Średniej wielkości, krótkowłosy rudy kocur o pręgowaniu tygrysim. Ma mocne, długie łapy. Ciało rudego ma atletyczną budowę. Charakterystycznym dla niego są ciemne, niemal czarne plamki na nosie i na łapach. Na brodzie i na policzkach ma ciut dłuższe, poczochrane futerko. Jego oczy są zimno niebieskie, niemal szare.
Buntowniczy; w imię pokoju wywołałby wojnę; rodzina ponad wszystko. Bóg na ziemi (a przynajmniej tak o sobie myśli). Dumny jak nikt.
Od momentu gdy dowiedział się o śmierci Żubr, uczucia miał… mieszane. Dziwne, nie do wyjaśnienia. Ulga i radość były pierwszymi, które odczuł. W końcu był wolny od jej rządów. On i cały Grom, który teraz był skazany na jeszcze większego gamonia, jakim był Wąż. Z drugiej strony… chyba nie czuł się tak dobrze, jak sobie wyobrażał że czuć się będzie. Żubr nie było. Jego wroga, znienawidzonego kota, jedynego kogo nie chciał widzieć w swoim życiu, a zarazem chciał obserwować jak się jej nie powodzi. I co? Znów go przechytrzyła, bo zamiast się męczyć, to umarła i zostawiła Klan za sobą.
Gorzko mu się robiło na samą myśl o nienawiści do niej. Nie mijała, jeszcze nie, ale mimo wszystko - chyba źle mu było z tym, że tak bardzo jej nie chciał w swoim życiu. Była najgorszą matką na świecie. Nikomu by nie życzył takiej mieć. Ale i tak… jakoś pusto się zrobiło.
Oczywiście, do Gromu nie wrócił. Po co? Nie miał też jednak co robić tutaj, więc… odszedł. Jeszcze bardziej, jeszcze dalej, by podróżować i odkrywać co się da i gdzie się da. Wstępnie mówiąc sobie samemu, że będzie na osiedlu, praktycznie jednak… kto znał Askeladda, wiedział że być może wszędzie. A być może, kto wie, znajdzie nawet Krzyżaka i wtedy w końcu życie mu się ułoży, a wszystkie rany zostaną załatane.
[zt]
✦ ✮ ✦ I'm alive but I'm D E A D hear my voice up in your head watch it fill you full of dread TILL YOU GO POW
Sylwetkę Młody ma raczej niepozorną. Odrobinę niższy od przeciętnego kota, lekko zbudowany, ale nie chorobliwie kościsty. Ma gładkie, krótkie futerko, jednolicie czarne, poza białymi znaczeniami, których jest trochę za mało, żeby tworzyły harmonijną kompozycję - krawacik jakby za krótki, bródka za wąska, paluszki niekompletne. Nadrabia wyrazistą ekspresją - zarówno tą podświadomą, gdy ruchy łap i mimika pyszczka zdradzają jego samopoczucie, jak i tą wystudiowaną, kiedy celowo moduluje głosem i gestem, aby przekonać słuchacza do swojej narracji. Bez wątpienia pomocnym narzędziem są tu jego oczy - bardzo jasne, przejrzyste, szarobłękitne, nieco jakby wypłowiałe po brzegach i z intensywniejszą barwą przy źrenicy; piękne, wyjątkowe i pełne wyrazu.
Dużo bardziej złożona osobowość, niż wydaje się na pierwszy rzut oka. Jest śmiały, wygadany, może nawet nieco narcystyczny, gdy z nie przyjmującą sprzeciwu pewnością przekonuje o jakichś swoich racjach. Dzięki nieprzeciętnej charyzmie nawet ktoś prawdziwie inteligentny potrzebuje chwili, aby wyczuć, że Młody tak naprawdę nie jest najostrzejszym pazurem w łapie, a jedynie opanował sztukę marketingowej retoryki. Niemniej, ma w sobie pewną naturalną błyskotliwość, kreatywność i zdolność do adaptacji. Przy obcych niekiedy aż przytłaczający, przy przyjaciołach (przyjacielu?) luzuje, pokazuje swoją swobodniejszą, dowcipną stronę. Co kryje się za tą żywą i barwną fasadą? Sam woli o tym nie myśleć.
Chaotyczny Lot, Gęsiopióry i inni.
Gdy Dynamiczne Duo zatrzymywało się w nowym miejscu, zazwyczaj Szpadel zajmował się wyborem dobrego miejsca na nocleg i upewnieniem, że w najbliższym otoczeniu nie ma żadnych zagrożeń. Robił to zawsze bez zarzutu – sytuacje, by obudziło ich jakieś niebezpieczeństwo, deszcz kapiący na nos czy inne przykrości, praktycznie się nie zdarzały. Kret zdecydowanie lepiej nadawał się do zwiadu w terenie – dowiadywał się, kto rządzi okolicznym gangiem, gdzie mieszka pies, który nie zwraca uwagi, gdy wyjada mu się chrupki z michy, albo gdzie schadzają się koty na wieczorne plotki. Kiedyś spróbowali, jak dobre małżeństwo, w ramach sprawiedliwego podziału obowiązków, zamienić się zadaniami. Szpadlowi nie poszedł small talk, więc nie dowiedzieli się absolutnie niczego, poza tym, że kryjówka, którą wybrał Kret, leżała tuż przy ścieżce, którą lisica chadzała na polowania.
Tym razem nie wydziwiali. Młody poszedł zapuścić wici w lokalnym towarzystwie, a Szpadel mógł se równie dobrze drzemać, nieważne, wiadomo, że swoją partię zrobił bez zarzutu.
Kocur szedł sobie więc lekkim krokiem wzdłuż płotu, okalającego Siedlisko Koni. Ogon miał pogodnie uniesiony do góry, mordkę zrelaksowaną, spojrzenie ciekawskie. Co bardziej interesujące dźwięki, jakby pociągając za niewidzialne nitki, przekręcały jego uszy we wszystkich kierunkach…
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Ciężki do uchwycenia osobnik, wyraźnie lubiący kamuflować się wśród leśnej roślinności, dzięki swojemu ciemnemu umaszczeniu. Imponującego wzrostu, atletycznie zbudowany, smukły kocur. Łapy ma długie i szczupłe, a gibkie i sprężyste ciało zwinnie porusza się między drzewami i krzewami. Na klatce piersiowej widnieją delikatne zarysy żeber, pysk ma suchy, z wyraźnie zaznaczonymi kośćmi policzkowymi. Czarna, miejscami nieco zbrązowiała od słońca. krótka sierść jest szorstka, mocno poczochrana i zmierzwiona, często brudna. Ślepia szaroniebieskie. Dziąsła i język poplamione są ciemnymi znaczeniami, a kilka jego wibrysów połamało się lub skrzywiło.
Chodzi ścieżkami, które sam sobie wyznacza. Powsinoga i włóczykij, kocha wałęsać się całymi długimi godzinami, a nawet i dniami po lesie, i robi to non-stop, od kiedy zostawił za sobą swój Klan i wszelkie pętle zakładane na łapy, które go ograniczały. Wolność dodała mu wyraźnej werwy i chęci do zwiedzania tego, czego jeszcze nie odkrył. Nie toleruje słabeuszy, miękkich kotów, które nie są w stanie udowodnić swojej siły, nieważne, czy psychicznej, czy fizycznej, bo on sam musiał nauczyć się na przestrzeni księżyców przeskakiwać wszystkie kłody, jakie życie rzuca pod łapy. Nie brak mu pewności siebie i brawury. Wolna dusza o niewielkich hamulcach i małych pokładach cierpliwości.
XXXXKocur szedł wzdłuż płotu, a na jednym z jego pieńków siedział nie kto inny, jak Smoła, który akurat czyścił sobie przednią łapę, co jakiś czas rozglądając się po okolicy, a dzięki temu, że znajdował się na wysokości, widział całkiem sporo i jego czujność jak zawsze była wzmożona. Konfrontacji ze strony koni się nie obawiał, nie były to aż tak niebezpieczne stworzenia, jak wcześniej sądził, przez większość czasu pozostawały one obojętne w stosunku do niego, czasem któryś próbował podejść, ale syknięcie i nastroszenie futra skutecznie je od tych pomysłów odwodziło. XXXXTak, czy inaczej, kątem oka dostrzegł powoli zbliżającą się do niego sylwetkę. Czarny wyglądał dość młodo, Smoła nie wyczuł od niego zapachu któregokolwiek z Klanów, więc musiał to być zwyczajny samotnik, który zapuścił się w te strony. Albo były członek któregoś z nich. Hm. Smoła nastawił uszu, mrużąc niebieskoszare ślepia, a kiedy samotnik zbliżył się bardziej, nachylił się. XXXX– Co taki ktoś jak ty robi tak niebezpiecznie blisko terenów Klanów? Próbujesz wrócić do swojej ukochanej rodzinki? – zagaił luźno, wyczekując jego reakcji.
Sylwetkę Młody ma raczej niepozorną. Odrobinę niższy od przeciętnego kota, lekko zbudowany, ale nie chorobliwie kościsty. Ma gładkie, krótkie futerko, jednolicie czarne, poza białymi znaczeniami, których jest trochę za mało, żeby tworzyły harmonijną kompozycję - krawacik jakby za krótki, bródka za wąska, paluszki niekompletne. Nadrabia wyrazistą ekspresją - zarówno tą podświadomą, gdy ruchy łap i mimika pyszczka zdradzają jego samopoczucie, jak i tą wystudiowaną, kiedy celowo moduluje głosem i gestem, aby przekonać słuchacza do swojej narracji. Bez wątpienia pomocnym narzędziem są tu jego oczy - bardzo jasne, przejrzyste, szarobłękitne, nieco jakby wypłowiałe po brzegach i z intensywniejszą barwą przy źrenicy; piękne, wyjątkowe i pełne wyrazu.
Dużo bardziej złożona osobowość, niż wydaje się na pierwszy rzut oka. Jest śmiały, wygadany, może nawet nieco narcystyczny, gdy z nie przyjmującą sprzeciwu pewnością przekonuje o jakichś swoich racjach. Dzięki nieprzeciętnej charyzmie nawet ktoś prawdziwie inteligentny potrzebuje chwili, aby wyczuć, że Młody tak naprawdę nie jest najostrzejszym pazurem w łapie, a jedynie opanował sztukę marketingowej retoryki. Niemniej, ma w sobie pewną naturalną błyskotliwość, kreatywność i zdolność do adaptacji. Przy obcych niekiedy aż przytłaczający, przy przyjaciołach (przyjacielu?) luzuje, pokazuje swoją swobodniejszą, dowcipną stronę. Co kryje się za tą żywą i barwną fasadą? Sam woli o tym nie myśleć.
Chaotyczny Lot, Gęsiopióry i inni.
Młodzian dojrzał elegancką sylwetkę Smoły z odpowiednim wyprzedzeniem, żeby obejrzeć go sobie i oszacować po gestykulacji, gdzie na osi od “natychmiastowy wpierdol” do “szanuję cię, przyjacielu” się znajduje. A że wywnioskował, że jest gdzieś na wysokości “pogawędka przy papierosku”, nie zawrócił ani nie zwolnił tempa, tylko zbliżył się na tyle, by móc rozmawiać bez podnoszenia głosu. Nie było to najostrożniejsze zachowanie, ale Kret ogólnie miał skłonność do dość ryzykownych działań.
– “Taki ktoś jak ja”, czyli jaki? – podpytał z nutką rozbawienia. Jeśli ma mieć na sobie etykiety, to tylko te, które sam sobie przyklei i wtedy, gdy ma na to ochotę. Oczywiście, dalej było to uprzejmiejsze, niż losowe powitanie z przeciętnym miejskim oprychem, ale, no, Smoła, mogło być lepiej…
– Zawsze pytasz obcych o ich sytuację rodzinną? Dziwaczny obyczaj – pokręcił ze zrezygnowaniem głową, ale z jego miny i tonu głosu można było raczej wnioskować rozbawienie. Nie był urażony (naprawdę trudno było go urazić), ten nietypowy sposób nawiązania dialogu był dla niego raczej niepotrzebnym proszeniem się o konflikt. Ten kot nie wyglądał na młokosa, a to on, mieszczuch powsinoga, dawał mu lekcję manier? Komedia.
Nie było opcji, żeby dał Smole narzucić przebieg rozmowy oceniającymi komentarzami i wścibskimi pytaniami. I aby podkreślić, że nie patrzy się na niego z góry – wskoczył na płot i stanął na nim, z łapami ułożonymi w równej linii, pozornie bezproblemowo utrzymując równowagę.
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Ciężki do uchwycenia osobnik, wyraźnie lubiący kamuflować się wśród leśnej roślinności, dzięki swojemu ciemnemu umaszczeniu. Imponującego wzrostu, atletycznie zbudowany, smukły kocur. Łapy ma długie i szczupłe, a gibkie i sprężyste ciało zwinnie porusza się między drzewami i krzewami. Na klatce piersiowej widnieją delikatne zarysy żeber, pysk ma suchy, z wyraźnie zaznaczonymi kośćmi policzkowymi. Czarna, miejscami nieco zbrązowiała od słońca. krótka sierść jest szorstka, mocno poczochrana i zmierzwiona, często brudna. Ślepia szaroniebieskie. Dziąsła i język poplamione są ciemnymi znaczeniami, a kilka jego wibrysów połamało się lub skrzywiło.
Chodzi ścieżkami, które sam sobie wyznacza. Powsinoga i włóczykij, kocha wałęsać się całymi długimi godzinami, a nawet i dniami po lesie, i robi to non-stop, od kiedy zostawił za sobą swój Klan i wszelkie pętle zakładane na łapy, które go ograniczały. Wolność dodała mu wyraźnej werwy i chęci do zwiedzania tego, czego jeszcze nie odkrył. Nie toleruje słabeuszy, miękkich kotów, które nie są w stanie udowodnić swojej siły, nieważne, czy psychicznej, czy fizycznej, bo on sam musiał nauczyć się na przestrzeni księżyców przeskakiwać wszystkie kłody, jakie życie rzuca pod łapy. Nie brak mu pewności siebie i brawury. Wolna dusza o niewielkich hamulcach i małych pokładach cierpliwości.
XXXXDo naostrożniejszych to ten nie należał. Smoła wyprostował się, spinając mięśnie, wyczekując jakiegokolwiek podejrzanego ruchu ze strony nieznajomego, ale ten chyba po prostu chciał uciąć sobie miłą (zależy dla kogo) pogawędkę na tle końskiego pastwiska. XXXX– Czuć, żeś nietutejszy – stwierdził, marszcząc nos. Musiałby nie mieć nosa, żeby tego nie stwierdzić. Nie dość, że panek był pewny siebie, to jeszcze wyszczekany. XXXX– Ha-a, nie – prychnął płasko w odpowiedzi, obserwując każdy ruch czarno-białego. Trzepnął uchem, a kiedy ten wskoczył na płotek, spojrzał na niego z lekkim uniesieniem brwi. Pozer. I kto tu nie ma manier, żeby tak się pchać na płotek bez zapytania, czy można? XXXX– Tu się często krzątają koty, co to chcą wrócić do Klanów, bo ojoj jakiś pies ich pogonił czy dwunogów capnął i wziął pod pachę, może jesteś jednym z takich biedaczków, nie wiem – odpowiedział, wzruszając barkami. Wyczuł od niego oczywiście zapach osiedla, nieco zwietrzały, wymieszany z wonią lasu i pól. – Ale skoro nie, to co, z miasta przyszedłeś? Znudziło ci się życie pośród ludzi, samochodów i gangusów? – zagaił, a na jego pysku pojawił się niewielki, choć krzywy grymas uśmiechu. Kocur nie miał na sobie żadnych blizn, nie wyglądał na poobijanego, musiał sobie całkiem nieźle radzić, albo po prostu unikał złego towarzystwa i nie lawirował pośród niego.
Sylwetkę Młody ma raczej niepozorną. Odrobinę niższy od przeciętnego kota, lekko zbudowany, ale nie chorobliwie kościsty. Ma gładkie, krótkie futerko, jednolicie czarne, poza białymi znaczeniami, których jest trochę za mało, żeby tworzyły harmonijną kompozycję - krawacik jakby za krótki, bródka za wąska, paluszki niekompletne. Nadrabia wyrazistą ekspresją - zarówno tą podświadomą, gdy ruchy łap i mimika pyszczka zdradzają jego samopoczucie, jak i tą wystudiowaną, kiedy celowo moduluje głosem i gestem, aby przekonać słuchacza do swojej narracji. Bez wątpienia pomocnym narzędziem są tu jego oczy - bardzo jasne, przejrzyste, szarobłękitne, nieco jakby wypłowiałe po brzegach i z intensywniejszą barwą przy źrenicy; piękne, wyjątkowe i pełne wyrazu.
Dużo bardziej złożona osobowość, niż wydaje się na pierwszy rzut oka. Jest śmiały, wygadany, może nawet nieco narcystyczny, gdy z nie przyjmującą sprzeciwu pewnością przekonuje o jakichś swoich racjach. Dzięki nieprzeciętnej charyzmie nawet ktoś prawdziwie inteligentny potrzebuje chwili, aby wyczuć, że Młody tak naprawdę nie jest najostrzejszym pazurem w łapie, a jedynie opanował sztukę marketingowej retoryki. Niemniej, ma w sobie pewną naturalną błyskotliwość, kreatywność i zdolność do adaptacji. Przy obcych niekiedy aż przytłaczający, przy przyjaciołach (przyjacielu?) luzuje, pokazuje swoją swobodniejszą, dowcipną stronę. Co kryje się za tą żywą i barwną fasadą? Sam woli o tym nie myśleć.
Chaotyczny Lot, Gęsiopióry i inni.
Wyszczekany – jak całe schronisko! Jeśli Smoła myślał, że zrobi na Młodym wrażenie zgrywaniem tajemniczego, mylił się. Takim miejskim cwaniaczkom niewiele imponowało. – Tak serio, to pół na pół, bo moja starsza jest z tych okolic, ale ja tu pierwszy raz wpadłem. Można powiedzieć, że wycieczka do korzeni – wyjaśnił na ten komentarz o “nietutejszym”, ostatnim kilku słowom nadając ironicznie podniosły ton. W najmniejszym stopniu nie traktował płotu jak czegoś, do czego potrzebował pozwolenia – od Smoły czy od kogokolwiek – by se na nim stanąć, więc jego strojenie min było co najwyżej zabawne. – No, z miasta. O tej porze roku jest tam zdecydowanie najmniej przyjemnie. Gorąc. Żarcie się szybko psuje. Dwunogi jakieś aktywniejsze. Hałasują wieczorami. No to wpadłem, można powiedzieć, na rekonesans. Nowych możliwości szukam. A Ty, w takim razie, co? Bujasz się przy tych Klanach i wskazujesz drogę do nich takim zbłąkanym fujarom?
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Ciężki do uchwycenia osobnik, wyraźnie lubiący kamuflować się wśród leśnej roślinności, dzięki swojemu ciemnemu umaszczeniu. Imponującego wzrostu, atletycznie zbudowany, smukły kocur. Łapy ma długie i szczupłe, a gibkie i sprężyste ciało zwinnie porusza się między drzewami i krzewami. Na klatce piersiowej widnieją delikatne zarysy żeber, pysk ma suchy, z wyraźnie zaznaczonymi kośćmi policzkowymi. Czarna, miejscami nieco zbrązowiała od słońca. krótka sierść jest szorstka, mocno poczochrana i zmierzwiona, często brudna. Ślepia szaroniebieskie. Dziąsła i język poplamione są ciemnymi znaczeniami, a kilka jego wibrysów połamało się lub skrzywiło.
Chodzi ścieżkami, które sam sobie wyznacza. Powsinoga i włóczykij, kocha wałęsać się całymi długimi godzinami, a nawet i dniami po lesie, i robi to non-stop, od kiedy zostawił za sobą swój Klan i wszelkie pętle zakładane na łapy, które go ograniczały. Wolność dodała mu wyraźnej werwy i chęci do zwiedzania tego, czego jeszcze nie odkrył. Nie toleruje słabeuszy, miękkich kotów, które nie są w stanie udowodnić swojej siły, nieważne, czy psychicznej, czy fizycznej, bo on sam musiał nauczyć się na przestrzeni księżyców przeskakiwać wszystkie kłody, jakie życie rzuca pod łapy. Nie brak mu pewności siebie i brawury. Wolna dusza o niewielkich hamulcach i małych pokładach cierpliwości.
XXXXWycieczka do korzeni brzmiała jak całkiem dobry powód odwiedzin, zapaliło mu to również lampkę w głowie mówiącą, że może on mieć jakąś rodzinkę w którymś z Klanów. No to nieźle się te zaginione kotki bawią, płodząc dzieciaki, które potem rozłażą się i szukają miejsca, z których pochodzą. XXXX– Huh, to uważaj, Klanowi nie przepadają za takimi jak my. Najpierw przeorają ci skórę, a dopiero potem zapytają kim jesteś i czego chcesz, lepiej być ostrożnym – odpowiedział. Och, oczywiście, że koloryzował, ale nie po to sam odszedł z jednego z nich księżyce temu, aby teraz sypać na nie płatki róż i prawić bajki. Nie. W porównani do gangów, Klany były niczym, miękkie i słabe. XXXX– Raczej zniechęcam ich do powrotu do nich, no chyba, że są bardzo uparci, wtedy nie mam serca nie pomóc – stwierdził, krzywiąc się. Biedne, zagubione kociaki. Życie ich dopadło poza sielankowym lasem i chcą jak najszybciej wrócić do bezpiecznego obozu, aby znowu mieć pełne żołądki i dach nad głową. Otrzepał się z kurzu i pyłu, który osiadł na jego czarnej sierści. – Jesteś z tego osiedla przy którym jest Zalew Lipowy? Dziwne, że cię nigdy nie spotkałem, mieszkam tam od miesięcy – zapytał, chcąc jakoś podtrzymać rozmowę, bo ten nie wyglądał, jakby miał się sam odczepić, to może przynajmniej dowie się czegoś ciekawego.
Sylwetkę Młody ma raczej niepozorną. Odrobinę niższy od przeciętnego kota, lekko zbudowany, ale nie chorobliwie kościsty. Ma gładkie, krótkie futerko, jednolicie czarne, poza białymi znaczeniami, których jest trochę za mało, żeby tworzyły harmonijną kompozycję - krawacik jakby za krótki, bródka za wąska, paluszki niekompletne. Nadrabia wyrazistą ekspresją - zarówno tą podświadomą, gdy ruchy łap i mimika pyszczka zdradzają jego samopoczucie, jak i tą wystudiowaną, kiedy celowo moduluje głosem i gestem, aby przekonać słuchacza do swojej narracji. Bez wątpienia pomocnym narzędziem są tu jego oczy - bardzo jasne, przejrzyste, szarobłękitne, nieco jakby wypłowiałe po brzegach i z intensywniejszą barwą przy źrenicy; piękne, wyjątkowe i pełne wyrazu.
Dużo bardziej złożona osobowość, niż wydaje się na pierwszy rzut oka. Jest śmiały, wygadany, może nawet nieco narcystyczny, gdy z nie przyjmującą sprzeciwu pewnością przekonuje o jakichś swoich racjach. Dzięki nieprzeciętnej charyzmie nawet ktoś prawdziwie inteligentny potrzebuje chwili, aby wyczuć, że Młody tak naprawdę nie jest najostrzejszym pazurem w łapie, a jedynie opanował sztukę marketingowej retoryki. Niemniej, ma w sobie pewną naturalną błyskotliwość, kreatywność i zdolność do adaptacji. Przy obcych niekiedy aż przytłaczający, przy przyjaciołach (przyjacielu?) luzuje, pokazuje swoją swobodniejszą, dowcipną stronę. Co kryje się za tą żywą i barwną fasadą? Sam woli o tym nie myśleć.
Chaotyczny Lot, Gęsiopióry i inni.
Nowy znajomy wydawał się troszeczkę rozluźniać, co Młody przyjmował z zadowoleniem. Pogaduchy z kimś, kto ciągle próbował zgrywać wielce poważnego, szybko stawały się nudne. Koty z takim podejściem zazwyczaj cechowały się ostrożnością i rezerwą, a więc oszczędnie dzieliły informacjami. Ten tutaj, choć w pierwszej chwili mógł się wydać trochę bucowaty, ewidentnie nie należał do wrednych typów, życzących innym źle. Mieszczuch doceniał uczciwe ostrzeżenie przed niebezpieczeństwem – mimo, że nie przewidywał, żeby ktokolwiek faktycznie przetrzepał mu skórę.
– Takiemu uroczemu gościowi jak ja? No co Ty – uśmiechnął się, w istocie, dość czarująco – Nie ma opcji. Jak serio się tak stanie, stawiam Ci mysz.
Wydawał się mieć sporo beztroski i pewności siebie. Wyglądał zdecydowanie na kogoś, kto dobrze się czuje w swojej skórze, mimo, że nie był specjalnie pokaźnych rozmiarów ani w ogóle niczym specjalnym się nie wyróżniał. – Jestem z miasta, kilka dni tu szedłem. Możliwe że minęliśmy Twój rewir po drodze – świadomie przeskoczył do liczby mnogiej, ale zdecydował się jeszcze nie zdradzać tożsamości swojego towarzysza, wolał tylko delikatnie poruszyć Smoły ciekawość i dać mu przestrzeń na zadanie pytania, jeśli go to zaintryguje – A Ty wydajesz się mieć sporo goryczy wobec tych Klanów. Zgaduję, że sam do jednego należałeś? Który? – zaciekawił się – Różnią się one w ogóle między sobą?
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Księżyce: 128 Płeć: kocur Trwałe urazy: pozioma szrama po lewej stronie grzbietu, ślady po pazurach na prawym boku, blizna na lewej skroni i wargach, mnóstwo innych mniejszych blizn na ciele, ucięta część lewego ucha
Ciężki do uchwycenia osobnik, wyraźnie lubiący kamuflować się wśród leśnej roślinności, dzięki swojemu ciemnemu umaszczeniu. Imponującego wzrostu, atletycznie zbudowany, smukły kocur. Łapy ma długie i szczupłe, a gibkie i sprężyste ciało zwinnie porusza się między drzewami i krzewami. Na klatce piersiowej widnieją delikatne zarysy żeber, pysk ma suchy, z wyraźnie zaznaczonymi kośćmi policzkowymi. Czarna, miejscami nieco zbrązowiała od słońca. krótka sierść jest szorstka, mocno poczochrana i zmierzwiona, często brudna. Ślepia szaroniebieskie. Dziąsła i język poplamione są ciemnymi znaczeniami, a kilka jego wibrysów połamało się lub skrzywiło.
Chodzi ścieżkami, które sam sobie wyznacza. Powsinoga i włóczykij, kocha wałęsać się całymi długimi godzinami, a nawet i dniami po lesie, i robi to non-stop, od kiedy zostawił za sobą swój Klan i wszelkie pętle zakładane na łapy, które go ograniczały. Wolność dodała mu wyraźnej werwy i chęci do zwiedzania tego, czego jeszcze nie odkrył. Nie toleruje słabeuszy, miękkich kotów, które nie są w stanie udowodnić swojej siły, nieważne, czy psychicznej, czy fizycznej, bo on sam musiał nauczyć się na przestrzeni księżyców przeskakiwać wszystkie kłody, jakie życie rzuca pod łapy. Nie brak mu pewności siebie i brawury. Wolna dusza o niewielkich hamulcach i małych pokładach cierpliwości.
XXXXNa ogół Smoła kija w dupie jako takiego nie miał. Początkowo zawsze był uszczypliwy, ale lepiej tak, niż zachowywać się zbyt pobłażliwie i słodko. XXXX– Tylko mysz? Coś słabo, postaraj się bardziej – mruknął kąśliwie. Mysz była na kęs, może dwa, czyli tyle, co nic. – Nie no. Po prostu są tak terytorialni, że dostają piany na pysku, jak ktoś choćby ośmieli się postawić krok na ich terenie. Spróbuj obsikać im krzak, pół dnia będą go zasikiwać spowrotem – parsknął, podnosząc łapę, po czym przejechał kilka razy jęzorem po nagarstku. Był ciekawy, czy nieznajomy rzeczywiście byłby zdolny do zrobienia czegoś takiego, pewnie tak, gdyby on był na jego miejscu, już obmyślałby plan, jak to zrobi. W sumie mógłby pójść zrobić to nawet teraz, żeby patrolowi mało nosa nie urwało od woni samotnika. Słuchał kocura dalej, w pewnym momencie nastawiając czarne uszy na sztorc. XXXX– MinęliśMY? Czyli sam tu nie jesteś, huh? Gdzie są twoje ziomeczki, chowają się w krzaczorach i czekają na twój sygnał, żeby mnie zdjąć? – zagaił, rozglądając się dookoła, węsząc i nasłuchując, jakby rzeczywiście spodziewał się zaraz jakiegoś ataku, choć w rzeczywistości nie odczuł obecności kogokolwiek innego poza czarno-białym kocurem. Tylko jego zapach czuł, tylko on mu się pokazał. Jeżeli to miała być zasadzka, to zaplanowana genialnie, ale wciąż - małe szanse. XXXX– Któryś. Zostańmy przy tym – skwitował krótko, nie zamierzając mówić mu więcej na temat swojej przeszłości, bo i po co, zresztą, nijak nie uważał tego za jakkolwiek ciekawe. Oblizał wibrysy. – Każdy inaczej śmierdzi. I żyją na różnych terenach, jedni mają rzekę i mokradła, inni w większości piach i jakieś skałki, znowuż inni żyją na łąkach i całymi dniami ganiają za królikami, a są też tacy co siedzą zdziczali w lesie – odpowiedział mu, streszczając po kolei każdy Klan, nie było to trudne, a nieznajomy mógł sobie nakreślić we łbie ich obraz i stwierdzić, który podoba mu się najbardziej. – Tych od rzeki nie polecam, walą rybą – doradził trochę ciszej, nachylając się subtelnie, balansując na płotku bez najmniejszego problemu.
Sylwetkę Młody ma raczej niepozorną. Odrobinę niższy od przeciętnego kota, lekko zbudowany, ale nie chorobliwie kościsty. Ma gładkie, krótkie futerko, jednolicie czarne, poza białymi znaczeniami, których jest trochę za mało, żeby tworzyły harmonijną kompozycję - krawacik jakby za krótki, bródka za wąska, paluszki niekompletne. Nadrabia wyrazistą ekspresją - zarówno tą podświadomą, gdy ruchy łap i mimika pyszczka zdradzają jego samopoczucie, jak i tą wystudiowaną, kiedy celowo moduluje głosem i gestem, aby przekonać słuchacza do swojej narracji. Bez wątpienia pomocnym narzędziem są tu jego oczy - bardzo jasne, przejrzyste, szarobłękitne, nieco jakby wypłowiałe po brzegach i z intensywniejszą barwą przy źrenicy; piękne, wyjątkowe i pełne wyrazu.
Dużo bardziej złożona osobowość, niż wydaje się na pierwszy rzut oka. Jest śmiały, wygadany, może nawet nieco narcystyczny, gdy z nie przyjmującą sprzeciwu pewnością przekonuje o jakichś swoich racjach. Dzięki nieprzeciętnej charyzmie nawet ktoś prawdziwie inteligentny potrzebuje chwili, aby wyczuć, że Młody tak naprawdę nie jest najostrzejszym pazurem w łapie, a jedynie opanował sztukę marketingowej retoryki. Niemniej, ma w sobie pewną naturalną błyskotliwość, kreatywność i zdolność do adaptacji. Przy obcych niekiedy aż przytłaczający, przy przyjaciołach (przyjacielu?) luzuje, pokazuje swoją swobodniejszą, dowcipną stronę. Co kryje się za tą żywą i barwną fasadą? Sam woli o tym nie myśleć.
Chaotyczny Lot, Gęsiopióry i inni.
Na tekst o “staraniu się” Młody poczuł pewien niesmak. Nieznajomy po raz kolejny wykazał się w jego mniemaniu totalnym brakiem wyczucia. Proponując komuś zakład ze stawką, spodziewałby się jakiegoś rewanżu, “a ja ci upoluję wróbla, jeśli…”, a nie obśmiewania zaproponowanego darmowego posiłku. Nie chodziło tu bynajmniej o jakiś savoir-vivre dobrze wychowanego kawalera, wręcz przeciwnie – street cred łobuza. Ten tutaj nie miał ani jednego, ani drugiego, jakby… jakby nie bardzo funkcjonował w relacjach społecznych.
Kret zdecydował jednak pogawędzić jeszcze chwilę, do kolejnej wpadki Smoły. Może czarny powie mu coś ciekawego, a może… może, skoro taki z niego przewodnik marnotrawnych samotników, będzie też dobrym nośnikiem wspaniałych wieści, jakimi dla klanowych było pojawienie się w okolicy duetu miejskich biznesmenów.
I jak proszony, podłapał te wyłożone na przynętę “my” i chapsnął je tak mocno, że marketingowiec aż się uśmiechnął. Nie mógł nie skorzystać z tej okazji!
– Powiem Ci, że całkiem nieźle kombinujesz! Ale nie do końca – mrugnął na wzmiankę o “ziomeczkach” mających “zdjąć” Smołę – Bo wiesz… Tak, jestem z kolegą, ale tylko jednym. I owszem, jest całkiem niezły w pozbywaniu się kotów, ale akurat na Ciebie nikt nie dał zlecenia.
Na razie tyle. Starczy. Pogodny ton, jakim to wszystko powiedział, mógł sprawić wrażenie, jakby tylko żartował. A może nie? Pytaj, bystrzaku.
Natomiast wykładzik o Klanach skwitował tylko niezaangażowanym “aha, aha…”. Nic ciekawego. Wiadomo, że mieszkają w innych miejscach i inaczej pachną. Liczył może na jakieś smaczki o ich zwyczajach, charakterach, nastawieniu, może sojusze albo konflikty…
– To tyle? Specjalista z Ciebie, nie ma co.
Dość duża, ale zgrabna kotka. Sylwetkę ma szczupłą, ale o dość mocnych mięśniach i proporcjonalnych łapach. Jej długie futerko ma jasny niebiesko-srebrzysty kolor. Posiada ona także ciemny nalot na głowie, grzbiecie oraz ogonie jak również ciemniejsze pręgi na reszcie ciała, kotka jest tygrysio pręgowana. Ma ona biały pyszczek oraz pierś, białe "skarpetki" na przednich łapach sięgające jej do nadgarstków i również białe "skarpetki" na tylnych łapach sięgające do pięt. Podbrzusze samicy także jest białe z delikatniejszym i ciut krótszym włosem, niż ten na jej grzbiecie. Należy do niej także dość puchaty ogon i subtelnie zaokrąglone końcówki uszu, na których widać również sporo futerka. Gdy była kociakiem jej ślepka były barwy niebieskiej, ale już jako dorosła ma duże, błyszczące oczy w ślicznym zielonym kolorze. Jej pyszczek jest średniej długości i znajduje się na nim również taki w sam raz różowy nos.
Spokojna i łagodna kotka, która nie daje się łatwo wciągnąć w żadną kłótnię i zawsze stara się postępować właściwie. Ma w sobie wiele życzliwości oraz ciepła w stosunku do innych, stara się otaczać opieką szczególnie kocięta i słabszych od siebie. Jednocześnie jest wrażliwa, silne emocjonalnie sytuacje zarówno te negatywne jak i pozytywne mogą doprowadzać ją do łez. Nadal zdarza jej się być lekkomyślną i naiwną, czasem podejmuje decyzje, których nie przemyślała zbyt dokładnie. Jest kotką o dobrym sercu, co sprawia, że często i chętnie pomaga innym, a rodzina i przyjaciele zawsze mogą szukać u niej wsparcia. Kocha piękno otaczającej ją przyrody, zwłaszcza śpiew ptaków, kwiaty, zioła i owady, często przygląda im się z podziwem oraz fascynacją. Sama też lubi śpiewać i układa nawet własne piosenki, ale nie robi tego zbyt często. Kolekcjonuje zasuszone motyle i kwiaty, pióra ptaków, a także różnobarwne kamyki oraz muszelki.
Sama nie była tak właściwie pewna czemu opuściła bezpieczny obóz w Klanie Gromu i wyruszyła samotnie na wyprawę w nieznane jednak coś kazało jej tego wieczoru zjawić się przed ogrodzeniem oddzielającym pastwisko. Chociaż nie była ona może największą miłośniczką przygód, to jednak ów dreszczyk emocji przynosił jej również i pewną przyjemność oraz nadzieję na przeżycie czegoś niezwykłego. Kotka powoli stawiając kolejne kroki z mocno bijącym sercem i uniesionymi do góry uszami węszyła w powietrzu rozglądając się czujnie dookoła i zastanawiając się co też ją tu spotka. Czuła unoszące się w powietrzu bardziej i mniej znane jej zapachy, większość z nich należała do koni i zdaje się, że te stworzenia, choć duże nie były jakimś specjalnym zagrożeniem. A przynajmniej dopóki nic ich nie zestresowało i nie wpędziło w panikę, Wyjąca zachowywała się jednak bardzo cichutko i spokojnie tak, że praktycznie nie dało się odczuć jej obecności. Wieczór był zapewne chłodny, ale nie przeszkadzało jej to zbytnio jako, że przed zimniejszymi podmuchami wiatru chroniło ją jej długie i puszyste futerko. Kotka wędrowała powoli przed siebie wyostrzonymi zmysłami uważnie badając całą nieznaną sobie okolicę.
//Zapraszam MG! ^^//
◜Whateveryoudo◝. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .⤿ I'll do it .t o o
.
《S H O W me everythingand.T E L L me how》
.
it. all.[ m e a n s ].something . . .. . . . . . . . . . . . . .. . . and yet.nothing to me
I canseethere's.[ s o . m u c h ]. to learn
.
It's all so close.andyet so far
.
Oh, I just know. there's somethingB I G G E Rout there
Księżyce: 47 Mistrz: Płotkowy Potok, Wiewiórczy Skok Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Ślimacza Muszla* [NPC] Ojciec: Ostowy Kolec* [NPC] Trwałe urazy: brak lewego oka
Kocur ma umaszczenie czarne srebrne pręgowane. Jego futro jest długie jasnoszare z ciemniejszymi pręgami oraz trochę jaśniejszą szyją, pyszczkiem i brzuszkiem. Uszy ma długie, a pozostałe oko złotawe. Kwiat jest duży wzdłuż, wszerz oraz wzwyż, jak taki potężny klocek. Od kiedy zaczął trening jego mięśnie się uwydatniły i syn Ślimaczej Muszli zrobił się silniejszy, a do tego wygląda całkiem pokaźnie już z daleka.
Kwiat w dalszym ciągu jest precyzyjny, punktualny i obowiązkowy, jednak z czasem intensywność tych cech zaczęła opadać i stanęła na chyba całkiem znośnym dla innych poziomie. Po tym co zrobił mu Czarna Łapa, po zaginięciu matki i śmierci ojca, syn Ślimaczej Muszli wyciągnął trochę lekcji z życia po swojemu. Przede wszystkim uznał, że te wszystkie trudności, które los rzucał mu pod nogi miały na celu zahartować jego ducha aby Kwiatka nic nie mogło odciągnąć od celu, który ten sobie postawi. Zaczął też wierzyć, że świat urządzony jest w sposób racjonalny i że z każdej sytuacji można wyjść w jakiś sposób pozytywnie jeśli tylko się o to postara, a on po prostu w przeszłości popełniał błąd za błędem przez swoje narwaństwo i dlatego tak skończył jak skończył. To sprawiło, że się uspokoił i bardziej myśli o swoich słowach, jednak nie sprawiło że stał się milszy niż wcześniej. Jeśli chodzi o intensywność upartości co do jego przekonań to w tym przypadku nic się nie zmieniło, tak samo z jedzeniem.
No i wędrowała, i wędrowała, i wędrowała, a płot ciągnął się dalej, dalej i dalej niemiłosiernie odgradzając Wyjącą Łapę od pastwiska po drugiej stronie. Nie wyglądało na to, że znalazłaby się w nim jakaś dziura, chodźby najmniejsza, przez którą mogłaby się przecisnąć niepostrzeżenie i całkiem bezpiecznie. Widać Dwunogi bardzo dbały o to, żeby oddzielać swoje zwierzęta od całej reszty świata. Jeśli młoda terminatorka chciała przejść na drugą stronę, musiała przeskoczyć górą.
Dość duża, ale zgrabna kotka. Sylwetkę ma szczupłą, ale o dość mocnych mięśniach i proporcjonalnych łapach. Jej długie futerko ma jasny niebiesko-srebrzysty kolor. Posiada ona także ciemny nalot na głowie, grzbiecie oraz ogonie jak również ciemniejsze pręgi na reszcie ciała, kotka jest tygrysio pręgowana. Ma ona biały pyszczek oraz pierś, białe "skarpetki" na przednich łapach sięgające jej do nadgarstków i również białe "skarpetki" na tylnych łapach sięgające do pięt. Podbrzusze samicy także jest białe z delikatniejszym i ciut krótszym włosem, niż ten na jej grzbiecie. Należy do niej także dość puchaty ogon i subtelnie zaokrąglone końcówki uszu, na których widać również sporo futerka. Gdy była kociakiem jej ślepka były barwy niebieskiej, ale już jako dorosła ma duże, błyszczące oczy w ślicznym zielonym kolorze. Jej pyszczek jest średniej długości i znajduje się na nim również taki w sam raz różowy nos.
Spokojna i łagodna kotka, która nie daje się łatwo wciągnąć w żadną kłótnię i zawsze stara się postępować właściwie. Ma w sobie wiele życzliwości oraz ciepła w stosunku do innych, stara się otaczać opieką szczególnie kocięta i słabszych od siebie. Jednocześnie jest wrażliwa, silne emocjonalnie sytuacje zarówno te negatywne jak i pozytywne mogą doprowadzać ją do łez. Nadal zdarza jej się być lekkomyślną i naiwną, czasem podejmuje decyzje, których nie przemyślała zbyt dokładnie. Jest kotką o dobrym sercu, co sprawia, że często i chętnie pomaga innym, a rodzina i przyjaciele zawsze mogą szukać u niej wsparcia. Kocha piękno otaczającej ją przyrody, zwłaszcza śpiew ptaków, kwiaty, zioła i owady, często przygląda im się z podziwem oraz fascynacją. Sama też lubi śpiewać i układa nawet własne piosenki, ale nie robi tego zbyt często. Kolekcjonuje zasuszone motyle i kwiaty, pióra ptaków, a także różnobarwne kamyki oraz muszelki.
Po dłuższym czasie wycieczka wzdłuż płotu zaczęła ją nużyć i kotka wkrótce doszła do wniosku, że musi podjąć próbę przeskoczenia ogrodzenia, bo raczej nie zdoła znaleźć żadnego przejścia na dole. Cofnęła się nieco i dokładnie przyjrzała płotu starając się jak najlepiej oszacować jego wysokość, a także wyczuć właściwą odległość do wykonania skoku. W następnej chwili przycupnęła na łapach, starając się skumulować zwłaszcza w tylnych potrzebną jej energię, aby móc przeskoczyć przez płot. Wpatrzyła się czujnym wzrokiem w ogrodzenie i wreszcie wybiła się mocno z tylnych łap wlewając w to jak najwięcej siły, a przednie łapy wyciągnęła przed siebie. Miała zamiar opaść zwinnie i cicho na łapy po drugiej stronie płotu z nadzieją, że być może nie wyrżnie o niego pyszczkiem, ani nie zdenerwuje znajdujących się po drugiej stronie koni.
◜Whateveryoudo◝. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .⤿ I'll do it .t o o
.
《S H O W me everythingand.T E L L me how》
.
it. all.[ m e a n s ].something . . .. . . . . . . . . . . . . .. . . and yet.nothing to me
I canseethere's.[ s o . m u c h ]. to learn
.
It's all so close.andyet so far
.
Oh, I just know. there's somethingB I G G E Rout there
Księżyce: 47 Mistrz: Płotkowy Potok, Wiewiórczy Skok Płeć: Kocur Zaimki: on/jego Matka: Ślimacza Muszla* [NPC] Ojciec: Ostowy Kolec* [NPC] Trwałe urazy: brak lewego oka
Kocur ma umaszczenie czarne srebrne pręgowane. Jego futro jest długie jasnoszare z ciemniejszymi pręgami oraz trochę jaśniejszą szyją, pyszczkiem i brzuszkiem. Uszy ma długie, a pozostałe oko złotawe. Kwiat jest duży wzdłuż, wszerz oraz wzwyż, jak taki potężny klocek. Od kiedy zaczął trening jego mięśnie się uwydatniły i syn Ślimaczej Muszli zrobił się silniejszy, a do tego wygląda całkiem pokaźnie już z daleka.
Kwiat w dalszym ciągu jest precyzyjny, punktualny i obowiązkowy, jednak z czasem intensywność tych cech zaczęła opadać i stanęła na chyba całkiem znośnym dla innych poziomie. Po tym co zrobił mu Czarna Łapa, po zaginięciu matki i śmierci ojca, syn Ślimaczej Muszli wyciągnął trochę lekcji z życia po swojemu. Przede wszystkim uznał, że te wszystkie trudności, które los rzucał mu pod nogi miały na celu zahartować jego ducha aby Kwiatka nic nie mogło odciągnąć od celu, który ten sobie postawi. Zaczął też wierzyć, że świat urządzony jest w sposób racjonalny i że z każdej sytuacji można wyjść w jakiś sposób pozytywnie jeśli tylko się o to postara, a on po prostu w przeszłości popełniał błąd za błędem przez swoje narwaństwo i dlatego tak skończył jak skończył. To sprawiło, że się uspokoił i bardziej myśli o swoich słowach, jednak nie sprawiło że stał się milszy niż wcześniej. Jeśli chodzi o intensywność upartości co do jego przekonań to w tym przypadku nic się nie zmieniło, tak samo z jedzeniem.
Wyjąca Łapa najwidoczniej całkiem dobrze wszystko obliczyła i wykonała, ponieważ przeskok przez płot nie sprawił jej żadnych większych problemów. Terminatorka wylądowała na drugiej stronie ogrodzenia w dokładnie takim samym stanie w jakim wyskoczyła po tej pierwszej, czyli bez szwanku.
przejście przez płot >>> parzyste - udane, nieparzyste - problematyczne
Dość duża, ale zgrabna kotka. Sylwetkę ma szczupłą, ale o dość mocnych mięśniach i proporcjonalnych łapach. Jej długie futerko ma jasny niebiesko-srebrzysty kolor. Posiada ona także ciemny nalot na głowie, grzbiecie oraz ogonie jak również ciemniejsze pręgi na reszcie ciała, kotka jest tygrysio pręgowana. Ma ona biały pyszczek oraz pierś, białe "skarpetki" na przednich łapach sięgające jej do nadgarstków i również białe "skarpetki" na tylnych łapach sięgające do pięt. Podbrzusze samicy także jest białe z delikatniejszym i ciut krótszym włosem, niż ten na jej grzbiecie. Należy do niej także dość puchaty ogon i subtelnie zaokrąglone końcówki uszu, na których widać również sporo futerka. Gdy była kociakiem jej ślepka były barwy niebieskiej, ale już jako dorosła ma duże, błyszczące oczy w ślicznym zielonym kolorze. Jej pyszczek jest średniej długości i znajduje się na nim również taki w sam raz różowy nos.
Spokojna i łagodna kotka, która nie daje się łatwo wciągnąć w żadną kłótnię i zawsze stara się postępować właściwie. Ma w sobie wiele życzliwości oraz ciepła w stosunku do innych, stara się otaczać opieką szczególnie kocięta i słabszych od siebie. Jednocześnie jest wrażliwa, silne emocjonalnie sytuacje zarówno te negatywne jak i pozytywne mogą doprowadzać ją do łez. Nadal zdarza jej się być lekkomyślną i naiwną, czasem podejmuje decyzje, których nie przemyślała zbyt dokładnie. Jest kotką o dobrym sercu, co sprawia, że często i chętnie pomaga innym, a rodzina i przyjaciele zawsze mogą szukać u niej wsparcia. Kocha piękno otaczającej ją przyrody, zwłaszcza śpiew ptaków, kwiaty, zioła i owady, często przygląda im się z podziwem oraz fascynacją. Sama też lubi śpiewać i układa nawet własne piosenki, ale nie robi tego zbyt często. Kolekcjonuje zasuszone motyle i kwiaty, pióra ptaków, a także różnobarwne kamyki oraz muszelki.
Uśmiechnęła się zadowolona z udanego skoku, a będąc już po drugiej stronie rozejrzała się z zaciekawieniem wokół badając uważnie okolicę. Uniosła wyżej głowę i rozchyliła lekko pyszczek również węsząc przez chwilę w powietrzu, a jej uszy uniosły się czujnie ku górze, by sprawnie wychwytywać wszelkie napływające ku niej dźwięki. W następnej chwili powoli zaczęła iść naprzód miękko stawiając łapy na ziemi i nie przestając w dalszym ciągu obserwować miejsca, w którym się znalazła. Mimo podekscytowania wiedziała jednak, że musi pozostać ostrożna dlatego przez cały czas zwracała uwagę zarówno na otoczenie wokół siebie jak i na każde swe własne posunięcie. Każdy jeden ruch czy dźwięk sprawiał, że natychmiast zwracała uwagę w tamtym kierunku, aby upewnić się czy wszystko jest w porządku.
◜Whateveryoudo◝. . . . . . . . . . . . . . . . . . . . . .⤿ I'll do it .t o o
.
《S H O W me everythingand.T E L L me how》
.
it. all.[ m e a n s ].something . . .. . . . . . . . . . . . . .. . . and yet.nothing to me
I canseethere's.[ s o . m u c h ]. to learn
.
It's all so close.andyet so far
.
Oh, I just know. there's somethingB I G G E Rout there