||| czarne futro z przebarwieniami | przeciętnego wzrostu | barczysty i spory | bursztynowe oczy | przerośnięte górne kły | pionowa blizna idąca przez lewe oko | oderwane prawe ucho | lśniąca, zadbana sierść |||
Mimo wielu księżyców spędzonych w ludzkim gnieździe, Szczerbatek jest dość barczysty i solidnie zbudowany, niekoniecznie gruby, zwyczajnie spory, wdając się w ojca. Ma zadbane, czarne futro, dobrze odżywione i lśniące, gładko okalające ciało. Kły ma nieco stępione, choć nadal dumnie prezentujące się na brodzie, za to bursztynowe oczy odznaczają się nieco większą obojętnością niż kiedyś. W ogólnym rozrachunku prezentuje się dobrze, całkiem harmonijnie i dumnie, mimo dość zmarnowanego kroku i postawy.
Wydaje się być nieco bardziej zobojętniały, a jednocześnie na nowo lękliwy. Gdzieś we wnętrzu jeszcze kryje się jego naturalna złośliwość, ale zasłonięta maską doświadczenia nabytego przez księżyce, przez co potrafi hamować swoje odzywki, mądrzej dobierać słowa. Wiedziony melancholią, ponowną tęsknotą za rodzimymi stronami. Może być oschły albo nieprzyjemny, choć on sam argumentuje to raczej ograniczoną rotacją towarzystwa.
W ułamku mrugnięcia oka poczuł mdłości, parząca go w gardło jak setki sosnowych igieł. Wzrok momentalnie przestał współpracować, jakby chciał pomóc mu poradzić sobie z traumatycznym wydarzeniem, dając skupienie jedynie na obrazach migających mu w głowie. Niestety, zamiast odwrócić swoją uwagę od samotniczki, łapy podążyły za zmysłem i oderwały pazury od drewna. Wszystko zadziało się szybko, chude ciałko zachwiało się, a sam Bezimienny zleciał z hukiem na ziemię. Dopiero wtedy ocknął się, uzmysławiając sobie, że zjawa dalej do niego mówi, nie brzmiąc przy tym zbyt entuzjastycznie.
- Martwi nie cierpią - przełknął ślinę, odwracając mimowolnie wzrok od czarnofutrej. Bał spojrzeć się w oczy własnej przeszłości, szczególnie gdy trzymała go za gardło. - Mi wystarczy że żyję.
Czarna piękność, a mimo to prześwity siwości widać na całym ciele. Czysta, ułożona i błyszcząca sierść; podłużna, mała twarz; zielone zdeterminowane oczy; duże uszy; długie smukłe łapy; wężowy ogon; smukła, umięśniona sylwetka - orientalna. Ruchy wykonywane z delikatnością, stąpa twardo, ale z tym swoim flirciarskim dodatkiem, robi to wszystko prawie bezszelestnie.
— avek by rolka —
Dusza artystyczna, podziwiająca wszystko co jest warte jej podziwu. Często lubiąca pogawędzić o niestworzonych rzeczach, a może nawet rozegrać jakąś niestworzoną szopkę byleby zwrócić na siebie uwagę. Uwielbia towarzystwo, ale potrafi również pobyć sama, nawet przez długi czas, co nauczyło ją życie podczas podróży po miastach. Nie jest zbyt rozgadana o sobie, woli słuchać o innych, zdobywać informację, zawsze uważała się za bystrą, czemu miałaby więc nie poszerzać swojej wiedzy na różne tematy? Jest typem flirciary, ale zdarza jej się pogłaskać pod włos, byleby potem ułożyć futerko słodkimi słówkami z dodatkiem uśmiechu. Uwielbia zamieszania i psocenie, które może wyjść spod kontroli, ale to problem przyszłej Onyks. Żyje chwilą, ale ma swoje zasady, a szczególnie swoje zdanie. Zawsze mówi to co myśli, nie trzyma języka za zębami. Jednym słowem mówiąc, kłopoty, a dwoma - mieszanka wybuchowa.
xxxxMusiała przyznać, że jakaś cząstka w niej razem z wiekiem przestała mieć taki wielki ubaw z maltretowania i tak już leżących kotów, szczególnie jak nic nawet nie szło ugrać od tej całej scenki. Dziś czarny kocur miał jednak poważnego pecha, ponieważ Onyks miałą dosyć monotonni, kłebiącej się w niej frustracji, a poza tym chciała poczuć jakąś rozrywkę, która w pełni należałaby do niej. Wzrok pełen zrezygnowania, może strachu, ale przede wszystkim wielkiego zmęczenia krył się w spojrzeniu pomarańczowych oczu leżącego na ziemi męczennika. Był mordercą. Tak się przynajmniej przedstawiał. Kryła już mordercę raz. Może było to jednak częstsze pośród kotów, niż mogło jej się zdawać? xxxx– A chcesz przestać? – zapytał zainteresowana, ignorując pierwsze słowa. – Chcesz bym ukróciła Ci cierpienie? Sądzisz, że w ten sposób wszystkie problemy się skończą? – dopytała ze spojrzeniem pustym, chociaż ogień bił w zielonych ślepiach, jakby cała ta sytuacja była jednak jedną wielką rozrywką.
Air in my LUNGS ════════════════════════════════'Til the road begins════════════════════════════════
As theLASTof theBUGSleave>their<h o m e sagain AndI'm|splitting|the roaddown=the middle
||| czarne futro z przebarwieniami | przeciętnego wzrostu | barczysty i spory | bursztynowe oczy | przerośnięte górne kły | pionowa blizna idąca przez lewe oko | oderwane prawe ucho | lśniąca, zadbana sierść |||
Mimo wielu księżyców spędzonych w ludzkim gnieździe, Szczerbatek jest dość barczysty i solidnie zbudowany, niekoniecznie gruby, zwyczajnie spory, wdając się w ojca. Ma zadbane, czarne futro, dobrze odżywione i lśniące, gładko okalające ciało. Kły ma nieco stępione, choć nadal dumnie prezentujące się na brodzie, za to bursztynowe oczy odznaczają się nieco większą obojętnością niż kiedyś. W ogólnym rozrachunku prezentuje się dobrze, całkiem harmonijnie i dumnie, mimo dość zmarnowanego kroku i postawy.
Wydaje się być nieco bardziej zobojętniały, a jednocześnie na nowo lękliwy. Gdzieś we wnętrzu jeszcze kryje się jego naturalna złośliwość, ale zasłonięta maską doświadczenia nabytego przez księżyce, przez co potrafi hamować swoje odzywki, mądrzej dobierać słowa. Wiedziony melancholią, ponowną tęsknotą za rodzimymi stronami. Może być oschły albo nieprzyjemny, choć on sam argumentuje to raczej ograniczoną rotacją towarzystwa.
Zmora nie odpuszczała, a on coraz bardziej miał wrażenie, że jednak umarł, trafił w jakąkolwiek wersję zaświatów mu przyszykowano i teraz miał być dręczony na wieki wieków. Tylko przez jeden, głupi błąd. Żałował go, oczywiście że tak, zniszczyło mu to całe jego życie. Czasami jednak się zastanawiał, czy jednak nie tak miało być? Może Gwiezdni uznali, że jest beznadziejnym przypadkiem i żeby go czegokolwiek nauczyć, to trzeba go najpierw straumatyzować? Tortury jednak nie miały sensu.
- A weź ty mnie zostaw po prostu w spokoju - poprosił, wzdrygając się nieco. - Ja już naprawdę mam dość. Czasami naprawdę jestem bliski żeby po prostu pójść na Grzmiącą Ścieżkę i zaczekać na decyzję Gwiezdnego Klanu. Ale jakbyś dała mi tę jedną, jedną maciupką szansę, że jednak stanę na cztery łapy ponownie. Pożyję chwilkę. Niedługo, prawdopodobnie, bo nie wyobrażam sobie długiego życia w moim przypadku. I jak tylko moja stopa postanie na Srebrnej Skórce, o ile mnie tam w ogóle wpuszczą, to wtedy mnie dręcz, dobra? Rób sobie ze mną co chcesz, ale CHWILA spokoju dla mnie cię nie zaboli.
Czarna piękność, a mimo to prześwity siwości widać na całym ciele. Czysta, ułożona i błyszcząca sierść; podłużna, mała twarz; zielone zdeterminowane oczy; duże uszy; długie smukłe łapy; wężowy ogon; smukła, umięśniona sylwetka - orientalna. Ruchy wykonywane z delikatnością, stąpa twardo, ale z tym swoim flirciarskim dodatkiem, robi to wszystko prawie bezszelestnie.
— avek by rolka —
Dusza artystyczna, podziwiająca wszystko co jest warte jej podziwu. Często lubiąca pogawędzić o niestworzonych rzeczach, a może nawet rozegrać jakąś niestworzoną szopkę byleby zwrócić na siebie uwagę. Uwielbia towarzystwo, ale potrafi również pobyć sama, nawet przez długi czas, co nauczyło ją życie podczas podróży po miastach. Nie jest zbyt rozgadana o sobie, woli słuchać o innych, zdobywać informację, zawsze uważała się za bystrą, czemu miałaby więc nie poszerzać swojej wiedzy na różne tematy? Jest typem flirciary, ale zdarza jej się pogłaskać pod włos, byleby potem ułożyć futerko słodkimi słówkami z dodatkiem uśmiechu. Uwielbia zamieszania i psocenie, które może wyjść spod kontroli, ale to problem przyszłej Onyks. Żyje chwilą, ale ma swoje zasady, a szczególnie swoje zdanie. Zawsze mówi to co myśli, nie trzyma języka za zębami. Jednym słowem mówiąc, kłopoty, a dwoma - mieszanka wybuchowa.
xxxx– Ty mnie nie zostawiłeś. Nie wiem, czy pamiętasz – odpowiedziała spokojnie, wdychając powietrze zimne i ciężkie, zostawiające na nich smugi, osadzające się na barkach i pchające do przodu. Zbliżała się zima. – Chcesz proste wyjście z trudnej sytuacji – zaczęła zeskakując z płotu, by stanąć ponownie na wprost kocura. – Nie chcesz bym to ja była Twoim katem, ale nie potrafisz mnie puścić. Wijesz się pod moim wzrokiem jak robak i wymagasz jeszcze bym dała Ci spokój na chwilę – wypluła z wściekłością słowo za słowem, marszcząc brwi i spoglądając na męczennika z chęcią rozlewu krwi w oczach. Sądziła, że to chyba najlepsza rola jaką grała ostatnimi czasy. – To Ty trzymasz mnie w sercu jak największy skarb i skrywasz przed światem. Nie chwalisz się, nie mówisz o mnie, udajesz, że nie istniałam. – Wyprostowała się z szyderczym uśmiechem. – Krzyczysz, że jesteś mordercą, ale… – przerwała, by podejść bliżej. Tak blisko jak tylko pozwoliłby jej czarnofutry. – Czy przyznałeś się naprawdę przed samym sobą? Przyznałeś? – powtórzyła z naciskiem, aż jej zęby otarły się o siebie, a gorzki głos rozlał się po jej uszach, nie potrafiąc sama zarejestrować, że to był jej własny. Och, tak. Była niesamowitą aktorką.
Air in my LUNGS ════════════════════════════════'Til the road begins════════════════════════════════
As theLASTof theBUGSleave>their<h o m e sagain AndI'm|splitting|the roaddown=the middle
||| czarne futro z przebarwieniami | przeciętnego wzrostu | barczysty i spory | bursztynowe oczy | przerośnięte górne kły | pionowa blizna idąca przez lewe oko | oderwane prawe ucho | lśniąca, zadbana sierść |||
Mimo wielu księżyców spędzonych w ludzkim gnieździe, Szczerbatek jest dość barczysty i solidnie zbudowany, niekoniecznie gruby, zwyczajnie spory, wdając się w ojca. Ma zadbane, czarne futro, dobrze odżywione i lśniące, gładko okalające ciało. Kły ma nieco stępione, choć nadal dumnie prezentujące się na brodzie, za to bursztynowe oczy odznaczają się nieco większą obojętnością niż kiedyś. W ogólnym rozrachunku prezentuje się dobrze, całkiem harmonijnie i dumnie, mimo dość zmarnowanego kroku i postawy.
Wydaje się być nieco bardziej zobojętniały, a jednocześnie na nowo lękliwy. Gdzieś we wnętrzu jeszcze kryje się jego naturalna złośliwość, ale zasłonięta maską doświadczenia nabytego przez księżyce, przez co potrafi hamować swoje odzywki, mądrzej dobierać słowa. Wiedziony melancholią, ponowną tęsknotą za rodzimymi stronami. Może być oschły albo nieprzyjemny, choć on sam argumentuje to raczej ograniczoną rotacją towarzystwa.
- Czy to takie złe, że chcę trochę spokoju w życiu? Ja...Ja przepraszam że ci to zrobiłem - zniżył pokornie łeb, przyciskając uszy do czaszki. - Byłem głupi, walczyliśmy i...ja nie chciałem - pociągnął nosem. Bliski płaczu zrobił się dopiero teraz. Wyjątkowo spokojniejszy z tonu, ale czuł ciężar jaki mu zaczął siadać na sercu coraz mocniej. Miał wrażenie, jakby miało samo z siebie zapaść się coraz niżej i przebić w końcu klatkę piersiową, by pokazać duchowi, że mówi prawdę. - Powiedziałem Szponowi o tobie - odpowiedział cicho. - Chyba mi nie uwierzył. Albo po prostu nie chciał. Ja też bym nie chciał na jego miejscu - pociągnął głośniej nosem, wycierając łapą lecące już łzy, choć tym razem udało mu się obyć bez szlochu. Podniósł łeb, spoglądając kotce w pysk. - Co masz na myśli? Przyznałem. Dawno.
Czarna piękność, a mimo to prześwity siwości widać na całym ciele. Czysta, ułożona i błyszcząca sierść; podłużna, mała twarz; zielone zdeterminowane oczy; duże uszy; długie smukłe łapy; wężowy ogon; smukła, umięśniona sylwetka - orientalna. Ruchy wykonywane z delikatnością, stąpa twardo, ale z tym swoim flirciarskim dodatkiem, robi to wszystko prawie bezszelestnie.
— avek by rolka —
Dusza artystyczna, podziwiająca wszystko co jest warte jej podziwu. Często lubiąca pogawędzić o niestworzonych rzeczach, a może nawet rozegrać jakąś niestworzoną szopkę byleby zwrócić na siebie uwagę. Uwielbia towarzystwo, ale potrafi również pobyć sama, nawet przez długi czas, co nauczyło ją życie podczas podróży po miastach. Nie jest zbyt rozgadana o sobie, woli słuchać o innych, zdobywać informację, zawsze uważała się za bystrą, czemu miałaby więc nie poszerzać swojej wiedzy na różne tematy? Jest typem flirciary, ale zdarza jej się pogłaskać pod włos, byleby potem ułożyć futerko słodkimi słówkami z dodatkiem uśmiechu. Uwielbia zamieszania i psocenie, które może wyjść spod kontroli, ale to problem przyszłej Onyks. Żyje chwilą, ale ma swoje zasady, a szczególnie swoje zdanie. Zawsze mówi to co myśli, nie trzyma języka za zębami. Jednym słowem mówiąc, kłopoty, a dwoma - mieszanka wybuchowa.
Westchnęła widząc, że cała zabawa z kocurem dobiegała końcowi, musiał się rozkleić! Teraz co to była za zabawa jak nie składał się jak leżak plażowy tylko dosłownie szlochał jej przed pyskiem z wielkim smutkiem w oczach. xxxx– Bla, bla, bla. Też wiele rzeczy nie chciałam – stwierdziła wywracając oczami, bo co tu mogła w sumie dodać? Nie wiedziała czemu i kogo samotnik przed nią zabił, nie znała żadnych szczegółów. Najwyraźniej żałował… jak ona teraz, bo nudne się to robiło. xxxxNastępne słowa nic jej nie mówiły, ale brzmiały jak wyznanie czegoś istotnego toteż sobie zapisała je w zakątkach umysłu, bo kto wie! Może kiedyś będzie przydatną informacją. Często tak istotne nie jest, ale dawało jej to chociaż trochę zabawy z życia gdzie codziennie trzeba było walczyć o rozrywkę z pierwszej łapy. – Nie wierzę Ci i nigdy nie uwierzę. Myślisz, że płaczem wywołasz u mnie litość? – wycedziła wściekle.
Air in my LUNGS ════════════════════════════════'Til the road begins════════════════════════════════
As theLASTof theBUGSleave>their<h o m e sagain AndI'm|splitting|the roaddown=the middle
||| czarne futro z przebarwieniami | przeciętnego wzrostu | barczysty i spory | bursztynowe oczy | przerośnięte górne kły | pionowa blizna idąca przez lewe oko | oderwane prawe ucho | lśniąca, zadbana sierść |||
Mimo wielu księżyców spędzonych w ludzkim gnieździe, Szczerbatek jest dość barczysty i solidnie zbudowany, niekoniecznie gruby, zwyczajnie spory, wdając się w ojca. Ma zadbane, czarne futro, dobrze odżywione i lśniące, gładko okalające ciało. Kły ma nieco stępione, choć nadal dumnie prezentujące się na brodzie, za to bursztynowe oczy odznaczają się nieco większą obojętnością niż kiedyś. W ogólnym rozrachunku prezentuje się dobrze, całkiem harmonijnie i dumnie, mimo dość zmarnowanego kroku i postawy.
Wydaje się być nieco bardziej zobojętniały, a jednocześnie na nowo lękliwy. Gdzieś we wnętrzu jeszcze kryje się jego naturalna złośliwość, ale zasłonięta maską doświadczenia nabytego przez księżyce, przez co potrafi hamować swoje odzywki, mądrzej dobierać słowa. Wiedziony melancholią, ponowną tęsknotą za rodzimymi stronami. Może być oschły albo nieprzyjemny, choć on sam argumentuje to raczej ograniczoną rotacją towarzystwa.
Wściekły ton sprawił, że Bezimienny skurczył się w sobie, wciskając łeb i szyję między barki. Nigdy się tak nie czuł. Zastraszany. Zwykle sobie z tym radził albo uciekał, a w tym momencie zwyczajnie zastygał. Nawet Kościste Wybrzeże potrafił jakoś ignorować, ale swoją własną przeszłość? Z tym nie da się walczyć.
- Daj mi już spokój, proszę - wycedził, pociągając nosem.
Czarna piękność, a mimo to prześwity siwości widać na całym ciele. Czysta, ułożona i błyszcząca sierść; podłużna, mała twarz; zielone zdeterminowane oczy; duże uszy; długie smukłe łapy; wężowy ogon; smukła, umięśniona sylwetka - orientalna. Ruchy wykonywane z delikatnością, stąpa twardo, ale z tym swoim flirciarskim dodatkiem, robi to wszystko prawie bezszelestnie.
— avek by rolka —
Dusza artystyczna, podziwiająca wszystko co jest warte jej podziwu. Często lubiąca pogawędzić o niestworzonych rzeczach, a może nawet rozegrać jakąś niestworzoną szopkę byleby zwrócić na siebie uwagę. Uwielbia towarzystwo, ale potrafi również pobyć sama, nawet przez długi czas, co nauczyło ją życie podczas podróży po miastach. Nie jest zbyt rozgadana o sobie, woli słuchać o innych, zdobywać informację, zawsze uważała się za bystrą, czemu miałaby więc nie poszerzać swojej wiedzy na różne tematy? Jest typem flirciary, ale zdarza jej się pogłaskać pod włos, byleby potem ułożyć futerko słodkimi słówkami z dodatkiem uśmiechu. Uwielbia zamieszania i psocenie, które może wyjść spod kontroli, ale to problem przyszłej Onyks. Żyje chwilą, ale ma swoje zasady, a szczególnie swoje zdanie. Zawsze mówi to co myśli, nie trzyma języka za zębami. Jednym słowem mówiąc, kłopoty, a dwoma - mieszanka wybuchowa.
xxxxKocur nie posiadał w sobie już chyba ciekawszych reakcji, ani nawet nie starał się powiedzieć czegoś nowego, jedynie błagał czarną piękność o danie mu spokoju. Co za nuda i beznadzieja. Naprawdę nie mógł się tak ugiąć by powiedzieć coś ciekawego? xxxx– Uciekaj – rzuciła beznamiętnie. – Uciekaj, póki mam do Ciebie jeszcze trochę współczucia, ale nie zdziw się jak zacznę Cię gonić – dodała ostatecznie i uśmiechnęła się słodko, usadawiając się na trawie, która jeszcze nie leżała przykryta śniegiem, jedynie kolorowymi liśćmi. Wszystko bywało zabawne, szkoda tylko, że do pewnego momentu. Ech.
Air in my LUNGS ════════════════════════════════'Til the road begins════════════════════════════════
As theLASTof theBUGSleave>their<h o m e sagain AndI'm|splitting|the roaddown=the middle
||| czarne futro z przebarwieniami | przeciętnego wzrostu | barczysty i spory | bursztynowe oczy | przerośnięte górne kły | pionowa blizna idąca przez lewe oko | oderwane prawe ucho | lśniąca, zadbana sierść |||
Mimo wielu księżyców spędzonych w ludzkim gnieździe, Szczerbatek jest dość barczysty i solidnie zbudowany, niekoniecznie gruby, zwyczajnie spory, wdając się w ojca. Ma zadbane, czarne futro, dobrze odżywione i lśniące, gładko okalające ciało. Kły ma nieco stępione, choć nadal dumnie prezentujące się na brodzie, za to bursztynowe oczy odznaczają się nieco większą obojętnością niż kiedyś. W ogólnym rozrachunku prezentuje się dobrze, całkiem harmonijnie i dumnie, mimo dość zmarnowanego kroku i postawy.
Wydaje się być nieco bardziej zobojętniały, a jednocześnie na nowo lękliwy. Gdzieś we wnętrzu jeszcze kryje się jego naturalna złośliwość, ale zasłonięta maską doświadczenia nabytego przez księżyce, przez co potrafi hamować swoje odzywki, mądrzej dobierać słowa. Wiedziony melancholią, ponowną tęsknotą za rodzimymi stronami. Może być oschły albo nieprzyjemny, choć on sam argumentuje to raczej ograniczoną rotacją towarzystwa.
Nie zamierzał kusić losu, toteż rzucił kotce jedynie krótkie spojrzenie. Spojrzał następnie przed siebie i ruszył się niepewnie z miejsca, by następnie dość szybkim krokiem oddalić się od płotu. Obejrzał się za siebie tylko raz, by upewnić się, że czarna go aby na pewno nie goni, dopiero wtedy odetchnął z ulgą i poszedł w swoją smutną stronę.
krótkie, czarne, szorstkie futro - zielone oczy (w słońcu wydają się jaskrawożółte) - długie ciało, łapy, ogon - nieco niższa niż wichrowa średnia - biała plamka na piersi - różowa kokarda na piersi
cicha, wycofana, dobry słuchacz, nie da sobie w kasze dmuchac, cierpliwa, samotnik
xxxxWzięłam głęboki wdech, gdy stanęłam tuż przed płotem do Siedliska Koni. Był już wieczór, niebo stało się zupełnie ciemne, jednak nie zatrzymało nas to przed tym, by jednak zawędrować tak daleko. - Wierzysz jej? - zapytałam Traszkową Łapę, kiedy tylko spojrzałam na kotkę. Jeszcze nie tak dawno temu do Ciepłych Skałek wparowała Czarna Łapa, która z podekscytowaniem zaczęła opowiadać o świecącym drzewku, na którego czubku zatrzymała się prawdziwa gwiazda. Słysząc to, niemalże od razu poderwałam się z legowiska. Nie chciało mi się wierzyć, że coś takiego mogło spaść na wyciągnięcie łapy... wiedziałam też, że Czarna Łapa lubiła plotkować i rozsiewać intrygujące informacje gdzie popadnie, więc jeśli był to tylko haczyk i sposób, na wyciągnięcie mnie z legowiska, to najwyraźniej jej się udało. - Że ta gwiazda... faktycznie tam jest? I że spełnia życzenia? - chciałabym, by spełniała. Wtedy mogłabym... uzyskać to, czego pragnęłam, choć nie do końca wiedziałam do czego ja tak naprawdę dążę i jak najlepiej mogłabym wykorzystać swoją szansę. Ale bez gwiazdki nie będzie życzenia, najpierw musiałam się upewnić, że ta w ogóle tam jest.
Księżyce: 85 Mistrz: Śpiewające Echo, Korzenna Woń Płeć: kotka Matka: Roziskrzona Gwiazda Ojciec: Łabędzia Gwiazda Trwałe urazy: blizna po lisich kłach na karku i druga na gardle; blizna po szponach na lewym barku; brak lewego ucha
Księżyce: 85 Mistrz: Śpiewające Echo, Korzenna Woń Płeć: kotka Matka: Roziskrzona Gwiazda Ojciec: Łabędzia Gwiazda Trwałe urazy: blizna po lisich kłach na karku i druga na gardle; blizna po szponach na lewym barku; brak lewego ucha
długa, nastroszona sierść | czekoladowy point | białe znaczenia na pysku i łapach | niebieskie oczy z granatową plamką na lewym
Gwiezdni, Honor, Wicher.
Traszce przeszkadza wiele rzeczy, a już najbardziej nieróbstwo bliźniego swego.
Traszkowa Łapa uważa siebie za kota rozsądnego, który zagarnął prawdopodobnie całą pulę szarych komórek, które przypadły na kijanki (no, może z dwie sztuki zostały dla Mchowej Łapy). Za kota, który stroni od głupoty. A plotki rozpowiadane w Ciepłych Skałkach przez Czarną Łapę zdecydowanie do głupot należą, bez dwóch zdań. A jednak czekoladowa pointka znajduje się pod Siedliskiem Koni wraz z kuzynką. Marszczy brwi na zadane przez nią pytanie, a niezadowolony grymas jedynie pogłębia się wraz z rozwinięciem wypowiedzi.
– Nie. Czarna Łapa jest niewiele bardziej wiarygodna niż Świt. – zaprzecza bez zastanowienia, żeby przypadkiem Mamrocząca Łapa sobie nie pomyślała, że ona wierzy w takie rzeczy!! Ale spodziewa się, że zaraz zostanie spytana co tu robi w takim razie, więc ubiega czarną terminatorkę i sama dodaje. – Ale nie zaszkodzi sprawdzić. Na wszelki wypadek.
Słysząc samą siebie odnosi wrażenie, że brzmi to jak słabe wymówki, ale cóż.
Malutka, prawie cała pokryta białą sierścią kotka. Rude, klasycznie pręgowane plamki pojawiają się na ogonie, dwie na grzbiecie i na twarzy. Pyszczek kotki ma delikatne rysy z wybijającym się różowym noskiem i szaro-niebieskimi oczkami.
Nieśmiała, lecz rozbrykana i pełna zabawy kotka. Przy pierwszym poznaniu atakuje obcego barierą nieśmiałości, lecz podczas przyjemnej rozmowy można się łatwo przez nią przebić. Chciałaby sprawić jak najlepsze wrażenie i jeżeli ktoś nie polubi kotki lub ją skrytykuje, to szuka winy tylko i wyłącznie u siebie. Choć czasem to również jej wina. Często się zamyśli, przejęzyczy, czy wywoła niezręczną ciszę, nie wiedząc jak kontynuować rozmowę. Mimo to stara się nie zamknąć i poznać kogoś innego niż tylko rodzinę!
Jak na razie okolica była wyjątkowo spokojna. Jeśli jakieś dziwy się działy, to na pewno nie tutaj. Płot był no... Wyglądał jak zawsze. Nic szczególnego. Nie było też żadnych zapachów świadczących o obecności dwunożnych w pobliżu czy czegokolwiek co mogłoby być niebezpieczne. Pozostało nic, tylko przejść przez pierwszą przeszkodę.
Księżyce: 85 Mistrz: Śpiewające Echo, Korzenna Woń Płeć: kotka Matka: Roziskrzona Gwiazda Ojciec: Łabędzia Gwiazda Trwałe urazy: blizna po lisich kłach na karku i druga na gardle; blizna po szponach na lewym barku; brak lewego ucha
Księżyce: 85 Mistrz: Śpiewające Echo, Korzenna Woń Płeć: kotka Matka: Roziskrzona Gwiazda Ojciec: Łabędzia Gwiazda Trwałe urazy: blizna po lisich kłach na karku i druga na gardle; blizna po szponach na lewym barku; brak lewego ucha
długa, nastroszona sierść | czekoladowy point | białe znaczenia na pysku i łapach | niebieskie oczy z granatową plamką na lewym
Gwiezdni, Honor, Wicher.
Traszce przeszkadza wiele rzeczy, a już najbardziej nieróbstwo bliźniego swego.
Mija chwila bez odpowiedzi kuzynki, płot tymczasem nie wygląda ani zachęcająco, ani zniechęcająco. Za przeszkodą jest cicho, a przynajmniej Traszkowa Łapa nie widzi na ten moment tam nic ciekawego. I tyle starczy by ostatecznie dotarło do niej jak słabą wymówką jest nie zaszkodzi sprawdzić. Terminatorka jest sobą zdegustowana. Czy ona rzeczywiście zamierzała iść po gwiazdkę zawieszoną na czubku drzewa, bo cokolwiek by sobie Czarna Łapa nie wymyśliła? Nie, ona się musi wyspać na jutro, proszę państwa, jeśli Strumyk chce się tak bawić to droga wolna, ona w tym jednak udziału brać nie zamierza.
– To zabawa dla kociaków. – przerywa wreszcie ciszę. – Rób co chcesz, ja czasu marnować nie zamierzam. – dodaje jeszcze nim rusza w drogę powrotną. Ma nadzieję, że Mamrotka za nią ruszy, bo mimo wszystko nie chce jej tu samej zostawiać, ale też umarła w niej jakakolwiek sympatia do tego absurdalnego pomysłu i nie ma szans, by tu została.
Duża. To z pewnością pierwsze słowo, które przychodzi na myśl spoglądając na Kolczastą Łapę i nie chodzi tu wyłącznie o wzrost. Kotka jest postawna, posiada szerokie łapy, a spory puchaty ogon - niemal zawsze uniesiony ku górze - tylko potęgują to wrażenie. Czerń i biel na długim, wypielęgnowanym futrze rozchodzą się niemal po równo. Biała barwa obejmuje dolną część mordki, z wyłączeniem charakterystycznej małej plamki na brodzie, okala kark, brzuch oraz łapy. Czerń zaś obejmuje niemal całą głowę, część karku, plecy, ogon, a także pojawia się na prawej pięcie i po wewnętrznej stronie lewej łapy. Szeroki pysk często zdobi skwaszona mina, co nawet współgra z jadowicie zielonymi oczami.
Bardzo poważna i zdeterminowana. Do utraty tchu pracuje nad tym żeby nie zostać w tyle, żeby już nikogo nie zawieść. Nie stroni od towarzystwa, ale zdecydowanie nie odnajduje się w sytuacjach społecznych. Podatność na zaczepki też tego nie ułatwia. Czarno-biała jest bardzo drażliwa, przez co łatwo wyprowadzić ją z równowagi, a co gorsza jedyny argument jaki zna to siła.
Pszeniczny Kłos, Słoneczna Łapa
XXXWedług ostatniego otrzymanego drogowskazu powinna być już niedaleko, miała tylko iść dalej. Gdyby mogła się zawrócić i spotkać kota, który podarował jej tę złotą radę to, jak Gwiezdny Klan kocha, kazałaby mu połknąć te słowa z powrotem. Razem z zębami. Dała się wywieść w pole jak małe kocię, naiwnie ufając, że jakiś bezklanowy śmieć będzie wiedział, którędy na tereny Czterech Klanów. Jak jeszcze daleko miało być to niedaleko? XXXStanęła na pagórku, żeby mieć lepsze rozeznanie w terenie. Nie wiedziała, na co właściwie liczyła. Że coś wyczuje? Przy tym końskim smrodzie raczej było to niemożliwe, ale może coś dojrzy. Cokolwiek co powie jej, czy dalsza droga powinna ją wieść prosto, czy może powinna skręcić. Wysunęła pazury, wbijając je w nieprzyjemnie rozmokłą glebę, a wysoko uniesiony ogon drgnął nerwowo. Nadarzyła się okazja - na tle zszarzałego pastwiska wyróżniała się postać o rdzawym futrze. Tylko co teraz? Dopóki była jeszcze daleko nie musiała się przejmować niczym. Pytała o drogę i tyle. Większość biedaków i tak nawet nie słyszała o klanach, innym coś się obiło o uszy, ale ciężko było im przybliżyć ich lokalizację. Teraz sprawa wyglądała trochę inaczej. Mogła mieć przed sobą kota z klanu i, wbrew pozorom, niekoniecznie było to dobrze. Zastygła w bezruchu, ze spojrzeniem utkwionym w rudą sylwetkę, próbując rozpracować sposób powitania z nieznajomym.
Księżyce: 98 Mistrz: Kunie Gardło †, Muchomorowy Bór †, Rześki Zmierzch, ˙✦Wędrujące Światła˙✦ Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Wysoka Łodyga † [npc] Ojciec: Płonący Liść † [npc] Rodzic: Iskra ♥ † (Roziskrzona Gwiazda) Partner: Serce oddane tylko jednej Trwałe urazy: blizna po psich zębach na grzbiecie, poniżej karku;
Wielka, wysoka i szeroka; długie rude, wręcz ogniste futro, pręgowane tygrysio z dodatkiem bieli na brodzie, piersi, brzuchu, końcówce ogona i czterech łapkach (tylko do kostek, jeden palec rudy u prawej przedniej łapy); wielkie miodowe oczy; różowy nosek; patyczki i liście w sierści to codzienność tak samo z drobinki ziemi, jedynie kwiatki wsadza w nie sama, bo lubi. Lekki krok, praktycznie bezszelestny, a mimo to z gracją.
Tonąca w żałobie, pijąca winę, obmyta w smutku, spokojna, cierpliwa, lojalna, ciekawa świata, nadal starająca się zachować radość i szczęście, rozważniejsza oraz powolna.
Moim planem na dzisiaj było śledzenie zająca, którego zauważyłam koło terenów Gromu, kiedy ten wesoło sobie kicał szukając czegoś konkretnego; sama nie wiedziałam czego mógł tutaj szukać taki wielkouchy i dorodnie wyglądający zwierzak, ale nie miałam ochoty na niego polować, ciekawa byłam tylko jego dzisiejszego zadania. Niestety im bardziej w głąb Ziem Niczyich szłam za nim, tym on zdawał się coraz bardziej starać mnie zgubić, a podobno piszczki wcale nie są takie mądre… sprytniejsze, niż się może zdawać! Kiedy w końcu dał susa, ja nie miałam nawet co gonić, praktycznie odleciał jakby posiadał ukryte skrzydła, a mi pozostało jedynie oglądanie oddalającego się szarego kuperka. Och, szkoda… coś jednak nie dawało mi spokoju, a mianowicie uczucie jakby coś mnie oglądało, a może raczej ktoś? I kiedy tylko rozejrzałam się wokół siebie mogłam zobaczyć czarno-białe futerko oraz niezbyt przyjazne spojrzenie, które obserwowało moją osobę.
– Hm… Hej! Coś się stało?
Heartswill xxxxzxxxxzx╰┈➤dream again Lungswill﴾breathe in﴿
Wash awaythesins
It'swhereitbegins
Feet won'txfail you now Arms won'txlet you down Wash awaythesins