Nie rzuca się w oczy. Jest kocurem średniego wzrostu o dość lekkiej budowie ciała, co nadrabia półdługą sierścią; najdłuższa jest na szyi gdzie tworzy kryzę, brzuchu i ogonie, ale również u nasady szczęki i na policzkach, łokciach i udach; dłuższy kosmyk na jego potylicy często lekko odstaje. Jego kruczoczarna szata nie jest szczególnie gęsta, przypomina nieco pióra; jest też często niedokładnie ułożona bądź wyczesana jedynie w połowie, gdyż stracił zainteresowanie w trakcie pielęgnacji. Biel pojawia się na jego pysku, skąd spływa na szyję, pierś i brzuch, białe ma również przednie łapy od palców po nadgarstki i tylne - aż po kolana. Głowę ma kwadratową, oczy stosunkowo wąskie, o barwie bladej żółci. Różowy nos okolony długimi, białymi wąsami jakie wywijają się ku dołowi.
Cechuje go dość lekkie podejście do życia; nie ma szczególnie wygórowanych ambicji i zadowala się tym, że płynie z prądem. Oportunista, który zawsze ocenia sens swoich poczynań oraz ewentualny zysk z podjętej akcji. Wolny duch, elastyczny i szybko przystosowujący się do zmian. Nie lubi się wysilać, ma stosunkowo słomiany zapał i jest wybitnie energooszczędny. Nie dla niego długie patrole i polowania, choć lubi się włóczyć samotnie, daleko poza ziemie swojego klanu. Nie czuje się szczególnie przywiązany ani do ziemi, ani do zasad, ani do kotów; ignoruje większość poleceń jeżeli nie widzi w nich zysku dla samego siebie. Z lubością nurza się we własnym cynizmie i nie stroni od pełnych kpiny uśmiechów; roztacza wokół siebie aurę tajemniczości, nie stroni od drobnych kłamstw i manipulacji słowem. Lubi towarzystwo pięknych kocic i rozmowy o niczym, rozwija wówczas skrzydła i czuje się jak w swoim żywiole. Życie traktuje z przymrużeniem oka i mało co bierze na poważnie.
Koty miały ten przywilej, że nie potrafiły dokładnie odmierzać czasu. Okres przed zachodem słońca był mocno umowny i dla każdego był zupełnie inny, nawet jeżeli teraz, porą opadających liści, o wiele szybciej znikało za linią drzew na horyzoncie. Zresztą, i tak, nie siedział po zachodniej stronie lasu, a tyłem do zachodzącego słońca. Widział jedynie, że tam, gdzie się patrzył, niebo było już ciemne i iskrzyły na nim pierwsze gwiazdy.
- Myślałem, że nie przyjdziesz - powiedział, powoli odwracając głowę w stronę Wydmowego Wiatru. Jednak się pojawiła, choć podobnie jak i on nie pokazywała po sobie jakie wieści niesie. Czy zmieniła zdanie, czy wciąż jest zainteresowana, czy może chce teraz wszystko odkręcić i jednak zachować status przyjaciół, którymi nigdy nie byli?
- Chodź, przejdziemy się - mruknął, uśmiechając się lekko i podniósł się powoli z siadu; przeszedł kilka kroków naprzód, a jego czarny ogon musnął lekko udo Wydmy. Było chłodno i dość mgliście, nie było sensu, by tak po prostu siedzieli na tyłkach na skraju lasu. Zresztą, zaprosił ją tu na patrol, a nie na wspólne obserwowanie jak tworzy się leśne poszycie. - Jak tam? Coś się zmieniło? - spytał, unosząc nieznacznie brwi. Nie musiał chyba mówić, o co chodziło. Wolał nie nazywać niczego po imieniu, póki byli tak blisko obozu.
if itook youeverywhere, thenwell, youwouldn't knowhow to walk
if i spokeon yourbehalf,then well,you wouldn'tknow how totalk if igave youeverythingand everythingis what ibought
icantake it allback, i nevercared'bout whatyou thought
A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
Z jednej strony było to plusem, z drugiej strony było trochę trudniej określić czas, kiedy na przykład terminator miał przyjść na trening. Koty mogłyby się szybciej pozjadać niż określić konkretniej, czy kot X się spóźnił, przyszedł za wcześnie, czy o idealnej porze.
- A jednak - odpowiedziała, jeszcze dość neutralnym tonem. Z jednej strony była pewna swojej decyzji... jednak trochę się tego bała. Ale chciała, aby Głogowy Cień się zgodził i chyba z jakiegoś powodu ją tu zaprosił? Na spacer przy zachodzącym słońcu. Dość... romantycznie, można by powiedzieć. Przełknęła cicho ślinę. Skinęła głową, gdy kocur zaproponował spacer. To był dość dobry pomysł, zauważając, że właśnie taki był plan na dzisiejszy wieczór. Lekko odskoczyła, gdy kocur tak musnął po jej futrze. Przyjemnie, ale nie była pewna, co mogło to oznaczać.
Pomimo ich grubych futer, kocica wiedziała, że racja, nawet długowłosym kotom może być trochę zimno. Pora Nagich Drzew zbliżała się wielkimi krokami, dni stawały się krótsze, a temperatura spadała niżej i niżej. Jej... trzecia Pora Nagich Drzew nadchodziła.
- Skoro tu przyszłam, to dość oczywiste, że n-nie - odpowiedziała kocurowi, dopiero wtedy wstając. Nie mogła tak siedzieć jak jakiś kołek.
what a glorious feeling! i'm happy again! ° i'm laughing ofclouds °
= sodarkup above = the s u n is inmyheart andIamreadyfor love!
Nie rzuca się w oczy. Jest kocurem średniego wzrostu o dość lekkiej budowie ciała, co nadrabia półdługą sierścią; najdłuższa jest na szyi gdzie tworzy kryzę, brzuchu i ogonie, ale również u nasady szczęki i na policzkach, łokciach i udach; dłuższy kosmyk na jego potylicy często lekko odstaje. Jego kruczoczarna szata nie jest szczególnie gęsta, przypomina nieco pióra; jest też często niedokładnie ułożona bądź wyczesana jedynie w połowie, gdyż stracił zainteresowanie w trakcie pielęgnacji. Biel pojawia się na jego pysku, skąd spływa na szyję, pierś i brzuch, białe ma również przednie łapy od palców po nadgarstki i tylne - aż po kolana. Głowę ma kwadratową, oczy stosunkowo wąskie, o barwie bladej żółci. Różowy nos okolony długimi, białymi wąsami jakie wywijają się ku dołowi.
Cechuje go dość lekkie podejście do życia; nie ma szczególnie wygórowanych ambicji i zadowala się tym, że płynie z prądem. Oportunista, który zawsze ocenia sens swoich poczynań oraz ewentualny zysk z podjętej akcji. Wolny duch, elastyczny i szybko przystosowujący się do zmian. Nie lubi się wysilać, ma stosunkowo słomiany zapał i jest wybitnie energooszczędny. Nie dla niego długie patrole i polowania, choć lubi się włóczyć samotnie, daleko poza ziemie swojego klanu. Nie czuje się szczególnie przywiązany ani do ziemi, ani do zasad, ani do kotów; ignoruje większość poleceń jeżeli nie widzi w nich zysku dla samego siebie. Z lubością nurza się we własnym cynizmie i nie stroni od pełnych kpiny uśmiechów; roztacza wokół siebie aurę tajemniczości, nie stroni od drobnych kłamstw i manipulacji słowem. Lubi towarzystwo pięknych kocic i rozmowy o niczym, rozwija wówczas skrzydła i czuje się jak w swoim żywiole. Życie traktuje z przymrużeniem oka i mało co bierze na poważnie.
- Wolę się upewnić - odparł spokojnie, wzruszając przy tym dość nonszalancko barkami. - Ostatnie czego chcę to żebyś myślała, że cię do czegoś zmuszam. Spokojnie - mruknął, na sam koniec poruszając w rozbawieniu wąsami. Pił trochę do tego, jak nerwowo się zachowywała, a trochę do reputacji, jaką miał jego brat, a która z całą pewnością rzutowała na jego odbiór. Z tą różnicą, że on był bardziej ostrożny i, jak zdążył już pysznie zauważyć, był bardziej inteligentny niż brat. Zacierał za sobą ślady i działał ostrożnie, a to pozwalało mu na spokojną realizację swojego planu.
Nie musieli iść długo, by dotrzeć do Ptasich Krzewów. Ścieżka wydeptana pomiędzy nimi była dość wąska, ale nie na tyle, by nie mogli iść bark w bark. Zetknął za siebie by upewnić się, że nikt nie podąża ich śladem.
- Podoba ci się to? To, że bierzesz dla siebie coś, co nie należy do ciebie? - spytał rozbawiony, unosząc na nią spojrzenie spod na wpół przymrużonych powiek. Zwolnił nieznacznie kroku, by móc swobodnie otrzeć się o jej bok.
if itook youeverywhere, thenwell, youwouldn't knowhow to walk
if i spokeon yourbehalf,then well,you wouldn'tknow how totalk if igave youeverythingand everythingis what ibought
icantake it allback, i nevercared'bout whatyou thought
A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
- Nie zmuszasz. To ja cię poprosiłam... więc to bardziej ja powi-nnam była powiedzieć - odpowiedziała, lekko się uśmiechając. Rozluźnienie atmosfery byłoby dobrym posunięciem ze strony wojowniczki. Szczerze, nigdy za dużo nie słuchała o Chmielograbie; wiedziała, że zrobił dużo złych rzeczy, ale praktycznie go nie wliczała jako syna Chabrowego Pąka - a więc też brata Głogowego Cienia.
Szła tak bark w bark z kocurem. Robili to trochę nielegalnie. W sensie Głóg chyba czekał, aż jego partnerki nie będzie w pobliżu. W końcu wyruszyła, z tego, co się dowiedziała, na polowanie. Polowanie na wygnaną wojowniczkę, która praktycznie zamordowała terminatorkę, córkę czarno-białego.
- J-ja... nie tak to widzę. Zresztą... ja się spytałam, n-nie kazałam ci. Zresztą, nawet jeszcze nie określiłeś swojego stanowiska - mruknęła wyjaśnienie. W końcu do niczego go nie zmuszała, prawda? On albo się zgodzi, albo odmówi. I to jego wybór.
what a glorious feeling! i'm happy again! ° i'm laughing ofclouds °
= sodarkup above = the s u n is inmyheart andIamreadyfor love!
Nie rzuca się w oczy. Jest kocurem średniego wzrostu o dość lekkiej budowie ciała, co nadrabia półdługą sierścią; najdłuższa jest na szyi gdzie tworzy kryzę, brzuchu i ogonie, ale również u nasady szczęki i na policzkach, łokciach i udach; dłuższy kosmyk na jego potylicy często lekko odstaje. Jego kruczoczarna szata nie jest szczególnie gęsta, przypomina nieco pióra; jest też często niedokładnie ułożona bądź wyczesana jedynie w połowie, gdyż stracił zainteresowanie w trakcie pielęgnacji. Biel pojawia się na jego pysku, skąd spływa na szyję, pierś i brzuch, białe ma również przednie łapy od palców po nadgarstki i tylne - aż po kolana. Głowę ma kwadratową, oczy stosunkowo wąskie, o barwie bladej żółci. Różowy nos okolony długimi, białymi wąsami jakie wywijają się ku dołowi.
Cechuje go dość lekkie podejście do życia; nie ma szczególnie wygórowanych ambicji i zadowala się tym, że płynie z prądem. Oportunista, który zawsze ocenia sens swoich poczynań oraz ewentualny zysk z podjętej akcji. Wolny duch, elastyczny i szybko przystosowujący się do zmian. Nie lubi się wysilać, ma stosunkowo słomiany zapał i jest wybitnie energooszczędny. Nie dla niego długie patrole i polowania, choć lubi się włóczyć samotnie, daleko poza ziemie swojego klanu. Nie czuje się szczególnie przywiązany ani do ziemi, ani do zasad, ani do kotów; ignoruje większość poleceń jeżeli nie widzi w nich zysku dla samego siebie. Z lubością nurza się we własnym cynizmie i nie stroni od pełnych kpiny uśmiechów; roztacza wokół siebie aurę tajemniczości, nie stroni od drobnych kłamstw i manipulacji słowem. Lubi towarzystwo pięknych kocic i rozmowy o niczym, rozwija wówczas skrzydła i czuje się jak w swoim żywiole. Życie traktuje z przymrużeniem oka i mało co bierze na poważnie.
To było na swój sposób urocze, że uważała że go do czegokolwiek zmusza. Dla niego nie było to istotne, nie czuł się zmuszony. Przekazywanie swojego materiału genetycznego dalej i pozostawienie po sobie jak największej ilości potomków było naturalnym zachowaniem kocura, a on tym bardziej nie czuł potrzeby monogamii. Nie było możliwości, by jego ptaszyna zapewniła mu dostateczne pole do popisu. Nigdy nie mówił niczego o tym, że mogła mieć go na wyłączność.
- To, że tu jesteśmy, tak daleko od obozu i sami, chyba jest wysta'czającą odpowiedzią - zaśmiał się przekrzywiając przy tym łeb w bok. Nie zamierzał rezygnować z okazji, którą podsunięto mu pod nos. Raz jeszcze kontrolnie zerknął w bok nim zbliżył się do Wydmy, by zanurzyć nos w jej kryzie. Przesunął nim powoli w górę z cichym, przyjemnym pomrukiem wibrującym mu w gardle, aż nie dotarł do jej ucha, które polizal. W tym wszystkim zbliżył się do Wydmy na tyle, by naprzeć na nią piersią, a gdy dotarł do jej ucha przerzucił łapę przez jej grzbiet, naciskiem zmuszając ją do pochylenia się.
- A przy okazji mojego pytania... mi się to podoba - rozbawiony zamruczał do jej ucha, gdy znalazł się już ponad nią. Przyjemne ciepło rozlewalo się po jego ciele gdy czuł pod sobą ciało Wydmowego Wiatru, o której myślał na długo jeszcze przed tym, jak w jej głowie zdołała się urodzić myśl, by poprosić go o bycie ojcem jej kociąt. Zadrżał podekscytowany, gdy przesuwał językiem po jej karku. - B'ałbym cię już dawno, Wydma, bo od dawna mnie k'ęcisz - zamruczał nisko, gardłowo, nim chwycił ją za kark by na pewno nigdzie nie uciekła. Teraz nie było już odwrotu i skoro powiedziała A, to musi powiedzieć także i B. (... 👀)
if itook youeverywhere, thenwell, youwouldn't knowhow to walk
if i spokeon yourbehalf,then well,you wouldn'tknow how totalk if igave youeverythingand everythingis what ibought
icantake it allback, i nevercared'bout whatyou thought
A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
Właśnie nie zmuszała. Wojownik miał wybór. A to, że "przeciętny" kocur chciał mieć potomków, jeszcze nie zmieniało tego, że każdy musiał chcieć mieć kocięta. Zwłaszcza nie ze swoją partnerką, pod osłoną nocy (praktycznie) i bez zgody wcześniej wspomnianej.
- Zawsze mogliśmy pójść tak daleko, byś tylko odmówił... - zauważyła. Mógł na przykład nie chcieć tego mówić tak blisko obozu. Ktoś mógł podsłuchać i przekazać to Kosowej Pieśni, prawda? Więc tak było po prostu bezpieczniej. Uśmiechnęła się lekko, bo to potwierdzało, że wojownik pomoże jej spełnić to, co wojowniczka od zawsze sobie obiecała. Nie czuła się najlepiej, wiedząc, że Głóg ma partnerkę... ale to było przyjemne, kiedy tak ją lizał i głaskał. Szkoda, że serio wojownik nie jest jej partnerem... wtedy mogłaby doświadczać tego częściej.
Wyszeptała jeszcze, że jej również, po czym lekko odleciała. Chciałaby to kiedyś powtórzyć, ale czy jej to będzie dane? Cóż, przekona się. Usłyszała jeszcze, że cóż, chyba Głogowi się podobała wojowniczka. Miło. Szkoda, że nie jest im dane być serio parą. Oh, przyjemnie...
(...)
what a glorious feeling! i'm happy again! ° i'm laughing ofclouds °
= sodarkup above = the s u n is inmyheart andIamreadyfor love!
Nie rzuca się w oczy. Jest kocurem średniego wzrostu o dość lekkiej budowie ciała, co nadrabia półdługą sierścią; najdłuższa jest na szyi gdzie tworzy kryzę, brzuchu i ogonie, ale również u nasady szczęki i na policzkach, łokciach i udach; dłuższy kosmyk na jego potylicy często lekko odstaje. Jego kruczoczarna szata nie jest szczególnie gęsta, przypomina nieco pióra; jest też często niedokładnie ułożona bądź wyczesana jedynie w połowie, gdyż stracił zainteresowanie w trakcie pielęgnacji. Biel pojawia się na jego pysku, skąd spływa na szyję, pierś i brzuch, białe ma również przednie łapy od palców po nadgarstki i tylne - aż po kolana. Głowę ma kwadratową, oczy stosunkowo wąskie, o barwie bladej żółci. Różowy nos okolony długimi, białymi wąsami jakie wywijają się ku dołowi.
Cechuje go dość lekkie podejście do życia; nie ma szczególnie wygórowanych ambicji i zadowala się tym, że płynie z prądem. Oportunista, który zawsze ocenia sens swoich poczynań oraz ewentualny zysk z podjętej akcji. Wolny duch, elastyczny i szybko przystosowujący się do zmian. Nie lubi się wysilać, ma stosunkowo słomiany zapał i jest wybitnie energooszczędny. Nie dla niego długie patrole i polowania, choć lubi się włóczyć samotnie, daleko poza ziemie swojego klanu. Nie czuje się szczególnie przywiązany ani do ziemi, ani do zasad, ani do kotów; ignoruje większość poleceń jeżeli nie widzi w nich zysku dla samego siebie. Z lubością nurza się we własnym cynizmie i nie stroni od pełnych kpiny uśmiechów; roztacza wokół siebie aurę tajemniczości, nie stroni od drobnych kłamstw i manipulacji słowem. Lubi towarzystwo pięknych kocic i rozmowy o niczym, rozwija wówczas skrzydła i czuje się jak w swoim żywiole. Życie traktuje z przymrużeniem oka i mało co bierze na poważnie.
Czy przesadził? Czy posunął się za daleko? Być może. Jednak czy to nie było to, co robił zawsze? Subtelnie przesuwał granicę, by sprawdzić, na jak wiele mógł sobie pozwolić. Czy teraz przekroczył tę granicę, czy może jeszcze balansował ponad nią? Nie wiedział i to było najbardziej ekscytujące. Liczyło się tylko to, że udało mu się raz jeszcze. Że nie musiał tym razem poświęcać energii na to, by dosięgnąć celu. To było prostsze, niż sądził.
Wiedział, że nie mógł pozwolić sobie na długą, upojną noc z kochanką i musiał działać możliwie szybko, byleby jednak zachować dla siebie zadowalającą dozę przyjemności. Czujne oczy i uszy klanu rzeki w każdej chwili mogły dostrzec to, czego nie powinny, a to zepsułoby wszystko. Miał zasadę, że nie dotykał się kocic z rzeki - tym razem jednak oferta Wydmy była kusząca i pozwolił, by było tak, jak chciała. Dał jej to, czego oczekiwała - a i on odniósł przy tym korzyści. Musiał się teraz upewnić, że Wydma utrzyma ich małą, słodką tajemnicę jako ich wspólny sekret. Polizał ją po karku, który być może zbyt mocno przygryzł, a następnie zsunął się z niej, mrucząc gardłowo.
- Liczę na to, że zostanie to naszą małą tajemnicą - wyszeptał do jej ucha, po czym cofnął głowę. Sam jednak pozostał blisko niej, opierając ogon na jej zmierzwionym grzbiecie.
if itook youeverywhere, thenwell, youwouldn't knowhow to walk
if i spokeon yourbehalf,then well,you wouldn'tknow how totalk if igave youeverythingand everythingis what ibought
icantake it allback, i nevercared'bout whatyou thought
A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
Może było to trochę egoistyczne, ale tak długo jak Wydmie pomógł, tak długo nie posunął się za daleko. W końcu to nie on ją zmusił. To ona posunęła się za daleko prosząc go, pomimo świadomości, że ten ma partnerkę. A to że się zgodził, było dla niej trochę zaskoczeniem. Wcześniej bała się, że będzie musiała wyruszyć na osiedle, aby zdobyć to, co chciała. Jednak nie było to narazie potrzebne.
Niestety ona od zawsze była pewna, że jeśli już będzie mogła ruszyć w tango z jakimś kocurem, to nie będzie to trwało zbyt długo. Ale jej to nie przeszkadzało. Bo oprócz tego, że od teraz w jej ciele rozwijać się będą kocięta jej i Głogowego Cienia, za dużo więcej się nie liczyło. Pomimo, że było to przyjemne doświadczenie, widziała powoli jego koniec. I jakby na zawołanie, Głóg poprosił ją o utrzymanie tajemnicy.
- M-mm tak. Nie powiem nikomu dopóki ty na to nie pozwolisz. Bo... Chciałabym, by kiedyś kocięta się dowiedziały... - również wyszeptala, jednak nie prosto do ucha wojownika. Przymrużyła lekko oczy i czekała na jego odpowiedź.
what a glorious feeling! i'm happy again! ° i'm laughing ofclouds °
= sodarkup above = the s u n is inmyheart andIamreadyfor love!
Nie rzuca się w oczy. Jest kocurem średniego wzrostu o dość lekkiej budowie ciała, co nadrabia półdługą sierścią; najdłuższa jest na szyi gdzie tworzy kryzę, brzuchu i ogonie, ale również u nasady szczęki i na policzkach, łokciach i udach; dłuższy kosmyk na jego potylicy często lekko odstaje. Jego kruczoczarna szata nie jest szczególnie gęsta, przypomina nieco pióra; jest też często niedokładnie ułożona bądź wyczesana jedynie w połowie, gdyż stracił zainteresowanie w trakcie pielęgnacji. Biel pojawia się na jego pysku, skąd spływa na szyję, pierś i brzuch, białe ma również przednie łapy od palców po nadgarstki i tylne - aż po kolana. Głowę ma kwadratową, oczy stosunkowo wąskie, o barwie bladej żółci. Różowy nos okolony długimi, białymi wąsami jakie wywijają się ku dołowi.
Cechuje go dość lekkie podejście do życia; nie ma szczególnie wygórowanych ambicji i zadowala się tym, że płynie z prądem. Oportunista, który zawsze ocenia sens swoich poczynań oraz ewentualny zysk z podjętej akcji. Wolny duch, elastyczny i szybko przystosowujący się do zmian. Nie lubi się wysilać, ma stosunkowo słomiany zapał i jest wybitnie energooszczędny. Nie dla niego długie patrole i polowania, choć lubi się włóczyć samotnie, daleko poza ziemie swojego klanu. Nie czuje się szczególnie przywiązany ani do ziemi, ani do zasad, ani do kotów; ignoruje większość poleceń jeżeli nie widzi w nich zysku dla samego siebie. Z lubością nurza się we własnym cynizmie i nie stroni od pełnych kpiny uśmiechów; roztacza wokół siebie aurę tajemniczości, nie stroni od drobnych kłamstw i manipulacji słowem. Lubi towarzystwo pięknych kocic i rozmowy o niczym, rozwija wówczas skrzydła i czuje się jak w swoim żywiole. Życie traktuje z przymrużeniem oka i mało co bierze na poważnie.
Zmarszczył czoło na jej słowa.
- Nie dowiedzą się, dopóki jestem w klanie - odparł stanowczo, choć wciąż jego głos był cichy i na wpół przypominający pomruk. W ten czy inny sposób być może zasugerował, że niebawem wyniesie się z klanu. Być może wtedy, gdy zrobi się zbyt gorąco i zacznie mu się palić pod tyłkiem - wówczas nie będzie odwrotu i zostanie zmuszony do tego, by spakować manele i zmyć się, zacierając za sobą wszystkie ślady. Nie planował aż tak daleko w przyszłość, choć wolał odwieść ten plan możliwie daleko w czasie. Tak, by mógł jeszcze swobodnie i bez przeszkód funkcjonować i realizować plan, jaki ułożył sobie w głowie już jakiś czas temu.
- Jeżeli wycieknie wcześniej - dopilnuję, żeby klan ruszył za tobą tak, jak za Śnieżnym Se'cem - oznajmił, mrużąc ślepia do rozmiarów bladożółtych, błyszczących złowrogo szparek. Jeden mały sukces wystarczył, by poczuł się o wiele pewniej w swoich groźbach. - Idziemy dalej? - spytał już głośniej i ruszył przodem, rzucając przez ramię okiem na Wydmę.
if itook youeverywhere, thenwell, youwouldn't knowhow to walk
if i spokeon yourbehalf,then well,you wouldn'tknow how totalk if igave youeverythingand everythingis what ibought
icantake it allback, i nevercared'bout whatyou thought
A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
Trochę serio... Chciała by jej, ich dzieci znały swojego ojca... Jednak groźba Guga była pezekinująca i Wydma jej uległa. Nie ma co się kłócić, w gdyby wcześniej Wiatr nie zapytała się Guga, to pewnie nawet ich by tu nie było. Więc oczywiście syn Chaber miał ten wybór... I w sumie to miał rację. W końcu ma w klanie dużą rodzinę, byłoby trudno zatuszować kociaki, które by coś gawirzyły o czarno-białym ojcu Gogu.
Odpowiedziała kocurowi zwykłym skinieniem głowy. Nie było potwieby się wypowiadać, więc Wydmowy Wiatr tego nie zrobiła.
Przypomniała sobie o Śnieżnym Sercu. Oczywiście nie chciała podzielić jej losów, nie chciałaby być wyrzucona z Klanu i później być szukana przez Rzeczników. Sama myśl ekspedycji Klanu Rzeki tylko po to, by ją znaleźć przyprawiała Wydmę o ciarki.
- Chodźmy - potwierdziła. Nie było co się kłócić w ten sprawie.
what a glorious feeling! i'm happy again! ° i'm laughing ofclouds °
= sodarkup above = the s u n is inmyheart andIamreadyfor love!
Dość niska jak na swój wiek, krótkowłosa kotka. Jej białe, pokryte burymi tygrysiopręgowanymi plamami futerko jest miękkie i puchate. Największa z plam znajduje się na prawym boku kotki ciągnie się od klatki piersiowej do końca ogona. Lewy bok pokryty jest kilkoma nieregularnymi plamami. Kolejne bure znaczenie występuje na głowie małej, pokrywa prawie cały łebek za wyjątkiem samego pyszczka i nosa, które są białe. Jej łapy są (jeszcze) niemal nieskazitelnie białe. Oczy Czajki już się wybarwiły i są teraz dwukolorowe: lewe niebieskie, a prawe złociste. Nos terminatorki jest różowy, a wąsy białe. Pysk kotki zazwyczaj wykrzywiony jest w pogodnym uśmiechu.
: To zdecydowanie nie jest typ kota, który cię przegada. Czajkowa Łapa zdecydowanie woli słuchać, zwłaszcza starszych, bardziej doświadczonych kotów, od których można się wiele nauczyć. Jej zapał jednak nie osłabł, o nie. Dalej pragnie być najlepsza, a przynajmniej jedną z najlepszych. Dla wszystkich jest miła, nie powie o nikim złego słowa, nawet, jeśli czasem ma taką ochotę.
Czajkowa Łapa w końcu odważyła się wyjść poza obóz. Wcześniej martwiła się, że nie będzie się potrafiła obronić w razie potrzeby, ale w końcu, po długich rozmyślaniach, doszła do wniosku, że jej pazury są wystarczająco ostre, a ona sama na tyle dorosła, aby w końcu wyściubić nos poza bezpieczne krzewy.
Kotka przechadzała się po pokrytej już teraz śniegiem trawie, zachwycając się jednocześnie tym, jak pięknie jest na terenach jej klanu. W tamtym momencie była niezmiernie szczęśliwa, że przyszło jej urodzić się właśnie w Klanie Rzeki. Gdzieś niedaleko ptak zatrzepotał skrzydłami. Terminatorka machnęła ogonem na boki. Była niezadowolona, że nie potrafi jeszcze polować. A przecież tak bardzo chciała się przydać innym kotom, a nie tylko być darmozjadem, obżerającym się, i tak niewielka o tej porze roku, resztką zwierzyny. Z utęsknieniem czekała, aż Wydmowy Wiatr w końcu postanowi nauczyć ją sztuki łowieckiej. Albo niech chociaż ktokolwiek to zrobi.
Czajka kichnęła, czując opadający na jej nos płatek śniegu. Hałasem tym przestraszyła dużego, czarnego ptaka, który, nie widząc zagrożenia przysiadł na śniegu kawałek dalej. Najwidoczniej szukał jedzenia.
Księżyce: 151 Mistrz: W-W-Wysoka Fala Płeć: kocur Matka: Owocowa Gałązka Ojciec: Łopianowy Korzeń Partner: F Trwałe urazy: potargane i zdeformowane lewe ucho, długa blizna na szyi, liczne drobne blizny na łapach
Księżyce: 151 Mistrz: W-W-Wysoka Fala Płeć: kocur Matka: Owocowa Gałązka Ojciec: Łopianowy Korzeń Partner: F Trwałe urazy: potargane i zdeformowane lewe ucho, długa blizna na szyi, liczne drobne blizny na łapach
Jego umaszczenie nie zmieniło się nic a nic - wciąż rudy, z białą plamą na gardle. Długowłose futro jednocześnie jest wadą i zaletą - ze swoimi gabarytami wydaje się jeszcze grubszy, ale z drugiej strony jego wymiary... robią wrażenie. Do tego stopnia, że większości kocurom nie przychodzi do głowy, żeby się z nim bić. Jego klasyczne pręgi, miejscami poprzecinane przez blizny, są ciemniejsze i praktycznie nie odróżniają się od reszty futra, o ile ktoś nie przyjrzy mu się z bliska. Wokół jego noska jest biała pręga, a na samym nosie wciąż widnieją jego młodzieńcze plamki. Jego uszy, dosyć średniej wielkości, nie są już symetryczne - lewe ucho jest dosyć potargane i zdeformowane przez atak z nieporozumienia, a przy białej prędze na szyi biegnie długa, dumna blizna. Jego łapy, dosyć masywne przez uzbierane doświadczenie, oprócz zadrapań i blizn maja niezmiennie swoje słodkie, białe skarpetki.
Jeśli myślisz, że jesteś w stanie się ukryć przed wszystkimi i zaznać trochę prywatności, to jesteś w błędzie! Albowiem Rabarbar, szpieg nad szpiegi, ciekawski i wściubiający nos, ba! cały pyszczek w cudze sprawy, jest zawsze tutaj, by cię nakryć i… rzucić jakąś kąśliwą uwagę, bo cóż, Barbar ma tupet. Niewyparzony jęzor, który mieli i mieli na okrągło słowa potrafią przyprawić o ból głowy. Co oczywiście nie oznacza że jest głupi – no może trochę jest, ale nie na tyle, by nie ukazywać respektu osobom, które na to zasługują (w jego oczach!) i nie uczyć się od starszych, po to by ich w końcu prześcignąć! Może i niektórym się wydaje, że jego (nieznaczne!) osłabienie w początkowych księżycach sprawiło, że jest w tyle w porównaniu do rodzeństwa, lecz nic bardziej mylnego! Barbar prześcignie wszystkich i jeszcze zdetronizuje tę starą prukwę siedzącą na tronie Klanu Rzeki!
Tym hałasem przestraszyła również skradającego się do niej od tyłu Rabarbara - który nie szukał jedzenia, lecz towarzystwa. Biedak myślał, że uda mu się zrobić wyśmienity żarcik, strasząc siostrę od tyłu, jednak odgłos kichnięcia był tak nagły i głośny, że sprawił, że nasz głupi rudzielec podskoczył wysoko i mimowolnie pisnął głośnie. - Siostraaaaa! Ale mnie załatwiłaś! - burknął, otrzepując się ze śniegu, w który wpadł przy lądowaniu - Miałem idealny plan na przestraszenie cię, ale załatwiłaś mnie tym kichnięciem! - powiedział, udając naburmuszenie, lecz po chwili na jego pyszczku znów wyrósł szeroki uśmiech. - Dawno nie gadaliśmy! Chyba nawet odkąd wylądowałem w lecznicy. No, i potem Ceremonia i trening... Co u ciebie? Jak idzie trening? - zagaił wesoło, siadając obok niej, również podziwiając widok i przy okazji zagarnując leniwie śnieg ogonkiem i bawiąc się ze spadającymi płatkami śniegu, dmuchając na nie, by nie wylądowały na jego nosie.
Dość niska jak na swój wiek, krótkowłosa kotka. Jej białe, pokryte burymi tygrysiopręgowanymi plamami futerko jest miękkie i puchate. Największa z plam znajduje się na prawym boku kotki ciągnie się od klatki piersiowej do końca ogona. Lewy bok pokryty jest kilkoma nieregularnymi plamami. Kolejne bure znaczenie występuje na głowie małej, pokrywa prawie cały łebek za wyjątkiem samego pyszczka i nosa, które są białe. Jej łapy są (jeszcze) niemal nieskazitelnie białe. Oczy Czajki już się wybarwiły i są teraz dwukolorowe: lewe niebieskie, a prawe złociste. Nos terminatorki jest różowy, a wąsy białe. Pysk kotki zazwyczaj wykrzywiony jest w pogodnym uśmiechu.
: To zdecydowanie nie jest typ kota, który cię przegada. Czajkowa Łapa zdecydowanie woli słuchać, zwłaszcza starszych, bardziej doświadczonych kotów, od których można się wiele nauczyć. Jej zapał jednak nie osłabł, o nie. Dalej pragnie być najlepsza, a przynajmniej jedną z najlepszych. Dla wszystkich jest miła, nie powie o nikim złego słowa, nawet, jeśli czasem ma taką ochotę.
Kotka odwróciła się zdziwiona czyimś piśnięciem. Nie miała pojęcia, że ktoś za nią idzie. Zanim jednak zdążyła nastroszyć się w obronnym geście, uzmysłowiła sobie, że to tylko Rabarbar. Uśmiechnęła się promiennie na widok brata, z którym tak dawno nie rozmawiała. Podskoczyła zwinnie do kocura, opryskując go intencjonalnie nowym śniegiem.
— Cześć! Nie wiem, kiedy ostatnio gadaliśmy, ale to było zdecydowanie zbyt dawno.
Na wspomnienie o treningu zrzedła jej nieco mina. Szaro-białą wciąż męczyła myśl o braku umiejętności polowania.
— U mnie wszystko w porządku, Wydmowy Wiatr jest bardzo miła. Chociaż chciałabym się w końcu przydać klanowi i umieć polować, a nie być darmozjadem — zaśmiała się cicho. — Opowiadaj lepiej, co u ciebie?
Mieli tyle do nadrobienia, powinni rozmawiać zdecydowanie częściej!
Księżyce: 151 Mistrz: W-W-Wysoka Fala Płeć: kocur Matka: Owocowa Gałązka Ojciec: Łopianowy Korzeń Partner: F Trwałe urazy: potargane i zdeformowane lewe ucho, długa blizna na szyi, liczne drobne blizny na łapach
Księżyce: 151 Mistrz: W-W-Wysoka Fala Płeć: kocur Matka: Owocowa Gałązka Ojciec: Łopianowy Korzeń Partner: F Trwałe urazy: potargane i zdeformowane lewe ucho, długa blizna na szyi, liczne drobne blizny na łapach
Jego umaszczenie nie zmieniło się nic a nic - wciąż rudy, z białą plamą na gardle. Długowłose futro jednocześnie jest wadą i zaletą - ze swoimi gabarytami wydaje się jeszcze grubszy, ale z drugiej strony jego wymiary... robią wrażenie. Do tego stopnia, że większości kocurom nie przychodzi do głowy, żeby się z nim bić. Jego klasyczne pręgi, miejscami poprzecinane przez blizny, są ciemniejsze i praktycznie nie odróżniają się od reszty futra, o ile ktoś nie przyjrzy mu się z bliska. Wokół jego noska jest biała pręga, a na samym nosie wciąż widnieją jego młodzieńcze plamki. Jego uszy, dosyć średniej wielkości, nie są już symetryczne - lewe ucho jest dosyć potargane i zdeformowane przez atak z nieporozumienia, a przy białej prędze na szyi biegnie długa, dumna blizna. Jego łapy, dosyć masywne przez uzbierane doświadczenie, oprócz zadrapań i blizn maja niezmiennie swoje słodkie, białe skarpetki.
Jeśli myślisz, że jesteś w stanie się ukryć przed wszystkimi i zaznać trochę prywatności, to jesteś w błędzie! Albowiem Rabarbar, szpieg nad szpiegi, ciekawski i wściubiający nos, ba! cały pyszczek w cudze sprawy, jest zawsze tutaj, by cię nakryć i… rzucić jakąś kąśliwą uwagę, bo cóż, Barbar ma tupet. Niewyparzony jęzor, który mieli i mieli na okrągło słowa potrafią przyprawić o ból głowy. Co oczywiście nie oznacza że jest głupi – no może trochę jest, ale nie na tyle, by nie ukazywać respektu osobom, które na to zasługują (w jego oczach!) i nie uczyć się od starszych, po to by ich w końcu prześcignąć! Może i niektórym się wydaje, że jego (nieznaczne!) osłabienie w początkowych księżycach sprawiło, że jest w tyle w porównaniu do rodzeństwa, lecz nic bardziej mylnego! Barbar prześcignie wszystkich i jeszcze zdetronizuje tę starą prukwę siedzącą na tronie Klanu Rzeki!
Rabarbar otrzepał się lekko ze śniegu, którym przyprószyła go siostra - jednak zaraz z uśmiechem usiadł naprzeciwko niej. - Hej siostra! Tak, zdecydowanie dawno. W ogóle nie mogłem cię złapać odkąd zostałem terminatorem, a na cerkach też nie mogłem cię wypatrzyć - chyba nieźle się na nich kryjesz! - powiedział z chichotem, zaś jego wąsy zadrgały.
Na jej następne słowa pokiwał łebkiem ze zrozumieniem. - Doskonale wiem o co ci chodzi! Ja najpierw uczyłem się walki, i teraz, gdy moja mistrzyni ma zbyt dużo obowiązków by zająć się moim treningiem, nie mogę nawet nic upolować... Bo nie umiem! W sensie, trochę próbowałem, ale ech, najwyżej to ja mogę kamienia upolować! - fuknął niezadowolony. Gdy tylko wrócą do treningów, poprosi Wysoką Falę o nauki w zakresie polowania. Wtedy nie będzie musiał dopytywać czy może wziąć coś ze Stosu.
Otrząsnął się z niezadowolenia, a na jego pyszczek wrócił uśmiech. - Ostatnio prowadziłem nauki kociaka! Niebawem będzie miał ceremonię, nazywa się Wieczór! No a tak poza tym... - przez jego myśl przez krótką chwilę przemknęła Przepiórka. Nieeee, to nie jest temat... o którym Rabarbar chciałby rozmawiać. A przynajmniej nie teraz. - Sam nie wiem, dni jakoś lecą a ja czekam aż w końcu zostanę mianowany na wojownika. Jestem STRASZNIE ciekawy jakie imię dostanę, huehue! - zarechotał złowrogo, świadomy szkód jakie wyrządziło jego imię w Klanie Rzeki.
Mistrz: Świetlikowa Gwiazda Płeć: kotka Matka: Śliwkowa Gałązka Ojciec: Zakurzony Grzbiet Partner: 2 hot 4 you, 2 old 4 anyone
Czas oraz przygody odcisnęły piętno na wyglądzie Cis. Teraz jej przepiękne, liliowe futro stało się lekko przybrudzone i matowe, wciąż jednak starannie ułożone. Jej długi tułów sprawia, że wygląda smukło, lecz jej krótkie łapy wciąż są takie, jakie były, z tą różnicą, że są teraz silniejsze i lepiej umięśnione. Niestety, na jej tylnej, lewej łapie widnieje długa blizna wzdłuż całej łapy, jako pamiątka po najgorszym dniu jej życia. Ma również kilka blizn na tułowiu i ogonie, jednak ten pozostał przepiękny i zadbany, jako jej duma i chluba, mimo tych blizn. Na jednym z jej drobnych uszek również widnieje blizna, co nieco szpeci jej wizerunek. Jej oczy pozostały złociste i przenikliwe.
Cis jest już starsza, co widać jej wyglądzie, jednak nie po jej oczach. Mimo oderwania jej od jej ukochanego Klanu w jej oczach wciąż błyskają iskierki, trochę optymizmu, trochę naiwnej nadziei. Jednak Cis przez te wszystkie miesiące dojrzała - stała się ostrożniejsza i mądrzejsza, mniej ufna i przede wszystkim - bardzo zdeterminowana. Również życie przez jakiś czas w mieście sprawiło, że jest pewna swoich umiejętności i wyszkolenia jako wojownik, czego nie ukrywa w starciu. Posiada swoją dumę i chodzi wyprostowana, tak, jakby nic nigdy nie mogło już ją złamać.
Rabarbarbarbarowy Korzeń [KR];Księżycowe Jezioro [KR]; Szafranowa Łapa [KG]; Blizna [KR]
Wraz z bratem niezwłocznie udała się w stronę granic, które ostatnimi czasy patrolowała. Doskonale wiedziała, gdzie się kończą, dlatego przystanęła już na miejscu, nie przechodząc przez nie i wraz z Małym Liściem oczekiwała, aż nadejdzie jeden z patroli. Nie musiała długo czekać, znając pory zaznaczania granic - gdy zobaczyła zbliżających się wojowników, obdarzyła ich szerokim uśmiechem i poprosiła, aby udali się po Czerwoną Gwiazdę. Ta sprawa nie mogła czekać i musiała być załatwiona jeszcze dzisiaj, a Cis ani myślała odstępować brata ani na krok. Nie teraz, gdy odnalazła go po tak długim czasie, wciąż czując, jakby śniła na jawie - w końcu było to dla niej tak nierealne. Tak cudowne i nierealne zarazem.
Trzymała się blisko braciszka, jakby bojąc się, że w każdej chwili ucieknie.
Bała się. Naprawdę, tak zwyczajnie się bała. Odkąd wróciła, jej życie było spokojne i umiarkowane, a teraz... jej serce biło jak szalone. Bała się, że gdy nadejdzie Przywódczyni, nie da rady i rozklei się zupełnie, błagając, by przyjęła go z powrotem. I być może tak by mogła zrobić, ale wiedziała, że na Czerwonej Gwieździe nie zrobi to wrażenia - musieli omówić to na spokojnie i przedstawić jej wszytko tak, jak naprawdę było.
Wzięła głęboki oddech i spojrzała na brata. Jego obecność dodawała jej jednocześnie tyle samo otuchy, co nerwów, ponieważ to o niego toczyła się stawka. Uśmiechnęła się szeroko do niego, posyłając oczko, ignorując to, że wszystkie nerwy jej pyszczka lekko drżały. - Będzie dobrze, zobaczysz. - powiedziała cichutko, jakby próbując zakryć drżenie głosu.
/zapraszam Małego i Czerwię!
<center><div class="tloCisek"><center>
<div class="Cisek1"><span class="Cisuś3">in the Valley of the Dolls we sleep</span> got a hole INSIDE of me
living with identities that do not belong to me • • • in my life I got this far, now I'm r e a d y for the last hurrah dying like a shooting star...</div>
<span class="Cisek2">in the Valley, in the Valley of Dolls</span></div></center></center>