Logo Artemidy
Gniazdo Sójki
XXXXOd ostatniego spotkania z Ognistą Łapą minęło tak wiele czasu, że zaczynała się martwić. Wciąż nie odważyła się jednak zapytać rzecznego patrolu o to, co się z nim działo, czy wszystko było z nim w porządku, była chyba na to zbyt... nieśmiała, a może nie chciała budzić w nich żadnych podejrzeń. Tego dnia postanowiła poszukać ziół w drodze do Czterech Dębów, jednak nie znalazła nic ciekawego po drodze, więc zrezygnowana po prostu usiadła, wpatrując się w potężne drzewa, kiedy do jej uszu nie dotarł szelest i nie usłyszała zbliżających się w jej stronę kroków. Podniosła się, jeżąc lekko sierść na grzbiecie. Jeżeli był to kot, to klanowy, więc chyba nie musiała się martwić... drapieżniki raczej się tu nie zapuszczały. Ugięła łapy, czekając, aż kot jej się ukaże i... zastygła w bezruchu, kiedy dostrzegła rudo-białe, pręgowane futro, tak dobrze jej znane.
XXXX– Ogień...? – rzuciła do rudej sylwetki, na początku nie będąc za bardzo pewna, czy to w ogóle on, ale tak, to musiał być on, przecież nie pomyliłaby go z nikim innym! Uśmiechnęła się. – Ogień! Ogieńku! Jesteś w końcu, gdzie ty się podziewałeś? Gdzie... – zatrzymała się, kiedy zobaczyła blizny na głowie. Wyraz jej pyska błyskawicznie przybrał zmartwiony wyraz, doskoczyła do niego w kilku susach, prawie potykając się o własne łapy po drodze. – Co się stało? – zapytała, cicho, jako, że stała już tuż przed nim, oglądając blizny, na szczęście bardzo dobrze zagojone, ale wciąż... co mu to zrobiło? Kot? Drapieżnik? Oddychała szybko, chcąc jak najszybciej usłyszeć odpowiedź na swoje pytanie, tupiąc łapami w miejscu w nerwach.

my love, take your time,
I’ll see you on the other side,
raise a glass to freedom...

LVL 4 115 / 300
MedLVL 6 754 / 900
8
Siła
S
12
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
19
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
xxxxByłem tu tylko na chwilę. Mój wzrok przejechał po gnieździe sójki i już byłem gotowy wracać, kiedy nagle usłyszałem wołanie mojego imienia, a sam zastygłem w bezruchu. Nie z strachu przed nieznajomym, bo doskonale wiedziałem kto mnie wołał. Nie pomyliłbym tego słodkiego, melodyjnego głosu z nikim, nikt nie brzmiał tak jak ona, nikt nie wołał mnie tak jak ona. Spiąłem się jednak widząc, jak do mnie biegnie. Nie... byłem gotowy. Na spotkanie. W sensie chciałem się spotkać! Po to tu przyszedłem, tylko, tylko... tylko co ja jej miałem powiedzieć? Tak bardzo źle się czułem. Ostatnio. Ostatnio bardziej niż zwykle, nie chciałem nikomu się zwierzać, nie chciałem nikogo zadręczać. Już zwłaszcza Jaskółkę, zwłaszcza ją!
xxxxPatrzyłem na nią. Uśmiechała się, więc ja też. Też się uśmiechałem. Bo była obok i ja byłem szczęśliwy, że ją widziałem, serio!! Ale potem uśmiech jej zszedł z pyska, zamiast tego pojawiło się zmartwienie, żal... pytała co się stało. Ścisnęło mi się serce. Chciałem jej po prostu powiedzieć. Rzucić, że hej, nic takiego. Tak wyszło. Takie tam. Wojownicze sprawy. Bo zostałem wojownikiem, więc to normalne, nie? Ale nie potrafiłem powiedzieć nic, bo gula wyrosła mi w gardle i sprawiała, że ledwo co oddychałem, nie mówiąc już o wypluciu z siebie słów. Było mi głupio, było mi wstyd. Za te blizny, za siebie, za to, że nie mogłem powiedzieć, że zdobyłem je w heroicznej bitwie, tylko jak idiota, największy kretyn. A Jaskółka po prostu stała zmartwiona O MNIE, czekała na odpowiedź. Czemu się martwiła, czemu akurat o mnie?
xxxxSpanikowałem, kiedy poczułem łzy pod powiekami. Nie chciałem płakać przy niej, proszę, tylko nie przy niej. Nie chciałem, żeby miała mnie za słabego. Ale czy te blizny temu nie dowodziły? To nie tak, że już jestem spalony? W momencie absolutnej paniki, chwili, w której czułem się bezradny i nie wiedziałem co zrobić... wcisnąłem pysk w jej pierś, czując, jak łzy spływają mi po policzku. Przynajmniej ich nie widziała, przynajmniej to, ale... ale przytuliłem się do niej. Tak po prostu. I miałem wrażenie, że zaraz zwymiotuję z strachu, stresu, że... że mnie odepchnie, powie jaki jestem żałosny, pójdzie sobie. Nie przeżyłbym tego, proszę, proszę tylko tego nie rób.
[Obrazek: jAtNJ2o.png]
LVL 5 510 / 400
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
XXXXTak radosna chwila, która przydarzyła się zupełnym przypadkiem, bo przecież nie planowała spotkania z nim, w jednej chwili sprawiła, że ścisnęło jej się serce. Widząc łzy w jego oczach, jej własne powieki same zaczęły ją piec, zaszkliły jej się oczy, choć przecież nie miała żadnego powodu do płaczu. Widok jego, pokiereszowanego na głowie, i przede wszystkim - braku odpowiedzi - bo wciąż nie wiedziała, co się stało. Nie wiedziała, czy zaatakował go drapieżnik, czy walczył z jakimś samotnikiem, a może kotem z innego Klanu? I dlaczego zareagował w taki sposób? Na myśl przyszło jej wiele scenariuszy, czy… kogoś stracił? Swoją siostrę, którą tak kochał? Pozwoliła mu się do siebie przytulić, nawet przez myśl nie przeszło jej, aby się od niego odsunąć, oparłą głowę na jego szyi, przymykając oczy, wypuszczając powoli powietrze, uspokajając własne, bijące nerwowo serce.
XXXX– Tęskniłam za tobą – wymruczała mu w sierści, może trochę niewyraźnie, ale grunt, że głośno, tak, aby jej głos przebił się przez szloch Ognistego Serca. Nie chciała już dopytywać, bo widziała, w jakim stanie był rudo-biały. Wtuliła się mocniej w niego, oddychając powoli, miarowo, mając nadzieję, że w ten sposób uspokoi Ognika, zabierze z niego całą jego negatywną energię, pozwoli mu się wyciszyć. To było tak… ciężkie na sercu, nie wiedziała, co ma powiedzieć, czy w ogóle powinna coś powiedzieć, coś więcej, czy to by pomogło, czy może jeszcze tylko bardziej pogorszyło sprawę i stan Ognika. Przez myśl przeszło jej pobiec do Lecznicy po coś uspokajającego, widząc to, z jakim jest stanie, jednak porzuciła ten pomysł. Zostanie z nim. Tyle, ile będzie trzeba.

my love, take your time,
I’ll see you on the other side,
raise a glass to freedom...

LVL 4 115 / 300
MedLVL 6 754 / 900
8
Siła
S
12
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
19
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
xxxxKiedy wylewały się ze mnie kolejne łzy, modliłem się do gwiezdnych o piorun. Żeby uderzył tylko mnie, nie ją. Nie chciałem się pokazywać w takim stanie, nie przy niej, nie chciałem żeby widziała jak płacze. Nie chciałem, żeby uznała mnie za słabego. Dlaczego tak po prostu pęknąłem, gdy widziałem w jej oczach czyste zmartwienie? Dlaczego płakałem jak dziecko, pomimo że nic się nie stało? Fale wstydu zalewały mnie raz po raz, a one tylko napędzały mój szloch. Byłem w błędnym kole, nie umiałem się uspokoić.
xxxxNie odsunęła się ode mnie. Czułem, że przywarła do mnie ciałem, że była przy mnie, a to wzruszało mnie możliwie bardziej. I biłem się ze sobą w myślach, bo z jednej strony bardzo nie chciałem, by Migocząca Łapa patrzyła na mnie... takiego. To był zawstydzający widok, smutny, taki, który powinienem przeżyć sam. Jej obecność napędzała mój płacz, bo to głównie z wstydu, z żałosności lały się łzy. Z drugiej znowu strony fakt, że była przy mnie... czułem jej zapach, słyszałem, że coś mówi (nie do końca wiedziałem co, zupełnie nie zrozumiałem), wiedziałem, że była tuż obok. Ta świadomość, pomimo palącego wstydu, pomagała mi się zaś uspokajać. Tak bardzo się cieszyłem, że mnie nie wyśmiała. Że była przy mnie. Że chciała mi pomóc. Nie byłem nikim, kto miałby na to zasługiwać.
xxxx- Przprszam - wymamrotałem cichutko, gdy po paru minutach zdołałem się uspokoić na tyle, by móc się odsunąć od cienistej kotki. Dopiero teraz dotarło do mnie co zrobiłem. Płakałem. Przy niej. I. Się. Przytuliłem. Momentalnie oblałem się potem, cały zestresowany stałem przed nią jak na skazanie. - Naprawdę cię prze-epraszam, nie powinienem, nie- nie chciałem! J-ja... M-mogę pójśc, nie, nie, ja powinienem już pójśc, ja cię przepraszam, ja nie wiem dlaczego- ja- tęskniłem za tobą bardzo, ale nie wiem czemu tak- zareagowaem- i- - zamknąłem się, gdy poczułem znowu łzy napływające mi do oczu. Zdołałem jednak je powstrzymać, bo to pogrążyłoby mnie już na dobre. Co ja sobie myślałem? Czemu byłem taki głupi, czemu robiłem wszystko to, czego nie powinienem?
[Obrazek: jAtNJ2o.png]
LVL 5 510 / 400
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
XXXXWtuliła się mocniej w ciało kocura, wdychając jego zapach, którego tak dawno nie czuła, a który działał na nią tak uspokajająco i kojąco, natychmiastowo odpędzając wszelkie troski, jakie pojawiały się, jak tylko wracała do obozu, do szarej codzienności pod przywództwem tego tyrana. Teraz mogła choć na chwilę zapomnieć o tym, w jak okropnym miejscu żyje, pełnym jadowitych żmij, które tylko czekały na jej błędy. Zacisnęła powieki, a kiedy ten odsunął się nieco od niej, spojrzała w jego żółte oczy, takie piękne, i na bliznę przecinającą jedno z nich.
XXXX– Nie idź, nie idź, Ogień, proszę cię, zostań ze mną, i nie przepraszaj mnie za nic, nic złego nie zrobiłeś – wymamrotała, cicho, słyszalnie jedynie dla jego uszu. Ostatnie, czego teraz chciała, to aby sobie poszedł, aby ją zostawił. Chciała z nim zostać, tak długo go nie widziała, zdawało jej się, że minęła cała wieczność, a to przecież… ile? Księżyc? Dwa? Straciła rachubę, ale to nieważne, najważniejsze było to, że znów tu był. Z nią. I ona z nim. – Chcesz znaleźć… sobie jakieś miejsce, żeby się położyć? I porozmawiać? Tak… na spokojnie? – zaproponowała. Mogli usiąść pod jakimś drzewem, krzaczkiem, cokolwiek. I spędzić czas, tak, jak za poprzednim razem. Widziała, w jakim stanie był Ognista Łapa, jednak miała nadzieję, że tym sposobem zatrzyma go przy sobie. Bała się, że od niej ucieknie, speszy się na tyle, że w tych wszystkich emocjach ją zostawi. I znów nie zobaczą się przez tak długi czas. Jednocześnie... martwiła się o niego. Wyglądał gorzej, niż go zapamiętała ostatnim razem, zastanawiała się, co takiego się stało, a musiało to być coś okropnego, skoro tak zareagował na jej pytanie. Liczyła jednak na to, że sam się przed nią otworzy, ona nie chciała go do niczego zmuszać.

my love, take your time,
I’ll see you on the other side,
raise a glass to freedom...

LVL 4 115 / 300
MedLVL 6 754 / 900
8
Siła
S
12
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
19
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
xxxxSpanikowany jedyne o czym myślałem, to o szybkiej ucieczce, o zakopaniu się w kupie mchu i nie wychodzeniu... już nigdy. Gdybym teraz uciekł, nie odnalazłbym już odwagi by zjawić się przy czterech dębach, uciekałbym od każdego patrolu i... i... och nie, to i tak niemożliwe. Patrolami zarządzał Nocny Szkwał. Nocny Szkwał wiedział o... koleżance z klanu cienia. Najgorszym jednak było to, że wmówił sobie, że to są randki, co było NIEPRAWDĄ. Nie chciałbym, żeby Jaskółka chodziła na takie randki. Tragiczne w każdej postaci.

xxxx"Pierwszej lepszej kotce nie obiecuje się kwiatów, młody."

xxxxZajęty własnymi myślami prawie jej nie usłyszałem. Patrzyłem na nią nieprzytomnie, z strachem lśniącym w oczach. Nie chciała żebym szedł. Chciała ze mną być, tuż obok, pomimo tego co właśnie odstawiłem... dlaczego, czemu? Dlaczego mi to proponowała, zamiast patrzeć na mnie z obrzydzeniem. Jak na słabego. Niewartego ani rangi którą mam, ani niczego innego. Ścisnęło mi się serce, miałem wrażenie, że zaraz wybuchnę. Czym sobie zasłużyłem, żeby Migocząca Łapa proponowała... położenie się, żeby po prostu porozmawiać.
xxxxSpeszony, bardzo zawstydzony pokiwałem tylko głową. Wzrok jednak wbiłem w ziemię, kiedy ta prowadziła do cienia jednego z drzew. Nie protestowałem, nic nie mówiłem. Nie potrafiłem wykrztusić żadnego słowa. Posłuszne położyłem się obok, kiedy ona to zrobiła i... i dalej natarczywie rozbierałem trawę wzrokiem, nie potrafiąc spojrzeć w oczy terminatorki, nic nie mówiłem, cisza. Nie chciałem błaźnić się możliwie bardziej.
[Obrazek: jAtNJ2o.png]
LVL 5 510 / 400
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
XXXXZgodził się odejść na bok. Zachowywał się jak chodzący trup, Jaskółka miała wrażenie, że zupełnie nie zwraca uwagi na otoczenie i gdyby wpadł tu lis, zapewne nawet by go nie zauważył. Była szalenie zmartwiona tym stanem rzeczy, może i zszokowana, bo pierwszy raz widziała Ognika zachowującego się... tak. Tak I była zła. Ale nie na niego, a na siebie. Bo nie wiedziała, jak mu pomóc. Czy w ogóle może mu pomóc. Czy jest w stanie zrobić cokolwiek, aby mu pomóc.
XXXXPołożyła się obok niego i milczała. Doskonale wiedziała, że ten nic nie powie, nie w takim stanie. Przez chwilę obserwowała, jak ten męczy swoim spojrzeniem trawę przed sobą, a potem na chwilę odwróciła wzrok. Obok niej rosła stokrotka, dość spora, a na brzegach jej białych płatków pojawiał się lekki, różowy kolor. Pochyliła się nad nim, po czym zerwała go i położyła na białe łapy Ognika, a potem swoim dwukolorowym nosem dotknęła go w policzek, chcąc wybudzić go z tego okropnego stanu. Bolało ją patrzenie na kocura, który zachowywał się, jakby stała się największa tragedia w jego życiu. Tylko, czy tak rzeczywiście było?
XXXX– Możemy po prostu poleżeć razem w ciszy... jeśli nie czujesz się na rozmowę – zaproponowała. Może tak będzie lepiej. Po prostu spędzić ze sobą ten czas, bez zbędnych słów.

my love, take your time,
I’ll see you on the other side,
raise a glass to freedom...

LVL 4 115 / 300
MedLVL 6 754 / 900
8
Siła
S
12
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
19
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
xxxxPodniosłem wzrok, kiedy stokrotka wylądowała na mojej łapie. Uśmiechnąłem się. Tak po prostu, chociaż policzki dalej miałem mokre od łez. Drgnąłem też, gdy poczułem jej nos przy swoim futrze. Była przy mnie. Wiedziałem, że chce mi to powiedzieć. I to uczucie bardzo mi pomagało, rozgrzewało moje serce, sprawiało, że faktycznie czułem się... lepiej. Jednocześnie jak idiota. Że musiała mnie zapewniać o takich rzeczach, jakbym był dzieckiem. Kocięciem.
xxxxPokręciłem wolno głową po chwili zastanowienia i przekonałem siebie samego, by podnieść na nią wzrok. Momentalnie uderzyła we mnie fala wściekłego gorąca, którą szybko zignorowałem. Nic się przecież nie działo. Moje serce nie musiało pędzić jak szalone, jak po maratonie, czemu więc to robiło? - Co... u ciebie? Chcę posłuchać - mruknąłem cicho, nieśmiało. Chciałem, żeby mówiła. Interesowało mnie to, co się u niej działo, chciałem ją poznać. Wszystko, byle tylko moje uszy mogły słuchać jej delikatnego głosu - to chyba on koił mnie najbardziej, pozwalał na zwolnienie oddechu.
[Obrazek: jAtNJ2o.png]
LVL 5 510 / 400
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
XXXXKwiatek zadziałał, kamień z serca. Ogień zdawał się uspokajać, nie był już taki roztrzęsiony, wprawdzie wciąż zdenerwowany i zestresowany, to na pewno, jednak... zapytał ją o coś, w końcu się odezwał. Posłała mu lekki uśmiech.
XXXX– Z tych dobrych informacji, to mój trening medyczny ruszył do przodu, na szczęście. Poznałam już dużo chorób i ziół, które pomagają je zwalczyć, znaczy, nie wszystkie jeszcze, ale dużą część, dzięki czemu mogę już leczyć. Wyleczyłam ostatnio pchły u jednego z naszych wojowników. Nie skarżył się, że wciąż je ma, więc raczej mi się udało – zaczęła od chyba jednej z najlepszych informacji, jaką mogłaby przekazać Ogniowi. To było dla niej ważne, że potrafiła już leczyć koty, potrafiła rozróżniać od siebie różne choroby i, co więcej, wiedziała, czego użyć, aby je wyleczyć. Jakoś wszystko w jej życiu zdawało się powoli układać. – Ach, i skończyłam trening wojowniczy, prawie bym zapomniała. Trafił mi się beznadziejny mistrz, ale jakoś z nim wytrzymałam. Nie wiem, po co mi to było, skoro nie zamierzam z nikim walczyć i nie muszę polować, ale wolę nie protestować. Już i tak mam to za sobą – dodała, bo zupełnie wypadł jej z głowy temat jej beznadziejnego treningu z Ośmiookim. Ale wypadało o tym powiedzieć Ognikowi. Poprawiła swoją pozycję, podsuwając łapy pod ciałko, układając się w klasyczną pozycję bochenka, opierając się lekko o rudo-białego kocura.
XXXX– A z tych gorszych to… heh, pożądliły mnie pszczoły, kiedy byłam na ziołach. Znaczy, nie zaatakowały mnie bez przyczyny! Po prostu chciałam zebrać trochę miodu i… no. Tak wyszło. Nie spodobało im się, że kradnę im ich jedzenie. Na policzku mnie użądliły tak porządnie i na łapie, o tutaj – powiedziała, wyciągając prawą łapę, aby pokazać mu, jak takie użądlenie wygląda. Nic szczególnego, ot, czerwona kropka z lekkim zaczerwienieniem dookoła, może i trochę opuchnięta, ale niedużo. Podwinęła po chwili kończynę z powrotem pod ciało. – Ale już odpowiednie medykamenty zostały nałożone, więc pewnie lada dzień mi to wszystko zejdzie i nawet nie będzie śladu* – odparła, nie chcąc, aby Ognik martwił się niepotrzebnie o jej stan, czuła się dobrze, szczególnie teraz, kiedy była z nim. Jakoś tak.

* uznałam, że skoro sesję zaczęliśmy 20.08, a leczenie zostało rzucone 28.08, to ta jedna rana jeszcze się wtedy nie pogorszyła, więc Jaskółka żyje w przekonaniu, że wszystko się ładnie wyleczyło

my love, take your time,
I’ll see you on the other side,
raise a glass to freedom...

LVL 4 115 / 300
MedLVL 6 754 / 900
8
Siła
S
12
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
19
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
xxxxSłuchałem absolutnie każdego jej słowa. Co jakiś czas mój wzrok padał na jej pyszczek, potem znowu na kwiatek widniejący na mojej łapce. Nieważne o czym by mówiła, zawsze będę jej słuchać - Migocząca Łapa wypowiadała się mądrze, jednocześnie tak luźno i przyjemnie, że choćby wzięła za temat coś najnudniejszego na świecie, ja wciągnąłbym się w to jak głupi. Nie przerwałem jej więc ani razu, co jakiś czas tylko kiwając głową. Przynajmniej na chwilę mogłem odciąć się od tego, co działo się u mnie - o całym tym chaosie, nowym życiu, obowiązkach i o tym, jak bardzo się w nich nie odnajdywałem. Kiedy byłem przy Czterech Dębach z Migoczącą Łapą nagle przestawałem być Ognistym Sercem Wojownikiem Klanu Rzeki, byłem, za to... po prostu Ognikiem. Ognikiem Przyjacielem Jaskółki. I to było uczucie, którego nie dało się zastąpić.
xxxx- To... uh, jeju, gratuluję! Że tak dobrze idzie ci nauka ziół, i że już leczyć koty. To, to... bardzo dużo wyczyn, ja siebie w życiu nie wyobrażam w takiej roli - odsapnąłem. Ja się nie wyobrażałem w żadnej roli. - I... mogłabyś być już mianowana jako wojownik? Musisz się ultra szybko uczyć - posłałem jej delikatny uśmiech. Jak to jest, że potrafiłem się cieszyć z ukończenia wojowniczego treningu Jaskółki, siostry czy kolegów, a za to w moim przypadku to w ogóle nie był sukces?
xxxxKiedy jednak ta pokazała mi użądlenie, wzdrygnąłem się nieco przyglądając się mu. Nie lubiłem widoku ran, nawet takich. A myśl, że ta musiała się wycierpieć wykonując tylko swoją robotę wcale mnie nie pocieszała. - Ale już wszystko dobrze? Wie-rzę... że tak, musi tak być. Praca medyka musi być cholernie ciężka, że trzeba się bić z pszczołami o miód - zaśmiałem się cicho, krótko, jednocześnie moje oczy świeciły zmartwieniem. To nie powinno tak być, że przy zbieraniu ziół się doznaje jakieś obrażenia, prawda? To wojownicy byli od cierpienia, medycy od tego, by ich leczyć. Chciałbym, żeby tak było. Żeby to Migocząca Łapa zbierała miód, a mnie tylko kłuły pszczoły.
xxxxPrzez chwilę nie mówiłem nic, jakby układając sobie nowe informacje w głowie. Czy było coś, co ja chciałbym powiedzieć Jaskółce? Uh... że pokłóciłem się z siostrą? Że moja ceremonia była absolutną kompromitacją? Że ledwie dzień po jak idiota rzuciłem się w paszczę śmierci, a Nocny Szkwał musiał mnie ratować jak jakiegoś... słabiaka? Faktycznie, same rzeczy którymi powinienem się chwalić. Niemniej wiedziałem, że ona chciała wiedzieć. Martwiła się. Jednocześnie nie byłem pewien, czy zmuszę się do zaczęcia tych tematów. Jedno jednak byłem jej winny, nie mogłem tego przemilczeć. - Ogniste Serce - wymamrotałem pod nosem, jakby od niechcenia, ledwo słyszalnie. Dużo bardziej wolałem być Łapą. - Tak... mam na imię. Jak coś - wyplułem z siebie jeszcze, żeby zrozumiała co chciałem jej przekazać. Tym razem mój wzrok utkwił na kwiatku. Wstyd, tylko to czułem.
[Obrazek: jAtNJ2o.png]
LVL 5 510 / 400
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
XXXXOna i bycie wojownikiem... pasowało to do siebie mniej więcej tak jak dieta roślinożerna dla kota. Nie nadawała się, wiedziała to. I skończyła to szkolenie tylko po to, aby nikt się do niej o nic nie przyczepił, aby nie musiała znosić nieprzychylnego spojrzenia Psiej Gwiazdy. Aby czuć się zwyczajnie bezpiecznie... i jedynym plusem było to, że rzeczywiście wiedziała, jak się obronić w razie niebezpieczeństwa, jeśli nie będzie w stanie uciec. Ale plusy tu się kończyły.
XXXX– Wojownikiem raczej nie mogę być mianowana. Szkolenie wojownicze musiałam skończyć, żeby wiedzieć, jak się bronić, polować, aby znać kodeks i… no, te wszystkie rzeczy. I tylko utwierdziło mnie to w przekonaniu, że nie nadaję się na wojowniczkę – powiedziała, zgodnie z prawdą zresztą, bo podejście Ośmiookiego skutecznie ją zniechęcało. Poza tym, nie kręciło ją codzienne patrolowanie i polowania od świtu do nocy, oraz okazjonalne mordobicie z lisem czy samotnikiem, który wkroczył na ich tereny i nie chciał ich opuścić. Ona była ponad to, ponad wszelkie konflikty, język przemocy nie był dla niej i zapewne nigdy nie będzie.
XXXX– Tak, tak, już wszystko dobrze. Heh, no, to niestety ta bardziej niewdzięczna część pracy jako medyk. Zdecydowanie wolę zbierać korę z drzew i liście z roślin, nawet tych kłujących, ale czasami trzeba i pobić się z pszczołami dla wyższego celu – zaśmiała się. – Ale tego miodu to już od groma mamy w składziku, więc nie mam zamiaru więcej zaczepiać tych owadów, niech sobie żyją, a zabieranie im całego miodu to głupota, one chyba się nim żywią, więc potrzebują go, żeby przetrwać porę nagich drzew – i żal by było Jaskółce rozwalać to, co wyprodukowały ciężką pracą. Ciekawe jak dużo czasu takie pszczoły potrzebowały, aby wyprodukować taki jeden plaster.
XXXX– O-Och?– wypaliła, nastawiając uszy i nachylając lekko głowę. Został wojownikiem? Czemu jej nic nie powiedział wcześniej, tylko dopiero teraz? Jak dawno? – Ogniste Serce? Och, jakie śliczne imię! Ja… cieszę się! I gratuluję, to naprawdę świetna wiadomość! Zasłużyłeś, na pewno! – wymruczała, przysuwając się do niego bliżej w geście wsparcia. Zauważyła jednak, że nie podzielał on jej entuzjazmu, a wiadomość, jaką jej przekazał brzmiała jakby opowiadał jej o tym, co zjadł wczoraj na śniadanie. Przysunęła pyszczek bliżej niego, lustrując go swoimi niebiesko-zielonymi oczyma. – …Nie cieszysz się? – zapytała, zmartwiona. Sądziła, że mianowanie podniesie go na duchu, wskaże prawdziwą ścieżkę, którą powinien podążać, ale może tak nie było? Co jeśli to to mianowanie było przyczyną takiego zachowania?

my love, take your time,
I’ll see you on the other side,
raise a glass to freedom...

LVL 4 115 / 300
MedLVL 6 754 / 900
8
Siła
S
12
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
19
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
xxxx- Ooooch, okej, tak to działa - mruknąłem, bo szczerze wcześniej nie miałem pojęcia jak to wygląda - czy medycy są mianowani... medykami po tym, jak uzyskają status wojownika, czy jednak nie. Z Sennym Świtem rozmawiałem raz, z Cisową Gałązką... też sporadycznie, jedynie o mnie, o moich ranach. Nigdy nie interesowałem się jak wygląda ich system, nic o nim nie wiedziałem i teraz poczułem się głupio, że tak ignorancko podszedłem do tematu. Niemniej miałem nadzieję, że ta nie będzie mieć mi za złe - przynajmniej dzięki rozmowie z nią uczyłem się, jak wygląda życie w klanie od strony medyka! Tak... mniej więcej, no. - To dobrze, że przynajmniej... wiesz co chcesz robić. I jesteś już w miejscu, gdzie nie musisz... bać się, że skończysz tam, gdzie byś nie chciała - posłałem jej delikatny uśmiech. Naprawdę cieszyłem się, a jednocześnie zazdrościłem, że Migocząca Łapa wiedziała kim chce być i do tego dążyła. Nie żyła w strachu, że stanie się kimś, kim wcale nie chciała.
xxxxUśmiechnąłem się, słysząc jej śmiech. Mógłbym go słuchać godzinami - koił moje nerwy, pozwalał się uspokoić, zrelaksować. Tylko ja, Jaskółka i jej dobry humor. To było wszystko czego potrzebowałem, żeby zapomnieć o moim mianowaniu, obowiązkach, Nocnym Szkwale, Wodnej łapie... tylko ja i ona. Sami. Jak taka przystań, bezpieczne miejsce, które znajdowało się gdziekolwiek nie widziałem jej ślicznego, kolorowego futerka. - Tak w zasadzie, po co jest miód? Co leczy? Czy jest po prostu dobry? O ile jest... chociaż brzmi całkiem słodko, jak na moje!
xxxxZasłużyłeś, na pewno. Aż mi się ścisnęło serce Posłałem jej czysto wymuszony, krótki uśmiech. Chciałbym myśleć tak, jak myślała ona. - Ja... - przygryzłem wargę. Mówić jej? Nikt nigdy nie miał wiedzieć. A Nocny Szkwał już wiedział, Wodna Łapa... Wodna Łapa też się dowiedziała. Aż przeszły mnie ciarki, gdy przypomniałem sobie tę żałosną scenę - ja zapłakany, wykrzykując jaki bezwartościowy byłem. Ale Jaskółka... była mi bliska. Ufałem jej, chyba, choć dalej nie byłem pewny. Czułem się przy niej dobrze. Inaczej, niż przy Nocnym Szkwale. Inaczej niż przy siostrach. To nie fair, że opowiadała o sobie, a ja przychodziłem, płakałem jak dziecko i zamykałem się w sobie. Zasługiwała żeby wiedzieć, chociaż trochę... jeżeli nie uznała mnie za frajera przy mojej żałosnej scenie sprzed chwili, to teraz... teraz chyba... chyba też tak nie pomyśli, prawda? Pomimo takich myśli, moje ciało przeszły dreszcze lęku. Bałem się. Bałem się, że zobaczy we mnie tego Ognia, którego widziałem w sobie ja sam. - ...nie - wydusiłem w końcu. Nie cieszyłem się. W ogóle. - N-nie wiem... nie czuję się. Gotowy. Wystarc-zający. Wojownik to ważna rola, wiesz, odpowiedzialna, a ja... ja... no... - ja taki nie byłem. Nie byłem jak inni wojownicy z legowiska, doświadczeni, inteligentni. - Prawie się zabiłem na swoim pierwszym polowaniu jako wojownik - odparłem gorzko, z ironią. Obrzydzeniem do samego siebie. - I nie wiem. Dziwnie mi. No - o dziwo nie rozpłakałem się, aż tak nie drżał mi głos. Jakbym drwił już z samego siebie... niemniej zaraz zrozumiałem czym właśnie dzielę się z Jaskółką i spojrzałem na nią z czystym lękiem, przerażeniem. - Nie bierz mnie teraz za... za frajera, proszę - dodałem cicho, spuszczając wzrok. Ostatnie, czego chciałem, to być tak postrzegany w jej oczach. Jednocześnie... Nocny Szkwał kazał mi się ogarnąć. Mniej się bać, mniej stresować. Cały klan widział na mianowaniu jak płacze. Woda widziała, Noc milion razy. Nawet Jaskółka. Moja obawa przed byciem dobrym wojownikiem na pewno nie przebije tego, jak słaby i wrażliwy byłem w stresujących sytuacjach.
[Obrazek: jAtNJ2o.png]
LVL 5 510 / 400
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
XXXX– Czasami… mam wątpliwości. Ale tak, sprawia mi to satysfakcję, to chyba najważniejsze. Wolę ratować życie, a nie je odbierać – odpowiedziała mu. Może taka była jej misja. Tylko czy była szansa na jej wykonanie? W Klanie Cienia, który zdawał się tracić ostatnie resztki empatii i współczucia dla słabszych? Coraz bardziej w to wątpiła, ale nie traciła nadziei. Wierzyła, że kiedyś to się zmienił
XXXX– W sumie to… nie wiem. Ale widziałam go w lecznicy i na pewno jest przydatny. Niedługo pewnie się dowiem. Ale tak, jest bardzo słodki, ale trzeba uważać, bo jest bardzo kleisty i cała sierść potem się lepi – po tym, jak przyniosła do go składzika musiała sporo czasu poświęcić na dokładne wymycie łap i pozbycie się wszelkich lepkich resztek ze swojej sierści.
XXXXTemat ich rozmowy był dziwnie ciężki, dla Jaskółki ta sytuacja nie była aż tak poważna, oczywiście, blizny Ognika wyglądały poważnie, jednak... to były tylko blizny. Równie dobrze mógł tam zginąć i wszystko przestałoby mieć znaczenie. Żałowała, że nie mogła przy nim być na codzień, że nie mogła obserwować postępów w jego treningu, oglądać, jak zostaje mianowany na wojownika. Może wtedy wsparłaby go, może wtedy nie miałby tak niskiego poczucia własnej wartości. Cofnęła na moment uszy, przytulając je do czaszki. Jak mogła mu pomóc? Czy w ogóle mogła? Nie wiedziała, jak ma to zrobić. I to było frustrujące, bo czuła, że powinna, czuła jakiś dziwny obowiązek pomocy, którego nie potrafiła spełnić.
XXXX– Nie widzę tu żadnego frajera… – zaczęła miękko i ciepło, odważając się, aby trącić go mokrym, dwukolorowym nosem w rudy policzek. – Widzę bardzo odważnego kota, który stara się być jak najlepszym wojownikiem. Równie dobrze ja mogę powiedzieć, że nie nadaje się na medyczkę, bo mnie pożądliły pszczoły – dodała, uśmiechając się, próbując wymusić na nim, aby na nią spojrzał. Żeby rzeczywiście jej posłuchał, wyzbył się strachu i przekonania, że jest niewartościowy, niegodny rangi, jaką dostał. Jaskółka nigdy by tak o nim nie pomyślała. – To był wypadek, Ogień, wypadki się zdarzają. Każdemu. Najważniejsze, że nic poważnego ci się nie stało i widzę cię całego w jednym kawałku – mruknęła na koniec, muskając bokiem pyska jego polik. To było najważniejsze. Że żył. Wiele kotów straciło życie przez ataki drapieżników, nie wiedziała, co by zrobiła, gdyby podobny los spotkał Ogniste Serce. Nie chciała choćby o tym myśleć.

my love, take your time,
I’ll see you on the other side,
raise a glass to freedom...

LVL 4 115 / 300
MedLVL 6 754 / 900
8
Siła
S
12
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
19
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
xxxxWoli ratować życie, niż komuś odbierać. Uśmiechnął się, gdy w głowie zabuczały mu te słowa - Migocząca Łapa była dobrą kotką. Tak dobrą, że to aż ciężko uwierzyć, że to właśnie ja na nią wpadłem, zaczyanjac wracać i czekać jedynie na nią, mając wrażenie, że tylko w towarzystwie kolorowej kotki się nie rozpadam. Była terminatorką medyka w Klanie Cienia, a ratowała najzwyklejszego, szarego wojownika Klanu Rzeki - mnie - bez wahania, jakby nigdy nic. Migocząca Łapa byłą dobrą kotką, inspirowała mnie wszystkim co robiła, mówiła i pokazywała. Była niesamowita. Mogłem mieć nadzieję, że się mną nie znudzi, gdy zauważy, że ja nie mam tak wiele do odwdzięczenia się.
xxxxNie potrafiłem spojrzeć w jej oczy. Skóra mi płonęła, chciałem wkopać się w ziemię i nigdy już nie wyjść - albo odwrócić się i uciec, jak tchórz. To byłoby łatwiejsze, niż znoszenie ciszy w oczekiwaniu na jej odpowiedź. Nie wiedziałem czemu jej to wszystko mówiłem - przecież wcześniej potrafiłem zacisnąć zęby i nie wypuścić pary z ust. Potrafiłem. Miałem jednak wrażenie, że bóbr nie rozciął brutalnie jedynie mojej skóry, ale także jakąś osłonkę, tarczę, która trzymała wszystko co czułem w środku. Teraz nie byłą szczelna, a ja, czując się nagi, odsłonięty - blizny pokazywały całemu światy moją słabość, której się wstydziłem - nie potrafiłem udawać, że wszystko było okej. Wyłamałem się przy Wodnej Łapie, teraz... teraz przy Jaskółce. Ryzykowałem tak wiele tylko dlatego, że za słaby byłem, by poradzić sobie z wszystkim sam.
xxxxZabiło mi szybciej serce, gdy ta mówiła. Otworzyłem pysk, chciałem coś powiedzieć. Że to wcale nie tak, to złe porównanie - Migocząca Łapa się tylko uczyła, a ja byłem już... wyuczony. I zawiodłem, jak idiota. To wcale nie tak, bo niemalże zabiłem się z własnej głupoty, wojownicy tak nie robią. To wcale nie tak, bo, bo.... bo ja byłem Ogniem, a ona była Jaskółką, więc to zupełnie coś innego. Ale moje argumenty brzmiały żałośnie nawet w mojej głowie, nie chciałem więc sprawdzać, jak tragicznie będą brzmieć wypowiedziane. Skuliłem się w sobie, wzdrygając się na jej nagły dotyk. Był miły, niemalże od razu zrobiło mi się ciepło pod skórą - ale się nie spodziewałem. Zebrałem się w sobie, żeby podnieść wzrok. Na jej śliczną mordkę, teraz wygiętą w zmartwieniu i trosce. Czułem, jak moje serce się ściska. Nie wiedziałem co myśleć, nie miałem pojęcia, nie... wiedziałem jak mam odebrać jej słowa. Ale czułem też... też bardzo dziwną, niespotykaną dla mnie lekkość. Przygryzłem wargę.

xxxxWierzyłem jej.

xxxxNaprawdę jej wierzyłem. Nocny Szkwał był dla mnie wyrozumiały i nigdy mnie nie zwyzywał, nieważne ile błędów robiłem i jakie głupstwa opowiadałem - ale Nocny Szkwał jest moim mistrzem i zastępcą Klanu. Nie wypadało mu mówić mi prawdy. Wodna Łapa martwiła się tym, jak siebie określałem i tym, jak bardzo w siebie nie wierzyłem - nie wzięła mnie za frajera, powiedziała, że mi pomoże. Ale była moją siostrą. Musiała tak powiedzieć, a ja przez to nie wiedziałem, czy mówi prawdę. Ale Jaskółka... Jaskóła była... kim? Kim była, by nie móc powiedzieć mi prawdy? Wziąłem głęboki wdech. Miała powody, by mnie okłamywać i myśleć o mnie zupełnie... inaczej? Szukałem argumentów, ale nie miałem ich w głowie. Migocząca Łapa mogła wziąć mnie za idiotę, który płaszczy się przed nią i ryczy jak dziecko. Tego właśnie się spodziewałem. A ona byłą obok mnie - siedziała, mówiła, że nic się nie stało. Patrzyła na mnie łagodnie, ciepło, z troską... dokładnie taką, jakiej potrzebowałem. Oczy zaszły mi łzami, pojedyncze zdołały wypłynąć na rude futerko, jednak całą resztę zatrzymałem w sobie. - Dz...kuje. Jask...ółko - powiedziałem cicho, słabo, ale posłałem jej delikatny uśmiech. Serce biło mi szybko, władały mną emocje, których nie potrafiłem nazwać. Nie wiedziałem, dlaczego tak się czułem przy kotce z Klanu Cienia, nie potrafiłem tego nazwać. Niemniej wiedziałem, że była... że była dla mnie bardzo ważna. Nawet będąc za granicą Klanu - była kimś, o kim myślałem przez niemalże cały czas, była kimś, za kim tęskniłem, kimś, kto pomagał mi wstać gdy czułem się jak gówno wymieszane z błotem.

xxxxNie chciałem od niej iść, nie uciekłem. Czułem się niezręcznie sam z sobą, ale... ale było okej. Siedziałem z Migoczącą Łapą, więc było okej. Nie miałem pojęcia ile spędziliśmy na rozmowie przy Gnieździe Sójki, ale to nie było dla mnie ważne - najistotniejsze było dla mnie to, że wracając, czułem się... lepiej. Dużo lepiej, a pierwszy raz od paru dni to nie blizny zajmowały moją głowę.

zt x2
[Obrazek: jAtNJ2o.png]
LVL 5 510 / 400
MedLVL 0 0 / 100
18
Siła
S
13
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
7
Zmysły
Zm
80
Punkty Życia
HP
60
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
* * *

XXXXLas zdawał się pięknieć coraz bardziej. Widok żółtych, pomarańczowych i czerwonych liści był bajeczny, Jaskółka niejednego już takiego przyniosła sobie do legowiska w formie ozdoby. I pięknie się one komponowały z intensywnie rudym futrem Ognistego Serca. Idealnie. Każde spotkanie z nim pomagało jej wyrwać się chociaż na jakiś czas z obozu, przepełnionego dziwnym, ciężkim powietrzem, którego nie mogła znieść na dłuższą metę, a z wojownikiem mogłaby spędzić i cały dzień, gdyby nie to, że oboje mieli swoje obowiązki.
XXXXSpacerowali sobie tak razem, aż Jaskółce w pewnym momencie nie wpadł pomysł do głowy.
XXXX– Wiesz co... rozejrzałabym się za ziołami, jeszcze ich nie szukałam na terenie Czterech Dębów. Mógłbyś w tym czasie spróbować zapolować, żeby tak samemu nie siedzieć, jeśli chcesz... – zaproponowała. Wcale nie szukała pretekstu, aby spędzić z nim więcej czasu. Przecież wtedy mogliby wrócić później do obozu, a w razie czego będą mieć wymówkę, on w postaci zwierzyny, a ona ziół.

my love, take your time,
I’ll see you on the other side,
raise a glass to freedom...

LVL 4 115 / 300
MedLVL 6 754 / 900
8
Siła
S
12
Zręczność
Zr
7
Szybkość
Sz
19
Zmysły
Zm
75
Punkty Życia
HP
55
Wytrzymałość
W
Odpowiedz
« Starszy wątek | Nowszy wątek »

Użytkownicy przeglądający ten wątek: 1 gości