Logo Artemidy
Łęgi - zachód
#91
Widząc, że locha na dobre opuściła już teren Klanu Rzeki, przywódca odetchnął z ulgą. Co prawda, nie żegnało to zagrożenia na zawsze, ale na jakiś czas? Patrole z pewnością będą sprawdzać, czy rodzinka nie zamierza wrócić na te ziemie, ale jeśli locha uznała je za meh, to może przynajmniej przez jakiś czas będzie o tym pamiętać i próbować szczęścia gdzie indziej. Albo pójdzie za Grzmiącą Ścieżkę, jeszcze lepiej. Gdziekolwiek byle poza Klan Rzeki. I inne Klany też. Kocur przez chwilę wpatrywał się w łan rzepaku, a następnie zawrócił do siebie. Przy granicy oznaczył teren w kilku miejscach, upewnił się czy wszystko gra i skierował swoje łapy w stronę obozu Klanu. Musiał powiadomić Czerwony Mak, by przekazała to następnie wszystkim patrolom. Jedno zagrożenie zażegnane, czas zabrać się za następne. Te natomiast mnożyły się w oczach, ale Świetlikowa Gwiazda gotów był wszystkim im stawić czoła. Jak zawsze.

//zt, dziękuję za dociągnięcie akcji do końca
[Obrazek: h4lUAjo.png]

...............Walka na ziemi i w niebie ★
Przeciwko sobie samemu, o siebie
..................I walka o święte cele
..................O wieczne nadzieje
♛..................................

LVL 8 365 / 500
MedLVL 0 0 / 100
27
Siła
S
11
Zręczność
Zr
13
Szybkość
Sz
10
Zmysły
Zm
95
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#92
Może i dni już nie były takie długie jak kiedy Gałązka była kociakiem, lecz czasami poranki zdawały się ciągnąć i ciągnąć bez końca, jakby od wschodu do szczytowania słońca miało dwa, nie, trzy razy wolniej niż kiedy słońce powolnym krokiem opadało ku zachodzie. W takie dni -właśnie takie jak ten- Owocowa Łapa zazwyczaj wychodziła samotnie z obozu aby trochę się rozruszać, rozciągnąć łapy i pogonić za ostatnimi liśćmi w jesieni. Oczywiście, Gałązka nie mogła już gonić liści w obozie jak by miała trzy księżyce, ona to tak właściwie zazwyczaj kierowała się ku wschodnich bądź zachodnich łęg i pędzała tam małą część swego poranka goniąc za liśćmi i praktykując z jakimś małym zwierzęciem jakby się pojawiła szansa.
Tym razem, córka Kolczastej Mordki nie czułą się na siłach aby biegać do góry i na dół za jakimiś liśćmi, prędzej siedziała i spoglądała z bliska na szumiącą rzekę i przyglądała się samej sobie. Od czasu do czasu odwracała swą głowę, rozproszona jakimś szumem liści jak wiat zawiał mocniej bądź gdy jakiś gryzoń przebiegł za nią i ruch naturalnego kolorowego dywanu przebił szum wody.

// Lwia
LVL 2 10 / 150
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
7
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#93
Kasztanka niemalże tanecznym krokiem przyszła na granicę i od czasu do czasu nuciła sobie coś pod nosem.
Minęło trochę czasu od kiedy powiedziała Tygrysowi o Pajęczynie i tym, że biały kocur mu pomoże, a przynajmniej miała taką nadzieje. Niezgrabnego kroku Lwiej nie dało się po prostu nie zauważyć, bo tak i tak nawet nie skupiała się na tym czy pod jej łapami jest coś czy niema, nawet jeśli martwiła się o rodzeństwo, ona nie mogła się tak zamartwiać! A teraz szła z uśmiechem na pysku i dumnie podniesioną głową. Hmmm może spotka ona kogoś, a tak najlepiej to Pajęczynę? Bo chyba musiałaby mu wytłumaczyć o co chodzi z jej bratem? Chyba należą mu się przeprosiny z jej strony...Prz najbliższej okazji mu je podaruje, teraz jednak dochodziła do celu jej wyprawy, rzeki. Nawet jeśli woda w tej części rzeki była zimna o tej porze opadłych liści...Ją to mało obchodziło, nikogo nie powinno co ona pije! Przykucnęła na brzegu i powoli zaczęła lizać zimną powierzchnię wody. Nie zwróciła większej uwagi na rudo-białą kotkę która była niedaleko. BA! Nawet jej nie zauważyła.
[Obrazek: dcr367b-e4ff92cd-6cb6-495e-8d8f-a8b97f35df3a.png]
LVL 4 215 / 300
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
8
Zręczność
Zr
15
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#94
Spokojnie spędzała czas, a przynajmniej tak było, póki jakieś kroki ją nie zaalarmowały. Jeśli ten kot tak dalej będzie wszędzie łazić, to z pewnością przepłoszy wszystką możliwą zwierzynę łowną na dobry okres czasu. Pierw jej uszy się skierowały w stronę hałasującej córki Gilowego Gardła a dopiero po dłuższym czasie, czyli kiedy kasztanka doszła do brzegu rzeki, odwróciła swój łeb w jej stronę, pragnąć zobaczyć, kto to był. Spokojnie się odwróciła patrząc wzwyż rzeki, gdzie ujrzała spokojną kotkę pijącą wodę.
Powolnym i dumnym krokiem się do niej zbliżyła, nie chciała ją przestraszyć, lecz również nie chciała być aż tak głośna co ona. Z ciekawością wbiła swe dwukolorowe ślepia w sierść koteczki. Lekko się uśmiechnęła i przemyślała co chciała do niej powiedzieć i jak powinna do niej podejść. Ba, i tak pewnie powinna już ją zauważyć.
- Witaj, Lwia Łapa Prawda?
LVL 2 10 / 150
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
7
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#95
Swój wzrok pomarańczowych ślepi miała głównie skupiony na wodzie, a język nadal zlizywał wodę z tafli rzeki. Do czasu.
Zastrzygła uszami, gdy usłyszała głos innego kota. Odruchowo chciała miauknąć "Pajęczyna?", lecz wtedy przypomniała sobie. Była na terenach klanu i raczej samotnik tak daleko by nie zaszedł bez umiejętności unikania patroli i pływania. Machnęła ogonem na samą myśl jak śmiesz
nie by to wyglądało.
Uniosła wzrok pomarańczowych ślepi na przybysza...A raczej przybyszkę, gdyż kot stojący niedaleko niej to kotka. Na witające słowa biało-rudej kotki odwróciła całą swą głowę i przestała pić. -Hejka! Tak, Lwia Łapa. - Miauknęła przytakująco. -A ty to?...Owocowa Łapa, co nie? - Usiadła się na swym brązowym zadzie i zachęcająco machnęła ogonem, by biała kotka się przysiadła. -Coś cię tu...sprowadza? - Odwracając głowę ponownie w stronę rzeki spytała się białej.
[Obrazek: dcr367b-e4ff92cd-6cb6-495e-8d8f-a8b97f35df3a.png]
LVL 4 215 / 300
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
8
Zręczność
Zr
15
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#96
Uśmiechnęła się lekko do kasztanki, nie chciała wyglądać na zbyt poważną kotkę czy coś w tym stylu, wręcz przeciwnie, kotka chciała do niej zagadać, spytać, co tam, jak tam i takie tak gadki pomiędzy kotkami które były w podobnym wieku. Spoczęła na swym zadzie jak Lwia Łapa jej przytaknęła, dobrze, przynajmniej nie było aż tak źle z jej znajomością imion innych, młodszych od niej terminatorów.
- Tak, ja jestem Owocowa Łapa, ale jak co, możesz do mnie mówić jako Gałązka - odpowiedziała kotce. Możliwie iż inni nie lubili jak się do nich mówiło po ich kocięcym imieniu, lecz Owocowa Łapa w prawdę mówiąc, tęskniła za takim prostym imieniem jak "Gałązka" który brzmiał krócej, ładniej i szybciej się wymawiało. Obtuliła swe śnieżne i długie łapy ognisto rudym ogonem, po czym się wyprostowała, wydalając z siebie wszelkie powietrze z płuc. Lekko przechyliła łebek i wyciągnęła język, zastanawiając się jak odpowiedzieć na jej pytanie. W sumie, ona tylko chciała trochę pooddychać świeżego powietrza, lecz nie pomyślała czemu tak dokładnie również ganiała za jakimiś liśćmi.
- Wiesz, ostatnio, od kiedy no... - No, dalej Gałązko, myśl. Na pewno coś wymyślisz. - Że tak w skrócie powiem, nie za bardzo się czuję sobą siedząc w obozie. Tak jakoś mnie nosi tam i z powrotem po terenach - powiedziała ciepłym uśmiechem. - No i teraz to tak właściwie ćwiczyłam skradanie się do liści, bo jakoś nie mogłam niczego znaleźć, więc zdecydowałam że chociaż trochę równowagi i pozycję poćwiczę, tak dla samego siedzenia po za obozem. Rozumiesz mnie? - Podniosła uszy i skierowała jej dwukolorowe ślepia prosto w te bursztynowe jakie orientalna kotka posiadała. - A ty? Porabiasz coś ciekawego poza obozem, czy też Cię nosi?
LVL 2 10 / 150
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
7
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#97
Gdy biała kotka się do niej przysiadła posłała jej uśmiech. -Gałązka? No dobra, to ty mnie nazywaj Lwia w takim razie. - Cóż, tylko swoje imię skróciła. Nie lubiła imienia "Zwinna" głównie dlatego, że do niej nie pasowało, a przynajmniej nie kiedy...Wszystko się w niej zmieniło.
Poczuła jak zimny wiatr pory opadających liści powiewa na jej brązowym futrze, nie za bardzo się tym przejęła, lecz nadal, jej mięśnie zesztywniały odrobinę z zimna.
Gałązka zadała jej dość długie pytanie, lecz nie przeszkadzało to jej. Niby pytanie, a jednak też smutki Owocowej Łapy sprawiły, że Lwia poczuła się lepiej, wiedząc, że nie jest jedynym kotem w rzece który boryka się z dość podobnym problemem. Z jej pyska nie znikał jednak uśmiech. - Ja...Chyba mam tak samo, szczególnie gdy...Jestem wokół starszych kotów, ostatnio cóż... Dowiedziałam się chyba czegoś, czego nie chciałam i tak jakoś wyszło. -Westchnęła, po czym położyła się na brzuchu, a przednią łapą zaczęła machać nad brzegiem rzeki. -Chyba rozumiem co masz na myśli...Mnie akurat wynosi z obozu tylko wtedy, gdy czuję się źle...i tak jakoś wychodzi, że...Ehh sama wiesz. - Nie chciał już wspominać o jej rodzeństwie, chciała zapomnieć.
Jej pomarańczowym ślepiom nie uciekł sposób w jaki biała kotka się na nią spojrzała. -Hej...Ale w końcu nie można się tak zamartwiać, co nie?
[Obrazek: dcr367b-e4ff92cd-6cb6-495e-8d8f-a8b97f35df3a.png]
LVL 4 215 / 300
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
8
Zręczność
Zr
15
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#98
* * * * *


Okazało się, że nora Pajęczyny i Ringo jest położona blisko klanu Rzeki. Kiedy Tygrys się o tym zorientował, bardzo się ucieszył. Chciał odwiedzić swoją mamę i tatę. Nie mówił o niczym jego zastępczej matce, bo nie pozwoliłaby mu, to oczywiste. Zrobił tak, że pewnego ranka, bardzo wcześnie wyszedł z legowiska i udał się na rodzinne tereny. Nie do końca wiedział jak z nich dostać się do obozu, ale uznał, że pójdzie za zapachem i dotrze tam. Przecież to łatwe! Szedł przed siebie i takim sposobem znalazł się w Łęgach, po ich zachodniej stronie. Nie obawiał się patrolu, ani spotkania przywódcy. Sądził, że chodząc sobie tutaj nic mu się nie stanie, że nie poniesie kary. Może i nawet nie poniesie, to wszystko zależy od tego, kogo spotka i co mu powie. Z tym nie ma problemu, każdy zrozumie, że Tygrysek idzie do matki.

/Rudzik!
religion is a breeding grond
when devil's work is deeply found
▪ ▪ ▪

teeth as sharp as cathedral spires
• slowly
• sinking

• in

[Obrazek: XvBhnlJ.png]
LVL 2 5 / 150
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
6
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
#99
Młodzik miał naprawdę sporego pecha. Chciał tylko spotkać się z matką, a tutaj zamiast natrafić na nią lub kogoś z rodziny, ewentualnie na jakąś miękką bułkę, która poszłaby na ustępstwa, to trafił na Rudzika.
Wojownik jak zwykle patrolował tereny. Był niemal pewien, że będzie to kolejny rutynowy patrol, w czasie którego nic specjalnego się nie wydarzy. Najwyraźniej jednak się mylił, bowiem w pewnym momencie do jego nozdrzy doleciał obcy zapach. Ostrożnie podążając za nim dostrzegł kota, który cóż... który przemierzał tereny Klanu Rzeki, jakby był u siebie. Co za bezczelność!
Rudzikowy Ogień szybkim krokiem zastąpił mu drogę.
- A ty tu czego? - warknął. W tym momencie nieznajomy kocurek naprawdę powinien się cieszyć, że Rudzik należał do tego rodzaju kotów, które najpierw wolały rozmawiać, a dopiero w ostateczności sięgać po rozwiązania siłowe.
[Obrazek: d60fxig-ee942e2f-eb11-49ae-ba43-2fd7d05174ab.png]
and we dream of the day, when our kids can play
in the streets with no fear of them being taken away
fathers raise their sons with respect and love
handle anger and pain with no need for no guns
LVL 3 190 / 200
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
8
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Tygrysek także wyczuł zapach. W przeciwności do Rudzika, on nie uznał go za obcy. Czuł klan Rzeki. On nigdy nie zapomni jak pachnie miejsce, w ktorym sie wychował. Zatrzymał sie i wbił pazury w ziemię. Nie wiedział po co to robi, skoro nawet walczyć nie potrafi. Może to dlatego, że czuł sie przez to bezpieczniej, miał wrażenie, że jest przez to silniejszy. Kiedy spostrzegł kota, który od razu do niego podszedł, ogon podkulił. Nieznajomy, a raczej znajomy był o wiele większy od pręgusa i masywniejszy. Samotnik nie miałby z nim szans. Popatrzał na niego ze strachem w oczach i powiedział niepewnie.
-Dzień dobry- Bo przywitanie musi być, mimo tego, że od wojownika go nie usłyszał. -Ja idę do mamy, do Okoniowego Ogona. Proszę się odsunąć.- dodał pewniej i ruszył, omijając Rudzikowego. Nie zdawał sobie sprawy, że łamie kodeks i robi źle. Nikt mu tego nigdy nie mówił.
religion is a breeding grond
when devil's work is deeply found
▪ ▪ ▪

teeth as sharp as cathedral spires
• slowly
• sinking

• in

[Obrazek: XvBhnlJ.png]
LVL 2 5 / 150
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
6
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Do mamy idzie? Słysząc to wyjaśnienie - i imię, które padło wraz z nim - brwi Rudzika niemal wyskoczyły mu z czoła. Czy ten smarkacz naprawdę był tak głupi, iż myślał, że wojownik tak najzwyczajniej w świecie przepuści go i pozwoli mu po prostu wejść do Obozu? Znaczy, jeśli faktycznie było to dziecko Okoń to tak, rzeczywiście mógłby być tak głupi. Wypadki się zdarzają, a miot Rybki z Gilem zdecydowanie był jednym z nich.
Kiedy więc tylko kocurek ruszył dalej, Rudzik na nowo zastąpił mu drogę. O nie, nie, nie, młody. Nigdzie nie idziesz i już.
- A niby czemu miałbym pozwolić ci tak po prostu wejść do Obozu, co? - zapytał, patrząc wilkiem na nieznajomego, który tak właściwie nawet mu się nie przedstawił.
[Obrazek: d60fxig-ee942e2f-eb11-49ae-ba43-2fd7d05174ab.png]
and we dream of the day, when our kids can play
in the streets with no fear of them being taken away
fathers raise their sons with respect and love
handle anger and pain with no need for no guns
LVL 3 190 / 200
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
8
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Tygryska zdziwiły podniesione brwi rzeczniaka. Co było nie tak? Przecież on jest tylko kotkiem, który idzie sobie do mamy, Rudzik powinien go przepuścić. Pręgus pewnie będzie myślał tak jeszcze długo, bo chyba że zorientuje sie, że tak nie wolno robić. Jak na razie nie ma tej wiedzy, z resztą nawet jakby miał to i tak by to ignorował. No chyba, że jego "matka" Ringo by mu zabroniła łamania kodeksu. Oko tego raczej nie zrobi, w sumie nie wiadomo czy w ogóle go jeszcze kiedyś zobaczy.
Wojownik na nowo zagrodził drogę samotnikowi, na co on zmarszczył brwi. Co na teraz zrobić? Nie zobaczy rodziny. Nie taki był cel wyprawy. On miał ją ZOBACZYĆ i zrobi to nawet jakby miał walczyć z klanowiczem. W sumie to... Wtedy jasne jest, że przegrałby, ale on jest za głupi by to zrozumieć. Może kiedyś zmądrzeje, oczekujmy tej chwili cierpliwie.
-No bo ja NALEŻE do Klanu Rzeki-Powiedział i uniósł głos. Spojrzał zdenerwowany na wojownika i dodał. -I chce zobaczyć mamę i tatę!- Krzyknął i... Pokazał Rudzikowemu język. To był znak, że Tygrys ma gdzieś jego "nie wpuszcze cie do obozu".
religion is a breeding grond
when devil's work is deeply found
▪ ▪ ▪

teeth as sharp as cathedral spires
• slowly
• sinking

• in

[Obrazek: XvBhnlJ.png]
LVL 2 5 / 150
MedLVL 0 0 / 100
7
Siła
S
6
Zręczność
Zr
9
Szybkość
Sz
4
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
O... coś szarżowało w ich stronę przez Łęgi. Było popielate i wściekłe. Pewnie gdyby tylko było to możliwe, to toczyłoby pianę z pyska, ale, na szczęście, NIE toczyło. Czerwony Mak niespecjalnie przejmowała się witaniem się z Tygrysem, w przeciwieństwie do Rudzikowego Ognia, który zachowywał się jakby go miał zaraz na herbatkę zaprosić, zamiast sprać porządnie po mordzie.
Kocicy nie obchodziło, że Tygrys był synem jej siostrzenicy - był z Klanu wywalony na zbity ryj i ostatnie do czego miał prawo to do przekraczania granicy Klanu Rzeki. Minęła czekoladowego wojownika i rzuciła się na intruza, atakując go całym swoim ciałem. Chciała wbić pazury w jego bok, grzbiet, bark albo pierś... nie robiło jej to żadnej różnicy. Chodziło po prostu o przybicie samotnika do ziemi i zadanie mu ran drapanych.
- A ty tu czego niby - wywarczała gniewnie, wbijając w niego mordercze, pomarańczowe spojrzenie które zdawało się palić. Nie zamierzała zaniechać ataku, niezależnie od tego, czy kocur by jej oddał czy też by zaczął uciekać - czegokolwiek by nie zrobić, Czerwony Mak miała w planie po prostu go przygwoździć do ziemi.
Jej długi, biczowaty ogon był zjeżony niczym szczota do butelek a poszarpane uszy były groźnie położone po czaszce. Na Rudzika za rozmawianie z wygnańcem zamiast przegonić go wydrze się potem, teraz miała ważniejsze rzeczy do roboty, mianowicie oberwanie ze skóry kogoś, kto niegdyś "był" jej "wnukosiostrzeńcem".
★

Gdy emocje już opadną
Jak po wielkiej bitwie kurz

Gdy nie można mocą żadną
Wykrzyczanych cofnąć słów

Czy w milczeniu białych, haniebnych flag
Zejść z barykady

Czy podobnym być do skały
Posypując solą ból
Jak posąg pychy samotnie stać


Trzeba wiedzieć kiedy ze sceny zejść
┍━━━━━━━━━━━━━━━┑
N I E P O K O N A N Y M
┕━━━━━━━━━━━━━━━┙

Wśród tandety lśniąc jak diament
Być zagadką której nikt
Nie zdąży zgadnąć nim minie czas


.
LVL 9 440 / 500
MedLVL 0 0 / 100
24
Siła
S
19
Zręczność
Zr
14
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
105
Punkty Życia
HP
75
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
***

Zachodząca-nadal-Łapa, postanowiła, iż nie będzie siedzieć wiecznie w obozie, odczekując dwóch księżyców aby spotkać się z Wroną. Zamiast tego często chodziła na patrole -głównie oczywiście z Klanem Wichru. Na granice z Niczyimi nie chodziła prawie w ogóle. Rudzik już nie wróci. Był słaby. A miała go za wzór. Chciała go zrobić swoim zastępcom! Tymczasem on sobie po prostu od tak odszedł. Zostawił ją. Od tak. Głupi, głupi i głupi! Wypuściła powietrze z nozdrzy, machając nerwowo biczowatym ogonem, który to widniał wysoko w górze, zupełnie jak głowa. Szła powoli przed siebie, nawet nie zdając sobie sprawę, iż zawędrowała aż tutaj, nad Łęgi. Sapnęła tylko. Jej rodzina się kurczyła. Gil już nie żył, a teraz była już przekonana, że WSZYSTKIE dzieci Gila, są zepsute, co udowodniła Brudna Łapa. Miot Rudzika również się wykruszył. Została jedynie Wiewióra, Wrzos i chyba Żołądź oraz Kasztan. Mało. Było ich więcej. Tak więc została jedynie ona, Lilia i... i kto jeszcze? Mleczny Kieł oraz Mały Liść. I tyle. Zero. To ona będzie musiała kiedyś podnieść rodzinę, aby krew jej matki nie poszła na marne. Zepsuta, przez połowę jej rodzeństwa.

//Ogni uvu
She, Queen of the Kings
Broken
her cage, threw out the keys
She will be
the warrior of North and Southern seas

[Obrazek: dby3krs-92cc2bae-6e19-4788-b42a-8f5e9df0...ccxeEKMrjo]
LVL 5 280 / 400
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
13
Zręczność
Zr
11
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
70
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Samotniczy patrol w wykonaniu doświadczonej wojowniczki nie był niczym dziwnym. Rudopręgowana wykorzystywała go często również do tego, by spędzić trochę czasu na terenach. Częściowo po to, żeby zebrać myśli - częściowo dlatego, że wciąż liczyła, że znajdzie jakikolwiek ślad czekoladowego kocura czy któregoś z ich zaginionych dzieci.
Co prawda trafiła na krótkie, brązowe futerko podobne do tego, które tak bardzo pokochała... ale nie należało ono do wojownika. - Witaj, Zachodząca Łapo - trochę daleko się zapuściłaś jak na samotniczą wędrówkę terminatorki - Ognik ugryzła się w język przed powiedzeniem tego na głos. Siostra jej partnera była... specyficzna. Może powinna ją nieco pouczyć, ale nie chciała zaczynać od tego rozmowy. Zwłaszcza nie teraz, kiedy dopiero co pożegnała swoją bliska rodzinę, a jeśli chodzi o samego Rudzika... cóż, ślad po nim zaginął. Zamiast upominania młodszej kotki po prostu spytała spokojnym tonem - Co tutaj robisz? - po czym podeszła bliżej i usiadła obok terminatorki.
Panie dzieju, ja to już nie jednych takich przeżyłam.
Panie dzieju, nie jedno widziałam, gdy się tak tu kręciłam.
Nosiłam wdechy takich, wdechy takich, wdechy takich cnych
Nosiłam gnojów jak but głupich, tych do cna, tych do cna złych.
LVL 7 240 / 500
MedLVL 0 0 / 100
19
Siła
S
14
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
12
Zmysły
Zm
70
Punkty Życia
HP
90
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości