Znajdujący się w górnej granicy średniego wzrostu, całkiem przystojny kocur o burym, tygrysiopręgowanym umaszczeniu. Jest posiadaczem mocnej brody, białych palców, ciemnoszarego nosa oraz nakrapianych czernią opuszek łap i języka. Jego wąsy są długie, biało-czarne i powyginane w różnych kierunkach. Na końcu uszu kocura znajdują się czarne pędzelki. Szczupły z budowy; ma długie łapy i ogon, dzięki którym porusza się lekko i bezszelestnie zarówno po ziemi, jak i po drzewach. W oliwkowych oczach dużo częściej można dostrzec dystans i powagę. Posiada blizny nosie - pamiątka po pazurach Krogulczego Szponu - oraz szpetną szramę nachodzącą na prawą łopatkę, wynik kontaktu z psimi zębami.
Nonszalancki, nieco zdystansowany i bardzo gadatliwy kocur.
Wrzeszczący Pysk[GK]; Dryfujący Kwiat, Czosnek[Nkt]; Mała Łapa, Księżycowy Pył[KRz]; Czaik[KG]
Wzruszyłem nonszalancko barkami; Wiewiórczy Ogon był moim ojcem i bardziej stosownym było stanąć po jego stronie. Nie mogłem jednak odmówić Bluszcz racji, bo co jak co, ale czegoś mój tata mógłby spróbować nauczyć Barszcz, choćby siłą. Ostatecznie kiwnąłem twierdząco głową, zgadzając się z ostatecznym wnioskiem mojej przyjaciółki, choć zrobiłem to z lekkim ociąganiem. W końcu ja sam nie darzyłem mojego rodziciela żadnym szacunkiem, ot, po prostu zacząłem go tolerować, aż w końcu nawet trochę doceniać.
- W takim razie spróbuję porozmawiać z moim tatą, w końcu to on jest tym dorosłym. Mógłby spróbować się z nią skonfrontować, nawet jeśli musiałby użyć trochę siły... albo pozwolić Wężowej Gwieździe przydzielić jej innego mentora. Jedno z dwóch, bo łagodne podejście już zawiodło. Chyba że znasz sposób na przekonanie twojej siostry do tego, by przestała zachowywać się jak mały kociak, któremu ktoś zabrał ulubioną zabawkę. - Użyłem nieco mniej delikatnych słów niż oryginalnie zamierzałem, ale nie mogłem się powstrzymać; mimo że lubiłem Barszcz, była zdecydowanie zbyt naiwna i dziecinna, nawet bardziej niż przeciętny kot w jej wieku, i nic nie wskazywało na to, by owa sytuacja miała się zmienić wraz z upływem czasu—fakt, że trzymała się z Płonącym Frajerem, tylko to potwierdzał.
<center><table><tr><td></td><td> </td><td>
boli łebi dzień miumyka tuż przedmymnosemtrzaskajądrzwi mójbógz ł ynie mówio n i c nie pyta
- ̗̀ ★SAMNIE WIERZYW NIC★ ̖́-
cośsięwierciw mejduszy.................... ....................cośkotłujesięw g ł o w i e jakby chciałosięprzebićna drugąpołowę w głowęwaląjak w bębensłowaz ekranu
「xTRZEBADUSZĘOCZYŚCIĆx」 「xTYLKO POMAŁUx」
trzeba ciąglewiosłowaćwieczoremi r a n o........ ........trzeba zraszaćnadziejąto cojeszcze zostało xxx
Średniego wzrostu i przeciętnej budowy czarno-ruda, krótkowłosa kocica. Po lewej stronie jej głowy dominuje rudy, a po prawej czarny. Oczy ma złote, nos czarno-różowy, a jasne wąsy są zabawnie powykręcane.
Apatyczna, mało ruchliwa, pozbawiona energii i poczucia humoru. Niezależna samotniczka, w towarzystwie małomówna i nieufna. Paranoiczka, przewrażliwiona na własnym punkcie, wyczulona na jakiekolwiek przytyki w swoją stronę, jednocześnie mająca ostre opinie na temat innych.
Zmrużyłam oczy, czekając na odpowiedź kocura. Można powiedzieć, że taksowałam go wzrokiem, a w środku zastanawiałam się, czy będzie bronił swojego durnego ojczulka. To z treningiem Barszcz… to była jego wina. I może nie powinno mnie to obchodzić, może nie powinnam nawet o tym z kimkolwiek rozmawiać, ale jednak martwiłam się jej losem, martwiłam się, że nie nauczy się walczyć i padnie w starciu z pierwszym lepszym drapieżnikiem, bo będzie wokół niego skakać jak kociak.
– Nie znam. Musi dorosnąć – odparłam nieco ostrym tonem, ale wcale nie dlatego, że nie spodobało mi się to, jak Plusk wyrażał się o mojej siostrze. Wręcz przeciwnie, miał rację, jednak zmuszanie Barszcz do czegokolwiek – jak widać na przykładzie treningu – prowadziło do efektu odwrotnego niż oczekiwany. – Zmuszanie i siła ją tylko zniechęcą. Potrzebuje kogoś, kogo… lubi. Albo kto zejdzie na jej poziom i nie zareaguje, jak twój ojciec, gdy będzie zadawała pytania w rodzaju tych, które zadają kociaki. – Do dziś byłam zirytowana reakcją zastępcy na zachowanie Barszcz. Nawet teraz była niedojrzała: co dopiero na pierwszym dniu treningu, gdy miała te sześć księżyców. – Może ty – mruknęłam nagle.
i don'twannabeany partofyourscene idon'tbelievewhatyoubelieve i'dratherbefacelessinthe dark thanbesoF A K E................
.................likethewayyouare
Znajdujący się w górnej granicy średniego wzrostu, całkiem przystojny kocur o burym, tygrysiopręgowanym umaszczeniu. Jest posiadaczem mocnej brody, białych palców, ciemnoszarego nosa oraz nakrapianych czernią opuszek łap i języka. Jego wąsy są długie, biało-czarne i powyginane w różnych kierunkach. Na końcu uszu kocura znajdują się czarne pędzelki. Szczupły z budowy; ma długie łapy i ogon, dzięki którym porusza się lekko i bezszelestnie zarówno po ziemi, jak i po drzewach. W oliwkowych oczach dużo częściej można dostrzec dystans i powagę. Posiada blizny nosie - pamiątka po pazurach Krogulczego Szponu - oraz szpetną szramę nachodzącą na prawą łopatkę, wynik kontaktu z psimi zębami.
Nonszalancki, nieco zdystansowany i bardzo gadatliwy kocur.
Wrzeszczący Pysk[GK]; Dryfujący Kwiat, Czosnek[Nkt]; Mała Łapa, Księżycowy Pył[KRz]; Czaik[KG]
W pełni się zgadzałem z tym, że Barszcz musiała dorosnąć, choćby dla swojego własnego dobra. Westchnąłem dyskretnie, zastanawiając się, czy to było w ogóle możliwe. W końcu nawet upływ czasu nic nie zmienił w burej szylkretce. Nie znałem się na wychowywaniu innych kotów, szczególnie takich podrośniętych, dlatego moje własne propozycje nie były zbyt przemyślane. Jednak jak tak pomyśleć, to faktycznie ostrzejsze podejście mogło tylko pogorszyć sytuację kotki oraz jej podejście do treningu. W końcu wystarczyło tylko jedno nie takie sformułowanie ze strony mojego niezbyt rozgarniętego ojca, by terminatorka nie chciała już nigdy więcej stawić się na treningu. Niemniej jednak, słysząc ostatnie słowa Bluszcz, uniosłem brwi w geście autentycznego zdziwienia. Ja, mistrzem Barszcz? Poczułem się lekko urażony, szczególnie po stwierdzeniu, że siostra szylkretki potrzebowała kogoś, kto by zszedł na jej poziom, ale... to brzmiało całkiem racjonalnie. Nie miałem kija w dupie, zachowanie Barszcz mi nie przeszkadzało, gdy faktycznie z nią przebywałem, a także nie karciłem za głupie pytania. No i szczerze mnie nie obchodziło czy kotka uciekała z obozu za kociaka, czy też nie. Sam to zacząłem robić, gdy pokłóciłem się z matką na treningu. W gruncie rzeczy miałem sytuację podobną do naiwnej córki Złotookiej, choć tylko w pewnym stopniu, bo afera między mną i Krogulczą Łapą była głośna, na dodatek nie zostałem przeproszony po fakcie.
- Hm. Nie miałbym nic przeciwko przejąć Barszcz i ją czegoś nauczyć, ale będę musiał na ten temat pogadać z moim tatą. W końcu póki co oficjalnie jest jego terminatorką, a nie chcę z nim wchodzić w niepotrzebne kłótnie. Musiałbym też zapytać samej Barszcz, czy byłaby skłonna kontynuować trening, jeśli ja bym go prowadził - powiedziałem, bardziej do siebie niż do mojej rozmówczyni, wlepiając wzrok w losową kępkę trawy.
Zamiotłem ogonem podłoże i powróciłem spojrzeniem na krótkowłosą kotkę, strzepując lekko uchem. Jeśli uważała, że byłbym dobrym mentorem dla jej siostry, nie zamierzałem się z nią kłócić. Mimo wszystko trochę martwiłem się o Barszcz, bo choć jej zachowanie było strasznie dziecinne, to mimo wszystko zaliczyliśmy już jakieś wspólne wypady i dogadywaliśmy się całkiem dobrze. Nie byłbym szczególnie zadowolony, gdyby ją albo Wiewiórczy Ogon spotkały jakieś konsekwencje spowodowane brakiem treningu burej szylkretki. Nie byłem jednak do końca pewien jak zareagowałby mój tata na sugestię, by przekazał mi swoją terminatorkę. Kto wie, może dalej miał jakieś nadzieje na wytrenowanie jej?
<center><table><tr><td></td><td> </td><td>
boli łebi dzień miumyka tuż przedmymnosemtrzaskajądrzwi mójbógz ł ynie mówio n i c nie pyta
- ̗̀ ★SAMNIE WIERZYW NIC★ ̖́-
cośsięwierciw mejduszy.................... ....................cośkotłujesięw g ł o w i e jakby chciałosięprzebićna drugąpołowę w głowęwaląjak w bębensłowaz ekranu
「xTRZEBADUSZĘOCZYŚCIĆx」 「xTYLKO POMAŁUx」
trzeba ciąglewiosłowaćwieczoremi r a n o........ ........trzeba zraszaćnadziejąto cojeszcze zostało xxx
Średniego wzrostu i przeciętnej budowy czarno-ruda, krótkowłosa kocica. Po lewej stronie jej głowy dominuje rudy, a po prawej czarny. Oczy ma złote, nos czarno-różowy, a jasne wąsy są zabawnie powykręcane.
Apatyczna, mało ruchliwa, pozbawiona energii i poczucia humoru. Niezależna samotniczka, w towarzystwie małomówna i nieufna. Paranoiczka, przewrażliwiona na własnym punkcie, wyczulona na jakiekolwiek przytyki w swoją stronę, jednocześnie mająca ostre opinie na temat innych.
Choć moje słowa mogły tak zabrzmieć, to nie obrażałam Pluskającego: przynajmniej nie celowo. „Schodzenie na jej poziom” nie oznaczało bynajmniej, że kocur był głupi i dlatego by się dobrze dogadali. Miałam po prostu wrażenie, że… bury dobrze dostosowuje swoje zachowanie do innych. Obserwując go na tych ceremoniach, gdy nie przysiadał się do mnie, widziałam, że potrafi być rozmowny i dość ożywiony, natomiast przy mnie był bardziej stonowany, wyciszony, mówił mniej. Może w podobny sposób potrafiłby dostosować się do Barszcz, która potrzebowała kogoś, kto ją poprowadzi w odpowiedni sposób, nie oburzając się o byle głupotę i nie irytując się, bo zadaje pytania, na które nikt wcześniej jej nie odpowiadał, więc chyba logiczne, że będzie je zadawała, jeżeli ją to interesuje. Może nie powinnam dbać o Barszcz, ale tłumaczyłam sobie to tak, że satysfakcjonujące byłoby, gdyby Plusk podebrał terminatorkę durnemu rudzielcowi. Jego własny syn, ha.
Kiwnęłam głową, akceptując jego odpowiedź. Cóż, gdyby chociaż spróbował przejąć jej trening, to i tak zrobiłby nieporównywalnie więcej, niż Wiewiórcza Dziupla, ale zamierzałam trzymać go za słowo i wkrótce sprawdzić, czy się wywiązał. Może do tego czasu… nie. Nie chciałam o tym myśleć, Barszcz musiałaby wyciągnąć pierwsza łapę, to ona mnie zraniła, nie ja ją.
– Wracam – mruknęłam wreszcie do kocura, po czym poruszyłam ogonem na boki i odwróciłam się, by bez zbędnych ceregieli udać się do obozu. Potrzebowałam odpoczynku.
zt
i don'twannabeany partofyourscene idon'tbelievewhatyoubelieve i'dratherbefacelessinthe dark thanbesoF A K E................
.................likethewayyouare
Znajdujący się w górnej granicy średniego wzrostu, całkiem przystojny kocur o burym, tygrysiopręgowanym umaszczeniu. Jest posiadaczem mocnej brody, białych palców, ciemnoszarego nosa oraz nakrapianych czernią opuszek łap i języka. Jego wąsy są długie, biało-czarne i powyginane w różnych kierunkach. Na końcu uszu kocura znajdują się czarne pędzelki. Szczupły z budowy; ma długie łapy i ogon, dzięki którym porusza się lekko i bezszelestnie zarówno po ziemi, jak i po drzewach. W oliwkowych oczach dużo częściej można dostrzec dystans i powagę. Posiada blizny nosie - pamiątka po pazurach Krogulczego Szponu - oraz szpetną szramę nachodzącą na prawą łopatkę, wynik kontaktu z psimi zębami.
Nonszalancki, nieco zdystansowany i bardzo gadatliwy kocur.
Wrzeszczący Pysk[GK]; Dryfujący Kwiat, Czosnek[Nkt]; Mała Łapa, Księżycowy Pył[KRz]; Czaik[KG]
Przeciągnąłem się lekko w pozycji siedzącej, rozglądając się po otoczeniu. Nim zdążyłem ponownie się odezwać, moja towarzyszka najwyraźniej zdecydowała, że miała na dziś dość socjalizacji. Posłałem jej szeroki uśmiech, samemu decydując jeszcze chwilę pozostać w miejscu.
- Do później! - zawołałem za nią wesoło.
Po kilku uderzeniach serca sam się podniosłem i przeciągnąłem, aż usłyszałem ciche strzyknięcie w jednym ze stawów. Nic tu po mnie. Nie zawsze miałem humor na siedzenie samemu, ale nie oznaczało to, że zamierzałem biegiem szukać jakiegoś innego kota. Nie byłem aż tak przepełnionym energią kotem, a rozmowa z Bluszcz nieco mnie wyciszyła. Ruszyłem wolnym krokiem w kierunku Cienistych ziem, decydując się jeszcze chwilę pochodzić, ale nie za długo, po czym sam skierowałem się ku obozowi. To była dobra pora na drzemkę, szczególnie że niezbyt chciało mi się polować czy patrolować w tej chwili.
zt.
<center><table><tr><td></td><td> </td><td>
boli łebi dzień miumyka tuż przedmymnosemtrzaskajądrzwi mójbógz ł ynie mówio n i c nie pyta
- ̗̀ ★SAMNIE WIERZYW NIC★ ̖́-
cośsięwierciw mejduszy.................... ....................cośkotłujesięw g ł o w i e jakby chciałosięprzebićna drugąpołowę w głowęwaląjak w bębensłowaz ekranu
「xTRZEBADUSZĘOCZYŚCIĆx」 「xTYLKO POMAŁUx」
trzeba ciąglewiosłowaćwieczoremi r a n o........ ........trzeba zraszaćnadziejąto cojeszcze zostało xxx
Niska, drobna koteczka o delikatnych kształtach, które pieczołowicie skrywane są pod długim, lekko potarganym futrem. Gdyby tak wrzucić ją do rzeki okazałoby się, że jest dwa razy chudsza i niezwykle krucha, podatna na każdy podmuch wiatru i każde złamanie, co zresztą już udowodniła. Szata córki Czerwonego Pazura jest natomiast fikuśną paletą najróżniejszych odcieni kremu, czerni i bieli, choć te dwie ostatnie barwy zdominowały pierwszą, spychając ją do okolic pyska, gdzie jaśnieje do kościanego odcienia, zadu, gdzie ciemnieje do wyblakłej rudości, oraz kości promieniowej prawej łapy. Jesion pochwalić się może także śnieżnobiałą kryzą, której kolor ciągnie się przez całe podbrzusze, gardło oraz żuchwę, tworząc krótkie skarpetki u łap przednich i dłuższe u łap tylnych, a także zalewa lewą część pyska i mostka nosa. (reszta w KP)
Koteczka z niej powściągliwa i odrobinę podejrzana, kiedy tak po cichu obserwuje wydarzenia i łypie przymilnym okiem z daleka, udając, że wszystko jest okej, kiedy tak naprawdę nie jest i wszyscy świetnie zdają sobie z tego sprawę. Jest wilkiem w owczej skórze, jadowitą żmiją, korzystającą z szerokiego wachlarza urokliwych i niewinnych słów, mających za zadanie odwrócić uwagę od jej niekiedy niepoprawnych działań. Mówi to, co chcą słyszeć inni i potrafi dopasować się do zaistniałej sytuacji, będąc elastyczną w relacjach z różnymi kotami, byleby tylko zyskać zaufanie i wykorzystać je w przyszłości, jeśli okaże się to konieczne. Bystra z niej racjonalistka o analitycznym umyśle, potrafiąca każdy jeden problem rozpatrzeć na kilka obiektywnych sposobów, by wyciągnąć satysfakcjonujące wnioski i podjąć najkorzystniejszą dla niej samej decyzję. (reszta w KP)
Lamparcia Cętka [S], Pszenica [KG]
Rzecz jasna nie chciałam trzymać języka za zębami i podczas spaceru z Czajkowym Lotem powiedziałam jej słówko o plączących się przy naszych granicach samotnikach, którzy przyprowadzili ze sobą, na domiar złego, kocięta. Uznałyśmy, że nic się nie stanie, jeśli przekroczymy Czarny Ogon i rozejrzymy się po lesie. Wiedziałam, że wojowniczka straciła kilka kociąt ze swojego pierwszego miotu, dlatego też nie zdziwiło mnie to, że czuła się zobowiązana do sprawdzenia, czy żaden z nich nie znalazł się w niebezpieczeństwie. Skierowała się do drewnianej konstrukcji, wyłożonej sianem, ja natomiast postanowiłam pokręcić się wsród Malinowych Krzewów, które zdecydowanie nie pachniały tak, jak pachniała leśna roślinność.
Westchnęłam lekko, patrząc na niezbyt przyjemnie wyglądające gałązki owocowych krzaków. Nie chciałam ryzykować. Zbyt ceniłam swoje futro, by pozwolić zawisnąć mu między liśćmi malin, dlatego też postanowiłam ostrożnie obejść tę okolicę, wyłapując zapachy, które niósł ze sobą niezwykle silny wiatr, zwiastujący zapewne ulewy, a te... niestety zmyją wszelkie ślady.
A Jaskółka... szukała. Dalej szukała miejsca, w którym mogłaby wraz ze swoimi kociętami bezpiecznie zamieszkać, bez obaw, że znajdzie ich tam jakiś gromiak, czy inny klanowy kot. Klany były cztery, ale na pewno każdy był taki sam. Dawali nadzieję, po czym zamykali drzwi przed nosem i odsyłali z kwitkiem.
Na szczęście lub nieszczęście, rasowa kotka nie znała zapachów innych klanów, ani nie wiedziała też, gdzie są ich granice. Nie wiedziała, że wszystkie bezpośrednio ze sobą graniczą, nie wiedziała, że maja różne zapachy. Nie miała więc pojęcia, że nieopodal niej znajduje się kotka z klanu Wichru, zwłaszcza że ów zapach towarzyszył samotniczce już od dawna. Starała się być czujna i nie dać się nikomu zaskoczyć, ale... była też niezdarna i niekompetentna, więc nie zorientowała się, że ów woń jest wyjątkowo świeża i nie dobiega z terenów, wzdłuż których ostatnimi czasy spaceruje. Jesionowa Łapa mogła z łatwością zaatakować ją znienacka, bo Jaskółka nie była niczego świadoma.
b i r d s.flying.high.you knowhow Ifeel sun.in.the.s k y.you knowhowIfeel breeze driftin'on by.you knowhow Ifeel
it's anewdawn it's anew d a y it's an e wlife - ̗̀ FOR ME ̖́-
Niska, drobna koteczka o delikatnych kształtach, które pieczołowicie skrywane są pod długim, lekko potarganym futrem. Gdyby tak wrzucić ją do rzeki okazałoby się, że jest dwa razy chudsza i niezwykle krucha, podatna na każdy podmuch wiatru i każde złamanie, co zresztą już udowodniła. Szata córki Czerwonego Pazura jest natomiast fikuśną paletą najróżniejszych odcieni kremu, czerni i bieli, choć te dwie ostatnie barwy zdominowały pierwszą, spychając ją do okolic pyska, gdzie jaśnieje do kościanego odcienia, zadu, gdzie ciemnieje do wyblakłej rudości, oraz kości promieniowej prawej łapy. Jesion pochwalić się może także śnieżnobiałą kryzą, której kolor ciągnie się przez całe podbrzusze, gardło oraz żuchwę, tworząc krótkie skarpetki u łap przednich i dłuższe u łap tylnych, a także zalewa lewą część pyska i mostka nosa. (reszta w KP)
Koteczka z niej powściągliwa i odrobinę podejrzana, kiedy tak po cichu obserwuje wydarzenia i łypie przymilnym okiem z daleka, udając, że wszystko jest okej, kiedy tak naprawdę nie jest i wszyscy świetnie zdają sobie z tego sprawę. Jest wilkiem w owczej skórze, jadowitą żmiją, korzystającą z szerokiego wachlarza urokliwych i niewinnych słów, mających za zadanie odwrócić uwagę od jej niekiedy niepoprawnych działań. Mówi to, co chcą słyszeć inni i potrafi dopasować się do zaistniałej sytuacji, będąc elastyczną w relacjach z różnymi kotami, byleby tylko zyskać zaufanie i wykorzystać je w przyszłości, jeśli okaże się to konieczne. Bystra z niej racjonalistka o analitycznym umyśle, potrafiąca każdy jeden problem rozpatrzeć na kilka obiektywnych sposobów, by wyciągnąć satysfakcjonujące wnioski i podjąć najkorzystniejszą dla niej samej decyzję. (reszta w KP)
Lamparcia Cętka [S], Pszenica [KG]
Zatrzymałam się w miejscu, gdy do moich nozdrzy dostał się obcy smród, należący zapewne do jednego z tych przebrzydłych, kręcących się w pobliżu naszej granicy samotników. Nie wiedziałam jednakże, czy powinnam mierzyć się z tym czymś sama. Mogłam ryzykować moim pięknym pyszczkiem, mogłam ryzykować futrem. Och, nie chciałam wyglądać jak Węgorzowy Grzbiet.
Podkradłam się bliżej, chcąc zbadać sytuację, a wśród krzewów zauważyłam kocicę o jasnym futrze w ciemniejsze ciapki. Zmarszczyłam nos w nieelegancki, niezwykle butny sposób, po czym podniosłam się i spojrzałam na nią obojętnie. - Dzień dobry, skarbeńku - wymruczałam, uśmiechając się niezwykle ciepło i serdecznie - Szukasz tu czegoś konkretnego? - zapytałam, bowiem nikt normalny nie kręciłby się dla własnej przyjemności w takim miejscu, ugh. Poza tym byłam niezwykle ciekawa tego, co miała do powiedzenia.
Gdy za jej plecami rozległ się czyjś głos, mimowolnie się wzdrygnęła, a sierść na jej karku stanęła dęba. Nie spodziewała się tu nikogo spotkać, albo inaczej - NIE CHCIAŁA tu nikogo spotkać, jednak los jak zwykle zdecydował się robić jej pod górkę. Gdyby nie fakt, że nieznajoma kotka wydawała się być niesamowicie miła, Jaskółka zapewne spróbowałaby dać dyle, o ile nie zostałaby sparaliżowana przez strach, co też było możliwe. Ciepły uśmiech Jesionowej Łapy dal jednak samotniczce promyczek nadziei na to, że może znajdzie się ktoś, kto pomoże jej znaleźć legowisko w bezpiecznym, oddalonym od klanów miejscu.
- D-dzień do-dobry - przywitała się drżącym głosem, odwracając głowę do nieznajomej. Fakt, że córka Pomarańczowej Skórki wydawała się być niegroźna, przynajmniej na razie, nie zmieniał nic w kwestii nieśmiałości i bojaźliwości młodej matki. Bała się po prostu odrobinę mniej, przy czym "odrobinę" to słowo klucz.
- Szukam jakiegoś be-bezpiecznego miejsca na le-legowisko. Z dala od kla-klanów. Tylko nie wiem ja-jak gdzie są ich gra-granice. Cie-ciężko mi stwierdzić na we-węch - odpowiedziała, odwracając się całym ciałem w stronę Jesionowej Łapy. Wpatrywała się w swoje łapy. Nie potrafiła znieść kontaktu wzrokowego z kimś obcym.
b i r d s.flying.high.you knowhow Ifeel sun.in.the.s k y.you knowhowIfeel breeze driftin'on by.you knowhow Ifeel
it's anewdawn it's anew d a y it's an e wlife - ̗̀ FOR ME ̖́-
Niska, drobna koteczka o delikatnych kształtach, które pieczołowicie skrywane są pod długim, lekko potarganym futrem. Gdyby tak wrzucić ją do rzeki okazałoby się, że jest dwa razy chudsza i niezwykle krucha, podatna na każdy podmuch wiatru i każde złamanie, co zresztą już udowodniła. Szata córki Czerwonego Pazura jest natomiast fikuśną paletą najróżniejszych odcieni kremu, czerni i bieli, choć te dwie ostatnie barwy zdominowały pierwszą, spychając ją do okolic pyska, gdzie jaśnieje do kościanego odcienia, zadu, gdzie ciemnieje do wyblakłej rudości, oraz kości promieniowej prawej łapy. Jesion pochwalić się może także śnieżnobiałą kryzą, której kolor ciągnie się przez całe podbrzusze, gardło oraz żuchwę, tworząc krótkie skarpetki u łap przednich i dłuższe u łap tylnych, a także zalewa lewą część pyska i mostka nosa. (reszta w KP)
Koteczka z niej powściągliwa i odrobinę podejrzana, kiedy tak po cichu obserwuje wydarzenia i łypie przymilnym okiem z daleka, udając, że wszystko jest okej, kiedy tak naprawdę nie jest i wszyscy świetnie zdają sobie z tego sprawę. Jest wilkiem w owczej skórze, jadowitą żmiją, korzystającą z szerokiego wachlarza urokliwych i niewinnych słów, mających za zadanie odwrócić uwagę od jej niekiedy niepoprawnych działań. Mówi to, co chcą słyszeć inni i potrafi dopasować się do zaistniałej sytuacji, będąc elastyczną w relacjach z różnymi kotami, byleby tylko zyskać zaufanie i wykorzystać je w przyszłości, jeśli okaże się to konieczne. Bystra z niej racjonalistka o analitycznym umyśle, potrafiąca każdy jeden problem rozpatrzeć na kilka obiektywnych sposobów, by wyciągnąć satysfakcjonujące wnioski i podjąć najkorzystniejszą dla niej samej decyzję. (reszta w KP)
Lamparcia Cętka [S], Pszenica [KG]
Musiałam przyznać, iż osobowość samotniczki była wyjątkowo irytująca i nadwyrężała moje nerwy już na wstępie, lecz nie mogłam dać po sobie tego poznać. Wzięłam głęboki wdech i trzepnęłam rubasznie uchem, przyglądając się jej obojętnie. - Dlaczego się jąkasz? - zapytałam, przechylając głowę na bok - Boisz się? - uśmiechnęłam się lekko. Była wyjątkową nieudacznicą, jeśli najpierw dawała się zajść od tyłu tak niedoświadczonej terminatorce jak ja, a później okazywała swoje wątpliwości. Zapewne powinnam ją stąd przegonić, byle jak najdalej, lecz to postanowiłam odłożyć na później, gdyż może się okazać niepotrzebnym nadwyrężeniem mięśni. - Choć może powinnam była zapytać, czy boisz się klanów? - uniosłam lekko podbródek. Byłam już gotowa powiedzieć jej, gdzie się znajdujemy i gdzie dojdzie idąc którędy, lecz z drugiej strony... jaka była w tym korzyść? Otóż żadna. - Tutaj nie znajdziesz bezpiecznego miejsca. Zwłaszcza, jeśli jakimś trafem miałabyś potomstwo - spojrzałam na jej spuszczony łeb beznamiętnie. Dziwne, że połączenie faktów zajęło mi aż tak dużo czasu. Najwidoczniej nie byłam w formie, cóż, zdarza się.
Czarny, krótkowłosy kot drobnej budowy i o średnim wzroście. Ma ciemny, mały nos i zielone oczy. Na brzuchu, końcówce ogona i piersi ma białe znaczenia. Ma smukły pyszczek ze sterczącymi wąsami. Blizny na szyi i górnej części prawej, przedniej łapy.
Już jako Węglowy Pył, zmienił się trochę, choć nie można tego nazwać radykalną zmianą. Węgielek stara się był miły dla wszystkich i nie oceniać z góry. Jest pomocny w stosunku do innych. Raczej jest kotem wrażliwym. Łatwo wprawić go w zakłopotanie. Nie jest aż tak nieśmiały jak kiedyś. Teraz może zwyczajnie do kogoś zagadać, choć i tak za wiele nie powie. Wciąż małomówny i zazwyczaj odpowiada krótko, ale treściwie. Nie lubi o sobie opowiadać, zamiast tego woląc skupić się na rozmówcy. Wiele rzeczy o sobie zataja, a chociaż ma potem wyrzuty sumienia, potrafi skłamać, by coś ukryć. W naprawdę prosty sposób ulega manipulacji i w większości przypadków nie jest nawet świadomy, że ktoś może nim pomiatać. Lubi przebywać w towarzystwie kotów podobnych do niego. Kiedy trafi na nieprzyjemnego, niemiłego rozmówcę, szybko się zraża i ucieka. Przyjemność sprawia mu nauczanie i przekazywanie wiedzy. Jeśli chodzi o spędzanie czasu, dużo przebywa sam, rozmyślając i spacerując. Na pewno nie jest duszą towarzystwa. Woli mniejsze, acz bliższe grono. Nie ma jakiś większych ambicji. Odpowiada mu to, co jest, czyli bycie wojownikiem, ochrona klanu i szkolenie terminatorów. Nie uważa, by nadawał się w jakikolwiek sposób na jakąś wyższą rangę. Czasami ma mało pewności i wiary w siebie, choć jednak jeśli już coś sobie postanowi, to jest bardzo zawzięty, by to osiągnąć.
A Węgielek zawsze był cierpliwy, powtarzał sobie: po ceremonii. Jak już zostanie wojownikiem, to uda się trochę poza granice w klanu, by powęszyć za zaginionym ojcem, bratem, i siostrą. Nie spodziewał się więc, że uda mu się trochę wyjść poza tereny klanu już teraz.
Udał się na krótki patrol, wzdłuż Czarnego Ogona. Zwykle wychodził samemu, czasem z kimś w zależności od nastroju. Może to głupio z jego strony pałętać się po Terenach Niczyich szczególnie, kiedy się obawia samotników i drapieżników, z którymi mógłby sobie sam nie poradzić. A jednak ta chęć zwiedzania czegoś nieznajomego oraz poszukania śladów była silniejsza. W ten sposób właśnie w miejscu, gdzie strumień płynie dalej obok terenu klanu cienia skręcił nieco w bok, kierując się w nieznany teren. Uważnie rozglądał się na boki, jakby obawiając się, że coś może na niego wyskoczyć. Nie widział jednak niczego.. szczególnego. Jedynie zapach się zmienił. Albo tylko mu się tak wydaje.. Dotarł w ten sposób do terenu, na którym było pełno krzewów malin. Rosły wyjątkowo bujnie biorąc w Porze Zielonych Liści. Postanowił tam nie włazić, by się nie pokłóć, dlatego przystanął na chwilę i rozejrzał się wokół, wyczulając wszystkie swoje zmysły, by w razie czego dać dyla i wrócić skąd przyszedł, nie narażając się na atak.
[Jaskółka]
----------------------Take it to yourt o pand now watch me get in ----------------Feel the sun is up and nowlet the v i b e in ---------------------------------Don'tyou feel the rain drops are near You're the o n l ytool tobreak the music---------------------- Andyour time is souseless---------------»FEEL ME GET IN « And your daysare notof m u s e breaks------------------------
A Jaskółka... chodziła i szukała jakiegoś miejsca, gdzie mogłaby założyć legowisko wraz z kociakami. Błądziła po omacku i pewnie zrobiła już parę kółek. Brakowało jej przewodnika. Kogoś, kto pokaże jej najlepsze do życia miejsce a następnie da spokój i pójdzie w swoją stronę. Czy było to jednak możliwe? Czy istniały koty dobre, gotowe bezinteresownie komuś pomóc? Kotka szczerze w to wątpiła i jeszcze się z czymś takim nie spotkała. Lew na pewno miał wobec niej jakieś podłe zamiary, zaraz potem jak ją upokorzył przed Trzmielą Gwiazdą, rzecz jasna.
Szukała więc, nie wiedząc, że znajduje się nieopodal klanu Wichru. Z natury była dość niezdarną i nieuważną kotką, więc cóż, możliwe że nie wyczuła, gdy Węglowa Łapa zbliżył się do niej na odległość mniejszą niż by tego chciała, więc terminator miał przewagę. O ile nie był równie nieuważny, rzecz jasna. Choć ciężko było nie zauważyć kocicy o tak niecodziennym dla klanowych kotów futrze.
Czarny, krótkowłosy kot drobnej budowy i o średnim wzroście. Ma ciemny, mały nos i zielone oczy. Na brzuchu, końcówce ogona i piersi ma białe znaczenia. Ma smukły pyszczek ze sterczącymi wąsami. Blizny na szyi i górnej części prawej, przedniej łapy.
Już jako Węglowy Pył, zmienił się trochę, choć nie można tego nazwać radykalną zmianą. Węgielek stara się był miły dla wszystkich i nie oceniać z góry. Jest pomocny w stosunku do innych. Raczej jest kotem wrażliwym. Łatwo wprawić go w zakłopotanie. Nie jest aż tak nieśmiały jak kiedyś. Teraz może zwyczajnie do kogoś zagadać, choć i tak za wiele nie powie. Wciąż małomówny i zazwyczaj odpowiada krótko, ale treściwie. Nie lubi o sobie opowiadać, zamiast tego woląc skupić się na rozmówcy. Wiele rzeczy o sobie zataja, a chociaż ma potem wyrzuty sumienia, potrafi skłamać, by coś ukryć. W naprawdę prosty sposób ulega manipulacji i w większości przypadków nie jest nawet świadomy, że ktoś może nim pomiatać. Lubi przebywać w towarzystwie kotów podobnych do niego. Kiedy trafi na nieprzyjemnego, niemiłego rozmówcę, szybko się zraża i ucieka. Przyjemność sprawia mu nauczanie i przekazywanie wiedzy. Jeśli chodzi o spędzanie czasu, dużo przebywa sam, rozmyślając i spacerując. Na pewno nie jest duszą towarzystwa. Woli mniejsze, acz bliższe grono. Nie ma jakiś większych ambicji. Odpowiada mu to, co jest, czyli bycie wojownikiem, ochrona klanu i szkolenie terminatorów. Nie uważa, by nadawał się w jakikolwiek sposób na jakąś wyższą rangę. Czasami ma mało pewności i wiary w siebie, choć jednak jeśli już coś sobie postanowi, to jest bardzo zawzięty, by to osiągnąć.
Zawsze spodziewał się, że akurat będzie bardziej odważny, wychodząc poza tereny klanu. Szczególnie w takim wieku, bo przecież nie jest świeżym terminatorem, tylko dorosłym kocurem, który zaraz zostanie mianowany na wojownika. Może nie bał się jakoś bardzo, ale gdzieś w środku czuł, że coś na niego zaraz wyskoczy. Zawsze się słyszało, że poza granicami grasują samotnicy, pieszczochy i drapieżniki, które są bardzo niebezpieczne. Jak na razie nie spotkał nikogo, chociaż..!
Do jego nozdrzy dotarł zapach jakiegoś obcego kota, który musi być gdzieś niedaleko. Odruchowo zjeżył się na sierści, a instynkt kazał mu uciekać. Jednak jaki miałoby to sens, skoro wraz z tym uczuciem pojawiła się ciekawość. Chęć sprawdzenia, czy koty z poza klanu są podobne, jak wyglądają. I to ostatecznie wygrało, ponieważ Węgielek postanowił po cichu zbliżyć się do nieznanego kota. Spostrzegł niecodzienną sierść, której nie widział nigdy wcześniej. Cętkowane koty - owszem, zdarzały się w klanie, ale również należały do rzadkości. Od razu ocenił też ją wzrokiem. Nie wydawała mu się być niebezpieczne. Jest raczej drobna aniżeli duża i masywna. Chyba nie stanowi zagrożenia..
- Cz-cześć - powiedział niepewnie podchodząc - Nie należysz do klanu, prawda? - zapytał by się upewnić. Zapach raczej nie powinien go zwieść, ale kto wie?
----------------------Take it to yourt o pand now watch me get in ----------------Feel the sun is up and nowlet the v i b e in ---------------------------------Don'tyou feel the rain drops are near You're the o n l ytool tobreak the music---------------------- Andyour time is souseless---------------»FEEL ME GET IN « And your daysare notof m u s e breaks------------------------
Jaskółka rozglądała się powoli, licząc na to, że znajdzie miejsce, które będzie się nadawało do zrobienia tam legowiska. Nim jednak to nastąpiło, usłyszała za swoimi plecami głos. Momentalnie jej sierść się zjeżyła, a ona sama wygięła łuk. Odwróciła się w stronę, z którego dobiegało zawołanie i z szeroko otwartymi ze strachu oczami spojrzała na kocura. Wyglądał na takiego w wieku podobnym do Lwa, ale nie śmierdział gromem. Śmierdział czymś innym, jakimś innym klanem zapewne.
Początkowo nie odpowiedziała na pytanie nieznajomego. Wpatrywała się w niego z przerażaniem, zastanawiając się, czy powinna uciekać, czy cóż innego winna była poczynić. Zdała sobie jednak sprawę z tego, że gdyby kocur tylko chciał, to by ją dogonił, więc stawianie oporu nie miało sensu. Mogłoby jedynie pogorszyć sytuację, sprowokować klanowego dzikusa do agresji, czy innych działań.
W końcu pokiwała przecząco głową, bo cóż innego miała zrobić. Pozostało jedynie liczyć na to, że nie sprowokuje to czarnego do... cóż, czegokolwiek.
b i r d s.flying.high.you knowhow Ifeel sun.in.the.s k y.you knowhowIfeel breeze driftin'on by.you knowhow Ifeel
it's anewdawn it's anew d a y it's an e wlife - ̗̀ FOR ME ̖́-
Czarny, krótkowłosy kot drobnej budowy i o średnim wzroście. Ma ciemny, mały nos i zielone oczy. Na brzuchu, końcówce ogona i piersi ma białe znaczenia. Ma smukły pyszczek ze sterczącymi wąsami. Blizny na szyi i górnej części prawej, przedniej łapy.
Już jako Węglowy Pył, zmienił się trochę, choć nie można tego nazwać radykalną zmianą. Węgielek stara się był miły dla wszystkich i nie oceniać z góry. Jest pomocny w stosunku do innych. Raczej jest kotem wrażliwym. Łatwo wprawić go w zakłopotanie. Nie jest aż tak nieśmiały jak kiedyś. Teraz może zwyczajnie do kogoś zagadać, choć i tak za wiele nie powie. Wciąż małomówny i zazwyczaj odpowiada krótko, ale treściwie. Nie lubi o sobie opowiadać, zamiast tego woląc skupić się na rozmówcy. Wiele rzeczy o sobie zataja, a chociaż ma potem wyrzuty sumienia, potrafi skłamać, by coś ukryć. W naprawdę prosty sposób ulega manipulacji i w większości przypadków nie jest nawet świadomy, że ktoś może nim pomiatać. Lubi przebywać w towarzystwie kotów podobnych do niego. Kiedy trafi na nieprzyjemnego, niemiłego rozmówcę, szybko się zraża i ucieka. Przyjemność sprawia mu nauczanie i przekazywanie wiedzy. Jeśli chodzi o spędzanie czasu, dużo przebywa sam, rozmyślając i spacerując. Na pewno nie jest duszą towarzystwa. Woli mniejsze, acz bliższe grono. Nie ma jakiś większych ambicji. Odpowiada mu to, co jest, czyli bycie wojownikiem, ochrona klanu i szkolenie terminatorów. Nie uważa, by nadawał się w jakikolwiek sposób na jakąś wyższą rangę. Czasami ma mało pewności i wiary w siebie, choć jednak jeśli już coś sobie postanowi, to jest bardzo zawzięty, by to osiągnąć.
Nieznajoma kotka była bardziej przerażona od niego, ale on sam też nie był jakoś śmiały. Nie wiedział, czy w ogóle podejście do samotniczki jest dobrym pomysłem. Mogła w końcu sprawiać tylko dobre wrażenie, a w rzeczywistości być niebezpieczna. Kto wie, czy zaraz nie rzuci się na niego z pazurami.. Chociaż, to kompletne bzdury. Węgielek zauważył przecież, że boi się ona zdecydowanie bardziej. Jak ktoś taki miałby sprawiać jakiekolwiek zagrożenie?
- J-Ja jestem z klanu Wichru. Nazywam się Węglowa Łapa, nie zrobię ci nic - w życiu nie zrobiłby czegokolwiek nieznajomej kotce o dziwnym futerku. Nie ma przecież żadnego powodu! Gdyby wtargnęła na teren klanu to też najpierw by powiedział, by odeszła, a potem w razie czego przeszedłby do rozwiązania siłowego. Tutaj, na terenach niczyich nie będzie nikogo atakować. Tylko i wyłącznie w obronie własnej mógłby z kimkolwiek walczyć. Zastanawiał się, co kotka robi tak blisko granic. Nie tylko Wichru, ale też Cienia. Pewnie tylko przechodzi obok, nie ma się czym martwić..
----------------------Take it to yourt o pand now watch me get in ----------------Feel the sun is up and nowlet the v i b e in ---------------------------------Don'tyou feel the rain drops are near You're the o n l ytool tobreak the music---------------------- Andyour time is souseless---------------»FEEL ME GET IN « And your daysare notof m u s e breaks------------------------