Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Masywny gbur ze znudzonymi, zielono-żółtymi oczami. Długie futro, czarne srebrne cieniowane umaszczenie z bielą na pysku (od nosa do policzków), od szyi do brzucha oraz na łapach, na wysokości palców.
Dla obcych: gbur, sprawia wrażenie ignoranta. Głównie obserwuje i wyrabia sobie opinie na tej podstawie. Zyskuje przy bliższym poznaniu i okazuje się, że nie jest taki zły. Nawet pożartować potrafi. Dla rodziny dużo cieplejszy, opiekuńczy.
Bzycząca Łapa [KRz]
- Nie jest najłatwiejsze, to na pewno. Doskwierają nam choroby, w przeciągu jednego obiegu pór w starciu z drapieżnikami ginie wielu wojowników i terminatorów, bywają cięższe i lżejsze czasy. Jest nam jednak zdecydowanie łatwiej dzięki temu, że jest nas dużo i o siebie dbamy. Samemu ciężko byłoby przeżyć w lesie, chociażby przez ilość zagrożeń. - odparłem. Cóż, nie było idealnie, to oczywiste. Koty ginęły, chorowały, znikały. Mimo to, byłem zdania że było nam zdecydowanie łatwiej dzięki temu, że wszyscy o siebie dbaliśmy i musieliśmy na siebie liczyć. W pojedynkę byłoby ciężej - choć zakładam że podołałbym z zagrożeniami samotniczego życia, prawdopodobnie poległbym przez jakąś chorobę, nie potrafiąc sobie z nią poradzić. Ktos kto zna się na ziołach może nie być najlepszym wojownikiem i pokonałby go pierwszy napotkany lis. Nikt nie był dobry we wszystkim, a dzięki temu że było nas tak wielu, nasze siły i szanse na przetrwanie mniej więcej się wyrównywały i uzupełniały..
TO MOJA WINA
nie taki był plan, wiem nie zmyjemy tych plam są jak krople wina możesz to na mnie zrzucić
niech wszystko spadnie na mnie łzy z jej powiek uwięziony wokół pokus, jestem solą w oku
Księżyce: 120 Płeć: M Trwałe urazy: pionowa blizna na przedniej prawej łapie, naderwane lewe ucho
Długi i dość wysoki, Szpadel sprawia wrażenie kogoś solidnie zbudowanego, chociaż nieszczególnie ponadprzeciętnie. Ma jednolicie czarne, średniej długości futro, które w słońcu mieni się brunatną barwą. Monotonię przecinają tylko żółte niczym latarnie ślepia. Poważnej aury dodaje mu fakt, że zwykle mimiką niewiele zdradza - ciężko stwierdzić, czy wynika to z celowego ukrywania swoich emocji, czy z faktu, że Szpadel po prostu niewiele odczuwa. W młodości mógł uchodzić za kota wręcz pięknego - teraz jednak odcisnęły się na nim trudy życia w mieście. Na przedniej prawej łapie ma długą, wąską bliznę, a lewe ucho naderwane; futro często ma w nieładzie, zwichrzone i potargane. W efekcie Szpadel wydaje się być nikim więcej niż wędrownym łotrem.
Cicha woda. Obserwator. Łatwo wziąć go za kogoś, kto nigdy nie ma własnego zdania. Zmiany przychodzą mu ciężko, a nawiązywanie głębokich, wartościowych relacji tym bardziej. W rzeczywistości ma zarówno większe poczucie humoru, gdy rozbawi go coś nieprzewidzianego, jak i duże pokłady gniewu, od którego nie potrafi odseparować się tak dobrze, jak by chciał, lecz stara się ukryć przed innymi. Sprawia wrażenie raczej spokojnego i rozważnego, czasem wykalkulowanego, lecz prawda jest taka, że najważniejsze decyzje podejmuje pod wpływem emocjonalnych impulsów.
Śliska Kora, Lotna Łapa, Skała
Wymownie spojrzał na kwiaty u łap rozmówcy.
- Ewidentnie nastały teraz lżejsze czasy - stwierdził nieco sceptycznie. Nie wiedział, jak bardzo może wierzyć w słowa Nocnego Szkwału, który z jednej strony mówił o mnożących się niebezpieczeństwach, z drugiej o stabilności dawanej przez klan... A z trzeciej o łatwości, z jaką do tegoż klanu można się dostać.
Czy gdyby Szpadel zaciągnął Młodego za fraki na tamte ziemie, obaj śmierdzący miastem, dostaliby karnet dożywotni na wejście za ładny uśmiech? Jakim cudem nie panoszyło się tu złodziejstwo? Bijatyki o zasoby? Zimy na pewno bywały tu cięższe niż w bardziej urbanistycznych klimatach.
Jeśli wszystkie koty klanowe były tak silne jak ten przed nim, to jakim cudem nie dochodziło do konfliktów?
- Co was zrzesza? - zapytał niemal mimowolnie. - Oprócz chęci przetrwania. Co, gdy ktoś inny stwierdza, że chce być przywódcą?
Wymowne spojrzenie w stronę Szkwału. A ty nigdy nie chciałeś? Wyglądasz na takiego, który by potrafił.
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Masywny gbur ze znudzonymi, zielono-żółtymi oczami. Długie futro, czarne srebrne cieniowane umaszczenie z bielą na pysku (od nosa do policzków), od szyi do brzucha oraz na łapach, na wysokości palców.
Dla obcych: gbur, sprawia wrażenie ignoranta. Głównie obserwuje i wyrabia sobie opinie na tej podstawie. Zyskuje przy bliższym poznaniu i okazuje się, że nie jest taki zły. Nawet pożartować potrafi. Dla rodziny dużo cieplejszy, opiekuńczy.
Bzycząca Łapa [KRz]
- Zdaje się, że można tak powiedzieć. - przyznałem. Ilość drapieżników była standardowa, w klanie jest dużo kociąt, które niebawem będą gotowe do mianowania, można rzec, że panował dobrobyt. Nie było w tej chwili na co narzekać. Chyba że na upały. - Kultura, wiara, rodzina. Wszyscy mamy tę samą wiarę, która dyktuje nam pewne zasady. Z Przywódcą to nieco skomplikowane. Nie powinienem mówić jakie dokładnie panują struktury w klanie, ale Przywódcą zostaje kot, który został po prostu zaakceptowany. Zdarzyło się, że jeden kot nie zgadzał się z decyzją ogółu i uznał, że to on powinien rządzić, ale nikt poza nim nie podzielał tego zdania i umarł, broniąc swojej racji. Nie znam niestety szczegółów, to było przed moimi narodzinami. Słyszałem jedynie, że był obłąkany. - opowiedziałem, nie chcąc zdradzać dokładnych informacji na temat tego jak funkcjonuje klan. Nie wiedziałem, na ile to bezpieczne, więc lepiej było rzucać ogólnikami, bo przecież w zadawaniu pytań nie było nic złego. Warto znać swoich sąsiadów, ale też bez przesady.
TO MOJA WINA
nie taki był plan, wiem nie zmyjemy tych plam są jak krople wina możesz to na mnie zrzucić
niech wszystko spadnie na mnie łzy z jej powiek uwięziony wokół pokus, jestem solą w oku
Księżyce: 120 Płeć: M Trwałe urazy: pionowa blizna na przedniej prawej łapie, naderwane lewe ucho
Długi i dość wysoki, Szpadel sprawia wrażenie kogoś solidnie zbudowanego, chociaż nieszczególnie ponadprzeciętnie. Ma jednolicie czarne, średniej długości futro, które w słońcu mieni się brunatną barwą. Monotonię przecinają tylko żółte niczym latarnie ślepia. Poważnej aury dodaje mu fakt, że zwykle mimiką niewiele zdradza - ciężko stwierdzić, czy wynika to z celowego ukrywania swoich emocji, czy z faktu, że Szpadel po prostu niewiele odczuwa. W młodości mógł uchodzić za kota wręcz pięknego - teraz jednak odcisnęły się na nim trudy życia w mieście. Na przedniej prawej łapie ma długą, wąską bliznę, a lewe ucho naderwane; futro często ma w nieładzie, zwichrzone i potargane. W efekcie Szpadel wydaje się być nikim więcej niż wędrownym łotrem.
Cicha woda. Obserwator. Łatwo wziąć go za kogoś, kto nigdy nie ma własnego zdania. Zmiany przychodzą mu ciężko, a nawiązywanie głębokich, wartościowych relacji tym bardziej. W rzeczywistości ma zarówno większe poczucie humoru, gdy rozbawi go coś nieprzewidzianego, jak i duże pokłady gniewu, od którego nie potrafi odseparować się tak dobrze, jak by chciał, lecz stara się ukryć przed innymi. Sprawia wrażenie raczej spokojnego i rozważnego, czasem wykalkulowanego, lecz prawda jest taka, że najważniejsze decyzje podejmuje pod wpływem emocjonalnych impulsów.
Śliska Kora, Lotna Łapa, Skała
Szpadel jednak skupił się na czymś zupełnie innym niż opowieści o przywódcach - sam, w końcu, nie zamierzał żadnym na razie zostawać. Zmarszczył nos z grymasem niezrozumienia.
- Co masz na myśli przez wiarę? - zapytał, czując narastającą konsternację. Tak jak Szkwał nie rozumiał pewnych pojęć używanych przez Szpadla, tak teraz z drugiej strony natrafili na mur, a Szpadel zastanowił się, czy na pewno mówią tym samym językiem. Chociaż pojęcie wiary nie było mu obce, to jedynie w bardzo pragmatycznym sensie; wierzył w siebie, w Młodego, kiedyś... w resztę swojej rodziny.
Trochę broczył tu w ciemności, ale strzelił. Podejrzewał, że słusznie - w co innego można wierzyć, jak nie we własne możliwości bądź możliwości kompanów? - Lojalność wobec klanu? Wspólne wartości?
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Masywny gbur ze znudzonymi, zielono-żółtymi oczami. Długie futro, czarne srebrne cieniowane umaszczenie z bielą na pysku (od nosa do policzków), od szyi do brzucha oraz na łapach, na wysokości palców.
Dla obcych: gbur, sprawia wrażenie ignoranta. Głównie obserwuje i wyrabia sobie opinie na tej podstawie. Zyskuje przy bliższym poznaniu i okazuje się, że nie jest taki zły. Nawet pożartować potrafi. Dla rodziny dużo cieplejszy, opiekuńczy.
Bzycząca Łapa [KRz]
- Zasady, którymi podążamy, które przestrzegamy zostały baaardzo dawno zesłane nam Gwiezdny Klan, który zasiada na Srebrnej Skórce. Po śmierci trafiają tam koty, które były dobre za życia. Stamtąd mogą nas doglądać, razem z innymi przodkami. Czasem nawiedzają nas w snach, zsyłają wizje Medykom, przekazują dar dziewięciu żyć przywódcom. Koty złe i niegodne trafiają do Ciemnego Lasu, gdzie po wieczność kroczą samotnie. - wytłumaczyłem najdokładniej jak potrafiłem. - Może nie brzmieć to przekonująco, ale niejeden został odwiedzony we śnie, niejeden widział ich na własne oczy. Oczywiście, w klanie znajdują się również sceptycy, ale domyślam się że ich w klanie trzyma po prostu coś innego. - dodałem. Dla osoby postronnej opowieści o duchach nawiedzających w snach i powierzających osiem dodatkowych żyć mogło brzmieć jak wariactwo i w pełni zdawałem sobie z tego sprawę. Ja jednak wierzyłem, tak samo jak wielu innych znajdujących się w klanie.
TO MOJA WINA
nie taki był plan, wiem nie zmyjemy tych plam są jak krople wina możesz to na mnie zrzucić
niech wszystko spadnie na mnie łzy z jej powiek uwięziony wokół pokus, jestem solą w oku
Księżyce: 120 Płeć: M Trwałe urazy: pionowa blizna na przedniej prawej łapie, naderwane lewe ucho
Długi i dość wysoki, Szpadel sprawia wrażenie kogoś solidnie zbudowanego, chociaż nieszczególnie ponadprzeciętnie. Ma jednolicie czarne, średniej długości futro, które w słońcu mieni się brunatną barwą. Monotonię przecinają tylko żółte niczym latarnie ślepia. Poważnej aury dodaje mu fakt, że zwykle mimiką niewiele zdradza - ciężko stwierdzić, czy wynika to z celowego ukrywania swoich emocji, czy z faktu, że Szpadel po prostu niewiele odczuwa. W młodości mógł uchodzić za kota wręcz pięknego - teraz jednak odcisnęły się na nim trudy życia w mieście. Na przedniej prawej łapie ma długą, wąską bliznę, a lewe ucho naderwane; futro często ma w nieładzie, zwichrzone i potargane. W efekcie Szpadel wydaje się być nikim więcej niż wędrownym łotrem.
Cicha woda. Obserwator. Łatwo wziąć go za kogoś, kto nigdy nie ma własnego zdania. Zmiany przychodzą mu ciężko, a nawiązywanie głębokich, wartościowych relacji tym bardziej. W rzeczywistości ma zarówno większe poczucie humoru, gdy rozbawi go coś nieprzewidzianego, jak i duże pokłady gniewu, od którego nie potrafi odseparować się tak dobrze, jak by chciał, lecz stara się ukryć przed innymi. Sprawia wrażenie raczej spokojnego i rozważnego, czasem wykalkulowanego, lecz prawda jest taka, że najważniejsze decyzje podejmuje pod wpływem emocjonalnych impulsów.
Śliska Kora, Lotna Łapa, Skała
Widać było, jak z każdym kolejnym zasłyszanym słowem konsternacja Szpadla rośnie. Czuł, jakby ktoś wyłączył mu mózg. Nigdy wcześniej nie spotkał się z religią - ba, jedyne, co o tym wiedział, to luźne opowieści od Młodego, z których co najmniej połowę brał za fantastyczne twory ubarwione wyobraźnią kompana.
Ale tutaj? Słysząc to od silnego, pewnego siebie kota? Czy tak właśnie wyglądały klany? Świadomi niebezpieczeństw, przygotowani na nie, zbierali sobie w międzyczasie kwiatki i wierzyli w senne zwidy?
Perspektywa, by zmarli bliscy mogli widzieć Szpadla po śmierci, była wręcz odrzucająca. Przerażająca. Co by myśleli o tym, kim się stał podczas ich nieobecności? Wolał w to nie wierzyć. Brednie...
Sam pewnie by trafił do tego bezgwiezdnego miejsca, więc i tak nigdy by nie spotkał nikogo, na którym mu zależało.
- Zasady zesłane przez Gwiezdny Klan - powtórzył bezwiednie, jakby sprawdzając, czy się nie przesłyszał. - I co, może jeszcze powiesz mi, że te dziewięć żyć to nie jest metafora, tylko fakt? - dodał sceptycznie, ostrzejszym głosem, przez który zaczęło przezierać coś niebezpiecznego. Jak śmiesz mnie tak oszukiwać?
Zastanawiał się, czy to możliwe, by wszyscy w lesie byli tacy.
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Księżyce: 100 Mistrz: Łabędzia Gwiazda Płeć: Kocur Matka: Księżycowe Jezioro Ojciec: Skrzące Słowo Partner: Przepiórcza Pieśń Życia: 9 Trwałe urazy: długi ślad po pazurach między uszami; nadgryzione od boku prawe ucho; blizna po wyrwanym płacie skóry na zadzie, podłużny ślad po pazurach na nosie, ojciec
Masywny gbur ze znudzonymi, zielono-żółtymi oczami. Długie futro, czarne srebrne cieniowane umaszczenie z bielą na pysku (od nosa do policzków), od szyi do brzucha oraz na łapach, na wysokości palców.
Dla obcych: gbur, sprawia wrażenie ignoranta. Głównie obserwuje i wyrabia sobie opinie na tej podstawie. Zyskuje przy bliższym poznaniu i okazuje się, że nie jest taki zły. Nawet pożartować potrafi. Dla rodziny dużo cieplejszy, opiekuńczy.
Bzycząca Łapa [KRz]
- Nie wiem tego, podobno tak. Słyszałem, że jedna z poprzednich przywódczyń na starość umarła osiem razy, nim ostatecznie odeszła, ale nie mogę tego potwierdzić. Wierzę jednak, że nie wzięło się to znikąd. Mój ojciec... jest bardzo wierzący, twierdzi że niejednokrotnie babka odwiedzała go we śnie, zresztą nie tylko ona i nie tylko jemu się to przytrafiło, ale nie wiem czy obecnie jest ktoś, kto na własne oczy widział, jak Przywódca traci życie i zmartwychwstaje. Gdybym nie był wychowany w tej wierze i nie słyszał tych wszystkich historii od zaufanych kotów, sam bym to wyśmiał. - odpowiedziałem, nie dziwiąc się sceptyzmowi samotnika. Nie byłem wierzący do granic możliwości jak mój ojciec, więc potrafiłem dostrzec w tym wszystkim szaleństwo i zrozumieć, że dla niezaznajomionych z tym wszystkim brzmiało to, cóż, co najmniej abstrakcyjnie. Mimo wszystko w to wierzyłem i nie uważałem, by tak duża ilość kotów mogła wymyślać w tej kwestii. Co zaś tyczyło się dziewięciu żyć, cóż... czas pokaże na ile była to prawda kiedy nadejdzie odpowiedni moment.
TO MOJA WINA
nie taki był plan, wiem nie zmyjemy tych plam są jak krople wina możesz to na mnie zrzucić
niech wszystko spadnie na mnie łzy z jej powiek uwięziony wokół pokus, jestem solą w oku
Księżyce: 89 Płeć: Kotka Matka: Modliszkowy Zagajnik Ojciec: Świergot Partner: Śpiewająca Knieja Trwałe urazy: Brak palca u jednej tylnej łapy.
Niebieska szylkretka (kremowy jest jedynie jeden palec); minimalne białe znaczenia na tylnych łapach; nie ma jednego palca (u drugiej tylnej łapy, tej gdzie nie ma kremowego palca); zółto-zielone oczy; niska; smukła; z wiecznym uśmiechem na pyszczku.
Z charakteru Ćma jest bardzo wybuchowa. Jest impulsywna, pierwsze robi potem myśli. Wskakuje w ogień niczym ćma lecąca w stronę światła. Jest również zdecydowanie nadopiekuńcza w stosunku do swojego rodzeństwa. Jeśli tylko dowiedziałaby się, że ktoś wyszedł o zachodzie słońca z kociarni... to oj było z tobą źle. W tym sensie, że prawdopodobnie trochę na ciebie pokrzyczała, a potem rzuciłaby się z tobą na legowisko i kazała spać, ciągle na tobie leżąc. Jest kochanym kociakiem, bardzo ciekawym świata i chcącym nauczyć się jak najwięcej. Łatwo nawiązuje nowe znajomości i bardzo się przywiązuje do nowych najlepszych przyjaciół. Uwielbia towarzystwo praktycznie tak samo jak bieganie w kółko wokół obozu. Jest nabuzowana i pełna energii, cały czas.
Wydostałam się z mojego więzienia. I, chwała Gwiezdnym, udało mi się uciec wraz z nowopoznanym kompanem — Brzoskwinią. Kocur pozostał bliżej Osiedla, nie chcąc się zbliżać w stronę Klanowych terenów, od czego w ogóle zaczął się problem. Raz w życiu uznał zobaczyć, co tam się znajduje i skończył w klatce. Na szczęście nie na długo. Wspólnie uciekliśmy, a ja ruszyłam do domu. Oczywiście to musi trochę zająć, w końcu nie było mnie zbyt często poza terenami Klanu Cienia. Myślę jednak, że poruszam się w mniej więcej dobrym kierunku. Muszę, prawda? Niech Gwiezdni wyślą mi znak, jeżeli oddalam się od domu. Muszę przecież wrócić do domu, do Pieśni, młodych. Tęsknię za nimi.
Dziarskim krokiem szłam między dziwnymi strukturami, wyglądającymi jak zrobione przez dwunogów, z którymi w ostatnim czasie miałam aż zbyt dużo kontaktu. Preferowałabym opuścić jak najszybciej to miejsce, tak szczerze. Im częściej się zatrzymuję, tym później trafię do domu.
Bardzo wysoka, choć nie masywna kotka. Posiada szczupłą, wręcz chudą sylwetkę. Futerko jej jest dość rzadkie i długie, jedynie na kryzie nabiera na objętości. Barwi się ono na czarno-biało, z wyjątkowymi plamami na grzbiecie i łapkach, wynikającymi z mutacji fińskiej. Biel pokrywa końcówkę ogona, łapki, większość mordki, oraz całą kryzę. Dodatkowo posiada czarny nosek i skośne oczka o pięknym niebieskim kolorze.
Księżniczka. Niecierpliwa, uważa, że jej się wszystko należy. Zwykle spokojna i oschła, jednak zdarza jej się czasem wybuchnąć. Ma obsesje na punkcie swojego wizerunku i chce być postrzegana za jak najlepszą wersję siebie. Wiecznie chodzi wyprostowana z uniesioną głową, patrząc na innych z góry. Mimo wielu planów i ambicji niechętnie podchodzi do pracy, jednak gdy podejmie się jakiegoś zadania musi być ono dopięte na ostatni guzik, czyli w skrócie ma jej to wyjść lepiej niż mogłoby innym.
Księżyc to trochę długo, nie? Może to nic w porównaniu z czasem, który spędziła niebieska samotniczka u dwunożnych, jednak wciąż księżyc czekania na coś co ma się wręcz pod nosem to no... długo. Zabić czas jednak trzeba i cóż... Księzna postanowiła po prostu pokręcić się po okolicy. Czasem los kusiłby przedwcześnie pójść na granicę, jednak tym bardziej nie chciała się narzucać kocurowi, który już tak wiele dla niej robił.
Akurat leżała sobie na dziwnej konstrukcji, która robiła za całkiem niezły punkt widokowy. No i proszę, dzięki wyjątkowej miejscówce była w stanie dostrzec zawczasu ruch w trawie i przygotować się. Była niemalże pewna, że spotka samotnika czy innego kota, ale hej zawsze istniała szansa, że to lis! Gdy tylko jednak dostrzegła szare futerko i do nosa księżnej dotarł zapach... ugh, pieszczocha? Trochę się rozluźniła. Ba, nawet zaciekawiła się, co sprowadza kolejnego mieszczucha tutaj.
- Reety, co dwunożni z wami robią, że każdy kot przychodzący z osiedla tak pachnie? - zarzuciła na powitanie, kładąc się na samym brzegu dziwnej konstrukcji, jedną łapę dając pod siebie, a drugiej pozwalając zwisać wzdłuż ściany tego ustrojstwa.
‧₊˚❀༉‧₊˚. well,you're onlybothered'cause you'restaringx xxxxxxxxxxand you'llnevertalk meintocaring xxxxxxx'cause it's myown,and I'llkeep owning it xxx I'ma do just whatI wanton the regularxxxxxxxxxx and it'sreallynot my faultif you'rescaredof axx sweet,little,unforgettablething ♡
Księżyce: 89 Płeć: Kotka Matka: Modliszkowy Zagajnik Ojciec: Świergot Partner: Śpiewająca Knieja Trwałe urazy: Brak palca u jednej tylnej łapy.
Niebieska szylkretka (kremowy jest jedynie jeden palec); minimalne białe znaczenia na tylnych łapach; nie ma jednego palca (u drugiej tylnej łapy, tej gdzie nie ma kremowego palca); zółto-zielone oczy; niska; smukła; z wiecznym uśmiechem na pyszczku.
Z charakteru Ćma jest bardzo wybuchowa. Jest impulsywna, pierwsze robi potem myśli. Wskakuje w ogień niczym ćma lecąca w stronę światła. Jest również zdecydowanie nadopiekuńcza w stosunku do swojego rodzeństwa. Jeśli tylko dowiedziałaby się, że ktoś wyszedł o zachodzie słońca z kociarni... to oj było z tobą źle. W tym sensie, że prawdopodobnie trochę na ciebie pokrzyczała, a potem rzuciłaby się z tobą na legowisko i kazała spać, ciągle na tobie leżąc. Jest kochanym kociakiem, bardzo ciekawym świata i chcącym nauczyć się jak najwięcej. Łatwo nawiązuje nowe znajomości i bardzo się przywiązuje do nowych najlepszych przyjaciół. Uwielbia towarzystwo praktycznie tak samo jak bieganie w kółko wokół obozu. Jest nabuzowana i pełna energii, cały czas.
Najgorzej jest, jeśli ten księżyc zaczyna się dłuuuużyć. Wiesz, że to teoretycznie NIE jest tak długo (przynajmniej dla mnie... księżyce zwykle mijają mi zanim zdążę powiedzieć "mysz"), ale raz na jakiś czas pojawia się jakaś rzecz, która jakimś sposobem spowalnia czas. Tak czułam się ja, uwięziona w domostwie dwunogów. Daleko od mojego domu.
Możliwe, że byłam trochę rozkojarzona, nie przypatrując się konstrukcjom, które mijałam. Zmieniło się to jednak, kiedy usłyszałam przed sobą głos. Oh! Ktoś tu był! Na pierwszy rzut oka trochę młodsza, ale chyba na pewno wyższa kotka o nietypowym umaszczeniu. Mrugnęłam parę razy, trochę zapominając o kodowaniu tego, co do mnie mówi i o tym, że może mogłabym coś powiedzieć.
Ale w końcu się otrząsnęłam. Pierwszy kot z jakim rozmawiam od kiedy rozdzieliłam się z kocurem! Chyba można by powiedzieć, że to EKSCYTUJĄCE. Dlatego zaniemówiłam. Rzecz jasna.
— Nadal to po mnie czuć? Aghhh, porażkaa! Chyba będę musieć po drodze wskoczyć do Czarnego Ogona. O ile jeszcze nie zamarzł. — zawołałam głośniej, niż się spodziewałam. W tym samym czasie otrzepałam się niczym pies, jakby to miało pomóc ściągnąć z siebie odor dwunogów. A potem potruchtałam do kotki i bezceremonialnie wskoczyłam zaraz obok niej. — I siemka, tak w ogóle! Ćma jestem, kojarzysz coś takiego jak Cztery Klany? Próbuję wrócić do domu, ale powiem ci szczerze, nie wybierałam się na tyle często poza granice, więc nie mam pewności, czy w ogóle poszłam w dobrą stronę! — poświęciłam chwilę na oddech. Brr, zimniej niż pamiętałam. Cóż, zrobiło się trochę zimniej od kiedy ostatnio byłam na zewnątrz. — Szłam tak, jak mi powiedzieli na osiedlu, ale wiesz, słaba orientacja w terenie i te sprawy, parę razy się zaplątałam w jakiś krzaczek albo po obudzeniu się nie pamiętałam, z której strony przyszłam. Normalna sprawa, co nie. Zdarza się najlepszym. Oh, i ten. Jak tobie na imię?? Ja tak jak mówię, nazywam się Ćma. Ćmi Pyłek, ale jak to za formalne to hej, mnie nie przeszkadza być po prostu Ćmą. — tak sobie klekotałam, łapami machając w powietrzu, a na końcu mej wypowiedzi w końcu zdałam sobie sprawę z tego, że może przydałoby się usiąść.
Bardzo wysoka, choć nie masywna kotka. Posiada szczupłą, wręcz chudą sylwetkę. Futerko jej jest dość rzadkie i długie, jedynie na kryzie nabiera na objętości. Barwi się ono na czarno-biało, z wyjątkowymi plamami na grzbiecie i łapkach, wynikającymi z mutacji fińskiej. Biel pokrywa końcówkę ogona, łapki, większość mordki, oraz całą kryzę. Dodatkowo posiada czarny nosek i skośne oczka o pięknym niebieskim kolorze.
Księżniczka. Niecierpliwa, uważa, że jej się wszystko należy. Zwykle spokojna i oschła, jednak zdarza jej się czasem wybuchnąć. Ma obsesje na punkcie swojego wizerunku i chce być postrzegana za jak najlepszą wersję siebie. Wiecznie chodzi wyprostowana z uniesioną głową, patrząc na innych z góry. Mimo wielu planów i ambicji niechętnie podchodzi do pracy, jednak gdy podejmie się jakiegoś zadania musi być ono dopięte na ostatni guzik, czyli w skrócie ma jej to wyjść lepiej niż mogłoby innym.
Czekała... dobrą chwilę aż nieznajoma wreszcie odważy się odezwać. Podziwiała jej futerko? Ach, w takim razie nie dziwne, że się tak zawiesiła! Może długowłosa powinna przybrać jakąś konkretną pozę, hmm? Oczywiście w żartach, chociaż przez myśl księżnej naprawdę przeszło, że ta zawiecha może być spowodowana przez to boskie futerko.
A następnie zaczęła się wielka fala słów i o rety, Zmierzch musiała się porządnie skupić, by nie utonąć w tej fali słów i pytań. Cóż, przynajmniej zapowiadała się ciekawa rozmowa, a ta cała gadatliwość dodawała szarej trochę uroku. Miła odmiana od samotników z kijem w tyłku. A gdy ta wskoczyła do niej, księżna usiadła jak na kota przystało, robiąc miejsce kotce obok. - Nie przejmuj się aż tak, pewnie zapach zniknie po jakimś czasie... Nie polecałabym się kąpać, gdy jest tak zimno - wyrzuciła, dostrzegając, że kotce było zimno... Początkowo chciała, chociażby owinąć ją swoim ogonem, ale głupio tak do nowo poznanej kotki.
- Mów mi Zmierzch. I mówisz, że masz słabą orientację w terenie? Dziewczyno, jesteśmy blisko czterech klanów. Kawałek drogi od Gromu i Rzeki, mówiąc dokładniej. Jeśli ty masz słabą, to ja muszę mieć fatalną - wyrzuciła z lekkim parsknięciem na końcu. Zgubiła się? Zaplątała w krzaki i dotarła tutaj z samego osiedla, idąc pierwszy raz SAMEJ? Rety, niektórzy w życiu mieli aż nadto farta.
‧₊˚❀༉‧₊˚. well,you're onlybothered'cause you'restaringx xxxxxxxxxxand you'llnevertalk meintocaring xxxxxxx'cause it's myown,and I'llkeep owning it xxx I'ma do just whatI wanton the regularxxxxxxxxxx and it'sreallynot my faultif you'rescaredof axx sweet,little,unforgettablething ♡
Księżyce: 89 Płeć: Kotka Matka: Modliszkowy Zagajnik Ojciec: Świergot Partner: Śpiewająca Knieja Trwałe urazy: Brak palca u jednej tylnej łapy.
Niebieska szylkretka (kremowy jest jedynie jeden palec); minimalne białe znaczenia na tylnych łapach; nie ma jednego palca (u drugiej tylnej łapy, tej gdzie nie ma kremowego palca); zółto-zielone oczy; niska; smukła; z wiecznym uśmiechem na pyszczku.
Z charakteru Ćma jest bardzo wybuchowa. Jest impulsywna, pierwsze robi potem myśli. Wskakuje w ogień niczym ćma lecąca w stronę światła. Jest również zdecydowanie nadopiekuńcza w stosunku do swojego rodzeństwa. Jeśli tylko dowiedziałaby się, że ktoś wyszedł o zachodzie słońca z kociarni... to oj było z tobą źle. W tym sensie, że prawdopodobnie trochę na ciebie pokrzyczała, a potem rzuciłaby się z tobą na legowisko i kazała spać, ciągle na tobie leżąc. Jest kochanym kociakiem, bardzo ciekawym świata i chcącym nauczyć się jak najwięcej. Łatwo nawiązuje nowe znajomości i bardzo się przywiązuje do nowych najlepszych przyjaciół. Uwielbia towarzystwo praktycznie tak samo jak bieganie w kółko wokół obozu. Jest nabuzowana i pełna energii, cały czas.
Wiedziałam, że mówię dużo, ale miałam nadzieję, że kotka się połapie. No! I się nie zawiodłam. Bez problemu, nawet jej pot z czoła nie spłynął. Ale to może dlatego, że było trochę zimno. Może to przykrycie ogonem nie było złym pomysłem. Ja bym nie narzekała.
— No tak, racja! Lepiej by było się nie przeziębić od razu po powrocie... Chwilę sobie pocierpię z tym zapachem, no ale. Czego się nie robi dla zdrowia, nie? — powiedziałam, na końcu nawet trochę się śmiejąc. Bo czemu nie!
— Zmierzch? Ładnie, pasuje ci! Imię śliczne jak ty sama. Mhm! — pochwaliłam imię, bo serio. To było dobre imię! — O kurcze, serio? Czekaj, w którą to stronę? Tam? — wskazałam na stronę... która zdecydowanie prowadziła z powrotem na Osiedle. Ale ja o tym nie wiedziałam. — Tam miałam iść, chyba. Tak mi się wydawało, sorki, jak cię zobaczyłam to chyba znowu się zgubiłam, haha. Nie wiem skąd przyszłam, chyba. Ups? Ale ty tutaj jesteś, pomożesz mi, prawda?
Bardzo wysoka, choć nie masywna kotka. Posiada szczupłą, wręcz chudą sylwetkę. Futerko jej jest dość rzadkie i długie, jedynie na kryzie nabiera na objętości. Barwi się ono na czarno-biało, z wyjątkowymi plamami na grzbiecie i łapkach, wynikającymi z mutacji fińskiej. Biel pokrywa końcówkę ogona, łapki, większość mordki, oraz całą kryzę. Dodatkowo posiada czarny nosek i skośne oczka o pięknym niebieskim kolorze.
Księżniczka. Niecierpliwa, uważa, że jej się wszystko należy. Zwykle spokojna i oschła, jednak zdarza jej się czasem wybuchnąć. Ma obsesje na punkcie swojego wizerunku i chce być postrzegana za jak najlepszą wersję siebie. Wiecznie chodzi wyprostowana z uniesioną głową, patrząc na innych z góry. Mimo wielu planów i ambicji niechętnie podchodzi do pracy, jednak gdy podejmie się jakiegoś zadania musi być ono dopięte na ostatni guzik, czyli w skrócie ma jej to wyjść lepiej niż mogłoby innym.
- Dookładnie. Plus na pewno nie jest tak źle, obstawiam że z dwa dni w klanie i śladu po zapachu nie będzie - spróbowała zapewnić kotkę, bo hm. Wcześniejsze słowa Zmierzch mogły sugerować, że ta porządnie śmierdziała. A tak nie było!! Po prostu pieszczoszki miały strasznie charakterystyczny zapach, który wyraźnie kontrastował z resztą zapachów dookoła.
O. Ohoho, komplementów dotyczących jej imienia i wyglądu się nie spodziewała!! Ale oczywiście, łapczywie je wciągnięta. Komplementy od innych kotek są zdecydowanie najlepsze. - A dziękuję. Twoje imię też ci pasuje, futerko ci się mieni jak pyłek pięknej ćmy. Oczy również przywołują na myśl łąkę porą zielonych liści - wymruczała ciepło odbijając piłeczkę, chyba nawet troszkę za mocno. Może było lekko rozczochrane przez długą podróż, ale o tym pewnie sama właścicielka wiedziała.
O rety musiała się powstrzymać przed wypuszczeniem parsknięcia z mordki. Dobra, będzie musiała wycofać ten komentarz z orientacją w terenie - Mm, prawie. Klany znajdują się tam - przerwała na chwilkę, by wskazać głową na południe - Do którego z nich chcesz dotrzeć? Mogę cię zaprowadzić nad granicę, jeśli chcesz. W końcu całkiem nieźle znam tu teren - zaproponowała, gdzieś tak po cichu w środku modląc się, by nie był to Grom. W końcu wtedy podróż będzie wyjątkowo krótka i no, szkoda stracić tak szybko takie miłe towarzystwo...
‧₊˚❀༉‧₊˚. well,you're onlybothered'cause you'restaringx xxxxxxxxxxand you'llnevertalk meintocaring xxxxxxx'cause it's myown,and I'llkeep owning it xxx I'ma do just whatI wanton the regularxxxxxxxxxx and it'sreallynot my faultif you'rescaredof axx sweet,little,unforgettablething ♡
Średniej wielkości, krótkowłosy rudy kocur o pręgowaniu tygrysim. Ma mocne, długie łapy. Ciało rudego ma atletyczną budowę. Charakterystycznym dla niego są ciemne, niemal czarne plamki na nosie i na łapach. Na brodzie i na policzkach ma ciut dłuższe, poczochrane futerko. Jego oczy są zimno niebieskie, niemal szare.
Buntowniczy; w imię pokoju wywołałby wojnę; rodzina ponad wszystko. Bóg na ziemi (a przynajmniej tak o sobie myśli). Dumny jak nikt.
A czy frajerskim było, że jak ognia unikał granic z Klanem? Nie, nie sądził. Chyba wpierw wolał wiedzieć co tam się dzieje, jak wygląda sytuacja i czy w ogóle jest sens wracać... już, teraz, czy może lepiej za dzień lub za księżyc. Obecnie, spacerował tu o, dla samego siebie, podziwiając budzącą się naturę.
Samotność nie była zła. Czasem bywała przytłaczająca, jeśli wcześniej czas spędzał niemal zawsze przy kimś, a gdzieś w tle zawsze były jakieś krzyki, śmiechy i inne odgłosy bicia się. Tutaj było inaczej, praktycznie martwo. Ale to nie było złe. Nie było tu na pewno groźnie; ptaki śpiewały w najlepsze, a jeśliby się przyjrzał, to nawet widział gdzieś w okolicy parę zajęcy. Nie czuł lisów.
Położył się, przeciągnął, przymknął oczy. Odpocznie. Jest ciepło, dobrze się wygrzać, z daleka od smrodu samochodów. I jego bandy.
[cis!!!]
✦ ✮ ✦ I'm alive but I'm D E A D hear my voice up in your head watch it fill you full of dread TILL YOU GO POW
Jeden, wielki, liliowy olbrzym o żółto-pomarańczowych oczach. Ma wielkie, trójkątne uszy oraz szarawy nosek, który jest największym kompleksem malucha.
Cis jest kupą czystej energii, chęci do zabawy i empatycznego podejścia do innych. Aż nadto odważny, przez co niepotrzebnie pakuje się w kłopoty, których mógł sprytnie uniknąć. Gdyby myślał. A on najpierw robi, później myśli, niestety. Zawsze stawi się za rodziną, zawsze pomoże słabszemu, zawsze się pobawi, zawsze przegada cię tak, że z negatywnego podejścia do niego zmieni się w ten pozytywny. Patrzy na wszystko i wszystkich bardzo optymistycznie i nawet w kiepskiej sytuacji zrobi wszystko, by pojawiła się ta chwila śmiechu i dobrego humoru.
Cisowa Gałązka nie wychodził z obozu całe wieki. Kiedy więc w końcu nie był jednym, jedynym medycznym kotem w Klanie Rzeki, zaufał Poecie że ogarnie co i jak, a on sam w końcu może wyjść i odetchnąć. Tak też zrobił. Wyszedł na spacer, idąc dosłownie przed siebie. Pierwszy raz od dawna wyszedł nie po to, by szukać ziół, w żadnych interesach, a dla siebie samego.
Skocznym krokiem pokonywał kolejne kawałki trawy. Wzrok miał wbity w błękitne niebo, dzisiaj wyjątkowo czyste. Wsłuchiwał się też w piękny śpiew ptaków, taki był oczarowany, że... że nagle pyskiem wylądował w ziemi. A w nosie poczuł ziemię. Zszokowany wyłapał, że o coś się potknął i wywalił jak ostatni dureń. Podniósł łeb, tylko po to, by zobaczyć spokojnie leżącego... KOGOŚ. Cholera. - NAJMOCNIEJ PRRRRZEPRRRASZAM - krzyknął i wstał jak poparzony. Miał nadzieję, że nie dostanie za to po mordzie. Ziółek szukać umiał, bić się niekoniecznie. - TAK ŻEŚ SIĘ WTOPIŁ W TĘ TRRRRAWE! Prrrrzeprrraszam! - powtórzył jeszcze, tak dla pewności, że nieznajomy uwierzył w jego najszczersze poczucie winy.