w nim z pewnością nie znalazłaby kogoś tak cudownego jak Cicha Łapa... kochała cienistych, ale nikt z nich nie był taki, jak jej wybranek. Nikt z nich nie był chodzącym ideałem. Nikt nie wywoływał uśmiechu na jej pyszczku swoim spojrzeniem, nikt nie sprawiał, że plątały jej się łapy, nikt nie sprawiał, że czuła ciepło rozchodzące się intensywnie po całym jej brzuchu. Naprawdę kochała Cichą Łapę. İ zrobiłaby wszystko, żeby tylko nie był już smutny, chociaż sama odczuwała lekki strach, kiedy ten nie odpowiedział od razu. Czyżby jednak postanowił zrezygnować i zostawić ją na pastwę losu w takim miejscu? Nie, z pewnością nie. Jej Cicha Łapa z pewnością nie postąpiłby w ten sposób. Był na to zdecydowanie zbyt szlachetny i zbyt honorowy.
A jednak odetchnęła z ulgą, słysząc jego obietnicę. Kochał ją, tak naprawdę, ba, nawet zgodził się na to, żeby być jej partnerem do końca swojego życia! Że będzie jej wierny, że będzie ją kochał tak, jak kochał ją teraz! Trudno opisać, jak szczęśliwa czuła się w tej chwili. Tak szczęśliwa, że ponownie przytuliła kocura, czując, że miłe ciepło w jej ciele to już nie ciepło, tylko istny gorąc. Pozwoliła się złapać za ucho, mrucząc cicho i językiem liżąc policzek i szyję kocura, a łapy zatapiając w jego futrze. W jej uszach cały czas pobrzmiewała składana szeptem obietnica kocura, jego oddech, który łaskotał ją, gdy o niej mówił. Pozwoliła nawet przyciągnąć się do niego, jedną ze swoich łap obejmując jego kończynę i liżąc ją, jako, że nie mogła dosięgnąć do jego pyska. Co za cudowne... co ona miała powiedzieć? Co za cudowne uczucie, być objętym jego silną łapą, tak blisko niego, tak blisko jego ciepła i miękkiej, długiej sierści... łapy ugięły się pod nią same, sprawiając, że położyła się na brzuchu, i wzdychając cicho, kiedy poczuła nieznajomy dotąd ciężar. Język kocura przeciągnął po jej karku, a ona zadrżała lekko, nie mając już żadnych wątpliwości. To była dobra decyzja, bardzo dobra, a on mógł z nią nie zwle... spięła się nieco ponownie, gdy ten złapał ją za kark i westchnęła cicho, kiedy zaczął przejeżdżać językiem po jej szyi. Dotyk cudzych łap oplatających własne ciało - tylko tyle potrzeba było, by czuła sie bezpieczna, potrzebna i kochana. Otworzyła pysk, nie mogąc poradzić sobie z natłokiem przyjemnego ciepła, które zaczęło kotłować się w niej samej i które nie było w stanie pomieścić się w kruszynce. Posłuchała słów kocura, mając wrażenie, że jego bezpieczna masa i ziemia pod nią oplatają ją w opiekuńczym uścisku. Nawet dotyk zębów na jej karku nie wywoływał strachu, a jedynie sprawił, że kotka zaczęła głośno mruczeć i pozwalając Cichej Łapie przytulić jej wibrujące od tego dźwięku boki (...).
Kiedyś płynęłam prosto, jak między liniami, teraz miotam się w kółko rozpaczliwym pieskiem.
Zdążył już dorosnąć. Zrobił się postawny i największy z kociąt Chabrowego Pąku, choć pomiędzy nim a Osikową Łapą nie ma znacznej różnicy. Z puszystej, okrągłej kulki stał się teraz sporym kocurem o długich, a także zwinnych łapach i pokaźnym ogonie, który często nosi wysoko uniesiony z nonszalancko opadającą końcówką. Ślepia kocura wybarwiły się na złocisty odcień. Może i bokobrody Pochmurnego nie są tak wydatne jak te u Osiki, ale bujnością kryzy go zdecydowanie przewyższa. Sierść na jego brodzie jest trochę dłuższa, co sprawia, że ma małą kozią bródkę. Samą brodę ma mocną i szeroką, aczkolwiek nie tak pokaźną jak ta Osiki. Bura sierść pokryta czarnymi, klasycznymi pręgami kontrastuje z białymi wstawkami na kufie, brodzie, kryzie, a także na przednich i tylnych łapach, gdzie sięgają one aż do pięt. Spomiędzy palców wyrastają mu pęczki sierści.
Wycofany, nonszalancki, spokojny. Raczej się nie emocjonuje. Częściej charakteryzuje go stoicki spokój. Jest co prawda ciekawy świata, jednak nie pokazuje tego za bardzo. Ma naturę samotnika i nie jest gadatliwy. Właściwie to w ogóle nie mówi. Przynajmniej do innych.
Memłanie mojego ucha nie było czymś, czego potrzebowałem. Nie sprawiało mi ani krzty przyjemności, ale nie mogłem jej tak po prostu odepchnąć. Szczególnie będąc już na półmetku. Odetchnęła z ulgą. Idealnie. Odnosiłem wrażenie, że w tym stanie mogę z nią zrobić cokolwiek bym chciał. Władza nad innym kotem była czymś cudownym, co wprawiało mnie w uczucie największej satysfakcji w moim życiu. Udane manipulacje po księżycach obserwowania i badania kocich zachowań była najlepszą nagrodą dla mojej ambicji. Najlepszą, ale nie wystarczającą. Apetyt rośnie w miarę jedzenia, jak to mówią. Króliczy Pląs była chyba najbardziej naiwnym kotem, którego w życiu spotkałem, ale nie narzekałem. Mogłem czerpać z tego naprawdę wiele korzyści, więc jej głupkowatość mi się uśmiechała. Owinięcie sobie kogoś wokół palca było świetnym uczuciem. Powinienem częściej do tego dążyć. Nie musiałbym wtedy udawać się do miasta, jeśli chciałbym popuścić trochę swoim żądzom, a i infiltracja czterech klanów byłaby zdecydowanie skuteczniejsza, niż z nią, Króliczą, bełkoczącą trzy po trzy zwykle bez ładu i składu.
Przytulała się do mnie z taką pasją, że nie miałem wątpliwości, iż zawierza moim słowom w stu procentach. Hipotetyczne kocięta z początku w ogóle mnie nie obchodziły, ale w pewnym momencie przypomniałem sobie, że z Różyczką jedno z nich na pewno mi nie wyszło. Powiedzmy, że będzie to swego rodzaju poprawka. Poza tym, własne kocięta mógłbym używać jako kolejne przedmioty do wypełniania moich zadań.
Jej drżenie sprawiło, że dreszcz podniecenia przeszedł moje ciało, a potem kompletnie mi się oddała. Po wszystkim leżałem obok niej, czyszcząc swoje futro i myjąc obślinione przez nią ucho. Czas mijał i zorientowałem się, że jej dłuższa nieobecność może być niewskazana, dlatego spojrzałem na nią swoimi złocistymi ślepiami i liznąłem po poliku.
- Musisz już iść. Nie możesz znikać na tak długo z klanu. Spotkamy się za jakiś czas, ale pamiętaj, żeby nikomu nie mówić czyje to kocięta, dobrze? - Wstałem na równe łapy i pochyliłem się nad nią. W moim brzuchu rozbrzmiał zew głodu, dlatego musiałem iść zapolować, a ona do polowania nie była mi w ogóle potrzebna. Mogłaby jedynie przeszkadzać.
- Uciekaj. Prędko - powiedziałem, po czym wskazałem jej głową kierunek klanów, a sam odbiłem w głąb lasu w poszukiwaniu pożywienia. Miałem już dość jej towarzystwa. Wystarczy tego ględzenia.
zt
jestemPiotr,ale mówiąnamnieŁ O T R dosyćdługomamten alias,aleniewiemwsumieskąd (znajdziesz go)wszędziegdziezapachperfumi szlugówswąd aw dziewczęcychsercachwciążgasłyświatłaipsułsięprąd
Najmniejsza kotka w całej okolicy ( trust me, coś mniejszego nie byłoby w stanie się urodzić ), bardzo niska, o nieproporcjonalnie długim tułowiu i lodowobłękitnych ślepiach, w dodatku pokryta puchatą, śnieżnobiałą sierścią. Wibrysy ma lekko uniesione ku górze na samych ich końcach, uszy bardzo malutnkie, zaś nos i poduszki łap - jasnoróżowe. Natura nie mogła chyba wymyślić czegoś o bardziej urokliwym i niewinnym wyglądzie.
Radość! Radość i miłość dla wszystkich o dobrych i czystych serduszkach - czyli dosłownie dla każdego! Trzeba być miłym, nie wolno sprawiać nikomu przykrości, trzeba nawiązywać rozmowę i łączyć niemożliwe do połączenia dla większości fakty, na wszystkie zadane szybko pytania bądź też pytania, na które powinno odpowiadać się wieloma zdaniami reagując jednym gigantycznym, przepełnionym entuzjazmem głosikiem wiecznie podekscytowanej kotki. A jeśli ktoś rzuca się na cienistego, albo w ogóle na innego kota, jeśli oboje nie są cienistymi, to trzeba go zwyzywać i zagrozić mu tym, że urwie się mu ogon i wsadzi się go w jedno ucho, tak, żeby wyszedł drugim - nawet, jeśli jest jakimś tam psem, który ogona nie posiada!
No i pamiętajcie, każdemu, dosłownie każdemu, trzeba ufać, bo każdy jest przyjacielem! A już zwłaszcza cieniści!
Leżała przytulona do kocura. To wszystko było... dziwne. Bardzo dziwne. Nie do końca tego właśnie się spodziewała, ale... ale była szczęśliwa, wiedząc, że jej bohater ją kocha. Mrucząc cicho, przesuwała językiem po jego poliku, zdając sobie sprawę, że lada chwila będzie musiała oddalić się stąd, aby nie ryzykować nakrycia przez kogokolwiek, jednakże nie miała na to ochoty. Mniejsza z rozsądkiem! Na przypale albo wcale, jak to się mówi. Nie zamierzała się stąd ruszać ani na krok, przytulając ciepłe ciało swojego p a r t n e r a. - Wieem, nie będę, ale pamiętaj, że ty też nie możesz, nawet nie wiesz, jak mi przykro to mówić, ale na wszelki wypadek chyba przez pewien czas powinniśmy poudawać, że sie nie znamy, ale pamiętaj o tym, co mi obiecałeś, znajdę cię za jakiś czas, nie wiem w sumie j-jak, ale znajdę, Cicha Łapo - wstała, otrzepując się z kurzu i powoli przesunęła językiem po poliku kocura, by następnie ostatni raz przesunąć nosem po szyi burego i wciągnąć w płuca jego zapach. Z jednej strony chciała mieć kocięta, a z drugiej strony chciała, żeby on był blisko. Chyba musiała pozwolić Gwiezdnym rozwiązać tę kwestię, niech oni zadecydują, czy będzie miała swoje potomstwo, czy będzie mogła przebywać przy swoim ideale. - K-kocham cię, ani waż mi się o tym zapomnieć! - wyszeptała do ucha burasa, łapę opierając na jego szyi, po czym odwróciła się i kaczkowatym chodem odbiegła w kierunku swojego klanu, zostawiając go za sobą. To była bardzo trudna decyzja... ale musiała się na nią zdobyć, jeśli nie chciała, by to wszystko źle się dla niej skończyło. Przed powrotem do klanu wykąpała się w Czarnym Ogonie i kilkakrotnie wytwarzała w ziemi tylko po to, żeby dokładnie wyczyścić swoje futerko. Nikt nie mógł wywęszyć na niej zapachu Chmielograba, bo wtedy oboje mieliby straszliwe problemy.
z/t
Kiedyś płynęłam prosto, jak między liniami, teraz miotam się w kółko rozpaczliwym pieskiem.
Uciekł. Opłacało się od paru dni śledzić wzorkiem nocne patrole i dołączać do nich, aby badać trasę i wszystko to, co potrzebował. I dopiero po paru wschodów słońca od zagojenia się ran, ruszył na podbój nowych terenów, tym razem pod osłoną nocy i po parokrotnym upewnieniu się, że wszyscy na jego drodze śpią. Udało mu się przekroczyć granicę i ruszyć w stronę Czarnego Ogona, przechodząc po przekątnej terenów klanu Wichru. Poruszał się na ugiętych lapach, bezszelestnie poruszając się i szukając kryjówek, a gdy był pewien, że patrol przeszedł - przekroczył Czarny Ogon w najdogodniejszym miejscu i skierował się w las po drugiej stronie. Wyczuwał zmianę zapachów na mieszaninę przeróżnych zapachów, z czego każdy był inny, chociaż można było części kotom przyporządkować jakaś wspólna nutę odnośnie tego, gdzie zagrzali miejsce na dłużej. Interesujące...
Skierował się ku dziwnym, kamiennym tworom, które nagle wyrosły spod ziemi i dopiero teraz zdecydował się wyprostować. Rozejrzał się beznamiętnym spojrzeniem po martwej naturze, stojąc prosto, z ogonem unieniosnym, a końcówka opadła delikatnie na prawą stronę. Chciałby kogoś spotkać... Ale czy będzie mu dane? W końcu jest tak trochę środek nocy i prawdopodobnie nikt do niego nie przyjdzie. Czyżby musiał się wracać? Nie mógł sobie pozwolić na dłuższe wycieczki poza klanowe tereny, bo zaraz wyślą za nim pogoń, chociaż... Iskierek nawet w obozie potrafił się ukrywać, jak twierdziła oczywiście Leszczynowa Gałązka. Od razu za nim koty nie pójdą, szczególnie że wiązałoby się to z opuszczeniem ziem klanu.
a toasttothenight_______ atoastto romance_______ to.those.unafraid_______ of takinga chance_______ ________ ______why shouldyou settlefor less,dear ___________________when there'smore?
Kto myślał, że Migotek wyrośnie na masywnego i postawnego Wojownika... mylił się zupełnie. W rzeczywistości kocur nie dosięga do górnej granicy wzrostu, jest nieco niższy niż standardowy kot, a na pewno niższy niż typowy Wichrzak. Przez długotrwała chorobę jego ciało znacznie wychudło, łapy ma niczym cztery patyki, a przez skórę delikatnie przebijają się żebra. Co do okrywy włosowej, właściwie ciężko powiedzieć, którego koloru jest więcej, bowiem czerń i biel są rozłożone w dość równomiernej ilości. Pierwszy z kolorów oblewa grzbiet, kark i łeb kocura (chociaż niecałkowicie), a także jego długi ogon. Na przednich łapach zakrywa prawie całe kończyny, pozostawiając w swej dobroci jedynie białe skarpetki, za to jeśli chodzi o tylne łapy - oblewa je w całości śnieżnobiały odcień. Co ciekawe, pysk kocurka jest biały, złamany trójkątną, czarną plamą, zaczynającą się na szczęce, dookoła nosa, zwężającą się stopniowo i kończącą między ślepiami, które mają oliwkową barwę.
Po długiej i ciężkiej chorobie naprawdę trudno mu było wrócić do normalnej sprawności. Podczas leczenia odsunął się jeszcze bardziej od Klanu Wichru i jego przedstawicieli, usuwając się w cień zupełnie. Czas spędzał sam, pogrążając się we własnych myślach. Nie potrafił znaleźć nawet chwili radości, niczego, co mogłoby go rozweselić. Świat widział tylko w szarych odcieniach i nigdy nie poznał uroku kolorów. Jest dość nieufny i potrzebuje czasu, aby z kimś wejść w jakieś głębsze relacje, ale mimo pozorów potrafi być przyjacielski i ciepły, a do tego dość pomocny, kiedy sytuacja tego wymaga.
Cóż, chyba Iskierek jednak nie popatrzył wystarczająco uważnie, gdy sprawdzał ilu klanowiczów w obozie śpi na tyle mocno, by nie zauważyć jego zniknięcia... albo po prostu nie wziął pod uwagę rzadko u niego występującego, ale jednak swego rodzaju zwyczaju swojego starszego brata. Migotek zazwyczaj noc spędzał, tak jak wszyscy przeciętni terminatorzy, w legowisku wspólnym dla kotów równych mu rangą. Czasami jednak zdarzało mu się, że czy to z powodu niemożności zaśnięcia czy czystej przyjemności, wychodził na świeże powietrze by pooglądać gwiazdy. Nie dowiecie się niczego niezwykłego o kocurku, kiedy powiem, iż od małego fascynował go ten widok. W ogóle wtedy atmosfera całej okolicy zdawała mu się zupełnie odmienna; może trochę straszna, ale czarno-biały widział w obozie po zmroku przede wszystkim to drugie, o wiele ciekawsze piękno i tą budząca miły dreszczyk aurę tajemnicy.
Tym sposobem szczupły młodzieniec dopiero się rozkręcając w swoich tajnych obserwacjach, pośród krzewów dostrzegł jakiś ruch... i to niepokojąco znajomy. Przymrużywszy swoje oliwkowe ślepia, dosyć szybko rozpoznał w tym swojego brata-świra. Uniósł brwi, w jednej chwili doznawszy silnego poczucia obowiązku, który kazał mu czym prędzej powstrzymać Iskierka przed samobójczym czynem, jakim było wyjście w ten przerażający świat poza obozem... a może i nawet poza Klanem! Kto wie, co on planował.
– Iskra!... – postarał się, by jego szept nie obudził niepotrzebnie śpiące dookoła nich koty i zarazem by mógł dotrzeć on w odpowiedniej jakości do umykającego kocura. Nie poskutkowało to jednak, więc... więc cóż, pomknął za nim.
W skrócie: bał się as heck. Po przejściu przez łuk obozu nagle ciepła i duszna noc przestała być taka przyjemna oraz idealna do patrzenia na lśniące na niej punkciki. Od razu pożałował, iż w ogóle się ruszył... ale przecież nie mógł zostawić brata na pastwę losu! Powodów mógł mieć milion i nie zabraniał mu tego, nie zmieniało to jednak faktu, ile niebezpieczeństw na niego czekało na tych wielkich, okropnych polach trawy i drzew. Migotek musiał szybko mu wybić ten spacerek z głowy, bo na bronieniu rodzeństwa przed drapieżnikami się kompletnie nie znał...
– Wra-wracajmy do domu – wypalił wreszcie, gdy go dogonił. Do tego czasu wokół nich zdołały wyróść jakieś czarne szpony, gotowe ich w lada moment capnąć i rozszarpać na strzępy. Och, mój głupiutki braciszku, w jakie ty miejsca chodzisz, gdy śpię?... – I n-nie powt-powtarzaj po... po mnie, ma-mama będzie się mar-martwiła, a ja... ja... ja się boję – dokończył szybko, widocznie zawstydzony tym niewygodnym faktem. Ale taka była prawda, cóż począć. Rozglądał się nerwowo na boki, święcie przekonany że zaraz na nich wyskoczy jakiś dzik czy inne paskudztwo z dzikim lvlem, w wyniku którego nawet Iskierek pożałuje swojego wyboru.
EVERYTHING IS GREY His hair,his smoke,his dreams and nowhe's so devoidof color hedon't knowwhat it means
Zdążył już dorosnąć. Zrobił się postawny i największy z kociąt Chabrowego Pąku, choć pomiędzy nim a Osikową Łapą nie ma znacznej różnicy. Z puszystej, okrągłej kulki stał się teraz sporym kocurem o długich, a także zwinnych łapach i pokaźnym ogonie, który często nosi wysoko uniesiony z nonszalancko opadającą końcówką. Ślepia kocura wybarwiły się na złocisty odcień. Może i bokobrody Pochmurnego nie są tak wydatne jak te u Osiki, ale bujnością kryzy go zdecydowanie przewyższa. Sierść na jego brodzie jest trochę dłuższa, co sprawia, że ma małą kozią bródkę. Samą brodę ma mocną i szeroką, aczkolwiek nie tak pokaźną jak ta Osiki. Bura sierść pokryta czarnymi, klasycznymi pręgami kontrastuje z białymi wstawkami na kufie, brodzie, kryzie, a także na przednich i tylnych łapach, gdzie sięgają one aż do pięt. Spomiędzy palców wyrastają mu pęczki sierści.
Wycofany, nonszalancki, spokojny. Raczej się nie emocjonuje. Częściej charakteryzuje go stoicki spokój. Jest co prawda ciekawy świata, jednak nie pokazuje tego za bardzo. Ma naturę samotnika i nie jest gadatliwy. Właściwie to w ogóle nie mówi. Przynajmniej do innych.
Noc, czy dzień - nie było dla nie większej różnic, jeśli mowa o aktywności, aczkolwiek nocami miałem mniejsze szanse na spotkanie kogoś interesującego. Zwykle nocami przemykały się jedynie nieufne sylwetki, kryjąc się w mroku, czy w cieniu drzew. Od czasu do czasu ktoś przychodził na rozmowę, ale to tyle. Noc spowijała pewna tajemnica, która rzucała mgłę na rzeczywistość, rozmywając ją o sprawiając, że stawała się oderwana. Nawet ktoś taki, jak ja, stąpający twardo po ziemi, odczuwał pewną różnicę w kontaktach oraz panującym nastroju. Szczególnie tutaj, w głębi lasu, w którego centrum wznosiły się Kamienne Pazury. Chmury przesłoniły niebo i księżyc nie miał jak rzucać swojego srebrzystego blasku, który zwykle pokrywał i rozjaśniał okolicę. Leżałem akurat na jednej z mocniejszych gałęzi drzewa na skraju polany, aby mieć dobry widok na nią całą. Zawsze Króliczy Pląs mogła się tutaj pojawić z jakiegoś powodu, jak na przykład potrzeba mojej bliskości po moim ostatnim spotkaniu z nią. W pewnym momencie dostrzegłem czarno-białą sylwetkę, która zamajaczyła niedaleko. Zmrużyłem swoje złociste ślepia, które w tym świetle zdawały się być ciemnoszare, przybierając odcienie szarości jak wszystko dookoła. Nim zdążyłem się dobrze przypatrzeć pojawiła się i druga, która wyraźnie zwracała się do tej pierwszej. Zastygłem w bezruchu, a później rozchyliłem lekko pysk i nabrałem powietrza do płuc, węsząc intensywnie. Klan Wichru. Wszędzie poznam ten zapach. Dwa kocury w młodym wieku. Co tutaj robili? Ich obecność zdecydowanie wzbudziła moją ciekawość.
Cicho zszedłem z drzewa, lecz w pewnym momencie patyki i trawa zachrzęściły, gdy dotarłem tylnymi łapami do ziemi. Zagryzłem szczęki niezadowolony z takiego obrotu sprawy, lecz zaraz po chwili w mojej głowie pojawił się pewien pomysł na wykorzystanie tego faktu. Zamarłem na chwilę by wyciszyć okolicę, a potem ruszyłem kryjąc się za krzewami i pniami drzew. Powolnym, ostrożnym krokiem zbliżałem się do nich, patrząc pod łapy, a wiatr wiał mi w pysk.
jestemPiotr,ale mówiąnamnieŁ O T R dosyćdługomamten alias,aleniewiemwsumieskąd (znajdziesz go)wszędziegdziezapachperfumi szlugówswąd aw dziewczęcychsercachwciążgasłyświatłaipsułsięprąd
Prawdopodobnie nie zauważyłem swojego brata... Albo uznałem go za zbyt małe zagrożenie, aby się nim przejmować. Migocząca Łapa nie był jak Lśnienie, która od razu by postawiła pół obozu na nogi, bo wyszedłem kawałkiem włoska poza teren obozu i należy mi się kara. W sumie... Nigdy nie miałem bliższych relacji z czarno-białym kocurkiem, który zdawał się mnie unikać. Czyżbym był aż tak groźny? Zignorowałem cichy szept lecący w moją stronę z jego ust, perfekcyjnie udając że go nie dosłyszałem. Szkoda, że ta drżąca gałązka zdecydowała się ruszyć za mną na zwiedzanie świata, przez co byłem skazany na niezbyt przyjemne towarzystwo. Ale... Kto wie? Może spotkamy kogoś ciekawego i będzie... Dużo zabawniej, niż by się mogło wydawać? Zaakceptowałem więc obecność chyba najbardziej strachliwego z miotu Zawilcowej Skórki, zwracając na niego uwagę dopiero przy ogromnych, czarnych szponach wyrastających z ziemi. Miałem wrażenie, że już zaraz z podziemi wyłoni się łapa prosto z Ciemnego Lasu, zaciśnie się na naszych wątłych ciałach i wciągnie do swojego świata. Fascynujące... Czyżby to był jakiś twór tych... Dwunogów, przed którymi często przestrzegali starsi wojownicy? Jak ktoś, kto potrafi tworzyć tak cudowne konstrukcje może być zły do szpiku kości? Zwróciłem się po chwili nieruchomości w kierunku terminatora matki, a ten mógł już wiedzieć, co nastąpi, jak tylko długowłosy brat otworzy pysk.
- Wra-wracajmy do domu - odpowiedziałem na jego słowa lekko drżącym ze strachu głosem. Doskonale widziałem po jego sylwetce, jakie emocje odczuwa. Byli ze sobą od urodzenia, zdołałem go poznać bardzo dokładnie. Faktem było, że wywalczony z łap niegdyś medycznej wypluwki uczeń cały czas drżał ze strachu przed światem, czego nie mogłem pojąć. Jak można bać się takiego cudownego świata, który jedynie czeka, aż ktoś zgłębi zarówno jego, jak i kotów żyjących na nim tajemnice.
- I n-nie powt-powtarzaj po... po mnie, ma-mama będzie się mar-martwiła, a ja... ja... ja się boję - dodałem szybko po poprzedniej wypowiedzi, a jeśli Migotek myślał, że po prośbie przestane być sobą... Cóż, grubo się mylił. Rozglądałem się cały czas nerwowo, mogąc przy tym zaciekawionym wzrokiem przyjrzeć się najbliższej okolicy. Moim uszom nie uszło szeleszczenie gałązek, a teraz jedynie czekał, aż brat podskoczy ze strachu i zdecyduje się opuścić moje towarzystwo na rzecz... Być może kogoś ciekawszego? Kto wie, co się czai w mroku.
a toasttothenight_______ atoastto romance_______ to.those.unafraid_______ of takinga chance_______ ________ ______why shouldyou settlefor less,dear ___________________when there'smore?
Kto myślał, że Migotek wyrośnie na masywnego i postawnego Wojownika... mylił się zupełnie. W rzeczywistości kocur nie dosięga do górnej granicy wzrostu, jest nieco niższy niż standardowy kot, a na pewno niższy niż typowy Wichrzak. Przez długotrwała chorobę jego ciało znacznie wychudło, łapy ma niczym cztery patyki, a przez skórę delikatnie przebijają się żebra. Co do okrywy włosowej, właściwie ciężko powiedzieć, którego koloru jest więcej, bowiem czerń i biel są rozłożone w dość równomiernej ilości. Pierwszy z kolorów oblewa grzbiet, kark i łeb kocura (chociaż niecałkowicie), a także jego długi ogon. Na przednich łapach zakrywa prawie całe kończyny, pozostawiając w swej dobroci jedynie białe skarpetki, za to jeśli chodzi o tylne łapy - oblewa je w całości śnieżnobiały odcień. Co ciekawe, pysk kocurka jest biały, złamany trójkątną, czarną plamą, zaczynającą się na szczęce, dookoła nosa, zwężającą się stopniowo i kończącą między ślepiami, które mają oliwkową barwę.
Po długiej i ciężkiej chorobie naprawdę trudno mu było wrócić do normalnej sprawności. Podczas leczenia odsunął się jeszcze bardziej od Klanu Wichru i jego przedstawicieli, usuwając się w cień zupełnie. Czas spędzał sam, pogrążając się we własnych myślach. Nie potrafił znaleźć nawet chwili radości, niczego, co mogłoby go rozweselić. Świat widział tylko w szarych odcieniach i nigdy nie poznał uroku kolorów. Jest dość nieufny i potrzebuje czasu, aby z kimś wejść w jakieś głębsze relacje, ale mimo pozorów potrafi być przyjacielski i ciepły, a do tego dość pomocny, kiedy sytuacja tego wymaga.
Gdy jego brat otworzył po chwili pyszczek, Migacz już wiedział, co się stanie. Stulił uszy, jakby chcąc obronić się chociaż w połowie przed tym tak bolesnym powieleniem jego drżących słów. Kiedy się w ten sposób kocurek przekonywał, jak jego urywany raz po raz, wprost beznadziejny sposób wypowiadania się musiał brzmieć dla osób trzecich, to momentami miał naprawdę ochotę zrzucić się z klifu. To znaczy, może nie dosłownie, ale tak się czuł. Takie wciskanie mu na siłę świadomości, jaką miękką bułką był, absolutnie nie pomagała mu w utrzymaniu w sobie chociaż szczątkowej pewności siebie. To był bardzo mocny argument na to, dlaczego tak bardzo nie lubił wdawać się w jakiekolwiek kontakty z Iskierkiem. Nie zmieniało to jednak faktu, że nadal chciał dla niego dobrze i nie wybaczyłby sobie, gdyby mu się coś stało. Dlatego mimo jakiejś wewnętrznej niechęci poszedł za nim z zamiarem przytargania go do obozu możliwie jak najszybciej. Teraz jednak trochę pożałował tej decyzji, zważywszy na to, w co się wpakował.
Jego uwadze nie umknął niepokojący chrzęst krzaków gdzieś w pobliżu nich. Obejrzał się czym prędzej, czując jak serce podchodzi mu do gardła. Jeśli jednak Iskierek myślał, że to wystarczyło by tchórzostwo przeważyło nad jego poczuciem braterskiego obowiązku, to się grubo pomylił. Oczywiście, najchętniej to już dawno by wziął nogi za pas, gdyby z jakichś powodów był tu sam. Ale w tym właśnie tkwił problem – miał przy sobie młodszego (o parę minut, ale jednak) brata, którego los, wbrew wszelkim jego emocjom do niego, nie był mu obojętny. Nie opuści tego strasznego miejsca, dopóki nie wywlecze stąd kocurka o własnych siłach. I miał szczerą nadzieję, iż te postanowienia nie okażą się słomianym zapałem w obliczu prawdziwego zagrożenia, którego oddech już czuł na swoim karku...
– Tu m-mogą być drapieżni-żniki – ściszył głos, ponownie próbując przemówić czarno-białemu do rozsądku. Bo przecież coś za tą piątą klepką musiało jeszcze samodzielnie funkcjonować! – Ch-chcesz, żeby cię któryś z nich zła-złapał i...? N-nie chcę nawet o tym my-myśleć. Nie mog-mogłeś spacerować gdzieś bliż-bliżej obozu?... – nie mógł przestać się oglądać za siebie. Z każdym uderzeniem serca coraz mniej mu się tu podobało. Do tego miał jakieś bardzo złe przeczucie, że coś się do nich powoli zbliżało...
– N-naprawdę już chodźmy. M-mam dość... – spojrzał rozpaczliwie na brata, naprawdę już nie wiedząc, co robić.
EVERYTHING IS GREY His hair,his smoke,his dreams and nowhe's so devoidof color hedon't knowwhat it means
Zdążył już dorosnąć. Zrobił się postawny i największy z kociąt Chabrowego Pąku, choć pomiędzy nim a Osikową Łapą nie ma znacznej różnicy. Z puszystej, okrągłej kulki stał się teraz sporym kocurem o długich, a także zwinnych łapach i pokaźnym ogonie, który często nosi wysoko uniesiony z nonszalancko opadającą końcówką. Ślepia kocura wybarwiły się na złocisty odcień. Może i bokobrody Pochmurnego nie są tak wydatne jak te u Osiki, ale bujnością kryzy go zdecydowanie przewyższa. Sierść na jego brodzie jest trochę dłuższa, co sprawia, że ma małą kozią bródkę. Samą brodę ma mocną i szeroką, aczkolwiek nie tak pokaźną jak ta Osiki. Bura sierść pokryta czarnymi, klasycznymi pręgami kontrastuje z białymi wstawkami na kufie, brodzie, kryzie, a także na przednich i tylnych łapach, gdzie sięgają one aż do pięt. Spomiędzy palców wyrastają mu pęczki sierści.
Wycofany, nonszalancki, spokojny. Raczej się nie emocjonuje. Częściej charakteryzuje go stoicki spokój. Jest co prawda ciekawy świata, jednak nie pokazuje tego za bardzo. Ma naturę samotnika i nie jest gadatliwy. Właściwie to w ogóle nie mówi. Przynajmniej do innych.
Skradałem się w mroku nocy pomiędzy kolejnymi krzewami, gdy zbliżałem się do dwóch kotów z Klanu Wichru, które najwyraźniej zapuściły się za daleko. Im bliżej byłem, tym szmery ich głosów stawały się wyraźniejsze, choć nadal mieszały się z podmuchami chłodnego, nocnego wiatru, świadczącego o zbliżającej się Porze Opadających Liści, co sprawiało, że trudno było mi wyłapać spomiędzy szumów konkretne słowa. Strach wisiał w powietrzu. Zerknąłem w ich stronę spomiędzy szarych liści. Ciekaw byłem, czy któryś z nich zauważył błysk moich oczu w świetle księżyca. Zatrzymałem się nieopodal kocurów nie zdradzając się więcej nieostrożnymi krokami. Stąd mogłem na nich zerknąć, żeby w ogóle ocenić z kim mam do czynienia. Obaj byli czarno-biali, jeden miał długie, a jeden krótkie futro. Krótkowłosy zdawał się być roztrzęsiony, natomiast ten drugi ewidentnie chciał tutaj być. Z jakiegoś powodu. Zainteresowało mnie to. Wpadłem na pewien pomysł. Zwróciłem swoje złote oczy na ziemię pod swoimi łapami i wokół mnie. Udało mi się znaleźć to, czego szukałem, a mianowicie niewielka szyszkę. Wziąłem ją w pysk i przeszedłem parę kroków w ich kierunku, cały czas kryjąc się w ciemności i zaroślach. Wypuściłem ją z pyska.
Wystarczyło jedno celne zamachnięcie się, aby wystrzelić ją w ich stronę. Szyszka odbiła się od pnia drzewa, jak wnioskowałem ze stuknięcia i poturlała się po liściach oraz trawie, aczkolwiek nie widziałem gdzie konkretnie dotarła.
jestemPiotr,ale mówiąnamnieŁ O T R dosyćdługomamten alias,aleniewiemwsumieskąd (znajdziesz go)wszędziegdziezapachperfumi szlugówswąd aw dziewczęcychsercachwciążgasłyświatłaipsułsięprąd
Kto myślał, że Migotek wyrośnie na masywnego i postawnego Wojownika... mylił się zupełnie. W rzeczywistości kocur nie dosięga do górnej granicy wzrostu, jest nieco niższy niż standardowy kot, a na pewno niższy niż typowy Wichrzak. Przez długotrwała chorobę jego ciało znacznie wychudło, łapy ma niczym cztery patyki, a przez skórę delikatnie przebijają się żebra. Co do okrywy włosowej, właściwie ciężko powiedzieć, którego koloru jest więcej, bowiem czerń i biel są rozłożone w dość równomiernej ilości. Pierwszy z kolorów oblewa grzbiet, kark i łeb kocura (chociaż niecałkowicie), a także jego długi ogon. Na przednich łapach zakrywa prawie całe kończyny, pozostawiając w swej dobroci jedynie białe skarpetki, za to jeśli chodzi o tylne łapy - oblewa je w całości śnieżnobiały odcień. Co ciekawe, pysk kocurka jest biały, złamany trójkątną, czarną plamą, zaczynającą się na szczęce, dookoła nosa, zwężającą się stopniowo i kończącą między ślepiami, które mają oliwkową barwę.
Po długiej i ciężkiej chorobie naprawdę trudno mu było wrócić do normalnej sprawności. Podczas leczenia odsunął się jeszcze bardziej od Klanu Wichru i jego przedstawicieli, usuwając się w cień zupełnie. Czas spędzał sam, pogrążając się we własnych myślach. Nie potrafił znaleźć nawet chwili radości, niczego, co mogłoby go rozweselić. Świat widział tylko w szarych odcieniach i nigdy nie poznał uroku kolorów. Jest dość nieufny i potrzebuje czasu, aby z kimś wejść w jakieś głębsze relacje, ale mimo pozorów potrafi być przyjacielski i ciepły, a do tego dość pomocny, kiedy sytuacja tego wymaga.
Albo zaczynał wariować, albo rzeczywiście ktoś się do nich zbliżał. Szpony nad ich głowami pochylały się ku nim, zaostrzały, lśniąc wreszcie w łunie księżyca, gotowe lada chwila ich capnąć i wciągnąć w czeluści ziemi. Biała sierść zafalowała mu na karku, gdy jakiś szmer ledwo tylko musnął migaczową małżowinę. Z każdym uderzeniem serca różne dźwięki jęły mu przywodzić na myśl coraz to wymyślniejsze obrazy. Mówiąc pokrótce, nie podobało mu się to, co strach wyprawiał z jego wyobraźnią. Już miał otworzyć ku bratu pysk z ostateczną decyzją uciekania z tego zwichrowanego miejsca, gdy nagle jakiś malutki, czarny kształt śmignął nad nimi, a następnie uderzył w korę nieopodal. Wytrzeszczył oczy na turlającą się szyszkę...
I spanikował.
– Idziemy stąd – nie czekając na zdanie Iskry, szarpnął skórą na jego karku, pragnąc za wszelką cenę go stąd zabrać, choćby zarył łapami w ziemi. Jednocześnie rozglądał się z przestrachem, częścią siebie przygotowując się na wizję ujrzenia jakiejś wielkiej, przerażającej postaci wyłaniającej się zza krzaków z zamiarem rozszarpania ich na strzępy, a i to w najłagodniejszym scenariuszu. Może to przeczucie, może mącąca mu zmysły fantazja – tak czy siak, nie chciał tu być ani chwili dłużej.
EVERYTHING IS GREY His hair,his smoke,his dreams and nowhe's so devoidof color hedon't knowwhat it means
Również moja sierść na karku podniosła się, kiedy zaobserwował ten odruch u brata, również słysząc podejrzany szmer gdzieś w zaroślach. Jednak mnie zamiast straszyć bardziej intrygowało to, co się w tych krzakach czai. Kto wie, może to jakiś ciekawy samotnik, który okaże się dużo ciekawszy niż większość klanowiczów z Wichru? Wytrzeszczyłem również szeroko oczy, pozwalając stężeć moim mięśniom, kiedy obserwowałem kształt odbijający się od kory i toczący się jeszcze chwilę po ziemi. Czyli jednak ktoś tu był. Interesujące…
- Idziemy stąd – zakomunikowałem, jednak nie zamierzałem ot tak dać się złapać za kark. Jako, że byłem od niskiego braciszka wyższy, zdecydowanie on miał trudniejsze zadanie niż ja. Złapałem go bez problemu za delikatną skórę, nieco zaciskając szczęki i nie pozwalając biało-czarnemu bratu uciec. Moje kąciki ust drgnęły w złowieszczym uśmiechu, którego Migocząca Łapa nie był w stanie zaobserwować, dlatego mogłem sobie pozwolić na gest sprzeczny z uczuciami mojego pierwowzoru. Chciałem go tu zatrzymać. I poczekać na wyłonienie się tajemniczego jegomościa, który wolał rzucać w nas szyszkami niż ujawnić swoją tożsamość. Najwyżej brat posłuży za ofiarę, którą będzie trzeba złożyć, żeby ratować własne futro… I w sumie tylko dlatego go tu zatrzymywał, zabierając się łapami i lekko ciągnąc delikatny dla kotów punkt, chcąc ujrzeć osobnika, który był tutaj.
a toasttothenight_______ atoastto romance_______ to.those.unafraid_______ of takinga chance_______ ________ ______why shouldyou settlefor less,dear ___________________when there'smore?
Zdążył już dorosnąć. Zrobił się postawny i największy z kociąt Chabrowego Pąku, choć pomiędzy nim a Osikową Łapą nie ma znacznej różnicy. Z puszystej, okrągłej kulki stał się teraz sporym kocurem o długich, a także zwinnych łapach i pokaźnym ogonie, który często nosi wysoko uniesiony z nonszalancko opadającą końcówką. Ślepia kocura wybarwiły się na złocisty odcień. Może i bokobrody Pochmurnego nie są tak wydatne jak te u Osiki, ale bujnością kryzy go zdecydowanie przewyższa. Sierść na jego brodzie jest trochę dłuższa, co sprawia, że ma małą kozią bródkę. Samą brodę ma mocną i szeroką, aczkolwiek nie tak pokaźną jak ta Osiki. Bura sierść pokryta czarnymi, klasycznymi pręgami kontrastuje z białymi wstawkami na kufie, brodzie, kryzie, a także na przednich i tylnych łapach, gdzie sięgają one aż do pięt. Spomiędzy palców wyrastają mu pęczki sierści.
Wycofany, nonszalancki, spokojny. Raczej się nie emocjonuje. Częściej charakteryzuje go stoicki spokój. Jest co prawda ciekawy świata, jednak nie pokazuje tego za bardzo. Ma naturę samotnika i nie jest gadatliwy. Właściwie to w ogóle nie mówi. Przynajmniej do innych.
Skrywałem się w cieniu drzew i za zaroślami, ale miałem dość dobry widok na dwójkę wichrowych kotów, na których natknąłem się w ciemnym lesie i jedynie księżyc rozświetlał srebrzyście okolicę. Obserwowałem ich uważnie. Padły słowa świadczące o zamiarze powrotu do klanu, a wtedy mniejszy z nich sięgnął do karku wyższego. Po wyjątkowo krótkiej wymianie zdań zaczęli się nawzajem szarpać. Jeden z nich wyraźnie próbował mnie wypatrzyć w ciemnościach, toteż postanowiłem wystrzelić w ich stronę kolejną szyszkę, jednak tym razem przeleciała ona kawałek nad głową mniejszego kocura. Po tym wszystkim czekałem aż jakoś zareagują. Nie chciałem na razie się pokazywać ze względów bezpieczeństwa. Tak naprawdę nie wiedziałem na kogo się natknąłem, więc musiałem zachować środki ostrożności, bowiem zawsze istniała szansa na to, że to ja tutaj jestem ofiarą, a nie drapieżnikiem, za którego zwykle się uważałem. Przysiadłem na ziemi i wpatrywałem się w nich spomiędzy gałęzi krzewu, którym się zasłaniałem. Niewiele stąd widziałem, ale to mi na tę chwilę wystarczało.
jestemPiotr,ale mówiąnamnieŁ O T R dosyćdługomamten alias,aleniewiemwsumieskąd (znajdziesz go)wszędziegdziezapachperfumi szlugówswąd aw dziewczęcychsercachwciążgasłyświatłaipsułsięprąd
Kto myślał, że Migotek wyrośnie na masywnego i postawnego Wojownika... mylił się zupełnie. W rzeczywistości kocur nie dosięga do górnej granicy wzrostu, jest nieco niższy niż standardowy kot, a na pewno niższy niż typowy Wichrzak. Przez długotrwała chorobę jego ciało znacznie wychudło, łapy ma niczym cztery patyki, a przez skórę delikatnie przebijają się żebra. Co do okrywy włosowej, właściwie ciężko powiedzieć, którego koloru jest więcej, bowiem czerń i biel są rozłożone w dość równomiernej ilości. Pierwszy z kolorów oblewa grzbiet, kark i łeb kocura (chociaż niecałkowicie), a także jego długi ogon. Na przednich łapach zakrywa prawie całe kończyny, pozostawiając w swej dobroci jedynie białe skarpetki, za to jeśli chodzi o tylne łapy - oblewa je w całości śnieżnobiały odcień. Co ciekawe, pysk kocurka jest biały, złamany trójkątną, czarną plamą, zaczynającą się na szczęce, dookoła nosa, zwężającą się stopniowo i kończącą między ślepiami, które mają oliwkową barwę.
Po długiej i ciężkiej chorobie naprawdę trudno mu było wrócić do normalnej sprawności. Podczas leczenia odsunął się jeszcze bardziej od Klanu Wichru i jego przedstawicieli, usuwając się w cień zupełnie. Czas spędzał sam, pogrążając się we własnych myślach. Nie potrafił znaleźć nawet chwili radości, niczego, co mogłoby go rozweselić. Świat widział tylko w szarych odcieniach i nigdy nie poznał uroku kolorów. Jest dość nieufny i potrzebuje czasu, aby z kimś wejść w jakieś głębsze relacje, ale mimo pozorów potrafi być przyjacielski i ciepły, a do tego dość pomocny, kiedy sytuacja tego wymaga.
Kiedy brat odmówił mu posłuszeństwa, ciągnąc w drugą stronę, przez czarno-biały grzbiet przebiegł lodowaty dreszcz. To był moment, w którym zdał sobie sprawę, że znalazł się w sytuacji bez żadnego wyjścia... bo opcji, że mógłby po prostu wziąć nogi za pas i zostawić głupiego Iskierka na pastwę losu, oczywiście nie wliczał. Nie należał do tego typu osób: bał się, to fakt, ale nie był tchórzem dbającym tylko o własny kuper. Obojętne jak beznadziejny był jego brat, chciał go chronić, nawet jeśli wiązało się to z decyzją wręcz samobójczą. Na razie jednak nie miał już żadnego pomysłu na to, jak zabrać stąd siebie i jego z obrębu zagrożenia, jeśli ów, wyraźnie silniejszy i większy od niego, nie chciał współpracować. Ta pustka w głowie zmroziła mu krew w żyłach jeszcze bardziej, zamieniając go w drgający lekko słup soli. Puścił śnieżne futro drugiego terminatora i zanim zdołał choćby odetchnąć, nad ich głowami śmignęła druga szyszka. Podskoczył w miejscu, wydając z siebie bardzo ciche i dosyć dziwne kwiknięcie przerażenia. Zduszony okrzyk, coś takiego. W każdym razie, coś, co raczej by pewnie nie przystoiło dojrzałemu wojownikowi. Na szczęście jednak mamy tu do czynienia z osobnikiem dopiero się uczącym na takowego, to może takie wystraszenie się nie było aż takim uszczerbkiem na jego godności. Zakładając, że jeszcze zostało w tym karle coś o takiej nazwie.
– Do - dobra! – odwrócił się gwałtownie w kierunku, z którego pomknął pocisk. Nie było tu już mowy o ukrywaniu czegokolwiek: trząsł się jak galareta, przez co jego jąkanie przechodziło do poziomu przekraczającego kocie pojęcie. Dlatego z każdą kolejną głoską nienawidził siebie coraz bardziej. Oczy mu aż wilgotniały. – Wy- wy- wy WYŁAŹ! A- a n-n-nie b-baw się z –z nami w ja-jak-kieś głup-pie szyszszsz- szy- szyszki!! – zakończył wreszcie z dramatycznym trzaskiem swoich wątłych strun głosowych.
Wewnątrz siebie szlochał z bólu, jaki zadawały mu jego własne wady, jego kompletna beznadziejność, brak... czegokolwiek, co powinien posiadać kocur w jego wieku. Zszarpywały z niego absolutnie wszystko, czym mógłby się okryć przed gardzącymi nim na pewno w tym momencie oczami napastnika. Nie miał już choćby cienia szacunku. Żadnego, nawet do siebie.
EVERYTHING IS GREY His hair,his smoke,his dreams and nowhe's so devoidof color hedon't knowwhat it means