Ogromna jak na swój wiek, zaokrąglona po całości. O pulchnej mordce, na której ciągle wymalowana jest obojętność, lub ewentualne zmarszczenie czoła. Pysk ma krótki jak u Piaszczystej Plaży, widocznie przejmując większość jego cech wyglądu — na pierwszy rzut oka widać, czyją córką jest. Daleko jej do smukłej budowy Trzpiotki, czy jej uroku. Cebula jest masywna, okrągła i nikt nie musi zgadywać, dlaczego otrzymała akurat takie imię.
Krótka sierść o czarnej barwie, bez ani krzty bieli. Z czarnym nosem, gdzie mordka dodatkowo przyozdobiona jest parą błękitnoszarych oczu, które w niedługim czasie wybarwią się na intensywny, bursztynowo—pomarańczowy kolor. Czarne poduszki łap.
Cebula ma wiele warstw... tak samo jak ta Cebula.
Ciężko stwierdzić, co tak naprawdę siedzi młodej Cebulce w głowie — młodzieńczy bunt, już od najmłodszych księżycy? Wrodzona złośliwość, wypełniające umysł dziecka Trzepoczącej Łapy? Prawda jest taka, że Cebulka niesamowicie przeżywa chorobę matki, na inny sposób, niż płacz i zgrzytanie zębów oraz zanoszenie się szlochem. Jest wybuchowa, nie panuje dobrze nad swoimi emocjami — równie szybko denerwuje się, oraz równie szybko opada jej złość, mieszając się z obojętnością. Nierzadko podnosi głos, lecz nawet nie ze złości; nie potrafi panować nad swoim głosem i może zostać uznana przez to za niemiłą, wredną, kiedy tak naprawdę... sytuacja jest jej naprawdę obojętna, a sama zdziwiona spojrzy na rozmówcę, jeśli zostanie odebrana negatywnie przez sposób swojej wypowiedzi. Może na początku nie była zdenerwowana, ale jeśli jej to wypomnisz? Złość może bardzo szybko się pojawić.
Szczera, nie widzi powodu, by owijać w bawełnę — nie robi tego złośliwie, po prostu nie widzi sensu w kłamstwie. Jeśli coś ją nie obchodzi, dlaczego miałaby na siłę stać i wysłuchiwać o tym, kiedy kompletnie jej to nie interesuje? Ceni swój czas i nie zamierza spędzać go nad czymś, co jest dla niej udręką.
Podjada jako reakcję na stres związany z chorobą matki. Ma wadę wymowy, zamiast "R" wymawia "Ł" — denerwuje się, gdy ktoś to wypomina.
— No ja nie wiem właśnie, nie! Już nie pamiętam nawet, czy jej dali te dziewięć żyć, czy nie, bo może jej nie dali, skoło nie wierzy, nie? Sensowne by to było. Ale dużo kotów właśnie o to ma ból pod ogonem, że ona nie wierzy, nie? I tylko ciągle ktoś nakłęca to dalej! — W sumie to sama nie wiedziała, czy to w końcu tak można, czy nie można, bo jednak chyba bycie przywódcą to bycie blisko z tym całym Gwiezdnym Klanem i w ogóle, co nie? Ale skoro nazwali ją Zmierzchającą Gwiazdą, to chyba można było dać władzę niewierzącemu? EH, ZA DUŻO MYŚLENIA Z TYM. Jest przywódca, to jest. Byle nie kopnęła w Kodeks Wojownika tak szybko, jak poprzednia. — Nie no, łozumiem, kumam! Ja to też mam świłniętych u siebie, luzik. — Na przykład takiego Piaszczystego Plażę, co to z wiekiem zaczął ją bardziej denerwować, aniżeli ona się go bać. Nie wiedziała, że u Gryki jest jeszcze gorzej, ale czego Cebula nie wie, to jej sercu nie żal, nie? No właśnie.
Wyszczerzyła się jeszcze bardziej, gdy NOWA KOLEŻANKA zgodziła się na sparing. No i o to chodzi, świetnie, dokładnie!!! Dogadują się już IDEALNIE.
Dlatego też zdecydowała się wziąć rozpęd i wyskoczyć w stronę burej kotki, celując przednimi łapami w jej bark. Ot tak, na początek.
idealna klanowa średnia wzrostowa, okrągłe ciało, bura, krótkowłosa, tygrysie pręgowanie, oczy bursztynowe, z wiekiem lewe oko będzie brązowieć
Spojrzy się na Grykę i od razu widać, że charakter to wyssała od swojej mamy. Mała kopia Komosowej Łapy jest taka sama jak ona: radosna, głupiutka, nie stroni od zabaw, nie ma hamulców i nie kojarzy, czym są normy społeczne. Wszystko ją fascynuje, od pięknego motyla do równie pięknej, według Gryki, drobinki ziemi. Jest jej dużo i głośno, każda krytyka w jej stronę przeleci nad jej głową. Bardzo towarzyska, chcąca poznać każdego kota w Klanie, poza nim i w ogóle jeszcze ciut ciut. Empatyczna i rzucająca się do pomocy. Też naiwna, nie będąca świadoma tego, że jakikolwiek kot może chcieć dla niej źle. W dodatku, Gryka jest bardzo pracowita. Swoimi osiągnięciami będzie chciała zaimponować swojej rodzinie, tym bardziej tacie. Bardzo chce, aby Grzmiące Niebo był z niej dumny, a samoocena Gryki zazwyczaj będzie polegać na komplementach, które dostanie.
- Koty są dziwne. Ja bym to miała pod ogonem czy wierzy, czy nie, po prostu... nie wiedziałam, że tak się da! - skomentowała terminatorka, przekręcając nos na boki. No jakoś tak, miałaby to po prostu gdzieś! Póki jest dobrym przywódcą to wszystko w porządku, i tyle!
No ale, czas na to, po co tutaj przyszliśmy. Sparing!
Cebula wzięła rozpęd, ale atak jej w ogóle nie wyszedł. Więc Gryka napięła mięśnie, i ze schowanymi pazurami wyskoczyła na Cebulową Łapę, aby uderzyć swoimi łapami w bark kotki. Jej się musi udać, nie?
Ogromna jak na swój wiek, zaokrąglona po całości. O pulchnej mordce, na której ciągle wymalowana jest obojętność, lub ewentualne zmarszczenie czoła. Pysk ma krótki jak u Piaszczystej Plaży, widocznie przejmując większość jego cech wyglądu — na pierwszy rzut oka widać, czyją córką jest. Daleko jej do smukłej budowy Trzpiotki, czy jej uroku. Cebula jest masywna, okrągła i nikt nie musi zgadywać, dlaczego otrzymała akurat takie imię.
Krótka sierść o czarnej barwie, bez ani krzty bieli. Z czarnym nosem, gdzie mordka dodatkowo przyozdobiona jest parą błękitnoszarych oczu, które w niedługim czasie wybarwią się na intensywny, bursztynowo—pomarańczowy kolor. Czarne poduszki łap.
Cebula ma wiele warstw... tak samo jak ta Cebula.
Ciężko stwierdzić, co tak naprawdę siedzi młodej Cebulce w głowie — młodzieńczy bunt, już od najmłodszych księżycy? Wrodzona złośliwość, wypełniające umysł dziecka Trzepoczącej Łapy? Prawda jest taka, że Cebulka niesamowicie przeżywa chorobę matki, na inny sposób, niż płacz i zgrzytanie zębów oraz zanoszenie się szlochem. Jest wybuchowa, nie panuje dobrze nad swoimi emocjami — równie szybko denerwuje się, oraz równie szybko opada jej złość, mieszając się z obojętnością. Nierzadko podnosi głos, lecz nawet nie ze złości; nie potrafi panować nad swoim głosem i może zostać uznana przez to za niemiłą, wredną, kiedy tak naprawdę... sytuacja jest jej naprawdę obojętna, a sama zdziwiona spojrzy na rozmówcę, jeśli zostanie odebrana negatywnie przez sposób swojej wypowiedzi. Może na początku nie była zdenerwowana, ale jeśli jej to wypomnisz? Złość może bardzo szybko się pojawić.
Szczera, nie widzi powodu, by owijać w bawełnę — nie robi tego złośliwie, po prostu nie widzi sensu w kłamstwie. Jeśli coś ją nie obchodzi, dlaczego miałaby na siłę stać i wysłuchiwać o tym, kiedy kompletnie jej to nie interesuje? Ceni swój czas i nie zamierza spędzać go nad czymś, co jest dla niej udręką.
Podjada jako reakcję na stres związany z chorobą matki. Ma wadę wymowy, zamiast "R" wymawia "Ł" — denerwuje się, gdy ktoś to wypomina.
No, w sumie to tak naprawdę Cebuli całkowicie obojętne było, kto to w co wierzy! W sensie, fajnie było patrzeć, jak na przykład taka Gardłowy Ryk piekli się o sprawę Zmierzchającej Gwiazdy i jej wiary. Chodziła cała nabuzowana, jakby miała za chwilę wybuchnąć, co najmniej! A było to bardzo, ale to bardzo zabawne do obserwowania.
Jej atak nie wyszedł, a za to... Gryka trafiła w nią, uderzając w jej bark, aż Cebuli zabrakło tchu w płucach! Jednak zamiast się złościć, wyszczerzyła się szeroko, zadowolona.
— Niezła jesteś! — Zawołała, zanim wyciągnęła łapę przed siebie, chcąc zaliczyć plaskacza w policzek tej pięknej, Gryczanej mordki!
Wysoka, jak należy, po mamusi! O odziedziczonej, również od Koziej Skarpy, orientalnej budowie i o długich łapach, przyozdobiona smukłą (póki co, nim zacznie iść w ślady matki i korzystać z cienistej siłowni, jeśli taka istnieje!) sylwetką. A po tacie... śliczne, kręcone futerko, tylko dodające jej uroku, nawet, jeśli krótkie!
Krówka jaka jest, każdy widzi — łaciata. Solidnie czarna, z białymi łatami na ciele... Albo może biała w czarne łaty...? Kto by skupiał się na szczegółach! Sierść ma kruczoczarną, natomiast biel przejawia się na jej mordce, gdzie zajmuje cały lewy policzek, przebiega ponad lewym okiem i do połowy czoła, z prawej strony przebiegając przez wewnętrzną stronę prawego oka oraz połowę policzka. O całej białej szyi, klatce piersiowej oraz karku, biel przebiega przez całe przednie łapy i barki, przez brzuch, do połowy boków kocicy, przez tylne łapy, pojawia się jako plama na środku pleców. Czarne futerko jest jak narzucony na nią kocyk, od barków do końca grzbietu, aż po czarny ogon.
O wiecznie uśmiechniętej mordce, z wykręconymi na wszystkie strony wąsami — migdałowe w kształcie oczka, niebieskie, które w przyszłości wybarwią się na błękitny kolor.
Z wyglądu po mamusi, to z charakteru już można się łatwo domyślić — czysty Kudłaty Obłok!
Marzycielka, przez świat przemierzająca z głową w chmurach. A jednocześnie nieposkromiona gaduła, z wiecznie niezamykającym się pyszczkiem. Gadatliwa do granic możliwości, jak zauważy, że rozmówca odchodzi, lub jest niezainteresowany kontynuowaniem rozmowy z nią... To podąży dalej za nimi, dalej trajkocząc, ewentualnie będzie tak głęboko w swoim monologu... że tego faktu właśnie nie dostrzeże. Nie jest złośliwa, nigdy w życiu, nie robi tego, by zajść komuś pod skórę! Po prostu... jak na Klan Cienia, jest dzieckiem niezwykle przyjaznym i otwartym, chcąc nawiązać przyjaźnie z każdym, na każdy sposób, jaki tylko się da. A jeśli nie ma rozmówcy — Krówka zainteresuje się kwiatkiem, motylkiem, który właśnie przysiadł w pobliżu... Oni też będą dobrymi słuchaczami, prawda? Z wielkimi pokładami zachwytu i zainteresowania resztą świata, zainteresuje się każdym robaczkiem, pajączkiem, kamyczkiem, kwiatkiem... cokolwiek tylko znajdzie się w zasięgu jej wzroku.
Jej koncentracja pojawia się tak szybko, jak znika, ba, dodaj jeszcze do tego odrobinę pamięci złotej rybki, szybkie rozkojarzanie się, cała Krówka — ale chciałby wiedzieć wszystko! Jakie istnieją kwiatki, jakie istnieją robaczki, dlaczego jedna chmurka wygląda tak, a druga inaczej, a dlaczego, a dlaczego... Typ kota, której na pytanie "czemu" odpowiedziałoby się "bo nie ma dżemu", to zapytałaby, czy idą razem coś zjeść, a jakiego smaku ten dżem, a czemu—
Przygoda... Ciągnęło ją na przygodę! Skoro Osiołek już dawno temu wyszła z obozu szukać przygód tutaj, to dlaczego Krówka też miałaby nie spróbować? Może Osiołek znalazła coś super, ekstra, mega fajnego i tak ją to zaciekawiło, że nie wróciła z powrotem do nich, do Krówki, do mamy i taty, reszty rodzeństwa...? Ale co mogło być tak ciekawego, tak intrygującego, że zostawiłaby dla tego ich wszystkich?!
Dlatego Krówka, pchana szczytnym celem, jak i również... własną ciekawością, oczywiście, wymsknęła się poza obóz i pognała przed siebie! Nie robiła nic złego, prawda? Była terminatorką, była duża, prawie tak wysoka jak mama... no, jeszcze trochę jej brakowało, ale już niedługo, na pewno! Już teraz była wysoka i silna, na pewno sobie poradzi, mhm! Nie było innej opcji! Jak kogoś spotka, kogoś niefajnego, to zbije mu pysk na kwaśne jabłko!
I tak galopowała przez bagna, przez moczary i trawska, podłoże pokryte śniegiem lub też nie, aż w końcu... Wooow! To dopiero był widok! Nieważny był chłód, nieważny był mróz gryzący poduszeczki jej łap, ten widok... Ten widok był warty WSZYSTKIEGO! Cztery wielkie, gigantyczne drzewa! I to nie takie zwykłe, wydawały się być takie... IMPONUJĄCE! No, po prostu musiała podbiec bliżej i zobaczyć!
Wbiegła na pagórek, na którym wyrastał ten jakże wielki OKAZ drzewa i potruchtała bliżej, dotykając jednego z pni swoją łapą. Rany! Niby przy obozie i na terenach były drzewa, drzewka najróżniejsze, ale... Ale serio, nic nie było porównywalne do tych drzew! Hm... Tak, to było fajne miejsce, zostanie tu na chwilę, może zobaczy Osiołek? A nawet jeśli nie, to, ojej, jak pięknie prószył śnieg, jak śnieżynki spadały z nieba...! Krówka znalazła już nowy powód do zachwytu, siedząc w okolicy Czterech Dębów, niebieskie ślepia wlepiając w otaczający ją krajobraz, upiększony przez Porę Nagich Drzew. No, takich widoków to dopiero nie widzisz na co dzień w obozie!
Wychudzona, wielka ruda wiewiórka, o długiej puchatej kicie. Futro matowe i zaniedbany. Na plecach ciemna pręga, na pysku i łapach cieńsze, bledsze (ticked). Na brodzie i szyi dwie białe plamy, które nie łączą się. Zielonożółte oczy
Odrobine zamyślona i wycofana. Gra pewność siebie, wątpi w siebie i swoje umiejętności. Ciekawa świata. Chce stać się silna. Pali ją ambicja, imię Łapa przynosi jej ogromny wstyd i poczucie winny
Dalej nie potrafiłam uszanować Skaczącej Wiewiórce. Dlatego chodziłam własnymi drogami, nie przejmując się opinią mojej mistrzyni. Jedna z takich drug zaprowadziła mnie pod Cztery Dęby. Chociaż była to raczej moja wola żeby się tam znaleźć. Chciałam zobaczyć miejsce zgromadzeń. Miałam nadzieję że kiedyś uda mi się w jednym wziąć udział, chociaż nie zdarzały się one zbyt często. Dżdżysty Świt opowiadała że za jej życia zwołano tylko jedno. Wskoczyłam na jeden z dębów i wspiełam na jedną z niższych gałęzi. Przez chwilę wyobrażałam sobie że jestem jednych z przywódców na zgromadzeniu. Wbiłam pazury w gałąź podemną, wypiełam dumnie pierś, przymknęłam na chwilę oczy, a jak je otworzyłam, to myślałam że śniłam. Zobaczyłam u podnóża dębów wysoką terminatorkę o biało-czarnym futrze. Ciężko było mi określić z którego jest klanu, bo nie czułam jej zapachu z tej odległości. Jednak zdecydowanie wyglądała na za młodą by być wojowniczką. Prawdopodobnie była młodsza ode mnie.
- Imponujące nie? - zapytałam, podnosząc głos by mogła mnie usłyszeć, patrzyłam na nią z góry.
Wysoka, jak należy, po mamusi! O odziedziczonej, również od Koziej Skarpy, orientalnej budowie i o długich łapach, przyozdobiona smukłą (póki co, nim zacznie iść w ślady matki i korzystać z cienistej siłowni, jeśli taka istnieje!) sylwetką. A po tacie... śliczne, kręcone futerko, tylko dodające jej uroku, nawet, jeśli krótkie!
Krówka jaka jest, każdy widzi — łaciata. Solidnie czarna, z białymi łatami na ciele... Albo może biała w czarne łaty...? Kto by skupiał się na szczegółach! Sierść ma kruczoczarną, natomiast biel przejawia się na jej mordce, gdzie zajmuje cały lewy policzek, przebiega ponad lewym okiem i do połowy czoła, z prawej strony przebiegając przez wewnętrzną stronę prawego oka oraz połowę policzka. O całej białej szyi, klatce piersiowej oraz karku, biel przebiega przez całe przednie łapy i barki, przez brzuch, do połowy boków kocicy, przez tylne łapy, pojawia się jako plama na środku pleców. Czarne futerko jest jak narzucony na nią kocyk, od barków do końca grzbietu, aż po czarny ogon.
O wiecznie uśmiechniętej mordce, z wykręconymi na wszystkie strony wąsami — migdałowe w kształcie oczka, niebieskie, które w przyszłości wybarwią się na błękitny kolor.
Z wyglądu po mamusi, to z charakteru już można się łatwo domyślić — czysty Kudłaty Obłok!
Marzycielka, przez świat przemierzająca z głową w chmurach. A jednocześnie nieposkromiona gaduła, z wiecznie niezamykającym się pyszczkiem. Gadatliwa do granic możliwości, jak zauważy, że rozmówca odchodzi, lub jest niezainteresowany kontynuowaniem rozmowy z nią... To podąży dalej za nimi, dalej trajkocząc, ewentualnie będzie tak głęboko w swoim monologu... że tego faktu właśnie nie dostrzeże. Nie jest złośliwa, nigdy w życiu, nie robi tego, by zajść komuś pod skórę! Po prostu... jak na Klan Cienia, jest dzieckiem niezwykle przyjaznym i otwartym, chcąc nawiązać przyjaźnie z każdym, na każdy sposób, jaki tylko się da. A jeśli nie ma rozmówcy — Krówka zainteresuje się kwiatkiem, motylkiem, który właśnie przysiadł w pobliżu... Oni też będą dobrymi słuchaczami, prawda? Z wielkimi pokładami zachwytu i zainteresowania resztą świata, zainteresuje się każdym robaczkiem, pajączkiem, kamyczkiem, kwiatkiem... cokolwiek tylko znajdzie się w zasięgu jej wzroku.
Jej koncentracja pojawia się tak szybko, jak znika, ba, dodaj jeszcze do tego odrobinę pamięci złotej rybki, szybkie rozkojarzanie się, cała Krówka — ale chciałby wiedzieć wszystko! Jakie istnieją kwiatki, jakie istnieją robaczki, dlaczego jedna chmurka wygląda tak, a druga inaczej, a dlaczego, a dlaczego... Typ kota, której na pytanie "czemu" odpowiedziałoby się "bo nie ma dżemu", to zapytałaby, czy idą razem coś zjeść, a jakiego smaku ten dżem, a czemu—
Była tak zachwycona krajobrazem sporządzonym przez Porę Nagich Drzew, że... nawet nie zorientowała się, że jest obserwowana!
Łaciata córka Koziej Skarpy momentalnie odwróciła się i uniosła łeb, spoglądając w górę. Płomienne, rude futro... Oooh, kimkolwiek była tajemnicza nieznajoma, miała naprawdę piękne futerko! Tak bardzo wyróżniało się wśród zimowej atmosfery i śniegu, jak taki płomyk ognia skrzący gdzieś pomiędzy okropnym mrozem i chłodem, ojej, tak bardzo cieszyła się ze spotkania kogoś nowego, że aż zapomniałaby się odezwać, siedząc tylko z otwartym z zaskoczenia pyskiem!
— Tak, bardzo! — Skinęła głową, zgadzając się z kotką. Nigdy w życiu nie widziała czegoś takiego... w końcu to był jej pierwszy (no, nie licząc treningów z bratem Bażantem!) poza obozem, ba, nawet poza terenami Klanu Cienia, chyba! Hehe, to dopiero była przygoda... Jeśli tak to wyglądało, jeśli na każdym rogu czekała niespodzianka, to w sumie Krówka nie dziwiła się, że Osiołek zniknęła. Pewnie znalazła coś i się zachwyciła, ale ojej, Krówka tak bardzo chciałaby, by ten wrócił już do domu. Do niej, do reszty rodzeństwa, do mamy i taty, do starszego brata i w ogóle! — Tak w ogóle to jestem Krowia Łapa, z Klanu Cienia! Miło mi cię poznać! Ojej, powiedz mi, bywałaś już poza obozem swojego Klanu? Tak daleko-daleko od obozu i w ogóle? Bo chyba nie jesteś z Cienia, nie? Bo tak to na pewno bym cię kojarzyła! — I, jak zawsze, zaczęła się fala słów ze strony córki Kudłatego Obłoku, a niebieskie oczy błyszczały i iskrzyły się z rozżarzonym na nowo podekscytowaniem i zaciekawieniem. Zwłaszcza teraz, gdy oprócz fajnych drzew i super widoków, znalazła może... Huh! Nową koleżankę, może, może, jak się uda...! Ojej, to byłoby EKSTRA! Jeszcze z innego Klanu!! To dopiero było COŚ!
Wychudzona, wielka ruda wiewiórka, o długiej puchatej kicie. Futro matowe i zaniedbany. Na plecach ciemna pręga, na pysku i łapach cieńsze, bledsze (ticked). Na brodzie i szyi dwie białe plamy, które nie łączą się. Zielonożółte oczy
Odrobine zamyślona i wycofana. Gra pewność siebie, wątpi w siebie i swoje umiejętności. Ciekawa świata. Chce stać się silna. Pali ją ambicja, imię Łapa przynosi jej ogromny wstyd i poczucie winny
Uśmiechnęłam się dumnie gdy terminatorka się nie odezwała. Może i była niesmiała, ale wyraźnie wywarłam na niej wrażenie. Było to całkiem uroczę gdy tak stała z roztwartym pyszczkiem, ale chyba jeszcze bardziej urocza była jej podekscytowana odpowiedź. Zeskoczyłam w końcu z gałęzi, by móc ją lepiej widzieć i słyszeć. W końcu mogłam ją zobaczyć w całej okazałości i była ode mnie jedynie trochę mniejsza. Czyli dobrze oceniłam że była dość wysoko. No i odmawiam uwierzenia że było to tylko ze względu na wiek. Ja górowałam nad wszystkimi.
- Jestem Ciernista Łapa, przyszła przywódczyni Klanu Gromu. Najlepszego klanu w całym lesie - przedstawiłam jej się stawiając jedną łapę przed siebie stając przed nią w całej mojej okazałości i wypominając dumnie pierś. - Wracając jednak do twojego pytania. Tak, nawet bardzo daleko. Lubię poznawać nowe miejsca. Mogę cię kiedyś tam zabrać, skoro mamy granice obok siebie -
Mrugnęłam do niej. Z pewnością przydałaby mi się nowa towarzyszka podróży. Chociaż nikt mi nie zastąpi Burzowej Łapy, to ta była zbyt odpowiedzialna by chodzić na takie czadowe przygody.
Wysoka, jak należy, po mamusi! O odziedziczonej, również od Koziej Skarpy, orientalnej budowie i o długich łapach, przyozdobiona smukłą (póki co, nim zacznie iść w ślady matki i korzystać z cienistej siłowni, jeśli taka istnieje!) sylwetką. A po tacie... śliczne, kręcone futerko, tylko dodające jej uroku, nawet, jeśli krótkie!
Krówka jaka jest, każdy widzi — łaciata. Solidnie czarna, z białymi łatami na ciele... Albo może biała w czarne łaty...? Kto by skupiał się na szczegółach! Sierść ma kruczoczarną, natomiast biel przejawia się na jej mordce, gdzie zajmuje cały lewy policzek, przebiega ponad lewym okiem i do połowy czoła, z prawej strony przebiegając przez wewnętrzną stronę prawego oka oraz połowę policzka. O całej białej szyi, klatce piersiowej oraz karku, biel przebiega przez całe przednie łapy i barki, przez brzuch, do połowy boków kocicy, przez tylne łapy, pojawia się jako plama na środku pleców. Czarne futerko jest jak narzucony na nią kocyk, od barków do końca grzbietu, aż po czarny ogon.
O wiecznie uśmiechniętej mordce, z wykręconymi na wszystkie strony wąsami — migdałowe w kształcie oczka, niebieskie, które w przyszłości wybarwią się na błękitny kolor.
Z wyglądu po mamusi, to z charakteru już można się łatwo domyślić — czysty Kudłaty Obłok!
Marzycielka, przez świat przemierzająca z głową w chmurach. A jednocześnie nieposkromiona gaduła, z wiecznie niezamykającym się pyszczkiem. Gadatliwa do granic możliwości, jak zauważy, że rozmówca odchodzi, lub jest niezainteresowany kontynuowaniem rozmowy z nią... To podąży dalej za nimi, dalej trajkocząc, ewentualnie będzie tak głęboko w swoim monologu... że tego faktu właśnie nie dostrzeże. Nie jest złośliwa, nigdy w życiu, nie robi tego, by zajść komuś pod skórę! Po prostu... jak na Klan Cienia, jest dzieckiem niezwykle przyjaznym i otwartym, chcąc nawiązać przyjaźnie z każdym, na każdy sposób, jaki tylko się da. A jeśli nie ma rozmówcy — Krówka zainteresuje się kwiatkiem, motylkiem, który właśnie przysiadł w pobliżu... Oni też będą dobrymi słuchaczami, prawda? Z wielkimi pokładami zachwytu i zainteresowania resztą świata, zainteresuje się każdym robaczkiem, pajączkiem, kamyczkiem, kwiatkiem... cokolwiek tylko znajdzie się w zasięgu jej wzroku.
Jej koncentracja pojawia się tak szybko, jak znika, ba, dodaj jeszcze do tego odrobinę pamięci złotej rybki, szybkie rozkojarzanie się, cała Krówka — ale chciałby wiedzieć wszystko! Jakie istnieją kwiatki, jakie istnieją robaczki, dlaczego jedna chmurka wygląda tak, a druga inaczej, a dlaczego, a dlaczego... Typ kota, której na pytanie "czemu" odpowiedziałoby się "bo nie ma dżemu", to zapytałaby, czy idą razem coś zjeść, a jakiego smaku ten dżem, a czemu—
Zamrugała zaskoczona niebieskimi ślepiami, zanim na łaciaty pysk wkradł się szeroki uśmiech. Woooow! Przyszła przywódczyni Klanu Gromu!? To dopiero było coś! A tu Krówka myślała, że była fajna, bo to jej mama była zastępczynią... Podczas kiedy właśnie teraz przed nią stała przyszła — jak się po chwili dowiedziała — CIERNISTA GWIAZDA. O, hehe, niemożliwe, że córka Kudłatego Obłoku wyszła pierwszy raz tak daleko poza obóz i spotkała kogoś tak ważnego za pierwszym razem! A czy ten cały Klan Gromu był najlepszy... No, może w oczach rudej kocicy, to tak, ale Krówka i tak bardzo lubiła Klan Cienia i w swoim serduszku to właśnie jego uważała za najlepszy. Każdy miał swoje gusta, nie?
Krowia Łapa w zachwycie patrzyła na swoją nową rozmówczynię, obserwując jak ta wypięła swoją pierś... Wow, Gromiaczka była taka... wysoka! Cienista terminatorka nie mogła powstrzymać uśmiechu, który cały czas utrzymywał się na jej długim pyszczku. Miała tyle szczęścia, spotkać kotkę tak ładną i interesującą podczas jej pierwszej wyprawy daleko poza obóz!
— Naprawdę? A kiedy nią zostaniesz? Hehe, mam nadzieję, że prędko! Szkoda, że nie jestem z Gromu i nie będę mogła tego zobaczyć na własne oczy... — Nie mogła powstrzymać się od zadania tego pytania, serio, kto by dał radę! Niby mama miała być przywódczynią w przyszłości, ale to wydawało się być taaak daleko, może akurat jej nowo poznana koleżanka będzie miała wizytę w Szepczącej Sadzawce za, uhm, może nawet księżyc? Właśnie, dlatego musiała się zapytać i dowiedzieć! — OOOH! A jaka jest najfajniejsza rzecz albo miejsce, które widziałaś? Jest jakieś miejsce, do którego często wracasz? I tak! Chętnie pójdę! Teraz wyszłam pierwszy raz i już jest fajnie... ale gdybym tak miała kogoś obok, do kogo mogłabym otworzyć pysk, z kim odkrywać nowe miejscówki, to na pewno byłoby tylko fajniej! — Niewiele było trzeba, by przekonać Krówkę. Oferta Ciernistej Łapy spotkała się z najgorętszym entuzjazmem ze strony córki cienistej zastępczyni — w końcu, kto siedząc tyle księżyców w obozie odmówiłby małej (lub może troszkę większej) przygodzie...? Właśnie! Nawet Osiołek nie mogła się powstrzymać i gdzieś polazł, dlatego Krówka też będzie odkrywać nowe miejsca, a jak! Ale... ale pod koniec dnia przynajmniej wróci do obozu, do bliskich, żeby się nie martwili, o! To był idealny plan.
Wychudzona, wielka ruda wiewiórka, o długiej puchatej kicie. Futro matowe i zaniedbany. Na plecach ciemna pręga, na pysku i łapach cieńsze, bledsze (ticked). Na brodzie i szyi dwie białe plamy, które nie łączą się. Zielonożółte oczy
Odrobine zamyślona i wycofana. Gra pewność siebie, wątpi w siebie i swoje umiejętności. Ciekawa świata. Chce stać się silna. Pali ją ambicja, imię Łapa przynosi jej ogromny wstyd i poczucie winny
Szczerze dla mnie bycie kociakiem przywódcy albo zastępcy, było o wiele bardziej czadowe niż cokolwiek co ja w tej chwili powiedziałam. Chociaż wróć, zależało jaki to zastępca albo przywódca. Bo z taką Zmierzchającą Gwiazdą, to jak najbardziej myślałabym że jej kocięta muszą być super fajne, ale taki Rudzikowy Śpiew? No nic fajnego w nim nie ma, straszna z niego ciamajda. Może kiedyś myślałam że jest bardziej fajny, ale teraz to w ogóle. Chociaż oczywiście nie uważałam przez to by jego kocięta są jakieś gorsze teraz, bo dalej ich lubiłam. Jednak były po prostu normalne, ich rodzice to nic specjalnego, a nawet wręcz przeciwnie. Jednak ja teraz nie o nich.
- Jeszcze nie wiem, muszę najpierw skończyć trening, a potem wytrenować terminatora - nie chciałam mówić że nie mówię na serio, bo byłam w tej chwili jak najbardziej na serio! Po prostu ja i ona miałyśmy zupełnie inną definicje słowa na serio. Chociaż musiałam przyznać że było to całkiem uroczę jak od razu mi uwierzyła i nawet przez chwilę nie zakwestionowała tego czy jej nie okłamuje. Szczególnie że miałam jeszcze imię terminatora, a nie wojownika. Chciałam więc być z nią szczera. - Ale jeżeli Zmierzchająca Gwiazda ma łeb na karku, to zauważy że nie ma lepszego kandydata na zastępcę -
A ja wierzyłam że mam, bo było o wiele mądrzejsza i fajniejsza niż Rudzikowy Śpiew. Obchodziła ją opinia klanu, ale nie dawała się zakrzyczeć, swoim wojownikom. Miała pomysły, które miały sens i naprawdę obchodził ją komfort każdego w klanie. Nawet jeżeli ten każdy to idiotka jak Skacząca Wiewiórka i jej partner.
- Hmmm, ciężko mi powiedzieć, widziałam sporo ciekawych miejsc. No, ale chyba jedno z fajniejszych to Głęboka Nora? No niby nie brzmi tak ciekawie, ale jest ciasna i ciemna. Można się tam schować i obserwować las z ukrycia. Pierwszy raz? O, Gwiezdni, to ty jesteś strasznie młodziutka. Ja już jestem terminatorką, od początku Pory Spadających Liści, więc miałam trochę czasu by sobie pozwiedzać - powiedziałam, bo z jakiegoś powodu bardzo chciałam jej zaimponować. Była taka słodka, gdy patrzyła na mnie z podziwem, że sprawiała że chciałam zrobić na niej pozytywne wrażenie. - Chętnie ci pokaże co już odkryłam
Wysoka, jak należy, po mamusi! O odziedziczonej, również od Koziej Skarpy, orientalnej budowie i o długich łapach, przyozdobiona smukłą (póki co, nim zacznie iść w ślady matki i korzystać z cienistej siłowni, jeśli taka istnieje!) sylwetką. A po tacie... śliczne, kręcone futerko, tylko dodające jej uroku, nawet, jeśli krótkie!
Krówka jaka jest, każdy widzi — łaciata. Solidnie czarna, z białymi łatami na ciele... Albo może biała w czarne łaty...? Kto by skupiał się na szczegółach! Sierść ma kruczoczarną, natomiast biel przejawia się na jej mordce, gdzie zajmuje cały lewy policzek, przebiega ponad lewym okiem i do połowy czoła, z prawej strony przebiegając przez wewnętrzną stronę prawego oka oraz połowę policzka. O całej białej szyi, klatce piersiowej oraz karku, biel przebiega przez całe przednie łapy i barki, przez brzuch, do połowy boków kocicy, przez tylne łapy, pojawia się jako plama na środku pleców. Czarne futerko jest jak narzucony na nią kocyk, od barków do końca grzbietu, aż po czarny ogon.
O wiecznie uśmiechniętej mordce, z wykręconymi na wszystkie strony wąsami — migdałowe w kształcie oczka, niebieskie, które w przyszłości wybarwią się na błękitny kolor.
Z wyglądu po mamusi, to z charakteru już można się łatwo domyślić — czysty Kudłaty Obłok!
Marzycielka, przez świat przemierzająca z głową w chmurach. A jednocześnie nieposkromiona gaduła, z wiecznie niezamykającym się pyszczkiem. Gadatliwa do granic możliwości, jak zauważy, że rozmówca odchodzi, lub jest niezainteresowany kontynuowaniem rozmowy z nią... To podąży dalej za nimi, dalej trajkocząc, ewentualnie będzie tak głęboko w swoim monologu... że tego faktu właśnie nie dostrzeże. Nie jest złośliwa, nigdy w życiu, nie robi tego, by zajść komuś pod skórę! Po prostu... jak na Klan Cienia, jest dzieckiem niezwykle przyjaznym i otwartym, chcąc nawiązać przyjaźnie z każdym, na każdy sposób, jaki tylko się da. A jeśli nie ma rozmówcy — Krówka zainteresuje się kwiatkiem, motylkiem, który właśnie przysiadł w pobliżu... Oni też będą dobrymi słuchaczami, prawda? Z wielkimi pokładami zachwytu i zainteresowania resztą świata, zainteresuje się każdym robaczkiem, pajączkiem, kamyczkiem, kwiatkiem... cokolwiek tylko znajdzie się w zasięgu jej wzroku.
Jej koncentracja pojawia się tak szybko, jak znika, ba, dodaj jeszcze do tego odrobinę pamięci złotej rybki, szybkie rozkojarzanie się, cała Krówka — ale chciałby wiedzieć wszystko! Jakie istnieją kwiatki, jakie istnieją robaczki, dlaczego jedna chmurka wygląda tak, a druga inaczej, a dlaczego, a dlaczego... Typ kota, której na pytanie "czemu" odpowiedziałoby się "bo nie ma dżemu", to zapytałaby, czy idą razem coś zjeść, a jakiego smaku ten dżem, a czemu—
Oh, ale Kozia Skarpa była super! Gdyby tylko znała myśli swojej nowej PRZYJACIÓŁKI, to zaraz opowiedziałaby jej, jaka to jej mama jest fajna! Odważna, silna, ba, pewnie i niedźwiedzia zdołałaby powalić jedną łapą, gdyby tylko taki wszedł jej w drogę! A Krówka chciała być jak ona... dlatego musiała pracować ciężko, dobrze się uczyć i... ojej, przecież— Podróżowanie i spacery były idealną okazją do zbudowania mięśni i poprawienia swojej kondycji! O tak, jak to się mówi... dwie myszy na jednym stosie zwierzyny? Nieważne, teraz będzie mogła połączyć przyjemne z pożytecznym!
— O, ma sens, no tak... A jaki jest twój mistrz? Mistrzyni? Dobrze cię uczy? Szybko skończysz trening? Oh, na pewno Zmierzchająca Gwiazda cię doceni, czuję to! — A więc Klanem Gromu przewodziła Zmierzchająca Gwiazda, tak? Mhm, oby tylko nie zapomniała tego do momentu, gdy dojdą do tego tematu nauki razem ze Spalonym Bażantem, to się starszemu bratu pochwali tym, co wie, ha! Tak poza tym to Ciernista Łapa wydawała się być w oczach Krówki porządną kotką, serio! Nie, żeby trzeba było wiele potrzebować, by zaskarbić sobie sympatię córki Koziej Skarpy, ale mimo wszystko...
Patrzyła na starszą terminatorkę tak, jak gdyby ta była kotem odpowiedzialnym za zawieszenie gwiazd na niebie, a błękitne oczy nie przestawały mienić się z zachwytem. Rety, wszyscy terminatorzy, których znała w Klanie Cienia, raczej nie mieli takich opowieści do przekazania, historii ze swoich podróży... A Ciernista Łapa? Gdyby powiedziała Krówce, że widziała każde miejsce w całym lesie... uwierzyłaby!
— Wierzę ci! Nazwa to nie wszystko, liczy się to, jakie są widoki, co nie? — Choć prawdę mówiąc... nawet nazwa Głęboka Nora wzbudziła w łaciatej terminatorce zainteresowanie. Taka już była — łatwo było jej zaimponować. Zwłaszcza, jeśli było się ładną kotką. — O? No, ja zostałam terminatorką... um... Jakiś księżyc temu? Chyba? Ale oh, tak, proszę, pokaż! Może... może jeszcze razem uda nam się odkryć coś nowego? — Podniosła łapę, próbując policzyć na palcach... Nie żeby było to szczególnie trudne, a jednak. A propozycja, że Ciernista Łapa mogłaby pokazać jej to, co już odkryła? Ah, Krówka byłaby głupia, naprawdę głupia, gdyby jej odmówiła!
Wychudzona, wielka ruda wiewiórka, o długiej puchatej kicie. Futro matowe i zaniedbany. Na plecach ciemna pręga, na pysku i łapach cieńsze, bledsze (ticked). Na brodzie i szyi dwie białe plamy, które nie łączą się. Zielonożółte oczy
Odrobine zamyślona i wycofana. Gra pewność siebie, wątpi w siebie i swoje umiejętności. Ciekawa świata. Chce stać się silna. Pali ją ambicja, imię Łapa przynosi jej ogromny wstyd i poczucie winny
No i pewnie uwierzyłabym jej na słowo, gdyby powiedziała że Kozia Skarpa jest superowa. W końcu Krowia Łapa też nie była jak Siewka czy inne kocięta Rudzikowego Śpiewu. Żaden z niej zmokły szczur, wyglądała na prawdziwą twardzielkę. Na pewno nie na kogoś kto by cię prosił o przytulasy po sparingu. Nie żeby mi to jakoś bardzo przeszkadzało, ale jednak trochę żenada. Nic jednak nie przebije jego partnerki, śpiewaczki. Na samo jej wspomnienie przewróciłam oczami, z irytacją.
- A nawet o niej nie wspominaj. Moja mistrzyni to jakaś chodząca tragikomedia. Może i coś tam mnie uczy, ale to jest kot, którego ciężko szanować. Ostatnio mieliśmy zebranie w Klanie, takie specjalne, gdzie Zmierzchająca Gwiazda zaprosiła tylko wojowników, ale pozwoliła mi posłuchać - pochwaliłam się, ale zgrabnie ominęłam fakt że nie byłam tam jedynym terminatorem. Nie było to w tej chwili ważne, a omijanie prawdy, to przecież nie to samo co kłamanie prawda? A no właśnie. - Moja mistrzyni coś mówiła by zrobić dni przytulania i jakieś tego typu durne święta. No i w dodatku zaczęła śpiewać. Na poważnym zebraniu. Tak przy wszystkich. Wyobrażasz to sobie? Bo ja bym chciała żeby to była tylko moja wyobraźnia. Więc jeżeli niedługo nie skończę treningu to pogadam z Zmierzchającą Gwiazdą, by zmieniła mi mistrza, bo ja z nią nie wytrzymam. Oszaleje... ale jak z twoim mistrzem? To ktoś spoko? -
Opowiedziałam jej, trochę narzekając. W końcu to nie było ujawnianie słabości Klanu Gromu prawda? Na pewno w każdym klanie były takie dziwne koty, po prostu mi się trafił taki na mistrza niestety.
- A na pewno, w końcu las jest długi i szeroki, a co dopiero to co poza nim - odpowiedziałam, bo jakoś wizja odkrywania czegoś razem, zaczynała mi się podobać bardziej niż wcześniej. W końcu w dobrym towarzystwie nie można się było nudzić prawda?
Wysoka, jak należy, po mamusi! O odziedziczonej, również od Koziej Skarpy, orientalnej budowie i o długich łapach, przyozdobiona smukłą (póki co, nim zacznie iść w ślady matki i korzystać z cienistej siłowni, jeśli taka istnieje!) sylwetką. A po tacie... śliczne, kręcone futerko, tylko dodające jej uroku, nawet, jeśli krótkie!
Krówka jaka jest, każdy widzi — łaciata. Solidnie czarna, z białymi łatami na ciele... Albo może biała w czarne łaty...? Kto by skupiał się na szczegółach! Sierść ma kruczoczarną, natomiast biel przejawia się na jej mordce, gdzie zajmuje cały lewy policzek, przebiega ponad lewym okiem i do połowy czoła, z prawej strony przebiegając przez wewnętrzną stronę prawego oka oraz połowę policzka. O całej białej szyi, klatce piersiowej oraz karku, biel przebiega przez całe przednie łapy i barki, przez brzuch, do połowy boków kocicy, przez tylne łapy, pojawia się jako plama na środku pleców. Czarne futerko jest jak narzucony na nią kocyk, od barków do końca grzbietu, aż po czarny ogon.
O wiecznie uśmiechniętej mordce, z wykręconymi na wszystkie strony wąsami — migdałowe w kształcie oczka, niebieskie, które w przyszłości wybarwią się na błękitny kolor.
Z wyglądu po mamusi, to z charakteru już można się łatwo domyślić — czysty Kudłaty Obłok!
Marzycielka, przez świat przemierzająca z głową w chmurach. A jednocześnie nieposkromiona gaduła, z wiecznie niezamykającym się pyszczkiem. Gadatliwa do granic możliwości, jak zauważy, że rozmówca odchodzi, lub jest niezainteresowany kontynuowaniem rozmowy z nią... To podąży dalej za nimi, dalej trajkocząc, ewentualnie będzie tak głęboko w swoim monologu... że tego faktu właśnie nie dostrzeże. Nie jest złośliwa, nigdy w życiu, nie robi tego, by zajść komuś pod skórę! Po prostu... jak na Klan Cienia, jest dzieckiem niezwykle przyjaznym i otwartym, chcąc nawiązać przyjaźnie z każdym, na każdy sposób, jaki tylko się da. A jeśli nie ma rozmówcy — Krówka zainteresuje się kwiatkiem, motylkiem, który właśnie przysiadł w pobliżu... Oni też będą dobrymi słuchaczami, prawda? Z wielkimi pokładami zachwytu i zainteresowania resztą świata, zainteresuje się każdym robaczkiem, pajączkiem, kamyczkiem, kwiatkiem... cokolwiek tylko znajdzie się w zasięgu jej wzroku.
Jej koncentracja pojawia się tak szybko, jak znika, ba, dodaj jeszcze do tego odrobinę pamięci złotej rybki, szybkie rozkojarzanie się, cała Krówka — ale chciałby wiedzieć wszystko! Jakie istnieją kwiatki, jakie istnieją robaczki, dlaczego jedna chmurka wygląda tak, a druga inaczej, a dlaczego, a dlaczego... Typ kota, której na pytanie "czemu" odpowiedziałoby się "bo nie ma dżemu", to zapytałaby, czy idą razem coś zjeść, a jakiego smaku ten dżem, a czemu—
Krówka przekrzywiła łeb, gdy Ciernista Łapa zaczęła opowiadać o swojej mistrzyni. Oh, nie podobał jej się trening z nią...? Zamrugała zaskoczona błękitnymi oczyma, słuchając historii córki Piaszczystej Plaży. Wyobrażenie cienistej o Klanie Gromu było takie, że... no, wydawali jej się być bardzo bojowymi kotami, w pewnym sensie! Może nawet równie twardymi, co te, które znajdywały się w Klanie Cienia. Dlatego gdy starsza terminatorka zaczęła opowiadać o zachowaniu swojej mistrzyni... Krówka zaniemówiła. Patrzyła się na Ciernistą Łapę, jak gdyby tej wyrosła druga głowa, ale nie w takim niemiłym sensie, no, po prostu była... bardzo zaskoczona. Bardzo! Ale była też inna kwestia, która tym bardziej zaciekawiła córkę Koziej Skarpy.
— O-Oh! To Zmierzchająca Gwiazda musi naprawdę cię szanować i jakby— ja się nie dziwię! Jesteś prawdopodobnie najlepszą terminatorką w Klanie Gromu. To naprawdę super!! — Oraz jedyną, którą Krowia Łapa znała, dlatego też konkurencji, cóż, nie było. Znać kogoś takiego jak Ciernista Łapa... w przyszłości, nie, nawet i teraz, będzie równało się z szacunkiem na dzielni wśród innych kotów, na pewno! — Dni... przytulania? Zaczęła śpiewać? Ja, uh, wow. Coś takiego w Klanie Cienia zaraz spotkałoby się z... reakcją. I nie jestem pewna, czy na pewno pozytywną. — Krówka położyła swoje wielkie, nietoperze uszy płasko wzdłuż swojej głowy. Nawet ona, ktoś tak entuzjastyczny i rozbrykany wiedział, że takich rzeczy... nie należało robić na ważnych zebraniach lub ceremoniach. Zwłaszcza nie wtedy, gdy jest się dorosłym, dojrzałym wojownikiem. Wyuczona była szacunku do innych, a zwłaszcza władzy Klanu, gdyby odstawiła coś takiego... Klan Cienia by jej tego nie popuścił.
Poruszyła końcówką ogona. Naprawdę fajnie rozmawiało jej się z nową koleżanką.
— Mnie uczy mój starszy brat! Trochę czasem dziwacznie gada i ciężko mi go zrozumieć, ale jest w porządku! Treningi z nim są... śmieszne. Ale też wierzę, że doprowadzi go do końca i zostanę dzięki niemu wojowniczką. — A czego Krówka z poprzedniej czasoprzestrzeni nie wie, tego sercu nie żal. Spalony Bażant był serio... spoko! Krówka go lubiła, nawet bardzo. — Mhm, lepiej będzie, jak wtedy zmieni...! Ale! Powiedz mi, czy Zmierzchająca Gwiazda jakoś na to zareagowała? Wiesz... kazała jej się uciszyć, albo coś w tym stylu? Bo u nas Spopielona Gwiazda szybko by takie coś ukróciła! — Zapytała jeszcze, podsuwając się trochę bliżej do Ciernistej Łapy.
Las był długi i szeroki, skrywał w sobie wiele tajemnic, ale jakże ekscytujących...!
— Nie bałabyś się wyjść poza las? — Kolejne pytanie, tym razem w akompaniamencie z przekrzywionym w bok łbem jak młode szczenię. Wizja wyjścia poza to, co znane i mniej znane na to, co całkowicie nieznane... napawało Krówkę jednocześnie obawą, jak i pozwalało dreszczowi ekscytacji przebiec przez jej łaciaty grzbiet.
Wychudzona, wielka ruda wiewiórka, o długiej puchatej kicie. Futro matowe i zaniedbany. Na plecach ciemna pręga, na pysku i łapach cieńsze, bledsze (ticked). Na brodzie i szyi dwie białe plamy, które nie łączą się. Zielonożółte oczy
Odrobine zamyślona i wycofana. Gra pewność siebie, wątpi w siebie i swoje umiejętności. Ciekawa świata. Chce stać się silna. Pali ją ambicja, imię Łapa przynosi jej ogromny wstyd i poczucie winny
No, a ja miałam wrażenie że Zmierzch zbytnio mnie nie zauważała. Znaczy nie że nie wiedziała o moim istnieniu, ale pewnie byłam dla niej Gromiakiem jak każdy inny. Chciałam to jednak zmienić, jakoś się wyróżnić. Szanowałam Zmierzchającą Gwiazdę, wręcz ją podziwiałam. Była silną kocicą, która wiedziała czego chce, a jednocześnie brała swój klan pod uwagę. Miała jednak strasznie słabego zastępcę bez kręgosłupa. Rudzikowy Śpiew był równie miękki co jego partnerka.
- No jasne - skłamałam, bo nie potrafiłam powiedzieć jej prawdy. Jak bym mogła gdy Krowia Łapa jest taka ważna we własnym klanie. Córka zastępczyni i w dodatku taka super cool. - Noooo, ja nawet nie przesadzam, to jej słowa nie moje. Ja jej wprost powiedziałam co o tym wszystkim myślę, ale Zmierzchająca Gwiazda była o wiele łagodniejsza. Wydaje mi się że nawet ona nie bierze Skaczącej Wiewiórki na poważnie -
No, Zmierzchajaca Gwiazda miała bardzo łagodną i spokojną reakcje na tą sytuację. Taką zupełnie jak nie ja, ale też się z nią nie, nie zgadzałam. Po prostu ja bym powiedziała, i tak zrobiłam, inaczej, Ja nie miałam takiej cierpliwości do kotów jak ona.
- Masz starszego brata? Brzmi czadowo. Też ma takie fajne uszka jak ty? - zapytałam, bo może gdybym zobaczyła go na granicy to mogłabym mu powiedzieć by pozdrowił Krówkę. Od Ciernistej Gwiazdy. - Ja niczego się nie boje. Możemy nawet pójść na Osiedle. Tam jeszcze mnie nie było. Mogłybyśmy tam pójść razem. Bym cię obroniła -
Wysoka, jak należy, po mamusi! O odziedziczonej, również od Koziej Skarpy, orientalnej budowie i o długich łapach, przyozdobiona smukłą (póki co, nim zacznie iść w ślady matki i korzystać z cienistej siłowni, jeśli taka istnieje!) sylwetką. A po tacie... śliczne, kręcone futerko, tylko dodające jej uroku, nawet, jeśli krótkie!
Krówka jaka jest, każdy widzi — łaciata. Solidnie czarna, z białymi łatami na ciele... Albo może biała w czarne łaty...? Kto by skupiał się na szczegółach! Sierść ma kruczoczarną, natomiast biel przejawia się na jej mordce, gdzie zajmuje cały lewy policzek, przebiega ponad lewym okiem i do połowy czoła, z prawej strony przebiegając przez wewnętrzną stronę prawego oka oraz połowę policzka. O całej białej szyi, klatce piersiowej oraz karku, biel przebiega przez całe przednie łapy i barki, przez brzuch, do połowy boków kocicy, przez tylne łapy, pojawia się jako plama na środku pleców. Czarne futerko jest jak narzucony na nią kocyk, od barków do końca grzbietu, aż po czarny ogon.
O wiecznie uśmiechniętej mordce, z wykręconymi na wszystkie strony wąsami — migdałowe w kształcie oczka, niebieskie, które w przyszłości wybarwią się na błękitny kolor.
Z wyglądu po mamusi, to z charakteru już można się łatwo domyślić — czysty Kudłaty Obłok!
Marzycielka, przez świat przemierzająca z głową w chmurach. A jednocześnie nieposkromiona gaduła, z wiecznie niezamykającym się pyszczkiem. Gadatliwa do granic możliwości, jak zauważy, że rozmówca odchodzi, lub jest niezainteresowany kontynuowaniem rozmowy z nią... To podąży dalej za nimi, dalej trajkocząc, ewentualnie będzie tak głęboko w swoim monologu... że tego faktu właśnie nie dostrzeże. Nie jest złośliwa, nigdy w życiu, nie robi tego, by zajść komuś pod skórę! Po prostu... jak na Klan Cienia, jest dzieckiem niezwykle przyjaznym i otwartym, chcąc nawiązać przyjaźnie z każdym, na każdy sposób, jaki tylko się da. A jeśli nie ma rozmówcy — Krówka zainteresuje się kwiatkiem, motylkiem, który właśnie przysiadł w pobliżu... Oni też będą dobrymi słuchaczami, prawda? Z wielkimi pokładami zachwytu i zainteresowania resztą świata, zainteresuje się każdym robaczkiem, pajączkiem, kamyczkiem, kwiatkiem... cokolwiek tylko znajdzie się w zasięgu jej wzroku.
Jej koncentracja pojawia się tak szybko, jak znika, ba, dodaj jeszcze do tego odrobinę pamięci złotej rybki, szybkie rozkojarzanie się, cała Krówka — ale chciałby wiedzieć wszystko! Jakie istnieją kwiatki, jakie istnieją robaczki, dlaczego jedna chmurka wygląda tak, a druga inaczej, a dlaczego, a dlaczego... Typ kota, której na pytanie "czemu" odpowiedziałoby się "bo nie ma dżemu", to zapytałaby, czy idą razem coś zjeść, a jakiego smaku ten dżem, a czemu—
Krówka nie była wredna, nigdy w życiu, ale... Usłyszeć, że nawet sama przywódczyni Klanu nie brała kogoś na poważnie? Um, rzeczywiście to całe śpiewanie rzeczywiście było trochę... żałosne, jak tak Krówka sobie pomyślała. No bo nawet ona, taka otwarta dla wszystkich i wesoła, raczej nie miałaby odwagi otworzyć pyska i zacząć nucić piosenki, tak przy wszystkich...!
— A wiesz, jak twoja mistrzyni na to wszystko zareagowała? Już zachowywała się później normalnie, czy dalej próbowała tych swoich pomysłów...? — Przekrzywiła lekko łeb w bok, mrugając niebieskimi oczami. Bo drogi były dwie, raczej, tak sobie wyobrażała córka Koziej Skarpy. Albo mistrzyni Ciernistej Łapy zaprzestała swoich pomysłów, całe szczęście, albo... je kontynuowała, tyle, że każdy ją teraz ignorował, skoro reakcja była taka, a nie inna...? Oh, wychowana w Klanie Cienia Krówka nie była sobie w stanie tego tak naprawdę wyobrazić!
Na pytanie Gromowej terminatorki pokiwała entuzjastycznie głową, strzygąc jednym uchem dla potwierdzenia.
— Tak! Uszy mamy podobne, ale kolorami już się całkiem różnimy. Jest w większości cały biały, ale z rudym pyskiem, łapami i ogonem! Może kiedyś spotkasz go na granicach, lubi spacerować, tak mi się wydaje. — Miauknęła, opisując Spalonego Bażanta. No, nikogo podobnego w Klanie Cienia nie było, więc Ciernista Łapa nie miała szans na pomyłkę! Na następne słowa jednak serduszko Krowiej Łapy zabiło szybciej. — Jesteś taka super! Odważna! Fajnie w końcu poznać kogoś, kto nie ucieka z ogonem podkulonym między łapami! I osiedle...? Co słyszałaś o nim? Myślisz, że jest jeszcze więcej interesujących rzeczy? I oh, oczywiście, że możemy pójść, um... Ja też bym mogła cię bronić! Tak w razie czego, gdyby coś ci zagrażało... moja mama jest bardzo silna, więc nie powinnam mieć problemu ze zlaniem paru pysków, powinnam mieć to we krwi! Ale... ale to bardzo... miłe z twojej strony. Wiesz... zaoferować to i w ogóle. — Dlaczego nagle słowa zaczęły sprawiać jej trudność, a język plątał jej się we własnej gębie? Eh, może po prostu już za dużo dzisiaj mówiła i jej umysł nie nadążał, tak, to na pewno dlatego, nie było żadnego innego powodu, dla którego było jej gorąco w policzki pod łaciatym futrem...!