Hura jest sporych rozmiarów. Srebrno czarne, długie, klasyczno pręgowane miękkie futro. Biel pokrywa policzki, brodę (nie zakrywając nosa), łącząc się z plamą zakrywającą całą pierś, brzuch i tworzy ala spodenki na tylnych nogach. Skarpetki na przednich łapach. Zielonożółte oczy.
Hura jest cichym obserwatorem. Nie wychyla się i nie wtrąca, nie jest jednak nieśmiałe. Skupione na zadaniu i swojej misji udowodnienia Klanowi Cienia że nadaje się na medyka. Uprzejme i grzeczne, czyli takie jak ich wychowali rodzice i jakiego oczekują. Ogromne pokłady cierpliwości. Wrażliwe na uczucia innych kotów, zawsze stara się pomóc jeśli może.
Obudzili się w zupełnej ciemności, chociaż może bardziej by tu pasowało miano pustki. Widziała jedynie swoich towarzyszy, dopóki nie pojawiło się jasne światło. Chociaż może było z nimi przez cały czas, ale go nie dostrzegła? Nie było oślepiające, jak te odbijające się od tafli jeziora, więc nie rzucało się aż tak w oczy. Było w nim jednak coś przyciągającego, gdy raz się na nie spojrzało nie chciałeś odrywać wzroku. Hura miała być pierwszą, która ulegnie jego czarowi i podejdzie bliżej, ale powstrzymała się widząc że nikt się nie poruszył. Nie chciała się wyrywać przed szereg, wolała pozostać z tyłu. Może gdyby sama wyrwała się do przodu Gwiezdni mogliby uznać to za brak szacunku. Pozostała w miejscu, czekając i obserwując jak światło zamienia się w kota. Jasna, blada plama, która zniknęła, tak szybko że nie dało się wyłapać szczegółów. Ponowny blask i nagle są na srebrzystej polanie.
Hura jednak skupiła się na bladej, przewodniczce. O ile tak mogłaby ją nazwać, bo tylko ona się im jak do tej pory ukazała. Nie mogła powstrzymać delikatnego uśmiechu, który samoistnie wkradł się na jej pyszczek, na samo wspomnienie o Pomu. Więc to była ta Blada Łapa o której tyle słyszała. Był kot, nie ma kota. Przypomniała sobie te słowa, które wydawały się wręcz ironiczne, gdy widziała ją na własne oczy. Biała kocica w niczym nie przypominała Pomurnik. Biła od niej pozytywna, spokojna aura, można by ją nazwać sympatyczną. Zupełne przeciwieństwa, a jednak były dla siebie tak ważne. Chciała zapewnić Bladą że widziała Pomu i zapewnić że pozostała sobą nawet po śmierci. Wcale nie wydawała się szczególnie nieszczęśliwa. Gryzła się jednak w język, bo miała wokół tylu światków i gapiów. Poza tym to nie był to odpowiedni moment na prywatne rozmowy. Skinęła więc tylko głową na przywitanie.
Nadszedł jej moment. Czuła podniosłość tej chwili. Nie przysięgała przed klanem, ale dla klanu. Przed Gwiezdnymi w ich nadprzyrodzonej postaci. Wiedziała że jak teraz przysięgnie, to będzie musiała przysięgi dotrzymać. Chciała poświęcić całe swoje życie leczeniu kotów, które tego potrzebowały. Będzie podążać ścieżkami swoich przodków, ale zrobi to na swój sposób.
- Przysięgam -
Zaczynając więc od samej góry - na czubku jej czarnych uszu znajdują się delikatne, subtelne, białe pędzelki. Następnie wcześniej wspomniane czarne antenki, które od środka przybrały różową barwę. Prawa część pyska pokryta jest niemalże całkowicie białą barwą. Wyjątek stanowi jedynie mała plamka, która nachodzi na różowy nos kotki. Lewą część natomiast w większości zakrywa czarna łata. Jej oczy zabarwiły się na dwa różne kolory - prawe oko na lodowobłękitną, a lewe na zieloną barwę.
Szyję kotki zdobi przepiękna, puchata, biała kryza, przez co może nieco przypominać lwa - podobnie jak Porzeczkowa Pestka. Sama kocica jest również jedną z wyższych w klanie, co umożliwiają jej długie, dobrze zbudowane łapy. Dzięki temu również jej ciało jest niezwykle proporcjonalne i jednocześnie eleganckie. Przechodząc dalej, na grzbiecie kotki można zaobserwować ciekawą, czarną plamę, która wyglądem przypomina nieco motyla. W oczy łatwo rzucić się może również ogromny, puszysty, czarny ogon, który również zawdzięcza genom matuli.
Charakterem zdecydowanie przypomina swoją prababcię, dziadka, ojca i pewnie wielu innych swoich przodków, których można znaleźć w jej drzewie genealogicznym. Egocentryczka, przekonana tylko o tym, że świat powinien kręcić się tylko i wyłącznie wokół niej. Nie potrafi również zrozumieć, że inne koty mogą mieć nieco inne poglądy niż ona i nie zgadzać się z nią dosłownie ze wszystkim. Nie zwraca uwagi po ilu trupach będzie musiała przejść, aby dojść do swojego celu. Jej cel i TYLKO jej cel jest najważniejszy. Jeśli czegoś chce to zrobi wszystko aby to zdobyć - uczciwie czy też nie, liczą się efekty, a nie to jak zostały zdobyte. Jeśli czegoś chcę, to zrobi wszystko, aby to dostać.
Pierworodna córka Tnącej Zawiei jest również straszną zazdrośnicą. Nienawidzi gdy ktoś jest od niej w czymś lepszy, bądź szybciej się czegoś nauczy. Zaczęła więc kierować się prostą zasadą - kiedy pojawi się ktoś ważniejszy to należy się go pozbyć. To, że nienawidzi być gorsza od innych już wiadomo - ale kiedy już coś robi, to musi to od razu robić perfekcyjnie. Szybko się denerwuje, gdy coś nie wychodzi bądź nie wygląda tak, jakby chciała. Nie dopuszcza do siebie myśli, że potrzeba czasu na naukę - ona MUSI być idealna JUŻ. Potrafi wtedy naprawdę dostać ataku agresji, w którym oberwać może drzewo, kamień, zwierzę bądź, co gorsza, kot.
Srebrna Skórka była miejscem... dziwnym. Niezbyt prostym do opisania - w końcu czy szło opisać w kocich słowach to, co odczuwałam znajdując się żywa w tym miejscu.
Naszym oczom ukazała się Blada Łapa - moja... nasza poprzedniczka na stanowisku terminatora medyka. Jak widać było, niezbyt kompetentną, skoro była tutaj z terminatorskim imieniem. Skinęłam jej jedynie głową - jedynie z czystej przyzwoitości. Rozejrzałam się po kocich sylwetkach, które znajdowały się razem z nimi. Szukałam jednej konkretnej - Olchowego Szeptu. Chciałam, aby dziadek wiedział, gdzie doszłam dzięki własnej determinacji. Chciałam, aby był przy moim mianowaniu. I również tam siedział w bliskiej odległości z ciemną kocicą - prawdopodobnie moją babcią, Ciemną Tonią. Za nimi siedział natomiast nietypowego koloru kocur z szylkretową wojowniczką, która uśmiechała się smutno w naszą stronę. Ah tak, siostra dziadka, a moja ciotka, Jesionowa Kora i jej brudnej krwi partner, Słodki Język. Obrzydliwe. Oni akurat mogli nie przychodzić.
- Dziękuję - miauknęłam w stronę białego kocura, który to pozwolił mi na mianowanie mojego terminatora. Uśmiechnęłam się w stronę Wzburzonej Łapy, aby szybko skierować dwukolorowe ślepia na Krwawnika, który to rozpoczął nasze mianowanie.
Wreszcie. Moje oczy zwróciły się w stronę siostry, jednakże tylko na chwilę. Ten moment nalezal do mnie, zasługiwałam na niego bardzo niż ktokolwiek inny. Wyprostowałam się dumnie, po czym z niezwykłą pewnością powiedziałam:
- Przysięgam.
Księżyce: 126 Mistrz: Lśniąca Sadzawka Płeć: Kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Skorpion Trwałe urazy: niewielki ślad po lisich zębach na lewym policzku
Medyk, po swojej matce, odziedziczył białe, długie i lśniące futro; widoczne jest to przede wszystkim na jego puchatych policzkach, ponadprzeciętnie owłosionym wnętrzu w uszach i ogonie. Kocur posiada trójkątny pysk i skośne oczy w dwóch kolorach – prawe jest w odcieniach błękitu, natomiast lewe przybrało słoneczną barwę. Jego wąsy są białe, a nos różowy, pudrowy. Jest smukły i słabo umięśniony.
Kocur jest cierpliwy, uprzejmy i spokojny. Medyk jest nieobeznany w żartach, natomiast często się uśmiecha. Rzadko kiedy kogoś skreśla, dopiero wtedy, gdy ktoś mocno mu podpadnie; stara się być wobec każdego wyrozumiały. Wyzbył się już mówienia samej prawdy; nie oznacza to jednak, że kłamanie sprawia mu przyjemność, bo jest wręcz odwrotnie. Zdaje sobie niemniej sprawę, że niekiedy należy sobie darować szczerości, zwłaszcza w zawodzie medyka.
– Zatem z mocy nadanej mi przez Gwiezdny Klan nadaję wam imiona medyków. Rrwąca Łapo, Hurraganowa Łapo – będziecie od dzisiaj znane jako Rrwąca Zawieja i Hurraganowy Szept. Gwiezdny Klan uznaje Waszą zarradność, ambicję i odpowiedzialność, a ja witam Was jako prrawdziwe medyczki klanu Cienia – wygłosił z dumą. Gwiezdni zaczęli głośno skandować imiona kocic, a Krwawnik naturalnie się dołączył. Nie chodziło o jego klan, ale… cholera, cieszył się. Po takim czasie klan Cienia wreszcie zyskał medyków, i to on je wytrenował. Może gdyby tak było od początku, już dawno byłyby medyczkami. Wreszcie jednak krzyki ucichły, a medyk sugestywnie spojrzał na Rwącą Zawieję i Wzburzoną Łapę.
Zaczynając więc od samej góry - na czubku jej czarnych uszu znajdują się delikatne, subtelne, białe pędzelki. Następnie wcześniej wspomniane czarne antenki, które od środka przybrały różową barwę. Prawa część pyska pokryta jest niemalże całkowicie białą barwą. Wyjątek stanowi jedynie mała plamka, która nachodzi na różowy nos kotki. Lewą część natomiast w większości zakrywa czarna łata. Jej oczy zabarwiły się na dwa różne kolory - prawe oko na lodowobłękitną, a lewe na zieloną barwę.
Szyję kotki zdobi przepiękna, puchata, biała kryza, przez co może nieco przypominać lwa - podobnie jak Porzeczkowa Pestka. Sama kocica jest również jedną z wyższych w klanie, co umożliwiają jej długie, dobrze zbudowane łapy. Dzięki temu również jej ciało jest niezwykle proporcjonalne i jednocześnie eleganckie. Przechodząc dalej, na grzbiecie kotki można zaobserwować ciekawą, czarną plamę, która wyglądem przypomina nieco motyla. W oczy łatwo rzucić się może również ogromny, puszysty, czarny ogon, który również zawdzięcza genom matuli.
Charakterem zdecydowanie przypomina swoją prababcię, dziadka, ojca i pewnie wielu innych swoich przodków, których można znaleźć w jej drzewie genealogicznym. Egocentryczka, przekonana tylko o tym, że świat powinien kręcić się tylko i wyłącznie wokół niej. Nie potrafi również zrozumieć, że inne koty mogą mieć nieco inne poglądy niż ona i nie zgadzać się z nią dosłownie ze wszystkim. Nie zwraca uwagi po ilu trupach będzie musiała przejść, aby dojść do swojego celu. Jej cel i TYLKO jej cel jest najważniejszy. Jeśli czegoś chce to zrobi wszystko aby to zdobyć - uczciwie czy też nie, liczą się efekty, a nie to jak zostały zdobyte. Jeśli czegoś chcę, to zrobi wszystko, aby to dostać.
Pierworodna córka Tnącej Zawiei jest również straszną zazdrośnicą. Nienawidzi gdy ktoś jest od niej w czymś lepszy, bądź szybciej się czegoś nauczy. Zaczęła więc kierować się prostą zasadą - kiedy pojawi się ktoś ważniejszy to należy się go pozbyć. To, że nienawidzi być gorsza od innych już wiadomo - ale kiedy już coś robi, to musi to od razu robić perfekcyjnie. Szybko się denerwuje, gdy coś nie wychodzi bądź nie wygląda tak, jakby chciała. Nie dopuszcza do siebie myśli, że potrzeba czasu na naukę - ona MUSI być idealna JUŻ. Potrafi wtedy naprawdę dostać ataku agresji, w którym oberwać może drzewo, kamień, zwierzę bądź, co gorsza, kot.
Rwąca Zawieja.
Moje nowe imię wybrzmiało w moich uszach, skandowane przez Gwiezdnych. Imię po ojcu, ranga, na którą sama pracowałam. Wreszcie znalazłam się na miejscu, na którym powinnam była być już dawno temu. Zamachnęłam czarnym ogonem, rozglądając się po krzyczących wojownikach ze Srebrnej Skórki, a następnie spojrzałam nieco dłużej na młodszą siostrę. Huragan dostała rangę równą mnie, imię po naszym dziadku. Czy mi się to podobało? Nie. Oczywiście, że nie. Miałyśmy zostać na tym samym stanowisku, chociaż to ja wykazałam się większą wiedzą. Kiwnęłam jej delikatnie głową na oznakę gratulacji.
- Dziękuję za wiedzę i czas, który poświęciłeś na naukę nas - skierowałam swoje słowa w stronę Krwawnika, aby przejść do mianowania mojego podopiecznego.
- Tak więc ja, Rwąca Zawieja, medyczka Klanu Cienia, wołam do naszych przodków, by spojrzeli na tego terminatora. Ciężko trenował i wiele poświęcił by zrozumieć ścieżki medyka i z waszą pomocą będzie służył Klanowi Cienia razem ze mną i Huraganowym Szeptem. Wzburzona Łapo, czy przysięgasz postępować według Kodeksu Medyka, stać ponad klanową rywalizacją i chronić wszystkie koty, nawet kosztem własnego życia? - pozwoliłam sobie zaczerpnąć sporą część z własnego mianowania, które miało miejsce przed chwilą. Był to dla mnie ogromny zaszczyt i zamierzałam zrobic wszystko, aby przebiegło jak należy.
Księżyce: 43 Mistrz: Tnąca Zawieja Płeć: kocur Matka: Ostry Kwiat Ojciec: Polny Chwast Trwałe urazy: rozcięte lewe ucho; ślady po kocich pazurach na prawym boku;
Księżyce: 43 Mistrz: Tnąca Zawieja Płeć: kocur Matka: Ostry Kwiat Ojciec: Polny Chwast Trwałe urazy: rozcięte lewe ucho; ślady po kocich pazurach na prawym boku;
Potężny kociak o złotych ślepiach. Futro wybarwiło się na kolor niebieski, jednak brzuch, pysk i łapki opanowała biel. Posiada charakterystyczną niebieską plamę na brodzie.
spokojny, serdeczny, przyjemny, nieco przygaszony
Koślawa Łapa (KC) Jad (S)
Gdyby porównać poziom wiary kocurka przed i po napiciu się wody z Szepczącej Sadzawki... to można by powiedzieć, że dopiero teraz przeżył prawdziwe duchowe przebudzenie. Całe życie praktykował, wierzył, powoływał się i oddawał w pewien sposób swoje życie przodkom, jednak to było nic w porównaniu co poczuł po tym jak obudził się na polanie, zobaczył jak się okazało Bladą Łapę i w tle zaczęły migotać... o dziwo obce sylwetki. Czemu o dziwo? Spodziewał się tam Ostrego Kwiatu, po tylu księżycach... był w stanie uwierzyć, że już dawno nie żyje. Ku swojej uldze mimo rozglądania się dość dokładnie nie widział też Tafii, czyli chyba oba najważniejsze koty w jego życiu żyły? Nawet nie zauważył kiedy zaszkliły mu się ślepia... jednak nie uronił żadnej łzy.
Na słowa Krwawnikowego Liścia przytaknął. Zgadzał się z Krwawnikiem, tym bardziej, że mianowanie przez Rwącą Łapę było poniekąd ich mini planem od dawna, nawet jeśli miało to nastąpić. Mianowanie koleżanek obserowował w spokoju, skandowął imiona razem z resztą, z dumą. Klan Cienia się rozwijał, wychodził na prostą i Wzburek był tego częścią. - Przysięgam - powiedział ciepło, poważnie z pewnym spokojem, który zaczął go przepełniać wraz z momentem pojawienia się Bladej Łapy. Posłał do Rwącej Zawiei szeroki uśmiech. I z niecierpliwością czekał... czekał na nowe imię, rangę i rozdział w jego życiu.
Tell meONCEagain •I couldhave been anyone, anyoneelse• BeforeYOUmade theCHOICEfor me •MyfeetKNEWthepath• Wewalkedin thedark,in thedark INEVERgave a singleTHOUGHT To•where•it•might•lead
Zaczynając więc od samej góry - na czubku jej czarnych uszu znajdują się delikatne, subtelne, białe pędzelki. Następnie wcześniej wspomniane czarne antenki, które od środka przybrały różową barwę. Prawa część pyska pokryta jest niemalże całkowicie białą barwą. Wyjątek stanowi jedynie mała plamka, która nachodzi na różowy nos kotki. Lewą część natomiast w większości zakrywa czarna łata. Jej oczy zabarwiły się na dwa różne kolory - prawe oko na lodowobłękitną, a lewe na zieloną barwę.
Szyję kotki zdobi przepiękna, puchata, biała kryza, przez co może nieco przypominać lwa - podobnie jak Porzeczkowa Pestka. Sama kocica jest również jedną z wyższych w klanie, co umożliwiają jej długie, dobrze zbudowane łapy. Dzięki temu również jej ciało jest niezwykle proporcjonalne i jednocześnie eleganckie. Przechodząc dalej, na grzbiecie kotki można zaobserwować ciekawą, czarną plamę, która wyglądem przypomina nieco motyla. W oczy łatwo rzucić się może również ogromny, puszysty, czarny ogon, który również zawdzięcza genom matuli.
Charakterem zdecydowanie przypomina swoją prababcię, dziadka, ojca i pewnie wielu innych swoich przodków, których można znaleźć w jej drzewie genealogicznym. Egocentryczka, przekonana tylko o tym, że świat powinien kręcić się tylko i wyłącznie wokół niej. Nie potrafi również zrozumieć, że inne koty mogą mieć nieco inne poglądy niż ona i nie zgadzać się z nią dosłownie ze wszystkim. Nie zwraca uwagi po ilu trupach będzie musiała przejść, aby dojść do swojego celu. Jej cel i TYLKO jej cel jest najważniejszy. Jeśli czegoś chce to zrobi wszystko aby to zdobyć - uczciwie czy też nie, liczą się efekty, a nie to jak zostały zdobyte. Jeśli czegoś chcę, to zrobi wszystko, aby to dostać.
Pierworodna córka Tnącej Zawiei jest również straszną zazdrośnicą. Nienawidzi gdy ktoś jest od niej w czymś lepszy, bądź szybciej się czegoś nauczy. Zaczęła więc kierować się prostą zasadą - kiedy pojawi się ktoś ważniejszy to należy się go pozbyć. To, że nienawidzi być gorsza od innych już wiadomo - ale kiedy już coś robi, to musi to od razu robić perfekcyjnie. Szybko się denerwuje, gdy coś nie wychodzi bądź nie wygląda tak, jakby chciała. Nie dopuszcza do siebie myśli, że potrzeba czasu na naukę - ona MUSI być idealna JUŻ. Potrafi wtedy naprawdę dostać ataku agresji, w którym oberwać może drzewo, kamień, zwierzę bądź, co gorsza, kot.
Machnęłam czarną kitą, pozwalając aby na moim pysku znajdował się szeroki uśmiech. W moich ślepiach zapewne widoczna była duma - w końcu czy którykolwiek medyk w całej historii klanów mianował terminatora, będąc mianowanym na medyka dosłownie chwilę wcześniej? Nie mówiąc o tym, że byłam również zadowolona z Bobra. Przyjął moje nauki bez żadnego zająknięcia, wiedział wszystko, co wiedziałam ja. Poniekąd był odpowiedzialny za to, że stałam się częścią większej historii - ale nie w tak dużym stopniu jak ja sama.
- Zatem z mocą nadaną mi przez Gwiezdny Klan nadaję Ci Twoje imię medyka. Wzburzona Łapo, od tej chwili znany będziesz jako Bobrzy Bór. Gwiezdny Klan uznaje Twoją wytrwałość, wiedzę oraz ambicje, a ja pragnę powitać Cię jako medyka Klanu Cienia. Razem, w trójkę - chociaż szkoda, że nie tylko ja i Bóbr. Musiałam jednak opanować swoje nerwowe emocje - będziemy dbać o nasz klan, który wreszcie zyskał pełnoprawnych medyków. - miauknęłam, uśmiechając się w stronę Bobrzego Boru. Mojego, wytrenowanego terminatora.
Księżyce: 50 Mistrz: Szara Kora [*], Ciernisty Kwiat [*], Jasna Kropla [*], Ważkowa Sadzawka [*], Tnąca Zawieja Płeć: nonbinary (zapach kotki) Matka: Zlotooka Ojciec: Zwichrzony Ogon [*] Trwałe urazy: -1 do statystyk; trwale uszkodzona jedna z łap
Cytrynka najwidoczniej nigdy nie stała w kolejce po wzrost. Jest niezwykle maleńka i drobna. Jeżeli chodzi o wygląd, po ojcu odziedziczyła tylko długość futra, natomiast po matce... Co najwyżej kolor nosa. Jej długa szata jest zawsze czysta i ułożona, w kolorach bieli. Pielęgnacja sierści stanowi dla niej rzecz niezwykle ważną, bowiem w lecznicy miała dużo czasu, by się tym zajmować. Oczy Cytrynki są bladoniebieskie, niemalże szare, jakby nigdy nie zdążyły się wybrać. Dodatkowo, na jednym z nich (na lewym) widoczna jest brązowa plamka, takie... przebarwienie, o! Cecha szczególna. Warto powiedzieć o prawej, tylnej łapie, na którą zdarza się jej kuleć. Spowodowane jest to kontuzją z przeszłości. Wyglądu dopełniają jej długie, białe wibrysy i lekko spłaszczony pyszczek.
Cytrynka nie lubi owijać w bawełnę. Jest konkretna, stanowcza, konsekwentna, a przy tym sprawiedliwa. Zazwyczaj wie, czego chce, jest zdecydowana. Stroni od emocji, zazwyczaj jest obojętna i nawet w sytuacjach stresowych potrafi zachować rozum. Nawet najgorsze widoki zdawają się jej nie ruszać. Jest taką... twardą babką, po której słowa i opinie innych spływają jak po kaczce. Zna swoją wartość i to się liczy. Nie byłoby dla niej problemem udowodnić ją innym, gdyby była taka potrzeba. W dodatku jest odważna, niczym lew. Nie łatwo ją sprowokować. Z szacunkiem traktuje starsze i większe rangą koty, jeżeli tylko na ten szacunek zasługują. Warto wspomnieć, że na ogół woli obserwować, by zbierać informacje i wysnuwać wnioski. Nie jest z tych, którzy wpychają nos w nie swoje sprawy. Relacje z rodziną są dla niej ważne, ale nie najważniejsze. Cytrynka jest lojalna i dobro klanu jest dla niej priorytetem. Mimo tego jaka jest, chciałaby jak najlepiej pomagać innym, może niekoniecznie jako wojownik. A teraz, skoro Klan Cienia pozostał bez medyka, ma czas, by się jakoś wykazać.
Sztormowy Mrok, Płomyk [KG], Izabela [S] i reszta
W trakcie ceremonii mianowania na polanie panowała grobowa cisza. Gwiezdne sylwetki pozostawały nieruchome i w milczeniu obserwowały całe wydarzenie. Nie inaczej było w przypadku Bladej Łapy, która wciąż towarzyszyła przybyszom, będąc tym samym najważniejszym świadkiem tego krótkiego, ale jakże ważnego przedstawienia. Rwąca Zawieja!
Huraganowy Szept!
Bobrzy Bór!
Rozpoczęło się głośne skandowanie nowych imion cienistych medyków. Początkowo był to niewielki gwar, jednak hałas stopniowo zwiększał się. Koty mogły również zauważyć jak otaczające ich światła bledną, a następnie znikają całkowicie. W pewnym momencie w powietrzu rozpłynęła się również srebrzysta polana oraz rozgwieżdżone niebo.
- Powodzenia. Niech to będzie początek lepszego czasu w Klanie Cienia. - Głos rozległ się w ich głowach. Prędko mogli zorientować się, że po Bladej Łapie również nie było już żadnego śladu. Cała wizja prędko całkowicie się rozmyła i wychodzi na to, że sen się zakończył.
Księżyce: 126 Mistrz: Lśniąca Sadzawka Płeć: Kocur Matka: Lśniąca Sadzawka Ojciec: Skorpion Trwałe urazy: niewielki ślad po lisich zębach na lewym policzku
Medyk, po swojej matce, odziedziczył białe, długie i lśniące futro; widoczne jest to przede wszystkim na jego puchatych policzkach, ponadprzeciętnie owłosionym wnętrzu w uszach i ogonie. Kocur posiada trójkątny pysk i skośne oczy w dwóch kolorach – prawe jest w odcieniach błękitu, natomiast lewe przybrało słoneczną barwę. Jego wąsy są białe, a nos różowy, pudrowy. Jest smukły i słabo umięśniony.
Kocur jest cierpliwy, uprzejmy i spokojny. Medyk jest nieobeznany w żartach, natomiast często się uśmiecha. Rzadko kiedy kogoś skreśla, dopiero wtedy, gdy ktoś mocno mu podpadnie; stara się być wobec każdego wyrozumiały. Wyzbył się już mówienia samej prawdy; nie oznacza to jednak, że kłamanie sprawia mu przyjemność, bo jest wręcz odwrotnie. Zdaje sobie niemniej sprawę, że niekiedy należy sobie darować szczerości, zwłaszcza w zawodzie medyka.
Bobrzy Bór. Interesująca zmiana; raczej nie kojarzył się to ze wzburzeniem. Wichrowy medyk skandował także imię ostatniego z Cienistych, a kiedy obraz polany zaczął się rozmazywać, a głos Bladej Łapy jedynie nienaturalnie odbijał się po czaszce, wiedział już, że to koniec. Otworzywszy ponownie oczy, nie było już Srebrnej Skórki, a sadzawka, przy której zasnęli.
– To terraz, gdy jest już spokojnie… chciałbym wam pogrratulować. Nie wątpię, że będziecie wspaniałymi medykami i z waszą pomocą klan Cienia urrośnie w siłę – odezwał się i przesunął spojrzeniem po każdym medyku. Jego słowa były szczere, nawet w stosunku do Bobrzego Boru, za którego umiejętności mógł ręczyć, skoro to Rwąca Zawieja go wszystkiego nauczyła. – Pamiętajcie też… że wciąż jestem do waszej dyspozycji. Gdybyście kiedykolwiek potrzebowali z czymś pomocy, dajcie znać – dodał z delikatnym uśmiechem. Był pewien, że ze wszystkim sobie poradzą, mimo to czuł potrzebę, żeby o tym wspomnieć. Ba! Chętnie też spotkałby się kiedyś na granicy, by po prostu porozmawiać. – Wrracajmy – zarządził spokojnie pod koniec. W drodze powrotnej również przeszli przez wichrowe tereny; tym razem jednak w okolicy Świszczących Traw pożegnał się z nimi i oddał ich w łapy patrolu, żeby ich odprowadzili. Musiał zadbać o własny klan, no i przekazać informację o trójce nowych medyków klanu Cienia.
Hura jest sporych rozmiarów. Srebrno czarne, długie, klasyczno pręgowane miękkie futro. Biel pokrywa policzki, brodę (nie zakrywając nosa), łącząc się z plamą zakrywającą całą pierś, brzuch i tworzy ala spodenki na tylnych nogach. Skarpetki na przednich łapach. Zielonożółte oczy.
Hura jest cichym obserwatorem. Nie wychyla się i nie wtrąca, nie jest jednak nieśmiałe. Skupione na zadaniu i swojej misji udowodnienia Klanowi Cienia że nadaje się na medyka. Uprzejme i grzeczne, czyli takie jak ich wychowali rodzice i jakiego oczekują. Ogromne pokłady cierpliwości. Wrażliwe na uczucia innych kotów, zawsze stara się pomóc jeśli może.
Huraganowy Szept. Szybko zorientowała się że było podobne do imienia jej dziadka, ale nie wiedziała czy był to celowy efekt. W końcu czy Krwawnikowy Liść znał Olchowy Szept albo czy był świadomy że jest członkiem jej rodziny. Nie miało to jednak takiego znaczenia. Liczyło się że pasowało do niej, a podobieństwo do dziadka, było tylko przyjemnym dodatkiem. Rwąca Zawieja, za to przypuszczalnie miało być nadane, po ich ojcu, do czego miała już większą pewność. Niczym za kocięcia. Pasowało do niej. Za to Bobrzy Bór, było dość niefortunne. Połączenie tych dwóch wyrazów, brzmiało odrobinę karykaturalnie. Kojarzyło się z Bobrzym Bobrem i różniło tylko jedną literką, ale nic nie powiedziała. Nie chciała urazić ani jednego, ani drugiego, a jej niepotrzebna i spóźniona opinia, już i tak nic nie zmieni
Obudzili się znowu przed sadzawką, a Huraganowy Szept odczuwała niewielkie poczucie winny, spoczywające im na plecach. Chciałaby móc zamienić z Bladą Łapą chociaż jedno słowo. Przekazać że duch Pomurnik, gdzieś tam jest i wcale nie odszedł daleko. Sama ją przecież widziała. Powróciła jednak szybko do rzeczywistości, chcąc zamienić jeszcze parę słów z Krwawnikowym Liściem, skoro już oficjalnie skończył się jej trening i właśnie co została medykiem.
- Dziękuje ci Krwawnikowy Liściu. Za wszystko - nie chciała powtarzać tego co już zdążyła powiedzieć Zawi. Streściła się tylko w paru słowach i przeniosła wzrok na siostrę i kuzyna. - Gratuluje wam nowych imion i tobie siostro wytrenowania terminatora - bo jak do tej pory nie zdążyła tego powiedzieć. - Liczę na dalszą pomyślną współpracę -
Zaczynając więc od samej góry - na czubku jej czarnych uszu znajdują się delikatne, subtelne, białe pędzelki. Następnie wcześniej wspomniane czarne antenki, które od środka przybrały różową barwę. Prawa część pyska pokryta jest niemalże całkowicie białą barwą. Wyjątek stanowi jedynie mała plamka, która nachodzi na różowy nos kotki. Lewą część natomiast w większości zakrywa czarna łata. Jej oczy zabarwiły się na dwa różne kolory - prawe oko na lodowobłękitną, a lewe na zieloną barwę.
Szyję kotki zdobi przepiękna, puchata, biała kryza, przez co może nieco przypominać lwa - podobnie jak Porzeczkowa Pestka. Sama kocica jest również jedną z wyższych w klanie, co umożliwiają jej długie, dobrze zbudowane łapy. Dzięki temu również jej ciało jest niezwykle proporcjonalne i jednocześnie eleganckie. Przechodząc dalej, na grzbiecie kotki można zaobserwować ciekawą, czarną plamę, która wyglądem przypomina nieco motyla. W oczy łatwo rzucić się może również ogromny, puszysty, czarny ogon, który również zawdzięcza genom matuli.
Charakterem zdecydowanie przypomina swoją prababcię, dziadka, ojca i pewnie wielu innych swoich przodków, których można znaleźć w jej drzewie genealogicznym. Egocentryczka, przekonana tylko o tym, że świat powinien kręcić się tylko i wyłącznie wokół niej. Nie potrafi również zrozumieć, że inne koty mogą mieć nieco inne poglądy niż ona i nie zgadzać się z nią dosłownie ze wszystkim. Nie zwraca uwagi po ilu trupach będzie musiała przejść, aby dojść do swojego celu. Jej cel i TYLKO jej cel jest najważniejszy. Jeśli czegoś chce to zrobi wszystko aby to zdobyć - uczciwie czy też nie, liczą się efekty, a nie to jak zostały zdobyte. Jeśli czegoś chcę, to zrobi wszystko, aby to dostać.
Pierworodna córka Tnącej Zawiei jest również straszną zazdrośnicą. Nienawidzi gdy ktoś jest od niej w czymś lepszy, bądź szybciej się czegoś nauczy. Zaczęła więc kierować się prostą zasadą - kiedy pojawi się ktoś ważniejszy to należy się go pozbyć. To, że nienawidzi być gorsza od innych już wiadomo - ale kiedy już coś robi, to musi to od razu robić perfekcyjnie. Szybko się denerwuje, gdy coś nie wychodzi bądź nie wygląda tak, jakby chciała. Nie dopuszcza do siebie myśli, że potrzeba czasu na naukę - ona MUSI być idealna JUŻ. Potrafi wtedy naprawdę dostać ataku agresji, w którym oberwać może drzewo, kamień, zwierzę bądź, co gorsza, kot.
Niech to będzie początek lepszego czasu dla Klanu Cienia. Te słowa odbijały się echem w mojej głowie. Oczywiście, że będzie. W przeciwieństwie do moich... ugh, naszych poprzedników, zyskaliśmy imiona. Zyskaliśmy rangę i wiedzę, jakiej nie było w klanie już od naprawdę dawna. Sama miałam już ponad dwadzieścia księżyców, a medyka nie było od jeszcze dłuższego czasu. Najwyższa pora zmienić tą nieudaną część Klanu Cienia.
- Dziękujemy. Mam nadzieję, że kiedyś uda nam się wymienić doświadczeniami - miauknęłam w stronę Krwawnika, gdy tylko podniosłam się do siadu. Ponownie znajdowaliśmy się przy Szepczącej Sadzawce, a nie na Srebrnej Skórce. Wojownicy Gwiezdnego Klanu zniknęli, zostali sami... chociaż sadzawka dalej emanowała dziwną energią.
- Dziękuję, choć była to bardziej... współpraca, abyśmy obydwoje mogli dotrzeć do tego miejsca - mruknęłam w stronę siostry. Oczywiście, że uważałam Bobra za swojego terminatora, ale wolałam nie ryzykować naszej relacji powiedzeniem tego na głos. Uśmiechnęłam się delikatnie w jej stronię, starając się, aby mój uśmiech nie wyglądał sztucznie. - Czas, aby Klan Cienia usłyszał o swoich nowych medykach - powiedziałam, ruszając za Krwawnikowym Liściem. Pora, aby moja legenda się rozpoczęła.
Księżyce: 43 Mistrz: Tnąca Zawieja Płeć: kocur Matka: Ostry Kwiat Ojciec: Polny Chwast Trwałe urazy: rozcięte lewe ucho; ślady po kocich pazurach na prawym boku;
Księżyce: 43 Mistrz: Tnąca Zawieja Płeć: kocur Matka: Ostry Kwiat Ojciec: Polny Chwast Trwałe urazy: rozcięte lewe ucho; ślady po kocich pazurach na prawym boku;
Potężny kociak o złotych ślepiach. Futro wybarwiło się na kolor niebieski, jednak brzuch, pysk i łapki opanowała biel. Posiada charakterystyczną niebieską plamę na brodzie.
spokojny, serdeczny, przyjemny, nieco przygaszony
Koślawa Łapa (KC) Jad (S)
Bobrzy Bór - imię które miało być nie tylko jego prezentem ale również dla jego ojca jak mniemał. Powrót dziecka do imienia, które nadał mu rodzic... było chyba dobrym znakiem? - Dziękuję - powiedział cicho w kierunku Rwącej Zawiei kiedy trwały jeszcze okrzyki a zaraz po tym... obudził się.
Gdy tylko otrzepał się lekko i rozbudził z mistycznego snu przytaknął lekko Krwawnikowemu Liściowi i już miał poprawiać Huragan, że jak to! Przecież on nie jest terminatorem Zawiei, jednak ta go ubiegła i nieco naprostowała sprawę. Znowu skinął do dymnej z wdzięcznością i o dziwo w milczeniu już ruszył z całą kompanią w stronę lasu.
//zt
Tell meONCEagain •I couldhave been anyone, anyoneelse• BeforeYOUmade theCHOICEfor me •MyfeetKNEWthepath• Wewalkedin thedark,in thedark INEVERgave a singleTHOUGHT To•where•it•might•lead