czarny lynx point pręgowany klasycznie z białymi znaczeniami na pysku, piersi, brzuchu i łapach / Będąc córką przeciętnego wzrostu rodziców, nie wyróżnia się z tłumu swoimi gabarytami - jest nieduża i delikatnej budowy. Gładkie, krótkie futerko ciemnieje z każdym księżycem, przybierając coraz wyraźniejsze barwy szarości i beżu. Proces ten najmocniej widać na ogonie, już od jego nasady, uszach oraz mordce wkoło oczu, gdzie wyraźnie rysują się grafitowe, klasyczne pręgi. Nietykalna pozostaje natomiast biel na znaczeniach, które zabierają sporo przestrzeni na ciele Ziółka - biały jest jej pyszczek, wraz z szeroką strzałką między oczami, szyja, pierś oraz brzuch, a także wszystkie cztery łapki, przy czym lewa przednia skarpetka jest podciągnięta prawie po sam łokieć. Na tle jasnej mordki wyróżnia się czarny nosek, z ciemnoróżową plamką pośrodku, a podobnie nakrapiane są poduszeczki łap. Ciemne uszy kończą grafitowe pędzelki. Bystre oczy koteczki mają chłodny kolor błękitu.
Ziółko wcale nie chce sprawiać kłopotów, ale one jakoś nie pytają jej o zdanie. Jak to mówią - dobrymi chęciami są wyłożone ścieżki w Ciemnym Lesie. Dość poważnie traktuje nadzieje rodziców i zamierza zostać wspaniałą i silną wojowniczką, chociaż niekoniecznie urodziła się z wymarzonym do tego charakterem. Tak naprawdę jest wrażliwa i subtelna, a przepychanki wydają się jej przykrą koniecznością niż świetną zabawą. Zgrywa znacznie bardziej hardą niż czuje się w rzeczywistości, nierzadko maskując krzykiem swoje obawy. Potrzebuje trochę czasu, by poczuć się swobodnie w czyimś towarzystwie, chociaż stara się nie zdradzać ze swoją nieśmiałością. Generalnie trochę z niej taki ślimaczek - twarda skorupka, skrywa miękkie wnętrze.
Ułożyła wargi w idealnie okrągłe "o", kiedy nowy znajomy nadal się upierał przy wersji, że to właśnie jej poszukiwał. Jednak zaraz później dokładnie wyjaśnił swój tok myślenia, więc Ziółko zamknęła pysk i postarała się, by znowu się uśmiechnąć. Czuła równocześnie rozczarowanie i ulgę - z jednej strony nie chciała by na granicach wypatrywał jej kot, którego nie znała, z drugiej nawet miło by było poczuć się tak... wyjątkowo?
- Wszystko jasne. - Miauknęła, by nie było już wątpliwości, że pojęła o co chodziło. - Chciałabym móc powiedzieć to samo o tobie, ale poznałam już wojowniczkę, Roziskrzoną Noc. - Imię kocicy wypowiedziała z ledwo zauważalną ostrożnością. Istniała ewentualność, że Pszeniczna Łapa z jakiegoś powodu jej nie lubił - chociaż Ziółko nie potrafiłaby znaleźć powodu, dlaczego tak mogło być, może jak wszyscy zaniedbywała treningi? - i zdradzenie się z tą znajomością nastawi go negatywnie również do Zielnej Łapy.
Księżyce: 117 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Błękitna Łapa Ojciec: nieznany Partner: Jodłowa Gałązka Trwałe urazy: brak znacznej części ogona, uraz lewej tylnej łapy (źle zrośnięta po złamaniu), blizna po operacji; blizny po prawej stronie nosa po pazurach
Księżyce: 117 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Błękitna Łapa Ojciec: nieznany Partner: Jodłowa Gałązka Trwałe urazy: brak znacznej części ogona, uraz lewej tylnej łapy (źle zrośnięta po złamaniu), blizna po operacji; blizny po prawej stronie nosa po pazurach
Średniej wysokości kocur o delikatnie przysadzistej budowie. Nie posiada nadprogramowych kilogramów, ale widać, że jest dobrze odżywiony. Krótkie futro Pszenicy ma jednolicie liliową barwę, na którą w kilku miejscach nachodzi biel. Na przednich łapach tworzy króciutkie skarpetki, sięgające niewiele ponad paluszki, na tylnych natomiast biel sięga aż do stawu skokowego. Biała sierść znajduje się również na grzbiecie nosa, po prawej stronie mordki, brodzie oraz szyi i brzuchu. Futro kocurka często bywa przykurzone albo zmierzwione, a najczęściej można zauważyć oba te stany jednocześnie! Porusza się pewnym krokiem, a ogon zakończony białą plamką często jest wysoko uniesiony. Na czubku okrągłego łebka znajduję się para trójkątnych, szpiczastych uszu zakończonych małymi pędzelkami, różowy nosek i długie białe wąsiki. Jego oczy mają bladożółtą barwę.
Wojownik jest bardzo przyjaźnie nastawiony do wszystkich i wszystkiego, w każdym widząc przyjaciela. Wierzy w wewnętrzne dobro, które znajduje się w sercu każdego kota, przez co może wydawać się dość naiwny. Z łatwością odnajduje pozytywy w różnych sytuacjach i nie poddaje się łatwo. Należy do tych, którzy najpierw robią, a później myślą – z pominięciem tej części o myśleniu. Dość swobodnie podchodzi do życia, ale troszczy się o swoich bliskich oraz klan.
Kolczasty Grzbiet, Słoneczna Łapa
XXXPszeniczna Łapa nie poświęcił czasu na analizowanie zmieniającej się mimiki pyszczka rozmówczyni i możliwych wynikających z tego wniosków. Najważniejsze, że już było wiadomo na czym stoją. Trójkątne uszy kocura drgnęły energicznie, gdy pointka wspomniała o swoim pierwszym poznanym Wichrzaku. XXX- Iskrę, ojej. No tego się nie spodziewałem. Znaczy, no to chyba dość normalne, że koty się poznają przy granicach, wiadomo. Ciężko zakładać, że całe życie się nie pozna nikogo spoza własnego obozu, co nie? No chyba, że ktoś wyjątkowo ma problemy z nawiązywaniem nowych znajomości... - na chwilę przestał kłapać dziobem i pozwolił sobie na wzięcie kilku oddechów, zastanowienie się, czy zna jakiegoś niezwykle nieśmiałego kota. XXX- No, ale wracając to śmieszny zbieg okoliczności, bo Iskra to moja ciocia. Jest super, prawda? - palnął z wesołym uśmiechem, zupełnie nieświadomy, że po prawdzie stawia rozmówczynie pod drzewem spod którego ciężko się wycofać.
DZWONILIod rana, że • W NOCY • mam【 LOT 】 że toBARDZOpilnei właśniemnieCHCĄ • RAKIETA •jużczeka,【 człowieka 】im brak człowiekazgitarą»toWSZYSTKOco MAM
⋆⭒˚.⋆ 🪐 ⋆⭒˚.⋆
Na• ORBICIE •dźwiękprzeszywałNICOŚĆ, agitarygryfbyłMI【 KOTWICĄ 】nadnie i choć na dole ŚWIATto byłŻART toW TYM【 mrowisku 】gdzieś• DALEKO •tam
czarny lynx point pręgowany klasycznie z białymi znaczeniami na pysku, piersi, brzuchu i łapach / Będąc córką przeciętnego wzrostu rodziców, nie wyróżnia się z tłumu swoimi gabarytami - jest nieduża i delikatnej budowy. Gładkie, krótkie futerko ciemnieje z każdym księżycem, przybierając coraz wyraźniejsze barwy szarości i beżu. Proces ten najmocniej widać na ogonie, już od jego nasady, uszach oraz mordce wkoło oczu, gdzie wyraźnie rysują się grafitowe, klasyczne pręgi. Nietykalna pozostaje natomiast biel na znaczeniach, które zabierają sporo przestrzeni na ciele Ziółka - biały jest jej pyszczek, wraz z szeroką strzałką między oczami, szyja, pierś oraz brzuch, a także wszystkie cztery łapki, przy czym lewa przednia skarpetka jest podciągnięta prawie po sam łokieć. Na tle jasnej mordki wyróżnia się czarny nosek, z ciemnoróżową plamką pośrodku, a podobnie nakrapiane są poduszeczki łap. Ciemne uszy kończą grafitowe pędzelki. Bystre oczy koteczki mają chłodny kolor błękitu.
Ziółko wcale nie chce sprawiać kłopotów, ale one jakoś nie pytają jej o zdanie. Jak to mówią - dobrymi chęciami są wyłożone ścieżki w Ciemnym Lesie. Dość poważnie traktuje nadzieje rodziców i zamierza zostać wspaniałą i silną wojowniczką, chociaż niekoniecznie urodziła się z wymarzonym do tego charakterem. Tak naprawdę jest wrażliwa i subtelna, a przepychanki wydają się jej przykrą koniecznością niż świetną zabawą. Zgrywa znacznie bardziej hardą niż czuje się w rzeczywistości, nierzadko maskując krzykiem swoje obawy. Potrzebuje trochę czasu, by poczuć się swobodnie w czyimś towarzystwie, chociaż stara się nie zdradzać ze swoją nieśmiałością. Generalnie trochę z niej taki ślimaczek - twarda skorupka, skrywa miękkie wnętrze.
Z tych kilku spędzonych razem chwil Zielna Łapa mogła wyciągnąć jeden pewny wniosek na temat Wichrzaka: był gadułą. Jedno zdanie z jej strony uruchamiało przynajmniej trzy kolejne w odpowiedzi. Nie przeszkadzało jej to, wręcz przeciwnie cieszyła się, że to nie na niej spoczywa ciężar podtrzymywania konwersacji. Zazwyczaj nie szło jej to za dobrze. - Oh. - Wyrwało się jej zdziwione westchnięcie. Prędzej spodziewała się, że Roziskrzona Noc będzie mistrzem kocurka lub coś w tym rodzaju, a nie kimś z rodziny - chociaż zawsze mogła to być jego matka i to dopiero byłoby odrobinę krępujące - ale przynajmniej wyglądało na to, że pozostają w dobrych stosunkach. Przynajmniej Ziółko mogła szczerze przyznać Pszczenicznemu rację. - Tak, jest bardzo w porządku. - Miauknęła i szczęśliwie się nie zarumieniła (głównie ze względu na pokrywające policzki futro byłoby to trudne). - Macie dużą rodzinę w Klanie? - Zapytała, starając się nie brzmieć zbyt wścibsko i natarczywie.
Księżyce: 117 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Błękitna Łapa Ojciec: nieznany Partner: Jodłowa Gałązka Trwałe urazy: brak znacznej części ogona, uraz lewej tylnej łapy (źle zrośnięta po złamaniu), blizna po operacji; blizny po prawej stronie nosa po pazurach
Księżyce: 117 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Błękitna Łapa Ojciec: nieznany Partner: Jodłowa Gałązka Trwałe urazy: brak znacznej części ogona, uraz lewej tylnej łapy (źle zrośnięta po złamaniu), blizna po operacji; blizny po prawej stronie nosa po pazurach
Średniej wysokości kocur o delikatnie przysadzistej budowie. Nie posiada nadprogramowych kilogramów, ale widać, że jest dobrze odżywiony. Krótkie futro Pszenicy ma jednolicie liliową barwę, na którą w kilku miejscach nachodzi biel. Na przednich łapach tworzy króciutkie skarpetki, sięgające niewiele ponad paluszki, na tylnych natomiast biel sięga aż do stawu skokowego. Biała sierść znajduje się również na grzbiecie nosa, po prawej stronie mordki, brodzie oraz szyi i brzuchu. Futro kocurka często bywa przykurzone albo zmierzwione, a najczęściej można zauważyć oba te stany jednocześnie! Porusza się pewnym krokiem, a ogon zakończony białą plamką często jest wysoko uniesiony. Na czubku okrągłego łebka znajduję się para trójkątnych, szpiczastych uszu zakończonych małymi pędzelkami, różowy nosek i długie białe wąsiki. Jego oczy mają bladożółtą barwę.
Wojownik jest bardzo przyjaźnie nastawiony do wszystkich i wszystkiego, w każdym widząc przyjaciela. Wierzy w wewnętrzne dobro, które znajduje się w sercu każdego kota, przez co może wydawać się dość naiwny. Z łatwością odnajduje pozytywy w różnych sytuacjach i nie poddaje się łatwo. Należy do tych, którzy najpierw robią, a później myślą – z pominięciem tej części o myśleniu. Dość swobodnie podchodzi do życia, ale troszczy się o swoich bliskich oraz klan.
Kolczasty Grzbiet, Słoneczna Łapa
XXXPszeniczny Kłos ucieszył się odpowiedzią nowej znajomej. Oczywiście, że była w porządku! W końcu to jego ciocia, wie co mówi. XXX- Nie jestem pewien ile to dużo, haha. Na pewno było nas więcej. Wiele kotów już odeszło na Srebrną Skórkę, a inni zaginęli bez wieści... Mam nadzieję, że gdziekolwiek się znajdują, są bezpieczni i szczęśliwi - mówiąc to uniósł łebek w kierunku nieba, prześwitującego pomiędzy koronami drzew nad ich głowami. Pamiętał jak jeszcze do niedawna myśl o tym, co utracił, była tak bolesna, że aż wręcz nie do wytrzymania. Teraz jednak nauczył się z tym żyć. Wszyscy się jeszcze spotkają. XXX- W każdym razie zostaliśmy w piątkę - Iskra, ja, moja siostra Jabłonka, wujek Płomień oraz kuzyn Korzeń. A twoja rodzina? - odwzajemnił zainteresowanie. No jak już się mają poznać, o mają się poznać, tak? Nie po łebkach i na odczepnego, tylko do porządku, o.
DZWONILIod rana, że • W NOCY • mam【 LOT 】 że toBARDZOpilnei właśniemnieCHCĄ • RAKIETA •jużczeka,【 człowieka 】im brak człowiekazgitarą»toWSZYSTKOco MAM
⋆⭒˚.⋆ 🪐 ⋆⭒˚.⋆
Na• ORBICIE •dźwiękprzeszywałNICOŚĆ, agitarygryfbyłMI【 KOTWICĄ 】nadnie i choć na dole ŚWIATto byłŻART toW TYM【 mrowisku 】gdzieś• DALEKO •tam
czarny lynx point pręgowany klasycznie z białymi znaczeniami na pysku, piersi, brzuchu i łapach / Będąc córką przeciętnego wzrostu rodziców, nie wyróżnia się z tłumu swoimi gabarytami - jest nieduża i delikatnej budowy. Gładkie, krótkie futerko ciemnieje z każdym księżycem, przybierając coraz wyraźniejsze barwy szarości i beżu. Proces ten najmocniej widać na ogonie, już od jego nasady, uszach oraz mordce wkoło oczu, gdzie wyraźnie rysują się grafitowe, klasyczne pręgi. Nietykalna pozostaje natomiast biel na znaczeniach, które zabierają sporo przestrzeni na ciele Ziółka - biały jest jej pyszczek, wraz z szeroką strzałką między oczami, szyja, pierś oraz brzuch, a także wszystkie cztery łapki, przy czym lewa przednia skarpetka jest podciągnięta prawie po sam łokieć. Na tle jasnej mordki wyróżnia się czarny nosek, z ciemnoróżową plamką pośrodku, a podobnie nakrapiane są poduszeczki łap. Ciemne uszy kończą grafitowe pędzelki. Bystre oczy koteczki mają chłodny kolor błękitu.
Ziółko wcale nie chce sprawiać kłopotów, ale one jakoś nie pytają jej o zdanie. Jak to mówią - dobrymi chęciami są wyłożone ścieżki w Ciemnym Lesie. Dość poważnie traktuje nadzieje rodziców i zamierza zostać wspaniałą i silną wojowniczką, chociaż niekoniecznie urodziła się z wymarzonym do tego charakterem. Tak naprawdę jest wrażliwa i subtelna, a przepychanki wydają się jej przykrą koniecznością niż świetną zabawą. Zgrywa znacznie bardziej hardą niż czuje się w rzeczywistości, nierzadko maskując krzykiem swoje obawy. Potrzebuje trochę czasu, by poczuć się swobodnie w czyimś towarzystwie, chociaż stara się nie zdradzać ze swoją nieśmiałością. Generalnie trochę z niej taki ślimaczek - twarda skorupka, skrywa miękkie wnętrze.
Cofnęła uszy do tyłu. Nie pomyślała, że pytanie o rodzinę może poruszyć jakiś bolesny punkt. Co prawda Pszeniczna Łapa nie posmutniał znacząco, ale Ziółko nie wykluczała, że nauczył się ukrywać wrażliwe emocje przed światem. - Przykro mi. - Miauknęła cicho, w przeciwieństwie do kocurka opuszczając spojrzenie na ziemię. Nie była najlepsza w pocieszaniu, dlatego pozwoliła jedynie by po tym słowie zapadła krótka chwila ciszy. Nie chciała zapewniać Wichrzaka, że na pewno ma racje i jego bliscy są bezpieczni i szczęśliwi - przecież tego nie wiedziała. Mogła mieć tylko milczącą nadzieję wraz z nim, że tak jest w istocie.
Uniosła wzrok dopiero, kiedy sam zagaił o jej rodzinę i uśmiechnęła się w odpowiedzi.
- Mam brata i siostrę, Szafirka i Tojad - Pozwoliła sobie użyć ich kocięcych imion, skoro tak samo mówił o bliskich Pszenica. - Oprócz tego w Klanie są nadal moi rodzice oraz babcia, a także wujek Łabędź. No i moja siostra urodziła teraz kocięta, jest ich piątka. To okropne, ale jeszcze dobrze nie pamiętam ich imion... - Powiedziała z zakłopotanym chichotem.
Księżyce: 117 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Błękitna Łapa Ojciec: nieznany Partner: Jodłowa Gałązka Trwałe urazy: brak znacznej części ogona, uraz lewej tylnej łapy (źle zrośnięta po złamaniu), blizna po operacji; blizny po prawej stronie nosa po pazurach
Księżyce: 117 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Błękitna Łapa Ojciec: nieznany Partner: Jodłowa Gałązka Trwałe urazy: brak znacznej części ogona, uraz lewej tylnej łapy (źle zrośnięta po złamaniu), blizna po operacji; blizny po prawej stronie nosa po pazurach
Średniej wysokości kocur o delikatnie przysadzistej budowie. Nie posiada nadprogramowych kilogramów, ale widać, że jest dobrze odżywiony. Krótkie futro Pszenicy ma jednolicie liliową barwę, na którą w kilku miejscach nachodzi biel. Na przednich łapach tworzy króciutkie skarpetki, sięgające niewiele ponad paluszki, na tylnych natomiast biel sięga aż do stawu skokowego. Biała sierść znajduje się również na grzbiecie nosa, po prawej stronie mordki, brodzie oraz szyi i brzuchu. Futro kocurka często bywa przykurzone albo zmierzwione, a najczęściej można zauważyć oba te stany jednocześnie! Porusza się pewnym krokiem, a ogon zakończony białą plamką często jest wysoko uniesiony. Na czubku okrągłego łebka znajduję się para trójkątnych, szpiczastych uszu zakończonych małymi pędzelkami, różowy nosek i długie białe wąsiki. Jego oczy mają bladożółtą barwę.
Wojownik jest bardzo przyjaźnie nastawiony do wszystkich i wszystkiego, w każdym widząc przyjaciela. Wierzy w wewnętrzne dobro, które znajduje się w sercu każdego kota, przez co może wydawać się dość naiwny. Z łatwością odnajduje pozytywy w różnych sytuacjach i nie poddaje się łatwo. Należy do tych, którzy najpierw robią, a później myślą – z pominięciem tej części o myśleniu. Dość swobodnie podchodzi do życia, ale troszczy się o swoich bliskich oraz klan.
Kolczasty Grzbiet, Słoneczna Łapa
XXXTerminator uśmiechnął się słabo na słowa pocieszenia ze strony koleżanki. To miłe z jej strony, że tak zareagowała, chociaż nie musiała. Był tylko jedną małą kroplą w tej Wielkiej Słonej Wodzie. XXX- Inne koty także doświadczają strat, jakbyśmy wszyscy się dali się załamać, to kto by trzymał piecze nad bezpieczeństwem tych, którzy wciąż zostali? Nad bezpieczeństwem tych, którzy dopiero rozpoczną swoje życie? Nie może być samolubnym, chyba o to chodzi w tym naszym klanowym życiu - mruknął, przenosząc wciąż zamyślony wzrok na Zielną Łapę. Sam się sobie zdziwił, że słowa, które opuściły jego mordkę brzmiały trochę zbyt mądrze, jak na jego standardy. Tak jednak do tego podchodził, gdyby mieli się poddać po każdej stracie jakiej doznali, to równie dobrze mogliby się wpakować lisowi prosto do pyska. Byli wojownikami i trzeba było się tak zachowywać. Znaczy ta konkretna dwójka rozmawiająca na granicy to jeszcze nie, ale wiadomo o co chodzi. XXX- Hm, popatrz na to z tej strony - oni też nie pamiętają twojego imienia. Myślę, że to całkiem sprawiedliwa sytuacja - zaśmiał się. - No i zanim zdołają się choćby uczyć je wymawiać poprawnie, pewnie będziesz ciocią Siu albo jakkolwiek będzie im wygodnie i co pierwsze przyjdzie im do głowy
DZWONILIod rana, że • W NOCY • mam【 LOT 】 że toBARDZOpilnei właśniemnieCHCĄ • RAKIETA •jużczeka,【 człowieka 】im brak człowiekazgitarą»toWSZYSTKOco MAM
⋆⭒˚.⋆ 🪐 ⋆⭒˚.⋆
Na• ORBICIE •dźwiękprzeszywałNICOŚĆ, agitarygryfbyłMI【 KOTWICĄ 】nadnie i choć na dole ŚWIATto byłŻART toW TYM【 mrowisku 】gdzieś• DALEKO •tam
Terminator → Kotka nie przypomina już małej, puchatej kulki. Przez te wszystkie księżyce zdążyła urosnąć i nabrać nieco masy. Nadal ma długie, "sarnie" łapy po rodzicach. Dzięki temu sprawia wrażenie, że jest wysoka. Tak naprawdę, to Zmierzch można spokojnie zaliczyć do grona średnich kocic. Poza tym prawdziwą sylwetkę skrywa pod gęstym futrem. Kolorystyka kotki pozostała prawie bez zmian. Grzbiet (ok. 3/4), łepek, łapy czy ogon w większości mają odcień tzw. ciemny niebieski. Resztę ciała podchodzi pod śnieżny biały np. brzuch, pyszczek z policzkami, skarpetki na łapach, pojedyncze punkty w ogonie czy klatka piersiowa. Natomiast wśród sierści młodej można dostrzec także nieco rudości. Ledwo, bo ledwo, ale jednak... Najwyraźniej wychodzi z niej krew "Skrzącego Słowa" oraz przynależność do szylkret. Sama sylwetka kocicy jest dość smukła. Nie można powiedzieć, żeby była gruba. Jednak brakuje jej również wyćwiczonych partii mięśniowych. Przynajmniej oczy Zmierzch przybrały barwę złota, a obwódka wokół nosa stała się lekko czarna. Dodatkowo czarne, klasyczne pręgi są lepiej widoczne niż poprzednio. Stanowią elegancki dodatek na grzbiecie, łapach czy pyszczku kotki. Natomiast kocica najbardziej ucieszona jest z długiego, puszystego ogona, ostrych, wojowniczych pazurów, jak również kłów.
Spotkanie z różnymi kotami sprawiło, że Zmierzch nieco się zmieniła. Nadal przypomina "żywe srebro", jednak nabrała sporo ogłady. Doskonale wie kiedy może zabrać głos, a kiedy lepiej coś przemilczeć. Choć zawsze stara się być szczera i zgodna sama ze sobą. Zyskała też trochę wewnętrznego spokoju, szczyptę cierpliwość, jak również umiejętność słuchania. Dzięki temu jej zadawanie pytań kończy się przyjaznymi rozmowami oraz nowymi znajomościami. Kotka obecnie rozumie, że nie wszystko bywa czarne bądź białe. Według niej istnieją różne kolory prawdy, poznania, historii. Dlatego nigdy nie ocenia żadnego kota powierzchownie. Dla Zmierzch liczą się bardziej czyny, gesty, chęci. Słodkie słówka wpuszcza jednym uchem, a drugim wypuszcza. Nadal bardzo kocha rodziców oraz braci. Mimo wszystko odpuściła sobie udawadnianie czegokolwiek, komukolwiek. Zrozumiała, dzięki Łabędziej Szyi, że może być po prostu sobą. Obecnie Zmierzch szuka własnej ścieżki pośród Klanu Rzeki. Chciałabym już jakoś pomagać, ale równocześnie daje sobie czas. Jeśli chodzi o nauki, to przykłada do nich sporą wagę. Bardziej dla siebie oraz samorozwoju. Poza tym w wolnym czasie młoda nadal lubi słuchać opowieści odnośnie dawnych kotów, kocic Klanu Rzeki. Jakiś sentyment jej pozostał...
Najnowsze plotki w Klanie Rzeki głosiły, że Ceremonia odbędzie się lada moment. W końcu kociaki dorastały, a część Terminatorów skończyła treningi. Łabędź również uchylił jej nieco rąbka tajemnicy. Mimo wszystko Zmierzch jeszcze nie była pewna swojej drogi. Zamiast szczęścia odczuwała niepewność. Momentami potrzebowała oczyścić umysł z niewygodnych myśli. Właściwie, to coraz częściej opuszczała Obozowisko w towarzystwie Wojowników. Odkąd nauczyła się walczyć czy polować doszły nowe obowiązki. Chętnie z nich korzystała. Dzisiejszego dnia towarzyszyła jej Śnieżny Płatek. Kotka poszła patrolować najbliższe granice, a Zmierzchowa Łapa miała wypatrzyć zwierzynę. Ponoć tutaj najczęściej można było spotkać ptaki albo gryzonie. Zresztą wiatr sprzyjał kotom, ale pogoda wcale nie ułatwiała roboty. No cóż... Srebrna kotka wcale nie bała się ubrudzić futra błotem. Obecnie przysiadła sobie u podnóża "Zielonego Pagórka". Odruchowo owinęła ogonem swoje łapy, żeby było cieplej. Nastawiła uszy na baczność. Chwilę później zaczęła chłonąć zapachy, które przynosiły podmuchy wiatru. Po prostu nadchodziła "Pora Nagich Drzew". Niestety nie dało się tego niczym ukryć. Nawet drzewa traciły coraz więcej kolorowych liści. Zmierzch westchnęła cicho, jednocześnie złotymi ślepiami lustrując okolicę.
/Orion - Azalia (Ładny kot :3)
Wszystkoto co mam, wszystkoto co mam To tanadzieja,żeżyciemnieposkleja ꧁⸺Dziśodchodzęsam, dziś odchodzęsam⸺ ꧂ Jużniezawrócęto wszystkodziśporzucę Ja sięzarzekam,uciekamdośćmamprzeznaczenia [Po cozwlekać,czekać gdy sięnicniezmienia] Mojamama, mówiłaostatniaumieranadzieja...
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Orionowi tymczasem nie śpieszyło się aż tak do ceremonii w jego Klanie. A raczej – był rozdarty. Powodzenie planu wciąż było wielkim zaskoczeniem, jakkolwiek uważał swoją przemowę za bezbłędną, tak dziwił się, że przekonał nią Lawendową Gwiazdę. Chociaż... patrząc na jej kluczowe pytanie podejrzewał, że jaka matka taka córka (czy w tym wypadku – jaka córka, taka matka), ponieważ Kaczą Łapę najmocniej poruszyła miłość do rdzawego futerka. Tutaj również to uczucia stały się kartą przetargową. I to nastręczało orientalowi problemów. Okazało się, że samo dostanie się do klanu nie równało się z utrzymaniem w nim i beztroskim zaczepianiem pana sceptyka. A nawet gorzej – musiał go unikać, bo wścibskich oczek było nieporównywalnie więcej niż na granicach i albo musiał go złapać gdzieś z dala od świadków, albo przygotować się starannie na przedstawienie jakim będzie pierwsze spotkanie po dołączeniu. Choćby i było przypadkowym minięciem się przy stosie zwierzyny. Widownię tu miał raczej nieprzychylną i tym bardziej musiał uważać na każdy tekst skierowany do kocura, który mógł trafić do niepowołanych uszu. Co gorsze musiał również uważać na każdy tekst, który mógł paść z rdzawego pyska, a to już trudniej było kontrolować.
Patrol łowiecki był sposobem na zaczerpnięcie oddechu, poszukania inspiracji w świecie poza obozem i zastanowienia co dalej. Albo wręcz przeciwnie – odrzucał przyziemne troski i nie przejmował się tym co przyniesie jutro, skupiając jedynie na rozrywkach chwili aktualnej. Tak jak chociażby teraz, gdy dostrzegł kotkę siedzącą na rybiej granicy. No właśnie, nie mógł zapominać o tym, że już nie był samotnikiem, a jednym z piesków klanowych i oto właśnie nadarzyła się okazja do przekonania jak wyglądały kontakty z sąsiadami. Ruszył w stronę szylkretki płynnym krokiem, kołysząc lekko długą kitą.
– Witam w tym chłodnym dniu. – asymetryczny uśmiech zagościł na długim pysku. – Na coś-kogoś szczególnego czekasz? Wyglądasz jakbyś czekała, tak po prawdzie, chyba że po prostu lubisz udawać posąg na granicy. – sympatyczny grymas nie znikał. Był miły, był grzeczny, jak Klekoczący Bocian go przyłapie na tej drobnej przerwie od obowiązków to nie będzie miał mu nic do zarzucenia.
Terminator → Kotka nie przypomina już małej, puchatej kulki. Przez te wszystkie księżyce zdążyła urosnąć i nabrać nieco masy. Nadal ma długie, "sarnie" łapy po rodzicach. Dzięki temu sprawia wrażenie, że jest wysoka. Tak naprawdę, to Zmierzch można spokojnie zaliczyć do grona średnich kocic. Poza tym prawdziwą sylwetkę skrywa pod gęstym futrem. Kolorystyka kotki pozostała prawie bez zmian. Grzbiet (ok. 3/4), łepek, łapy czy ogon w większości mają odcień tzw. ciemny niebieski. Resztę ciała podchodzi pod śnieżny biały np. brzuch, pyszczek z policzkami, skarpetki na łapach, pojedyncze punkty w ogonie czy klatka piersiowa. Natomiast wśród sierści młodej można dostrzec także nieco rudości. Ledwo, bo ledwo, ale jednak... Najwyraźniej wychodzi z niej krew "Skrzącego Słowa" oraz przynależność do szylkret. Sama sylwetka kocicy jest dość smukła. Nie można powiedzieć, żeby była gruba. Jednak brakuje jej również wyćwiczonych partii mięśniowych. Przynajmniej oczy Zmierzch przybrały barwę złota, a obwódka wokół nosa stała się lekko czarna. Dodatkowo czarne, klasyczne pręgi są lepiej widoczne niż poprzednio. Stanowią elegancki dodatek na grzbiecie, łapach czy pyszczku kotki. Natomiast kocica najbardziej ucieszona jest z długiego, puszystego ogona, ostrych, wojowniczych pazurów, jak również kłów.
Spotkanie z różnymi kotami sprawiło, że Zmierzch nieco się zmieniła. Nadal przypomina "żywe srebro", jednak nabrała sporo ogłady. Doskonale wie kiedy może zabrać głos, a kiedy lepiej coś przemilczeć. Choć zawsze stara się być szczera i zgodna sama ze sobą. Zyskała też trochę wewnętrznego spokoju, szczyptę cierpliwość, jak również umiejętność słuchania. Dzięki temu jej zadawanie pytań kończy się przyjaznymi rozmowami oraz nowymi znajomościami. Kotka obecnie rozumie, że nie wszystko bywa czarne bądź białe. Według niej istnieją różne kolory prawdy, poznania, historii. Dlatego nigdy nie ocenia żadnego kota powierzchownie. Dla Zmierzch liczą się bardziej czyny, gesty, chęci. Słodkie słówka wpuszcza jednym uchem, a drugim wypuszcza. Nadal bardzo kocha rodziców oraz braci. Mimo wszystko odpuściła sobie udawadnianie czegokolwiek, komukolwiek. Zrozumiała, dzięki Łabędziej Szyi, że może być po prostu sobą. Obecnie Zmierzch szuka własnej ścieżki pośród Klanu Rzeki. Chciałabym już jakoś pomagać, ale równocześnie daje sobie czas. Jeśli chodzi o nauki, to przykłada do nich sporą wagę. Bardziej dla siebie oraz samorozwoju. Poza tym w wolnym czasie młoda nadal lubi słuchać opowieści odnośnie dawnych kotów, kocic Klanu Rzeki. Jakiś sentyment jej pozostał...
Pojawienie się 'obcego' kota nie było czymś zaskakującym. Przy granicy zawsze ktoś się kręcił. Choć Zmierzch po prawdzie spotkała do tej pory tylko dwa koty. Jaśniejący Płomień oraz Onyks. Ten pierwszy był nieco oschły. Ogólnie kotce nie przeszkadzał jego ton. Natomiast czarna kocica wywołała w niej ciekawość. Obecnie nowy pachniał nieco dziwne. Niby wichrem, ale nie do końca. Zmierzch spojrzała na niego złotymi ślepiami. Nawet delikatnie się uśmiechnęła, gdy ją przywitał. Według niej wyglądał bardzo ładnie. Miał sierść przypominającą śnieg. Poza tym gdzieniegdzie przebijał kolor przywodzący na myśl jesienne liście. Natomiast jego oczy, to zupełnie odmienna kwestia. Można było w nich utonąć.
-Dzień dobry...- Mruknęła spokojnie, jednocześnie przekrzywiając lekko łepek. Miała ochotę powiedzieć mu coś niecoś. Jednak bała się ewentualnego wyśmiania.
-Masz dobre oko, bo faktycznie czekam. Znajoma poszła polować tutaj niedaleko. Wróci po mnie, gdy będzie mogła. Wiesz... Nie obraź się, ale Twoje ślepia są jak szafirki albo niezapominajki.- Zmierzch postanowiła zaryzykować. Zawsze mówiła prawdę i pozostawała w zgodzie sama ze sobą. Jegomość mógł pomyśleć sobie coś dziwnego. Trudno, darmo... Po prostu spodobał się jej ten nietypowy kolor. Szczególnie, gdy można go było przyrównać do kwiatów.
Wszystkoto co mam, wszystkoto co mam To tanadzieja,żeżyciemnieposkleja ꧁⸺Dziśodchodzęsam, dziś odchodzęsam⸺ ꧂ Jużniezawrócęto wszystkodziśporzucę Ja sięzarzekam,uciekamdośćmamprzeznaczenia [Po cozwlekać,czekać gdy sięnicniezmienia] Mojamama, mówiłaostatniaumieranadzieja...
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Wsłuchując się w odpowiedź nieznajomej, Azalia mógł wysnuć śmiałą teorię, że gdyby od księżyców spotykał klanowe koty na wewnętrznych granicach to podchodziłyby dużo przychylniej do wszystkich jego tekstów, nie doszukując się w nich złośliwości i podstępów. Oczywiście istniało wysokie prawdopodobieństwo, że natrafił na ten typ co tak ma i przy Ziemiach Niczyich reakcja byłaby identyczna – jak w przypadku Korzenia – jednakże ta teoria bawiła dużo bardziej. I jej zamierzał się trzymać.
– Tutaj niedaleko na terenach Wichru, że w jego stronę zerkasz? – przechylił na moment łeb na wzór wron i kruków, z którymi miał tyle wspólnego co z materiałem na idealnego wojownika (krótko mówiąc – próżno było doszukiwać się podobieństw). Nie żeby podejrzewał, że szylkretka stała na czatach, a jej koleżanka ograbiała Wichrowe łąki z królików, ale albo ta kwestia, albo wypytywanie czemu sama nie polowała tylko czekała.
Zaś co do drugiej kwestii...
– Dlaczego miałbym się obrazić, gdy stwierdzasz fakty? – szczególnie, że takie fakty ciężko by nawet uznać za obraźliwe. Jednak oriental potrzebował jedynie dwóch uderzeń serca by doszukać się jakiegoś punktu zaczepienia pozwalającego uznać te przyrównania do kwiatów za zniewagę. – Chociaż jak tak się zastanowić to rzeczywiście te szafirki mogły być nietrafione. Są wręcz granatowe, czasem wpadają w fiolet. Jak chabry czy przylaszczki. Wątpię by mi oczy pociemniały aż tak od kiedy ostatnio widziałem ich odbicie. – uniósł prawą łapę by oprzeć ją o pysk w głębokim zastanowieniu.
Terminator → Kotka nie przypomina już małej, puchatej kulki. Przez te wszystkie księżyce zdążyła urosnąć i nabrać nieco masy. Nadal ma długie, "sarnie" łapy po rodzicach. Dzięki temu sprawia wrażenie, że jest wysoka. Tak naprawdę, to Zmierzch można spokojnie zaliczyć do grona średnich kocic. Poza tym prawdziwą sylwetkę skrywa pod gęstym futrem. Kolorystyka kotki pozostała prawie bez zmian. Grzbiet (ok. 3/4), łepek, łapy czy ogon w większości mają odcień tzw. ciemny niebieski. Resztę ciała podchodzi pod śnieżny biały np. brzuch, pyszczek z policzkami, skarpetki na łapach, pojedyncze punkty w ogonie czy klatka piersiowa. Natomiast wśród sierści młodej można dostrzec także nieco rudości. Ledwo, bo ledwo, ale jednak... Najwyraźniej wychodzi z niej krew "Skrzącego Słowa" oraz przynależność do szylkret. Sama sylwetka kocicy jest dość smukła. Nie można powiedzieć, żeby była gruba. Jednak brakuje jej również wyćwiczonych partii mięśniowych. Przynajmniej oczy Zmierzch przybrały barwę złota, a obwódka wokół nosa stała się lekko czarna. Dodatkowo czarne, klasyczne pręgi są lepiej widoczne niż poprzednio. Stanowią elegancki dodatek na grzbiecie, łapach czy pyszczku kotki. Natomiast kocica najbardziej ucieszona jest z długiego, puszystego ogona, ostrych, wojowniczych pazurów, jak również kłów.
Spotkanie z różnymi kotami sprawiło, że Zmierzch nieco się zmieniła. Nadal przypomina "żywe srebro", jednak nabrała sporo ogłady. Doskonale wie kiedy może zabrać głos, a kiedy lepiej coś przemilczeć. Choć zawsze stara się być szczera i zgodna sama ze sobą. Zyskała też trochę wewnętrznego spokoju, szczyptę cierpliwość, jak również umiejętność słuchania. Dzięki temu jej zadawanie pytań kończy się przyjaznymi rozmowami oraz nowymi znajomościami. Kotka obecnie rozumie, że nie wszystko bywa czarne bądź białe. Według niej istnieją różne kolory prawdy, poznania, historii. Dlatego nigdy nie ocenia żadnego kota powierzchownie. Dla Zmierzch liczą się bardziej czyny, gesty, chęci. Słodkie słówka wpuszcza jednym uchem, a drugim wypuszcza. Nadal bardzo kocha rodziców oraz braci. Mimo wszystko odpuściła sobie udawadnianie czegokolwiek, komukolwiek. Zrozumiała, dzięki Łabędziej Szyi, że może być po prostu sobą. Obecnie Zmierzch szuka własnej ścieżki pośród Klanu Rzeki. Chciałabym już jakoś pomagać, ale równocześnie daje sobie czas. Jeśli chodzi o nauki, to przykłada do nich sporą wagę. Bardziej dla siebie oraz samorozwoju. Poza tym w wolnym czasie młoda nadal lubi słuchać opowieści odnośnie dawnych kotów, kocic Klanu Rzeki. Jakiś sentyment jej pozostał...
Czy Azalia próbował ją przepytać odnośnie powodu przybycia? Czy właśnie sprawdzał jej prawdomówność? Zmierzch nie była tego pewna. Mimo wszystko postanowiła nieco wyjaśnić to i owo. W końcu każdy bronił własnych granic. Zresztą nieporozumienia były pierwszym krokiem do większych konfliktów. Koteczka poruszyła delikatnie ogonem. Zapewne odruchowo, ponieważ myślała nad rozwiązaniem. Wreszcie skinęła lekko łepkiem.
-Nie. Oczywiście, że nie... Po prostu spotkałam kiedyś kota z Klanu Wichru. Opowiedział mi trochę o swoich ziemiach. Lubię obserwować naturę. Kończę też trening, więc patrolowanie granic będzie jednym z moich obowiązków... Jestem Zmierzchowa Łapa.- Koteczka sama nie wiedziała od czego zacząć. Właściwie spostrzegła również, że nawet nie poznali swoich imion. No cóż... Każdy kot miał pełne prawo zareagować inaczej. Natomiast ona nie zamierzała się kryć. W końcu gdyby ktoś, coś próbował "zmalować", to ukrywałby pochodzenie oraz imię. Tymczasem Azalia przyjął jej komplement. Jednak wydawał się trochę zdystansowany, zapobiegawczy. Czy Zmierzch go uraziła? Czy kocury po prostu nie lubiły przyrównywania do kwiatów? W końcu wielcy Wojownicy bronili swojego Klanu kosztem życia. Tutaj nagle zjawia się ona i mówi o jakichś roślinach. Trudno...
-Widziałeś te wszystkie kwiaty? Czy one rosną gdzieś tutaj niedaleko? Też lubisz podróżować...- Kotka postanowiła nieco pociągnąć przybysza za język. Niestety "rzeczne tereny" obfitowały w nieco mniej urodziwe kwiatki. Jednak były konwalie, bluszcz czy podobne odpowiedniki. Zresztą koteczka chciała usłyszeć coś niecoś od nowego znajomego.
Wszystkoto co mam, wszystkoto co mam To tanadzieja,żeżyciemnieposkleja ꧁⸺Dziśodchodzęsam, dziś odchodzęsam⸺ ꧂ Jużniezawrócęto wszystkodziśporzucę Ja sięzarzekam,uciekamdośćmamprzeznaczenia [Po cozwlekać,czekać gdy sięnicniezmienia] Mojamama, mówiłaostatniaumieranadzieja...
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Kto by się spodziewał, że w odpowiedzi na oskarżenie otrzyma garść niepowiązanych ze sobą informacji. Z pewnością nie główny zainteresowany, ale nie narzekał, rzecz jasna.
– Hm hm... i liczyłaś, że go znów zobaczysz czy Rzeka nie ma łąk, więc Wichrowe są atrakcją? – zasugerował w próbie powiązania jakoś tego wszystkiego ze sobą. Bo mógł. Bo w jakiś sposób te myśli musiały się łączyć ze sobą. Bo nie pogardziłby ploteczkami skoro kotka była skłonna do rzucania informacjami. Kwestię treningu przemilczał, bo grzeczność wymagała gratulowania, ale w jego mniemaniu było to jak komplementowanie nowego łańcucha wiążącego burka ze skrawkiem trawy. – Ja jestem Azalia. Po prostu. – przedstawił się nowym imieniem, chociaż nie było dużo bardziej dzikie niż to nadane mu przez matkę.
– Te i wiele innych, owszem. Chabry rosną na łąkach, raczej zbyt wybredne nie są i trafisz na nie wszędzie. Przylaszczki przy lasach, jak sama nazwa wskazuje. W lesie za Wichrowymi terenami były całe dywany z tych kwiatów, gdy je zbierałem. Ale o tej porze ich nie uświadczysz już. Ani jednych ani drugich, ma się rozumieć. – rozgadał się i to nie była nawet ćwiartka kwiatkowej wiedzy, ale darmowe wykłady florystyczne dużo milej prowadziło się latem. W cieniu drzewa, pośród traw, leżąc wspólnie bez jakiegokolwiek poszanowania dla przestrzeni osobistej drugiego kota. Gdy całe to gadanie zmieniało się w usypiający szum.
W takich warunkach i w takim towarzystwie wykład rzeczywiście by miał atmosferę wykładu, okropność.
– Ale co do podróżowania musisz zdefiniować co ty uważasz za podróże, skoro też. – usiadł wygodniej po tych słowach. Albo miała na myśli siebie jako podróżniczkę, albo odnosiła się do trzeciego kota, nieistotne, był pewny że to co on miał za podróże to niebo, a ziemia względem wypraw wzdłuż granic czy zaraz przed swoje tereny. Przecież klanowe pieski nie popierały dalszych wycieczek, obowiązki czekały.
Terminator → Kotka nie przypomina już małej, puchatej kulki. Przez te wszystkie księżyce zdążyła urosnąć i nabrać nieco masy. Nadal ma długie, "sarnie" łapy po rodzicach. Dzięki temu sprawia wrażenie, że jest wysoka. Tak naprawdę, to Zmierzch można spokojnie zaliczyć do grona średnich kocic. Poza tym prawdziwą sylwetkę skrywa pod gęstym futrem. Kolorystyka kotki pozostała prawie bez zmian. Grzbiet (ok. 3/4), łepek, łapy czy ogon w większości mają odcień tzw. ciemny niebieski. Resztę ciała podchodzi pod śnieżny biały np. brzuch, pyszczek z policzkami, skarpetki na łapach, pojedyncze punkty w ogonie czy klatka piersiowa. Natomiast wśród sierści młodej można dostrzec także nieco rudości. Ledwo, bo ledwo, ale jednak... Najwyraźniej wychodzi z niej krew "Skrzącego Słowa" oraz przynależność do szylkret. Sama sylwetka kocicy jest dość smukła. Nie można powiedzieć, żeby była gruba. Jednak brakuje jej również wyćwiczonych partii mięśniowych. Przynajmniej oczy Zmierzch przybrały barwę złota, a obwódka wokół nosa stała się lekko czarna. Dodatkowo czarne, klasyczne pręgi są lepiej widoczne niż poprzednio. Stanowią elegancki dodatek na grzbiecie, łapach czy pyszczku kotki. Natomiast kocica najbardziej ucieszona jest z długiego, puszystego ogona, ostrych, wojowniczych pazurów, jak również kłów.
Spotkanie z różnymi kotami sprawiło, że Zmierzch nieco się zmieniła. Nadal przypomina "żywe srebro", jednak nabrała sporo ogłady. Doskonale wie kiedy może zabrać głos, a kiedy lepiej coś przemilczeć. Choć zawsze stara się być szczera i zgodna sama ze sobą. Zyskała też trochę wewnętrznego spokoju, szczyptę cierpliwość, jak również umiejętność słuchania. Dzięki temu jej zadawanie pytań kończy się przyjaznymi rozmowami oraz nowymi znajomościami. Kotka obecnie rozumie, że nie wszystko bywa czarne bądź białe. Według niej istnieją różne kolory prawdy, poznania, historii. Dlatego nigdy nie ocenia żadnego kota powierzchownie. Dla Zmierzch liczą się bardziej czyny, gesty, chęci. Słodkie słówka wpuszcza jednym uchem, a drugim wypuszcza. Nadal bardzo kocha rodziców oraz braci. Mimo wszystko odpuściła sobie udawadnianie czegokolwiek, komukolwiek. Zrozumiała, dzięki Łabędziej Szyi, że może być po prostu sobą. Obecnie Zmierzch szuka własnej ścieżki pośród Klanu Rzeki. Chciałabym już jakoś pomagać, ale równocześnie daje sobie czas. Jeśli chodzi o nauki, to przykłada do nich sporą wagę. Bardziej dla siebie oraz samorozwoju. Poza tym w wolnym czasie młoda nadal lubi słuchać opowieści odnośnie dawnych kotów, kocic Klanu Rzeki. Jakiś sentyment jej pozostał...
Pytania Azalii były zasadne. Jednak nieco zbiły z tropu Zmierzch. Kotka cały czas zapominała, że pozostałe koty średnio rozumiały jej naturę. Ona po prostu lubiła naturę. Zachwycały ją kolory liści jesienią czy trzeszczący śnieg zimą. Uspokajał ją szum Grzmiącej Rzeki czy świergot ptaków. Niby błache sprawy, a jednak dla niej piękne.
-Och, nie... Trudno spotkać tego samego kota, gdy granice są tak rozległe. Poza tym patrolowanie granic przypada zawsze komuś innemu. Natomiast masz rację. Łąki Klanu Wichru mogą być inne od tych naszych. Jednak nie złamała bym zasady. Nie można przekraczać granic bez powodu. Natomiast patrzyć nikt nie zabroni.- Kotka miała to do siebie, że zawsze przestrzegała Kodeksu. Wcześniej ze względu na rodziców. Teraz bardziej nie chciała zawieść Łabędzia. Obiecała mu coś i słowa się trzymała.
-Widziałam maki, konwalie, szafirki i rumianek. Kwiaty są naprawdę piękne, ale delikatne. Dziękuję, że dzielisz się ze mną swoją wiedzą. Chętnie poszukam te konkretne, gdy przyjdzie Pora Zielonych Liści.- Zmierzch odbarzyła Azalię lekkim uśmiechem. Kwestię imienia pominęła. Brzmiało jak kociaka, ale przecież kolega był zdecydowanie starszy. Nie chciała drążyć i powiedzieć czegoś niestosownego. Choć naprawdę brzmiało unikalnie. Natomiast kotka doceniała wskazówki kocura. W końcu mógł zignorować temat kwiatów. Rzucić kilka słów typu; typowe dla kotek. On jednak wszystko dokładnie wyjaśnił.
-Spotkałam dawno temu kota, który podróżował wszędzie. Nie należał do Klanu. Wędrował swobodnie i widział wiele rzeczy. Mówił, że niektóre koty też czasami wędrują poza swoje tereny. Tak po prostu z ciekawości, żeby poczuć prawdziwą wolność.- Kotka celowo mówiła w formie męskiej. Obiecała Onyks, że nigdy nikomu nie zdradzi jej imienia. Zmierzch była nią zafascynowana. Miała nadzieję, że jeszcze choć raz Gwiezdni skrzyżują ich ścieżki.
Wszystkoto co mam, wszystkoto co mam To tanadzieja,żeżyciemnieposkleja ꧁⸺Dziśodchodzęsam, dziś odchodzęsam⸺ ꧂ Jużniezawrócęto wszystkodziśporzucę Ja sięzarzekam,uciekamdośćmamprzeznaczenia [Po cozwlekać,czekać gdy sięnicniezmienia] Mojamama, mówiłaostatniaumieranadzieja...
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Czy ja wiem czy trudno spotkać... – mruknął od niechcenia. Bo jeśli to rzeczywiście było takie niemożliwe to jak szylkretka wyjaśniłaby to ile razy Orion przypadkiem spotkał się z rdzawym wojownikiem na granicach? Ingerencja sił wyższych? Bo na pewno nie rozbijanie obozu przy Bujnym Janowcu i uczenie się na pamięć harmonogramu dnia Wichrzaka, wbrew pozorom oriental miał jeszcze jakieś resztki godności. Kiedyś nawet więcej, zważywszy na przyjęcie nowego imienia i przynależności w ostatnim czasie.
– Maki faktycznie są delikatne. Konwalie i szafirki różnie wypadają. Ale rumianek? – zmrużył lekko oczy. – Nie nazwałbym rumianku delikatnym. Jak na standardy roślin zielnych trzyma się całkiem nieźle. – dopowiedział jeszcze, bo po pierwsze nie w smak mu było takie generalizowanie kwiatków. A po drugie, bo Orion miał w naturze szukanie punktów zaczepienia do kłótni... znaczy się dyskusji. – Jak liczysz na przylaszczki to radziłbym jednak nie czekać do Pory Zielonych Liści. One pojawiają się niewiele po tym gdy śnieg się roztopi, z początkiem pierwszych liści. – sprostował czyszcząc sobie białe paluszki. Ogólnie nic mu do tego czy kotka pójdzie w terminie na kwiaty, czy je przegapi, ale skoro już przy nim snuła te plany mógł ją poprawić.
– Taa? A jakie rzeczy na przykład widział? – postanowił pociągnąć dalej temat, bo zwyczajnie był ciekawy tego co tajemniczy jegomość sobie oglądał na swoich wyprawach. Istniała też możliwość, że Azalia będzie mógł dorzucić od siebie trzy piszczki na stos by umniejszyć nieznajomemu podróżnikowi, to się zawsze ceniło. Ale to co było warte do zapamiętania to fakt, że Zmierzch nie mówiła o sobie, co kazało sugerować, że raczej trzymała się swojego trawniczka. Czemu zakładała, że z Orionem mogło być inaczej? To była zagadka.
Terminator → Kotka nie przypomina już małej, puchatej kulki. Przez te wszystkie księżyce zdążyła urosnąć i nabrać nieco masy. Nadal ma długie, "sarnie" łapy po rodzicach. Dzięki temu sprawia wrażenie, że jest wysoka. Tak naprawdę, to Zmierzch można spokojnie zaliczyć do grona średnich kocic. Poza tym prawdziwą sylwetkę skrywa pod gęstym futrem. Kolorystyka kotki pozostała prawie bez zmian. Grzbiet (ok. 3/4), łepek, łapy czy ogon w większości mają odcień tzw. ciemny niebieski. Resztę ciała podchodzi pod śnieżny biały np. brzuch, pyszczek z policzkami, skarpetki na łapach, pojedyncze punkty w ogonie czy klatka piersiowa. Natomiast wśród sierści młodej można dostrzec także nieco rudości. Ledwo, bo ledwo, ale jednak... Najwyraźniej wychodzi z niej krew "Skrzącego Słowa" oraz przynależność do szylkret. Sama sylwetka kocicy jest dość smukła. Nie można powiedzieć, żeby była gruba. Jednak brakuje jej również wyćwiczonych partii mięśniowych. Przynajmniej oczy Zmierzch przybrały barwę złota, a obwódka wokół nosa stała się lekko czarna. Dodatkowo czarne, klasyczne pręgi są lepiej widoczne niż poprzednio. Stanowią elegancki dodatek na grzbiecie, łapach czy pyszczku kotki. Natomiast kocica najbardziej ucieszona jest z długiego, puszystego ogona, ostrych, wojowniczych pazurów, jak również kłów.
Spotkanie z różnymi kotami sprawiło, że Zmierzch nieco się zmieniła. Nadal przypomina "żywe srebro", jednak nabrała sporo ogłady. Doskonale wie kiedy może zabrać głos, a kiedy lepiej coś przemilczeć. Choć zawsze stara się być szczera i zgodna sama ze sobą. Zyskała też trochę wewnętrznego spokoju, szczyptę cierpliwość, jak również umiejętność słuchania. Dzięki temu jej zadawanie pytań kończy się przyjaznymi rozmowami oraz nowymi znajomościami. Kotka obecnie rozumie, że nie wszystko bywa czarne bądź białe. Według niej istnieją różne kolory prawdy, poznania, historii. Dlatego nigdy nie ocenia żadnego kota powierzchownie. Dla Zmierzch liczą się bardziej czyny, gesty, chęci. Słodkie słówka wpuszcza jednym uchem, a drugim wypuszcza. Nadal bardzo kocha rodziców oraz braci. Mimo wszystko odpuściła sobie udawadnianie czegokolwiek, komukolwiek. Zrozumiała, dzięki Łabędziej Szyi, że może być po prostu sobą. Obecnie Zmierzch szuka własnej ścieżki pośród Klanu Rzeki. Chciałabym już jakoś pomagać, ale równocześnie daje sobie czas. Jeśli chodzi o nauki, to przykłada do nich sporą wagę. Bardziej dla siebie oraz samorozwoju. Poza tym w wolnym czasie młoda nadal lubi słuchać opowieści odnośnie dawnych kotów, kocic Klanu Rzeki. Jakiś sentyment jej pozostał...
Prawda była taka, że kotka naprawdę uważnie słuchała kocura. Chłonęła od niego wiedzę niczym małe kocię. Niby nic poważnego, ale dzięki niemu wiedziała co zbierać i gdzie. Ściany jej kryjówki wreszcie zyskają nieco żywszych kolorów. Chętnie podpytałaby go również o pióra, kolorowe kamyki czy temu podobne. Jednak wolała nie przeciągać swojego szczęścia. Szczególnie, gdy Azalia zainteresował się tematem nieznajomego.
-Na przykład jezioro i wspominał też o morzu.- Kotka odpowiedziała spokojnie. Jeśli Orion coś wiedział, to miała nadzieję na poprawienie jej bądź kilka uwag. Oczywiście Onyks wyjaśniła jak owe sprawy wyglądają, więc kotka była przygotowana.
Wszystkoto co mam, wszystkoto co mam To tanadzieja,żeżyciemnieposkleja ꧁⸺Dziśodchodzęsam, dziś odchodzęsam⸺ ꧂ Jużniezawrócęto wszystkodziśporzucę Ja sięzarzekam,uciekamdośćmamprzeznaczenia [Po cozwlekać,czekać gdy sięnicniezmienia] Mojamama, mówiłaostatniaumieranadzieja...