Mistrz: Zawilec Płeć: kotka Matka: Mama Szmalina Ojciec: Tata Fiołeczek Partner: do zbrodni?
Raczek zdecydowanie wdała się w tatusia. Jej futerko jest rude, pokryte klasycznym pręgowaniem i zalane bielą, jakby cały czas kąpała się w mleczku. Na dokładkę kotka naciągnęła na siebie skarpetki, zdaje się tylko, że nie od pary, bo ich długości nie są wcale jednolite! Trudno powiedzieć, jak to się właściwie stało, ale może po prostu nie miała cierpliwości czekać, aż dostanie wszystko, co wręcz idealne. Oczy, na razie niebieskie, spoglądają całkiem bystro na otaczający je świat szukając już, teraz i natychmiast jakiejkolwiek rozrywki. Wąsiki Raczek są bardzo, ale to bardzo długie, przez co może przypominać jakiegoś suma albo chrabąszcza, który stara się nawiązać kontakty pozaziemskie. Ogon ma również długi, pewnie za długi w stosunku do reszty ciała. Chyba niejedna małpa byłaby o niego zazdrosna! Ukoronowaniem wszystkiego jest bez wątpienia malinowy nosek!
Raczek już w chwili, w której się urodziła, jasno i wyraźnie dała o sobie znać. Żadne tam ciche kwilenie i dopraszanie się o chociażby chwilę uwagi. Ryk, jaki wydarł się z jej gardła, z całą pewnością słyszał cały obóz i okolica, bowiem gardło koteczki pracowało z pełną mocą. Od chwili, kiedy zaczęła pełzać była żądna przygód, chęci sprawdzenia, co kryje się za kolejnym źdźbłem trawy i kępką mchu. Im dalej w las, tym z całą pewnością gorzej, bowiem w głowie Raczka na pewno bardzo szybko zaczęło kształtować się przeświadczenie, że zakazy są po to, żeby je łamać. A jeśli tylko ktoś powie jej, że czegoś robić nie należy, to córka Fiołka i Maliny zakrzyknie zapewne, ile fabryka dała: [i]Ja nie mogę? To przez nogę i znowu mogę![/i] A jak będzie ostatecznie? Czy coś z tych młodzieńczych wzlotów, jakie zapowiadało wiercenie się Raczka w brzuchu, pozostanie do późniejszych etapów jej życia - zobaczymy.
Tonące Słońce (S); Lodowy Pył (KC); Koziczy Skok, Sokoli Cień, Jasny Poranek, Srebrzysty Pazur, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Różniły się jak ogień i woda, ale jak widać, Raczek w niczym to nie przeszkadzało. Starała się być otwarta i żywiołowa, jak dawniej, byle tylko nie zapadać się znowu w sobie, byle tylko nie robić jakiegoś bałaganu albo nie płakać, że straciła siostrę, a co! Miała przed sobą jasny cel, miała zadanie i nie chciała go pominąć, rozdrabniając się na drobne w tej rozmowie, poza tym doskonale czuła, że smucenie się i zaprzątanie sobie głowy tym, że jakiś terminator obraził się, bo miała być jego mistrzynią, nie jest najlepszym sposobem na życie. Rozumiała już lepiej, co mama miała na myśli, kiedy mówiła jej, że ten być może zmądrzeje, więc po prostu postanowiła mocno, że będzie szła naprzód, a jeśli tylko Malina postanowi, że przydzieli jej kogoś nowego, z całą pewnością ucieszy się niesamowicie mocno i stanie pewniej na łapach.
- I co, dużo cię nauczyli, czy to bardziej jednak twój mistrz? - spytała z zaciekawieniem, bo chciała wiedzieć, jak te sprawy wyglądają w innych Klanach, a może raczej, jak wyglądają, kiedy ma się innych rodziców, co nie? Bo w sumie tatuś to miał dla niej sporo czasu i przekazywał jej dużo wiedzy, natomiast z mamą było już trudniej, no ale hej, w końcu była przywódczynią i sporo czasu spędzała, chociażby z wujkiem Sokołem, żeby omówić najważniejsze sprawy w Klanie, a tego nie mogli zostawić, bo tak i Raczek to w pełni rozumiała, nadal kochała Malinę, ale jednocześnie była ciekawa, czy jest jakaś spora różnica.
- Ooo, to wiesz co? Jak będzie się dało, to ja się dowiem, czy tam rosną śliwki i jak się okaże, że tak, to kiedyś ci taką przyniosę, co ty na to? - rzuciła całkiem przyjacielsko, traktując to trochę jak swoistą wymianę, w końcu sama zaraz zamierzała zapytać ją o raki, a jeśli okaże się, że te faktycznie żyją na ziemiach Rzeki, to na pewno poprosi, żeby je jej pokazać, bo była tym tematem tak niesamowicie zaciekawiona, że nie szło jej zatrzymać w miejscu, nic zatem dziwnego, że nawet przerwała rozmyślania biednej Śliwki, wcinając się w nie niczym nóż.
- Żyją! No właśnie nie wiem! Znaczy wiem tylko, że one mają pancerzyki i jakoś chodzą, ale w sumie to nie wiem GDZIE mam ich szukać, ani nic więcej. No i wiesz, chciałabym wiedzieć, skąd wzięło się moje imię, co nie? A pomyślałam, że wy na pewno wiecie - rzuciła pospiesznie, a z całej jej postawy aż emanowała ciekawość i nadzieja, że otrzyma wyjaśnienia.
She's gonna'come to herown conclusion Rightw h e n you t h i n k you know what to say
Someone comes along and shows you a brandnewway She said I wantsomething that I want Something that I tell myselfIneed SomethingthatIwant
And I need everythingI see
Mistrz: Kosowa Pieśń Płeć: kotka Matka: Kosowa Pieśń Ojciec: Głogowy Cień Partner: już nic nie wie...
Kotka posiada czarne futerko, naznaczone w niektórych miejscach białymi znaczeniami, znajdującymi się na pyszczku, piersi, przednich i tylnych łapach jak i częściowo również na brzuchu. Jak już o kolorze, to i o długości futerka! Odziedziczyła ją bowiem po swojej matce Kosiczce, co oznacza, że najdłuższej sierści nie ma. Jej budowa jest dość przeciętna, nie za chuda, nie za gruba i masywna. Po prostu przeciętna. Na razie ślepia młodej córki Głogowego Cienia są pół-wybarwione, a przez dawny niebieski, z jakim otworzyła swoje ślepia, przebija się już docelowy zielono-żółtawy kolorek. Dlaczego zielono-żółty? Oczy Głogówny są bowiem dość specyficzne. Ich kolor w większym znaczeniu zależy od padającego słońca, chociaż zazwyczaj zachowują one kolor świeżej, zielonkawej trawki.
Ten mały, niewinny kwiatuszek w końcu urósł, jednak jej charakter nie uległ drastycznej zmianie. Śliwka w dalszym ciągu jest tą cichą, nieśmiałą i naiwną kotką, jednak z wiekiem doszło parę cech, które tak mocno nie odznaczały się wcześniej. Bardzo szybko się stresuje i zawstydza. Tak właściwie, bardzo łatwo a się doprowadzić ją zarówno do paniki i chęci ucieczki jak i do płaczu. Wystarczy jedynie odpowiednio dobrać słowa, unieść głos czy wykonać względem niej, nieco gwałtowniejszy ruch; Owocówka już jest gotowa do ucieczki. Najczęściej takie zachowanie przejawia przy kotach obcych, a zdecydowanie najczęściej przy kocurach! Jej nikła pewność siebie objawia się przy bliskich czy młodszych kotach, które zna już dłużej i wie na czym stoi. Niestety przez wiele nieprzyjemnych sytuacji ma wiele blokad, które stara się stopniowo pokonywać, chociaż nie widzi zbyt wielu postępów. Pomimo nieśmiałości, jest bardzo opiekuńcza, troskliwa i okropnie szybko się przywiązuje. A co gorsza; odkąd ukończyła trening, przejawia pracoholizm. Czarno-biała mogłaby pracować do upadłego!
Jednak pod delikatną, uroczą czy niewinną skorupą kryje się również nieco inna wersja Owocówki; w sytuacjach które dotyczą bezpośrednio jej rodziny, staje się wygadana, odważna i ostra. Na całe szczęście, nie zdarza się to za często.
xx— Moja mama była moją mistrzynią, a o-ojciec...prawie nie rozmawiamy. — kiedy przyszło jej mówić o Głogowym Cieniu, delikatnie wzruszyła barkami w obojętnym geście. Wiele razy już było to powtarzane, jednak z wielką chęcią Śliwka sama sobie przypomni; Nie uważała kocura za kogoś bardzo bliskiego. Był i będzie jej ojcem, jednak poza tym nic więcej ich tak naprawdę nie łączy. Zamienili parę zdań, był obecny przy śmierci Nurt i...Tyle z niego ojca. Czy Śliwka miała do niego jakąś urazę? A gdzie tam. Jak na taką wrażliwą kocicę, Owocówka chyba najmniej właśnie przejmowała się teoretycznym brakiem ojca w swoim życiu. Równie dobrze mogłoby go nie być (co by dużej różnicy nie zrobiło) a kocica reagowałaby tak samo. Gorzej, gdyby to Kosowej Pieśni miało zabraknąć. — Więc mogę powiedzieć, ż-że wielu rzeczy nauczyła mnie mama. A ciebie wiele nauczyli? — przekrzywiła okrągły łepek na bok z lekko uniesioną brwią z ciekawością połyskującą w oczach. Rozmowa prowadzona pomiędzy dwójką kotek mogła zdawać się nieco..oderwana? Jednak Śliwce nawet odpowiadała. Podobała jej się energia jaką prezentowała jej Raczek. Powoli i jej zaczęła się udzielać, dlatego na jej czarno-biały pyszczek wkradł się stały, delikatny uśmiech. Kiedy padła propozycja przyniesienia jej śliwki, koteczka nieco się ożywiła i uśmiechnęła szerzej, mrużąc przyjaźnie ślepia. xx— O, to super pomysł, Racza Sadzawko — zamruczała delikatnie, entuzjastycznym głosem, po czym poruszyła z lekkim podekscytowaniem uszami. — To...ja ci w zamian przyniosę raka! — zaproponowała i jak na zawołanie poczuła odzywającą się na palcu bliznę, która pośpiesznie polizała w...Kontrolnym geście. Nie bolała, nie szczypała - była już zagojona, jednak nadal gdzieś podświadomie przypominała jej o tym jaką głupotą się wykazała biegnąc po raka. Może tym razem, jak będzie zabierała się za polowanie na raki dla...a jakże! Raczej Sadzawki, to będzie bardziej uważać? Na pewno tak, w końcu już wie czego tez u tych stworzeń powinna unikać. Przeklęte szczypce! Słysząc następną, dłuższa wypowiedź i jednocześnie odpowiedź na jej zadane pytanie, przekrzywiła łepek w drugą stronę i uśmiechnęła się ciepło. To było zrozumiałe, że poszukiwało się znaczenia swojego imienia! Koteczka wiedziała, że śliwki są owocami i mają śmieszny, fioletowy kolor a wnętrze zupełnie inne. Chyba takie już żółtawe? Ale wiedziała to jedynie z opowieści babci, nigdy nie widziała tego na żywo! Kiedy jednak Raczek zabrała się za opisywanie raka, Owocówka w spokoju jej słuchała a na sam koniec pokiwała twierdząco łbem. Klan Rzeki wiedział trochę o rakach, w końcu miał je na swoich terenach od...Zawsze? xx— No...wiemy! Jeden nawet s-sprawił mi bliznę na palcu. — mruknęła i podniosła łapę, delikatnie rozchylając palce aby pochwalić się nowej znajomej tą...niecodzienną blizną tak, jak zrobiła to z Mruczącą Łapą. — A raki żyją przy rzece na przykład. Łatwo je tam znaleźć i złapać, n-naprawdę. Oprócz pancerzyków mają również parę dużych szczypiec i takie śmieszne czułki.
................. ................... .............................tak tęsknię za twoimspojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twojączułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim głosem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .........................................l l l
Mistrz: Zawilec Płeć: kotka Matka: Mama Szmalina Ojciec: Tata Fiołeczek Partner: do zbrodni?
Raczek zdecydowanie wdała się w tatusia. Jej futerko jest rude, pokryte klasycznym pręgowaniem i zalane bielą, jakby cały czas kąpała się w mleczku. Na dokładkę kotka naciągnęła na siebie skarpetki, zdaje się tylko, że nie od pary, bo ich długości nie są wcale jednolite! Trudno powiedzieć, jak to się właściwie stało, ale może po prostu nie miała cierpliwości czekać, aż dostanie wszystko, co wręcz idealne. Oczy, na razie niebieskie, spoglądają całkiem bystro na otaczający je świat szukając już, teraz i natychmiast jakiejkolwiek rozrywki. Wąsiki Raczek są bardzo, ale to bardzo długie, przez co może przypominać jakiegoś suma albo chrabąszcza, który stara się nawiązać kontakty pozaziemskie. Ogon ma również długi, pewnie za długi w stosunku do reszty ciała. Chyba niejedna małpa byłaby o niego zazdrosna! Ukoronowaniem wszystkiego jest bez wątpienia malinowy nosek!
Raczek już w chwili, w której się urodziła, jasno i wyraźnie dała o sobie znać. Żadne tam ciche kwilenie i dopraszanie się o chociażby chwilę uwagi. Ryk, jaki wydarł się z jej gardła, z całą pewnością słyszał cały obóz i okolica, bowiem gardło koteczki pracowało z pełną mocą. Od chwili, kiedy zaczęła pełzać była żądna przygód, chęci sprawdzenia, co kryje się za kolejnym źdźbłem trawy i kępką mchu. Im dalej w las, tym z całą pewnością gorzej, bowiem w głowie Raczka na pewno bardzo szybko zaczęło kształtować się przeświadczenie, że zakazy są po to, żeby je łamać. A jeśli tylko ktoś powie jej, że czegoś robić nie należy, to córka Fiołka i Maliny zakrzyknie zapewne, ile fabryka dała: [i]Ja nie mogę? To przez nogę i znowu mogę![/i] A jak będzie ostatecznie? Czy coś z tych młodzieńczych wzlotów, jakie zapowiadało wiercenie się Raczka w brzuchu, pozostanie do późniejszych etapów jej życia - zobaczymy.
Tonące Słońce (S); Lodowy Pył (KC); Koziczy Skok, Sokoli Cień, Jasny Poranek, Srebrzysty Pazur, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
No i masz babo placek. Raczek zakładała, że jak zapyta o rodziców, to nie usłyszy niczego dziwnego albo niepokojącego, tymczasem wyjaśnienia dotyczące ojca Śliwki były dla niej równie zadziwiające, co gruszki na wierzbie i chyba aż nieznacznie wybałuszyła oczy, na co nic nie mogła poradzić. Wiedziała doskonale, że nie wszystko bywa idealne, że czasem są spory albo któreś z rodziców jest szczególnie zajęte, jak w jej wypadku mama, ale żeby tak właściwie nie rozmawiać, to co to było, hej! Może to były jakieś rzeczne zwyczaje, o których ona nie miała pojęcia, ale nawet nie wiedziała, czy powinna się w to zagłębiać, czy nawet jakoś komentować, bo może z tego wyjść coś, co najmniej, no, nietaktownego, więc ostatecznie zawarła dziób w tej kwestii, postanawiając, że po prostu odpowie na pytanie nowej znajomej.
- O tak, zwłaszcza tata, nawet teraz mnie uczy, bo w końcu, hej, w życiu wojownika jest tyle spraw, których nie dało się przewidzieć - stwierdziła, pijąc obecnie do sytuacji z jej dwoma terminatorami, którzy najwyraźniej postanowili wyparować i żyć na własną łapę, z powodów jej mniej lub bardziej znanych, ale nie zamierzała się nad tym jakoś mocno znowu pochylać, już nie, bo i na co właściwie by jej to przyszło? Rodzice mieli rację, a ona postanowiła ich posłuchać i spróbować żyć spokojnie, z przeświadczeniem, że wywiązała się ze swoich obowiązków. Zresztą zaraz skupiła się na czymś innym, bo najpierw aż rozdziawiła lekko mordkę, zdziwiona, a jednocześnie oczarowana propozycją kocicy, a później to już w ogóle szeroko otworzyła oczy, bo takich cudów to się nie spodziewała.
- To je się łapie, żeby, no wiesz, jeść? To takie... ryby z nogami? O rany, a są niebezpieczne? Jak bardzo cię zranił? A te szczypce to coś, co da się ominąć? - zapytała z miejsca, niemalże tracąc dech i zupełnie nie wiedząc, dlaczego to aż tak ją fascynowało. Miała jednak nadzieję, że teraz, skoro coś będzie o nim wiedziała, to może jakiegoś wypatrzy po prostu w rzece i będzie mogła go podziwiać, jednocześnie zastanawiając się pewnie, skąd wziął się pomysł na jej imię. - A one teraz też gdzieś są? Czy śpią?
She's gonna'come to herown conclusion Rightw h e n you t h i n k you know what to say
Someone comes along and shows you a brandnewway She said I wantsomething that I want Something that I tell myselfIneed SomethingthatIwant
And I need everythingI see
Mistrz: Kosowa Pieśń Płeć: kotka Matka: Kosowa Pieśń Ojciec: Głogowy Cień Partner: już nic nie wie...
Kotka posiada czarne futerko, naznaczone w niektórych miejscach białymi znaczeniami, znajdującymi się na pyszczku, piersi, przednich i tylnych łapach jak i częściowo również na brzuchu. Jak już o kolorze, to i o długości futerka! Odziedziczyła ją bowiem po swojej matce Kosiczce, co oznacza, że najdłuższej sierści nie ma. Jej budowa jest dość przeciętna, nie za chuda, nie za gruba i masywna. Po prostu przeciętna. Na razie ślepia młodej córki Głogowego Cienia są pół-wybarwione, a przez dawny niebieski, z jakim otworzyła swoje ślepia, przebija się już docelowy zielono-żółtawy kolorek. Dlaczego zielono-żółty? Oczy Głogówny są bowiem dość specyficzne. Ich kolor w większym znaczeniu zależy od padającego słońca, chociaż zazwyczaj zachowują one kolor świeżej, zielonkawej trawki.
Ten mały, niewinny kwiatuszek w końcu urósł, jednak jej charakter nie uległ drastycznej zmianie. Śliwka w dalszym ciągu jest tą cichą, nieśmiałą i naiwną kotką, jednak z wiekiem doszło parę cech, które tak mocno nie odznaczały się wcześniej. Bardzo szybko się stresuje i zawstydza. Tak właściwie, bardzo łatwo a się doprowadzić ją zarówno do paniki i chęci ucieczki jak i do płaczu. Wystarczy jedynie odpowiednio dobrać słowa, unieść głos czy wykonać względem niej, nieco gwałtowniejszy ruch; Owocówka już jest gotowa do ucieczki. Najczęściej takie zachowanie przejawia przy kotach obcych, a zdecydowanie najczęściej przy kocurach! Jej nikła pewność siebie objawia się przy bliskich czy młodszych kotach, które zna już dłużej i wie na czym stoi. Niestety przez wiele nieprzyjemnych sytuacji ma wiele blokad, które stara się stopniowo pokonywać, chociaż nie widzi zbyt wielu postępów. Pomimo nieśmiałości, jest bardzo opiekuńcza, troskliwa i okropnie szybko się przywiązuje. A co gorsza; odkąd ukończyła trening, przejawia pracoholizm. Czarno-biała mogłaby pracować do upadłego!
Jednak pod delikatną, uroczą czy niewinną skorupą kryje się również nieco inna wersja Owocówki; w sytuacjach które dotyczą bezpośrednio jej rodziny, staje się wygadana, odważna i ostra. Na całe szczęście, nie zdarza się to za często.
No cóż, dla Śliwko była to rzeczywistość, która tak naprawdę jej nie przeszkadzała tak bardzo jak mogła. Przyzwyczaiła się do posiadania rodzica-widmo. Głogowy Cień może dwa, trzy razy zjawił się w kociarni aby doglądać swoich pierwszych pociech, chociaż o istnieniu większej ich ilości czarno-biała nie wiedziała. Nic nie podejrzewała. Bo czemu niby? W każdym razie jednak zawsze mogła przeoczyć spotkanie z ojcem. Pamiętała tylko raptem może dwa, kiedy to wynikła między nimi jakaś rozmowa. Pierwsza taka sytuacja miała miejsce jak była kociakiem i Głogowy Cień zaproponował jej wspólny posiłek - rybę, a druga była wtedy kiedy przybiegł pomóc jej z krukiem podczas gdy ona starała się ratować Nurt. Tyle. Zdawać by się mogło, że żadne jego kocię nie miało do niego problemów o słabe i nikłe zainteresowanie. Ani Chaber, ani Świetlik czy Mrozik nie zabiegali nadmiernie o uwagę kocura. Pąk, która dostała się pod jego skrzydła z treningiem nadal go nie ukończyła, chociaż i niebieska nie zdawała się zbyt towarzyska, więc dopasowanie dwóch takich samych kotów było złym pomysłem. Kiedy to jednak Racza Sadzawka pochwaliła się tym, że jej tata w dalszym ciągu stawia na jej rozwój, kąciki ust czarno-białej Owocówki uniosły się w uroczym uśmiechu. Mimo chwilowej rozmowy z nowo-poznaną, odczuła delikatną radość na wieść, że chociaż u niej relacje z ojcem były bardzo dobre. Posiadanie mamy przywódczyni musiało wiązać się z wieloma wyrzeczeniami, więc tu kontakt mógł być ograniczony z jasnych przyczyn. xx— To b-bardzo miło z jego strony, a czego cię...jeszcze uczy? Wiesz, t-to coś ponad trening? — dopytała szczerze zainteresowana tym tematem. Chciałaby kiedyś porozmawiać z Kosowa Pieśnią o czymś więcej. Może chciałaby też usłyszeć rady co do niektórych spraw, jakich nie do końca rozumiała? Jednak kotka miała teraz ogrom problemów i Śliwka nie chciała burzyć jej szczęśliwego obrazka gdzie Śliwka była tą bezproblemową córką. Bo...po części tak było. Kotka nie sprawiała innym problemów, a problemy były sprawiane jej. Jednak cóż, skoro sobie z nimi radziła to poradzi sobie z nimi i powspiera matkę w tym trudnym okresie - nie ma innego wyjścia! Kiedy spadło na nią kolejne mnóstwo pytań, zaśmiała się pod nosem i poczekała, aż Raczek skończy aby móc odpowiedzieć jej na wszystko. xx— W-widziałam trochę raków na naszym stosie zwierzyny, ale ja...ja nigdy nie jadłam. — odparła z uroczym uśmiechem, nieco poruszając koniuszkiem ogona. — Czy to ryby z nogami? N-nie! Yyy, ryby wyglądają inaczej i pachną inaczej, no i mają łuski, nie małe pancerzyki. To...chyba jakiś inny gatunek, chociaż...Hm, może jakoś spokrewniony z r-rybami. Co do rany to nie bardzo! Bolało, ale... już dobrze. Rozciął mi tylko palec i...tyle. Szczypce da się ominąć, t-trzeba być po prostu uważnym. —a ty o tym zapomniałaś. Wzięła głęboki wdech, czując, jak jej język powoli zaczyna się plątać i minęła chwila ciszy, nim Śliwka odpowiedziała na ostatnie pytanie rudo-białej brzózki. xx— C-chyba śpią, wiesz? Jest chłodno i...no i ich nie widziałam, ale mogę poszukać.
................. ................... .............................tak tęsknię za twoimspojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twojączułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim głosem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .........................................l l l
Mistrz: Zawilec Płeć: kotka Matka: Mama Szmalina Ojciec: Tata Fiołeczek Partner: do zbrodni?
Raczek zdecydowanie wdała się w tatusia. Jej futerko jest rude, pokryte klasycznym pręgowaniem i zalane bielą, jakby cały czas kąpała się w mleczku. Na dokładkę kotka naciągnęła na siebie skarpetki, zdaje się tylko, że nie od pary, bo ich długości nie są wcale jednolite! Trudno powiedzieć, jak to się właściwie stało, ale może po prostu nie miała cierpliwości czekać, aż dostanie wszystko, co wręcz idealne. Oczy, na razie niebieskie, spoglądają całkiem bystro na otaczający je świat szukając już, teraz i natychmiast jakiejkolwiek rozrywki. Wąsiki Raczek są bardzo, ale to bardzo długie, przez co może przypominać jakiegoś suma albo chrabąszcza, który stara się nawiązać kontakty pozaziemskie. Ogon ma również długi, pewnie za długi w stosunku do reszty ciała. Chyba niejedna małpa byłaby o niego zazdrosna! Ukoronowaniem wszystkiego jest bez wątpienia malinowy nosek!
Raczek już w chwili, w której się urodziła, jasno i wyraźnie dała o sobie znać. Żadne tam ciche kwilenie i dopraszanie się o chociażby chwilę uwagi. Ryk, jaki wydarł się z jej gardła, z całą pewnością słyszał cały obóz i okolica, bowiem gardło koteczki pracowało z pełną mocą. Od chwili, kiedy zaczęła pełzać była żądna przygód, chęci sprawdzenia, co kryje się za kolejnym źdźbłem trawy i kępką mchu. Im dalej w las, tym z całą pewnością gorzej, bowiem w głowie Raczka na pewno bardzo szybko zaczęło kształtować się przeświadczenie, że zakazy są po to, żeby je łamać. A jeśli tylko ktoś powie jej, że czegoś robić nie należy, to córka Fiołka i Maliny zakrzyknie zapewne, ile fabryka dała: [i]Ja nie mogę? To przez nogę i znowu mogę![/i] A jak będzie ostatecznie? Czy coś z tych młodzieńczych wzlotów, jakie zapowiadało wiercenie się Raczka w brzuchu, pozostanie do późniejszych etapów jej życia - zobaczymy.
Tonące Słońce (S); Lodowy Pył (KC); Koziczy Skok, Sokoli Cień, Jasny Poranek, Srebrzysty Pazur, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
O tak, miała naprawdę dobre relacje z rodzicami, chociaż siłą rzeczy nie mogla być tak blisko z mamą, jakby chciała. Była również, nie tylko zewnętrznie, bardziej podobna do taty i chyba właśnie dlatego to jemu dotrzymywała kroku, podczas gdy jej brat spędzał więcej czasu z Maliną, ucząc się od niej, obserwując ją i przejmując od niej niewątpliwie część zachowań, ona pod tym względem zaś przypominała Fiołka i z niego brała przykład. Była wdzięczna, sama nie wiedziała komu nawet, za posiadanie takich rodziców i obiecywała sobie cieszyć się z nich tak długo, jak to będzie możliwe. Doskonale zdawała sobie sprawę z tego, że ani jedno, ani drugie, nie robiło się młodsze, ale hej! Korzystała z tego, co na razie miała i chociaż wiedziała, że będzie płakać, tęsknić i zaklinać rzeczywistość, gdy przyjdzie co do czego, to nie zamierzała zapadać się całkiem w sobie, ostatecznie bowiem jej rodzice będą zawsze blisko, na Srebrnej Skórce, a ona kiedyś też do nich pójdzie. Na razie jednak po prostu cieszyła się z tego, że oboje żyją i służą jej radą, kiedy tylko jej tego trzeba, nigdy nie odmówili jej pomocy, zawsze jej towarzyszyli i pomagali na tyle, na ile mogli.
- O, na przykład tego, że nie możesz zakładać z góry, że niechęć do nauki twojego terminatora jest twoją winą - powiedziała całkiem szczerze i skinęła łbem. Dzięki rozmowie z tatą pojęła w końcu, że do tanga trzeba dwojga, co nie? A prowadzenie monologu wcale nie jest takie dobre, skoro jednak tata wyszkolił wujka Zająca, a mama wujka Sokoła, to nie miała już wątpliwości, że pewnego dnia spotka kociaka, który będzie chciał się od niej uczyć i będzie z tego czerpał radość, przyjemność, ale przede wszystkim wiedzę, jaką będzie się z nim dzieliła, co nie?
- O rany, to wszystko brzmi fantastycznie. Trochę jak z zającami, bo one przypominają nieco takie wielkie myszy albo szczury, no ale nie do końca nimi są, co nie? Może tak samo jest z tymi rakami. Ciekawe, gdzie one śpią... na dnie? To by ci dopiero było! I ten, jak się tych szczypiec unika? - wyrzuciła z siebie znowu, jednocześnie spoglądając na rozmówczynię w oczekiwaniu i nie mogąc już po prostu wytrzymać w miejscu. Podniosła się i przeszła nieco krokiem zdecydowanie tanecznym, była radosna niczym skowronek i nie chciała się nawet na moment zatrzymywać. O, jakże piękny był jednak świat!
She's gonna'come to herown conclusion Rightw h e n you t h i n k you know what to say
Someone comes along and shows you a brandnewway She said I wantsomething that I want Something that I tell myselfIneed SomethingthatIwant
And I need everythingI see
Mistrz: Kosowa Pieśń Płeć: kotka Matka: Kosowa Pieśń Ojciec: Głogowy Cień Partner: już nic nie wie...
Kotka posiada czarne futerko, naznaczone w niektórych miejscach białymi znaczeniami, znajdującymi się na pyszczku, piersi, przednich i tylnych łapach jak i częściowo również na brzuchu. Jak już o kolorze, to i o długości futerka! Odziedziczyła ją bowiem po swojej matce Kosiczce, co oznacza, że najdłuższej sierści nie ma. Jej budowa jest dość przeciętna, nie za chuda, nie za gruba i masywna. Po prostu przeciętna. Na razie ślepia młodej córki Głogowego Cienia są pół-wybarwione, a przez dawny niebieski, z jakim otworzyła swoje ślepia, przebija się już docelowy zielono-żółtawy kolorek. Dlaczego zielono-żółty? Oczy Głogówny są bowiem dość specyficzne. Ich kolor w większym znaczeniu zależy od padającego słońca, chociaż zazwyczaj zachowują one kolor świeżej, zielonkawej trawki.
Ten mały, niewinny kwiatuszek w końcu urósł, jednak jej charakter nie uległ drastycznej zmianie. Śliwka w dalszym ciągu jest tą cichą, nieśmiałą i naiwną kotką, jednak z wiekiem doszło parę cech, które tak mocno nie odznaczały się wcześniej. Bardzo szybko się stresuje i zawstydza. Tak właściwie, bardzo łatwo a się doprowadzić ją zarówno do paniki i chęci ucieczki jak i do płaczu. Wystarczy jedynie odpowiednio dobrać słowa, unieść głos czy wykonać względem niej, nieco gwałtowniejszy ruch; Owocówka już jest gotowa do ucieczki. Najczęściej takie zachowanie przejawia przy kotach obcych, a zdecydowanie najczęściej przy kocurach! Jej nikła pewność siebie objawia się przy bliskich czy młodszych kotach, które zna już dłużej i wie na czym stoi. Niestety przez wiele nieprzyjemnych sytuacji ma wiele blokad, które stara się stopniowo pokonywać, chociaż nie widzi zbyt wielu postępów. Pomimo nieśmiałości, jest bardzo opiekuńcza, troskliwa i okropnie szybko się przywiązuje. A co gorsza; odkąd ukończyła trening, przejawia pracoholizm. Czarno-biała mogłaby pracować do upadłego!
Jednak pod delikatną, uroczą czy niewinną skorupą kryje się również nieco inna wersja Owocówki; w sytuacjach które dotyczą bezpośrednio jej rodziny, staje się wygadana, odważna i ostra. Na całe szczęście, nie zdarza się to za często.
Westchnęła cicho, a w jej oczach błysnęło współczucie kiedy padła odpowiedź na jej pytanie co do "dodatkowych" informacji przekazywanych przez ojca napotkanej kotki. Od Głogowego Cienia nie usłyszała nawet prostego i przyjaznego przywitania, a co dopiero takie rzeczy! Prędzej od Kos, bo...Z matką miała naprawdę dobre relacje i pomimo jej kiepskiego samopoczucia, Śliwka starała się za wszelką cenę jej pomagać, wspierać i nie dokładać problemów. Miała ich trochę, ale...Chyba tylko dla niej były faktycznie problemami. Większość kotów na pewno uporałaby się z nimi raz dwa! A ta niemota płacze nad takimi błahostkami. xx— To...mądre spostrzeżenie. — odparła. Sama by takim nie pogardziła, bo znając samą siebie doskonale, oczywiście, że z góry by założyła w podobnej sytuacji, że niechęć jej terminatora jest jak najbardziej jej winą. Słysząc jednak, że starszy od nich kot a ojciec Raczej Sadzawki wytłumaczył jej tę zawiłość - może wbije to sobie do łba i zapamięta na przyszłość? Jak na razie jej terminatory byli chętni do nauki i jak najbardziej przyjaźni. Nie musiała się więc zamartwiać, chociaż treningi z Pajęczą Łapą kosztowały ją ogromy energii psychicznej oraz stresu. Lubiła czarną kotkę, oraz czuła, że ta chyba darzy ją podobnym uczuciem, jednak w dalszym ciągu nie mogła pozbyć się tego typowego dla siebie stresu. Kiedy to w końcu minie...— W-wydajesz się miłą kotką, więc i mistrzynią p-pewnie jesteś super. Nie przejmuj się. — zamruczała pocieszająco, chociaż...sytuacjach chyba tego nie wymagała. Oj jak odetchnęła z ulgą kiedy temat się zmienił! Cicho przełknęła ślinę . Temat raków był o wiele lżejszy i zabawniejszy, a co ciekawsze! Śliwkowa Pestka odnajdowała się w nim jak w żadnym innym, co było zaskakujące. Fakt, że wdała się w tak długą i przyjazną rozmowę z kotem z innego klanu była zaskakująca! Chociaż od Raczej Sadzawki emanowała taka radość i szczęście, że nie dało rady inaczej niż właśnie tak, jak jest. xx— Na dnie, na dnie. — zamruczała, uśmiechając się delikatnie i unosząc nieznacznie brwi. — A przynajmniej tak mi się wydaje. Co do unikania s-szczypiec to hm...Najlepiej szybko ugryźć je w ciałko, albo włożyć patyka w s-szczypce. Tego drugiego sposobu jeszcze nie wykorzystałam, a-ale jak to zrobię to ci powiem.
................. ................... .............................tak tęsknię za twoimspojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twojączułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim głosem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .........................................l l l
Mistrz: Zawilec Płeć: kotka Matka: Mama Szmalina Ojciec: Tata Fiołeczek Partner: do zbrodni?
Raczek zdecydowanie wdała się w tatusia. Jej futerko jest rude, pokryte klasycznym pręgowaniem i zalane bielą, jakby cały czas kąpała się w mleczku. Na dokładkę kotka naciągnęła na siebie skarpetki, zdaje się tylko, że nie od pary, bo ich długości nie są wcale jednolite! Trudno powiedzieć, jak to się właściwie stało, ale może po prostu nie miała cierpliwości czekać, aż dostanie wszystko, co wręcz idealne. Oczy, na razie niebieskie, spoglądają całkiem bystro na otaczający je świat szukając już, teraz i natychmiast jakiejkolwiek rozrywki. Wąsiki Raczek są bardzo, ale to bardzo długie, przez co może przypominać jakiegoś suma albo chrabąszcza, który stara się nawiązać kontakty pozaziemskie. Ogon ma również długi, pewnie za długi w stosunku do reszty ciała. Chyba niejedna małpa byłaby o niego zazdrosna! Ukoronowaniem wszystkiego jest bez wątpienia malinowy nosek!
Raczek już w chwili, w której się urodziła, jasno i wyraźnie dała o sobie znać. Żadne tam ciche kwilenie i dopraszanie się o chociażby chwilę uwagi. Ryk, jaki wydarł się z jej gardła, z całą pewnością słyszał cały obóz i okolica, bowiem gardło koteczki pracowało z pełną mocą. Od chwili, kiedy zaczęła pełzać była żądna przygód, chęci sprawdzenia, co kryje się za kolejnym źdźbłem trawy i kępką mchu. Im dalej w las, tym z całą pewnością gorzej, bowiem w głowie Raczka na pewno bardzo szybko zaczęło kształtować się przeświadczenie, że zakazy są po to, żeby je łamać. A jeśli tylko ktoś powie jej, że czegoś robić nie należy, to córka Fiołka i Maliny zakrzyknie zapewne, ile fabryka dała: [i]Ja nie mogę? To przez nogę i znowu mogę![/i] A jak będzie ostatecznie? Czy coś z tych młodzieńczych wzlotów, jakie zapowiadało wiercenie się Raczka w brzuchu, pozostanie do późniejszych etapów jej życia - zobaczymy.
Tonące Słońce (S); Lodowy Pył (KC); Koziczy Skok, Sokoli Cień, Jasny Poranek, Srebrzysty Pazur, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Fiołek dbał o swoje dzieci, tego była pewna i zawsze, kiedy tego potrzebowały, dzielił się z nimi swoją wiedzą, więc na słowa kotki, Raczek po prostu się uśmiechnęła, a gdy usłyszała padającą z jej pyska pochwałę, niemalże pokraśniała. To znaczy, zrobiłaby to, gdyby koty miały taką możliwość, ale widać było wyraźnie, że po prostu zrobiło jej się całkiem miło, co nie powinno nikogo dziwić, w końcu komplementy były tym, co wprawiało w dobry nastrój, co nie?
- Dziękuję! - rzuciła na to radośnie, ale nie ciągnęła dalej tematu, bo nie bardzo było co tutaj dodawać, a Śliwka to chyba nie była aż tak tym zaciekawiona i traktowała to jako taką, o, ciekawostkę, więc Raczek skupiła się na reszcie wypowiedzi.
- Patyk? O ja cię kręcę, ale to ekscytujące! - powiedziała właściwie od razu Raczek, bo faktycznie brzmiało to niesamowicie i zaczęła się nawet zastanawiać, jak dokładnie można wsunąć ten patyk w szczypce raka, żeby go unieszkodliwić, bo to na pewno nie było coś, o tak się robiło. Nie spodziewała się, chyba że dowie się tak wielu nowych rzeczy, na dokładkę będzie wiedziała, gdzie dokładnie tych raków szukać, ale jeszcze bardziej cieszyło ją to, że będzie miała okazję spotkać się ze swoją nową znajomą, co prawda nie była do końca pewna, jak to załatwić, w końcu nie mogła każdego dnia czekać na nią na granicy ze śliwką w pysku, ale na pewno znajdzie się jakieś właściwe rozwiązanie, najwyżej poprosi patrol, żeby przekazał, że prosi o spotkanie, o, tak się chyba przecież robiło!
- Ale w ryby to się chyba patyków nie wsadza? W ogóle, polowanie na nie jest trudne? I nie wiem, nie zimno wam, jak siedzicie tak w tej wodzie? - wyrzuciła z siebie jeszcze, całkowicie pochłonięta tym nowym dla siebie tematem, od którego po prostu nie mogła się oderwać i chciała dowiedzieć się jak najwięcej, tym bardziej że źródło miała całkiem przyjemne i nie musiała się trudzić, by coś z niego wydobyć. Śliwka okazała się naprawdę fajna, co nie? Więc rozmowa z nią była prawdziwą przyjemnością.
She's gonna'come to herown conclusion Rightw h e n you t h i n k you know what to say
Someone comes along and shows you a brandnewway She said I wantsomething that I want Something that I tell myselfIneed SomethingthatIwant
And I need everythingI see
Mistrz: Kosowa Pieśń Płeć: kotka Matka: Kosowa Pieśń Ojciec: Głogowy Cień Partner: już nic nie wie...
Kotka posiada czarne futerko, naznaczone w niektórych miejscach białymi znaczeniami, znajdującymi się na pyszczku, piersi, przednich i tylnych łapach jak i częściowo również na brzuchu. Jak już o kolorze, to i o długości futerka! Odziedziczyła ją bowiem po swojej matce Kosiczce, co oznacza, że najdłuższej sierści nie ma. Jej budowa jest dość przeciętna, nie za chuda, nie za gruba i masywna. Po prostu przeciętna. Na razie ślepia młodej córki Głogowego Cienia są pół-wybarwione, a przez dawny niebieski, z jakim otworzyła swoje ślepia, przebija się już docelowy zielono-żółtawy kolorek. Dlaczego zielono-żółty? Oczy Głogówny są bowiem dość specyficzne. Ich kolor w większym znaczeniu zależy od padającego słońca, chociaż zazwyczaj zachowują one kolor świeżej, zielonkawej trawki.
Ten mały, niewinny kwiatuszek w końcu urósł, jednak jej charakter nie uległ drastycznej zmianie. Śliwka w dalszym ciągu jest tą cichą, nieśmiałą i naiwną kotką, jednak z wiekiem doszło parę cech, które tak mocno nie odznaczały się wcześniej. Bardzo szybko się stresuje i zawstydza. Tak właściwie, bardzo łatwo a się doprowadzić ją zarówno do paniki i chęci ucieczki jak i do płaczu. Wystarczy jedynie odpowiednio dobrać słowa, unieść głos czy wykonać względem niej, nieco gwałtowniejszy ruch; Owocówka już jest gotowa do ucieczki. Najczęściej takie zachowanie przejawia przy kotach obcych, a zdecydowanie najczęściej przy kocurach! Jej nikła pewność siebie objawia się przy bliskich czy młodszych kotach, które zna już dłużej i wie na czym stoi. Niestety przez wiele nieprzyjemnych sytuacji ma wiele blokad, które stara się stopniowo pokonywać, chociaż nie widzi zbyt wielu postępów. Pomimo nieśmiałości, jest bardzo opiekuńcza, troskliwa i okropnie szybko się przywiązuje. A co gorsza; odkąd ukończyła trening, przejawia pracoholizm. Czarno-biała mogłaby pracować do upadłego!
Jednak pod delikatną, uroczą czy niewinną skorupą kryje się również nieco inna wersja Owocówki; w sytuacjach które dotyczą bezpośrednio jej rodziny, staje się wygadana, odważna i ostra. Na całe szczęście, nie zdarza się to za często.
Na pyszczku monochromatycznej koteczki pojawił się szczery, pogodny uśmiech. Radość w głosie Raczek był tym, co chciała osiągnąć w swojej mizernej próbie podniesienia jej jakkolwiek na duchu. Jak widać, udało się za co też rudo-biała córka samej Malinowej Gwiazdy jej podziękowała, co było...Urocze? Na pewno i sama Śliwkowa Pestka poczuła się nieco lepiej z faktem, że jej słowa trafiły odpowiednio i sprawiły, że Raczek zrobiło się cieplej na sercu. Przynajmniej w prawieniu kotom komplementów, Głogówna była jakkolwiek dobra. Temat niepowodzeń starszej wojowniczki w prowadzeniu treningów odszedł jednak w niepamięć i obie kotki ponownie skupiły się na najważniejszym aspekcie ich spotkania; raku! A dokładnie szczegółom polowania na niego i innym ciekawostkom na jego temat. Kiedy powrócił temat patyka, który...Zielonooka wymyśliła właściwie na poczekaniu, dostrzegając w nim jakiś potencjał, pokiwała łebkiem z uśmiechem na krągłym pyszczku. xx— N-no! P-postaram się to przetestować. Powinno być t-troszkę raków jeszcze. Pora Nagich Drzew jest za-zaskakująco ciepła, więc może... — kotka już miała w planach szukać dzień i noc tego czerwonego stworzonka. Skoro obiecała Raczek, że na następne spotkanie jej jednego przyniesie, to tak też miało być. Chociażby miała przeszukać każdy dostępny na Rzecznych terenach, skrawek zbiornika wodnego. Sama nie do końca myślała nad terminem następnego spotkania, jednak...Co za problem, aby jakkolwiek się umówić? Zawsze tez mogła poprosić patrol o grzeczne wspomnienie o tym, że chciałaby spotkać się z Raczą Sadzawką. Znajomości międzyklanowe nie były zabronione, więc tak długo, aż obie nie złamią jakiejś zasady kodeksu - nie było co się stresować! Tym bardziej, że Raczek była kotką z krwi i kości, więc i Sokół nie będzie na Owocówkę zły za rozmowę z innym kotem niż on. Same plusy! xx— No co ty! — zachichotała rozbawiona pomysłem, aby w ryby wtykać patyki. Pewnie ktoś kiedyś próbował, ale skoro nie zostało to opatentowane i przekazywane z pokolenia na pokolenie w Rzecznym obozie to...Nie mógł być to najlepszy koci pomysł na pozyskiwanie rybnej zwierzyny. — Do-do polowania na ryby trzeba cierpliwości i skupienia. W-wiesz, jak się źle ułożysz, to po rybce! C-co do zimna to...Hm, zależy kiedy polujesz. T-teraz na pewno byłoby mi chłodno tak z łapą w wodzie. Bo wiesz, na ryby poluje się z brzegu, ni-nie wchodząc w całości do wody. — wyjaśniła pogodnie cala zagwozdkę co do łowienia ryb, po czym poruszyła delikatnie uszami a w jej ślepiach błysnęła iskierka szczerego zainteresowania. xx— A-a wy podczas polowania na króliki, n-nie boicie się no nie wiem...wywalić? To musi być trudne tak biec, biec i...biec.
................. ................... .............................tak tęsknię za twoimspojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twojączułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim głosem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .........................................l l l
Mistrz: Zawilec Płeć: kotka Matka: Mama Szmalina Ojciec: Tata Fiołeczek Partner: do zbrodni?
Raczek zdecydowanie wdała się w tatusia. Jej futerko jest rude, pokryte klasycznym pręgowaniem i zalane bielą, jakby cały czas kąpała się w mleczku. Na dokładkę kotka naciągnęła na siebie skarpetki, zdaje się tylko, że nie od pary, bo ich długości nie są wcale jednolite! Trudno powiedzieć, jak to się właściwie stało, ale może po prostu nie miała cierpliwości czekać, aż dostanie wszystko, co wręcz idealne. Oczy, na razie niebieskie, spoglądają całkiem bystro na otaczający je świat szukając już, teraz i natychmiast jakiejkolwiek rozrywki. Wąsiki Raczek są bardzo, ale to bardzo długie, przez co może przypominać jakiegoś suma albo chrabąszcza, który stara się nawiązać kontakty pozaziemskie. Ogon ma również długi, pewnie za długi w stosunku do reszty ciała. Chyba niejedna małpa byłaby o niego zazdrosna! Ukoronowaniem wszystkiego jest bez wątpienia malinowy nosek!
Raczek już w chwili, w której się urodziła, jasno i wyraźnie dała o sobie znać. Żadne tam ciche kwilenie i dopraszanie się o chociażby chwilę uwagi. Ryk, jaki wydarł się z jej gardła, z całą pewnością słyszał cały obóz i okolica, bowiem gardło koteczki pracowało z pełną mocą. Od chwili, kiedy zaczęła pełzać była żądna przygód, chęci sprawdzenia, co kryje się za kolejnym źdźbłem trawy i kępką mchu. Im dalej w las, tym z całą pewnością gorzej, bowiem w głowie Raczka na pewno bardzo szybko zaczęło kształtować się przeświadczenie, że zakazy są po to, żeby je łamać. A jeśli tylko ktoś powie jej, że czegoś robić nie należy, to córka Fiołka i Maliny zakrzyknie zapewne, ile fabryka dała: [i]Ja nie mogę? To przez nogę i znowu mogę![/i] A jak będzie ostatecznie? Czy coś z tych młodzieńczych wzlotów, jakie zapowiadało wiercenie się Raczka w brzuchu, pozostanie do późniejszych etapów jej życia - zobaczymy.
Tonące Słońce (S); Lodowy Pył (KC); Koziczy Skok, Sokoli Cień, Jasny Poranek, Srebrzysty Pazur, Krzykliwa Mewa (GK) i inni
Raczek, poza chwilowym załamaniem wiary w samą siebie i poczuciem, że nie do końca nadaje się na wojownika, jeśli tak można było na to patrzeć, mimo wszystko szła dzielnie naprzód i jakoś sobie radziła, niemniej jednak w tym czasie bardzo cieszyła się, gdy ktoś jednak dostrzegał pozytywne strony jej osoby, co nie? Zresztą, kto czułby się źle z czymś takim? Było jej miło, mogła się uśmiechać, mogła skupić się na innych rzeczach i nie czuła już tak wielkiej niepewności, czy jakiegokolwiek skrępowania - o ile oczywiście wojowniczka w ogóle wiedziała, czym to jest i z czym to się właściwie spożywa, bo co do tego można było mieć, niewątpliwie, poważne wątpliwości. Tak czy inaczej, wróciły do tematu raka, a to już było coś, na czym mogła się na pewno skupić na nieco dłużej, a nie biegać roztrzęsiona z miejsca w miejsce, czy coś podobnego.
- Oo, to byłoby niesamowite! Ja niestety nie będę mogła przynieść ci śliwki, teraz na pewno ich nie ma, wiesz? Te drzewa, na których są owoce, całe kwitną gdzieś w czasie Pory Młodych Liści, a później zaczynają na nich rosnąć owoce, aż w końcu spadają na ziemię, często z takim zabawnym plaśnięciem - zakomunikowała w formie wyjaśnienia ze swojej strony, a jednocześnie, z pewnością, chęci przeproszenia jej za to, że nie będzie na razie w stanie się odwdzięczyć, co pod pewnymi względami na pewno jej doskwierało.
- Z brzegu? I nie wchodzi się całemu do wody? O ja cię! To co? Skacze się na nie jakoś? Ale nie, bo mówisz coś o łapie - rzuciła i aż siadła z rozdziawioną mordką, bo musiała przyznać, że sprawa ta niesamowicie ją zaciekawiła i nie było mowy o tym, żeby tak teraz sobie odpuściła, zaraz jednak to ona zachichotała. - Zające i króliki są szybkie, ale my musimy być jeszcze szybszy, nie możesz się wahać, jeśli tylko rusza do biegu, ty też musisz, musisz lecieć! Oderwać się od ziemi i pędzić za nim, ile masz sił w łapach - powiedziała na to, po czym podniosła się i poruszyła łapami, jakby gotowała się do biegu. Była wysoką brzózką, co nie? Dla niej pościg nie był jakiś szczególnie trudny, a co!
She's gonna'come to herown conclusion Rightw h e n you t h i n k you know what to say
Someone comes along and shows you a brandnewway She said I wantsomething that I want Something that I tell myselfIneed SomethingthatIwant
And I need everythingI see
Mistrz: Kosowa Pieśń Płeć: kotka Matka: Kosowa Pieśń Ojciec: Głogowy Cień Partner: już nic nie wie...
Kotka posiada czarne futerko, naznaczone w niektórych miejscach białymi znaczeniami, znajdującymi się na pyszczku, piersi, przednich i tylnych łapach jak i częściowo również na brzuchu. Jak już o kolorze, to i o długości futerka! Odziedziczyła ją bowiem po swojej matce Kosiczce, co oznacza, że najdłuższej sierści nie ma. Jej budowa jest dość przeciętna, nie za chuda, nie za gruba i masywna. Po prostu przeciętna. Na razie ślepia młodej córki Głogowego Cienia są pół-wybarwione, a przez dawny niebieski, z jakim otworzyła swoje ślepia, przebija się już docelowy zielono-żółtawy kolorek. Dlaczego zielono-żółty? Oczy Głogówny są bowiem dość specyficzne. Ich kolor w większym znaczeniu zależy od padającego słońca, chociaż zazwyczaj zachowują one kolor świeżej, zielonkawej trawki.
Ten mały, niewinny kwiatuszek w końcu urósł, jednak jej charakter nie uległ drastycznej zmianie. Śliwka w dalszym ciągu jest tą cichą, nieśmiałą i naiwną kotką, jednak z wiekiem doszło parę cech, które tak mocno nie odznaczały się wcześniej. Bardzo szybko się stresuje i zawstydza. Tak właściwie, bardzo łatwo a się doprowadzić ją zarówno do paniki i chęci ucieczki jak i do płaczu. Wystarczy jedynie odpowiednio dobrać słowa, unieść głos czy wykonać względem niej, nieco gwałtowniejszy ruch; Owocówka już jest gotowa do ucieczki. Najczęściej takie zachowanie przejawia przy kotach obcych, a zdecydowanie najczęściej przy kocurach! Jej nikła pewność siebie objawia się przy bliskich czy młodszych kotach, które zna już dłużej i wie na czym stoi. Niestety przez wiele nieprzyjemnych sytuacji ma wiele blokad, które stara się stopniowo pokonywać, chociaż nie widzi zbyt wielu postępów. Pomimo nieśmiałości, jest bardzo opiekuńcza, troskliwa i okropnie szybko się przywiązuje. A co gorsza; odkąd ukończyła trening, przejawia pracoholizm. Czarno-biała mogłaby pracować do upadłego!
Jednak pod delikatną, uroczą czy niewinną skorupą kryje się również nieco inna wersja Owocówki; w sytuacjach które dotyczą bezpośrednio jej rodziny, staje się wygadana, odważna i ostra. Na całe szczęście, nie zdarza się to za często.
xx— Zabawnym plaśnięciem? — powtórzyła rozbawiona tym sformułowaniem. Wyobraziła sobie własnie taką śliwkę, która odrywa się od gałązki i z cichutkim "plask" rozbija się na trawie. Nawet jak nigdy tego nie widziała, już żałowała. Musiał być tak naprawdę śmieszny i komiczny widok z równie zabawną oprawą dźwiękową. Szkoda, że na terenie Klanu Rzeki nie ma takich drzew, które mają śliwki, aj! Jednak nie ma co się zniechęcać, jak szczęście dopisze to...Kiedyś Racza Sadzawka przyniesie jej na granicę taką śliwkę a Owocówka; w zamian za owocek, podaruje jej raka. — Nie przejmuj się! P-przyniesiesz mi śliwkę kiedy będziesz mogła, t-tak samo ja tobie raka. Żaden problem.— odparła po chwili chcąc odpowiedzieć już na cała wypowiedź rudej wojowniczki, a nie tylko cicho chichotać na wyobrażenie dźwięku jaki wydaje rozpryskująca się śliwka. Trochę powagi! Czarno-biała więc przyjęła niepotrzebne przeprosiny ze strony wojowniczki. Nie obraziłaby się jakoś szczególnie gdyby ta nie przyniosła jej śliwki nawet bez uprzedzenia. Córka Kosowej Pieśni taka nie była, chociaż cóż - poznały się dopiero teraz przez przypadek, więc rozumiała ostrożność w tym temacie. Sama ledwo powstrzymała się przed przeprosinami w kierunku Raczek. W końcu mogła tego raka nie złapać i...i co? Teraz jednak poczuła, że nawet gdyby tak się podziało i ruda pręguska nie byłaby na nią szczególnie rozgniewana. Kiedy więc przeszły do sprawy polowania na ryby, uroczy chichot ze strony czarno-białej Pestki ponownie przeciął powietrze pomiędzy nimi. Ojej! Nie sądziła, że koty nie będące rzeczniakami widza polowanie w taki sposób! xx— Nie, nie! Tak t-tylko by się ryby spłoszyło, wiesz? W-wsuwasz jedną łapę i czekasz aż ryba zacznie ją skubać i...Z całej siły wyrzucasz ją na brzeg i na nim dobijasz. To naprawdę proste, będę...mogła cię tego kiedyś nauczyć, w-wiesz? — rzuciła lekko. Akurat polowanie na ryby nie było czymś, co powinna trzymać w tajemnicy. Proponowała tę umiejętność już jednemu Wichrowemu kotu - Mrucząca Łapa się nazywał. Dawno go nie widziała i...W sumie martwiła nieznacznie. Co jeżeli trafił na kolejnego borsuka i tym razem zrobił mu większą krzywdę? Następny temat również był ciekawy, bo dotyczył pościgu za zającami czy też królikami. Z ogromnym, wręcz identycznym zainteresowaniem młodsza Śliwka pożerała Raczek spojrzeniem z lekko uchylającą się mordką. Oderwać od ziemi...Brzmiało to tak...Nieosiągalnie! Kiedy to ruda biegaczka podniosła się, drepcząc w miejscu jakby gotowa do startu, czarno-biała zaśmiała się i również się podniosła a jej ogon zafalował wesoło. Już miała coś powiedzieć, kiedy nagle usłyszała wołanie...Kolczastej Mordki? Zamrugała zaskoczona i odwróciła się, dostrzegając kotkę, która wpatrywała się w nią wzrokiem mówiącym jasno. że była zaskoczona, ale i żądała wyjaśnień. Zielono-żółte oczy kotki wróciły przepraszająco na nową znajomą i pochyliła nieznacznie łepek. xx— Wybacz, muszę już iść. A-ale...spotkamy się tutaj niedługo? Postaram się p-przynieść raka! — obiecała i kiedy już się pożegnała z Raczą Sadzawką, odwróciła się i pobiegła w kierunku wojowniczki. Oderwać się od ziemi. Chciałaby umieć tak szybko biegać! Zniknęła z pola widzenia Wichrowej wojowniczki wracając wgłąb Rzecznych terenów.
[zt aaa, niedługo pacnę cię jeszcze raz na sesje, obiecuje!]
................. ................... .............................tak tęsknię za twoimspojrzeniem, tym wymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim dotykiem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było
.............................tak tęsknię za twojączułością, tą wymyśloną, a której nigdy, nigdy nie było .............................tak tęsknię za twoim głosem, tymwymyślonym, którego nigdy, nigdy nie było .........................................l l l
Korzonek śmiało może uchodzić za syna Wilczego Pomruku. Jego futro jest czarne dymne, tyle że długie, co znacząco odróżnia go od rodziców; zarówno tych prawdziwych, jak i fałszywych. Ironicznie oczy odziedziczył po Bursztynowym Wschodzie: są intensywnie płomienno-bursztynowe, odznaczające się na tle ciemnego futra.
Korzonek dba o swój wygląd. Jest elegancki, dostojny, olśniewa urodą. Porusza się również z dostojeństwem i gracją. Kocur ma długie łapy. Wysoki jak jego prawdziwy ojciec (mówiąc szczegółowo jest idealnie tego samego wzrostu, co Bursztynowy Wschód) i szczupły.
Kocur jest bardzo stonowany i spokojny. Stroni od idiotycznych zabaw i zbędnych rozmów, ot, woli się nie przemęczać, używając innych do swoich celów. Typ obserwatora i stratega. Zawsze dokładnie ocenia sytuację i uwikłanych w jego brudne plany delikwentów, by dobrać odpowiednie środki, dzięki którym sam pozostanie nie tylko czysty i niewinny, ale także na nieszczęściu wybije się na szczyt, będąc w oczach starszych tym najlepszym. Kocur jest typem samotnika. Woli spędzać czas samotnie, na uboczu, lecz zawsze swoją uwagę kieruje na innych, obserwując ich każde potknięcie i błąd, by w przyszłości móc tę analizę wykorzystać dla własnego interesu, jaki by nie był. Jest wcieleniem ideału; Los nie poskąpił mu niczego. Jego ruchy są pełne gracji i dostojności, a niezwykła uroda, delikatna, niewieścia i ponętna stoi w zdecydowanej sprzeczności z czarnym wnętrzem - można śmiało nazwać o bestią, czy nawet samym diabłem w pięknej, lśniącej skorupie, na której nie sposób dostrzec skazy. Mówi innym to, co chcą usłyszeć, by przypadkiem sobie nie zaszkodzić. Z szacunkiem odnosi się do starszych i wyższych rangą, ale tylko po to, by zyskać w ich oczach, by zmanipulować i później móc używać do własnych celów - lepiej mieć więcej sojuszników, niż wrogów. Korzonek należy do tych mściwych i pamiętliwych. Jest w stanie poświęcić całą swą energię i czas by komuś zaszkodzić, choć nigdy nie zrobi tego w jawny sposób. Zdecydowanie woli wykorzystywać moc plotek i pomówień niż pazurów i kłów.
Barwna Ścieżka (wicher)
Popielata Łapa wybrał się na kolejny patrol. Jego trening szedł do przodu w zadowalającym tempie, lecz kocur nie widział nic w złego w uczeniu się niektórych rzeczy na własną rękę. Podczepianie się do patroli było dobrą okazją do zapoznania się z granicami. Tym razem miał jednak pecha bądź gwiezdny klan lubił z niego podkpiwać, ponieważ ponownie trafił na granicę z klanem rzeki. Tego tylko brakowało, żeby ponownie trafił na tą samą kocicę, co ostatnio. Ha, to byłoby już zabawne!
Popielata Łapa odprowadził wzrokiem Czerwonego Pazura i Pomarańczową Skórkę, którzy rozmawiali w najlepsze, a sam został nieco z tyłu chłonąc nowe widoki i zapoznając się jeszcze lepiej z wilgotnym, rybnym zapachem napływającym zza drugiej strony niewidzialnego płotu.
Wysoka; szczupła; dobrze wyćwiczona i umięśniona; pełna wdzięku; długowłosa; czarny-srebrny ticked z bielą; oczy soczyście zielono-żółte; nos różowy; wąskie blizny nad lewym okiem - ślady po pazurach; mniejsza blizna ciągnąca się przez nos aż do wargi.
Jest typowym przypadkiem kota, który posiada problemy z nawiązywaniem bliższych relacji, choć od jakiegoś czasu sytuacja zaczęła się normować, a ona z własnych doświadczeń oraz obserwacji zaczęła wyciągać wystarczającą ilość wniosków, by nauczyć się nie tylko okazywać szczere uczucia, ale także je przyjmować, nawet jeśli wciąż robi to z lekka nieporadnie.
Zbliżenie się do niej nigdy nie należało do najłatwiejszych i nawet jeśli się zdawało, że poczuwa do kogoś sympatię, w rzeczywistości, i najczęściej, było to jedynie sztuczne wrażenie, będące wielką kolorową bańką w której zamyka swoją biedną, nazwijmy to ofiarę. Wartość danej znajomości jest w oczach Białej Burzy mierzona przede wszystkim korzyściami, jakie z niej płyną, choć niekiedy pozwala sobie zapomnieć o tym podejściu, by w ramach relaksu poluźnić smycz i pozwolić sobie na odrobinę beztroskiej przyjemności. Już za młodu zdecydowała się zaprzedać duszę rzecznej władzy, jakakolwiek by nie była i jakiekolwiek przetasowania by w niej nie występowały, a także samemu i całemu Klanowi Rzeki. (reszta, tj. drugie tyle, w kp)
Ośnieżony Szlak [GK]
⠀⠀⠀Popielata Łapa mógł już wbić swój czarny łeb głęboko w glebę, jako że wedle wszystkich znaków na niebie i ziemi zapowiadało się na to, iże owszem, na granicy z Klanem Rzeki spotka zaś tę samą kotkę, co ostatnio, która wcale nie odbywała patrolu i wcale nie zamierzała się tu znajdować. Zimno po prostu polowała, robiąc to powoli i ostrożnie, co by nie spłoszyć grasującego w trawie gryzonia, który miał istne ADHD i nie mógł usiedzieć w miejscu, zamiast czego ciągle parł do przodu jak głupi. Udało jej się go ostatecznie dobić i zakopać, a wtedy poczuła zapach Klanu Wichru i specyficzną nutę pośród niego, jasno wskazującą na to, iże już zaraz dostrzeże kogoś znajomego i... bingo.
⠀⠀⠀Już po chwili znalazła się nieopodal kocura, wkraczając na szerokie pasmo graniczne, które należało, tak na dobrą sprawę, do obydwu klanów i do żadnego jednocześnie, jakkolwiek by to nie brzmiało. Miejsce to było jasnym znakiem, iże dalsze zapuszczanie się w obce tereny nie było mile widziane.
⠀ - Bu - szepnęła tuż obok, gdy wychyliła się z traw, a na jej pysku mógł dostrzec rozpościerający się uśmieszek pełen dziewczęcego rozbawienia. W zaistniałej sytuacji aż prosiło się o rzucenie durnego pytania, stawiając na kokieterię, aczkolwiek Zimno nie zaliczała się do tego typu kotek, niestety, toteż pewne zabawnie rokujące gesty omijały ją szerokim łukiem.
Korzonek śmiało może uchodzić za syna Wilczego Pomruku. Jego futro jest czarne dymne, tyle że długie, co znacząco odróżnia go od rodziców; zarówno tych prawdziwych, jak i fałszywych. Ironicznie oczy odziedziczył po Bursztynowym Wschodzie: są intensywnie płomienno-bursztynowe, odznaczające się na tle ciemnego futra.
Korzonek dba o swój wygląd. Jest elegancki, dostojny, olśniewa urodą. Porusza się również z dostojeństwem i gracją. Kocur ma długie łapy. Wysoki jak jego prawdziwy ojciec (mówiąc szczegółowo jest idealnie tego samego wzrostu, co Bursztynowy Wschód) i szczupły.
Kocur jest bardzo stonowany i spokojny. Stroni od idiotycznych zabaw i zbędnych rozmów, ot, woli się nie przemęczać, używając innych do swoich celów. Typ obserwatora i stratega. Zawsze dokładnie ocenia sytuację i uwikłanych w jego brudne plany delikwentów, by dobrać odpowiednie środki, dzięki którym sam pozostanie nie tylko czysty i niewinny, ale także na nieszczęściu wybije się na szczyt, będąc w oczach starszych tym najlepszym. Kocur jest typem samotnika. Woli spędzać czas samotnie, na uboczu, lecz zawsze swoją uwagę kieruje na innych, obserwując ich każde potknięcie i błąd, by w przyszłości móc tę analizę wykorzystać dla własnego interesu, jaki by nie był. Jest wcieleniem ideału; Los nie poskąpił mu niczego. Jego ruchy są pełne gracji i dostojności, a niezwykła uroda, delikatna, niewieścia i ponętna stoi w zdecydowanej sprzeczności z czarnym wnętrzem - można śmiało nazwać o bestią, czy nawet samym diabłem w pięknej, lśniącej skorupie, na której nie sposób dostrzec skazy. Mówi innym to, co chcą usłyszeć, by przypadkiem sobie nie zaszkodzić. Z szacunkiem odnosi się do starszych i wyższych rangą, ale tylko po to, by zyskać w ich oczach, by zmanipulować i później móc używać do własnych celów - lepiej mieć więcej sojuszników, niż wrogów. Korzonek należy do tych mściwych i pamiętliwych. Jest w stanie poświęcić całą swą energię i czas by komuś zaszkodzić, choć nigdy nie zrobi tego w jawny sposób. Zdecydowanie woli wykorzystywać moc plotek i pomówień niż pazurów i kłów.
Barwna Ścieżka (wicher)
To prawda, mógł. Gwiezdny klan miał niewybredne poczucie humoru lub przypadkowość w ich życiu jest na wyjątkowo dziwnym poziomie. Obserwował rzeczne tereny przymykając płomienne ślepia w ochronie przed wiatrem, gdy ten przyniósł ze sobą znajomą, a zarazem obcą woń. Zdecydowanie nie należała do jego klanu, ani do Bursztynowego Wschodu, którego spotkał kiedyś w towarzystwie własnej matki. Oprócz niego spotkał tylko jednego kota z klanu rzeki, a więc...
- Biała Łapo, znowu ssię ssspotykamy - wymruczał rozbawiony, gdy kocica wyślizgnęła się spomiędzy traw lekko i cicho niczym zjawa. - Znów patrol? - zagaił. Jeżeli tak, to byłby aż zbyt wielki i zbyt oklepany zbieg okoliczności. Popielata Łapa nie wiedział czy to pech, czy szczęście. Klan rzeki był ponoć wielki, nie mniejszy od klanu wichru, a mimo to drugi raz pod rząd trafił na tego samego kota. Niby dobrze, niby źle. Wolałby poznac kogoś jeszcze, by poszerzyć swój krąg znajomości, lecz jeśli chodzi o drugą stronę medalu, to wolał spotkać po raz wtóry Białą, z którą przynajmniej dobrze się rozmawiało, niż kogoś zwyczajnego nudnego i pozbawionego daru prowadzenia ciekawej konwersacji.
Wysoka; szczupła; dobrze wyćwiczona i umięśniona; pełna wdzięku; długowłosa; czarny-srebrny ticked z bielą; oczy soczyście zielono-żółte; nos różowy; wąskie blizny nad lewym okiem - ślady po pazurach; mniejsza blizna ciągnąca się przez nos aż do wargi.
Jest typowym przypadkiem kota, który posiada problemy z nawiązywaniem bliższych relacji, choć od jakiegoś czasu sytuacja zaczęła się normować, a ona z własnych doświadczeń oraz obserwacji zaczęła wyciągać wystarczającą ilość wniosków, by nauczyć się nie tylko okazywać szczere uczucia, ale także je przyjmować, nawet jeśli wciąż robi to z lekka nieporadnie.
Zbliżenie się do niej nigdy nie należało do najłatwiejszych i nawet jeśli się zdawało, że poczuwa do kogoś sympatię, w rzeczywistości, i najczęściej, było to jedynie sztuczne wrażenie, będące wielką kolorową bańką w której zamyka swoją biedną, nazwijmy to ofiarę. Wartość danej znajomości jest w oczach Białej Burzy mierzona przede wszystkim korzyściami, jakie z niej płyną, choć niekiedy pozwala sobie zapomnieć o tym podejściu, by w ramach relaksu poluźnić smycz i pozwolić sobie na odrobinę beztroskiej przyjemności. Już za młodu zdecydowała się zaprzedać duszę rzecznej władzy, jakakolwiek by nie była i jakiekolwiek przetasowania by w niej nie występowały, a także samemu i całemu Klanowi Rzeki. (reszta, tj. drugie tyle, w kp)
Ośnieżony Szlak [GK]
⠀⠀⠀Kiwnęła łebkiem potakująco, uśmiechając się przy tym w słodko-uroczy sposób, czego nie robiła szczególnie często. Na brzmienie jej starego imienia poruszyła wąsikami, aczkolwiek nie miała zamiaru poprawiać Popielatej Łapy, jako że jeszcze nie widziała ku temu żadnego powodu. Czy ranga cokolwiek zmieniała? W zaistniałej sytuacji nie do końca, toteż nie wychylała się nie potrzebnie i nie chwaliła tym, co nie było istotne.
⠀ - No, można tak powiedzieć - odpowiedziała. Polowanie, patrol. Patrol, polowanie. Praktycznie jedno i to samo. - Co u Ciebie słychać? - zarzuciła jakiś lekki i przyjemny temat na ruszt, przysiadając w miejscu, w którym właśnie stała. Nie czuła jakiejś szczególnej potrzeby do spoufalania się z Korzonkiem, aczkolwiek każda rozmowa z kimś spoza Klanu Rzeki mogła przynieść nowe i interesujące wieści, a co za tym idzie również i przemyślenia. Terminator natomiast nie był głupi i w oczach Zimna stanowił kota o całkiem pokaźnym ilorazie inteligencji, co tylko i wyłącznie stawiało go wyżej w hierarchii i pomagało w utrzymaniu na sobie jej uwagi.
Korzonek śmiało może uchodzić za syna Wilczego Pomruku. Jego futro jest czarne dymne, tyle że długie, co znacząco odróżnia go od rodziców; zarówno tych prawdziwych, jak i fałszywych. Ironicznie oczy odziedziczył po Bursztynowym Wschodzie: są intensywnie płomienno-bursztynowe, odznaczające się na tle ciemnego futra.
Korzonek dba o swój wygląd. Jest elegancki, dostojny, olśniewa urodą. Porusza się również z dostojeństwem i gracją. Kocur ma długie łapy. Wysoki jak jego prawdziwy ojciec (mówiąc szczegółowo jest idealnie tego samego wzrostu, co Bursztynowy Wschód) i szczupły.
Kocur jest bardzo stonowany i spokojny. Stroni od idiotycznych zabaw i zbędnych rozmów, ot, woli się nie przemęczać, używając innych do swoich celów. Typ obserwatora i stratega. Zawsze dokładnie ocenia sytuację i uwikłanych w jego brudne plany delikwentów, by dobrać odpowiednie środki, dzięki którym sam pozostanie nie tylko czysty i niewinny, ale także na nieszczęściu wybije się na szczyt, będąc w oczach starszych tym najlepszym. Kocur jest typem samotnika. Woli spędzać czas samotnie, na uboczu, lecz zawsze swoją uwagę kieruje na innych, obserwując ich każde potknięcie i błąd, by w przyszłości móc tę analizę wykorzystać dla własnego interesu, jaki by nie był. Jest wcieleniem ideału; Los nie poskąpił mu niczego. Jego ruchy są pełne gracji i dostojności, a niezwykła uroda, delikatna, niewieścia i ponętna stoi w zdecydowanej sprzeczności z czarnym wnętrzem - można śmiało nazwać o bestią, czy nawet samym diabłem w pięknej, lśniącej skorupie, na której nie sposób dostrzec skazy. Mówi innym to, co chcą usłyszeć, by przypadkiem sobie nie zaszkodzić. Z szacunkiem odnosi się do starszych i wyższych rangą, ale tylko po to, by zyskać w ich oczach, by zmanipulować i później móc używać do własnych celów - lepiej mieć więcej sojuszników, niż wrogów. Korzonek należy do tych mściwych i pamiętliwych. Jest w stanie poświęcić całą swą energię i czas by komuś zaszkodzić, choć nigdy nie zrobi tego w jawny sposób. Zdecydowanie woli wykorzystywać moc plotek i pomówień niż pazurów i kłów.
Barwna Ścieżka (wicher)
- W klanie wichru mieliśśmy niedawno parę wydarzeń, jak choćby zmianę przywódcy oraz zassstępcy, jednakże... Żadna z tych sspraw nie dotyczy bezpośśrednio mnie - uśmiechnął się cierpko. - Obyło sssię bez sspecjalnych wydadzeń. Treningi, nauka, życie towarzyssskie ssą codziennośścią każdego z nasss - czyż nie? Zaśnieżona Ścieżka umilkła, jedynie Przebinieg dał pokaz godny rodziny, z której pochodził, lecz tamto wydarzenie uważał za sprawę klanu wichru, którą nie zamierzał się dzielić.
- A czy ty możesz pochwalić sssię jakąśś pikantną hisstorią? - zagadnął odbijając piłeczkę.