nie wierzy w jedną prawdę; spontaniczna; eksploratorka; obserwatorka; zbyt empatyczna (czująca innych bardziej niż siebie); kreatywna; potrafi przyznać się do niewiedzy, woli ją od zgubnej pewności; bywa wścibska; indywidualistka, ale rozmowna, interesuje ją życie Klanu jako wspólnoty; żyje teraźniejszością, lubi być na bieżąco; uczy się elastyczności; uznaje, że światem rządzi ciągła zmiana i nic nie jest pewne.
Mała Łapa vel Huba [kw], Okopcona Gałązka [gk]
Ruda kotka rozważała sytuację z kociakami nie tylko czysto teoretycznie, ale też przyszłościowo na tyle, że nawet przez myśl jej nie przeszło, że mogłaby znaleźć się przy granicy z innym Klanem, sama, teraz. Mętnej Łapy, w przeciwieństwie do jej niebieskiej siostry, nigdy nie ciągnęło do zwiedzania terenów na własną łapę czy wymykania się z Obozu bez opieki, bez towarzystwa. Uczestniczyła w patrolach, ostatnio z Płonącym Świtem, z którą świetnie się dogadywała i z Owocową Gałązką. Kiedyś tam obiecała mistrzowi, że nie będzie wystawiać się głupio na niebezpieczeństwo, a zdecydowanie prosiłaby się o zgubę, gdyby zaszła na granicę z Klanem Wichru, nie będąc dobrze przeszkoloną w walce. Sparingu z Szerszeniem nie liczyła jako nauki. Potrafiła rozumować, a brnięcie w kolejne: co by było, gdyby... wydało się jej zwyczajnie zbędne, jak snucie dalekosiężnych planów.
– No tak, przywódca nie przestaje być wojownikiem... – skomentowała tylko pod nosem, ale słyszalnie, zgadzając się, że prawo, Kodeks, skoro już jest, powinien wszystkich dotyczyć w jednakowym stopniu. Następnie kiwnęła głową. W kwestii samotników nie miała już pytań, bo kiedyś, na początku treningu wypytywała o to czy koty spoza Klanów muszą koniecznie nie wierzyć w niejakich gwiezdnych i odrzucać Kodeks. Od tamtej pory rozmawiała z Czereśniową Gałązką o Wieczorze, bracie Gęsiopiórego... i sama przekonała się, że podejść jest tyle, ile kotów. Choć za bycie specjalistą w kwestii samotników, po wczorajszej nocy, podejrzewała Wężowego Błyska...
Widząc skałki, Mętna Łapa przypomniała sobie jak wyglądały wczoraj w nocy, gdy oświetlał je tylko księżyc, a wilgoć była tak wszechobecna, że wraz z nią, mróz wdzierał się wszędzie. Dziś było jasno, trochę cieplej i... wody jakby nieco więcej? Młoda sprawnie, tym bardziej zważając na jej postawną sylwetkę, balansowała po czubeczkach, ogon trzymając wysoko. Rzeka ochlapywała jej łapy i nogi, a długie futro przemokło od dołu, ale wyglądała na całkiem zadowoloną, gdy wylądowała przy mistrzu. Również się otrzepała, może zbyt... widowiskowo, bo krople mogły dosięgnąć oleistego futerka białasa.
Gęsiopióry jest jednolicie białym kocurem o krótkiej, tłusto połyskującej sierści. Ma mocne łapy z szerokimi stopami, dużą głowę, osadzoną na krępej szyi oraz gruby, krótki ogon. Dodając do tego zupełnie przeciętny wzrost i ciut ponad przeciętną masę, dostaje się obraz masywnego kocura o zaokrąglonych kształtach. Poczciwej aparycji dopełniają jasnożółte oczy, nieduże uszy, ciut zbyt wielki nos i najsympatyczniejszy uśmiech w Klanie Rzeki.
Jako Wojownik Gęsiopióry odzyskał wiarę w siebie. Dojrzał. Zaczął konfrontować swoje lęki, potrzeby i marzenia z rzeczywistością. Pewne rzeczy przestały mu doskwierać, z innymi się pogodził. Dobro, w które zawsze tak wierzył, stało się jego głównym atrytubem. Jest troskliwy, ciepły i spokojny. Lubi rozmawiać z innymi i podchodzi do nich z życzliwą i szczerą ciekawością. Odkrycie powołania do bycia Mistrzem nadało jego pozbawionemu celu życiu nowy sens, a wejście w związek z Pajęczą Nogą pozwoliło wreszcie poczuć się dla kogoś ważnym i wartościowym.
Chaotyczny Lot (KW), Rwetes (S)
Gęsiopióry zasłonił się łapą, gdy drobniutkie kropelki wilgoci poszybowały w jego stronę. Nie było ich wiele, więc gest zdecydowanie był przedramatyzowany, oczywiście w celach komediowych. Kocur uśmiechnął się do Terminatorki figlarnie i skinął jej głową, by szła dalej za nim. Skręcił w lewo i dziarskim krokiem ruszył przed siebie.
– Dojdziemy wzdłuż rzeki do granicy i pójdziemy sobie wzdłuż Wichru – wyjaśnił – Zapamiętałaś, kto w ich Klanie zajmuje główne rangi? I może w innych? – zapytał, korzystając z okazji, aby wykorzystać świeże doświadczenia do sprawdzenia i utrwalenia wiedzy Mętnej Łapy. Nie zapomniał też o ostatnim punkcie Kodeksu, który musieli omówić i poczekał aż Mętlik skończy odpowiadać, by go wyrecytować:
– Wojownik odrzuca wygodne życie Pieszczoszka, tak brzmi ostatnie przykazanie Kodeksu. Nie wolno nam żyć jedną łapą poza Klanem, korzystać z pomocy Dwunogów, dzielić z nimi legowiska czy jeść mysich bobków, które czasem dają kotom. Prawdę mówiąc, osobiście uważam, że w chwilach głodówki nie powinniśmy wybrzydzać, ale... Kodeks to Kodeks. Uznajmy, że to dla naszego bezpieczeństwa. Dwunogi są znane z tego, że po prostu porywają koty. Z resztą, Pajęcza Noga sama o tym opowiadała.
nie wierzy w jedną prawdę; spontaniczna; eksploratorka; obserwatorka; zbyt empatyczna (czująca innych bardziej niż siebie); kreatywna; potrafi przyznać się do niewiedzy, woli ją od zgubnej pewności; bywa wścibska; indywidualistka, ale rozmowna, interesuje ją życie Klanu jako wspólnoty; żyje teraźniejszością, lubi być na bieżąco; uczy się elastyczności; uznaje, że światem rządzi ciągła zmiana i nic nie jest pewne.
Mała Łapa vel Huba [kw], Okopcona Gałązka [gk]
– Klanem Wichru przewodzi Lawendowa Gwiazda, niebieska kotka o zielonych oczach. Zastępczynią jest Barwna Ścieżka, tyle wiem, choć na Zgromadzeniu nie rzucała się w oczy. Za to Lśniąca Sadzawka nie dała się nie zauważyć... chyba jesteśmy jedynym Klanem, który nie jest jej dłużny. Ma białe, długie futro, zresztą podobnie jak terminator, którego przyprowadziła. Nazywał się Krwawnikowa Łapa. Wiem, że w Wichrze jest jeszcze jeden terminator medyka, ale nie znam imienia. – zrelacjonowała swoją wiedzę na temat władzy w Obozie, u ich południowych sąsiadów, krocząc bark w bark z mistrzem. – U nas, to wiadomo, Czerwona Gwiazda jako przywódczyni, Ćmi Zmierzch zastępczyni i Barwna Łapa jako terminator medyka, a teraz również Gorzka Łapa jako druga terminatorka... Ale coś mnie w tym wszystkim zastanawia. Jak sądzisz, co miała na myśli Czerwona Gwiazda, mówiąc, że gwiezdni mają nasz Klan w opiece? Kto uczy przyszłych medyków?
Ta kwestia zdecydowanie przerastała horyzont pojmowania Mętnej Łapy i młoda nie chciała męczyć Gęsiopiórego, ale może akurat zna prostą odpowiedź?
– Natomiast dalej: w Klanie Gromu przywódczynią jest Żubrza Gwiazda. Kolorowa, pstrokata, chyba jedno z jej oczu jest chore. Mała, kanciasta. Sprawia wrażenie charyzmatycznej. Za to jej zastępczyni, Cyprysowa Łuska jest ogromna i kudłata, wyraz pyska ma charakterystyczny, jakby coś się jej nie podobało. Medyczka to Truskawkowy Gąszcz? Słyszałam, że ma terminatora, ale nie znam imienia. – urwała na chwilę, by się oblizać. – Polna Gwiazda przewodzi Klanem Cienia od niedawna. Wybrał Wirujące Pióro na zastępcę, a do Klanu po śmierci poprzedniego medyka powróciła Ciernisty Kwiat, która dopiero ma szkolić następców.
Słowa na temat pieszczochów momentalnie przypomniały kotce jej pierwszą rozmowę z Wysoką Falą. Ona pierwszy raz opowiedziała jej trochę o kotach mieszkających z Dwunogami i o samotnikach. Podczas rozmowy z Pajęczą Nogą, Mętna Łapa uznała, że nie zawsze można odrzucić życie w Siedlisku, bo często bywa tak, że leśne koty są do tego przymuszane przez zamknięcie. Dlatego nie traktowała ostatniego punktu Kodeksu bardzo dosłownie. Według terminatorki, chodziło tu o wybór. Jeśli kot przed sobą nie zgodził się na zostanie pieszczochem i dobrowolnie nie odszedł z Klanu, by takim zostać, nie łamie Kodeksu.
– Przemyślałam już sobie ten punkt i jest dla mnie jasny. – miauknęła po chwili ciszy.
Gęsiopióry jest jednolicie białym kocurem o krótkiej, tłusto połyskującej sierści. Ma mocne łapy z szerokimi stopami, dużą głowę, osadzoną na krępej szyi oraz gruby, krótki ogon. Dodając do tego zupełnie przeciętny wzrost i ciut ponad przeciętną masę, dostaje się obraz masywnego kocura o zaokrąglonych kształtach. Poczciwej aparycji dopełniają jasnożółte oczy, nieduże uszy, ciut zbyt wielki nos i najsympatyczniejszy uśmiech w Klanie Rzeki.
Jako Wojownik Gęsiopióry odzyskał wiarę w siebie. Dojrzał. Zaczął konfrontować swoje lęki, potrzeby i marzenia z rzeczywistością. Pewne rzeczy przestały mu doskwierać, z innymi się pogodził. Dobro, w które zawsze tak wierzył, stało się jego głównym atrytubem. Jest troskliwy, ciepły i spokojny. Lubi rozmawiać z innymi i podchodzi do nich z życzliwą i szczerą ciekawością. Odkrycie powołania do bycia Mistrzem nadało jego pozbawionemu celu życiu nowy sens, a wejście w związek z Pajęczą Nogą pozwoliło wreszcie poczuć się dla kogoś ważnym i wartościowym.
Chaotyczny Lot (KW), Rwetes (S)
– Wszystko idealnie, Mętna Łapo! – pochwalił ją Gęsiopióry. Trochę brakowało mu już kreatywnych pomysłów na gratulowanie jej, gdy udzielała kolejnej bezbłędnej odpowiedzi, ale też nie chciał przesadzać z obsypywaniem jej komplementami. Jeśli ich relacja Mistrza i Terminatorki miała w przyszłości zmienić się w przyjaźń dwojga Wojowników, nie mógł traktować jej protekcjonalnie. Już teraz ich różnica wieku, doświadczenia, wiedzy i niemal wszystkiego stawała się mniej odczuwalna z każdym księżycem. Rozmiarowo Mętlik dawno go przerosła. Choć miał w sobie pewną tendencję do nadopiekuńczości, nie mógł jej traktować jak kocięcia.
– A co do tego „Gwiezdny Klan ma nas w opiece”, nie wiem, Mętna Łapo. Czerwona Gwiazda jest już stara. Koty w tym wieku często po prostu... stają się bardziej uduchowione. Może coś jej się przyśniło? Barwna Łapa i Gorzka Łapa sobie radzą, leczą chorych, leczą rannych. Pewnie wkrótce otrzymają pełne imiona, najpierw jedno z nich, potem drugie – wzruszył nieznacznie barkami, nie bardzo chcąc dyskutować na temat opieki Przodków.
W międzyczasie zdążyli przejść przez Piaszczystą Mieliznę – drobinki piasku nieprzyjemnie kleiły się do mokrych łap i o ile krótka, oleista sierść Gęsiopiórego była łatwa do oczyszczenia, dla Mętnej Łapy oznaczało to niestety konieczność dłuższej toalety tego wieczoru – i pomału zbliżali się do Czterech Dębów.
– No dobrze, czas żebym poopowiadał Ci o polowaniu. Jest trochę zasad teoretycznych, które trzeba zapamiętać i stosować w praktyce. Najpierw poszukiwanie zdobyczy. Najważniejsze, to używać wszystkich zmysłów. Można wypatrzyć zwierzynę, usłyszeć ją albo zwęszyć. Trzeba ćwiczyć wszystkie i umieć podążyć za każdym z nich – wyjaśnił spokojnie – I żadnego z nich nie przytępiać sobą samym. Nawet, jeśli dopiero rozglądasz się za ofiarą, powinnaś zwolnić krok, uspokoić oddech i tak dalej. Im mocniej wsiąkniesz w pozycję łowiecką, tym łatwiej będzie Ci później, gdy będziesz już podchodzić swojego wróbla czy coś tam.
nie wierzy w jedną prawdę; spontaniczna; eksploratorka; obserwatorka; zbyt empatyczna (czująca innych bardziej niż siebie); kreatywna; potrafi przyznać się do niewiedzy, woli ją od zgubnej pewności; bywa wścibska; indywidualistka, ale rozmowna, interesuje ją życie Klanu jako wspólnoty; żyje teraźniejszością, lubi być na bieżąco; uczy się elastyczności; uznaje, że światem rządzi ciągła zmiana i nic nie jest pewne.
Mała Łapa vel Huba [kw], Okopcona Gałązka [gk]
Mętna Łapa przez chwilę patrzyła na mistrza z ukosa, mrużąc ślepia. W sumie nigdy nie zastanawiała się ile Księżycowy Pył zdążyła przekazać Barwnej Łapie, no i wciąż nie ucięła sobie z nim pogawędki, co byłoby w sumie ważniejsze. To co mówił Gęsiopióry miało sens. Na pewno kocur sporo potrafił, w końcu wiele księżyców radził sobie zupełnie sam i dopiero teraz otrzymał wsparcie w postaci Gorzkiej Łapy. To musiało być jakieś odciążenie. Jednak... ruda wiedziała, że w przeszłości, gdy w innych klanach umierał medyk, trening jego terminatora przejmował medyk innego klanu, za jego zgodą. I wiedziała też, że Barwna Łapa był po słowie ze Lśniącą Sadzawką. W końcu Ćmi Zmierzch podróżowała z nim w tym celu na granicę. Wichrowa medyczka na Zgromadzeniu nie prezentowała się wszem i wobec jako ktoś, kto wycofał się z tego układu, a pewnie nie omieszkałaby, gdyby tak faktycznie było. Czemu więc... Klan Rzeki się wycofał? Mętlik przełknęła wątpliwości wraz ze śliną, czując, że białas nie jest kotem, z którym powinna rozdrapywać ten temat. Musiała skupić się na treningu.
– Dziękuję Gęsiopióry. – miauknęła pogodnie i mrugnęła do niego okiem. – Wiesz, Zgromadzenie mi pomogło. Wystarczyło tylko słuchać z uwagą i obserwować. A wiesz może kogo uczy Truskawkowy Gąszcz i jak nazywa się drugi terminator medyka w Klanie Wichru? Co do tej opieki... gwiezdnych, to musisz mieć rację. Chyba najważniejszą rzeczą dla Klanu jest medyk, który zna się na ziołach i wie jak z nich skorzystać.
Wstąpili na grunt, który najłatwiej można by nazwać: piaszczystym, zimnym błotem. Mętna Łapa skrzywiła się nieznacznie, ale słuchała z uwagą tłumaczenia. Przypomniał się jej dzień, gdy w czymś na wzór pozycji łowieckiej, podchodziła do Grzmiącej Ścieżki.
– Spłycić oddech, patrzeć pod łapy, by w nic nie wdepnąć. Jestem czujna, wyczulam węch i wyciszam cały organizm. A... pozycja łowiecka? Jakoś tak? – podsumowała i spytała, po czym stanęła nagle i ugięła wszystkie łapy. Cały korpus przybliżyła do piaszczystej ziemi, ale tak, by nie szorować po niej brzuchem. Postarała się stworzyć prostą linię z czubka głowy, karku, barków, grzbietu i ogona. W tym celu ten ostatni uniósł się, stając przedłużeniem linii grzbietu.
Gęsiopióry jest jednolicie białym kocurem o krótkiej, tłusto połyskującej sierści. Ma mocne łapy z szerokimi stopami, dużą głowę, osadzoną na krępej szyi oraz gruby, krótki ogon. Dodając do tego zupełnie przeciętny wzrost i ciut ponad przeciętną masę, dostaje się obraz masywnego kocura o zaokrąglonych kształtach. Poczciwej aparycji dopełniają jasnożółte oczy, nieduże uszy, ciut zbyt wielki nos i najsympatyczniejszy uśmiech w Klanie Rzeki.
Jako Wojownik Gęsiopióry odzyskał wiarę w siebie. Dojrzał. Zaczął konfrontować swoje lęki, potrzeby i marzenia z rzeczywistością. Pewne rzeczy przestały mu doskwierać, z innymi się pogodził. Dobro, w które zawsze tak wierzył, stało się jego głównym atrytubem. Jest troskliwy, ciepły i spokojny. Lubi rozmawiać z innymi i podchodzi do nich z życzliwą i szczerą ciekawością. Odkrycie powołania do bycia Mistrzem nadało jego pozbawionemu celu życiu nowy sens, a wejście w związek z Pajęczą Nogą pozwoliło wreszcie poczuć się dla kogoś ważnym i wartościowym.
Chaotyczny Lot (KW), Rwetes (S)
Gdy sam był jeszcze Gęsią Łapą, biały Wojownik potrzebował od Śliwkowej Pestki opisu każdego jednego kota, z którym miał sprzężyć imię, albo przynajmniej jakiegoś skojarzenia. Postaci nigdy nie widzianych na oczy Medyków i Zastępców mieszały mu się w głowie przez całe księżyce Treningu, z Przywódcami było trochę łatwiej (...może przez te Gwiazdy w imionach?), ale wcale nie znaczyło to, że zapamiętał wszystko za pierwszym razem. Mętna Łapa miała łatwiej. Miała okazję zobaczyć ich wszystkich na żywo i oprzeć swoją wiedzę o własne wrażenia, a nie tylko suche fakty, które z resztą wcale nie musiały być prawdą, bo kto by małemu Gęsiej Łapie udowodnił, że Lśniąca Sadzawka jest biała i długowłosa, a nie na przykład... ruda, jak Mętlik?
Prawdę mówiąc, sam Gęsiopióry nie miał aż do minionej nocy pełnego obrazu Klanowych trójek w głowie.
A i tak sądził, że Mętna Łapa zapamiętałaby wszystkich, nawet, gdyby wyrecytował jej ich imiona z pamięci za jednym zamachem.
– Truskawkowy Gąszcz... Mmm, nie wiem... – przyznał, ściągając wargi w ciup – A Lśniąca Sadzawka... Oprócz Krwawnikowej Łapy uczy chyba Olchową Łapę – odpowiedział na pytanie, choć nie bez pewnego zawahania w głosie.
Gdy Terminatorka zaprezentowała mu swoją interpretację pozycji łowieckiej, spojrzał na nią uważnie i na tyle krytycznie, na ile potrafił. Na szczęście błędów, które mógłby przeoczyć, właściwie nie było, więc skinął głową. – Spróbuj tak przejść, o, do tamtego drzewa – polecił, delikatnie wskazując nosem na checkpoint. Dobrze stać to jedno, ale dobrze się ruszać – to zupełnie co innego.
nie wierzy w jedną prawdę; spontaniczna; eksploratorka; obserwatorka; zbyt empatyczna (czująca innych bardziej niż siebie); kreatywna; potrafi przyznać się do niewiedzy, woli ją od zgubnej pewności; bywa wścibska; indywidualistka, ale rozmowna, interesuje ją życie Klanu jako wspólnoty; żyje teraźniejszością, lubi być na bieżąco; uczy się elastyczności; uznaje, że światem rządzi ciągła zmiana i nic nie jest pewne.
Mała Łapa vel Huba [kw], Okopcona Gałązka [gk]
Jeśli Mętna Łapa faktycznie kiedyś spotka się ponownie z Wężowym Błyskiem, będzie mogła otrzymać informację o Gromowym terminatorze medyka z pierwszej łapy. I to nie tylko informację-imię (bo do otrzymania tejże wystarczy krótka pogadanka z Pożarem), ale też zapewne więcej szczegółów. Postawny, młody wojownik potrafił mówić jeszcze więcej niż ona sama, a poza tym ruda odnosiła wrażenie, że czasami nie do końca kontrolował, co wypuszcza z pyska. Tyle, że... na co jej niby taka wiedza? Jasne, dobrze byłoby móc skojarzyć sylwetkę i futerko każdego kota z jego imieniem oraz Klanem. Na przykład, gdyby któryś przekroczył granicę. O, właśnie.
– Medycy chyba bez kłopotu mogą wchodzić na ziemię innego Klanu? – jeszcze jedno pytanie na dokładkę, wraz z którym, ze swojej pozycji łowieckiej, zielonooka posłała mistrzowi przepraszająco-lekko-rozbawione spojrzenie. Miała w zasadzie pewność, że medyków nie obowiązują niektóre zasady z Kodeksu Wojownika.
Zaraz potem skinęła szybko łbem i wzrok zafiksowała na wskazanym drzewie. Na ugiętych łapach, lecz z brzuchem nieszurającym po piachu, pilnując linii grzbietu, czubka głowy i ogona, ruszyła krok do przodu, po czym przestawiła się nieco, ustawiając pod wiatr, a ciężar ciała przeniosła na tylne łapy. Płotkowy Potok mówiła jej o zasadzie łowieckiej, według której mysz wyczuwała, stąd ta decyzja. Kotka spłyciła oddech i uważała na to jak stawia łapy, żeby nie nastąpić na gałązkę na przykład. Powoli, nieśpiesznie skradała się do pnia, skupiając się na kontrolowaniu mięśni, by nie wypaść z pozycji w ruchu. Równocześnie wyczuliła węch i otworzyła się na odgłosy lasu.
Gęsiopióry jest jednolicie białym kocurem o krótkiej, tłusto połyskującej sierści. Ma mocne łapy z szerokimi stopami, dużą głowę, osadzoną na krępej szyi oraz gruby, krótki ogon. Dodając do tego zupełnie przeciętny wzrost i ciut ponad przeciętną masę, dostaje się obraz masywnego kocura o zaokrąglonych kształtach. Poczciwej aparycji dopełniają jasnożółte oczy, nieduże uszy, ciut zbyt wielki nos i najsympatyczniejszy uśmiech w Klanie Rzeki.
Jako Wojownik Gęsiopióry odzyskał wiarę w siebie. Dojrzał. Zaczął konfrontować swoje lęki, potrzeby i marzenia z rzeczywistością. Pewne rzeczy przestały mu doskwierać, z innymi się pogodził. Dobro, w które zawsze tak wierzył, stało się jego głównym atrytubem. Jest troskliwy, ciepły i spokojny. Lubi rozmawiać z innymi i podchodzi do nich z życzliwą i szczerą ciekawością. Odkrycie powołania do bycia Mistrzem nadało jego pozbawionemu celu życiu nowy sens, a wejście w związek z Pajęczą Nogą pozwoliło wreszcie poczuć się dla kogoś ważnym i wartościowym.
Chaotyczny Lot (KW), Rwetes (S)
– Nie wiem, czy tak bez kłopotu – zawahał się z odpowiedzią – Wiesz, jak Medyk z innego Klanu pojawi się z jakiegoś powodu u nas, to należy potraktować go z szacunkiem i gościnnie, ale zapytać go o cel wizyty. To nie tak, że bycie Medykiem uprawnia do ignorowania Granic. Mogą je naruszać, ale tylko, gdy jest ku temu jakiś powód.
Tak mu się przynajmniej wydawało. Nigdy poza Zgromadzeniem nie spotkał żadnego Medyka poza ich własnymi, ani też nie słyszał, żeby jego siostra szwendała się po obcych Terenach... No dobrze, w ogóle nie słyszał zbyt wiele od Goryczki o tym, co robiła w wolnym czasie. Ale Barwinek też nigdy nic takiego nie wspominał.
Później Mętna Łapa dała mu pokaz swojego skradania. Wydawało się, że robi wszystko poprawnie, więc miauknął:
– Dobra robota! – i lekkim krokiem podreptał, by znaleźć się przy jej boku – Pamiętaj, żeby skradając się, rozkładać ciężar ciała porówno na wszystkich łapach. Dzięki temu nawet, jeśli źle staniesz, będzie Ci łatwo utrzymać równowagę – doradził i zaprezentował swoją wersję łowieckiej pozycji. Posiadał, jak na kota, sporą masę, więc tym większą wagę (hehe) musiał przykładać do tego, żeby dobrze balansować nią pomiędzy wszystkimi czterema łapami. Dopiero gdy szykował się do skoku, mocniej napiął zad i przeniósł nań swój środek ciężkości, żeby wybić się jak zając i wystrzelić całe ciało naprzód.
Po wylądowaniu, zwrócił się do Mętlik z pogodną miną.
– Od teraz będziemy sobie robić krótkie sesje skradania na każdym Treningu. Wracając dzisiaj do Obozu, spróbujemy już wypatrzyć Ci jakąś zdobycz... – zaproponował i rozejrzał się po okolicy. Dochodzili już do Czterech Dębów. Gdy wspięli się na Zielony Pagórek, przy centrum spotkań Klanów dostrzegł dwie dość drobne sylwetki. Zmarszczył czoło, ogniskując na nich wzrok.
– Czy to nie ten kotek z Klanu Wichru, co próbował... – zagadnął i sam sobie przerwał, przenosząc wzrok na Mętną Łapę i uśmiechając się z rozbawieniem.
nie wierzy w jedną prawdę; spontaniczna; eksploratorka; obserwatorka; zbyt empatyczna (czująca innych bardziej niż siebie); kreatywna; potrafi przyznać się do niewiedzy, woli ją od zgubnej pewności; bywa wścibska; indywidualistka, ale rozmowna, interesuje ją życie Klanu jako wspólnoty; żyje teraźniejszością, lubi być na bieżąco; uczy się elastyczności; uznaje, że światem rządzi ciągła zmiana i nic nie jest pewne.
Mała Łapa vel Huba [kw], Okopcona Gałązka [gk]
Odpowiedź na temat medyka przyjęła do wiadomości. W sumie bardziej niż imię terminatora Truskawkowego Gąszczu, interesowałby ją opis jego wyglądu. W końcu każdy kot mógłby podawać się za kogoś z medycznego grona i pod taką przykrywką wstąpić na nieswoje tereny. Medycy pachną inaczej, ziołami, ale tu też dałoby się zastosować jakąś zmyłkę. Mętna Łapa uznała, że tak czy inaczej, dowie się jeszcze więcej na temat najważniejszych kotów w Klanach.
No, i pierwsze koty za żywopłoty. Zaliczyła właśnie skradanie, co prawda do drzewa, ale to już coś. Uśmiechnęła się i skinęła pyskiem, słysząc radę o rozkładaniu ciężaru ciała. Z uwagą patrzyła na mistrza, który wybił się tak sprawnie i lekko, że na moment zapomniała nawet o jego nieco krąglejszych kształtach. Z pewnością czuł się pewnie jako łowca.
– Świetnie. Zostaniemy jeszcze jakiś czas przy tym brzegu Rzeki? Pamiętam... – kotka zaczęła myśl, sprawnie wspinając się pół kroku za Gęsiopiórym na wzniesienie, ale gdy rzuciła na białasa okiem, zamilkła, dostrzegając zmarszczkę na jego czole. Zaniepokojona powędrowała za wzrokiem mentora, zerkając w dół, w stronę Czterech Dębów.
Jakaś szczupła postać i drobna, ale dla odmiany puchata, ukazały się jej oczom. Chyba właśnie się rozchodzili, bo większy kot ruszył ku dębowym pniom, a po chwili ulokował się na jednej z gałęzi. Na ziemi pozostał mniejszy kot... wojownik miał rację! Mętna zmrużyła ślepia, ale była już pewna, że to ów Wichrowy terminator, który machał do niej na Zgromadzeniu, próbował wdrapać się na Cztery Dęby i, z którym nie zdążyła się zapoznać. Spojrzała na mistrza zaskoczona, ale uśmiechała się.
– To on! Chyba też uczy się polować. – uznała, spostrzegając jak młody ugina łapy i rusza przed siebie. – A tam, na Dębie, to pewnie jest jego mistrz? Ciekawe czy wśród Wichrzaków jest więcej tak chudych kotów. Poza Goryczą, chyba nie kojarzę nikogo tak... niepostawnego. Ćmi Zmierzch jest mniejsza, ale łapy tego tu przypominają źdźbła trawy!
Gęsiopióry jest jednolicie białym kocurem o krótkiej, tłusto połyskującej sierści. Ma mocne łapy z szerokimi stopami, dużą głowę, osadzoną na krępej szyi oraz gruby, krótki ogon. Dodając do tego zupełnie przeciętny wzrost i ciut ponad przeciętną masę, dostaje się obraz masywnego kocura o zaokrąglonych kształtach. Poczciwej aparycji dopełniają jasnożółte oczy, nieduże uszy, ciut zbyt wielki nos i najsympatyczniejszy uśmiech w Klanie Rzeki.
Jako Wojownik Gęsiopióry odzyskał wiarę w siebie. Dojrzał. Zaczął konfrontować swoje lęki, potrzeby i marzenia z rzeczywistością. Pewne rzeczy przestały mu doskwierać, z innymi się pogodził. Dobro, w które zawsze tak wierzył, stało się jego głównym atrytubem. Jest troskliwy, ciepły i spokojny. Lubi rozmawiać z innymi i podchodzi do nich z życzliwą i szczerą ciekawością. Odkrycie powołania do bycia Mistrzem nadało jego pozbawionemu celu życiu nowy sens, a wejście w związek z Pajęczą Nogą pozwoliło wreszcie poczuć się dla kogoś ważnym i wartościowym.
Chaotyczny Lot (KW), Rwetes (S)
Gęsiopióry, w towarzystwie Mętnej Łapy, obserwował, jak rudy kotek wykonuje sekwencję mało skoordynowanych ruchów, po czym rusza ku obserwującej go z góry Mistrzyni pełnym pędem. Ściągnął uszy, słysząc jego okrzyk.
– Oh... A więc jego Mistrz nazywa się Chaotyczny Lot – wydedukował bez większego trudu – Faktycznie, drobniutki jest. Ale to dlatego, że tam ryb nie jedzą. Nie ma drugiej równie odżywczej zwierzyny! – dodał z gorliwością, z której jego Rzeczni Przodkowie mogliby być dumni, oczywiście, gdyby w nich wierzył. Gdy po kilku chwilach oba koty z Klanu Wichru ruszyły w ich stronę, skinął do Mętlik głową i wraz z nią wyszedł im naprzeciw. Stanęli u stóp Czterech Dębów, obserwując się nawzajem uważnie. – Dzień dobry! – przywitał się, ale nie usłyszał nic w odpowiedzi, dostał tylko skinięcie łebka. Poczuł się nieco nieswojo, ale pozostał życzliwie uśmiechnięty i pogodny.
– To moja Terminatorka, Mętna Łapa, a ja jestem Gęsiopióry. Miło Cię poznać – przedstawił się i taktownie nie wspomniał Chaotycznemu Lotowi o tym, że już zna jej imię – Ciebie też miło widzieć! – dodał, posyłając Traszkowej Łapie sympatyczny uśmiech.
A gdy formalności zostały dopięte, przesunął się o pół kroczku, dając obojgu Terminatorów, ewidentnie sobie znajomych, okazję do zamienienia paru zdań.
nie wierzy w jedną prawdę; spontaniczna; eksploratorka; obserwatorka; zbyt empatyczna (czująca innych bardziej niż siebie); kreatywna; potrafi przyznać się do niewiedzy, woli ją od zgubnej pewności; bywa wścibska; indywidualistka, ale rozmowna, interesuje ją życie Klanu jako wspólnoty; żyje teraźniejszością, lubi być na bieżąco; uczy się elastyczności; uznaje, że światem rządzi ciągła zmiana i nic nie jest pewne.
Mała Łapa vel Huba [kw], Okopcona Gałązka [gk]
Imię pstrokatego, hiper-szczupłego kota przerwało chwilową ciszę. Również spiczaste uszy Mętnej Łapy drgnęły. Była wyczulona na hałas, generalnie wszystkie zmysły miała szeroko otwarte. Cóż, nie musiała trzeci raz, na głos powtarzać tego charakterystycznego imienia, ale oswoiła się z nim w myślach, bo... poczuła, że chciałaby je zapamiętać. Intrygowało ją, pasowało do krótkiego futerka, które wyglądało trochę tak, jakby ktoś naciągał je na kości, a materiału było tak akurat, na styk, ledwo ledwo. Rozwichrzone, tańcujące plamki były kompletnie nieskładne, co stanowiło... miłą odmianę dla oka. Większość futerek w Klanie Rzeki było chyba jednolitych? A to tu przypomniało Rzeczniaczce Żubrzą Gwiazdę.
O tym myślała Mętlik, schodząc do Czterech Dębów przy mistrzu. Złota myśl dotycząca ryb, co zaskakujące, nieco jej umknęła. Kiedy usiadła naprzeciw Chaotycznego Lotu i małego, puchatego, który w zasadzie prawie wychodził z siebie i siadał obok, tworząc swój duplikat, ruda była pewna, że trójkolorowa jest kotką. Nie musiała się odzywać. Terminatorka poczuła też, że oswojenie jej graniczyłoby z cudem (w które Mętna nie wierzyła), więc zielonookiej musiało starczyć oswajanie w myślach samego imienia intrygującego, trawiasto-łapego stworzenia.
Na moment się zawiesiła. To zdarzało się nieczęsto. Przypomniała sobie, jak, jeszcze z drzewa, młody do niej machał. Zdała sobie sprawę, że patrzy prosto na kontury pyszczka Chaotycznego Lotu. Usztywniła się, uświadamiając sobie, że tamta też zatrzymała na niej niby-nic-nie-mówiący, ale niepokojący wzrok.
– Tak... widzieliśmy Cię na Zgromadzeniu! – miauknęła kosmata, przenosząc powoli spojrzenie na rudego kocurka i uśmiechnęła się ciepło. – Pomyślałam wtedy, że trochę mnie przypominasz, wiesz, z wyglądu. Nie ma aż tak wielu kotów, które mają takie futerka. Moja ciotka też Cię przypominała. Eee... to znaczy, ty ją przypominasz.
Futerko na kryzie terminatorki się uniosło, a Mętlik wypuściła powietrze nosem. Wąsy nieco jej opadły. Zagryzła policzek od środka, zadowolona, że mistrz i kotka się nieco odsunęli i nie widzieli jej zmieszania. To w końcu... było pierwsze tego typu spotkanie w życiu rudej.
– Miło mi Ciebie poznać, tak widzieć z bliska. Na Zgromadzeniu trochę się zagadałam, jak mam chyba w zwyczaju i nie starczyło mi czasu na nawiązanie większej ilości znajomości. Ale, tak, Mętna Łapa jestem. – kotka... popychana jakimś serdecznym gestem serca, wyciągnęła przed siebie krępą, dużą łapę, gdyby młody chciał przybić kciuka? Zerknęła z ukosa na białasa, mrużąc jedno oko na znak, że zaraz się zbiera.
Gęsiopióry jest jednolicie białym kocurem o krótkiej, tłusto połyskującej sierści. Ma mocne łapy z szerokimi stopami, dużą głowę, osadzoną na krępej szyi oraz gruby, krótki ogon. Dodając do tego zupełnie przeciętny wzrost i ciut ponad przeciętną masę, dostaje się obraz masywnego kocura o zaokrąglonych kształtach. Poczciwej aparycji dopełniają jasnożółte oczy, nieduże uszy, ciut zbyt wielki nos i najsympatyczniejszy uśmiech w Klanie Rzeki.
Jako Wojownik Gęsiopióry odzyskał wiarę w siebie. Dojrzał. Zaczął konfrontować swoje lęki, potrzeby i marzenia z rzeczywistością. Pewne rzeczy przestały mu doskwierać, z innymi się pogodził. Dobro, w które zawsze tak wierzył, stało się jego głównym atrytubem. Jest troskliwy, ciepły i spokojny. Lubi rozmawiać z innymi i podchodzi do nich z życzliwą i szczerą ciekawością. Odkrycie powołania do bycia Mistrzem nadało jego pozbawionemu celu życiu nowy sens, a wejście w związek z Pajęczą Nogą pozwoliło wreszcie poczuć się dla kogoś ważnym i wartościowym.
Chaotyczny Lot (KW), Rwetes (S)
Gęsiopióry uśmiechał się szeroko, słuchając trajkotania Traszkowej Łapy. Młodzik zdecydowanie przyciągał uwagę zdecydowanie bardziej, niż jego chłodna Mistrzyni. Był żywiołowy, otwarty, sympatyczny – sam mógłby mieć takiego Terminatora. Zasłuchał się w jego opowiadania tak, że gdy wreszcie Chaotyczny Lot mu przerwała, zamrugał ze zdziwieniem, podnosząc na nią gapowate spojrzenie, jakby zapomniał, że w ogóle tam była. Chwilowe ukłucie wstydu zatuszował uśmiechem.
Kiedy poprosiła go o przekazanie pozdrowień Goryczce, bezwiednie przekręcił głowę nieco na bok. Może się przejęzyczyła? Jego skrajnie nietowarzyska siostra miałaby mieć przyjaciółkę w innym Klanie? Wyraźnie jednak usłyszał jej imię, więc pokiwał głową na znak, że owszem, przekaże, dalej usiłując wyjść z głębokiego zaskoczenia.
Nim się zorientował, Wichrzacy byli już w drodze. Spojrzał na Mętną Łapę, skołowany. – Oni tacy już chyba są... – szepnął do niej konspiracyjnie – POWODZENIA I DO ZOBACZENIA! – zawołał za dwojgiem oddalających się kotów – ...szybcy – zakończył i uśmiechnął się do niej pogodnie – No cóż, więc... my też mamy chyba jeszcze polowanie do dokończenia, co? Idziemy?
// od kolejnego mojego postu wracamy do polowanka, także śmiało jeszcze odpiszcie sobie i przenosimy się dalej. super rzecz rozegrałyśmy, dzięki
nie wierzy w jedną prawdę; spontaniczna; eksploratorka; obserwatorka; zbyt empatyczna (czująca innych bardziej niż siebie); kreatywna; potrafi przyznać się do niewiedzy, woli ją od zgubnej pewności; bywa wścibska; indywidualistka, ale rozmowna, interesuje ją życie Klanu jako wspólnoty; żyje teraźniejszością, lubi być na bieżąco; uczy się elastyczności; uznaje, że światem rządzi ciągła zmiana i nic nie jest pewne.
Mała Łapa vel Huba [kw], Okopcona Gałązka [gk]
Puchata Łapa?
Lekko zmrużyła ślepia, zastanawiając się skąd, może nie sam pomysł na taką ksywkę, ale w ogóle zainteresowanie jej kocią osobą. W końcu gdyby Chaotyczny Lot była na Zgromadzeniu, Mętna Łapa z pewnością by ją zapamiętała, a kudłata szczerze wątpiła, by Wichrzacy przekazali całemu Klanowi, po powrocie do Obozu, informację, że oto w Klanie Rzeki jest taka jedna, puchata kotka. No... chyba, że zrobił to Traszkowa Łapa. Swoją drogą ciekawe co terminator naopowiadał o niej swojej mistrzyni, skoro ta chciała ją poznać. Ruda starała się skupić na słowach młodego, by nie posyłać kolorowej ukradkowych spojrzeń. Nie miała pojęcia kim jest Opucha, ale zostawiła ten wątek na inną okazję.
– Em, tak, też miałam nadzieję, że niedługo na siebie wpadniemy. – stwierdziła, na chwilę przerywając pocieszne trajkotanie, które w zasadzie nosiło pewne znamiona charakterystycznej dla niej paplaniny. – W sumie, jak tak teraz nad tym myślę, to u nas w Klanie też jest kilka kotów o futerkach podobnych do tych naszych. Jednak mam wrażenie, że przeważają czarne, zwykle jednolicie.
Kosmata nie mogła jeszcze wiedzieć, że niedługo na świecie pojawią się kolejni Rzeczniacy, dokładnie dzieci Gęsiopiórego, który aktualnie z ewidentną radością wypisaną na mordce, przysłuchiwał się Traszcze. Białas miał zadatki na ojca idealnego, a jego potomstwo miało dodatkowo wyposażyć ich Klan w czarne sierściuchy. Zaintrygowała ją kwestia posiadania krewnych w innym Klanie. Niby Kodeks nie zakazywał przyjaźni międzyklanowych, ale wymagał bezspornej lojalności wobec jednego, swojego Klanu. Na pewno wiele razy, od zarania Klanowych dziejów, miały miejsce przypadki narodzin kociąt, których rodzice pochodzili z odrębnych grup. Kodeks Wojownika nie doradzał, co robić w takiej sytuacji. Jak miały postępować dzieci, więzami krwi połączone, z dajmy na to, Rzeką i Wichrem? Po swojemu, wiadomo. Ale brakowało wskazówek, ułatwień.
– Spotkamy się pewnie podczas patrolu, będę się uważnie rozglądać. – dodała kotka, słysząc naglący ton Wichrowej wojowniczki. – Tak, ja też wracam do polowania. Dziękuj...
Urwała, słysząc pozdrowienia dla Goryczy. Zerknęła na Gęsiopiórego, który nawet nie starał się ukrywać skonfundowania, a gdy wróciła wzrokiem w miejsce gdzie jeszcze chwilę temu stała parka, zobaczyła ich oddalające się ogony. Czyżby Gorzka Łapa zdobyła czyjeś zaufanie i vice versa? Mętlik po chwili przeciągnęła się i skinęła łbem. Musi powrócić do myślenia pozycją łowiecką.
– Chodźmy. Wzdłuż granicy z Gromem? Tam będę próbować coś namierzyć? – dopytała, ruszając się sprawnie u boku mistrza.
Gęsiopióry jest jednolicie białym kocurem o krótkiej, tłusto połyskującej sierści. Ma mocne łapy z szerokimi stopami, dużą głowę, osadzoną na krępej szyi oraz gruby, krótki ogon. Dodając do tego zupełnie przeciętny wzrost i ciut ponad przeciętną masę, dostaje się obraz masywnego kocura o zaokrąglonych kształtach. Poczciwej aparycji dopełniają jasnożółte oczy, nieduże uszy, ciut zbyt wielki nos i najsympatyczniejszy uśmiech w Klanie Rzeki.
Jako Wojownik Gęsiopióry odzyskał wiarę w siebie. Dojrzał. Zaczął konfrontować swoje lęki, potrzeby i marzenia z rzeczywistością. Pewne rzeczy przestały mu doskwierać, z innymi się pogodził. Dobro, w które zawsze tak wierzył, stało się jego głównym atrytubem. Jest troskliwy, ciepły i spokojny. Lubi rozmawiać z innymi i podchodzi do nich z życzliwą i szczerą ciekawością. Odkrycie powołania do bycia Mistrzem nadało jego pozbawionemu celu życiu nowy sens, a wejście w związek z Pajęczą Nogą pozwoliło wreszcie poczuć się dla kogoś ważnym i wartościowym.
Chaotyczny Lot (KW), Rwetes (S)
//wybacz to opóźnienie </3
Gęsiopióry odprowadził Wichrzaków wzrokiem, zastanawiając się nadal nad charakterem Chaotyczno-Gorzkiej relacji. Ostatecznie zdecydował, że dla własnego dobra uzna je za międzyklanowe Koleżanki i po prostu zagada siostrę przy okazji przekazywnaia jej pozdrowień, bo i okazją były idealną. Tymczasem powinien skupić się na Mętlik i kolejnych zadaniach, jakie czekały ją w ramach dzisiejszego treningu.
– Tak jest! – potwierdził jej domysł – Idź przodem, a ja będę trzymał się trochę z tyłu. Staraj się utrzymywać postawę i dzielić uwagę między wszystkie zmysły. Pamiętaj, że królik Cię usłyszy, ptak zobaczy, a mysz wyczuje. Powodzenia! – miauknął pogodnie i ruchem głowy posłał ją naprzód, wzdłuż Gromowej granicy.
Co prawda Traszkowe okrzyki spłoszyły okoliczne ptactwo, ale już po kilku krokach Mętna Łapa zobaczyła nieopodal jakiegoś śmiałego szpaka, w charaterystyczny dla siebie sposób tupiącego wśród młodych traw w poszukiwaniu materiału na gniazdo. Jego ciemne, ale upstrzone jasnymi cętkami piórka, migotały figlarnie na tle poszycia.
nie wierzy w jedną prawdę; spontaniczna; eksploratorka; obserwatorka; zbyt empatyczna (czująca innych bardziej niż siebie); kreatywna; potrafi przyznać się do niewiedzy, woli ją od zgubnej pewności; bywa wścibska; indywidualistka, ale rozmowna, interesuje ją życie Klanu jako wspólnoty; żyje teraźniejszością, lubi być na bieżąco; uczy się elastyczności; uznaje, że światem rządzi ciągła zmiana i nic nie jest pewne.
Mała Łapa vel Huba [kw], Okopcona Gałązka [gk]
Pamiętała regułę, do której należało się stosować, polując, a także jej rozwinięcie, z nauk. Mistrz ją powtórzył, a Mętna Łapa skinęła delikatnie mordką. Na moment przystanęła, chcąc zorientować się w terenie. Minęli już zapiaszczoną okolicę. Tutaj podłoże było trawiaste, a raczej byłoby, gdyby nie przeważało błoto pośniegowe. Kilka samotnych drzew, na prawo parę powalonych pni.
Terminatorka rozluźniła się na chwilę, by w kolejnym kroku przybrać pozycję łowiecką: zgodnie z wcześniejszymi ustaleniami: zrównała linię grzbietu z ogonem, ugięła długie nogi, by mieć lepszy balans, czubek łba znajdował się nieco niżej niż łopatki. Chciała wtopić się w otoczenie, dostosować do dźwięków. Spłyciła oddech, wiatr wiał jej w pysk. Wyczuliła zmysły i ruszyła, intuicyjnie stawiając kroki.
Dostrzegła ciemno-pstrokatego ptaka całkiem blisko. Była cierpliwa i nastawiała się na dłuższe poszukiwania, ale nic w jej skupionej postawie nie zdradzało zaskoczenia. Ofiara była łatwo dostrzegalna, ona ujrzała ją szybko. Sama musiała kamuflować się lepiej.
Starając wsłuchiwać się w potencjalnie zdradziecki grunt pod łapami i równocześnie nie wychodząc z pozycji łowieckiej, rozpoczęła skradanie. Podchodziła ostrożnie, ustawiając się tak, by być za ptakiem. Przystawała w bezruchu, gdy ofiara zaczynała się wiercić, aż w końcu, gdy była wystarczająco, według niej, blisko, wybiła się z ugiętych łap z zamiarem nagłego opadnięcia na ptasi tułów i skrzydła. Jeśli się udało, miała w pogotowiu wysunięte pazury, którymi udaremniła próbę wyrwania się i odlotu. Jak najszybciej wgryzła się w szyję szpaka, by raz dwa pozbawić go życia.