- Ciężko w to uwierzyć. I dalej nie powiedziałeś co to za ona. - wytknęła mu, przesuwając ogonem po brudnej ziemi. Jasne, była ciekawa o co chodzi i czy ta ona rzeczywiście ich nawiedzi (na pewno była trupem, co do tego wątpliwości nie było), ale dalej nie podobało jej się zasypianie. Z drugiej strony... zmarła najwyraźniej była jakoś powiązana z jej matką, więc głupio przepuścić okazję. Westchnęła zrezygnowana. - No w porządku. Możemy. Ale. Nie ma szans żebym poszła pierwsza spać. - zastrzegła, krzywiąc pysk - Więc wołaj ją szybko i idź spać, innej opcji nie ma.
Skoro Karasiowa Ość się zgodziła Sowa postanowił nie gadać po próżnicy tylko przejść do dzieła. Nie wiedział czy jakiekolwiek wypowiedziane przez niego słowo nie zostanie wykorzystane przeciwko niemu, więc po prostu zgodził się na taki układ jaki zaproponowała rzeczniaczka. I tak dopiero ustalili, że to jest słabe miejsce na morderstwo.
Przez chwilę zastanawiał się co powinien zrobić, jak powinien zawołać. Nie wiedział jak wołac duchy, tak naprawdę on za młodu po prostu wołał do nich, żeby przyszły jeśli mają odwagę. Teraz raczej tak nie mógł, bo powiedział, że zna JĄ. Musiał coś szybko wymyślić. Nie mógł stracić takiej okazji. Myślał tak jeszcze kilka uderzeń serca nad czymś co brzmiałoby wystarczająco strasznie, żeby przywołać Bezgwiezdną, a potem:
-Ty z najcięższym duchem, do tego padołu, uwiązana ciernistym pnączem, z ciałem i duszą pospołu -zaczął wołając w ciemny las starając się brzmieć tajemniczo- Cię wzywamy, zaklinamy!
Po tych słowach przełknął ślinę, spojrzał na Karasiową Ość, żeby wzrokowo przekazać jej aby nie stchórzyła teraz, a potem położył się w miarę wygodnie na ziemi, starając się zasnąć.
I amtherighteous hand of God AndI amthedevilthatyouforgot AndItold you one day you will see That Iʹllbe backIguarantee Andthathellʹs coming,hellʹs coming Hell,hellʹs coming with me
⊗⊗⊗
And it is well, with mysoul Youlineyourpockets full of moneythatyousteal from the poor And on your way down thehill,you hearmering thatbell AndI said, hellʹs coming with me(hellʹs coming with me)
Widziała ten moment zawahania i gdyby tylko los obdarował ją nieco mniejszą dozą cierpliwości to by w tym momencie machnęła na wszystko łapą i sobie poszła. Bo to było szaleństwo. I w momencie, gdy Sowia Łapa nawoływać dziwnymi formułkami to popielata była już w stu procentach pewna, że to wariat jakiś. Ale nie żeby Ość miała wiele do stracenia, więc gdy buras położył się na ziemi, wojowniczka również znalazła osłonięte od wiatru miejsce i zwinęła się w kłębek, licząc że sen szybko nadejdzie.
Mistrz: poszedł po fajki i nie wrócił Płeć: kotka Matka: Już dawno opadły ostatnie liście z Klonów. Ojciec: Okrutna śmierć w udziale mu przypadła.
Figura? Idealna. Kotka szczupła, średniego wzrostu, obdarzona całkiem sporymi wiązkami mięśni. Obrasta ją długie, bure futro o zanikających pręgach, którego długość osiąga apogeum na puchatym ogonie. Długie, ostre pazury i takież kły - przy czym te ostatnie mają śnieżnobiałą, wręcz bijącą w oczy barwę. Od ceglastoczerwonego nosa odchodzą białe, długie wibrysy. Ślepia tej kotki, w odróżnieniu od bliźniaczki, przybrały barwę jaskrawego, lodowatego błękitu.
Gdyby Jaskółczy Śpiew należało określić jednym słowem, byłoby to: zła. Zła, pozbawiona jakiejkolwiek moralności, wyprana z emocji, lubująca się w manipulowaniu i rządzeniu innymi. Obcy jest jej strach, obcy jest jej smutek, obca tęsknota, obce współczucie. Wie za to, jak idealnie ukryć swe prawdziwe intencje za starannym kamuflażem. Potrafi kłamać, szachrować i zdradzać bez mrugnięcia okiem, wymyślając codziennie historię swojego życia od nowa. Jej główną rozrywką jest granie na emocjach innych kotów i obserwowanie ich reakcji. Z żyjących kocha tylko jedną kocicę, dla której byłaby w stanie zrobić wszystko.
Jaskółczy Śpiew nie potrzebowała wezwań Sowiej Łapy, aby móc przybyć do jego snu. Nie potrzebowała, ale zdecydowanie lepiej w dalszej perspektywie było przybyć, niż się nie pojawiać. Sprawić, że dzieciak uwierzy, że faktycznie umie ją przywołać...
I ukazała się niemal tak, jak opisał ją Sowa - z drobną różnicą. Chciała nieco zmienić perspektywę. Oboje ocknęli się w zasnutym ciemną, gęstą mgłą lesie, a ich łapy ginęły w gęstych połaciach pnączy krzewów rozpleniających się po błotnistej ziemi. Nad nimi stała Jaskółczy Śpiew. Uśmiechnęła się enigmatycznie na powitanie.
- Pomyliłeś się zaledwie o pokolenie, Sowia Łapo... - zamruczała, mrużąc błękitne oczy - ... oraz w jeszcze jednym punkcie. To nie ja jestem uwiązana. Ach, tak dobrze w końcu widzieć kogoś z jej rodziny. Gdzie jest twoja matka? - zwróciła się do Karaś.
thesetearsyoucry HAVECOMETOOLATE takeback thelies ____________________the hurt __________________________________the blame and youwillweepwhenyou'llfacethe endalone »you'relost,you cannever go home«
Otworzył oczy i znowu poczuł ten nieprzyjemny dreszcz i strach, który ogarniał go zawsze kiedy znajdował się w tej przerażającej przestrzeni. Nawet jeśli teraz była inna to dla niego emanowała dokładnie tą samą energią. Chociaż teraz o dziwo Sowia Łapa odczuwał strach, ale także... zawód? Beznadzieję? Smutek? Coś czego jeszcze do końca nie potrafił określić. W końcu przyszła na jego zawołanie... czyli musiała go usłyszeć, a to oznacza, że faktycznie nie ważne jak się starał ona dalej siedziała mu na ogonie. Teraz zaczął powoli poddawać w wątpliwość czy uciekanie w ogóle miało w takim razie sens.
No, ale długo mu nie dała czasu na takie rozmyślanie. Serce od razu podskoczyło mu do gardła kiedy usłyszał głos Bezgwiezdnej i Sowa odwrócił się sztywno w jej stronę. Czuł się jakby ktoś mu wsadził knebel do pyska i nie odezwał się, zwłaszcza, że kocica zaraz zwróciła się do jego dawnej przeciwniczki.
I amtherighteous hand of God AndI amthedevilthatyouforgot AndItold you one day you will see That Iʹllbe backIguarantee Andthathellʹs coming,hellʹs coming Hell,hellʹs coming with me
⊗⊗⊗
And it is well, with mysoul Youlineyourpockets full of moneythatyousteal from the poor And on your way down thehill,you hearmering thatbell AndI said, hellʹs coming with me(hellʹs coming with me)
Gdy ponownie otworzyła oczy, znajdowała się w lesie zasnutym gęstą mgłą. Niepokojące. Znaczy... jakby się miała dłużej zastanowić to miało to sens, że rozmowa o Zroszonym Listku nie odbędzie się na barwnej łączce, ze słoneczkiem przyjemnie grzejącym kocie grzbiety. Nie zmieniało to jednak faktu, że od atmosfery tu, włos się jeżył na karku. Przesuwając powoli spojrzeniem po najbliższych drzewach, nie mogła oprzeć się wrażeniu, że chyba podobnym miejscem straszyło się niegrzeczne kocięta.
Na burą kotkę spojrzała dopiero w momencie, gdy ta się odezwała. A więc to właśnie ona. I rzeczywiście znała się z Sowią Łapą. Sytuacja chyba była zbyt absurdalna żeby Ość ją mocno przeżywała.
- Pff, rodziny. - prychnęła rozbawiona. Ładna rodzina, jak z obrazka, matka dostała od Czerwonej Gwiazdy zakaz zbliżania się do nich, gdy ile mieli? Trzy księżyce? Spojrzała w błękitne oczy. - Uciekła na początku poprzedniej Pory Opadających Liści. Chciałabym powiedzieć, że pewnie już zdechła w jakimś rowie, ale takie jak ona to typ długowieczny. - Karaś nie miała czasu na zabawy w podchody, drobne pogawędki integracyjne, więc po udzieleniu odpowiedzi od razu przeszła do rzeczy. - Czemu jej szukasz?
Mistrz: poszedł po fajki i nie wrócił Płeć: kotka Matka: Już dawno opadły ostatnie liście z Klonów. Ojciec: Okrutna śmierć w udziale mu przypadła.
Figura? Idealna. Kotka szczupła, średniego wzrostu, obdarzona całkiem sporymi wiązkami mięśni. Obrasta ją długie, bure futro o zanikających pręgach, którego długość osiąga apogeum na puchatym ogonie. Długie, ostre pazury i takież kły - przy czym te ostatnie mają śnieżnobiałą, wręcz bijącą w oczy barwę. Od ceglastoczerwonego nosa odchodzą białe, długie wibrysy. Ślepia tej kotki, w odróżnieniu od bliźniaczki, przybrały barwę jaskrawego, lodowatego błękitu.
Gdyby Jaskółczy Śpiew należało określić jednym słowem, byłoby to: zła. Zła, pozbawiona jakiejkolwiek moralności, wyprana z emocji, lubująca się w manipulowaniu i rządzeniu innymi. Obcy jest jej strach, obcy jest jej smutek, obca tęsknota, obce współczucie. Wie za to, jak idealnie ukryć swe prawdziwe intencje za starannym kamuflażem. Potrafi kłamać, szachrować i zdradzać bez mrugnięcia okiem, wymyślając codziennie historię swojego życia od nowa. Jej główną rozrywką jest granie na emocjach innych kotów i obserwowanie ich reakcji. Z żyjących kocha tylko jedną kocicę, dla której byłaby w stanie zrobić wszystko.
- Będziesz milczał za każdym razem, kiedy się pojawię? - rzuciła do Sowiej Łapy, mrużąc przejrzyste oczy. - Jeżeli uważasz, że zataisz przede mną cokolwiek milczeniem, jesteś nie tylko tchórzem, ale i głupcem. - zwróciła spojrzenie na kocicę. Karasiowa Ość urodziła się zapewne na chwilę po tym, jak Pustułczy Wrzask zaginęła. Nadal jednak była wojowniczką Klanu Rzeki, była członkiem rodziny Zroszonego Listka, była siostrą jej przybranej córki.
- Nie czujesz czasami, że skrzywdziła zarazem ciebie, jak i wszystkich, którym stanęła na drodze? Nawet nie postanowiła dać wam znać, że żyje i ma się dobrze. Tak nie zachowuje się żadna matka - rzuciła, unosząc jedną brew. - Twoja siostra też tak uważała, więc wybrała mnie. A potem zniknęła. Przeklęty Klan Rzeki odebrał mi wszystkich, po kolei. Najpierw matkę, mojego ojca, potem siostry, siostrzeńca i jedynego przyjaciela, którego miałam w życiu. Jeżeli ktokolwiek wie, co się z nią stało... - zawiesiła głos i zacisnęła na chwilę zęby - ... to właśnie ona.
thesetearsyoucry HAVECOMETOOLATE takeback thelies ____________________the hurt __________________________________the blame and youwillweepwhenyou'llfacethe endalone »you'relost,you cannever go home«
Kolejne słowa kocicy uderzyły w jego wątpliwości jak biczowaty ogon najeżony pazurami -mnóstwem pazurów- i jeszcze bardziej rozdrapał świeżą ranę. Jeżeli uważasz, że zataisz przede mną cokolwiek milczeniem, jesteś nie tylko tchórzem, ale i głupcem te słowa przewijały się w jego umyśle kiedy on wgapiał się w burą kocicę szeroko otwartymi oczami. Spuścił głowę i wpatrzył się w swoje łapy, strach mieszał się z różnymi innymi emocjami, które z Sową nie robiły w tej chwili nic dobrego. Jakby nieświadomy swoich czynności wysunął pazury i zaczął orać nimi ziemię pod swoimi łapami.
-Ucieczka? -tylko jedno słowo wyszło z jego pyszczka w tym momencie. Nie był nawet świadomy tego o czym dwie kotki rozmawiały ze sobą, znów odciął się od realnego świata za murem mgły otaczającym jego umysł. Musiał poznać odpowiedź na dręczące go w tym momencie pytanie. Czy da radę uciec od tej Bezgwiezdnej mary? Czy jest w ogóle w tym jakiś sens skoro nic nie mógł przed nią ukryć?
Nie wiedział czy bura go zrozumiała. Czy zrozumiała jego pytanie. Jednak pierwszy raz w życiu musiał przyznać, że go to nie obchodziło. Pierwszy raz, nawet jeśli przez króciutką chwilę, nie czuł nic i w porównaniu do tego ciągłego strachu, który zatruwał jego życie czuł się wtedy... lepiej?
I amtherighteous hand of God AndI amthedevilthatyouforgot AndItold you one day you will see That Iʹllbe backIguarantee Andthathellʹs coming,hellʹs coming Hell,hellʹs coming with me
⊗⊗⊗
And it is well, with mysoul Youlineyourpockets full of moneythatyousteal from the poor And on your way down thehill,you hearmering thatbell AndI said, hellʹs coming with me(hellʹs coming with me)
Dziwna sytuacja. Obecność Sowiej Łapy dość szybko zatarła się w świadomości popielatej wojowniczki, a całym jej skupieniem została obdarowana ta... ona. Ona, która nie odpowiedziała wciąż na proste pytanie, co w normalnych warunkach byłoby frustrujące, ale w zasadzie... no jej słowa trafiały do Karasiowej Ości. Mogła się zgodzić, że Zroszony Listek to nawet koło matki nie stała, jak najbardziej. Bardzo chętnie by przytaknęła, że biała kocica skrzywdziła ją na całe życie, a także jej rodzeństwo, w szczególności Drobną Łapę.
- Chwila. Jaka siostra? O kogo chodzi? - spytała, marszcząc brwi. Nie miała na myśli Agreścik, to oczywiste. Ale poza swoim miotowym rodzeństwem, kotka kojarzyła jedynie Bursztynowy Wschód, o reszcie rodziny matka nigdy nie wspominała. Ale szczerze mówiąc, Ość była prostym kotem; dość szybko poddała się z analizowaniem drzewa genealogicznego, najważniejsze było, że miała coraz więcej dowodów na to, że miejsce Zroszonego Listka było głęboko w Ciemnym Lesie. Machnęła zniecierpliwiona ogonem. - Skąd pewność, że cokolwiek będzie wiedzieć? Miała głęboko pod ogonem wszystkie swoje dzieci, wątpliwe żeby wiedziała cokolwiek wartościowego na temat zaginionego.
Mistrz: poszedł po fajki i nie wrócił Płeć: kotka Matka: Już dawno opadły ostatnie liście z Klonów. Ojciec: Okrutna śmierć w udziale mu przypadła.
Figura? Idealna. Kotka szczupła, średniego wzrostu, obdarzona całkiem sporymi wiązkami mięśni. Obrasta ją długie, bure futro o zanikających pręgach, którego długość osiąga apogeum na puchatym ogonie. Długie, ostre pazury i takież kły - przy czym te ostatnie mają śnieżnobiałą, wręcz bijącą w oczy barwę. Od ceglastoczerwonego nosa odchodzą białe, długie wibrysy. Ślepia tej kotki, w odróżnieniu od bliźniaczki, przybrały barwę jaskrawego, lodowatego błękitu.
Gdyby Jaskółczy Śpiew należało określić jednym słowem, byłoby to: zła. Zła, pozbawiona jakiejkolwiek moralności, wyprana z emocji, lubująca się w manipulowaniu i rządzeniu innymi. Obcy jest jej strach, obcy jest jej smutek, obca tęsknota, obce współczucie. Wie za to, jak idealnie ukryć swe prawdziwe intencje za starannym kamuflażem. Potrafi kłamać, szachrować i zdradzać bez mrugnięcia okiem, wymyślając codziennie historię swojego życia od nowa. Jej główną rozrywką jest granie na emocjach innych kotów i obserwowanie ich reakcji. Z żyjących kocha tylko jedną kocicę, dla której byłaby w stanie zrobić wszystko.
- Za późno - odpowiedziała Sowiej Łapie tonem słodkim jak maliny. Jak żurawiny. Jak ostrężyny... - Przyzwyczaj się do mnie. Nigdzie nie odchodzę. Inni za to... Śmierć jest bardzo samotnym miejscem, podobnie jak nasze wnętrza - rzuciła, a potem znowu skierowała uwagę na kocicę.
- Pustułczy Wrzask. Sądzę, że jej nie pamiętasz. Nikt jej nie pamięta, tak jak zatarła się pamięć o moim ojcu. Ha! zabić, zamordować, zapomnieć! - o Klonowej Łapie nie wspomniała ani słowem. Matka nie była jej do niczego potrzebna, co więcej, nie było też powodu, dla którego miałaby znaleźć się na czarnej liście jakiegokolwiek wysoko postawionego kota w Klanie Rzeki. Jaskółczy Śpiew, jak widać, też jej nie była do niczego potrzebna. Jakoś posiadanie dzieci nie przeszkodziło Klon w zaginięciu. - Matki wiedzą wiele rzeczy. Ta lampucera zniknęła nawet sprzed moich oczu. To nie lada wyczyn... A potem wróciła. Gdziekolwiek odeszła, teraz wróciła - skrzywiła się delikatnie. - Zainteresowałaby cię wiadomość, że ma nowy miot?
thesetearsyoucry HAVECOMETOOLATE takeback thelies ____________________the hurt __________________________________the blame and youwillweepwhenyou'llfacethe endalone »you'relost,you cannever go home«
Nie wiedział co powinien w tym momencie na to odpowiedzieć, żadna myśl mu się nie nasuwała oprócz wzrastającego poczucia beznadziei. Nie ucieknie, Bezgwiezdna ma go w już owiniętego wokół małego palca u swojej łapy i tak szybko go nie puści. Chyba tylko śmierć mogłaby ich rozdzielić… chyba że przez to wszystko trafiłby z nią do jednego miejsca. Sowia Łapa wzdrygnął się na samą myśl.
Postanowił przysłuchać się rozmowie dwóch kotek. Jakoś zapamiętać coś czym może mógłby jakoś odbić kamyczek rzucony w jego stronę przez Bezgwiezdną buraskę, bo na odczepienie się od niej po wykonaniu zadania powoli przestawał już liczyć. Niby usłyszał, że ta cała Zroszony Listek zniknęła z oczu Bezgwiezdnej to jednak z tego co się przez nawet tę niedługą chwilę o niej nasłuchał to była niezłą kombinatorką, a on tak nie potrafił. Nie potrafił tak kombinować i zbyt bał się uciekać w nieznane i świadomość tego, że ucieczka była możliwa, ale była raczej daleko poza jego zasięgiem przykuwała go do ziemi jeszcze bardziej.
I amtherighteous hand of God AndI amthedevilthatyouforgot AndItold you one day you will see That Iʹllbe backIguarantee Andthathellʹs coming,hellʹs coming Hell,hellʹs coming with me
⊗⊗⊗
And it is well, with mysoul Youlineyourpockets full of moneythatyousteal from the poor And on your way down thehill,you hearmering thatbell AndI said, hellʹs coming with me(hellʹs coming with me)
Pustułczy Wrzask. Rzeczywiście nic jej to nie mówiło. Ha, nawet imion najnowszych dzieciaków ojca nie kojarzyła, a co dopiero kotki, której już od dawna nie było. Która zniknęła nim Karasiowa Ość w ogóle wiedziała, że powinna się nią zainteresować. Albo jeszcze przed pojawieniem szarej na świecie?
- Zniknęła, ale wróciła, czyli wiesz gdzie teraz... - nie dane jej było dokończyć pytania, bo martwa podzieliła się informacją. Taką informacją, że gdyby teraz Ość coś jadła czy piła to by się zadławiła i zeszła na miejscu. Ale nic takiego nie miało miejsca, jedynie spojrzała tępo na bury pysk. - Że co? - rzuciła z niedowierzaniem, marszcząc brwi. Na kij tej wywłoce kolejne dzieci? Jeszcze jej mało po tym jak zniszczyła życie dwóm miotom? Co to za chore do trzech razy sztuka?? Jeszcze jej mało po tym jak Czerwona Gwiazda zabroniła jej zbliżać się do poprzednich kociąt?
Ach, no tak. Żadnego planowania kociąt nie było. Znowu się puściła na starość i teraz były tego efekty. Karaś zaśmiała się krótko, bo słów już jej brakło dla poczynań matki. Co ona tworzyła w ogóle?
- I co? Porzuciła te kocięta w chaszczach, czy łaskawie skróciła ich cierpienia i od razu zaniosła pod borsuczą norę? - spytała, gdy powróciła skupieniem do rozmowy. Wciąż z cieniem rozbawienia podszytego niedowierzaniem.
Mistrz: poszedł po fajki i nie wrócił Płeć: kotka Matka: Już dawno opadły ostatnie liście z Klonów. Ojciec: Okrutna śmierć w udziale mu przypadła.
Figura? Idealna. Kotka szczupła, średniego wzrostu, obdarzona całkiem sporymi wiązkami mięśni. Obrasta ją długie, bure futro o zanikających pręgach, którego długość osiąga apogeum na puchatym ogonie. Długie, ostre pazury i takież kły - przy czym te ostatnie mają śnieżnobiałą, wręcz bijącą w oczy barwę. Od ceglastoczerwonego nosa odchodzą białe, długie wibrysy. Ślepia tej kotki, w odróżnieniu od bliźniaczki, przybrały barwę jaskrawego, lodowatego błękitu.
Gdyby Jaskółczy Śpiew należało określić jednym słowem, byłoby to: zła. Zła, pozbawiona jakiejkolwiek moralności, wyprana z emocji, lubująca się w manipulowaniu i rządzeniu innymi. Obcy jest jej strach, obcy jest jej smutek, obca tęsknota, obce współczucie. Wie za to, jak idealnie ukryć swe prawdziwe intencje za starannym kamuflażem. Potrafi kłamać, szachrować i zdradzać bez mrugnięcia okiem, wymyślając codziennie historię swojego życia od nowa. Jej główną rozrywką jest granie na emocjach innych kotów i obserwowanie ich reakcji. Z żyjących kocha tylko jedną kocicę, dla której byłaby w stanie zrobić wszystko.
- Dokładnie to - odrzekła lodowato na głupie pytanie Ości. Błotnista, zimna ziemia ruszała się i żyła pod jej łapami nędznym, wytrwale żrącym i gnijącym, obrzydliwym i obślizgłym życiem wszelkich robaków. Ją też zjadły. Całe piękno, cała uroda, wszystko na co pracowała, teraz było zgnilizną i ohydą tworzącą wszechświat. Pozostała tylko krótkim wspomnieniem, złym snem, marą. Inni zostawili po sobie dzieci, które niosły fragmenty ich samych w przyszłość, albo jakiś wielki, opiewany przez wszystkich czyn, a po niej nie zostało nic.
- Najgorszą karą jest życie i właśnie nią dla nich wybrała. Wiesz, czym jest Nowy Świt ?
thesetearsyoucry HAVECOMETOOLATE takeback thelies ____________________the hurt __________________________________the blame and youwillweepwhenyou'llfacethe endalone »you'relost,you cannever go home«
Postawił uszy i nachylił się w stronę Bezgwiezdnej kiedy usłyszał znajomą mu już z pierwszego ich spotkania nazwę. Czy może ta cała Karasiowa Ość będzie teraz tam wysłana, a jemu kotka z piekła rodem da się zastanowić w spokoju nad sensem życia? Bo po tym spotkaniu, które było odpowiedzią na wezwanie Sowy buras na pewno będzie musiał to i owo sobie przemyśleć. No i czy jest w ogóle sens się bać kiedy i tak nie odklei się od swoich największych koszmarów? Może już trzeba było się po prostu poddać? Tylko, że teraz nie mógł o tym myśleć. Musiał słuchać i mieć nadzieję, że osoba, która będzie musiała wykonać to zadanie od piekielnej kotki przeskoczy z niego na rzeczniaczkę. W końcu to ona była osobiście związana z tą całą Zroszony Listek, która była w tym całym Nowym Świcie.
-Wyślij ją zamiast mnie -powiedział do siebie najciszej jak potrafił, jednak nie był pewny czy mu się to udało. W sumie to teraz już niczego nie był pewny i nie miał jeszcze pojęcia kiedy to się zmieni.
I amtherighteous hand of God AndI amthedevilthatyouforgot AndItold you one day you will see That Iʹllbe backIguarantee Andthathellʹs coming,hellʹs coming Hell,hellʹs coming with me
⊗⊗⊗
And it is well, with mysoul Youlineyourpockets full of moneythatyousteal from the poor And on your way down thehill,you hearmering thatbell AndI said, hellʹs coming with me(hellʹs coming with me)
No tak, wiele rzeczy się zmieniało, ale nie Zroszony Listek. Zrobiła sobie przypadkiem dzieci, ale nic nie zamierzała z tym faktem zrobić, bo przecież nikomu nie zaszkodzi to, że za nic nie potrafi (i nie chce) się nimi opiekować, nie? No tak, przecież nie była mordercą, nie popełniłaby nic tak okropnego jak zabicie niewinnych kociąt. No tak. Lepiej niech się same zabiją przez jej niesamowite zdolności rodzicielskie, przynajmniej jej białe łapki wciąż będą czyste.
- Nie. Co to? - spytała średnio przejęta. Nie próbowała nawet poświęcać energii na rozważania czym mógł być ten tajemniczy Nowy Świt i jak się łączył z tematem, poczeka na grzecznie podane wyjaśnienia i tyle. Szare uszko drgnęło, gdy wychwyciło jakiś dźwięk ze strony terminatora, o którego obecności zdążyła już zapomnieć. Wyślij ją zamiast mnie? Rzuciła w jego stronę krzywe, zdegustowane spojrzenie. Co on sobie wyobrażał? Że Karasiowa Ość to nie ma co w życiu robić i ma czas żeby załatwiać jakieś jego sprawy za niego??
No, w zasadzie tak. Ale nie zamierzała, jeszcze czego.