Zawiewało surrealizmem. Coś było irracjonalnego w ich położeniu, mimo że każdy z wyłuskanych przez umysł Łabędzia elementów tła zdarzenia jak najbardziej mógł się przydarzyć, a generalne szanse na pobudkę w półmroku Słonej Groty plasowały się gdzieś przy dolnej granicy prawdopodobieństwa. Szkoda, bo konsternacja Rzeczniaka wręcz przeciwnie, rosła z uderzenia serca na uderzenie serca.
— Nie rozumiem — rzucił bezradnie. — Po co tu przyszedłeś?
On również poczynił dwa kroczki do przodu, podskórnie czując, że nie powinien spuszczać młodzieńca z oka. I jakkolwiek nie był fanem powiedzenia, że młode to i głupie, tliło mu się w głowie podejrzenie, iż ten tutaj niekoniecznie wiedział, o czym mówi. I czego by nie planował, nie mogło być mądre, skoro tak bezrefleksyjnie podchodził do tematu niebezpieczeństwa.
Księżyce: 85 Mistrz: Kacze Piórko Płeć: kocur Matka: nie ma (Roziskrzona Noc) Ojciec: brak (Łabędzia Gwiazda) Trwałe urazy: niedosłuch w obu uszach, w prawym trochę bardziej i przez to też urazy na psychice, fun
Księżyce: 85 Mistrz: Kacze Piórko Płeć: kocur Matka: nie ma (Roziskrzona Noc) Ojciec: brak (Łabędzia Gwiazda) Trwałe urazy: niedosłuch w obu uszach, w prawym trochę bardziej i przez to też urazy na psychice, fun
Spory kocur z bujnym ogonem. Bure futro (rozjaśnione na pysku, szyi oraz brzuchu);pręgowanie ticked; pas białych znaczeń od mordki aż po brzuch, prawa przednia łapa ze skarpetką do połowy, lewa nad nadgarstek, tylne łapy ze skarpetkami tylko na palcach; szaroniebieskie oczy
smutek, depresja, cierpienie, ból istnienia
Ziemniaczek [KW]
Czy Bączek w końcu spotkał jakiegoś normalnego kota, znaczy się takiego, co podobnie jak on niezbyt czasem słyszał, jak się do niego mówiło? A myślał, nie nie, był wręcz PRZEKONANY, że był jedynym takim. Biednym, niekochanym nawet swoje własne uszka, które postanowiły od początku się obrazić i nie współpracować.
- No - Zaczął, żeby zaraz ciężko westchnąć, zastanawiając się jak obcemu najprościej sprawę wytłumaczyć. - Grzmiąca Ścieżka. Potwory, auta, jak to tam chcesz nazwać. - Machnął łapką w stronę drogi, patrząc się na kocura przez kilka sekund, bo może podobnie jak Onion używał prostszych słów czy znał obie wersje i którąś łatwiej załapie. - Nieszczęśliwy kot. - Wskazał na siebie. - Czy twoja ciekawość już jest zaspokojona? Mogę iść? - Pytał tylko tak z grzeczności, bo nawet jakby miał mu zabronić, to się jakiegoś obcego typa słuchać nie będzie, co on, jego ojciec?
Chyba zrozumiał przekaz, czego nie dało się potwierdzić w oparciu o wyraz mordki Rzeczniaka, która pozostawiała wiele do życzenia w kwestii prezentowania kota o (przynajmniej) przeciętnej inteligencji. I cóż, czuł się jednakowo zszokowany oraz zmartwiony. Znalazł się w miejscu, w jakim chyba nikt o zdrowym umyśle nie chciałby się znaleźć, ale to ewidentnie niedobre okoliczności podrośniętego kociaka martwiły najsilniej. Nieznajomość tła sytuacji nie pomagała w dalszej nawigacji i Łabędź po prawdzie nie wiedział, co dalej.
W takich chwilach z tyłu głowy migała myśl o Mętlik, która zawsze wiedziała, co robić, i która potrafiła trafić do każdego.
— Jak mam być szczery, wolałbym, abyś nie szedł — przyznał uśmiechając się przepraszająco. — Jesteś pewien, że nie ma innego sposobu na twoje nieszczęście?
Księżyce: 85 Mistrz: Kacze Piórko Płeć: kocur Matka: nie ma (Roziskrzona Noc) Ojciec: brak (Łabędzia Gwiazda) Trwałe urazy: niedosłuch w obu uszach, w prawym trochę bardziej i przez to też urazy na psychice, fun
Księżyce: 85 Mistrz: Kacze Piórko Płeć: kocur Matka: nie ma (Roziskrzona Noc) Ojciec: brak (Łabędzia Gwiazda) Trwałe urazy: niedosłuch w obu uszach, w prawym trochę bardziej i przez to też urazy na psychice, fun
Spory kocur z bujnym ogonem. Bure futro (rozjaśnione na pysku, szyi oraz brzuchu);pręgowanie ticked; pas białych znaczeń od mordki aż po brzuch, prawa przednia łapa ze skarpetką do połowy, lewa nad nadgarstek, tylne łapy ze skarpetkami tylko na palcach; szaroniebieskie oczy
smutek, depresja, cierpienie, ból istnienia
Ziemniaczek [KW]
Czy był jakikolwiek inny sposób?
Czy istniało cokolwiek, co mogłoby odwrócić smutny los Bączka?
Coś, co spowodowałoby, że kocur budził się i miał ochotę egzystować, zamiast uciec gdzieś, jak najdalej, tak daleko, że nawet własne nieprzyjemne myśli by go nie znalazły? Gdzie nie docierałby cały ten smutek i cała ta samotność, które zdawały się niemal zawsze go otaczać, depcząc mu po piętach i co krok zaciskając swoje bezlitosne macki wokół jego ciała, dusząc go i nie pozwalając mu swobodnie kroczyć.
- Nie. - Rzucił krótko i choć był przepełniony negatywnymi emocjami, to głos miał mocny i pełen pewności. Pewności tego, że to było jedyne możliwe wyjście.
Nie spuszczając wzroku z kota, zrobił krok w stronę ścieżki, jakby chciał mu pokazać, że głęboko gdzieś ma jego zmartwienia.
Pewność w głosie kocurka była niezachwiana, jednak Łabędź nie umiał zdobyć się na akceptację jego zamiarów, uznanie, że nie jego życie, nie jego sprawa, burasek wie lepiej, a nawet jeżeli nie wie lepiej, to nie obcemu typowi z innego Klanu oceniać. Widząc kolejny postawiony krok zbliżający nieznajomego do Grzmiącej Ścieżki, syn Płonącego Świtu prędkim ruchem prześlizgnął się obok i stanął naprzeciw niego, zasłaniając młodszemu widok na drogę śmierci.
— Mimo wszystko nalegam — zaoponował grzecznie. — Porozmawiajmy.
Księżyce: 85 Mistrz: Kacze Piórko Płeć: kocur Matka: nie ma (Roziskrzona Noc) Ojciec: brak (Łabędzia Gwiazda) Trwałe urazy: niedosłuch w obu uszach, w prawym trochę bardziej i przez to też urazy na psychice, fun
Księżyce: 85 Mistrz: Kacze Piórko Płeć: kocur Matka: nie ma (Roziskrzona Noc) Ojciec: brak (Łabędzia Gwiazda) Trwałe urazy: niedosłuch w obu uszach, w prawym trochę bardziej i przez to też urazy na psychice, fun
Spory kocur z bujnym ogonem. Bure futro (rozjaśnione na pysku, szyi oraz brzuchu);pręgowanie ticked; pas białych znaczeń od mordki aż po brzuch, prawa przednia łapa ze skarpetką do połowy, lewa nad nadgarstek, tylne łapy ze skarpetkami tylko na palcach; szaroniebieskie oczy
smutek, depresja, cierpienie, ból istnienia
Ziemniaczek [KW]
- Nie ma o czym. - Pusty wcześniej wzrok robił się teraz coraz bardziej gniewny, bo Bączek miał coraz bardziej dość intruza, który przeszkadzał mu w jego wielkich planach. Zaczęło mu się przypominać spotkanie z Traszką, która też usilnie próbowała go powstrzymać. Wtedy pomogła jej matka, teraz raczej wątpił, że ktokolwiek z klanu mógłby się zjawić i mu przeszkodzić. Pozostawała tylko przeszkoda w postaci stojącego mu na drodze kocura, ale tym razem bury nie zamierzał się poddać. Jego cel był tuż tuż, bo rozgrzana ulica śmierdziała coraz bardziej, jakby próbowała go odstraszyć, ale nawet to nie mogło go zrazić. - Odsuń się! - Obojętność coraz szybciej zamieniała się we wściekłość, zmieniając ton Bączka na taki dużo bardziej nieprzyjemny, co było dużą zmianą od tego wcześniejszego, pełnego obojętności.
Łabędzia Gwiazda wręcz przeciwnie, pożądał interwencji Klanu, z którego pochodził niebieskooki. Bez wątpienia byłby to ktoś lepiej zorientowany w sytuacji, a w efekcie mogący udzielić realnej pomocy. Z nim młody rozmawiać nie chciał, całkowicie zrozumiałe, tyle że niestety niechęć wobec jego osoby nie zmieniała pełnej determinacji postawy pointa, by nie dać mu zrobić jakiegoś głupstwa. Zerknął kontrolnie w stronę drzew, ale zgodnie z przypuszczeniami, żadnego Wichrzaka między topolami nie dostrzegł. Czy w ogóle miał do czynienia z kociakiem, którego nieobecność zostanie dostrzeżona i sprawdzona? A może z terminatorem, którego wymknięcie się o wiele łatwiej przeoczyć?
— Coś złego się wydarzyło? Dlatego jesteś nieszczęśliwy? — drążył, zupełnie głuchy na protesty.
Księżyce: 85 Mistrz: Kacze Piórko Płeć: kocur Matka: nie ma (Roziskrzona Noc) Ojciec: brak (Łabędzia Gwiazda) Trwałe urazy: niedosłuch w obu uszach, w prawym trochę bardziej i przez to też urazy na psychice, fun
Księżyce: 85 Mistrz: Kacze Piórko Płeć: kocur Matka: nie ma (Roziskrzona Noc) Ojciec: brak (Łabędzia Gwiazda) Trwałe urazy: niedosłuch w obu uszach, w prawym trochę bardziej i przez to też urazy na psychice, fun
Spory kocur z bujnym ogonem. Bure futro (rozjaśnione na pysku, szyi oraz brzuchu);pręgowanie ticked; pas białych znaczeń od mordki aż po brzuch, prawa przednia łapa ze skarpetką do połowy, lewa nad nadgarstek, tylne łapy ze skarpetkami tylko na palcach; szaroniebieskie oczy
smutek, depresja, cierpienie, ból istnienia
Ziemniaczek [KW]
- Wszystko. - I w sumie nie kłamał, przekonany o tym, że każda chwila jego życia była usłana smutkiem i nieszczęściem, a każde niepowodzenie tylko czekało, aby się na niego rzucić i jeszcze bardziej zrujnować mu życie. - Nie będę o tym z tobą rozmawiać! - Nie miał zamiaru dać się wciągnąć w bezcelową rozmowę, jeśli nieznajomy myślał, że coś tym zagadywaniem zdziała, to grubo się mylił. Bączek nie zamierzał dłużej czekać, nie zamierzał znowu nalegać, żeby kocur zrobił dla niego przejście. Rzucił się w bok, chcąc wyminąć natręta i dostać się na skraj drogi.
Rozmawiać się nie dało. Owszem, w sporej części dlatego, że kocurek obrał sobie za cel niczego mu nie ułatwiać i raz za razem strącał wyciągniętą ku niemu łapę, ale niemniejszą rolę odgrywały tutaj czyny Wichrzaka. Ostatecznie to one nie pozostawiły żadnej przestrzeni do pogaduszek. Ruszył, chcąc wyminąć przeszkodę, i choć w to konkretne uderzenie serca Łabędź nie miał w głowie żadnej informacji odnośnie zbliżających się potworów, nie mógł poświadczyć za żadną kolejną sekundę. Boleśnie świadomy zagrożenia, zareagował przed jakąkolwiek nadprogramową myślą i rzucił się z pyskiem za niedoszłym samobójcą. Chciał chwycić go za skórę na karku i odciągnąć; resztą przejmować się będą później.
Ucieczka Bączka vs pogoń Łabędzia: 7 vs 11
Ucieczka nieudana
Łapanie Bączka: 9, udane > 1d6 na przypadkowe zranienie > wypada zranienie > 1HP
Kto nadjeżdża: 1-2 samiec alfa, 3-4 rodzinka z dziećmi, 5-6 miła staruszka > wypada 5
Obrażenia: (4d6+25)-(3d6-zręczność) * 1,5
Łabędź: 8 * 1,5 = 12 HP
Bączek: 10 * 1,5 = 15 HP
Bonusowe obrażenia upuszczonego dziecka: 12HP
Bury kocurek zdołał zrobić jedynie parę susów w stronę środka jezdni, nim Łabędź go chwycił za skórę na karku i uniósł jak kocię, którym w gruncie rzeczy Wichrzak był. No może trochę przerośniętym, bo nie udało się oderwać wszystkich czterech łapek w górę, by bez trudu go odnieść w bezpieczną strefę, ale jakiś sukces to był. Niestety tu się wyczerpywał limit szczęścia towarzystwa, bo jak Grzmiąca Ścieżka spała w czasie ich rozmowy, tak gdy tylko akcja się zagęściła, ziemia zaczęła drżeć. I mogli to przeoczyć w ferworze uciekania i łapania, ale tak teraz nie szło zignorować wściekle różowego Potwora. Raczej niewielkich rozmiarów, obiektywnie patrząc, chociaż z kociej perspektywy wciąż był olbrzymim przeciwnikiem o świecących oczach i... długich rzęsach? A także długim pierzastym ogonie rozwiewającym się po obu stronach wypolerowanej mordy?? Gdyby nie dosłownie sytuacja zagrożenia życia to można by się zastanawiać co to za cuda się działy, a tak to raczej nikogo nie interesowało, że siedząca za kierownicą staruszka imieniem Basia właśnie wybierała się do kina na seans pewnego filmu. Za towarzystwo mogło się zainteresować faktem, że Basia zapomniała założyć okulary, więc z opóźnieniem zauważyła niewinne kociątka. Dała po hamulcach, skręciła nieco koślawo i może dzięki temu większą krzywdę koteczkom zrobiło spotkanie z asfaltem niż sam Potwór. Łabędź przejechał po asfalcie, a główną ofiarą padł prawy bark, na którym dorobił się krwawych otarć, miejscami przerzedzających jasne kłaczki. Za to Bączek miał nieco większego pecha, bo w chwili zderzenia Rzeczny przywódca trzymał go jak matka kocię, więc zaliczył dodatkowy lot w powietrzu. A gdy lądował, rozległ się głuchy trzask z okolic prawej łapki, któremu towarzyszyło pieczenie obitego boku, bo i jego spotkanie z asfaltem miało takie same skutki jak u ojca.
Mieli niewiele czasu nim z Potwora wytoczy się staruszka i sprawdzi co właściwie potrąciła. Póki co jednak szukała torebki.
Bączkowa Łapa: lvl: 2 | S: 8 | Zr: 8 | Sz: 4 | Zm: 5 | HP: 65-1-15-12=37/65 | W: 45-5=40/45
rana 0. stopnia: wyrwany kłaczek na karku
rana 2. stopnia: proste złamanie prawej przedniej łapy
rana 1. stopnia: zdarta skóra na prawym boku, krwawi, -1hp od kolejnej tury w do końca akcji MG
Łabędzia Gwiazda: lvl: 7 | S: 18 | Zr: 17 | Sz: 10 | Zm: 12 | HP: 90-12=78/90 | W: 37-5-3=29/70
- celność obniżona o 1 z racji spadku W
rana 1. stopnia: zdarta skóra na prawym barku, krwawi, -1hp od kolejnej tury w do końca akcji MG
Złapał młodego za skórę na karku, a później... wszystko potoczyło się błyskawicznie. Łabędź nie posiadł przywileju obserwatora z boku i spokojne kontemplowanie przebiegu zdarzeń mu nie przysługiwało, wobec czego zanim zorientował się w ich niefortunnym położeniu czy (marzenie ściętej głowy) zdołał podjąć jakiekolwiek kroki mogące zapobiec dramatowi, już musiał konfrontować się z siłą uderzenia, falą nagłego bólu w prawym boku oraz świadomością, że nie byli sami, i że kocię poleciało gdzieś dalej.
Szokiem i bólem zapłacił za sporą dawkę adrenaliny. Zerwał się na równe łapy, szybkim spojrzeniem na atakującego zorientował się w sytuacji, kolejne spojrzenie poświęcił buremu, a następnie podjął najoczywistszą decyzję — podleciał do niego, aby ponownie chwycić za płat skóry na karku i zacząć naprędce ciągnąć go w stronę krzaków. Łabędź nie potrafił ocenić skali obrażeń młodego, ale przywalenie o jezdnię nie wybiło mu z głowy, że wypadek zawdzięczali jego samobójczym skłonnościom. Naiwnie byłoby wierzyć, że zetknięcie się nos w nos ze śmiercią przywróciło mu wolę życia (dobrze by było, natomiast nie dało się polegać na czczej nadziei). Akurat teraz, jakkolwiek brutalnie by to nie brzmiało, ewentualna niechodliwość Wichrzaka byłaby mu bardzo na łapę.
Księżyce: 85 Mistrz: Kacze Piórko Płeć: kocur Matka: nie ma (Roziskrzona Noc) Ojciec: brak (Łabędzia Gwiazda) Trwałe urazy: niedosłuch w obu uszach, w prawym trochę bardziej i przez to też urazy na psychice, fun
Księżyce: 85 Mistrz: Kacze Piórko Płeć: kocur Matka: nie ma (Roziskrzona Noc) Ojciec: brak (Łabędzia Gwiazda) Trwałe urazy: niedosłuch w obu uszach, w prawym trochę bardziej i przez to też urazy na psychice, fun
Spory kocur z bujnym ogonem. Bure futro (rozjaśnione na pysku, szyi oraz brzuchu);pręgowanie ticked; pas białych znaczeń od mordki aż po brzuch, prawa przednia łapa ze skarpetką do połowy, lewa nad nadgarstek, tylne łapy ze skarpetkami tylko na palcach; szaroniebieskie oczy
smutek, depresja, cierpienie, ból istnienia
Ziemniaczek [KW]
Życie w, jak na początku podejrzewał, jego ostatnich momentach nadal robiło sobie z niego żarty. Kiedy prawie czuł słodki smak wolności, gorycz zalała mu zmysły, gdy poczuł, jak nieznajomy powstrzymuje go przed wybiegnięciem. A potem jedyne co czuł, to przeraźliwy ból i specyficzny zapach krwi. Zbyt otumaniony całym zajściem nie był w stanie trzeźwo myśleć, piszcząc tylko lekko, gdy poczuł, jak point znów go łapie, ciągnąc gdzieś. Może wywlecze go na środek, żeby pomóc mu ukrócić cierpienie? I wcale nie miał tu na myśli bolącej łapki, bo nadal chodziło mu o jego życie. Poddał się więc, w pełni przekonany o tym, że jego żywot wkrótce się zakończy, piszcząc okazjonalnie, gdy promieniujący z kończyny ból za bardzo dawał mu się we znaki. Na chwilę tylko otworzył zaciśnięte wcześniej oczy i z przerażeniem zauważył, że cel jego wycieczki się od niego oddala, zamiast przybliżać.
- Z...z...z- - Zostaw mnie. Dokończył już w myślach, nawet nie zdając sobie sprawy, że przestał mówić. Nie chciał oddalać się od drogi, chciał na niej zostać, ale nie miał siły bardziej protestować.
Dwunóg o pomarszczonej twarzy wyszedł wreszcie z wnętrza potwora, akurat w momencie gdy koty dotarły do chaszczy rosnących blisko Grzmiącej Ścieżki. Na ich nieszczęście, usłyszała szmer poruszających się liści i zauważyła wyginające gałązki, toteż ruszyła w tamtą stronę. Szła ostrożnie i chyba coś mówiła? Jakieś dźwięki wydawała z pewnością, wyższym tonem i jakby starała się brzmieć jak najbardziej przyjaźnie. I w ogóle coś nie zachowywała się jak krwiożerczy drapieżnik, który właśnie starał się zlokalizować swoją niedoszłą ofiarę i ją dobić. Wręcz przeciwnie, w jej głosie pobrzmiewało zmartwienie. Niezależnie od faktycznych intencji – zbliżała się w stronę aktualnej kryjówki kotów, więc trzeba było podjąć jakieś dalsze działania.
Bączkowa Łapa: lvl: 2 | S: 8 | Zr: 8 | Sz: 4 | Zm: 5 | HP: 37-1=36/65 | W: 40/45
rana 0. stopnia: wyrwany kłaczek na karku
rana 2. stopnia: proste złamanie prawej przedniej łapy
rana 1. stopnia: zdarta skóra na prawym boku, krwawi, -1hp do końca akcji MG
Łabędzia Gwiazda: lvl: 7 | S: 18 | Zr: 17 | Sz: 10 | Zm: 12 | HP: 78-1=77/90 | W: 29-4=25/70
- celność obniżona o 1 z racji spadku W
rana 1. stopnia: zdarta skóra na prawym barku, krwawi, -1hp do końca akcji MG
Niezrozumiałe mamrotania podrostka przeleciały przez uszy Łabędzia, nie zostawiając po sobie większego śladu, poza błyskiem czegoś w rodzaju nieśmiałej ulgi, że niedoszły samobójca nie tylko żyje, ale zachował wystarczająco przytomności, by wydobyć z siebie dźwięk. Jednak nawet wyraźnie wyartykułowane polecenie zostawienia go w spokoju nie miało szans trafić do Rzeczniaka, obecnie zbyt oddanego ferworowi akcji i naturalnej potrzebie znalezienia się poza zasięgiem niebezpieczeństwa, które nie tylko wciąż na nich czyhało, lecz zbliżało się niemiłosiernie. Nie puszczał płatu skóry na karku burego, uparcie ciągnął go w stronę przeciwną do Grzmiącej Ścieżki, rozpaczliwie pchając się w gęstwinę. Nie widział opcji zostawienia Wichrzaka na pastwę starszej kobiecinki, dlatego z cofniętymi uszami oraz szeroko otwartymi oczami nastawiał się na najgorsze — na to, że będzie musiał wyjść naprzód i odeprzeć atak. Spod zaciśniętych zębów wydobył się ostrzegawczy syk.
Księżyce: 85 Mistrz: Kacze Piórko Płeć: kocur Matka: nie ma (Roziskrzona Noc) Ojciec: brak (Łabędzia Gwiazda) Trwałe urazy: niedosłuch w obu uszach, w prawym trochę bardziej i przez to też urazy na psychice, fun
Księżyce: 85 Mistrz: Kacze Piórko Płeć: kocur Matka: nie ma (Roziskrzona Noc) Ojciec: brak (Łabędzia Gwiazda) Trwałe urazy: niedosłuch w obu uszach, w prawym trochę bardziej i przez to też urazy na psychice, fun
Spory kocur z bujnym ogonem. Bure futro (rozjaśnione na pysku, szyi oraz brzuchu);pręgowanie ticked; pas białych znaczeń od mordki aż po brzuch, prawa przednia łapa ze skarpetką do połowy, lewa nad nadgarstek, tylne łapy ze skarpetkami tylko na palcach; szaroniebieskie oczy
smutek, depresja, cierpienie, ból istnienia
Ziemniaczek [KW]
Jeśli wcześniej jego zmysły były otumanione bólem łapki i zapachem krwi, tak wszystko diametralnie się zmieniło, gdy poczuł słodki smak adrenalinki. I nagle zdał sobie sprawę, że może wszystko (a przynajmniej większość wszystkiego) go bolało, ale jedna popsuta łapka nie była niestety końcem świata, a pozostałe trzy, całkiem jeszcze sprawne, mogą pomóc mu ten wspaniały koniec osiągnąć. I jak wcześniej dał się ciągnąć w zarośla niczym dogorywające truchło, takie co to niby jeszcze ciepłe, niby podryguje, ale jakoś tak niemrawo i zaraz pewnie zacznie stygnąć, tak po chwili, gdy nagle w niewytłumaczalny sposób zapomniał o całym bólu, czując, jak we wszystkie kawałeczki ciała wstępuje nowa energia, którą miał zamiar w pełni wykorzystać, zaczął się wierzgać. Może i robił to koślawo i nieporadnie, ale chciał się trzymającemu go kocurowi wyrwać, chociaż nie wiedział, jaki miał dalszy plan, ale może coś go łaskawie rozdepcze na przykład.