Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
Kukułka też nie wiedziała czym to jest, ale już zdążyła przyzwyczaić się, że nie każde samotnicze imię ma sens, a tylko klanowe koty bardzo przejmują się tym, by były to jakieś rzeczy faktycznie w lesie istniejące. Przecież znała też choćby Onyks, której imię nic jej nie mówiło i raczej żadnym kwiatkiem, którego można by w lesie spotkać nie było, albo właśnie Izabelę, która... też nie miała leśnego imienia.
- Tego, że będzie chora. Wiesz, ona miała jeszcze mniej futra, niż ty - zażartowała. - Miała takie... kędzierzawe, przerzedzone trochę - odparła, wzruszając lekko barkami. Czyli, w skrócie, łatwo byłoby się przeziębić, a że była samotniczką, to pewnie bała się, że żaden medyk jej nie pomoże. Ale nie wiedziała, że klanowi medycy nie są takimi okrutnikami bez serca; jej na przykład niedawno z chorobą stawów pomógł Krwawnikowy Liść. Choć, nie bez pytania, czy mogłaby mu coś przynieść z powrotem. A, właśnie.
- Oczywiście, toż mówię, że tobie się bardziej przyda - rzuciła, poruszając z rozbawieniem wąsami. - W ogóle, rozmawiałam ostatnio z jedną samotniczką i... powiedziała, że jak bardzo chcemy, to może nas zaprowadzić na Osiedle. I, szczerze powiem ci, że poszłabym tam. Podobno jest tam sporo kryjówek przed zimnem. A jak nam się nie spodoba, to można się cofnąć do Siedliska Koni i skryć w stajni, w sianie - powiedziała, przesuwając się nieco na bok, by Toń mógł też chwycić szalik w zęby, coby łatwiej im się ciągnęło w dwójkę.
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Ciężki do uchwycenia osobnik, wyraźnie lubiący kamuflować się wśród leśnej roślinności, dzięki swojemu ciemnemu umaszczeniu. Imponującego wzrostu, atletycznie zbudowany, smukły kocur. Łapy ma długie i szczupłe, a gibkie i sprężyste ciało zwinnie porusza się między drzewami i krzewami. Na klatce piersiowej widnieją delikatne zarysy żeber, pysk ma suchy, z wyraźnie zaznaczonymi kośćmi policzkowymi. Czarna, miejscami nieco zbrązowiała od słońca. krótka sierść jest szorstka, mocno poczochrana i zmierzwiona, często brudna. Ślepia szaroniebieskie. Dziąsła i język poplamione są ciemnymi znaczeniami, a kilka jego wibrysów połamało się lub skrzywiło.
Chodzi ścieżkami, które sam sobie wyznacza. Powsinoga i włóczykij, kocha wałęsać się całymi długimi godzinami, a nawet i dniami po lesie, i robi to non-stop, od kiedy zostawił za sobą swój Klan i wszelkie pętle zakładane na łapy, które go ograniczały. Wolność dodała mu wyraźnej werwy i chęci do zwiedzania tego, czego jeszcze nie odkrył. Nie toleruje słabeuszy, miękkich kotów, które nie są w stanie udowodnić swojej siły, nieważne, czy psychicznej, czy fizycznej, bo on sam musiał nauczyć się na przestrzeni księżyców przeskakiwać wszystkie kłody, jakie życie rzuca pod łapy. Nie brak mu pewności siebie i brawury. Wolna dusza o niewielkich hamulcach i małych pokładach cierpliwości.
XXXXPrychnął cicho pod nosem. Gdyby strumień był głęboki, owszem, po zanurzeniu się można by się przeziębić, ale w tak płytkim nurcie? Małe szanse, no, chyba, że ktoś specjalnie chciał się zaziębić. XXXX– Ale jak kędzierzawe, że kręcone? To koty mogą mieć taką sierść? Na pewno nie była jakaś chora? – zdziwił się, marszcząc nos. Ciężko mu było wyobrazić sobie takiego kota, ale wiele było rzeczy, o których jeszcze nie wiedział. Może gdzieś żyły koty, które w ogóle nie miały futra? Huh, nieee, to już byłby wybryk natury. Totalny. XXXX– Tak… można – odpowiedział, zastanawiając się nad tą opcją. Też nad tym myślał, ale we dwójkę, tak sami na obcym terenie mogło być niebezpiecznie. Ale skoro miała jakąś znajomą, to może mogła im posłużyć jako przewodniczka. Osobiście ciekawiła go taka wizyta w mieście, bo takie określenie też usłyszał z pysków innych. Podobno żyło się tam zupełnie inaczej, niż w lesie. – Słyszałem ploteczki od innych, podobno jest tam sporo gangów. Trzeba będzie się jakoś, wiesz, dogadać z nimi – powiedział, przeciągając się, aż jakaś kostka mu w stawie strzeliła. – Co to za samotniczka? – zagaił, podchodząc do niej i złapał zębami za miękki, przyjemny materiał, ciągnąc w swoją stronę, ale nie za bardzo, aby nie rozerwać dziwnego tworu dwunożnych.
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
- Noo! Jak... nie wiem, do czego to porównać! Może do wełny, widziałeś kiedyś owce? No, to one mają też takie kręcone futro, ale o wiele więcej go mają, a ona miała go tak mało! - spytała. Sama zostawiła całą wełnę w obozie, jakoś jej nie przyszło do głowy, by cofnąć się po tą czarną, od znajomej owieczki, ale... miała wtedy sporo myśli w głowie i to była ostatnia rzecz, o której by wtedy pomyślała. A szkoda, miałaby niezłą pamiątkę. No i mogłaby pokazać bratu jak taka wełna wygląda, jeśli nie miał okazji zobaczyć stada owiec wypasanego na ich terenach. - Nie wiem, czy była chora, czy to znów jakiś dziwny wymysł natury, albo co, ale na chorą nie wyglądała - dodała, lekko wzruszając barkami, bo w sumie nie znała się na tym. - Ale nie była jedyną samotniczką z takim futrem, którą widziałam! Więc musi ich być gdzieś więcej? - dodała nagle, przypominając sobie również o Sekwoi, z którą kiedyś utknęła w pniu drzewa, bo rozpadał się śnieg. Ach, jak mogła zapomnieć o tak barwnej osobistości, która robiła sobie z niej jaja w każdym możliwym momencie?
- Hej przygodo! - zażartowała słysząc zgodę brata. Sama nie wiedziała jak tam będzie, ale nie było wcale tak daleko, żeby nie móc się przejść, prawda? Skinęła lekko głową. - Słyszałam, że to takie bardziej krwiożercze klany - dodała nutkę od siebie, lekko się wyszczerzając głupkowato. - Ale zresztą, i tak bym się tam wybierała, chociaż na dzień, czy dwa... mam dług u medyka wichru po tym, jak mnie wyleczył. Teoretycznie nie istnieje nawet cień szansy, że by mnie za to ścigał, ale prosił mnie, bym znalazła coś takiego jak kocie ziele - wyjaśniła przy okazji. Nie był to główny motyw jej chęci zajrzenia na osiedle, ale poboczny. - Onyks - zarzuciła imieniem kocicy ciekawsko zerkając na brata. Kojarzył? Lampka się zaświeciła?
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Ciężki do uchwycenia osobnik, wyraźnie lubiący kamuflować się wśród leśnej roślinności, dzięki swojemu ciemnemu umaszczeniu. Imponującego wzrostu, atletycznie zbudowany, smukły kocur. Łapy ma długie i szczupłe, a gibkie i sprężyste ciało zwinnie porusza się między drzewami i krzewami. Na klatce piersiowej widnieją delikatne zarysy żeber, pysk ma suchy, z wyraźnie zaznaczonymi kośćmi policzkowymi. Czarna, miejscami nieco zbrązowiała od słońca. krótka sierść jest szorstka, mocno poczochrana i zmierzwiona, często brudna. Ślepia szaroniebieskie. Dziąsła i język poplamione są ciemnymi znaczeniami, a kilka jego wibrysów połamało się lub skrzywiło.
Chodzi ścieżkami, które sam sobie wyznacza. Powsinoga i włóczykij, kocha wałęsać się całymi długimi godzinami, a nawet i dniami po lesie, i robi to non-stop, od kiedy zostawił za sobą swój Klan i wszelkie pętle zakładane na łapy, które go ograniczały. Wolność dodała mu wyraźnej werwy i chęci do zwiedzania tego, czego jeszcze nie odkrył. Nie toleruje słabeuszy, miękkich kotów, które nie są w stanie udowodnić swojej siły, nieważne, czy psychicznej, czy fizycznej, bo on sam musiał nauczyć się na przestrzeni księżyców przeskakiwać wszystkie kłody, jakie życie rzuca pod łapy. Nie brak mu pewności siebie i brawury. Wolna dusza o niewielkich hamulcach i małych pokładach cierpliwości.
XXXX– Widziałem – przytaknął. Widząc owce pierwszy raz w ogóle nie był pewien, czy to jego oczy nie płatają mu figla, ale nie, one naprawdę wyglądały tak... dziwnie, jakby nienaturalnie. Ale było wiele dziwnych rzeczy poza Klanem, szkoda, że ci, którzy w nim żyli byli tak ograniczeni i zapewne nawet nie zdawali sobie sprawy z tego, jak wiele ich omija. W takich chwilach naprawdę cieszył się, że dał nogę. Choć momentami ciekawiło go, jak tam się w Cieniu wiodło, czy Polna Gwiazda w końcu padł, czy Pochmurna Łapa i Huraganowa Łapa zrozumiały, że są beznadziejne albo co się działo z jego włochatym wężem, którego oddał do Liściastego Gąszczu, pewnie już dawno leży gdzieś rozszarpany przez bachory. XXXX– Na osiedlu jest mnóstwo kotów, na pewno spotkamy jakieś, no, dziwne – stwierdził, choć nie był całkiem pewny, czy było to prawdą. W ogóle nie wiedział, co ich tam czeka, ale skoro postanowili, że tam pójdą, to nie mogli się wycofać, a jeśli będzie tam zbyt niebezpiecznie to, cóż, zawsze mogą wrócić na te ziemie. – No i pieszczochy. Dużo pieszczochów – dodał, choć ton mu się zmienił na bardziej lekceważący. Wciąż uważał te ulane kluski za leniwe i uzależnione od ludzi. XXXX– Pierwsze słyszę – odpowiedział, marszcząc nos. – No, aaale... skoro jej ufasz, to można spróbować – mruknął po chwili, udając, że się namyśla, bo prawda była taka, że przyda im się przewodnik i nawet Toń, który wolał chodzić ścieżkami, które sam sobie wyznacza i decyduje, gdzie iść, cóż, musiał to przyznać. Kukułce o wiele lepiej szło nawiązywanie nowych znajomości, więc nic dziwnego, że się dogadała z tą samotniczką. I dobrze, dzięki temu będą mieli ułatwione zadanie.
Po jednej babci imię - po drugiej wygląd. Bowiem widocznie wdała się bardziej w Ciemną Toń, niż któregokolwiek z rodziców. Jej szata bowiem jest długa, w całości czarna, bez ani grama białego znaczenia. Taka, o, zwykła. I, podobnie jak rodzicielka jej ojca jest smukłą, przeciętnego wzrostu kotką, nieprzesadnie niską, ale również nieprzesadnie wysoką. Jest dumną posiadaczką złotych, skrzących się radośnie oczu. Dba o swój wygląd, o to, by na sierści nie znalazło się ani grama nieczystości, acz, jeśli akurat dobrze się bawi, czy spaceruje, to nie robi jej to różnicy czy wygląda ładnie, czy średnio.
Leniwa, ale sympatyczna, choć uparta i czasami wredna
Czyli widział. W porządku, łatwiej mu będzie wyobrazić sobie takiego kota z kręconym futrem. Kukułka nie miała pojęcia, czy jeszcze kiedykolwiek będzie w stanie spotkać Sekwoję, czy Izabelę, bo nie wiedziała skąd pochodzą, ani gdzie teraz rezydują, więc nie mogła obiecać Tońkowi, że kiedyś uda się je zobaczyć mu na żywo, więc taki opis prawdopodobnie będzie musiał mu wystarczyć na bardzo długi okres czasu - lub na zawsze, kto wie, ile kotów z kręconym futrem zobaczą jeszcze po drodze? Albo na osiedlu?
- Może spotkamy jakieś z dwiema głowami? - zażartowała. Ciekawiła się, ile rodzajów kotów istnieje na świecie innych niż te w klanach. Pamiętała przecież Żmijową Łapę, który urodził się poza klanem, a do niego przywędrował razem z dziadkiem, Wilczym Szlakiem. Nie miał on ogona (i to nie tak, że ktoś mu go odgryzł, jak Polnej Gwieździe!), oraz miał takie śmieszne uszyska! Ciekawe jakie jeszcze koty z takimi niecodziennymi cechami wyglądu dało się spotkać.
Uśmiechnęła się szeroko na zgodę brata. Oczywiście, że ufała Onyks! I nie wątpiła, że zaprowadzi ich na miejsce, a jakby mieli problem z powrotem do lasu, to odprowadzi ich i tutaj, jeśli faktycznie uda się z nią skontaktować przez innych samotników. Z radości aż pociągnęła mocniej szalik, który automatycznie wyskoczył spod gruzów, sprawiając, że Kukułka straciła równowagę i wylądowała na tyłku, acz po chwili puściła materiał i zaczęła się głupkowato śmiać.
- To co, chodźmy sprawdzić, czy będzie dla ciebie dobry - zażartowała, ruchem pyska wskazując zachodzące słońce. Chyba czas się zaszyć w ciepełku, owinięci szalikiem i sprawdzić, czy z jego pomocą da się przetrwać trudy zimy!
Dość rosły kocur o długim, złotym futrze z charakterystycznym czarnym nalotem ciągnącym się od końca grzbietu aż do łap. Nalot przechodzi również na jego puchaty, długi ogon, który mimo, że nieco ciemniejszy, jest biały od spodu. Ma dość mocno bursztynowe oczy. Posiada biel ciągnącą się od nosa i "rozlewającą się" w kryzę. Nieco niżej ma również kolejną plamę bieli, która zakręca aż na tył jego przednich łapek. Po matce odziedziczył dość długie wąsy, natomiast po ojcu, charakterystyczną "M-kę" z pręg na czole. Ma pręgowanie ticked.
Zdecydowanie ogranicza mówienie, szczery do bólu. Ma dość duże ambicje i wymagania wobec siebie, dodatkowo często się przepracowuje. Mimo bycia raczej typem samotnika umie docenić towarzystwo innych. Oddany rodzinie, a tym samym klanowi ponad życie. Dość mocno wierzy w klan gwiazdy i rygorystycznie trzyma się ich zasad.
Słonecznik/Apollo [KW], Gremlin [NŚ], Barwa [KR]
Informacja w obozie rozchodzi się w niezwykle szybkim tempie. Nic więc dziwnego, że po relatywnie krótkim okresie czasu Kunę doszły słuchy o rzekomym nasileniu się ataku dużych grup ptaków na patrole. Mimo, że może i to nie on był od rozwiązywania takich kwestii, coś go w niej męczyło i ciągle czuł się jakby mógł zrobić cokolwiek aby temu zapobiec. Nie wiedział jednak co. Tak też zrobił jedyną rzecz na jaką wpadł: odmeldował się Wężowemu Błyskowi po czym skierował się poza granicę w stronę Kłującego Gąszczu. Podobno to właśnie to miejsce było domem dla największej ilości ptactwa w okolicy. Czy wyruszanie tam samemu było idiotyzmem? Możliwe, ale Kuna chciał rzeczywiście poczuć, że coś robi, a to był jego jedyny pomysł. Niestety, albo i stety dla niego, nic tam nie znalazł, tak też postanowił się przejść nieco dalej, ciągle wierząc, że może znajdzie jakiekolwiek źródło problemu. To jednak nie zmierzało się pojawić i zamiast tego kocur po dłuższej chwili znalazł się na skraju Grzmiącej Ścieżki, nie do końca wiedząc jak się tam znalazł ani po co zaszedł aż tak daleko. Oczywiście znał drogę, którą pokonał, aczkolwiek jakoś się podczas niej zamyślił i całkowicie wyłączył się aż do tego momentu.
Jednakże mimo, iż jego umysł się wyłączył, a myśli powędrowały daleko, jego łapy ciągle trwały przy jego ciele pokonując kolejne dystanse, tak też po tak długiej wędrówce powoli zaczynały dawać o sobie znać. Z braku innego zajęcia Kuna pozwolił sobie na odpoczynek i przysiadł na skraju rowu, jednocześnie dokładnie oglądając to co znajdowało się naokoło niego. W końcu raczej często w tej okolicy nie bywał, tak też równie dobrze mógł nieco zobaczyć jak to wszystko wygląda.
[Omen]
You gotwhatyoubeenaskingfor ★【Yourfantasywheels andeverything you think 】★ Andeverythinkyoufeel ♡⸻ Isalright,alright,ALRIGHT,ALRIGHT,A L R I G H T ⸻♡
Księżyce: 96 Płeć: kocur Matka: Tsunami Ojciec: Czarnowron Trwałe urazy: jednostronna głuchota(na lewe ucho) i lekka wada wzroku
bardzo wysoki, szczupły albinos o długim futerku i różowych oczach.
lokalna kryptyda i głodny wiedzy dziwak.
Omen był, ale jednak praktycznie go nie było. I z każdym dniem zdawać by się mogło, że było go w Nowym Świcie tylko coraz mniej.
I tego dnia również nie było go za długo w obozie poza jego norą. Wymknął się tylko po coś do jedzenia, zauważył, że jest dzisiaj pochmurnie i wrócił do siebie. Dopiero jakiś czas po posiłku zdecydował się opuścić ponownie swoją norę. A potem w ogóle obóz Nowego Świtu.
Nie miał jakiegoś konkretnego celu podróży. Niczego szczególnego nie szukał. Szedł tam, gdzie go łapy prowadziły. A potem znowu wróci do domu. Może.
Nawet nie zauważył kiedy znalazł się po drugiej stronie śmierdzącej ulicy, ani kiedy w oddali mógł zobaczyć sylwetkę złocistego kota.
Ale w końcu się ocknął, jakby z transu i teraz bardziej świadomie sunął po skraju rowu niczym zjawa, z każdym uderzeniem serca skracając dystans pomiędzy nim, a nieznajomym kotem, którego zapachu nie czuł. W końcu był tak blisko tej śmierdzącej drogi.
- Dzień dobry - w końcu nieznajomy mógł usłyszeć albinosa, który zatrzymał się wystarczająco blisko, by nie musiał krzyczeć, a jednak wystarczająco daleko, by nie narażać się zbytnio. Nigdy nie wiadomo na kogo się natknie. Złocisty kocur mógł również wręcz poczuć charakterystyczną intensywność wzroku różowych, lekko przymrużonych oczu Omena.
Dość rosły kocur o długim, złotym futrze z charakterystycznym czarnym nalotem ciągnącym się od końca grzbietu aż do łap. Nalot przechodzi również na jego puchaty, długi ogon, który mimo, że nieco ciemniejszy, jest biały od spodu. Ma dość mocno bursztynowe oczy. Posiada biel ciągnącą się od nosa i "rozlewającą się" w kryzę. Nieco niżej ma również kolejną plamę bieli, która zakręca aż na tył jego przednich łapek. Po matce odziedziczył dość długie wąsy, natomiast po ojcu, charakterystyczną "M-kę" z pręg na czole. Ma pręgowanie ticked.
Zdecydowanie ogranicza mówienie, szczery do bólu. Ma dość duże ambicje i wymagania wobec siebie, dodatkowo często się przepracowuje. Mimo bycia raczej typem samotnika umie docenić towarzystwo innych. Oddany rodzinie, a tym samym klanowi ponad życie. Dość mocno wierzy w klan gwiazdy i rygorystycznie trzyma się ich zasad.
Słonecznik/Apollo [KW], Gremlin [NŚ], Barwa [KR]
Kuna był mocno przyzwyczajony do tego, że kiedy ktokolwiek się do niego zbliżał z reguły mógł to wyczuć. Bo słuch nie zawsze pozwalał na wyłapanie kroków po miękkim podłożu. Węch natomiast nigdy go nie zawodził. A przynajmniej do czasu, kiedy nie siedział zaraz obok Grzmiącej Ścieżki i jej smród całkowicie uniemożliwił mu wyczucie czegokolwiek innego. Nic więc dziwnego, że kiedy Kuna, bardzo zajęty inspekcją tego co znajdowało się przed nim i co było w rowie, nijak nie zauważył przybysza i wręcz podskoczył na jego nagłe odezwanie się. Dodatkowo fakt, że nieznajomy kot dzięki swoim różowym oczom i przejrzyście białej sierści nie wyglądał dla Kuny jak ktoś z świata żywych, spowodowało że kocur w zdumieniu poślizgnął się i wpadł pyskiem w dół w znajdujący się przed nim rów. Może i nie była to zawrotna wysokość, ale w połączeniu z szokiem i poleceniem prosto na pysk trochę to zabolało. Wojownik stęknął, podnosząc się na łapy i otrzepując z sierść z brudu, po czym wyjrzał zza rowu tylko po to aby zrozumieć, że postać, która tak go wystraszyła nadal tam była i wydawała się dość żywa. Dla swojej własnej dumy wolałby się już z owym kotem nie mierzyć po tym jak ten musiał oglądać jego upadek, ale najwyraźniej zachowanie resztek honoru nie było mu dane. - Um... Dzień dobry.... Przepraszam wystraszyłeś mnie. - wytłumaczył oczywiste, wychodząc z rowu. - Nie sądziłem, że ten zapach jest tak mocny że cię nie wyczuję. - starał się zażartować, ogonem wskazując Grzmiącą Ścieżkę aby nieznajomy miał jasność sytuacji, skąd owy zapach pochodzi. - Ale pozwól, że się przedstawię. Kunie Gardło, wojownik klanu Gromu. A ty...? Przepraszam, ale nijak nie poznaję twojego zapachu. - dopiero kiedy zbliżył się nieco do kocura, w końcu mógł wyczuć jakkolwiek jego zapach, jednak postawiło to przed nim tylko więcej niewiadomych. Nieznajomy nie pachniał bowiem jak jakikolwiek klanowicz czy samotnik. Kim w takim razie był? Czy była w ogóle inna opcja przynależności?
You gotwhatyoubeenaskingfor ★【Yourfantasywheels andeverything you think 】★ Andeverythinkyoufeel ♡⸻ Isalright,alright,ALRIGHT,ALRIGHT,A L R I G H T ⸻♡
Księżyce: 96 Płeć: kocur Matka: Tsunami Ojciec: Czarnowron Trwałe urazy: jednostronna głuchota(na lewe ucho) i lekka wada wzroku
bardzo wysoki, szczupły albinos o długim futerku i różowych oczach.
lokalna kryptyda i głodny wiedzy dziwak.
- Nic ci... Nie jest? - spytał po tym, jak był świadkiem pokazowego poślizgnięcia się i upadku pyskiem w rów nieznajomego. Jeżeli to klanowego kota ucieszy, Omen nie widział z tego niesamowicie dużo przez przymrużone oczy.
- W takim razie przepraszam. Nie chciałem cię... Wystraszyć - były to szczere przeprosiny, jednak jak to jest w omenowym zwyczaju, jego głos był raczej obojętny, wyraz pyska kamienny - Nie byłeś wcześniej tutaj? - przekrzywił delikatnie głowę na żartobliwe słowa kocura, nie łapiąc tego do końca. Każdy kto często tutaj przechodzi wie, że zapach ulicy wręcz odbiera zapach i praktycznie niemożliwe jest wyłapanie zapachu drugiego kota zanim się go zobaczy. Albo zapachu tak właściwie czegokolwiek. Omen zdążył się już trochę do niego przyzwyczaić. Często tędy przechodził, przechodząc na drugą stronę. I teraz gdy był przy rowie smród ścieżki nie przeszkadzał mu bardzo.
- Miło mi poznać. Kunie Gardło. Jestem Omen. Nie należę do żadnego klanu - Omen nie przedstawił swojego pochodzenia, bo... Po co, skoro nie został o nie wprost spytany? Gdy Kuna powiedział, że nie poznaje jego zapachu albinos uznał, że... Może nie miał do czynienia z wieloma kotami spoza klanów? Może? Ale tak czy siak, zdradzanie istnienia Nowego Świtu losowym klanowym kotom nie było dobrym pomysłem. Może Omen ledwo w nim istniał, jednak zależało mu na jego bezpieczeństwie.
Dość rosły kocur o długim, złotym futrze z charakterystycznym czarnym nalotem ciągnącym się od końca grzbietu aż do łap. Nalot przechodzi również na jego puchaty, długi ogon, który mimo, że nieco ciemniejszy, jest biały od spodu. Ma dość mocno bursztynowe oczy. Posiada biel ciągnącą się od nosa i "rozlewającą się" w kryzę. Nieco niżej ma również kolejną plamę bieli, która zakręca aż na tył jego przednich łapek. Po matce odziedziczył dość długie wąsy, natomiast po ojcu, charakterystyczną "M-kę" z pręg na czole. Ma pręgowanie ticked.
Zdecydowanie ogranicza mówienie, szczery do bólu. Ma dość duże ambicje i wymagania wobec siebie, dodatkowo często się przepracowuje. Mimo bycia raczej typem samotnika umie docenić towarzystwo innych. Oddany rodzinie, a tym samym klanowi ponad życie. Dość mocno wierzy w klan gwiazdy i rygorystycznie trzyma się ich zasad.
Słonecznik/Apollo [KW], Gremlin [NŚ], Barwa [KR]
Kuna najchętniej wyrzuciłby z pamięci jakiekolwiek wspomnienie o swoim upadku, ale niestety tak się nie dało. Szczególnie, kiedy napotkany kot był niezwykle uprzejmy i nie dość, że zapytał czy nic się nie stało, to jeszcze zaczął za to przepraszać. Ciężko będzie mu z tego wyjść bez jakiegokolwiek poczucia wstydu i pewnie męczenia się za całą tę interakcję przed spaniem, ale trudno. To problem dla przyszłego Kuny, a na razie musi przetrwać tylko ten wstyd, który teraz czuje. - Nie masz za co przepraszać, po prostu nie spodziewałem się nikogo tutaj. Mogłem bardziej zwrócić uwagę na otoczenie. - posłał kocurowi przepraszający uśmiech, jednocześnie samemu cicho katując się w głowie za popełniony błąd. W końcu mógłby to być drapieżnik, a nie przyjazny kocur. - Szczerze mówiąc... Nie wiem czy mogę powiedzieć, że byłem. Kiedyś zabrali mnie dwunożni i przez nich miałem tę przyjemność znaleźć się w tej okolicy na kilka chwil. Także jeśli to zaliczysz to kiedyś byłem. Ale nigdy nie miałem szansy na przyjrzeniu się wszystkiemu dokładnie... Chociaż niezbyt jest się czemu przyglądać, jeśli mam być szczery. - stwierdził, "poklepując" kilka razy skraj jezdni łapą. - Brzydkie, twarde i śmierdzi. Chociaż z drugiej strony, czego można się było spodziewać po dwunożnych? - podsumował, porzucając temat drogi i wracając do kocura, który również się mu przedstawił. - Omen? Ciekawe imię, pasuje ci. - stwierdził, przyglądając się kocurowi. Nie do końca wiedział co omen znaczy, kojarzył to słowo ale nie do końca umiał je wytłumaczyć. Czuł jednak, że w jakiś sposób pasuje do kocura. - Przepraszam, że tak pytam, ale zawsze mnie to ciekawi... Nie chciałeś nigdy dołączyć do klanu? Zawsze ciekawiło mnie jak to jest żyć zdanym tylko na siebie przez całe życie. - chyba stało się to już standardowym pytaniem Kuny, kiedy spotykał samotnika. Dlaczego to robił? Sam nie wiedział. Chyba jakaś część jego chciała po prostu "nawrócić" samotników na dołączenie do klanu. Chociaż nie wiedział czy Żubrza Gwiazda zgodziłaby się na przyjmowanie byle kogo.
You gotwhatyoubeenaskingfor ★【Yourfantasywheels andeverything you think 】★ Andeverythinkyoufeel ♡⸻ Isalright,alright,ALRIGHT,ALRIGHT,A L R I G H T ⸻♡
Księżyce: 96 Płeć: kocur Matka: Tsunami Ojciec: Czarnowron Trwałe urazy: jednostronna głuchota(na lewe ucho) i lekka wada wzroku
bardzo wysoki, szczupły albinos o długim futerku i różowych oczach.
lokalna kryptyda i głodny wiedzy dziwak.
- Zabrali cię. Dwunożni? Jacy byli? - nie widział ludzi na własne oczy. Nie był jeszcze na osiedlu, chociaż kto wie, może się kiedyś tam uda? Chociaż słyszał okropne rzeczy na ich temat. Ich twory były dziwne, nietypowe, takie nienaturalne. Ale to czyniło je fascynującymi. Stary obóz Klanu Pożogi, z którego narodził się Nowy Świt był tego przykładem. Nie powiedziałby, że akurat wszystko co ludzkie, to brzydkie.
- Twoje imię. Kunie Gardło. Również do ciebie pasuje. Muszę przyznać, że klanowe imiona są całkiem ładne - dla klanowych kotów imiona kotów spoza klanów mogą się wydawać niecodzienne, a dla spozaklanowców klanowe wydają się niecodzienne. Dla Omena fakt, że imiona klanowych kotów zmieniają się wraz z ich wstępowaniem na nowe rangi było bardzo ciekawe. Nowe imię na nowy etap życia. A i po samym imieniu można było wywnioskować jakiej rangi jest dany kot. Ciekawe rozwiązanie.
- Do klanu powiadasz? Cóż. Tak się składa że. Tak, chciałem. Mój pradziadek... Należał do klanu. Przez co zainteresowałem się klanami. Trochę nawet się... Dowiadywałem o was. Na własną łapę. Gdybym miał okazję. Dołączyłbym. Bez dwóch zdań - myśl o dołączeniu do klanu była szczerze interesująca. Poznać zwyczaje i tradycje klanowych kotów na własnej skórze, brać w tym wszystkim udział... To było naprawdę fascynujące. Ale klany były zamkniętymi społecznościami. Nie przyjmowali raczej nie swoich w swoje szeregi. Chyba, że nagle coś się zmieniło. To by było... Ciekawe - Życie na własną łapę jest. Nie dla każdego. Żyłem z moją rodziną. Przez jakiś czas. Ale rozeszli się, zniknęli. Lub umarli. Teraz samotność mnie zżera. Bycie zdanym na własną łapę. Nie jest dla mnie - teoretycznie nie był sam. Wciąż należał w jakimś stopniu do Nowego Świtu. Ale nie czuł się tam już jak w domu. Zbyt dużo się zmieniło. Zbyt dużo jego bliskiej rodziny się rozpłynęła w powietrzu. Albo zmarła. Kiedyś Nowy Świt był wypełniony dziećmi Tsunami. Teraz to się zmieniło i Omen nie czuł tego samego komfortu, co kiedyś. Może dlatego już praktycznie nie przesiadywał w obozie? Może.
Dość rosły kocur o długim, złotym futrze z charakterystycznym czarnym nalotem ciągnącym się od końca grzbietu aż do łap. Nalot przechodzi również na jego puchaty, długi ogon, który mimo, że nieco ciemniejszy, jest biały od spodu. Ma dość mocno bursztynowe oczy. Posiada biel ciągnącą się od nosa i "rozlewającą się" w kryzę. Nieco niżej ma również kolejną plamę bieli, która zakręca aż na tył jego przednich łapek. Po matce odziedziczył dość długie wąsy, natomiast po ojcu, charakterystyczną "M-kę" z pręg na czole. Ma pręgowanie ticked.
Zdecydowanie ogranicza mówienie, szczery do bólu. Ma dość duże ambicje i wymagania wobec siebie, dodatkowo często się przepracowuje. Mimo bycia raczej typem samotnika umie docenić towarzystwo innych. Oddany rodzinie, a tym samym klanowi ponad życie. Dość mocno wierzy w klan gwiazdy i rygorystycznie trzyma się ich zasad.
Słonecznik/Apollo [KW], Gremlin [NŚ], Barwa [KR]
Nieco zaśmiał się w myślach na pytanie kocura odnośnie dwunożnych. Nie, że śmiał się z pytania, tylko z odpowiedzi, którą będzie musiał udzielić. Dużo kotów już go o to pytało, mając nadzieję na rozwinięcie ciekawej historii, a Kuna zawsze musiał udzielić dokładnie takiej samej, mocno rozczarowującej odpowiedzi. - Powiem szczerze, że... Nie wiem. Byli dość brutalni kiedy mnie złapali, a potem nie pobyłem z nimi długo. Wsadzili mnie do jednego ze swoich potworów, a po jakimś czasie, kiedy chcieli mnie z niego wyjąć, uciekłem. Także nie mam z nimi zbyt dużego doświadczenia. A przynajmniej nie takiego... jeden na jeden. Później długo mieszkałem jako samotnik, więc mogłem ich obserwować. Ale wydają się być mysimi móżdżkami. Ciekawymi, ale bardzo prymitywnymi. - podsumował. Jasne, może i dwunogi miały jakieś swoje zwyczaje, z reguły były one bez sensu i zdawały się nic nie przynosić. Nadal nie umiał zrozumieć skąd biorą jedzenie skoro z polowań zawsze przychodzili z pustymi pyskami.
Posłał kocurowi uśmiech, kiedy usłyszał o swoim imieniu. Może nie było to zbyt skromne, ale rzeczywiście niezwykle je lubił i nie sądził, żeby mógł otrzymać lepsze. - Nie będę oszukiwał, bardzo je lubię. Trochę się bałem jakie dostanę, ale nasza przywódczyni wybrała mi idealne... - przerwał na chwilę zamyślając się nad całą kwestią imienia. Nie wyobrażał sobie żadnego innego systemu. Klanowe imiona może i były długie, ale za to jak ładne. Po za tym wskazywały również na rangę kota, co niezwykle pomagało. Skąd Kuna miał na przykład wiedzieć czy Omen nie jest jakimś przerośniętym kociakiem? Akurat to wydawało się nieprawdopodobne, aczkolwiek jakiś przykład to zawsze był. - Zastanawiałeś się kiedyś nad tym jak byś chciał mieć na imię jeśli mógłbyś mieć dwuczłonowe imię...? Jasny Omen... Przejrzysty... Nie ważne, zapomnij, okropny w to jestem. Nie wiem jak przywódcy to robią. - zaśmiał się sam z siebie. Z każdą chwilą podziwiał Żubrzą Gwiazdę coraz bardziej. On nigdy w życiu nie wpadłby na swoje imię, nic nie mówiąc o tych wszystkich innych, które wymyśliła!
Mimo, że jego propozycja była szczera, mocno zdziwiła go odpowiedź kocura. Rzadko kiedy spotykał się z kotami, które rzeczywiście chciałyby się nawrócić. Kto wie, może nawet uda się naprowadzić go na życie w wierze w klan Gwiazdy? Kuna w myślach szybko poprosił gwiezdnych o pomoc białemu i dopiero po tym otworzył pysk aby zacząć mówić. W końcu musiał być ostrożny, jeszcze jakimś cudem zniechęci Omena do tego wszystkiego. A tego nie chciał. Trochę trudno jednak było mówić o klanie w przychylny sposób, kiedy nie wiedziało się w co dokładnie celuje odbiorca. No trudno, musiał spróbować. - Przykro mi to słyszeć, ale rzeczywiście życie na własną łapę jest ciężkie. Dlatego tak cudowne jest życie w klanie. Wszyscy się o siebie troszczą, trochę tak jak jedna wielka rodzina. Nie mówiąc już o ciągłej opiece i pomocy z każdej strony. Jeśli rzeczywiście chciałbyś dołączyć, mogę porozmawiać z moją przywódczynią i... moglibyśmy spotkać się tutaj ponownie za jakiś księżyc, żebyś również ty mógł z nią porozmawiać i poprosić o dołączenie. Dodatkowa para łap zawsze się przyda, szczególnie z taką porą nagich drzew, jaka teraz panuje. - nie chciał dawać sobie nadziei. Naprawdę nie chciał. Ale chyba już miał jej za dużo. Mimo, że poznał Omena dopiero kilka chwil temu, coś czuł, że byłby z niego wspaniały wojownik. A klan Gromu zawsze chętnie takich przyjmie. Może i Żubrza Gwiazda nie tak chętnie, ale... coś się wymyśli. Jedyne czego potrzebował to zgody od samego zainteresowanego. - Oczywiście jest to dość duża decyzja... Także nie musisz podejmować jej teraz od razu. - dodał po chwili, chociaż nie ukrywał, że wolałby jakby kocur odpowiedział od razu.
You gotwhatyoubeenaskingfor ★【Yourfantasywheels andeverything you think 】★ Andeverythinkyoufeel ♡⸻ Isalright,alright,ALRIGHT,ALRIGHT,A L R I G H T ⸻♡
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
O nie.
Kos w swoim życiu przeżyła więcej, niż przeżyć by chciała. Straconych przyjaciół liczyła już w dziesiątkach, a znajomych w setkach. I wciąż los, nawet pomimo tych stu i parunastu księżyców na karku nie zdecydował się być wobec niej ani bardziej przychylny. Wciąż odbierał jej kolejne i kolejne koty, jak gdyby miał z tego zabawę i tylko czekał, aż sam szczyt tej wieży z kości runie. I runie. Jeśli życie jej nie wykończy, to zrobi to czas, którego miała zdecydowanie mniej niż niewiele.
Płomyk. Pewnie już nie żyje, i tak był stary. Artem? Pewnie nie żyje. Pokrzywa? No proszę, kolejny ważny członek został im odebrany. Nie znosiła jej, z całego serca. Ale kocica była Uzdrowicielem i Radną. Teraz ich Nowy Świt mógł co najwyżej się rozpaść. I wiedziała, że to nastąpi. I czuła się potwornie, bo spędziła swoje ostatnie lata życia polerując coś, co upadnie i tak. Liczyła chociaż, że nie będzie musiała być świadkiem tego upadku i do końca dni będzie mogła wierzyć, że pracowała na coś sensownego
I Jesion. Jej drobny syneczek. Jej malutkie światełko w tunelu, które zgasło. Nie ważne ile szukała, ile płakała, ile walczyła: zgubił się.
Nie wiedziała, czego chciała od tego spaceru. Szła wściekła przed siebie i liczyła, że spotka ją chociaż jedna miła rzecz. Chociaż pół.
//Onyks!
Czarna piękność, a mimo to prześwity siwości widać na całym ciele. Czysta, ułożona i błyszcząca sierść; podłużna, mała twarz; zielone zdeterminowane oczy; duże uszy; długie smukłe łapy; wężowy ogon; smukła, umięśniona sylwetka - orientalna. Ruchy wykonywane z delikatnością, stąpa twardo, ale z tym swoim flirciarskim dodatkiem, robi to wszystko prawie bezszelestnie.
— avek by rolka —
Dusza artystyczna, podziwiająca wszystko co jest warte jej podziwu. Często lubiąca pogawędzić o niestworzonych rzeczach, a może nawet rozegrać jakąś niestworzoną szopkę byleby zwrócić na siebie uwagę. Uwielbia towarzystwo, ale potrafi również pobyć sama, nawet przez długi czas, co nauczyło ją życie podczas podróży po miastach. Nie jest zbyt rozgadana o sobie, woli słuchać o innych, zdobywać informację, zawsze uważała się za bystrą, czemu miałaby więc nie poszerzać swojej wiedzy na różne tematy? Jest typem flirciary, ale zdarza jej się pogłaskać pod włos, byleby potem ułożyć futerko słodkimi słówkami z dodatkiem uśmiechu. Uwielbia zamieszania i psocenie, które może wyjść spod kontroli, ale to problem przyszłej Onyks. Żyje chwilą, ale ma swoje zasady, a szczególnie swoje zdanie. Zawsze mówi to co myśli, nie trzyma języka za zębami. Jednym słowem mówiąc, kłopoty, a dwoma - mieszanka wybuchowa.
xxxxNie spodziewała się dzisiaj z nikim przeprowadzać żadnych rozmów, akurat była w poszukiwaniu jakiejś zwierzyny, czy pamiątek, które zostawili ludzie, a które dałoby się wykorzystać do ozdobienia legowiska. Nie była szczególnie skora do rozmowy, ale nie zamierzała też ignorować podstawowych manier, jeśli coś by się natrafiło, a widząc pstrokatą kotkę idącą jakoś w jej kierunku - cóż - nie myślała nic. Nie zamierzała zaczepiać, ani nawet się odzywać, jedynie kontrolowała, czy koleżanka nie zamierza się nagle wściec i ją zaatakować bez powodu.
Air in my LUNGS ════════════════════════════════'Til the road begins════════════════════════════════
As theLASTof theBUGSleave>their<h o m e sagain AndI'm|splitting|the roaddown=the middle
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Księżyce: 125 Mistrz: Jesionowa Kora/Wiewiórczy Ogon Płeć: kotka Matka: Jesionowa Kora (*) Ojciec: Słodki Język/Markiz (*) Trwałe urazy: cztery głębokie cięcia na głowie: od nasady żuchwy, ciągną się przez skroń aż po czoło, wyrwane prawe ucho
Czarno-rudy szylkret o bardzo wyrazistych barwach | biel: klatka piersiowa, brzuch, łapy, połowa pyska | czerń: uszy, znaczna część grzbietu, lewa strona pyska, prawe oka | rude plamy: na całym ciele, lewe oko | zielonożółte oczy | krótkie futro |
Może i omal nie umarła, ale przynajmniej tak gwałtowne ruchy i rozmowa, spowodowały, że Fala zaakceptowała swój los i bardzo stara się przetrwać w samotniczym świecie. Wierzy, że kiedyś wszystko wyjdzie na prostą, a Jesionowa spojrzy wtedy na nią z dumą. Nie poddaje się, a w walce o przeżycie jest zaciekła.
Była tak wściekła, że dopiero bezpośrednia obecności kotki sprowadziła Kos na ziemię. Jakim cudem nie zauważyła jej wcześniej? Czemu nie wyczuła zapachu? Miała szczęście, że wpadła na samotniczkę, w dodatku taki rozgarniętą, że nie została zaatakowana. A co, jeśli to był borsuk? Naraziła życie nie tylko swoje, ale i wszystkich. Całego Nowego Świtu.
Przełknęła ślinę. Kocica nie zareagowała na nią w żaden sposób i najprawdopodobniej planowała po prostu przejść obok niej obojętnie. Kos spięła mięśnie i potruchtała do kocicy.
- Przepraszam - zagaiła całkiem pasywnym tonem, przynajmniej takim, na jakim pozwalała jej złość. - Nigdzie nie widziałaś przypadkiem paru kotów? Takie drobnego kociaka, kocura, o zielonych oczach i burym futrze? Albo innego wysokiego kocura, starszego, z ciemnym pyskiem i jasnym futrem, niebieskie oczy... Pierwszy to Jesion, drugi Artem. Albo kogoś, kto przedstawiałby się jako Raniuszek? Lub Pokrzywa? - wiedziała, że zalewa nieznajomą całym potokiem słów i z pewnością musiała brzmieć jak wariatka. A co, jeśli pakuje się w niebezpieczeństwo? To, że nie została zaatakowana zaraz teraz nie oznacza, że zaczęcie rozmowy tego nie sprowokuje. No nic. Musiała zaryzykować.