Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Ach, czyli Śnienie chodziło o Wielką Słoną Wodę! Jak ona chciałaby ją zobaczyć! Była tak blisko niej, a nie osiągnęła jej. Teraz to może sobie o niej tylko pomarzyć. Co nie zmienia faktu, że Śnienia nie powinno tam w ogóle być. Te tereny to przeszłość i do tego mroczna, którą niechętnie starsi wspominali i chyba oprócz niej nikt już nie pamięta tymczasowego Obozu po zawaleniu się jaskini. - A no tak- odparła kiwając głową. Teraz już wszystko było dla niej jasne i można było przejść do ważniejszej kwestii, która poszła pomyślnie. Śnienie zgodził/a się przyjąć warunki jakie jej/mu postawiła. Oby teraz tylko słowo zostało dotrzymane w przeciwnym razie kolejnej szansy za jej kadencji nie będzie. Klan Wichru to nie hotel, aby się w nim zatrzymać na jakiś czas i potem opuścić. - W takim razie witamy w Klanie! Mistrza oraz terminatorskie imię otrzymasz na najbliższej ceremonii- powiedziała uśmiechając się. Śnienie ma teraz okazję wrócić do Obozu i spędzić czas ze swoimi mamami. Również może cieszyć się jeszcze rangą kociaka, zanim rozpocznie szkolenie i żarty się skończą. Ma też czas, aby dojrzeć i bardziej poznać Klan, aby go więcej nie opuścić. Jeśli potomek Rzeżuchowego Kiełku nie miał więcej pytań to Lawenda zostawiła go pod opieką Deszczowej Pogody i wróciła do Obozu, gdzie zamierzała ogłosić powrót koteczki.
Dorastanie zmieniło ją o... niewiele. Wciąż jest tą samą, wysoką kocicą, którą była przedtem - jest równie chudo i krucho zbudowana, co przez dzieciństwo, a przytrzymują ją ku ziemi wyłącznie jej długie łapy, będące stereotypową cechą dla kota z jej klanu, skąd pochodzi. Mimo to, porusza się z gracją i wdziękiem, delikatnie stąpając po ziemi. Pączek pokryta jest krótkim, czarnym futrem, które dzięki swojej puszystości zakrywa chudziutką postać terminatorki, nie posiadając na sobie żadnych znaczeń innego koloru. Jej pyszczek jest z lekka pulchniejszy od reszty ciała, a nad jej nosem znajduje się para bystrych, inteligentnych oczu o ciekawym, zielonkawym kolorze, a którymi spogląda z zainteresowaniem na świat. Wąsy są z lekka pokręcone, mające zabawny wygląd, dodający uroku kotce. Co wyróżnia ją od innych, a jednocześnie uświadamia, że jest córką takich, a nie innych rodziców? Jej zawinięte do tyłu uszy, będące pamiątką po ojcu i z pewnością służące za znak rozpoznawczy wśród tłumu kotów.
Spędziła księżyce poza obozem Klanu Wichru i bez obecności jej bliskich, pozostała jednakże wciąż tą samą, grzeczną i ułożoną kocicą - z taką różnicą, iż teraz jest o wiele, wiele bardziej ostrożniejsza na temat swojego otoczenia i jeszcze większą uwagę przykłada do słów doświadczonych i starszych od niej kotów, tym bardziej nie wątpiąc w ich słowa. Prezentuje się stoicko, nawet, jeśli w jej głowie zachodzi burza i myśli analitycznie i racjonalnie, nie jest głupia i podejmuje w większości przypadków odpowiednie decyzje... tego przynajmniej stara się uczyć. Nie brakuje jej jednak poczucia humoru! Z łatwością się uśmiecha, choć czasem dosyć nieśmiało i potrafi zarzucić żartem, na przykład by rozluźnić napiętą atmosferę, lub coś podobnego...! Uczy się na swoich błędach i jest dla siebie stanowcza, wydoroślała i zdaje sobie sprawę z zagrożeń, które mogą czyhać na kota nie mającego pojęcia o zagrożeniu z zewnątrz - jest ambitna i pragnie udowodnić, iż mimo swoich błędów w przeszłości, godna jest wojowniczego miana, chcąc ponownie stanowić dobry przykład dla młodszego pokolenia, zwłaszcza, iż jest córką przywódczyni, co uważa w pewien sposób za nałożoną na nią społeczną presję, jednak wszystko znosi z niesamowitą cierpliwością. Asertywna, nauczyła się stawiać na swoim i nie pozwoli, by ktoś bezcześcił dobre imię jej, lub jej rodziny.
Nie mogła dłużej zwlekać.
Choć musiała przyznać, że im bliżej Wichrowej granicy zaczynała się znajdywać, tym bardziej nerwowa się stawała, a żołądek nieprzyjemnie zaciskał się w środku jej wychudzonego ciała. Miała tyle czasu na przygotowanie się psychiczne, na ewentualną reakcję matki i... wciąż nie mogła powstrzymać stresu, który wyjadał ją od wewnątrz i przeżuwał ze złośliwym uśmieszkiem. Odetchnęła ciężko, próbując się choć trochę ustabilizować psychicznie i szła dalej, cały czas uważnie pociągając nosem, ku wyczuciu woni Klanu Wichru, oraz tego, gdzie jest ona najsilniejsza. Cóż... miała jeszcze trochę czasu, zanim zapewne zjawi się jakiś patrol, więc... mogła jeszcze przez krótką chwilę czuć się spokojną.
W końcu jednak znajomy zapach uderzył w jej nozdrza, a kocica zatrzymała się - nawet, jeśli była córką przywódczyni... nie dawało jej to specjalnych przywilejów i z pewnością była teraz traktowana jako intruz, zważając na to, jak długo nie było jej w Klanie... westchnęła, odsuwając się o paręnaście kroków od granicy i... usiadła. Nie miała ochoty robić rabanu, drąc się na cały las, a może i zwabiłaby tym parę drapieżników... zdecydowała się czekać. A to, czy ktoś się rzeczywiście zjawi... zależy od łaski Gwiezdnych, i tego, czy dzisiaj ją nią obdarują.
Niewielka, śliczna kotka z masą krągłości. Pokryta błyszczącym, długim, niebieskim klasyczno pręgowany futrem. O ogromnych zielonych oczach i wywyniętych do tyłu uszach.
Kacze Piórko jest małą, pewną siebie nieuleczalną romantyczką. Wierzy w miłość od pierwszego wejrzenia. Często bywa zbyt beztroska i naiwna, wierząc w dobro świata. Jest bardzo wrażliwa i empatyczna. Niezbyt bystra. Urodzona optymistka, zawsze potrafi odnaleźć dobre strony świata. Daleko jej do nieśmiałej i cichej, lubi gadać, plotkować i ma przy tym ogromne zapasy pewności siebie. Troszczy się o swoją rodzinę i jest ona w jej życiu naprawdę ważna.
Kacze Piórko właśnie wracała do domu, niosąc w pyszczku myszkę, którą wcześniej złapał jej przyjaciel Zajęcze Ucho. Gdy dopiero co została terminatorką, trochę się tam w nim podkochiwała, był taki czarujący i leśny, ale jak się okazało nie do końca w jej typie, a przede wszystkim był już zajęty. Szczeniackie zauroczenie nie przeszkodziło im w zostaniu przyjaciółmi.
Jednak widząc na granicy czarne futerko, już wiedziała że będą musieli przedłużyć swój spacer. Szczęście w nieszczęściu, może wyjdzie że to ktoś ciekawy. W pierwszej chwili, z daleka nie rozpoznała wychudłej kocicy, tak bardzo się zmieniła od ich ostatniego spotkania. A może wcale, nie, w końcu zawsze była jakaś taka chudziutka i mizerna. Gdy jednak trybiki ruszyły, a Kaczuszka rozpoznała Pączuś, z łzami w oczach rzuciła się jej na spotkanie. Porzuciła piszczkę gdzieś przy czarnych łapach i wtuliła się w jej szyje.
- Słonko, tak dawno cię nie widziałam! Tak się małtwiłam! Bałam się sze jusz nie włócisz i nigdy cię nie zobaczę. Tak się cieszę - powiedziała, otulając chudziutką kruszynkę. Będzie musiała przytyć! Pewnie jest cała ziębnięta, po tak długiej podróży. Otuliła ją swoim puchatym futerkiem, pewnie nie czuła niczyjego ciepła od dłuższego czasu, biedactwo. Czule polizała jej policzek, gdy w końcu przypomniała sobie o Zającu. - Mógłbyś pójść, po mamę? Płoszę
Nie chciała opuszczać Pączuś, nawet na chwile. Po jej szczęśliwym powrocie, to byłby normalnie jakiś grzech. Tak od razu ją opuszczać.
- Pewnie jesteś stłasznie głodna, słoneczko. Zjemy coś łazem, jak tylko mamusia przyjmie cię spowłotem. I nie pszyjumuje odmowy! Opowiesz mi przy okazji o wszystkim, co ci się pszytłafiło po dłodze - powiedziała już wszystko sobie planując. Miała nadzieje że mama i Zajączek nie będą kazali na siebie długo czekać.
Dorastanie zmieniło ją o... niewiele. Wciąż jest tą samą, wysoką kocicą, którą była przedtem - jest równie chudo i krucho zbudowana, co przez dzieciństwo, a przytrzymują ją ku ziemi wyłącznie jej długie łapy, będące stereotypową cechą dla kota z jej klanu, skąd pochodzi. Mimo to, porusza się z gracją i wdziękiem, delikatnie stąpając po ziemi. Pączek pokryta jest krótkim, czarnym futrem, które dzięki swojej puszystości zakrywa chudziutką postać terminatorki, nie posiadając na sobie żadnych znaczeń innego koloru. Jej pyszczek jest z lekka pulchniejszy od reszty ciała, a nad jej nosem znajduje się para bystrych, inteligentnych oczu o ciekawym, zielonkawym kolorze, a którymi spogląda z zainteresowaniem na świat. Wąsy są z lekka pokręcone, mające zabawny wygląd, dodający uroku kotce. Co wyróżnia ją od innych, a jednocześnie uświadamia, że jest córką takich, a nie innych rodziców? Jej zawinięte do tyłu uszy, będące pamiątką po ojcu i z pewnością służące za znak rozpoznawczy wśród tłumu kotów.
Spędziła księżyce poza obozem Klanu Wichru i bez obecności jej bliskich, pozostała jednakże wciąż tą samą, grzeczną i ułożoną kocicą - z taką różnicą, iż teraz jest o wiele, wiele bardziej ostrożniejsza na temat swojego otoczenia i jeszcze większą uwagę przykłada do słów doświadczonych i starszych od niej kotów, tym bardziej nie wątpiąc w ich słowa. Prezentuje się stoicko, nawet, jeśli w jej głowie zachodzi burza i myśli analitycznie i racjonalnie, nie jest głupia i podejmuje w większości przypadków odpowiednie decyzje... tego przynajmniej stara się uczyć. Nie brakuje jej jednak poczucia humoru! Z łatwością się uśmiecha, choć czasem dosyć nieśmiało i potrafi zarzucić żartem, na przykład by rozluźnić napiętą atmosferę, lub coś podobnego...! Uczy się na swoich błędach i jest dla siebie stanowcza, wydoroślała i zdaje sobie sprawę z zagrożeń, które mogą czyhać na kota nie mającego pojęcia o zagrożeniu z zewnątrz - jest ambitna i pragnie udowodnić, iż mimo swoich błędów w przeszłości, godna jest wojowniczego miana, chcąc ponownie stanowić dobry przykład dla młodszego pokolenia, zwłaszcza, iż jest córką przywódczyni, co uważa w pewien sposób za nałożoną na nią społeczną presję, jednak wszystko znosi z niesamowitą cierpliwością. Asertywna, nauczyła się stawiać na swoim i nie pozwoli, by ktoś bezcześcił dobre imię jej, lub jej rodziny.
Przez dłuższą chwilę jakoby odłączyła się myślami od swojego ciała, które stało pośród traw jakoby było jednym z drzew, nieruchomo i w ciszy, patrząc przed siebie w przestrzeń. Podczas gdy jej fizyczna sylwetka stała w miejscu, jej myśli były rozbiegane, niemogące znaleźć punktu zaczepienia - kto nadejdzie, czy będzie to ktoś przyjaźnie nastawiony, kto nie wygoni jej bez słowa i skaże na kolejną wędrówkę, tym razem nie posiadającą swojego ujścia, swego wypełnienia, którym w tym przypadku było odnalezienie domu? Im dłużej tak trwała, tym więcej wątpliwości zaczynało napływać do jej głowy, a które tak bardzo starała się od siebie odeprzeć. Odetchnęła, zamykając na chwilę oczy... by otworzyć je po chwili, czując odległy, lecz znajomy zapach. A potem wszystko było jakoby jedną, wielką, kolorową plamą i oh, jakże ciepłą i rodzinną, jak bardzo przypominało jej to czasy dwadzieścia księżycy temu...
- ...Kaczuszka...! - zdołała wydusić z siebie, zanim wtuliła mordkę w puchate futro siostry. Jak mogłaby jej nie rozpoznać! Choć pyski rodzeństwa przez czas nieobecności zaczęły się zamazywać w jej głowie, wszystko rozjaśniło się, gdy tylko ujrzała Kaczkę, jej słodki pyszczek za którym, oh, tak tęskniła...! Kątem oka rzuciła spojrzenie Zajęczemu Uchu i próbowała przekazać mu swoją wdzięczność za ewentualne przyprowadzenie matki... której reakcji równie mocno obawiała się w obecnej chwili. Czy będzie... zła? Za bezmyślność i głupotę jej córki? Czy dostanie szansę, by... się naprawić? Wsadziła głębiej nos w gęste futro siostry, wdychając jej zapach, jakoby miała za chwilę rozpłynąć się w powietrzu. - Ja... tak tęskniłam. Przepraszam. Że... nie wróciłam wcześniej, przepraszam. Opowiem wszystko, obiecuję... i nie zniknę już tak nigdy wcześniej. Już... zawsze będziemy jadły wspólnie. Nie chcę już nigdy was stracić. - tak, jak wcześniej powoli układała sobie słowa, by wyszły one na jak najbardziej zrozumiałe... tak teraz jej głos stał się cienki i łamliwy, a łzy zakręciły się w zielonkawych ślepiach kocicy, po chwili samej delikatnie liżąc Kaczuszkę po policzku, odwzajemniając jej gest, jednocześnie pociągając nosem. Wcześniej wśród nieznajomych, na zewnątrz, mogła być opanowana... jednak gdy teraz zdołała odnaleźć to, za czym tak tęskniła, nie potrafiła zakryć swoich uczuć. Nie potrafiłaby nie być przy swoich bliskich najbardziej autentyczną wersją siebie.
Księżyce: 148 Mistrz: Dryfujący Kwiat, Zajęczy Sus Płeć: kotka Matka: Mknący Ptak Ojciec: Czyżykowy Głos Partner: Tonące Słońce Życia: 1 Trwałe urazy: Blizny na szyi po ugryzieniu
Lawenda jest kotką o niebieskiej krótkiej sierści, dzięki temu, że natura dała jej wełnistą i jedwabistą strukturę chroni ją przed ostrym zimnem. Niebieskie połyskujące futerko uwydatnia szmaragdowy kolor dużych oczu w kształcie migdału. Eleganckie i drobne ciało oraz długi ogon nadają kotce piękny wygląd. Duże i szerokie u nasady uszy osadzone na głowie w kształcie krótkiego klina, która podtrzymywana jest przez elegancką długą szyje.
Lawenda jest wesołą kotką. Prawie zawsze jest uśmiechnięta i pozytywnie nastawiona do życia.Ciekawa świata kotka, która tryska energią. Lubi spędzać czas w towarzystwie innych. Jest łagodna i chętna do pomocy. Ma pogodną osobowość i ciężko wyprowadzić ją z równowagi. Lawenda jest wytrwała w dążeniu do celu i nie poddaje się łatwo. Czasem ma bujną wyobraźnie, zwłaszcza w przypadku rzeczy których nie zna.
Tnąca Zawieja
Jak tylko Zajęczę Ucho powiadomił Lawendę, że na Granicy czeka jej córeczka, ta wystrzeliła z Obozu jak z procy. Nagle stawy przestały jej dokuczać, a mięśnie pracowały jakby nadal była terminatorką lub młodym wojownikiem. Śmigała przez tereny Klanu Wichru, aż się kurzyło. Dawno nie widziano tak sprawnej Lawendy jak teraz. Gdy na horyzoncie pojawiły się jej dwie plamki przyspieszyła. Przez moment oczy zaszły jej łzami, które szybko rozwiały się po policzkach. Niebieska kotka zatrzymała się gwałtownie przed kotkami ledwo łapiąc oddech. - Wrzos! Córeczko!- wydusiła i wtuliła się w drugi bok Pączkującej Łapy. Zamruczała głośno i próbowała uspokoić oddech. Gdy już boki przestały wykonywać wzmożone ruchy, wreszcie przemówiła. - Wracajmy do Obozu. Musisz się porządnie najeść i ugrzać!- oznajmiła nie chcąc słyszeć sprzeciwu. Polizała Pączkującą Łapę między uszami i wstała, aby poprowadzić córeczki do Obozu. Chce, aby jej pociecha jak najszybciej odżywiła się oraz ogólnie nabrała sił. Wygląda tak marnie! Biedactwo! Po drodze mówiła jak bardzo cieszy się z jej powrotu oraz, że muszą nadrobić stracony czas.
Średniej wielkości, czarny kocur o długim futrze. Budowa europejska. Brak pręg oraz białych znaczeń. Ma pomarańczowe oczy.
ekstrawertyczny, dominujący, pewny siebie i obdarzony charyzmą, aktywny i asertywny, lubi analizować, przygotowywać plan działania i postępować według niego, na pierwszy rzut oka może wydawać się surowy i arogancki
Nudno. Szaro, nudno i zimno. To wszystko, co mu siedziało we łbie.
Mógłby teraz być z Kliszą, przegadywać się z nią, wygłupiać i robić cokolwiek, ale totalnie nie widziała mu się taka opcja, bo i to w końcu robiło się nudne. Towarzystwo jednego kota mogło się przejeść w ledwo parę dni, jeśli się przesadzi z przesiadywaniem w jego okolicy, a na to nie mógł sobie pozwolić. Kliszę zbyt lubił, by tak o, uznać że ma jej dość. I choć wierzył, że na to są małe szanse, wolał nie ryzykować i nie sprawdzać, czy faktycznie z czasem nie będzie miał jej dość. Oświadczył jej więc, że idzie się przejść, przy powrocie zapoluje (zakładając, że z jego szalonymi zdolnościami uda się mu coś złapać) i ruszył.
Tam, gdzie ostatnio spotkał kota, co go przewrócił, bo to było jedno z najbardziej interesujących spotkań, jakich mógł doświadczyć. W końcu, kto tak robi na start, co?? Nikt normalny. A im mniej normalności było, tym bardziej się czymś interesował.
Droga była tak samo żmudna jak ostatnio. Śnieg przyklejał się mu do futra, wiatr buchał w pysk, a on tylko starał się znaleźć cokolwiek, co go zainteresuje. I miał; ostry, ale nie przeraźliwie nieprzyjemny zapach, kolejna wyraźna granica - przyjemniejsza od tej śmierdzącej rybą. Nie ośmielił się przejść, byłoby to samobójstwem. Iść wzdłuż niej jednak mógł, jak najbardziej. By sprawdzić czy ktoś tam jest, czy Klany to faktycznie ściema (bo tak na pewno było).
Smukła, krótkowłosa, szylkretowa (niebiesko-kremowa) kotka z białymi znaczeniami (pierś, stopy, brzuch, pyszczek i od nosa nad wysokość oczu), ma złociste oczy. Futerko na głowie jest ulizane pod włos: sterczące, zjeżone, imitujące czub.
Złośliwa zołza, nieusłuchana, uparciuch, ale da się z nią porozmawiać, jeśli znajdzie się temat, który ją interesuje.
Czubatkowy Mrok mogła by znaleźć samotnikowi zajęcie, gdyby był częścią Klanu Wichru i również się tak nudził. Wojowniczka nie miała takiej nudy jednak. Chodziła na patrole, szwendała się po obozie a teraz... Szukała Orlego Lotu. Sporo kotów ostatnim czasem zaginęło, w tym i ciekawy kocur. Nie widziała go nigdzie, inni również. Postanowiła wyruszyć na poszukiwania po granicy. Może ktoś go widział albo wyczuje wątły zapach. W oddali dostrzegła jakiś ruch. Nie rozpoznała w nim od razu Orła bo był ciemny. Ale coś jej mówiło, że kocur może czegoś chcieć. Ostatnio jeden samotnik do nich dołączył. Ten też by chciał? Co ich napadło. — Dobry - zaczęła truchtem podchodząc do samotnika. Unosiła przy tym dumnie głowę jak jakiś dumny ptak (z czubem na głowie) i zmierzyła młodego z góry na dół. — Z kim mam przyjemność? - spytała zatrzymując się w miejscu. Nie siadała ani nic. Stała, jakby w gotowości, że kocur może skoczyć albo coś innego. Już jednego pokręconego mieli.
Średniej wielkości, czarny kocur o długim futrze. Budowa europejska. Brak pręg oraz białych znaczeń. Ma pomarańczowe oczy.
ekstrawertyczny, dominujący, pewny siebie i obdarzony charyzmą, aktywny i asertywny, lubi analizować, przygotowywać plan działania i postępować według niego, na pierwszy rzut oka może wydawać się surowy i arogancki
Głos odbił się o jego uszy. Bez ataku i gróźb? Cóż za miła odmiana, od tych wszystkich Klanowych powitań... Czarny łeb zwrócił się na bok, by spotkać się z widokiem szylkretki. Nie była niczym specjalnym, czego jeszcze w swoim życiu nie widział, aczkolwiek ten minimalnie inny odcień plam, inny niż czarny i rudy, był jakoś przyjemny dla oczu. - Madara - nie musiał się bardziej rozdrabniać. To wystarczyło. - A ja?
Dopytał zaraz. Sam również się nie ruszał, po prostu stał, czekając na rozwój sytuacji. Bo... cóż więcej mógłby powiedzieć czy zrobić! Szalony nie był.
Wyciągnięta szylkretka o intensywnie żółtych ślepiach. » Kanciasty pysk zdobią intensywnie żółte oczy i czarny nos; spośród wszystkich wibrysów uwagę przykuwają dwa, białe. Całe jej ciało pokrywa krótka, czarna sierść z rudymi przebłyskami; największa plamka znajduje się na klatce, a równie duża, acz podłużna – z tyłu przedniej łapy. Futerko na jej piersi bez zmian chaotycznie sterczy we wszystkie strony, ale jest znacznie ładniejsze, przyjemniejsze w dotyku. Nie jest szczególnym czyścioszkiem, stąd często można zobaczyć ją paradującą z wplątanymi w kłaki listkami, na które nawet nie zwróciła uwagi. Życie w Klanie zauważalnie przysłużyło się Wyderce, która oczywiście pozostała wysoka, ale przybrała nieco na wadze. Jej nieproporcjonalnie długie, acz coraz bardziej umięśnione łapy kończą łaciate poduszeczki – przede wszystkim różowe, jednak z czarnymi plamkami. Szczupłe, atletyczne ciało kończy cienki ogon, przypominający bicz.
Uparta gaduła pozbawiona cennych hamulców. » Pogodna i wesoła, skora do żartów i żądna przygód. Z przyjemnością dowiaduje się nowych rzeczy, chociaż przyswajanie suchych formułek sprawia jej niemały kłopot. Wbrew pozorom często rusza swoją pstrokatą głową, wiele rozumie, a jeżeli nie – to zadaje dużo pytań, żeby jednak zrozumieć. Dalej ceni sobie towarzystwo innych kotów, chociaż coraz częściej potrzebuje chwili na oddech. Jest bardzo rozmowna, niekiedy przytłaczając swoją gadką drugą stronę; zdarza się również, iż palnie coś głupiego i nawet nie zwróci na to uwagi. Nie do końca rozumie, kiedy powinna ugryźć się w język, zwłaszcza jeżeli mowa o (bezsensownych) psotach, których nie potrafi sobie odmówić. Bez problemu stawia na swoim – wydaje się być wręcz nierozsądnie nieustraszona, kierowana wrodzonym uporem i niechęcią do zmiany zdania. Ma silną potrzebę bliskości, boi się straty.
Nagietkowy Prześwit [KRz], Węgielek [KRz] i in.
Wyderka była, co tu dużo mówić, kompletnie roztrzęsiona.
Nie wiedziała, jak długo tak szła, ale wiedziała, że już dawno temu się zgubiła – nie miała pojęcia, jak wrócić do opuszczonej kryjówki, a to tylko potęgowało szargającą ją rozpacz. Dziwiła się, że jeszcze nie wpadła na żadnego drapieżnika, ale... co zrobi, jeżeli zapadnie noc? Była świadoma, że nie jest najlepszej kondycji, więc... Na pewno złapie ją puchacz czy jakiś inny śmierdzący lis! Och, nocą na pewno sobie nie poradzi! Nie myślała o tym, że sytuacje tym podobne miały już wcześniej miejsce i nie powinna się obwiniać – obecnie była wściekła, że dopuściła do tego, by Kuna z Niedźwiedziem wyszli sami na polowanie. Powinna była im towarzyszyć! Bo teraz... teraz była samiuteńka jak palec. Zagubiona kręciła się między topolami, nie wiedząc, gdzie dalej postawić stopę. Niesamowicie głodna, zziębnięta i z obolałymi od wędrówki łapami.
Złudną nadzieją napełnił ją wysoki, samotny pagórek. Prędko wdrapała się na jego szczyt i... do reszty rozpłakała. Rozpościerał się przed nią piękny, zimowy krajobraz, pozbawiony jednak jakichkolwiek śladów obecności mamy czy brata. Gdyby tylko nie była taka zasmarkana, to wyczułaby, że znajduje się na granicy Klanu Wichru – grupki kotów, o której tylko przelotem kiedyś wspomniała jej Kuna. Były jednak rzeczy ważne i ważniejsze, a teraz była zajęta ciąganiem nosem i ocieraniem potoków łez!
⋆・゚𓂃✧・゚*
well she got her mommy's car seems she forgot all about the library like she told her old woman now
and with the radio blasting goes cruising just as fast as she can now and she'll have fun fun fun
*𓂃❇・゚‧₊✧
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Iskra wyszła na klasyczny patrol wzdłuż granic. Znaczy się – na jeden z tych samotnych spacerów, które zwykła nazywać patrolami, by nie czuć się jakby marnowała czas. Oczywiście zamierzała przy okazji sprawdzić czy nikt nie narusza ich terenów, a w drodze powrotnej zapolować, ale gdyby przyszło do tłumaczenia się z tego jak spędziła dzień to jakoś tak milej było nie nazywać tego spacerkiem.
Ale mniejsza z tym. Dzień z perspektywy burej zastępczyni był całkiem sympatyczny, krwiożerczych ptaszysk ani śladu, Żabie Schronienie dalej dobrze się trzymało (nie spotkała tam przyjaciela, szkoda), śnieg miło chrzęścił pod łapami, jakieś dziecko zawodziło...
... chwila, co?
Wyprostowała się momentalnie i nastawiła ciemne uszy, nasłuchując – faktycznie, dość wyraźnie słyszała szloch, gdy dotarła do granic z Ziemiami Niczyimi. Tyle starczyło by wzbudzić jej niepokój i uśpić ostatnią szarą komórkę, która by nakazywała ostrożność. Bo ostrożność to ostatnie czym zaprzątała sobie głowę, gdy truchtała starając się zlokalizować źródło dźwięku. Wreszcie dostrzegła ciemne futerko wyraźnie odcinające się na tle białego puchu, więc ruszyła prosto w stronę pagórka. A co na pagórku? Maleństwo. Znaczy się wielkościowo to bardziej terminator niż maleństwo, ale jednocześnie na tyle wychudzone, że aż Iskra nie wiedziała jak oszacować wiek. Ewidentnie jednak szylkretka była roztrzęsiona, a w zasięgu wzroku nie było ani śladu kota, więc Iskra zatrzymała się z dwa-trzy susy od niej.
– Hej słońce, wszystko w porządku? – zapytała miękko, chociaż to było wyraźne, że no nie wszystko było w porządku. Ale na swoją obronę Roziskrzona miała, że była głupia i potrzebowała w jakiś sposób zwrócić na siebie uwagę młodej. Nie czuła od niej zapachu krwi, nie rzuciły jej się w oczy żadne rany już teraz, więc raczej nie zaatakowało jej żadne ptaszysko. Fajnie. To jeszcze dziewięćdziesiąt dziewięć innych czarnych scenariuszy do odhaczenia z listy.
Wyciągnięta szylkretka o intensywnie żółtych ślepiach. » Kanciasty pysk zdobią intensywnie żółte oczy i czarny nos; spośród wszystkich wibrysów uwagę przykuwają dwa, białe. Całe jej ciało pokrywa krótka, czarna sierść z rudymi przebłyskami; największa plamka znajduje się na klatce, a równie duża, acz podłużna – z tyłu przedniej łapy. Futerko na jej piersi bez zmian chaotycznie sterczy we wszystkie strony, ale jest znacznie ładniejsze, przyjemniejsze w dotyku. Nie jest szczególnym czyścioszkiem, stąd często można zobaczyć ją paradującą z wplątanymi w kłaki listkami, na które nawet nie zwróciła uwagi. Życie w Klanie zauważalnie przysłużyło się Wyderce, która oczywiście pozostała wysoka, ale przybrała nieco na wadze. Jej nieproporcjonalnie długie, acz coraz bardziej umięśnione łapy kończą łaciate poduszeczki – przede wszystkim różowe, jednak z czarnymi plamkami. Szczupłe, atletyczne ciało kończy cienki ogon, przypominający bicz.
Uparta gaduła pozbawiona cennych hamulców. » Pogodna i wesoła, skora do żartów i żądna przygód. Z przyjemnością dowiaduje się nowych rzeczy, chociaż przyswajanie suchych formułek sprawia jej niemały kłopot. Wbrew pozorom często rusza swoją pstrokatą głową, wiele rozumie, a jeżeli nie – to zadaje dużo pytań, żeby jednak zrozumieć. Dalej ceni sobie towarzystwo innych kotów, chociaż coraz częściej potrzebuje chwili na oddech. Jest bardzo rozmowna, niekiedy przytłaczając swoją gadką drugą stronę; zdarza się również, iż palnie coś głupiego i nawet nie zwróci na to uwagi. Nie do końca rozumie, kiedy powinna ugryźć się w język, zwłaszcza jeżeli mowa o (bezsensownych) psotach, których nie potrafi sobie odmówić. Bez problemu stawia na swoim – wydaje się być wręcz nierozsądnie nieustraszona, kierowana wrodzonym uporem i niechęcią do zmiany zdania. Ma silną potrzebę bliskości, boi się straty.
Nagietkowy Prześwit [KRz], Węgielek [KRz] i in.
Jedno, że nie wyczuła intensywnego zapachu Klanu Wichru, ale była tak zajęta smarkaniem, że nie zauważyła nawet zbliżającej się doń sylwetki! Owszem, kilkukrotnie towarzyszyła mamie w polowaniach, ale teraz... bez wątpienia złapałby ją puchacz czy jakiś inny śmierdzący lis, skoro jej uwadze umknęła wysoka kotka. I to taka, która nawet nie starała się do niej zakraść!
Wreszcie jednak nieznajoma się odezwała, a Wyderka poderwała się z miejsca. Na całe szczęście Roziskrzona zachowała stosowną odległość, która odciągnęła ją od pomysłu, żeby czmychnąć tam, gdzie pieprz rośnie. Nastroszyła tylko futerko, postawiła ogon, żeby sprawić wrażenie większej niż w rzeczywistości była i... wlepiła weń intensywnie żółte oczy, na dodatek okrągłe jak spodki od filiżanek. Dotychczas kontakt miała wyłącznie z Kuną i Niedźwiadkiem. Nie do końca więc wiedziała, jak powinna się zachować wobec nieznajomej ani jak ocenić, czy jest godna zaufania. Wydawała się jednak zatroskana i... nazwała ją słońcem... – Nie – miauknęła ze sporym zająknięciem. Uważnie obserwując każdy ruch nieznajomej, smarknęła jeszcze w rozmemłaną łapę, nim na jednym wydechu kontynuowała: – Zgubiłam mamę. Wyszła z moim bratem. Wczoraj. I nie wrócili. Czekałam, a potem próbowałam ich znaleźć, ale...
Do oczu Wyderki napłynęły łzy. Próbowała zacisnąć zęby i się uspokoić, ale kiedy tylko otworzyła pyszczek... znów zaniosła się rozpaczliwym szlochem. – Zostałam sama! – wypiszczała z trudem, między kolejnymi pociągnięciami nosem.
⋆・゚𓂃✧・゚*
well she got her mommy's car seems she forgot all about the library like she told her old woman now
and with the radio blasting goes cruising just as fast as she can now and she'll have fun fun fun
*𓂃❇・゚‧₊✧
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
Położyła po sobie uszy, gdy szylkretka podskoczyła. No to gratulacje, Roziskrzona Nocy, jednak nastraszyłaś dzieciaka. I w przeciwieństwie do niego, bura najchętniej by się skurczyła, by nie wyglądać jak potencjalne zagrożenie. Jako że to było raczej niemożliwe to powoli usiadła, uznawszy to za kolejną najlepszą opcję.
Jej silne postanowienie by utrzymywać komfortowy dystans zresztą szybko się roztrzaskało na milion kawałków. Kiedy? Och, gdy tylko kociak zaczął mówić. Gdy tylko wyjaśnił dlaczego nic nie było w porządku. Gdy tylko rozpłakał się na nowo. Gdy tylko powiedział, że został sam. Iskrze serce ścisnęło z żalu i bez większego namysłu ruszyła w jego stronę. Była gotowa zatrzymać się czy wręcz cofnąć na poprzednie stanowisko na najmniejszy objaw dyskomfortu młodej, ale jeśli nic takiego nie nastąpiło – usiadła obok wychudzonej sylwetki i otuliła ją puchatym ogonem.
– Cśś, nie zostałaś sama. – zaczęła powoli. – Jeśli nie było ich tylko jeden dzień to mogło im po prostu coś wypaść po drodze... coś niespodziewanego, jakaś przygoda może? Nim się obejrzysz to wrócą do waszego legowiska, przeproszą za napędzenie ci stracha i opowiedzą co ciekawego im się przydarzyło. – och, to była ładna wizja. Dużo ładniejsza niż ta bardziej prawdopodobna, w której zostali porwani przez Dwunogi czy zjedzeni przez ptaszyska. – Mogę też pomóc ich szukać, powiedz mi tylko za jakimi kotami się rozglądać. I możesz też poczekać na ich powrót ze mną, wtedy nie będziesz sama, co? W obozie z pewnością będzie ci cieplej, zjesz coś. Jesteś głodna? Poczekamy tam aż wrócą, gdzie jest wasze legowisko? Będziemy je sprawdzać codziennie. Będzie dobrze, a za jakiś czas wszyscy będziecie się śmiać z tej sytuacji. Więc nie ma co się stresować teraz. – zapewniała, oferowała i ogólnie po prostu paplała wszystko co jej ślina na język przynosiła, licząc na to, że cokolwiek z tej gadaniny trafi do młodej i uspokoi jej zszargane nerwy.
Wyciągnięta szylkretka o intensywnie żółtych ślepiach. » Kanciasty pysk zdobią intensywnie żółte oczy i czarny nos; spośród wszystkich wibrysów uwagę przykuwają dwa, białe. Całe jej ciało pokrywa krótka, czarna sierść z rudymi przebłyskami; największa plamka znajduje się na klatce, a równie duża, acz podłużna – z tyłu przedniej łapy. Futerko na jej piersi bez zmian chaotycznie sterczy we wszystkie strony, ale jest znacznie ładniejsze, przyjemniejsze w dotyku. Nie jest szczególnym czyścioszkiem, stąd często można zobaczyć ją paradującą z wplątanymi w kłaki listkami, na które nawet nie zwróciła uwagi. Życie w Klanie zauważalnie przysłużyło się Wyderce, która oczywiście pozostała wysoka, ale przybrała nieco na wadze. Jej nieproporcjonalnie długie, acz coraz bardziej umięśnione łapy kończą łaciate poduszeczki – przede wszystkim różowe, jednak z czarnymi plamkami. Szczupłe, atletyczne ciało kończy cienki ogon, przypominający bicz.
Uparta gaduła pozbawiona cennych hamulców. » Pogodna i wesoła, skora do żartów i żądna przygód. Z przyjemnością dowiaduje się nowych rzeczy, chociaż przyswajanie suchych formułek sprawia jej niemały kłopot. Wbrew pozorom często rusza swoją pstrokatą głową, wiele rozumie, a jeżeli nie – to zadaje dużo pytań, żeby jednak zrozumieć. Dalej ceni sobie towarzystwo innych kotów, chociaż coraz częściej potrzebuje chwili na oddech. Jest bardzo rozmowna, niekiedy przytłaczając swoją gadką drugą stronę; zdarza się również, iż palnie coś głupiego i nawet nie zwróci na to uwagi. Nie do końca rozumie, kiedy powinna ugryźć się w język, zwłaszcza jeżeli mowa o (bezsensownych) psotach, których nie potrafi sobie odmówić. Bez problemu stawia na swoim – wydaje się być wręcz nierozsądnie nieustraszona, kierowana wrodzonym uporem i niechęcią do zmiany zdania. Ma silną potrzebę bliskości, boi się straty.
Nagietkowy Prześwit [KRz], Węgielek [KRz] i in.
Mama mówiła, żeby nie rozmawiać z obcymi – najwyraźniej złamanie tej zasady było kluczowe, by kotka zaakceptowała zmniejszenie dzielącego je dystansu. Poza tym... wymieniła z nią parę słów i nic się nie stało. Może więc nie trzeba było zawsze zachowywać aż takiej ostrożności? Oczywiście! Nie zamierzała od razu darzyć jej nie wiadomo jakim zaufaniem. Pozwoliła jednak przysiąść obok, tym bardziej, gdy łączyło się to z otuleniem puchatym ogonem. Sama zaś opadła bez sił do siadu, "ostatni raz" pociągając nosem. Chciała skupić się na obserwowaniu siedzącej obok kotki, stąd odważnie zawiesiła na niej wzrok. – Jeszcze nigdy nie zostawili mnie na tak długo, bo nigdy się jakoś bardzo nie oddalali... – wymruczała niepewnie, by zaraz nastawić uszu. Coś niespodziewanego? Przygoda? Cienki ogon Wyderki zadrżał na wyraz drobnej ekscytacji, nim pokiwała głową. Tak, na pewno tak było. Niesłusznie opuściła legowisko, bo pewnie Kuna z Niedźwiadkiem już wrócili! Nieśli na ustach niesamowitą historię, a teraz musieli ze zmartwieniem szukać jej po każdym zakamarku norki. Oczy Wyderki znów napełniły się łzami, nim... znów pociągnęła nosem. Chcąc opanować drżący głos, utkwiła wzrok w łapach. – Dobrze. No, przyda mi się pomoc, bo... się zgubiłam. Ale pamiętam, jak wygląda nasze legowisko! I na pewno ich znajdziemy, bo dobrze ich widać na śniegu!!! Niedźwiadek jest czarny i włochaty, a mama ruda. Tylko z krótkim futerkiem, takim podobnym do mojego...
Najwyraźniej to paplanie o wszystkim odniosło skutki, bo mimo ogólnego przewrażliwienia, Wyderka wydawała się odrobinę spokojniejsza. Nadal jednak było jej zimno, a brzuch wykręcał się w tę i we w tę – ten cały obóz brzmiał więc kusząco, chociaż niekoniecznie chciała się jeszcze bardziej oddalać. Ale jeśli kotka dotrzyma obietnicy (na pewno dotrzyma!), to czy robiło jej to jakąkolwiek różnicę...? No ale. Po kolei! – Co to obóz?
⋆・゚𓂃✧・゚*
well she got her mommy's car seems she forgot all about the library like she told her old woman now
and with the radio blasting goes cruising just as fast as she can now and she'll have fun fun fun
*𓂃❇・゚‧₊✧
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
Księżyce: 142 Mistrz: Rysi Pomruk Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Jodłowa Igła [*] Ojciec: Czerwony Pazur [*] Trwałe urazy: blizny po gadożerach na przednich łapach, blizny po borsuku na prawym boku, po ugryzieniu psa na prawej tylnej łapie, po ugryzieniu jenota na lewej przedniej łapie
powyżej przeciętnego wzrostu; długowłosy (o lejącej się sierści); bury o pręgowaniu ticked; białe znaczenia na przednich łapach, brodzie, gardle i nosie; lewe oko niebieskie, prawe zielone
mój przywódca to fanatyk wędkarstwa. pół obozu zawalone wędkami najgorsze. średnio raz w miesiącu ktoś wdepnie w leżący na ziemi haczyk czy kotwicę i trzeba wyciągać w lecznicy, bo mają zadziory na końcu. w swoim dwudziestoksiężycowym życiu już z 10 razy byłem na takim zabiegu. tydzień temu przyszedłem z bólem brzucha to pajka w ziołowym wzgórzu jak mnie zobaczyła to kazała stopy pokazywać XD bo myślała że znowu hak w nodze ~rolka
No trzeba przyznać, że zbyt kolorowo to się nie zapowiadało. Jeśli nie mieli w zwyczaju znikać na parę dni to raczej tym razem też musiało im coś wypaść niespodziewanego. A doświadczenie uczyło, że zawsze było to coś złego, a w zasadzie cały wachlarz złych rzeczy. Porwanie przez Dwunogi chyba brzmiało obecnie jak najmilszy scenariusz, bo zakładało, że byli cali i zdrowi.. tyle że gdzie indziej. Wciąż gwarantowało większe szanse na powrót niż jeśli wykrwawiali się gdzieś w rowie. Bura aż się wzdrygnęła i skupiła zaraz na koteczce, by nie zagłębiać się nadmiernie w te myśli.
– O. No to widzisz. Już wiem za kim się rozlądać. – rzuciła z uśmiechem i ścisnęła lekko szylkretkę. – A mama jakoś ma na imię? I nie bój nic, jak pamiętasz jak wygląda legowisko to na pewno je odnajdziemy, chyba jakoś bardzo-bardzo daleko nie mogłaś zawędrować, hm? – przynajmniej taką miała nadzieję, bo na palcach jednej łapy mogła policzyć swoje dalsze wycieczki poza klanowe ziemie.
Pytanie o obóz nieco zbiło Roziskrzoną Noc z tropu. Znaczy mogła się go spodziewać, ale jakoś... no nie spodziewała się, że będzie musiała kiedykolwiek tłumaczyć coś takiego.
– To... dobre pytanie. – bąknęła zakłopotana faktem, że nie miała przygotowanej odpowiedzi na to. – To jakby takie miejsce, gdzie... są legowiska wielu kotów? Takich kotów, które żyją razem ze sobą w jednym Klanie, słyszałaś może o Klanach?
Wyciągnięta szylkretka o intensywnie żółtych ślepiach. » Kanciasty pysk zdobią intensywnie żółte oczy i czarny nos; spośród wszystkich wibrysów uwagę przykuwają dwa, białe. Całe jej ciało pokrywa krótka, czarna sierść z rudymi przebłyskami; największa plamka znajduje się na klatce, a równie duża, acz podłużna – z tyłu przedniej łapy. Futerko na jej piersi bez zmian chaotycznie sterczy we wszystkie strony, ale jest znacznie ładniejsze, przyjemniejsze w dotyku. Nie jest szczególnym czyścioszkiem, stąd często można zobaczyć ją paradującą z wplątanymi w kłaki listkami, na które nawet nie zwróciła uwagi. Życie w Klanie zauważalnie przysłużyło się Wyderce, która oczywiście pozostała wysoka, ale przybrała nieco na wadze. Jej nieproporcjonalnie długie, acz coraz bardziej umięśnione łapy kończą łaciate poduszeczki – przede wszystkim różowe, jednak z czarnymi plamkami. Szczupłe, atletyczne ciało kończy cienki ogon, przypominający bicz.
Uparta gaduła pozbawiona cennych hamulców. » Pogodna i wesoła, skora do żartów i żądna przygód. Z przyjemnością dowiaduje się nowych rzeczy, chociaż przyswajanie suchych formułek sprawia jej niemały kłopot. Wbrew pozorom często rusza swoją pstrokatą głową, wiele rozumie, a jeżeli nie – to zadaje dużo pytań, żeby jednak zrozumieć. Dalej ceni sobie towarzystwo innych kotów, chociaż coraz częściej potrzebuje chwili na oddech. Jest bardzo rozmowna, niekiedy przytłaczając swoją gadką drugą stronę; zdarza się również, iż palnie coś głupiego i nawet nie zwróci na to uwagi. Nie do końca rozumie, kiedy powinna ugryźć się w język, zwłaszcza jeżeli mowa o (bezsensownych) psotach, których nie potrafi sobie odmówić. Bez problemu stawia na swoim – wydaje się być wręcz nierozsądnie nieustraszona, kierowana wrodzonym uporem i niechęcią do zmiany zdania. Ma silną potrzebę bliskości, boi się straty.
Nagietkowy Prześwit [KRz], Węgielek [KRz] i in.
Tymczasem Wyderka w pełni zaufała napotkanej kotce – nie znała zbyt wielu osób, ba, dotychczas tak naprawdę miała wyłączny kontakt z mamą i bratem, więc odruchowo przyporządkowała nieznajomą do Kuny. Była starsza i miała więcej doświadczenia, więc czemu miałaby jej nie wierzyć? Przygoda, tak. Innej opcji nie było. A skoro pamiętała, jak wyglądało legowisko, to na pewno je odnajdą. Uśmiechnęła się w odpowiedzi na lekkie ściśnięcie. – Nie, chyba nie jakoś daleko... Ale tak, mama nazywa się Kuna! – wymruczała z przekonaniem, przenosząc wzrok na burą kotkę. Nagle jednak szerzej otworzyła oczy, rozchylając usta. Rozmawiały już od jakiegoś czasu, a nawet nie znały swoich imion! Wcześniej było to w pełni uprawnione, w końcu była zbyt zasmarkana by w ogóle o tym pomyśleć, teraz jednak, kiedy udało jej się uspokoić... – A! A ja nazywam się Wyderka.
Pytanie o obóz zbiło ją z tropu? W takim razie przez resztę tego dnia obie będą bardzo poszerzały swoje horyzonty – nieznajoma będzie tłumaczyła podstawowe dla siebie pojęcia, a Wyderka... po prostu poznawała kompletnie obcą jej rzeczywistość. Legowiska wielu kotów? Zmarszczyła lekko czoło. Ciężko było to sobie wyobrazić, patrząc na to, że dotychczas przebywała w towarzystwie dwóch kotów i doświadczyła zaledwie jednego legowiska. – I wszyscy się tam mieszczą? Jak wiele kotów jest w... obozie? Nikomu nie będzie przeszkadzało, że się tam z tobą zatrzymam? – Tysiąc pytań nasuwało jej się na język, ale musiała być rozsądna i ograniczyć się do najważniejszych! Tym bardziej, że zapowiadało się na to, że i tak będzie miała przyjemność doświadczyć całego tego obozu na własnej skórze. Zaraz po tym zamyśliła się na moment. – No, niezbyt. To znaczy... Mama kiedyś coś wspominała, że w dalekim sąsiedztwie mamy jakieś klany. Ale to wszystko, co wiem!
⋆・゚𓂃✧・゚*
well she got her mommy's car seems she forgot all about the library like she told her old woman now
and with the radio blasting goes cruising just as fast as she can now and she'll have fun fun fun
*𓂃❇・゚‧₊✧