duży, włochaty, biały kot z brązowym ogonem. jasnozielone, migdałowate w kształcie oczy, prosty profil
młody gniewny arogancki
Pochmurny Sen || Śpiewająca Knieja
Bród się nudził. Wręcz niemiłosiernie. Na całe szczęście granice obozu nie były już granicami jego życia, więc gdy tylko zrobiło się odrobinę chłodniej i jego życiu nie zagrażały potężne palące promienie słońca, wybrał się poznać nowe rzeczy. Nie planował gdzie pójdzie, ale nie chciał też iść nigdzie daleko. Przed nikim bym się nie przyznał, ale nie ufał swojemu ciału, nie po tym co odstawiało przez tak długi czas, i nie zamierzał ryzykować, że coś mu się stanie daleko od obozu.
Mimo to dotarł aż do granicy z Klanem Wichru na której zatrzymał się lekko niepewny. Zasady zabraniały wkraczania na tereny innych klanów, wiedział to doskonale. Ale czym były te zasady dla niego? Czy zamierzał się ich trzymać. No nie, rzecz jasne że nie. Zasady były po to by mógł względem nich udowodnić, że jest najlepszy. A jeśli w tym przeszkadzały to należało je zignorować.
Przeszedł kawałek na teren Klanu Wichru. Tylko kawałek. Stanął tam w pełnej dumie, zadowolony z siebie. Poczuł się wspaniały! Król tego świata! Ale po chwili do niego dotarło, że tak naprawdę nic to nie zmieniło i zrzedła mu mina. Nikogo nie było w okolicy, nikt tego nie widział, a jedne tereny od drugich różniły się tylko trochę zapachem. Zniechęcony ruszył wzdłuż granicy z ponurą miną.
Kociak całkowicie przeciętnego wzrostu, o smukłej, harmonijnej budowie ciała. Jednak na tym jego przeciętność się kończy, bo z każdym mijającym dniem, na krótkiej, gładkiej sierści Szafrana coraz wyraźniej widoczne są rzadko spotykane w lesie układy znaczeń. Zaczynając od początku, jego futerko podstawowo można uznać za białe, jednak z wieloma ciemniejszymi znaczeniami, pokrywającymi ostatecznie większą jego część.
Na głowie widoczna jest swego rodzaju, bardzo ciemna, prawie czarna „maska” idąca między oczami i pod każdym z nich osobna, dalej przeradzająca się w pręgi, podobny odcień mają także uczy. Oba jego boki pokrywają rozety, wyraźnie odcinające się od jasnego tła, ale nie tak ciemne jak znaczenia na pyszczku tu kolor zatrzyma się na etapie brązu z odpowiednimi przejaśnieniami w ich centrach. Również łapy i ogon objęte są pręgowaniem, najciemniejszym przy ich końcach, później stopniowo dopasowujące się do tych na tułowiu.
Na mordce dobrze odznacza się nosek i oczy, teraz w barwie typowej dla wszystkich kociąt, a później jasnoniebieskie.
Dla Szafrana był to całkiem dobry dzień. Mistrz po raz kolejny (aktualnie należało to już chyba uznać za normę) zajmował się czymś innym niż jego treningiem, więc mógł się wybrać gdzie tylko chciał. Co w tym przypadku oznaczało akurat jedną z ich granic. Właściwie nawet nie planował dotrzeć akurat tutaj, po prostu szedł przed siebie aż do momentu, w którym w oczy nie rzuciłoby mu się coś interesującego. Albo ktoś interesujący.
Czy to nie była już należąca do nich część? Jeśli nic mu się nie pomyliło to tak, ten śmierdzący Rzeką kocur zdążył już wyjść poza własne ziemie. Specjalnie? Albo może przez pomyłkę, jeśli zupełnie nie miał węchu czy w jego klanie nikt nie próbował mu powiedzieć, że tak nie wolno? Chociaż to była najmniej prawdopodobna opcja, wątpił, żeby poszczególne klany różniły się od siebie wystarczająco, żeby nikt mu jeszcze nie przekazał tych podobno bardzo istotnych zasad. - Stój, znalazłeś się na terenach klanu Wichru! - zawołał, podchodząc bliżej drugiego kocura - Nie no, tylko żartuję. Ale co tu robisz? Planowałeś atak na nasz obóz, czy po prostu sprawdzasz co się stanie, jak przekroczysz granicę? - spytał, uśmiechając się. Być może zaraz się okaże, że jednak nie był to ktoś, z kim chciałoby mu się rozmawiać, ale póki co humor całkiem mu dopisywał, więc warto było spróbować. Zawsze to jakaś odmiana od wszystkich, których zdążył już dawno poznać, lub kolejnej fali kociąt, która postanowiła po raz pierwszy wypełznąć ze Splątanych Korzeni.
duży, włochaty, biały kot z brązowym ogonem. jasnozielone, migdałowate w kształcie oczy, prosty profil
młody gniewny arogancki
Pochmurny Sen || Śpiewająca Knieja
Bród zatrzymał się i ze skwaszoną miną patrzył na kocura który mu śmiał czegoś zabraniać. Zaraz jednak okazało się że nie, wcale nie, na co Bród parsknął. Było to troszkę zabawne. Ale tylko trochę. Nie na tyle by wywołać cokolwiek więcej niż lekkie parsknięcie.
- Planowałem przejąć władzę nad Klanem Wichru jako wasza nowa Gwiazda - oświadczył uroczyście, tylko z odrobiną ironii w głosie. - Słyszałem, że Lawendowa Gwiazda to już dość stara jest, chyba więc przyda wam się ktoś nowy na to stanowisko.
Mówił to z dumą i pewnością siebie, jak przystało na potencjalną Gwiazdę. Mało kto go znał na tyle, by wyczuć tę odrobinę żartobliwości, którą Bród w to wkładał, ale to tam było, gdzieś pod powłoką pewnej bucery.
Przyjrzał się przy tym kocurowi z którym miał do czynienia trochę dokładniej i doszedł do wniosku, że interesujący wygląd jest prawie tak dobry jak ładny wygląd.
Kociak całkowicie przeciętnego wzrostu, o smukłej, harmonijnej budowie ciała. Jednak na tym jego przeciętność się kończy, bo z każdym mijającym dniem, na krótkiej, gładkiej sierści Szafrana coraz wyraźniej widoczne są rzadko spotykane w lesie układy znaczeń. Zaczynając od początku, jego futerko podstawowo można uznać za białe, jednak z wieloma ciemniejszymi znaczeniami, pokrywającymi ostatecznie większą jego część.
Na głowie widoczna jest swego rodzaju, bardzo ciemna, prawie czarna „maska” idąca między oczami i pod każdym z nich osobna, dalej przeradzająca się w pręgi, podobny odcień mają także uczy. Oba jego boki pokrywają rozety, wyraźnie odcinające się od jasnego tła, ale nie tak ciemne jak znaczenia na pyszczku tu kolor zatrzyma się na etapie brązu z odpowiednimi przejaśnieniami w ich centrach. Również łapy i ogon objęte są pręgowaniem, najciemniejszym przy ich końcach, później stopniowo dopasowujące się do tych na tułowiu.
Na mordce dobrze odznacza się nosek i oczy, teraz w barwie typowej dla wszystkich kociąt, a później jasnoniebieskie.
Pokiwał głową. Niezły plan, chętnie zobaczyłby jak wygląda takie przejęcie władzy, przynajmniej wydarzyłoby się coś interesującego. Aż szkoda, że ten plan prawdopodobnie nie miał nic wspólnego z prawdą. - Niestety, ma też zastępczynię, a ona z kolei ma jeszcze brata, który wygląda tak samo jak ona, więc najpierw musiałbyś sobie jeszcze poradzić z nimi. – To był istotny fakt, bo nawet jeśli pozbyłby się Lawendowej Gwiazdy i Roziskrzonej Nocy, jeszcze jeden kot mógłby zająć miejsce jednej z nich i być może nikt by się nie zorientował. Parę księżyców temu pojawiło się również trochę podobnych do niej kociąt, które jednak po pierwsze były mniejsze, a po drugie krzyczały cały czas, więc w tym przypadku zdecydowanie trudniej było o pomyłkę. - Jestem Fiołek, a ty? – Może i kocur nie wydawał się być zły, ale czy to wystarczało, by podawać mu swoje prawdziwe imię? Niekoniecznie. Tym razem padło po prostu na rodzaj kwiatu, bez żadnego konkretnego powodu. Najłatwiej było pomyśleć o czymś o podobnym znaczeniu, więc czemu nie? Żadnych konkretnych powodów, by nie przedstawiać się jako Szafran tak naprawdę nie miał, ale zawsze miał wrażenie, że nie podawanie zbyt dużej ilości informacji było bezpieczniejsze. Chociaż co Rzeczny kocur miałby z tym zrobić? Naskarżyć na niego Lawendowej Gwieździe nim przejmie jej miejsce?
duży, włochaty, biały kot z brązowym ogonem. jasnozielone, migdałowate w kształcie oczy, prosty profil
młody gniewny arogancki
Pochmurny Sen || Śpiewająca Knieja
Bród pokręcił smutno głową.
- No i cały mój plan legł w gruzach. Samotnie nie dam rady, będę musiał znaleźć sprzymierzeńców. Co powiesz na zostanie moim zastępcą? - spytał kocura, w końcu przybierając lekki uśmiech na pyszczek i postępując krok do przodu.
Podobało mu się to. Kocur był ładny, a takie snucie opowieści było... Ciekawym doświadczeniem. Miał nadzieje, że kocur to podchwyci tak samo i będzie kontynuować. W końcu to było coś ciekawego co Bród mógłby robić i nie być ciągle zawiedzony stanem świata i tego jakie to wszystko nijakie.
- Brodząca Łapa - przedstawił się. Nie zamierzał ryzykować, że ktoś pomyśli że nazywa się Bród od bycia brudnym, o nie, szczególnie nie ktoś tak ładny.
Kociak całkowicie przeciętnego wzrostu, o smukłej, harmonijnej budowie ciała. Jednak na tym jego przeciętność się kończy, bo z każdym mijającym dniem, na krótkiej, gładkiej sierści Szafrana coraz wyraźniej widoczne są rzadko spotykane w lesie układy znaczeń. Zaczynając od początku, jego futerko podstawowo można uznać za białe, jednak z wieloma ciemniejszymi znaczeniami, pokrywającymi ostatecznie większą jego część.
Na głowie widoczna jest swego rodzaju, bardzo ciemna, prawie czarna „maska” idąca między oczami i pod każdym z nich osobna, dalej przeradzająca się w pręgi, podobny odcień mają także uczy. Oba jego boki pokrywają rozety, wyraźnie odcinające się od jasnego tła, ale nie tak ciemne jak znaczenia na pyszczku tu kolor zatrzyma się na etapie brązu z odpowiednimi przejaśnieniami w ich centrach. Również łapy i ogon objęte są pręgowaniem, najciemniejszym przy ich końcach, później stopniowo dopasowujące się do tych na tułowiu.
Na mordce dobrze odznacza się nosek i oczy, teraz w barwie typowej dla wszystkich kociąt, a później jasnoniebieskie.
- Czemu by nie... Chociaż to pewnie dużo pracy. Wolę mieć czas, żeby chodzić gdzie tylko chcę. - I to akurat była już całkowita prawda, marzenia niektórych o zostaniu władcą całego klanu, a może nawet i czegoś więcej, nigdy nie przemawiały do niego bezpośrednio. Nawet gdyby mógł wszystkim wydawać rozkazy, przede wszystkim chciałby żeby zostawili go w spokoju. To umiał uzyskać i bez specjalnej rangi, a dodatkowo przynajmniej nikt nie próbował męczyć go przy tym problemami, które podobno powinien za nich rozwiązać. - Ale jeśli zostałbyś wtedy przywódcą i Wichru, i Rzeki, można by połączyć ich tereny i wtedy na pewno miałbym więcej miejsca na spacery. - Właściwie czemu nikt nigdy nie pomyślał o zrobieniu jednego, dużego klanu? Czy na to istniała też jakaś wymyślona historyjka, czy te podobno całkowicie istnieją różnice wystarczały, żeby tego nie robić? Jak dla niego, taki chociażby Brodząca Łapa nie różnił się od Wichrzaków, nikt raczej nie uznałby na niemożliwe, żeby pochodził z ich klanu, wystarczyłoby, że zmieniłoby mu się nieco zapach.
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Księżyce: 125 Mistrz: Roziskrzona Noc <3 Płeć: kocur Zaimki: on/jego Matka: Roziskrzona Noc ♥ † Rodzic: Jaśniejący Płomień ♥ † (wujo) Partner: frajer (Kwitnący Jaśmin) Trwałe urazy: średniej wielkości blizna na prawej przedniej łapie po otwartym złamaniu kości promieniowej, często przykryta futrem; ślady (lisich) zębów na prawym barku
Urazy mechaniczne: wcześniejsze obniżenie statystyk z racji wieku – pierwszy spadek przy 90k, drugi przy 100k (powód: złamanie otwarte po pelikanie)
Wielki kocur o masywnej budowie, którą zawdzięcza nie tylko genom, ale i mięśniom. Długie kłaki powiększają go jeszcze bardziej, szczególnie te przy szyi tworzące swego rodzaju grzywę. Niebieskie futro rozczochrane na każdą stronę, zadbane tyle o ile, byleby by było. Okrągłe oczy na sporawym lekko płaskim pyszczku, skrzące się na pomarańcz wymieszany z brązem. Czarny nosek, białe wibrysy, wszystko na swoim miejscu.
Dorósł, zmienił się, a mimo to trudno zauważyć jakąś zmianę. Wewnątrz jest smutniejszy, poważniejszy, melancholijny, a dla reszty świata stara się jednak być szczęśliwy, wesoły i podnoszący na duchu. Stracił wiele, zyskał wiele, ma wiele, ma mało, ciężko mu nawigować w życiu, które potrafi być tak nieprzewidywalne. Zrozumiał ile stracił dla klanu, który kocha, ale czy powinien zaprzepaszczać swoje życie bez zastanowienia? Stara się zbudować nową pewność siebie, odbudować stare cząstki siebie, które gdzieś zniknęły. Samotność jest jego najbliższym kompanem, doskwiera mu to, przeszkadza, chce to zmienić. Musi to zmienić, bo powoli wszystko go pochłania. Nie da się tego jednak zauważyć na pierwszy rzut oka, a on usilnie będzie dla każdego oparciem, jeśli tylko będzie musiał.
Wypełniał swoje obowiązki automatycznie, czasem jeszcze patrzył w ściany i nie bardzo wiedział co ze sobą zrobić, szczególnie jak docierało do niego jak wielką zmianą w jego życiu było dowiedzenie się swojej własnej orientacji. Trochę nie potrafił się pogodzić z tym jak to wszystko się rozegrało i przede wszystkim jak bardzo teraz tęsknił za Orłem w porównaniu do słodkiej niewiedzy jaką miał przed realizacją kim jest.
Dzisiejszy patrol postanowił przejść sam, mimo iż został wybrany z Bocianem poprosił go o wzięcie kogoś innego, bo szaraczek potrzebował czasu na chwilę spokoju, a może po prostu na pooddychanie świeżym powietrzem bez kogoś u boku. Zapach rzeki od klanu Rzeki wydawał się dobrym wyborem, gdy tak myślał o czymś co miało go uspokoić, może nawet poszczęściło by mu się na tyle, że usłyszałby jej szum?
wysoka i smukła / o przylegającej do ciała, długiej sierści / czekoladowy point: ciemna głowa (uszy i „czepek” w kształcie odwróconej litery V), plecy i części łap (na przednich łapach czekoladowa barwa kończy się nieco poniżej łokci; na lewej tylnej nachodzi na udo; na prawej tylnej sięga przed palce) / bladobłękitne oczy
spokojna / cicha / zrównoważona / niezależna / ciekawa otaczającego ją świata, choć podatna na nudę
Feniks [P]
***
Nie wiem, jak to jest, że nie ma nic prostszego od zgubienia się wojownikom na wspólnym patrolu. Interesujący kontrast, patrząc na to, ile zajęło wymknięcie się z Obozu, gdy byłam kociakiem. Gwiezdni mi świadkiem, nie miałam żadnych niegodziwych planów, zabierając się z Klekoczącym Bocianem i Słonecznym Brzegiem. Szliśmy w zgodną trójkę, grzecznie uprzedziłam, że skręcę po tego królika, co kręci się nieopodal, a potem... szukaj wiatru w polu. To jest, gdybym chciała, bez trudu bym ich dogoniła, ale jest coś skłaniającego do refleksji w fakcie, że całkowicie zdążyli zniknąć z pola widzenia. Na, wydawałoby się, istnym pustkowiu.
Nie spieszy mi się. Przyda mi się przerwa od pogaduszek. Powoli idę wzdłuż granicy z Klanem Rzeki, zaglądając mimochodem na ich tereny. Lubię patrzeć, co tam porabiają sąsiedzi, o ile akurat ktoś znajdzie się niedaleko. Mam tylko nadzieję uniknąć przypadkowego spotkania z dalszą rodziną.
【EVERYDAYISEXACTLYTHESAME】 – there is [no love] here and there is [no pain] –
┍━━━━━━━━ » • » ☾ « • « ━━━┑ I believe I canseethe future 'Cause I [repeat] the sameroutine I think. I used to have [a voice]
Now I .n e v e r.make a sound ┕━━━ » • » ☾ « • « ━━━━━━━━┙ sometimes i think. i'm happy here . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . sometimes, yet i stillpretend
↻ I can't rememberh o w this got started ↺
╰┈➤ Oh,but I can tell. you [exactly how] it will end
Księżyce: 71 Mistrz: Płotkowy Potok Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Karasiowa Ość [*], Płotkowy Potok [*]
długowłosy, niebiesko-kremowy szylkret z białymi znaczeniami na szyi, brzuchu i łapach; prawe oko zielone, lewe pomarańczowe; wypłosz z przerzedzoną sierścią, wysoki, choć często się garbi; pachnie mieszaniną wszelkiego zielska i Grzmiącej Ścieżki; ma pojedyncze siwe włosy na pysku
Zależny od układu gwiazd na niebie. Punktem stałym jest unikanie konfliktów i planów na odległą przyszłość.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Ogólnie bawię się przednio nad kretowiskiem aż do chwili, gdy mnie jednak nudzi czekanie. Wtedy szybko okazuje się, że czekanie aż jakiś kret wystawi głowę by skoczyć na jego kopiec jest szalenie nudne. Masakra jakaś, bo w teorii zajęcie przednie się wydawało. Najwyraźniej jednak krety nie znają się na zabawie i nie chcą uczestniczyć w zapewnianiu mi rozrywki. Desperacja przywiewa mnie na drugi brzeg Grzmiącej Rzeki, a następnie do granicy z Wichrem, bo to już prosta droga, chociaż jakby kto mnie pytał to nie wiem czy świadomie się tam skierowałem. Chyba nie?
Ale dostrzegam jakiegoś Wichrzaka (mam nadzieję, że Wichrzaka, a nie samotnika podszywającego się pod takowego), więc ruszam w jego stronę.
– Siemanko, masz chwilę aby porozmawiać o jaszczurkach?
︶⊹︶︶୨୧︶︶︶⊹︶︶⊹︶︶︶୨୧︶︶⊹︶ shadowssettleontheplace – that you left – Our mindsare{ t r o u b l e d } by the emptiness
We are the reckless, we are the wildyouth ⋅౨ৎ‧₊C h a s i n g.visions of { our futures } One day, we'll revealthe truth That one{ will die } . . . . . ◟੭. . . . . . . . . . . . . . . . . . .beforehegetsthere
wysoka i smukła / o przylegającej do ciała, długiej sierści / czekoladowy point: ciemna głowa (uszy i „czepek” w kształcie odwróconej litery V), plecy i części łap (na przednich łapach czekoladowa barwa kończy się nieco poniżej łokci; na lewej tylnej nachodzi na udo; na prawej tylnej sięga przed palce) / bladobłękitne oczy
spokojna / cicha / zrównoważona / niezależna / ciekawa otaczającego ją świata, choć podatna na nudę
Feniks [P]
Ledwie zwracam się z powrotem ku naszemu kawałkowi ziemi, a potem bez większej intencji odwracam głowę ku Rzece, w niedawno pustej przestrzeni widzę kogoś, który wygląda, jakby nie był zdecydowany co do swojego wyglądu. I ledwo go zauważam, do moich nozdrzy wraz z powiewem wiatru dociera dziwny smród. Wymieszany z zieleniną, ale nadal smród.
Co gorsza, pochodzi od tego nieznajomego kota.
Co gorsza, ów nieznajomy kot wykazuje mną zainteresowanie.
Zatrzymuję się w miejscu, pod nosem wypuszczam z siebie lekkie westchnienie. Wlepiam wzrok w dwukolorowe oczy i przez chwilę milczę, nim postanawiam przystać na krótką pogawędkę.
– Ale tak ogólnie o jaszczurkach, czy...? – pytam, na wypadek, gdyby za najbliższym krzakiem ukrywała stosik martwych gadów.
【EVERYDAYISEXACTLYTHESAME】 – there is [no love] here and there is [no pain] –
┍━━━━━━━━ » • » ☾ « • « ━━━┑ I believe I canseethe future 'Cause I [repeat] the sameroutine I think. I used to have [a voice]
Now I .n e v e r.make a sound ┕━━━ » • » ☾ « • « ━━━━━━━━┙ sometimes i think. i'm happy here . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . sometimes, yet i stillpretend
↻ I can't rememberh o w this got started ↺
╰┈➤ Oh,but I can tell. you [exactly how] it will end
Księżyce: 71 Mistrz: Płotkowy Potok Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Karasiowa Ość [*], Płotkowy Potok [*]
długowłosy, niebiesko-kremowy szylkret z białymi znaczeniami na szyi, brzuchu i łapach; prawe oko zielone, lewe pomarańczowe; wypłosz z przerzedzoną sierścią, wysoki, choć często się garbi; pachnie mieszaniną wszelkiego zielska i Grzmiącej Ścieżki; ma pojedyncze siwe włosy na pysku
Zależny od układu gwiazd na niebie. Punktem stałym jest unikanie konfliktów i planów na odległą przyszłość.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
Wspaniale, nieznajoma nie okazuje się niema. Albo takiej nie udaje, bo chyba szanse na spotkanie kota, który nie może mówić są znikome, o ile nie zerowe. A przez krótki moment już podejrzewałem, że faktycznie się nie odezwie wcale!!
– Tak ogólnie o jaszczurkach, dokładnie. – potakuję z kiwnięciem łba, gotowy już wypalić z właściwym tematem rozmowy, ale podejrzliwość i w ogóle czekoladowej pointki wydają się na tyle zabawne, że wstrzymuję się jeszcze, dając jej czas na zastanowienie się czy jest gotowa na rozmowę o jaszczurkach. Jak nie to szkoda, ale też nie żeby ta kwestia spędzała mi sen z powiek, po prostu milsze takie zaczepianie do rozmowy niż klasyczne przedstawianie się. Potem i tak nie pamiętam imion i co mi po tym.
︶⊹︶︶୨୧︶︶︶⊹︶︶⊹︶︶︶୨୧︶︶⊹︶ shadowssettleontheplace – that you left – Our mindsare{ t r o u b l e d } by the emptiness
We are the reckless, we are the wildyouth ⋅౨ৎ‧₊C h a s i n g.visions of { our futures } One day, we'll revealthe truth That one{ will die } . . . . . ◟੭. . . . . . . . . . . . . . . . . . .beforehegetsthere
wysoka i smukła / o przylegającej do ciała, długiej sierści / czekoladowy point: ciemna głowa (uszy i „czepek” w kształcie odwróconej litery V), plecy i części łap (na przednich łapach czekoladowa barwa kończy się nieco poniżej łokci; na lewej tylnej nachodzi na udo; na prawej tylnej sięga przed palce) / bladobłękitne oczy
spokojna / cicha / zrównoważona / niezależna / ciekawa otaczającego ją świata, choć podatna na nudę
Feniks [P]
Spozieram gdzieś za plecy szylkretki, tknięta nikłą myślą, że może to jakiś żart, i za nią skrywają się dodatkowe koty, ubawione wizją żartu, którego mam stać się ofiarą. Została mi już raz wepchnięta żaba do pyska, trudno im to będzie przebić jaszczurkami. Ale nikogo nie widzę (wyczuć nawet się nie staram, smród z naprzeciwka od razu sabotuje próby), a mi wydaje się to jakieś... mało prawdopodobne. Za stara jest.
– Okej – zgadzam się, wracając spojrzeniem do Rzeczniaczki. – Co masz do powiedzenia?
Bo raczej nie pytań się spodziewam, jestem za młoda na adresatkę wątpliwości dotyczących działania świata.
【EVERYDAYISEXACTLYTHESAME】 – there is [no love] here and there is [no pain] –
┍━━━━━━━━ » • » ☾ « • « ━━━┑ I believe I canseethe future 'Cause I [repeat] the sameroutine I think. I used to have [a voice]
Now I .n e v e r.make a sound ┕━━━ » • » ☾ « • « ━━━━━━━━┙ sometimes i think. i'm happy here . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . sometimes, yet i stillpretend
↻ I can't rememberh o w this got started ↺
╰┈➤ Oh,but I can tell. you [exactly how] it will end
Księżyce: 71 Mistrz: Płotkowy Potok Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Karasiowa Ość [*], Płotkowy Potok [*]
długowłosy, niebiesko-kremowy szylkret z białymi znaczeniami na szyi, brzuchu i łapach; prawe oko zielone, lewe pomarańczowe; wypłosz z przerzedzoną sierścią, wysoki, choć często się garbi; pachnie mieszaniną wszelkiego zielska i Grzmiącej Ścieżki; ma pojedyncze siwe włosy na pysku
Zależny od układu gwiazd na niebie. Punktem stałym jest unikanie konfliktów i planów na odległą przyszłość.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
No i fajnie. Dostaję zielone światło, więc zaraz rozsiadam się wygodniej w otaczającym nas błocie (znaczy w sumie ten skrawek ziemi nie jest nawet taki zły w porównaniu do tego co się dzieje blisko koryta rzeki, ale tak czy siak jest to sprawa niskiej wagi dla mnie). Biorę głęboki wdech.
– Super, no to zaczynamy. Widać po tobie, że to nie twój pierwszy księżyc na tym świecie, bez urazy, ale do kociarni już ciebie z powrotem nie przyjmą, chyba że jako opiekuna, nie? Więc na pewno już nie raz widziałaś jaszczurki, pewnie też na nie polowałaś, a jeśli polowałaś to może zdarzyło ci się złapać taką za ogon. Wiesz co się dzieje jak złapiesz jaszczurkę za ogon? – wstrzymuję się z dalszą opowieścią, czekając na odpowiedź. Spodziewam się twierdzącej, ale w sumie bez różnicy.
︶⊹︶︶୨୧︶︶︶⊹︶︶⊹︶︶︶୨୧︶︶⊹︶ shadowssettleontheplace – that you left – Our mindsare{ t r o u b l e d } by the emptiness
We are the reckless, we are the wildyouth ⋅౨ৎ‧₊C h a s i n g.visions of { our futures } One day, we'll revealthe truth That one{ will die } . . . . . ◟੭. . . . . . . . . . . . . . . . . . .beforehegetsthere
wysoka i smukła / o przylegającej do ciała, długiej sierści / czekoladowy point: ciemna głowa (uszy i „czepek” w kształcie odwróconej litery V), plecy i części łap (na przednich łapach czekoladowa barwa kończy się nieco poniżej łokci; na lewej tylnej nachodzi na udo; na prawej tylnej sięga przed palce) / bladobłękitne oczy
spokojna / cicha / zrównoważona / niezależna / ciekawa otaczającego ją świata, choć podatna na nudę
Feniks [P]
Po postawie zagadywaczki wnioskuję, że właśnie wyraziłam zgodę na dłuższą pogawędkę. Spoglądam jeszcze na boki, trochę dlatego, że nie przywykłam do siedzenia gdzie popadnie, w dodatku na otwartym terenie, a po trochu dla upewnienia się, czy wojownicy po mnie nie wracają (nie wracają, oczywiście). Wszędzie cisza i spokój jak makiem zasiał, dlatego siadam sztywno, ogonem zakrywając łapy.
Po przydługim wstępie pada pytanie, które sprawia, że czuję się jak na treningu. Może nawet bardziej, niż czuję się na faktycznych treningowych spotkaniach z Roziskrzoną Nocą.
– Odpada. Ogon, nie jaszczurka. Ale jaszczurka od ogona też, więc na jedno wychodzi – udzielam odpowiedzi, po której milknę. Do czegoś to musi zmierzać, czekam, do czego.
【EVERYDAYISEXACTLYTHESAME】 – there is [no love] here and there is [no pain] –
┍━━━━━━━━ » • » ☾ « • « ━━━┑ I believe I canseethe future 'Cause I [repeat] the sameroutine I think. I used to have [a voice]
Now I .n e v e r.make a sound ┕━━━ » • » ☾ « • « ━━━━━━━━┙ sometimes i think. i'm happy here . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . sometimes, yet i stillpretend
↻ I can't rememberh o w this got started ↺
╰┈➤ Oh,but I can tell. you [exactly how] it will end
Księżyce: 71 Mistrz: Płotkowy Potok Płeć: trans kocur Zaimki: on/jego Matka: Karasiowa Ość [*], Płotkowy Potok [*]
długowłosy, niebiesko-kremowy szylkret z białymi znaczeniami na szyi, brzuchu i łapach; prawe oko zielone, lewe pomarańczowe; wypłosz z przerzedzoną sierścią, wysoki, choć często się garbi; pachnie mieszaniną wszelkiego zielska i Grzmiącej Ścieżki; ma pojedyncze siwe włosy na pysku
Zależny od układu gwiazd na niebie. Punktem stałym jest unikanie konfliktów i planów na odległą przyszłość.
Karasiowa Ość [GK] i żywi przyjaciele
– Aha, no dokładnie tak jest, ogon odpada, nie jaszczurka. – potwierdzam chętnie, doceniając współpracę. – I tu się zaczyna robić ciekawie, nie? Bo ogon to tam pf, o nim się szybko zapomina, bo ani tego na stos nie zaniesiesz, ani nic w sumie, no bo to takie... do niczego za bardzo. Ale, ale, ale! Sama jaszczurka. Teraz nie ma ogona już, prawda? – przechylam lekko łeb, ale tym razem nie czekam na potwierdzenie. – Ale wyobraź sobie, że taka jaszczurka wcale nie kończy jak kot po spotkaniu z wściekłym psem!! Co to, to nie. Mija trochę czasu, księżyc czy coś i jej ten ogon odrasta. Cooo? No słuchaj, właśnie to. Do tego momentu nadążasz czy jest to dla ciebie nowość? – dopytuję i tym razem zostawiam przestrzeń na faktyczną reakcję.
︶⊹︶︶୨୧︶︶︶⊹︶︶⊹︶︶︶୨୧︶︶⊹︶ shadowssettleontheplace – that you left – Our mindsare{ t r o u b l e d } by the emptiness
We are the reckless, we are the wildyouth ⋅౨ৎ‧₊C h a s i n g.visions of { our futures } One day, we'll revealthe truth That one{ will die } . . . . . ◟੭. . . . . . . . . . . . . . . . . . .beforehegetsthere