Płeć: kocur Trwałe urazy: Naderwane lewe ucho w kształcie leżącej litery 'v'.
Wysoki, o drobnych mięśniach bengal. Jego krótkie, grube futro przyzdobione jest cętkami typowymi dla jego rasy. Przez te wszystkie księżyce, kolor jego oczu zmienił się nieznacznie - z szaroniebieskiego, zmieniły się w morski.
Dziwny, wątpliwy. Z jednej strony chętnie podejdzie i pogada, zaznajomi się i wyciągnie wszystkie informacje jakie są mu potrzebne, i będzie najmilszym kotem w okolicy, z drugiej strony wystarczy że ktoś nie będzie go słuchał i już może dojść do kłótni. Kocur lubi mieć wszystko pod kontrolą. Nie ciśnie go póki co do władzy, nie rozumie w ogóle świata i woli się w zupełności podporządkować i być szefem samego siebie, niż robić sobie niepotrzebne kłopoty przy innych.
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Dettlaff [S]
Wreszcie, w końcu odpowiedział. I tak trzeba było od razu, tylko tego chciał. Chora satysfakcja przeleciała przez całe jego ciało, kiedy usłyszał tę prostą, zwykłą odpowiedź, na jego pytanie. Na to, że ktoś wreszcie zrobił to co chciał. I nawet jeśli to było coś tak głupiego, tak drobnego - było to przyjemne. Szczególnie, że odpowiedź była taka, jaką usłyszeć chciał. Byli bezpieczni. - Masz szczęścia. I ja. Gdyby widzieli, zabiliby nas - powiedział w sposób typowy dla siebie - czyli w złości, niechęci i generalnie wszystkim co złe. Zaraz cicho westchnął. Nie musiał się już martwić o to, teraz tylko myśleć o tym co zrobić, żeby oboje przeżyli. Na bogów, jak mu niedobrze. - Tyle, że mnie mają w rzyci, a ty masz tam rodzinę. I gdyby coś ci się stało, byliby smutni.
Odparł od niechcenia, wzruszając ramionami. Gorzka rzeczywistość, z którą musiał się pogodzić i czasem nie zacząć tęsknić. To byłoby najgorsze, co mogłoby być. Tęsknota za tak toksyczną relacją doprowadziłaby go do zupełnego postradania zmysłów i byłby jeszcze gorszy niż teraz. - Mhm - mruknął, gdy ten stwierdził że jest cały. Pogratulować i liczyć, by tak było do końca jego dni. Mógł prosić o pomoc w leczeniu kotkę ze znajomego mu Klanu, ale nie wiedział czy byłoby to tak łatwe jak poprzednio. Przecież minęło tyle czasu... - Co ci strzeliło do głowy, żeby iść za mną? Rozumiałbym za Tundrą, Dynią, nawet tym ########### szczurzomordym, ale za mną?
Trzepnął ogonem, kładąc się w końcu nieopodal Plagi. Nie zbyt blisko, nie zbyt daleko. Nie chciał przekroczyć niczyjej strefy komfortu, ale wolał żeby nie znikał nagle... stąd. Nigdzie. Nie znał go bliżej, nie ufał, nie wiedział jaki jest. Ale wolał nie mieć na swoim sumieniu życia kociaka, żadnego. To nieetyczne, nawet jak na niego.
duże, ale niskie, srebrno-białe kocię o tygrysim pręgowaniu i bladoniebieskich oczach
Mówi się, że cicha woda brzegi rwie. I w przypadku Plagi to stwierdzenie jest jak najbardziej prawdziwe, nawet jeżeli żaden kot nie zdążył przekonać się o tym, jaki naprawdę jest pierworodny syn Zroszonego Listka. Kocię z pozoru wygląda niewinnie i niezwykle spokojnie, jak gdyby było kimś, kto woli trzymać się raczej z boku, aniżeli być w centrum uwagi. Plaga z niewiadomych powodów woli poświęcać czas obserwacjom i analizom, siedząc gdzieś z tyłu, z dala od reszty, przyglądając się z dziwnym zainteresowaniem. Mimo to, interakcja z innymi nie sprawia mu żadnych trudności. Fakt, raczej się nie odzywa, ale zawsze z uwagą słucha rozmówcy, oczekując, że dowie się czegoś, co mogłoby mu się później przydać. Często zdarza mu się zastygać w bezruchu, wpatrując się w jeden punkt, jak gdyby zanurzył się w świat własnych myśli i dziwnych fantazji. A jaśniej, po prostu popada w zamyślenie i to dosyć często, jeśli porównać by go z resztą kociąt lub chociażby dorosłych kotów.
Karaczan [KG], Kusa [KW], Cytrynka [KC] i inni
Zabiliby? Plaga zmarszczył brwi. Do tej pory wydawało mu się, że klan jest jedną, wielką rodziną lub chociażby dużą grupą kotów, która sobie pomaga. Morderstwa są nie na miejscu i przywódca może jedynie ukarać winnego degradacją albo wygnaniem, w ostateczności. Ale to Plagi nie dotyczy. On, jako kocię, zapewne nie dostałby żadnej większej kary. Mama zawsze mu powtarzała, że wśród swoich nic mu nie grozi. Najwidoczniej albo się myliła, albo przez ten cały czas karmiła go kłamstwem, licząc, że nigdy się nie zorientuje jak jest naprawdę. Sam już nie wiedział co ma o tym myśleć. Najprościej było uwierzyć Roche, bo przecież jest starszy i mądrzejszy. W dodatku wcale nie wygląda jakby kłamał.
- Smutni. - Powtórzył, zdecydowanie ciszej. Wbił wzrok w ziemię, a jego oczy zmrużyły się, jakby głęboko się nad czymś zastanawiał. I właśnie tak było. Smutek. Miał już okazję doświadczyć tego uczucia, ale niezbyt często. Znaczy, na pewno o wiele częściej niż radość, która... Można powiedzieć, że jest mu niemalże obca. Miał wrażenie, że zazwyczaj chodzi taki... Nijaki, zobojętniały na wszystko. Czy to coś złego? Czy powinien starać się to zwalczać? Ale zmuszanie się do uśmiechu i głębszego odczuwania emocji też wcale nie jest dobre.
- Za kim...? - Powtórzył, bo określenie, którego użył Roche było... Nowe. Nowe i interesujące, brzmiące dość nieprzyjemnie, ale... Może to tylko wrażenie? Nie wiedział, co oznaczają te słowa, nikt wcześniej nie używał ich w jego obecności, a już na pewno nie Zroszony Listek. - Po prostu. Spacer - I chciał to wyjaśnić jakoś... Jaśniej, dłużej, by bengal mógł go zrozumieć, ale nie potrafił. Zbyt duża ilość słów, które musiałby wypowiedzieć, strasznie go zniechęcała i szczerze mówiąc, wolał milczeć. W dodatku jeszcze się nie przespał, wciąż był zmęczony i ten stan dawał o sobie znać coraz bardziej. Plaga ziewnął przeciągle, wzrokiem śledząc Roche, który położył się nieopodal. Dobrze, że wybrał taką odległość, a nie bliższą, bo mogłoby być dość niekomfortowo, przynajmniej dla srebrnej larwy.
Płeć: kocur Trwałe urazy: Naderwane lewe ucho w kształcie leżącej litery 'v'.
Wysoki, o drobnych mięśniach bengal. Jego krótkie, grube futro przyzdobione jest cętkami typowymi dla jego rasy. Przez te wszystkie księżyce, kolor jego oczu zmienił się nieznacznie - z szaroniebieskiego, zmieniły się w morski.
Dziwny, wątpliwy. Z jednej strony chętnie podejdzie i pogada, zaznajomi się i wyciągnie wszystkie informacje jakie są mu potrzebne, i będzie najmilszym kotem w okolicy, z drugiej strony wystarczy że ktoś nie będzie go słuchał i już może dojść do kłótni. Kocur lubi mieć wszystko pod kontrolą. Nie ciśnie go póki co do władzy, nie rozumie w ogóle świata i woli się w zupełności podporządkować i być szefem samego siebie, niż robić sobie niepotrzebne kłopoty przy innych.
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Dettlaff [S]
Na powtórzone słowo chrapnął jedynie "no". Nie było po co tego ciągnąć, skoro nie było żadnych pytań czy wątpliwości. On też nie musiał go w tej chwili pogrążać i mówić jak bardzo smutni będą. Bo się jeszcze spłacze, przerazi i będzie jeszcze gorzej. Skrzywił się lekko, obolałą łapą przejeżdżając bezradnie po pysku, jakby w ten sposób starał się zebrać myśli. Muszą mieć schronienie, czym prędzej, czym lepsze. - Co za kim. Powiedziałem wyraźnie przecież - mruknął, i w tej chwili domagając się precyzji. Roche nie był alfą i omegą, a tym bardziej nie w stresie. Pierwszą myślą było, że Plaga właściwie nie zna rady Klanu. Drugim, że oczekiwał aby Roche wyrecytował mu że jest kimś złym. Nic innego do głowy mu nie przychodziło.
Stwierdzenie, że poszedł na spacer było... śmieszne, w ten tragiczny sposób. Roche otworzył już pysk, żeby powiedzieć mu jak głupim i nieodpowiedzialnym to było, ale skończył tylko na siarczystym "no ######". Potem położył łeb na ziemi, zakrył oczy na moment łapami i dopiero po paru sekundach go dźwignął znów do góry. - Zostajesz. Nie wiemy gdzie są inni. Ja do nich nie wrócę, a ty sam nie znajdziesz drogi - powiedział ku jasności, odchylając uszy do tyłu. - Pójdziemy później do Kamiennych Pazurów. Wiemy jak tam jest, gdzie iść i co robić. Nie będziemy tam obcy. Zrozumiano?
Rzucił krótko, jakoś podświadomie czując że tylko dzięki temu uzyska odpowiedź, że zrozumiano lub wręcz przeciwnie. Podczas ich pierwszej rozmowy Plaga już nie był zbyt chętny do gadania za dużo... z tego co kojarzył. Więc nie spodziewał się, że teraz nagle się otworzy i będzie mówił przesadnie wiele. Nie było to jednak złe. Rochowi wystarczył jeden głośny i przesadnie wesoły kot na liście znajomych, coś cichszego i spokojniejszego było miłą odmianą. - Jak pójdziemy. Mów wszystkim że jesteś z osiedla. Dobra? Wtedy dadzą ci spokój. A jak nie dadzą, powiesz że twój... nie wiem, tata, brat jest niedaleko i nie pozwala rozmawiać ci z obcymi. Ostatnim czego nam potrzeba, to żeby ktoś ci zrobił krzywdę - warknął w jego stronę. To najbardziej troskliwy krok jaki mógł obrać. Wyraził chęć pilnowania go, ale... nie umiałby powiedzieć tego wprost, delikatnie i tak jak mówi się to kociętom. Bo przecież skąd on miał wiedzieć, że tak się robi? Jego, jak był w wieku Plagi, bito po głupim łbie.
duże, ale niskie, srebrno-białe kocię o tygrysim pręgowaniu i bladoniebieskich oczach
Mówi się, że cicha woda brzegi rwie. I w przypadku Plagi to stwierdzenie jest jak najbardziej prawdziwe, nawet jeżeli żaden kot nie zdążył przekonać się o tym, jaki naprawdę jest pierworodny syn Zroszonego Listka. Kocię z pozoru wygląda niewinnie i niezwykle spokojnie, jak gdyby było kimś, kto woli trzymać się raczej z boku, aniżeli być w centrum uwagi. Plaga z niewiadomych powodów woli poświęcać czas obserwacjom i analizom, siedząc gdzieś z tyłu, z dala od reszty, przyglądając się z dziwnym zainteresowaniem. Mimo to, interakcja z innymi nie sprawia mu żadnych trudności. Fakt, raczej się nie odzywa, ale zawsze z uwagą słucha rozmówcy, oczekując, że dowie się czegoś, co mogłoby mu się później przydać. Często zdarza mu się zastygać w bezruchu, wpatrując się w jeden punkt, jak gdyby zanurzył się w świat własnych myśli i dziwnych fantazji. A jaśniej, po prostu popada w zamyślenie i to dosyć często, jeśli porównać by go z resztą kociąt lub chociażby dorosłych kotów.
Karaczan [KG], Kusa [KW], Cytrynka [KC] i inni
Najwidoczniej się nie zrozumieli. Ale... Ale to nic, tym razem. Plaga był gotów sprecyzować, powiedzieć, co dokładnie miał na myśli. Miał zamiar powtórzyć wulgarne słowa, których użył Roche. Nie wiedział przecież, że są one "brzydkie" i że tylko starsi mogą ich używać. Z resztą... Nawet, gdyby zdawał sobie z tego sprawę, w żaden sposób by się tym nie przejął. Zakazy zbyt ograniczają i jeśli przestrzegałby ich wszystkich, miałby naprawdę nudne życie.
- Za ########### szczurzomordym. - Mógł mieć podejrzenia kogo Roche miał na myśli, ale chyba jednak wolał sobie nie dopowiadać. Zapewne lada moment się dowie i będzie mógł jedynie... Kiwnąć krótko głową. Bo tak naprawdę nie zna praktycznie żadnego członka Nowego Świtu, nie licząc własnej rodziny. Bronienie kota, którego bengal określił tak wulgarnie, byłoby pozbawione sensu, w przypadku Plagi.
Wbił spojrzenie w towarzysza, gdy ten położył łeb na ziemi i przykrył go łapami. Może zaczął płakać? Albo jest do tego stopnia wściekły, że próbuje to stłumić, ale bezskutecznie? Żadna z tych teorii nie okazała się prawdziwa, bowiem kocur już po chwili podniósł głowę. Chyba się... Ogarnął. Znów zaczął się odzywać, mówiąc dość dużo.
- Tam jest niebezpiecznie - skomentował krótko Plaga, wyłapując ten jeden, istotny fakt. Tundra mówiła jasno, że muszą uciekać. A ucieka się zazwyczaj dlatego, że gdzieś jest niebezpiecznie. No bo gdyby było, pewnie Nowy Świt pozostałby w starym obozie i niczym by się nie przejmował. Ale być może Roche zdawał sobie z tego sprawę i po prostu chciał ich oboje zabić. Albo zabić tylko Plagę, bo w razie jakiegoś zagrożenia, sam by sobie poradził. Ma długie łapy, mógłby uciekać albo ewentualne walczyć, a Plaga? Tego drugiego nie potrafi, a do tego pierwszego się nie nadaje.
- ok. - Odparł, tym razem niezwykle krótko i bez jakichkolwiek protestów. Zaskoczenie? Niezbyt. Tym razem to chyba bengal miał rację. Najlepiej z obcymi w ogóle nie rozmawiać, jeszcze by go ktoś porwał i tyle by z tego było. Chociaż... Kto chciałby wejść w posiadanie tak brzydkiego i dziwnego kociaka?
Płeć: kocur Trwałe urazy: Naderwane lewe ucho w kształcie leżącej litery 'v'.
Wysoki, o drobnych mięśniach bengal. Jego krótkie, grube futro przyzdobione jest cętkami typowymi dla jego rasy. Przez te wszystkie księżyce, kolor jego oczu zmienił się nieznacznie - z szaroniebieskiego, zmieniły się w morski.
Dziwny, wątpliwy. Z jednej strony chętnie podejdzie i pogada, zaznajomi się i wyciągnie wszystkie informacje jakie są mu potrzebne, i będzie najmilszym kotem w okolicy, z drugiej strony wystarczy że ktoś nie będzie go słuchał i już może dojść do kłótni. Kocur lubi mieć wszystko pod kontrolą. Nie ciśnie go póki co do władzy, nie rozumie w ogóle świata i woli się w zupełności podporządkować i być szefem samego siebie, niż robić sobie niepotrzebne kłopoty przy innych.
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Dettlaff [S]
- Tak pieszczotliwie mówi się o Fairym - wzruszył ramionami. Jak chciał kląć to... niech klnie. Jaki był w tym interes Rocha? Nie zabroni mu, nie powie że ma się ograniczać, nie był nikim upoważnionym do tłumaczenia mu że mówienie niektórych rzeczy jest nie na miejscu. Z czasem młody się wyuczy co i jak. A przeklinanie to dobry sposób na zrzucenie nadmiaru stresu. Przynajmniej w głowie Rocha tak to działało. - Było niebezpiecznie, póki była reszta. Teraz będziemy sami. Jesteśmy nikim ważnym. Pajac i jakiś mały bobek. Nowy Świt na nas znosił problemy - bo naprawdę nie wyobrażał sobie co Klany musiałyby mieć w głowie, żeby z całej siły starać się wykurzyć stamtąd dwójkę praktycznie bachorów. Roche nie wyglądał na nikogo dorosłego, a Plaga tym bardziej. - Będziemy udawać, że nie wiemy nic o żadnej Pożodze. Powiemy, że zgubiliśmy się i pójdziemy jak tylko podrośniesz. A że masz z... nie wiem, pięć księżyców? Mamy co najmniej sześć kolejnych żeby coś wymyślić. Nikt nie ma prawa nas dotknąć, póki nie wejdziemy na obcy teren.
Znów przetarł pysk łapą, czując jakby zaraz miał zwrócić śniadanie sprzed chyba dwóch dni w tej chwili. Wziął krótki, wolny oddech. Trzeba wszystko przemyśleć, dokładnie. Nie mogli zrobić nic złego, nic co skazałoby ich na straty, śmierć i możliwie najgorszy koniec. - Musisz mnie słuchać, chociażby na tyle żeby nie stało się nikomu nic złego. Jak ci powiem, że masz siedzieć w obozie - siedź tam. W innym wypadku może ktoś cię porwać, zabić, zjeść i nawet nie będę mógł cię znaleźć żeby ci pomóc. Wykombinujemy coś, żeby być bezpiecznymi u nas. Tak długo jak Nowy Świt jest daleko, nic nam nie grozi. Jak się znowu zjawią, możesz zacząć odliczać do śmierci, najpewniej mojej. Ciebie zaciągną najpewniej do nowego obozu czy by ci się to podobało, czy nie. Parszywe #####, nie dbające o nikogo poza sobą i czubkiem własnego ogona - zacisnął kły, wziął kolejny oddech. Im bardziej o tym wszystkim myślał, tym bardziej się bał. Będą na Kamiennych Pazurach moment, a potem... Potem znajdzie inne miejsce. Dla siebie i dla Plagi. - Co ty żresz w ogóle. Mam nadzieję, że już jakieś myszy czy inne wiewiórki. Bo ja ci mleka nie dam.
duże, ale niskie, srebrno-białe kocię o tygrysim pręgowaniu i bladoniebieskich oczach
Mówi się, że cicha woda brzegi rwie. I w przypadku Plagi to stwierdzenie jest jak najbardziej prawdziwe, nawet jeżeli żaden kot nie zdążył przekonać się o tym, jaki naprawdę jest pierworodny syn Zroszonego Listka. Kocię z pozoru wygląda niewinnie i niezwykle spokojnie, jak gdyby było kimś, kto woli trzymać się raczej z boku, aniżeli być w centrum uwagi. Plaga z niewiadomych powodów woli poświęcać czas obserwacjom i analizom, siedząc gdzieś z tyłu, z dala od reszty, przyglądając się z dziwnym zainteresowaniem. Mimo to, interakcja z innymi nie sprawia mu żadnych trudności. Fakt, raczej się nie odzywa, ale zawsze z uwagą słucha rozmówcy, oczekując, że dowie się czegoś, co mogłoby mu się później przydać. Często zdarza mu się zastygać w bezruchu, wpatrując się w jeden punkt, jak gdyby zanurzył się w świat własnych myśli i dziwnych fantazji. A jaśniej, po prostu popada w zamyślenie i to dosyć często, jeśli porównać by go z resztą kociąt lub chociażby dorosłych kotów.
Karaczan [KG], Kusa [KW], Cytrynka [KC] i inni
Pieszczotliwie? No dobrze. Plaga nie miał powodów, by nie wierzyć Roche. Tak właściwie to pomyślał sobie, że określenie, które chwilę temu poznał, może używać również mówiąc o innych kotach. O sobie, o Roche, o Nowym Świcie i kimkolwiek, z kim przyjdzie mu rozmawiać. Chyba. Tak właściwie to mógłby o to zapytać, ale chyba lepiej będzie samemu to sprawdzić. Ww najgorszym przypadku zostanie zabity. To... Nie jest zbyt pocieszające, ale prawdziwe i to dość możliwe, więc nie mógł tego wypierać. W końcu każdy kiedyś umrze, inni prędzej, drugi później. Czy komuś kiedykolwiek udało się pokonać śmierć?
Krótko kiwnął głową, w żaden sposób nie odnosząc się do słów kocura. Może i rzeczywiście miał rację? Klany nie miałyby powodu, by przejmować się jakimiś dwa, młodymi kotami, które siedzą sobie w Kamiennych Pazurach i nikomu nie zagrażają. No chyba, że zaczęłoby się jakieś nachodzenie klanowych terenów, czy coś. Ale o to raczej można być spokojnym, bo raczej żaden z nich nie miał takich zamiarów. Najlepiej będzie się ukrywać. Jednak... W jaki sposób uda im się przeżyć? Plaga nie znał umiejętności Roche, nie wiedział czy kocur jakiekolwiek ma. On sam nie potrafi polować, ani się bronić, więc teraz jest zdany tylko i wyłącznie na bengala. Kurde, kiepsko.
Milczał nawet w momencie, gdy nakazano mu słuchać jedynego na ten moment przewodnika. No cóż, nie miał wyboru. Wysłuchał nawet tych kilku niemiłych słów o Nowym Świcie, dochodząc do wniosku, że cały ten "klan" tak naprawdę nie jest dobry, a zły. Z każdą kolejną chwilą dowiadywał się coraz więcej i ślepo w to wierzył, tłumacząc sobie, że nie miał okazji dowiedzieć się jak jest naprawdę, w przeciwieństwie do Roche, który jest starszy i przeżył więcej. I to głównie dlatego wierzył we wszystkiego jego słowa. Po prostu nie miał powodów, by było inaczej.
- Ciała ze stosu - Znaczy się, zwierzynę. Kocięta zdążyły się już przerzucić na pokarm stały i to jakiś czas temu. Z jedzeniem nie będzie problemu, jak widać. - Nie umiem polować. - Wolał mu o tym powiedzieć, nawet jeśli Roche doskonale zdawał sobie z tego sprawę. No bo skąd taki mały bąbel miałby umieć polować? Zabawy, w których i tak nigdy nie uczestniczył, to nie to samo, co prawdziwe polowanie, na prawdziwą zwierzynę i to w prawdziwym lesie.
Płeć: kocur Trwałe urazy: Naderwane lewe ucho w kształcie leżącej litery 'v'.
Wysoki, o drobnych mięśniach bengal. Jego krótkie, grube futro przyzdobione jest cętkami typowymi dla jego rasy. Przez te wszystkie księżyce, kolor jego oczu zmienił się nieznacznie - z szaroniebieskiego, zmieniły się w morski.
Dziwny, wątpliwy. Z jednej strony chętnie podejdzie i pogada, zaznajomi się i wyciągnie wszystkie informacje jakie są mu potrzebne, i będzie najmilszym kotem w okolicy, z drugiej strony wystarczy że ktoś nie będzie go słuchał i już może dojść do kłótni. Kocur lubi mieć wszystko pod kontrolą. Nie ciśnie go póki co do władzy, nie rozumie w ogóle świata i woli się w zupełności podporządkować i być szefem samego siebie, niż robić sobie niepotrzebne kłopoty przy innych.
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Dettlaff [S]
Kiwanie głową i inne sygnały w ten sposób wystarczały. Roche raz na jakiś czas coś mruknął pod nosem, że "dobrze, że go rozumie", nie zmuszał go do gadania za dużo. Bez sensu. Po co? Jak będą sami i spokojniejsi, to być może wtedy się młody odpali i zacznie gadać. Bengal mało entuzjastycznie do tej myśli podchodził, ale w najgorszym wypadku da mu znać, żeby się przymknął. - Ja umiem. Walczyć też - tylko nie w tym stanie. Teraz mógł próbować robić jedno i drugie, ale podejrzewał, że skutek byłby marny. - A ciebie tego nauczę. Sam mogę nie dać w końcu rady.
Skrzywił się delikatnie, ale... tak było. Nie wiadomo jak będzie się wiodło mu u boku kociaka. Samemu to co innego, można robić co się chce? A tutaj... - Zaczniemy jak poczuję się lepiej - bo teoria nikogo nie zabiła. Może Plaga był odrobinę za młody, ale jeśli do praktyki przejdą księżyc wcześniej niż przepisowo, nie zmieni się przecież zbyt wiele. Chyba. - Idź spać. Odpoczniemy i pójdziemy do Kamiennych Pazurów. I tam omówimy resztę tego, co będzie z nami się działo w najbliższym czasie. Dobra?
Bo jak nie to... będą gadać dalej. Wiele to nie zmieni, ale dobrze by było gdyby oboje odpoczęli chociaż trochę dłużej, nim porwą się na kolejną - szczerze okropnie długą - podróż.
duże, ale niskie, srebrno-białe kocię o tygrysim pręgowaniu i bladoniebieskich oczach
Mówi się, że cicha woda brzegi rwie. I w przypadku Plagi to stwierdzenie jest jak najbardziej prawdziwe, nawet jeżeli żaden kot nie zdążył przekonać się o tym, jaki naprawdę jest pierworodny syn Zroszonego Listka. Kocię z pozoru wygląda niewinnie i niezwykle spokojnie, jak gdyby było kimś, kto woli trzymać się raczej z boku, aniżeli być w centrum uwagi. Plaga z niewiadomych powodów woli poświęcać czas obserwacjom i analizom, siedząc gdzieś z tyłu, z dala od reszty, przyglądając się z dziwnym zainteresowaniem. Mimo to, interakcja z innymi nie sprawia mu żadnych trudności. Fakt, raczej się nie odzywa, ale zawsze z uwagą słucha rozmówcy, oczekując, że dowie się czegoś, co mogłoby mu się później przydać. Często zdarza mu się zastygać w bezruchu, wpatrując się w jeden punkt, jak gdyby zanurzył się w świat własnych myśli i dziwnych fantazji. A jaśniej, po prostu popada w zamyślenie i to dosyć często, jeśli porównać by go z resztą kociąt lub chociażby dorosłych kotów.
Karaczan [KG], Kusa [KW], Cytrynka [KC] i inni
To była... Zdecydowanie pocieszająca wiadomość. Skoro Roche potrafi polować, a nawet i walczyć to przetrwanie stanie się o wiele łatwiejsze, niż poprzednio Plaga zakładał. Chociaż teraz, gdy byli tylko we dwoje, dziwnie czuł się z faktem, że ktoś będzie dla niego polował. W klanie nie było to tak odczuwalne, a to dlatego, że... Nie był jedynym kociakiem, a polujących kotów było kilka razy więcej. Wtedy to wydawało się być takie no, naturalne. A teraz już nie. Dlatego z entuzjazmem (choć to chyba zbyt mocne określenie) zareagował na informację, że Roche nauczy go polować i walczyć. Wtedy będzie mógł sam dbać o własną dupkę, bez żadnego... Poczucia winy, czy innego, dziwnego uczucia, które mogłoby w końcu go dopaść. Na szczęście jeszcze nie teraz.
Nawet nie trzeba było go dwa razy prosić, by poszedł spać. Był na tyle zmęczony, że najchętniej zrobiłby to już wcześnie,j, gdyby nie fakt, że Roche mu przeszkodził. Ale on nie miał mu tego za złe. Sam na jego miejscu postąpiłby tak samo. Chyba. Tak naprawdę ciężko było mu się postawić w takiej sytuacji. Ziewnął przeciągle, kiwając kilkakrotnie głową. Położył głowę na łapach, a potem zamknął oczy. Nie zwracał uwagi na wszystko, co było wokół, całkowicie skupił się na zaśnięciu, dzięki czemu przyszło mu to z łatwością. I wbrew pozorom, tym razem nie miał żadnych koszmarów. Jego sen był wyjątkowo spokojny, byłby w stanie rzecz, że aż za bardzo. Cisza przed burzą? Niewykluczone.
Płeć: kocur Trwałe urazy: Naderwane lewe ucho w kształcie leżącej litery 'v'.
Wysoki, o drobnych mięśniach bengal. Jego krótkie, grube futro przyzdobione jest cętkami typowymi dla jego rasy. Przez te wszystkie księżyce, kolor jego oczu zmienił się nieznacznie - z szaroniebieskiego, zmieniły się w morski.
Dziwny, wątpliwy. Z jednej strony chętnie podejdzie i pogada, zaznajomi się i wyciągnie wszystkie informacje jakie są mu potrzebne, i będzie najmilszym kotem w okolicy, z drugiej strony wystarczy że ktoś nie będzie go słuchał i już może dojść do kłótni. Kocur lubi mieć wszystko pod kontrolą. Nie ciśnie go póki co do władzy, nie rozumie w ogóle świata i woli się w zupełności podporządkować i być szefem samego siebie, niż robić sobie niepotrzebne kłopoty przy innych.
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Dettlaff [S]
Plaga nie wyrażał żadnego buntu... ani żadnych pozytywnych emocji też nie. Z dwojga złego, starszy wolał ciszę, niż zacząć się dziko kłócić z dzieciakiem o takie rzeczy. Oboje byli na dobrą sprawę zupełnie zagubieni i całkiem bezsilni, oboje nie mieli wpływu na to, co ich czeka. Każdy konflikt był drogą do zguby. I chociaż Rochowi było to bardzo, bardzo nie na łapę, musiał na uczyć się w końcu współpracować z kimś. I to jeszcze, ugh, z kimś młodszym.
Niedługo po tym jak Plaga zasnął, Roche również pozwolił sobie w końcu odpocząć. Przyszło mu to opornie, bo ból i strach, że zaraz coś ich złapie sprawiał, że nie umiał na dobrą sprawę się zrelaksować i odprężyć, ale wreszcie - po dobrej godzinie - udało mu się "odpłynąć". Pierwszy raz od długich księżycy bez żadnej władzy, sam, z dzieciakiem u boku. To dopiero będzie przygoda.
Podrosła, stając się jedynie większą kulą białego futra. Nie osiągnęła jeszcze swojego docelowego wzrostu, zapowiadając się na niewiele większą od Ciemnej Mordki. Na swój wiek jest masywna, o długim, śnieżnobiałym futrze, które na plecach są z lekka okopcone, niemożliwe do zmycia przy czyszczeniu. Trójkątne, nasłuchujące uszy są ciemne, tak samo jak jej pyszczek, który wybarwił się na swój docelowy, ciemniejszy kolor (czarny lynx point), na którym znajdują się ciemniejsze pręgi. Przyozdobiony jest dwoma, błękitnymi i głębokimi ślepiami, patrzącymi uważnie na otoczenie i przekazując krytyczne spostrzeżenia o innych do białej główki, pośród którego miejsce dla siebie znalazł czarny nosek. Potężniejsze, niż za kociaka przednie łapy są ciemnejszej barwy, przeplatane wąskimi lecz licznymi prążkami, udzielając swojego wyglądu również parze z tyłu, obdarowując palce każdej z czteru łap nutą bieli. Ogon, długi i puchaty, jest szarej barwy, przecinany pręgami, bez krzty śnieżnego koloru.
Pewna siebie, odważna i ciekawa - pozostały w niej te kocięce zachowania, choć również i w nich spoważniała. Wciąż ekscytuje się wieloma rzeczami i w środku siebie ma otwarte podejście do wielu rzeczy, ciekawiąc się problematyką kocich zachowań i wyrażania się, dopytując o interesujące ją szczegóły i informacje, pragnąc z każdą przeprowadzoną rozmową dowiedzieć się czegoś więcej. Nudzą ją rozmowy, z których nie wyniesie wiele, lecz nie pokaże tego wprost - najwyżej zostawiając owy uraz w sobie, w rozmowie z innymi tworząc kwaśną, pasującą do swojego imienia minę, a na drugi moment zachowując jak gdyby nigdy nic się nie stało, a ona zareagowała jak niewinny anioł. Uważnie dobiera sobie koty, którym pozwoli być obok niej - mając powoli rosnącą wręcz obsesję na punkcie zostania jak najlepszym wojownikiem, chcąc rywalizować z innymi by poczuć adrenalinę, naturalny doping pchający ją do przodu. Pokazać, jak silna i niezależna jest, jak wiele osiągnąć może własnymi łapami, w rzeczywistości podkradając znajomość na czymś i sekrety od innych. Krytycznie patrząca i nie pozwalająca wejść sobie na głowę.
Nieszczęścia krążyły nad nią, jak jedna wielka, burzliwa chmura, która nadciągała nad nią za każdym razem, gdy życie zdawało się układać. Musiała rozwścieczyć Gwiezdnych - mogła nie przechwalać się swoją wyjątkowością, za którą teraz przyszło jej płacić. Popełniła błędy, których teraz nie mogła odkręcić. Popełniła błędy, przez które teraz każdy, kto był jej bliski, ginął bez słowa, a ona nie mogła nic zrobić. Czuła, jakby łapy miała związane, bez możliwości wyciągnięcia ich i spróbowania zatrzymać rodzinę przy sobie.
Wyszła z obozu, wcześniej uśmiechając się słodko do Ciemnej Mordki, jak gdyby nigdy nic. Pozdrowiła tatę, Łabędzia, gdy tylko się udało, jak i resztę rodzeństwa. Nie mówiła im nic. Bo nie planowała.
Kiedy poczuła jednak świeżość powietrza na zewnątrz - odetchnęła. Odetchnęła tak głęboko i spokojnie, jak nigdy wcześniej, a jednak jej całe ciało huczało od buzujących w niej emocji.
Wyruszyła przed siebie, z myślą o odnalezieniu ich wszystkich. O sprowadzeniu wszystkich bezpiecznie do domu, do Klanu Rzeki - gdzie mieli być wspólnie aż do końca. Już więcej nie pozwoli im odejść bez słowa, choć teraz sama to uczyniła.
Płeć: kocur Matka: Delta Ojciec: Gammoń bo zniknął Trwałe urazy: długa blizna sięgająca od grzbietu aż do lewej łopatki
Niemałe z niego chłopisko, ale patrząc na niego można z całą dozą pewności oznajmić, że to jeszcze nie koniec i zapewne przyjdzie mu sporo urosnąć, aby końcowo stać się niezłym olbrzymem. Mocne, długie łapy dźwigają jego szczupłe ciało, pokryte krótką, niegdyś jaśniutką sierścią. Z biegiem księżyców jednak biel na jego pysku, łapach, bokach i ogonie zaczęła ciemnieć i nabierać coraz wyraźniejszej burej barwy, układając się przy tym w charakterystyczne cętki. Jego brzuch i pierś natomiast pozostały nietknięte, nadal lśniąc bielą - i to dosłownie, bo choć kocur nie przykłada dużej wagi do czystości własnego futra, geny okazały się łaskawe i nie brudzi się niemal wcale. Jego oczy niewiele zmieniły się od czasów kocięcych, niegdyś szaro-niebieskie, teraz stały się jaskrawo-błękitne - i to tak intensywnie, że aż przyciągają wzrok, stanowiąc niewątpliwie jego największą atrakcję. Ma jasno-różowy nosek z ciemną obwódką otoczony jest przez długie, białe wibrysy. Średnio wychodzi mu koordynowanie swojego wielkiego cielska, nie porusza się więc ze zbyteczną gracją - niezmiennie jednak w komicznie elegancki, dostojny sposób kołysze się za nim jego długi ogon.
Nie ma takiego słowa, które objęłoby skalę jego gadatliwości. Buźka mu się nie zamyka, wypadają z niej zarówno niezliczone pytania, przechwałki, jak i zwykłe głupoty, wszystko zależy od humoru i okoliczności. Jedno jest pewne - ciekawi go wszystko, co według jego pokrętnego umysłu klasyfikuje się jako przydatne. Zbiera wiedzę ile się da, w jakiś sposób przy tym zachowując się tak, jakby od dawna już wszystko wiedział. Nie ma w tym jednak przerośniętej dumy czy wywyższania się - po prostu, chłop do błędu czy niewiedzy się nie przyzna, ale przy całej tej beztroskiej, dziecięcej otoczce łatwo mu to wybaczyć. Szuka przyjaciela w każdym, kogo napotka i nie tyczy się to tylko jego gatunku - jego rozbudowana wyobraźnia sprawiła, że kocurek przywykł do rozmawiania z dosłownie wszystkim - kwiatki, słońce, chmury, trawa, nawet kamyki czy fale w rzece są jego kompanami w życiu, z którymi rozmawia jak z przyjaciółmi, może więc sprawiać wrażenie, jakby gadał sam do siebie. Mimo ciągłej fali słów, która wylewa się z jego pyska jest nader spokojny i ułożony - nie narzuca się i akceptuje przestrzeń i prywatność innych, oczekując tego samego. Jest przy tym bardzo wrażliwy, drobiazgowy i spostrzegawczy, zwraca bardzo dużą uwagę na szczegóły i dużo zapamiętuje - czy wykorzystuje tą wiedzę dla siebie, trudno powiedzieć, bo nie ma w nim nawet odrobiny złych chęci, które zostały wyparte przez beztroskę i naiwną wiarę w dobroć innych.
Barwny Płomień [KG], Pszczela Łapa [KG]
Nie był w stanie stwierdzić, czy czuje się tu obco, czy swojsko jak nigdzie dotąd. Z jednej strony, przecież właśnie o tym marzył, do tego uciekał myślami i do tego wyglądał przez okna domów Dwunożnych. Tu zawsze pragnął się znaleźć i rozstał się nawet z Deltą, byle odwiedzić wreszcie te legendarne klany i żyć tak, jak żyją samotnicy z opowieści słuchanych do snu. I nie czuł się rozczarowany w najmniejszym stopniu - tyle zapachów, nowych miejsc, w których zdążył się już parę razy zgubić i stracić rachubę, gdzie się znajduje... ogrom świata nagle stanął przed nim otworem. To było świetne. Jak chociażby świetne było drzewo, które postanowiło przewrócić się właśnie w tym miejscu, aby umożliwić Cardanowi bezpieczne i suche przejście na drugi brzeg. Na Osiedlu nie było takich łaskawych, dobrodusznych drzew! Z drugiej jednak strony, owe niezmierzone tereny, samotność i życie z dnia na dzień go przerażały. Nigdy tak nie żył. Musiał do tego przywyknąć, dowiedzieć się tego i owego od okolicznych kotów... nauczyć się żyć tak, jak marzy. Może to nawet i lepiej! Gdyby od tak umiał cieszyć się spełnionymi marzeniami, to jakby od zawsze były spełnione. A raczej, jakby nigdy się nie spełniły.
Kroczył właśnie przez owe niepozorne drzewo, które poprowadziło jego myśli w takim kierunku, gdy zatrzymał się nagle na środku i zachybotał niebezpiecznie. W prawo, w lewo. Odzyskał równowagę i zaśmiał się w głos, krótko i cicho, ale szczerze i radośnie jak kocię. Z błyszczącymi radością oczami zaczął odchylać się to w jedną, to w drugą stronę, wprawiając kłodę w chybotanie. Co się stanie, jeśli wpadnie do wody? Przecież to rzeka, może jeszcze nie dobrze znana, ale już zdążyli się polubić. Najwyżej zmoknie, co i tak wcześniej czy później musiałoby nastąpić, patrząc na pogodę w ostatnich dniach.
Płeć: Kocur Matka: Zroszony Listek [+ Sznurówka] Ojciec: Ostry Cień Mgły Trwałe urazy: podłużna blizna na boku szyi, mała blizna na grzbiecie, małe zadrapanie pod lewym okiem
Płeć: Kocur Matka: Zroszony Listek [+ Sznurówka] Ojciec: Ostry Cień Mgły Trwałe urazy: podłużna blizna na boku szyi, mała blizna na grzbiecie, małe zadrapanie pod lewym okiem
krótkowłosy, długołapy kocur o dużych uszach, niebieski ticked, zielone oczy
Samotnik z oddali może wyglądać na nieprzyjaznego jak i również gburowatego, jednak jeżeli się do niego podejdzie, można się przekonać, że wręcz przeciwnie, mimo że jest lekko uprzedzony do czarnych kocurów o krótkiej sierści. Jak się go zaczepi jako dobry towarzysz, postarałby się wyciągnąć, chociażby parę tematów do rozmowy podczas gdy do kotek pewnie dorzuciłby kilka komplementów, aby tylko umilić im dzień. Sądzi, że każda kotka powinna codziennie usłyszeć miłe słowa. Jest lepkim typem kota, czyli kochający bliskie relacje, czy ocieranie się i obtulanie innych ogonem, przez co zarobił kilka widocznych znaków ostrzegawczych od kotów, którzy nie umieli słownie powiedzieć, że nie życzą sobie takie traktowanie. Mimo ponurego wyrazu pyska gdy najzwyczajniej trzyma poważną minę, gdy tylko będzie okazja, aby z kimś porozmawiać, to uśmiechnie się od jednego wielkiego ucha do drugiego równie dużego. Do czarnych kocurów podchodzi nieco czujniej i z otwartą niepewnością.
Bagno [KG]
Zapuściłem się raczej nieco za daleko, a przynajmniej dalej, niż się spodziewała Sznurówka. Pewnie pani już wystawiła jedzenie, cóż, najwyżej coś sobie później znajdę dla siebie. Albo może i teraz na coś wpadnę. Kto wie. Szło mi się niesamowicie dobrze pomimo ciepłego dnia, od czasu do czasu, gdy tylko pojawiała się szansa to podchodziłem gdzieś się napić. Gdyby nie to, to pewnie bym padł dawno temu! Zapachy w okolicy były interesujące, szczególnie mnie zainteresowało jedno, co było dosyć mocniejsze niż reszta. Kroczyłem dosyć uważnie, bo nigdy nie wiadomo kogo mógłbym napotkać, albo może i był zobaczył takiego faktycznego gnoma, a nie te gliniane co są w szklarni. One się tylko tłukły i rozbijały, nie głaskały ani nie dawał mu jedzenia, nudna ozdoba.
Po jakimś czasie wyczułem obecność jakiegoś drugiego kota, a łapy zaczynały mnie świerzbieć aż się nie złamałem i poszedłem za wonią. Był to chyba jakiś młody kocurek, mniej więcej w moim wieku. Może w końcu kolega! Po szukaniu kota do którego należał zapach, w końcu go zauważyłem na drzewie, na co skręciłem lekko łbem, ale po chwili mi przeszło i się ulotniłem spoza wysokich traw. - EJOO, gdzie się wybierasz? - Krzyknąłem w kierunku pointa, chciałem go zaczepić i się z nim poznać.
Płeć: kocur Matka: Delta Ojciec: Gammoń bo zniknął Trwałe urazy: długa blizna sięgająca od grzbietu aż do lewej łopatki
Niemałe z niego chłopisko, ale patrząc na niego można z całą dozą pewności oznajmić, że to jeszcze nie koniec i zapewne przyjdzie mu sporo urosnąć, aby końcowo stać się niezłym olbrzymem. Mocne, długie łapy dźwigają jego szczupłe ciało, pokryte krótką, niegdyś jaśniutką sierścią. Z biegiem księżyców jednak biel na jego pysku, łapach, bokach i ogonie zaczęła ciemnieć i nabierać coraz wyraźniejszej burej barwy, układając się przy tym w charakterystyczne cętki. Jego brzuch i pierś natomiast pozostały nietknięte, nadal lśniąc bielą - i to dosłownie, bo choć kocur nie przykłada dużej wagi do czystości własnego futra, geny okazały się łaskawe i nie brudzi się niemal wcale. Jego oczy niewiele zmieniły się od czasów kocięcych, niegdyś szaro-niebieskie, teraz stały się jaskrawo-błękitne - i to tak intensywnie, że aż przyciągają wzrok, stanowiąc niewątpliwie jego największą atrakcję. Ma jasno-różowy nosek z ciemną obwódką otoczony jest przez długie, białe wibrysy. Średnio wychodzi mu koordynowanie swojego wielkiego cielska, nie porusza się więc ze zbyteczną gracją - niezmiennie jednak w komicznie elegancki, dostojny sposób kołysze się za nim jego długi ogon.
Nie ma takiego słowa, które objęłoby skalę jego gadatliwości. Buźka mu się nie zamyka, wypadają z niej zarówno niezliczone pytania, przechwałki, jak i zwykłe głupoty, wszystko zależy od humoru i okoliczności. Jedno jest pewne - ciekawi go wszystko, co według jego pokrętnego umysłu klasyfikuje się jako przydatne. Zbiera wiedzę ile się da, w jakiś sposób przy tym zachowując się tak, jakby od dawna już wszystko wiedział. Nie ma w tym jednak przerośniętej dumy czy wywyższania się - po prostu, chłop do błędu czy niewiedzy się nie przyzna, ale przy całej tej beztroskiej, dziecięcej otoczce łatwo mu to wybaczyć. Szuka przyjaciela w każdym, kogo napotka i nie tyczy się to tylko jego gatunku - jego rozbudowana wyobraźnia sprawiła, że kocurek przywykł do rozmawiania z dosłownie wszystkim - kwiatki, słońce, chmury, trawa, nawet kamyki czy fale w rzece są jego kompanami w życiu, z którymi rozmawia jak z przyjaciółmi, może więc sprawiać wrażenie, jakby gadał sam do siebie. Mimo ciągłej fali słów, która wylewa się z jego pyska jest nader spokojny i ułożony - nie narzuca się i akceptuje przestrzeń i prywatność innych, oczekując tego samego. Jest przy tym bardzo wrażliwy, drobiazgowy i spostrzegawczy, zwraca bardzo dużą uwagę na szczegóły i dużo zapamiętuje - czy wykorzystuje tą wiedzę dla siebie, trudno powiedzieć, bo nie ma w nim nawet odrobiny złych chęci, które zostały wyparte przez beztroskę i naiwną wiarę w dobroć innych.
Barwny Płomień [KG], Pszczela Łapa [KG]
Samotne zabawy były super. Rzecz jasna, jeśli nazwać je samotnymi, bo przecież jego kompanem było drzewo, ewidentnie chcące go teraz zrzucić do wody i rzeka, z pewnością skłonna mu pomóc, gdyby tylko przegrał to starcie. Bawił się świetnie - wygrywał, adrenalina mu skoczyła, czego potrzebować więcej. I właśnie wtedy usłyszał krzyk. Jeśli to nie Drewniak krzyczał z przerażenia nadchodzącą przegraną, to by oznaczało, że ktoś jeszcze tu jest! Z zaskoczenia przechylił się groźnie, o mało nie wpadając do wody. Chybotał się chwilę, po czym wreszcie stanął stabilniej i podniósł łebek, aby spojrzeć na mąciciela jego spokoju. - A gdybym ja to wiedział! Wtedy z pewnością już bym tam był. Jestem szybki. Chcesz zobaczyć? - spytał, po czym jednym zgrabnym susem skoczył z przewróconego drzewka na brzeg rzeki i mrugnął do niego. Ha! To było szybkie. Odwrócił się po chwili w stronę Drewniaka i schylił lekko głowę w geście szacunku. - Byłeś dobrym przeciwnikiem. Nie musisz wstydzić się przegranej - wytłumaczył spokojnie kłodzie łagodnym głosem, byle jej nie urazić. Nawet on nie byłby zawstydzony przegraną z samym sobą! W końcu to nie było jego pierwsze starcie tego typu. Był doświadczony. Zaraz z powrotem stanął przodem do nieznajomego i obdarzył go intensywnym spojrzeniem. - Pachniesz Dwunożnymi. Nie jesteś z klanu, prawda? - spytał powoli, w głosie nie kryjąc nutki rozczarowania. Cóż to za okropne zrządzenie losu, już drugi z rzędu kot w tej okolicy, który nie był klanowiczem! Musiało być ich bardzo mało, lub po prostu dobrze się przed nim chowali. A może... - Bo klany istnieją, prawda? To nie są tylko bajeczki? - upewnił się z przestrachem. To pytanie... jasnooki nawet nie domyślałby się, ile znaczyło dla pointa. Nie przyjąłby przeczącej odpowiedzi, absolutnie! Prędzej sam zwołałby tutejszych samotników i założył cztery klany, byle jego marzenia nie okazały się tylko bajeczkami dla kociąt.
Księżyce: 151 Mistrz: Hela i los Płeć: Kocur Matka: Głoska Ojciec: Impuls
Jest kocurem średniego wzrostu, o niezbyt okazałej budowie, wyglądający raczej niepozornie i przeciętnie. Sprawia wrażenie okrągłego, lecz w rzeczywistości jest całkiem smukły. Mięśnie nie są widocznie zarysowane, jako że wszystkie schowane są pod futrem, podobnie jak pomniejsze blizny. Sierść czarna i krótka, okalająca jego całe ciało w tym samym kolorze, bez żadnych wyjątków, jedynie z tendencją do popadania w rudości w lato. Raróg osadzony jest na względnie krótkich łapach o czarnych poduszkach. Jego głowa jest okrągła, nos delikatnie garbaty. Posiada krótki pysk zakończony czarnym nosem, który tonie w ciemnej sierści. W przeciwieństwie do ślepi - są okrągłe, duże i pomarańczowe. W całym jego obrazie najbardziej wyróżniają się jednak uszy, nietypowe dla dzikich kotów. Są oklapnięte, jakby złamane.
Miasto. Trafił na nie na swojej drodze, na jego obrzeża, jednak nie zapuszczał się głębiej. Nie wiedział czego mógł się tam spodziewać, za to doskonale zdawał sobie sprawę z tego, jakimi zasadami rządziły się miasta... Cóż, przynajmniej jego miasto. Brutalność, władza, hierarchia. Krzywda nie tylko ze strony innych kotów, ale i ze strony dwunogów. Widział to, sam tego doświadczył. Chociaż niegdyś blokowiska i alejki były jego całym życiem, dzisiaj nie chciał się tam udawać.
Znajdował się nad rzeką, przez którą przeszedł po powalonym drzewie, jak wygodnie. Nowe tereny, toteż pozostawał czujny, rozglądał się dookoła, wypatrywał ciekawych punktów i czyhających niebezpieczeństw. Po krótkiej przechadzce zaczął też wypatrywać śladów zwierzyny; szedł krokiem dość żwawym, jednocześnie jednak starając się nie hałasować. Jego spojrzenie w skupieniu jeździło po otoczeniu, uważnie, wyostrzając się do granic możliwości, by nic nie przegapić. Węszył, nasłuchiwał. Szukał czegoś, co napełniłoby jego brzuch.
Szum rzeki dźwięcznie wypełniał uszy czarnego kocura, kiedy ten rozglądał się za dzisiejszą kolacją. Odgłosy miasta były nieuchwytne; nie był tak blisko, by rzeczywiście słyszeć ryk samochodów i przepełnione chodniki. Na dobry start jednak nie znalazł niczego, w czym mógł zatopić swoje kły i napełnić brzuch.