Księżyce: 43 Mistrz: Tnąca Zawieja Płeć: kocur Matka: Ostry Kwiat Ojciec: Polny Chwast Trwałe urazy: rozcięte lewe ucho; ślady po kocich pazurach na prawym boku;
Księżyce: 43 Mistrz: Tnąca Zawieja Płeć: kocur Matka: Ostry Kwiat Ojciec: Polny Chwast Trwałe urazy: rozcięte lewe ucho; ślady po kocich pazurach na prawym boku;
Potężny kociak o złotych ślepiach. Futro wybarwiło się na kolor niebieski, jednak brzuch, pysk i łapki opanowała biel. Posiada charakterystyczną niebieską plamę na brodzie.
spokojny, serdeczny, przyjemny, nieco przygaszony
Koślawa Łapa (KC) Jad (S)
Szyszkowa Łapa... od zawsze była kimś neutralnym. Jej obecność wcale nie przeszkadzała Wzburzonej Łapie, a nawet działała trochę uspokajająco. W końcu gdy była ona w pobliżu, albo Skowyt albo ktoś inny kto nie patrzył na niego jak na wyrzutka to czuł się bezpieczniej. W głębi duszy mógł być pewny, że nikt go nie zaatakuje, nie oskarży, nie powtórzą się już sytuacje z Niedźwiedzią Łapą.
Wziął ze sobą liść lawendy oraz jeden liść tego białego kwiatka. Nie znał ich zastosowania, a jeśli szli szukać kogoś kto może je znać... to nie będzie musiał już fatygować Gwiezdny Nurt. Przynajmniej póki co. - Alojszy! - zawołał niezbyt wyraźnie przez pakunek pomiędzy zębami - Mam nacieję sze się ufa - po tym uśmiechnął się lekko do Szyszki i dalej rozglądał się wołając od czasu do czasu imię samotnika.
Tell meONCEagain •I couldhave been anyone, anyoneelse• BeforeYOUmade theCHOICEfor me •MyfeetKNEWthepath• Wewalkedin thedark,in thedark INEVERgave a singleTHOUGHT To•where•it•might•lead
A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
Minęło sporo miesięcy, od kiedy Alojzy zjawił się na terenach "klanowych". Klanowe nie były całe i on zdecydowanie nie mieszkał na tej "ich" części. Jednak raz na jakiś czas potykał się o kota czy dwa z któregoś z tych Klanów. Czasami nawet specjalnie robił rundki wokół terenów czwórki grup, zagadywał koty i szedł dalej.
To był jeden z takich dni. Alojzy właśnie przechodził przez śliczną polankę, do czasu aż usłyszał swoje imię. Nie kojarzył żadnego innego Alojzego w okolicy, tak więc zgadywał, że ktokolwiek go szukał, szukał właśnie jego. Ten ktoś (ktosie?) zdecydowanie miał szczęście, bowiem hej, był tu!
— Ooh halo? Kto tam? Ktoś ty, czego chcieć chce twa duszyczka? — odkrzyknął, idąc w stronę głosów. Tak, teraz na pewno słyszał dwa głosy, nie jeden. Chociaż trochę takie piskliwe, po co dwójka dzieci go szukała? Cóż, zaraz się dowie.
what a glorious feeling! i'm happy again! ° i'm laughing ofclouds °
= sodarkup above = the s u n is inmyheart andIamreadyfor love!
Księżyce: 103 Mistrz: Bzycząca Polana Płeć: nb (afab) Matka: Agrestowy Krzew Ojciec: Zmarznięty Nos Trwałe urazy: Brak ojca
Typ budowy europejski; długie klasycznie pręgowane futro o maści czekoladowej; biały na piersi, brzuchu i łapach; na jednej łapie beżowa plama; na pyszczku znajduje się ruda plamka; oczy żółto-zielone; niewysoki, wydaje się być masywny;
Wzrok Szyszkowej Łapy zatrzymał się na rudobiałej dużej sylwetce. Czyżby to był ten tajemniczy Alozjy. Dla terminatora na pierwszy rzut oka sprawiał wrażenie sympatycznego. Kotek położył na ziemi swój dar i zwrócił się do kocura. - Słyszeliśmy, że uczysz koty za opłatą. Nie chciałbyś nas nauczyć o ziołach i chorobach? - Zapytał i zerknął na Wzburzoną Łapę. Nie wiedział, czy może wspomnieć, że w Klanie nie posiadali żadnego pełnoprawnego medyka, który mógłby im prowadzić takie lekcje. Postanowił jednak zaryzykować. - Tam skąd pochodzimy nie ma kto nas nauczyć.- A następnie pochylił głowę z zawstydzeniem. Czuł wstyd, że jego klan posiadał pewną ułomność, przez którą musieli prosić obce koty o pomoc. I choć nie chciał być medykiem, to jednak pragnął wspomóc ich zbieraniem przydatnych ziół i na wszelki wypadek znajomością chorób w nagłych przypadkach. Może każdy kot w klanie powinien się tego uczyć? Przynajmniej do momentu, gdy jakiś medyk zakończy z sukcesem swój trening.
Księżyce: 43 Mistrz: Tnąca Zawieja Płeć: kocur Matka: Ostry Kwiat Ojciec: Polny Chwast Trwałe urazy: rozcięte lewe ucho; ślady po kocich pazurach na prawym boku;
Księżyce: 43 Mistrz: Tnąca Zawieja Płeć: kocur Matka: Ostry Kwiat Ojciec: Polny Chwast Trwałe urazy: rozcięte lewe ucho; ślady po kocich pazurach na prawym boku;
Potężny kociak o złotych ślepiach. Futro wybarwiło się na kolor niebieski, jednak brzuch, pysk i łapki opanowała biel. Posiada charakterystyczną niebieską plamę na brodzie.
spokojny, serdeczny, przyjemny, nieco przygaszony
Koślawa Łapa (KC) Jad (S)
Znaleźli kogoś! i to chyba nawet niejakiego Alojzego, którego szukali. Wzburzona Łapa podniósł wysoko ogon i uszy wyraźnie zadowolony i zaciekawiony. Słuchał Szyszkowej Łapy... i wpadł na śmieszny pomysł. Skoro samotnicy mieli śmieszne imiona to oni chyba też mogli na chwilę przybrać nieco inną tożsamość. Spojrzał na koleżankę uśmiechnął się i mrugnął dwa razy. - Tak jak Sosna mówi! Szukamy nauczyciela - Sosna... nowa Szyszka - Ja już trochę wiem! O tym jak leczyć podstawowe rany, przeziębienia czy białe i zielone kaszle, później jej o tym opowiem. - uśmiech tym razem do kocura. Chciał wiedzieć coś nowego, a nie powtarzać to co już wiedział. Położył listek lawendy i gwiezdnicy. - Znalazłem je niedawno... wiesz może czy mogą się jakoś przydać? Poza tym... ja bym chciał wiedzieć czy mogę poradzić coś na bóle... chyba głowy albo jakieś urazy z nią związane. A ty Sosna? - chciał pomóc ojcu, więc... spytał. Zioła na bóle głowy chyba powinny mu jakoś pomóc, przynajmniej on był takiego zdania i chciał tego spróbować. Spojrzał na cienistą kotkę, Niech ona też zada jakieś pytanie, a w drodze powrotnej on uzupełni jej wiedzę jeśli będzie o coś pytać. Jeśli nie to... może sam opowie? Zobaczymy to temat na powrót a nie początek przygody!
Tell meONCEagain •I couldhave been anyone, anyoneelse• BeforeYOUmade theCHOICEfor me •MyfeetKNEWthepath• Wewalkedin thedark,in thedark INEVERgave a singleTHOUGHT To•where•it•might•lead
A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
Rudy kocur spojrzał na dwójkę młodziaków. Przyjrzał się uważnie i potwierdził swoje przypuszczenia, że to są małe szczyle. Cieszył się, że aż tak młode koty interesowała wiedza lecznicza... ale obawiał się, że nie będą w stanie wypełnić zadania, o które chciał prosić następnego spotkanego kota. Cóż, jego spotkanie będzie musiało jeszcze trochę poczekać.
— Zaiste, uczę za opłatą. Chociaż tyle co widzę to przynieśliście... trochę tyle co kot napłakał, ale dobrze, dobrze, coś zaradzimy. Jak skończymy pójdziesz mi jeszcze coś złapać, co ty na to Sosna? — spojrzał na burą kotkę, a potem na niebieskiego kocura. — Ty ze mną się przejdziesz na małą przechadzkę. Potrzebuję jednego medykamentu, pomożesz mi zbierać. — zaproponował, a potem przeszedł do odpowiadania na pytania strikte o medycynie.
— Mhm mhm. Okej. To pierwsze to liść lawendy, można też zbierać jej kwiaty, tak nota bene. Pozwala zbijać gorączkę, uspokaja, poprawia trawienie. Oprócz tego ma działanie przeciwskurczowe. Połącz to z korą wierzby, to wyleczysz nawet te gorsze zatrucia pokarmowe. — opisał zastosowanie pierwszej z roślin, a także dołączył krótki opis wyglądu całej rośliny. — A to jest gwiazdnica. Używaj liści. Można nią leczyć zielony kaszel, bodaj tak to nazywacie w tych okolicach? Jałowiec, wrotycz i kocimiętka dzielą to samo zastosowanie co gwiazdnica, ale kocimiętką dodatkowo możesz wyleczyć też czarny kaszel. — ponownie przedstawił krótki opis gwiazdnicy, dorzucając dodatek w postaci innych ziół, które mogą pomóc na tę samą dolegliwość. W końcu potem otrzyma trochę lepszą zapłatę, dlatego może dorzucić trochę dodatkowych rzeczy. Na sam koniec poruszył ostatnie pytanie kota, którego imienia na razie nie znał. — Na ból głowy jest dobra wcześniej wspomniana kora wierzby. Złocień też daje radę, ale on rośnie bliżej drogi, nie wiem czy się tam zapuszczacie. — wspomina o alternatywie, choć trochę mniej dostępnej w tej części lasu.
what a glorious feeling! i'm happy again! ° i'm laughing ofclouds °
= sodarkup above = the s u n is inmyheart andIamreadyfor love!
Księżyce: 103 Mistrz: Bzycząca Polana Płeć: nb (afab) Matka: Agrestowy Krzew Ojciec: Zmarznięty Nos Trwałe urazy: Brak ojca
Typ budowy europejski; długie klasycznie pręgowane futro o maści czekoladowej; biały na piersi, brzuchu i łapach; na jednej łapie beżowa plama; na pyszczku znajduje się ruda plamka; oczy żółto-zielone; niewysoki, wydaje się być masywny;
Ucieszył się, że Alojzy nie odprawił ich z kwitkiem, bo za mało przynieśli podarków. Uśmiechnął się do rudzielca i energicznie pokiwał głową. -Dobrze, od razu po spotkaniu pójdę upolować więcej czegoś smacznego. Masz jakieś szczególne upodobania?- Zapytał, chcąc jak najlepiej odwdzięczyć się kocurowi. Wzburzonej Łapie też będzie musiał postawić zwierzynę, gdy ten nauczy go później innych chorób.
Na pytanie niebieskiego, zastanowił się chwilę. Nie chciał być medykiem, więc nie zależało mu aż tak bardzo na leczeniu innych, ale za to chciał znać zioła, by móc dołożyć się do składziku. -Ja to bym chciała przede wszystkim poznać medykamenty...- Odparł i wtedy przypomniał sobie o starszyźnie i kociętach. Jednak chciałby wiedzieć, jak im pomóc. - Może też choroby i dolegliwości kociąt i starszych kotów.- Dodał, a następnie wsłuchał się uważnie w wytłumaczenie Alojzego, starając się zapamiętać wszystko co mówił.
Księżyce: 43 Mistrz: Tnąca Zawieja Płeć: kocur Matka: Ostry Kwiat Ojciec: Polny Chwast Trwałe urazy: rozcięte lewe ucho; ślady po kocich pazurach na prawym boku;
Księżyce: 43 Mistrz: Tnąca Zawieja Płeć: kocur Matka: Ostry Kwiat Ojciec: Polny Chwast Trwałe urazy: rozcięte lewe ucho; ślady po kocich pazurach na prawym boku;
Potężny kociak o złotych ślepiach. Futro wybarwiło się na kolor niebieski, jednak brzuch, pysk i łapki opanowała biel. Posiada charakterystyczną niebieską plamę na brodzie.
spokojny, serdeczny, przyjemny, nieco przygaszony
Koślawa Łapa (KC) Jad (S)
- Jasne! Chętnie ci pomogę w zbieraniu czego tylko będziesz chciał... pod warunkiem, że powiesz tylko co mam zbierać - uśmiechnął się i puścił rudzielcowi oczko. Chętnie pomoże a przy okazji czegoś dodatkowego może się nauczy.
Gdy Alojzy zaczął mówić, tłumaczyć kocurek zamienił się w słuch, znowu notował wszystko we łbie chcąc o niczym nie zapomnieć, w końcu do byłaby tragedia! Dowiedział się a za dwa dni bum pustka... o nie nie. Złocień... albo kora wierzby, do tego lawenda i może Polny Chwast poczułby się trochę lepiej? Zobaczymy.
Później przeniósł wzrok na Szyszko Sosnę. Zadawała dobre pytania, na które odpowiedzi niebieski sam chciałby znać więc uśmiechnął się delikatnie ponownie. To zdecydowanie był dobry dzień.
Tell meONCEagain •I couldhave been anyone, anyoneelse• BeforeYOUmade theCHOICEfor me •MyfeetKNEWthepath• Wewalkedin thedark,in thedark INEVERgave a singleTHOUGHT To•where•it•might•lead
A potem ta kotka stała się Wydmą. Na dzień ceremonii pięknie wyczyściła futerko i starała się, aby tak pozostało. Tylko te parę dni było do przystosowania się do rangi i tego, o z nią związane. Futro Wydmowego Wiatru więc jest teraz czystsze, niż gdy była terminatorką. Zdobyła też trochę mięśni. Nadal wysoka i długa, ruda tygrysio pręgowana z białymi znaczeniami i zielonymi oczami. Teraz już dużo w jej wyglądzie zmieniać się nie będzie, chyba, że dostanie jakieś bitewne blizny. Ale innych zmian chyba nie będzie.
Charakter wojowniczki o imieniu Wydmowy Wiatr nie zmienił się, prócz tego, że nie jest aż taka energiczna. Albo po prostu poważniejsza. Minęło trochę czasu od mianowania, więc jeszcze nie widać, czy mocno się zmieniła. Na razie jest tak, jak było, jednie jej energiczność nie jest wykorzystywana w ten sam sposób, bo teraz wykorzystuje ją do pełnienia swoich obowiązków oraz jest poważniejsza. Tyle.
Po stracie tak wielu ważnych kotów Wydmowy Wiatr posmutniała, jest bardziej na boku. Na szczęście nie odbiło się to na terminatorów. Jest lepiej, gdy spotyka kogoś kogo zna, ale jednak ciągle kogoś traci... Próbuje jednak nie ukazywać tego uczucia z głębi siebie.
— Zjadłbym taką fajną, porządną wiewiórę. O ile tutaj jakiekolwiek żyją, nie przejmuj się konkretami. Mięso to mięso. — odpowiada Alojzy na pytanie Sosny, a potem zerknął z powrotem na niebieskofutrego. — No tak, to jest oczywistość. Przejdziemy do tego za chwilę. — mówi powoli, zwracając na chwilę wzrok na drzewa. Ciekawe, czy znajdą jakieś ciekawe roślinki, hm.
— Z medykamentami wygląda to ogólnie tak, że większość tego, co spodziewasz się że medykamentem jest — nim jest. Wygląd i nazwy roślin, które pomagają na różne dolegliwości prawie na pewno znacie. Oczywiście uważajcie na to, czego niekoniecznie kojarzycie. — ostrzega, w końcu hej, to są takie młodziaki, kto wie czy one to wiedzą!
— Od kociąt zaczynając... kocięcy kaszel, za to starsze koty często cierpią na bolące stawy. Oprócz tego? Wszystko inne też jest zdecydowanie możliwe, ale te dwa konkrety to takie... typowe rzeczy. Macie kocięta, w tak młodym wieku? I starszych do opieki? Czy po prostu jesteście z któregoś Klanu? — pyta z ciekawości, aniżeli z jakieś urazy do Klanowych kotów, dopóki płaciły odpowiednią cenę, to nie było problemu. — Na kocięcy kaszel podbiał, który leczy ten szczególny rodzaj kaszlu, teoretycznie inne zioła od kaszlów też powinny dać radę, ale to tylko tak wiesz! W ostateczności. Na stawy jagody jałowca z jakubkiem, bądź nawłoć czy stokrotka.
what a glorious feeling! i'm happy again! ° i'm laughing ofclouds °
= sodarkup above = the s u n is inmyheart andIamreadyfor love!
Księżyce: 103 Mistrz: Bzycząca Polana Płeć: nb (afab) Matka: Agrestowy Krzew Ojciec: Zmarznięty Nos Trwałe urazy: Brak ojca
Typ budowy europejski; długie klasycznie pręgowane futro o maści czekoladowej; biały na piersi, brzuchu i łapach; na jednej łapie beżowa plama; na pyszczku znajduje się ruda plamka; oczy żółto-zielone; niewysoki, wydaje się być masywny;
Szyszkowa Łapa pokiwał głową na znak, że przyjął, a następnię podniósł przyniesionego wróbla i położył bliżej łap Alojzego. Mógł on służyć jako przegryzka na czas, gdy czekoladowy kotek będzie ścigał wiewiórki.
Na pytanie o pochodzenie z klanu Szyszka spojrzał na Bobra, nie wiedząc co powiedzieć, ale po chwili wpadł na pomysł. -Ja i Niebo - Tu wskazał ogonem na Wzburzoną Łapę. - chcemy w przyszłości mieć razem kocięta...- Skłamał, patrząc pod swoje łapy i jedną z nich rysując po podłożu z zażenowania. Choć słowa nie były zgodne z prawdą, to jednak czuł zawstydzenie na sugestię, że mógłby z kolegą próbować coś więcej niż przyjaźń.
Na szczęście Alojzy zmienił temat, odpowiadając na jego pytanie i Szyszkowa Łapa w pełni poświęcił się uważnemu słuchaniu o chorobach.
Korek tego dnia obudził się wcześnie nad ranem, nawet nie było jeszcze widno. Zbudził go szmer albo kroki, które potem okazały się być tylko wróblem, który wstał zbyt wcześnie i najwidoczniej nie miał co ze sobą zrobić. Ptasie harce jednak zdołały zainspirować Korka by i ze sobą coś zrobić i zapolować.
Otrzepał się z ziemi i kurzu, poprzeciągał wszystkie kończyny i zaczął iść przed siebie powoli, węsząc i rozglądając się za zwierzyną.
Mały kocurek wyruszył na polowanie, a więc zapewne był głodny. Rozglądał się więc za zwierzyną, jednak absolutnie nic nie podchodziło do jego nosa, ani jeden wyrazisty zapach, nie licząc wróbelka który go zbudził, a który już dawno był poza jego zasięgiem. Cierpliwość jednak popłaciła, bo... Korek niekoniecznie poczuł, co usłyszał zwierzynę. Przeraźliwe skrzeki wydobywały się zza krzewu jeżyn, a jeśli podszedł bliżej, zauważył, że wielka wrona zakręciła się w krzaku. Kolce raniły jej skórkę, rwały pióra, a ona szamotała się w popłochu i panice, sprawiając, że sytuacja była gorsza z każdą sekundą. Miał szansę ją uratować na dwa sposoby - wydostać z kolczastych krzewów, raniąc przy tym własne łapy, albo ukrócić jej cierpienia pazurami w głowie.
Problemów ze słuchem nie zauważył do tej pory, więc skrzeki były prawdziwe, co oznaczało dwie rzeczy. Albo potencjalną ofiarę albo kogoś, kto zrobi potencjalną ofiarę z Korka.
Ostrożnym, cichym krokiem zaszedł krzew jeżyn, gdzie dostrzegł utkniętą w gałęziach wronę, wyjątkowo dużą. Trochę nie mógł wierzyć we własne szczęście, ale najwidoczniej bycie najlepszym samotnikiem ze wszystkich popłacało?
Wziął wdech, uniósł przednią łapę z wystawionymi pazurami i rzucił nią w stronę ptaka, chcąc wbić mu je w głowę lub ciało, byleby zahaczyć, złapać i pociągnąć w miarę możliwości.
Pokusił się, chytrze chcąc wykorzystać konające zwierzę dla własnych korzyści. Sięgnął łapami po wronę, jednak był na tyle nieuważny i skupiony jedynie na ofierze, że kolce jeżyny skaleczyły jego łapę. Jedna igiełka wbiła się w opuszek kocura, jednak szybko odpadła, nie zdążyła zagłębić się bardziej. Niemniej mógł poczuć dyskomfort i nieco bólu, kolec może mały, ale bolał! Oprócz tego, okazało się, że wrona była zbyt głęboko usadzona w krzaku. Zabił ją swoim ciosem, to prawda, jednak nie zdołał wyciągnąć - szarpnął ją do góry tak, że kolce zakleszczyły się w niej jeszcze bardziej, została przebita na wylot i... tyle z niej było. Zmiażdżone ciałko, pióra i kości to nie było coś, co samotnik byłby w stanie zjeść. Z całej akcji mógł wynieść jedynie nieco bólu i poczucia, że zrobił coś dobrego - ukrócił cierpienie tego biednego ptaszka, pomijając fakt, że uznał ją za łatwą ofiarę. Niestety.
Cała akcja wydarzyła się jakoś zbyt szybko. W jednej chwili stracił potencjalne pożywienie, a on sam zdołał się nadziać na kolec, jak byle kocię! Tupnął niezadowolony łapą o ziemię i zaczął iść dalej. Jeśli nic nie znajdzie to może jeszcze się wróci do wrony, ale wolałby jednak znaleźć coś mniej poprzebijanego przez ostre kolce.
Szedł więc przed siebie, węsząc i nasłuchując za kolejną zwierzyną.
Szedł i szedł, ale oprócz coraz to bardziej cichnącej wrony za sobą, nie słyszał niczego innego. Gdzieś tam trzepotanie skrzydeł, jednak ptaka brak, gdzieś tam gwizd wiatru czy szelest liści... nic więcej. Albo szukał zbyt mało dokładnie, albo po prostu był na tej Polanie absolutnie totalnie sam! Nie wiadomo.