Zaczynał się denerwować nie tylko wizją samej przeprawy, ale też nastawieniem członków rzeczonej wyprawy do tego wszystkiego. Rozumiał wątpliwości Zboża, ale ufał Księżycowemu Pyłowi bardziej, niż samemu sobie. I był ostrożny. Nie naraziłby terminatorów na niebezpieczeństwo. Zaczynał jednak żałować tej decyzji i nie wiedział, co powinien zrobić, aby wszystko poszło dobrze. Nie chodziło już tylko o niego.
- Najbardziej odciążycie mnie, jeśli się uspokoicie i zamknięcie pyszczki dopóki nie dojdziemy do Szepczącej Sadzawki - mruknął Barwinek, wciąż tym samym łagodnym, lekkim głosem; mówił jednak nieco głośniej, niż zazwyczaj. Może przez szum rzeki obok. - Niebezpieczeństwo zwabimy będąc tak głośno i przepychając się nawzajem słownie w taki sposób - dodał, wzdychając ciężko i zrobił jeszcze kilka, kilkanaście kroków do przodu i już się nie zatrzymywał. Aż do rzeki.
Pozwolił terminatorom przejść pierwszym, obserwując, jak sobie radzą z wodą. Pomógł Zbożu przekroczyć rzekę gdy owinęła jej się łapa, był gotowy interweniować gdy Liliową i Kwaśną Łapę fala na moment wytrąciła z równowagi i dopiero wtedy przeszedł sam.
Barwna Łapa otrzepał się z wody po przekroczeniu Grzmiącej Rzeki, zerkając na całą trójkę młodych kotów jakby... smutnym wzrokiem, zatrzymując się najdłużej na Zbożu.
Westchnął cicho i ruszył dalej, przez linię Szarych Topoli, kierując się do Grzmiącej Ścieżki z kołaczącym głośno sercem.
po tylu latach wiem już na pewno
że kiedy przyjdzie jasne będzie jedno
złe myśli nie były tego warte
Zgrabny, średniego wzrostu kot, o niebieskich oczach, krótkiej sierści, czarny colorpoint, z białymi skarpetkami i plamką na czole
Discord, mischief, artysta poszukujący własnej muzy, poszukiwacz wrażeń, samozwańczy mesjasz ||KP
Sikora/Kaligrafia, Dmuchawiec
Liliowa Łapa pomruczał sobie wewnętrznie, no cóż jedna i on teraz dostał minusa, szkoda, jednak po prostu musiał się odezwać dla własnej potrzeby i satysfakcji. Nie zamierzał dodawać sobie jednak kolejnych możliwych minusów na liście Barwnej Łapy, więc ot tylko kiwnął opiekunowi i Zbożu przepraszająco głową, a błękitnymi ślepiami zerkał po otoczeniu próbując zapamiętać drogę nie tylko ze słów ich przewodnika, ale też z jakiś charakterystycznych punktów krajobrazu.
Przeprawa przez rzekę przeszła bez większych utrudnień, pojawiła się większą fala która ich spowolniła, Zboże że swoimi gabarytami myszy musiało znaleźć własny bród, stąd też nieco zwolnili ale nic niebezpiecznego się nie wydarzyło... jeszcze. Liliowa Łapa otrzepali się z wody, na tyle aby nie ściekała z nich całymi strumieniami, poczekał na resztę, a następnie zwyczajnie ruszył za Barwną Łapą, nucąc coś cichutko pod nosem dla własnej uciechy.
Podrosła, stając się jedynie większą kulą białego futra. Nie osiągnęła jeszcze swojego docelowego wzrostu, zapowiadając się na niewiele większą od Ciemnej Mordki. Na swój wiek jest masywna, o długim, śnieżnobiałym futrze, które na plecach są z lekka okopcone, niemożliwe do zmycia przy czyszczeniu. Trójkątne, nasłuchujące uszy są ciemne, tak samo jak jej pyszczek, który wybarwił się na swój docelowy, ciemniejszy kolor (czarny lynx point), na którym znajdują się ciemniejsze pręgi. Przyozdobiony jest dwoma, błękitnymi i głębokimi ślepiami, patrzącymi uważnie na otoczenie i przekazując krytyczne spostrzeżenia o innych do białej główki, pośród którego miejsce dla siebie znalazł czarny nosek. Potężniejsze, niż za kociaka przednie łapy są ciemnejszej barwy, przeplatane wąskimi lecz licznymi prążkami, udzielając swojego wyglądu również parze z tyłu, obdarowując palce każdej z czteru łap nutą bieli. Ogon, długi i puchaty, jest szarej barwy, przecinany pręgami, bez krzty śnieżnego koloru.
Pewna siebie, odważna i ciekawa - pozostały w niej te kocięce zachowania, choć również i w nich spoważniała. Wciąż ekscytuje się wieloma rzeczami i w środku siebie ma otwarte podejście do wielu rzeczy, ciekawiąc się problematyką kocich zachowań i wyrażania się, dopytując o interesujące ją szczegóły i informacje, pragnąc z każdą przeprowadzoną rozmową dowiedzieć się czegoś więcej. Nudzą ją rozmowy, z których nie wyniesie wiele, lecz nie pokaże tego wprost - najwyżej zostawiając owy uraz w sobie, w rozmowie z innymi tworząc kwaśną, pasującą do swojego imienia minę, a na drugi moment zachowując jak gdyby nigdy nic się nie stało, a ona zareagowała jak niewinny anioł. Uważnie dobiera sobie koty, którym pozwoli być obok niej - mając powoli rosnącą wręcz obsesję na punkcie zostania jak najlepszym wojownikiem, chcąc rywalizować z innymi by poczuć adrenalinę, naturalny doping pchający ją do przodu. Pokazać, jak silna i niezależna jest, jak wiele osiągnąć może własnymi łapami, w rzeczywistości podkradając znajomość na czymś i sekrety od innych. Krytycznie patrząca i nie pozwalająca wejść sobie na głowę.
Jej pysk wykrzywił się, stwarzając na jej mordce istnie kwaśną minę pasującą do jej imienia, gdy również i jej brat tym razem dostał reprymendę i to o wiele dłuższą. Ona jednak milczała, czując mimowolnie satysfakcję w środku z tego, jak Liliowa Łapa nagadał Zbożu, mając nadzieję że chociaż teraz utrzymają trzeźwość umysłu i skupią się na tym, na czym tak naprawdę powinni. Przy czym zgodziła się z kolejnymi słowami Barwnej Łapy - krzycząc i wykłócając się wniebogłosy skazani byli wyłącznie na dodatkowe niebezpieczeństwa.
Nie spodziewała się, że droga będzie łatwa, rzecz jasna. Mimo - póki co - braku zagrożeń ze strony żyjących w lesie i na jego obrzeżach stworzeń, matka natura dawała im w kość, wystawiając na kolejne wyzwania. Oprócz żaru, tym razem fale wody uderzyły w jej ciało, a ona sama wstrzymała na moment oddech, czekając aż spłynie z jej ciała. Mogąc, odetchnęła głęboko i rozejrzała się na resztę, sprawdzając w jakim jest stanie i widząc, że nawet Zboże na swój własny frajerski sposób sobie poradziło, otrzepała się zaraz po swoim bracie z wody, przez chwilę czując ukojenie przez chłodną temperaturę cieczy. Jej wzrok był skupiony, a brwi lekko zmarszczone, woląc zachować siły na czekającą ich jeszcze wędrówkę, niż marnować na niepotrzebne słowa, mimo wszystko jeszcze wiedząc kiedy powinna się przymknąć.
Zboże jest małym kotem. Ba, wręcz jednym z najmniejszych. Ewidentnie wdało się w mamę ze swoją wielkością, bo pomimo swojego wieku wciąż wygląda jak taki ledwo co terminatorski podrostek. A jakby tego brakowało to jej drugą właściwością jest to, że jest długie i wąskie. Długie kościste łapy na długim tułowiu, z długim ogonem który wiecznie sterczy do góry. Pewnie gdyby nie jej intensywnie rude krótkie futro, pokryte tygrysimi pręgami, to by łatwo po prostu rozpłynęło się w powietrzu od swojej mikrości.
Za to mordę ma dość zwykłą, z takimi o typowymi bursztynowymi oczami, różowym nosem i białymi wąsami. Pewną dozę ciekawości do wyglądu Zboża dodaje brak lewego ucha. Kiedyś było uszczerbione, ale ostatecznie Zboże miało pecha by stracić je zupełnie. Gdzieś pod futrem schowana jest cała gama blizn, które Zboże zawdzięcza samotnikom mieszkającym na osiedlu dwunogów, ale nie są to blizny na tyle duże, by dało się je łatwo zauważyć. Ot, w paru miejscach jej futro jest odrobinę mniej gęste, to tyle.
Ktoś mógłby pomyśleć, że sekretnym planem na życie Zboża jest sprawianie kłopotów. Nie jest to prawdą, bo ono nie planuje tych kłopotów, co nie zmienia faktu, że te kłopoty jakby się jej trzymały. Wszędzie łazi, wszędzie szuka, jest głośne i gadatliwe, a w jej głowie roi się tysiące myśli na minutę. Ale tych wszystkich myśli nie wypowiada, o nie. Trzyma je dla siebie, bo trochę ich za dużo by to wszystko powiedzieć. Z tego co myśli wylewa się na świat tylko co nieco, sprawiając niekiedy wrażenie, jakby przeskoczyło od jednej myśli do drugiej znienacka, ale to nieprawda, po prostu rozmówca nie miał dostępu do jej całego toku myślowego. Mimo tego zewnętrznie miłego obrazu jaki Zboże kreuje, ma ono tendencje do kłamania by zyskać na swoim. Ma też tendencje do wybuchów złości i kumulowania w sobie wszystkiego co najgorsze. Stara się nie pokazywać światu tego wszystkiego tylko dlatego, że żyje w przekonaniu, że więcej zyska wciąż udając nieco głupie i urocze Zboże, jakim było dawniej.
Pochmurny Sen || Poczerniała Łapa, Polna Łapa, Rosiczka
Zboże patrzyło na Liliową łapę pustym spojrzeniem. Powoli uniosło brwi. Serio? Było gotowe się odciąć, ale Barwna Łapa był pierwszy.
Zboże przestało myśleć. Na krótką chwilę zupełnie się wyłączyło. Nie miało siły. Nie miało siły na to wszystko. Na paplanie, na martwienie się, na niechęć w równym stopniu jak na chęć. Nie czuło nawet ekscytacji, że dane jej będzie wyjść poza tereny klanu. Bo co z tego? Wciąż miało na głowie dwójkę dzieciaków którym mleko wciąż kapało po brodzie i terminatora medyka, bo przecież Barwna Łapa nie obroni ich wszystkich. Zwyczajnie nie był w stanie. I Zboże, nie ważne jak bardzo by chciało móc, też nie było w stanie.
I tak właściwie wolało nie chcieć. Wolało nie czuć tego głupiego uczucia, że powinno bronić tej dwójki. Że powinno pomóc. Że członkowie klanu by widzieli Zboże w takiej roli. Zboże... Zboże nie chciało. Nie chciało o nich dbać. Nie chciało też dbać o siebie. Zboże chciało zbierać kwiatki. Zboże chciało zbierać kwiatki i wiedzieć o kwiatkach i nie musieć przejmować się kimkolwiek innym. Ale ostatecznie zbierało tyle wiedzy ile mogło, ale co mogło? Poznać nazwy kwiatków? Spróbować je zjeść i się zatruć bo nikt nie pomyślał by powiedzieć, hej, jedzenie tego to głupi pomysł? Bo nikt nie był na tyle głupi by próbować jeść kwiatki. Bo nikt nie był Zbożem. Bo nikt nie myślał tak jak Zboże i nie mógł zaoferować Zbożu tego co Zboże chciało.
Zboże... Zboże było już w wodzie gdy zorientowało się jak bardzo nie przykładało uwagi do wszystkiego co wokół. Było już w wodzie gdy przypomniało sobie, że przecież Pożar obiecał że ją nauczy pływać. Było już w wodzie gdy oprócz rwącej rzeki uderzyła ją myśl - a co jeśli... A co jeśli mogłoby zostać medykiem?
Przeszli przez wodę. Zboże otrzepało się. Wróciło do swoich głębokich myśli, tłumiąc wciąż płonący gdzieś w wnętrzu gniew.
MYDRESSISONFIRE
⭑ ⭑ ⭑ ⭑ andIhurlmyself,Ihealmyself,Idragmyself xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxlikearugintherain andmySAINTsheisdancing aseverystepIchoosetotakebeginsto begins to set the world aflame
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
Przez smukłe pnie Szarych Topoli prześwitywało coraz wyżej unoszące się na nieboskłonie słońce; zasłona drzew chroniła terminatorów skutecznie przed nadmiernym wystawieniem się na działanie promieni słonecznych. Raz czy dwa razy między drzewami mignęły sylwetki kotów, kilka razy zamajaczyły śmigłe zające, czasem nad głowami przeleciał jakiś ptak - w gruncie rzeczy jednak nikt nie zwracał uwagi na podróżników nienaruszających w końcu granicy i niewadzących zgoła nikomu. Tak upłynęła większość drogi, aż wreszcie w żywiczną, trawną i kwietną woń zaplątał się ostry, twardy smród Grzmiącej Ścieżki. Ta rozpostarła się teraz przed terminatorami w całej rozpiętości swej nienaturalnej szarzyzny, twardości i niesionego przez siebie zagrożenia.
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
Droga do Grzmiącej Ścieżki przeminęła im już w ciszy, ale mimo to Barwinek czuł w powietrzu, jak gęsta jest atmosfera. Ze swojego pierwszego miejsca w pochodzie czuł, jak Zboże gdzieś z tyłu dosłownie się gotuje ale nie wiedział już, co powiedzieć. Miał cichą nadzieję, że Księżycowy Pył będzie w stanie jakoś... ukoić ich gniew. Albo zrobi to on gdy już wróci ze Zbożem, Lilią i Szczaw z wyprawy, gdy odpocznie. Rozejrzał się uważnie, podchodząc nieco bliżej Grzmiącej Ścieżki.
Barwna Łapa dłuższą chwilę stał w bezruchu, marszcząc nos i kaszląc przez zamknięty pysk. Ogon kocura poruszał się powoli na boki, nie patrzył nawet na terminatorów, rozglądał się jedynie po obu stronach Grzmiącej Ścieżki, z jego perspektywy niemal bezkresnych, ciągnących się za horyzont. Wypatrywał potworów, był w pełni gotowy zobaczyć, jak któryś z nich zaraz tędy przejeżdża.
- Na mój znak biegniecie na drugą stronę, będę tuż za wami. Nie zatrzymujcie się ani na chwilę - skwitował nieco głośniej niż zazwyczaj w kierunku młodzików, czekając cierpliwie. Grzmiąca Ścieżka była stosunkowo cicha, jednak raz po raz widział potwora na horyzoncie. Kiedyś tak go intrygowały, teraz... rozumiał już, czemu koty tak się ich bały.
Odczekał, aż szara powierzchnia opustoszeje zupełnie, upewniając się, że nic nie nadciąga z żadnej strony, i z nagłym "teraz" strzelił ogonem po piętach, poruszył głową, dając terminatorom właśnie ten znak, aby się ruszyli, przebiegli Grzmiącą Ścieżkę. A on postawił łapy na przerażającej, szarej, śmierdzącej drodze dopiero gdy cała trójka już się tam znalazła.
po tylu latach wiem już na pewno
że kiedy przyjdzie jasne będzie jedno
złe myśli nie były tego warte
Zgrabny, średniego wzrostu kot, o niebieskich oczach, krótkiej sierści, czarny colorpoint, z białymi skarpetkami i plamką na czole
Discord, mischief, artysta poszukujący własnej muzy, poszukiwacz wrażeń, samozwańczy mesjasz ||KP
Sikora/Kaligrafia, Dmuchawiec
Nie tylko terminator medyka czuł gotujące się emocje w rudym kocie, Lilia też je czuł... po części też widział czerwień falującą dookoła Zbożowej Łapy, tyle że gdyby to od niego zależało to chciałby popatrzeć jeszcze jak bardzo Zboże może się rozgniewać. To była jakaś jego dziwaczna fascynacja, obserwować jak bardzo skrajne mogą być emocje, do jakich rzeczy mogą się przez nie koty posunąć. Uważał to nie tylko za ciekawe ale wręcz w pewien sposób rozrywkowe. Ni mniej, ni więcej nie miał zamiaru się z tym swoim projektem badawczym ujawniać, miał wrażenie, że niektórzy mogliby uznać go za... niezbyt przyjemny.
Jakiekolwiek rozmyślania jednak zaprzątały jego głowę zostały wyparte przez dominujący smród, chyba najgorszy jaki w życiu czuł. Nie miał nawet pojęcia do czego ten paskudny zapach porównać, może do lisiego łajna? Sam nigdy smrodu lisiego łajna nie czuł, ale wszyscy mówili że capi na odległość więc chyba był to najlepsze porównanie. Gdy jednak zobaczył Grzmiącą Ścieżkę ta wydała mu się być całkiem niegroźna. Dziwna, nieprzyjemna, ale niegroźna. Jakie śmieszne mogą być pozory, przecież to było miejsce gdzie biegały te paskudne potwory, te same które mogły zabić kota, nawet nie zauważając, że ten przypałętał się pod ich łapami. A jednak, ta ścieżka po której biegały wydawała się być ot tylko tym, ścieżką, niegroźną i bezpieczną, póki wędrującego potwora się nie dostrzeże. Kusiło ich, oj kusiło niezmiernie, żeby podejść bliżej, dotknąć tej twardej szarej ziemi, zbadać ją bliżej i gdyby coś więcej na temat potworów wiedzieli, jak przed nimi uciec, jak rozpoznać czy się zbliżają, to najpewniej by to zrobili. Jednak nie posiadali takiej wiedzy, potwory były zagadką, zupełnie jak ta niepozorna, cuchnąca ścieżka. Zostali więc z tyłu, przyglądając się jedynie jak Barwna Łapa, z jakimś poniekąd chyba doświadczeniem prawdopodobnie wypatrywał oznak nadbiegających potworów. A kiedy padły polecenia do wykonania, mimo pokusy zostania na środku ścieżki, zbadania jej dogłębnie, to point skinął głową, że polecenie prowadzącego ich przyszłego medyka wykona.
I padł sygnał, sygnał na który ich trójka miała ruszyć, więc ruszył, patrząc prosto przed siebie, nie rozglądając się jak to przed chwilą czynił terminator Księżycowego Pyłu, bo ach gdyby zerknęli w którąś ze stron pokusa zostania mogłaby się okazać zbyt silna. Pomógł poniekąd fakt, że ścieżka była nie tylko nieprzyjemna w zapachu ale też w dotyku, łapy bolały od stąpania po twardej nawierzchni, gdyby miał po niej biegać dłużej nie chciał myśleć czy nie starłby poduszek. Jak te potwory mogą po tym biegać i biegać w nieskończoność? Jak silne muszą mieć łapy? Przez chwilę przyszła mu obrzydliwa myśl do mogłoby być źródłem smrodu, ale szybko potrząsnął głową pamiętając tylko, że po powrocie będzie musiał dokładnie wymoczyć łapy w rzece. Skupcie się, skupcie się Liliowa Łapo. Więc skupił się i tylko biegł, biegł i biegł...
Podrosła, stając się jedynie większą kulą białego futra. Nie osiągnęła jeszcze swojego docelowego wzrostu, zapowiadając się na niewiele większą od Ciemnej Mordki. Na swój wiek jest masywna, o długim, śnieżnobiałym futrze, które na plecach są z lekka okopcone, niemożliwe do zmycia przy czyszczeniu. Trójkątne, nasłuchujące uszy są ciemne, tak samo jak jej pyszczek, który wybarwił się na swój docelowy, ciemniejszy kolor (czarny lynx point), na którym znajdują się ciemniejsze pręgi. Przyozdobiony jest dwoma, błękitnymi i głębokimi ślepiami, patrzącymi uważnie na otoczenie i przekazując krytyczne spostrzeżenia o innych do białej główki, pośród którego miejsce dla siebie znalazł czarny nosek. Potężniejsze, niż za kociaka przednie łapy są ciemnejszej barwy, przeplatane wąskimi lecz licznymi prążkami, udzielając swojego wyglądu również parze z tyłu, obdarowując palce każdej z czteru łap nutą bieli. Ogon, długi i puchaty, jest szarej barwy, przecinany pręgami, bez krzty śnieżnego koloru.
Pewna siebie, odważna i ciekawa - pozostały w niej te kocięce zachowania, choć również i w nich spoważniała. Wciąż ekscytuje się wieloma rzeczami i w środku siebie ma otwarte podejście do wielu rzeczy, ciekawiąc się problematyką kocich zachowań i wyrażania się, dopytując o interesujące ją szczegóły i informacje, pragnąc z każdą przeprowadzoną rozmową dowiedzieć się czegoś więcej. Nudzą ją rozmowy, z których nie wyniesie wiele, lecz nie pokaże tego wprost - najwyżej zostawiając owy uraz w sobie, w rozmowie z innymi tworząc kwaśną, pasującą do swojego imienia minę, a na drugi moment zachowując jak gdyby nigdy nic się nie stało, a ona zareagowała jak niewinny anioł. Uważnie dobiera sobie koty, którym pozwoli być obok niej - mając powoli rosnącą wręcz obsesję na punkcie zostania jak najlepszym wojownikiem, chcąc rywalizować z innymi by poczuć adrenalinę, naturalny doping pchający ją do przodu. Pokazać, jak silna i niezależna jest, jak wiele osiągnąć może własnymi łapami, w rzeczywistości podkradając znajomość na czymś i sekrety od innych. Krytycznie patrząca i nie pozwalająca wejść sobie na głowę.
Gdyby tylko byli w obozie, a nie w połowie wyprawy, z dosyć małą widownią wokół - pointka z chęcią wytknęłaby parę rzeczy Zbożowej Łapie, z chęcią szukając możliwości zmieszania terminatora z błotem i upokorzenia go, szperając w szczegółach jego słów by wyczekać momentu podwinięcia się rudej nóżki i wykorzystania tego na własną korzyść. Jednak była mądrzejsza, zdecydowanie mądrzejsza od swojego rodzeństwa, które niestety też kroczyło obok i niestety było również pełnoprawną częścią tej wyprawy.
Myśli o dokuczaniu innym zniknęły jak we mgle, przygotowując jedynie swoje skupienie na czekającej ich jeszcze części drogi, uszczypliwości pozostawiając sobie na później. Będzie miała jeszcze dużo czasu na przygotowaniu odpowiednich słów i gdzie ową wypowiedź przedstawić.
W końcu dotarli do Grzmiącej Ścieżki, na zapach której nos pointki mimowolnie się zmarszczył, pozwalając ostrej nucie wpełznąć do jej nozdrzy. Pokręciła głową po chwili, ponownie obarczając asfaltowe przejście spojrzeniem, chcąc naoglądać się go, póki miała taką możliwość, a żaden zapach nie mógłby jej zniechęcić. Był tak jak każdy inny, unikatowy w swoim przypadku i to z pewnością nie zdołało przyćmić jej zachwytu widzianym przed sobą wynalazkowi. Więc tym poruszały się potwory? Odwróciła wzrok na resztę grupy, akurat w momencie w którym Barwna Łapa zaczął mówić. Na znak biec, nie zatrzymywać się. Cóż, brzmiało dosyć prosto i zapewne takim by było, gdyby nie ryzyko mechanicznych pożeraczy kocich istnień przebiegających również przez tę ścieżkę. Wzrok ponownie skupiła na drodze, napinając mięśnie i czekając na sygnał wydany przez terminatora medyka, a gdy ów się pojawił - ruszyła jak z bicza strzelił, wzrok swój utkany w drugiej stronie Grzmiącej Ścieżki, w duchu modląc się do Gwiezdnych by mimo wszystko wszyscy przebyli tę część drogi bezpiecznie.
Zboże jest małym kotem. Ba, wręcz jednym z najmniejszych. Ewidentnie wdało się w mamę ze swoją wielkością, bo pomimo swojego wieku wciąż wygląda jak taki ledwo co terminatorski podrostek. A jakby tego brakowało to jej drugą właściwością jest to, że jest długie i wąskie. Długie kościste łapy na długim tułowiu, z długim ogonem który wiecznie sterczy do góry. Pewnie gdyby nie jej intensywnie rude krótkie futro, pokryte tygrysimi pręgami, to by łatwo po prostu rozpłynęło się w powietrzu od swojej mikrości.
Za to mordę ma dość zwykłą, z takimi o typowymi bursztynowymi oczami, różowym nosem i białymi wąsami. Pewną dozę ciekawości do wyglądu Zboża dodaje brak lewego ucha. Kiedyś było uszczerbione, ale ostatecznie Zboże miało pecha by stracić je zupełnie. Gdzieś pod futrem schowana jest cała gama blizn, które Zboże zawdzięcza samotnikom mieszkającym na osiedlu dwunogów, ale nie są to blizny na tyle duże, by dało się je łatwo zauważyć. Ot, w paru miejscach jej futro jest odrobinę mniej gęste, to tyle.
Ktoś mógłby pomyśleć, że sekretnym planem na życie Zboża jest sprawianie kłopotów. Nie jest to prawdą, bo ono nie planuje tych kłopotów, co nie zmienia faktu, że te kłopoty jakby się jej trzymały. Wszędzie łazi, wszędzie szuka, jest głośne i gadatliwe, a w jej głowie roi się tysiące myśli na minutę. Ale tych wszystkich myśli nie wypowiada, o nie. Trzyma je dla siebie, bo trochę ich za dużo by to wszystko powiedzieć. Z tego co myśli wylewa się na świat tylko co nieco, sprawiając niekiedy wrażenie, jakby przeskoczyło od jednej myśli do drugiej znienacka, ale to nieprawda, po prostu rozmówca nie miał dostępu do jej całego toku myślowego. Mimo tego zewnętrznie miłego obrazu jaki Zboże kreuje, ma ono tendencje do kłamania by zyskać na swoim. Ma też tendencje do wybuchów złości i kumulowania w sobie wszystkiego co najgorsze. Stara się nie pokazywać światu tego wszystkiego tylko dlatego, że żyje w przekonaniu, że więcej zyska wciąż udając nieco głupie i urocze Zboże, jakim było dawniej.
Pochmurny Sen || Poczerniała Łapa, Polna Łapa, Rosiczka
Jak żyć w świecie, który zdawał się ciebie nienawidzić?
Jak osiągnąć co się chce, gdy nikt inny tego nie chce?
Dlaczego to wszystko było tak głupio skomplikowane?
Zboże było mokre po wodzie i było jej gorąco od światła, a gdyby tego było mało to zaczęło śmierdzieć i zaczęło czuć skutki nocy pełnej niespokojnych snów. Było zmęczone, tym dniem, tym księżycem, tym życiem. Było zmęczone przymusem wykonywania tych samych czynności. Było zmęczone treningiem, który przez dłuższy czas się nawet nie odbywał. Było zmęczone powtarzalnością wcierania zapachów w futro, zmęczone brakiem dostępu do wiedzy, a teraz i również zmęczone towarzystwem jakże nieprzyjemnych gówniarzy. Oh tacy byli pewni swego. Oh tacy cudowni i wspaniali, Zboże było przekonane, że czuli się jak władcy tego świata. I co jeszcze, może sobie wyobrażali że kiedyś staną się Gwiazdami? Pewnie oboje mieli taki plan nie mając pojęcia o tym, że to drugie też to planuje. Nieznośne bachory. Ciekawe czy kiedykolwiek widziały prawdziwe zagrożenie.
Zboże było zmęczone myślą, że pokłada zaufanie w kotach których ostatecznie praktycznie nie zna. Barwna Łapa? Zawsze gdzieś tam był, ale czy dane było Zbożu poznać go bardziej? Nie. Czy dane było Zbożu poznać kogokolwiek bardziej?
....
Nie. Już nie.
Wstrzymało oddech przebiegając przez potworną ścieżkę. Nie chciało tego pamiętać. Nie chciało do końca tu być. Co gdyby zboczyć z drogi? Odejść i nigdy nie wrócić? Nikt by nie zauważył, nikomu nie byłoby szkoda. Mogłoby to zrobić.
Ale chyba wolało działać na szkodę, niż być zapomniane.
Powoli w Zbożowym umyśle formułował się plan.
MYDRESSISONFIRE
⭑ ⭑ ⭑ ⭑ andIhurlmyself,Ihealmyself,Idragmyself xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxlikearugintherain andmySAINTsheisdancing aseverystepIchoosetotakebeginsto begins to set the world aflame
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
Gwiazdy spojrzały łaskawie z wysokości na tą czwórkę i pozwoliły im bezpiecznie przejść po twardej, obrzydliwej powierzchni Grzmiącej Ścieżki. Pierwszy potwór pojawił się na horyzoncie dopiero po tym, jak Barwna Łapa był już bezpieczny po drugiej stronie; kierujący nim Dwunożny zapewne nawet nie zauważył kotów spieszących ku Borsuczym Pagórkom. Na ich falistej powierzchni koty już nie natknęły się na większe zagrożenia, więc droga szła im szybko i łatwo; jedynym utrudnieniem mogła być stale wzrastająca temperatura.
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔
Był skłonny najpierw przepuścić trójkę terminatorów, a sam czekać przy Szarych Topolach, jeśli musiał. Jeśli potwór postanowił przebiec przed nim, na szczęście przekroczenie Grzmiącej Ścieżki, choć nieco wstrząsające, okazało się proste. Barwinek zignorował smród tej drogi, który przyprawiał go o migrenę i zignorował chropowatą powierzchnie która drażniła jego łapy. Przebiegł. On i cała trójka, przebiegli bez problemu, nikomu nic się nie stało.
Odetchnął głęboko, gdy znalazł się już przy Borsuczych Pagórkach. Byli blisko - czuł to. Czuł, jak Księżycowy Pył go woła, już teraz. Rozejrzał się, wchodząc na jeden z wyższych, trawiastych pagórków i oblizał wargi, zerkając także ku trójce terminatorów. Byli już blisko i, na Gwiezdny Klan, oby podróż powrotna przebiegła równie sprawnie, co podróż do Szepczącej Sadzawki.
Barwna Łapa ruchem głowy nakazał trójce młodych aby ruszyli za nim, żwawym krokiem, aby uciec od słońca jak najszybciej, zaczął przedzierać się przez trawy nieznanych mu terenów, rozglądając, nasłuchując. Czując otoczenie. Księżycowy Pył powiedziała mu, że przez pagórki poprowadzi go intuicja i Gwiezdny Klan, więc... na to liczył. Szukał. Szedł do przodu.
po tylu latach wiem już na pewno
że kiedy przyjdzie jasne będzie jedno
złe myśli nie były tego warte
Podrosła, stając się jedynie większą kulą białego futra. Nie osiągnęła jeszcze swojego docelowego wzrostu, zapowiadając się na niewiele większą od Ciemnej Mordki. Na swój wiek jest masywna, o długim, śnieżnobiałym futrze, które na plecach są z lekka okopcone, niemożliwe do zmycia przy czyszczeniu. Trójkątne, nasłuchujące uszy są ciemne, tak samo jak jej pyszczek, który wybarwił się na swój docelowy, ciemniejszy kolor (czarny lynx point), na którym znajdują się ciemniejsze pręgi. Przyozdobiony jest dwoma, błękitnymi i głębokimi ślepiami, patrzącymi uważnie na otoczenie i przekazując krytyczne spostrzeżenia o innych do białej główki, pośród którego miejsce dla siebie znalazł czarny nosek. Potężniejsze, niż za kociaka przednie łapy są ciemnejszej barwy, przeplatane wąskimi lecz licznymi prążkami, udzielając swojego wyglądu również parze z tyłu, obdarowując palce każdej z czteru łap nutą bieli. Ogon, długi i puchaty, jest szarej barwy, przecinany pręgami, bez krzty śnieżnego koloru.
Pewna siebie, odważna i ciekawa - pozostały w niej te kocięce zachowania, choć również i w nich spoważniała. Wciąż ekscytuje się wieloma rzeczami i w środku siebie ma otwarte podejście do wielu rzeczy, ciekawiąc się problematyką kocich zachowań i wyrażania się, dopytując o interesujące ją szczegóły i informacje, pragnąc z każdą przeprowadzoną rozmową dowiedzieć się czegoś więcej. Nudzą ją rozmowy, z których nie wyniesie wiele, lecz nie pokaże tego wprost - najwyżej zostawiając owy uraz w sobie, w rozmowie z innymi tworząc kwaśną, pasującą do swojego imienia minę, a na drugi moment zachowując jak gdyby nigdy nic się nie stało, a ona zareagowała jak niewinny anioł. Uważnie dobiera sobie koty, którym pozwoli być obok niej - mając powoli rosnącą wręcz obsesję na punkcie zostania jak najlepszym wojownikiem, chcąc rywalizować z innymi by poczuć adrenalinę, naturalny doping pchający ją do przodu. Pokazać, jak silna i niezależna jest, jak wiele osiągnąć może własnymi łapami, w rzeczywistości podkradając znajomość na czymś i sekrety od innych. Krytycznie patrząca i nie pozwalająca wejść sobie na głowę.
Mimo wszystko po przekroczeniu Grzmiącej Ścieżki odwróciła wzrok na drugą stronę, oglądając przejście Barwinka, mimo wszystko nie chcąc by to akurat on został poszkodowany, a nie... cóż, trójka niedoświadczonych terminatorów, których wziął ze sobą. Jednak potwór dotarł już po przeprawie terminatora medyka, na co pointka westchnęła z ulgą, czując jak przez jej grzbiet przeszedł dreszcz podekscytowania. Byli już tak blisko celu! Wierzyła, że będzie to niezapomniane przeżycie dla nich, a przynajmniej dla Barwnej Łapy... w tamtej chwili niebieskie ślepia spojrzały na postać przyszłego medyka Klanu Rzeki, mimowolnie posyłając mu współczujące spojrzenie. Była pewna, że dokładali mu tylko kłopotu podczas podróży, która powinna zapaść mu w pamięci jako ta pozytywna, miał od teraz dbać o Rzekę już z pełnoprawną rangą i nowym imieniem. Zamiast ze swoją mistrzynią - użerał się z gówniarzami, co było głównym powodem dla którego Szczaw postanowiła się przymknąć, skupiając się jak na najbezpieczniejszym przejściu trasy, nie sprawiając przy tym kłopotu. Miała nadzieję, że chociaż podróż powrotna okaże się być pozytywniejszą, a każdy z nich zapamięta to na swój sposób, chociażby by wywołało uśmiech na pyszczku. Z pewnością dla Kwaśnej Łapy będzie to takim doświadczeniem, mimowolnie czując wyróżnienie, że... to akurat ją i resztę wybrała Księżycowy Pył, by towarzyszyli Barwinkowi w tak ważnym wydarzeniu. Wiedziała, iż musiała mieć swoje powody, ale też pokładała w nich swoje zaufanie, a ostatnie czego by chciała, to zawieść Gwiezdną. Przyspieszyła kroku, wyrywając się z myśli i mrugając parę razy, próbując zignorować nieprzyjemne uczucia towarzyszące jej z panującym wciąż ognistym gorącem, wyczekując emocjonującego finału ich wędrówki.
Zboże jest małym kotem. Ba, wręcz jednym z najmniejszych. Ewidentnie wdało się w mamę ze swoją wielkością, bo pomimo swojego wieku wciąż wygląda jak taki ledwo co terminatorski podrostek. A jakby tego brakowało to jej drugą właściwością jest to, że jest długie i wąskie. Długie kościste łapy na długim tułowiu, z długim ogonem który wiecznie sterczy do góry. Pewnie gdyby nie jej intensywnie rude krótkie futro, pokryte tygrysimi pręgami, to by łatwo po prostu rozpłynęło się w powietrzu od swojej mikrości.
Za to mordę ma dość zwykłą, z takimi o typowymi bursztynowymi oczami, różowym nosem i białymi wąsami. Pewną dozę ciekawości do wyglądu Zboża dodaje brak lewego ucha. Kiedyś było uszczerbione, ale ostatecznie Zboże miało pecha by stracić je zupełnie. Gdzieś pod futrem schowana jest cała gama blizn, które Zboże zawdzięcza samotnikom mieszkającym na osiedlu dwunogów, ale nie są to blizny na tyle duże, by dało się je łatwo zauważyć. Ot, w paru miejscach jej futro jest odrobinę mniej gęste, to tyle.
Ktoś mógłby pomyśleć, że sekretnym planem na życie Zboża jest sprawianie kłopotów. Nie jest to prawdą, bo ono nie planuje tych kłopotów, co nie zmienia faktu, że te kłopoty jakby się jej trzymały. Wszędzie łazi, wszędzie szuka, jest głośne i gadatliwe, a w jej głowie roi się tysiące myśli na minutę. Ale tych wszystkich myśli nie wypowiada, o nie. Trzyma je dla siebie, bo trochę ich za dużo by to wszystko powiedzieć. Z tego co myśli wylewa się na świat tylko co nieco, sprawiając niekiedy wrażenie, jakby przeskoczyło od jednej myśli do drugiej znienacka, ale to nieprawda, po prostu rozmówca nie miał dostępu do jej całego toku myślowego. Mimo tego zewnętrznie miłego obrazu jaki Zboże kreuje, ma ono tendencje do kłamania by zyskać na swoim. Ma też tendencje do wybuchów złości i kumulowania w sobie wszystkiego co najgorsze. Stara się nie pokazywać światu tego wszystkiego tylko dlatego, że żyje w przekonaniu, że więcej zyska wciąż udając nieco głupie i urocze Zboże, jakim było dawniej.
Pochmurny Sen || Poczerniała Łapa, Polna Łapa, Rosiczka
Im dalej od grzmiącej ścieżki tym lepiej. Im dalej od terenów klanu tym dziwniej. Im dłużej szli tym Zboże było spokojniejsze.
Ciężkie, gorące powietrze otaczało ich, gdy przebiegali po pagórkach, tym razem w milczeniu. Czy Barwna Łapa im mówił gdzie teraz? Mówił jak przejdą przez tereny ale dalej... Zboże nie wiedziało. Zboże tak wiele nie wiedziało. Zboże czuło się, jakby jednocześnie było tutaj i jej nie było. Jakby była gdzieś obok. Jakby to był sen, kontynuacja tej dziwnej nocy, choć jednocześnie wszystko zdawało się być boleśnie realne. Słońce grzało jej futro, trawa pod stopami nie przynosiła ochłody, cisza ze strony towarzyszy sprawiała, że nie było pewne czy w ogóle wraz z kimś podąża.
Miało ochotę położyć się wśród traw i przespać przez chwilę. Znaleźć odrobinę cienie i pozwolić złotemu słońcu grzać tylko poprzez szpary w koronie drzewa. A mimo to szło dalej wraz z całą resztą.
MYDRESSISONFIRE
⭑ ⭑ ⭑ ⭑ andIhurlmyself,Ihealmyself,Idragmyself xxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxxlikearugintherain andmySAINTsheisdancing aseverystepIchoosetotakebeginsto begins to set the world aflame
Zgrabny, średniego wzrostu kot, o niebieskich oczach, krótkiej sierści, czarny colorpoint, z białymi skarpetkami i plamką na czole
Discord, mischief, artysta poszukujący własnej muzy, poszukiwacz wrażeń, samozwańczy mesjasz ||KP
Sikora/Kaligrafia, Dmuchawiec
I po dosłownej chwili biegu byli po drugiej stronie. Nic się nie wydarzyło, nie wyskoczył ryczący potwór, szarżujący na nich z błyszczącymi ślepiami. Po prostu przeszli przez ścieżkę... Lekki zawód. Nie żeby szczególnie miał ochotę pchać się pod łapy potwora ale zobaczyć jego szarżę na własne oczy. To by było ekscytujące! Ale cóż, trzeba było się zadowolić resztą wyprawy. A byli już blisko celu, jeśli dobrze pamiętał trasę opisywaną przez Barwną Łapę. Teraz zostały tylko Borsucze Pagórki, tylko w którą stronę mieli iść. To pozostawi raczej ich przewodnikowi do pokazania, ale sam rozglądał się z zaciekawieniem, zastanawiając się czy uda mu się samemu znaleźć jakiś trop, wskazówkę prowadzącą do Szepczącej Sadzawki. Marne szanse, w końcu on tylko był towarzyszem w tej podróży. Słońce grzało niemiłosiernie w lekko pociemniały grzbiet pointa, a oni westchnęli cicho pamiętając czasy bycia małą białą kluską. Jasne futro jakoś mniej chwytało słońce. Pozostawiając szukanie drogi Barwnej Łapie, jako że ostatecznie to była jego wyprawa, sam wrócił do swoich jakże wspaniałych rozmyślań. Po co Księżycowy Pył chciałaby widzieć właśnie ich? Konkretnie właśnie jego? Zboże, Kwaśna, motywy gwiezdnej co do ich wezwania nie obchodził go w tym momencie aż tak bardzo. Oczywiście jeśli mieli coś na sumieniu jak najbardziej chciałby wiedzieć, bo kochał plotki i sekrety ale tym razem sam został wezwany, a za nic nie miałby pomysłu dlaczego. Wszak przecież niczego nie przeskrobał... prawda? Nie, niby kiedy. Wcześniej siedział głównie w Chruśniaku, a na ten moment był przykładnym i posłusznym członkiem Klanu, bo życie układało się dla niego pomyślnie. Więc dlaczego, ach dlaczego Księżycowy Pył miałaby go ciągnąć na tą wyprawę... A może Barwna Łapa wszystko zmyślił? Może to on miał jakieś ukryte intencje, powody? Potrząsnął głową odrzucając tę myśl na stosik głupiutkich pomysłów. Terminator medyka nie wyglądał na kogoś kto snuł zawiłe knowania i intrygi za plecami innych klanowiczów... Z drugiej strony Lilia nie znali go aż tak dobrze. Mhm... Medyczna intryga, to by było ciekawe!
Księżyce: 128 Mistrz: Biały Puch Płeć: transpłciowa kotka Matka: Trawiasta Polana [NPC] Ojciec: Wietrzny Dzień [NPC] Partner: miłość, miłość trzyma nas w uścisku Trwałe urazy: urwane pół lewego ucha, podłużna blizna na łapie
Niewielka i krępej budowy. Futro ma rude, tygrysio pręgowane, z białymi znaczeniami na brzuchu, przednich łapach, dolnej połowie pyska, karku, szyi i różowym nosie. Lewe oko ma orzechowe, prawe błękitne. Połowa lewego ucha oderwana; na prawej przedniej łapie ma podłużną bliznę. Porusza się miękkim, cichym chodem.
Prostoduszna pacyfistka o dobrym sercu i bardzo małym rozumku. Niemal kurczowo trzyma się własnych reguł moralnych, które uznaje za swoisty etos postępowania. Choć na ogół jest cicha, spokojna i flegmatyczna, to gdy ją pociągnąć za język — nie przestanie gadać. A ma o czym! Nagromadzone w głowie historie zarówno własnych przygód, jak i dawno martwych kotów, muszą w końcu znaleźć jakieś ujście.
Z każdym krokiem robiło się coraz cieplej i parniej. Powietrze było ciężkie, zdawało się, że trudno jest się w nim poruszać. Słońce było niemal już na szczycie nieba, chociaż z północy nadpływały obłoki zakłócające piękną bezchmurność nieboskłonu - być może zwiastowały terminatorom deszcz w drodze powrotnej na tereny Klanu?
Jakkolwiek by nie było, w dali wreszcie błysnęła srebrzysta powierzchnia Szepczącej Sadzawki. Miejsca, gdzie Barwna Łapa miał wreszcie spotkać się ze swoim przeznaczeniem.
⚔ ⚔ ⚔ 𝚜́𝚗𝚒𝚌́𝚜𝚎𝚗najpiękniejszy ze snówxxxxxxxxxxxxxxxxxx 🇮🇸́🇨́ 🇼 🇧🇴́🇯 🇼 🇮🇲🇮🇪̨ 🇨🇮🇪🇷🇵🇮🇪🇳́ 🇮 🇰🇷🇿🇾🇼🇩 i nieść ciężar swój ponad siły iść tam, gdzie nie dotarłbyN I K T
I NASZ ŚWIAT LEPSZYM STANIE SIĘ NIŻ BYŁ nim rycerski swój pas wdział ten, co ślubował N I E Z Ł O M N I E xxxxxxxxxxxxxxxxxxwciąż iść, aby sięgnąć 𝚍𝚘 𝚐𝚠𝚒𝚊𝚣𝚍 ⚔ ⚔ ⚔