Wystawiła Szyszce język na odchodne. Nie będzie jej byle kto nazywał kłamczuchą, nawet jeśli to była prawda! Szczególnie nie czekoladowy, który kompletnie zniszczył jej plan. Co prawda, niekoniecznie planowała dołączać do Wichru per se, pragnęła konfliktu, może jakiejś walki. Dlatego też odejście wojownika było co najmniej rozczarowujące, a późniejszy spacer z wichrową terminatorką tylko zdradził, że wcale jej rodzimy klan nie jest taki patologiczny, co również pogrzebało jej dalsze chęci na dalsze ciągnięcie awantury. Oczywiście nie zamierzała poprzestać na jednej nieudanej próbie, ale to plan na przyszłość.
Póki co niechętnie dotarła na granicę z Cieniem, by spotkać się ze Zmarzniętym Nosem, którego najmniej spodziewała się widzieć i zdecydowanie nie zamierzała ułatwić mu powrotu do obozu.
Lookmeinmyeyes. . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . .{ tell me everything's not fine }
──── ⋆ ⋅ ♰ ⋅ ⋆ ──── . Oh,the peopleain't.h a p p y And the riverhas run dry
You thought you could gofree
But { the system } is donefor . ⋅ x ⋅ X ⋅ x ⋅ . if you .l i s t e n. real closely...
- there's a knock at your front door -
[ I am the storm. I am the riot. I am the swarm. ]
Sowie Spojrzenie znajdował się niedaleko Klanów, przechodził akurat nieopodal, będąc w swoim świecie i rozmawiając z cieniami, które od małego siedziały w jego głowie i przed jego oczami. Bury szkielet wyglądał jakby mówił do siebie, bo tak naprawdę tylko on widział swoich rozmówców, którzy wciąż szeptali mu do ucha. Szepty były zwykle różne, chaotyczne, irytujące i głośne, jednak teraz znowu zwróciły się w stronę Klanu Cienia i tego, że powinna ich spotkać kara za danie się omamić.
Wtedy właśnie usłyszał jakiś zirytowany krzyk, który zdecydowanie był bardziej realny niż jego szepty. Sowa stanął i spojrzał w stronę granicy gdzie zobaczył dwie figury, jedną siedzącą uparcie, a drugą stojącą nad nią i drącą się, jednak bury nie potrafił w tym momencie rozróżnić słów, ciężko z tym było u niego ostatnio.
Pewnie by miał tę awanturę w nosie gdyby nie to że nagle usłyszał podszepty, które go zaintrygowały. Ta mała mogłaby być dobrą okazją do potencjalnego zasiania ziarna chaosu wewnątrz Klanów, jednak do tego potrzebna była lekka doza indoktrynacji, a do tego przydałoby się ją zabrać od tego cienistego gbura. Tak więc Sowie Spojrzenie podbiegł, w sumie to nawet przebiegł granicę, ale to go mało obchodziło, i ignorując zaskoczone -i z jakiegoś powodu wyglądające jakby go rozpoznał- spojrzenie drugiego kocura warknął:
-Te, spadaj! Bo nie wyjdziesz stąd bez szwanku, a twoja dusza nigdy nie zazna spokoju w zaświatach!
I amtherighteous hand of God AndI amthedevilthatyouforgot AndItold you one day you will see That Iʹllbe backIguarantee Andthathellʹs coming,hellʹs coming Hell,hellʹs coming with me
⊗⊗⊗
And it is well, with mysoul Youlineyourpockets full of moneythatyousteal from the poor And on your way down thehill,you hearmering thatbell AndI said, hellʹs coming with me(hellʹs coming with me)
Już absolutnie w ogóle nie spodziewała się, że wpadnie w ich małe towarzystwo jakiś wypłosz samotnik. Początkowo może i biła się z myślami, czy powinna była instynktownie się odsunąć albo, co byłoby teoretycznie bezpieczniejszą opcją, schować się za jej ojcem-nieojcem. Chociaż, kto go tam wie, spodziewała się, że mógł się nawet odsunąć, by dać buremu lepszy dostęp do małej Myszy. Szczególnie, że posyłał mu ciągle dziwny wzrok.
- Właśnie, spadaj! Cienie cię porwą i pożrą, połamią wszystkie łapy najpierw!! - zawołała razem z nieznajomym. Podobał jej się styl zielonookiego, wyglądał na walniętego, pokracznego świra. Ale to było w tym najlepsze. - Odwdzięczę się jeśli mnie stąd zabierzesz - szepnęła, zbliżając się kilka kroków do samotnika, przód wciąż mając skierowany w stronę Zmarzniętego Nosa. Wolała móc zareagować, gdyby nagle wojownik postanowił wypełniać swoje obowiązki jak mu nakazano.
Lookmeinmyeyes. . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . .{ tell me everything's not fine }
──── ⋆ ⋅ ♰ ⋅ ⋆ ──── . Oh,the peopleain't.h a p p y And the riverhas run dry
You thought you could gofree
But { the system } is donefor . ⋅ x ⋅ X ⋅ x ⋅ . if you .l i s t e n. real closely...
- there's a knock at your front door -
[ I am the storm. I am the riot. I am the swarm. ]
Sowie Spojrzenie rzucił młodej krótkie spojrzenie. Czy ona też widziała cienie? Jeśli tak to tym bardziej nie mógł pozostawić jej Klanowi Cienia, bo będą ją traktować tak jak jego albo i gorzej. A poza tym, jeśli ona widziała to co on widział, to może Sowa będzie miał w niej potencjalnego sojusznika, nawet jeśli młodego. Z młodym sojusznikiem też można było popchnąć jego plan do przodu, może nawet i lepiej, bo przecież nikt nie będzie podejrzewał o jakieś akcje ledwo wyrośniętego kociaka.
Bury szkielet syknął i zrobił krok w przód, na co drugi kocur cofnął się o krok, tak w odpowiedzi. Sowie Spojrzenie nie wiedział czemu on na niego tak patrzył, ale specjalnie długo nie zamierzał się nad tym zastanawiać. Trzeba było młodą stąd zabrać a nie zastanawiać się nad takimi pierdołami.
-Ona idzie ze mną -burknął- A ty spieprzaj zanim się wkurzę! -warknął i kiedy ten drugi się nie odezwał to Sowa spojrzał porządnie na młodą. Na pewno będzie miała szansę, żeby się odwdzięczyć, oj na pewno- Chodź. Zanim ten tchórz postanowi ruszyć się w jakąkolwiek stronę -prychnął i pokazał łbem w stronę Ziem Niczyich. Młoda pójdzie pierwsza, a on będzie pilnował tyłów, żeby durny cienisty niczego nie próbował- Idę za tobą… twoje imię? Jakie? -zapytał i jeśli młoda zaczęła iść to on ruszył za nią tak jak zapowiedział.
I amtherighteous hand of God AndI amthedevilthatyouforgot AndItold you one day you will see That Iʹllbe backIguarantee Andthathellʹs coming,hellʹs coming Hell,hellʹs coming with me
⊗⊗⊗
And it is well, with mysoul Youlineyourpockets full of moneythatyousteal from the poor And on your way down thehill,you hearmering thatbell AndI said, hellʹs coming with me(hellʹs coming with me)
Mysz zaśmiała się głośno Zmarzniętemu w pysk, co chwila wycofując się o krok lub dwa. Nie było mowy, że wróci do Cienia, a na obecną chwilę Wicher był średnio dostępny, jeśli miałaby znowu trafić na terminatorkę. Nie było jednak tego złego, bo żywy szkielet nie wyglądał jakby miał złe zamiary. Przynajmniej nie wobec niej. Kiwnęła mu porozumiewawczo łbem, przekręcając się na pięcie by ruszyć w stronę Ziem Niczyich, wskazanych przez burasa.
- Mysz.
/zt
Lookmeinmyeyes. . . . . . . . . . . . . .
. . . . . . . . . .{ tell me everything's not fine }
──── ⋆ ⋅ ♰ ⋅ ⋆ ──── . Oh,the peopleain't.h a p p y And the riverhas run dry
You thought you could gofree
But { the system } is donefor . ⋅ x ⋅ X ⋅ x ⋅ . if you .l i s t e n. real closely...
- there's a knock at your front door -
[ I am the storm. I am the riot. I am the swarm. ]
Sowie Spojrzenie spojrzał się jeszcze raz do tyłu, posyłając typiarzowi za granicą praktycznie martwe, ale jednak spojrzenie, które mówiło “zrób krok a dostaniesz po ogonie”. Bury szkielet nie był ponad używanie pazurów do przekazania dobitnej wiadomości do pustych, ignoranckich łbów takich jak ten. Sowa w ogóle nie był ponad używanie pazurów w momentach, w których uważał to za słuszne i konieczne, a w tym momencie by definitywnie by się na to zdecydował. Nie mógł stracić kogoś, kto by mu się mógł przydać do wprowadzenia jego planu w życie, nawet jeśli w tylko jakimś stopniu.
-Sowie Spojrzenie -mruknął, podążając dalej za Myszą i prowadząc ją na cmentarz, który był jego domem.
//zt
I amtherighteous hand of God AndI amthedevilthatyouforgot AndItold you one day you will see That Iʹllbe backIguarantee Andthathellʹs coming,hellʹs coming Hell,hellʹs coming with me
⊗⊗⊗
And it is well, with mysoul Youlineyourpockets full of moneythatyousteal from the poor And on your way down thehill,you hearmering thatbell AndI said, hellʹs coming with me(hellʹs coming with me)
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Przeciętnego wzrostu, umięśniona, czarna kocica o zielonych ślepiach. Jej sierść często jest w nieładzie.
Głośna, onomatopeje to jej nieodłączni towarzysze, chaotyczna, wszędzie jej pełno, posiada jednak poszanowanie do zasad, lubi wyzwania, pełna entuzjazmu nawet w niesprzyjających momentach, potrafi jednak zachować powagę, jeśli jest to konieczne, prosta w obyciu
Było zimno i mokro, od pozostałości po wcześniejszym opadzie śniegu. Nie znaczyło to jednak, że mogła bezkarnie wylegiwać się przez to w legowisku. Dużymi krokami zbliżała się Pora Nagich Drzew, klan potrzebował zwierzyny. I w takim też celu tutaj przybyła.
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Wojowniczka miała niebywałe szczęście, gdyż ledwo po wyruszeniu mogła usłyszeć znajomy szelest w drzewach, by zaraz również spojrzeniem dojrzeć rudą kitę wiewiórki na jednej z wyższych gałęzi. Czy Donośny Krzyk zdecyduje się na wspinaczkę by poprawić byt klanowi?
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Przeciętnego wzrostu, umięśniona, czarna kocica o zielonych ślepiach. Jej sierść często jest w nieładzie.
Głośna, onomatopeje to jej nieodłączni towarzysze, chaotyczna, wszędzie jej pełno, posiada jednak poszanowanie do zasad, lubi wyzwania, pełna entuzjazmu nawet w niesprzyjających momentach, potrafi jednak zachować powagę, jeśli jest to konieczne, prosta w obyciu
Wpierw poruszyła uszami, żeby zaraz potem spojrzeć w górę. Rude stworzonko, idealna pierwsza zdobycz. Po chwili zastanowienia wbiła pazury w korę drzewa. Wspinała się ostrożnie, żeby a) wiewiórka jej nie zauważyła i b) żeby nie spaść, bo byłby potężny przypał. Jej plan zakładał zakradnięcię się do stworzonka, ostrożne wskoczenie w jego stronę i jednoczesne utrzymanie równowagi na gałęzi. Planowała od razu złamać jej kark, albo chociaż złapać za ogon, żeby jej nie uciekła.
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Przeciętnego wzrostu, umięśniona, czarna kocica o zielonych ślepiach. Jej sierść często jest w nieładzie.
Głośna, onomatopeje to jej nieodłączni towarzysze, chaotyczna, wszędzie jej pełno, posiada jednak poszanowanie do zasad, lubi wyzwania, pełna entuzjazmu nawet w niesprzyjających momentach, potrafi jednak zachować powagę, jeśli jest to konieczne, prosta w obyciu
Z dumnie uniesionym ogonem i wiewiórką w pysku zrobiła krótkie kółko wokół drzewa, po czym zaczęła kopać dziurę, do której zaraz później wrzuciła łup. Następnie ruszyła na dalsze poszukiwania szczęścia.
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
No i krótko po zakopaniu wiewiórki kotka znalazła coś następnego. Jednak zwierzyną ciężko byłoby to nazwać. Mianowicie na ziemi leżał jakiś dziwny, raczej niepodobny do niczego co czarna w swoim życiu widziała, przedmiot. Gdyby podeszła bliżej, spostrzegłaby parę cech charakterystycznych: był okrągły, raczej nieduży, miał walący po oczach, seledynowy kolor i taki biały, ciągnący się szlaczek. Gdyby kotka go dotknęła, poczułaby, że jest troszkę chropowaty, a troszkę miękki? I nawet łatwo się turlał, gdyby spróbowała to zrobić.
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Przeciętnego wzrostu, umięśniona, czarna kocica o zielonych ślepiach. Jej sierść często jest w nieładzie.
Głośna, onomatopeje to jej nieodłączni towarzysze, chaotyczna, wszędzie jej pełno, posiada jednak poszanowanie do zasad, lubi wyzwania, pełna entuzjazmu nawet w niesprzyjających momentach, potrafi jednak zachować powagę, jeśli jest to konieczne, prosta w obyciu
Ała.
Gały bolały, ale nie mogła się powstrzymać przed patrzeniem na ten przedziwny przedmiot. Nigdy w życiu nie widziała takiego koloru, ba nigdy w życiu nie widziała czegoś takiego w ogóle. Prawdopodobnie był to jeden z wynalazków dwunożnych. Popchnęła to łapą, i aż podskoczyła, gdy się przeturlało.
W tym właśnie momencie spędziła dobre parenaście uderzeń serca na tarzaniu się po ziemi za dziwnym przedmiotem. Ostatecznie doszła jednak do wniosku, że weźmie to sobie, bo całkiem śmieszne było. Zakopała to wraz z wcześniejszą wiewiórką, żeby tego nie zgubić, po czym ruszyła dalej. Oby zwierzyna nie słyszała jej wcześniejszej zabawy.
Drobna, zgrabna, acz wysoka bura koteczka z charakterystycznymi dla kotów bengalskich rozetami. Ma łososiowo-czarny nos i w tym samym kolorze poduszki łap. W posiadaniu są również białe wibrysy oraz cyjanowe oczęta.
Lojalna, uczciwa, przyjacielska. Nietrudno przychodzi jej zawieranie nowych znajomości, robi to z całkowitą przyjemnością i uśmiechem na pyszczku. Jest trochę naiwna. Przez śmierć jej bliskich stała się bardziej małomówna, niepewna i osowiała, ale głęboko w sobie skrywa dawną siebie.
Zabawy z piłką się skończyły, można było wrócić do polowania. Na szczęście odgłosy zabawy nie spłoszyły okolicznej zwierzyny, kocica wszak mogła po krótkiej wędrówce usłyszeć szelest. Na małej gałązce siedziała sobie popielica.
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Księżyce: 110 Mistrz: Czubatkowy MROK Płeć: Kotka Zaimki: ona/jej Matka: Trawiasta Polana Ojciec: Wietrzny Dzień [*] Partner: Blep Trwałe urazy: Ślady pazurów przechodzące przez lewe oko, które przeważnie trzyma zamknięte lub przymrużone - nie widzi na nie.
public enemy No. 1 Zaćmiona Łapa
Urazy mechaniczne: -2 Zm, -1Zr na stałe (powód: uszkodzenie gałki ocznej)
Przeciętnego wzrostu, umięśniona, czarna kocica o zielonych ślepiach. Jej sierść często jest w nieładzie.
Głośna, onomatopeje to jej nieodłączni towarzysze, chaotyczna, wszędzie jej pełno, posiada jednak poszanowanie do zasad, lubi wyzwania, pełna entuzjazmu nawet w niesprzyjających momentach, potrafi jednak zachować powagę, jeśli jest to konieczne, prosta w obyciu
Zastrzygła uszami, a gdy jej wzrok namierzył ofiarę przylgnęła do ziemi przenosząc ciężar ciała na tylne łapy, po czym zaczęła się przemieszczać w kierunku zwierzątka. No, ale pech chciał że jakiś inny kot jej zwierzynę spłoszył. Jeśli to klekoczący bocian to mu JEMU kark złamie. Odwróciła się z grymasem, po czym zabierając swoje zdobycze, ruszyła w stronę nieproszonego towarzysza.