Bóbr był tak zajęty swoimi sprawami, że nie zwrócił większej uwagi na kocicę, która przystanęła niedaleko. Obrzucił ją jedynie spojrzeniem, kiedy już się odwróciła, szybko jednak wrócił do pracy. Wróbelek natomiast ruszyła dalej w poszukiwaniu czegoś, co można by upolować. Kiedy odeszła trochę od bobra, usłyszała łopot skrzydeł nieopodal. Jeśli zdecydowała się ruszyć w tamtym kierunku, zobaczyła wronę, która wylądowała przy krzewach malin i zjadała owoce z gałęzi. Nie tylko samotniczka znalazła się w tych okolicach, by szukać posiłku.
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Bóbr na szczęście nie przejął się jej obecnością. Na szczęście, ponieważ nie miałaby z nim szans. Sama czuła się sobą zażenowana, że w ogóle się z nim przywitała. To było bardzo nierozważne; dobrze, że przez skrywany głęboko w sobie lęk nie mogła odezwać się głośniej, bo to z pewnością zostałoby odebrane za atak. Przełknęła ślinę, idąc dalej i zostawiając drapieżnika w tyle.
Tym razem to ona mogła wcielić się w rolę zabójcy. Istotnie, usłyszała trzepot skrzydeł, nim nie zauważyła lądującej przy krzewach malin wrony. Nie chciała jej zabijać, ale musiała. Ktoś musiał prędzej czy później umrzeć, a nie był to jeszcze czas na nią.
Ugięła się nisko na łapach, lecz niezbyt mocno, żeby brzuchem nie szurać po ziemi. Zrównała ogon i głowę z linią grzbietu, zaczęła poruszać się pod wiatr, co jakiś czas spoglądając pod łapy, żeby nie nadepnąć na głośną gałązkę. Chowała się za drzewami, tak w razie, gdyby wrona miała się rozejrzeć, choć starała się ją zajść od tyłu, żeby była nieświadoma zagrożenia, a jej śmierć była szybka i możliwie bezbolesna. Gdyby podeszła dostatecznie blisko, wyskoczyłaby w jej stronę z zamiarem przyszpilenia jej łapami do ziemi i ukręcenia zębami jej karku. Nie chciała tego robić, ale musiała.
Nie trzeba wiele, by tu mówić. Choć wrona była uważna, to zbytnio zajęła się obrywaniem owoców z krzewów, by poświęcić na to wystarczająco dużo czasu, a Wróbelek za to porządnie przyłożyła się do podchodzenia. Popielaty ptak nie zauważył drapieżnika, póki nie było za późno; wtedy jednak akcja potoczyła się zbyt szybko na reakcję wrony. Łapy samotniczki przyszpiliły ją do ziemi, a uderzenie serca później jej zęby skutecznie zakończyły ptasie życie.
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Pięknie. Była to zaledwie kwestia chwili, aż wronka padła od mocnego zaciśnięcia szczęk. Wróbelek była jednocześnie zadowolona i smutna. Nie lubiła pozbawiać życia, śmierć była dla niej ciężkim tematem, ale musiała to zrobić, w przeciwnym razie to ona prędzej czy później zostałaby przez coś pożarta, podczas rozpadania się jej ciała.
Podniosła się i wzięła ptaszynę w zęby. Zaczęła kopać sporawy dołek, wrzuciła tam swój posiłek i zakopała; oznaczyła owe miejsce również patykiem, żeby nie zapomniała. Następnie zaczęła iść dalej, żeby coś jeszcze znaleźć. Na razie wrona wystarczy, ale tak w razie czego mogła jeszcze chwilę poszukać, nim nie zrezygnuje.
Z wroną kocicy poszło bardzo zgrabnie, błyskawicznie złapana i schowana na później. Bura zdecydowała się ruszyć dalej, rozglądając się po okolicy uważnie w poszukiwaniu zwierzątek. Wyglądało jednak na to, że poza martwą już wroną okolica była pozbawiona żyjących stworzonek. Wróbelek, jeśli chciała coś jeszcze łapać, musiała nadal szukać.
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Cóż, mogła się spodziewać, że po udanym polowaniu, ponownie będzie musiała się natrudzić, nim coś znajdzie. Niby mogła już sobie odpuścić, jako że na chwilę obecną wrona była wystarczająca… ale zaakceptowała pewne wyzwanie. Poza tym później mogło być jeszcze gorzej, więc powinna chociaż spróbować zrobić sobie dzienne zapasy, tak na czarną godzinę. Nie irytowała się; szła dalej, rozglądając się czujnie na boki i węsząc, szukając w ten sposób charakterystycznych, przyjemnych zapachów. Coś musiało tutaj jeszcze być, po spotkaniu bobra i wrony nie była w stanie uwierzyć, że to na tyle.
Cóż można powiedzieć, na pewno nie była sama z bobrem i nieżyjącą już wroną, to było wiadome. Tylko czy inne żyjątka w okolicy zamierzały pokazać? Być może.
Jeśli Wróbelek dobrze się rozglądała, w pewnym momencie mogła dostrzec kamień stojący sobie jakąś długość drzewa od niej, w tej porze dnia akurat okryty blaskiem słońca, a mniej więcej na jego środku znajdowała się ciemniejsza plamka. Jeśli bura kotka bliżej się jej przyjrzała, w jej kształcie mogła rozpoznać wygrzewającą się jaszczurkę.
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
O. Jaszczurka. Spacerowała z każdą chwilą mniej cierpliwie. Była już gotowa zawrócić, usatysfakcjonowana swoją jedyną zdobyczą. Ujrzawszy jednak głaz i czarny kształt na nim… przystanęła zaciekawiona. Zmrużyła oczy, żeby lepiej widzieć, a kiedy rozpoznała w nim żywe stworzenie, ucieszyła się. Więcej zapasów oznaczało mniej kryzysowych sytuacji. Dobrze. Ugięła nisko łapy, ale też niezbyt mocno, żeby nie szurać brzuchem po ziemi, wyrównała ogon i głowę z linią grzbietu, a następnie ruszyła. Pod wiatr, oczywiście, co jakiś czas zerkając również pod łapy, żeby na nic nie nadepnąć, a skoro już o łapach mowa… na tylne przeniosła ciężar. Liczyła na to, że wszystko się uda, jako że miała zamiar wyskoczyć w stronę gada, unieruchomić go i pozbawić klapnięciem szczęk życia.
To była błyskawiczna akcja. Wróbelek ponownie popisała się finezją. Dopilnowała przestrzegania wszystkich zasad i ostrożnie, niemal bezszelestnie podeszła do wygrzewającej się jaszczurki, która jej nie zauważyła. A potem wystarczył jeden skok i celne pacnięcie łapą, by było po wszystkim.
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Jak cudownie. Musiała przyznać, miała dzisiaj całkiem sporo szczęścia. Polowanie szło jej wręcz niesamowicie, nie musiała ganiać za zwierzyną, jak zazwyczaj. Może teraz, gdy była sama, troszkę się usamodzielniła i bardziej przykładała do idealnego podchodzenia do zwierzyny. Zakopała jaszczurkę, w myślach ją przepraszając, a następnie ruszyła dalej. Niby mogła już sobie odpuścić, ale skoro miała dzisiaj tyle szczęścia… może warto byłoby z niego skorzystać i zrobić sobie zapasy.
Węszyła zatem, nasłuchiwała i zwyczajnie szukała pożywienia. Liczyła, że jeszcze coś znajdzie, upoluje, i może wreszcie da sobie spokój.
Burej kocicy bardzo dobrze szło to polowanie. Złapała już dwa kąski zwierzyny, dla niej samej na posiłek to było aż nadto, jednak Wróbelek zdecydowała się ruszyć dalej. Czy nadal los jej będzie sprzyjać? Nie wiadomo, wiadomo zaś, że postawił na jej drodze przykrą niespodziankę. W pewnym momencie bowiem kotka mogła poczuć nieprzyjemny zapach... Odchodów. Na pewno nie były to kocie odchody, były na to zdecydowanie zbyt duże. Należały bowiem do sarny, i leżały tu już od paru wschodów słońca.
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Instynktownie zmarszczyła nos, gdy doleciał do niej nieprzyjemny zapach unoszący się w powietrzu. Miała codziennie do czynienie z tego typu atrakcjami, ale to… było znacznie większe od odchodów, które miała okazję widzieć na co dzień. Z całą pewnością należały do jakiegoś ogromnego leśnego zwierzęcia. Sarna? Jeleń? Może koń, jako że, z tego co pamiętała, to gdzieś niedaleko było ich siedlisko? Uch. Nieważne. Ominęła niefajne znalezisko szerokim łukiem, a następnie szła dalej. Ostatnie, no, może przedostatnie podejście.
Cóż powiedzieć. Być może to był znak, że dwie zwierzyny w zupełności wystarczą burej kocicy, a być może los chciał, by tym razem bardziej się natrudziła w szukaniu czegoś, co być może okaże się smacznym kąskiem? Nie wiadomo było, co przyniesie przyszłość. W każdym bądź razie kiedy Wróbelek minęła brzydko pachnące odchody i szła dalej, nadal nie mogła znaleźć żadnego tropu.
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Oj, chyba wyczerpała tę okolicę. Nieważne jak bardzo się starała, nie mogła niczego znaleźć. Widocznie bóbr, wrona i jaszczurka to jedyna zwierzyna, na jaką mogła się dzisiaj natknąć. Z jednej strony to nie za dużo, ale z drugiej dla niej samej wystarczająco. Postanowiła jeszcze chwilę się pokręcić. Jeśli jeszcze przez chwilę niczego nie znajdzie, uzna, że to czas wracać. Po co niepotrzebnie szukać czegoś, czego tak naprawdę nie ma?
Być może Wróbelek faktycznie wyczerpała okolicę. Miała już na swoim koncie więcej niż jedną zdobycz, co było zdecydowanie wystarczającym wynikiem jak na jeden dzień dla takiej kocicy, miała również za sobą jakże interesujące spotkanie bobra przy pracy. Wróbelek jednak zdecydowała się iść dalej i poszukać jeszcze czegoś. I w pewnym momencie, kiedy wiatr mocniej zawiał jej w pysk, usłyszała szelest, podobny do łomotu małych skrzydeł. Nie poczuła jednak żadnego zapachu zwierzyny. Jeśli zaczęła się rozglądać, w pewnym momencie dostrzegła dziwne, białawe coś wczepione w jeden z krzewów malin. Było wielkości mniej więcej kota, jednak płaskie, lekko pofalowane, i wisiało bez życia. Nie miało w ogóle sierści, jedynie dwie warstwy cienkiej, dziwnie pachnącej skóry z dziurami w niektórych miejscach; nie było jednak żadnej krwi albo soku. Kiedy wiatr znów zakręcił się między drzewami, to dziwne stworzenie, ta dziwna rzecz znów się odezwała i zaczęła delikatnie poruszać zgodnie z kierunkiem wiatru, znów szeleszcząc, jakby próbowała odlecieć. Była jednak uwięziona między gałązkami.