Księżyce: 42 Mistrz: Szumiący Wodospad Płeć: kotka Matka: Cichy Deszcz Ojciec: Dziczy Dół Trwałe urazy: urwany ogon i związany z tym ból fantomowy; rozcięcie na czubku lewego ucha w kształcie litery v Urazy mechaniczne: -2Zr na stałe (powód: oderwany ogon)
Księżyce: 42 Mistrz: Szumiący Wodospad Płeć: kotka Matka: Cichy Deszcz Ojciec: Dziczy Dół Trwałe urazy: urwany ogon i związany z tym ból fantomowy; rozcięcie na czubku lewego ucha w kształcie litery v Urazy mechaniczne: -2Zr na stałe (powód: oderwany ogon)
średniej wielkości, umięśniona kocica o długim, czarno-rudym szylkretowym futrze z bielą i charakterystycznej, czarnej brodzie. oczy zielone i blade. nie ma ogona (oderwał go borsuk)
uprzejma, kulturalna, ambitna; nie do końca szczera
– Najwyraźniej. Nigdy tu nie byłam, jest to dla mnie doświadczenie równie nowe, co dla ciebie – odpowiedziała kocica z lekkim poruszeniem wąsami w wyrazie rozbawienia. Niemniej rzeczywiście… wibracje były tutaj wyjątkowo wyczuwalne, nawet pomimo tego, że nie znajdowali się bezpośrednio na Grzmiącej Ścieżce, a obok, przy drodze. Strach pomyśleć, co by było właśnie na niej.
A czy miała odwagę próbować? Niekoniecznie, szczególnie że dla niej ta próba byłaby prędzej głupotą. Zaraz pojawiły się również dwa ogromne światła, okrągłe, rzeczywiście przypominające oczy. Wojowniczka instynktownie oddaliła się nawet bardziej, zupełnie jakby potwór miał skręcić prosto na nich.
– Ależ on jest wielki! Już rozumiem, co inni mieli na myśli! – uniosła nieco głos, bo gdy potwór przebiegł obok, hałas był nie do wytrzymania. Dlaczego on się tak darł?
Jest niski, chudy i drobny. Okrywa go krótkie futro, bure i wyraźnie tygrysio pręgowane na pysku, łapach i ogonie, a na tułowiu jednolite: delikatnie kremowe i jasne. Ma różowy nosek, jasnoniebieskie oczy i przeciętnej wielkości uszy.
Od czasu otrucia w Cieniu Jaskinia zmienił się. Stał się nieufny wobec własnego klanu, zdystansowany i ostrożny. Wciąż jest pracowity, ale teraz więcej uwagi poświęca rozwijaniom własnych umiejętności niż przysłużeniem się klanowi. W myślach kwestionuje wszystko i wszystkich, lecz na głos stara się mówić to co jego rozmówcy chcą usłyszeć, szczery jest wyłącznie wobec tych, którym ufa.
Burzowa Łapa [KG], Wojna [KW], Gwiazda [KRZ]
Z otwartym pyskiem obserwował przejeżdżającego potwora. Widział niespotykany dotąd kolor (przynajmniej u kotów), dziwaczny kształt i przede wszystkim oślepiające w mroku światło, które trochę wypaczyło widziany obraz.
- No nie wierzę, one serio istnieją - miauknął w końcu zadziwiony odprowadzajac spojrzeniem dziwaczne monstrum. Naprawdę miały okrągłe łapy, śmierdziały i poruszały się tylko po czarnej ścieżce. To nie były bajki opowiadane przez rodziców tylko prawda. Tego to się nie spodziewał.
- Hej, Złocisty Nektarze... - zagaił ją dziwnie zduszonym tonem głosu, gdyż z gardła wyrywał mu się chichot - jak sądzisz, jak one się rozmnażają z tymi łapami?
To było takie durne, no bo jak te stworzenia to robiły? Wyglądały tak sztywno, właściwie to były nieruchome tylko łapy jakoś tak im się kręciły. Wyglądało to jak jakiś porąbany sen i to taki z rzędu tych całkiem bezsensownych gdzie się rozmawia z rybami, mieszka w jednym legowisku ze śpiewającymi wiewiórkami czy ma się skrzydła.
Księżyce: 42 Mistrz: Szumiący Wodospad Płeć: kotka Matka: Cichy Deszcz Ojciec: Dziczy Dół Trwałe urazy: urwany ogon i związany z tym ból fantomowy; rozcięcie na czubku lewego ucha w kształcie litery v Urazy mechaniczne: -2Zr na stałe (powód: oderwany ogon)
Księżyce: 42 Mistrz: Szumiący Wodospad Płeć: kotka Matka: Cichy Deszcz Ojciec: Dziczy Dół Trwałe urazy: urwany ogon i związany z tym ból fantomowy; rozcięcie na czubku lewego ucha w kształcie litery v Urazy mechaniczne: -2Zr na stałe (powód: oderwany ogon)
średniej wielkości, umięśniona kocica o długim, czarno-rudym szylkretowym futrze z bielą i charakterystycznej, czarnej brodzie. oczy zielone i blade. nie ma ogona (oderwał go borsuk)
uprzejma, kulturalna, ambitna; nie do końca szczera
Ona również odprowadziła potwora spojrzeniem, równie zdziwiona co kocur. Nie kwestionowała zbytnio ich istnienia, była skłonna uwierzyć, że istnieją z samych opowieści innych kotów, niemniej jednak było to dziwne, nie dało się ukryć. Były tak inne od wszystkiego, co dotychczas widziała… Od razu przez myśl jej przeszło pytanie, ile jeszcze rzeczy skrywa świat poza lasem. Choć niezmiennie i na zawsze przywiązana do Klanu Cienia, chciała kiedyś poznać odpowiedzi na te pytania. Zwiedzić jak najwięcej.
– Jaskiniowa Łapooo – rzuciła pobłażliwym tonem i ze słabym uśmiechem. Lekko pochylony pyszczek i wzrok leżący gdzieś między zażenowaniem, rozbawieniem i wycofaniem sugerował, że raczej nie zamierzała dumać nad tą kwestią i liczyła, że młodszy kolega również nie będzie. – Mnie bardziej zastanawia, dlaczego ich oczy tak świecą. I czy to na pewno oczy…? Nie widziałam, żeby się ruszały, choć to wszystko stało się tak szybko, że mogłam to przeoczyć. I ciekawe gdzie tak pędzą? – zastanowiła się na głos.
Tak, to ciekawe.
– Poczekałabym na kolejnego, może coś zaobserwujemy.
Byle nagle nie pojawiły się dwa potwory i nie zaprezentowały im jak się rozmnażają.
Jest niski, chudy i drobny. Okrywa go krótkie futro, bure i wyraźnie tygrysio pręgowane na pysku, łapach i ogonie, a na tułowiu jednolite: delikatnie kremowe i jasne. Ma różowy nosek, jasnoniebieskie oczy i przeciętnej wielkości uszy.
Od czasu otrucia w Cieniu Jaskinia zmienił się. Stał się nieufny wobec własnego klanu, zdystansowany i ostrożny. Wciąż jest pracowity, ale teraz więcej uwagi poświęca rozwijaniom własnych umiejętności niż przysłużeniem się klanowi. W myślach kwestionuje wszystko i wszystkich, lecz na głos stara się mówić to co jego rozmówcy chcą usłyszeć, szczery jest wyłącznie wobec tych, którym ufa.
Burzowa Łapa [KG], Wojna [KW], Gwiazda [KRZ]
Towarzyszka Jaskini nie podzielała jego rozbawienia i nic w tym dziwnego, była od niego starsza podczas gdy syn Aroniowego Krzewu wciąż był tylko dzieciakiem. Terminator podśmiewał się pod nosem jeszcze przez parę chwil jakby opowiedział najzabawniejszy żart na świecie. W końcu zagryzł zęby w celu uspokojenia się.
-Zaczekajmy - zgodził się. Nie po to szli tkwi kawał drogi żeby teraz wracać po zobaczeniu raptem jednego potwora.
Podczas czekania Jaskinia zaczął się rozglądać. Zauważył na poboczu ciemny nieruchomy kształt i zaciekawiony podszedł bliżej by przekonać się, że to wiewiórka. Miała rozbity łeb, przyczyna jej śmierci była oczywista dzięki intensywnemu smrodowi potwora ulatującego z jej futerka.
-Hej, Złocisty Nektarze, popatrz na to! One jednak polują! Tylko czemu jej nie zjadły? - zawolal ją Jaskinia obracając łapą rudawego gryzonia. Moment później na horyzoncie pojawiła się nikła smuga światła zwiastujaca zbliżanie się następnego potwora.
Musiał przedostać się na drugą stronę drogi, żeby pójść zapolować. Polowanie po tej stronie, w Szarych Topolach byłoby bezsensowne i bezcelowe, bo granica klanu była zdecydowanie zbyt blisko, a do tego okoliczna zwierzyna zwiewała tak szybko jak się dało, gdy tylko widziała koty oraz jadące Potwory, ot - samochody, jak to u dwunogów słyszał. Szedł właśnie od strony Turzycy, ku Wysokim Trawom. Tam zdecydowanie łatwiej było o jakiegoś ptaka czy mysz, niż tutaj. Raczej nie spodziewał się nagłego przywitania z czyjejkolwiek strony.
//Trufla
「 Sometimes I t.h.i.n.ktoo much, XXXXX╰┈➤ yeah, I get socaught up 」 I'm alwayss-t-u-c-kin myhead ◢ I wish I couldescapeItriedto yesterday ◣ T o o k allthe sheets offmy bed
Księżyce: 98 Mistrz: Kunie Gardło †, Muchomorowy Bór †, Rześki Zmierzch, ˙✦Wędrujące Światła˙✦ Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Wysoka Łodyga † [npc] Ojciec: Płonący Liść † [npc] Rodzic: Iskra ♥ † (Roziskrzona Gwiazda) Partner: Serce oddane tylko jednej Trwałe urazy: blizna po psich zębach na grzbiecie, poniżej karku;
Wielka, wysoka i szeroka; długie rude, wręcz ogniste futro, pręgowane tygrysio z dodatkiem bieli na brodzie, piersi, brzuchu, końcówce ogona i czterech łapkach (tylko do kostek, jeden palec rudy u prawej przedniej łapy); wielkie miodowe oczy; różowy nosek; patyczki i liście w sierści to codzienność tak samo z drobinki ziemi, jedynie kwiatki wsadza w nie sama, bo lubi. Lekki krok, praktycznie bezszelestny, a mimo to z gracją.
Tonąca w żałobie, pijąca winę, obmyta w smutku, spokojna, cierpliwa, lojalna, ciekawa świata, nadal starająca się zachować radość i szczęście, rozważniejsza oraz powolna.
Goniłam tego zająca już jakiś czas, a może bardziej próbowałam mu dorównać? Bieganie ze zwierzyną, miałam zaliczone zanim doszłam do Wichur, teraz było to czysto z ciekawości, czy może nadawałam się na łapacza zająców? Byłam już poza granicami łąkami klanu, biegłam powoli w strone Szuwarów Turzycy… tych szuwarów; przez co odrobinę zaczynałam wątpić, a jeszcze chwilę później i och? Kto to było?
– Uważaj! – krzyknęłam widząc jak zając biegnie prosto w jakiegoś kocura, który akurat tamtędy przechodził; musiałam przyznać, że byłoby to niefortunne, ale z takim pędem biegł… i tak zestresowany przeze mnie, że nie zdziwiłabym się gdyby wpadł prosto na tego spacerowicza.
Heartswill xxxxzxxxxzx╰┈➤dream again Lungswill﴾breathe in﴿
Wash awaythesins
It'swhereitbegins
Feet won'txfail you now Arms won'txlet you down Wash awaythesins
Zając jednak musiał lekko skręcić, pędząc prosto na niego, bo kocur nie był nad samą wodą, a jedynie z jej kierunku szedł ku Trawom. Tak czy siak usłyszał tuptanie - nóg piszczki, jak i nóg kota. Zobaczył jak ruda kotka do niego krzyczy, a potem zobaczył gryzonia. Zdziwił się, ale instynkt nie zadziałał na zasadzie ucieczki, a łapania. W końcu to pożywienie, a widząc jak pędzi prosto w jego kierunku, postanowił dać sobie szansę na złapanie go. Przyparł do ziemi, by szybko się od niej odbić i spróbować złapać zająca w jego biegu. Jeśli się uda, to oczywiście odda go kotce. Jeśli nie... to cóż, ona także nie zdołała go złapać, czyż nie? Wszystko zależało teraz od losu...
Rolling 1d2: 1
1 - nie złapie, 2 - złapie
「 Sometimes I t.h.i.n.ktoo much, XXXXX╰┈➤ yeah, I get socaught up 」 I'm alwayss-t-u-c-kin myhead ◢ I wish I couldescapeItriedto yesterday ◣ T o o k allthe sheets offmy bed
Księżyce: 98 Mistrz: Kunie Gardło †, Muchomorowy Bór †, Rześki Zmierzch, ˙✦Wędrujące Światła˙✦ Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Wysoka Łodyga † [npc] Ojciec: Płonący Liść † [npc] Rodzic: Iskra ♥ † (Roziskrzona Gwiazda) Partner: Serce oddane tylko jednej Trwałe urazy: blizna po psich zębach na grzbiecie, poniżej karku;
Wielka, wysoka i szeroka; długie rude, wręcz ogniste futro, pręgowane tygrysio z dodatkiem bieli na brodzie, piersi, brzuchu, końcówce ogona i czterech łapkach (tylko do kostek, jeden palec rudy u prawej przedniej łapy); wielkie miodowe oczy; różowy nosek; patyczki i liście w sierści to codzienność tak samo z drobinki ziemi, jedynie kwiatki wsadza w nie sama, bo lubi. Lekki krok, praktycznie bezszelestny, a mimo to z gracją.
Tonąca w żałobie, pijąca winę, obmyta w smutku, spokojna, cierpliwa, lojalna, ciekawa świata, nadal starająca się zachować radość i szczęście, rozważniejsza oraz powolna.
– No prawie! – rzuciłam roześmiana i przyjrzałam się kotu przede mną; z bliska wyglądał trochę… hm. – Bardzo szybki zajączek z niego, trzeba przyznać. Goniłam go już od dłuższego czasu, a i tak nie mogłam prześcignąć, a teraz jeszcze wymknął się. – Lekki chichot wydostał się ze mnie, a zadyszka w końcu przyszła i zawitała w moich płucach; przed chwilą jeszcze nad nią panowałam, ale już się nie powstrzymywałam, po prostu dając swoim płucom odpocząć. Głośne wdechy i wydechy, w trakcie których moje miodowe oczy z zaciekawieniem śledziły ruchy kocura, analizując czy na pewno powinnam stać tak blisko, ale nie wydawał się zarazem wrogi.
Heartswill xxxxzxxxxzx╰┈➤dream again Lungswill﴾breathe in﴿
Wash awaythesins
It'swhereitbegins
Feet won'txfail you now Arms won'txlet you down Wash awaythesins
Nie zdołał go złapać. Cholera, a mógł wyjść na takiego doświadczonego w jej oczach i w ogóle. No ale, jest jak jest. Był przecież zmęczony... i tak dalej. - I teraz pewnie pobiegnie zebrać stado, żebyś ty musiała uciekać przed nimi. Odwdzięczy się, zobaczysz. - Zażartował lekko, ale uśmiechnął się dopiero po wypowiedzeniu swoich słów, a kiedy je wypowiadał, wyglądał jakby mówił całkowicie poważnie. Przyjrzał się kotce. Znał podobną, ale... ona nie żyła w tym klanie. To pewnie nie ona. Nie był pewny o co oprzeć rozmowę, więc chwilę stał w ciszy, czekając aż ona odpowie na jego słowa.
「 Sometimes I t.h.i.n.ktoo much, XXXXX╰┈➤ yeah, I get socaught up 」 I'm alwayss-t-u-c-kin myhead ◢ I wish I couldescapeItriedto yesterday ◣ T o o k allthe sheets offmy bed
Księżyce: 98 Mistrz: Kunie Gardło †, Muchomorowy Bór †, Rześki Zmierzch, ˙✦Wędrujące Światła˙✦ Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Wysoka Łodyga † [npc] Ojciec: Płonący Liść † [npc] Rodzic: Iskra ♥ † (Roziskrzona Gwiazda) Partner: Serce oddane tylko jednej Trwałe urazy: blizna po psich zębach na grzbiecie, poniżej karku;
Wielka, wysoka i szeroka; długie rude, wręcz ogniste futro, pręgowane tygrysio z dodatkiem bieli na brodzie, piersi, brzuchu, końcówce ogona i czterech łapkach (tylko do kostek, jeden palec rudy u prawej przedniej łapy); wielkie miodowe oczy; różowy nosek; patyczki i liście w sierści to codzienność tak samo z drobinki ziemi, jedynie kwiatki wsadza w nie sama, bo lubi. Lekki krok, praktycznie bezszelestny, a mimo to z gracją.
Tonąca w żałobie, pijąca winę, obmyta w smutku, spokojna, cierpliwa, lojalna, ciekawa świata, nadal starająca się zachować radość i szczęście, rozważniejsza oraz powolna.
Kocur wydawał się bardzo niezręczny w swojej postawie, a ja mimo wszystko coraz bardziej miałam wrażenie, że skądś go znałam, chociaż w mojej pamięci futro to należało do kogoś małego; czułam się jakbym zaglądała w jakąś inną rzeczywistość, jakby coś mnie dogoniło albo ja dogoniłam coś…?
– Oby nie, jeszcze mnie oskarżą za wywołanie wojny z zającami – odpowiedziałam po paru dłuższych uderzeniach serca, szukałam czegoś w jego oczach, co by zdradziło kim jest albo czemu tak bardzo mi kogoś przypomina; może to natura właśnie mówiła mi, że powinnam się odezwać? Wolałam się jej posłuchać. – Kim jesteś…? Znaczy… hm… skąd ja Cię znam? – Miałam to na końcówce języka, zajmowałam się przecież takim futerkiem… och? Nie, niemożliwe... chociaż wiele rzeczy było możliwe, czekałam. Aktualnie przynajmniej. Cisnęły mi się pytania.
Heartswill xxxxzxxxxzx╰┈➤dream again Lungswill﴾breathe in﴿
Wash awaythesins
It'swhereitbegins
Feet won'txfail you now Arms won'txlet you down Wash awaythesins
- Klan Wichru jest znany z bycia szybkim. Może wszyscy im uciekniecie. - Dorzucił jeszcze do jej słów, ale na tym uciął dalsze żarty. Nie czuł się jakoś tak w atmosferze do żartów. Dawno już wyparowała z niego ta dziecięca, niewinna radość, która pozwalała mu to robić.
Jej pytanie natomiast mocno go uderzyło. Było widać po jego pysku, który się skrzywił, że on teraz także szuka odpowiedzi. Dlaczego to powiedziała? I dlaczego on przed chwilą także uznał, że kogoś mu przypomina? Czyżby faktycznie się znali? - Uh. - Wydobył z siebie ciężko, zapatrzony w nią. - Um. - Odchrząknął. - Żw-Żwir. Jestem Żwir. - Odpowiedział, nie kryjąc swojego imienia. - Też cię kojarzę. - Przyznał jej rację... ale dopóki nie podzieliła się imieniem, to mógł gdybać i szukać w pamięci. Tamta mocno mu się przyglądała, na ta chwilę nie było to komfortowe.
「 Sometimes I t.h.i.n.ktoo much, XXXXX╰┈➤ yeah, I get socaught up 」 I'm alwayss-t-u-c-kin myhead ◢ I wish I couldescapeItriedto yesterday ◣ T o o k allthe sheets offmy bed
Księżyce: 98 Mistrz: Kunie Gardło †, Muchomorowy Bór †, Rześki Zmierzch, ˙✦Wędrujące Światła˙✦ Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Wysoka Łodyga † [npc] Ojciec: Płonący Liść † [npc] Rodzic: Iskra ♥ † (Roziskrzona Gwiazda) Partner: Serce oddane tylko jednej Trwałe urazy: blizna po psich zębach na grzbiecie, poniżej karku;
Wielka, wysoka i szeroka; długie rude, wręcz ogniste futro, pręgowane tygrysio z dodatkiem bieli na brodzie, piersi, brzuchu, końcówce ogona i czterech łapkach (tylko do kostek, jeden palec rudy u prawej przedniej łapy); wielkie miodowe oczy; różowy nosek; patyczki i liście w sierści to codzienność tak samo z drobinki ziemi, jedynie kwiatki wsadza w nie sama, bo lubi. Lekki krok, praktycznie bezszelestny, a mimo to z gracją.
Tonąca w żałobie, pijąca winę, obmyta w smutku, spokojna, cierpliwa, lojalna, ciekawa świata, nadal starająca się zachować radość i szczęście, rozważniejsza oraz powolna.
Cisnęło mi się wyjaśnić, że wichrzakiem nigdy z krwi i kości nie będę, ale ugryzłam się w język, zajmując się ogólnie nieprzyjemnie ciężką atmosferą pomiędzy nami; próbowaliśmy być przyjaźni, żartować, ale coś jakby podpowiadało nam, że coś jest nie tak. Oboje to widzieliśmy, ale ja byłam gotowa przeć jak najbardziej ku prawdzie, nie wiedziałam czy samotnik był taki sam, chociaż skoro jeszcze nie zrezygnował i nie odwrócił się ode mnie… może też szukał odpowiedzi?
– Żwir – powtórzyłam powolnie, a imię to odbiło się od każdego zakątka mojego mózgu, oczy wyśledziły każdy możliwy kawałek kłaczek Żwiru, aż przypomniała mi się Róża… chwila. – Żwir?! – krzyknęłam zaskoczona, a następnie szybko znalazłam się obok brata, zamykając go w uścisku. Czemu go nie było w Gromie? – Na wszystkie pory, co Ty tu robisz? Żwir! To ja! Trufla – zaczęłam wyjaśniać pośpiesznie po paru uderzeniach serca, nie wiedziałam, nie rozumiałam, ale cieszyłam się w sumie.
Heartswill xxxxzxxxxzx╰┈➤dream again Lungswill﴾breathe in﴿
Wash awaythesins
It'swhereitbegins
Feet won'txfail you now Arms won'txlet you down Wash awaythesins
Powtórzyła jego imię raz. Drugi. Trzeci. Tylko za trzecim była już uwieszona na nim.
Jej reakcja była dla niego początkowo nie rozumiała. No bo może i skądś się kojarzyli, ale żeby robić z tego takie święto? I najchętniej by ją odepchnął, powiedział "ja pani nie znam" i sobie poszedł, ale gdy poczuł jej zapach bliżej i jej imię chwilę dudniło mu po głowie, poczuł jak zalewa go zimny pot. Przestraszył się w sumie. I ona zapewne nie oczekiwała takiej reakcji. Zaczął wierzgać, aż Trufla puściła uścisk. Przecież uciekał od gromu! Co grom robił tutaj?!
Jego oczy zamieniły się w szparki i zaczął przebierać nogami z prawej na lewą, robiąc półkola na ziemi. Cały czas przodem do niej. - Ja ja-- jaa-- ja nie--- ja przep-- ja nie mogłem- ja--- Nie przemyślał tego co zrobi, kiedy spotka kogoś z rodziny. I ponownie - czemu trafił akurat na kogoś z rodziny, z gromu, czemu! Tu był Klan Wichru! - Trufla ja--- - Nie umiał. Nie miał wymówek, nie miał wyjaśnień, sam przed sobą się nie umiał obronić, a co dopiero przed innym kotem. Głupio mu było strasznie. Powinien zawrócić i uciekać? Ale wtedy musiałby omijać dwóch miejsc... bo z jakiegoś powodu ona wybiegła z klanu wichru. Może była na rozmowie z kimś albo w klanach się pozmieniało i sobie pomagali, o.
「 Sometimes I t.h.i.n.ktoo much, XXXXX╰┈➤ yeah, I get socaught up 」 I'm alwayss-t-u-c-kin myhead ◢ I wish I couldescapeItriedto yesterday ◣ T o o k allthe sheets offmy bed
Księżyce: 98 Mistrz: Kunie Gardło †, Muchomorowy Bór †, Rześki Zmierzch, ˙✦Wędrujące Światła˙✦ Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Wysoka Łodyga † [npc] Ojciec: Płonący Liść † [npc] Rodzic: Iskra ♥ † (Roziskrzona Gwiazda) Partner: Serce oddane tylko jednej Trwałe urazy: blizna po psich zębach na grzbiecie, poniżej karku;
Wielka, wysoka i szeroka; długie rude, wręcz ogniste futro, pręgowane tygrysio z dodatkiem bieli na brodzie, piersi, brzuchu, końcówce ogona i czterech łapkach (tylko do kostek, jeden palec rudy u prawej przedniej łapy); wielkie miodowe oczy; różowy nosek; patyczki i liście w sierści to codzienność tak samo z drobinki ziemi, jedynie kwiatki wsadza w nie sama, bo lubi. Lekki krok, praktycznie bezszelestny, a mimo to z gracją.
Tonąca w żałobie, pijąca winę, obmyta w smutku, spokojna, cierpliwa, lojalna, ciekawa świata, nadal starająca się zachować radość i szczęście, rozważniejsza oraz powolna.
Puściłam Żwira, kiedy tylko poczułam jak się rzuca i wierzga, nie zamierzałam go trzymać wbrew woli; przez ilość strat w swoim życiu, zaczęłam doceniać rodzinę, nawet te daleką i poniosło mnie, zanim pomyślałam, że brat może nie chcieć być przytulanym. Widziałam jego zdenerwowanie, stres, jakieś… przerażenie nawet? Nie rozumiałam tylko dlaczego, wywołałam to przytuleniem? Czy… ktoś go skrzywdził? A może to nie było związane z kontaktem fizycznym? Odsunęłam się jednak; dałam mu przestrzeń, nie chciałam go spłoszyć bardziej, ani sprawić by czuł się osaczony; moja mordka złagodniała, a ja czekałam na wszystkie informację, a mimo to… jąkał się, nie wiedział co powiedzieć.
– Już. Uspokójmy się, hm? – zapytałam łagodnie i uśmiechnęłam delikatnie. – Co się stało? Czego nie mogłeś, słońce?
Heartswill xxxxzxxxxzx╰┈➤dream again Lungswill﴾breathe in﴿
Wash awaythesins
It'swhereitbegins
Feet won'txfail you now Arms won'txlet you down Wash awaythesins
Trufla była naprawdę delikatna, łagodna. Potrzebował tego, bo bał się braku zrozumienia, ale w sumie co tu było dużo do rozumienia? Albo było "poszedłeś sobie" i tyle albo "nie ma problemu" i tyle. Z tym, że ona teraz nie pachniała gromem... zrobiła to co on? Wziął kilka oddechów zgodnie z jej słowami. Zamknął oczy na chwilę. Końcówka ogona mu drgała. Odwrócił głowę od Trufli, lekko się garbiąc. - Nie mogłem zostać w gromie... znaczy mogłem... ale nie chciałem... a- a teraz... a teraz Sal nie żyje-podobno-a inni pewnie mnie nienawidzą. I nie wrócę, bo się boję. Ale nie chcę być sam. - Młody, głupi, szukający pomocy. Nawet nie wiedział, że trafi tu na siostrę, która może powie mu parę miłych słów i pozwoli zaznać spokoju, poukładać sobie informacje w głowie.
「 Sometimes I t.h.i.n.ktoo much, XXXXX╰┈➤ yeah, I get socaught up 」 I'm alwayss-t-u-c-kin myhead ◢ I wish I couldescapeItriedto yesterday ◣ T o o k allthe sheets offmy bed