Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
– Przerwę? Od czego niby? – on nie zamierzał tak łatwo zostawić tego tematu. On chciał wiedzieć dlaczego Czereśnia nie siedziała grzecznie w swoim obozie. – Syczysz na mnie jakbym popełnił niewybaczalną zbrodnie. – zaśmiał się krótko a następnie odchrząknął. – W sumie… Może i tak jest. Kilka przybłęd Polna Gwiazda przygarnął ale potem i tak poznikały. – wzruszył barkami – Ale ja nie jestem przybłędą. Niestety ale nie miałem okazji Ci powiedzieć o mnie wszystkiego. Dwa razy może się spotkaliśmy? Nie czułem potrzeby opowiadania CI o mojej przeszłości. – mruknął spokojnie. – Też nie chciałem się ją dzielić bo mimo wielu księżycy nadal potrafi mnie ranić. Zbyt długo by mówić a ty byś mi nie wierzyła. Jak każdy inny.- powiedział poważnie i przymrużył trochę ślepia. Nikt nie znał jego całej historii. Całego tego bólu i cierpienia. Bo po co? I tak by nie zrozumieli i uznali, ze zmyśla. Zawsze tak było. Nawet jeżeli udawali, ze tak nie jest. Prędzej czy później koty go opuszczają bądź unikają. Dlatego ostatnio nie wierzył w mocne relacje.
Księżyce: 86 Mistrz: niedźwiedzi kieł [*] Płeć: kotka Matka: świetlikowy zagajnik Ojciec: co to; bycza łapa Partner: po co :/ Trwałe urazy: spora blizna na lewej łopatce, podłużna blizna na szyi
Niegdysiejsza rzeczna ślicznotka, z wiekiem nie straciła wiele ze swej urody. To kotka wysoka i masywna, acz jednocześnie obdarzona sporą dawką naturalnej gracji i elegancji, o kształtnym pyszczku, migdałowych oczach barwy zielonej niczym trawa i różowym nosie otoczonym długimi, białymi wąsami. Tym, co w jej przypadku zawsze rzucało się w oczy, było jej długie, wyjątkowo puchate futerko, zawsze miękkie, idealnie czyste i ułożone (o taki skarb grzechem byłoby przecież nie dbać!), oraz — co chyba najważniejsze — wyjątkowo pstrokate. Odcienie czerni i szarości tworzą na jej ciele barwną mieszankę; najwięcej rudego widać na uszach, prawej łapie oraz plamce nad oczami. Paletę kolorów dopełnia biel, zaczynająca się między oczami i ciągnąca przez pyszczek i pierś, aż do brzucha. Również jej łapy poznaczone są bielą — na przednich łapach obejmuje tylko palce, na tylnych zaś sięga aż do pięt. Kilka rzeczy się w niej jednak zmieniło; schudła nieco i zmizerniała a jej futro zdaje się być bardziej matowe. Największą i najbardziej rzucającą się w oczy zmianą jest jednak spora blizna na lewej łopatce oraz mniejsza, podłużna blizna na szyi.
Dumna, pewna siebie kotka o optymistycznym nastawieniu, sympatyczna i łatwo nawiązująca nowe znajomości, dość próżna, skupiona na tym, co tu i teraz, oddana swojemu Klanowi.
— Od życia, głównie — mruknęła wymijająco, wzruszając brakami. Tak jak kocur, ona również nie miała przymusu, by tłumaczyć się mu z całej swojej historii życiowej, zwłaszcza że nie była ona czymś, czym chciała się chwalić. Niech sobie Płomyk wyciąga z jej enigmatycznych słów, cokolwiek co tylko chce. Skoro on najwyraźniej był kłamcą i krętaczem, nie zależało jej szczególnie na tym, co będzie o niej myślał. W gruncie rzeczy było jej odrobinę szkoda — kiedyś czuła do kocura pewną sympatię, która jednak wyparowywała z każdym kolejnym momentem. — Czemu miałabym ci nie wierzyć? Różne rzeczy się w życiu dzieją. — Czereśnia nie miała czasu na użalanie się kocura. O ile nie powie jej, że Gwiezdni zeszli ze Srebrnej Skórki i na własnych grzbietach zanieśli go do Klanu Cienia i postawili przed nosem Polnej Gwiazdy, domagając się, by go przyjęli, jego losy nie mogły być chyba aż tak niezwykłe.
Tak bym chciał Cię. . . . .⁺ spotkaćraz
₊. . . . .w tenjedyny dzień
Lub o tydzieńcofnąć czas, a l enie da się Chociaż { SAMOTNOŚCI SMAK } aż do bólu znam
Kiedy innychniedzielbrak, . . . . . . . . . . . . . . . .trudno co mi tam . . .
[ wszyscy gwiezdni balują w niebie ]
˗ˏˋ . .Złoty. ˎˊ˗ . sypie się k u r z A jawłóczę sięznówbez Ciebie
I do { P I E K Ł A } mam t u ż Świat się tylko już ze mną kręci Gwiazdyp ł o n ą jak stal
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
– Aha. – powiedział krótko a następnie pokręcił ślepiami. No i tyle się dowiedział. Nie rozumiał czemu zwiała z klanu. Pewnie się nigdy o tym nie dowie bo szylkretka unikała wręcz pytań. Było to irytujące. Pragnęła wyjaśnień z jego strony a ona nie zamierzała mu zdradzać ani jednej rzeczy. –Może… – mruknął a potem westchnął. – Kojarzysz Krogulczą Gwiazdę? Była matką mojej partnerki. Kochałem jej córkę na zabój i chciałem z nią szczęśliwie żyć. No ale Krogulec uważała, ze jestem nikim. Więc przez resztę swoich dni byłem poniżany, gnębiony na oczach całego klanu. Odebrała mi honor, rangę a potem wygnała. Robiła wszystko by się mnie pozbyć. No i zrobiła to. Apotem jak ją w końcu coś zjadło to jej następca przyjął mnie z powrotem. Czemu? Bo Krogulec robiła mi te wszystkie świństwa bez dobrych powodów. – pacnał ogonem. – Proszę. Oto cała historia w skrócie dlaczego byłem samotnikiem a teraz nagle nim nie jestem. A czy mi uwierzysz czy nie to tylko twoja sprawa. - fuknął nosem a potem dodał. - Nie będę Cię zamęczał szczegółami jak raz o mały włos nie urwała mi kończyn.
Księżyce: 86 Mistrz: niedźwiedzi kieł [*] Płeć: kotka Matka: świetlikowy zagajnik Ojciec: co to; bycza łapa Partner: po co :/ Trwałe urazy: spora blizna na lewej łopatce, podłużna blizna na szyi
Niegdysiejsza rzeczna ślicznotka, z wiekiem nie straciła wiele ze swej urody. To kotka wysoka i masywna, acz jednocześnie obdarzona sporą dawką naturalnej gracji i elegancji, o kształtnym pyszczku, migdałowych oczach barwy zielonej niczym trawa i różowym nosie otoczonym długimi, białymi wąsami. Tym, co w jej przypadku zawsze rzucało się w oczy, było jej długie, wyjątkowo puchate futerko, zawsze miękkie, idealnie czyste i ułożone (o taki skarb grzechem byłoby przecież nie dbać!), oraz — co chyba najważniejsze — wyjątkowo pstrokate. Odcienie czerni i szarości tworzą na jej ciele barwną mieszankę; najwięcej rudego widać na uszach, prawej łapie oraz plamce nad oczami. Paletę kolorów dopełnia biel, zaczynająca się między oczami i ciągnąca przez pyszczek i pierś, aż do brzucha. Również jej łapy poznaczone są bielą — na przednich łapach obejmuje tylko palce, na tylnych zaś sięga aż do pięt. Kilka rzeczy się w niej jednak zmieniło; schudła nieco i zmizerniała a jej futro zdaje się być bardziej matowe. Największą i najbardziej rzucającą się w oczy zmianą jest jednak spora blizna na lewej łopatce oraz mniejsza, podłużna blizna na szyi.
Dumna, pewna siebie kotka o optymistycznym nastawieniu, sympatyczna i łatwo nawiązująca nowe znajomości, dość próżna, skupiona na tym, co tu i teraz, oddana swojemu Klanowi.
Im dłużej Płomyk mówił, tym szerzej Czereśnia otwierała oczy. Gdyby tylko miała brwi, obecnie lewitowałyby już nad jej czołem. Nie chodziło jej nawet o to, że uważała historię kocura z jakoś szczególnie niewiarygodną, po prostu... wszystko to brzmiało wyjątkowo melodramatycznie. Chyba nawet w jej Rzece nie działy się aż takie dramaty.
— Nie wiem, czemu sądziłeś, że ci nie uwierzę — powiedziała wreszcie. — Już myślałam, że mi powiesz, że cię Gwiezdni na Srebrną Skórkę porwali czy coś. — Uśmiechnęła się lekko. — Chociaż muszę przyznać, że w takim razie ta wasza Krogulcza Gwiazda chyba nie była zbyt kompetentna. Ja tam się może nie znam, ale chyba nie tak powinien zachowywać się przywódca. — Chęć chronienia własnego dziecka zdawała się dla Czereśni motywem dosyć jasnym i prostym, ale jeśli kocur rzeczywiście nie kłamał to cóż... metody podejmowane przez byłą liderkę Cienia były wyjątkowo słabe i nieprzystające przywódcy.
Tak bym chciał Cię. . . . .⁺ spotkaćraz
₊. . . . .w tenjedyny dzień
Lub o tydzieńcofnąć czas, a l enie da się Chociaż { SAMOTNOŚCI SMAK } aż do bólu znam
Kiedy innychniedzielbrak, . . . . . . . . . . . . . . . .trudno co mi tam . . .
[ wszyscy gwiezdni balują w niebie ]
˗ˏˋ . .Złoty. ˎˊ˗ . sypie się k u r z A jawłóczę sięznówbez Ciebie
I do { P I E K Ł A } mam t u ż Świat się tylko już ze mną kręci Gwiazdyp ł o n ą jak stal
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
Oj Cień to kiedyś był czysty kabaret! Nie to co teraz. Teraz to ten klan był chyba miejscem gdzie stare dziadki odpoczywają na emeryturze a dzieciarnia ich tylko wkurza. Kiedyś się działo! Były emocje i dużo kotów. Teraz? Płomyk nie miał do kogo pysk otworzyć. No ale czy Płomyk tęsknił za starymi czasami? Trochę. A przynajmniej za niektórymi chwilami. Bo za Krogulec w ogóle nie tęsknił. Wręcz się cieszył, ze zabił ją ten zasrany dzik. Mógł żyć w spokoju. Powiedzmy. Bo jej syneczek również ma do niego jakieś wąty.
Spodziewał się teraz śmiechu czy bądź kolejnych gorzkich słów jak to zazwyczaj miał okazje słyszeć. Ale… Było inaczej? Popatrzył się na nią z niedowierzaniem no i był trochę przez to wszystko zmieszany. No tak jakby… Dawno ktoś nie poparł jego strony.
Parsknął rozbawiony jej słowami i delikatnie się uśmiechnął. – Nie no co ty! Poza tym nie mieliby mnie po co porywać. Jestem mało ważnym kotem. – rzucił żartobliwie. – Ah… Kawał z niej był wrednej suki, nic dodać nic ująć. Nie podobało jej się wszystko co robiłem razem z jej córką. A jak się dowiedziała, że będzie babcią to chciała mnie udusić. – dodał do słów Czereśni. – Był to bardzo ciężki okres ale dobrze wspominam spędzony czas z Wydrą – bo tak właśnie się nazywała. Była no to moja pierwsza prawdziwa miłość, tak myślę. – uśmiechnął się delikatnie na wspomnienie o czekoladowej córce Wiewióra.
Księżyce: 86 Mistrz: niedźwiedzi kieł [*] Płeć: kotka Matka: świetlikowy zagajnik Ojciec: co to; bycza łapa Partner: po co :/ Trwałe urazy: spora blizna na lewej łopatce, podłużna blizna na szyi
Niegdysiejsza rzeczna ślicznotka, z wiekiem nie straciła wiele ze swej urody. To kotka wysoka i masywna, acz jednocześnie obdarzona sporą dawką naturalnej gracji i elegancji, o kształtnym pyszczku, migdałowych oczach barwy zielonej niczym trawa i różowym nosie otoczonym długimi, białymi wąsami. Tym, co w jej przypadku zawsze rzucało się w oczy, było jej długie, wyjątkowo puchate futerko, zawsze miękkie, idealnie czyste i ułożone (o taki skarb grzechem byłoby przecież nie dbać!), oraz — co chyba najważniejsze — wyjątkowo pstrokate. Odcienie czerni i szarości tworzą na jej ciele barwną mieszankę; najwięcej rudego widać na uszach, prawej łapie oraz plamce nad oczami. Paletę kolorów dopełnia biel, zaczynająca się między oczami i ciągnąca przez pyszczek i pierś, aż do brzucha. Również jej łapy poznaczone są bielą — na przednich łapach obejmuje tylko palce, na tylnych zaś sięga aż do pięt. Kilka rzeczy się w niej jednak zmieniło; schudła nieco i zmizerniała a jej futro zdaje się być bardziej matowe. Największą i najbardziej rzucającą się w oczy zmianą jest jednak spora blizna na lewej łopatce oraz mniejsza, podłużna blizna na szyi.
Dumna, pewna siebie kotka o optymistycznym nastawieniu, sympatyczna i łatwo nawiązująca nowe znajomości, dość próżna, skupiona na tym, co tu i teraz, oddana swojemu Klanowi.
Ze słowa na słowo opowieść Płomyka stawała się coraz bardziej melodramatyczna. Wyglądało na to, że Klan Cienia, a przynajmniej Klan Cienia za czasów płomykowej młodości, był niezłą operą mydlaną. Niby to Rzeka była znana z wyjątkowej emocjonalności jej członków (a sama Czereśniowa Gałązka mogła być tego niezłym przykładem), a tu proszę. Jednak z całej wypowiedzi kocura, umysł Czereśni wyłapał jedno konkretne słowo i uwiesił się na nim. — Babcią...? Miałeś... masz dzieci? — zapytała, marszcząc grzbiet nosa. Kto jak kto, ale Płomyk nie wydawał się jej szczególnie tatusiowym typem. Oczywiście, Czereśnia nie znała go dobrze więc w gruncie rzeczy — nie miała pojęcia. Może jej wrażenie było zupełnie mylne. — Pierwsza? Ah, więc domyślam się, że od tej pory było ich już wiele? — Jej wąsy drgnęły w rozbawieniu. Mogła brzmieć nieco kąśliwie, ale w gruncie rzeczy głównie żartowała. Patrząc na Płomyka i jego skłonności do flirtu, nie zdziwiłaby się, gdyby miał za sobą cały sznureczek kochanek. Chociaż fakt, że jego flirty mogłyby zadziałać na kogokolwiek, nieco nie mieścił się Czereśni w głowie, no ale cóż. Nikt nie powiedział, że każda kotka w lesie musi mieć gust i klasę.
Tak bym chciał Cię. . . . .⁺ spotkaćraz
₊. . . . .w tenjedyny dzień
Lub o tydzieńcofnąć czas, a l enie da się Chociaż { SAMOTNOŚCI SMAK } aż do bólu znam
Kiedy innychniedzielbrak, . . . . . . . . . . . . . . . .trudno co mi tam . . .
[ wszyscy gwiezdni balują w niebie ]
˗ˏˋ . .Złoty. ˎˊ˗ . sypie się k u r z A jawłóczę sięznówbez Ciebie
I do { P I E K Ł A } mam t u ż Świat się tylko już ze mną kręci Gwiazdyp ł o n ą jak stal
Księżyce: 151 Mistrz: Grzybowa Polana Płeć: kocur Matka: Trzcinowa Sadzawka Ojciec: Miękki Obłok Partner: Jak chcesz to chodź ;3
Co by tu powiedzieć.. Jest burym kocurkiem z zanikajcymi pręgami czyli ticked. Posiada ciemną pręge na grzbiecie a także ma pregi na czole i łapach. Na całym ciele można zobaczyć ciemne cieniowania które dodają kocurkowi elegancji. Ma przylegające do ciała futerko które nie potrzebuje zbyt częstej pielęgnacji. Jest ono krótkie. Ma duże uszy, które są lekko szpiczaste. Ma puchaty ogon który często jest wysoko w górze. Natomiast oczy są koloru niebieskiego jak to zawsze mają małe kociaki, ale niedługo przemienią barwę na brązowe.
A tutaj takie zaskoczenie! Nie jest wcale podobny do swoich rodziców! Kiedy przyszedł na świat nie chciał siedzieć w nudnym legowisku z mamą i rodzeństwem. Przecież mógł robić coś lepszego! Od razu widać po pyszczku kocurka, że nie będzie to spokojne dziecko. Jest pełen energii i jest ciekawy świata. Jest urwisem który nie przejmuje się niczym . Lecz zawsze będzie miły dla wszystkich a zwłaszcza dla kotek.
– Miałem. Jeden z moich synów umarł a reszta zniknęła z klanu. Ostatnio zniknęła Wronia Łapa, moja córka. Dlatego tutaj jestem. Próbuje znaleźć jej trop ale nic. Jakby się zapadła pod ziemię. – wytłumaczył Czereśni. Fakt, Płomyk nie wyglądał na tatusia. Możliwe dla tego, ze nigdy nie miał okazji być takim prawdziwym tatusiem. Nie wiedział jak nim być i sądził, że sam jakoś się nauczy jeżeli przy boku będzie maił Wydrę. Lecz stało się to co się stało. Został wdowcem z piątką małych kociaków. Kompletnie nie wiedział co robić i był zagubiony. Nagle musiał być matką i ojcem jednocześnie. Starał się ukryć swój ból, cały czas się śmiejąc i ukrywając. No ale to tylko pogorszyło wszystko. Przez niego rodzina się wykruszyła. Zaniedbał ją. – Cóż… nie przeczę, że były pewne kotki które zainteresowały moją osobę. Lecz z nikim innym nie miałem tak mocnej więzi. No i do nikogo innego nie czułem takich silnych emocji. Poza tym nie mam również szczęścia w miłości. Bo każdą którą poznawałem to po pewnym czasie znikała lub nie żyła. Więc… Były to platoniczne znajomości. – zaśmiał się i podrapał po karku. Można było powiedzieć, że spoczywała na nim pewnego rodzaju karma. – No ale to były stare czasy. Z wiekiem stałem się trochę wybredniejszy. – uśmiechnął się rozbawiony samym sobą. Oj tak… za młodziaka wszystkie panny mu się podobały. A teraz? Jakoś nudziły go te które za pierwszą lepszą rozmową zakochiwały się w nim do szaleństwa.
Średniej wielkości, krótkowłosy rudy kocur o pręgowaniu tygrysim. Ma mocne, długie łapy. Ciało rudego ma atletyczną budowę. Charakterystycznym dla niego są ciemne, niemal czarne plamki na nosie i na łapach. Na brodzie i na policzkach ma ciut dłuższe, poczochrane futerko. Jego oczy są zimno niebieskie, niemal szare.
Buntowniczy; w imię pokoju wywołałby wojnę; rodzina ponad wszystko. Bóg na ziemi (a przynajmniej tak o sobie myśli). Dumny jak nikt.
Mając większą swobodę tego, co się dzieje - zwiedzał. Nie obchodziło go gdzie był, tak długo jak tylko mógł być tam, gdzie on chciał, gdzie jemu się podobało - było dobrze, jeśli nie doskonale czy najlepiej. Stąd też chwila, w której mógł być tutaj, bez myślenia że jak wróci do obozu ktoś prędzej czy później się przyczepi, była chyba jedną z najsłodszych w jego życiu. Bo co z tego, że gdzieś miał innych? Wyciszyć ich nie mógł, jakby gadali że gdzieś się włóczy. A teraz, mógł się włóczyć.
Gniazda były mu obce. Chociaż nie były ciekawe, i tak starał się tutaj wywęszyć jakiś trop zwierzyny, ślad poprzednio odpoczywających tu kotów... czy po prostu, cokolwiek co mogłoby zwrócić jego uwagę na dłużej niż parę chwil. A jak nie zwróci, bywa. Po prostu korzystał z wolności.
[Miraż]
✦ ✮ ✦ I'm alive but I'm D E A D hear my voice up in your head watch it fill you full of dread TILL YOU GO POW
Księżyce: 99 Płeć: yhh nie (zapach neutralny) Matka: Tsunami Ojciec: Raniuszek, Kostek Trwałe urazy: urodzili się
Orientalna chimera o krótkim czarnym futerku poznaczonym plamami futra czarnego srebrnego. Czarne srebrne plany ma: nad oczami, na lewej tylnej nodze, koło ogona. Na piersi ma srebrzystą gwiazdę.
Kłamczuch.
Pochmurny Sen || Śpiewająca Knieja
Świat jest długi i szeroki gdy nie ma się ograniczeń, gdy nikt ci nie mówi co masz robić i gdzie iść i ty zawsze zdawałoś sobie z tego sprawę. W końcu nie jeden z krańców tej ziemi odwiedziłoś, nie z jednego śmietnika jadłoś. Czułeś się jak młody bóg, zupełnie nie zważając na swój wiek. Wyglądałeś na starszego, tak sobie mówiłeś, wyglądałeś dokładnie tak jak chciałeś wyglądać gdy w danej chwili to było potrzebne. Potrafiłoś być małym zgubionym dzieckiem! Ale potrafiłeś też być doświadczonym wojownikiem czy uwodzicielską kotką.
Zazwyczaj jednak byłeś błaznem.
I w tej chwili sprawy nie wyglądały inaczej. Podróżując, szukając drogi do tego o czym już myślałoś jako o "nowym domu", wpadłeś na zapach który śmierdział znajomo. Nie żeby ten zapach był jakoś wybitnie znajomy, raczej coś przelotnego, wspomnienie które na wpół wyparowało i wcale nie było tak intensywne jak by było dobrze by było. Patrzysz w prawo - nic. Patrzysz w lewo - o, coś rudego.
Myślisz - co właściwie chcesz teraz osiągnąć?
Otwierasz szeroko oczy i robisz minę zgubionego kociaka. Ogon pod siebie, uszy po sobie, krok ślamazarny. Podchodzisz do delikwenta powoli, nie kryjąc swojej obecności, zupełnie jak ślamazara którą nie jesteś już od miesięcy. Ale to cię jara, już czujesz tę iskierkę potencjału, to co może się zdarzyć...
- Przepraszam... - pytasz patrząc na kocura olbrzymimi oczami. - Ale czym ty jesteś?
Średniej wielkości, krótkowłosy rudy kocur o pręgowaniu tygrysim. Ma mocne, długie łapy. Ciało rudego ma atletyczną budowę. Charakterystycznym dla niego są ciemne, niemal czarne plamki na nosie i na łapach. Na brodzie i na policzkach ma ciut dłuższe, poczochrane futerko. Jego oczy są zimno niebieskie, niemal szare.
Buntowniczy; w imię pokoju wywołałby wojnę; rodzina ponad wszystko. Bóg na ziemi (a przynajmniej tak o sobie myśli). Dumny jak nikt.
Czyjś głos wyrwał go z zamyślenia, a co za tym szło - przeniósł chłodne spojrzenie na chudą pokrakę, co się kuliła cała i w ogóle, jakoś chaotycznie wyglądała. Zapach miało to równie dziwny jak cały sposób bycia, na tyle że nie był w stanie nawet stwierdzić z kim ma do czynienia. Na pewno nie z Klanowiczem, a przynajmniej nie z Gromiakiem, a to już mu do szczęścia wystarczało. - Panem - odparł w końcu, z lekkością w głosie. Kącik mordy uniósł się mu ku górze, a on, wolnymi ciężkimi krokami przeniósł się na bok - teraz stając na wprost poczwarki przed nim. - Całego tego lasu. Jedynym i prawowitym, ale świadectwo tego dam w swoim czasie... No, no! A to miłe pytanie w ogóle, raz ktoś widzi, że jestem czymś innym niż byle kotem. Mądre!
Zarechotał wesoło. Faktycznie, było to miłą odmianą - w końcu był kimś! Już teraz, już moment po wyjściu! - A ty? - czymkolwiek nie było, miał świadomość jednego - to było nikim. Śmiertelnikiem, przerażonym na widok boga.
✦ ✮ ✦ I'm alive but I'm D E A D hear my voice up in your head watch it fill you full of dread TILL YOU GO POW
Księżyce: 53 Mistrz: kamienisty brzeg [*] Płeć: kocur Matka: ostry kwiat [*] Ojciec: polny chwast (gwiazda) [*] Trwałe urazy: spora blizna po wyrwanym płacie skóry na karku; ślady po lisich zębach na prawej tylnej łapie; odgryziona połowa lewego ucha; długa blizna na szyi; drobna blizna na lewym łuku brwiowym; postępująca zaćma w lewym oku
Księżyce: 53 Mistrz: kamienisty brzeg [*] Płeć: kocur Matka: ostry kwiat [*] Ojciec: polny chwast (gwiazda) [*] Trwałe urazy: spora blizna po wyrwanym płacie skóry na karku; ślady po lisich zębach na prawej tylnej łapie; odgryziona połowa lewego ucha; długa blizna na szyi; drobna blizna na lewym łuku brwiowym; postępująca zaćma w lewym oku
Dość przeciętnych rozmiarów osobnik, niezbyt wysoki, będący gdzieś w okolicach standardowej kociej wielkości. Dzięki regularnym patrolom i polowaniom wyrobił sobie mięśnie i jego sylwetka przestała być tak nijaka, wyraźnie przybierając na masywności. Sierść jest mlecznobiała, upstrzona jaskrawymi, rudymi plamami, na których rysują się tygrysie pręgi. Najwięcej owych plam znajduje się na jego lewym boku, w postaci czterech nieregularnych owali, na prawym boku natomiast rudy wkrada się tylko w okolicy łopatki i na zadzie, zalewając w całości puszysty ogon, na głowie pojawia się na karku, uszach, łukach brwiowych i skroniach. Kolor jego oczu oscyluje gdzieś pomiędzy żółcią i zielenią, w zależności od światła, poza tym odziedziczył po ojcu wystającą między palcami sierść i dość małe, okrągło zakończone uszy.
Nikt tak naprawdę nie wie, co chodzi mu po głowie, z pewnością jednak można stwierdzić, że jest… inny. Często pojawiający się uśmiech zniknął z pyska wojownika i pojawia się okazyjnie, dość słabo w dodatku. Wciąż pozostał jednak wierny obowiązkom i nie zaniedbuje ich, ba, można by rzec, że narzuca na siebie coraz więcej, bo stara się udowodnić, że radzi sobie ze wszystkim, co go spotyka i nie daje się złamać następną życiową tragedią, bo prawdziwi mężczyźni przecież nie płaczą, a już na pewno nie załamują się i nie narzekają na swoje życie. Być może jest to zwykłe okłamywanie samego siebie, ale Niedźwiedź, przekonany o swoim wiecznym pechu, nie potrafi działać inaczej, w końcu jego bratu, Psu, udało się zajść w życiu wysoko, jego starszej siostrze również, dlaczego więc on jest inny? Dlaczego jemu nie dane jest dostąpić podobnych zaszczytów? Być może po prostu na nie nie zasługuje i nigdy nie zasłuży, ale dobrze jest wierzyć, że może być inaczej, nawet, jeśli każdy kolejny dzień daje mu z liścia w pysk. Mnóstwo podobnych myśli przebiega mu przez głowę i nie daje odpocząć, ale iskra nadziei z beztroskich czasów wciąż gdzieś tam się tli i utrzymuje całe jestestwo Niedźwiedzia w ryzach.
Wieść o błąkających się psach szybko dotarła do uszu Cienistych, przekazywana przez patrole Rzeki i Wichru. Jakieś kroki musiały zostać podjęte, w końcu istniało zagrożenie, że psiska zmienią miejsce swojego bytowania i przeniosą się głębiej w las, niebezpiecznie blisko terenów Klanu Cienia. Tak więc wyznaczony patrol ruszył w okolice Szuwaru Turzycy, aby przeczesać teren i w przypadku ewentualnego spotkania psa - rozprawić się z nim. Niedźwiedzi Ryk tak naprawdę nigdy nie polował w tym miejscu, raczej trzymał się dobrze sobie znanych terenów. Istniało jakieś prawdopodobieństwo, że przebywała tu jakaś niecodzienna zwierzyna, to też należałoby sprawdzić. Po dotarciu na miejsce, oddzielił się od grupki, ale wciąż starał się ze wszystkimi pozostawać w dość bliskim zasięgu, aby móc w razie kłopotów szybko przybiec na pomoc.
cienista ekipa let’s go
KLESZCZE, WĘŻE, SZERSZENIE na suche, spękane serce rozkołysz te myślina wietrze NOWYPUŚĆJEWRESZCIE
「 ja wiem jak ciężko zapomnieć 」 wykastrować głowę ze wspomnień musisz to wyżuć i wypluć za siebie ZANIM TO WYŻUJE I WYPLUJE CIEBIE
Księżyce: 65 Mistrz: Psie Serce Płeć: kocur Matka: Śpiewająca Knieja Partner: . . . Trwałe urazy: blizna po walce z drapieżnikiem, rozlewająca się od barku do szyi
Księżyce: 65 Mistrz: Psie Serce Płeć: kocur Matka: Śpiewająca Knieja Partner: . . . Trwałe urazy: blizna po walce z drapieżnikiem, rozlewająca się od barku do szyi
Szum to krępy kocur o długiej, czarnej sierści. Szeroki, wysoki i umięśniony. Futro jest zadbane, lśniące. Dzięki temu jak się stara dbać o swoje futro jest bardzo objętościowe oraz miękkie. Duże łapy, łeb oraz barki. Wibrysy czarne, prócz jednego odlutka, który jest biały. Ot tak. Żółto-zielone oczy, gotowe przebić wzrokiem każdego. Blizna po walce z drapieżnikiem, rozlewająca się od barku do szyi.
Szum pozostał spokojnym kotem, cichym i małomównym. Udziela informacje tylko wtedy, kiedy mu się podoba, kiedy wie, że będzie coś z tego miał. Dalej zawzięcie wierzy w Gwiezdny Klan, mimo tego, że momentami jego wiara słabła. Jest kotem spokojnym, poważnym, nie daje się porwać swoim uczuciom. Dorósł w tej kwestii. Zazwyczaj do innych chłodny. Pozostał kocurem, który chce wszystko i wszystkich kontrolować. W sytacjach, gdzie tej kontroli nie ma, zaczyna popadać w stres i panikę. Nie jest kotem, który pokazuje uczucia otwarcie. Lojalny wobec rodziny i Klanu.
Kocur wybrał się z patrolem poza granice Cienia. Chciał cały czas zdobywać doświadczenie, a to było jedno z momentów, gdzie mógł to robić.
Kiedy dotarli na miejsce Szum prędko się rozglądnął, po czym rozpoczął swoje polowanie, szukając zwierzyny. Lub psa.
🗲🗲🗲 Badthoughts give me bad dreams And my bad dreams make me get up and walk Bad thoughts give me bad dreams And my bad dreams make mesleepwalk
Księżyce: 75 Mistrz: Polny Chwast (Gwiazda) Płeć: Kocur Matka: Ostry Kwiat Ojciec: Polny Chwast (Gwiazda) Trwałe urazy: oderwane 2/3 lewego ucha, oderwana część prawego ucha, ślady po psich zębach na szyi, podłużna rana przechodząca po prawej stronie nosa, ślady zębów na barku, ślady zębów wokół pyska, blizna po rozcięciu na czubku głowy
Księżyce: 75 Mistrz: Polny Chwast (Gwiazda) Płeć: Kocur Matka: Ostry Kwiat Ojciec: Polny Chwast (Gwiazda) Trwałe urazy: oderwane 2/3 lewego ucha, oderwana część prawego ucha, ślady po psich zębach na szyi, podłużna rana przechodząca po prawej stronie nosa, ślady zębów na barku, ślady zębów wokół pyska, blizna po rozcięciu na czubku głowy
I do Psiego Serca dotarła wieść o wzmożonym, czterołapym zagrożeniu, czyhającym i kręcącym się wcale niedaleko od Klanów. Jak na odpowiedzialnego wojownika przystało, gotów był na podjęcie odpowiednich kroków, by zminimalizować prawdopodobieństwo zjawienia się ich w okolicy Klanu Cienia. Inaczej mówiąc: gdy zaproponowano mu, by wspólnymi siłami z owymi drapieżnikami się rozprawić - nie zaprotestował. Przy okazji mógł podwójnie przysłużyć się Klanowi, jeśli nie walcząc z przeciwnikiem, to chociaż uzupełniając stos zwierzyny w obozie. Każde działanie było w tym przypadku dobre.
Bury wojownik zaczął uważnie rozglądać się po nieoswojonych jeszcze terenach, nieco oddalił się od reszty patrolu. Rozsądek i doświadczenie podpowiadały mu jednak, by nie zapuszczać się w głąb obczyzny bez swych kompanów. Będąc zupełnie szczerym - nie szukał ryzykownej rozrywki. Liczył raczej na... skontrolowanie granic - dla własnego spokoju i dobra ogółu- i owocne polowanie, choć, należało by przyznać, skuteczne rozprawienie się z rywalem, na podobieństwo którego został zresztą nazwany, byłoby całkiem... satysfakcjonujące.
ZBUDZONY NOCĄ WIDZĘ DIABŁA CIEŃxxxxxXXXXXXx
spowity płachtą pełną złoceń; tuż obok kapcia wylękniona mysz zastyga nagle niczym posąg
nie lękaj się
on nie jest zły
on też ma sny
jak słodkie łzy
natury grzech
anielski śpiew
kosmaty dzień
diabelski cień
zamknięte są wrota miłości, bezsenne daremne marzenia, zamglone są oczy przyszłości xxxxxXXXXXXxBEZKSZTAŁTNE JAK MORSKIE ROJENIA
Przeciętnej budowy i wzrostu, bura tygrysiopręgowana kotka z bielą o długiej sierści i zielono-żółtych oczach.
Wygląd przeciętny, charakter niekoniecznie. Trochę złagodniała po wizycie w lecznicy, ale nadal nie jest to słodka i urocza istota. Oj nie. Nie można powiedzieć, by była jakkolwiek przyjaźnie nastawiona do innych. Jeśli jest dla ciebie miła... cóż, to znaczy że ma w tym interes. Jest samolubna, zapatrzona w siebie, chłodno podchodzi do kontaktu z innymi, złośliwa, nieco gburowata... a jakby tego jeszcze było mało z listy "złych cech", to jeszcze jest okropnym leniem. Ma ambicje, pewnie, że tak, ale nie zamierza sama do nich iść, najlepiej, by ktoś zrobił to za nią - a jeszcze lepiej, by był to tata, w końcu jest przywódcą, no nie? Nie obchodzi ją zdanie innych i jeśli ona coś uważa na ten temat, to jest tak, jak ona powie, a nie ktoś z kim właśnie dyskutuje. Nie zawaha się też użyć siły; pazurów i kłów, by komuś coś wyperswadować, choć robi to w ostateczności, bowiem wie już, jakie są za to konsekwencje. Ale jak się inaczej nie da? Jak nikt nie patrzy?
Puchaczowy Szpon słysząc o panoszących się psach nie mogła się oprzeć temu, by dołączyć do patrolu mającego zbadać sytuację. Nawet, jakby nie została wyznaczona, to pewnie i tak na krzywy pysk by się do niego dołączyła. Nie mogła przegapić takiej okazji, takiej bitki, takiego wykazania się - a jak znajdą się na niej jakieś nowe, super blizny? Tym lepiej! A to że przy okazji mogą zapobiec zjawieniu się psów na ich terenach? Mniej pasjonujące, ale też może być.
Gdy tylko dotarli na miejsce oddaliła się kawałek od reszty patrolu otwierając pysk i smakując powietrze, a także rozglądając się dookoła, by wyczuć jakikolwiek trop psa szybciej, niżeli ten wyczułby ją. Nie oddalała się specjalnie od towarzyszy, ale niespecjalnie interesowało ją, czy oni oddalali się od niej. Jak tak - trudno. Ale co jakiś czas odwracała pysk, by skontrolować, co u nich.
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Jeśli mówiąc o niecodziennej zwierzynie Niedźwiedź miał na myśli orzesznicę, to fakt, przebywała tutaj. Łudząco podobny do myszy gryzoń trzymał się mocno gałązki krzewu.
Informacje przekazywane przez patrole okazały się prawdziwe, jednak widok, który przywitał najmłodszego członka ekipy, nie przypominał w niczym groźnych psów. Wprawdzie terminator zauważył przed sobą nikogo innego jak psa, ale czarny, rozczochrany kundelek był bardziej przerażony, niż niebezpieczny. Nie miał prawej, przedniej łapy i kuśtykał dookoła, rozglądając się za swoimi właścicielami, którzy prawdopodobnie zostawili go i pojechali sobie na wakacje.
Kocica szukała psów, tymczasem znalazła lisa. A właściwie to lis znalazł ją, i nim zdążyła w ogóle jakkolwiek zareagować, Puchacz poczuła ścisk na tylnej, lewej łapie.
Atak lisa: krytyczny = 11
Na szczęście dla niej, napastnik nie włożył w swój atak dostatecznie siły, więc wyswobodziła się bez problemu, ale mimo to: krew się polała. Wściekły drapieżnik zasyczał groźnie, nim nie rzucił się ponownie w stronę wojowniczki.