Kałuża nic się nie zmienił, wciąż jest masywnym kocurem. Jego futro jest koloru niebieskiego, pokryte ciemniejszymi, tygrysimi pręgami. Na tym się nie kończy, gdyż ma on rozjaśnienia na kufie, całej klatce piersiowej, brzuchu oraz łapach. Jego oczy już dawno się wybarwiły na piękny kolor turkusowy. Zawsze spogląda nimi na wszystkich obojętnym wzrokiem, przeważnie nie zdradzającym, co właśnie czuje. Środek uszu jest bladoróżowy jak zawsze, a wąsy długie i białe.
I w przypadku charakteru za wiele się nie zmienia. Kocur wciąż jest kotem cichym i bardzo małomównym. Ma też dosyć sceptyczne podejście do świata. Wciąż lubi wszystko komentować, czasami rzucając ripostą czy też sarkazmem, poczucie humoru potrafi mieć tak jak każdy inny kot. Nie sposób go zdenerwować, jego cierpliwość może wręcz drażnić inne koty. Jednak nie warto przekraczać tych granic jego cierpliwości „dla nauki”, gdyż wtedy może się w nim zapalić drugi Zroszony Pąk... ogólnie nie warto. Obojętność też u niego zdecydowanie góruje jeżeli chodzi o większość tematów. Jego nieufność wobec kotów spoza rodziny wciąż pozostała, ciężko u niego z zaufaniem, oj ciężko. Szacunek wobec starszych kotów wciąż się zachował, o czym też warto wspomnieć.
Chłodna Bryza (KG), Trawiaste Źdźbło (KW)
No cóż, kocur jest małomówny, rzadko kiedy się zdarza, aby to on zaczynał jakąś rozmowę, więc nie ma się co dziwić, że może się wydawać intrygujący. Poza tym jak już gada więcej, to jest to cud gdyż albo to temat go wciągnął - gdzie przeważnie się w nie aż tak nie angażuje - albo to rozmówca wydawał się być dla niego ciekawy i godny poświęcenia mu wypowiedzi bardziej... wzbogaconych. Różnie to bywa, nikt nie mówił też, że Kałuża nie może robić wyjątków dla bliskich osób, gdzie jego jedynymi bliskimi osobami to jak na razie rodzina. Ups? Hmh - mruknął na przemyślenia kotki, które właśnie usłyszał. Dla niego szczerze mówiąc to niewiele zmieniało, z kim był mianowany, z kimkolwiek tego mianowania by nie miał - tak czy siak spędziliby te noc tak samo, cicho czuwając nad obozem. Trzeba zachować ciszę i się skupić, a więc nie ma raczej co rozmawiać z drugim kotem i zagłuszać ciszę, no chyba, żeby wymienić parę słów związanych z czymś ważnym. Dla niego to w sumie lepiej, że nie trzeba się do siebie odzywać podczas tego. Nie, a ty? - odpowiedział na pytanie Kąsającego Zimna, przy okazji pytając się o to samo. Nie miał jakoś nigdy okazji wyjść gdzieś dalej, niż tereny Klanu Cienia. Może wojowniczka miała inaczej i miała okazję wyjść gdzieś dalej? Może spotkało ją coś ciekawego? W sumie on sam chętnie by się wybrał gdzieś poza tereny, tak dla odmiany, ale na pewno nie dziś.
Długowłosa bura, z gęstymi, czarnymi klasycznymi pręgami. Proporcjonalnie zbudowana, dosyć szczupła, porusza się eleganckim krokiem. Ma delikatne rysy pyska i złoto-zielone, okrągłe ślepka.
Zimno uwielbia być w centrum uwagi, a jeszcze bardziej lubi, gdy inni patrzą na nią z podziwem, zazdrością… czy nawet lepiej: boją się jej i słuchają jej poleceń. Szalenie spostrzegawczy i bystry z niej umysł, chociaż niepozorny: wydaje się być bowiem uroczą, grzeczną i uprzejmą kocicą. Dość szybko ocenia i szufladkuje inne koty, co przekłada się na to, że bardzo łatwo jest stracić jej szacunek i sympatię, chociaż z reguły tego nie ukazuje - w końcu to byłoby niekulturalne. Uwielbia też dostawać to, czego chce, a przy tym jest niesamowicie elastyczna, więc żeby uzyskać własne korzyści jest w stanie zrobić zaskakująco wiele: jest gotowa nie tylko grać swoim ładnym pyskiem i oczami, ale i kłamstwem, manipulacją, intrygą czy flirtem. Nie lubi się przy tym wszystkim nad wyraz przemęczać, chyba że gra jest naprawdę warta świeczki. W pewnym sensie przybiera różną maskę zależnie od tego, z kim ma do czynienia, uwielbia obserwować i rozgryzać koty, a jej moralność jest dość... elastyczna, czy nawet wątpliwa, jednak przy kotach ze swojego klanu nadzwyczaj się pilnuje, dba bowiem o swoją reputację. Ale uważaj, by nie nadepnąć jej na odcisk. Wtedy bowiem znikają wszystkie słodkie jak miód uśmiechy, przyjemny głos i pozornie miękkie serce, a wychodzi kocica, która jest gotowa rozwiązać swoje problemy łapą uzbrojoną w pazury. Jest pamiętliwa, gotowa do wykorzystania wszelkich niewygodnych dla innych informacji dla własnych celów... i nadzwyczaj łatwo się obraża.
Małomówność Błotnistej Kałuży jednocześnie kocicę intrygowała, bo zastanawiała się, jaki temat wciągnąłby i poruszyłby go na tyle, by powiedział coś więcej… i nudziła. Bura lubiła rozmawiać i poznawać koty, owszem, ale lubiła też, jak odpowiedzialność za ciągnięcie rozmowy nie spoczywała tylko na niej; na dłuższą metę mogło to być lekko męczące. Na razie nie było tak źle, zaciekawienie i chęć rozgryzienia kocura były w niej przeważające, ale… kto wie, co będzie dalej.
– Właściwie nie. Nie chcesz pójść kawałek za Czarrny Ogon? Wrrócimy w mgnieniu oka – zaproponowała, uśmiechając się nieco zadziornie do młodszego kocura.
Kałuża nic się nie zmienił, wciąż jest masywnym kocurem. Jego futro jest koloru niebieskiego, pokryte ciemniejszymi, tygrysimi pręgami. Na tym się nie kończy, gdyż ma on rozjaśnienia na kufie, całej klatce piersiowej, brzuchu oraz łapach. Jego oczy już dawno się wybarwiły na piękny kolor turkusowy. Zawsze spogląda nimi na wszystkich obojętnym wzrokiem, przeważnie nie zdradzającym, co właśnie czuje. Środek uszu jest bladoróżowy jak zawsze, a wąsy długie i białe.
I w przypadku charakteru za wiele się nie zmienia. Kocur wciąż jest kotem cichym i bardzo małomównym. Ma też dosyć sceptyczne podejście do świata. Wciąż lubi wszystko komentować, czasami rzucając ripostą czy też sarkazmem, poczucie humoru potrafi mieć tak jak każdy inny kot. Nie sposób go zdenerwować, jego cierpliwość może wręcz drażnić inne koty. Jednak nie warto przekraczać tych granic jego cierpliwości „dla nauki”, gdyż wtedy może się w nim zapalić drugi Zroszony Pąk... ogólnie nie warto. Obojętność też u niego zdecydowanie góruje jeżeli chodzi o większość tematów. Jego nieufność wobec kotów spoza rodziny wciąż pozostała, ciężko u niego z zaufaniem, oj ciężko. Szacunek wobec starszych kotów wciąż się zachował, o czym też warto wspomnieć.
Chłodna Bryza (KG), Trawiaste Źdźbło (KW)
Właśnie, kto wie, co będzie dalej? Nic nie wiadomo, a Kałuża nie ma jakieś satysfakcjonującej tajemnicy jego małomówność. To tak... po prostu zawsze było, chociaż trudność w zdobyciu jego zaufania też może mieć w tym swój udział. Nie wszystkim ufa, więc zwyczajnie mniej mówi i ostrożnie dobiera słowa, by za dużo o sobie nie powiedzieć. Nie lubi być aż zbyt otwarty na koty, z którymi rzadko lub praktycznie w ogóle nie ma styczności, bo po co im ta wiedza? Kto wie, jak jeszcze ją wykorzystają za jego plecami. Koty mogą rozmawiać o każdym, nawet on to wie po sobie.
Zastanowił się chwilę nad propozycją kotki. Ciekawość kusiła, a jest dosyć sporo czasu. No dobra, dzisiaj kawałek, innego dnia więcej się tam przejdzie, kto wie - dobrze, ale tylko kawałek i nie za długo, to chyba zrozumiałe - odpowiedział, tym samym zgadzając się na to. Przy okazji wpadło mu do głowy pewne pytanie - jak wyglądało twoje pierwsze czuwanie? - spytał z ciekawości. Jego też to czeka, więc był po prostu ciekaw, czego ma się spodziewać. Może to coś więcej niż tylko pilnowanie obozu i swoje przemyślenia? Wiedział, że odpowiedź kotki nie zastąpi mu prawdziwego doświadczenia dziś, ale jednak warto podpytać.
Długowłosa bura, z gęstymi, czarnymi klasycznymi pręgami. Proporcjonalnie zbudowana, dosyć szczupła, porusza się eleganckim krokiem. Ma delikatne rysy pyska i złoto-zielone, okrągłe ślepka.
Zimno uwielbia być w centrum uwagi, a jeszcze bardziej lubi, gdy inni patrzą na nią z podziwem, zazdrością… czy nawet lepiej: boją się jej i słuchają jej poleceń. Szalenie spostrzegawczy i bystry z niej umysł, chociaż niepozorny: wydaje się być bowiem uroczą, grzeczną i uprzejmą kocicą. Dość szybko ocenia i szufladkuje inne koty, co przekłada się na to, że bardzo łatwo jest stracić jej szacunek i sympatię, chociaż z reguły tego nie ukazuje - w końcu to byłoby niekulturalne. Uwielbia też dostawać to, czego chce, a przy tym jest niesamowicie elastyczna, więc żeby uzyskać własne korzyści jest w stanie zrobić zaskakująco wiele: jest gotowa nie tylko grać swoim ładnym pyskiem i oczami, ale i kłamstwem, manipulacją, intrygą czy flirtem. Nie lubi się przy tym wszystkim nad wyraz przemęczać, chyba że gra jest naprawdę warta świeczki. W pewnym sensie przybiera różną maskę zależnie od tego, z kim ma do czynienia, uwielbia obserwować i rozgryzać koty, a jej moralność jest dość... elastyczna, czy nawet wątpliwa, jednak przy kotach ze swojego klanu nadzwyczaj się pilnuje, dba bowiem o swoją reputację. Ale uważaj, by nie nadepnąć jej na odcisk. Wtedy bowiem znikają wszystkie słodkie jak miód uśmiechy, przyjemny głos i pozornie miękkie serce, a wychodzi kocica, która jest gotowa rozwiązać swoje problemy łapą uzbrojoną w pazury. Jest pamiętliwa, gotowa do wykorzystania wszelkich niewygodnych dla innych informacji dla własnych celów... i nadzwyczaj łatwo się obraża.
Pokiwała głową i uśmiechnęła się lekko do kocura, gdy zgodził się na tę wycieczkę. Daleko tak czy siak nie zamierzała iść; jeżeli miałaby wyjść gdzieś dalej, to raczej wolałaby to zrobić w towarzystwie ojca czy któregoś z braci, ewentualnie po prostu kogoś… bliższego. Gdy padło pytanie ze strony Błotnistej Kałuży, bura nie zastanawiała się długo.
– Było… nudne – stwierdziła, przechylając lekko głowę na bok. Milczące czuwanie było dla niej czymś w rodzaju reliktu przeszłości, które nie miało większej funkcji poza byciem tradycją, która łączyła ich z Gwiezdnym Klanem. Gdyby Kąsające Zimno miała jakiekolwiek wątpliwości co do bycia wojowniczką, przemyślałaby je i wyraziła o wiele wcześniej, niż noc po tym, jak została mianowana – wtedy i tak byłoby przecież za późno. W tym momencie była doskonale świadoma, że to jest to, czego chce, i dobrze wiedziała, co się z tym wiąże. Co miała zrozumieć w trakcie milczącego czuwania? Że ciążyła na niej odpowiedzialność? Faktycznie, to nowość. Hmpf. – Siedziałam niedaleko wejścia do obozu i właściwie to nic się nie działo, ale nie sprrawia to też większych trrudności, jeżeli złapie się trochę snu tuż przed.
Kałuża nic się nie zmienił, wciąż jest masywnym kocurem. Jego futro jest koloru niebieskiego, pokryte ciemniejszymi, tygrysimi pręgami. Na tym się nie kończy, gdyż ma on rozjaśnienia na kufie, całej klatce piersiowej, brzuchu oraz łapach. Jego oczy już dawno się wybarwiły na piękny kolor turkusowy. Zawsze spogląda nimi na wszystkich obojętnym wzrokiem, przeważnie nie zdradzającym, co właśnie czuje. Środek uszu jest bladoróżowy jak zawsze, a wąsy długie i białe.
I w przypadku charakteru za wiele się nie zmienia. Kocur wciąż jest kotem cichym i bardzo małomównym. Ma też dosyć sceptyczne podejście do świata. Wciąż lubi wszystko komentować, czasami rzucając ripostą czy też sarkazmem, poczucie humoru potrafi mieć tak jak każdy inny kot. Nie sposób go zdenerwować, jego cierpliwość może wręcz drażnić inne koty. Jednak nie warto przekraczać tych granic jego cierpliwości „dla nauki”, gdyż wtedy może się w nim zapalić drugi Zroszony Pąk... ogólnie nie warto. Obojętność też u niego zdecydowanie góruje jeżeli chodzi o większość tematów. Jego nieufność wobec kotów spoza rodziny wciąż pozostała, ciężko u niego z zaufaniem, oj ciężko. Szacunek wobec starszych kotów wciąż się zachował, o czym też warto wspomnieć.
Chłodna Bryza (KG), Trawiaste Źdźbło (KW)
Pokiwał głową na odpowiedź wojowniczki. Po prostu nudne. Westchnął w duchu. Prawdopodobnie szykuje się dłuuuga noc. Chociaż jego odczucia mogą być inne, jak już faktycznie przyjdzie co do tego czuwania, to też musiał wziąć pod uwagę. Był przecież jednym z najcierpliwszych kotów, jakie można spotkać, więc co, jednej nocy w ciszy nie wytrzyma? Tak czy siak to lepiej dla niego, że trzeba być podczas tego cicho, w końcu, nie bez powodu ma ono swoją nazwę. W sumie jak spojrzał na to z swojego własnego punktu widzenia to... może nie być tak źle. Na jej dalsze słowa odpowiedział — Rozumiem. - w takim razie też nie powinien mieć problemu. Wystarczy mu tylko krótka drzemka a energii na potem może mieć wystarczająco dużo.
Rozglądał się po terenach, na które jeszcze nigdy wcześniej nie wychodził. Niby to niewielki kawałek, ale wciąż jakaś nowość dla niego, którą się wcześniej po prostu nie interesował. Może by tu któregoś dnia rodziców zaciągnąć? Albo braci? Tak, żeby pójść gdzieś dalej, bo o ile dzisiaj nie mógł sobie pozwolić, to któregoś dnia... dlaczego by nie? Dzień z nowymi doświadczeniami nie jest dniem straconym, bo przecież zawsze mogą tam zapolować, przynieść coś, a przy okazji poznać mniej więcej, gdzie najlepiej polować. Przydałoby się to tak na wypadek, gdyby klan miał kryzys z zwierzyną któregoś dnia — Ciekawe, jak rozległe są te tereny... — powiedział, chociaż nie wiadomo, czy to było do Kąsającego Zimna, czy do siebie. A może jedno i drugie?
Długowłosa bura, z gęstymi, czarnymi klasycznymi pręgami. Proporcjonalnie zbudowana, dosyć szczupła, porusza się eleganckim krokiem. Ma delikatne rysy pyska i złoto-zielone, okrągłe ślepka.
Zimno uwielbia być w centrum uwagi, a jeszcze bardziej lubi, gdy inni patrzą na nią z podziwem, zazdrością… czy nawet lepiej: boją się jej i słuchają jej poleceń. Szalenie spostrzegawczy i bystry z niej umysł, chociaż niepozorny: wydaje się być bowiem uroczą, grzeczną i uprzejmą kocicą. Dość szybko ocenia i szufladkuje inne koty, co przekłada się na to, że bardzo łatwo jest stracić jej szacunek i sympatię, chociaż z reguły tego nie ukazuje - w końcu to byłoby niekulturalne. Uwielbia też dostawać to, czego chce, a przy tym jest niesamowicie elastyczna, więc żeby uzyskać własne korzyści jest w stanie zrobić zaskakująco wiele: jest gotowa nie tylko grać swoim ładnym pyskiem i oczami, ale i kłamstwem, manipulacją, intrygą czy flirtem. Nie lubi się przy tym wszystkim nad wyraz przemęczać, chyba że gra jest naprawdę warta świeczki. W pewnym sensie przybiera różną maskę zależnie od tego, z kim ma do czynienia, uwielbia obserwować i rozgryzać koty, a jej moralność jest dość... elastyczna, czy nawet wątpliwa, jednak przy kotach ze swojego klanu nadzwyczaj się pilnuje, dba bowiem o swoją reputację. Ale uważaj, by nie nadepnąć jej na odcisk. Wtedy bowiem znikają wszystkie słodkie jak miód uśmiechy, przyjemny głos i pozornie miękkie serce, a wychodzi kocica, która jest gotowa rozwiązać swoje problemy łapą uzbrojoną w pazury. Jest pamiętliwa, gotowa do wykorzystania wszelkich niewygodnych dla innych informacji dla własnych celów... i nadzwyczaj łatwo się obraża.
Szczerze wątpiła, by jakikolwiek nowo mianowany wojownik… może nie kiedykolwiek, ale w ostatnich kilkudziesięciu księżycach co najmniej miał inne odczucia co do milczącego czuwania. Gdyby podczas takowego jakiś kot wykrył jakieś niebezpieczeństwo, z pewnością cały klan by o tym wiedział, a i wątpiła, by działo się w tym czasie cokolwiek innego, chociaż może niektórym trafiało się towarzystwo śmieszków, które próbowały zakłócić milczenie, prowokując wojownika do przerwania go.
– Też zawsze byłam ciekawa – przyznała. – Ale rraczej… mało klanowych kotów jest zainterresowanych zwiedzaniem okolicy, bo chyba nawet nikt nie wie, co znajduje się za Leśnymi Ostępami. – Z jednej strony to zrozumiałe. Pozostawanie na terenach klanowych i nie narażanie skóry było całkiem rozsądne z perspektywy klanowego kota, jednak Kąsające Zimno miała w sobie ciekawość, która gnała ją do tego, by któregoś dnia jednak wybrać się na dłuższą wycieczkę, chociażby na siedlisko dwunogów, czy właśnie za Leśne Ostępy, by poznać dalsze tereny. Może nie dzisiaj, ale kiedyś na pewno. – Chyba, że samotnicy, którzy powinni też wiedzieć, jak duże są w ogóle ziemie naokoło czterrech klanów, ale do tej porrry nie miała okazji ich o to wypytać.
Kałuża nic się nie zmienił, wciąż jest masywnym kocurem. Jego futro jest koloru niebieskiego, pokryte ciemniejszymi, tygrysimi pręgami. Na tym się nie kończy, gdyż ma on rozjaśnienia na kufie, całej klatce piersiowej, brzuchu oraz łapach. Jego oczy już dawno się wybarwiły na piękny kolor turkusowy. Zawsze spogląda nimi na wszystkich obojętnym wzrokiem, przeważnie nie zdradzającym, co właśnie czuje. Środek uszu jest bladoróżowy jak zawsze, a wąsy długie i białe.
I w przypadku charakteru za wiele się nie zmienia. Kocur wciąż jest kotem cichym i bardzo małomównym. Ma też dosyć sceptyczne podejście do świata. Wciąż lubi wszystko komentować, czasami rzucając ripostą czy też sarkazmem, poczucie humoru potrafi mieć tak jak każdy inny kot. Nie sposób go zdenerwować, jego cierpliwość może wręcz drażnić inne koty. Jednak nie warto przekraczać tych granic jego cierpliwości „dla nauki”, gdyż wtedy może się w nim zapalić drugi Zroszony Pąk... ogólnie nie warto. Obojętność też u niego zdecydowanie góruje jeżeli chodzi o większość tematów. Jego nieufność wobec kotów spoza rodziny wciąż pozostała, ciężko u niego z zaufaniem, oj ciężko. Szacunek wobec starszych kotów wciąż się zachował, o czym też warto wspomnieć.
Chłodna Bryza (KG), Trawiaste Źdźbło (KW)
— Racja, wolą się trzymać swoich terenów. — przytaknął na słowa kotki, w dalszym ciągu rozglądając się. Zachowanie większości klanowych kotów było zrozumiałe, w końcu, wolą trzymać się swoich terenów, które znają i na których czują się bezpiecznie... jednak czy to aby na pewno jest dobry sposób? Aby na pewno jest to coś dobrego pozostawić dalsze tereny jako zagadkę tylko dla dociekliwych? Racja, nie mają pojęcia, co się tam na nich czai, ale mimo wszystko kto wie... może ta wiedza byłaby przydatna? Jak zwykle jest dużo pytań, a odpowiedzi mało albo całkowity brak. Czy kiedykolwiek uzyska na nie odpowiedź? Może kiedyś.
Pomysł, który właśnie Kąsające Zimno wypowiedziała, nie był wcale taki głupi. Na samotników idzie natrafić w każdej chwili, a jeśli tylko się z nimi dogadasz — idzie dowiedzieć się paru ciekawych rzeczy. Była to niezła opcja, z której Błotko z pewnością skorzysta — Myślę, że to dobry pomysł. Jak spotkam znowu jakiegoś samotnika, to zamierzam się go o to podpytać — aż żałował, że jak rozmawiał z niejaką Igłą, to nie wpadł na pomysł, aby zadać jej takie pytanie!
Długowłosa bura, z gęstymi, czarnymi klasycznymi pręgami. Proporcjonalnie zbudowana, dosyć szczupła, porusza się eleganckim krokiem. Ma delikatne rysy pyska i złoto-zielone, okrągłe ślepka.
Zimno uwielbia być w centrum uwagi, a jeszcze bardziej lubi, gdy inni patrzą na nią z podziwem, zazdrością… czy nawet lepiej: boją się jej i słuchają jej poleceń. Szalenie spostrzegawczy i bystry z niej umysł, chociaż niepozorny: wydaje się być bowiem uroczą, grzeczną i uprzejmą kocicą. Dość szybko ocenia i szufladkuje inne koty, co przekłada się na to, że bardzo łatwo jest stracić jej szacunek i sympatię, chociaż z reguły tego nie ukazuje - w końcu to byłoby niekulturalne. Uwielbia też dostawać to, czego chce, a przy tym jest niesamowicie elastyczna, więc żeby uzyskać własne korzyści jest w stanie zrobić zaskakująco wiele: jest gotowa nie tylko grać swoim ładnym pyskiem i oczami, ale i kłamstwem, manipulacją, intrygą czy flirtem. Nie lubi się przy tym wszystkim nad wyraz przemęczać, chyba że gra jest naprawdę warta świeczki. W pewnym sensie przybiera różną maskę zależnie od tego, z kim ma do czynienia, uwielbia obserwować i rozgryzać koty, a jej moralność jest dość... elastyczna, czy nawet wątpliwa, jednak przy kotach ze swojego klanu nadzwyczaj się pilnuje, dba bowiem o swoją reputację. Ale uważaj, by nie nadepnąć jej na odcisk. Wtedy bowiem znikają wszystkie słodkie jak miód uśmiechy, przyjemny głos i pozornie miękkie serce, a wychodzi kocica, która jest gotowa rozwiązać swoje problemy łapą uzbrojoną w pazury. Jest pamiętliwa, gotowa do wykorzystania wszelkich niewygodnych dla innych informacji dla własnych celów... i nadzwyczaj łatwo się obraża.
Sama nieco żałowała, że Jaskółka, z którą rozmawiała jakiś czas temu, nie przekazała jej takich informacji… chociaż w tym wypadku Zimnu wydawało się, że specyficznie wyglądająca samotniczka nawet ich nie posiadała. Wyglądała na taką, która siedziała w jednym miejscu i jego okolicy, trzęsąc czterema literami ze strachu, bo jej ciekawość świata była dawno pogrzebana obawą o życie swoje i swojej rodziny.
– W rrazie gdybyś się dowiedział, to mi powiesz? – zapytała z lekkim uśmiechem w stronę Błotnistej Kałuży.
W międzyczasie dotarli do Czarnego Ogona. Kąsające Zimno brzydziła się wodą, mokrym futrem i brudem, jaki zapewne krył się na dnie płytkiej rzeczki, ale to jeszcze nie znaczyło, że się jej bała i nie była skłonna do przekroczenia jej, żeby tylko zobaczyć, co znajduje się dalej. Rzuciła krótkie spojrzenie na szarego wojownika, po czym obadała wzrokiem okolicę, by znaleźć miejsce, które wydawało się jej najpłytsze. Przeszła kilka kroków dalej, po czym ruszyła w przód; woda zaczęła powoli oblewać jej łapy, ale parła naprzód, dopóki nie sięgnęła jej do brzucha. Było jej dość ciężko się poruszać, nie była też pewna, czy na pewno będzie mogła przejść Czarny Ogon; w końcu jednak okazało się, że woda sięgnie jej do klatki piersiowej, ale to tyle.
Miękkie, długie kosmyki futra na brzuchu ciążyły jej, gdy wynurzyła się z wody po drugiej stronie, kiedy to wytrzepała się z gracją z wody i obróciła się w stronę kocura.
Kałuża nic się nie zmienił, wciąż jest masywnym kocurem. Jego futro jest koloru niebieskiego, pokryte ciemniejszymi, tygrysimi pręgami. Na tym się nie kończy, gdyż ma on rozjaśnienia na kufie, całej klatce piersiowej, brzuchu oraz łapach. Jego oczy już dawno się wybarwiły na piękny kolor turkusowy. Zawsze spogląda nimi na wszystkich obojętnym wzrokiem, przeważnie nie zdradzającym, co właśnie czuje. Środek uszu jest bladoróżowy jak zawsze, a wąsy długie i białe.
I w przypadku charakteru za wiele się nie zmienia. Kocur wciąż jest kotem cichym i bardzo małomównym. Ma też dosyć sceptyczne podejście do świata. Wciąż lubi wszystko komentować, czasami rzucając ripostą czy też sarkazmem, poczucie humoru potrafi mieć tak jak każdy inny kot. Nie sposób go zdenerwować, jego cierpliwość może wręcz drażnić inne koty. Jednak nie warto przekraczać tych granic jego cierpliwości „dla nauki”, gdyż wtedy może się w nim zapalić drugi Zroszony Pąk... ogólnie nie warto. Obojętność też u niego zdecydowanie góruje jeżeli chodzi o większość tematów. Jego nieufność wobec kotów spoza rodziny wciąż pozostała, ciężko u niego z zaufaniem, oj ciężko. Szacunek wobec starszych kotów wciąż się zachował, o czym też warto wspomnieć.
Chłodna Bryza (KG), Trawiaste Źdźbło (KW)
— Dobrze — kiwnął głową w kierunku kotki, zgadzając się, aby opowiedzieć jej o tym, jak wyglądają tereny wykraczające poza te, które już znają. Miał nadzieję dowiedzieć się czegoś ciekawego. Tak w sumie, to teraz się nieco zaintrygował tym tematem. To co, pora chodzić po granicach i szukać ponownie niejakiej Igły? Ponoć kotka uwielbiała życie samotnika, więc pewnie będzie miała jakieś warte uwagi informacje. No, to jest pierwszy raz, kiedy znajomość poza klanem się przyda! O ile ją znowu spotka, na co przez fakt, o czym teraz rozmawiają, miał nadzieję. Liczył też, że udałoby się to w najbliższym czasie. Musiałby więc trochę częściej pojawiać się na granicy, jednak nie za często, aby nie wzbudzać podejrzeń wśród klanowiczów... o ile kogokolwiek interesuje, co niebieski syn Jałowcowej Jagody robi w wolnym czasie.
No, Czarny Ogon. Pierwszy raz jakkolwiek wejdzie do tej wody. Poczekał spokojnie, aż koleżanka przejdzie na drugą stronę, po czym sam do tego przeszedł, mocząc swoje długie futro. Skrzywił się na samą myśl, ile zaś będzie musiał te futro ogarniać, jednak nie zamierzał narzekać. Ciekawość brała górę. Kiedy się wynurzył z wody, również postanowił się otrzepać z kropelek cieczy, która do najczystszych raczej nie należała. No ale trudno, aż tak to mu nie przeszkadzało, chociaż nie jest wojownikiem Klanu Rzeki, aby mokre futro było dla niego przyjemnością czy czymś. Spojrzał na towarzyszkę, rozglądając się trochę, aż w końcu ruszył dalej — dobrze, że Czarny Ogon jest płytki — odezwał się w końcu, zastanawiając się, czy chciałoby mu się drugi raz przechodzić przez to, gdyby ta woda była głębsza.
//przepraszam, że tak zalegam, teraz odpisy będą regularnie ;;
Długowłosa bura, z gęstymi, czarnymi klasycznymi pręgami. Proporcjonalnie zbudowana, dosyć szczupła, porusza się eleganckim krokiem. Ma delikatne rysy pyska i złoto-zielone, okrągłe ślepka.
Zimno uwielbia być w centrum uwagi, a jeszcze bardziej lubi, gdy inni patrzą na nią z podziwem, zazdrością… czy nawet lepiej: boją się jej i słuchają jej poleceń. Szalenie spostrzegawczy i bystry z niej umysł, chociaż niepozorny: wydaje się być bowiem uroczą, grzeczną i uprzejmą kocicą. Dość szybko ocenia i szufladkuje inne koty, co przekłada się na to, że bardzo łatwo jest stracić jej szacunek i sympatię, chociaż z reguły tego nie ukazuje - w końcu to byłoby niekulturalne. Uwielbia też dostawać to, czego chce, a przy tym jest niesamowicie elastyczna, więc żeby uzyskać własne korzyści jest w stanie zrobić zaskakująco wiele: jest gotowa nie tylko grać swoim ładnym pyskiem i oczami, ale i kłamstwem, manipulacją, intrygą czy flirtem. Nie lubi się przy tym wszystkim nad wyraz przemęczać, chyba że gra jest naprawdę warta świeczki. W pewnym sensie przybiera różną maskę zależnie od tego, z kim ma do czynienia, uwielbia obserwować i rozgryzać koty, a jej moralność jest dość... elastyczna, czy nawet wątpliwa, jednak przy kotach ze swojego klanu nadzwyczaj się pilnuje, dba bowiem o swoją reputację. Ale uważaj, by nie nadepnąć jej na odcisk. Wtedy bowiem znikają wszystkie słodkie jak miód uśmiechy, przyjemny głos i pozornie miękkie serce, a wychodzi kocica, która jest gotowa rozwiązać swoje problemy łapą uzbrojoną w pazury. Jest pamiętliwa, gotowa do wykorzystania wszelkich niewygodnych dla innych informacji dla własnych celów... i nadzwyczaj łatwo się obraża.
Była zadowolona z tego, co udało się jej uzyskać… i była nawet gotowa na zaoferowanie tego samego wobec Błotnistej Kałuży – ten jednak nic na ten temat nie wspomniał, a ona nie zamierzała sama zaczynać, skoro niebieski chciał być… bezinteresowny. Skwitowała więc to wszystko lekkim uśmiechem, a gdy przekroczyli Czarny Ogon, kocica rozejrzała się po okolicy, po czym zdecydowała się podejść bliżej malinowego chruśniaku, jaki rozciągał się kawałek dalej. Nie zamierzała, rzecz jasna, się przedzierać przez nie; koniec końców i tak nie mieli czasu na oddalanie się i zwiedzanie, chciała tylko zobaczyć, poczuć powietrze, które nie było naznaczone zapachem kotów z klanu – i tego dnia właściwie tylko tyle. Na dalszą wycieczkę krajoznawczą mogła udać się sama albo z kimś innym, kiedy indziej.
– Tak, całe szczęście. Chociaż przyznam, że nie rrozumiem, jak koty z klanu Rzeki mogły sobie z własnej woli wybrać terreny z Grzmiącą Rzeką płynącą przez śrrodek… to musi być okrropnie upierrdliwe, nawet jeżeli mają miejsca, które można, tak jak tutaj, po prostu przejść – odpowiedziała nieco cierpkim głosem. Nie za bardzo jej się podobało chodzenie w wodzie, a wiejący lekko wiatr nagle zaczął wydawać się zimniejszy, niż wcześniej… no i jeszcze kwestia tego, ile będzie trwało wyschnięcie futra. Nigdy wcześniej nie wchodziła do wody i podejrzewała, że może to trwać nawet całą noc, ale teraz nawet wolała o tym nie myśleć, bo miała ciekawsze rzeczy do roboty. Zastanawiała się przez chwilę, czy nie poruszyć tematu tego, że Błotnista Kałuża właściwie nie miał za bardzo już rodzeństwa w klanie i został wojownikiem jako pierwszy z miotu, a może i w ogóle jedyny… jednak to by było zbyt banalne, zbyt miałkie i przynoszące jej zbyt mało ciekawych informacji, jak doszła po chwili do wniosku. – Z ciekawości… jaką mistrzynią jest Ostrry Kwiat?
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Musiała polować, teraz tym bardziej, gdy była zdana tylko i wyłącznie na siebie, a to, czy będzie głodować, zależało jedynie od niej. Była przyzwyczajona do tego, że przez większość czasu robiła to Jaskółka, nawet gdy starała się jej pomagać – teraz była z tym wszystkim sama. Kręciła się przez większość czasu przy klanach, już od jakiegoś czasu nie postawiła łapy na ziemiach, które niegdyś zamieszkiwała, tak więc to również tutaj miała zamiar szukać sobie pożywienia. Wiedziała już, że to tutaj tereny ma klan Cienia, upewniła się więc, czy na pewno jest na neutralnym terenie i wzięła się do roboty.
Ugięła się nisko na łapach, zaczęła iść pod wiatr. Węszyła, nasłuchiwała, a także bacznie obserwowała otoczenie, żeby nie tyle co znaleźć jedzenie, ale również wyłapać w razie czego zagrożenie.
Pogoda dopisywała. Delikatny wietrzyk kręcił się wokół krzewów malin, poruszając szeleszczącymi liśćmi. Wokół panował spokój i przyjemna, nienarzucająca się cisza. Bura kocica truchtała w poszukiwaniu zapachu zwierzyny, jednak jedyne, co mogła poczuć na obecną chwilę, to słodkawy zapach owoców rosnących na kraczkach nieopodal, a także słabą woń Klanu Cienia.
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Och, nic? Choć uważnie obserwowała, węszyła i słuchała, starając się cokolwiek zlokalizować, nie mogła niczego zauważyć. Wokół szumiał jedynie wiatr, a do jej nozdrzy lgnął słodki-gorzki zapach. Wielka szkoda, choć wiedziała, że z początku ciężko jest coś znaleźć. Zwierzyna to zwierzyna, nie chciała zostać pożarta, a Wróbelek z wielką chęcią nawet by na nią nie polowała, gdyby miała alternatywy żywieniowe. Cichutko westchnęła, niemal bezdźwięcznie, a potem szła dalej. Musiała coś znaleźć. Nie mogła chodzić z pustym brzuchem, niestety, nawet jeśli nie lubiła odbierać niewinnym istotom życia.
Niestety, nic. Wróbelek jednak nic nie zrobiła źle, ot, w danej chwili nie było nic w okolicy. Zrządzenie losu, prawdopodobnie to samo, które w tym momencie do nosa Wróbelek skierowało zapach jakiegoś zwierzęcia, a jeśli kocica za nim podążyła, mogła zobaczyć dużego, brązowego bobra pieczołowicie pracującego nad przegryzaniem pnia jednego z drzew.
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Pustka, można rzec. Chociaż szła, rozglądając się bacznie po okolicy, nie było niczego w zasięgu jej wzroku. Jedynie wiatr, który lekko mierzwił jej futro, a także zapach słodkich malin, przecinany również tym należącym do klanu Cienia… ale czy tylko? Poczuwszy intensywniejszy zapach dobiegający gdzieś z okolic wody, ostrożnie ruszyła w tamtą stronę. To z całą pewnością jakieś zwierzę, chociaż nie tego się spodziewała. Bóbr… polerował najpewniej swoje zęby albo szukał pożywienia. Przystanęła na krótki moment i przyjrzała mu się uważnie.
– Dzień d-dobry – szepnęła pod nosem, na całe szczęście cicho, z racji drżącego jej w związku z ostatnimi zdarzeniami głosu, także drapieżnik nie miał prawa jej usłyszeć. Dopiero, gdy to zrobiła, zdała sobie z tego sprawę i była bardzo zszokowana. To było coś instyntownego, prawdopodobnie pozostało jej po tym, jak jeszcze niegdyś chciała zaprzyjaźnić się z drapieżnikami…
Postanowiła więc zostawić zajętego sobą bobra w tyle. Nie miała ochoty do konfrontacji, szukała pożywienia, a nie zaczepki. Poza tym, był potężny. Szła dalej, wyczulając zmysły.