Księżyce: 125 Mistrz: Księżycowe Jezioro (feat. Skrzące Słowo) Płeć: kocur Matka: Zachodzące Światło Ojciec: Kornikowy Konar
Wysoki, dobrze zbudowany orientalny kocur, którego pokrywa niczym niezmącona, liliowa sierść, zawsze dobrze i starannie ułożona. Trójkątna mordka zaakcentowana jest wysokimi, dużymi jak te nietoperza uszami, ma dobrze zarysowane policzki, przy których świecą oczy w kształcie migdału - o lśniącej, hipnotyzującej oliwkowej barwie. Pysk jego jest prawie zawsze przyozdobiony poważnym wyrazem, a uszy poruszają się na każdy dźwięk, uważne otoczeniu. Porusza się zgrabnie i z elegancją - długie łapy niosą go przez życie z dumą i pewnością siebie, którą emanuje cały kocur. Za nim ciągnie się długi, biczowaty ogon, jako pierwszy okazujący zazwyczaj irytację kocura. Powoli zaczynają wyrabiać się u niego widoczniejsze mięśnie, dzięki długim godzinom spacerów.
Wraz z wiekiem spoważniał i nabrał pewności siebie - tak jak już wcześniej nie obawiał się wyrażać swojego niezadowolenia, czy też opinii, teraz nie ma przed tym większych oporów. Jest szczery i trzyma się swoich ideałów, które sam sobie wyznacza. Stał się jednak mniej cierpliwy, przez co nerwowe wybuchy zdarzają mu się częściej, niż by chciał. Od kiedy rozpoczął trening stał się z lekka zadufany w sobie, jednakże nie jest to aż tak widoczne - sam nie znosi za bardzo przechwalających się kotów, przez co wyrobił sobie nawyk oceniania każdego napotkanego kota, czy to mentalnie, czy słownie. Dalej widzi piękno świata i potrafi je docenić, uważa, że natura nierzadko może być piękniejsza od niejednego kota, a ich stosunek do niej - według Krwawej Łapy - pokazuje, jaką osobą owy osobnik jest. W środku pozostał jednak wyrozumiały dla rodziny, martwi się o nich i stara się by byli zadowoleni, zaś do starszych (którzy według niego zasługują na szacunek!) odnosi się z respektem i uznaniem, chyba, że kot wykazał się niekompetencją.
Krwawa Łapa... wierzył w istnienie Gwiezdnych, jednocześnie nie zdawał sobie sprawy z istnienia tej... zgorszonej, przeklętej części zmarłych. Nigdy owego nie spotkał i może to i dobrze? Z pewnością skończyłby z przewrażliwieniem, tak samo jak teraz Sowia Łapa. A gdyby zdawał sobie z nich sprawę... też by nie chciał ich spotkać. Wystarczyło mu już cyrków na ziemi, by te z nieba też chciały się nim bawić.
- Mhm. - przytaknął, oddychając przez chwilę trochę głębiej, po czym odezwał się znowu. - Ale wtedy wyzdrowiał jego brat. I razem z nim ustaliliśmy, że poszukamy zaginionego i niedługo odprowadzimy go do domu. Więc myślę... że naprawdę nie ma rzeczy, z której nie byłoby wyjścia. Na wiele rzeczy można znaleźć rozwiązanie. - dodał łagodnie, widząc, jak bury kocur się zatrząsł. Może chociaż ten pozytywny akcent doda mu trochę... odwagi, choćby ciutkę.
Może i Krewka wierzył, że rozwiązanie znajdzie się na wszystko, jednak z kolei Sowa totalnie w to nie wierzył. Stracił w to wiarę już jakiś czas temu i jakoś nie potrafił jej odzyskać z tym co się teraz w jego życiu dzieje. Czasami się zastanawiał czy w ogóle kiedyś ją odzyska, czy będzie się może tak staczał cały czas w dół i w dół, i w dół. Wydawało mu się, że prawidłową odpowiedzią byłaby raczej ta druga opcja.
Spojrzał się na ziemię, śnieg i wystającą czasami trawę przed swoimi łapkami. Praktycznie wlepił w nią swój wzrok jakby pilnował, żeby nie uciekła. Żeby nic się nagle gwałtownie nie poruszyło tak jak to się zwykle działo przy nawiedzeniach Bezgwiezdnej.
-Naprawdę w to wierzysz? -zapytał pesymistycznie.
I amtherighteous hand of God AndI amthedevilthatyouforgot AndItold you one day you will see That Iʹllbe backIguarantee Andthathellʹs coming,hellʹs coming Hell,hellʹs coming with me
⊗⊗⊗
And it is well, with mysoul Youlineyourpockets full of moneythatyousteal from the poor And on your way down thehill,you hearmering thatbell AndI said, hellʹs coming with me(hellʹs coming with me)
Księżyce: 125 Mistrz: Księżycowe Jezioro (feat. Skrzące Słowo) Płeć: kocur Matka: Zachodzące Światło Ojciec: Kornikowy Konar
Wysoki, dobrze zbudowany orientalny kocur, którego pokrywa niczym niezmącona, liliowa sierść, zawsze dobrze i starannie ułożona. Trójkątna mordka zaakcentowana jest wysokimi, dużymi jak te nietoperza uszami, ma dobrze zarysowane policzki, przy których świecą oczy w kształcie migdału - o lśniącej, hipnotyzującej oliwkowej barwie. Pysk jego jest prawie zawsze przyozdobiony poważnym wyrazem, a uszy poruszają się na każdy dźwięk, uważne otoczeniu. Porusza się zgrabnie i z elegancją - długie łapy niosą go przez życie z dumą i pewnością siebie, którą emanuje cały kocur. Za nim ciągnie się długi, biczowaty ogon, jako pierwszy okazujący zazwyczaj irytację kocura. Powoli zaczynają wyrabiać się u niego widoczniejsze mięśnie, dzięki długim godzinom spacerów.
Wraz z wiekiem spoważniał i nabrał pewności siebie - tak jak już wcześniej nie obawiał się wyrażać swojego niezadowolenia, czy też opinii, teraz nie ma przed tym większych oporów. Jest szczery i trzyma się swoich ideałów, które sam sobie wyznacza. Stał się jednak mniej cierpliwy, przez co nerwowe wybuchy zdarzają mu się częściej, niż by chciał. Od kiedy rozpoczął trening stał się z lekka zadufany w sobie, jednakże nie jest to aż tak widoczne - sam nie znosi za bardzo przechwalających się kotów, przez co wyrobił sobie nawyk oceniania każdego napotkanego kota, czy to mentalnie, czy słownie. Dalej widzi piękno świata i potrafi je docenić, uważa, że natura nierzadko może być piękniejsza od niejednego kota, a ich stosunek do niej - według Krwawej Łapy - pokazuje, jaką osobą owy osobnik jest. W środku pozostał jednak wyrozumiały dla rodziny, martwi się o nich i stara się by byli zadowoleni, zaś do starszych (którzy według niego zasługują na szacunek!) odnosi się z respektem i uznaniem, chyba, że kot wykazał się niekompetencją.
Nie przyznałby się przed sobą samym, że czasami ową nadzieję tracił z łatwością, zwłaszcza wtedy, gdy w samotności kładł się w legowisku i nie potrafił zasnąć, z dręczącymi myślami krążącymi po jego głowie. Ale to mógł wiedzieć tylko on sam, nigdy nie powiedziałby Rannej Łapie, że z każdym dniem wątpi, iż Żuraw się odnajdzie. Nie było go już tyle księżycy... a mimo tego, co liliowy kocur chciał uważać - młodziutki syn Lśniącego Futerka nie był zbytnio przygotowany do życia.
Zwrócił wzrok na burego kocura, mogąc tylko westchnąć na jego słowa. Nie mógł się teraz wycofać z tego, co już wypaplał, a miał nadzieję, że może chociaż słowne, słodkie kłamstwo zdoła uspokoić znerwicowanego Sówkę. Tylko tyle mógł zrobić... może oszukiwanie nie było ideałem, do którego dążył Krwinka, lecz mogło złagodzić z lekka niektóre z cierpień.
- Tak, wierzę. Zawsze lepiej powtarzać sobie, że sytuacja się poprawi, aniżeli poddać się całkowicie. - powiedział miękko, przechylając lekko trójkątną głowę. Odetchnął głębiej, szukając słów, które mogłyby pociągnąć... pozytywniejszą rozmowę. - Jeśli jesteś terminatorem... musisz uczęszczać na treningi, nie? Jaki jest twój mistrz? Dobrze uczy? Nie musimy... zatrzymywać się na tamtym temacie. Chciałbym też porozmawiać z tobą, jak terminator z terminatorem, kiedy mam szansę. - dodał, próbując uśmiechnąć się pocieszająco.
Jeśli Krwawa Łapa myślał, że same słowa, i to jeszcze od nieznajomego, rzeczniaka zwłaszcza, zmienią coś w rozumowaniu Sowy to bardziej pomylić się nie mógł. Sowa już widział pewne rzeczy na własne oczy, więc jeśli nikt mu nie pokaże, że to może się zmienić to buras na pewno w to nie uwierzy. Nie było takiej opcji. Jednak odciągnięcie jego myśli od tematu znikania i wyparowań było dobrym ruchem. Na pewno lepszym niż drążenie tego tematu, żeby przekonać syna Jałowcowej Jagody, że coś potrafi się zmienić na lepsze.
-No niby dobrze... -odparł myślami wracając do swoich treningów z Wirującym Piórem. Szczerze powiedziawszy Sowia Łapa nie czuł się zbyt dobrze na tych treningach. Zwykle w ogóle nie chciał ich odbywać, jednak jeżeli by nie wyszedł z Podziemia Wirek pewnie sam by go wyniósł stamtąd za fraki. Nie ma opcji, żeby zignorowanie cienistego zastępcy nie przyniosło ze sobą żadnych konsekwencji- ale tylko uczy... wszystko inne ma gdzieś... chyba mnie nie lubi...
I amtherighteous hand of God AndI amthedevilthatyouforgot AndItold you one day you will see That Iʹllbe backIguarantee Andthathellʹs coming,hellʹs coming Hell,hellʹs coming with me
⊗⊗⊗
And it is well, with mysoul Youlineyourpockets full of moneythatyousteal from the poor And on your way down thehill,you hearmering thatbell AndI said, hellʹs coming with me(hellʹs coming with me)
Księżyce: 125 Mistrz: Księżycowe Jezioro (feat. Skrzące Słowo) Płeć: kocur Matka: Zachodzące Światło Ojciec: Kornikowy Konar
Wysoki, dobrze zbudowany orientalny kocur, którego pokrywa niczym niezmącona, liliowa sierść, zawsze dobrze i starannie ułożona. Trójkątna mordka zaakcentowana jest wysokimi, dużymi jak te nietoperza uszami, ma dobrze zarysowane policzki, przy których świecą oczy w kształcie migdału - o lśniącej, hipnotyzującej oliwkowej barwie. Pysk jego jest prawie zawsze przyozdobiony poważnym wyrazem, a uszy poruszają się na każdy dźwięk, uważne otoczeniu. Porusza się zgrabnie i z elegancją - długie łapy niosą go przez życie z dumą i pewnością siebie, którą emanuje cały kocur. Za nim ciągnie się długi, biczowaty ogon, jako pierwszy okazujący zazwyczaj irytację kocura. Powoli zaczynają wyrabiać się u niego widoczniejsze mięśnie, dzięki długim godzinom spacerów.
Wraz z wiekiem spoważniał i nabrał pewności siebie - tak jak już wcześniej nie obawiał się wyrażać swojego niezadowolenia, czy też opinii, teraz nie ma przed tym większych oporów. Jest szczery i trzyma się swoich ideałów, które sam sobie wyznacza. Stał się jednak mniej cierpliwy, przez co nerwowe wybuchy zdarzają mu się częściej, niż by chciał. Od kiedy rozpoczął trening stał się z lekka zadufany w sobie, jednakże nie jest to aż tak widoczne - sam nie znosi za bardzo przechwalających się kotów, przez co wyrobił sobie nawyk oceniania każdego napotkanego kota, czy to mentalnie, czy słownie. Dalej widzi piękno świata i potrafi je docenić, uważa, że natura nierzadko może być piękniejsza od niejednego kota, a ich stosunek do niej - według Krwawej Łapy - pokazuje, jaką osobą owy osobnik jest. W środku pozostał jednak wyrozumiały dla rodziny, martwi się o nich i stara się by byli zadowoleni, zaś do starszych (którzy według niego zasługują na szacunek!) odnosi się z respektem i uznaniem, chyba, że kot wykazał się niekompetencją.
Racja, każdy kot był inny - niektórych łatwo było przekonać samymi słowami, podbudować ich samopoczucia i wiarę, a u drugich... cóż, u drugich, takich, jak Sowia Łapa, liliowy oriental musiał postarać się bardziej. A i jemu samemu przydałaby się chwila odsapnięcia od ciężkich tematów. Może takie było najlepsze rozwiązanie?
- Nie lubi cię? Po czym to wnioskujesz? - zapytał zaskoczony. Raczej spotykał się z sytuacjami, gdzie oba koty dogadywały się dosyć w porządku... choć z drugiej strony mentor nie miał też obowiązku żywić sympatii do swojego ucznia, a tylko odpowiednio go wyszkolić.
Po czym to wnioskujesz Sowa powtórzył sobie to pytanie kilka razy w umyśle, żeby być pewnym, że każdy jej detal jakoś do niego dotarł. Oj on ma po czym wnioskować! I to bardzo ma! Sowia Łapa zjeżył się na samo wspomnienie jego treningów z Wirującym Piórem, tym razem jednak nie był przestraszony czy dobity, ale zirytowany. Jak widać oboje nie darzyli się zbyt wielką sympatią. Buras zerwał się na równe nogi- On mnie zaatakował! Z zaskoczenia! Najpierw rozmawialiśmy, a kiedy tylko straciłem na chwilę czujność to zaatakował mnie bez ostrzeżenia! -wybuchnął, a potem zaczął truchtać w kółko, żeby wyzwolić ten nagły przypływ energii.
I amtherighteous hand of God AndI amthedevilthatyouforgot AndItold you one day you will see That Iʹllbe backIguarantee Andthathellʹs coming,hellʹs coming Hell,hellʹs coming with me
⊗⊗⊗
And it is well, with mysoul Youlineyourpockets full of moneythatyousteal from the poor And on your way down thehill,you hearmering thatbell AndI said, hellʹs coming with me(hellʹs coming with me)
Księżyce: 125 Mistrz: Księżycowe Jezioro (feat. Skrzące Słowo) Płeć: kocur Matka: Zachodzące Światło Ojciec: Kornikowy Konar
Wysoki, dobrze zbudowany orientalny kocur, którego pokrywa niczym niezmącona, liliowa sierść, zawsze dobrze i starannie ułożona. Trójkątna mordka zaakcentowana jest wysokimi, dużymi jak te nietoperza uszami, ma dobrze zarysowane policzki, przy których świecą oczy w kształcie migdału - o lśniącej, hipnotyzującej oliwkowej barwie. Pysk jego jest prawie zawsze przyozdobiony poważnym wyrazem, a uszy poruszają się na każdy dźwięk, uważne otoczeniu. Porusza się zgrabnie i z elegancją - długie łapy niosą go przez życie z dumą i pewnością siebie, którą emanuje cały kocur. Za nim ciągnie się długi, biczowaty ogon, jako pierwszy okazujący zazwyczaj irytację kocura. Powoli zaczynają wyrabiać się u niego widoczniejsze mięśnie, dzięki długim godzinom spacerów.
Wraz z wiekiem spoważniał i nabrał pewności siebie - tak jak już wcześniej nie obawiał się wyrażać swojego niezadowolenia, czy też opinii, teraz nie ma przed tym większych oporów. Jest szczery i trzyma się swoich ideałów, które sam sobie wyznacza. Stał się jednak mniej cierpliwy, przez co nerwowe wybuchy zdarzają mu się częściej, niż by chciał. Od kiedy rozpoczął trening stał się z lekka zadufany w sobie, jednakże nie jest to aż tak widoczne - sam nie znosi za bardzo przechwalających się kotów, przez co wyrobił sobie nawyk oceniania każdego napotkanego kota, czy to mentalnie, czy słownie. Dalej widzi piękno świata i potrafi je docenić, uważa, że natura nierzadko może być piękniejsza od niejednego kota, a ich stosunek do niej - według Krwawej Łapy - pokazuje, jaką osobą owy osobnik jest. W środku pozostał jednak wyrozumiały dla rodziny, martwi się o nich i stara się by byli zadowoleni, zaś do starszych (którzy według niego zasługują na szacunek!) odnosi się z respektem i uznaniem, chyba, że kot wykazał się niekompetencją.
Podskoczył lekko, odsuwając się kawałek, gdy Sowia Łapa wybuchnął z nagłym przypływem energii. I to tej... bardziej negatywnej. Zmarszczył brwi, słuchając burego terminatora, jednocześnie wciąż będąc zaskoczonym, jak z cichego, niechętnego do rozmowy dziwaka stał się dziwakiem... zbulwersowanym. A tego się Krwinka nie spodziewał - wysłuchał go jednak, kiwając mu głową, nawet, jeśli jeszcze dobrze nie rozumiał.
- Zaatakował? Tak nagle? A wyjaśnił ci, dlaczego? - to było w ogóle normalne, by mistrz od tak rzucił się na swojego ucznia? W tym Cieniu to wszyscy byli wychowywani w takich spartańskich warunkach, czy jak?
-Niby miał być to trening, ale ja mu nie wierzę! -odparł dalej zły na swojego mistrza. Chyba po raz pierwszy mógł się komuś wygadać o tak błachej sprawie. W końcu nie powie nikomu w Cieniu, że zastępca chciał go -w jego mniemaniu- zabić, bo każdy powie, że jest kopnięty, a tego Krwawej Łapy przynajmniej może już nigdy nie spotka i jego użalanie się zniknie tak szybko jak się pojawiło, przepadnie jak kamień w wodę i nikt więcej tego nie usłyszy- Gdyby to był trening to by mnie nie zaszedł z zaskoczenia! -powiedział, stając w miejscu i wyciągając pazury, żeby podrapać nimi ziemię pod sobą przez chwilę, a następnie je schować. Po tych słowach jeszcze klapnął na tyłek i jedyne co dalej robił to machał ogonem z irytacją.
I amtherighteous hand of God AndI amthedevilthatyouforgot AndItold you one day you will see That Iʹllbe backIguarantee Andthathellʹs coming,hellʹs coming Hell,hellʹs coming with me
⊗⊗⊗
And it is well, with mysoul Youlineyourpockets full of moneythatyousteal from the poor And on your way down thehill,you hearmering thatbell AndI said, hellʹs coming with me(hellʹs coming with me)
Księżyce: 125 Mistrz: Księżycowe Jezioro (feat. Skrzące Słowo) Płeć: kocur Matka: Zachodzące Światło Ojciec: Kornikowy Konar
Wysoki, dobrze zbudowany orientalny kocur, którego pokrywa niczym niezmącona, liliowa sierść, zawsze dobrze i starannie ułożona. Trójkątna mordka zaakcentowana jest wysokimi, dużymi jak te nietoperza uszami, ma dobrze zarysowane policzki, przy których świecą oczy w kształcie migdału - o lśniącej, hipnotyzującej oliwkowej barwie. Pysk jego jest prawie zawsze przyozdobiony poważnym wyrazem, a uszy poruszają się na każdy dźwięk, uważne otoczeniu. Porusza się zgrabnie i z elegancją - długie łapy niosą go przez życie z dumą i pewnością siebie, którą emanuje cały kocur. Za nim ciągnie się długi, biczowaty ogon, jako pierwszy okazujący zazwyczaj irytację kocura. Powoli zaczynają wyrabiać się u niego widoczniejsze mięśnie, dzięki długim godzinom spacerów.
Wraz z wiekiem spoważniał i nabrał pewności siebie - tak jak już wcześniej nie obawiał się wyrażać swojego niezadowolenia, czy też opinii, teraz nie ma przed tym większych oporów. Jest szczery i trzyma się swoich ideałów, które sam sobie wyznacza. Stał się jednak mniej cierpliwy, przez co nerwowe wybuchy zdarzają mu się częściej, niż by chciał. Od kiedy rozpoczął trening stał się z lekka zadufany w sobie, jednakże nie jest to aż tak widoczne - sam nie znosi za bardzo przechwalających się kotów, przez co wyrobił sobie nawyk oceniania każdego napotkanego kota, czy to mentalnie, czy słownie. Dalej widzi piękno świata i potrafi je docenić, uważa, że natura nierzadko może być piękniejsza od niejednego kota, a ich stosunek do niej - według Krwawej Łapy - pokazuje, jaką osobą owy osobnik jest. W środku pozostał jednak wyrozumiały dla rodziny, martwi się o nich i stara się by byli zadowoleni, zaś do starszych (którzy według niego zasługują na szacunek!) odnosi się z respektem i uznaniem, chyba, że kot wykazał się niekompetencją.
Okej... może Sowia Łapa był jeszcze bardziej odklejony, niż Krwinka z początku sądził. Nie powiedział tego na głos oczywiście, pozostawiając to wyłącznie swoim myślom do rozstrzygnięcia, cały czas obserwując poczynania terminatora. To chodził w kółko, to po chwili zaczął pazurami drapać ziemię, przez co mimowolnie bury kocur zaczynał prezentować jeszcze więcej czerwonych flag. Cóż, czerwony to całkiem ładny kolor.
- Później prowadził... "trening" normalnie? Czy próbował zrobić tobie coś jeszcze? - no, trzeba było powiedzieć, że Wirujące Pióro wyglądał teraz nieźle w wyobraźni liliowego - jak wariat, który bije swoich uczniów. Choć Krewka trochę niedowierzał, chciał dowiedzieć się trochę więcej na temat tej sytuacji... bo co jeśli w Cieniu dzieje się jakaś patologia, na którą nikt nie reaguje?
No, jeśli chodzi o kolor czerwony to Sowia Łapa powiedziałby coś zdecydowanie odwrotnego niż to, że jest ładny. Raczej, że jest przerażający i nie kojarzy się za dobrze. W końcu czerwony to kolor krwi. Buremu terminatorowi ten kolor jeszcze nigdy nie ukazał się w pozytywnym świetle, zwłaszcza przez długi pobyt w lecznicy, a potem Porę Nagich Liści, która stłamsiła wszelkie życie.
-Po tej walce uciekłem -odparł niechętnie. Po swoim chwilowym wybuchu złości, który uwolnił nagromadzoną w nim energię znów uspokoił się i stał się markotny. Przybity i z beznadzieją w głosie. Nawet ogon przestał mu się ruszać z irytacją i teraz smętnie leżał w jednej pozycji- A teraz się pilnuję… bardziej -nie rozwinął bardziej swoich wyjaśnień. Po tych słowach zamilkł jakby ktoś pyszczek zamknął mu na kłódkę. Myślami także przepadł jak kamień w wodę gdyż powrócił do wspomnień ze swojego pierwszego treningu, który teraz w jego głowie był namalowany bardziej czarno niż w rzeczywistości był.
I amtherighteous hand of God AndI amthedevilthatyouforgot AndItold you one day you will see That Iʹllbe backIguarantee Andthathellʹs coming,hellʹs coming Hell,hellʹs coming with me
⊗⊗⊗
And it is well, with mysoul Youlineyourpockets full of moneythatyousteal from the poor And on your way down thehill,you hearmering thatbell AndI said, hellʹs coming with me(hellʹs coming with me)
Księżyce: 125 Mistrz: Księżycowe Jezioro (feat. Skrzące Słowo) Płeć: kocur Matka: Zachodzące Światło Ojciec: Kornikowy Konar
Wysoki, dobrze zbudowany orientalny kocur, którego pokrywa niczym niezmącona, liliowa sierść, zawsze dobrze i starannie ułożona. Trójkątna mordka zaakcentowana jest wysokimi, dużymi jak te nietoperza uszami, ma dobrze zarysowane policzki, przy których świecą oczy w kształcie migdału - o lśniącej, hipnotyzującej oliwkowej barwie. Pysk jego jest prawie zawsze przyozdobiony poważnym wyrazem, a uszy poruszają się na każdy dźwięk, uważne otoczeniu. Porusza się zgrabnie i z elegancją - długie łapy niosą go przez życie z dumą i pewnością siebie, którą emanuje cały kocur. Za nim ciągnie się długi, biczowaty ogon, jako pierwszy okazujący zazwyczaj irytację kocura. Powoli zaczynają wyrabiać się u niego widoczniejsze mięśnie, dzięki długim godzinom spacerów.
Wraz z wiekiem spoważniał i nabrał pewności siebie - tak jak już wcześniej nie obawiał się wyrażać swojego niezadowolenia, czy też opinii, teraz nie ma przed tym większych oporów. Jest szczery i trzyma się swoich ideałów, które sam sobie wyznacza. Stał się jednak mniej cierpliwy, przez co nerwowe wybuchy zdarzają mu się częściej, niż by chciał. Od kiedy rozpoczął trening stał się z lekka zadufany w sobie, jednakże nie jest to aż tak widoczne - sam nie znosi za bardzo przechwalających się kotów, przez co wyrobił sobie nawyk oceniania każdego napotkanego kota, czy to mentalnie, czy słownie. Dalej widzi piękno świata i potrafi je docenić, uważa, że natura nierzadko może być piękniejsza od niejednego kota, a ich stosunek do niej - według Krwawej Łapy - pokazuje, jaką osobą owy osobnik jest. W środku pozostał jednak wyrozumiały dla rodziny, martwi się o nich i stara się by byli zadowoleni, zaś do starszych (którzy według niego zasługują na szacunek!) odnosi się z respektem i uznaniem, chyba, że kot wykazał się niekompetencją.
Czerwień kojarzyła się liliowemu pozytywnie - czerwone były maki, od których pochodziło imię jego świętej pamięci babki, Czerwonej Gwiazdy, której, choć nie znał, niezmiernie szanował i respektował pamięć o niej. Ale... nie o tym teraz rozmowa.
Z jednej strony powoli zaczął rozumieć to, co działo się w głowie Sowiej Łapy, a z drugiej... wcale. Słowa burego terminatora nie łączyły się ze sobą w spójną całość, a oriental musiał nieźle wysilać swój umysł, by spróbować dotrzeć do głębi jego problemów.
- A...ha. - skinął głową, choć brwi wciąż były zmarszczone, a jego umysł działał na jak najszybszych obrotach, by spróbować pociągnąć rozmowę. Była to dziwna sprawa, która... zaczynała Krwinkę zdecydowanie przerastać, jak na fakt, że to był pierwszy spotkany kot spoza własnego klanu. - A twoje... rodzeństwo...? Jak ich treningi, też są tak traktowani? - najwyżej jak się okaże, że Sówka z nimi o tym nie rozmawiał, to liliowy zapadnie się pod ziemię z zażenowania przez swoje pytania.
Jeśli ktoś powiedziałby mu, że wypowiadane przez niego słowa nie kleją się Sowa prawdopodobnie przyznałby temu komuś rację, aczkolwiek raczej stwierdziłby, że go za bardzo poprawianie tego faktu nie interesuje. Ostatnio coraz mniej i mniej rzeczy go interesowało. Zwłaszcza na tyle, żeby cokolwiek robić w kierunku zmiany tych rzeczy. Tak więc Krwince prawdopodobnie przyznałby rację z dodatkiem słów typu “no i co z tego?” albo “życie i tak nie ma sensu” czy coś równie depresyjnego.
-Nie wiem, jakoś nie miałem okazji się zapytać -odparł burknięciem i odwrócił wzrok błyskawicznie w inną stronę. Ostatni raz z Omszałą Łapą gadał kiedy jeszcze miał nadzieję, że strach i ostrożność uchronią go przed kolejnymi koszmarnymi spotkaniami z kotami z piekła rodem… czyli dawno. Z Dziczą Łapą z kolei nigdy jeszcze nie zamienił nawet słowa, od jakiegoś czasu to go nawet w obozie nie widział, chociaż to może przez to że nie skupiał się za bardzo na innych kotach, kto wie? No na pewno nie Sowa, tego można być pewnym niczym tego, że woda jest mokra.
I amtherighteous hand of God AndI amthedevilthatyouforgot AndItold you one day you will see That Iʹllbe backIguarantee Andthathellʹs coming,hellʹs coming Hell,hellʹs coming with me
⊗⊗⊗
And it is well, with mysoul Youlineyourpockets full of moneythatyousteal from the poor And on your way down thehill,you hearmering thatbell AndI said, hellʹs coming with me(hellʹs coming with me)
Księżyce: 125 Mistrz: Księżycowe Jezioro (feat. Skrzące Słowo) Płeć: kocur Matka: Zachodzące Światło Ojciec: Kornikowy Konar
Wysoki, dobrze zbudowany orientalny kocur, którego pokrywa niczym niezmącona, liliowa sierść, zawsze dobrze i starannie ułożona. Trójkątna mordka zaakcentowana jest wysokimi, dużymi jak te nietoperza uszami, ma dobrze zarysowane policzki, przy których świecą oczy w kształcie migdału - o lśniącej, hipnotyzującej oliwkowej barwie. Pysk jego jest prawie zawsze przyozdobiony poważnym wyrazem, a uszy poruszają się na każdy dźwięk, uważne otoczeniu. Porusza się zgrabnie i z elegancją - długie łapy niosą go przez życie z dumą i pewnością siebie, którą emanuje cały kocur. Za nim ciągnie się długi, biczowaty ogon, jako pierwszy okazujący zazwyczaj irytację kocura. Powoli zaczynają wyrabiać się u niego widoczniejsze mięśnie, dzięki długim godzinom spacerów.
Wraz z wiekiem spoważniał i nabrał pewności siebie - tak jak już wcześniej nie obawiał się wyrażać swojego niezadowolenia, czy też opinii, teraz nie ma przed tym większych oporów. Jest szczery i trzyma się swoich ideałów, które sam sobie wyznacza. Stał się jednak mniej cierpliwy, przez co nerwowe wybuchy zdarzają mu się częściej, niż by chciał. Od kiedy rozpoczął trening stał się z lekka zadufany w sobie, jednakże nie jest to aż tak widoczne - sam nie znosi za bardzo przechwalających się kotów, przez co wyrobił sobie nawyk oceniania każdego napotkanego kota, czy to mentalnie, czy słownie. Dalej widzi piękno świata i potrafi je docenić, uważa, że natura nierzadko może być piękniejsza od niejednego kota, a ich stosunek do niej - według Krwawej Łapy - pokazuje, jaką osobą owy osobnik jest. W środku pozostał jednak wyrozumiały dla rodziny, martwi się o nich i stara się by byli zadowoleni, zaś do starszych (którzy według niego zasługują na szacunek!) odnosi się z respektem i uznaniem, chyba, że kot wykazał się niekompetencją.
Jeszcze nigdy nie spotkał kota... tak specyficznego. Niektórzy tak określiliby jego matkę, Zachód - ale z nią dało się jeszcze porozmawiać i ta rozmowa przyniosła by jakikolwiek pożytek. Nawet z Kwitnącą Łapą w Rzece dało się jakoś dogadać... za to ten tutaj był... dziwny, inny. Liliowy kocur oczywiście nie przyznawał tego na głos, ani teraz, ani nie zrobi tego później, jednak... kwestia zachowania burego terminatora ciut go martwiła.
- ...Ah. - odparł krótko, nie chcąc ciągnąć tematu rodzeństwa. Może zaginęło... tak jak od paru księżycy Krwinka nie widział ani Śliwki, ani Mrozika... a Kurzyk chorował, przez co zmartwieniom orientala nie było końca. Na szczęście miał jeszcze dwójkę bardzo... pozytywnych kotów obok siebie, siostrzyczkę Piórko i braciszka (przyszłego medyka!) Cisa, którzy zawsze potrafili poprawić mu humor. - Pewnie to już wiesz... ale jeśli to się powtórzy, jeśli będzie ci czymś... groził, to powiedz o tym komuś. Cierpienie w ciszy tylko dlatego, że kot starszy i bardziej doświadczony ci dokucza... do niczego nie doprowadzi. A może ktoś jeszcze jest tak traktowany, i dzięki tobie odważy się o tym powiedzieć na głos? - powiedział spokojnie, choć nie spodziewał się bardziej rozwiniętej odpowiedzi na swoje słowa ze strony Sowiej Łapy. Albo odpowie jednym zdaniem, albo... znowu wpadnie w stan oburzenia.
Zacisnął zęby kiedy usłyszał słowa liliowego kocura. Powiedzieć komuś? Niby komu? Sowia Łapa po spotkaniach z Bezgwiezdną przestawał patrzeć ufnie w stronę innych kotów... zwłaszcza tych u władzy. Oni nie rozwiązują problemów... oni je tworzą. Potrząsnął głową, odganiając od siebie chmurę czarnych myśli o klanowej władzy, która zaczęła powoli płynąć w jego stronę i pochłaniać go kawałek po kawałeczku. Nie mógł się dać znowu ponieść... dać złapać na haczyk jakiejś kocicy zza grobu, która planowała zemstę na wszystkim co żyje.
-A jaki to ma w ogóle sens? -odparł z beznadzieją w głosie, dalej patrząc w kompletnie inną stronę niż rzeczny terminator się znajdował i chyba nie zamierzał jak na razie uraczyć Krwinki wzrokiem jego zielonych oczu, ale może to chyba lepiej, bo inaczej Krwawa Łapa byłby narażony na skuteczniejsze rozniesienie dołka burego terminatora- Nic to nie da... nic nigdy nie działa -rzucił kontynuację bez większych wyjaśnień jakby myślał, że Krwawa Łapa jest w stanie czytać mu w myślach.
I amtherighteous hand of God AndI amthedevilthatyouforgot AndItold you one day you will see That Iʹllbe backIguarantee Andthathellʹs coming,hellʹs coming Hell,hellʹs coming with me
⊗⊗⊗
And it is well, with mysoul Youlineyourpockets full of moneythatyousteal from the poor And on your way down thehill,you hearmering thatbell AndI said, hellʹs coming with me(hellʹs coming with me)
Księżyce: 125 Mistrz: Księżycowe Jezioro (feat. Skrzące Słowo) Płeć: kocur Matka: Zachodzące Światło Ojciec: Kornikowy Konar
Wysoki, dobrze zbudowany orientalny kocur, którego pokrywa niczym niezmącona, liliowa sierść, zawsze dobrze i starannie ułożona. Trójkątna mordka zaakcentowana jest wysokimi, dużymi jak te nietoperza uszami, ma dobrze zarysowane policzki, przy których świecą oczy w kształcie migdału - o lśniącej, hipnotyzującej oliwkowej barwie. Pysk jego jest prawie zawsze przyozdobiony poważnym wyrazem, a uszy poruszają się na każdy dźwięk, uważne otoczeniu. Porusza się zgrabnie i z elegancją - długie łapy niosą go przez życie z dumą i pewnością siebie, którą emanuje cały kocur. Za nim ciągnie się długi, biczowaty ogon, jako pierwszy okazujący zazwyczaj irytację kocura. Powoli zaczynają wyrabiać się u niego widoczniejsze mięśnie, dzięki długim godzinom spacerów.
Wraz z wiekiem spoważniał i nabrał pewności siebie - tak jak już wcześniej nie obawiał się wyrażać swojego niezadowolenia, czy też opinii, teraz nie ma przed tym większych oporów. Jest szczery i trzyma się swoich ideałów, które sam sobie wyznacza. Stał się jednak mniej cierpliwy, przez co nerwowe wybuchy zdarzają mu się częściej, niż by chciał. Od kiedy rozpoczął trening stał się z lekka zadufany w sobie, jednakże nie jest to aż tak widoczne - sam nie znosi za bardzo przechwalających się kotów, przez co wyrobił sobie nawyk oceniania każdego napotkanego kota, czy to mentalnie, czy słownie. Dalej widzi piękno świata i potrafi je docenić, uważa, że natura nierzadko może być piękniejsza od niejednego kota, a ich stosunek do niej - według Krwawej Łapy - pokazuje, jaką osobą owy osobnik jest. W środku pozostał jednak wyrozumiały dla rodziny, martwi się o nich i stara się by byli zadowoleni, zaś do starszych (którzy według niego zasługują na szacunek!) odnosi się z respektem i uznaniem, chyba, że kot wykazał się niekompetencją.
Bury terminator odpowiedział w taki sam sposób, w jaki Krwawa Łapa się spodziewał usłyszeć. Nie skomentował tego i wyłącznie skinął mu głową, pozwalając mu wypowiedzieć się do końca. Przypominało mu to coś... przypominało mu się skrzywdzenie jego przyjaciela przez jego własnego kuzyna, który miał nadzieję, że jego sekret się nie wyda. A jednak... Barwna Woda odkrył to i powiedział na głos, a koniec końców czarny kocur poniósł jakieś konsekwencje... i nie skrzywdził rzecznego kota więcej. Powiedziano to na głos i znaleziono rozwiązanie, więc dlaczego Sowia Łapa nie ufał tej metodzie?
- To musi być ciężkie... ale pomyśl o tym, że nie musi być tak zawsze, jeśli zrobisz ten jeden krok. - spróbował go przekonać, choć wiedział, jaka może być jego natychmiastowa reakcja. Mógł jednak próbować, prawda? Nic w tym złego. - Albo mógłbyś... poprosić kogoś, by obserwował twój trening i gdyby twój mistrz znowu się do tego posunął, miałbyś na to dowód. - wątpił, że terminator zagadałby do kogoś na ten temat ze swoim obecnym podejściem, jednakże... może zapamięta te rady na przyszłość.