Kocur zdecydowanie wysoki i masywnej budowy, góruje gabarytami nad większością swoich współklanowiczów, za wyjątkiem tych najbardziej okazałych jak między innymi sama Czerwona Gwiazda czy jego bracia. Gęste długie futro o ciemno-szaro-niebieskim odcieniu potęguje to wrażenie. Jego głowa jest kanciasta, sprawiająca wrażenie trójkątnej w profilu, jednak jej ostre rysy są załagodzone przez łagodnie opadające za sprawą grawitacji długie futro na polikach i pod uszami. Same uszy są charakterystycznie długie, z pędzelkami na czubkach. Ma długie łapy, choć nie sprawiają one wrażenia patykowatych - wręcz przeciwnie można zauważyć delikatnie zaznaczone pod skórą silne mięśnie. Na palcach wszystkich czterech łap futro przybiera kolor biały, tak samo jak na górnej szczęce jego pyska, gdzie znaczenie zwęża się by zaniknąć między oliwkowo zielonymi oczyma kocura, oraz pod szyją, gdzie białe znaczenie uformowane jest w trójkąt, niczym kołnierzyk.
Odzyskał pogodny temperament - lubi się pośmiać, czy po prostu pobawić jak za dawnych czasów gdy był młodszy. Zupełnie mu nie przeszkadza spędzanie większej ilości czasu z podrostkami z chruśniaka i pomaganie od czasu do czasu matkom w zajmowaniu się nimi. Wie jednak kiedy należy być poważnym i że to co musi być zrobione dla klanu nie będzie czekać - pilnie więc wypełnia wszystkie obowiązki i wynosi z tego satysfakcję - choć trzeba przyznać, przy zgłaszaniu się na patrole wykazuje silną preferencję na polowania ponad patrole graniczne. Lubi zdecydowaną większość współklanowiczów i woli podchodzić do kotów przyjaźnie niż zakładać negatywne rzeczy na ich temat, jeśli jednak spotka się z nieuzasadnioną, jego zdaniem, wrogością do jego osoby, nie próbuje na siłę zmieniać opinii takiego kota - nie lubi się bowiem płaszczyć przed innymi. Jest pewny swojej wartości i dumny ze swojego pochodzenia (a w każdym razie tego o którym wie) - jednak, a także dlatego nie czuje potrzeby akcentowania swojej wyższości nad każdym kotem którego spotka - no chyba że ten kot jest z innego klanu, takim trzeba zawsze pokazać gdzie jest ich miejsce i że Klan Rzeki nie będzie sobie pozwalał pluć pod łapy. Nie czuje obecnie potrzeby głębszego poznawania kotów spoza rzeki czy przejmowania ich losem. Ważne jest dla niego aby koty z jego klanu żyły dobrze, na ile może im w tym pomóc. Ponadto, zaczyna budzić się w nim silna ambicja, aby dorównać tym kotom które najbardziej podziwia
Bogatka [S]
Uśmiechnął się na mruknięcie Wiewiórki sugerujące sympatię do połowów. Acz w końcu jak można by tego nie lubić? Byli klanem Rzeki, to była ich specjalna rzecz!
-W sumie to poszedłbym na ryby, jak u zachodu słońca zrobi się chłodniej. Ostatnio na polowaniach na zwykłe piszczki ciągle mam pecha do znajdywania tylko i wyłącznie jakichś ptaszysk... a absurdalnie ciężko je złapać jak cię zauważą... i jeszcze kociaki grymaszą że im nie smakuje! - Miauknął, przewracając oczyma na ostatnie zdanie, mające u źródła nieprzyjemne wspomnienie o burym synu Kukułczego Puchu.
Wzruszył barkami na odpowiedź kotki. Czyli tą informację trzeba wrzucić do mentalnego pudełka niepotwierdzonych, bo on szczerze również pamiętał tamtą ceremonię jak przez mgłę. Ale wciąż, niewykluczone że zapamiętał dobrze. Zawsze słyszał dużo rzeczy, nawet jak próbował nie słuchać... zbyt wrażliwe uszy.
-Moi bracia, gdyby któreś z nich miało być kiedykolwiek douczane przeze mnie, pewnie odebraliby to jako upokorzenie... - Westchnął, wypowiadając te słowa półserio, ale trochę prawdy w tym było. A nawet dużo. Oboje byli dumni i ambitni, pewnie wystarczająco ciężkie do przełknięcia było dla nich to że został wojownikiem przed nimi... a zwłaszcza dla Sokoła. Może nie chciał dać temu wyrazu przed nim, ale Burza widział jaki jego brat miał zepsuty humor w dzień jego ceremonii.
-No to pomódlmy się do Gwiezdnych żeby Czerwona Gwiazda nigdy nie wpadła na taki pomysł jeśli ktoś będzie potrzebował zmiany mistrza! - Zaśmiał się ponownie.
Tymczasem, kiedy czas mijał dwóm kotom na pogawędce, niebo ponad nimi zaczynało robić się czerwone a tarcza słońca zbliżała się do horyzontu...
Jest mała i drobna. Znajduje się w dolnej granicy wzrostu kotek w tym klanie. Posiada krótkie, jasnorude futerko, pokryte ciemniejszymi, klasycznymi pręgami. Pod tym futerkiem skrywa smukłe, chude ciałko, pod którym prześwitują żebra, oraz ledwo widoczne mięśnie. Jej pyszczek jest okrągły i krótki, a na jego końcu widoczny jest różowy nosek. Nad nim widoczne są żółte, duże oczy. Na krańcu głowy posiada długie uszka. Ma strasznie długie i gęste białe wąsy. Przy pyszczku i oczkach jej sierść jest jaśniejsza. Podobnie, chociaż nie tak widoczne przejaśnienia są również na jej klatce piersiowej, brzuchu, oraz wewnętrznej części ud. Jej futerko jest wiecznie zadbane, ponieważ bardzo o nie dba; uważa że jakoś trzeba się prezentować!
Jest typowym introwertykiem. Uwielbia siedzieć sama i po prostu myśleć, obserwować otoczenie. Jednak, jak każdy, czasem potrzebuje obecności innego kota. Jest ona kotką mało rozmowną, wręcz ociekającą nieśmiałością, dopóki kogoś bliżej nie pozna. Zazwyczaj jest optymistką - stara się widzieć wszystko w różowych barwach. Jest bardzo empatyczna. Na pewno chętnie wysłucha i służy jako ostoja do wypłakania się. Jest bardzo niecierpliwa, co ma swoje ujście między innymi w jej czynach - zbytnio się spieszy i robi niektóre rzeczy niedokładnie. Nie ma również idealnej pamięci i często zdarza jej się niektórych rzeczy po prostu zapominać. Jest również niezdarna. Szybko się denerwuje porażkami, ponieważ towarzyszyły jej od kiedy pamięta. Bardzo bierze do siebie wszelkie złe słowa na jej temat. Zazwyczaj jest pełna energii, ale lubi czasami powylegiwać się i nic nie robić przez pół dnia. Szybko się przywiązuje. Nie jest w stanie nic na to poradzić, ale praktycznie każdy, kogo pozna, od razu jest jej przyjacielem. Jest również nieco strachliwa. Jakby przyszło co do czego niewątpliwie prędzej wybrałaby ucieczkę, niż walkę, ponieważ bałaby się co z takiej walki może wyniknąć. Widać u niej typowy brak odwagi również w kontaktach z innymi; czasami zbytnio stresuje się rozmowami, co często widać po tym, że odwraca wzrok, owija ogon dookoła przednich łap, czy cofa uszy.
Uniosła delikatnie brew słysząc, że jakieś kociaki narzekały na ptaki. Co prawda, ona sama nie miała szczęścia do tych zwierząt, raczej znajdowała jakieś myszki, badylarki i tego typu stworzenia, więc może dlatego nie spotkała się nigdy z tym narzekaniem, ale również nie podsłyszała przy okazji urzędowania przy stosie, by ktoś narzekał.
- Czyżby? A co w nich takiego złego? - rzuciła z wyraźnym zaciekawieniem w głosie. - Zgoda, trzeba je obrać z tych przeklętych piór, które są ohydne - tu mówiąc skrzywiła się nieco - ale w gruncie rzeczy nie smakują jakoś źle.
Huh, czyli u Burzy było podobnie. Żołądź, mimo że nie był jakiś pyszałkowaty, ani nic w tym stylu, na pewno niesamowicie źle znosiłby to, że uczy go jego własna siostra. Nie to, żeby mu jakoś specjalnie na tym treningu zależało, czy coś... Co było widać po tym, iż w ogóle nie zjawił się na poprzedniej ceremonii, na której niewątpliwie byłby wywołany do mianowania.
- Koniecznie! - rzuciła ze śmiechem. Niewątpliwie, gdyby dostała takiego terminatora w swoim wieku, to od razu, nie czekając na nic, śmignęłaby pod Mroźną Skałę i pożaliła się przywódczyni że nie jest w stanie wziąć pod opiekę kogoś, kto jest jej rówieśnikiem. Bo i nie czułaby się pewnie mówiąc komuś co ma robić, gdy ten ktoś ma tyle księżyców co ona, bądź tylko trochę mniej. A jakby miał więcej? O ZGROZO.
Spojrzała leniwie na słońce, które zaczęło się już chylić ku zachodowi i westchnęła. Miło się jej tutaj leżało i gawędziło, co pokazała jeszcze bardziej się wyciągając i przewracając delikatnie na bok.
Kocur zdecydowanie wysoki i masywnej budowy, góruje gabarytami nad większością swoich współklanowiczów, za wyjątkiem tych najbardziej okazałych jak między innymi sama Czerwona Gwiazda czy jego bracia. Gęste długie futro o ciemno-szaro-niebieskim odcieniu potęguje to wrażenie. Jego głowa jest kanciasta, sprawiająca wrażenie trójkątnej w profilu, jednak jej ostre rysy są załagodzone przez łagodnie opadające za sprawą grawitacji długie futro na polikach i pod uszami. Same uszy są charakterystycznie długie, z pędzelkami na czubkach. Ma długie łapy, choć nie sprawiają one wrażenia patykowatych - wręcz przeciwnie można zauważyć delikatnie zaznaczone pod skórą silne mięśnie. Na palcach wszystkich czterech łap futro przybiera kolor biały, tak samo jak na górnej szczęce jego pyska, gdzie znaczenie zwęża się by zaniknąć między oliwkowo zielonymi oczyma kocura, oraz pod szyją, gdzie białe znaczenie uformowane jest w trójkąt, niczym kołnierzyk.
Odzyskał pogodny temperament - lubi się pośmiać, czy po prostu pobawić jak za dawnych czasów gdy był młodszy. Zupełnie mu nie przeszkadza spędzanie większej ilości czasu z podrostkami z chruśniaka i pomaganie od czasu do czasu matkom w zajmowaniu się nimi. Wie jednak kiedy należy być poważnym i że to co musi być zrobione dla klanu nie będzie czekać - pilnie więc wypełnia wszystkie obowiązki i wynosi z tego satysfakcję - choć trzeba przyznać, przy zgłaszaniu się na patrole wykazuje silną preferencję na polowania ponad patrole graniczne. Lubi zdecydowaną większość współklanowiczów i woli podchodzić do kotów przyjaźnie niż zakładać negatywne rzeczy na ich temat, jeśli jednak spotka się z nieuzasadnioną, jego zdaniem, wrogością do jego osoby, nie próbuje na siłę zmieniać opinii takiego kota - nie lubi się bowiem płaszczyć przed innymi. Jest pewny swojej wartości i dumny ze swojego pochodzenia (a w każdym razie tego o którym wie) - jednak, a także dlatego nie czuje potrzeby akcentowania swojej wyższości nad każdym kotem którego spotka - no chyba że ten kot jest z innego klanu, takim trzeba zawsze pokazać gdzie jest ich miejsce i że Klan Rzeki nie będzie sobie pozwalał pluć pod łapy. Nie czuje obecnie potrzeby głębszego poznawania kotów spoza rzeki czy przejmowania ich losem. Ważne jest dla niego aby koty z jego klanu żyły dobrze, na ile może im w tym pomóc. Ponadto, zaczyna budzić się w nim silna ambicja, aby dorównać tym kotom które najbardziej podziwia
Bogatka [S]
Wzruszył barkami, nie za bardzo wiedząc.
-Widać któryś się okazał jakiś marny pod tym całym pierzem... ale i tak jestem pewny że gorsze jadaliśmy w porze nagich drzew. - Miauknął. "ach ta dzisiejsza młodzież" z pyska ledwo 13 księżycowego kocura brzmiałoby co najmniej śmiesznie, ale chyba do tego się sprowadzało! Ale widać to był tylko taki jeden typek, skądkolwiek mu się takie nastawienie wzięło... nie chciał myśleć że to możliwie przez geny ojca, ale tylko takie mógł znaleźć wyjaśnienie bo nawet jeśli Lodowy Kieł był gburem, to miał szacunek do kodeksu i młodym by tego nie wpajał, jeśli już takiego Kaczorka na tyle polubił.
Zaśmiał się razem z Wiewiórką, i miał nadzieję że Gwiezdni usłyszeli ich prośbę, również zerkając na ciemniejące w miarę zachodu słońca niebo. Ziewnął szeroko otwierając pysk, co przerwało mu śmianie się, po czym wstał na równe łapy.
-Ja chyba jednak przejdę się rozruszać na wieczornym patrolu, cobym za wcześnie nie usnął! - Wspomniał wesoło odwracając wzrok na rudą wojowniczkę, która właśnie wyciągnęła się na chłodnej skale jak on wcześniej.
-Do zobaczenia! - Miauknął wesoło na pożegnanie, zanim zabrał się za schodzenie z nasypu błyszczących głazów, uprzednio przeciągając się. Miał nadzieję że przyjdzie mu jeszcze kiedyś spędzić trochę czasu z rówieśniczką, w końcu przyjemnie im się rozmawiało!
Jest mała i drobna. Znajduje się w dolnej granicy wzrostu kotek w tym klanie. Posiada krótkie, jasnorude futerko, pokryte ciemniejszymi, klasycznymi pręgami. Pod tym futerkiem skrywa smukłe, chude ciałko, pod którym prześwitują żebra, oraz ledwo widoczne mięśnie. Jej pyszczek jest okrągły i krótki, a na jego końcu widoczny jest różowy nosek. Nad nim widoczne są żółte, duże oczy. Na krańcu głowy posiada długie uszka. Ma strasznie długie i gęste białe wąsy. Przy pyszczku i oczkach jej sierść jest jaśniejsza. Podobnie, chociaż nie tak widoczne przejaśnienia są również na jej klatce piersiowej, brzuchu, oraz wewnętrznej części ud. Jej futerko jest wiecznie zadbane, ponieważ bardzo o nie dba; uważa że jakoś trzeba się prezentować!
Jest typowym introwertykiem. Uwielbia siedzieć sama i po prostu myśleć, obserwować otoczenie. Jednak, jak każdy, czasem potrzebuje obecności innego kota. Jest ona kotką mało rozmowną, wręcz ociekającą nieśmiałością, dopóki kogoś bliżej nie pozna. Zazwyczaj jest optymistką - stara się widzieć wszystko w różowych barwach. Jest bardzo empatyczna. Na pewno chętnie wysłucha i służy jako ostoja do wypłakania się. Jest bardzo niecierpliwa, co ma swoje ujście między innymi w jej czynach - zbytnio się spieszy i robi niektóre rzeczy niedokładnie. Nie ma również idealnej pamięci i często zdarza jej się niektórych rzeczy po prostu zapominać. Jest również niezdarna. Szybko się denerwuje porażkami, ponieważ towarzyszyły jej od kiedy pamięta. Bardzo bierze do siebie wszelkie złe słowa na jej temat. Zazwyczaj jest pełna energii, ale lubi czasami powylegiwać się i nic nie robić przez pół dnia. Szybko się przywiązuje. Nie jest w stanie nic na to poradzić, ale praktycznie każdy, kogo pozna, od razu jest jej przyjacielem. Jest również nieco strachliwa. Jakby przyszło co do czego niewątpliwie prędzej wybrałaby ucieczkę, niż walkę, ponieważ bałaby się co z takiej walki może wyniknąć. Widać u niej typowy brak odwagi również w kontaktach z innymi; czasami zbytnio stresuje się rozmowami, co często widać po tym, że odwraca wzrok, owija ogon dookoła przednich łap, czy cofa uszy.
Przekrzywiła delikatnie głowę. Fakt, kociaki, które aktualnie mogły już być mianowane na terminatora urodziły się już w Porze Nowych Liści, więc żadne z nowych miotów nie znało jeszcze trudnych momentów Pory Nagich Drzew. Nie chciała być niemiła, w żadnym wypadku, ale z jej pyszczka wyszło prychnięcie.
- Porozmawiamy, jak będzie musiał jeść tyko takie - burknęła, przewracając oczami. W JEJ CZASACH to było nie do pomyślenia, duh! Chociaż, nie były to odległe czasy... No i nie była aż tak stara, żeby tak mówić. A raczej myśleć.
- Chce ci się? - wyjęczała tylko. Co prawda, zabrzmiało to jak pytanie, ale koteczka nie oczekiwała odpowiedzi, po prostu leniwie uniosła łebek, ale nawet nie pofatygowała się by wstać, ani nic, po prostu leżała i wpatrywała się w niebieskiego, który postanowił wstać. Jęknęła ponownie, powoli wstając chociażby do siadu, coby nie było, że jest taka leniwa, czy coś. No i kultura nakazywała jej żeby chociaż trochę się podnieść, a nie leżeć jak długa.
- Do zobaczenia! -wymruczała uśmiechając się radośnie. Odprowadziła kocura wzrokiem, dopóki nie zniknął jej z pola widzenia po czym ziewnęła potężnie i również zeskoczyła ze skał. Co prawda, nie widział jej się żaden spacer poza obóz, szczególnie o tej porze, samej, aczkolwiek postanowiła się trochę przejść po obozie, a i może zahaczyć o stos ze zwierzyną. Od rana w sumie nic nie jadła...
W porównaniu do Badylarki jako najmłodszej i najsłabszej z miotu... Nagle, nie wiedzieć kiedy, wystrzeliła gwałtownie w górę. Jej łapy się wydłużyły, stając się nieproporcjonalne w porównaniu do drobnej budowy ciała. Szczególnie, że je tyle samo, co wcześniej gdy była malutka, przez co nie dostarcza swojemu ciału tyle jedzenia, ile potrzebuje. Gdyby nie przydługie, lekko zmatowione, rude futro to by prawdopodobnie było widać jej przebijające przez skórę żebra. Ale to nie jedyna zmiana, która zaszła w wyglądzie Badylarki. Jej oczy wybarwiły się z kocięcego błękitu na... Ognisty pomarańcz, co jest prawdopodobnie spadkiem po dziadkach.
Nadal jest strachliwa i boi się świata, ale... Jakby mniej? Nie jest jednak wesołą i beztroską osobą, bardziej... Stała się zdystansowana do tego, co się dzieje. Stara się odciąć od świata, który nadal w jej oczach jest przerażający i patrzeć na siebie jakby z perspektywy czuwającego nad innym kotem ducha. Niby jest w swoim ciele, ale jednocześnie jakby nie była tam obecna. Przez to jej reakcje mogą się wydać z początku przygaszone, musi na nią zadziałać wyjątkowo silny bodziec, żeby ukazała swoje prawdziwe emocje. Bardzo nie lubi wychodzić poza swoją strefę komfortu, boi się nieznanych sytuacji i nie wie, jak wtedy reagować, przez co jeszcze bardziej się stresuje. Wciąż jest dość małomówna, dalej się trochę jąka, jest mało asertywna i nie potrafi głośno powiedzieć swojego zdania, chociaż bardzo szybko się uczy.
Po wyjściu z obozu razem z Czarnym, skierowała swoje kroki w kierunku Błyszczących Głazów, które leżały nad brzegiem Grzmiącej Rzeki. Pomimo że nie było to daleko od obozu, miejsce miało swój urok, a jak raz wspięła się na wyższy punkt to mogła widzieć większość terenów należących do Klanu Rzeki. Słońce powoli zachodziło, rozmawiali widocznie na tyle długo, że zaczęła zapadać noc, co Wysokiej nie przeszkadzało. Dużo bardziej wolała, jak tereny wokół spowija mrok, a nad jej głową niebo rozjaśnia Srebrna Skórka. Daje jej to poczucie bycia blisko z jej ostatnim mistrzem oraz wszystkimi, którzy odeszli z jej życia. Od czasu do czasu spoglądała na kocura, który zdecydował się jej towarzyszyć podczas wyjścia z obozu, czując przyjemne ciepło rozchodzące się wewnątrz jej ciała. Cieszyła się, że u swojego boku może mieć kogoś takiego, jak Czarny Bez. Jeśli nie zaczynał żadnego tematu, ona również go nie zaczęła, pozwalając zapaść swobodnej ciszy, która dla córki Paprociowego Kwiatu była komfortowa, nie wiedziała tylko, jak wojownik się na nią zapatruje. Weszła na parę pierwszych głazów, chcąc początkowo wejść jak najwyżej, jednak niedożywiony organizm zniweczył te próby, męcząc się już po tych paru podciągnięciach. Ruda oddychała szybciej, nie będąc w ogóle w formie przez ostatnie... Wschody słońca? Cały księżyc? Sama nie pamiętała, kiedy to się zaczęło. Spojrzała na górę, a następnie na płynącą w dole rzekę obmywającą niektóre z głazów, które lśniły w promieniach zachodzącego słońca.
Kopytko przypomina swojego ojca w bardzo dużym stopniu. Tak jak on nie jest kotem za wysokim, raczej przeciętnym, dokładnie jak ojciec posiada długie, silne łapy. Jednak od ojca wyróżnia go czarne, błyszczące futerko. Krótkie futro, jednolitego koloru pokrywa całą szczupłą sylwetkę kocurka, na jego ciemnym tle wyróżniają się skośne oczy, które przybrały kolor sztabki złota, bądź jak kto woli zachodu Słońca. Spośród reszty kotów wyróżnia go iście orientalny pysk oraz duże, trójkątne uszy. Ale jego najbardziej charakterystyczną cechą jest brak kilku zębów z lewej strony, najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem tego jest to, że je sobie wybił. Przez brak zębów jego język zwisa z lewej strony pyszczka.
Na pierwszy rzut oka może wydać się strachliwy, nieśmiały, wstydliwy. Taki typowy synalek mamusi. Może był taki przez pewien czas, bardzo krótki czas, ale od zawsze ciągnęło go na jakieś przygody, jakieś nowości, ciekawość wzięła górę i pewnego dnia wrócił bez zębów. Od tamtego momentu stał się spokojniejszy i bardziej opanowany, mimo wszystko nadal ulega swoim emocją, co niekiedy ciągnie za sobą spore konsekwencje. Gdy nie jest czegoś pewien prosi kogoś o radę, najczęściej tą osobą jest jego matka - Mysi Krok. Nawiązywanie nowych znajomości idzie mu z oporem, lecz kiedy się przed kimś otworzy można dostrzec jego gadatliwość, pomimo jąkania się potrafi gadać jak najęty.
Noc ogarnęła las, a mimo to wojownik nie odczuwał potrzeby powrotu do obozu. Byli blisko, więc w razie czego powrót nie zajmie im długo. Noc jednak prowadziła ze sobą to, że ciężej wypatrzeć zagrożenie. Choć owy fakt nie zaprzątał głowy syna Gilowego Gardła, właściwie to wydawało się jakby wszystkie zmartwienia pozostawił w obozie, a została z nim ta bardziej... neutralna natura.
Zatrzymał się na chwilę, obserwując jak wojowniczka podejmuje wyzwanie i wspina się ku górze, po skałkach. Nie od razu ruszył jej śladem, właściwie to wydawało się jakby się wahał. Jednak wykonał pierwszy krok, a kolejne przyszły same, a on z każdą chwilą był coraz to wyżej, a tym samym bliżej wojowniczki. - Nigdy nie p-p-p-przepadałem za wodą - odezwał się, jak tylko dostrzegł, że Wysoka spogląda ku płynącej rzece. Stanął tuż obok kotki, by po chwili wskoczyć na skałkę, ułożoną nieco wyżej. Łowienie ryb jest o wiele mniej wymagające niż gonitwa za lądową zwierzyną, wymaga jedynie cierpliwości i refleksu, kiedy już ryba złapie haczyk. Mimo wszystko woda jakoś nie podpasowała wojownikowi, który co prawda ją toleruje, ale nigdy nie czerpał przyjemności gdy przyszło mu zanurzyć którąkolwiek część ciała. Pływać nauczył się będąc już wojownikiem, a i tak umiejętność ta nie przysłużyła mu się w żadnym calu. Czy jest to dziwne, że należąc do klanu rzeki woli nie mieć z wodą większego kontaktu, niż wymaga tego nawodnienie się?
mieć złamane serce
i wierzyć w miłość? to największa odwaga
W porównaniu do Badylarki jako najmłodszej i najsłabszej z miotu... Nagle, nie wiedzieć kiedy, wystrzeliła gwałtownie w górę. Jej łapy się wydłużyły, stając się nieproporcjonalne w porównaniu do drobnej budowy ciała. Szczególnie, że je tyle samo, co wcześniej gdy była malutka, przez co nie dostarcza swojemu ciału tyle jedzenia, ile potrzebuje. Gdyby nie przydługie, lekko zmatowione, rude futro to by prawdopodobnie było widać jej przebijające przez skórę żebra. Ale to nie jedyna zmiana, która zaszła w wyglądzie Badylarki. Jej oczy wybarwiły się z kocięcego błękitu na... Ognisty pomarańcz, co jest prawdopodobnie spadkiem po dziadkach.
Nadal jest strachliwa i boi się świata, ale... Jakby mniej? Nie jest jednak wesołą i beztroską osobą, bardziej... Stała się zdystansowana do tego, co się dzieje. Stara się odciąć od świata, który nadal w jej oczach jest przerażający i patrzeć na siebie jakby z perspektywy czuwającego nad innym kotem ducha. Niby jest w swoim ciele, ale jednocześnie jakby nie była tam obecna. Przez to jej reakcje mogą się wydać z początku przygaszone, musi na nią zadziałać wyjątkowo silny bodziec, żeby ukazała swoje prawdziwe emocje. Bardzo nie lubi wychodzić poza swoją strefę komfortu, boi się nieznanych sytuacji i nie wie, jak wtedy reagować, przez co jeszcze bardziej się stresuje. Wciąż jest dość małomówna, dalej się trochę jąka, jest mało asertywna i nie potrafi głośno powiedzieć swojego zdania, chociaż bardzo szybko się uczy.
Gdy Czarny Bez się odezwał, skierowała na niego swoj wzrok, rezygnując z dalszej wędrówki na szczyt. Stąd też roztaczał się ładny widok, a ona nie miała siły, aby gdzieś dalej chodzić. Nawet nie mogła wskoczyć na wyższy poziom, a co dopiero chodzić na spacery wzdłuż Grzmiącej Rzeki.
- J-Ja też n-nie lubię m-moczyc futra cz-czesciej, n-niz potrzeba - odpowiedziała na jego słowa, poruszając delikatnie wąsami, po czym przeniosła wzrok na roztaczający się pod nimi obraz rzeki, Błotnistej Wysepki i dalszego brzegu, gdzie już później nic nie można było dostrzec. Wzięła głębszy oddech, smakując nocne powietrze, a w rzece zaczął odbijać się księżyc, rozświetlając okoliczne tereny białym blaskiem. Przez chwilę ponownie pozwoliła trwać ciszy, jednocześnie zastanawiając się, czy wypada jej zacząć temat terminatorów wojownika, a w szczególności Zachodzącej Łapy, która od dawna powinna być wojowniczka, ale przez swoje zachowanie praktycznie przekreśliła swoje szanse na awans.
- Cz-Czy... R-Rozmawiales z Z-Zachodzaca Łapą o t-tym, co z-zrobila n-na pogrzebie...? - zadała ciche pytanie, przenosząc wzrok na pysk wojownika, przymykając lekko pomarańczowe ślepia. Prawdopodobnie ciężko mu było ze świadomością, że to jego terminatorka robiła takie rzeczy, ale zdaniem Wysokiej, kara czekoladowej trwa już dość długo. Może czas z nią porozmawiać, wypytać, dlaczego tak robi i w razie czego pomóc jej zrozumieć? Potem mogłaby sama pójść do Czerwonej Gwiazdy, jednak trzeba było mieć pewność, że nie napluje niebieskiej kocicy w pysk jak tylko przed nią stanie.
Kopytko przypomina swojego ojca w bardzo dużym stopniu. Tak jak on nie jest kotem za wysokim, raczej przeciętnym, dokładnie jak ojciec posiada długie, silne łapy. Jednak od ojca wyróżnia go czarne, błyszczące futerko. Krótkie futro, jednolitego koloru pokrywa całą szczupłą sylwetkę kocurka, na jego ciemnym tle wyróżniają się skośne oczy, które przybrały kolor sztabki złota, bądź jak kto woli zachodu Słońca. Spośród reszty kotów wyróżnia go iście orientalny pysk oraz duże, trójkątne uszy. Ale jego najbardziej charakterystyczną cechą jest brak kilku zębów z lewej strony, najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem tego jest to, że je sobie wybił. Przez brak zębów jego język zwisa z lewej strony pyszczka.
Na pierwszy rzut oka może wydać się strachliwy, nieśmiały, wstydliwy. Taki typowy synalek mamusi. Może był taki przez pewien czas, bardzo krótki czas, ale od zawsze ciągnęło go na jakieś przygody, jakieś nowości, ciekawość wzięła górę i pewnego dnia wrócił bez zębów. Od tamtego momentu stał się spokojniejszy i bardziej opanowany, mimo wszystko nadal ulega swoim emocją, co niekiedy ciągnie za sobą spore konsekwencje. Gdy nie jest czegoś pewien prosi kogoś o radę, najczęściej tą osobą jest jego matka - Mysi Krok. Nawiązywanie nowych znajomości idzie mu z oporem, lecz kiedy się przed kimś otworzy można dostrzec jego gadatliwość, pomimo jąkania się potrafi gadać jak najęty.
Nocą tereny rzeki prezentują się znacznie inaczej niż za dnia. Nie widać tak dużo, a jednak wystarczająco wiele, by stwierdzić, że miejsca bywają piękne. Gdy wojowniczka się odezwała, ten spojrzał ku niej, a prawy kącik ust wojownika drgnął nieznacznie. Czyżby spróbował się uśmiechnąć? Najwyraźniej, jednak nawet taki drobny gest kosztował go wiele, gdyż było to na swój sposób z nim sprzeczne.
Jego ogon do tej pory nie pozostawał w bezruchu. Poruszał się co jakiś czas, dość swobodnie i naturalnie. Jednak znieruchomiał gwałtownie, jak tylko padło to pytanie ze strony Wysokiej - Ni...nie - odparł po chwili, odwracając głowę w przeciwną stronę - nie rozmawiamy - a może to błąd? I znów z jego winy terminator, który ukończył trening, nie doczeka się rangi wojownika? Pewnie powinien o rozmowie z Zachodzącą pomyśleć sam i na dodatek wcześniej... Jednak co by to wniosło? Zachodząca jest mocna z charakteru, nie wydaje się by posłuchała kogoś, kogo można opisać jednym słowem – słabość.
W porównaniu do Badylarki jako najmłodszej i najsłabszej z miotu... Nagle, nie wiedzieć kiedy, wystrzeliła gwałtownie w górę. Jej łapy się wydłużyły, stając się nieproporcjonalne w porównaniu do drobnej budowy ciała. Szczególnie, że je tyle samo, co wcześniej gdy była malutka, przez co nie dostarcza swojemu ciału tyle jedzenia, ile potrzebuje. Gdyby nie przydługie, lekko zmatowione, rude futro to by prawdopodobnie było widać jej przebijające przez skórę żebra. Ale to nie jedyna zmiana, która zaszła w wyglądzie Badylarki. Jej oczy wybarwiły się z kocięcego błękitu na... Ognisty pomarańcz, co jest prawdopodobnie spadkiem po dziadkach.
Nadal jest strachliwa i boi się świata, ale... Jakby mniej? Nie jest jednak wesołą i beztroską osobą, bardziej... Stała się zdystansowana do tego, co się dzieje. Stara się odciąć od świata, który nadal w jej oczach jest przerażający i patrzeć na siebie jakby z perspektywy czuwającego nad innym kotem ducha. Niby jest w swoim ciele, ale jednocześnie jakby nie była tam obecna. Przez to jej reakcje mogą się wydać z początku przygaszone, musi na nią zadziałać wyjątkowo silny bodziec, żeby ukazała swoje prawdziwe emocje. Bardzo nie lubi wychodzić poza swoją strefę komfortu, boi się nieznanych sytuacji i nie wie, jak wtedy reagować, przez co jeszcze bardziej się stresuje. Wciąż jest dość małomówna, dalej się trochę jąka, jest mało asertywna i nie potrafi głośno powiedzieć swojego zdania, chociaż bardzo szybko się uczy.
Również wtedy na niego spojrzała, posyłając mu naprawdę delikatny uśmiech w odpowiedzi na jego starania. Doceniała wojownika za to, że nie kazał jej się wziąć w garść, bo inni mieli gorzej, a po prostu ją wspierał. Jak przyjaciel.
- T-To może... J-Już cz-czas...? M-może przy t-tym s-się lepiej p-poznacie...? W k-końcu... Z-Zachodząca Ł-Łapa nie jest t-taka b-bez powodu... W j-jej ż-życiu m-musiało s-się coś stać... P-Przed tym, j-jak zostałeś jej m-mistrzem - powiedziała cicho i to nawet tworząc dłuższą wypowiedź niż zazwyczaj. Patrzyła łagodnym wzrokiem na jego pysk, próbując odepchnąć od siebie część problemów, łącznie z obawami, że Czerwona Gwiazda uważa ją za zwykłego śmiecia, który nie zdechł, a nie ma powodu, żeby go wyrzucić. Poruszyła nerwowo ogonem, opuszczając lekko głowę, wpatrując się w chwili obecnej w szarą skałę oraz błyskającą w świetle wschodzącego księżyca wodę pod nią. Dzisiejsza noc zapowiadała się na chłodniejszą, jednak Wysokiej to nie przeszkadzało. Przyzwyczaiła się do chłodu nocy już wcześniej, dodatkowo grube futro chroniło ją od wyziębnięcia.
Kopytko przypomina swojego ojca w bardzo dużym stopniu. Tak jak on nie jest kotem za wysokim, raczej przeciętnym, dokładnie jak ojciec posiada długie, silne łapy. Jednak od ojca wyróżnia go czarne, błyszczące futerko. Krótkie futro, jednolitego koloru pokrywa całą szczupłą sylwetkę kocurka, na jego ciemnym tle wyróżniają się skośne oczy, które przybrały kolor sztabki złota, bądź jak kto woli zachodu Słońca. Spośród reszty kotów wyróżnia go iście orientalny pysk oraz duże, trójkątne uszy. Ale jego najbardziej charakterystyczną cechą jest brak kilku zębów z lewej strony, najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem tego jest to, że je sobie wybił. Przez brak zębów jego język zwisa z lewej strony pyszczka.
Na pierwszy rzut oka może wydać się strachliwy, nieśmiały, wstydliwy. Taki typowy synalek mamusi. Może był taki przez pewien czas, bardzo krótki czas, ale od zawsze ciągnęło go na jakieś przygody, jakieś nowości, ciekawość wzięła górę i pewnego dnia wrócił bez zębów. Od tamtego momentu stał się spokojniejszy i bardziej opanowany, mimo wszystko nadal ulega swoim emocją, co niekiedy ciągnie za sobą spore konsekwencje. Gdy nie jest czegoś pewien prosi kogoś o radę, najczęściej tą osobą jest jego matka - Mysi Krok. Nawiązywanie nowych znajomości idzie mu z oporem, lecz kiedy się przed kimś otworzy można dostrzec jego gadatliwość, pomimo jąkania się potrafi gadać jak najęty.
Jednak on pierwszy odwrócił wzrok, nawet jak Wysoka się uśmiechnęła. Wojowniczka trafiła na kota, który zamiast na siłę kazać jej wziąć się w garść, robiłby to o wiele powolniej, bardziej delikatniej i już na pewno nie tak dobitnie. Choć w jego przypadku takie coś zadziałało, jednak wtedy on był w kompletnie innej sytuacja. Wtedy stał na granicy z ziemiami niczyimi, a Sówka przemówiła mu do rozsądku. - Ona potrzebuje a-a-a-autorytetu... - odparł jedynie, siadając na skale. Spuścił głowę, jednak wzrok miał wciąż wbity w rzekę. Bez był typek kota, który prowadził się wraz z takim nurtem, natomiast Zachód charakter miała znacznie silniejszy i bez problemu potrafiła podążać naprzeciw nurtowi. Zresztą, gdy Bez zagroził jej, że zadba o to by nie została wojownikiem a najbliższym czasie, nie miał odwagi – jeśli kiedykolwiek takową miał – by się do niej udać. Zachód go nie potrzebowała, ona potrzebowała kogoś silnego, kogoś kogo mogłaby podziwiać- ...a nie mnie - dokończył po chwili, nie odrywając wzroku ani na chwilę od wody.
mieć złamane serce
i wierzyć w miłość? to największa odwaga
W porównaniu do Badylarki jako najmłodszej i najsłabszej z miotu... Nagle, nie wiedzieć kiedy, wystrzeliła gwałtownie w górę. Jej łapy się wydłużyły, stając się nieproporcjonalne w porównaniu do drobnej budowy ciała. Szczególnie, że je tyle samo, co wcześniej gdy była malutka, przez co nie dostarcza swojemu ciału tyle jedzenia, ile potrzebuje. Gdyby nie przydługie, lekko zmatowione, rude futro to by prawdopodobnie było widać jej przebijające przez skórę żebra. Ale to nie jedyna zmiana, która zaszła w wyglądzie Badylarki. Jej oczy wybarwiły się z kocięcego błękitu na... Ognisty pomarańcz, co jest prawdopodobnie spadkiem po dziadkach.
Nadal jest strachliwa i boi się świata, ale... Jakby mniej? Nie jest jednak wesołą i beztroską osobą, bardziej... Stała się zdystansowana do tego, co się dzieje. Stara się odciąć od świata, który nadal w jej oczach jest przerażający i patrzeć na siebie jakby z perspektywy czuwającego nad innym kotem ducha. Niby jest w swoim ciele, ale jednocześnie jakby nie była tam obecna. Przez to jej reakcje mogą się wydać z początku przygaszone, musi na nią zadziałać wyjątkowo silny bodziec, żeby ukazała swoje prawdziwe emocje. Bardzo nie lubi wychodzić poza swoją strefę komfortu, boi się nieznanych sytuacji i nie wie, jak wtedy reagować, przez co jeszcze bardziej się stresuje. Wciąż jest dość małomówna, dalej się trochę jąka, jest mało asertywna i nie potrafi głośno powiedzieć swojego zdania, chociaż bardzo szybko się uczy.
Również usiadła na skale, spuszczając wzrok na płynącą w dole rzekę. Wieczór robił się chłodny, jednak jej to nie przeszkadzało, pomimo że długa sierść nie chroniła przed zimniejszymi powiewami wiatru i chłodniejszą aurą.
- P-Potrzebuje cię, b-bo to ty j-jesteś j-jej mistrzem. T-Ty możesz j-ją przekonać, ż-że cz-czasem... Warto n-nie m-mówić wszystkiego n-na g-głos... Lub s-spojrzeć na s-aytuację z i-innej s-strony... - powiedziała cicho, chcąc jakoś podbudować Czarnego na duchu. Był dużo silniejszy psychicznie i ogólnie lepszy od Wysokiej Fali, która staczała się coraz niżej, nie będąc w stanie się zatrzymać. Myślenie o kocurze zdecydowanie poprawiało jej samopoczucie, jej chęć pomocy bliskiej osobie okazywała się silniejsza niż jej słabości w obecnym momencie. Pomimo przyćmionego ogarniającą ją ciemnością umysłu, nie potrafiła odwrócić się od potrzebującego, chcąc pomóc mu najlepie, jak umiała. A nie umiała tego robić zbyt dobrze.
- I... T-To Cz-Czerwona G-Gwiazda m-mogłabyć a-autorytetem.. A-A nim nie j-jest... J-Jak nie ona, t-to kto p-powienien nim być...? M-Myślę, ż-że po p-prostu... S-Się zagubiła. I... N-Na pewno p-potrzebuje p-pomocy w o-odnalezieniu się... - dodała nieco ciszej słowa, podnosząc głowę w górę na ciemne niebo, które zaczęło pokrywać się coraz większą ilością gwiazd. Nie zdecydowała się teraz na kontakt fizyczny, nie czując, że to była odpowiednia chwila. A może wręcz przeciwnie, powinna wspomóc go swoim dotykiem? W końcu czasami przynosi on ulgę... Ale zazwyczaj wywołuje tylko dyskomfort.
Kopytko przypomina swojego ojca w bardzo dużym stopniu. Tak jak on nie jest kotem za wysokim, raczej przeciętnym, dokładnie jak ojciec posiada długie, silne łapy. Jednak od ojca wyróżnia go czarne, błyszczące futerko. Krótkie futro, jednolitego koloru pokrywa całą szczupłą sylwetkę kocurka, na jego ciemnym tle wyróżniają się skośne oczy, które przybrały kolor sztabki złota, bądź jak kto woli zachodu Słońca. Spośród reszty kotów wyróżnia go iście orientalny pysk oraz duże, trójkątne uszy. Ale jego najbardziej charakterystyczną cechą jest brak kilku zębów z lewej strony, najbardziej prawdopodobnym wyjaśnieniem tego jest to, że je sobie wybił. Przez brak zębów jego język zwisa z lewej strony pyszczka.
Na pierwszy rzut oka może wydać się strachliwy, nieśmiały, wstydliwy. Taki typowy synalek mamusi. Może był taki przez pewien czas, bardzo krótki czas, ale od zawsze ciągnęło go na jakieś przygody, jakieś nowości, ciekawość wzięła górę i pewnego dnia wrócił bez zębów. Od tamtego momentu stał się spokojniejszy i bardziej opanowany, mimo wszystko nadal ulega swoim emocją, co niekiedy ciągnie za sobą spore konsekwencje. Gdy nie jest czegoś pewien prosi kogoś o radę, najczęściej tą osobą jest jego matka - Mysi Krok. Nawiązywanie nowych znajomości idzie mu z oporem, lecz kiedy się przed kimś otworzy można dostrzec jego gadatliwość, pomimo jąkania się potrafi gadać jak najęty.
Przymrużył na chwilę oczy, wsłuchując się w ciszę, a dokładniej w dźwięki otoczenia, które w chwili milczenia stają się głośniejsze i bardziej wyraziste. To słychać nurt w rzece, to jakieś szmery wiatru, a nawet buszującą zwierzynę gdzieś w tej ciemności. Otworzył oczy dopiero jak wojowniczka się odezwała, a tym samym końcówka jego ogona poruszyła się, by następnie ogonem mógł opleść swe łapy. - Na pogrzebie U-u-u-ulewnej... - zaczął, powracając myślami do tej chwili, kiedy jego strachliwość została odłożona na bok, a on stanął na przedzie, głośno – i jak na niego – wyraźnie się odezwać i sprzeciwić słowom Zachód i tym, którzy ją poparli – a byli nieliczni - ...sprawiłem, że... - urwał na moment, uświadamiając sobie, że w tamtym momencie miał wybór. Albo zniechęcić Zachód do siebie, narażając się na jej pewną nienawiść, albo dołączyć do tego jej ruchu oporu- ...mnie z-z-z-znienawidziła. Powiedziałem, że nie z-zo-zos-zostanie wojownikiem - a wszyscy dobrze wiemy jak jego młodsza ciotka do tego dąży. - C-c-c-córka Czerwonej Gwiazdy się blisko niej k-kr-kręci - odparł na słowa wojowniczki. Czasami zdarzało mu się obserwować swą byłą podopieczną, bo mimo wszystko, za jej wybryki czułby się odpowiedzialny, a przynajmniej dopóki Zachód nosi imię łapy. Dopiero teraz zdecydował się odwrócić głowę, przenosząc wzrok wprost na Wysoką. Nawet jakby zdecydowała się go przytulić, nie odepchnął by jej. Pomińmy już fakt, że nie miałby siły – psychicznej - na takie przepychanki, a skupmy się na tym, że może i by... nie chciał jej odpychać?
mieć złamane serce
i wierzyć w miłość? to największa odwaga
Po zakończonej ceremonii Szkarłatna wybiegła wraz z uśmiechem na pysku i gorącem z wrażeń i radości, mając u boku Wiewiórczy Skok. - Szkarłatny Zachód! Jestem Wojowniczkąąąą! - Jak zwykle dobra energia jej nie opuszczała, a po obecnym wydarzeniu jakby wręcz powiększono jej limit i mogła mieć jej jeszcze więcej. Wspięła się, raz podciągając, raz doskakując na wysokie głazy, po czym przycupnęła na szczycie. Doglądała terenów ich klanu oraz oddalonych od nich innych terenów. Teraz mogła wybyć z obozu oraz terenów klanu kiedy tylko chciała i to bez obawy o to, że ktoś przywoła ją do porządku, bo przecież jest Terminatorką. Poczekała aż zobaczy Wiewiórczy Skok przy sobie, jednakże po chwili doszło do niej, że przyjaciółka ma przecież lęk wysokości. Nie była zatem pewna, czy Błyszczące Głazy będą stanowić dla niej problem, czy może na spokojnie również pokona wysokość i zasiądzie na szczycie. Wyjrzała zatem zza krańca kamienia, doszukując się jej sylwetki.
Jest mała i drobna. Znajduje się w dolnej granicy wzrostu kotek w tym klanie. Posiada krótkie, jasnorude futerko, pokryte ciemniejszymi, klasycznymi pręgami. Pod tym futerkiem skrywa smukłe, chude ciałko, pod którym prześwitują żebra, oraz ledwo widoczne mięśnie. Jej pyszczek jest okrągły i krótki, a na jego końcu widoczny jest różowy nosek. Nad nim widoczne są żółte, duże oczy. Na krańcu głowy posiada długie uszka. Ma strasznie długie i gęste białe wąsy. Przy pyszczku i oczkach jej sierść jest jaśniejsza. Podobnie, chociaż nie tak widoczne przejaśnienia są również na jej klatce piersiowej, brzuchu, oraz wewnętrznej części ud. Jej futerko jest wiecznie zadbane, ponieważ bardzo o nie dba; uważa że jakoś trzeba się prezentować!
Jest typowym introwertykiem. Uwielbia siedzieć sama i po prostu myśleć, obserwować otoczenie. Jednak, jak każdy, czasem potrzebuje obecności innego kota. Jest ona kotką mało rozmowną, wręcz ociekającą nieśmiałością, dopóki kogoś bliżej nie pozna. Zazwyczaj jest optymistką - stara się widzieć wszystko w różowych barwach. Jest bardzo empatyczna. Na pewno chętnie wysłucha i służy jako ostoja do wypłakania się. Jest bardzo niecierpliwa, co ma swoje ujście między innymi w jej czynach - zbytnio się spieszy i robi niektóre rzeczy niedokładnie. Nie ma również idealnej pamięci i często zdarza jej się niektórych rzeczy po prostu zapominać. Jest również niezdarna. Szybko się denerwuje porażkami, ponieważ towarzyszyły jej od kiedy pamięta. Bardzo bierze do siebie wszelkie złe słowa na jej temat. Zazwyczaj jest pełna energii, ale lubi czasami powylegiwać się i nic nie robić przez pół dnia. Szybko się przywiązuje. Nie jest w stanie nic na to poradzić, ale praktycznie każdy, kogo pozna, od razu jest jej przyjacielem. Jest również nieco strachliwa. Jakby przyszło co do czego niewątpliwie prędzej wybrałaby ucieczkę, niż walkę, ponieważ bałaby się co z takiej walki może wyniknąć. Widać u niej typowy brak odwagi również w kontaktach z innymi; czasami zbytnio stresuje się rozmowami, co często widać po tym, że odwraca wzrok, owija ogon dookoła przednich łap, czy cofa uszy.
Wiewiórka wyszła z ceremonii zaraz za Szkarłatnym Zachodem radośnie truchtając obok jej boku. Widząc, jak kotka zmierza w stronę Błyszczących Głazów nieco się zawahała. Nie raz i nie dwa na nie wskakiwała, jednak raczej nie wspinała się na te jedne z najwyższych, a te bliżej ziemi. Ostatnio miała dość nieciekawy incydent z próbą takiej wspinaczki na której przyłapała ją Ostra Łapa, która akurat siedziała na szczycie tych głazów. Przełknęła ciężko ślinę, ale powoli, stopniowo, zaczęła wskakiwać na kamienie, zatrzymując się gdzieś w połowie i usilnie starając się nie patrzeć w dół. Nie miała zamiaru wskakiwać na samą górę, tutaj jej wystarczy.
- Gratulacje, Szkarłatny Zachodzie! Szkoda, że nie Niebo, ale wydaje mi się, że to miano jest równie fajne! - odmiauknęła najpewniejszym głosem na jaki było ją stać. - Chociaż, jeszcze nie ma co się cieszyć! Czeka cię jeszcze nocne czuwanie i w ogóle! - dodała ze złośliwym uśmieszkiem. Sama nie wspominała tego za miło, ponieważ nie dosyć, że musiała całą noc siedzieć, bez możliwości odezwania się do kogokolwiek, to potem była niezwykle zmęczona, a jeszcze na rano skombinowała sobie trening z Żądlącą Łapą. Chociaż ta to potrafiła rozbudzić, oj potrafiła.
Spoglądając w dół zauważyła, że druga ruda zdołała wspiąć się na głazy bez większych problemów, jednak nie kipiała zapałem, by wejść jeszcze wyżej. Szkarłatna rozumiała ten wybór, toteż zeskoczyła na trochę niższą wysokość by być z nią na jednym kamieniu. Machnęła raz ogonem po ziemi by zniwelować tamtejsze kamyki i piach, a potem usiadła. Usiadła... by zaraz znów powstać i chodzić w kółko po głazie. Ekscytowała się i nie mogła wytrzymać w miejscu. - Piękne! Niebo byłoby równie dobrze, ale to? Jest... Pasuje idealnie! - Jej łapy plątały się między sobą, a kolejne kamyczki spadały ze skały. - Nocne czuwanie... Nie wiem jak wytrzymam. Naprawdę. - Zaśmiała się głośno, w środku czując lekki stres czy aby na pewno wytrzyma tą tradycję. Na chwilę jednak zatrzymała się, by po chwili przybliżyć do pyska Wiewiórki i z zaciekawionym wzrokiem wpatrywała się w jej ślepia. - Nie miałaś z tym chyba nic wspólnego?