xxxxxJeszcze nigdy nie widziałem w jednym miejscu tyle kwiatów.
xxxxxWięc byłem naturalnie ZAKOCHANY w tym, co zobaczyłem. Nie wiedziałem co przywiało mnie na cztery dęby, choć... podświadomie odnajdywałem powód w drobnej, ślicznej kotce z klanu cienia. Niemniej nie oczekiwałem, że ją tu zobaczę - była terminatorką medyka. Była zajęta. Nie miała czasu, by chodzić na cztery dęby z pustą nadzieją, że się spotkamy - ale ja tak. Niemniej moją uwagę przykuło pełno stokrotek, które rosły sobie nienaturalnie absolutnie wszędzie, a mi aż zabłyszczały oczy gdy to zobaczyłem. Oglądałem każdą, liczyłem płatki, szukałem tych najpiękniejszych. Zupełnie nie patrzyłem przed siebie, nie spodziewałem się tu nikogo - aż na kogoś nie wpadłem. Niemalże się wywróciłem, cudem odratowałem swój zad od spotkania się z stokrotkami. Spojrzałem przejęty na kogoś, komu przeszkodziłem, a uszy niemalże od razu powędrowały mi w dół. - J-jejku, bardzo... bardzo p-przepraszam! - wyplułem z siebie niemalże od razu. Tak bardzo nie chciałem, bardzo, bardzo! Zupełnie nie wyczułem zapachu nikogo nowego, nie widziałem... Nie chciałem zrobić krzywdy!
Cykada nie jest śliczną terminatorką medyka, ale chętnie dotrzyma Rzeczniakowi towarzystwa. Na tym etapie koty które w niego wpadają, bo nie widzą go w wysokiej trawie były czymś normalnym, standardowym - a on był duży, z warstwą ochronną tłuszczu. Mogli w niego wpadać, ile chcieli, nie robiło mu to żadnej krzywdy.
Prawie zasnął, kiedy nagle rudy kocur niemal na niego nadepnął. Trzmiel odlatuje spłoszony, Cykada unosi głowę aby spojrzeć na nieznajomego. On zaczyna przepraszać, a Cykada jedynie ziewa i uśmiecha się, nieprzejęty. Nie zrobił nikomu krzywdy, nie miał za co przepraszać.
Machą leniwie, wciąż nieco zaspany, tłustą łapą do rudego kocura, na przywitanie.
xxxxxTak bardzo było mi wstyd. Dlaczego zawsze, ZAWSZE musiałem coś zrobić... nie tak. Oczekiwałem zbesztania, krzyku, ale nic takiego nie nadeszło. Nieznajomy nawet nie pisnął, a ja poczułem, jak dyskomfort zżera mi ciało. Uśmiechnął się do mnie, ale wciąż nie odzywał... nie dziwie się zresztą, dlaczego miałby chcieć ze mną rozmawiać? Skoro właśnie go... staranowałem. - P-przepraszam, spałeś... już, już idę! Nie będę przeszkadzał, nie widziałem cię, tak bardzo nie chciałem! - mówiłem dalej, nawet nie dostrzegając, że dymny wydawał się nieprzejęty moim wybrykiem.
Cykada nagle chwyta obiema tłustymi łapkami jedną ze szczupłych, białych łap kocura i przyciąga ją bliżej siebie.
Podnosi się do siadu, uśmiecha serdecznie, kręci głową. Niech nie idzie, niech zostanie. Nie jest zły, nie chce, aby nieznajomy sobie poszedł. Mogą obserwować stokrotki i drzemać razem, Cykada nie ma nic przeciwko. Rudy kocur nie ma powodów do wstydu, absolutnie żadnych. Dla potwierdzenia swojego niemego komunikatu jeszcze raz się uśmiecha, nieco szerzej, i w końcu puszcza łapę rzeczniaka - bo nie chce go wprowadzić w dyskomfort, a nie każdy lubi ciągły dotyk.
xxxxxPanikowałem, już zbierałem się do wycofania się, kiedy... kocurek objął moją łapę, jakby chciał, żebym został. Serce zabiło mi mocniej. Jeżeli nie był obrażony... dlaczego nic nie mówił? Coś było nie tak, ale nie wiedziałem co i to sprawiało, że czułem się tym bardziej nieswojo. Niemniej dymny się uśmiech, jakby prosił, bym został. Więc zostałem, nie ruszyłem się z miejsca, choć czułem się tak bardzo dziwnie... i dalej było mi wstyd. Wziąłem głęboki wdech. xxxxx- J-ja... um... jesteś... kim? Kim jesteś w sensie. Jak masz na imię. I... na pewno wszystko dobrze? - zapytałem jeszcze. Dlaczego nic nie mówił, dlaczego mnie dotykał, przekazywał coś... gestami? W życiu się nie spotkałem z czymś takim.
Po puszczeniu łapy rzeczniaka, Cykada dotyka swojego gardła i kręci głową. Tak zawsze przekazuje innym kotom, że nie mówi, jak dotąd każdy to zrozumiał, rudy kocur pewnie nie będzie wyjątkiem - wydawał się być inteligentny. I bardzo miły, bardzo serdeczny, zdaje się, że będzie miłym towarzystwem, o ile faktycznie zdecyduje się zostać.
Po zakomunikowaniu, że nie mówi, Cykada chwilę myśli. Nie ma tu gołej ziemi na której mógł narysować podobiznę cykady... na szczęście los chciał, aby tego dnia mógł przedstawić się obcemu kotu bez problemu. Gdzieś w gąszczu zaczynają grać cykady, a terminator aż podskakuje w miejscu i wskazuje łapą w kierunku, z którego dobiegają dźwięki - a następnie dotyka swojej piersi.
Cykada. To on. Tak rzadko słyszał, jak grały... co za szczęście, że akurat teraz.
Księżyce: 61 Mistrz: Krokusowy Pląs † Płeć: kotka Matka: Rozbita Tafla [NPC] Ojciec: Wierzbowy Pęd [NPC] Trwałe urazy: ubytek w kształcie V na czubku prawego ucha
Modliszka już jako terminatorka jest zgrabnie wysoka, o długich łapach i dosyć smukłej budowie ciała. Gdy osiągnie swój końcowy wzrost, zdecydowanie górować będzie nad większością swojego rodzeństwa. Pełna wdzięku sylwetka kocicy pokryta jest długim, gładkim futrem.
Sierść zdominowana jest przez biel, przechodzącą od pyska (węższa struga pomiędzy oczami, rozszerza się na pysk) poprzez gardło i brzuch, w pełni obejmując kolorem wszystkie kończyny. Głowa obdarzona jest największą w kwestii całego ciała czarną plamą, która nachodzi od lewego ucha, do połowy policzka kotki - po drugiej stronie identycznie ułożony jest rudy kolor. Futro na grzbiecie to kombinacja czerni, gdzie ciągnie się ona od głowy do karku, aż do pleców kocicy, gdzie nierównomiernie rozłożone są plamy. Czarnym plamom na grzbiecie towarzyszy rude futro, które wypełnia braki pomiędzy ciemniejszym kolorem. Gdzieniegdzie (na kolorze rudym) przedzierają się klasyczne pręgi o ciemniejszej, rdzawej barwie. Ogon w większości czarny, z niewielkimi rudymi akcentami, zakończony delikatnie bielą na końcu.
Prawe ucho natomiast, w trakcie szczurzej bójki podczas treningu, zaliczyło stratę; teraz na jego czubku widoczny jest ubytek przypominający literę V.
Smukły pysk przyozdobiony jest wibrysami oraz różowoczarnym nosem, nad którym widnieją oczy z heterochromią - lewe niebieskie, prawe o brązowej barwie, przechodzące w orzechowy odcień.
Specyficzna, być może w oczach niektórych kotów nawet i dziwna. Z jednej strony preferuje ciszę i własny zakątek w Zrośniętych Drzewach, woląc do nikogo się nie odzywać i zająć się własnym ogonem. Z drugiej jednak czasami z zazdrością patrzy na koty, którym z łatwością przychodzi nawiązywanie znajomości i prowadzenie rozmowy; sama Modliszka jest dosyć niezręczna w tej kwestii i często miewa problem z dobrym wypowiedzeniem się, lub chociażby powiedzeniem więcej, niż parę na szybko wyciągniętych z gardła słów. Nie jest dobra w drobne rozmowy, chociaż stara się, chociażby by nie sprawić przykrości rozmówcy. Dzięki treningom powoli otwiera się bardziej, a i zdania, które są przez szylkretkę wypowiadane, są dłuższe i lepiej złożone. W większości przypadków.
Mimo wszystko, jest kocicą łagodną, o przyjaznym usposobieniu; wykazuje zmartwienie innymi, gdy dotyka ich przykra sytuacja, lub gdy widzi, że ktoś może potrzebować pomocy... a nawet jeśli sytuacja nie zalicza się do żadnej z dwóch podanych opcji, wciąż wyciągnie pomocną łapę. Spokojna i opanowana, bardziej woli słuchać, niż mówić, zawsze przysiądzie, by stać się słuchaczem czy to długiej historii, lub chociażby krótkiej opowieści na temat tego, jak drugiemu kotu minął dzień.
Zainteresowana otaczającym ją światem i rzeczywistością, ambitna i chętna do nauki nowych rzeczy, czy to w kwestii praktycznej, czy teoretycznej.
Choć przyzwyczajona była do patroli oraz obecności innych kotów, teraz wybrała się na spacer... sama
Jeszcze parę księżycy temu byłoby to nieodpowiedzialne, może teraz wciąż było - mimo, iż zdawać by się mogło, że następna ceremonia będzie już jej i powinna umieć się bronić przed potencjalnymi zagrożeniami, posiadać większość, albo całość umiejętności wymaganych od wojowników... jednak wciąż czuła się jak kocię. Małe i bezsilne, nie umiejące przetrwać bez otaczającego ciepła matki.
Ah. Kiedy ostatni raz rozmawiała z Rozbitą Taflą? Im starsza była, tym bardziej zdawała się jej unikać. Może powinna spróbować porozmawiać chociaż z Wierzbowym Pędem...
W oddali widziała ułożony dywan z kwiatów i podeszła do niego bliżej; rozejrzała się jeszcze raz, czy przypadkiem nikt z krzykiem nie podążał za nią. Kiedy teren okazał się być całkowicie czysty, od drapieżników również, dzięki czemu Modliszka odetchnęła spokojnie.
Powoli usiadła przy stokrotkach, a potem położyła się. Mięśnie wciąż miała napięte, zarówno z dręczącego ją stresu, jak i niepewności, czy na pewno nikt nie przerwie jej chwili ciszy i odpoczynku od zgiełku i problemów codziennego życia... choć może teraz humor poprawiłaby jej rozmowa, odciągnęła od myśli, które ciągle ją męczyły.
// wiewiórka
you'll be the saddestpart of me
a part ofme that will never bemine it's obvious tonight isgonna be theloneliest you're still theoxygeni breathe i see yourfacewhen iclose my eyes it's torturous tonightisgonna betheloneliest
Duża, urodziwa kotka o mocnej i dobrze umięśnionej, ale proporcjonalnej sylwetce oraz zgrabnych łapach. Jej przyjemnie mięciutkie i zarazem długie futerko jest białe, ale nie na całej przestrzeni jej ciała, ponieważ posiada ona jedno znaczenie. To znaczenie znajduje się dokładnie na jej prawej przedniej łapie, a konkretnie na jej nadgarstku. Jest tam nieduża plamka w niebieskim kolorze. Poza tym Wiewióreczka ma błyszczące wyraziste oczy o intensywnie błękitnej barwie. Najwięcej piękna kotce przydaje jednak jej długi oraz bardzo puszysty ogon idealnie pasujący do gęstej równie puszystej w stosunku do reszty futra kryzy na jej szyi oraz pyszczek w typie europejskim, który ma średnią długość. Natomiast nos ma ona różowy, zaś jej uszy posiadają na sobie sporo włosa jednak nie w przesadnej ilości.
Pełna optymizmu, wesoła, radosna i bardzo energiczna kotka, która mimo że jest już dorosła wciąż ma w sobie pełno kocięcej energii. Jest to w większości pozytywna energia, ale może być ona pesząca lub wręcz irytująca dla tych, którzy pragną ciszy, spokoju i nie poruszania tematów związanych z ich życiem osobistym. Wiewióreczka bywa bardzo ciekawska, wszędobylska, a poza tym ogromnie chce pomagać, nawet jak ktoś sobie tego nie życzy. Kocha kwiaty i gdy tylko jest to możliwe dekoruje sobie nimi legowisko lub wplata w swoje futro. Do tego jest inteligentna, więc chętnie i szybko uczy się nowych rzeczy, lubi eksperymentować i próbować tych, z którymi się dotychczas nie spotkała. Zdarza się jednak, że do niektórych rzeczy łatwo traci cierpliwość i zaczyna wpadać w złość kiedy jej nie wychodzą. Bardzo dba o swój wygląd i uwielbia gdy ktoś zauważa jej piękno, ale jednocześnie nie jest przesadnie próżna i nie ma problemu z ubrudzeniem się jeśli dana sytuacja tego wymaga. Niestety często bywa też bezmyślna i impulsywnie potrafi podjąć niewłaściwe decyzje. Czuje się silnie związana ze swoją rodziną i klanem, ale nie unika też kontaktów z innymi kotami, bardzo się nawet cieszy kiedy może poznać kogoś nowego. W stosunku do obcych jest jednak stanowczo zbyt łatwowierna, naiwna i często przyjmuje ich słowa jako prawdę, nawet gdy nią nie są. Do tego fascynują ją jeże, są to chyba jedyne stworzenia na które nie chce polować i stara się je chronić przed innymi. Próbuje się nauczyć języka jeży, żeby móc z nimi rozmawiać, ale jak na razie udało jej się zrozumieć najwyżej kilka prostych słów.
Wywędrowała z obozu na patrol w towarzystwie Płonącego Liścia, Czaplego Pióra i Paprociowej Łapy, nie przestając z podekscytowaniem rozmawiać. Sporą część drogi przebyli całą grupą, ale niedługo później biała terminatorka nieco się od nich oddaliła, po chwili wyczuła w okolicy zapach nieznanej kotki. Z pewnością nie był to nikt należący do Klanu Gromu, ale dostrzegając ją z daleka zauważyła, że szylkretka nie wyglądała raczej na wrogo nastawioną. Podbiegła więc bliżej w radosnych podskokach i uśmiechnęła się szeroko, witając nieznajomą także lekkim skinięciem swego uroczego pyszczka. - Cześć! Jestem Skacząca Łapa albo Wiewiórka albo po prostu Wióra, a ty jak się nazywasz? – zagadnęła wesoło, przypatrując się terminatorce. Może nie było to najdojrzalsze podejście do obcego kota, ale Wióra czuła że raczej nie musi się jej obawiać.
Księżyce: 53 Mistrz: Najjaśniejsza z gwiazd (Nocny Szkwał) Płeć: Afab, płeć w płynie Matka: Śnieżny Płatek(npc) Ojciec: ? Partner: ? Trwałe urazy: mother and father issues
Drobna blizna z tyłu głowy
Księżyce: 53 Mistrz: Najjaśniejsza z gwiazd (Nocny Szkwał) Płeć: Afab, płeć w płynie Matka: Śnieżny Płatek(npc) Ojciec: ? Partner: ? Trwałe urazy: mother and father issues
Drobna blizna z tyłu głowy
Wysoka, długa, ciężka, kwadratowa budowa | Długowłosy, Niebieski srebrny cętkowany szylkret | Biel na palcach, brzuchu, kryzie, podbrudku i gwiazdce na czole |
Niebieskie oczy.
Bryza nie jest spokojna.
Choć jej imię wskazywałoby kota z gracją, opanowanego...
Bryzie naszej trafniejsze byłoby imię Sztorm - bo jak sztorm, trzyma w sobie emocje, uczucia, żale, by w drugiej sekundzie wybuchnąć i ryknąć. Wystarczy iskra.
Podczas pobytu w medycznej jamie, Bryza nauczyła się cierpliwości...Poniekąd. Bywa rozpieszczona, do umiarkowanego stopnia. Bywa głośna, jeśli chodzi o jej komfort.
Bryza nigdy nie odmawiała swej matce. Śnieżny Płatek nie była...Złym kotem. Wnerwiającym, tak, ale nie złym.
Nagabywała starsza Bryzę, by razem wyjść na patrol.
Może Bryza narzekała przez całą drogę, lecz napewno nie odmawiała, po dłuższym namyśle srebrna córa starszej kotki.
Śnieżny Płatek za to odmawiała - zostania starszym. To Bryzę przerażało w jej sercu. Oh, nic i nikt nie mógł jej wmówić, że to już ten moment, by odpocząć, wyprostować łapy i ...Oddać się przyjemnościom. Nikt, nawet jej własne dzieci.
Podczas spaceru matka ze swym dzieckiem rozdzieliły się, a Bryzowa Łapa poznała dzięki starszej kocicy nowe tereny, o których jak do tej pory tylko słyszała z historii - cztery dęby, a raczej złączony dąb, który się rozgałęzia.
Bryzowa Łapa oddaliła się za pozwoleniem matki dalej, biegnąc na pagórek. Niebieski wzrok zobaczył, że ten jest śliski, po czym Bryza jak kocię - ześlizgnęła się z górki na pazurki. Uhu! Byleby sobie pyszczka nie zbić!
Księżyce: 39 Płeć: kocur Matka: pfff na co to komu Ojciec: Bzycząca Polana i Żmijooki Trwałe urazy: głowa
Kocur z długim, burym futrem na którym zdobią tygrysie pręgi. Posiada białe znaczenia na pysku, szyi, karku, tułowiu, na wszystkich 4 łapach i tułowiu. Szczyci się kręconymi uszami i długim puszystym ogonem. Dodatkowo ma dwu kolorowy nos i na razie niebieskie oczy. Jest masywny i niższy od przeciętnego kota.
Energiczny, egoistyczny, pomysłowy, uparty, wścibski i buntowniczy [więcej w KP]
Przyszedł do czterech dębów. Potrzebował chwili spokoju i wyciszenia a to było jedno z miejsc, które to posiadały. Cóż, tak bynajmniej sadził bo gdy tylko się tam zjawił zobaczył jakiegoś smarka. Zturlał się po pagórku i cały oblepił się w śniegu. Skrzywił swój pysk i odwrócił się natychmiastowo, chcąc udać się z dala od rzeczniaczki. Miejmy nadzieję, że go nie zauważyła i będzie mógł w spokoju opuścić to miejsce. Nie miał ochoty na rozmowę z gówniakiem. Ogólnie nigdy nie lubił przebywać w obecności kociąt czy młodych terminatorów. Jak już jakiegoś spotykał to zazwyczaj tylko się rozczarowywał ich brakami.
Dlatego wolnym krokiem zaczął wracać w stronę Klanu Cienia.
Księżyce: 53 Mistrz: Najjaśniejsza z gwiazd (Nocny Szkwał) Płeć: Afab, płeć w płynie Matka: Śnieżny Płatek(npc) Ojciec: ? Partner: ? Trwałe urazy: mother and father issues
Drobna blizna z tyłu głowy
Księżyce: 53 Mistrz: Najjaśniejsza z gwiazd (Nocny Szkwał) Płeć: Afab, płeć w płynie Matka: Śnieżny Płatek(npc) Ojciec: ? Partner: ? Trwałe urazy: mother and father issues
Drobna blizna z tyłu głowy
Wysoka, długa, ciężka, kwadratowa budowa | Długowłosy, Niebieski srebrny cętkowany szylkret | Biel na palcach, brzuchu, kryzie, podbrudku i gwiazdce na czole |
Niebieskie oczy.
Bryza nie jest spokojna.
Choć jej imię wskazywałoby kota z gracją, opanowanego...
Bryzie naszej trafniejsze byłoby imię Sztorm - bo jak sztorm, trzyma w sobie emocje, uczucia, żale, by w drugiej sekundzie wybuchnąć i ryknąć. Wystarczy iskra.
Podczas pobytu w medycznej jamie, Bryza nauczyła się cierpliwości...Poniekąd. Bywa rozpieszczona, do umiarkowanego stopnia. Bywa głośna, jeśli chodzi o jej komfort.
Bryza zsunął się z gracją, z górki na pazurki. Chwilowy ześlizg poddany został ino testowi, bo uh oh.
Jak się hamuje?
Ciało Bryzy poleciało, a ten na cienkim lodzie pazurami przejechał po cienkiej tafli zmrożonej rosy.
Trawa, choć licha, odbiła się zgniłą zielenią na pyszczku srebrnego pręgusa.
Cętkowany wstał, wylizał się dokładnie - futro i nosek, dopiero po chwili uszy usłyszały czyjeś kroki.
Oczka zamrugały widząc inną sylwetkę.
Mniejszą, bardziej tęgą od Bryzy, lecz równie umięśnioną. Nie pachniał rzeką, to pewne. Pachniał...Bagnem.
Bryza przełknęła ślinę i uśmiechnęła się.
-Dzień dobr-!-
Nim słowa wyszły z Bryzy pyszczka, nieznajomy zniknął pomiędzy pagórkami, a Bryza opuściła swój uśmiech, mrucząc pod nosem.
-Hmpf. Chyba manier ich nie uczą w tych innych klanach. Gbur.- By nawet dzień dobry nie powiedzieć? Cóż, teraz Bryza wie, by unikać nieznajomych.
Pora zebrać ten nawilżony mech, po który przyszli.
Świetlik nic się nie zmieniła. Dalej jest drobnym kotem, mniejszym i niższym od normy. Dłuższe nogi i długi ogon są jej najbardziej charakterystyczną cechą wyglądu. Duże uszy na czubku okrągłej głowy oraz jasne, krótkie futerko. Jej futerko jest ciekawe, ponieważ całe jest pokryte w czarnych rozetach i pręgowaniem, które znajduje się na pyszczku, ogonie i tułowiu. Rozety są jaśniejsze w środku od obręczy. Na uszach, pyszczku, ogonie oraz na łapkach posiada ciemniejszą, czarną sierść. Na grzbiecie widoczny nalot. Nosek czarny, oczka jaskrawo niebieskie.
Dalej głupiutka, dalej wesolutka. Ciekawska, tym bardziej po spędzeniu całego swojego dotychczasowego życia w zamknięciu. Nie jest świadoma tego, że jej działania posiadają konsekwencje. Głośna, wszędzie jej pełno. Pragnąca całej uwagi, można by było powiedzieć, że to właśnie uwagą zwróconą w jej stronę się żywi - nie ważne czy tą dobrą czy złą. Nie jest złośliwa. Bije od niej entuzjazm oraz energia.
Terminatorka wytrenowana i mianowana, druga zaginęła, więc miała czas, aby sobie chodzić po terenach. Jej zapach był już prawie zjednoczony z Czterema Dębami. Często tutaj chodziła.
Zastanawiała się, jak jest w innych Klanach? Jakie są koty? Czy gdzieś się ukrywa w innym Klanie jej ojciec, czy w ogóle gdzieś przepadł jak kamień w wodę, tak samo jak jej matka? Gdzie była Sztorm, czy kiedyś wróci? Miała nadzieję. Przecież w Klanie Cienia było... dobrze. Oh, nie rozumiała dlaczego nagle tak przepadła. Czy to była jej wina? Pewnie jakaś część.
Słońce świeciło, nawet dzisiaj było ciepło. Zaczęły się pojawiać pierwsze przebiśniegi. Oh, jakie śliczne tutaj rosły.
Zasiadła niedaleko nich, aby podziwiać ich piękno.
Two birds on a wire
One says, "C'mon" and the other says, "I'm tired"
The sky is overcast and I'm sorry
One more or one less
Nobody's worried
Tymczasem Okoń też czasem kręcił się w okolicy Czterech Dębów. Z różnych powodów. Z jednego na pewno, bo miał nadzieję na to, że wpadnie znowu na Świetlikową Knieję z którą świetnie mu się rozmawiało, a z drugiego, bo może wpadnie na kogoś równie ciekawego z jakiegoś innego Klanu.
Natomiast na wypadek Kniei miał już przygotowaną pewną niespodziankę! I miał nadzieję, że jej się spodoba. Ukrył ją jakiś czas temu w krzewach obok Czterech Dębów, by była gotowa w dowolnym momencie gdy znowu spotka wojowniczkę Klanu Cienia i wypadło, jak widać, akurat na dzisiaj. xxx - Ach, Świetlikowa Kniejo! - miauknął z daleka, gdy ją zobaczył, po czym uniósł wyżej swój długi, puchaty ogon i zaczął truchtać w jej stronę z zadowoleniem na uśmiechniętym pyszczku - Jakże dobrze cię znowu widzieć! Mam dla ciebie niespodziankę, na pewno będziesz z niej rada. Podejdź proszę tutaj do mnie i zamknij na moment swe piękne oczy. I nie otwieraj dopóki nie powiem, że gotowe!
. . . . . . . .
'causeJesusheknowsmeandheknowsI'mright 「 ✦ I've been talking to Jesus all my life ✦ 」
. . . .→ oh yes [ he knows ] me and [ he knows ] I'm right←. . . . and. he's beentelling me -ˏˋ everything is alright ˊˎ-
- I believe in the family -
with [ my ever loving. wife ]beside me
but shedon't knowabout.[ my girlfriend ] or[ the man ] I met last night
Świetlik nic się nie zmieniła. Dalej jest drobnym kotem, mniejszym i niższym od normy. Dłuższe nogi i długi ogon są jej najbardziej charakterystyczną cechą wyglądu. Duże uszy na czubku okrągłej głowy oraz jasne, krótkie futerko. Jej futerko jest ciekawe, ponieważ całe jest pokryte w czarnych rozetach i pręgowaniem, które znajduje się na pyszczku, ogonie i tułowiu. Rozety są jaśniejsze w środku od obręczy. Na uszach, pyszczku, ogonie oraz na łapkach posiada ciemniejszą, czarną sierść. Na grzbiecie widoczny nalot. Nosek czarny, oczka jaskrawo niebieskie.
Dalej głupiutka, dalej wesolutka. Ciekawska, tym bardziej po spędzeniu całego swojego dotychczasowego życia w zamknięciu. Nie jest świadoma tego, że jej działania posiadają konsekwencje. Głośna, wszędzie jej pełno. Pragnąca całej uwagi, można by było powiedzieć, że to właśnie uwagą zwróconą w jej stronę się żywi - nie ważne czy tą dobrą czy złą. Nie jest złośliwa. Bije od niej entuzjazm oraz energia.
Drgnęła uszami wesoło na znany jej głos i odwróciła się prędko, aby zobaczyć... właśnie to, czego szukała!
- Okoniu! Rybko, jak miło cię widzieć - zamruczała, gdy tylko kocur się do niej zbliżył. Uśmiechnęła się ciepło, aczkolwiek na jego kolejne słowa otworzyła trochę szerzej niebieskie ślepia.
- Niespodziankę? Oh, a ja dla ciebie nic nie przygotowałam... - zaczęła smutno. Po chwili namysłu skinęła łbem, postanawiając sobie coś w głowie. - Następnym razem kiedy się spotkamy, przyniosę ci bukiet kwiatów z terenów Klanu Cienia. Będziesz miał przynajmniej pamiątkę. Jak zatęsknisz, to tylko się zaciągniesz ich pięknym zapachem i sobie o mnie przypomnisz. Oczy zamknięte, Okoniu. Mam nadzieję, że to nie jest podstęp, aby mnie ktoś zaatakował... - mówiła spokojnym, ale wesołym głosem i zamknęła oczy, tak, jak o to poprosił ją kocur. I siedziała, oczekując... tego, co wymyślił terminator Rzeki.
Two birds on a wire
One says, "C'mon" and the other says, "I'm tired"
The sky is overcast and I'm sorry
One more or one less
Nobody's worried
Wydał z siebie pomruk zadowolenia, gdy okazało się, że jego towarzyszka również jest rada z tego, że go widzi. Powitał ją lekkim dotknięciem nosem w bok głowy. Musiał przyznać, że po ich jednokrotnym spotkaniu Świetlikowa Knieja awansowała dosyć wysoko na liście jego ulubionych kotów. Doprawdy rozmawiało mu się z nią wybornie! xxx - Toż to przecież nie musisz i mi żadnego prezentu wynajdować, droga Kniejo! Ale jeśli uważasz, że jestem godzien takiego prezentu, to nie odmówię, piękne kwiaty idące w parze z twoim pięknem na pewno będą mi przyjemnie umilać czas i gdy tylko na nie spojrzę, to me myśli od razu pobiegną ku tobie! - odparł wesołym tonem, obserwując, czy aby na pewno zamknęła oczy. Nie chciał, by sobie niepotrzebnie zaspoilerowała, co się wydarzy. Następnie zaczął grzebać łapą w kępie krzewów i wojowniczka mogła usłyszeć ruch gałązek i liści. xxx - A skąd. Nawet gdyby taki był mój plan, to nikt w Klanie Rzeki nie zgodziłby się na atak samotnej kocicy. Łabędzia Gwiazda by nam wszystkim łby pourywał za takie niegodne klanowego kota zachowanie. Pamiętaj, żeby nie podglądać! - powiedział, po czym zamilkł, bo chyba wziął coś do pyska. Przez sekundę była cisza i nic się nie działo, by po chwili Świetlikowa Knieja poczuła delikatny nacisk nieco za swoim lewym uchem. Był lekko kłujący i jakby lepiący, ale nie ostry i na pewno coś jej przypominał i na pewno nie były to pazury. Następnie był jeszcze jeden nacisk i ruch i zapach Okonia, jakby nieco mocniej usadawiał to coś na jej futrze, po czym znowu bezruch i cisza. xxx - Dobrze, możesz już patrzeć! - odparł zadowolonym tonem.
Co sie okazało? Świetlikowa Knieja miała za uchem, w nieco dłuższe i bardziej puchate futro w tym miejscu, wpięty rzep, który szczelnie i trwale trzymał się jej sierści. I ten oto rzep mocował za jej uchem pióro. Było to pręgowane, kremowo-brązowe pióro pustułki, które ślicznie dyndało za jej głową. xxx - I jak? Myślę, że idealnie pasuje do twojego futra!
. . . . . . . .
'causeJesusheknowsmeandheknowsI'mright 「 ✦ I've been talking to Jesus all my life ✦ 」
. . . .→ oh yes [ he knows ] me and [ he knows ] I'm right←. . . . and. he's beentelling me -ˏˋ everything is alright ˊˎ-
- I believe in the family -
with [ my ever loving. wife ]beside me
but shedon't knowabout.[ my girlfriend ] or[ the man ] I met last night