Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Nieznany jej medykament, który bez większych problemów wykopała i teraz spokojnie niosła w pyszczku okazał się pierwszym i na ten czas ostatnim w miarę znajomym i wyróżniającym się zielem w zasięgu wzroku koteczki. Nie wyczuła ani nie zauważyła nic równie interesującego co roślina jaką teraz niosła.
Podobnie również sprawy się miały u Skrzącego Słowa, tylko w kwestii zwierzyny. W dalszym ciągu nic nie dane było mu wyczuć czy usłyszeć. Kroczył przez wschodnią część Ptasich Krzewów jak na razie bez większych osiągnięć w kwestii polowania. Chyba, że bycie uderzonym kamyczkiem przez srokę się do tego zalicza...
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
Czy przejmował się tym, że zwierzyny jak na razie nie było? Niespecjalnie. Można by rzec, że do tego niejako przywyknął. Niezrażony więc w dalszym ciągu szedł na ugiętych łapach pod wiatr, szukając zwierzyny, licząc na to, że coś mu w końcu wpadnie w łapki.
Księżyce: 118 Mistrz: Księżycowy Pył Płeć: kotka Matka: brak Ojciec: Bukowa Kora
Drobna, koścista, żylasta, z mięśniami jak u wróbla. Ma trójkątną głowę z bardzo mocno uwydatnionymi kośćmi policzkowymi, które niemal przebijają przez gładkie, krótkie futerko. Zajmujące sporą część pyszczka oczy w barwie bladej, niepokojącej żółci są lekko skośne, obrysowane jasnymi obwódkami. Obraz uzupełniają czarne wargi oraz charakterystyczna czarna plamka na języku. Czarne ma również poduszki łap. Uszy kotki rozchodzą się natomiast szeroko na boki, duże oraz szpiczaste jak u nietoperza. Futro Goryczy z wierzchu jest koloru ciemnej rdzy, zaś subtelnie pod brodą i na brzuchu nieco się rozjaśnia. Od nasady głowy aż po kraniec cienkiego ogona ciągnie się z kolei czarny, ostrzegawczy pas. Lekko zadarty, mały nos jest brązowy i okalany krótkimi, sprężystymi wąsikami.
Chochliczka nie zmieniła się za bardzo, odkąd ślad po niej zaginął. W dalszym ciągu chodzi najczęściej skrzywiona, urażona tępotą otoczenia, które nie czyta jej w myślach; nienawidzi niczego tłumaczyć ani tym bardziej tłumaczyć z czegoś siebie. Słów używa zdawkowo, komunikuje się powłóczystymi spojrzeniami i mimiką. Interesuje ją tylko wiedza i eksperymenty. Gdyby dodać do tego spore uszczerbki w emocjach, klaruje nam się wzorowy asperger. Jest arogancką, pewną siebie, denerwującą wszą, która - gdy ktoś jej podpadnie - może próbować się mścić. Czuje się bardzo pewnie na pozycji samozwańczej medyczka-znachorki i doskonale wie, że ma właściwie monopol na decydowanie kto umrze, a kto przeżyje. Lepiej niż dawniej znosi wszechobecne dźwięki i zapachy, które przez wzgląd na doskonałe zmysły były w przeszłości jej utrapieniem i źródłem bólu. Niemniej, podczas tułaczki zdołała się zahartować.
Widmo (kc) l Szara Kora (gk)
Gorycz też póki co nie była zbyt przejęta, że żadne ziółka nie rosły centralnie pod jej łapami - uparcie parła na przód; jej małe stópki bezszelestnie opadały na ściółkę, raz za razem. Zerknęła nawet przelotnie na majaczącego gdzieś z boku Skrę, coby się przekonać, jak mu idą łowy i czy aby na pewno jego ukochani Gwiezdni go należycie wspierają, ale zastany widoczek nie pozostawiał złudzeń, że u Wybrańca niewiele się jak na razie wydarzało. Wyjątkowo jej to nie obeszło, choć normalnie pewnie znalazłaby w niefarcie Dużego Brata troszkę satysfakcji... Tymczasem z obojętnością pokrywającą cały pyszczek wróciła do poszukiwań czegoś, czym mogłaby treściwie zapełnić rzeczny składzik. Przeczesywała teren a to z lewej, a to z prawej strony, a niekiedy nawet odbijała nieco w którymś kierunku, lecz rzecz jasna pozostając w kontakcie wzrokowo-słuchowym ze swoim ochroniarzem.
✺ ✺ ✺ ✺ myślisz, że mnie znasz
że ze mnie już jest mokry ślad
że na pamięci płodny pająk siadł
licho złego nie bierze
nici mam w złej wierze a ty
zaraz się poplujesz
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Najwyraźniej zioła były jednak dość ciężkie do znalezienie, chociaż i tak Gorzka Łapa już miała co do tego składzika donieść - przynajmniej nie wróci do obozu z pustymi łapami. Na razie jednak oprócz nieznajomej rośliny jaką nosiła teraz w mordce, nic ani nie mogła dojrzeć co przypominało lecznicze zioło, ani wyczuć niczego znajomego. Po prostu nic, a nic!
Nie lepiej było u Skry - sroka odleciała, a jak wojownik nic nie mógł wyczuć, tak w dalszym ciągu błądził i błądził nie dostając tego czego chciał; zwierzyny. Jedyne co mógł usłyszeć to cichy szelest wiatru i ćwierkające ptaki gdzieś pomiędzy pobliskimi krzewami; były one jednak poza zasięgiem łap burego wybrańca. Cóż - poszukiwań godnej zwierzyny ciąg dalszy.
Księżyce: 118 Mistrz: Księżycowy Pył Płeć: kotka Matka: brak Ojciec: Bukowa Kora
Drobna, koścista, żylasta, z mięśniami jak u wróbla. Ma trójkątną głowę z bardzo mocno uwydatnionymi kośćmi policzkowymi, które niemal przebijają przez gładkie, krótkie futerko. Zajmujące sporą część pyszczka oczy w barwie bladej, niepokojącej żółci są lekko skośne, obrysowane jasnymi obwódkami. Obraz uzupełniają czarne wargi oraz charakterystyczna czarna plamka na języku. Czarne ma również poduszki łap. Uszy kotki rozchodzą się natomiast szeroko na boki, duże oraz szpiczaste jak u nietoperza. Futro Goryczy z wierzchu jest koloru ciemnej rdzy, zaś subtelnie pod brodą i na brzuchu nieco się rozjaśnia. Od nasady głowy aż po kraniec cienkiego ogona ciągnie się z kolei czarny, ostrzegawczy pas. Lekko zadarty, mały nos jest brązowy i okalany krótkimi, sprężystymi wąsikami.
Chochliczka nie zmieniła się za bardzo, odkąd ślad po niej zaginął. W dalszym ciągu chodzi najczęściej skrzywiona, urażona tępotą otoczenia, które nie czyta jej w myślach; nienawidzi niczego tłumaczyć ani tym bardziej tłumaczyć z czegoś siebie. Słów używa zdawkowo, komunikuje się powłóczystymi spojrzeniami i mimiką. Interesuje ją tylko wiedza i eksperymenty. Gdyby dodać do tego spore uszczerbki w emocjach, klaruje nam się wzorowy asperger. Jest arogancką, pewną siebie, denerwującą wszą, która - gdy ktoś jej podpadnie - może próbować się mścić. Czuje się bardzo pewnie na pozycji samozwańczej medyczka-znachorki i doskonale wie, że ma właściwie monopol na decydowanie kto umrze, a kto przeżyje. Lepiej niż dawniej znosi wszechobecne dźwięki i zapachy, które przez wzgląd na doskonałe zmysły były w przeszłości jej utrapieniem i źródłem bólu. Niemniej, podczas tułaczki zdołała się zahartować.
Widmo (kc) l Szara Kora (gk)
Nic a nic... Na tę chwilę jej zbiory były zbyt skromne, żeby zawróciła bez marudzenia, zwłaszcza że nie miała pewności, czy to co znalazła w ogóle na coś się przyda Barwinkowi. Mały kościotrupek przemieszczał się zatem wytrwale, podczas gdy słońce grzało w czarną pręgę na odstającym grzbiecie. Niby lepsze to niż przenikający do kości ziąb, ale... I tak źle, i tak niedobrze jak to mówią.
Bezpańska terminatorka wodziła wzrokiem od krzaczka do krzaczka, a od jej kanciastego pyszczka nie oderwało się ani jedno zniecierpliwione westchnienie. W takim ogromnym lesie muszą rosnąć przydatne ziółka. Sęk w tym, aby je znaleźć i sobie przywłaszczyć... Byleby jeszcze w tym księżycu.
✺ ✺ ✺ ✺ myślisz, że mnie znasz
że ze mnie już jest mokry ślad
że na pamięci płodny pająk siadł
licho złego nie bierze
nici mam w złej wierze a ty
zaraz się poplujesz
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
Polowania miały to do siebie, że trzeba było za zwierzyną się uganiać i Skrzące Słowo był tego w pełni świadom. Nie zraził się i szedł dalej, szukając. Domyślał się, że gdyby zmienił kierunek, to prawdopodobnie zdołałby znaleźć coś szybciej, ale musiał być cały czas blisko siostry na wypadek, gdyby coś jej się stało, gdyby okazał się być potrzebny.
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
To zdecydowanie nie było zioło. Fakt, w lesie na pewno rosła masa przydatnych ziół, które tylko czekały aż Gorzka Łapa je złapie i zerwie zanosząc Barwnej Łapie prosto pod łapy, jednak najwyraźniej to nie był jej dzień na tego typu poszukiwania, bo zamiast zioła trafiła na - łasice. Młoda samica tego drapieżnika właśnie dreptała radośnie z młodym gołębiem w mordce w poszukiwaniu miejsca do zakopania go i późniejszego spożycia. Nie zauważyła ona niedaleko idącej Goryczki, ba! Stała do niej tyłem kiedy w końcu zatrzymała się i zaczęła zakopywać swój łup
Za to Skra nie miał równie ekscytujących znalezisk jak jego siostra - dalej na nic zdawało się jego węszenie i poszukiwania. Okolica w miarę bliska Gorzkiej Łapie była jałowa w zwierzynę i cóż; nawet największe chęci nie mogły tego zmienić. Jednak to, że kręcił się całkiem niedaleko burej kocicy sprawiło, że i on gdzieś tam kątem oka mógł dojrzeć grzbiet łasicy.
Księżyce: 118 Mistrz: Księżycowy Pył Płeć: kotka Matka: brak Ojciec: Bukowa Kora
Drobna, koścista, żylasta, z mięśniami jak u wróbla. Ma trójkątną głowę z bardzo mocno uwydatnionymi kośćmi policzkowymi, które niemal przebijają przez gładkie, krótkie futerko. Zajmujące sporą część pyszczka oczy w barwie bladej, niepokojącej żółci są lekko skośne, obrysowane jasnymi obwódkami. Obraz uzupełniają czarne wargi oraz charakterystyczna czarna plamka na języku. Czarne ma również poduszki łap. Uszy kotki rozchodzą się natomiast szeroko na boki, duże oraz szpiczaste jak u nietoperza. Futro Goryczy z wierzchu jest koloru ciemnej rdzy, zaś subtelnie pod brodą i na brzuchu nieco się rozjaśnia. Od nasady głowy aż po kraniec cienkiego ogona ciągnie się z kolei czarny, ostrzegawczy pas. Lekko zadarty, mały nos jest brązowy i okalany krótkimi, sprężystymi wąsikami.
Chochliczka nie zmieniła się za bardzo, odkąd ślad po niej zaginął. W dalszym ciągu chodzi najczęściej skrzywiona, urażona tępotą otoczenia, które nie czyta jej w myślach; nienawidzi niczego tłumaczyć ani tym bardziej tłumaczyć z czegoś siebie. Słów używa zdawkowo, komunikuje się powłóczystymi spojrzeniami i mimiką. Interesuje ją tylko wiedza i eksperymenty. Gdyby dodać do tego spore uszczerbki w emocjach, klaruje nam się wzorowy asperger. Jest arogancką, pewną siebie, denerwującą wszą, która - gdy ktoś jej podpadnie - może próbować się mścić. Czuje się bardzo pewnie na pozycji samozwańczej medyczka-znachorki i doskonale wie, że ma właściwie monopol na decydowanie kto umrze, a kto przeżyje. Lepiej niż dawniej znosi wszechobecne dźwięki i zapachy, które przez wzgląd na doskonałe zmysły były w przeszłości jej utrapieniem i źródłem bólu. Niemniej, podczas tułaczki zdołała się zahartować.
Widmo (kc) l Szara Kora (gk)
Chochlik wypatrywała lawendy, lecz zamiast tego jej zajęczy słuch zajął szelest, za którym czujnie przesunęły się zaraz bladożółte oczy. Najwyraźniej nie tylko Skra polował w okolicy... Wyhamowała raptownie i wyciągnęła do tyłu sztywny, nastroszony ogon, tak podobny w tej chwili do kującej gałązki świerku. Obniżyła trójkątny łepek i metodą spode łba taksowała przez dwa dzikie uderzenia serca odwróconą doń plecami łasicę, jakby chciała powiedzieć "serio?", nim ostrożnie zaczęła się wycofywać w kierunku Dużego Brata. Kiedy już prześlizgnęła się do tego ślepca, z impetem zdzieliła go małą łapką w bark i wymownie pokazała mu podbródkiem na jamnikowatego drapieżnika. Zrób coś z tym. Sama tymczasem Goryczka na paluszkach podbiła do najbliższego drzewa i wspięła się nieco po pniu, gotowa śledzić rozwój wypadków z bezpiecznego miejsca. Była, a jakże, świadoma, że sama prawdopodobnie nie miała ze swoimi gabarytami i parą szans z drapieżnikiem, co z kolei stawiało pod znakiem zapytania całą jej wyimaginowaną karierę wojowniczki, ale... Zgadnijcie, gdzie to miała. Tak, dokładnie tam.
✺ ✺ ✺ ✺ myślisz, że mnie znasz
że ze mnie już jest mokry ślad
że na pamięci płodny pająk siadł
licho złego nie bierze
nici mam w złej wierze a ty
zaraz się poplujesz
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
Szukał dalej, nie poddając się, pomimo przeciwnościom losu, gdy nagle... kątem oka coś dostrzegł. Zaprzestał poszukiwań i zaczął się rozglądać, gdy, nim cokolwiek wypatrzył, zaczepiła go Goryczka, wyraźnie wskazując łapą łasicę. Dla niego nie było to żadne zagrożenie, natomiast dla małej chochliczki walka z tym drapieżnikiem mogłaby się skończyć tragicznie.
— Idź w bezpieczne miejsce — polecił szeptem, zamierzając się do łasicy zakraść. Ugiął łapy i stanął pod wiatr, by w taki sposób spróbować zakraść się do przeciwnika. Zamierzał skoczyć na drapieżnika, wbijając pazury w jego grzbiet, aby móc się na nim utrzymać, podczas gdy jego zęby zatopią się w karku. Plan wydawał się dobry, pytanie tylko, jak z wykonaniem. Oby jak najlepiej, bo trochę obciachem byłoby wyjść na łamagę przed Goryczką, która wszystko zamierzała obserwować z drzewa.
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Atak Skry: Udany! (100%) (11 + 16) - (12 + 9) = 6 Atak łasicy: Nieudany! (0%)
Drapieżnik choć na razie nie chętny do walki, stanowił dla Gorzkiej Łapy zagrożenie, o czym wiedział Skrzące Słowo do którego bura kotka się wycofała i dała bratu znać o kręcącym się w pobliżu drapieżniku i gdy kocur się podkradał; sama wycofała się wdrapując na pobliskie drzewo tym samym nie uczestnicząc w przyszłej potyczce. Skrzące Słowo postanowił zaskoczyć stojącą tyłem do niego łasicę, co mu się udało! Podkradł się bezszelestnie i...Oddał skok prosto na grzbiet zwierzęcia, wbijając w niego swoje pazury, na co łasica zasyczała zdezorientowana. Próbowała jakoś ugryźć napastnika, jednak - na marne! Za to Skra ugryzł ją, tak jak chciał prosto w kark, Jednak...nie wyrządził jej zbyt wielkiej krzywdy. Jedynie powierzchownie ją ugryzł, przez co nawet pozostawiona "rana" nie krwawiła co nie było imponującym wynikiem przy jego sile i umiejętnościach. To jednak odpowiednio poddenerwowało łasice, która zaczęła się wić i parskać wściekle.
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
Niech to! Nie poszło mu tak, jak planował, choć skradanie poszło po jego myśli i choć udało mu się ugryźć łasicę, nie było to na tyle mocno, by ją poważniej zranić, a ponadto, drapieżnik się rozzłościł i rozjuszył, co nie wskazywało niczego dobrego. Kocur zeskoczył więc z przeciwnika i spróbował przejechać pazurami po jej oczach, chcąc je jakoś uszkodzić, co zdecydowanie ułatwiłoby mu walkę. Pytanie tylko, czy i to się uda tylko połowicznie? Oby nie.
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Łasica była rozsierdzona, jednak co jej z tym przyszło? Cóż. Skrzące Sowo zeskoczył z jej grzbietu co wykorzystała do odwrócenia się pyskiem w jego stronę i demonstracyjnego pokazania ostrych kłów podczas syknięcia. Pierwszy ruch jednak wykonał bury wojownik i...Nie był on najkorzystniejszy dla łasicy. Młody wojownik zamachnął się i celnie przeorał obie gałki oczne swojej przeciwniczki, pozostawiając po sobie poważne szkody. Łasica zasyczała głośno, na oślep praktycznie machając łapą, przez co wyrwała kępkę futra, nawet nie z przedniej łapy kocura zaczynając się zataczać i wycofywać przez szok, jednak nie uciekać. Nie miała zbyt wielu szans na przeżycie nawet po teoretycznie niemożliwej ucieczce spod łap Skry - kocur odebrał jej najważniejszy dla niej zmysł - wzrok.
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Księżyce: 96 Mistrz: Bursztynowy Wschód Płeć: kocur Matka: Mysi Krok [*] Ojciec: Bukowa Kora [*] Partner: Księżycowe Jezioro Trwałe urazy: podłużna blizna na prawym udzie, blizna na szyi po wyrwanym płacie skóry, wyszczerbiona małżowina na lewym uchu, brak prawego ucha
Masywny, wysoki kocur o długim, burym futrze o pręgowaniu ticked. Oczy ma ciemnożółte. Jego normalny wyraz pyska jest raczej dość nieprzyjemny, obojętny, nawet jeśli kocur jest całkiem ciepły i przyjacielski. Ot, takie sprawie wrażenie na pierwszy rzut oka.
Można go nazwać fanatykiem, w pewnym sensie. Uważa, że każde wydarzenie w jego życiu jest swego rodzaju znakiem od Gwiezdnych. Darzy szacunkiem każdego starszego od siebie kota - rangą i wiekiem. Cały czas ma znudzony, zażenowany wyraz pyska, przez co wydaje się być nieprzyjemnym typem, co nie do końca jest zgodne z prawdą.
No i to był atak godny tak dużego i silnego wojownika jakim był Skrzące Słowo. Łasica na niego syknęła, a zaraz potem została za to ukarana, poważnym uszkodzeniem obu gałek ocznych. Od razu było po niej widać, że została tym osłabiona, zatem kocurowi nie zostało nic innego, jak tylko ukrócić jej cierpień. Spróbował więc sięgnąć do jej szyi i zacisnąć na jej szczęki, aby zwierzę męczyło się jak najkrócej. Nie jej wina, że trafiła akurat na Skrę.
Rudy kocur o długiej, pręgowanej tygrysio sierści, która teraz z lśniącej i zadbanej - stała się matowa i skołtuniona. Przez ból, stres i obniżenie samooceny bardzo schudł, co odbiło się na jego wyglądzie. Mimo to, nadal można byłoby go nazwać jednym z większych kocurów - gdyby nie chodził zgarbiony i skulony. Posiada liczne białe znaczenia na piersi, brzuchu, ogonie i łapach. Także na nosku, jego urocza biała plamka, nadal nie zaniknęła. Urodził się z za długim językiem, który od czasu do czasu wystawia na bok. Oczy wybarwione już dawno, teraz mają mętny i zamglony żółtawy kolor, a wszystkie poduszeczki, nosek i wnętrze zaokrąglonych uszu - różowy.
Optymizm? Pozytywne nastawienie do życia i kotów? Uśmiech i iskierki w zielonych oczach? Gdzie się to podziało... Dynia już nie był i na pewno nie będzie tym samym kocurkiem jakiego znał Klan Wichru. W dalszym ciągu jego upośledzenie nie zniknęło i nigdy już nie zniknie, jednak przez brak dojrzałości i rozumowanie jak kocię, Dyniowej Łapie bardzo ciężko jest poradzić sobie z rzucanymi pod jego łapy kłodami. Sama trudność z utrzymaniem koncentracji, odczytaniem kocich emocji, podejmowaniem odpowiedzialnych decyzji czy po prostu kontroli własnych uczuć; spowodowała okropny stan psychiczny w jakim syn Pomarańczowej Skórki aktualnie się znajduje. Zamknął się w sobie, do nikogo się nie odzywa (chyba, że jest zmuszony), unika kontaktu z innymi kotami i pogrąża się w coraz okropniejszych myślach. Po rozmowie z medyczką i prawie śmiertelnej walce z psem - kompletnie się podłamał. Stał się w swoim mniemaniu niepotrzebny.
Atak Skry: Słaby! (50%) [(12 + 16) - (11 + 4)]*0.5 = 13 * 0.5 = 6 Atak Łasicy: good joke
Łasica była tak naprawdę blisko omdlenia przez zadaną ranę i nie miała siły, ani tym bardziej ochoty na dalszą potyczkę. Chciała uciec - jednak jej ciało odmawiało jej posłuszeństwa. Wtedy też Skra doskoczył do jej szyi zaciskając na niej kły, chociaż...Nie zostawił na niej nic więcej niż piekące zadrapanie, jednak przez krwawienie z poprzednio zadanej rany; łasica padła. Jej ciałem wstrząsnęły delikatne, pośmiertne spazmy a kocur mógł pochwalić się szybkim zneutralizowaniem przeciwnika. Chyba mogli już spokojnie wracać do polowania i zbierania ziółek. Po niebezpieczeństwie!
Księżyce: 118 Mistrz: Księżycowy Pył Płeć: kotka Matka: brak Ojciec: Bukowa Kora
Drobna, koścista, żylasta, z mięśniami jak u wróbla. Ma trójkątną głowę z bardzo mocno uwydatnionymi kośćmi policzkowymi, które niemal przebijają przez gładkie, krótkie futerko. Zajmujące sporą część pyszczka oczy w barwie bladej, niepokojącej żółci są lekko skośne, obrysowane jasnymi obwódkami. Obraz uzupełniają czarne wargi oraz charakterystyczna czarna plamka na języku. Czarne ma również poduszki łap. Uszy kotki rozchodzą się natomiast szeroko na boki, duże oraz szpiczaste jak u nietoperza. Futro Goryczy z wierzchu jest koloru ciemnej rdzy, zaś subtelnie pod brodą i na brzuchu nieco się rozjaśnia. Od nasady głowy aż po kraniec cienkiego ogona ciągnie się z kolei czarny, ostrzegawczy pas. Lekko zadarty, mały nos jest brązowy i okalany krótkimi, sprężystymi wąsikami.
Chochliczka nie zmieniła się za bardzo, odkąd ślad po niej zaginął. W dalszym ciągu chodzi najczęściej skrzywiona, urażona tępotą otoczenia, które nie czyta jej w myślach; nienawidzi niczego tłumaczyć ani tym bardziej tłumaczyć z czegoś siebie. Słów używa zdawkowo, komunikuje się powłóczystymi spojrzeniami i mimiką. Interesuje ją tylko wiedza i eksperymenty. Gdyby dodać do tego spore uszczerbki w emocjach, klaruje nam się wzorowy asperger. Jest arogancką, pewną siebie, denerwującą wszą, która - gdy ktoś jej podpadnie - może próbować się mścić. Czuje się bardzo pewnie na pozycji samozwańczej medyczka-znachorki i doskonale wie, że ma właściwie monopol na decydowanie kto umrze, a kto przeżyje. Lepiej niż dawniej znosi wszechobecne dźwięki i zapachy, które przez wzgląd na doskonałe zmysły były w przeszłości jej utrapieniem i źródłem bólu. Niemniej, podczas tułaczki zdołała się zahartować.
Widmo (kc) l Szara Kora (gk)
Obserwowała walkę z łasicą totalnie zblazowana; ani szczególnie nie martwiła się o Skrę (bo po co o taką górę mięśni), ani nie przejmowała nadmiernie faktem, że przez te głupie potyczki robi się późno i wkrótce światło pozwalające dobrze przyglądać się roślinom zacznie gasnąć. Kiedy nareszcie Duży Brat zlikwidował zagrożenie, Chochlik bezszelestnie spadła z drzewa jak przejrzały owoc i praktycznie z miejsca podjęła zawieszone poszukiwania medykamentów. Nie uraczyła wojownika ani podziękowaniami, ani gratulacjami, właściwie to obeszła się z nim jak z powietrzem, którym w rzeczy samej stał się dla niej po spełnieniu swojego zadania. Z obojętną minką oraz zakleszczoną w pyszczku rośliną wyminęła Skrzące Słowo jak gdyby nigdy nic, co wyglądało o tyle komicznie, że sięgała mu najwyżej pasa, a determinacją i arogancją w niczym mu nie ustępowała. Mniejsza. Dość czasu stracili. Pociągnęła noskiem i odświeżonym dzięki przerwie okiem powiodła po okolicy. Oby tym razem udało jej się coś wypatrzeć albo wyczuć...
✺ ✺ ✺ ✺ myślisz, że mnie znasz
że ze mnie już jest mokry ślad
że na pamięci płodny pająk siadł
licho złego nie bierze
nici mam w złej wierze a ty
zaraz się poplujesz