Mistrz: poszedł po fajki i nie wrócił Płeć: kotka Matka: Już dawno opadły ostatnie liście z Klonów. Ojciec: Okrutna śmierć w udziale mu przypadła.
Figura? Idealna. Kotka szczupła, średniego wzrostu, obdarzona całkiem sporymi wiązkami mięśni. Obrasta ją długie, bure futro o zanikających pręgach, którego długość osiąga apogeum na puchatym ogonie. Długie, ostre pazury i takież kły - przy czym te ostatnie mają śnieżnobiałą, wręcz bijącą w oczy barwę. Od ceglastoczerwonego nosa odchodzą białe, długie wibrysy. Ślepia tej kotki, w odróżnieniu od bliźniaczki, przybrały barwę jaskrawego, lodowatego błękitu.
Gdyby Jaskółczy Śpiew należało określić jednym słowem, byłoby to: zła. Zła, pozbawiona jakiejkolwiek moralności, wyprana z emocji, lubująca się w manipulowaniu i rządzeniu innymi. Obcy jest jej strach, obcy jest jej smutek, obca tęsknota, obce współczucie. Wie za to, jak idealnie ukryć swe prawdziwe intencje za starannym kamuflażem. Potrafi kłamać, szachrować i zdradzać bez mrugnięcia okiem, wymyślając codziennie historię swojego życia od nowa. Jej główną rozrywką jest granie na emocjach innych kotów i obserwowanie ich reakcji. Z żyjących kocha tylko jedną kocicę, dla której byłaby w stanie zrobić wszystko.
Największym problemem w życiu włóczęgi było to, że jeśli przypadkiem będziesz zamarzał lub głodował - nie możesz liczyć na kolegę z Klanu, który pomoże ci tylko dlatego, że pachniesz tak jak on. Burza sam kiedyś powiedział, że Rzeczniacy zachowują się, jakby łączyła ich tylko wspólna woń i miejsce spania - i nawet nie wiedział, ile miał racji. Niemniej jednak, jak bardzo żałosna była Rzeka, i jak nisko musiałaby upaść, żeby być mu wdzięczna za cokolwiek, usługi kotów z pszczołami w mózgach mogły być jednym z nielicznych sensownych aspektach życia w Klanie.
- O rany, to też - wzdrygnęła się. Rozszarpanie przez drapieżnika też nie byłoby sposobem, na który chciałaby zakończyć tegoroczną zimę. Pal zresztą sześć drapieżniki, gorzej z innymi kotami. Narażenie się kolesiom ze sławetnego gangu albo wpakowanie pod pazury kogoś z Klamowiczów przesądziłoby o jej końcu. Nie w taki sposób chciała zakończyć swoją biografię.
- Tak myślisz...? W Twoim przypadku akurat imię Noc jest bardzo adekwatne - roześmiała się cicho, odwracając pysk w wyrazie lekkiego zawstydzenia. Czy miała poczytać uwagę za flirt? Jeśli tak, musiała rozegrać tą sprawę mądrze. Ta myśl jednak pojawiła się w umyśle Jaskółki - chwilę później cugle pociągnęła Niepokój. Była wojowniczka, wraz ze wszystkimi swymi niecnymi planami, ustąpiła miejsca głupiutkiej idealistce. - Może to dlatego, że nasze życia były niespokojne. Ale dlaczego siostry nazwał Pustką, Szponem i Przełęczą, to nie rozumiem - rzuciła, wzruszając lekko barkami. - Nie, przybyłam tu sama. Moi rodzice i rodzeństwo zostali tam, daleko - cicho westchnęła, wskazując głową nieokreśloną dal. - A Ty, Nocy? Jesteś sama?
thesetearsyoucry HAVECOMETOOLATE takeback thelies ____________________the hurt __________________________________the blame and youwillweepwhenyou'llfacethe endalone »you'relost,you cannever go home«
Mistrz: Brak (wcześniej Cyprysowa Łuska) Płeć: Kotka Matka: Mokry Kwiat Ojciec: Podniebny Lot Partner: Nie
Nie dość posturnej budowy kotka, z krótkim, czarnym futrem. Posiada żółte oczy i bliznę na tylnej, prawej łapie.
Lekko nieufna i złośliwa. Z trudnych sytuacji wychodzi tak, że...ucieka od problemów (więcej na kp)
Sójka [KW]
Akurat drapieżniki były w porównaniu do zimna kropką. Można uciec od nich albo pokonać jeśli ktoś chce ryzykować. Zawsze jest jakieś wyjście. Jednak mróz i śnieg...nie da się. Nie da się zrobić nic innego oprócz spróbowania zbudowania ciepłego legowiska i liczenia na to, że Pora Nagich Drzew nie będzie surowa. Co samotny kot może więcej zrobić? Nic. Co najwyżej prosić Gwiezdny Klan o życie. Chociaż z tym też nie wiadomo, podobno istoty spoza klanów są spod niego wyjęte. Ups.
- W końcu sama je sobie nadałam - dopowiedziała do słów kotki - Poprzednie...niezbyt mi pasowało. Plus ciągle przypominało mi o przyszłości - odpowiedziała po chwili zastanowienia Futro ciemne jak noc. To jedno zdanie idealnie opisywało byłą terminatorkę. Ani kszty białego koloru, albo chociażby rozjaśniena. Nic. Totalna czerń. Kotka była z niego dumna. Jest krótkie, więc nie wplątuje jej się ani w gałęzie, ani nie przeszkadza podczas walki. Jego kolor jest jednolity i wtapiający się w cień. Jak bardzo mają przechlapane koty o długim i śnieżno białym futrze?
- Szpon i Przełęcz jeszcze jest...normalne. Ale Pustka i Niepokój? Przepraszam cię ale to nie ma dla mnie sensu - odpowiedziała jednocześnie spuszczając głowę na łapy i znowu ją podnosząc - Teoretycznie to nie, ale za to praktycznie tak. Na pewno kojarzysz klany - z tamtąd pochodzę. Tam została cała moja rodzina. Nie mogę z nimi rozmawiać ani się spotykać - mruknęła z lekkim zawachaniem
Nie wiedziała czy może jej zdradzić swoje pochodzenie. Jest to trochę ryzykowne ale trudno. Chyba nic się nie stanie, prawda?
Mistrz: poszedł po fajki i nie wrócił Płeć: kotka Matka: Już dawno opadły ostatnie liście z Klonów. Ojciec: Okrutna śmierć w udziale mu przypadła.
Figura? Idealna. Kotka szczupła, średniego wzrostu, obdarzona całkiem sporymi wiązkami mięśni. Obrasta ją długie, bure futro o zanikających pręgach, którego długość osiąga apogeum na puchatym ogonie. Długie, ostre pazury i takież kły - przy czym te ostatnie mają śnieżnobiałą, wręcz bijącą w oczy barwę. Od ceglastoczerwonego nosa odchodzą białe, długie wibrysy. Ślepia tej kotki, w odróżnieniu od bliźniaczki, przybrały barwę jaskrawego, lodowatego błękitu.
Gdyby Jaskółczy Śpiew należało określić jednym słowem, byłoby to: zła. Zła, pozbawiona jakiejkolwiek moralności, wyprana z emocji, lubująca się w manipulowaniu i rządzeniu innymi. Obcy jest jej strach, obcy jest jej smutek, obca tęsknota, obce współczucie. Wie za to, jak idealnie ukryć swe prawdziwe intencje za starannym kamuflażem. Potrafi kłamać, szachrować i zdradzać bez mrugnięcia okiem, wymyślając codziennie historię swojego życia od nowa. Jej główną rozrywką jest granie na emocjach innych kotów i obserwowanie ich reakcji. Z żyjących kocha tylko jedną kocicę, dla której byłaby w stanie zrobić wszystko.
Kąciki jaskółczych ust nieśmiało się uniosły, jakby w zawstydzonym uśmiechu, gdy Noc wyjaśniła kwestię związaną ze swoim imieniem. Smolistoczarna kotka nie mogła nadać sobie bardziej adekwatnego miana niż takie - zwłaszcza, jeżeli poprzednie jej nie pasowało.
- Dobry wybór. To naprawdę piękne imię, tajemnicze i dźwięczne - rzekła uwodzicielsko, przemycając przy okazji komplement do swych słów. Niepokój sięgnęła po cugle i wciągnęła rozdwojoną osobowość w niezobowiązujący flirt.
- Nie ma za co przepraszać! Sama uważam je za bezsensowne - zapewniła żóltooką. Wymyślone imię było o tyle w jej przypadku nieodpowiednie, że w lodowatym sercu eks-wojowniczki niepokój nigdy nie gościł. Nigdy nie było strachu. Nigdy nie było wstydu. Zawsze był tylko ocean kamiennego spokoju i pogardy. - Tak, słyszałam coś niecoś o Klanach. Więc to stamtąd pochodzi taka piękność jak Ty - szarmancko uśmiechnęła się do kotki. - Zostałaś zmuszona do opuszczenia go? Okropne - stwierdziła z oburzeniem w głosie.
gniot.
thesetearsyoucry HAVECOMETOOLATE takeback thelies ____________________the hurt __________________________________the blame and youwillweepwhenyou'llfacethe endalone »you'relost,you cannever go home«
Mistrz: Brak (wcześniej Cyprysowa Łuska) Płeć: Kotka Matka: Mokry Kwiat Ojciec: Podniebny Lot Partner: Nie
Nie dość posturnej budowy kotka, z krótkim, czarnym futrem. Posiada żółte oczy i bliznę na tylnej, prawej łapie.
Lekko nieufna i złośliwa. Z trudnych sytuacji wychodzi tak, że...ucieka od problemów (więcej na kp)
Sójka [KW]
Na słowa samotniczki, Noc spięła mięśnie, jednak starała po sobie tego nie poznać. Oddech jej nieznacznie przyspieszył, a oczy rozszerzyły w lekkim zdziwieniu. Czy ona z nią flirtuje?! Co była gromiaczka ma niby teraz zrobić?! Ciągnąć tą niezbyt komfortową rozmowę czy dać sobie spokój i iść...Oj, Noc, w coś ty się wpakowała. I to w dodatku z kotką?! To przecież jest nie normalne!
- Em...dziękuję - odrzekła z lekkim zakłopotaniem w głosie. Nie było słychać w nim ani kszty romantyzmu lub uroku. Tylko chłodne słowa ledwo wypływające z pyska kotki - Mhm...dobrze - mruknęła i skinęła głową, patrząc jednocześnie na swoje łapy. Nie dodała nic zbytniego i dalej szła przed siebie, mając z boku ciała Niepokój.
- Jestem chuderlawym, czarnym futrzakiem. Gdzie ty widzisz we mnie piękno, Motylu? - miauknęła z uwodzicielskim uśmiechem na pysku. Noc sama nie wie, dlaczego nazwała kotkę imieniem, które wcześniej jej sama wymyśliła. I w ogóle dlaczego kontynuuje tą grę? Może się to tragicznie skończyć...Trudno. Niech się dzieje wola Gwiezdnego Klanu. O ile on dotyczy też samotników.
- Wiesz co jest okropne? Patrzenie na taki cud jak ty i wiedzenie, że nie możesz się z nim mierzyć - mruknęła patrząc na kotkę przymrużonymi oczami. Po chwili jednak, była klanowiczka zdała sobie sprawę jakie słowa wpłynęły z jej pyska. Bardzo flirciarskie słowa, które były wręcz zaproszeniem dla drugiego osobnika. ACH, NOC, CO TY ROBISZ?! Weź się ogarnij i puknij w ten pusty łeb! Flirtować z kompletnie obcą samotniczką?! Co cię naszło, ty kupo futra! AUGH! Niech się już dzieje co chce! Nocy koło ogona to lata! I tak jest potępiona wśród klanowiczów...honoru też nie musi mieć. Ugh...W co ona się wpakowała? I co zamierza niby z tym teraz zrobić? Przecież nie ucieknie jak skończony debil! Ach, tyle wątpliwości i tyle możliwości...Która jest prawidłowa?! POMOCY.
Mistrz: poszedł po fajki i nie wrócił Płeć: kotka Matka: Już dawno opadły ostatnie liście z Klonów. Ojciec: Okrutna śmierć w udziale mu przypadła.
Figura? Idealna. Kotka szczupła, średniego wzrostu, obdarzona całkiem sporymi wiązkami mięśni. Obrasta ją długie, bure futro o zanikających pręgach, którego długość osiąga apogeum na puchatym ogonie. Długie, ostre pazury i takież kły - przy czym te ostatnie mają śnieżnobiałą, wręcz bijącą w oczy barwę. Od ceglastoczerwonego nosa odchodzą białe, długie wibrysy. Ślepia tej kotki, w odróżnieniu od bliźniaczki, przybrały barwę jaskrawego, lodowatego błękitu.
Gdyby Jaskółczy Śpiew należało określić jednym słowem, byłoby to: zła. Zła, pozbawiona jakiejkolwiek moralności, wyprana z emocji, lubująca się w manipulowaniu i rządzeniu innymi. Obcy jest jej strach, obcy jest jej smutek, obca tęsknota, obce współczucie. Wie za to, jak idealnie ukryć swe prawdziwe intencje za starannym kamuflażem. Potrafi kłamać, szachrować i zdradzać bez mrugnięcia okiem, wymyślając codziennie historię swojego życia od nowa. Jej główną rozrywką jest granie na emocjach innych kotów i obserwowanie ich reakcji. Z żyjących kocha tylko jedną kocicę, dla której byłaby w stanie zrobić wszystko.
Jaskółka, a może lepiej powiedzieć: Jaskółczy Niepokój, wierzyła w Gwiezdny Klan - jej wiara miała jednak swoisty wydźwięk. Była pewna, że po śmierci koty trafiają do mniej lub bardziej sprawiedliwie przydzielonego im miejsca w zaświatach - nigdy jednak nie widziała pośmiertnej interwencji w jakąkolwiek sprawę, co skłoniło ją do oczywistego wniosku: zarówno ci, którzy zaznawali już wiecznej radości w Gwiezdnym Klanie, jak i skazani na potępienie, zajmowali się własnymi sprawami i niespecjalnie interesowali losem żyjących. Teoretycznie Gwiezdni obdarzali życiami przywódców, szczodrą łapą obdarzali koty zwierzyną i ukazywali się w snach - nigdy jednak nie widziała, by zmarły wojownik zstąpił z nieba. Wola Gwiezdnego Klanu mogła się dziać - wątpliwe jedynie, czy wiele by to zmieniło.
- Pozwól, że powiem to na swój sposób. Masz dobrą sylwetkę o futrze w jednym z najpiękniejszych kolorów na świecie. Niebo w nocy jest czarne i pod niebem w nocy przemykają najgorsze koty, jakie matka ziemia nosiła. Ale nawet najciemniejsze niebo w którymś momencie rozświetlają gwiazdy... tak jak Twoje oczy. Są złote jak słońce, jak niebo o brzasku. Gdybym miała Cię opisać historią, powiedziałabym, że twoja baśń to historia o świcie nadziei nadchodzącym po nocy pełnej sekretów i niebezpieczeństw - poetyzowała, z żarem spoglądając na swoją muzę. Jej głos stał się nieco niższy, bardziej namiętny. - A ja jestem lotnym Motylem, niespokojnym duchem, który lata po świecie, gnany podmuchem wiatru to tu, to tam - dodała po chwili, lekkim tonem, znowu pozwalając psotnemu uśmieszkowi zawitać na pysku. Na dalsze słowa samotniczki zareagowała tylko cichym, enigmatycznym śmiechem i takim też spojrzeniem spod rzęs.
thesetearsyoucry HAVECOMETOOLATE takeback thelies ____________________the hurt __________________________________the blame and youwillweepwhenyou'llfacethe endalone »you'relost,you cannever go home«
Mistrz: Brak (wcześniej Cyprysowa Łuska) Płeć: Kotka Matka: Mokry Kwiat Ojciec: Podniebny Lot Partner: Nie
Nie dość posturnej budowy kotka, z krótkim, czarnym futrem. Posiada żółte oczy i bliznę na tylnej, prawej łapie.
Lekko nieufna i złośliwa. Z trudnych sytuacji wychodzi tak, że...ucieka od problemów (więcej na kp)
Sójka [KW]
Dobra...sytuacja zaczyna się robić nie tyle niezręczna co dziwna. Ta kotka jest w ogóle dziwna. Niby normalna ale jednak nie do końca.
- Wow...serio wow. Jesteś...wyjątkowa - wydukała patrząc na pysk kotki - A skąd wiesz, że to ja nie jestem tym najgorszym kotem, spowitym przez mrok i okrytym przez cień? A jedynym, czego nie zdołał przezwyciężyć są oczy? Oczy, które bez względu na wszystko, będą świecić blaskiem, które nawet najgorsza czerń nie jest w stanie zabić. Które pomimo tego, co rośnie w mym sercu, zawsze będą niosły światło? Które są moją nadzieją? - spytała patrząc na kotkę z lekkim uśmieszkiem na pysku. W końcu może ma rację? Uciekła z klanu, uderzyła mentorkę i zaczęła się robić wrogo nastawiona do wszystkich. Gdzie się podziała tamta Noc, która była uśmiechnięta codziennie, a na treningi przychodziła z pogodnym humorem. Dlaczego.
- Motyle są owszem, piękne, jednak bardzo delikatne. Nie wyglądasz na taką co nie umie się bić i jest słaba - - miauknęła wypowiadając swoją opinię. W końcu kto jej zabroni, prawda?
Księżyce: 60 Mistrz: Szyszkowy Ogon Płeć: kotka Matka: Malinowy Nos Ojciec: Fiołkowy Świt Trwałe urazy: Pozioma, drobna blizna, lewa górna warga
Czołg-kot; wysoka, grubsza i masywna, gęste czarne futro z białymi znaczeniami: biała plamka między złotymi ślepiami, pod czarnym nosem, brodzie, klatce piersiowej, skarpetki na wszystkich łapach, okolice pupy i spód ogona. Grube białe wibrysy znajdujące się na pół-płaskiej mordce. Posiada również poziomą, drobną bliznę na górnej, lewej wardze.
Podróże na własną łapę nie tylko umożliwiły odbudować straconą przez żałobę duszyczkę - cała sytuacja pozwoliła Ropuszce dorosnąć.
Błyszcząca, niczym ze złota wykuta, pewności siebie nadal piastuje jako jedną z głównych cech osobowości kotki. Opinie innych? No cóż, nigdy ją szczególnie nie interesowały, z tego właśnie powodu nie czuje potrzeby wyprowadzać innych z błędu, kiedy ci postrzegają ją jako głupiego-jak-but-kocio-czołga. Ropuszka co prawda do kocich filozofów i myślicieli nigdy należeć nie będzie, jednak jej wyjątkowy sposób postrzegania świata, idący w parze z sprytem i niezłymi umiejętnościami obserwacji pozwoliło jej spokojnie przejść przez życie. Mimo niezależnej natury jest bardzo towarzyską kicią z dużymi pokładami poczucia humoru (nawet zarzuci jakimś żartem, inna sprawa czy będzie dobry). Jest dziarską kobyłką, która lubi kolekcjonować znajdki, poczynając od piórek i gładkich kamyczków, przez odpadki dwunogów, aż po kości wszelakiego rodzaju zwierzątek.
Zajonc W | Krzemienna Łapa G
***
Zostawiając jeszcze śpiącego podlotka w dziupli nieopodal, Ropucha ruszyła no łowy. Traszka nie obudzi się jeszcze przez dobrą długą chwilę, a miejscówka na drzewie zapewniało mu wystraszającą ochronę przed większością drapieżników. Nie zamierzała też znikać na pół dnia i pozostawiać go na pastwę losu - chciała jedynie upolować sycące śniadanie zanim znowu ruszą w drogę.
Dreptała przed siebie szukając odpowiedniego miejsca by zacząć polowanie, docierając tak w końcu w pobliże Powalonego Drzewa. - O, tu jesteś - mruknęła sama do siebie, kiedy dojrzała naturalnie stworzoną kładkę prowadzącą przez Grzmiącą Rzekę. Nie mogli być od niego daleko, jednak zeszłego wieczoru kocurzyca zaczęła się zastanawiać czy go już przypadkiem nie minęli. Jednak teraz, widząc pień na własne gały i tym samym potwierdzając jego stałą lokalizację, wszelakie problemy łączące się z owym tematem zostały rozwiązane.
Jednak gdzie coś się kończy, często gęsto coś innego lubi się zaczynać. Ropucha nagle poczuła, że w owym cichym zakątku lasu(?) nie jest sama. Pomalutku zaczęła lustrować otoczenie, szukając źródła nowego odczucia i kto wie? Może kogoś miłego?
Sporych rozmiarów, szczupła kocica, której muskularne ciałko przykrywa długa sierść. Szylkretka posiada również biel ciągnącą się od jej szczęki przez szyję aż po brzuch, posiada również tygrysie pręgi. Oczy toksycznie żółtego koloru podkreślające jej jadowitą osobowość. Osa posiada również zarośnięte gęstą sierścią blizny w okolicy łopatek i zadu, które są pamiątkami po stoczonych pojedynkach. Nie można odmówić jej jednak gracji i klasy, ponieważ babcia nauczyła ją poruszania się iście klanowej piękności.
Impulsywna, nerwowa kotka, która nie da sobie w kaszę dmuchać. Twardo stąpa po ziemi, a życie w gangu sprawiło, że przyswoiła sobie wiele cech osiedlowego gangstera. Mimo to jest bardzo wrażliwa na krzywdę innych i chętnie pomoże w potrzebie, jeśli uzna to za konieczność.
Tygrzykowa Łapa
Nigdy w swoim życiu przez całe trzydzieści księżyców nie była poza osiedlem. Nie znała innego lasu poza tym betonowym stworzonym przez dwunogi, właściwie można rzecz, że Osa nie widziała prawdziwego świata. Po ostatnim spotkaniu z Rwetesem zdecydowała się jednak zbadać obcą dla siebie cześć świata, z której wywodziła się jej matka i babka. Niechętnie opuściła swoje środowisko życia i podekscytowana ruszyła w podróż w nieznane, oczywiście na noce wracała w pobliże osiedla. Nie dałaby rady ot tak natychmiast zmienić swojego otoczenia na stałe, w sumie nie była pewna, czy tego chciała, ale ciekawość poznania innego dziewiczego dla niej miejsca była zbyt pociągająca. Trafiła do Powalonego Drzewa, które było jedyną drogą przeprawy o suchym futrze na brzeg rzeki, po której był las. Niepewnie położyła pierwsze kroki na kładce, ale szybko zrezygnowała z przejścia i wróciła w zarośla głogu nieopodal. Skuliła się przy nich i bezczynnie spoglądała na leżące drzewo.
Nieopodal dostrzegła znaną sobie sylwetkę. Z nikim innym nie pomyliłaby tego puchatego czarno białego zadka z żółtymi oczkami. Widywała tę kocicę na osiedlu niejednokrotnie, ale nie miała okazji poznać jej osobiście ze względu na skryty tryb bycia. Jedno się jednak zmieniło... ciemna koteczka nie była aż tak pulchna i zaokrąglona jak kilka księżyców temu, gdy widziała ją po raz ostatni przemykającą między budynkami.
Wyszła z kryjówki i skierowała się w jej stronę, czas się poznać.
Księżyce: 60 Mistrz: Szyszkowy Ogon Płeć: kotka Matka: Malinowy Nos Ojciec: Fiołkowy Świt Trwałe urazy: Pozioma, drobna blizna, lewa górna warga
Czołg-kot; wysoka, grubsza i masywna, gęste czarne futro z białymi znaczeniami: biała plamka między złotymi ślepiami, pod czarnym nosem, brodzie, klatce piersiowej, skarpetki na wszystkich łapach, okolice pupy i spód ogona. Grube białe wibrysy znajdujące się na pół-płaskiej mordce. Posiada również poziomą, drobną bliznę na górnej, lewej wardze.
Podróże na własną łapę nie tylko umożliwiły odbudować straconą przez żałobę duszyczkę - cała sytuacja pozwoliła Ropuszce dorosnąć.
Błyszcząca, niczym ze złota wykuta, pewności siebie nadal piastuje jako jedną z głównych cech osobowości kotki. Opinie innych? No cóż, nigdy ją szczególnie nie interesowały, z tego właśnie powodu nie czuje potrzeby wyprowadzać innych z błędu, kiedy ci postrzegają ją jako głupiego-jak-but-kocio-czołga. Ropuszka co prawda do kocich filozofów i myślicieli nigdy należeć nie będzie, jednak jej wyjątkowy sposób postrzegania świata, idący w parze z sprytem i niezłymi umiejętnościami obserwacji pozwoliło jej spokojnie przejść przez życie. Mimo niezależnej natury jest bardzo towarzyską kicią z dużymi pokładami poczucia humoru (nawet zarzuci jakimś żartem, inna sprawa czy będzie dobry). Jest dziarską kobyłką, która lubi kolekcjonować znajdki, poczynając od piórek i gładkich kamyczków, przez odpadki dwunogów, aż po kości wszelakiego rodzaju zwierzątek.
Zajonc W | Krzemienna Łapa G
Problemy z którymi śliczna Osa musiała się obecnie borykać, dla Ropuchy również nie należały do zupełnie obcych. Co prawda teraz nie przeszkadzały jej aż tak intensywnie jak szylkretce, choćby ze względu na fakt, że córka Fiołka i Maliny już za podlotka zaczęła szlajać się po wielkim świecie. Zaczynając od terenów Wichru, poprzez Ziemie niczyje aż po granice osiedla dwónogów - sprawiając, że nie miała aż takich kłopotów z zaaklimatyzować się z nieznajomym otoczeniem jak wnuczka Waniuszka. Jednak te pierwsze wschody słońca w samym centrum betonowego lasu były... Inne i Ropucha również potrzebowała dobrą chwilę by zrozumieć życie na ulicy.
Kocurzyca po drobnym szoku kulturowym, szybko nauczyła się zlewać z mieszczańskimi kotami, tym samym nabierając nie jednego cwaniaczka. Nigdy też nie należała do kotek strachliwych czy nieśmiałych, bez problemów zabierając tyle miejsca ile w obecnym czasie potrzebowała, jednak teraz, w dziczy, zdecydowanie czuła się lepiej. Może właśnie dlatego, kiedy kolorowy pyszczek Osy wyłonił się z cienia kryjówki, Ropucha się nawet nie spięła. Była w swoim własnym elemencie, w okolicy które poznała zanim w ogóle ogarnęła koncepcję śmierci, niedaleko jej domu - jak tu czuć się niepewnie. - O - cmoknęła, zaś na łaciatym pyszczku dało się dojrzeć cień zaczepnego uśmieszku. - Zwykle widujemy sie w troche innych okolicznościach, heh - rzuciła pół-żartem, na końcu zdania rechtając krótko. Również była ciekawa co córka Borówki tutaj robi, tak daleko od miasta i co najważniejsze, kim tak naprawdę była szylkretowa kotka, którą Ropucha widywała w osiedlu dwónogów?
Sporych rozmiarów, szczupła kocica, której muskularne ciałko przykrywa długa sierść. Szylkretka posiada również biel ciągnącą się od jej szczęki przez szyję aż po brzuch, posiada również tygrysie pręgi. Oczy toksycznie żółtego koloru podkreślające jej jadowitą osobowość. Osa posiada również zarośnięte gęstą sierścią blizny w okolicy łopatek i zadu, które są pamiątkami po stoczonych pojedynkach. Nie można odmówić jej jednak gracji i klasy, ponieważ babcia nauczyła ją poruszania się iście klanowej piękności.
Impulsywna, nerwowa kotka, która nie da sobie w kaszę dmuchać. Twardo stąpa po ziemi, a życie w gangu sprawiło, że przyswoiła sobie wiele cech osiedlowego gangstera. Mimo to jest bardzo wrażliwa na krzywdę innych i chętnie pomoże w potrzebie, jeśli uzna to za konieczność.
Tygrzykowa Łapa
Fakt czuła się trochę zagubiona i ciężko było jej się odnaleźć w miejscu takim jak to bez śladu działalności człowieka, a był to dopiero początek eksploracji jakie miała w planach. Mimo wszystko żmijowate spojrzenie nie zamierzało zostawić suchej nitki na ciele ciemnej kotki, wręcz zdawało się zalewać ją jadem i rozpuszczać, ale było to dla szylkretowej dość normalnym sposobem patrzenia. Chciała odezwać się jako pierwsza, ale bardziej pewna lokacji kotka przejęła tę inicjatywę. Osa zamrugała pośpiesznie, chyba nie rozumiała poczucia humoru tej kocicy. - Tak rzeczywiście... z dalszej odległości wydawałaś się być bardziej tłusta i pulchna niżej z bliska. Pewnie sporo jadasz, taka okrągła kotka na osiedlu to nietypowa rzadkość jeśli nie jest się pieszczoszkiem. Zgaduję, że nim nie jesteś? - jej głos był ostry jak zawsze, precyzyjny i charakteryzował się genialną dykcją - Możesz mówić mi Żmija... ale tak naprawdę nazywam się Osa. Teraz na poważnie, gdzie twój miot? - spytała ponownie mierząc Ropuchę od łapek po samą głowę.
Miała już na to swoją teorię, dość wiele słyszała odnośnie samotniczek na osiedlu, które nie należały do gangów. Zwykłe latawice skaczące tam, gdzie im się to bardziej opłaci, tam gdzie więcej dostaną w zamian. Ot czysty wyścig szczurów w kociej wersji.
Księżyce: 60 Mistrz: Szyszkowy Ogon Płeć: kotka Matka: Malinowy Nos Ojciec: Fiołkowy Świt Trwałe urazy: Pozioma, drobna blizna, lewa górna warga
Czołg-kot; wysoka, grubsza i masywna, gęste czarne futro z białymi znaczeniami: biała plamka między złotymi ślepiami, pod czarnym nosem, brodzie, klatce piersiowej, skarpetki na wszystkich łapach, okolice pupy i spód ogona. Grube białe wibrysy znajdujące się na pół-płaskiej mordce. Posiada również poziomą, drobną bliznę na górnej, lewej wardze.
Podróże na własną łapę nie tylko umożliwiły odbudować straconą przez żałobę duszyczkę - cała sytuacja pozwoliła Ropuszce dorosnąć.
Błyszcząca, niczym ze złota wykuta, pewności siebie nadal piastuje jako jedną z głównych cech osobowości kotki. Opinie innych? No cóż, nigdy ją szczególnie nie interesowały, z tego właśnie powodu nie czuje potrzeby wyprowadzać innych z błędu, kiedy ci postrzegają ją jako głupiego-jak-but-kocio-czołga. Ropuszka co prawda do kocich filozofów i myślicieli nigdy należeć nie będzie, jednak jej wyjątkowy sposób postrzegania świata, idący w parze z sprytem i niezłymi umiejętnościami obserwacji pozwoliło jej spokojnie przejść przez życie. Mimo niezależnej natury jest bardzo towarzyską kicią z dużymi pokładami poczucia humoru (nawet zarzuci jakimś żartem, inna sprawa czy będzie dobry). Jest dziarską kobyłką, która lubi kolekcjonować znajdki, poczynając od piórek i gładkich kamyczków, przez odpadki dwunogów, aż po kości wszelakiego rodzaju zwierzątek.
Zajonc W | Krzemienna Łapa G
Unstoppable force meets an immovable object.
Jadowite spojrzenie wnuczki zmarłego już Waniuszka, które zapewnie nie jeden raz przyprawiło jakiegoś podlotka przynajmniej o gęsią skórkę, na córkę Maliny nie wpłynęło jednak drastycznie. Miało się wrażenie, że spłynęło po niej niczym poranna rosa z młodego listka. Nie było to jednak z złośliwości czy chęci wyzwania szylkretki, Ropucha zwyczajnie nie brała takich rzeczy do siebie i nie reagowała na nie, jeżeli aktywnie nie zagrażały jej osóbce. Tak więc na intensywne spojrzenie ślicznej Osy, Ropucha odwdzięczyła się jedynie zrelaksowaną posturą i drobnym uśmieszkiem na łaciatym pysiu. - Komplemenciara - zarechotała, na słowa kotki, kiedy ta zaczęła jej schlebiać i opisywać jej kształty. No cóż, nawet jeżeli dziecina Fiołka nie grzeszyła rozumem, zdecydowanie nie jeden kot chciałby posiąść chociaż skrawek jej pewności siebie. Nigdy nie czuła się źle ze swoją tuszą czy jakimkolwiek aspektem swojej osoby. Jej ciało było jej sprawą i inne koty mogły sobie gadać co chciały, ona znała swoją wartość. - Daleko mi do piszczocha - parsknęła pod nosem słysząc owy pomysł. Czasami zapominała, do jakich wniosków koty lubiły dochodzić jeżeli nie nie dało im się jednoznacznej odpowiedzi. Ah, ale czy ona była inna? - Zwierzyna zwyczajnie sama pcha mi się pod pazury. Lubie się bardziej zdawać na szczenście, niż na pomoc dwunogów. Nie to, że mam czoś do pieszczochów. Kot jak kot, nawet jeżeli rozlazły leń - podzieliła się swoimi poglądami w tej sprawie.
Pytanie Osy zaskoczyło Ropuchę. Nie przewidywała, że rozmowa z obcą kotką potoczy się w tym kierunku, a tym bardziej, że zada pytanie na taki temat ni z tego ni z owego. Zaskoczyło ją to również dlatego, że sama zainteresowana nie wiedziała aż do samego końca, że jest w ciąży. Tym razem to była kolej czarnej by zamrugać kilka razy oczętami, zanim zebrała się w sobie. - Jes... Som bespieczne - odpowiedziała krótko, ponownie rozluźniając się i poruszając grubymi wąsiskami na wietrze. Przynajmniej teraz wiedziała, że kotka nie obija w bawełnę z pytaniami. - Opucha. Osza i Żmija to dość szeroka rozbieżność w imionach, nie powiem, ale to nie jest pierfszy raz, kiedy ktoś podaje mi wiencej niż jedno imię. Wolisz któreś bardziej? - Zapytała, zastanawiając się czy tym samym dowie się powodu jakim kieruje się Żmijka.
Sporych rozmiarów, szczupła kocica, której muskularne ciałko przykrywa długa sierść. Szylkretka posiada również biel ciągnącą się od jej szczęki przez szyję aż po brzuch, posiada również tygrysie pręgi. Oczy toksycznie żółtego koloru podkreślające jej jadowitą osobowość. Osa posiada również zarośnięte gęstą sierścią blizny w okolicy łopatek i zadu, które są pamiątkami po stoczonych pojedynkach. Nie można odmówić jej jednak gracji i klasy, ponieważ babcia nauczyła ją poruszania się iście klanowej piękności.
Impulsywna, nerwowa kotka, która nie da sobie w kaszę dmuchać. Twardo stąpa po ziemi, a życie w gangu sprawiło, że przyswoiła sobie wiele cech osiedlowego gangstera. Mimo to jest bardzo wrażliwa na krzywdę innych i chętnie pomoże w potrzebie, jeśli uzna to za konieczność.
Tygrzykowa Łapa
Wyjaśnienia czarnej kocicy i całe te opowiadania nudziły szylkretową, która oczekiwała tylko i wyłącznie odpowiedzi na prawdziwe pytanie, nie gierkę, która je poprzedzała. Czekała na reakcję żółtookiej i gdy już jej doświadczyła starała się wywnioskować jak najwięcej będzie w stanie. Na pewno zaskoczyła Ropuchę swoimi informacjami, które mogły być zresztą błędne biorąc pod uwagę puszystość czarnej. Całe szczęście dni przyglądania i mijania się nie zostały zmarnowane, trafiła w punkt. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że teraz rozmowa z świeżą matką będzie brana bardziej na poważnie. - Imię to tylko słowo. Matka nazwała mnie Osą, więc jest dla mnie ważniejsze niż pseudonim otrzymany w gangu i na osiedlu. - właściwie nie przeszkadzało jej to, miała zawsze wybór przy poznawaniu nowych i zawsze mogła być uznawana za kogoś innego. - Dlaczego opuszczasz osiedle? Boisz się czegoś, czy przed czymś uciekasz? - zapytała, na tę chwilę mogła by rzec, że dogada się z masywną kotką.
Księżyce: 60 Mistrz: Szyszkowy Ogon Płeć: kotka Matka: Malinowy Nos Ojciec: Fiołkowy Świt Trwałe urazy: Pozioma, drobna blizna, lewa górna warga
Czołg-kot; wysoka, grubsza i masywna, gęste czarne futro z białymi znaczeniami: biała plamka między złotymi ślepiami, pod czarnym nosem, brodzie, klatce piersiowej, skarpetki na wszystkich łapach, okolice pupy i spód ogona. Grube białe wibrysy znajdujące się na pół-płaskiej mordce. Posiada również poziomą, drobną bliznę na górnej, lewej wardze.
Podróże na własną łapę nie tylko umożliwiły odbudować straconą przez żałobę duszyczkę - cała sytuacja pozwoliła Ropuszce dorosnąć.
Błyszcząca, niczym ze złota wykuta, pewności siebie nadal piastuje jako jedną z głównych cech osobowości kotki. Opinie innych? No cóż, nigdy ją szczególnie nie interesowały, z tego właśnie powodu nie czuje potrzeby wyprowadzać innych z błędu, kiedy ci postrzegają ją jako głupiego-jak-but-kocio-czołga. Ropuszka co prawda do kocich filozofów i myślicieli nigdy należeć nie będzie, jednak jej wyjątkowy sposób postrzegania świata, idący w parze z sprytem i niezłymi umiejętnościami obserwacji pozwoliło jej spokojnie przejść przez życie. Mimo niezależnej natury jest bardzo towarzyską kicią z dużymi pokładami poczucia humoru (nawet zarzuci jakimś żartem, inna sprawa czy będzie dobry). Jest dziarską kobyłką, która lubi kolekcjonować znajdki, poczynając od piórek i gładkich kamyczków, przez odpadki dwunogów, aż po kości wszelakiego rodzaju zwierzątek.
Zajonc W | Krzemienna Łapa G
Toporna osobowość ślicznej Osy zdecydowanie ujawniła się owym pytaniem, dając Ropusze jasno do zrozumienia z jakim kotem ma tak na prawdę do czynienia. Wnuczka Waniszuka nie należała do tych śmieszków, z którymi można było prowadzić godzinne dyskusję o pogodzie, tylko po to, by się pośmiać i spędzić lub zmarnować czas. Córka Maliny jednak spotkała w czasie swej wędrówki tyle kotów, że już dawno pogodziła się z myślą, że nawet na Gwiezdnej Skórce, kiedy jej ciało pochłonie ziemia a kości splączą się z korzeniami roślin, nigdy nie zdoła ich zliczyć. Tuziny, dziesiątki a nawet setki osobowości i charterów, każdy z nich inny i wyjątkowy na swój własny sposób - a Ropucha chętnie poznawała koty. - Tsza być dumny sztego czo się ma, he - odpowiedziała swoim typowym głęboki i zachrypniętym głosem, poruszając przy tym wibrysami. Kocurzyca zawsze była dumna z swojego imienia, nigdy nie bojąc się wymówić go na głos i trzymać podbródek wysoko w górze. Jej imię należało do niej, było jej cząstką i nie zamierzała odsuwać tego dla czyjegoś widzi mi się. Jednak mimo dość silnych opinii oplatających ów temat, nie dała tego po sobie poznać, nadal stojąc rozluźniona gdzieś tam przy upadłym pniu. Nie będzie zmuszać nikogo do własnych poglądów. - Te gangi - zaczęła ciekawa tematu. - Brzmią jak kłopoty dla wielu - skomentowała przygryzając swój policzek, przypominając sobie słowa Cegły i innej szylkretki, którą poznała kilka księżyców temu. Nie pozostawiły dobrych recenzji. - Strach mną nie kieruje - przyznała, pokręcając wielką głową na tą abstrakcyjną wizję, a uśmiech znów zawitał na jej pyszczku. - Nazwałabym tho raczej... Niedokończononymi sprawami. No, i zające! Na osiedlu cienszko o nie, a od gołombi już mi sie rzygać chce - zarechotała, wzdrygając się na samo wspomnienie szaro-niebieskich piór. - Aj, ty też nie jesteś blisko osiedla - zauważyła, mrużąc złote ślepia.
Sporych rozmiarów, szczupła kocica, której muskularne ciałko przykrywa długa sierść. Szylkretka posiada również biel ciągnącą się od jej szczęki przez szyję aż po brzuch, posiada również tygrysie pręgi. Oczy toksycznie żółtego koloru podkreślające jej jadowitą osobowość. Osa posiada również zarośnięte gęstą sierścią blizny w okolicy łopatek i zadu, które są pamiątkami po stoczonych pojedynkach. Nie można odmówić jej jednak gracji i klasy, ponieważ babcia nauczyła ją poruszania się iście klanowej piękności.
Impulsywna, nerwowa kotka, która nie da sobie w kaszę dmuchać. Twardo stąpa po ziemi, a życie w gangu sprawiło, że przyswoiła sobie wiele cech osiedlowego gangstera. Mimo to jest bardzo wrażliwa na krzywdę innych i chętnie pomoże w potrzebie, jeśli uzna to za konieczność.
Tygrzykowa Łapa
Musiała przyznać rację kocurzycy, należy cieszyć się z tego co się ma. No i faktycznie Osa była zadowolona z swojego dotychczasowego życia, co nie znaczyło, że nie mogła go sprawiać jeszcze lepszym z każdym dniem, wiele rzeczy też by zmieniła, ale czasu nie była w stanie cofnąć. Straciła najbliższą rodzinę i to dało jej siłę, ale jeśli miałaby wybierać zapewne wróciłaby ich wszystkich do życia żeby być szczęśliwszą, ot taka z niej lekka egoistka. - Bo w rzeczy samej to kłopoty pod przykrywką wspierającej się grupy. Mało rozumne koty wspierają ich wodza, czy jak to się tam zwie. Nie rozumiem jak można działać przeciwko samemu sobie tylko po to żeby dogodzić komuś kto dowodzi, głupia zależność. Wolę być wolna jak w tym momencie, cieszyć się każdą głupotą i żyć z dnia na dzień. - mruknęła, blisko jej było do wolnej duszy latającej tu i tam bez własnego miejsca na ziemi, nie potrzebowała gangu ani klanu, samowystarczalność była jej na łapę. Nie musiała się o nikogo martwić i nikim zajmować, chociaż pomogła by istocie w potrzebie. - Zające? Nigdy nie jadłam żadnego, ale dwunogi zostawiają wszędzie łatwe jedzenie. To jakieś kurczę to jakaś szynka w opakowaniu, w nieco obślizgłej wersji. - nie widziała potrzeby szukania tych zajęcy żeby tylko dowiedzieć się, czy są lepsze od gołębi, których w zasadzie mało jadała. Owszem żywiła się w głównej mierze ptactwem, ale znacznie drobniejszym i naprawdę rzadko. Po co miała polować, skoro jedzenie dosłownie i w przenośni leżało na ulicy. - Fakt słuszna uwaga, a koro zauważyłaś wyjaśnię... zbliża się pora nagich drzew, a ja chciałabym ją przeżyć. Słyszałam o miejscu dla koni, ponoć tam jest ciepło, bezpiecznie i nie brakuje zwierzyny. Tam się wybieram, a przy okazji lepiej poznam las i te całe klany. - wzruszyła ramionami.
Księżyce: 60 Mistrz: Szyszkowy Ogon Płeć: kotka Matka: Malinowy Nos Ojciec: Fiołkowy Świt Trwałe urazy: Pozioma, drobna blizna, lewa górna warga
Czołg-kot; wysoka, grubsza i masywna, gęste czarne futro z białymi znaczeniami: biała plamka między złotymi ślepiami, pod czarnym nosem, brodzie, klatce piersiowej, skarpetki na wszystkich łapach, okolice pupy i spód ogona. Grube białe wibrysy znajdujące się na pół-płaskiej mordce. Posiada również poziomą, drobną bliznę na górnej, lewej wardze.
Podróże na własną łapę nie tylko umożliwiły odbudować straconą przez żałobę duszyczkę - cała sytuacja pozwoliła Ropuszce dorosnąć.
Błyszcząca, niczym ze złota wykuta, pewności siebie nadal piastuje jako jedną z głównych cech osobowości kotki. Opinie innych? No cóż, nigdy ją szczególnie nie interesowały, z tego właśnie powodu nie czuje potrzeby wyprowadzać innych z błędu, kiedy ci postrzegają ją jako głupiego-jak-but-kocio-czołga. Ropuszka co prawda do kocich filozofów i myślicieli nigdy należeć nie będzie, jednak jej wyjątkowy sposób postrzegania świata, idący w parze z sprytem i niezłymi umiejętnościami obserwacji pozwoliło jej spokojnie przejść przez życie. Mimo niezależnej natury jest bardzo towarzyską kicią z dużymi pokładami poczucia humoru (nawet zarzuci jakimś żartem, inna sprawa czy będzie dobry). Jest dziarską kobyłką, która lubi kolekcjonować znajdki, poczynając od piórek i gładkich kamyczków, przez odpadki dwunogów, aż po kości wszelakiego rodzaju zwierzątek.
Zajonc W | Krzemienna Łapa G
Oj, widocznie obie kotki łączyło nieco więcej rzeczy niż tylko samotniczy tryb życia. Ropucha bez dwóch zdań wzięłaby na siebie miano egoistki, gdyby tylko oznaczało to, że choćby przez chwilę, mogłoby zobaczyć Żabę. Mogłaby znieść o wiele gorsze kary, gdyby oznaczało to, że mogłaby z nim porozmawiać, usłyszeć jego głos, wsłuchać się w jego monolog zbudowany głownie z cynicznych uwag i wyolbrzymionego mniemania o sobie. Mogłaby posunąć się do czynów, których by z pewnością żałowała, gdyby tylko oznaczało to, że mogłaby się wtulić w jego rude futro chociażby przez uderzenie serca. Tytuł egoistki był niczym, w drodze do odzyskania Żaby. Ale tego nie da się zmienić, prawda? - Hmm... - Mruknęła pod nosem zerkając w niebo, analizując słowa Osy. Czy na pewno chciała mierzyć tak wysoko i wskakiwać na tematy cnoty i ideologie obcych kotów? Z jakimi przekonaniami ktoś chciał umrzeć i w jakim środowisku? Złote ślepia dojrzała ciemną chmurkę błąkającą się po niebie. - Niektórym łatwiej jeszt iść za kimś, niż iść samemu. Nawet jeszeli ten cały wodzu, z chęcią pociągnąłby wszystkich przez ciernistę krzaki proszto na dno rzeczki - opowiedziała z neutralnym uśmieszkiem, znowu spotykając jadowity wzrok wnuczki Waniuszka. Czy czuła się jakoś trafiona uwagą Osy? Nie szczególnie. Gangi a Klany, mimo iż miały swoje podobieństwa, różniły się kolosalnie. A już w szczególności różniły się od starego Wichru. Jednak nie dało się zaprzeczyć, że Ropucha również należała do tych bardziej niezależnych kotów i zdecydowanie szanowała w Osie to, że sama chciała być panią swojego życia. - Nigdy? - Powtórzyła zaskoczona słowami ładnej szylkretki. - Oj! Zachencam! Do łatwych konsków im daleko, ale samo łapanie ich to świetna zabawa. Som szybkie i usłyszom byle szelest od długości drzew. I dawno nie obryzałam uszów żadnemu - mówiąc to oblizała pysk. Nawet jeżeli nie dla pożywienia, kotka mogłaby chociażby dla sportu spróbować. - Ah, dobsze słyszałaś - przytaknęła, przypominając sobie swój czas spędzony niedaleko stajni a nawet kilka nocy spędzony w niej. - Jedzenia tam dużo, o miejsce nie trza się bić - tutaj zamknęła pyszczek, zastanawiając się co może, co chce powiedzieć kotce o Klanach i lesie. Nie dało się ukryć, że Osa była mimo wszystko obcą dla niej babą, jednak w pewnym sensie... W pewnym sensie widywała ją na osiedlu i to spotkanie przy Powalonym Drzewie... Ropucha po prostu nie chciała zobaczyć rozszarpanego ciała szylkretki na Klanowej granicy, nie była w końcu potworem. - Na południu od tego drzewa, od rzeki do Gszmią- do ulicy, te tereny należą do Klanów. Radziłabym, jak kot z osiedla do drugiego, szebyś uważała na ich granice. Pilnujom je regurarnie i nie lubią jak ktoś je przekracza - powiedziała z nutką powagi w głosie, co wybijało się ponad typowy ton owej rozmowy.