Logo Artemidy
Stokrotki
xxxxxJeszcze nigdy nie widziałem w jednym miejscu tyle kwiatów.

xxxxxWięc byłem naturalnie ZAKOCHANY w tym, co zobaczyłem. Nie wiedziałem co przywiało mnie na cztery dęby, choć... podświadomie odnajdywałem powód w drobnej, ślicznej kotce z klanu cienia. Niemniej nie oczekiwałem, że ją tu zobaczę - była terminatorką medyka. Była zajęta. Nie miała czasu, by chodzić na cztery dęby z pustą nadzieją, że się spotkamy - ale ja tak. Niemniej moją uwagę przykuło pełno stokrotek, które rosły sobie nienaturalnie absolutnie wszędzie, a mi aż zabłyszczały oczy gdy to zobaczyłem. Oglądałem każdą, liczyłem płatki, szukałem tych najpiękniejszych. Zupełnie nie patrzyłem przed siebie, nie spodziewałem się tu nikogo - aż na kogoś nie wpadłem. Niemalże się wywróciłem, cudem odratowałem swój zad od spotkania się z stokrotkami. Spojrzałem przejęty na kogoś, komu przeszkodziłem, a uszy niemalże od razu powędrowały mi w dół. - J-jejku, bardzo... bardzo p-przepraszam! - wyplułem z siebie niemalże od razu. Tak bardzo nie chciałem, bardzo, bardzo! Zupełnie nie wyczułem zapachu nikogo nowego, nie widziałem... Nie chciałem zrobić krzywdy!
[Obrazek: jAtNJ2o.png]
LVL 5 510 / 400
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Cykada nie jest śliczną terminatorką medyka, ale chętnie dotrzyma Rzeczniakowi towarzystwa. Na tym etapie koty które w niego wpadają, bo nie widzą go w wysokiej trawie były czymś normalnym, standardowym - a on był duży, z warstwą ochronną tłuszczu. Mogli w niego wpadać, ile chcieli, nie robiło mu to żadnej krzywdy.

Prawie zasnął, kiedy nagle rudy kocur niemal na niego nadepnął. Trzmiel odlatuje spłoszony, Cykada unosi głowę aby spojrzeć na nieznajomego. On zaczyna przepraszać, a Cykada jedynie ziewa i uśmiecha się, nieprzejęty. Nie zrobił nikomu krzywdy, nie miał za co przepraszać.

Machą leniwie, wciąż nieco zaspany, tłustą łapą do rudego kocura, na przywitanie.
x
mam takie dni, że nie umiem tu być, co chwila patrzę dookoła nerwowo. wiem, że naprawdę nie stanie się nic, a jednak czuję, że coś wisi nad głową
x
LVL 3 80 / 200
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
8
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
xxxxxTak bardzo było mi wstyd. Dlaczego zawsze, ZAWSZE musiałem coś zrobić... nie tak. Oczekiwałem zbesztania, krzyku, ale nic takiego nie nadeszło. Nieznajomy nawet nie pisnął, a ja poczułem, jak dyskomfort zżera mi ciało. Uśmiechnął się do mnie, ale wciąż nie odzywał... nie dziwie się zresztą, dlaczego miałby chcieć ze mną rozmawiać? Skoro właśnie go... staranowałem. - P-przepraszam, spałeś... już, już idę! Nie będę przeszkadzał, nie widziałem cię, tak bardzo nie chciałem! - mówiłem dalej, nawet nie dostrzegając, że dymny wydawał się nieprzejęty moim wybrykiem.
[Obrazek: jAtNJ2o.png]
LVL 5 510 / 400
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Cykada nagle chwyta obiema tłustymi łapkami jedną ze szczupłych, białych łap kocura i przyciąga ją bliżej siebie.

Podnosi się do siadu, uśmiecha serdecznie, kręci głową. Niech nie idzie, niech zostanie. Nie jest zły, nie chce, aby nieznajomy sobie poszedł. Mogą obserwować stokrotki i drzemać razem, Cykada nie ma nic przeciwko. Rudy kocur nie ma powodów do wstydu, absolutnie żadnych. Dla potwierdzenia swojego niemego komunikatu jeszcze raz się uśmiecha, nieco szerzej, i w końcu puszcza łapę rzeczniaka - bo nie chce go wprowadzić w dyskomfort, a nie każdy lubi ciągły dotyk.
x
mam takie dni, że nie umiem tu być, co chwila patrzę dookoła nerwowo. wiem, że naprawdę nie stanie się nic, a jednak czuję, że coś wisi nad głową
x
LVL 3 80 / 200
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
8
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
xxxxxPanikowałem, już zbierałem się do wycofania się, kiedy... kocurek objął moją łapę, jakby chciał, żebym został. Serce zabiło mi mocniej. Jeżeli nie był obrażony... dlaczego nic nie mówił? Coś było nie tak, ale nie wiedziałem co i to sprawiało, że czułem się tym bardziej nieswojo. Niemniej dymny się uśmiech, jakby prosił, bym został. Więc zostałem, nie ruszyłem się z miejsca, choć czułem się tak bardzo dziwnie... i dalej było mi wstyd. Wziąłem głęboki wdech.
xxxxx- J-ja... um... jesteś... kim? Kim jesteś w sensie. Jak masz na imię. I... na pewno wszystko dobrze? - zapytałem jeszcze. Dlaczego nic nie mówił, dlaczego mnie dotykał, przekazywał coś... gestami? W życiu się nie spotkałem z czymś takim.
[Obrazek: jAtNJ2o.png]
LVL 5 510 / 400
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Po puszczeniu łapy rzeczniaka, Cykada dotyka swojego gardła i kręci głową. Tak zawsze przekazuje innym kotom, że nie mówi, jak dotąd każdy to zrozumiał, rudy kocur pewnie nie będzie wyjątkiem - wydawał się być inteligentny. I bardzo miły, bardzo serdeczny, zdaje się, że będzie miłym towarzystwem, o ile faktycznie zdecyduje się zostać.

Po zakomunikowaniu, że nie mówi, Cykada chwilę myśli. Nie ma tu gołej ziemi na której mógł narysować podobiznę cykady... na szczęście los chciał, aby tego dnia mógł przedstawić się obcemu kotu bez problemu. Gdzieś w gąszczu zaczynają grać cykady, a terminator aż podskakuje w miejscu i wskazuje łapą w kierunku, z którego dobiegają dźwięki - a następnie dotyka swojej piersi.

Cykada. To on. Tak rzadko słyszał, jak grały... co za szczęście, że akurat teraz.
x
mam takie dni, że nie umiem tu być, co chwila patrzę dookoła nerwowo. wiem, że naprawdę nie stanie się nic, a jednak czuję, że coś wisi nad głową
x
LVL 3 80 / 200
MedLVL 0 0 / 100
11
Siła
S
8
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
8
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
45
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
***


Choć przyzwyczajona była do patroli oraz obecności innych kotów, teraz wybrała się na spacer... sama

Jeszcze parę księżycy temu byłoby to nieodpowiedzialne, może teraz wciąż było - mimo, iż zdawać by się mogło, że następna ceremonia będzie już jej i powinna umieć się bronić przed potencjalnymi zagrożeniami, posiadać większość, albo całość umiejętności wymaganych od wojowników... jednak wciąż czuła się jak kocię. Małe i bezsilne, nie umiejące przetrwać bez otaczającego ciepła matki.

Ah. Kiedy ostatni raz rozmawiała z Rozbitą Taflą? Im starsza była, tym bardziej zdawała się jej unikać. Może powinna spróbować porozmawiać chociaż z Wierzbowym Pędem...

W oddali widziała ułożony dywan z kwiatów i podeszła do niego bliżej; rozejrzała się jeszcze raz, czy przypadkiem nikt z krzykiem nie podążał za nią. Kiedy teren okazał się być całkowicie czysty, od drapieżników również, dzięki czemu Modliszka odetchnęła spokojnie.
Powoli usiadła przy stokrotkach, a potem położyła się. Mięśnie wciąż miała napięte, zarówno z dręczącego ją stresu, jak i niepewności, czy na pewno nikt nie przerwie jej chwili ciszy i odpoczynku od zgiełku i problemów codziennego życia... choć może teraz humor poprawiłaby jej rozmowa, odciągnęła od myśli, które ciągle ją męczyły.


// wiewiórka
you'll be the saddest part of me
a part of
me that will never be mine
it's obvious
tonight is gonna be the loneliest
you're still the oxygen i breathe
i see your face when i close my eyes
it's torturous
tonight is gonna be the loneliest
LVL 3 25 / 200
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
10
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
40
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Wywędrowała z obozu na patrol w towarzystwie Płonącego Liścia, Czaplego Pióra i Paprociowej Łapy, nie przestając z podekscytowaniem rozmawiać. Sporą część drogi przebyli całą grupą, ale niedługo później biała terminatorka nieco się od nich oddaliła, po chwili wyczuła w okolicy zapach nieznanej kotki. Z pewnością nie był to nikt należący do Klanu Gromu, ale dostrzegając ją z daleka zauważyła, że szylkretka nie wyglądała raczej na wrogo nastawioną. Podbiegła więc bliżej w radosnych podskokach i uśmiechnęła się szeroko, witając nieznajomą także lekkim skinięciem swego uroczego pyszczka.
- Cześć! Jestem Skacząca Łapa albo Wiewiórka albo po prostu Wióra, a ty jak się nazywasz? – zagadnęła wesoło, przypatrując się terminatorce. Może nie było to najdojrzalsze podejście do obcego kota, ale Wióra czuła że raczej nie musi się jej obawiać.

//wygaszone!//
LVL 4 130 / 300
MedLVL 0 0 / 100
9
Siła
S
12
Zręczność
Zr
12
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
50
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Bryza nigdy nie odmawiała swej matce. Śnieżny Płatek nie była...Złym kotem. Wnerwiającym, tak, ale nie złym.
Nagabywała starsza Bryzę, by razem wyjść na patrol.
Może Bryza narzekała przez całą drogę, lecz napewno nie odmawiała, po dłuższym namyśle srebrna córa starszej kotki.

Śnieżny Płatek za to odmawiała - zostania starszym. To Bryzę przerażało w jej sercu. Oh, nic i nikt nie mógł jej wmówić, że to już ten moment, by odpocząć, wyprostować łapy i ...Oddać się przyjemnościom. Nikt, nawet jej własne dzieci.

Podczas spaceru matka ze swym dzieckiem rozdzieliły się, a Bryzowa Łapa poznała dzięki starszej kocicy nowe tereny, o których jak do tej pory tylko słyszała z historii - cztery dęby, a raczej złączony dąb, który się rozgałęzia.

Bryzowa Łapa oddaliła się za pozwoleniem matki dalej, biegnąc na pagórek. Niebieski wzrok zobaczył, że ten jest śliski, po czym Bryza jak kocię - ześlizgnęła się z górki na pazurki. Uhu! Byleby sobie pyszczka nie zbić!


/Wąż :33
[Obrazek: 109401531_M7Y87GzDnWo1jrv.png]
LVL 3 185 / 200
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
12
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Przyszedł do czterech dębów. Potrzebował chwili spokoju i wyciszenia a to było jedno z miejsc, które to posiadały. Cóż, tak bynajmniej sadził bo gdy tylko się tam zjawił zobaczył jakiegoś smarka. Zturlał się po pagórku i cały oblepił się w śniegu. Skrzywił swój pysk i odwrócił się natychmiastowo, chcąc udać się z dala od rzeczniaczki. Miejmy nadzieję, że go nie zauważyła i będzie mógł w spokoju opuścić to miejsce. Nie miał ochoty na rozmowę z gówniakiem. Ogólnie nigdy nie lubił przebywać w obecności kociąt czy młodych terminatorów. Jak już jakiegoś spotykał to zazwyczaj tylko się rozczarowywał ich brakami.
Dlatego wolnym krokiem zaczął wracać w stronę Klanu Cienia.

[wygaszone]
─ ⊹ ⊱ ☆ ⊰ ⊹ ─
Well you can dig me up a grave
And try and stick me in the ground
Well you can tie me to the bed
And try and beat me half to death
But you can never keep me down
─ ⊹ ⊱ ☆ ⊰ ⊹ ─
LVL 3 80 / 200
MedLVL 0 0 / 100
14
Siła
S
8
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
5
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Bryza zsunął się z gracją, z górki na pazurki. Chwilowy ześlizg poddany został ino testowi, bo uh oh.
Jak się hamuje?
Ciało Bryzy poleciało, a ten na cienkim lodzie pazurami przejechał po cienkiej tafli zmrożonej rosy.
Trawa, choć licha, odbiła się zgniłą zielenią na pyszczku srebrnego pręgusa.

Cętkowany wstał, wylizał się dokładnie - futro i nosek, dopiero po chwili uszy usłyszały czyjeś kroki.
Oczka zamrugały widząc inną sylwetkę.
Mniejszą, bardziej tęgą od Bryzy, lecz równie umięśnioną. Nie pachniał rzeką, to pewne. Pachniał...Bagnem.
Bryza przełknęła ślinę i uśmiechnęła się.
-Dzień dobr-!-

Nim słowa wyszły z Bryzy pyszczka, nieznajomy zniknął pomiędzy pagórkami, a Bryza opuściła swój uśmiech, mrucząc pod nosem.

-Hmpf. Chyba manier ich nie uczą w tych innych klanach. Gbur.-
By nawet dzień dobry nie powiedzieć? Cóż, teraz Bryza wie, by unikać nieznajomych.

Pora zebrać ten nawilżony mech, po który przyszli.
[Obrazek: 109401531_M7Y87GzDnWo1jrv.png]
LVL 3 185 / 200
MedLVL 0 0 / 100
8
Siła
S
12
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
6
Zmysły
Zm
60
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Terminatorka wytrenowana i mianowana, druga zaginęła, więc miała czas, aby sobie chodzić po terenach. Jej zapach był już prawie zjednoczony z Czterema Dębami. Często tutaj chodziła.
Zastanawiała się, jak jest w innych Klanach? Jakie są koty? Czy gdzieś się ukrywa w innym Klanie jej ojciec, czy w ogóle gdzieś przepadł jak kamień w wodę, tak samo jak jej matka? Gdzie była Sztorm, czy kiedyś wróci? Miała nadzieję. Przecież w Klanie Cienia było... dobrze. Oh, nie rozumiała dlaczego nagle tak przepadła. Czy to była jej wina? Pewnie jakaś część.
Słońce świeciło, nawet dzisiaj było ciepło. Zaczęły się pojawiać pierwsze przebiśniegi. Oh, jakie śliczne tutaj rosły.
Zasiadła niedaleko nich, aby podziwiać ich piękno.
Two birds on a wire
One says, "C'mon" and the other says, "I'm tired"
The sky is overcast and I'm sorry
One more or one less
Nobody's worried
LVL 5 65 / 400
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
18
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Tymczasem Okoń też czasem kręcił się w okolicy Czterech Dębów. Z różnych powodów. Z jednego na pewno, bo miał nadzieję na to, że wpadnie znowu na Świetlikową Knieję z którą świetnie mu się rozmawiało, a z drugiego, bo może wpadnie na kogoś równie ciekawego z jakiegoś innego Klanu.
Natomiast na wypadek Kniei miał już przygotowaną pewną niespodziankę! I miał nadzieję, że jej się spodoba. Ukrył ją jakiś czas temu w krzewach obok Czterech Dębów, by była gotowa w dowolnym momencie gdy znowu spotka wojowniczkę Klanu Cienia i wypadło, jak widać, akurat na dzisiaj.
xxx - Ach, Świetlikowa Kniejo! - miauknął z daleka, gdy ją zobaczył, po czym uniósł wyżej swój długi, puchaty ogon i zaczął truchtać w jej stronę z zadowoleniem na uśmiechniętym pyszczku - Jakże dobrze cię znowu widzieć! Mam dla ciebie niespodziankę, na pewno będziesz z niej rada. Podejdź proszę tutaj do mnie i zamknij na moment swe piękne oczy. I nie otwieraj dopóki nie powiem, że gotowe!
. . . .
. . . .
'cause Jesus he knows me and he knows I'm right
「 ✦ I've been talking to Jesus all my life ✦ 」
. . . . → oh yes [ he knows ] me
and [ he knows ] I'm right ← . . . .
and. he's been telling me
-ˏˋ everything is alright ˊˎ-

[Obrazek: bvhHYYm.gif]
- I believe in the family -

with [ my ever loving. wife ] beside me
but she don't know about. [ my girlfriend ]
or [ the man ] I met last night
.
[Obrazek: u9LY32F.png]
. . . .
. . . .
LVL 1 110 / 100
MedLVL 0 0 / 100
5
Siła
S
6
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
35
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Drgnęła uszami wesoło na znany jej głos i odwróciła się prędko, aby zobaczyć... właśnie to, czego szukała!
- Okoniu! Rybko, jak miło cię widzieć - zamruczała, gdy tylko kocur się do niej zbliżył. Uśmiechnęła się ciepło, aczkolwiek na jego kolejne słowa otworzyła trochę szerzej niebieskie ślepia.
- Niespodziankę? Oh, a ja dla ciebie nic nie przygotowałam... - zaczęła smutno. Po chwili namysłu skinęła łbem, postanawiając sobie coś w głowie. - Następnym razem kiedy się spotkamy, przyniosę ci bukiet kwiatów z terenów Klanu Cienia. Będziesz miał przynajmniej pamiątkę. Jak zatęsknisz, to tylko się zaciągniesz ich pięknym zapachem i sobie o mnie przypomnisz. Oczy zamknięte, Okoniu. Mam nadzieję, że to nie jest podstęp, aby mnie ktoś zaatakował... - mówiła spokojnym, ale wesołym głosem i zamknęła oczy, tak, jak o to poprosił ją kocur. I siedziała, oczekując... tego, co wymyślił terminator Rzeki.
Two birds on a wire
One says, "C'mon" and the other says, "I'm tired"
The sky is overcast and I'm sorry
One more or one less
Nobody's worried
LVL 5 65 / 400
MedLVL 0 0 / 100
13
Siła
S
18
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
85
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
Wydał z siebie pomruk zadowolenia, gdy okazało się, że jego towarzyszka również jest rada z tego, że go widzi. Powitał ją lekkim dotknięciem nosem w bok głowy. Musiał przyznać, że po ich jednokrotnym spotkaniu Świetlikowa Knieja awansowała dosyć wysoko na liście jego ulubionych kotów. Doprawdy rozmawiało mu się z nią wybornie!
xxx - Toż to przecież nie musisz i mi żadnego prezentu wynajdować, droga Kniejo! Ale jeśli uważasz, że jestem godzien takiego prezentu, to nie odmówię, piękne kwiaty idące w parze z twoim pięknem na pewno będą mi przyjemnie umilać czas i gdy tylko na nie spojrzę, to me myśli od razu pobiegną ku tobie! - odparł wesołym tonem, obserwując, czy aby na pewno zamknęła oczy. Nie chciał, by sobie niepotrzebnie zaspoilerowała, co się wydarzy. Następnie zaczął grzebać łapą w kępie krzewów i wojowniczka mogła usłyszeć ruch gałązek i liści.
xxx - A skąd. Nawet gdyby taki był mój plan, to nikt w Klanie Rzeki nie zgodziłby się na atak samotnej kocicy. Łabędzia Gwiazda by nam wszystkim łby pourywał za takie niegodne klanowego kota zachowanie. Pamiętaj, żeby nie podglądać! - powiedział, po czym zamilkł, bo chyba wziął coś do pyska. Przez sekundę była cisza i nic się nie działo, by po chwili Świetlikowa Knieja poczuła delikatny nacisk nieco za swoim lewym uchem. Był lekko kłujący i jakby lepiący, ale nie ostry i na pewno coś jej przypominał i na pewno nie były to pazury. Następnie był jeszcze jeden nacisk i ruch i zapach Okonia, jakby nieco mocniej usadawiał to coś na jej futrze, po czym znowu bezruch i cisza.
xxx - Dobrze, możesz już patrzeć! - odparł zadowolonym tonem.
Co sie okazało? Świetlikowa Knieja miała za uchem, w nieco dłuższe i bardziej puchate futro w tym miejscu, wpięty rzep, który szczelnie i trwale trzymał się jej sierści. I ten oto rzep mocował za jej uchem pióro. Było to pręgowane, kremowo-brązowe pióro pustułki, które ślicznie dyndało za jej głową.
xxx - I jak? Myślę, że idealnie pasuje do twojego futra!
. . . .
. . . .
'cause Jesus he knows me and he knows I'm right
「 ✦ I've been talking to Jesus all my life ✦ 」
. . . . → oh yes [ he knows ] me
and [ he knows ] I'm right ← . . . .
and. he's been telling me
-ˏˋ everything is alright ˊˎ-

[Obrazek: bvhHYYm.gif]
- I believe in the family -

with [ my ever loving. wife ] beside me
but she don't know about. [ my girlfriend ]
or [ the man ] I met last night
.
[Obrazek: u9LY32F.png]
. . . .
. . . .
LVL 1 110 / 100
MedLVL 0 0 / 100
5
Siła
S
6
Zręczność
Zr
6
Szybkość
Sz
3
Zmysły
Zm
65
Punkty Życia
HP
35
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości