Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
Prychnął lekko.
– Jezioro to masz dosłownie po drugiej stronie jezdni. Za Wichrowymi terenami drugie, mniejsze. – czyżby klan Rzeki nie miał na swoich terenach takiego zbiornika wodnego? Troszkę porażka, tak po prawdzie. – Morze też zna każdy kot, który wychylił nos poza tereny klanowe. Wiesz, piach, słony wiatr, fale i ładne widoczki.
Odetchnął lekko. Nie podobała mu się droga obrana przez tę rozmowę, bo co zahaczali o nowy temat to kończyło się na mini wykładach. Nawet umniejszanie podróżom nieznajomego nie cieszyło. Nie, to zdecydowanie nie była interakcja jakiej teraz potrzebował, za jaką tęsknił.
– Dobra, obowiązki wzywają, adios. – przylizał odstający kłaczek i się podniósł. Przez krótki moment rozważał dorzucenie jeszcze czegoś, ale ostatecznie zrezygnował i po prostu ruszył przez łąki.
Księżyce: 80 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: Kocur Matka: Owocowa Gałązka[*] Ojciec: Łopianowy Korzeń[*] Partner: A zapraszam Trwałe urazy: rozcięte prawe ucho, ślady kłów na karku po ataku lisa - częściowo ukryte pod sierścią
Księżyce: 80 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: Kocur Matka: Owocowa Gałązka[*] Ojciec: Łopianowy Korzeń[*] Partner: A zapraszam Trwałe urazy: rozcięte prawe ucho, ślady kłów na karku po ataku lisa - częściowo ukryte pod sierścią
Pierwiosnek to stosunkowo wysoki kocur, o długim lśniącym futerku, któro jest kremowo -białe. Krem ulokował się na głowie, plecach, a także ogonie kocurka. Biel natomiast jako dominująca część jego urody obejmuje go niemalże całego. Pierwiosnek niczym kopia Owocowej Gałązki może pochwalić się dwukolorowymi ślepiami. Jedno jest barwy żywego bursztynu, drugie zaś zimnego błękitu.
Nie jest to już pulchny kociak, wyrósł z tego okresu, ale księżyce w lecznicy sprawiły, że nie miał szczęścia zbyt częstego ćwiczenia mięśni, w przeciwieństwie do swoich rówieśników, także pomimo swojego wieku nie ma jak pochwalić się muskulaturą. Z biegam czasu jednak ma się to zmienić, tak sobie postanowił.
Cierpliwy, uprzejmy, skory do pomocy, uparty, spokojny, ułożony. Rodzina jest dla niego najważniejsza. Super sąsiad, a co ważniejsze synalek mamusi.
Więcej informacji w KP.
Ostatnio wychodził z obozu częściej niż zazwyczaj. Codzienne patrole, polowania i treningi zajmowały mu większość czasu, co było mu całkiem na łapę. Nie musiał się wówczas zamartwiać o niektóre sytuacje. Nie same obowiązki były pomocą, pogoda również pozwalała mu się odprężyć. Miło było patrzeć jak Pora Nowych Liści wita na tereny czterech klanów. Drzewa na nowo zaczynały porastać liście, a łąki porastała świeża trawa. Również i błoto przy brzegach rzek zdawało się być pozytywnym omenem. Oznaczało to, że świat odżywał i miał nadzieję, że tak samo będzie z Klanem Rzeki.
Tak właśnie znalazł się na granicy z Klanem Wichru. Przechadzał się wzdłuż niej, pamiętając o zachowaniu odpowiedniej odległości. Z pyszczka zwisała mu wiewiórka, którą miał okazję pochwycić chwilę temu. Przyglądał się pustej przestrzeni z mieszaniną zaniepokojenia i zaciekawienia. Wolał okolice mokradeł, ale miejsce przyciągało go w taki sposób, którego nie mógł do końca wytłumaczyć.
Niewielka, śliczna kotka z masą krągłości. Pokryta błyszczącym, długim, niebieskim klasyczno pręgowany futrem. O ogromnych zielonych oczach i wywyniętych do tyłu uszach.
Kacze Piórko jest małą, pewną siebie nieuleczalną romantyczką. Wierzy w miłość od pierwszego wejrzenia. Często bywa zbyt beztroska i naiwna, wierząc w dobro świata. Jest bardzo wrażliwa i empatyczna. Niezbyt bystra. Urodzona optymistka, zawsze potrafi odnaleźć dobre strony świata. Daleko jej do nieśmiałej i cichej, lubi gadać, plotkować i ma przy tym ogromne zapasy pewności siebie. Troszczy się o swoją rodzinę i jest ona w jej życiu naprawdę ważna.
Kacze Piórko nie miała ostatnio za dobrego humoru. Jej kochany braciszek Króliczek zaginął, Brzózka wyruszła w romantyczną podróż za ukochaną, a jej co pozostało? Tylko Pączek, mama, Iskierka i pewien przystojny kocur na granicy z Klanem Rzeki. Chociaż smuteczek odbierał jej chęci na amory. Zaczynała się jednak wiosna, kwiaty ponownie kwitły, wszystko budziło się do życia. Podobnie było z nią. Poszła na patrol z Zajączkiem i Słoneczkiem. On to dopiero był słoneczkiem, Słonecznym Brzegiem. Hihi. W miłym towarzystwie nawet smuteczki codzienności wydawały się mniej uwierać.
Gdy jednak zobaczyła Pierwiosnekowy Przesmyk, poprosiła towarzyszy, by dokończyli patrol bez niej, bo ona miała sprawę do załatwienia, ale później na pewno ich dogoni. Sami mieli partnerki albo przynajmniej bratną duszę, więc powinni zrozumieć. Podeszła bliżej rzecznej granicy.
- Hej - przywitała się z uśmiechem. - Dobła zdobycz -
Księżyce: 80 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: Kocur Matka: Owocowa Gałązka[*] Ojciec: Łopianowy Korzeń[*] Partner: A zapraszam Trwałe urazy: rozcięte prawe ucho, ślady kłów na karku po ataku lisa - częściowo ukryte pod sierścią
Księżyce: 80 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: Kocur Matka: Owocowa Gałązka[*] Ojciec: Łopianowy Korzeń[*] Partner: A zapraszam Trwałe urazy: rozcięte prawe ucho, ślady kłów na karku po ataku lisa - częściowo ukryte pod sierścią
Pierwiosnek to stosunkowo wysoki kocur, o długim lśniącym futerku, któro jest kremowo -białe. Krem ulokował się na głowie, plecach, a także ogonie kocurka. Biel natomiast jako dominująca część jego urody obejmuje go niemalże całego. Pierwiosnek niczym kopia Owocowej Gałązki może pochwalić się dwukolorowymi ślepiami. Jedno jest barwy żywego bursztynu, drugie zaś zimnego błękitu.
Nie jest to już pulchny kociak, wyrósł z tego okresu, ale księżyce w lecznicy sprawiły, że nie miał szczęścia zbyt częstego ćwiczenia mięśni, w przeciwieństwie do swoich rówieśników, także pomimo swojego wieku nie ma jak pochwalić się muskulaturą. Z biegam czasu jednak ma się to zmienić, tak sobie postanowił.
Cierpliwy, uprzejmy, skory do pomocy, uparty, spokojny, ułożony. Rodzina jest dla niego najważniejsza. Super sąsiad, a co ważniejsze synalek mamusi.
Więcej informacji w KP.
Gdzieś w oddali dostrzegł kocie sylwetki, podejrzewał, że był to patrol Klanu Wichru. Postąpiłby jak ostatni głupiec, gdyby teraz zaczął się wycofywać, tym bardziej, że jednen z kotów zaczął się do niego zbliżać. Postanowił więc poczekać i przygotować się na ewentualną rozmowę. Jednak im dłużej wpatrywał się w nieznajomą sylwetkę, tym bardziej przekonywał się, że nie była ona wcale taka nieznajoma. Aż w końcu stanęła naprzeciwko niego. Wtedy mógł bez najmniejszego cienia wątpliwości powiedzieć, że był to nie kto inny, jak Kacza Łapa. Koleżanka, którą poznał na zgromadzeniu, i z którą widział się ostatni raz pod Czterema Drzewami. Musiał przyznać, że trochę mu ulżyło, lepiej było spotkać znajomy pyszczek, a nie tłumaczyć się ze swojej obecności na granicy. - Hęki. -Mruknął z trudem przez trzymaną w pysku wiewiórkę, a gdy tylko zdał sobie sprawę z tego jak zabrzmiał, odłożył ją pod swoje łapy. Kotce za to posłał przepraszające spojrzenie.- Dzień dobry. Mogę liczyć na to, że nie zostanę przepędzony z waszej granicy? -Chciał jakoś zażartować, chociaż nie zdziwiłby, gdyby został oskarżony o kradzież. Stał z wiewiórką w pysku, tuż przy granicy.
Niewielka, śliczna kotka z masą krągłości. Pokryta błyszczącym, długim, niebieskim klasyczno pręgowany futrem. O ogromnych zielonych oczach i wywyniętych do tyłu uszach.
Kacze Piórko jest małą, pewną siebie nieuleczalną romantyczką. Wierzy w miłość od pierwszego wejrzenia. Często bywa zbyt beztroska i naiwna, wierząc w dobro świata. Jest bardzo wrażliwa i empatyczna. Niezbyt bystra. Urodzona optymistka, zawsze potrafi odnaleźć dobre strony świata. Daleko jej do nieśmiałej i cichej, lubi gadać, plotkować i ma przy tym ogromne zapasy pewności siebie. Troszczy się o swoją rodzinę i jest ona w jej życiu naprawdę ważna.
Była zdegustowana, gdy zobaczyła jak Pierwiosnkowy Przesmyk odpowiada jej z pełną buzią, na szczęście szybko się poprawił. Nie miała więc mu tego za złe, chociaż miała nadzieje że nie powtórz takiego faxus pas. Zresztą ciężko było być złym na takiego słodziaka. Chciałaby móc się wtulić w to długie, lśniące kremowe futerko. Niestety dzieliły ich granice, ale czy to nie romantyczne? Nie mogli poczuć nawzajem swojego ciepła, bo zakazywała im tego siła wyższa.
- Hmmm, myśle sze nie. Powiedzmy sze uwiesze ci na słowo, jak mi powiesz sze złapałeś to na swoich tełenach - odpowiedziała z figlarnym uśmiechem. Nie spodziewałaby się takich okropnych czynów, po uroczym, niedomyślnym wojowniku. Przecież znała go tak dobrze, nie przekroczył by granicy, był na to zbyt szlachetny i dobry. Poza tym wyczuli by jakiś zapach Klanu Rzeki na swoich terenach prawda? Poza tym miała o wiele lepsze i ważniejsze wieści do przekazania. - Niestety nie mam dla ciebie kwiatków, tym łazem, ale zostałam wojowniczką. Od tełaz jestem Kaczym Piółkiem, czy to nie cudowne? Takie ułocze imię. Mam tesz swoją piełwszą tełminatołke! Suchą Łapę. Jest tłochę ode mnie stałsza, ale to nie pszeszkadza -
Księżyce: 80 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: Kocur Matka: Owocowa Gałązka[*] Ojciec: Łopianowy Korzeń[*] Partner: A zapraszam Trwałe urazy: rozcięte prawe ucho, ślady kłów na karku po ataku lisa - częściowo ukryte pod sierścią
Księżyce: 80 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: Kocur Matka: Owocowa Gałązka[*] Ojciec: Łopianowy Korzeń[*] Partner: A zapraszam Trwałe urazy: rozcięte prawe ucho, ślady kłów na karku po ataku lisa - częściowo ukryte pod sierścią
Pierwiosnek to stosunkowo wysoki kocur, o długim lśniącym futerku, któro jest kremowo -białe. Krem ulokował się na głowie, plecach, a także ogonie kocurka. Biel natomiast jako dominująca część jego urody obejmuje go niemalże całego. Pierwiosnek niczym kopia Owocowej Gałązki może pochwalić się dwukolorowymi ślepiami. Jedno jest barwy żywego bursztynu, drugie zaś zimnego błękitu.
Nie jest to już pulchny kociak, wyrósł z tego okresu, ale księżyce w lecznicy sprawiły, że nie miał szczęścia zbyt częstego ćwiczenia mięśni, w przeciwieństwie do swoich rówieśników, także pomimo swojego wieku nie ma jak pochwalić się muskulaturą. Z biegam czasu jednak ma się to zmienić, tak sobie postanowił.
Cierpliwy, uprzejmy, skory do pomocy, uparty, spokojny, ułożony. Rodzina jest dla niego najważniejsza. Super sąsiad, a co ważniejsze synalek mamusi.
Więcej informacji w KP.
- Mogę Ci przysiąc na Gwiezdnych, że złapałem ją na terenach Klanu Rzeki. -Wyprostował się jakby miało to poprzeć jego słowa. Mówiąc szczerze to ulżyło mu, gdy kotka nie oskarżyła go o kradzież, nie chciał robić niepotrzebnych problemów.
Na jego pyszczek wkradł się szczery uśmiech, gdy tylko usłyszał szczęśliwe nowiny. Cieszył się, że przynajmniej ona miała się czym pochwalić i jak widać dobrze jej się ułożyło. Była to dla niego pozytywną przerwa od tego co działo się ostatnio w Klanie Rzeki.- Nie szkodzi, to chyba ja powinienem przynieść Ci kwiaty w ramach gratulacji. Następnym razem będę musiał się poprawić. -Miło byłoby pogratulować koleżance w jakiś lepszy sposób, jednak jedyne co miał pod łapą po wiewiórka, której niestety nie mógł oddać.- Więc jednak nie zostałaś Tonącą Kaczką. Ale Kacze Piórko to ładne imię, pasuje ci. -Przez to zmiękczenie brzmiało delikatnie, uważał, że starannie dobrane imię dla córki Lawendowej Gwiazdy. Swoją drogą wygląda na to, ze starszą kocicą również miała głowę do imion.- I masz nawet swoją pierwszą terminatorkę. Ja również miałem okazję trenować starszego ode mnie kota. Na początku było trochę niezręcznie, ale jakoś daliśmy radę. Jestem pewien, że wam też pójdzie sprawnie. Jeśli mogę zapytać, dogadujecie się? -Zawilcowy Gaj swego czasu próbował być dla niego trochę niemiły, co wyczuł dopiero po pewnym czasie, miał więc nadzieję, że podopieczna Kaczego Piórka była nieco bardziej ugodowa i nie miała za złe, że musi trenować z młodszą kotką.
Niewielka, śliczna kotka z masą krągłości. Pokryta błyszczącym, długim, niebieskim klasyczno pręgowany futrem. O ogromnych zielonych oczach i wywyniętych do tyłu uszach.
Kacze Piórko jest małą, pewną siebie nieuleczalną romantyczką. Wierzy w miłość od pierwszego wejrzenia. Często bywa zbyt beztroska i naiwna, wierząc w dobro świata. Jest bardzo wrażliwa i empatyczna. Niezbyt bystra. Urodzona optymistka, zawsze potrafi odnaleźć dobre strony świata. Daleko jej do nieśmiałej i cichej, lubi gadać, plotkować i ma przy tym ogromne zapasy pewności siebie. Troszczy się o swoją rodzinę i jest ona w jej życiu naprawdę ważna.
Trochę ją to nawet rozbawiło, wąsy zadrżały, a uśmiech się poszerzył. Jej uroczy dżentelmen poprawił humor. On to dopiero wie co powiedzieć. Słodziak. Wiedziała że by tego nie zrobił, więc słowa jedynie ją utwierdziły w tym przekonaniu. Niby znali się tak krótko, a już wiedziała że mogła mu zaufać.
- Będę czekać - powiedziała, chociaż romantyczność tego gestu odebrała jej mowę. Czy to nie miłość gdy oferuje jej kwiaty? Chociaż Orion też jej oferował kwiaty. Ale w tedy to była zupełnie inna sytuacja! A teraz, mogła poczuć tą miłość fruwającą w powietrzu. Motyle w brzuchu. Gdzie są jej róże i lilie wodne? Przecież nie mogło się skończyć na pustych obietnicach. Nie mógł zapomnieć, skoro był zakochany. Ale skoro go kocha, to poczeka, na swoje kwiaty i porządne gratulacje. Za to co do Azaliowej Łapy, to będzie się trzeba upomnieć. -Wiem, jest takie puchate i ułocze. Ułoczę imię dla ułoczej kotki nie uwaszasz kwiatuszku? - zapytała, bo chciała to usłyszeć z jego ust. Chciała by szeptał jej do ucha że jest najpiękniejszą kotką, jaką kiedykolwiek spotkał. Ale zwykłe tak też powinno wystarczyć. Na początek. Wolała za bardzo nie naciskać na swojego nieśmiałka, bo jeszcze go spłoszy. - Tak! Chociasz Sucha Łapa jest dość nieśmiała. Mało mówi, ale na pewno nie dlatego sze jest nie miła. Kochana z niej duszyczka, chociasz ostatnio często znika ten kwiatuszek. Małtwie się o nią - przyznała szukając pocieszenia w tych silnych ramionach.
Księżyce: 80 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: Kocur Matka: Owocowa Gałązka[*] Ojciec: Łopianowy Korzeń[*] Partner: A zapraszam Trwałe urazy: rozcięte prawe ucho, ślady kłów na karku po ataku lisa - częściowo ukryte pod sierścią
Księżyce: 80 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: Kocur Matka: Owocowa Gałązka[*] Ojciec: Łopianowy Korzeń[*] Partner: A zapraszam Trwałe urazy: rozcięte prawe ucho, ślady kłów na karku po ataku lisa - częściowo ukryte pod sierścią
Pierwiosnek to stosunkowo wysoki kocur, o długim lśniącym futerku, któro jest kremowo -białe. Krem ulokował się na głowie, plecach, a także ogonie kocurka. Biel natomiast jako dominująca część jego urody obejmuje go niemalże całego. Pierwiosnek niczym kopia Owocowej Gałązki może pochwalić się dwukolorowymi ślepiami. Jedno jest barwy żywego bursztynu, drugie zaś zimnego błękitu.
Nie jest to już pulchny kociak, wyrósł z tego okresu, ale księżyce w lecznicy sprawiły, że nie miał szczęścia zbyt częstego ćwiczenia mięśni, w przeciwieństwie do swoich rówieśników, także pomimo swojego wieku nie ma jak pochwalić się muskulaturą. Z biegam czasu jednak ma się to zmienić, tak sobie postanowił.
Cierpliwy, uprzejmy, skory do pomocy, uparty, spokojny, ułożony. Rodzina jest dla niego najważniejsza. Super sąsiad, a co ważniejsze synalek mamusi.
Więcej informacji w KP.
- Postaram się, żebyś nie czekała za długo. -Chociaż z tym może być drobny problem. Nie wiedział kiedy następnym razem uda mu się spotkać Kacze Piórko, a nie będzie mógł codziennie nosić ze sobą bukietu. Co więcej będzie musiał sobie przypomnieć o jakich kwiatach mu ostatnio opowiadała. Miał wrażenie, że o liliach, ale gdzieś z tyłu zaczęły mu się kłębić pewne wątpliwości. - Prawda. Brzmi również delikatnie i miękko. A kacze pióra podobno cieszą się dużą popularnością, wiem że niektóre koty je zbierają. -Sam nie miał smykałki do kolekcjonerstwa, ale wiedział że kilka kotów z jego Klanu kolekcjonuje pierze, kamienie i inne ciekawe przedmioty, od których trudno oderwać wzrok. Zresztą, Kaczuszka chwaliła jego imię podczas ich poprzedniego spotkania, pora więc była na to, żeby się jej odpłacił.
Ulżyło mu, że Sucha Łapa nie była niemiła dla swojej mistrzyni. Wiedział, że taka atmosfera może być ciężka, więc lepiej było się dogadać niż drżeć (hihi) koty. Zmartwiło go natomiast wspomnienie o znikaniu, zresztą kotka również wyglądała na zmartwioną, nic dziwnego.- Oh, to nie dobrze. Rozmawiałaś z nią? Może czymś się denerwuje, albo źle się czuje, dlatego nie pokazuje się zbyt często. -Różne rzeczy chodziły po kotach, ważne było zrozumienie przyczyn.
Niewielka, śliczna kotka z masą krągłości. Pokryta błyszczącym, długim, niebieskim klasyczno pręgowany futrem. O ogromnych zielonych oczach i wywyniętych do tyłu uszach.
Kacze Piórko jest małą, pewną siebie nieuleczalną romantyczką. Wierzy w miłość od pierwszego wejrzenia. Często bywa zbyt beztroska i naiwna, wierząc w dobro świata. Jest bardzo wrażliwa i empatyczna. Niezbyt bystra. Urodzona optymistka, zawsze potrafi odnaleźć dobre strony świata. Daleko jej do nieśmiałej i cichej, lubi gadać, plotkować i ma przy tym ogromne zapasy pewności siebie. Troszczy się o swoją rodzinę i jest ona w jej życiu naprawdę ważna.
- To mosze się umówimy? - zaproponowała, bo tak najłatwiej było się spotkać. Przyniesie jej lilie, ona mu kwiaty, których na pewno do tej pory nie widział. O zachodzie słońca, bo w tedy wszystko jest o wiele piękniejsze. Chociaż nie, o wschodzie, bo inaczej musiałaby późno pójść spać. Nie przyjdzie przecież cała zaspana, będzie wyglądać okropnie. Chociaż nie, ona nie umiała wyglądać okropnie, ale na pewno gorzej niż zwykle, a nie mogła się przecież tak pokazać przed ukochanym. Ale zachody są o wiele piękniejsze od wschodów, ale ciężka decyzja. Kurczaczki. - Pasuje ci za tszy wschody słońca, oczywiście o wschodzie, słońce -
Delikatna, miękka, aż zaraz się zawstydzi. Ile komplementów, aż chciała otrzeć się policzkiem, o jego puchatą kryzę. On pewnie też skoro nazwał ją miękką, bo musiał mówić o jej ślicznym futerku.
- Ja zbiełam kwiaty, ale to chyba jusz wiesz - zachichotała. Wspominała o tym tyle razy że musiał już zapamiętać. - Są takie śliczne sze chce się na nie patszeć pszez cały łok, sze szkoda sze tak szybko więdną. Wyschnięte nie są jusz takie pięknie, ale to zawsze coś - westchneła.
- Nie, nie było okazji, płaktycznie jej nie widuje. Długo nie było jej w klanie, więc mosze cięszko jej się pszyzwyczaić - kontynuowała smętnie. Chciała by jej podopieczni, nie ważnie czy duzi, czy mali byli szczęśliwi, ale ciężko było do tego dojść, gdy nie było kiedy pogadać. Z kociętami byłoby łatwiej, bo one zawsze są w obozie.
Księżyce: 80 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: Kocur Matka: Owocowa Gałązka[*] Ojciec: Łopianowy Korzeń[*] Partner: A zapraszam Trwałe urazy: rozcięte prawe ucho, ślady kłów na karku po ataku lisa - częściowo ukryte pod sierścią
Księżyce: 80 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: Kocur Matka: Owocowa Gałązka[*] Ojciec: Łopianowy Korzeń[*] Partner: A zapraszam Trwałe urazy: rozcięte prawe ucho, ślady kłów na karku po ataku lisa - częściowo ukryte pod sierścią
Pierwiosnek to stosunkowo wysoki kocur, o długim lśniącym futerku, któro jest kremowo -białe. Krem ulokował się na głowie, plecach, a także ogonie kocurka. Biel natomiast jako dominująca część jego urody obejmuje go niemalże całego. Pierwiosnek niczym kopia Owocowej Gałązki może pochwalić się dwukolorowymi ślepiami. Jedno jest barwy żywego bursztynu, drugie zaś zimnego błękitu.
Nie jest to już pulchny kociak, wyrósł z tego okresu, ale księżyce w lecznicy sprawiły, że nie miał szczęścia zbyt częstego ćwiczenia mięśni, w przeciwieństwie do swoich rówieśników, także pomimo swojego wieku nie ma jak pochwalić się muskulaturą. Z biegam czasu jednak ma się to zmienić, tak sobie postanowił.
Cierpliwy, uprzejmy, skory do pomocy, uparty, spokojny, ułożony. Rodzina jest dla niego najważniejsza. Super sąsiad, a co ważniejsze synalek mamusi.
Więcej informacji w KP.
Oh, no tak nie musieli przecież liczyć na przypadkowe spotkanie. To było tak proste wyjście z sytuacji, a jednak sam na to nie wpadł. Chociaż jeśli miał być szczery, to dziwnie byłoby mu samemu zaproponować takowe spotkanie. Nawet sam nie wiedział dlaczego, bo nie było to niczym złym. - Dlaczego nie, tak będzie prościej. Da mi to więcej czasu na odszukanie odpowiednich kwiatów. To... To były lilie, prawda? -Zaryzykował nieśmiało. Nie był pewien czy dobrze zapamiętał, ale z tego co pamiętał to miały one rosnąć na rzecznych terenach, a gdzie najlepiej znaleźć lilie wodne jak nie na wodzie właśnie.- Nie mam żadnych planów, jak dla mnie brzmi dobrze. Zatem za trzy wschody słońca o wschodzie. -Powtórzył głównie sam dla siebie, żeby móc zapamiętać czas spotkania.- Tutaj, czy preferujesz Cztery Dęby? -To również była kwestia ważna omówienia. Głupio byłoby, gdyby oboje się minęli i przyszli w zupełnie inne miejsca. - Rzeczywiście szkoda. Myślałaś może kiedyś o jakimś zamienniku? Chociaż na Porę Nagich Drzew. Miło byłoby mieć jakąś pamiątkę, która będzie cieszyć oko przez dłuższy czas. -Nie żeby jej narzucał zmianę zainteresowań, szczególnie że on sam niczego nie zbierał. Kwiaty były piękne, ale jak już sama wspomniała szybko więdły. - Oh, może po prostu potrzebuje czasu, żeby na nowo oswoić się z nowym miejscem. Możliwe też, że ilość kotów może ją zwyczajnie przytłaczać. Daj jej trochę czasu, a pewnie się otworzy. Jednak jeśli dalej będziesz się martwić, to spróbuj z nią porozmawiać, gdy tylko się pokaże. -Był zdania, że nic na siłę, ale jeśli coś jest na rzeczy to warto jednak nieco popchnąć rzeczy do przodu. Mroźna Łapa również miał problemy z dostosowaniem się do życia w Klanie po swoim powrocie. Jednak teraz wydaje się w porządku, może Sucha Łapa również potrzebowała jedynie czasu.
Niewielka, śliczna kotka z masą krągłości. Pokryta błyszczącym, długim, niebieskim klasyczno pręgowany futrem. O ogromnych zielonych oczach i wywyniętych do tyłu uszach.
Kacze Piórko jest małą, pewną siebie nieuleczalną romantyczką. Wierzy w miłość od pierwszego wejrzenia. Często bywa zbyt beztroska i naiwna, wierząc w dobro świata. Jest bardzo wrażliwa i empatyczna. Niezbyt bystra. Urodzona optymistka, zawsze potrafi odnaleźć dobre strony świata. Daleko jej do nieśmiałej i cichej, lubi gadać, plotkować i ma przy tym ogromne zapasy pewności siebie. Troszczy się o swoją rodzinę i jest ona w jej życiu naprawdę ważna.
Aaaaa, czyli pamiętał. No oczywiście że pamiętał w końcu ją kochał. Chyba by się obraziła gdyby jednak nie pamiętał, ale czy to nie jest przesłodkie? Inny kocur może by zapomniał, ale on, jej uroczy dżentelmen, pamiętał o takich drobiazgach. Chociaż nie bo gatunek kwiatków, to bardzo ważna sprawa, szczególnie dla niej. On jest taki słodki.
- Prawda, pamiętałeś kwiatuszku - powiedziała z szerokim radosnym uśmiechem, ale on był taki uroczym wstydziuchem. Pewnie była jego pierwszą ukochana. Przynajmniej ma pewność że nie ma żadnej drugiej na oku. - Cztery Dęby, bszmią w posządku - bo tam w końcu mogłaby się wtulić w to kremowe futro, a nie tak krzyczeć przez granice. Chociaż oni nie krzyczeli, ale odległość i tak była za wielka. Skubany pewnie też chciał zatopić pyszczek w jej miękkim futerku. Poczuć jej zapach, tak z bliska.
- Ymm, niezbyt. Kamyczki są za mało kololowe i za twałde, piółka, tak jak mówiłeś, miękkie, ale no tesz za mało kololowe. Suszone kwiatki są piękniejsze od nich obu i na łazie mi wystałczą, ale mosze dwunodzy coś wymyślili. Wiesz sze podobno mają specjalne łóże, we wszystkich kololoach inne nisz te dzikie? Chciałabym je kiedyś zobaczyć - i zobaczy, jak tylko Azaliowa Łapa sobie o nich przypomni, a raczej ona mu o nich przypomni.
- Złobie tak - nie żeby już wcześniej o tym nie myślała, ale co mu będzie dokopywać jak widać że się stara. Martwi się o nią, a ona martwi się o Suchutką. Z tego się robi już jakaś stonoga.
Księżyce: 80 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: Kocur Matka: Owocowa Gałązka[*] Ojciec: Łopianowy Korzeń[*] Partner: A zapraszam Trwałe urazy: rozcięte prawe ucho, ślady kłów na karku po ataku lisa - częściowo ukryte pod sierścią
Księżyce: 80 Mistrz: Szafirkowy Pyłek Płeć: Kocur Matka: Owocowa Gałązka[*] Ojciec: Łopianowy Korzeń[*] Partner: A zapraszam Trwałe urazy: rozcięte prawe ucho, ślady kłów na karku po ataku lisa - częściowo ukryte pod sierścią
Pierwiosnek to stosunkowo wysoki kocur, o długim lśniącym futerku, któro jest kremowo -białe. Krem ulokował się na głowie, plecach, a także ogonie kocurka. Biel natomiast jako dominująca część jego urody obejmuje go niemalże całego. Pierwiosnek niczym kopia Owocowej Gałązki może pochwalić się dwukolorowymi ślepiami. Jedno jest barwy żywego bursztynu, drugie zaś zimnego błękitu.
Nie jest to już pulchny kociak, wyrósł z tego okresu, ale księżyce w lecznicy sprawiły, że nie miał szczęścia zbyt częstego ćwiczenia mięśni, w przeciwieństwie do swoich rówieśników, także pomimo swojego wieku nie ma jak pochwalić się muskulaturą. Z biegam czasu jednak ma się to zmienić, tak sobie postanowił.
Cierpliwy, uprzejmy, skory do pomocy, uparty, spokojny, ułożony. Rodzina jest dla niego najważniejsza. Super sąsiad, a co ważniejsze synalek mamusi.
Więcej informacji w KP.
Użyło mu. Podejrzewał, że mogło zrobić się całkiem niezręcznie, gdyby przypadkiem pomylił gatunek kwiatka. Rzecz jasna starał się zapamiętywać takie szczegóły, szczególnie jeśli były ważne dla innych kotów, ale nawet jemu mogło zdarzyć się pomylić.- Dobrze, więc za trzy wschody słońca przy Cterech Drzewach. -Co prawda do głowy mu nie przyszło, żeby wtulać się w miękką sierść Kaczego Piórka, ale lepiej spotkać się w miejscu, w którym nie dzieli ich granica, i jest większa szansa, że nie przeszkodzi im żaden patrol. - Każdy ma jakieś preferencje, to zrozumiałe. -Mruknął krótko- Wiedziałem, że dwunodzy są "zdolni", ale nie sądziłem, że są wstanie ingerować w sprawy natury. Ale to przynajmniej nie brzmi niebezpiecznie, czy głupio w przeciwieństwie do innych ich wynalazków. -Nagle przybrał bardziej zmartwiony wyraz pyszczka.- Ale mam nadzieję, że nie planujesz zakraść się do ich siedliska. Kwiatki, owszem są piękne, ale nie warto dla nich narażać własnego zdrowia. -Nie podejrzewał Kaczuszki o takie wybryki, ale taka wizja niesamowicie go niepokoiła. Nie chciałby, żeby została porwana przez dwunożnych i przetrzymywana w ich legowisku wbrew woli. Albo co gorsza zgubiła się gdzieś w tym nieznanym miejscu, zdana na łaskę mieszkających tam kotow. Nie życzyłby tego nikomu. - Powodzenia. Mam nadzieję, że uda wam się porozmawiać i Sucha Łapa na nowo odnajdzie się w waszym Klanie. -Uśmiechnął się delikatnie, po czym zerknął na leżącą obok wiewiórkę. Chyba będzie musiał niedługo wracać.
Niewielka, śliczna kotka z masą krągłości. Pokryta błyszczącym, długim, niebieskim klasyczno pręgowany futrem. O ogromnych zielonych oczach i wywyniętych do tyłu uszach.
Kacze Piórko jest małą, pewną siebie nieuleczalną romantyczką. Wierzy w miłość od pierwszego wejrzenia. Często bywa zbyt beztroska i naiwna, wierząc w dobro świata. Jest bardzo wrażliwa i empatyczna. Niezbyt bystra. Urodzona optymistka, zawsze potrafi odnaleźć dobre strony świata. Daleko jej do nieśmiałej i cichej, lubi gadać, plotkować i ma przy tym ogromne zapasy pewności siebie. Troszczy się o swoją rodzinę i jest ona w jej życiu naprawdę ważna.
Kiwnęła głową z szerokim radosnym uśmiechem. Trzy wschody słońca, o wschodzie. Nie mogło się przecież wydarzyć za dużo przez ten czas. Wystarczyło tylko znaleźć potrzebne kwiatki, jakich Pierwiosnek nigdy nie widział i mu je przynieść. Mogłaby mu dać pierwiosnki - bo czy to nie byłoby przeuroczę z jej strony? - ale niestety ju żnie rosły o tej porze roku, a kurcze szkoda.
- Czasami bywają uszyteczni, mosze tesz kochają piękno tak jak my? - czy to nie była piękna idea, łączyła ich miłość do piękna. Chociaż dwunożni nie byli jacyś strasznie piękni. Chociaż nigdy żadnego nie widziała, to to że byli zupełnie łysi mówiło samo za siebie. Nawet ona by wyglądała s t r a s z n i e bez futra. Awww czy Pierwiosnek się o nią martwił? No przecież była miłością jego życia, a taką szkoda stracić. Musiał się martwić, tak jak ona się martwiła o niego. Przyłożyłaby nosek do jego policzka, bo był taki słodki, ale to by oznaczało przekroczenie granicy, a kodeks była dla niego ważny. No przynajmniej taki się wydawał. - Nie małtw się o mnie, pewien kocuł obiecał sze mi je pszyniesie, a on zna się na osiedlu. Na pewno sobie poładzi, tylko muszę tłoche poczekać - bo ten miał w tej chwili inne priorytety, jak zdobyć serce innego kocura. Ach, ta miłość, tak zaślepia.
- Pszyda się... - odpowiedziała i miała dodać coś więcej, ale usłyszała za plecami znajomy głos Zajęczego Ucha, więc musiała się już zbierać. - Do zobaczenia za trzy wschody słońca kwiatuszku - porzegnała się i puściła mu oczko. Niech wie.
Księżyce: 124 Mistrz: Jaśniejący Płomień Płeć: kocur Zaimki: on/jego chyba że żart wymaga innych
wysoki, długowłosy oriental, cynamonowy point, białe znaczenia (plamka na czole, palce przednich łap), niebieskie oczy, często ma przy sobie kieszonkowy zegarek z łańcuszkiem
– Słuchaj, a może jednak dałbyś się namówić i byś mnie przeniósł na grzbiecie przez resztę wycieczki wzdłuż granicy z Rzeką, hm? Ważę tyle co nic, więc co to za problem dla ciebie. – dalej drążył pomysł, który mu wpadł do głowy na wysokości Czterech Dębów. – To na pewno urozmaiciłoby patrol. – dodał jeszcze, na wypadek gdyby Słoneczny Brzeg wciąż był nieprzekonany (nie był). Nie żeby orientala bolały łapki od chodzenia i wymagał odniesienia do obozu na puchatej poduszce, ale z pewnością ciekawiej było nękać o to wojownika czy iść w ciszy, bądź narzekać na pogodę. Jasne, słoneczko przygrzewało, niektórym aż za bardzo, ale ile można? Szczególnie, że istniał cień szansy, że kocur się zgodzi, chociażby dla własnego spokoju. Zdecydowanie warto było więc ponaciskać, skoro i tak po drugiej stronie granicy się nic nie działo aktualnie.
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
Księżyce: 88 Mistrz: Nagietkowy Prześwit Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Latte [NPC] Ojciec: Suchy [NPC] Partner: what is love? Trwałe urazy: spora blizna po pazurach na prawym udzie po kłótni z nieznajomym kotem, blizna na grzbiecie po zerwaniu płatu skóry przez łabędzia
przyjazny, spokojny, zdystansowany, chętnie pomaga innym, niepewnie czuje się w większych grupach nieznajomych i przyzwyczaja się do nich powoli, kolekcjoner rupieci
Ogólnie Artem na patrole raczej wolał wybierać się sam, jednak nie zawsze mógł mieć taką możliwość. Tym razem dołączyła się do niego Śnieżny Płatek, z którą no zwyczajnie musiał jakoś wytrzymać. Może i kocica była twarda, ale no, jakaś zła to ona nie była. Po prostu ciemnobrązowy point preferował samotne przechadzki. A poza tym… i tak nie pobiłaby Sekwoi w tym, więc dopóki nie przekraczała tej granicy to mogła być.
W czasie przechodzenia granicy z Wichrem, Artem usłyszał znajomy głos i aż zatrzymał się, przy okazji marszcząc brwi w zdziwieniu. Orion? Ciemnobrązowy point ruszył po chwili i faktycznie, zaraz udało mu się ujrzeć znajomą kitę, która pasowała do tego głosu. Co on tutaj robił? Orion raczej kojarzył się Artemowi z wolnym duchem, który się do niczego specjalnie nie przywiązuje.
-Orion?
✩✪✩
Są takie rzeczy, których nie chcesz robić,przysięgasz, że ichnie zrobisz,zabraniasz sobie, a potem tonagledzieje się samo.
Nie da sięich nawet przeanalizować, nie podlegająprocesom myślowym.
Dzieją się i już,pozostaje tylko patrzeć na siebie ze zdziwieniem i zapewniać, że nie ma w tym twojej winy, po prostu samo się stało.