Księżyce: 64 Mistrz: Ostry Kwiat | Ciernisty Kwiat Płeć: kotka Matka: Nieszczęsna Złotooka [NPC] Ojciec: Zdradliwy Zwichrzony Ogon [NPC] Partner: jeszcze czego Trwałe urazy: kuleje na prawą tylną łapę (-1 do statystyk); blizna na brodzie; blizna na przedniej prawej łapie
Widząc Pomurnik po raz pierwszy, zapewne zaczniesz zastanawiać się, jakim cudem to wynaturzenie jeszcze trzyma się na łapach. Jest to bowiem nieprawdopodobnie wysoka, zarazem wychudzona kocica o krótkim, przerzedzonym i skrajnie zaniedbanym futrze w kolorze jednolitej czerni, poznaczonym jedynie minimalnymi posiwiałymi przedwcześnie włoskami na dolnej partii pyska. Na świat łypie parą nieco skośnych, jadowicie zielonych ślepi, nieodmiennie niezadowolonych i niejako kpiarskich; pod nimi przedwcześnie zaznaczyły się zmarszczki mimiczne. Jej trójkątny pyszczek przecina blizna biegnąca od dolnej wargi przez brodę, druga - po ugryzieniu szczura - znajduje się na prawym nadgarstku. Wyraźnie utyka na tylną prawą nogę. Doprawdy: fakt, że coś tak karykaturalnego, pozbawionego mięśni i tłuszczu, trzyma się jeszcze na łapach należy uznać za pomyłkę natury.
Już wiele razy zdawało się, że kurtyna opadnie na dobre. Już wiele razy śmierć zaglądała jej wprost w oczy. Już wiele razy stała jedną nogą w grobie. I równie wiele razy rozpoczynał się kolejny akt, a Pomurnik wymykała się mniej lub bardziej brawurowo grabarzowi spod łopaty, odnalazłszy w sobie zaskakujące pokłady przedsiębiorczości, która pcha ją do walki o przeżycie na złość wszystkim zazdrośnikom. Obdarzono ją ostrym językiem, który kole humorem czarniejszym niż futerko właścicielki, przy tym niezbyt wyszukanym i brutalniej cynicznym, niż kiedykolwiek; niemniej jednak Pomurnik ma na tyle samokontroli, że potrafi powstrzymać się od obsypywania wszystkich swoimi złośliwościami, zwłaszcza w chwilach brzemiennych w skutki. Pesymistka z lubością narzekająca na dosłownie wszystko wokół, a przy tym sceptyk, który kwestionuje niemal każdą kwestię metafizyczną i niematerialną.
Po dłuższej chwili marszu w nozdrza uderzył ich charakterystyczny, ostry zapach Grzmiącej Ścieżki, a spośród drzew wyłoniła się jej szara wstęga. Szczęście nadal dopisywało kotom: w zasięgu wzroku nie było żadnego potwora, nie było też słychać, żeby jakiś ryczał w oddali. Nic tylko się cieszyć.
Polna Gwiazda: S: 19 (26) | Zr: 10 (14) | Sz: 7 (10) | Zm: 5 (7) | HP: 95 | W: 75 statystyki obniżone ze względu na wiek
Księżyce: 113 Mistrz: Płomykówkowy Lot 【*】 Płeć: kocur Matka: Jaskółczy Głos 【*】 Ojciec: Iglasty Grzbiet 【*】 Partner: Ostry Kwiat Trwałe urazy: odgryziona zewnętrzna małżowina lewego ucha; głębokie blizny po lisich zębach na prawej przedniej łapie; długie, ciągnące się niżej blizny na gardle; brak 3/4 ogona
Jest tęgi, a jego sylwetka postawna, choć nie ociężała. Ma bardzo przeciętny wzrost, kark masywny, żuchwę wyraźną, a grzbiet twardy i mocny. Silne ciało pokrywa gęsta, często zmierzwiona, długa sierść. Kolorem zbliżona do jasnego brązu, przecinana czarnymi zawijasami, w niektórych miejscach ustąpiła bieli, na grzbiecie nosa w postaci małej, podłużnej plamki, żuchwie, gardle, gdzie po odstępie pojawia się na piersi i brzuchu, a także na obu piętach, w prawej przedniej łapie na nadgarstku, w lewej zaś tylko okala palce. Ma poskręcane wibrysy, ponad którymi widnieje para łagodnych, zielono-żółtych oczu. Uszy ma stosunkowo małe, szeroko osadzone, kończą je czarne pędzle. Ogólnie rzecz biorąc, wygląda groźnie z aparycji, choć daleko mu do poważnego, surowego kota.
Z wiekiem i doświadczeniem stał się bardziej stonowany i spokojny, choć wciąż momentami w jego ślepiach nie trudno dostrzec energii i radości z życia - tak potrafi w odpowiednich momentach zachować powagę, zagryźć zęby, lub ugryźć się w język. Kot o pełnym empatii, ciepłym wnętrzu, który z nikim celowo nie szuka zwady, który stara się jak tylko może aby nie popełnić żadnej gafy, który nie zawaha się skoczyć w ogień za swoimi klanowiczami. Jego wierności wobec Klanu nie da się w żaden sposób podważyć. Myśli racjonalnie, analizuje, czasami gubi się we własnych myślach, ale jedynie dlatego, że nie do końca jeszcze wie, co jest najlepsze dla niego i dla Klanu, choć bardzo stara się ufać swojemu sercu, które częściej bierze górę nad rozumem. Szczery, powoli uczy się stanowczości i powoli dorasta do pełnienia roli przywódcy, co spadło na niego niczym grom z jasnego nieba. Nie boi się wziąć odpowiedzialności za swoje błędy, ale próbuje ich nie popełniać. Nie stroni od towarzystwa, pomimo obowiązków zawsze znajdzie czas na rozmowę, spróbuje udzielić pomocnej rady lub wskazówek. Zawsze stara się wszelkie konflikty rozwiązywać pokojowo, nie czynami, a rozmową. Jest w nim jednak mnóstwo obaw i lęków, którym nie pozwala wyjść na zewnątrz i ujrzeć światła dziennego.
wartki potok & żółta łapa [cień]; grzechotnik [samotnik]; barwnoskrzydła [gk]
XXXXByli już blisko. Polna Gwiazda zwolnił kroku, kiedy dotarli do Grzmiącej Ścieżki. Teraz należało działać ostrożnie, ale sprawnie, wyczuć odpowiedni moment. Na szczęście nie widział, ani nie słyszał żadnego potwora. Może to przez powoli słabnące zmysły, a może rzeczywiście mieli szczęście i akurat było spokojnie, tak, czy inaczej, zbliżyli się do czarnej drogi. XXXX– Na mój znak biegniemy, bez zatrzymywania się i bez oglądania za siebie – polecił, spoglądając na każde z nich. Rozejrzał się jeszcze raz dla pewności, czy aby na pewno żaden potwór się nie zbliża, po czym spiął mięśnie. – Teraz! – zarządził głośno, odbijając się tylnymi łapami z ziemi naprzód, przed siebie, aby jak najszybciej dostać się na drugą stronę, pilnując jednocześnie, aby zarówno Śpiewająca Knieja, jak i Gorejąca Łapa znaleźli się tam cali i bezpieczni, nie wybaczyłby sobie, gdyby coś im się stało.
Średniej wielkości bura szylkretka; więcej bieli niż kolorowych plam; długie futro; heterochronia - prawe oko brązowe, lewe zielone.
Zgubiona, nieobecna, dziwna.
Pochmurny Sen
Pewność siebie jaka brzmiała w głosie jej syna podniósł Pieśń na duchu. Dobrze, niech będzie ognisty, niech będzie pewny siebie. Wiara może i nie był najbardziej obiecującym wojownikiem, ale posiadał iskierkę, której nie dało się przegapić.
Gdy dotarli do Grzmiącej Ścieżki wspomnienia uderzyły Pieśń jak nagły podmuch wiatru. Nieprzyjemne wspomnienia, rzeczy których wolałaby nie pamiętać, a jednak były tu i teraz. I śmierdziały. Tak potwornie śmierdziały.
Ojciec zarządził by przebiegli. Polna Gwiazda ruszył od razu ale Pieśń poczekała pół kroku, by się upewnić, że jej syn posłuchał polecenia. Chciała zamykać ten pochód, by w razie potrzeby pomóc czy to swojemu synowi czy to swojemu tacie.
「 I met aMANdowntowntheother day Withruby eyesthat tookmylifeAWAY 」 The moralALWAYSgoes .: :Donttrustthewolfin woolen clothes: :. But know the consequence ofimaginationsfear 「 Ihearfrom the witches
Fear sounds ofthe dead Thesourceof the itchеs Livesunder my bed 」
Wiara jest pulchny oraz wysoki, nawet jak na kociaka. Okrywa go długie srebrzyste futro poprzecinane czarnymi niczym noc klasycznymi pręgami. Łeb zdobią błękitne oczy, duże uszy oraz trójkątny nos o ceglastym kolorze. Ma lekko zmrużone oczy przez co wygląda na wiecznie niezadowolonego lub zirytowanego, co niekoniecznie zgadza się z jego prawdziwymi uczuciami.
Wiara jest kotem zapatrzonym w swoją matkę, gwiezdny klan i wiarę we własne przeznaczenie. Uważa, że świat jest pełen cudów i nic na jego drodze nie zdarza się przypadkowo, a on, syn nieznanego ojca i niezwykłej matki, jest wyjątkowy i stworzony do wyjątkowych rzeczy, dzięki czemu widzi więcej niż inni. Ma skłonności do przesady, wyolbrzymiania i dramatyzmu, czego w sobie nie dostrzega. Na szczęście dla wszystkich niedowiarków (jak nazywa koty, które podają w wątpliwość jego słowa), Wiara ma łagodne usposobienie i rzadko wybucha złością.
Jego nieprzyjemne myśli na chwilę zostaly stłumione przez widok dziwacznej, ciemnej ścieżki. Położywszy na nią łapę przekonał się, że podłoże jest bardzo twarde, nieprzyjemnie szorstkie i ciepłe. Wiara cofnął się i otrząsnął łapę, jak gdyby dotknął czegoś obrzydliwego. Z niechęcią myślał o przekroczeniu czarnej, szerokiej wstęgi, aczkolwiek ewentualne protesty zachował dla siebie. Spojrzał krótko na dziadka i kiwnął mu głową. Na dany znak ruszył biegiem przed siebie, przebierając łapami najszybciej jak potrafił i mknąc w miejsce wskazane mu przez krewnych. Tak do końca nie wiedział czym niby mieliby się tu przejmować, gdyż okolica wydawała się cicha i spokojna, chyba że to tylko złudzenie.
Księżyce: 64 Mistrz: Ostry Kwiat | Ciernisty Kwiat Płeć: kotka Matka: Nieszczęsna Złotooka [NPC] Ojciec: Zdradliwy Zwichrzony Ogon [NPC] Partner: jeszcze czego Trwałe urazy: kuleje na prawą tylną łapę (-1 do statystyk); blizna na brodzie; blizna na przedniej prawej łapie
Widząc Pomurnik po raz pierwszy, zapewne zaczniesz zastanawiać się, jakim cudem to wynaturzenie jeszcze trzyma się na łapach. Jest to bowiem nieprawdopodobnie wysoka, zarazem wychudzona kocica o krótkim, przerzedzonym i skrajnie zaniedbanym futrze w kolorze jednolitej czerni, poznaczonym jedynie minimalnymi posiwiałymi przedwcześnie włoskami na dolnej partii pyska. Na świat łypie parą nieco skośnych, jadowicie zielonych ślepi, nieodmiennie niezadowolonych i niejako kpiarskich; pod nimi przedwcześnie zaznaczyły się zmarszczki mimiczne. Jej trójkątny pyszczek przecina blizna biegnąca od dolnej wargi przez brodę, druga - po ugryzieniu szczura - znajduje się na prawym nadgarstku. Wyraźnie utyka na tylną prawą nogę. Doprawdy: fakt, że coś tak karykaturalnego, pozbawionego mięśni i tłuszczu, trzyma się jeszcze na łapach należy uznać za pomyłkę natury.
Już wiele razy zdawało się, że kurtyna opadnie na dobre. Już wiele razy śmierć zaglądała jej wprost w oczy. Już wiele razy stała jedną nogą w grobie. I równie wiele razy rozpoczynał się kolejny akt, a Pomurnik wymykała się mniej lub bardziej brawurowo grabarzowi spod łopaty, odnalazłszy w sobie zaskakujące pokłady przedsiębiorczości, która pcha ją do walki o przeżycie na złość wszystkim zazdrośnikom. Obdarzono ją ostrym językiem, który kole humorem czarniejszym niż futerko właścicielki, przy tym niezbyt wyszukanym i brutalniej cynicznym, niż kiedykolwiek; niemniej jednak Pomurnik ma na tyle samokontroli, że potrafi powstrzymać się od obsypywania wszystkich swoimi złośliwościami, zwłaszcza w chwilach brzemiennych w skutki. Pesymistka z lubością narzekająca na dosłownie wszystko wokół, a przy tym sceptyk, który kwestionuje niemal każdą kwestię metafizyczną i niematerialną.
Pół kroku odstępu, który zachowała Śpiewająca Knieja, prawdopodobnie ocalił jej życie. Zaraz po tym, jak Polna Gwiazda i Gorejąca Łapa przedostali się bez większych trudności na drugą stronę, ryk nadciągającego dzikim pędem potwora wstrząsnął Ścieżką, a uderzenie serca później potwór we własnej osobie przetoczył się po jej czarnej powierzchni, wichrząc futro Gorejącej Łapy. Kocury na chwilę straciły zastępczynię z oka, ale zaledwie potwór pognał dalej, cała i zdrowa Śpiewająca Knieja mogła dołączyć do ojca i syna.
Polna Gwiazda: S: 19 (26) | Zr: 10 (14) | Sz: 7 (10) | Zm: 5 (7) | HP: 95 | W: 75 statystyki obniżone ze względu na wiek
Księżyce: 113 Mistrz: Płomykówkowy Lot 【*】 Płeć: kocur Matka: Jaskółczy Głos 【*】 Ojciec: Iglasty Grzbiet 【*】 Partner: Ostry Kwiat Trwałe urazy: odgryziona zewnętrzna małżowina lewego ucha; głębokie blizny po lisich zębach na prawej przedniej łapie; długie, ciągnące się niżej blizny na gardle; brak 3/4 ogona
Jest tęgi, a jego sylwetka postawna, choć nie ociężała. Ma bardzo przeciętny wzrost, kark masywny, żuchwę wyraźną, a grzbiet twardy i mocny. Silne ciało pokrywa gęsta, często zmierzwiona, długa sierść. Kolorem zbliżona do jasnego brązu, przecinana czarnymi zawijasami, w niektórych miejscach ustąpiła bieli, na grzbiecie nosa w postaci małej, podłużnej plamki, żuchwie, gardle, gdzie po odstępie pojawia się na piersi i brzuchu, a także na obu piętach, w prawej przedniej łapie na nadgarstku, w lewej zaś tylko okala palce. Ma poskręcane wibrysy, ponad którymi widnieje para łagodnych, zielono-żółtych oczu. Uszy ma stosunkowo małe, szeroko osadzone, kończą je czarne pędzle. Ogólnie rzecz biorąc, wygląda groźnie z aparycji, choć daleko mu do poważnego, surowego kota.
Z wiekiem i doświadczeniem stał się bardziej stonowany i spokojny, choć wciąż momentami w jego ślepiach nie trudno dostrzec energii i radości z życia - tak potrafi w odpowiednich momentach zachować powagę, zagryźć zęby, lub ugryźć się w język. Kot o pełnym empatii, ciepłym wnętrzu, który z nikim celowo nie szuka zwady, który stara się jak tylko może aby nie popełnić żadnej gafy, który nie zawaha się skoczyć w ogień za swoimi klanowiczami. Jego wierności wobec Klanu nie da się w żaden sposób podważyć. Myśli racjonalnie, analizuje, czasami gubi się we własnych myślach, ale jedynie dlatego, że nie do końca jeszcze wie, co jest najlepsze dla niego i dla Klanu, choć bardzo stara się ufać swojemu sercu, które częściej bierze górę nad rozumem. Szczery, powoli uczy się stanowczości i powoli dorasta do pełnienia roli przywódcy, co spadło na niego niczym grom z jasnego nieba. Nie boi się wziąć odpowiedzialności za swoje błędy, ale próbuje ich nie popełniać. Nie stroni od towarzystwa, pomimo obowiązków zawsze znajdzie czas na rozmowę, spróbuje udzielić pomocnej rady lub wskazówek. Zawsze stara się wszelkie konflikty rozwiązywać pokojowo, nie czynami, a rozmową. Jest w nim jednak mnóstwo obaw i lęków, którym nie pozwala wyjść na zewnątrz i ujrzeć światła dziennego.
wartki potok & żółta łapa [cień]; grzechotnik [samotnik]; barwnoskrzydła [gk]
XXXXPrzekraczanie Grzmiącej Ścieżki zawsze było ryzykowne. Potwory potrafiły zabić jednym uderzeniem i nie patyczkowały się, dlatego jego czujność była zwiększona stukrotnie, ale to i tak nie wystarczyło, aby zapewnić wszystkim bezpieczeństwo. XXXX– Piesń! – zawołał, kiedy córka zniknęła z jego pola widzenia. Miał wrażenie, że jego serce zamarło. Wstrzymał oddech, z drżącymi łapami obserwując Grzmiącą Ścieżkę i ku jego radości, szylkretowej kotce nic się nie stało. Podszedł do niej, ocierając się swoim polikiem o jej polik. – Na Gwiezdnych, mało brakowało. Chodźmy już stąd, już niedaleko – powiedział, spoglądając w stronę Borsuczych Pagórków, gdzie mieli się kierować. Najtrudniejszą część trasy mieli za sobą, teraz już z górki, był tego bardziej niż pewien.
Średniej wielkości bura szylkretka; więcej bieli niż kolorowych plam; długie futro; heterochronia - prawe oko brązowe, lewe zielone.
Zgubiona, nieobecna, dziwna.
Pochmurny Sen
Pieśni serce stanęło gdy potwór przeciął grzmiącą ścieżkę. Przez chwilę była przekonana, że tym pół kroku sprawiła że przeżyła jako jedyna z trójki, ale nie trwało to długo. Szybko podbiegła do rodziny, przytuliła tate, po czym przytuliła syna, a jej serce znowu biło spokojnie.
- Mam nadzieję, że powrót do domu będzie ostatnim razem gdy będziemy musieli przekraczać grzmiącą ścieżkę - powiedziała. Popatrzyła za siebie, a gorąc jaki bił od ścieżki sprawiał, że miała wrażenie jakby potwór wciąż się na niej znajdował. - Chodźmy.
Ruszyła za tatą, spoglądając jednocześnie na syna. Była ciekawa jego reakcji na takie zdarzenie.
「 I met aMANdowntowntheother day Withruby eyesthat tookmylifeAWAY 」 The moralALWAYSgoes .: :Donttrustthewolfin woolen clothes: :. But know the consequence ofimaginationsfear 「 Ihearfrom the witches
Fear sounds ofthe dead Thesourceof the itchеs Livesunder my bed 」
Wiara jest pulchny oraz wysoki, nawet jak na kociaka. Okrywa go długie srebrzyste futro poprzecinane czarnymi niczym noc klasycznymi pręgami. Łeb zdobią błękitne oczy, duże uszy oraz trójkątny nos o ceglastym kolorze. Ma lekko zmrużone oczy przez co wygląda na wiecznie niezadowolonego lub zirytowanego, co niekoniecznie zgadza się z jego prawdziwymi uczuciami.
Wiara jest kotem zapatrzonym w swoją matkę, gwiezdny klan i wiarę we własne przeznaczenie. Uważa, że świat jest pełen cudów i nic na jego drodze nie zdarza się przypadkowo, a on, syn nieznanego ojca i niezwykłej matki, jest wyjątkowy i stworzony do wyjątkowych rzeczy, dzięki czemu widzi więcej niż inni. Ma skłonności do przesady, wyolbrzymiania i dramatyzmu, czego w sobie nie dostrzega. Na szczęście dla wszystkich niedowiarków (jak nazywa koty, które podają w wątpliwość jego słowa), Wiara ma łagodne usposobienie i rzadko wybucha złością.
Wiara w pierwszej chwili odskoczył przestraszony i nastroszył sierść, gdy coś śmignęło tuż przed nim. A później zauważył, że matka zniknęła mu z oczu. Gdzie ona się podziała?! Czy to możliwe...? Nie, na pewno nie. Gdyby coś miało jej się stać na pewno zostałby uprzedzony poprzez sny.
Wbrew wszystkiemu, co wokół niego się działo, Wiara zaczął się rozluźniać, a jego sierść opadła; cierpliwie wyczekiwał na przybycie Śpiewającej Kniei i wkrótce się doczekał.
- Wiedziałem, że nic Ci nie będzie. Gdyby miało Ci się coś stać zobaczyłbym to w snach - pocieszył matkę pogodnym tonem. Było mu szkoda dziadka: chyba naprawdę się zdenerwował! W jego wieku mogło mu to zaszkodzić. Gorejący ruszył dalej u boku rodziny.
Księżyce: 64 Mistrz: Ostry Kwiat | Ciernisty Kwiat Płeć: kotka Matka: Nieszczęsna Złotooka [NPC] Ojciec: Zdradliwy Zwichrzony Ogon [NPC] Partner: jeszcze czego Trwałe urazy: kuleje na prawą tylną łapę (-1 do statystyk); blizna na brodzie; blizna na przedniej prawej łapie
Widząc Pomurnik po raz pierwszy, zapewne zaczniesz zastanawiać się, jakim cudem to wynaturzenie jeszcze trzyma się na łapach. Jest to bowiem nieprawdopodobnie wysoka, zarazem wychudzona kocica o krótkim, przerzedzonym i skrajnie zaniedbanym futrze w kolorze jednolitej czerni, poznaczonym jedynie minimalnymi posiwiałymi przedwcześnie włoskami na dolnej partii pyska. Na świat łypie parą nieco skośnych, jadowicie zielonych ślepi, nieodmiennie niezadowolonych i niejako kpiarskich; pod nimi przedwcześnie zaznaczyły się zmarszczki mimiczne. Jej trójkątny pyszczek przecina blizna biegnąca od dolnej wargi przez brodę, druga - po ugryzieniu szczura - znajduje się na prawym nadgarstku. Wyraźnie utyka na tylną prawą nogę. Doprawdy: fakt, że coś tak karykaturalnego, pozbawionego mięśni i tłuszczu, trzyma się jeszcze na łapach należy uznać za pomyłkę natury.
Już wiele razy zdawało się, że kurtyna opadnie na dobre. Już wiele razy śmierć zaglądała jej wprost w oczy. Już wiele razy stała jedną nogą w grobie. I równie wiele razy rozpoczynał się kolejny akt, a Pomurnik wymykała się mniej lub bardziej brawurowo grabarzowi spod łopaty, odnalazłszy w sobie zaskakujące pokłady przedsiębiorczości, która pcha ją do walki o przeżycie na złość wszystkim zazdrośnikom. Obdarzono ją ostrym językiem, który kole humorem czarniejszym niż futerko właścicielki, przy tym niezbyt wyszukanym i brutalniej cynicznym, niż kiedykolwiek; niemniej jednak Pomurnik ma na tyle samokontroli, że potrafi powstrzymać się od obsypywania wszystkich swoimi złośliwościami, zwłaszcza w chwilach brzemiennych w skutki. Pesymistka z lubością narzekająca na dosłownie wszystko wokół, a przy tym sceptyk, który kwestionuje niemal każdą kwestię metafizyczną i niematerialną.
Polna Gwiazda nie mylił się. Dalsza droga upłynęła im bez większych trudności. Już po niedługim marszu w oddali zamajaczyła im migocząca w świetle gwiazd tafla Szepczącej Sadzawki.
Polna Gwiazda: S: 19 (26) | Zr: 10 (14) | Sz: 7 (10) | Zm: 5 (7) | HP: 95 | W: 75 statystyki obniżone ze względu na wiek
Księżyce: 113 Mistrz: Płomykówkowy Lot 【*】 Płeć: kocur Matka: Jaskółczy Głos 【*】 Ojciec: Iglasty Grzbiet 【*】 Partner: Ostry Kwiat Trwałe urazy: odgryziona zewnętrzna małżowina lewego ucha; głębokie blizny po lisich zębach na prawej przedniej łapie; długie, ciągnące się niżej blizny na gardle; brak 3/4 ogona
Jest tęgi, a jego sylwetka postawna, choć nie ociężała. Ma bardzo przeciętny wzrost, kark masywny, żuchwę wyraźną, a grzbiet twardy i mocny. Silne ciało pokrywa gęsta, często zmierzwiona, długa sierść. Kolorem zbliżona do jasnego brązu, przecinana czarnymi zawijasami, w niektórych miejscach ustąpiła bieli, na grzbiecie nosa w postaci małej, podłużnej plamki, żuchwie, gardle, gdzie po odstępie pojawia się na piersi i brzuchu, a także na obu piętach, w prawej przedniej łapie na nadgarstku, w lewej zaś tylko okala palce. Ma poskręcane wibrysy, ponad którymi widnieje para łagodnych, zielono-żółtych oczu. Uszy ma stosunkowo małe, szeroko osadzone, kończą je czarne pędzle. Ogólnie rzecz biorąc, wygląda groźnie z aparycji, choć daleko mu do poważnego, surowego kota.
Z wiekiem i doświadczeniem stał się bardziej stonowany i spokojny, choć wciąż momentami w jego ślepiach nie trudno dostrzec energii i radości z życia - tak potrafi w odpowiednich momentach zachować powagę, zagryźć zęby, lub ugryźć się w język. Kot o pełnym empatii, ciepłym wnętrzu, który z nikim celowo nie szuka zwady, który stara się jak tylko może aby nie popełnić żadnej gafy, który nie zawaha się skoczyć w ogień za swoimi klanowiczami. Jego wierności wobec Klanu nie da się w żaden sposób podważyć. Myśli racjonalnie, analizuje, czasami gubi się we własnych myślach, ale jedynie dlatego, że nie do końca jeszcze wie, co jest najlepsze dla niego i dla Klanu, choć bardzo stara się ufać swojemu sercu, które częściej bierze górę nad rozumem. Szczery, powoli uczy się stanowczości i powoli dorasta do pełnienia roli przywódcy, co spadło na niego niczym grom z jasnego nieba. Nie boi się wziąć odpowiedzialności za swoje błędy, ale próbuje ich nie popełniać. Nie stroni od towarzystwa, pomimo obowiązków zawsze znajdzie czas na rozmowę, spróbuje udzielić pomocnej rady lub wskazówek. Zawsze stara się wszelkie konflikty rozwiązywać pokojowo, nie czynami, a rozmową. Jest w nim jednak mnóstwo obaw i lęków, którym nie pozwala wyjść na zewnątrz i ujrzeć światła dziennego.
wartki potok & żółta łapa [cień]; grzechotnik [samotnik]; barwnoskrzydła [gk]
XXXXDotarli. W końcu. Polna Gwiazda odetchnął cicho, z ulgą, zwalniając kroku, choć jego łapy zdawały się poruszać sprawniej niż dotychczas. XXXX– Jesteśmy na miejscu – rzucił do dwójki, ożywiając się, jakby aura panując dookoła dodawała mu wigoru i energii. – Gorejąca Łapo, przykro mi, że nie będziesz mógł tego zobaczyć. Odpocznij, zasłużyłeś – powiedział do swojego wnuka. Zdawał sobie sprawę z tego, że młody na pewno chciał być świadkiem ceremonii nadania żyć, ale niestety nie było takiej opcji. XXXX– Wdech, wydech, Pieśń, zaczynajmy – dodał, spoglądając na szylkretową kotkę, a następnie przykucnął ostrożnie przy błyszczącej tafli Szepczącej Sadzawki, biorąc z niej kilka chłodnych łyków, a jego powieki już po kilku uderzeniach serca zrobiły się ciężkie. Wiedział, że odebranie mu jego żyć może go osłabić, miał wrażenie, że głównie to one podtrzymywały go na duchu i ciele po tym wszystkim, co go spotkało. Nie chciał jednak martwić nikogo swoimi obawami, niech to pozostanie w jego głowie, z daleka od wiedzy innych. Cień potrzebował teraz kogoś młodego, kto nimi pokieruje, kogoś ze świeżą głową i umysłem, nie potrzebował starca, jakim był on.
Średniej wielkości bura szylkretka; więcej bieli niż kolorowych plam; długie futro; heterochronia - prawe oko brązowe, lewe zielone.
Zgubiona, nieobecna, dziwna.
Pochmurny Sen
Pieśń uśmiechnęła się do Gorejącej Łapy gdy ten powiedział o swoich snach. Dobrze, że jej syn tak bardzo w nich wierzył, podobało jej się to.
I wkrótce ich przygoda miała mieć kulminacyjny moment. Dotarli do sadzawki a Pieśń czuła ekscytacje jakiej jeszcze nigdy w życiu nie czuła. To było niesamowite, a atmosfera wokół Szepczącej Sadzawki podnosiła na duchu. Wdech i wydech, tak jak tata poradził.
Gdy Polny już napił się z sadzawki Pieśń odwróciła się jeszcze do syna.
- Gwiezdni będą czuwać nad naszymi duszami, ale ty tutaj jesteś by czuwać nad naszymi ciałami - powiedziała z pełną powagą. - To odpowiedzialna rola. Odpocznij ale pamiętaj by obserwować okolice. My wkrótce się obudzimy.
Polizała syna pomiędzy uszami i posłała mu ostatni uśmiech zanim sama pochyliła się nad sadzawką i napiła z niej wody. Senność ogarnęła ją szybko i ułożyła się na brzegu, wiedząc, że obudzi się na Gwiezdnej Skórce.
「 I met aMANdowntowntheother day Withruby eyesthat tookmylifeAWAY 」 The moralALWAYSgoes .: :Donttrustthewolfin woolen clothes: :. But know the consequence ofimaginationsfear 「 Ihearfrom the witches
Fear sounds ofthe dead Thesourceof the itchеs Livesunder my bed 」
Wiara jest pulchny oraz wysoki, nawet jak na kociaka. Okrywa go długie srebrzyste futro poprzecinane czarnymi niczym noc klasycznymi pręgami. Łeb zdobią błękitne oczy, duże uszy oraz trójkątny nos o ceglastym kolorze. Ma lekko zmrużone oczy przez co wygląda na wiecznie niezadowolonego lub zirytowanego, co niekoniecznie zgadza się z jego prawdziwymi uczuciami.
Wiara jest kotem zapatrzonym w swoją matkę, gwiezdny klan i wiarę we własne przeznaczenie. Uważa, że świat jest pełen cudów i nic na jego drodze nie zdarza się przypadkowo, a on, syn nieznanego ojca i niezwykłej matki, jest wyjątkowy i stworzony do wyjątkowych rzeczy, dzięki czemu widzi więcej niż inni. Ma skłonności do przesady, wyolbrzymiania i dramatyzmu, czego w sobie nie dostrzega. Na szczęście dla wszystkich niedowiarków (jak nazywa koty, które podają w wątpliwość jego słowa), Wiara ma łagodne usposobienie i rzadko wybucha złością.
- W porządku, ja też się kiedyś doczekam - odparł z niezmąconą wiarą i pokiwał im łbem, a nawet leciutko się uśmiechnął. Leciutko, gdyż wciąż czuł rozczarowanie gdzieś w głębi siebie - w końcu kto by chciał pokonywać tak długą drogę tylko po to, żeby pocałować kamień znajdujący się tuż przed celem i zawrócić nie dokonując tego, co się zaplanowało? - ale w tej chwili rozumiał, że ten dzień należał do matki i dziadka, a nie do niego.
- Pozdrówcie ode mnie przodków! - dodał jeszcze, po czym zamierzał usiąść i czujnie obserwować otoczenie.
Księżyce: 64 Mistrz: Ostry Kwiat | Ciernisty Kwiat Płeć: kotka Matka: Nieszczęsna Złotooka [NPC] Ojciec: Zdradliwy Zwichrzony Ogon [NPC] Partner: jeszcze czego Trwałe urazy: kuleje na prawą tylną łapę (-1 do statystyk); blizna na brodzie; blizna na przedniej prawej łapie
Widząc Pomurnik po raz pierwszy, zapewne zaczniesz zastanawiać się, jakim cudem to wynaturzenie jeszcze trzyma się na łapach. Jest to bowiem nieprawdopodobnie wysoka, zarazem wychudzona kocica o krótkim, przerzedzonym i skrajnie zaniedbanym futrze w kolorze jednolitej czerni, poznaczonym jedynie minimalnymi posiwiałymi przedwcześnie włoskami na dolnej partii pyska. Na świat łypie parą nieco skośnych, jadowicie zielonych ślepi, nieodmiennie niezadowolonych i niejako kpiarskich; pod nimi przedwcześnie zaznaczyły się zmarszczki mimiczne. Jej trójkątny pyszczek przecina blizna biegnąca od dolnej wargi przez brodę, druga - po ugryzieniu szczura - znajduje się na prawym nadgarstku. Wyraźnie utyka na tylną prawą nogę. Doprawdy: fakt, że coś tak karykaturalnego, pozbawionego mięśni i tłuszczu, trzyma się jeszcze na łapach należy uznać za pomyłkę natury.
Już wiele razy zdawało się, że kurtyna opadnie na dobre. Już wiele razy śmierć zaglądała jej wprost w oczy. Już wiele razy stała jedną nogą w grobie. I równie wiele razy rozpoczynał się kolejny akt, a Pomurnik wymykała się mniej lub bardziej brawurowo grabarzowi spod łopaty, odnalazłszy w sobie zaskakujące pokłady przedsiębiorczości, która pcha ją do walki o przeżycie na złość wszystkim zazdrośnikom. Obdarzono ją ostrym językiem, który kole humorem czarniejszym niż futerko właścicielki, przy tym niezbyt wyszukanym i brutalniej cynicznym, niż kiedykolwiek; niemniej jednak Pomurnik ma na tyle samokontroli, że potrafi powstrzymać się od obsypywania wszystkich swoimi złośliwościami, zwłaszcza w chwilach brzemiennych w skutki. Pesymistka z lubością narzekająca na dosłownie wszystko wokół, a przy tym sceptyk, który kwestionuje niemal każdą kwestię metafizyczną i niematerialną.
soundtrack
Cisza. Ciemność. Zawieszenie w nieokreślonej przestrzeni, w której nie sposób było wyczuć obok siebie obecności drugiego śpiącego kota, nie było słychać własnego oddechu.
Czy tak miało wyglądać spotkanie z Gwiezdnym Klanem? Nicość? Czyżby Gwiezdni odwrócili się od Klanu Cienia? Odebrali mu swoje łaski?
Nie, jednak nie, bo powłoki ciemności i ciszy rozstąpiły się, jakby chmura odpłynęła z przesłanianej tarczy księżyca. A może to im łagodnie wróciły na chwilę utracone zmysły? Tak czy inaczej, Śpiewająca Knieja i Polna Gwiazda pojęli nagle, że stoją na wielkiej polanie tak obficie zalanej blaskiem gwiazd, że skąpane w nim źdźbła bujnie rosnącej trawy i kwiatów zdawały się być srebrzyste. Szerokim kręgiem otaczały ich koty, z których futer i oczu bił nieziemski blask - wśród zebranych widać było zarówno znajome, jak i zupełnie obce pyski. Niektóre natomiast na pierwszy rzut oka wydawały się być nieznane, ale przy bliższym przyjrzeniu się dało się dostrzec w nich rys podobieństwa do kotów dobrze znajomych.
Po chwili ciszy tłum rozstąpił się, by przepuścić kroczącego dziarskim krokiem kocura o długim burym futrze i z szerokim, łobuzerskim uśmiechem na pysku. Wirujące Pióro za życia nosił na futrze niesamowite ilości kurzu i śmieci - po śmierci ewidentnie nie zmienił swojego postępowania, z tą drobną różnicą, że każda drobna gałązka, listek i pyłek na jego burej sierści skrzył się jak odłamek gwiazdy.
- Witaj, Polna Gwiazdo! Chciałoby się iść na emeryturkę, co? - rzucił jowialnie, pokazując w uśmiechu wszystkie zęby. - Nie martw się, nikt tutaj nie ma nic przeciwko. Zostajesz na stałe, no nie? - przez chwilę udawał, że mówi zupełnie serio, po czym parsknął śmiechem i skupił się na ceremonii. - Do rzeczy. Śpiewająca Kniei, będziesz świetnie sprawować swoje nowe obowiązki na stanowisku przywódcy, nie wątpię. Ale pamiętaj: życie nie zawsze jest słodkie, więc dostaniesz ode mnie coś, co może pomóc przetrwać... no, nie wszystko, ale przynajmniej niektóre rzeczy na pewno. Przyjmij ode mnie dar humoru - rzekł i delikatnie dotknął nosem czoła zastępczyni, a ta poczuła, jak wszystko nagle traci na powadze: nic nie było śmiertelnie poważne, ani Klan, ani Gwiezdni, ani Kodeks, ani cała ta ceremonia. Cały niepokój, napięcie, wszystko z niej spłynęło, zmyte nieposkromionym strumieniem beztroski, drwiny, śmiechu, któremu pozwoliła się porwać.
Wirujące Pióro poczekał, aż uczucie towarzyszące wrośnięciu nowego życia w jej żyły ją opuści, po czym ruszył z powrotem na swoje miejsce w kręgu kotów. - Psia jucha! - zakrzyknął jeszcze, potknąwszy się o kamień na drodze, nim wniknął w tłum Gwiezdnych.
Druga dawczyni darów, nieduża istotka o białym futrze, na miejsce podążała ledwo zauważalnie kulejąc, jakby weszło jej to w nawyk. Gdy Blada Łapa stanęła przed Śpiewającą Knieją, zastępczynię owionął unoszący się wokół niej zapach kojących zmysły ziół.
- Chcę ci przekazać dar spokoju. Emocje nie są niczym złym, pamiętaj jednak, że w najtrudniejszych sytuacjach konieczne jest zachowanie zimnej krwi - wspinając się na palce, dotknęła nosem czoła kocicy, a tej przez uderzenie serca zdawało się, że cały obóz Klanu Cienia jest zalany falami rozszalałej powodzi, ale nigdzie nie słychać nawet jęku czy krzyku, bo jej spokojny, pewny głos wiedzie członków Klanu do bezpiecznego miejsca, uspokaja ich i dodaje sił. Gdy wizja zniknęła, serce Śpiewającej Kniei biło tak stabilnie, jak gdyby znajdowała się we własnym legowisku. Blada Łapa jeszcze chwilę spoglądała jej w oczy, po czym poważnie skinęła głową i ruszyła z powrotem w krąg, nie oglądając się za siebie.
Minęła się w drodze z Lamparcim Krokiem, który bez większych ceregieli podszedł do Śpiewającej Kniei i rzucił zdawkowo: - Dar niezależności - nim dotknął jej czoła nosem. Nim Śpiewająca Knieja doświadczyła wizji, zdążyła jeszcze zauważyć, że Lamparci Krok odwraca się i odchodzi. A ta wizja była niezwykła: kocica poczuła, że zmienia się w ptaka, nie, w podmuch wiatru, unosi się nad ziemią, obserwuje tereny Klanów, i rozumie, że jest wolna, nie obciąża się zbędnymi zobowiązaniami, nie musi pytać innych o zdanie. Jest silna. Jest dumna. Poradzi sobie ze wszystkim. Uczucie trwało w niej jeszcze, gdy stawała przed nią wysmukła kocica o szarym futrze.
- Witaj. Nazywam się Szara Kora i chcę przekazać ci dar autorefleksji - rzekła nieśmiało i musnęła szybko Śpiewającą Knieję nosem po czole, jakby chciała jak najszybciej mieć tą część ceremonii za sobą. Przez przyszłą przywódczynię przepłynęło coś na kształt błyskawicy; miała wrażenie, że zanurza się w jeziorze, błądzi po krętych korytarzach jaskini, przedziera się przez puszczę, a z każdym krokiem dowiaduje się więcej o sobie: o swoich słabościach, niepokojach, skłonnościach. Uczucie przeminęło, ale Szara Kora nadal przed nią stała.
- Pamiętaj, żeby szukać pomocy, jeżeli będziesz jej potrzebować. Ja... ja wiem, o czym mówię - rzekła cicho. Zamknęła na chwilę oczy, wykonała gest, jakby chciała odejść, ale jeszcze zatrzymała się, by powiedzieć ostatnie cztery słowa. - Dbaj o moją mamę - potem na powrót zanurzyła się w tłumie, z którego z kolei wyniknęła energiczna, młoda kocica o śnieżnobiałym futrze, wyraźnie bardzo zadowolona z ich widoku.
- Cześć, nie znamy się, ale ja jestem Mleczna Struga i tak się składa, że jestem partnerką kuzyna twojej mamy, więc twoją ciotką - rzuciła wesoło, szeroko się uśmiechając. - Ode mnie dostaniesz dar serdeczności - z tymi słowami delikatnie dotknęła jej czoła, a w następnej chwili Śpiewającą Knieję zalało uczucie nieposkromionej, nadzwyczajnej miłości i czułości wokół wszystkiego, co wokół. Każde źdźbło trawy, każda kropla deszczu, każda mrówka, jaszczurka, liść na drzewie i każdy kot zasługiwał na jej współczucie, na życzliwość. Uczucie zniknęło równie szybko, jak się pojawiło, ale jeszcze długą chwilę wokół Śpiewającej Kniei unosił się zapach mleka.
Nadal czuła tą woń, gdy na nosie usiadła jej nagle ważka, zatrzepotała skrzydłami i poderwała się, by rozsypać się w gwiezdne iskierki przy zmierzającej ku Pieśni kocicy o szylkretowym futrze i brązowych oczach.
- Nazywam się Ważkowa Sadzawka, należałam do Klanu Cienia... nie tak dawno temu. Twój tata na pewno jeszcze mnie pamięta - tu uśmiechnęła się do Polnej Gwiazdy, po czym zwróciła się znów do Pieśni - ode mnie dostaniesz dar wyrozumiałości. Pamiętaj, wyrozumiałość i surowość są jak zakwit kwiatów i szron: na obydwa sposoby rządów jest odpowiedni czas.
Tym razem Pieśń odniosła wrażenie, jakoby w każdym kocie widziała ból, cierpienie, dziurę w sercu; nieskończenie rozszerzoną empatią docierała do każdego z kotów stojących w tłumie i każdemu wybaczała, każdego potrafiła zrozumieć. Gdy uczucie rozmywało się, usłyszała jeszcze szept: - Opiekuj się Ćmą - i Ważkowej Sadzawki już nie było, wróciła do szeregu, a na jej miejsce przy zastępczyni spieszyła kolejna Gwiezdna, której szylkretowe futerko skrzyło się cudownie w gwieździstej poświecie.
- Umarłam naprawdę wiele księżyców temu. Wtedy Polna Gwiazda był ledwie kociakiem - zaczęła i uśmiechnęła się do sędziwego kocura. - To zresztą niezbyt istotne. Życie mija, duch jest wieczny. Nazywam się Jesionowa Kora i przekazuję ci dar słuchania swego serca - z jej dotykiem przez uszy Pieśni przepłynęło nagle tysiąc głosów, tysiąc sprzecznych z sobą nawoływań. Wprost nieprawdopodobne, że z tej oszałamiającej pajęczyny Śpiewająca Knieja zdołała wyłowić pojedynczą nitkę i mocno się jej uchwycić: to jej własny głos mówił jej, dokąd ma iść, co robić, a Pieśń była gotowa mu zaufać. Jesionowa Kora posłała jej jeszcze jeden uśmiech i ustąpiła miejsca kolejnej Gwiezdnej postaci, pod której spiesznie, nerwowo jakby stawianymi na ziemi białymi łapami wykwitała cienka błona szronu. Gdy wreszcie stanęła przed Śpiewającą Knieją - nieduża, białofutra, jedynie w nielicznych miejscach poznaczona czernią - zastępczyni nie potrafiła rozpoznać jej pyska.
- Śliski Brzeg - uprzedziła jej pytanie dawczyni - Nigdy mnie nie spotkałaś, w chwili mojej śmierci już dawno nie było mnie w Klanie - odchrząknęła cicho, po czym kontynuowała. Widać było, że długo układała sobie w głowie przemowę, ale teraz zaczęła dokuczać jej trema. - Widzisz... nawet najtwardszy lód, najgrubszy lód może pęknąć. Możesz próbować być silną, ale nie będziesz wiecznie silna. Nikt nie jest niezniszczalny. Chodzi mi o to, żebyś potrafiła zrobić to, co dzisiaj robi twój ojciec. Żebyś potrafiła o siebie dbać, odpuszczać, kiedy to będzie konieczne - wygłosiła wreszcie, odetchnęła głęboko i dotknęła jej czoła nosem. Śpiewająca Knieja poczuła nagle, że stoi na powierzchni zamarzniętego jeziora, że po oszronionym lodzie przebiegają pęknięcia, aż wreszcie tafla pęka; zastępczyni wpada do lodowatej wody, kąsający chłód przejmuje ją do głębi, a z brzegu słyszy nawoływania: pozostań w wodzie, pływaj dalej, byłaś tam tak długo, nie wytrzymasz jeszcze trochę? Przez chwilę wydawało się jej, że to koniec, że utonie w tej strasznej toni, nasiąknięte wodą futro pociągnęło ją w dół - ale nagle, pchnięta przypływem odwagi, kilkoma zamaszystymi machnięciami łap ruszyła przed siebie i dotarła do brzegu przeciwległego względem tego, z którego słyszała nawoływania. Gdy wizja znikała, w jej wnętrzu rozlało się przyjemne ciepło. Śliski Brzeg nie odeszła od razu. Przez chwilę patrzyła jeszcze pod własne łapy, aż wreszcie odezwała się cichym, odrobinę smutnym tonem.
- Mnie nie udało się tego od razu zrozumieć.
Ciepło jeszcze dogorywało w sercu Kniei, kiedy inochodem na miejsce powoli odchodzącej Śliskiego Brzegu podszedł kocur o smolistoczarnym futrze i charakterystycznych wystających z górnej szczęki długich zębach. Był bardzo młody, mógł mieć co najwyżej kilkanaście księżyców.
- Nazywam się Nietoperze Skrzydło, byłem wojownikiem Klanu Cienia wiele, naprawdę wiele księżyców temu - tak dawno, że moje kości spoczywają jeszcze na dawnych terenach - przedstawił się poważnym tonem. - Śpiewająca Kniei, chcę ci ofiarować dar odwagi. Nie bój się śmierci, bo strach przed śmiercią nic nie daje. Nie bój się życia, bo strach przed życiem wszystko odbiera. I nie bój się strachu - z tymi słowy nachylił się, by przekazać jej dziewiąty dar. Tym razem nie doznała wizji, ale nagle wstrząsnął nią lęk: lęk przed powrotem do Klanu, przed tym, jak poradzi sobie na nowym stanowisku, jak udźwignie ciężar odpowiedzialności - i nagle, dokładnie w chwili, gdy wydawało się jej, że już dłużej nie wytrzyma tego strasznego uczucia, jej serce zhardziało, zmężniało. Strach mógł sobie mówić, co chciał, ona wiedziała, że da sobie radę. Uczucie jeszcze ją wypełniało, gdy ciszę przerwał głos Wirującego Pióra:
- Dokonało się - patrzycie na nową przywódczynię Klanu Cienia, Śpiewającą Gwiazdę!
Chór wiwatów wstrząsnął łąką pełną Gwiezdnego Światła.
A w tym samym czasie Polna Gwiazda słabł z każdą chwilą, gdy jego córka zyskiwała życia. Z początku poczuł jedynie słabe zawroty głowy, ale już przy czwartym życiu musiał usiąść na ziemi, by nie upaść. Gdy Gwiezdni skandowali nowe imię Śpiewającej Gwiazdy, Polny Chwast z trudem wydobywał z siebie głos.
To właśnie wtedy były przywódca doznał przeznaczonej wyłącznie dla siebie wizji. Nagle ból w ciele zaczął ustępować, a wiwaty ucichły: zamiast nich, kocur usłyszał chór szeptów, z których bez trudu wyróżniał znajome głosy.
- Niczym się nie martw. Służyłeś temu Klanowi wiele księżyców, dając mu swoją siłę, wyrozumiałość, poczucie smaku, będąc mu wiernym, kochając go, czerpiąc dumę z tego, co robiłeś, innym dając szczęście, zawsze otwierając swoje serce. Zrobiłeś, co do ciebie należało. Dziękujemy ci za to.
Wizja rozmyła się. Polny Chwast zdołał jeszcze podnieść się i wiwatować razem z Gwiezdnymi na cześć córki, zanim wszystko pochłonęła ciemność, a dwa koty obudziły się na brzegu Szepczącej Sadzawki, w której odbijały się pierwsze promienie wschodzącego słońca.
Polny Chwast: S: 19 (26) | Zr: 10 (14) | Sz: 7 (10) | Zm: 5 (7) | HP: 95 | W: 75 statystyki obniżone ze względu na wiek
+10 EXP
Średniej wielkości bura szylkretka; więcej bieli niż kolorowych plam; długie futro; heterochronia - prawe oko brązowe, lewe zielone.
Zgubiona, nieobecna, dziwna.
Pochmurny Sen
W pierwszej chwili czuła niepokój. Może to wszystko jednak nie było tym czym się jej wydawało że jest, może to był tylko piękny sen z którego właśnie budziła się do realiów koszmaru w którym nigdy nie uciekła od dwunogów.
Po chwili jednak pierwsze błyszczące oznaki gwiazd uspokoiły jej serce. Z ciemności wyłoniła się Gwiezdna Skórka, pełna kotów i roślin, bardziej olśniewająca niż Pieśń sobie kiedykolwiek to wyobrażała. Nie mogła się napatrzeć na to wszystko, rozglądając się po okolicy, szukając znajomych twarzy i mając nadzieje, że nie wypatrzy wśród nich mamy. Czuła, że gdyby tak się stało to tata raczej nie wróciłby już z nią do obozu...
- Dziękuję - powiedziała do Wirującego Pióra, zanim ten zdążył dać jej dar. Wierzyli w nią i to napełniało ją tak niesamowitą dumą.
Roześmiała się nieposkromienie, gdy wszystko nabrało barw zabawy i humoru. Świat był piękny, świat był niesamowity, a nawet najgorsze czasy i najgorsze przypadki dało się przetrwać z odrobiną humoru.
Szeroki uśmiech wciąż gościł na jej pysku gdy stanęła przed nią Blada Łapa. Poczuła ukłucie smutku, na myśl że ani Cytrynka ani Pomurnik nigdy nie doczekały zostania medykami. Rozejrzała się jeszcze raz po okolicy, szukając Pomurnik w tłumie, ale nigdzie nie dostrzegła tej posiwiałej mordki. Pochyliła głowę, by Blada Łapa mogła dosięgnąć, a chwilę później wszystko zalała woda. Ale drzewa tam były, i chociaż obóz był pod wodą to wszyscy wspięli się na drzewa, nikt nie utonął, a Pieśń przewodziła nimi ze spokojem tak prawdziwym jakiego nie czuła nigdy wcześniej.
Z Lamparcim Krokiem nigdy nie była blisko i nie wiedziała czy ktokolwiek poza jego rodzeństwem był, ale przez chwilę, gdy przekazał jej dar, poczuła dlaczego tak było. Być wolnym, niezależnym jak ptak, szybować w przestworzach, oddalać się i zbliżać, wiedzieć co się chce i jak. Niektórzy chcieli tego w pełni i Pieśń nagle rozumiała dlaczego nie wszyscy odnajdują się w Klanie.
Szara Kora dała jej autorefleksję i pokłady zrozumienia rosły w Pieśni z każdą chwilą. Zaczynała się czuć zmęczona, przedzierając się, idąc dalej i dalej, ale rozumiała dlaczego musi iść. Pokiwała głową, gdy kocica kazała jej pamiętać, że nie jest sama. Wokół niej były inne koty i ona miała służyć im i się nimi opiekować, ale musiała pamiętać, że jest tylko częścią większej całości. Nie mogła być w tym osamotniona.
- Będę - przyrzekła jeszcze, blado przypominając sobie, że Deszczowa Chmura niekiedy wspominała o swoich dzieciach które odeszły z tego świata na długo przed nią samą.
Gdy Mleczna Struga się przedstawiła Pieśń roześmiała się krótko. Serdeczność kocicy była zaraźliwa jeszcze zanim przekazała swój dar, a gdy w końcu sam dar przejął władzę nad Pieśnią ta poczuła miłość, prawdziwą miłość, do wszystkiego wokół. Miłość matczyną wręcz, silniejszą niż to co czuła do własnych dzieci. Przez ułamek sekundy ukuło ją to w serce, gdy zdała sobie sprawę ze skomplikowanej miłości jaką czuła do własnych dzieci, że nie była to miłość prawdziwa i bez skazy. Ale dar nie pozwolił jej czuć tego zbyt długo - musiała go w końcu stosować nie tylko do innych, ale i do siebie.
Dary wyrozumiałości i słuchania własnego serca prawie zlały jej się w jedno. Wszystko było po to by dać klanowi jak najlepsze życie, by nimi rządzić sprawiedliwie, by być najlepszym przywódcą jakim może być.
- Oczywiście, że będę. Muszę - zdążyła tylko odpowiedzieć Ważce. Musiała się opiekować Ćmą, jeśli tego nie będzie robić stanie się coś strasznego.
Dar który dała jej Śliski Brzeg nie był nazwany, ale nie potrzebowała słów by go opisać. Musiała znać swoje limity, musiała wiedzieć kiedy woda jest zbyt zimna, i musiała umieć rozróżnić które głosy należy słuchać a które zignorować. Wiedziała o tym w tej chwili tak doskonale, że bała się, że gdy tylko ten moment się skończy już nigdy nie będzie tak pewna.
I w końcu dostała ostatni dar - odwaga, której potrzebowała by stawić czoła każdemu życiu każdego dnia. Lęk był obezwładniający, ale musiała sobie z nim radzić. Nie mogła pozwolić mu przejąć jej życia, nie mogła dać się nim kierować. Potrzebowała tej odwagi i wiedziała, że będzie z niej korzystać raz za razem.
I w końcu - koty wokół niej zaczęły skandować jej nowe imię. Śpiewająca Gwiazda! Jedna z nich, najbardziej świetlistych, która poprowadzi Klan Cienia do chwały. Będą żyć dobrze, muszą, przetrwają i urosną w siłę. Uśmiechnięta popatrzyła po wszystkich aż w końcu spojrzała na tatę. Nie było w nim tej siły i przez chwilę jej serce rozerwało się na strzępy, myśląc że to może być koniec.
Gdy się obudziła już świtało, a tata wciąż oddychał. Odetchnęła z ulgą, a samotna łza ulgi i szczęścia spłynęła po jej policzku.
- Dokonało się - powiedziała do syna. - Możemy wracać.
Już jako Śpiewająca Gwiazda zaprowadziła swojego osłabionego tatę i młodego syna do obozu. Wspomagała tatę jak tylko mogła podczas tej drogi, bo widocznie tego potrzebował. W głowie już wiedziała, kto zostanie jej zastępcą, ale nie zwołała ceremonii od razu po powrocie. Mieli czas przed górowaniem księżyca, a Gorejąca Łapa i Polny Chwast potrzebowali odpoczynku. Ceremonia nastąpi wieczorem, gdy cały klan będzie w obozie.
//zt
「 I met aMANdowntowntheother day Withruby eyesthat tookmylifeAWAY 」 The moralALWAYSgoes .: :Donttrustthewolfin woolen clothes: :. But know the consequence ofimaginationsfear 「 Ihearfrom the witches
Fear sounds ofthe dead Thesourceof the itchеs Livesunder my bed 」