Księżyce: 146 Mistrz: Dymiący Staw Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: oby nie
Wysoki, delikatnie umięśniony, niebiesko-biały oriental o pręgowaniu tygrysim. Zielone oczy, nieco dłuższe niż naturalnie kły. Ma wyjątkowo długie łapy.
smutna klucha, cichy i niepewny
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Orla Łapa [KW]
Skinął głową. Jeśli problemem to nie będzie na sto procent - nie miał prawa mu odmawiać. Z jednej strony to może lepiej...? Może faktycznie dobrym będzie, jeśli będzie miał towarzystwo? Bo w końcu - co jeśli dziś w ogóle nie trafi na Gromowy patrol? Wtedy nie będzie przynajmniej sterczał na granicy zupełnie sam, a będzie mógł chociaż do kogoś otworzyć pysk... tak, zdecydowanie, dokładnie. - Nigdy w życiu nie łowiłem. Miałem już kontakt z wodą w każdym razie... choć pływać też nie umiem najlepiej - ale umiał jakkolwiek, a to już się liczy! Co nie? Prawda? - Granic, rang ani Kodeksu nie znam. To jest... Kojarzę, że są Wojownicy, Kociaki i Matki... I Przywódca, Zastępca. Na tym się kończy moja wiedza.
Przyznał zgodnie z prawdą, delikatnie poruszając barkami. Dlań nie było to wielce krzywdą; akurat to, choć dobrym byłoby nadrobić czym prędzej, nie powinno zaważyć nad niczym w czasie przyjmowania do Klanu. Zniknął w wieku tak młodym, że jego brak wiedzy nie mógł być odbierany jako coś iście złego. - Miałem znajomego, Kruka. Nie był nigdy w żadnym Klanie, ale znał się na medycynie. Był stary jak świat i wciąż twierdził, że nie umie jeszcze wszystkiego, aby móc się nazywać zaufanym Medykiem - wspomniał zaraz, posyłając Węgorzowi drobny uśmiech. Otwarcie się na wspominki było, zdecydowanie, dobrym krokiem w rozwinięcie ich rozmowy... prawda? Dla Dettlaffa jak najbardziej; o Kruku do tej pory wiedziały może dwa koty i to tyle. Teraz Węgorz był trzecim!
Szczur nigdy nie łowił ryb... Nic dziwnego. To jest raczej specjalizacja Klanu Rzeki. Ale to nie znaczy, że inne koty mają surowy zakaz na polowanie na ryby. Każdy łapie to, co znajdzie na swoim terytorium. — Jeśli chcesz, mogę ci trochę opowiedzieć o rangach i kodeksie. Nawet o polowaniu! Wiesz, nie pójdziesz do Gromu wtedy z niczym, a szkolenie ci szybciej minie - zaproponował. Odczuwał lekki brak w nauczaniu innych kotów. Może i szkoli teraz Liliową Łapę, ale kocur coś znikomo pojawił się na treningu. Podzieli los Koperkowej i Muszelkowej Łapy? Miał nadzieję, że nie. Ale jak może nauczyć czegoś Dettlaffa, to nie zmarnuje takiej możliwości. — Rangi dobrze wymieniłeś, ale to nie wszystkie. Są jeszcze terminatorzy. Szkolą się albo na wojownika albo medyka. Ich imiona mają człon "Łapa". Jak wrócisz do Gromu, pewniej będziesz się nazywać Szczurza Łapa, ale to decyzja przywódcy. Jest jeszcze medyk, terminator medyka, pomocnik medyka i starszyzna - wyjaśnił czując wewnętrzną dumę. Kiedy wspomniał o niejakim Kruku, zastrzygł uszami z zaciekawieniem. — Może będziesz się szkolił na medyka. Interesują cię te zioła?
Księżyce: 146 Mistrz: Dymiący Staw Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: oby nie
Wysoki, delikatnie umięśniony, niebiesko-biały oriental o pręgowaniu tygrysim. Zielone oczy, nieco dłuższe niż naturalnie kły. Ma wyjątkowo długie łapy.
smutna klucha, cichy i niepewny
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Orla Łapa [KW]
Wpierw wstrzymał się od jednoznacznej odpowiedzi. Czy wszystkie Klany mają te same rangi i Kodeks? No... raczej tak. Raczej na pewno. A jeśli nie, to przynajmniej powie przyszłemu mistrzowi, że starał się nie próżnować i wiedzy szukał gdzie się da. Wziął więc w końcu krótki oddech, skinął głową. - Drobne wprowadzenie nikomu nie zaszkodzi - wymruczał wreszcie, co miało znaczyć "tak". Polowanie było najmniejszym problemem - w tej kwestii był siebie pewny. Zaś wszystko inne było... no!
Węgorz do nauki przeszedł sprawnie. Od razu przeszedł do uzupełniania braków w jego wypowiedzi, na co w zdziwieniu wpierw otworzył mordę, później szybko ją zamknął, gdy doszło do niego, co się dzieje. Zaraz machnął łbem. Dużo... stanowisk medycznych. Oczywiście, nie przeszkadzało mu to - pomoc zawsze jest potrzebna! Niemniej, czysto teoretycznie - wiele do zapamiętania miał. - Wątpię, abym się kiedykolwiek ich wszystkich nauczył, bo... no, spójrz, ile ich jest! Zresztą, jestem zbyt... nie do tego, że tak powiem - uszy do tyłu, niekomfortowy uśmiech wkradł się na mordę. Był bardzo... no, niecierpliwy, zbyt impulsywny, zbyt szybko reagował kiedy coś za długo mu nie szło. I choć teraz był spokój - pal licho przypadkiem nie umiałby kogoś uratować i ze stresu i żalu by zrobił komuś większą krzywdę? - Mógłbym próbować, ale... ja bym najchętniej został Wojownikiem. Zwykłym, szarym, stojącym w szeregu, nic wielkiego ani specjalnego. Po co mi więcej?... Bylebym miał własny kąt, kota do którego mogę otworzyć psyk, odrobinę spokoju i jedzenie. I będę najszczęśliwszy na świecie.
Prawda, nie łgał. Chciał spokój, chciał móc żyć i dać żyć innym. Tyle.
Podzielał zdanie Dettlaffa. Sam nigdy nie widział się w roli medyka. Dla niego byłby to zbyt duży stres być w pełni świadomym tego, że to na jego barkach spoczywa życie tak wielu kotów, w tym bliskich mu kotów. Oraz te wszystkie zioła, nauczyć się ich zastosowań. To zdecydowanie za dużo. Posada wojownika była zdecydowanie lepsza. — W sumie masz rację. Tych ziół jest naprawdę dużo, a jeszcze musisz rozpoznawać choroby, jak je leczyć. Za duży stres jak na moje - przyznał przykrywając czarne łapki puchatym ogonem. — Dobra, ale wracając. Podczas treningu pewnie mistrz będzie ci pokazywał różne sposoby skradania się do zwierzyny. Przede wszystkim skradając się musisz być w niskiej pozycji, mieć głowę i ogon zrównaną z linią grzbietu, aby szuraniem ogona nie zdradzić pozycji. Musisz iść pod wiatr, aby wiatr nie zaniósł twojego zapachu zwierzynie by ci nie uciekła. Idąc musisz uważać by nie nadepnąć na coś hałaśliwego na ziemi. A! I musisz mieć ugięte łapy, aby brzuch mieć nisko ziemi. Spróbujesz teraz przyjąć taką pozycję?
Księżyce: 146 Mistrz: Dymiący Staw Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: oby nie
Wysoki, delikatnie umięśniony, niebiesko-biały oriental o pręgowaniu tygrysim. Zielone oczy, nieco dłuższe niż naturalnie kły. Ma wyjątkowo długie łapy.
smutna klucha, cichy i niepewny
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Orla Łapa [KW]
- Dla mnie... Ja nie mam łap do takich rzeczy - mruknął cicho, wzruszył barkami. To było zwykłe, logiczne i nader proste - nie musiał szukać żadnych lepszych słów, które by to określiły, ani wyjaśniać tego jakoś bardziej. Nie miał cierpliwości, nie umiałby podejść do chorych zbyt delikatnie, a gdyby coś było nie tak - frustrowałby się aż zbyt bardzo. Totalnie bez sensu byłoby być medykiem.
Gdy ten rozpoczął tłumaczenie rzeczy, które miały odpowiadać naukom, Dettlaff podniósł szybko uszy do góry, później je opuścił - ostatecznie machnął łbem. To wiedział jak robić, to nie było nic trudnego. Niemniej, dobrym było przysłuchać się jak ewentualnie zgrabnie powiedzieć przyszłemu Mistrzowi jak przejść do odpowiedniej pozycji. Zaraz na jego prośbę ugiął łapy, grzbiet, łeb i ogon dał w linii prostej, a brzuch trzymał jak najdalej od ziemi. - Ukręcać kiedy się coś złapie, nie wahać się, aby się nie wyrwało - mruknął cicho, rzucając mu krótkie spojrzenie.
Z zadowoleniem obserwował jak kocur podąża za jego wskazówkami i przechodzi do pozycji łowieckiej. Bardzo dobrze mu to szło, widać że słuchał ciemnego wojownika! Węgorz skinieniem głowy dał mu znać, że może normalnie usiąść. — Musisz wiedzieć, że każdą zwierzynę różnie się podchodzi. Zwierzyna taka jak mysz może cię wyczuć. Dlatego musisz przenieść ciężar ciała na tylne łapy. Przy takich jak królik najlepiej wyciszyć oddech. Mają bardzo wyczulony słuch. Przy ptakach najlepiej co jakiś czas przystawać w miejscu, kiedy się do nich zakradasz. A jak masz jakieś krzewy albo drzewa, to najlepiej chować się za nimi podczas skradania - wyjaśnił Dettlaffowi takie podstawy, które mu pomogą. — A jak by ci kiedyś przyszło łowić ryby, pamiętaj, aby stać tak, by nie rzucać cienia na wodę. Jest to również polowanie, które wymaga cierpliwości.
Księżyce: 146 Mistrz: Dymiący Staw Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: oby nie
Wysoki, delikatnie umięśniony, niebiesko-biały oriental o pręgowaniu tygrysim. Zielone oczy, nieco dłuższe niż naturalnie kły. Ma wyjątkowo długie łapy.
smutna klucha, cichy i niepewny
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Orla Łapa [KW]
Część pierwsza była jak najbardziej zrozumiała i przećwiczona. Problemem były ryby, o których Węgorz wspomniał na sam koniec. Gdy tylko Dettlaff wrócił do neutralnej pozycji i usiadł, na tym zagadnieniu się skupił. Choć już sam fakt, że trzeba do tego maksimum cierpliwości go przerażał, warto było dopytać o rzeczy, o których nie wiedział, niż rozmawiać o tym, co rozumiał doskonale. - Jesteś w stanie mi pokazać jak to się robi? Ryby, to jest, o ryby mi chodzi. W życiu żadnej nie miałem szans zgarnąć i... rozumiesz - wzruszył delikatnie barkami. Jeśli by odmówił, problemu by oczywiście nie było.
Spodziewał się, że której części treningu kocur mógłby nie zrozumieć. Dobrze, że nie boi się pytać. — Jasne - skinął głową i rozejrzał się dookoła. W pobliżu nie było żadnego strumyka, by łatwiej to zademonstrować. A da i radę bez tego! Łapą zrobił w śniegu wgłębienie, które miało imitować rzekę. — Powiedzmy, że to jest nasza rzeka - otrzepał łapę i usiadł po jednej stronie kreski tak, że jego cień padał na kreskę. — To jest niewłaściwa pozycja. Twój cień nie może padać na wodę - wyjaśnił i usiadł po drugiej stronie. Cień znajdował się za kocurem. — Dlatego musisz siedzieć tak, aby cień nie padał na wodę. I kiedy zobaczysz, że jakaś nadpływa, musisz zrobić tak - podczas mówienia uniósł jedną z łap i szybkim ruchem wybił grudkę śniegu w górę. — Rozumiesz teraz?
Księżyce: 146 Mistrz: Dymiący Staw Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: oby nie
Wysoki, delikatnie umięśniony, niebiesko-biały oriental o pręgowaniu tygrysim. Zielone oczy, nieco dłuższe niż naturalnie kły. Ma wyjątkowo długie łapy.
smutna klucha, cichy i niepewny
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Orla Łapa [KW]
Tak - było zrozumiałe. Jak wszystkie lądowe zwierzęta reagują na kierunek wiatru, tak ryby na ułożenie słońca. Co jednak z nocą? Wtedy też tak by to działało? Czy ryby w ogóle śpią? Chowają się gdzieś i są niedostępne? W każdym źródle wody się znajdują? Przekrzywił głowę na bok, spojrzał na kocura. - Czy słyszą jak się mówi? Należy być przy nich cicho, mieć odpowiednią pozycję, poza tym z cieniem? - kontynuował, łapą wodząc po obecnie rozbitej kresce śniegu. Jeśliby miał powtórzyć, potrzebował by rzeka nadal była przy nich w całości, nie taka jakby meteoryt ją rozbił! - I... co jeśli to uderzenie nie zadziała? Powinienem rzucić się w pogoń za rybą?
— Raczej słyszą, najlepiej oczekiwać ryby w ciszy. Nic nie mówić, nie wiercić się, inaczej ryba dostrzeże ruch i ucieknie, nie potrzeba specjalnej pozycji - powiedział. Nic dziwnego, że Dettlaff tak ciężko rozumie idee łowienia ryb. Lepiej to idzie Klanowi Rzeki, ale nie wie czy inne klany też się tego uczą. Dodatkowa wiedza nie zaszkodzi. — Lepiej nie rzucać się za rybą. Jak nie uda ci się wybić ryby łapą i ucieknie, lepiej już ją puścić i poczekać na kolejną. Jak się za nią rzucisz możesz narobić sporo hałasu i spłoszyć inne ryby. Wtedy będziesz na kolejną czekał jeszcze dłużej.
Księżyce: 146 Mistrz: Dymiący Staw Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: oby nie
Wysoki, delikatnie umięśniony, niebiesko-biały oriental o pręgowaniu tygrysim. Zielone oczy, nieco dłuższe niż naturalnie kły. Ma wyjątkowo długie łapy.
smutna klucha, cichy i niepewny
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Orla Łapa [KW]
Nie biec za nią, zrozumiałe. To jest, nie do końca - wszak za każdym zwierzem łownym rzucało się w pogoń, aby to móc go złapać ale ryby... no, rządzą się własnymi prawami najwidoczniej. Oblizał pysk, spojrzał na narysowaną na śniegu kreskę. Wiele się nie zmieniło, cień był w tym miejscu co wcześniej, więc nie musiał zmieniać pozycji. Cisza, jego oddech nawet na sekundę się nie zgłośnił. W bezruchu siedział być może parę uderzeń serca, aby to wreszcie cisnąć łapą o śnieg, aby to "wyrzucić rybę na brzeg". - W ten sposób? - trzepnął delikatnie uchem, posłał uśmiech Węgorzowi. - Rozumiem... że ryb teraz nie ma i nie możemy praktycznie się uczyć?
Kocurowi poszło sprawnie z próbnym wybijaniem "rybek" z wody. Może i by dobrze mu poszło przy prawdziwych rybkach? Kto wie. Skinął głową Dettlaffowi na pytanie kierując na niego mordkę z uśmiechem. — Wiesz co, na to nie wiem jak do końca odpowiedzieć. Niedawno polowałem, ale nie zabierałem się za łowienie. Wodę pokrywa warstwa lodu, ale nie wiem jak gruba ona jest. A wolałem nie sprawdzać, polowałem sam. Jeszcze bym popływał z rybkami aż do stopnienia śniegu.
Księżyce: 146 Mistrz: Dymiący Staw Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: oby nie
Wysoki, delikatnie umięśniony, niebiesko-biały oriental o pręgowaniu tygrysim. Zielone oczy, nieco dłuższe niż naturalnie kły. Ma wyjątkowo długie łapy.
smutna klucha, cichy i niepewny
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Orla Łapa [KW]
Ach... tak. Dobrze, że nie próbował. To jest, Dettlaff na dobrą sprawę nie wiedział jak to jest z lodem, co jak się wpadnie do wody kiedy ten się załamie ni nic z tych rzeczy - nie znał się na tym. Wpadł jednak do klasycznej wody, kiedy było ciepło, to mu wystarczy by wiedzieć, że nagłe znajdowanie się w niej nie jest niczym przyjemnym. - Jeśli w moim Klanie nie będę mieć możliwości się tego nauczyć... Zechciałbyś się w cieplejszą porę spotkać i spróbować razem zapolować na ryby? - luźna propozycja; ewentualna odmowa nie byłaby krzywdząca. - Jeśli jest jeszcze coś, co chciałbyś mi przekazać - zamieniam się w słuch.
Dodał. Nauk chyba nie koniec, prawda?
Ta, wspólne łowienie ryb. Brzmi naprawdę kusząco i ciekawie, ale Węgorz ukończył trening i dobrze wie, że mogą i polować, ale jeśli chcą stracić uszy. Trochę krzywo się uśmiechnął na to. — Jasne, ale prędzej jak rzeka będzie na ziemiach niczyich - i tutaj miał fajne wprowadzenie do kodeksu wojownika. Dettlaff powinien się go nauczyć. Może jego mistrz przywiązuje do tego ogromną wagę. — Jest jeszcze kodeks wojownika i walka, ale może wpierw to pierwsze. Nie możemy polować i wstępować na teren innego klanu. Starszyzna i kocięta muszą zjeść przed terminatorami i wojownikami. Terminator nie może zjeść bez pozwolenia, dopóki nie zapoluje, aby nakarmić starszyznę - pamiętał doskonale, że Bratkowa Łąka mówiła mu to właśnie w tej sposób. Pamiętał to doskonale. Trening to coś, co zostaje w łebku na zawsze. Jest to... Ważne przeżycie. — Zwierzyna jest zabijana po to, by się nią pożywić. Podziękuj Gwiezdnemu Klanowi za jej życie, chociaż ta zasada jest dla mnie... Co najmniej dziwna - od terminatora nie zmienił zdania na ten temat, ciągle to uważa za absurd. — Kolejne. Kocię musi mieć przynajmniej sześć księżyców, by zostać terminatorem oraz wojownik nie może pozostawić kociaka w bólu czy niebezpieczeństwie, nawet jeśli pochodzi z innego klanu. Jest też, że nowo mianowany wojownik musi odbyć milczące czuwanie przez całą noc. Są też reguły dotyczące przywódców i zastępców. Kot nie może być pasowany zastępcą, dopóki nie uczył choć jednego terminatora, zastępca zostaje przywódcą, kiedy poprzedni przywódca umiera, a o śmierci lub odejściu zastępcy, nowy zastępca musi zostać wyznaczony nim księżyc dojdzie do szczytu nieba. I ostatnie, słowo przywódcy jest prawem. Sporo tego, nie? - spytał rozbawiony. Wydukał cały kodeks, z małymi przerwami próbując przywołać do pamięci te momenty, które mówiła mu Bratka.
Księżyce: 146 Mistrz: Dymiący Staw Płeć: kocur Matka: Cichy Strumyk [NPC] [*] Ojciec: Wężowy Język [NPC] [*] Partner: oby nie
Wysoki, delikatnie umięśniony, niebiesko-biały oriental o pręgowaniu tygrysim. Zielone oczy, nieco dłuższe niż naturalnie kły. Ma wyjątkowo długie łapy.
smutna klucha, cichy i niepewny
Kamień, Wężowy Błysk [KG], Orla Łapa [KW]
- Przy... moim starym legowisku było źródło wody. Nie wiem, czy tam są ryby, ani czy polowanie tam byłoby bezpieczne, ale zdecydowanie - teren nie należał tam do nikogo poza mną - i Voodoo, ale ona niewiele ma do gadania w sprawie w chwili, kiedy jej nie ma. A gdyby była, najpewniej dałaby mu polować z nowym znajomym. Przecież to nic takiego!
Węgorz w kolejności przeszedł do omawiania Kodeksu, który słusznie zwieńczył tym, że jest tego "sporo". Sporo, to zbyt delikatne słowo. Ogrom zasad będzie prześladował Dettlaffa od momentu dołączenia do Klanu, aż po koniec jego treningu. Skinął głową, na znak że rozumie (choć zdecydowanie, nie pamięta). - Czemu uważasz, że to dziwne? - zagadał, brew unosząc do góry. To było najbardziej interesujące ze wszystkiego - bo nie było suchym faktem, którego w istocie, chciał się nauczyć - ale jego własnym odczuciem i przemyśleniem. Naturalnie, do tego szybciej i mocniej przywiązał uwagę.